Ogłoszenia podręczne » KLIKNIJ WAĆPAN «
  • 16/11. Zapisy na indywidualne wydarzenie dla S.SPEC. Weź udział w wyprawie!
  • 13/11. Do 17 listopada, do godziny 20:00, trwa halloweenowy plebiscyt! Zagłosuj!
  • 04/11. Kolejne ogłoszenie dotyczące zmian. Rzuć okiem.
  • 03/11. Do 9 listopada, do godziny 22:00, należy uzupełnić temat z chronologią. Po ustalonym terminie moderator zacznie sprawdzanie.
  • 03/11. Do 12 listopada, do godziny 20:00, jest czas na wznowienie wątków z przeszłości i alternatywnych. Tematy, w których post nie pojawił się od miesiąca lub dłużej zostaną wrzucone do archiwum. W razie pytań: pisać do Rhetta na PW.

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Go down

Pisanie on Pią Sie 16, 2019 1:31 am  •  Zrujnowany plac Empty Zrujnowany plac
Zrujnowany plac 6Z5bRYg

Zrujnowany plac to centrum „Nowej Desperacji”. Zjawiając się do tego punktu można udać się w każde miejsce, które to należy do miasta założonego przez wymordowanych. Przybite deski do budynków, metalowe blachy zastępujące ściany i dachy, czy nawet ugruntowanie to zlepek różnych śmieci. Często jest to miejsce przypadkowych spotkań.
                                         
Paranoia
Wierna     Opętana
Paranoia
Wierna     Opętana
 
 
 

GODNOŚĆ :
Mai „Insanity” Miyahira


Powrót do góry Go down

Pisanie on Pią Sie 16, 2019 1:31 am  •  Zrujnowany plac Empty Re: Zrujnowany plac
Nowa Desperacja, piękne w swej brzydocie miasto, zbudowane od podstaw przez robotników, którzy razem z innymi chcieli mieć solidne miejsce by nazwać je domem. Wyróżniała się na tle reszty pustkowi, gdzie zagrożenie było swoistą formą rozrywki dla każdego. Tutaj nadal mogło być gorąco przez konflikt wymordowanych, ale to była marginalna rzecz, którą to należałoby pominąć. Wciąż tu można było znaleźć takie osoby, które to nie były krwiożerczymi bestiami w ludzkiej skórze.
   Z niewiadomych powodów Insanity postanowiła zajrzeć do tego przybytku, wraz ze swoim kompanem podróży, z którym to posiadała silne więzy krwi. Podróżowanie w samotności wiązało się z pewnym ryzykiem, wtedy najlepiej mieć drugą osobę u swego boku - kogoś kto urozmaiciłby samą wędrówkę i pomógł w zwalczeniu przeciwności losu. Dlatego też uwielbiała towarzystwo swojego braciszka, z którym to przeżyła wiele przygód i nigdy jej nie przyszło na myśl by narzekać na nudę.
   Stanęła w miejscu na krótką chwilę, rozejrzała się w dookoła, widząc struktury budowli i losowych przychodni. Zmarszczyła czoła, podrapała się po głowie i odezwała się bezpośrednio w stronę Hayanari'ego.
Ej braciszku! – Zawołała stojąc tuż obok niego i nie przerwała dalej mówić.
Czy my jesteśmy w tej Nowej Desperacji? Bo chyba zgłupiałam kompletnie. – Zadała pytanie i zaczęła znów się rozglądać, nie dowierzając swym własnym oczom.
   Nie tak sobie wyobrażała to miejsce. Zawsze miała wrażenie, że Nowa Desperacja to kompletna dziura zabitymi deskami, gdzie rabunku i losowe pobicia, dzieją się tak często, że jest to swoista norma kulturowa. Była już przygotowana na najgorsze, a miała przed sobą nawet całkiem ładne miejsce. Zatrzymała się od dalszych kroków, spoglądając tym samym w stronę brata, a następnie rozdziawiła usta chcąc coś jeszcze powiedzieć.
Jak myślisz? Gdzieś tu można napić się czegoś ciężkiego? – Zapytała ciekawska. Nie była w tym miejscu, a przynajmniej miała takie wrażenie. Dlatego też jego zapytała, gdyż była przekonana, że coś mógłby wiedzieć o tej Nowej Desperacji.
                                         
Paranoia
Wierna     Opętana
Paranoia
Wierna     Opętana
 
 
 

