Ogłoszenia podręczne » KLIKNIJ WAĆPAN «

Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next

Go down

Miejsce akcji: Maleńka włoska mieścina Tozzanella położona na półwyspie apenińskim.

Czas rozpoczęcia akcji: Godzina 05:47

Zapasy w posiadaniu ocalonych:
1 x AK-47 dziadka + 3 magazynki (30, 30, 21 nabojów)
2 x Baretta 92 + 7 magazynków (na obie) wszystkie pełne
1 x Strzelba SPAS 15 + 12 nabojów
3 x butelka wina vernaccia di san gimignano zrabowane z piwnicy baru
2 x nóż wojskowy
1 x szabla
2 x kij baseballowy
Zapasy jedzenia na dwa dni
Inny ekwipunek do wyboru, w granicach rozsądku.

Nhsar miał już dość czekania. Od prawie dwóch godzin nie spał a wszystko za sprawą równego, miarowego stukotu dziesiątek rąk o solidne drzwi, czy zabite deskami okna budynku, w którym Włoch o semickich korzeniach się skrywał. Głupie masy żywego ścierwa nie były jednak w stanie sforsować zapory, a do tego w swym bezmyślnym pędzie po świeże, nieskażone jeszcze mięso Nhsara nie wiedziały, że jest także inne wyjście.
Nawet dwa. Jedno prowadziło przez basen na tyłach domu. Za wysokim płotem z żywopłotu można było nawet dostrzec kilka samochodów, choć nikt nie wiedział, czy którykolwiek z nich jeszcze działał i mogli nim gdziekolwiek dojechać. Mimo wszystko było tam o wiele mniej cuchnących, morderczych szmacianek.
Była jednak również druga droga. Budynek, w którym się zatrzymali miał wspólną piwnicę z dwoma innymi. Lokalnym barem, który jeszcze przed miesiącem należał do najbogatszej rodziny w mieście. Druga droga była nieco ciekawsza, gdyż dało się nią dotrzeć tuż pod rosnący nieopodal miasteczka las. To jednak stary tunel i nie do końca pewny, a ponadto z żadnego z okien piętra budynku nie dało się dostrzec jego wyjścia.
Zawsze pozostawało też przebicie się przez około czterdzieści żywych trupów, które były dziś bardziej nachalne niż akwizytorzy. To jednak był pomysł, który wybitnie nie przypadał do gustu Nhsarowi.
Spojrzał na leżące przy ścianach zapasy, które udało im się zgromadzić poprzedniego dnia. Mieli ze sobą całkiem sporo broni, choć było oczywiste, że zbyt wiele by zabrali ze sobą wszystko. Nadmiar żelastwa tylko by ich ograniczał, a przecież musieli jeszcze wziąć ze sobą skromne zapasy pożywienia, które zebrali.
Nhsar nie pochodził stąd. Nie znał tego przeklętego miasteczka, w którym utknął jego autobus, a zanim został naprawiony napadło ich z dwadzieścia trupów. Spośród piętnastu pasażerów przynajmniej połowa była teraz za drzwiami i upominała się, że Nhsar chyba się u nich zadłużył, choć równie dobrze mogli po prostu pragnąć zjeść jego mózg.
Włoch jednak nie miał zamiaru oddać nie tylko tego co znajdowało się w jego czaszce, ale żadnej części swojego ciała. Był bardzo zdeterminowany, by zachować wszystkie części dla siebie. Pieprzony sknera.
Siedział na schodach, z których miał dobry widok na drzwi. Chciał wiedzieć, gdyby przypadkiem się przebiły i mieć czas na ucieczkę. Zresztą nie mógł zasnąć przy ciągłych wrzaskach i pukaniu.
                                         
Lisi książę Rashn
Opętany
Lisi książę Rashn
Opętany
 
 
 

