Ogłoszenia podręczne » KLIKNIJ WAĆPAN «

 :: Misje :: Retrospekcje


Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next

Go down

Nie dotykać kity! [RaBat] Empty Nie dotykać kity! [RaBat]Pisanie on 16.07.19 20:33
Czas: Około trzy lata przed obecnym czasem.

Miejsce: Zrujnowany dach szkoły gdzieś pośród ruin rozsianych po Desperacji stanowiący schronienie dla niewielkiej włoskojęzycznej społeczności żyjących tu w spokoju dzięki temu, że nie mają niczego co dałoby się zrabować, nawet rozgłosu dość dużego, by przyciągnąć bardziej podłe osobistości.

Stare szkolne korytarze ze zniszczonymi szafkami i roztrzaskaną gablotę, za którą wciąż widać jeden puchar zdobyty w jakimś konkursie matematycznym, złoty globus pokryty równaniami i czarny lis stojący pośród tego wszystkiego pełen wątpliwości. Spotkał tutejszych ludzi i przypadkiem im pomógł - mieli wspólnych wrogów i żadne z nich nie mogło uciec. Rashn przed świadomość, że Ci dowiedzieli się gdzie się schronił, a mieszkańcy Szkoły przez to, że agresorzy stali u progu.
Przypadkowa przysługa, o którą nikt nie prosił stała się przyczyną do zaproszenia lisa na kolację - o czym mówili jednak jakby była to jakaś wielka uroczystość, a biorąc pod uwagę, że musiał na nią czekać aż pięć dni - może rzeczywiście są tak niedożywieni, że porządny posiłek jedzą raz na tydzień? Dlaczego więc zaprosili go do siebie? Osiemnastoletnia dziewczyna, która jako jedyna umiała kilka słów po japońsku nie potrafiła mu tego wytłumaczyć, choć pytał.
Ich dziwny język... czasem Rashn miał wrażenie, ze tak naprawdę to on ma być daniem na kolacji, że trafił na plemię kanibali, którzy tylko wyczekiwali takich głupców jak on. Łatwowiernych kretynów, którzy przyjmą propozycję i przyjdą do tej nieszczęsnej szkoły by umrzeć i stać się pokarmem dla tych barbarzyńców. Mogli o tym mówić jawnie i tak nie rozumiał ich śmiesznej mowy.

Podszedł do prowizorycznej blokady z ławek i palcami przetarł po zakurzonym blacie stojącego u podstaw barykady biurka. Jego lisie uszy poruszyły się - dosłyszał dźwięk dobiegający z góry. Przypomniał sobie słowa tłumaczki:
- Na dachu, najpierw schody w górę, a jak koniec, to stalowe drzwi zapukaj. Tak Rashn! jesteś jeszcze za nisko, myśl lisie! - Zapamiętał zdanie niemal dosłownie dzięki jego dziwnej konstrukcji. To niemal jak zagadka ze starych powieści o elfach, smokach. Ekscytujące! Co prawda dość niezgrabne gramatycznie, lecz mimo wszystko ekscytujące.

Rozejrzał się szukając stalowych drzwi. Było już późno, a on miał na sobie zdecydowanie zbyt lekkie ubranie. Poczuł chłód tego miejsca, a może przez jego pustkę, szerokie opuszczone korytarze, poczuł nagły chłód? Potarł dłońmi swoje ramiona i wreszcie dostrzegł! Przejście kiedyś pomalowane niebieską farbą - wciąż jeszcze było widać jej nieliczne ślady, z czego największy był w lewym dolnym rogu. Dość już stracił czasu, ruszył więc przed siebie. Jednak jeszcze raz się zawahał, gdy jego dłoń już miała uderzyć. Te drzwi... na pewno hałas jaki wydają zawiadomi wszystkich w budynku, a to będzie oznaczało, że nie ma już odwrotu. Ktoś spytałby dlaczego Rashn w ogóle tutaj przyszedł. Jakie w tym rudym łbie pojawiły się motywy i spowodowały, że jednoznaczna odmowa zmieniła się w wątpliwości? Liczył na darmowe jedzenie oraz przede wszystkim towarzystwo tych zabawnych ludzi. Byli dla niego jak kukiełki w przedstawieniu - wydawały niezrozumiałe dźwięki, poruszali się w zabawny sposób, zdecydowanie zbyt radosny, by traktować ich poważnie.

Trzy uderzenia w drzwi rozniosły się echem po pustym korytarzu. Lis położył uszy przytłoczony tym dźwiękiem na chwilę i poruszył nerwowo swoim ogonem. Słyszał kroki dochodzące zza kawałka metalu i skrzypienie, gdy drzwi zostały otwarte wpuszczając go do środka. Zobaczył przed sobą mężczyznę, którego spotkał poprzednio. To właśnie on stał naprzeciwko wrogów Rashna i wspólnie przyszło się im zająć rabusiami. Obdarzył go nieco nieufnym uśmiechem, ledwie uniesieniem kącików ust. Jego oczy nawet przez chwilę nie odrywały się od jednego z gospodarzy. Nie ufał mu.
Nie chciał iść przed nim, dał się zaprowadzić na górę, lecz to mężczyzna musiał iść pierwszy po metalowych schodach, które napawały Rashna przerażeniem. Nie potrafił zaufać przerdzewiałym stopniom - poczuł ulgę, gdy znalazł się na stabilnym, betonowym dachu. Zobaczył całą resztę "rodziny" w tym wiele osób nieznanych mu wcześniej. Mówili coś, lecz nie był w stanie ich zrozumieć.
                                         
Lisi książę Rashn
Opętany
Lisi książę Rashn
Opętany
 
 
 