GODNOŚĆ :
Mai „Insanity” Miyahira


Powrót do góry Go down

Pisanie on Pią Sie 16, 2019 10:09 pm  •  Zrujnowany plac Empty Re: Zrujnowany plac
Wydawać by się mogło, że szły tu tylko dwie osoby. Rude, niepozorne, zwyczajne jak inni mieszkańcy Apogeum wraz z okolicami. A jednak było ich tu ósemka, z czego jedno było zdecydowanie zwierzęciem. Wyższy od towarzyszki mężczyzna zerkał na boki, mrużąc oczy i skanując teren przed zagrożeniami. A dla niego zagrożeniem bywał nawet zbyt szeleszczący na wietrze liść. Dla wygody podróży zrezygnował z formy drzewca-mutanta, na dwóch nogach mimo wszystko łatwiej było się przemieszczać i biegać, choćby i kopać leżącego. Spojrzenia obcych komentował przeciągłym zerknięciem i gardłowym pomrukiem ostrzeżenia. Lepiej było nie podchodzić, bo w obronie siostry byłby gotów rozciągnąć czyjeś flaki po najbliższym kilometrze kwadratowym.
Nie miał co robić, ale też nie odmówiłby prośbie Mai, więc ochoczo zabrał się z nią. Nie musiał pilnować rośnięcia wszelkich krzaczków i pędów, radziły sobie dobrze i bez niego. Szepty w głowie rozmawiały ze sobą, chwilowo ograniczane przez przywódcę stada. Niedługo jednak będzie w stanie utrzymać je zamknięte, sześć najsilniejszych głosów wreszcie się przebije, zaczynając publiczną dyskusję, która zacznie go przesadnie irytować.
Zatrzymał się, w zamyśleniu prawie wpadając na ramię siostrzyczki.
- Mhm - odpowiedział jakże zaawansowanym, rozbudowanym zdaniem. Głupiutka Mai. Zgubiłaby się nawet we własnym łóżku, gdyby nie wyciągnął do niej czasem pomocnych łapek. I to niby on był tym młodszym, co? Na szczęście Enma doprowadzała ją raz na jakiś czas do ładu dzięki czemu nie musiał być jej rogaczem-stróżem na pełen etat.
- Ciężkiego jak woda z ołowiem? - odezwał się znów nieco bardziej mrukliwym i zadziornym głosem. Zachichotał. - Zaleciało mi kurczakiem... - wypalił nagle spokojny, poruszając nosem i próbując zlokalizować źródło fikcyjnej woni. - Lubię kurczaki. Zjadłbym - jęknął wewnętrzny głodomór zawiedziony, że żadnego drobiu nie namierzył wzrokiem. - Kiedyś hodowałam kurcza... - odezwał się wyższy głosik Kasumi. Urwała jednak, bo w tej chwili zagłuszyła ją pozostała szóstka. - Weź kurwa zamknij jebany ryj. Nyaaan!
Kasumi nie lubił nikt.
- Wyjazd do środka - warknął Hayanari i stuknął się nadgarstkiem w skroń. Spojrzał znów na Mai, na wargi wpełzł mu z pozoru przyjemny uśmiech. - Podejrzewam, że w barze, moja droga - odparł na jej pytanie.
                                         
Psychosis
Wierny     Zdziczały
Psychosis
Wierny     Zdziczały
 
 
 

GODNOŚĆ :
Hayanari "Psychosis" Miyahira


Powrót do góry Go down

Pisanie on Sob Sie 17, 2019 7:17 pm  •  Zrujnowany plac Empty Re: Zrujnowany plac
Wałęsała się jakiś czas po placu, nie mając właściwie nic lepszego do roboty. Wpierw szukała kogokolwiek chętnego do kupienia wężowej skóry, ale nieszczególnie się jej z tym poszczęściło. Nie posiadała nic innego do zaoferowania, ani żadnego miejsca, do którego mogłaby się udać, w związku z czym postanowiła jeszcze chwilę się tu powłóczyć. Usiadła na stercie jakichś metalowych odpadów i bardziej z nudów, niż z potrzeby głodu, wyciągnęła z kieszeni wysuszony kawałek szczurzego mięsa. Pomyślała, że się na szybko posili, a potem pójdzie w pierwszą lepszą stronę, gdziekolwiek ją poniesie.
Przeżuwała leniwie swoją przekąskę, gdy ujrzała przed sobą rudowłosą kobietę, rozglądającą się dookoła. Może tak, jak Batsheba, była tu nowa, a może kogoś szukała, trudno powiedzieć. Jej towarzysz jednak bardziej przykuł uwagę Bat. W jej mniemaniu ręka nieznajomego wyglądała wyjątkowo paskudnie. Jako iż wciąż jeszcze nie przywykła do widoku dziwactw Desperacji, takie wizerunki robiły na niej prawdopodobnie większą impresję, niż na innych z otoczenia.
Aż zagwizdała z wrażenia .
- Nie lepiej sobie uciąć rękę, niż się nosić, jak jakieś wynaturzenie? - syknęła z dezaprobatą.
Tak, jakby zapomniała, że wszyscy tu są Wymordowani i do “naturalnych” to im odrobinkę daleko. Ale Batsheba już tak miała, skrycie się nienawidziła, ale na zewnątrz robiła z siebie hipokrytkę roku.
Ktoś obok ją usłyszał i zerknął na Hayanariego, po czym parsknął krótko śmiechem w odpowiedzi.