GODNOŚĆ :
Rashn


Powrót do góry Go down

Bell również nie mogła spać. Wszystko przez tą całą rozpierduchę z tymi nieumarłymi skurwielami. Człowiek tutaj przylatuje prosto z Los Angeles pracować w serwisie Lamborghini, chce szkolić się dalej mimo iż w kwestiach mechaniki, chemii i ogólnie pojętej inżynierii nie ma już chyba dla niej tajemnic. Cóż los jednak chciał dla niej inaczej, ponieważ pociąg którym jechała do Mediolanu akurat stanął na tym zadupiu u musiała uciekać przed powiększającą się zgrają umarlaków żądnych ludzkiego mięsa. Ktoś mógłby zapytać w jaki sposób znalazła się właśnie w tym budynku, odpowiedź jest niemal oczywista - zbieg okoliczności. Potem napatoczył się jej obecny towarzysz i teraz tak razem tutaj tkwią otoczeni bezmózgimi potworami.  Kobieta jednak nie miała ochoty zginąć bez walki, oj nie. Nigdy nie dawała za wygraną, więc czemu niby tym razem miałaby dać? O nie. Rudowłosa wstała i poszła na wyższe piętro, była pewno, że gdzieś widziała butelkę whisky. Nie myliła się, po jakichś kilku minutach znalazła ją, znalazła też jakąś szmatę, która prawdopodobnie jeszcze nie dawno była częścią czyjejś garderoby. miała już wszystko czego potrzebowała by skonstruować koktajl Mołotowa.
- Hej kolego. Zabierajmy się z tego kurwidołka. Zbieraj co się da, a ja za pomocą zapalniczki i tej małej buteleczki zrobię trochę zamieszania za drzwiami. Co ty na to? - Powiedziała, gdy tylko znalazła się blisko Nhsara. Sama oczywiście też zamierzała zabrać ile się da, więc oprócz swojej podręcznej torby narzędziowej, w której miała:
*młotek
*klucz nastawny
*grzechotkę z zestawem nasadek (6mm - 32mm)
*śrubokręt uniwersalny z zestawem wymiennych bitów
*taśmę izolacyjną
*obcinaczki do kabli
zaczęła zbierać żywność i niewielki zapas broni. Cóż nie można brać zbyt wiele, żeby za bardzo nie ciążyło, prawda?


Ostatnio zmieniony przez Kruk dnia 08.06.19 20:20, w całości zmieniany 1 raz


Dlaczego to zawsze muszą być zombie? Giphy
                                         
Kruk
Kat     Opętany
Kruk
Kat     Opętany
 
 
 


Powrót do góry Go down

(Odautorski komentarz bólem niedziałającego kodu spowodowany. Napraw proszę twój link, bo zamiast móc kliknąć i widzieć obrazek, to jest taki brzydki, wielki link!)

Nhsar już złapał rytm muzycznego dobijania i nawet zaczął nucić coś pod nosem umilając sobie czas do poranka. Właśnie wtedy zostało mu jednak przerwane. Uniósł głowę i spojrzał na kobietę z wyraźnym wyrzutem i miną krzyczącą wręcz "przerwałeś mi coś bardzo ważnego".
Zdał sobie jednak sprawę, że rzeczywiście nie było sensu tkwić tutaj dłużej. Zapasów mieli ledwie na dwa dni, a nie mieli pojęcia ile zajmie im znalezienie czegoś do jedzenia. Zostawanie tutaj przez cały dzień i kolejną noc zapewniło im jedynie stratę czasu.
- Wolałbym nie robić za dużo hałasu. Jeśli wyjdziemy tyłem jest szansa, że nic się na nas nie rzuci. - Odparł uważając pomysł otwartej wojny z nieumarłymi wydawał mu się szaleństwem. Co z tego, że zabiją dwudziestu, trzydziestu, skoro wywołany w ten sposób hałas może ściągnąć dziesięć razy tylu.
Choć ogień jest dość cichy, to nie broń palna. Seria z karabinu maszynowego byłaby głupotą, lecz może dobrze rzucona butelka spali im kilku przeciwników? Mimo wszystko ten przebrzydły pacyfista nie chciał walczyć.
Wstał ze schodów i podszedł do miejsca, w którym wieczorem odłożyli posiadane zapasy. Wziął jeden pistolet i cztery magazynki do niego, które schował do podróżnego plecaka. Przypiął do swojego pasa jeden z noży, a ponadto wziął do ręki szable.
Nie wiedział czy ten długi kawałek stali do czegokolwiek mu się przyda, jednak czuł się jak prawdziwy generał posyłający swoje wierne oddziały do panicznego odwrotu.
Spakował do plecaka również połowę jedzenia, które mieli, zostawiając w nim trochę wolnego miejsca, na przypadek gdyby znaleźli coś jeszcze. Liczył na to. Inaczej ich przygoda skończy się dość szybko w tym przeklętym miasteczku.
Gdyby to od Nhsara zależało nigdy nie zjawiłby się w tej mieścinie, a jeszcze rano nie miał pojęcia o jej istnieniu. Oddałby wiele, żeby tak pozostało.
- To gdzie idziemy? - Spytał gdy umieścił cały swój bagaż na plecach i oparł szpadę na ramieniu, oczywiście tą nieostrą częścią i spojrzał na swoją towarzyszkę. Dla niego sytuacja była beznadziejna, więc było dla niego bez znaczenia, którą z dróg się udadzą. Nie wierzył w to, że gdziekolwiek czeka na nich coś dobrego.
W końcu to nieszczęsna apokalipsa zombie! To nigdy nie kończy się dobrze.


