Ogłoszenia podręczne » KLIKNIJ WAĆPAN «

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Go down

Pokój 117 - Page 3 Empty Re: Pokój 117Pisanie on 22.08.19 22:21
  Czas na moment spowolnił. W blasku wdzierających się do pokoju promieni widział drobinki kurzu wędrujące w powietrzu sennym ruchem. Mały pokój skąpany w słonecznych barwach wydawał się nagle znacznie przytulniejszy. Yume niemal odczuwał chęć, aby pozostać w nim na resztę dnia.
  Uniósł dłoń znad materaca i odsunął kilka luźnych kosmyków z ucha doktora, a potem tym samym ruchem zaczepił o jego policzek. Czuł pod palcami ciepło i strukturę skóry, kciukiem przesunął po jego wilgotnych wargach. Był jak ślepiec, który niecierpliwym dotykiem poznawał się z kształtem świata, a jego świat przybrał formę drugiego mężczyzny.
  Oddychali praktycznie jednym powietrzem, w tych rzadkich chwilach gdy usta nie znajdowały dla siebie wspólnego zajęcia wyrzucali w eter niewinne półsłówka, pozbawione kształtu dźwięki. Następstwa fizycznej uciechy, które wprawiały ciała w systematyczne drżenie.
  Czuł fale gorąca przepływające systematycznie przez jego wnętrze wraz z całym wachlarzem innych doznań, które przybrały w gardle formę głębokiego pomruku. Chciał mu powiedzieć o wrażeniu, które narastało w nim z każdą chwilą, ale słowa nie mogły znaleźć ucieczki. Momentami, gdy ich spojrzenia spotykały się na środku czuł, że Locklear go rozumie, podziela z nim swoje uniesienia.
  Lecz to nie błogość fizycznych przeżyć wypełniała jego pustkę, ale człowiek, którego miał przed sobą. Objął go ramieniem, gdy zaspokojona potrzeba zbliżenia pozostawiła go z szybkim oddechem i dygotaniem każdego istniejącego mięśnia. Przyciągnął go do siebie ciasno, opierając policzek na jego głowie. Mrużył powieki opierając się ostremu słońcu i chłoną ze swojej perspektywy widok jego pleców. Trzymał go przy sobie silnie, jak namiastkę normalnego życia, która umykała mu z roku na rok.
  Na moment zacisnął powieki napawając się jedynie dotykiem, zapachem, ciszą która zalęgła się pomiędzy nimi na kilka sekund. Chciał być silny, cwany, ponad wszystko co z łaską oferowało mu życie, ale pokonała go tęsknota za drobnostkami. Pragnienie, aby ktoś dostrzegł w nim coś, czego sam nie potrafił w sobie znaleźć. Niemal uwierzył, że nie jest bezwartościowy.
  Ale był i doskonale zdawał sobie sprawę, że moment uniesienia w końcu przeminie, a praca na nowo go pochłonie. Przez dziesiątki lat to nie w uczuciach, ale wysiłku odnajdywał stabilność i chociaż nie potrafił teraz myśleć o ich spotkaniu w negatywach, wiedział, że sam moment pożegnania zaleje go nową falą goryczy. A potem wszystko wróci do normalności.
  Rozluźnił odrobinę uścisk oddając Jekyllowi inicjatywę ich kolejnego pocałunku. Jasnowłosy był w tym tak swobodny, jak gdyby robili to bez przerwy od lat. I Yunowi trochę to imponowało. Jego skrywana nerwowość ścierała się z naturalną szczerością bernardyna i bez oporu ulegał jego zachciankom. Gdyby tylko Locklear go o coś teraz poprosił, zapewne zrobiłby dla niego wszystko.
  Zjechał ręką w dół od jego ramienia, aż natrafił w końcu na dłoń. Ujął ją ostrożnie i uniósł na wysokość swojego wzroku. Już wcześniej przez mieszaninę różnych woni wyczuwał w powietrzu słaby zapach krwi, ale teraz odkrył w końcu jej źródło. Uszkodzona skóra wokół malutkiej ranki zaczerwieniła się. Przyjrzał się każdemu z jego palców. Były wąskie, zadbane, bez wątpienia należały do najcenniejszych narzędzi w arsenale doktora. W porównaniu do jego szorstkich, przepracowanych dłoni ręka Jekylla wyglądała jak należąca do kobiety.
  Przyciągnął ją do swoich ust i zlizał krew zbierającą się na skórze, a potem otoczył wargami najpierw jeden, a potem drugi palec jasnowłosego. Jasne spojrzenie zatrzymało się na twarzy drugiego wymordowanego. Ostre cienie wkradały się do pokoju wraz z porannym blaskiem.