GODNOŚĆ :
Rashn


Powrót do góry Go down

Jeść, jeść, jeść, jeśćjeśćjeśćjeść. Zimno. Jeść. Gdzie ja? Chwilę jej zajęło, by przypomnieć sobie, że zwierzęciem już nie jest (przynajmniej na razie) i że znajduje się w towarzystwie jakiejś bandy obcokrajowców, którzy ją ubrali, a teraz posadzili przy prowizorycznym stole. Przyjaznej bandy, bądź co bądź, co było niejakim komfortem w jej obecnej sytuacji. Myśli Batsheby momentami wciąż były bardzo proste, jako iż zaledwie wczoraj wróciła do ludzkiej postaci po kolejnym wężowym amoku. Nie wiedziała ile czasu minęło od jej poprzedniej przemiany, ale gdy się wreszcie ocknęła, zorientowała się, że otaczają ją dwie kobiety. Jedna młoda, a druga starsza. Wydawały się skonsternowane i nic dziwnego. Klęczały bowiem obok dopiero co przebudzonej nagiej dziewczyny w jednej z opuszczonych klas. Batsy domyśliła się, że jeśli mieli jakieś porozstawiane blokady, to na niewiele się one zdały wobec kobry. Wystarczyło, że prześlizgnęła się przez niewielką szczelinę i proszę bardzo. Oni jednak o tym nie wiedzieli i pytali ją skąd się wzięła. Udawała, że nie rozumie ledwo skleconych zdań dziewiętnastoletniej Włoszki, coby uniknąć odpowiedzi. Po jakimś czasie znudzili się i zmienili zestaw pytań.
Najwyraźniej jej nie okryta pupencja leżała obok stosiku martwych szczurów. Musiała je upolować, gdy wpełzła do budynku szkoły, ale kilka pozostawiła nietkniętych. Nic z tego nie pamiętała, ale nieszczególnie ją to zdziwiło.  
Gryzonie były uduszone lub zmiażdżone, co oznacza, że ich nie ugryzła. Dzięki temu jej nowi obcojęzyczni znajomi stwierdzili, że mogą je zjeść. Schowali je i w zamian wczoraj dali jej jakieś suszone, małe kawałki mięsa. Nie miała pojęcia co to było, ale pożarła je z zapałem. Nie była wtedy głodna, ale miło było włożyć do ust coś innego niż surowe mięsiwo.
Ale dzisiaj? Dzisiaj była potwornie głodna! Jako człowiek musiała jeść kilka razy dziennie i po przemianie wybitnie ją to irytowało. Wyglądało na to, że zdobycze z jej poprzedniego dnia zachowali na dzisiejszy obiad, w tym również znaleźli jakieś ptactwo, które właśnie apetycznie piekło się na ognisku. Już nie mogła się doczekać aż pozwolą jej napełnić brzuch.
Skrzywiła się i nawet niekontrolowanie syknęła, gdy usłyszała dudniednie do metalowych drzwi. Nie lubiła podobnych dźwięków. Zerknęła na swoich gospodarzy, ale ci zdawali się nie być tym zdziwieni. Dzięki temu nie poczuła się zaalarmowana, choć uważnie obserwowała, jak jedyny mężczyzna w grupie przerwał przygotowania do posiłku i zszedł na dół. Po chwili powrócił, a Batsheba po odgłosach kroków wiedziała, iż kogoś prowadził. Naciągnęła na siebie podarowaną bluzę, jakby mogła się w niej schować i napięła mięśnie, jakby gotowa do ucieczki. Zmierzyła nowoprzybyłego, dochodząc do wniosku, że jego skóra jest jaśniejsza od pozostałych obecnych. Może to coś znaczyło, a może nie.
Przestała jednak o tym myśleć, gdy ujrzała coś puchatego za nieznajomym. Zmrużyła oczy, jakby niepewna czy coś się jej nie przewidziało. Ale gdy mężczyzna się poruszył, wata cukrowa za nim również się zakołysała.
Czy to jest OGON? Puchaty, jak jakaś przesłodka, wyrwana nie z tej bajki, chmurka! Czy to żarty?
- Hah! Czy to bal przebierańców dla dzieci? Przepraszam, nie wiedziałam, inaczej pomalowałabym sobie motylka na twarzy - żachnęła się.
Od razu lepiej się poczuła, tak mu dopiekając. Dobrze było wreszcie usłyszeć swój głos, dobrze było wreszcie pobyć kimś “ludzkim”. Nawet jeśli miała tym kogoś urazić. Zresztą, wątpiła, by ktoś i tak ją zrozumiał.
                                         
Batsheba
Poziom E
Batsheba
Poziom E
 
 
 

GODNOŚĆ :
Batsheba


Powrót do góry Go down

Nie dotykać kity! [RaBat] Empty Re: Nie dotykać kity! [RaBat]Pisanie on 17.07.19 19:46
Rashn był zaskoczony, wręcz zszokowany. Przychodząc tutaj spodziewał się usłyszeć jedynie dziwną mowę gospodarczy, obcą dla niego i przez to kompletnie niezrozumiałą, no może poza dość nieskładnymi zdaniami wypowiadanymi przez osiemnastoletnią dziewczynę - niczego więcej. Na pewno nie spodziewał się, że będzie miał okazję usłyszeć słowa, które dobrze znał, których sens był w stanie zrozumieć.
I pewnie nawet poczułby ulgę, zapytał czy nieznajoma rozumie barbarzyńskich domowników, lecz treść słów sprawiła, że był w zbyt dużym szoku, by myśleć teraz o widmie bycia obiadem. Czy ktoś tu właśnie odważył się wyśmiać jego uszka i ... to już był szczyt wszelkiego chamstwa - kitę! O ile te pierwsze mógł jeszcze wybaczyć, to zmarszczył nos z irytacji na myśl, że ktoś wyśmiał właśnie jego dumę. Jego drugą miłość! I warto tu zaznaczyć, że pierwsza to tylko zmyłka dla ochrony ogona przed ewentualnym szantażem. To niewybaczalne!
Jedyne co mu pozostawało przed rzuceniem jakiegoś złośliwego komentarza i dalszym marszczeniem nosa to nadzieja, że może źle ją zrozumiał, że może nie chodziło o jego wspaniały, zadbany ogon. Rashn może niespecjalnie przejmował się zniszczonym ubraniem, w końcu trudno było znaleźć inne. Jednak o ogon dbał - jak o mało co.
Jego złość była jednak wręcz niedostrzegalna, jedyny jej widoczny objaw - pomarszczony nos - był widoczny ledwie przez chwilę i mógł wydawać się zupełnie ze sprawą niepowiązany, nawet przez osobę, która uważnie obserwowała twarz lisa.
- [color=#800000]Więc nie tylko ja nie zostałem poinformowany o wszystkich niespodziankach.[color] - Powiedział do dziewczyny, po czym nawet się uśmiechnął do niej. Przynajmniej kąciki jego ust uniosły się w górę, gdy jego spojrzenie było skierowane w stronę tej przeklętej abominacji, która mogła ośmielić się zaatakować jego kitę. W końcu o co innego? Pozostali wyglądali całkowicie ludzko, można nawet było przypuszczać, że mimo niesprzyjających warunków, wszelkich okoliczności, wciąż pozostawali jedynie zwykłymi, słabymi ludźmi. Jedynie on miał cechy dość niezwykłe, choć w żadnym razie nie dziwne dla mieszkańców tych przeklętych pustkowi. Nawet ich dzisiejsi gospodarze nie byli specjalnie zdziwieni, że mają do czynienia z kimś, kto w jakiejś części jest lisem.
To już mogło być istotną wskazówkę, lecz Rashn nie zaprzątał sobie teraz tym głowy. Zamiast tego dotarł w końcu do ogniska i usiadł przy nim słuchając jak mężczyzna go przedstawia.
- Nie jestem żadne Rasino! Jestem Rashn! - Powiedział słysząc dziwną wersję swojego imienia, a raczej słowo, które tak interpretował. Pojawiało się już wcześniej, lecz po dwóch próbach zrozumiał, że wszelkie upominanie, czy próba nauczenia ich prawidłowej wymowy jest bezcelowa. Lis miał nawet wrażenie, że Ci nie rozumieją o co mu chodzi i to pomimo obecności tłumaczki, która jednak powinna poprawić swoją znajomość języka.
Jego oczy powędrowały najpierw na osiemnastolatkę, a później na byt, co by nie nazwać jej istotą czy stworzeniem który zasugerował śmieszność jego puchatego ogona.
- Od dawna tu jesteś? - Był lisem, nie szukał więc konfliktów i nawet jeżeli wciąż pamiętał zniewagę, to nie miał zamiaru na nią warczeć. Szczególnie, że nie wiedział nawet jaką ma pozycję w tym dziwnomowym stadzie i na ile może sobie pozwolić. Musiał być ostrożny, bo nawet jeżeli nie planowali - mogli zechcieć zrobić z niego jutrzejszy obiad.
Wzrok Rashna na krótką chwilę uciekł w bok, gdy jego nos poczuł jedzenie.
- Nie widziałem Cię, gdy byłem tu ostatnio. - Powiedział patrząc w jej oczy - nie była człowiekiem. Jego słowa były wyszeptane, jeżeli nie miała niesamowicie wyczulonego słuchu mogła mieć problem, by w ogóle zrozumieć, że Lis coś mówi. Ha! I kto teraz jest górą? Lisie uszka! Znaczy lis, który je ma, ale nie bądźmy tak drobiazgowi i pozwólmy sobie czasem na mały skrót myślowy.
To stwierdzenie nie było żadnym tryumfem, niczym godnym uwagi, lecz poprawiło nieco lisowi humor, na tyle by przyozdobić jego twarz szczerym, łagodnym uśmiechem, który niezwłocznie zniknąłby, gdyby okazało się, że dziewczyna jednak usłyszała jego słowa i to jeszcze na tyle dobrze, by móc na nie odpowiedzieć.