#800000
                                         
Lisi książę Rashn
Opętany
Lisi książę Rashn
Opętany
 
 
 

GODNOŚĆ :
Rashn


Powrót do góry Go down

Czy dźwięk zbitej butelki mógłby przyciągnąć hordę nieumarłych? Raczej według mnie nie, a zrobiłaby na tyle zamieszania na froncie budynku, że powinni bez większych przeszkód móc przemieścić się w jakieś inne miejsce.
- Hałasu nie będzie, a te ścierwa jak zapłoną to da nam czas  by się z tą ewakuować w inne miejsce. - Tylko w jakie. Do wyboru jest niby kilka opcji, lecz którą wybrać? Każda z nich może zaważyć o tym czy przeżyją do wschodu słońca czy nie. Bar w budynku obok zdecydowanie odpadał. Bell nie pochwaliła się swojemu towarzyszowi, ale widziała przez okno, że drzwi do niego są otwarte na oścież, a nieumarli swobodnie wchodzą tam i wychodzą. Kobieta była pewna, że właśnie tamto miejsce jest spalone, ponieważ nie wiedzieli czy wchodząc tam nie wejdą pomiędzy hordę zombie, z którą z tym co mają będzie bardzo ciężko sobie poradzić. Opcja numer dwa, tunel który teoretycznie prowadzi w głąb lasu, lecz gdzie konkretnie jest ciężko stwierdzić, poza tym nie wiadomo czy i pod ziemią nie spotkają żywych trupów, a pani mechanik już wolała walczyć z nimi na nieco bardziej otwartej przestrzeni niż wąski podziemny korytarz. Następną opcją jest przebicie się przez przednie drzwi, co raczej również będzie głupotą, gdy umarlaki staną w płomieniach. Zostaje tyle wyjście z budynku, wydaje się być najrozsądniejsze, a i samochód też by się przydał/
- Plan jest taki. Rzucę butelką z wyższego piętra podpalając tych skurwieli, a potem pobiegniemy przez tylne drzwi do tamtego pick-upa. wygląda na sprawnego, więc przy odrobinie szczęścia zarobimy samochód. Co ty na to?-


Dlaczego to zawsze muszą być zombie? Giphy
                                         
Kruk
Kat     Opętany
Kruk
Kat     Opętany
 
 
 