cross over and turn
feel the spot don't let it burn
we all want we all yearn
be soft don't be stern

Pokój 117 - Page 3 4Y5mQC3

lullaby was not supposed to make you cry
i sang the words i meant
i sang


                                         
Yume
Opętany
Yume
Opętany
 
 
 

GODNOŚĆ :
Yun Wuxian Mei


Powrót do góry Go down

Pokój 117 - Page 3 Empty Re: Pokój 117Pisanie on 25.08.19 18:34
Dotychczas niedosięgalne emocje, zawładnęły Jekylllem jedna po drugiej i nawet się przed nimi nie wzbraniał. Był bezbronny, roznegliżowany całkowicie odsłonięty. I nie przeszkadzała mu ta bezsilność, bezradność. Czerpał z niej radość i paradoksalnie także silę. W końcu przestał rachować zyski i straty, skupił się na tym, co serwował mu Yume. Rozkoszował się tą paletą doznań, wypełniającą go pasją, półszeptami namawiając go, by nie przestawał. Dawno nie czuł takiej swobody, wolności. Napięcie zniknęło. Był tylko błogi spokój i spełnienie.
  Kto by pomyślał, ze jeden człowiek był w stanie całkowicie zaburzyć pozorną, fałszywą wręcz równowagę. Kto by pomyślał, że Jekyll nadal potrafił kochać - szczerze, bez żadnych "ale". Wiedział jednak, że utworzone pomiędzy nim pożądanie, nić porozumienia w końcu przeminie, kiedy znowu rzucą się we wir obowiązków. Yun odnajdywał wytchnienie i stabilność w pracy, bernardyn znajdował ratunek w medycynie. W punkcie medycznym, wśród rannych, cierpiących, umierających, wsłuchując się w ich jęki, krzyki i przekleństwa. Przychodząc im na ratunek, czuł się jak pan życia i śmierci. Igrał z bogami, wyszarpując pacjentów ze szponów śmierci, łatając nawet najpaskudniejsze rany, spoglądając w ich oczu wypełnione cierpieniem. W zasadzie poniekąd żywił się ich bólem, smutkiem, czerpał z tego energię, wewnętrzną radość, a jednak był bezradny w obliczu swojej największej słabości zwanej Yun Wuxian Mei. Zły na siebie za skrzywdzenie mężczyzny.
  Wykrzywił usta w uśmiechu, delikatnym, spokojnym, radosnym, pozbawionym braku autentyczności, kiedy ceber uchwycił w palce jego dłoń. Zapomniał o krwawiącym palcu. Ból został całkowicie  przyćmiony przez fale przyjemności, które nadal nie wywietrzały z jego ciała. Były niczym wyładowanie atmosferyczne, trwały w najlepsze.
  — Yun — imię mężczyzny w postaci szeptu uleciało spomiędzy warg Jekylla, chwile po tym, jak usta Chińczyka zetknęły się z palcami lekarza. Westchnął głęboko, urwanie, drżąc lekko. Wolną dłonią dotknął lśniącego od potu policzka, delikatnie wodząc po nim palcami. Czuł pod opuszkami szorstką powierzchnię zarostu i skalanej czasem skóry. Zestarzał się pod naporem zmartwień, ale nadal był tak samo atrakcyjny. Blizna wyraźnie odcinająca się od odcienia cery jedynie to umacniała. Choć się z nią nie urodził, wpasowała