//Jak chcecie, to możecie nie usłyszeć i zignorować! Grzecznie sobie pójdę, słowo. //
                                         
Batsheba
Poziom E
Batsheba
Poziom E
 
 
 

GODNOŚĆ :
Batsheba


Powrót do góry Go down

Pisanie on Wto Sie 20, 2019 9:36 pm  •  Zrujnowany plac Empty Re: Zrujnowany plac
Pojedynczy kamień przetoczył się po ziemi, kiedy Shion z premedytacją zamachnął się i kopnął go z całej siły. Powietrze dzisiejszego dnia było wyjątkowo suche, niemalże drapało w gardle a słońce zdawało się powoli wypalać całe otoczenie. Nic więc dziwnego, że praktycznie każda napotkana istota szukała desperacko chociażby skrawka cienia.
Poprawił bandaż zasłaniający jego prawe oko, nie chcąc pozwolić by choć odrobina drażniącego światła wdarła się pod zabrudzoną tkaninę. Jeszcze tego brakowałoby, aby przeszywający ból zepsuł mu jeszcze bardziej i tak popsuty dzień.
Przeskoczył niski murek, zbudowany zapewne jeszcze w czasach, o których praktycznie już nikt nie pamiętał i wtedy dosłyszał stłumione głosy. Napiął mięśnie powoli, wręcz leniwie rozglądając się dookoła, aby wyłapać źródła rozchodzących się dźwięków. Właściwie nie do końca był zainteresowany rozmowami nieznajomych, ale z drugiej strony jak na psiego szpiega przystało, każda informacja na Desperacji była w cenie.
Nie musiał długo zastanawiać się nad podjęciem odpowiedniej decyzji.
Wsunął dłonie głęboko w kieszenie materiałowych spodni, które aktualnie podciągnął pod same kolana, by chociaż trochę ochłodzić rozgrzane ciało, a następnie ostrożnie ruszył w stronę dźwięku, który wydawał się najdonośniejszy. Nie musiał widzieć ich sylwetek, aby wiedzieć że kieruje się w dobrym kierunku. Słuch robi swoje.
Gdy znalazł się wyjątkowo blisko, wdrapał się po kamieniach zawalonego budynku i przysiadł na jednym z nich, skąd miał wręcz idealny widok na dwie.... nie, trzy osoby. Dwie po środku, jedna gdzieś obok majacząca, jakby niepewnie chciała wkroczyć na scenę.
Sięgnął do drugiej kieszeni, skąd wyciągnął jabłko i wgryzł się w nie, spokojnie jedząc i przysłuchując ich rozmowie. Zamierzał do samego końca milczeć, nie chcąc ingerować w ich wesołą pogawędkę w nadziei, że wyciągnie od nich wszystko, co mogłoby przysłużyć DOGS, ale gdy dziewczyna rzuciła dość idiotyczną uwagę, nie powstrzymał sarkastycznego parsknięcia pod nosem. Na tyle głośnego, że nieznajomi zdecydowanie mogli go dosłyszeć.
- Jak dla mnie wygląda to całkiem dobrze i normalnie, jak na standardy tego miejsca. - odpowiedział przenosząc leniwie spojrzenie z mężczyzny... albo kobiety? A kto go tam wiedział. Skupił wzrok na dziewczynie, która swoją wręcz błyszczącą normalnością niemalże wyróżniała się na tle całego tego tałatajstwa.
- Widocznie zbyt mało widziałaś, pisklaku. - dodał nieco bardziej pod nosem, ale wciąć na tyle głośno, by komentarz nie uszedł jej uwadze. Przechylił głowę lekko w bok, a przydługawe rude kosmyki opadły na piegowaty policzek, gdy ponownie zatopił ostre kły w miąższu owocu.



