Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Go down


Hangar, siedziba sekty Cadoca - Page 2 Empty Re: Hangar, siedziba sekty Cadoca

Pisanie by Jarema on 31/7/2019, 08:45
Funkcjonowanie w rozgłośni radiowej było przyjemną częścią egzystowania na Desperacji. Egzystowania, bo trudno mówić o życiu, gdy to ogranicza się do podstaw piramidy Maslowa. Gdy zaspokajano potrzeby fizjologiczne, to zatrzymywano się na potrzebie bezpieczeństwa. Zachwiane poczucie stabilizacji, ciągłe stąpanie na granicy życia i śmierci, niejednego doprowadzało do obłędu. Jeśli nie zarażeni wirusem, to uśpieni za mgłą jasnych, przerażających oczu. Tak zwani pustelnicy byli duchami pustyni. Być może, być może i on tak skończy.
Te i podobne domniemania snuł Michael. Wpatrzony w dach hangaru, gdy pierwszy wspiął się na wyznaczony przez proroka kontener. Podając dłoń Jaremie, zerknął z niepokojem na zafrasowaną minę towarzysza. Ponownie — nie ufał mu. Mimo to spoglądał na chłopaka z dziwną odmianą ojcowskiej miłości, która kryła się w głębokim, łagodnym spojrzeniu.
— I co, nawiedzony jest? — Pytanie o Cadoca; słuszne, jeśli pomyśli się o dotychczasowych plotkach krążących na temat młodzieńca.
— Trochę. — Milknie na moment. — Trochę też cwany.
Zasypiają dość szybko.
Kolejne dni mijają wolno, choć z harmonogramem, który wchodzi mężczyznom w nawyk. Już machinalnie ich ciała podnoszą się wczesnym rankiem, gdy słońce dopiero zerka zza horyzontu. Nieśmiało, zrzucając na ciężki metal pierwsze mdłe powietrze. To z czasem osiądzie w najciemniejszych nawet kątach. Chce palić ciała i wysuszać usta. A później, później jest już nieco łatwiej. Wierni poruszają się w ustalonym porządku: rozkładanie prowizorycznych stołów i siedzisk, przygotowywanie porannego posiłku, wspólne modły i tak dalej. Mieszkańcy poruszają się turami. Gdy jedni wracają do swoich łóżek, inni z nich wstają. Gdy jednym zamykają się usta na refrenie, drudzy rozpoczynają kolejną zwrotkę. Ich synchronizacja jest fascynująca, ale w sposób, w który fascynowały Jaremę złożony system wnętrzności zwierząt. Pociągająca, niemal rozerotyzowana harmonia podsycana jest lekkimi, zwiewnymi płótnami, które noszą na swoich ciałach. Choć brudne pobudzają koniuszki włosów na ciele.
Jednym z tematów tabu na Desperacji jest jako taka seksualność istot, czy to wymordowanych, ludzi, innych. W przeświadczeniu oglądanych przez większość filmów akcji, erotyzm na pustyni powinien ograniczyć się do płomiennych romansów. Tutaj jednak, gdzie ludzie zgodzili się na odtworzenie specyficznej społeczności, kochanie wymyka się spod kontroli — wpierw są to ukradkowe spojrzenia, później niespodziewana bliskość. Doświadcza tego szczególnie Michael, który tłumaczy sytuacje przez pryzmat stad zwierzęcych. On, będący silną jednostką z zewnątrz, musi budzić zwyczajowe zainteresowanie.
— Po prostu z nikim dawno nie spałeś — urywa Jarema; nie czuje się swobodnie w rozmowach o seksualności współtowarzysza. — Gdzie jest ten dzieciak?
Pytanie spoczywa na barkach kierowcy. Jest na kilka dni po wcześniejszych ustaleniach. Nie mogą dłużej czekać. Albo prorok wybiera się z nimi, albo plany zostają porzucone.
— Poza tym boli mnie kręgosłup od tego blaszanego dachu — mruczy Michael, którego brudne od oleju dłonie wycierają się w spodnie kończące się przed kolanami.