Powrót do góry Go down

Co jest lepsze od zostania zgniecionym przez ogromną kulę, której nie da się zatrzymać? Bycie zatrzymanym przez ogromną, płonącą kulę, której nie da się zatrzymać. Dla Nhsara pomysł z podpalaniem zombie, które mogłyby w innym wypadku nawet nie zdawać sobie sprawy, że w środku domu już nikogo nie ma, był głupotą.
Po co atakować, kiedy można po prostu odejść i zachować wszelkie materiały na później? Ponadto skąd mógł wiedzieć, że ogień skutecznie zatrzyma żywe trupy?
- Te ścierwa to cholerne żywe trupy! - Powiedział słysząc po raz kolejny namowy do spalenia kilku zombie. - Skąd wiesz, że jak je podpalimy nie będziemy mieć na głowy hordy płonących truposzy? - Dodał już spokojnie, po czym jednak westchnął.
- Daj mi ten przeklęty ruski trunek i idź sprawdzić czy samochód jest sprawny. Zrób to po cichu, to Cię nie zauważą. Jeśli usłyszę strzały, silnik lub stanie się cokolwiek niepokojącego to po prostu je podpalę i dołączę do Ciebie. - Nie chciało mu się z nią spierać. Nie miał jednak zamiaru ryzykować wkurzanie całej hordy zgnilców, żeby się miało okazać, że samochód i tak nie ruszy... a oni zostaną z resztkami tej hordy, zaalarmowanej przez nieco agresywną odmowę wspólnej kolacji.
- Będę na górze, przynieś mi Mołotowa, gdy już go przygotujesz, a potem zajmij się samochodem. - Wydał polecenia, po czym sprawdził jeszcze, czy jego bagaż trzyma się stabilnie na plecach. Wziął do ręki strzelbę, chyba tylko po to by czuć się pewniej i wspiął się po schodach na wyższe piętro. Nie barykadowali tu okien, nie było takiej potrzeby. Mógł więc otworzyć stare, drewniane okiennice i siadając na parapecie wyjrzeć na zebrany tłum nieumarłych. Do jego nozdrzy uderzył nieprzyjemny zapach zgnilizny.

UWAGA! Rzut na sprawność samochodu wyniki:
Musisz mi uwierzyć, że wypadło 3! Czyli samochód wymaga dłuższej trwającej pomiędzy 30-60 minut naprawy zanim będzie się nadawał do uruchomienia. Jak nie wierzysz, to możesz rzucić sam, ale uczciwie!


#800000
                                         
Lisi książę Rashn
Opętany
Lisi książę Rashn
Opętany
 
 
 

GODNOŚĆ :
Rashn


Powrót do góry Go down

(co do rzutu to wierzę ci na słowo. Nawet to urozmaica fabułę. Mam jednak nadzieję, że nie będziesz miał obiekcji co do mojej interpretacji tego rzutu i co do zaistniałej usterki)