If you think this has a happy ending, you haven't been paying attention
Zrujnowany plac 7WAAHeN
                                         
Shion
Ratler     Poziom E
Shion
Ratler     Poziom E
 
 
 

GODNOŚĆ :
Shion.


Powrót do góry Go down

Pisanie on Wto Sie 20, 2019 11:57 pm  •  Zrujnowany plac Empty Re: Zrujnowany plac
Podróżowanie w towarzystwie ulubionego braciszka, zawsze było przyjemne dla Mai z wielu powodów, jak chociażby ze względu na szeroką gamę osobowości jaką posiadał Hanayari. Nigdy nie przeszło jej na myśl żeby narzekać na któreś z nich, poza wyjątkiem takiej jednej co była straszliwie irytująca nawet dla samej rudowłosej. Każdej chwili jak tylko ją słyszała to wielokrotnie się cisnęły na jej usta słowa, żeby tylko zamknęła pyszczek na kłódkę i nie otwierała przez dłuższy czas. Nie trzeba było temu się dziwić - nikt nie był w stanie znieść normalnie Kasumi.
   Przyglądała się z zaciekawieniem na swego braciszka, chcąc usłyszeć oczekiwaną odpowiedź na swoje pytanie, niestety nie otrzymała takowej i musiała wręcz skomentować w swej głupiej manierze.
Każdy głupi wie, że w barze, ale czy tu widzisz jakiś bar? – Zaczęła marudzić w stronę członka rodziny. Nie była zadowolona z odpowiedzi co dawała o tym wyraźnie znać po samej mimice twarzy. Była naburmuszona niczym małe dziecko, któremu odmówiono zakupu przytulanki, szybko to minęło jak wpadła na pomysł.
Już wiem! – Głośno dała o tym znać, uderzając swoją pięścią o otwartą dłoń.
Hayanari. Znajdźmy więc jakiś bar i napijmy się czegoś porządnego. – Podzieliła się z myślą ze swoim bratem, uśmiechając się szeroko od jednego ucha do drugiego.
   Rozmowa między tą dwójką przebiegała spokojnie i w miarę radośnie, dopóki nie usłyszała kobieta zbędnego komentarzu w stronę członka rodziny. Stała przez chwilę osłupiała po tym co usłyszała, a następnie odwróciła się z wrogim spojrzeniem w kierunku, skąd dochodziły słowa obrażające jej kompana podróży.
Nie lepiej zamknąć mordę, żeby potem nie zbierać zębów z ziemi? – Posłała agresywną wiązankę w stronę nieznajomej, która to chyba sobie nie zdawała sprawy z tego co mówi. Takie uwagi na Desperacji same się prosiły o małe sprostowanie - pięścią prost w twarz drugiej osoby. Obecnie Enma był poirytowana pobudką ze swego snu z powodu nieznajomej i naprawdę nie była w nastroju do słuchania takich tekstów, a tym bardziej jej braciszek co był obiektem żałosnych żartów.
   Przeskoczyła spojrzeniem z jednej osoby do drugiej, która to również się włączyła do całego zajścia. Rzucił dość trafną uwagą na temat normalności w przypadku takich miejsc jak Desperacja. Gorsze wybryki natury chodziły po tych ziemiach, które to nie było jak pominąć wzrokiem.
Pewnie było w dupie i gówno widziało. – Zwróciła się ze słowami w stronę wymordowanego, przesiadującego sobie na zawalonym budynku. Wróciła swym spojrzeniem na braciszka, który to wcześniej musiał znieść ubliżanie ze strony nieznajomej, czekając właściwie na jego reakcję. Jedynie miała nadzieję, że pozostanie spokojny i prowokatorka zejdzie im z pola widzenia.


Zrujnowany plac 1Xn7uKY
|| Mai [#9c9748] || Enma [#9c5048] ||
                                         
Paranoia
Wierna     Opętana
Paranoia
Wierna     Opętana
 
 
 