się do jego oszczędnej w emocje mimiki, a może tak próbował sobie tłumaczyć swoje najpaskudniejsze „dzieło”? — Proszę, pozwól mi być częścią twojego życia. Zadowolę się nawet ochłapami, ale… — przerwał, zagryzając zęby na dolnej wardze. Ale co? Obiecasz, że nigdy nie podniesiesz na niego ręki? Nie skonfrontujesz kamienia z jego twarzą? Będziesz mu wierny? Powiesz, że gdy nie ma go w pobliżu, usychasz, jak roślina pozbawiona wody?
  Spuścił wzrok na szyję mężczyzny. Wbił spojrzenie w poruszające się jabłko Adama i milczał przez chwilę, wsłuchując się w ich odrobinę przyśpieszone oddechy, skupiając się na szorstkim, a jednocześnie kojącym dotyku mężczyzny, który w dalszym ciągu rozgrzewał pojedyncze skrawki skóry doktora.
  — Chcę ci widywać — podjął po chwili, podnosząc wzrok. — Ten krótki epizod, choć był niewątpliwie najprzyjemniejszym doznaniem z ostatnich kilku dekad mojej egzystencji, nie wystarczy mi na długo —  szepnął.
  Na razie był usatysfakcjonowany, na razie czar chwili trwał w najlepsze, ale widział, że to w końcu nastąpi. Wiedział, że w końcu będzie musiał rozstać się z niewygodnym materacem, ze sprężynami wżynającymi się do kręgosłupa, z ciepłotą ciała Yuna, jego dotykiem i głosem. I wiedział, że po pożegnaniu będzie czekała tęsknota, a wraz z nią niedosyt. Z drugiej zaś strony za każdym kolejnym słowem był coraz bardziej zażenowany, na jego policzkach pojawiło się zaczerwienienie. Wiedział, ze brzmiał tandetnie, a mimo to nie milkł; dawno nie uzewnętrznił się przed nikim, nie wykrzesał z siebie tak wiele prostolinijność w kilku zdaniach. Kochał go i chciał być przy nim niezależnie od ceny, jaką za to zapłaci. Nie zważając na to czy mężczyzna odwzajemni to uczucie. Intensywny kontakt fizyczny udekorowany w bukiet doznań był wystarczającą rekompensatą za odrzucenie. Czyny były ważniejsze od słów, a na pewno lepsze od całkowitego odcięcia się od tego uczucia, od wmawiania sobie, że Chińczyk nic dla niego nie znaczył. Nie umiałby z takim kłamstwem przejść do porządku dziennego.
  — Tobie to wystarczy? — zapytał w celu zaspokajanie swojej ciekawości, bojąc się, że był dla niego jednorazową przygodą, pokusą, zakazanym owocem, który raz wyrwany, tracił w oczach. Nachylił się i ucałował go w lewy kącik warg, ręką zaciskając na jego ramieniu w wyrazie desperacji, łudząc się, że tym nieco uszkodzi proces myślowy zachodzący w umyśle mężczyźnie, że wywrze na nim wrażenie, że zamąci mu w głowie.
  Nic nie trwało wiecznie. Ta świadomość boleśnie napływała do niego z każdą kolejną mijaną minutą.


Pokój 117 - Page 3 1D2WvZ6
                                         
Jekyll
Bernardyn     Opętany
Jekyll
Bernardyn     Opętany
 
 
 

GODNOŚĆ :
Dr Jekyll, znany również jako Kyle.