xoxo, jb

Jarema





Jarema
Opętany
GODNOŚĆ :
Jarema Børge


Powrót do góry Go down


Hangar, siedziba sekty Cadoca - Page 2 Empty Re: Hangar, siedziba sekty Cadoca

Pisanie by Cadoc on 13/8/2019, 05:17
Szelest pożółkłych kartek papieru, które między palcami mieli Cad zagłuszało tylko syczenie świetlówki, które towarzyszyło mu nieprzerwanie podczas długich, nieprzespanych nocy spędzonych na przelewaniu panującego w głowie mętliku na strony pamiętnika. Większość myśli, która kończy w dzienniku koncentruje się wokół nowego przedsięwzięcia: dochody, koszta, nazwiska chętnych do pomocy, długoterminowe plany, strategie, które obejmowały więcej niż tylko rozgłośnię radiową. Głęboko zakorzenione koncepcje, które pod czaszką Cadoca były niczym więcej niż nietrwałą, niewyraźną, bezkształtną masą myśli znajdują teraz na zawsze swój dom pomiędzy listami nazwisk i pospiesznie spisaną księgowością - podobnie jak muzyk poddaje próbie swoje umiejętności transkrypcji przekładając zasłyszaną melodię na pięcioliniową notację, tak i Cad z nieprzejrzystego i zawiłego gąszczu idei wychwytuje tylko te najistotniejsze. Ile mnie to będzie kosztować? Ile na tym zarobię? Ile na tym chcą zarobić pozostali? Czy zakładając, że coś pójdzie nie tak, to ktoś umrze? Czy będę to ja? Zabrudzone atramentem ręce odrywają się od arkusza tylko po kolejny długopis albo szklankę wody. Wśród licznych zmiennych, nad którymi Cad nie ma żadnej kontroli znajduje się jedna, od której zależy cała ta kampania: Jarema. Dowódca, król swojej radiostacji, lider i rozkazodawca, który podobnie jak i zesłany z kosmosu prorok, otacza opieką stado podwładnych dając im poczucie bezpieczeństwa i społeczności. Sprytny i przygotowany - zwisające z pleców ostrza przywodzą na myśl wizje nasączonych krwią głębokich ran kłutych i rozpłatanych kończyn. W podobnym wieku, może odrobinę starszy, ale tylko na oko. Tajemniczy. Gdy Cad po raz pierwszy zetknął się z przybyszem, miał na twarzy ciemnego koloru maskę, chroniącą go przed blaskiem słońca i drobinami piasku; nic w tym dziwnego, bo podróżowanie samochodem po wydmach Czerwonej Pustyni bez szalika albo chociaż chusty zarzuconej na szyję równoznaczne jest ze zgrzytem piasku między zębami i z tyłu gardła przez długie dni po podróży. W przypadku Jaremy, niepokój budziło to, że po ujawnieniu twarzy, wciąż pozostawał równie nieznajomy i anonimowy gdy krył się za kominiarką. Równie nieznajomy i anonimowy, gdy mówił o swojej radiostacji, gdy wbijał swoje mgliste ślepia w kultystę i nie dawał po sobie poznać wiele więcej, niż tego, że konwersacja była dla niego lekko nużąca. Wyczytywanie z twarzy rozmówcy dokładnie tego jak się czuję, co myśli i czy można mu zaufać jest kluczowe do pozostawania przy życiu, spokojnego snu i udanej kariery. Interesy ubijane w ciemnych zaułkach Apogeum Desperacji z wpływowymi, bezwzględnymi członkami mafii nie pozostawiały Cadoca z tak mieszanymi uczuciami. Złodzieje, kanciarze, mordercy, rekieterzy skupieni na mnożeniu kapitału, z własnym terytorium i zakresem działalności, poza który bali się wyjrzeć - uporanie się z nawet najbardziej krwiożerczymi reprezentantami półświatka Desperacji bywa przyjemniejsze niż z kimś, kto tak skutecznie kryje swoje prawdziwe intencje. Cad przewraca kartkę dziennika i stuka długopisem o blat biurka. Po jakimś czasie przyciska jego końcówkę do papieru i powoli pisze “Jarema: ostrożnie.” Poprzednie strony wypełnione po brzegi uwagami na temat wyglądu, zachowania, domniemanego pochodzenia i zawodu mężczyzny zostają zwieńczone pojedynczym słowem - ostrożnie. Obchodź się z nim ostrożnie, bo martwy nie jest przydatny. Bądź wokół niego ostrożny, bo skończysz z nożem w plecach. Zachowaj ostrożność przy wbijaniu mu noża w plecy. Ostrożnie.

Czarne, okrągłe okulary na twarzy proroka są porysowane, widoczność jest słaba a panujący na zewnątrz upał bezlitosny. Cad zawiązuje wokół szyi ciemnoczerwony szalik w nadziei, że uchroni go przed piachem.
- Lev, ufam, że plan nie natknie się na żadne komplikacje tylko ze względu na moją chwilową nieobecność. - strzepuje z ramienia swojego wyznawcy piasek i poprawia kołnierz jego koszuli, która niegdyś pewnie była biała. Drobny gest, który stanowi zarówno wyraz niemalże szczerej czułości jak i nakaz utrzymywania porządku. Lev, drobnej budowy młody chłopak, który nadrabiał brak tężyzny fizycznej ponadprzeciętnym jak na akolitę intelektem, miał zarządzać pozostałymi wyznawcami na czas gdy Cad będzie poza hangarem.
- Wszystko będzie tak jak powinno. Obiecuję. - zapewnia Lev, entuzjastycznie potrząsając głową, na co Cadoc odpowiada tylko delikatnym skinieniem. Miles, który w przeciwieństwie do zastępcy dowódcy komuny, był zdecydowanie silniejszy niż bystry miał towarzyszyć swojemu mesjaszowi podczas wyprawy. Cad zastanawia się, która z dwóch pełnionych przez poddanych funkcji była uznawana za bardziej prestiżową wśród pozostałych neofitów. Jeżeli Miles wróci z podróży w jednym kawałku, zostanie pewnie okrzyknięty bohaterem, który po apokalipsie skończy na mostku wraz z kapitanem statku.
- Chodź. Nie jedziemy do miasta. - mówi do swojego adepta. - Musisz być czujny. Musisz być ostrożny. Nie odzywaj się dopóki nie powiem ci, że powinieneś się odezwać. - rozkazuje cicho zbliżając się do Jaremy i Michaela.
- To jest Miles. Nie powinien sprawiać problemów. - tłumaczy, wskazując na towarzysza jakby był egzotycznym zwierzakiem domowym. Miles uśmiecha się w stronę gości, uginając się pod ciężarem plecaka, który mieści w sobie cały ich ekwipunek na podróż.
- Możemy wyruszać w drogę.
Cadoc





Cadoc
Nosiciel
GODNOŚĆ :
Po prostu Cadoc.


Powrót do góry Go down

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Powrót do góry