GODNOŚĆ :
Mai „Insanity” Miyahira


Powrót do góry Go down

Pisanie on Sro Sie 21, 2019 12:40 am  •  Zrujnowany plac Empty Re: Zrujnowany plac
No bo w sumie co miał jej odpowiedzieć? Nie szlajał się po barach, było tam za dużo osób co znacząco zmniejszało życiową przestrzeń i ściany zaczynały nagle być jeszcze ciaśniejsze, aż wytłaczało powietrze z płuc. Przynajmniej kiedy był sam, bo w towarzystwie rudowłosej to może nawet by wlazł do pudełka. Ona umiała powstrzymywać małe przestrzenie przed stawaniem się jeszcze mniejszymi, zwykle zawierało się to w wielu głaskach za uszkiem i raczeniu go swoją przezabawną głupotą. Ale jak widać potrafiła też sama wpaść na jakiś pomysł, którego zalążki podsuwał na ogół swoimi prostymi, oczywistymi odpowiedziami.
Widzisz, jaka jesteś mądra? – odparł spokojnie, zerkając na niższe dziewczę z ukosa. Musiał ją pochwalić, żeby nie odstawiała mu lepszej wersji Kasumi. Nie zniósłby długotrwałego focha Mai, choć głównie z tej przyczyny, że nie miałby do kogo paszczy otworzyć poza samym sobą w sześciu innych wydaniach. Mimo że najlepiej rozmawiało się z Lucyferem, raz na jakiś czas potrzebował innej istoty do wylania swoich żali na resztę stada. Ile można rozmawiać z Taichim o żarciu i tym, jak bardzo nie lubi fotosyntezy?
Zatrzymał się jak wryty. Nie trwało długo zanim wyłapał wzrokiem nadmiernie pyskate stworzenie. Warknął zwierzęco, zirytowany głupotą i bezczelnością tego czegoś. Jak w ogóle śmiało? Nowe tu było, życie mu było niemiłe? Zacisnął w pięść zarówno normalną jak i lustrzaną dłoń, pokazując kły i opuszczając nieco głowę, jakby gotując się do szarży i ataku rogami. Patrzył spode łba oczami pełnymi zwierzęcej wściekłości.
Nie lepiej zamknąć ryj. To ma ryj, siostrzyczko. Wyjątkowo paskudny – warknął gardłowo znacznie niższym głosem niż dotychczas. Miał ochotę rzucić się na prowokatora, rozerwać na strzępy, zadeptać, rozerwać gardło zębami, a flaki powlec na sto metrów. Z trudem powstrzymywał ciało przed przeobrażeniem się. Jako drzewiec miał co prawda lepsze zdolności obronne, ale też gorzej się poruszał, a cholera wie, czy nie będzie tego trzeba zaraz gonić, żeby pokazać onemu jego miejsce w desperackiej hierarchii. A znajdowało się ono pół metra pod piachem.
Wynaturzenie świetnie zaciska się na gardłach. Chodź, przetestujesz, kretynko – syknął i zaczął iść w jej stronę, wciąż zaciskając palce. Pod nagą skórą coś poruszyło się zaaferowane. Jeden rozkaz, a rój z pełną mocą ruszyłby wściekle ku swej ofierze, znacznie mniej łagodny niż ich symbiont.
Zagryź, szepnął podekscytowany głos Taichiego. Rozszarp, ponaglił Hayate. Nie będzie obrażać naszej wspaniałości, wysyczał poirytowany Zerah. Ukróć onego cierpienia. Jest tylko pyłem na wietrze. Zgnieć to. Pożryj żywcem. Zaduś. Rozwal na kawałeczki. Zasługujesz na rozrywkę, Hayanari. Inne głosy, łącznie z tymi, które nie należały do stada, zaczynały coraz bardziej domagać się zemsty. Zatrzymał się. Nie był daleko od stworzenia z brakiem instynktu samozachowawczego. Dał mu ostatnią szansę na przeżycie.
Rój uwięziony pod skórą znów się poruszył.
                                         
Psychosis
Wierny     Zdziczały
Psychosis
Wierny     Zdziczały
 
 
 