Powrót do góry Go down

Pokój 117 - Page 3 Empty Re: Pokój 117Pisanie on 26.08.19 15:03
   Mrużył oczy by widzieć go wyraźniej w słońcu padającym zza pleców mężczyzny. Spoglądał na niego spod ciemnych brwi, widział jak jego usta poruszają się wypowiadając słowa, których brzmienie wypalało się w jego umyśle. Na moment uścisk Yuna zelżał, jakby miał zamiar odsunąć rękę, albo nawet nagle się wycofać. Jego twarz pozbawiona widocznych emocji nie zdradzała odpowiedzi. Milczał wsłuchując się w swój własny oddech.
   Odwrócił spojrzenie na puste ramy okien, na świt budzący za ścianami hotelu. Widok nie wzbudzał w nim żadnych uczuć, ale Mei potrzebował czegoś, na czym
mógłby bez wyrzutów zawiesić wzrok. Palce Jekylla ułożone na policzku walczyły o uwagę. Zadowolę się ochłapami...
  Yume nie potrafił pojąć dlaczego zniża się, by prosić o tak niewiele, dlaczego znowu kryje się w swoich przewinieniach sądząc, że nie zasługuje na nic więcej. Nie miał przed sobą króla, człowieka przed jakim powinien kajać się na kolanach błagając o resztki ze suto zastawionego stołu. Śniący był człowiekiem równie kruchym, równie doświadczonym przez tą nieprzychylną stronę życia, ale chciał zaznać szczęścia, chciał nadal doświadczać tego co sprawiało mu radość.
  Wrócił spojrzeniem ku doktorowi, gdy jego palce przesunęły się ponad powierzchnią blizny. Miał przy sobie człowieka, który świadomie podjął decyzję, by go zabić. Nie wiedział jak bardzo zmienił się przez ten czas. Ich ostatnie wspólne wspomnienia miały być zastąpione przez wachlarz rozkoszy i doświadczeń dzisiejszego poranka, ale ich bolesne zabawienie psuło mu humor nawet teraz.
  Dłoń Yuna powoli odsunęła się od nagiej skóry, opadła na materac.
  — Teraz znam twoje ciało, ale nie znam Ciebie — odpowiedział beznamiętnie, nie reagując, gdy palce Lockleara wbiły się w jego ramię. Jego pozorna obojętność nie miała żadnego znaczenia, nigdy nie był zbyt otwarty, a w chwilach takich jak te zamykał się jeszcze bardziej. Sądził, że podjęta pochopnie decyzja może mieć przykre konsekwencje, a bardziej niż odrzucić mężczyznę bał się dać mu fałszywą nadzieję. Zamknąć ich znajomość w sporadycznym seksie. Nie wiedział co o tym sądzić.