#800000
                                         
Lisi książę Rashn
Opętany
Lisi książę Rashn
Opętany
 
 
 

GODNOŚĆ :
Rashn


Powrót do góry Go down

Słysząc jak Rashn odpowiedział jej w tak mile znajomym języku aż klasnęła teatralnie w dłonie i pochyliła się na swoim krześle w jego kierunku, coby widzieć go jeszcze lepiej. Przesadnie skupiała na nim swoją uwagę, tym razem już nie z ostrożności, a z zaciekawienia i po trochu wrodzonej złośliwości. Zaimponowało jej, że nie spłoszył się jej zachowaniem, tym bardziej, że najmilszego powitania mu nie zgotowała.
Posłała mu bardzo szeroki uśmiech, aż zbyt szeroki, by mógł być niewinny. Słyszała jak jeden z gospodarzy coś mówi, ale w ogóle nie zwracała na to uwagi. Nawet się nie zorientowała, że dochodziło do czegoś w rodzaju przedstawiania sobie gości. Przez cały czas tylko wpatrywała się i uśmiechała do Rashny.
Dopiero, gdy lisowaty zaczął poprawiać Włocha, zorientowała się, że chodzi o jego imię. Przestała się już uśmiechać i tym razem to ona zmarszczyła swój nos.
- Wiesz, muszę przyznać, że mówimy tym samym językiem, ale nawet ja mam problem z tym imieniem. Raszaszszsz? - Celowo przedobrzyła z fałszywą wymową, bo egoistycznie pomyślała, że to zabawne. - Cudacznie!
Ale zaraz pożałowała swojej prawdomówności, uzmysłowiwszy sobie, że dziewczyna-tłumaczka na pewno zaraz zaoferuje przedstawienie wężowej. I tak też właśnie się stało na co Batsheba zaklęła cicho pod nosem. Nie żeby wstydziła się swojego imienia, ale na chwilę zapomniała, że pewnego dnia natchnęło ją na artystyczne chrzciny i sama sobie nadała równie “cudaczne”, jak na japońskie standardy, mienie. Myślała, że będzie ono budziło jakiś minimalny respekt, ale czuła, że w tej sytuacji plan nie przebiegł według jej myśli.
- Mówcie mi B.B.! B.B., jasne?
Młoda Włoszka zachichotała, najwyraźniej rozbawiona naburmuszoną Batsy. Ta z kolei zaczęła się wiercić na swoim siedzeniu, gdyż nagle zaczęły jej przeszkadzać te wszystkie oczy skierowane na nią. W związku z tym odwróciła swoją uwagę od dyskomfortu i znowu spojrzała na niedorzecznie puchatą i zadbaną kitkę. Działała na nią niczym melodia fletu zaklinacza kobr.
- Jestem tu od wczoraj. Chyba. Mogę się mylić. - Wzruszyła ramionami, jakby wcale właśnie nie udzieliła nielogicznej odpowiedzi. Jej świadomość jest tu od wczoraj, ale fizycznie mogła przebywać tu dużo dłużej, ale nie zamierzała wdawać się w szczegóły, więc przemilczała resztę. Nawet jeśli Rashn spyta o wyjaśnienie, ona znów tylko wzruszy ramionami.
Przez to, że wciąż wpatrywała się w Puchatość-Nad-Puchatościami, nie zauważyła, że kolejne słowa mężczyzny były skierowane do niej, lecz niekoniecznie dla niej przeznaczone. W innym przypadku, prawdopodobnie zastanowiłaby się czy się zdradzić i czy nie lepiej byłoby zachować przewagę w formie dezinformacji.
Ale tego nie zauważyła, więc odpowiedziała:
- A co tu robiłeś ostatnio? Znasz ich język? Nie wyglądasz, jak oni.
Wskazała palcem na kitę, jakby chciała zadać na jej temat jakieś pytanie, ale przerwała, wyczuwając instynktownie, że coś się wydarzyło, coś przegapiła. Skierowała spojrzenie z powrotem na twarz Rashny z niejaką konsternacją.
                                         
Batsheba
Poziom E
Batsheba
Poziom E
 
 
 