GODNOŚĆ :
Hayanari "Psychosis" Miyahira


Powrót do góry Go down

Pisanie on Pon Sie 26, 2019 6:31 am  •  Zrujnowany plac Empty Re: Zrujnowany plac
Batsheba nie spodziewała się tak nadgorliwych reakcji, ale nie pierwszy i nie ostatni raz zaskoczy ją jej własny brak przewidywania nadchodzących konsekwencji. Zdecydowanie brakowało jej instynktu samozachowawczego, kiedy nie tkwiła w swojej ludzkiej postaci.
Usłyszawszy uwagę pofarbowanego rudzielca zerknęła raz jeszcze, ostatni, na zniekształconą dłoń i obiekt dyskusji, jakby nie dowierzając, że oboje patrzą na to samo. Niby co było w tym normalne? Obleśne i tyle. Czy ona ma przez to rozumieć, że tutaj wszystko jest obleśne? Po raz kolejny zastanowiło ją czemu władze M3 w ogóle pozwalają, by takie miejsce, jak Desperacja w ogóle istniało. Powinni je podbić już dawno temu i przemodelować na cywilizowane standardy. Wówczas wszystkim żyłoby się o wiele lepiej!
Podczas gdy sytuacja robiła się coraz gorętsza, Batsheba zdawała się zapomnieć od czego w ogóle się zaczęło - a mianowicie od jej bezpodstawnej zaczepki. Ujrzała bowiem coś znacznie ciekawszego i jak dziecko, zapomniała o swoich przewinieniach. Ba! Nawet jej przez myśl nie przeszło, że w ogóle zrobiła coś niestosownego.
Podniosła się ze swojego miejsca, zapominając o potwornie nudnej wysuszonej przekąsce, która opadła na ziemię i wskazała palcem na Shiona.
- Hej! Czy to jest prawdziwe? Masz jabłko, poważnie? Co za nie chcesz? A może wymieniłbyś się za skórę węża? Albo lepiej! Powiedz mi skąd je wziąłeś!
Musiała się wręcz powstrzymać, by nie podskakiwać, jak mała dziewczynka w momencie rozdawania prezentów na urodziny.
Większość swojego pożywienia pozyskiwała w zwierzęcej formie, jako iż była to najskuteczniejsza w metoda w jej sytuacji, ale miała serdecznie dość gryzoni i ptactwa. Odkąd została wyrzucona na łaskę Desperacji nie widziała owoców i teraz, nawet w połowie wyjedzone jabłko wydało jej się zdumiewającym rarytasem.
Wiązanka drugiej kobiety wybiła ją z rytmu, i w innych okolicznościach, poirytowała by ją, no ale… jabłko!
- A wiesz co, mądralo? Masz rację, nic nie widziałam! Jabłek też nie widziałam! - Na te słowa wyrzuciła ręce do góry, coby podkreślić dramatyzm (w swym mniemaniu) sytuacji.
W gruncie rzeczy dopiero wyższy mężczyzna zwrócił na siebie jej uwagę na tyle, by zorientowała się, że być może nie najlepiej czyta obecną atmosferę. Chciała mu wytknąć, że jest zbytnio przewrażliwiony, ale ujrzawszy jego wściekłą mordę, wreszcie ugryzła się w język.
Odpowiedziała sykiem, ale i jednocześnie zrobiła krok w tył. Zapomniała o przeklętym owocu, gdy jej serce zaczęło bić szybciej, a nogi świerzbiły od chęci ucieczki. Wielki. Silny. Groźny. Głupia. Słaba. Uciekaj! Jej ciało zaczęło się wić w miejscu i Batsheba wiedziała, że jest na tej granicy strachu, gdzie jeszcze trochę, a wąż w niej wymusi przemianę, czy tego chciała, czy nie.
- Nie dotykaj mnie - wydusiła z siebie już nie tak głośno, jak wcześniej.
Czuła się jak zaszczuty zwierzę i jak najbardziej zapragnęła natychmiast stąd uciec, ale wizja odwrócenia się plecami do mężczyzny napawała ją jeszcze większą niechęcią, więc znów zrobiła krok w tył, usilnie, choć niezbyt skutecznie, próbując ukryć swój strach.


Zrujnowany plac AnOQpm5
And what makes us human
is that sometimes we snap.
And in that moment of release
we're closer to gods than we know.
                                         
Batsheba
Poziom E
Batsheba
Poziom E
 
 
 