  Chciał dostrzec w nim coś więcej, poza atrakcyjnym wyglądem, umiejętnym używaniem swojego ciała. Tego na pewno jednak nie zobaczy, jeżeli każe mu odejść na dobre. Nie, tego bez wątpienia nie pragnął.
  — Nie wystarczy — przyznał bez wahania. To na pewno nie był koniec jego rosnącego pragnienia. Dopiero zasmakował tego, czego mógł kiedyś w pełni zaznać i można myśleć, że tylko przyzwoitość powstrzymała go, by nie rzucić robotą wyłącznie po to, aby się nasycić. Chciał wszystko powtórzyć, ale nie tu i teraz. Musiał poczuć, że czegoś mu brakuje, że nie spełnił wyłącznie swojej egoistycznej zachcianki korzystając ze słabości Jekylla. Ciesząc się jego poczuciem winy, bawiąc się jego ciałem.
  Chociaż nawet teraz doskonale wiedział, że tak nie było.
  — Zasłuż — dodał po chwili. — A nigdy cię nie zostawię.
  Pragnął wrócić do czasów, gdy razem radzili sobie z trudnościami nowej rzeczywistości. Może już wtedy połączyła ich jakaś nierozrywalna więź, która jeszcze raz kazała im na siebie wpaść, zaznać tego, co kiedyś wydawało się zakazane. Od tego czasu świat bardzo się zmienił, Yume się zmienił, nawet gdy sądził inaczej. Rozbudzone wspomnienia cofnęły go w czasie. Chciał porzucić swoje samotne życie, nie odstępować go na rok, naznaczyć całym sobą, sprawić by jego myśli już nigdy nie dotyczyły nikogo innego. Odkryć w sobie odrobinę paskudnej zachłanności, przestać być wiecznie zbyt dobrym.
Nie możesz kochać zbyt wielu rzeczy na raz. To zabija.
  Wypowiedziane z uśmiechem i ukrytą za nim powagą. Nawet teraz, po setkach lat potrafił przypomnieć sobie ten głos, tamten dzień. Nie sądził wtedy, że będzie go pamiętać dziesięć, dwadzieścia lat później. Minęły wieki i nie zapominał.
  Jeszcze raz pochylił się ku Locklearowi, położył obie dłonie na jego ramionach i pocałował go bez zachłanności, ostrożnie, po swojemu. Bo taki właśnie był za maską wymordowanej bestii, za maską człowieka który w poprzednim życiu strzelał do ludzi, chociaż tego nie chciał. A potem równie powoli odsunął się od niego przechylając nad obręczą łóżka, by odnaleźć rzucone gdzieś ciuchy.
  W końcu miał pracę.