GODNOŚĆ :
Batsheba


Powrót do góry Go down

Nie dotykać kity! [RaBat] Empty Re: Nie dotykać kity! [RaBat]Pisanie on 19.07.19 18:56
Dziwne klaśnięcie w dłonie, przyglądanie się mu przez ten cały czas, gdy on zajmował się myśleniem o tym, że jego imię zostało przekręcone. To wszystko było podejrzane i choć Rashn nie chciał zwracać na to zachowanie uwagi, dostrzegał je i nie dawało mu spokoju. Może to właśnie dlatego skupił się na dziewczynie? To był jedne z powodów, drugi to fakt, że tylko z nią mógł tutaj porozmawiać.
To było nieco krępujące, że dziewczyna mu się przyglądała i nie spuszczała z niego wzroku. Nie na tyle jednak, by Rashn poczuł się zagrożony, czuł się bezpiecznie mając na względzie, że znajdowali się w pokojowym towarzystwie i każde z nich miało dostać posiłek - nie było powodu do walki. Tak więc Rashn przechylił nieco głowę. Jedno z jego uszu przechyliło się nieco, opadając na jego bujne włosy. Na jego twarzy nie było jednak uśmiechu, bardziej zaintrygowanie. Przyglądał się jej po prostu swoimi złotymi oczami, nie wiedząc o co może jej chodzić. Nie ufał tym, którzy wykazywali zbyt duże zainteresowanie jego osobą. To podejrzane.
- Rashn, to proste. - Powiedział do niej z udawanym uśmiechem i przesadnie miło, jakby tłumaczył właśnie dziecku, że nie może wejść do sklepu bo ten jest zamknięty i otworzą go dopiero jutro. Robił to umyślnie! Skoro się do niego uśmiechała i była złośliwa, to będzie ją traktował jak dziecko. Nikt nie lubi być traktowany jak dziecko! Jego słodka zemsta i nikt nie zarzuci mu, że psuje atmosferę!
Miejscowi zajęli się rozmową między sobą, widocznie uznając, że nie ma co wchodzić pomiędzy romans pomiędzy dwoma Wymordowanymi. Skąd wszak mogli wiedzieć - nie mówiąc po japońsku - że te uśmiechy i miły ton to nie oznaka przyjaźni, ale perfidna złośliwość. Nie mieli pojęcia, że tu rozgrywa się walka - zimna wojna, sądząc błędnie, że wszyscy są szczęśliwi i odprężeni.
- Dobrze! Bee, bee! - Przed powiedzeniem tego uśmiechnął się. Nie tylko dlatego, że dziewczyna obraziła go, po czym poznał jej imię, które było wcale nie mniej cudaczne niż nazwa, którą przybrał dla siebie, na nowe życie - jak to szło Bethesda? Betezda? Bathasda? Batmobil? - No jakoś tak. Natomiast jej imię wypowiedział w karykaturalny sposób naśladując nieco dźwięki wydawane przez owce.
Dokuczanie jej sprawiało mu przyjemność, w końcu to była jego zemsta za to jak go traktowała. Niezbyt może wyszukana, może to nie było poważne co robił, dziecinne, lecz lisa to nie obchodziło! Ważne, żeby się dobrze bawił, a bawił się całkiem zacnie.
I spytał o wyjaśnienie, a raczej zasugerował takie pytanie.
- Chyba? Możesz się mylić? - Powtórzył za nią, nawet zdając sobie podświadomie sprawę, że wykorzysta to przeciwko niemu. Jednak nie rozumiał, a na wzruszenie ramion postanowił porzucić temat. Chciałby wiedzieć, ale on chciałby wiedzieć wszystko, nie interesowało go to jednak na tyle by drążyć temat, a na pewno by narażać się na konieczność interpretacji słów osiemnastolatki. Przydałoby się dziewczynie kilka lekcji japońskiego, wtedy mogłaby nawet przydać Rashnowi w tej sytuacji i mógłby od niej zaciągnąć potrzebnych informacji. W końcu była neutralna wobec obu stron toczących właśnie dziwną wojnę.
- [i]Jakbym znał ich język, to bym nie rozmawiał z Tobą baranku! - Pomyślał Rashn nie zdając sobie sprawy, że sam wchodzi w narzuconą mu zabawę, choć mógłby przecież ją całkowicie zignorować i nawet czerpie jakąś dziwną satysfakcję w tych chwilach gdy wygrywa ich słowne starcie. Do czasu aż dziewczyna się czymś odgryzie i znów musi myśleć nad jakąś ripostą!
- Nie znam... Po prostu wpadłem na nich, gdy śledziłem naszych wspólnych znajomych i jakoś się złożyło, że zaprosili mnie na kolację. Mili ludzie. - Na chwilę zapomniał o tym, że powinien być dla niej wredny. Pytanie wzbudziło w nim pytania, które dręczyły go jeszcze kilkanaście minut temu. Jak to się stało, że tu trafił? Niby wiedział, a do końca i tak nie pojmował. Wypowiedział więc to wszystko głośno, a na koniec nawet ich pochwalił co spotkało się z natychmiastową reakcją dziewczyny, która rozumiała ich mowę.
- - Dziękują, też miły i pomogłaś... pomogłeś! - Zdała sobie sprawę ze swojego błędu i nieco głośniej go sprostowała wyraźnie zawstydzona swoim błędem. Uniosła nieco ramiona, próbując schować w nich swoją głowę - niestety nie była jednak żółwiem, by mogła to uczynić.
Spojrzenie Rashna, który wciąż się jej przyglądał, rozbawiony nieco jej zmieszaniem, wcale nie pomagało. Jego ogon poruszył się wolno, zamiatając białą końcówką dach - z czego lis nie byłby zadowolony, gdyby o tym wiedział.


#800000
                                         
Lisi książę Rashn
Opętany
Lisi książę Rashn
Opętany
 
 
 

GODNOŚĆ :
Rashn


Powrót do góry Go down

Nie dotykać kity! [RaBat] Empty Re: Nie dotykać kity! [RaBat]Pisanie on 22.07.19 22:37
Czy on właśnie porównał ją do owcy? Węże pożerają owce w jednym kęsie! Być może mogłaby się tym pochwalić, jako własne osiągnięcie, a może i nawet by go wystraszyła, ale nie miała dość odwagi, by wyjawić swoją drugą naturę. Oczami wyobraźni widziała siebie, jako kobrę, rozwierającą obrzydliwie szczękę, a potem z napełnionym brzuchem, niczym ohydny pęcherz gotowy eksplodować w każdej chwili. I tak przez dnie, trawiąc powoli, mozolnie, nie dbając o nic w świecie. Wzdrygnęła się ze wstrętem i wyraźnie sposępniała. Nie odgryzła się żadną kąśliwą uwagą, zbyt pochłonięta obmierzłością własnego jestestwa.
Wciąż zamyślona, pokiwała głową, nie mogąc odmówić gospodarzom ich uprzejmości. W końcu przygarnęli nawet i ją, odziali i pozwolili zostać, mimo że na niemal każde pytanie odpowiada wymijająco, albo milczy niczym zaklęta. W żaden sposób nie wykazała im wdzięczności, a jedynie siedziała naburmuszona w miejscu. No cóż, w sumie zostawiła im te szczury, które teraz zamierzali potraktować, jako dzisiejszą ucztę. Mogła się wprawdzie pochwalić, iż to jej zdobycze dzisiaj stroją stół, ale cóż było godnego podziwu w owinięciu się wokół brudnego szczura z kanałów i zmiażdżenie go swym wynaturzonym cielskiem?
Tym razem spojrzała na Lisiego spod byka. Że niby on w czymś pomógł? Hah, dobre żarty! Ten nagły i ponury kryzys egzystencjalny zaczął działać jej na nerwy, więc nieświadomie powróciła do swojego zwyczaju wyżywania się na niewinnym towarzyszu.
- On mi wygląda na takiego, co potrafi pomóc tylko w zaplataniu warkoczyków. Założę się, że kieszenie masz wypełnione takimi bzdurnymi rzeczami, jak grzebienie. Gdzie masz spinki na swoje słodkie uszka? Kokardki? Chodź, pomogę ci je wpleść, chcesz?
Z tego, bądź co bądź, nieuzasadnionego oburzenia aż poderwała się z krzesła. Pomimo głodu, nagle poczuła przypływ energii, który nie wiedziała jak rozładować inaczej, niż złością. Wtem ujrzała coś, co wzbudziło w niej złośliwą satysfakcję i oczywiście nie omieszkała tego na głos wytknąć.
- Proszę, siedzenie. My już kolacja! - Młoda Włoszka zrobiła się zaniepokojona wybuchem Batsheby i próbowała ją uspokoić, ale ta kompletnie ją zignorowała i tylko wiedźmowato uśmiechnęła się.
- Powiedz mi, Raszynko, ta twoja kitka to zawsze ma taki brudny kolor? - wskazała palcem na szurający po ziemi ogon.
Cmoknęła ustami w udawanym zatroskaniu, co nie wyglądało zbyt przekonująco w zestawieniu z założonymi rękoma i tonem, ociekającym jadem bardziej, niż wężowe kły.
Na to wszystko osiemnastolatka zerwała się ze swojego miejsca i porwała, leżący obok kawałek materiału, najwyraźniej służący za ścierkę. Wyglądało na to, że w lekkiej panice, iż kolacja nie idzie po jej myśli, zamierzała pomóc Rashnowi w oczyszczeniu się. Batsy pomyślała, że to nawet zabawne, jak ta Włoszka jest powolna i niezdarna.