GODNOŚĆ :
Batsheba


Powrót do góry Go down

Pisanie on Nie Wrz 01, 2019 1:22 am  •  Zrujnowany plac Empty Re: Zrujnowany plac
Nie odpowiedział. A na pewno nie uczynił tego od razu, delektując się każdym kęsem jabłka do samego końca. Zjadł również i ogryzek, bo przecież marnowanie czegokolwiek zdatnego do zjedzenia na Desperacji ocierało się niebezpiecznie o świętokradztwo. Wyrzucił za siebie jedynie pozostawiony nagi patyczek po owocu, odchylając się lekko i opierając teraz obiema dłońmi o kamień, na którym siedział, nie spuszczając wzroku z widowiska, które być może rozegra się wnet na jego oczach.
- A czemu miałbym ci udzielić tak cennej informacji? - odpowiedział, unosząc przy tym lewą brew, która zniknęła pod bujną grzywą rudych włosów.
- Tutaj na Desperacji każda informacja jest bardzo cenna. Mogę ci jednak pomóc i wskazać drogę do miejsca, gdzie znajdują się nie tylko jabłka, ale również inne owoce czy też warzywa, ale wszystko tutaj ma swoją cenę. Tak samo jak i moja informacja. Przekup mnie. - wargi drgnęły, wykrzywiając się niemalże w karykaturalnym uśmiechu, odsłaniając przy tym zwierzęce małe kły.
- I uprzedzam twoje pytanie. Nie, węża skóra jest dla mnie bezwartościowa. Postaraj się bardziej, dziewczynko. - dodał, momentalnie milknąc, kiedy na scenę wkroczył mężczyzna, prezentując tym samym agresywną postawę w stosunku do dziewczyny.
Shion instynktownie pochylił się nieco do przodu, chcąc w ten sposób mieć o wiele lepszy widok na to wszystko. Zaczynało robić się ciekawe. Skłamałby, gdyby powiedział, że nie czeka na mordobicie, pokaz mocy z siłą fajerwerków, krwi i przemocy. Czegokolwiek, co rozwiałoby panującą nudę dzisiejszego dnia. Z drugiej strony kusiło go, aby nieco pożartować z nich, podsycić ich zdenerwowanie, poszczuć wzajemnie.
Oparł brodę o dłoń, przenosząc spojrzenie z faceta, wpatrując się ponownie w dziewczę.
Bała się.
Takich jak ona, przepełnionych smrodem strachu, wyczuwał na kilometr. W końcu kto jak kto, ale on znał się na strachu najlepiej. Tchórz tchórza rozpozna. Zawsze.
- Ty, wielkoludzie. - wyprostował plecy, kierując słowa tym razem do nieznajomego.
- Nie wstyd ci bić małą dziewczynkę? Do tego chcecie ją zaatakować we dwójkę? Tak postępują tylko tchórze, wiesz? - przechylił głowę lekko na bok, a wiatr nieco rozwiał jego grzywkę.
- A tchórzem nie jesteś. Nie cuchniesz jak oni.



If you think this has a happy ending, you haven't been paying attention
Zrujnowany plac 7WAAHeN
                                         
Shion
Ratler     Poziom E
Shion
Ratler     Poziom E
 
 
 

GODNOŚĆ :
Shion.


Powrót do góry Go down

Pisanie on Nie Wrz 01, 2019 3:41 am  •  Zrujnowany plac Empty Re: Zrujnowany plac
Cało to zajście w oczach wymordowanej było wielkim cyrkiem, który nie powinien nawet zaistnieć w normalnych okolicznościach. Kiedy masz do czynienia z osobą co rzuca obelgą w drugą osobę, a nie jest w stanie stanąć czoła konsekwencją swoich czynów, to jest nikim innym niż tchórzem. Była w towarzystwie członka jej własnej rodziny, którego było łatwo wyprowadzić z równowagi, a następnie narazić się jemu i to dosyć poważnie. Samej jej nie przyszłoby na myśl, żeby rzucić opryskliwymi tekstem, bo była świadoma jego możliwości i ewentualnych konsekwencji.
   Jak to było w przypadku nieznajomej? Stchórzyła kompletnie na wieść o nadchodzącym gniewie ze strony wielkoluda, który to mógł rozwiązać jej problem z kłapaniem dzioba raz na dobre. Nie miała ku temu żadnych przeciwwskazań Enma, ale głosem rozsądku okazał się być osobnik, który to wszedł w interakcje z nimi. Odwróciła spojrzeniem w stronę wyprostowanego rudzielca, wsłuchiwając się w słowa z należytą uwagą mimo, że przekaz nie był do niej skierowany.
   Jakby nie patrzeć to było coś z tego racji, ale sama na siebie to sprowadziła i drogą logiki zasługiwała na lekcję manier. Nie przejęłaby się kompletnie całym tym zajściem, gdyby ono miało miejsce gdzieś na bezdrożach, niżeli „centrum cywilizacji” mieszkańców Desperacji.
Haynari. – Zwróciła się do niego, powracając wzrokiem w stronę brata, skracając nieco dystansu między nimi.
Zdaje sobie sprawę, że jesteś wkurzony i chcesz rozwalić tej osobie czerep o ziemie, ale nie po to tu w sumie przyszliśmy. – Rozgadała się chcąc namówić wymordowanego, żeby wstrzymał temperament i ten jeden raz odpuścił zniewagę.
    Stanęła tuż obok niego i skierowała swoje dłonie, żeby złapać jego dłoń określoną „wynaturzeniem”. Zamierzała tym działaniem skłonić rudzielca żeby zwrócił na nią uwagę, chcąc przystawić ów kończynę do swojej twarzyczki. Wtedy też postanowiła przyjrzeć się jego twarzy ze wzrokiem, który mówił wyraźnie, że w innym miejscu i czasie dorwą tą tchórzliwą idiotkę.
I jak to będzie, hm? – Zwróciła się do niego ostatni raz, oczekując na jego odpowiedź i reakcje na użyte słowa. Próbowała odegrać role starszej siostry, chcąc uspokoić młodszego braciszka.