cross over and turn
feel the spot don't let it burn
we all want we all yearn
be soft don't be stern

Pokój 117 - Page 3 4Y5mQC3

lullaby was not supposed to make you cry
i sang the words i meant
i sang


                                         
Yume
Opętany
Yume
Opętany
 
 
 

GODNOŚĆ :
Yun Wuxian Mei


Powrót do góry Go down

Pokój 117 - Page 3 Empty Re: Pokój 117Pisanie on 05.09.19 23:15
Poznasz — powiedział krótko, wyjmująco, czując cierpki posmak tego słowa na języku. I na pewno się rozczarujesz, dodał w myślach, bo w Jekyllu, przeciwieństwie do Yume, nie tkwiło tyle niewymuszonej dobroci. Unosił się pychą, gniewem. Miał krew na rękach, wybrakowane sumienie i ograniczone zasoby empatii. Nie potrafił współczuć, a jedynie pogłębiać ból u pacjentów. Rozczarowanie – ta emocja zawładnie mężczyzną, gdy pozna Jekylla tak dogłębnie, jak przed chwilą zapoznał z jego ciałem. Jego wygląd zewnętrzny nie oddawał tego, co znajdowywało się wewnątrz. Był popsuty, na wpół zgniły, wyniszczony przez upływ czasu, bagaż przytłaczających doświadczeń.
  Będąc tego wszystkiego świadom, zasłuż usłyszane kilka chwil później, wypowiedziane tym niemal pozbawionym emocji głosem sprawiło, że przez kręgosłup lekarza przeszedł dreszcz, studzący nieznacznie podwyższoną przez bliskość temperaturę ciała.
  Sparaliżowany, nie przejął inicjatywy, nie tym razem. Pozwolił, by usta Yume zetknęły się z powierzchnią jego własnych, nawet instynktownie ujął w palce jego nadgarstki, ale nie pogłębił pocałunku. Ten czuły, pozbawiony zachłanności gest był niczym światło na końcu tunelu, interpretował je jak deklaracje, niewypowiedzianą, zamkniętą w tym subtelnym geście obietnice.
  — Gdzie mam cię szukać? Tutaj? To twoje stałe miejsce pobytu? — zapytał, wpatrując się przez chwilę w oznaczone bliznami plecy mężczyzny, jednak po chwili wziął z niego przykład i zabrał się za komplementowanie własnych, porzuconych w nieładzie ubrań. Spojrzeniem przesunął po podłodze. Zlokalizował w pierwszej kolejności bieliznę, potem spodnie, a na samym końcu pozbawioną nadruku koszulkę.
  Ubierał się powoli, bez pośpiechu, mozolnie, częściowo czując lekki dyskomfort fizyczny z powodu wcześniejszego, gwałtownego zbliżenia, które bądź co bądź wysłał z niego część zgromadzonych podczas snu sił, wszakże jego kondycja nigdy nie imponowała, częściowo chcąc potrwać w jego towarzystwie odrobinę dłużej.
  Po załażeniu obuwia, przejechał palcami po zmierzwionych, skołtunianych włosach. Wsunął dłoń do tylnej kieszeni spodni i wyjął z nich gumkę, w którą zgarnął wszystkie kosmyki, zamykając je w luźny kucyk. Rzucił ukradkowe spojrzenie Yunowi, również kompletnie ubranemu i pewnie gotowemu do wyjścia.
  Po drodze do porzuconej w kącie torby ujął w palce jedną z butek. Otworzył ją i nawilżył gardło jej cierpką zawartością, ale po chwili odłożył ją na blat stolika. Picie przed południem to fatalny pomysł, ale wzbierał w sobie resztki odwagi. Czuł, że powinien przerwać ciszę, ale żadne słowa nie kształtowały się w jego umyśle. Miał wrażenie, że powiedział więcej niż powinien, całkowicie się odsłonił, zademonstrował, że mu zależy, choć zwykle kontrolował swoje emocje, a jednak dzisiaj wymknęły się spod kontroli. Uszy poczerwieniały mu od zażenowania.
  — Dużo masz dziś pracy? —zapytał w końcu, podchodząc ku niemu. Spojrzał mu wprost w białe ślepia, wykrzywiając usta w delikatnym, odrobinę niezręcznym uśmiechu. On nie wiedział, co zastanie po powrocie do kryjówki i w tej chwili wolał o tym nie myśleć, nawet nie był w stanie. Obecność Yuna w dalszym ciągu skutecznie wybijała go z rytmu, tworząc mętlik w głowie.
  Stanął na palcach i musnął go szybko w usta, po czym odwrócił się na pięcie, w oczywistym zamiarze opuszczenia tego pokoju. Im dłużej przeciągał tę chwilę, tym bardziej był przy tym, by tutaj zostać i nakłonić Yume do tego samego, co ze względu na okoliczności nie byłoby takim złym pomysłem, ale wiedział, że moment rozstania w końcu nadejdzie, a z każdą kolejną minutą było coraz gorzej na to przystać.  

___
wybacz fatalną jakość, ale próbuję wdrążyć się ponownie w pisanie; małym kroczkami do przodu.


Pokój 117 - Page 3 1D2WvZ6
                                         
Jekyll
Bernardyn     Opętany
Jekyll
Bernardyn     Opętany
 
 
 

GODNOŚĆ :
Dr Jekyll, znany również jako Kyle.