Nie dotykać kity! [RaBat] AnOQpm5
And what makes us human
is that sometimes we snap.
And in that moment of release
we're closer to gods than we know.
                                         
Batsheba
Poziom E
Batsheba
Poziom E
 
 
 

GODNOŚĆ :
Batsheba


Powrót do góry Go down

Nie dotykać kity! [RaBat] Empty Re: Nie dotykać kity! [RaBat]Pisanie on 23.07.19 18:10
Gdyby tylko dziewczyna odważyła się powiedzieć, że owcę to ona może połknąć jednym kęsem, to zapewne nazwałby ją baranem i stwierdził z niewzruszoną miną, że węże to wszystko połykają w jednym kęsie. I nie obchodziłoby go w żaden sposób czy miałby rację, czy też nie! W końcu węże nie gryzą... znaczy gryzą, ale z innego powodu, a potem wsuwają sobie do wydłużonego ciała - co wygląda prawie jak ogon, tylko taki brzydki, szczurzy - swój pokarm.
Rashn nie miał nic przeciwko wężom, były ona nawet dla niego całkiem ciekawym i cudacznymi stworzonkami, lecz teraz musiał się upewnić, że to on byłby górą - nawet jeżeli walczą o nic i w zasadzie zachowują się jak dzieci. Sposępnienie dziewczyny odebrał właśnie jako oznakę swojego chociaż chwilowego tryumfu. Zaczął się nawet zastanawiać czy nie myśli teraz nad jakaś kąśliwą uwagą, żeby wyrównać rachunki.
Słowa Batsheby nie dotknęły go jakoś głęboko. Nie tylko nie uważał niczego specjalnie złego, by wiązać na uszach kokardki - choć uważał, że jemu osobiście nie za bardzo pasują i nigdy nie miał w zwyczaju zbierać takich i przyozdabiać nimi swoich włosów, uszu, czy kity - ani żadnej innej części ciała. Gdyby tak jednak robił, to nie wstydziłby się tego faktu!
To był jednak atak, a na atak Lis musiał jakoś odpowiedzieć - nie myślał zresztą wcale długo i zwróciwszy się w stronę Bat powiedział:
- To prawda, przyszedłem tutaj ich uczesać swoimi grzebykami, a tak poza tym to Tobie też by się przydało zadbać o włosy, są w okropnym stanie! - Nie zaprzeczył. Poza nimi nie słuchał ich nikt, no może poza nieco roztrzęsioną Włoszką, a więc nie Bathesda nie mogła liczyć na uznanie widowni. Rashn postanowił więc nie przeczyć, nawet jeżeli w ten sposób dopuścił się kłamstwa - nie obchodziło go to. Chciał wzbudzić w rozmówczyni poczucie beznadziejności, sprawić, że jej atak - który jego zdaniem był przez nią postrzegany jak wystrzał z najcięższych armat - okaże się być ledwie kamieniami wystrzelonymi z procy w mury.
Ponadto jeszcze się uśmiechnął do niej.
Uśmiech trwał jednak tak długo, jak Bat nie wspomniała o jego kicie. To była jego świętość! Coś o co mógł dbać i co dawało mu jakąś radość w tym zgniłym i martwym świecie. Zerknął na ogon i rzeczywiście, jego biały koniec przybrał nieco szary odcień zebranego na dachu pyłu i kurzu. Zmarszczył na chwilę nos i strzepał choć część brudu z kity. Nie podobało mu się to, lecz nie pierwszy raz mu się ogon pobrudzi. Zajmie się tym w domu, w bezpiecznym schronieniu, gdy będzie mógł sobie pozwolić na leniwe czesanie i mycie swojej drugiej miłości!
W tym wszystkim, w przejęciu nad własnym ogonem nie zwrócił specjalnej uwagi na jadowity ton węża - zresztą tego się już po niej spodziewał. Nawet nie odpowiedział, zbyt przejęty tym wszystkim i dopiero dźwięk kroków wyrwał go z zamyślenia. Spojrzał na Włoszkę, jednocześnie przemieszczając się nieco do przodu na zajmowanym krześle, tak by ogon nie mógł już dotykać ziemi.
- Nie! - Niemal warknął na niczemu niewinną dziewczynę, choć podniósł ton tylko nieznacznie. Mógł jakoś przeżyć, że jego kita nie jest czysta, lecz dotykanie przez kogoś obcego, kogoś komu zupełnie nie ufał i to jeszcze przez brudną szmatę? Nie! Tego już lisia duma znieść nie mogła i dała temu wyraźny znak nie tylko w słowach, lecz również w spojrzeniu, w poważnym wyrazie twarzy lisa.
Dziewczyna postanowiła, że nie będzie mu pomagać na siłę i powiedziała coś po włosku - Rashn nie zrozumiał jej słów - po czym wróciła na swoje miejsce.
Lis poczuł ulgę, jego ogon nie został dotknięty i był bezpieczny! Wkrótce po tym otrzymał kawałek jedzenia i rozpoczął kolację.


#800000
                                         
Lisi książę Rashn
Opętany
Lisi książę Rashn
Opętany
 
 
 