Zrujnowany plac 1Xn7uKY
|| Mai [#9c9748] || Enma [#9c5048] ||
                                         
Paranoia
Wierna     Opętana
Paranoia
Wierna     Opętana
 
 
 

GODNOŚĆ :
Mai „Insanity” Miyahira


Powrót do góry Go down

Pisanie on Nie Wrz 15, 2019 11:26 am  •  Zrujnowany plac Empty Re: Zrujnowany plac
Wszystko to coraz bardziej działało mu na nerwy. Za dużo osób, za dużo dźwięków, światła. Głosy brzęczały w głowie, przekrzykując się w trakcie kłótni. Sam chciał zacząć krzyczeć, gryźć i drapać bez opamiętania. Może właśnie to powinien zrobić? To było jedyne rozwiązanie jakie póki co widział. Nic go nie obchodziły jakieś jabłka, a tym bardziej to, że ta mała chciała je dostać. Gdyby była milsza, to sam by mógł jej przekazać sekretne miejsce z owocami, ale w tym momencie było po ptokach i już by nigdy nie powiedział jej nic miłego, bo go obraziła w najgorszy i najgłupszy możliwy sposób.
Nie dotknę cię. Wiesz czemu? – Spytał, ale nie oczekiwał odpowiedzi. Splunął w jej kierunku, na piach. – Bo gówna się nie dotyka.
Kusiło go mimo wszystko wyciągnięcie do niej wynaturzonej ręki, przesunięcie choćby opuszkami ośmiu palców po jej brodzie, ale nie był pewien co odwali. Jeszcze go ugryzie i czymś zarazi. Zamiast tego przeniósł wzrok na siostrę, pochylił się lekko w jej stronę, dotknął czołem jej czoła. Wyraz twarzy rogatego w jednej chwili złagodniał do granic, przekręcił się o sto osiemdziesiąt stopni. Wydobył z siebie pomruk, taki z rodzaju „ale mamo”. Nadal dotykając jej czoła, spojrzał w bok. Odwrócił głowę, żeby mieć łatwiej wbić wzrok w dzieciaka wcześniej wcinającego obiekt pożądania pyskatej smarkuli.
Prawo pustyni. Stado zwycięża. Słabi giną. Głupi giną w cierpieniu – prychnął mrużąc ślepia. Odsunął się od siostry, zabierając też rękę. Chciała go odwieść od zemsty, na pewno broniła tego marnego szczura, którego chciał rozsmarować na kamieniach.
Myślisz, że drapieżnik oszczędza mysz, bo jest większy? – odezwał się tak, jakby mówił jednocześnie i do Shiona i do Batsheby. – Że raviery są tchórzami, bo nie działają w pojedynkę?
Zacisnął obie ręce w pięści. Powstrzymywanie biokinezy było coraz trudniejsze. Swędziały go przedramiona od roju, który wyczuwał jego wściekłość. Kłótnia i syknięcia mieszały się. Krzyczał wewnętrznie, choć na zewnątrz zaciskał szczęki, by nie zatopić zębów w szyi kobiety. Od siły zaciskających się palców dłonie aż drżały. Paznokcie w dwóch miejscach nacięły skórę.
Nawet miastowi nie chcieliby cię w laboratoriach. Bezużyteczna wywłoka. Nie nadajesz się nawet na przekąskę, bo pewnie żylasta i... – cofnął się o pół kroku, zachwiał, zamknął oczy odchylając głowę w tył. Za głową ruszyło całe ciało, aż wreszcie poleciał do tyłu.
Zasnął.
W połowie obelgi.
                                         
Psychosis
Wierny     Zdziczały
Psychosis
Wierny     Zdziczały
 
 
 

GODNOŚĆ :
Hayanari "Psychosis" Miyahira


Powrót do góry Go down

                                         
Sponsored content
 
 
 


Powrót do góry Go down

Strona 1 z 2 1, 2  Next

 
Nie możesz odpowiadać w tematach