Powrót do góry Go down

Pokój 117 - Page 3 Empty Re: Pokój 117Pisanie on 10.09.19 11:01
  Niezdolny do krótkich, przelotnych spojrzeń utkwił jedno w Jekyllu na kilka długich, przeciągniętych na siłę minut. Zatrzymał się w pół gestu wkładania koszulki na kark tylko po to, by poświęcić temu widokowi jeszcze moment ze swojego uciekającego czasu. Nie od razu mu odpowiedział, przyglądając się bez słowa jak mężczyzna rozprostowuje na sobie nierówności rzuconych wcześniej gdzie bądź elementów garderoby.
  Przeczesał palcami krótkie włosy sprawiając, że jeszcze bardziej się rozproszyły. Nigdy nie umiał utrzymać ich w ładzie, gdy osiągały kilka nadprogramowych centymetrów. Nie był w stanie nawet sobie wyobrazić, jak to jest dbać o tak długie fryzury, chociaż musiał przyznać w duchu, że bujna czupryna doktora robiła na nim wrażenie. Pomyślał, że właściwie to lubi widzieć u kogoś długie włosy.
  — Nie. Nie przychodź tutaj beze mnie — ostrzegł z pozorną obojętnością, ale bez wątpienia nie żartował. Sprężystym krokiem znalazł się za jego plecami i zbierając w garść uciekające na kark kosmyki pomógł mu je wszystkie związać. — Podróżuję. Nie zobaczysz mnie znowu zbyt szybko.
  Przesunął wierzchem dłoni po jego karku i odszedł do starego, przetartego plecaka by dokończyć wrzucanie do jego workowatego wnętrza resztę swoich gratów. Kratę z pozostałymi butelkami pchnął nogą w kąt. Sztuczne pobudzanie się procentami nie będzie mu już tego dnia potrzebne, wysiłek zrobi swoje, a i tak szczerze wątpił w dzisiejszą zdolność swojego skupienia się. Bezwiednie układał przedmioty na dnie worka zastanawiając się nad odpowiedzią, która okazałaby się dla jasnowłosego trochę bardziej pomocna.
  Obawiał się, że Jekyll pomimo ostrzeżeń zacznie go szukać wbrew rozsądkowi.
  — Mówiłeś, że pracujesz w burdelu — zaczął i natychmiast zdał sobie sprawę, że zawodzi go neutralność głosu. Brzmienie tego stwierdzenia nadal miało nieprzyjemne zabarwienie, którego wiedząc jaką funkcje sprawuje tam doktor, próbował się pozbyć. — Zostawię tam dla Ciebie jakąś informację, gdy pojawię się znowu w okolicy. — Wstał z kucania i poprawił ułożenie plecaka. Zebrał się do wyjścia dużo szybciej, bo jego poranna rutyna składała się zazwyczaj ze wstania i włożenia czystszych niż poprzedniego wieczora ubrań. W wielu przypadkach, by ciuchy odzyskały status używalności wystarczyło im kilka godzin wietrzenia się przy oknie pozbawionym szyby. Zwrócił się znowu do zielonookiego. — Taki układ Ci pasuje?
  Zbliżył się do niego, chociaż w gruncie rzeczy chciał po prostu stanąć przy drzwiach. Nie był zbyt subtelny w swojej mowie ciała, która jednoznacznie mówiła: "muszę już wyjść, więc ty także wychodzisz". Praktyczność ponad nadmiar uczuć, a i tak był bliski rozpłynięcia się, gdy Jekyll musnął po raz ostatni jego usta, jak na pożegnanie. Nigdy w swoim życiu nie będzie w stanie przywyknąć do tak przelotnych, niezobowiązujących gestów.
  Kiwnął głową, zamiast odpowiadać na pytanie o pracę. Nie miał jeszcze pojęcia, co takiego czeka na niego na dole, ale to nigdy nie był przyjemny, ani lekki obowiązek. Jednego dnia zaharowywał się na śmierć, by drugiego móc przespać wszystkie wolne godziny, albo pozbawiony odpoczynku na siłę zażywać życia. Tak czy inaczej układ mu pasował. Z braku czasu nie miał zbyt wiele momentów na przesadne myślenie. Tak jak teraz nie przejmował się rozwojem ich niecodziennej znajomości. Wszystko jakoś się ułoży, wszystko jakość odnajdzie swoje właściwie tempo.
  Pozwolił Jekyllowi wyjść pierwszemu, a potem sam opuścił pokój, zatrzasnął za sobą drzwi, zamknął je na klucz i ruszył ku schodom.

z/t x2
Chyba, że chcesz coś jeszcze dodać, to daj znać~



cross over and turn
feel the spot don't let it burn
we all want we all yearn
be soft don't be stern

Pokój 117 - Page 3 4Y5mQC3

lullaby was not supposed to make you cry
i sang the words i meant
i sang


                                         
Yume
Opętany
Yume
Opętany
 
 
 

GODNOŚĆ :
Yun Wuxian Mei


Powrót do góry Go down

                                         
Sponsored content
 
 
 


Powrót do góry Go down

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

 
Nie możesz odpowiadać w tematach