GODNOŚĆ :
Rashn


Powrót do góry Go down

Prychnęła ze wzgardą, próbując jakoś zamaskować zaskoczenie tym, jak spokojnie Rashn przyjął jej docinki. Czy on był jednym z tych półgłówków co tylko dziękują za każdą zniewagę, bo nie rozumieją sarkazmu? I ten irytujący uśmiech lisiego! Jeszcze bardziej nie podobał się jej fakt, iż poczuła również rozczarowanie, zupełnie jakby ich kłótnie sprawiały jej frajdę i szukała większej zaczepki. No, jakby nie patrzeć, to nawet udało mu się dotknąć czułego punktu - jej włosów. A raczej, nieładu na głowie.
- Widziałeś gdzie żyjemy? Tutaj uczesane włosy cię nie nakarmią - odwarknęła, ale już ze zdecydowanie mniejszą werwą, niż jej wcześniejszy wybuch.
Ale to już prędko było nieistotne i coś innego odwróciło jej uwagę od fryzjerskiego nieszczęścia. Poważnie? Czy ta Włoszka nie ma nic lepszego do roboty, tylko podcierać cudze ogony? Lepiej niech gotuje!
Batsheba klapnęła z powrotem na swoje miejsce, burząc się, że posiłek będzie opóźniony z powodu niedorzecznej kity. Już widziała oczami wyobraźni, jak szorują i czeszą, czeszą i szorują.
Ale o dziwo nic takiego się nie wydarzyło. Mało tego, Rashn nieszczególnie grzecznie odmówił pomocy. Widząc, jak spoważniał, gdy tylko poruszyło się kwestię jego ogona, pomyślała, iż wreszcie znalazła jego piętę achillesową. Nie mogła tylko przewidzieć, jak bardzo miała rację. To podsunęło jej psotny plan - i tak o nim właśnie myślała, jak o nieszkodliwej psocie. Chciała lisiego trochę poddenerwować, odkryć czy w ogóle jest możliwym wyprowadzić go z równowagi.
Przestała się w niego wpatrywać i dla odmiany zainteresowała się jedzeniem, które, o dzięki niebiosom, było wreszcie gotowe! Na widok posiłku, aż złapał ją bolesny skurcz brzucha, tak bardzo była głodna.
W planie jednak miała drobne opóźnienie w oddaniu się szczurzym “smakołykom”, jako iż nie chciała przeoczyć idealnego momentu na spełnienie swej zacnej psoty. Sięgnęła więc po kawałek żylastego mięsa i poczęła go skubać, tym samym tylko udając, że je. Nie omieszkała tym samym ubrudzić obie dłonie tłuszczem.
Kiedy Rashn rozpoczął swój posiłek, postanowiła działać. Jej wolna ręka wystrzeliła w stronę jego podniesionej kity, po czym ją chwyciła z dziką radością. Celem Batsheby było obsmarowanie ogona brudną dłonią i pociągnięcia go w miarę możliwości. Umyśliła sobie bowiem, iż Raszynka musi być w jakimś stopniu wrażliwy na punkcie swojej kitki, a jeśli nawet nie, to na pewno takie dziecinne zachowanie poirytuje go chociaż odrobinę, prawda? Cokolwiek, by sprowokować inną reakcję od tego przymilnego uśmieszka!
                                         
Batsheba
Poziom E
Batsheba
Poziom E
 
 
 

GODNOŚĆ :
Batsheba


Powrót do góry Go down

Wszystko miało być spokojne. Lis zapomniał już nawet, że jeszcze chwilę temu odpowiedział na zaczepkę Bethesdy tymi słowami:
- W niczym nie przeszkodzą.
Pamiętał, że uśmiechnął się do niej wyjątkowo perfidnie, w sposób w jaki starszy brat uśmiecha się do młodszego, gdy ten próbuje wykorzystać zdobytą w szkole wiedzę, by wytknąć "dojrzalszemu" błąd, lecz ten jest na tę okoliczność przygotowany i wskaże w rozumowaniu młodzika lukę, której ten nie był w stanie dostrzec.
Jednak to było dawno. Kobieta jakby przestała się do niego odzywać i zaczęła jeść, więc i Rashn zajął się swoją kolacją. Nie była to najlepsza potrwa jaką jadł, lecz darmowa i już przez ten fakt Lis nawet w myślach nie śmiał narzekać. Słuchał rozmów w obcej mowie, starając się cokolwiek z nich pojąć. Po gestach, tonie głosu, czasem taki drobiazg potrafił powiedzieć więcej niż słowa.
Nie spodziewał się, że poczuje pociągnięcie i to w miejscu, w którym się nie spodziewał. W miejscu, które sprawiło, że natychmiast obnażył swoje kły jeszcze zanim jego spojrzenie padło na psocącą Batshebę.
Słowne żarty były dla niego całkiem dobrą zabawą, szczególnie gdy to on w tych potyczkach górował. Nie przejmował się słowami, lecz dotykania kity brudnymi rękami nie mógł zdzierżyć.
Wraz z jego spojrzeniem powędrowała dłoń. Palce zacisnęły się na "węzowym" ramieniu, a ostre wysunięte pazury przebiły okrywający jej rękę materiał i wbiły się w skórę.
Chwyt był na tyle stabilny, że nie miał problemu by pociągnąć lekką dziewczynę i zmusić ją by zamiast być za jego plecami znalazła się obok niego. Mogła wtedy ujrzeć jego twarz, zmarszczony nos i ostre kły oraz spojrzenie były oznaką jej sukcesu - zdenerwowała Lisa.
Rashn działał instynktownie. Nie liczyło się dla niego czy jego reakcja jest adekwatna do przewinienia, ani tym bardziej protesty włochów, którym wyraźnie nie podobało się to zamieszanie. Irytowali go i może to ostatecznie posunęło go do tego co zrobił.
Błyskawicznie zbliżył swoje usta do karku dziewczyny wbijając weń swoje długie, lisie kły i bez trudu przebijając się zarówno przez skórę jak i przez materiał ją chroniący.
Nie był jednak wampirem, chciał tylko by rzuciła się na tych irytujących obcokrajowców, by zrozumieli, że to ona jest tutaj wszystkiemu winna i wreszcie się zamknęli - choć nie przewidywał, by Ci mieli zamilknąć na zawsze. Zresztą nie wiele przewidywał, działając odruchowo.
Poczuł smak krwi, użył już swojej zdolności i nie pozostało nic, jak tylko pozbyć się jej sprzed swoich oczu. Wykorzystał, że jego prawa dłoń wciąż była zaciśnięta na ramieniu kobiety i fakt, że ugryziona powinna być w szoku, osłabiona na tyle by nie móc się skutecznie obronić i próbował rzucić ją w stronę miejsca, które wcześniej zajmowała. Tak jakby chciał pokazać - patrzcie, tylko ją uspokajam.
Gdyby zaistniała taka konieczność pomógł sobie drugą ręką, którą pchnął ją w stronę jej krzesła.


#800000
                                         
Lisi książę Rashn
Opętany
Lisi książę Rashn
Opętany
 
 
 

GODNOŚĆ :
Rashn


Powrót do góry Go down

Szarpanie kity skojarzyło się jej z tymi chłopcami, którzy ciągną szkolną koleżankę za warkocze. Teraz wreszcie zrozumiała czemu to ich tak bawiło - było coś wyzwalającego w tym infantylnym geście. Najwyraźniej pozwoliło jej to dać upust frustracji, którą czuła po dzisiejszych słownych potyczkach z Rashnym.
Jeszcze chwilę dłużej i musiałaby przyznać, że podoba się jej puszystość ogona, to jak miło się go dotykało i o ile lepiej byłoby go głaskać niż traktować z taką złośliwością. Futerko było zdecydowanie przyjemniejsze niż wężowa skóra. Nie zdążyła jednak dojść do tych przemyśleń, jako że poczuła niespodziewanie ból w ramieniu. Usłyszała czyjś krzyk, nawet nie wiedząc, że dobył się z jej własnego gardła. Działo się to na tyle szybko, że nie połączyła uścisku z Rashnem, dopóki jej nie szarpnął ku sobie i ujrzała swoją nagrodę na jego twarzy. A i owszem, okazuje się, można go wyprowadzić z równowagi.
Odniosła wrażenie, jakby patrzyła na kogoś zupełnie innego. Z dużego mężczyzny z niedorzecznie przesłodkimi akcentami zamienił się w dużego mężczyznę z niedorzecznie długimi kłami. Czy one tam były od samego początku, kiedy się do niej uśmiechał? Co jest z nim nie tak? Jak człowiek może się tak diametralnie zmienić w ciągu kilku sekund?!
Ludzie nie, ale wymordowani? Jak najbardziej.
Wąż w niej zażądał, by się wydostała z tej sytuacji. Chciał się wyślizgnąć, wypełznąć jak najdalej stąd. Po raz pierwszy w życiu całkowicie się z nim zgadzała, ale jedyne co mogła zrobić, to położyć wolną dłoń na piersi swojego napastnika, w co, z całego szoku, nawet nie włożyła jakiejkolwiek siły. Czuła się, jak dziecko, jak ten chłopiec od warkoczy. Mała i nieporadna. Oszołomiona tak bardzo, że nie wiedziała co zrobić.
Jeszcze bardziej zdumiała ją świadomość, że Rashn ją przytulił. Jej ręka i kark bolą tak bardzo, przez niego, a teraz co on…? Głupia, głupia, głupia! ON CIĘ POŻERA!
Chciała znów krzyczeć, ale wykrztusiła z siebie jedynie jęk boleści, tak bardzo ścisnęło ją w gardle ze strachu. I gniewu, który nareszcie, och nareszcie, napłynął! Już sięgnęła niezranioną ręką, by zrobić cokolwiek, choćby zaorać mu twarz paznokciami, ale z jakiegoś powodu się powstrzymała. Nie zastanowiła się nawet dlaczego, najwyraźniej ból zaczął przytępiać jej umysł. Nawet nie wiedziała, co naprawdę się właśnie działo - że została zainfekowana lisią wścieklizną.
Gdy ją popchnął, bezwładnie wpadła na swoje krzesło, przewracając je i w efekcie upadając na podłogę. Co się stało z jej wyuczoną całe dzieciństwo gracją?! Głupia wywłoka, nawet na siedzisko nie potrafi się usadzić!
Dopiero w tej chwili usłyszała krzyki i płacz dziecka. Co oni mówili? Nie miała pojęcia. Jakie to było denerwujące. Jazgot robaków.
Starsza Włoszka przykucnęła obok niej, podczas gdy jej partner wymachiwał rękoma i coś krzyczał. Kobieta chwyciła ją za zdrową rękę, próbując ją podnieść z podłogi.
Robaki mnie oblazły - Batsheba pomyślała półprzytomnie. Bardzo ją to denerwowało. Ból, hałas, upadek na ziemię, nawet ona sama dla siebie była irytująca! Wszystko, wszystko, wszystko było tak piekielnie wnerwiające. Niebo miało irytujący kolor. Beton pod nią był za zimny i szorstki. Jej ręka dziwnie drętwiała. Coś ciekło jej po karku i wzdłuż pleców, a nawet i na dekolt, pomiędzy piersiami. Ciekło, wiło się. Jak węże, paskudne, obleśne, jak choroba, ona jest chora, ona jest wężem, te robaki, co one robią, zgnieć robaki, paskudne, obleśne, paskudneobleśne.
Lewą ręką, tą zdrową, chwyciła Włoszkę za nos. Pozwoliła ulecieć kilku sekundom, czując, jak gorączka wściekłości całkowicie ją napełnia. Było coś komicznego w tej chwili, z czyimś nosem w swojej dłoni. W końcu jednak poruszyła się, przekręciła nadgarstek, sprawiając, iż nos nieszczęśnicy wydał nieprzyjemny chrzęst. Kobieta krzyczała teraz przeraźliwie i to było okropnie drażniące.
Zerwała się gwałtownie z podłogi, posiłkując się jedynie nogami, albowiem jej ręce natychmiast skierowały się ku kobiecie, bijąc ją w twarz, raz za razem. Była tak rozwścieczona, że nawet nie zważała już na ból, co na pewno nie będzie jej sprzyjało na dłuższą metę. Ale to były nieważne sprawy. Teraz liczyło się, by wreszcie uciszyć robaki. Tłukła tak Włoszkę, która przestała się ruszać, dopóki mężczyzna nie chwycił jej od tyłu za ramiona i uniósł znad jej ofiary. Zafundowała mu cios własną głową, uderzając w jego czaszkę i tym samym, wyswobadzając się z jego poluzowanego uścisku. Chwyciła powalone krzesło i rzuciła je we Włocha, nie tyle łudząc się, że to go zrani, a by zyskać chwilę na przemieszczenie się. Doskoczyła za niego, po czym wymierzyła mu kopniaka w wewnętrzną część kolana. Mężczyzna na nie upadł, nieszczęśliwie obniżając się do wygodnego dla Bat poziomu. Znowu go kopnęła, tym razem w głowę, a gdy się zachwiał, pomogła mu całkiem opaść, niczym kłoda, dosiadając jego pleców. Udało mu się wyciągnąć ramię i od tyłu chwycić ją za włosy. Syknęła z wściekłości, gdy jej głowa poleciała w jego stronę. Nie myśląc wiele - przecież nic nie myślała, tylko biła, wiła, tłukła - ugryzła go w ucho. Ugryzła i pociągnęła. Wyrwał jej trochę włosów, ale ona… urwała mu kawałek mięsa. Jak to było? Oko za oko, ucho za włos?
Najgorsze, że co chwyciła w zęby, to nie wypluła. Nie żuła też. Węże połykają. A więc i ona połknęła. W całości, słodkie, soczyste, świeżutkie uszko. Och, bogowie, ależ była głodna! Kolejny powód, by stracić nerwy, jakby tego jej jeszcze brakowało.
Chwyciła w dłonie krzyczącą głowę i poczęła nią tłuc o ziemię. Tak, jak wcześniej z kobietą, i tym razem zatraciła się w tej prostej, choć brutalnej, czynności. Łup, łup, łup.
I znowu jej przerwano. Tym razem, młoda Włoszka. Czymś w nią rzuciła, bo stała po drugiej stronie stołu, z uniesioną ręką, gotowa do kolejnego rzutu. Za nią, przykurczony do jej spódnicy, chował się nieduży chłopiec. Chyba jej brat? Kuzyn? A może jednak sierota. Nie pamiętała. Nie obchodziło jej to. Ryczał jak zarzynana świnia i chciała, żeby przestał.
Znowu poczuła ściekającą krew, tym razem z brwi. Czymkolwiek tłumaczka rzuciła, trafiła. Batsheba poruszyła dziwnie ramionami i plecami, jakby myślała, że jest znowu wężem i nie wiedziała, jak poruszać się inaczej, niż wiciem się. Ale to nie był czas węża. Wciąż miała swoje nogi, na które mogła skoczyć. Którymi dobiegła szybko do stołu. Którymi na ów stół wskoczyła. Jakiś kubek trafił ją w pierś, ale potraktowała to, niczym ukąszenie komara. Denerwujące.
To było irytująco łatwe. Żadne z Włochów nie wiedziało, jak walczyć, ale mężczyzna chociaż mógł polegać na swojej posturze. Jakąż przewagę miała drobna dziewczyna w porównaniu z Wymordowaną w berserczym transie? Wystosowała na niej kilka ciosów, wyuczonych podczas lat nauki z poprzedniego życia.
Burczało jej w brzuchu.
Nie myślała, tylko czuła.
Głupie burczenie.
Denerwowało.
Co Rashn zrobił takiego wcześniej? Jadł. Pożerał ją? Nie? Może?
Batsheba zrobiła to samo. Wbiła się zębami w szyję bidulki, rujnując to gardło, które chwile wcześniej dzieliło się dzielnie tłumaczonymi zdaniami.
Wyszarpała kawałek skóry z mięsem i znowuż połknęła. Nie smakowało jej, ale była głodna. Liczy się przetrwanie, przecież nic innego nie ma znaczenia. No, może poza tym płaczem. Chłopiec nie sprawiał w ogóle problemu. Chciał uciec, ale jedynie popuścił w spodnie. Śmierdział i hałasował. Chciała się go pozbyć.
Więc pociągnęła go za koszulę do murku, wieńczącego dach.
Przerzuciła dziecko.
Jak lalkę, jak Rashn popychał wcześniej ją samą.
A właśnie, Rashn… Kompletnie o nim zapomniała. Spojrzała na niego, wciąż z buzującą krwią, ale nie wiedziała co mogłaby od niego chcieć. Dla odmiany on jej w ogóle nie denerwował. Po prostu sobie był. I nagle zrobiło się cicho, przyjemnie cicho, więc nie potrafiła znaleźć celu, by się na czymś skupić.
Nie wiedziała co ze sobą począć, chciała dalej się bić, ale nie miała z kim. Czego jeszcze nienawidziła? Kogo? Z pustym wzrokiem, jej lewa ręka zaczęła drapać prawą. Rozdrapywała ranę zostawioną po pazurach Lisiego, ale i poza nią. Bez pomyślunku, bo najzwyczajniej nie wiedziała co dalej, a jej niechęć do samej siebie nawet i bez otumaniającej trucizny była głęboko w niej zakorzeniona.


Nie dotykać kity! [RaBat] AnOQpm5
And what makes us human
is that sometimes we snap.
And in that moment of release
we're closer to gods than we know.
                                         
Batsheba
Poziom E
Batsheba
Poziom E
 
 
 

GODNOŚĆ :
Batsheba


Powrót do góry Go down

Nie dotykać kity! [RaBat] Empty Re: Nie dotykać kity! [RaBat]Pisanie on 17.08.19 14:06
Pozbył się jej. Rzucił ją na krzesło i od tej chwili, przynajmniej przez jakiś czas, nie była jego problemem. Spojrzał na swoją kitę i sfrustrowany stwierdził, że część futra posklejało się nieco w miejscach gdzie dotknęły je plugawe, brudne łapy Bethesdy. Martwiło go to, bo choć wystarczyło kilkanaście minut pracy nad kitą, by przywrócić ją do świetności, to czuł się źle.
Czuł na przemian smutek i irytację. Owładnęła nim złość i pogarda nie tylko dla przeklętej kobiety, która przekroczyła wszelkie dopuszczalne granice i dotknęła jego ogona, lecz również dla gospodarzy, którzy ją tu sprowadzili, którzy zaczęli krzyczeć gdy ją złapał, a którzy nie ostrzegli go przed jej niecnym występkiem. Któreś z nich na pewno widziała jak Bethesda się do niego zakrada i nie pisnęło nawet słowem, by go ostrzec.
To była zdrada. Pomógł im, gdy byli w potrzebie. Wspólnie pokonali złoczyńców niczym komiksowi bohaterowie łączący siły w obliczu zagrożenia, by pokonać wspólnego wroga. Obiecali mu za to posiłek. Ich gesty, uśmiechy były jak obietnica dobrej atmosfery i spokoju. Miał dostać jedzenie i spędzić z nimi trochę czasu, a tu spotkał się z zamachem na jego lisią godność, na kitę. Zaprosili tutaj tego brudnego zaskrońca i nie zrobili nic. Dla Lisa mogli nawet zdechnąć, nie widział powodu by troszczyć się o zdradzieckie kanalie.
Wściekła Japonka była dla nich karą. Tak jak oni nie zareagowali na napaść na jego kitę, tak on nie miał zamiaru im pomóc, choć zdawał sobie sprawę, że Ci byli zwykłymi ludźmi i że on jedyny był tutaj silniejszy od Bethesdy.
Nie spodziewał się jednak by zrobiła im krzywdę. Nie wyglądała na wojownika. Była tak lekka i drobna, że Rashn nawet nie pomyślał, że gospodarze mogą nie dać sobie rady. Sądził, że narobi im nieco kłopotów, lecz gdy jego "jad" przestanie działać, to po prostu wyrzucą ją za drzwi i będą mogli zapewnić to co obiecali.
Zajął się swoim posiłkiem, tylko co jakiś czas zerkając na bijatykę. Nie zdziwiło go bicie Włoszki, lecz był pod skrywanym głęboko wrażeniem, gdy z głowy mężczyzny trysnęła krew, w miejscu, w którym miał ucho. Nie spodziewał się po niej aż takiej waleczności i przede wszystkim skuteczności.
Choć jego spojrzenie wydawało się obojętne, a powagi ujmował mu fakt, że Rashn wciąż jadł nie odrywając oczu od widowiska, to zaintrygowanie zdradzała ciągłość. Wcześniej tylko zerkał co jakiś czas, a teraz nie spuszczał swojego wzroku z wyczynów Bathseby.
W tym wszystkim nie przejął się nawet specjalnie faktem, że najprawdopodobniej cała rodzina zostanie zabita. Nawet jednak gdyby wziął to pod uwagę - to był odpowiedni los dla nikczemnych zdrajców jakimi byli Włosi.
- Przedstawienie skończone. - Pomyślał zawiedziony i w tym czasie jego dłoń powędrowała w górę do prawego ucha, po którym lis się podrapał. Uprzednio oczywiście wycierając swoją dłoń o jakąś szmatę leżącą na ziemi. Odrzucił resztki jedzenia gdzieś w bok i wstał.
Jego oczy przestały obserwować wężową kobietę. Jego zdolność potrwa jeszcze chwilę, a on miał istotniejsze rzeczy do zrobienia. Podszedł do leżącego najbliżej truchła mężczyzny - przywódcy tego stada obłudnych kłamców. Mógł mieć coś przydatnego. Ukrywać w swoich kieszeniach coś, co mogłoby się Rashnowi przydać.
Kucnął przy nim sprawdzając dokładnie kieszenie. Dobrze, że kobieta wyrzuciła tego dzieciaka. Wystarczyło, że czuły nos lisa musiał znosić odór tylu ciał połączony ze słodkim zapachem pieczonego mięsa.


#800000
                                         
Lisi książę Rashn
Opętany
Lisi książę Rashn
Opętany
 
 
 

GODNOŚĆ :
Rashn


Powrót do góry Go down

                                         
Sponsored content
 
 
 


Powrót do góry Go down

 :: Misje :: Retrospekcje

Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next

 
Nie możesz odpowiadać w tematach