Horda płonących truposzy? To brzmi wręcz niedorzecznie, ponieważ być może Bell nie była biologiem z dyplomem, lecz każdy wie, że podpalony człowiek płonie dosyć szybko, ponieważ krew w jego żyłach zaczyna się gotować, organizm się przegrzewa i dochodzi do śmiertelnego obrzęku mózgu. Cóż poza tym koktajl nie miał na celu ich pozabijać lecz odwrócić uwagę od tylnego wyjścia z budynku po to by zapewnić bezpieczną, o ile jest to możliwe, drogę do samochodu, który jak słusznie mężczyzna zauważył nie musi być na chodzie.
- Jak mam być szczera to wolałabym narobić najpierw zamieszania na froncie budynku, żeby odciągnąć ich uwagę od tylnego wyjścia i wolałabym, żeby ktoś mnie w razie czego osłaniał gdy będę w nim grzebać. Dobra jebać to zrobimy po twojemu, ale jeżeli mnie dopadną to pamiętaj, że będę pierwszą która zmieni cię w zombie, jasne? - Pół żartem pół serio dała towarzyszowi do zrozumienia, że akceptuje jego warunki, lecz nie do końca jej się one podobają.
- Masz. Zapalniczka jest do zwrotu - Powiedziała po chwili wręczając mu butelkę przygotowaną do podpalenia oraz benzynową zapalniczkę marki Zippo, która no ta bene była dla mechaniczki sentymentalnym skarbem, ponieważ dostała ją na urodziny od swojego mentora, który niestety tego samego dnia został zgnieciony przez samochód z powodu awarii podnośnika.
- Idę! A ty miej się na baczności.- Rzuciła przez ramię opuszczając bezpieczne schronienie tylnym wyjściem.
Droga była pozornie "czysta", zero chodzących nieumarłych na horyzoncie. Idealnie, dziewczyna puściła się biegiem do zaparkowanego niedaleko Toyoty Tundry. Chwila strachu i już stała tuż obok pick-upa, który wyglądał naprawdę obiecująco. Tylko teraz pojawił się pierwszy problem - samochód jest zamknięty, a wybijanie szyb narobi zbyt wiele hałasu oraz szyby będą im raczej przydatne. Mechaniczka postawiła torbę z narzędziami na ziemi i wyciągnęła z niej śrubokręt. Następnie wykręciła zewnętrzną antenę z samochodu i przystąpiła do otwierania auta. Nie, jakby ktoś pytał to nie jest jej pierwszy raz gdy przy pomocy pozaginanej anteny lub innego druta rudowłosa otworzyła samochód. Dlatego też bez większych trudności drzwi odpuściły z zamka i Bell mogła wsiąść do środka tylko po ty by upewnić się, że nie ma tam kluczyków. Było to do przewidzenia, ponieważ kto normalny zatrzaskuje kluczyki w samochodzie podczas apokalipsy zombie? Upierdliwe, ale również do ominięcia. Kobieta otworzyła klapę od samochodu i zaczęła grzebać we wiązkach elektrycznych. obcinaczkami do kabli wycięła wiązkę od spryskiwaczy i zaczęła łączyć kable zapłonowe w odpowiedni sposób tak by pominąć imobilaizer oraz stacyjkę. Samochód zajęczał, a silnik zapalił. Euforia jednak jeszcze nie pojawiła się w sercu pani mechanik, ponieważ to nie tylko silnik musi pracować by samochód ruszył. Wsiadła za kółko i zaklęła, ponieważ podczas próby wrzucenia biegu samochód po prostu nie ruszył. Dlaczego? Bell znowu wrzuciła parking na skrzyni biegów i położyła się pod samochód z zamiarem sprawdzania poszczególnych elementów napędowych pojazdu. Nie musiała jednak długo szukać, ponieważ już po pierwszym spojrzeniu zdiagnozowała martwego zombie wkręconego w wał napędowy samochodu. Niecodzienna usterka, ale wszystko jest do naprawienia. Najpierw próba wyszarpnięcia zwłok. Cóż skutek był marny, lecz zadowalający, ponieważ kawały mięsa powoli odrywały się od całości. Rudowłosa nie widziała zbytnio innej możliwości jak to zrobić, więc postanowiła na siłę pozbywać się zawadzającego "pasażera" jednak to będzie dosyć czasochłonne.


Dlaczego to zawsze muszą być zombie? Giphy
                                         
Kruk
Kat     Opętany
Kruk
Kat     Opętany
 
 
 


Powrót do góry Go down

(Moje obiekcje byłyby niczym pojedynek dwóch węży, z których jeden o kłach ostrych, jadu pełnych kąsa raz za razem drugiego, a ten umrzeć nie chce, bo jest wężem ogrodowym. W zasadzie można ale w sensu tym tyle co w mojej miseczce truskawek -a właśnie zjadłem ostatnią.)*

Nhsar byłby na pewno wzruszony historią o mistrzu zgniecionym przez samochód, gdyby tylko nie dwie okoliczności, których uwzględnienia zdaje się być niezwykle kluczowe w niniejszej sprawie. Po pierwsze jego myśli były zajęte bandą truposzy, które starały się chyba sprzedać im niezawodny sposób na przygotowanie mózgu na ciepło z sosem z krwi nieszczęśników - czyli ich. Drugi powód jest taki, że nie znał tej historii.
Naprawa trwałą. Mężczyzna wciąż siedział na oknie i obserwował bandę bezmózgich akwizytorów, którzy nie zdawali sobie nawet pojęcia z jego obecności i wciąż bezcelowo dobijali się do zamkniętych drzwi i zabarykadowanych okien. Bezcelowo, choć kiedyś pewnie się przebiją - to jednak nie będzie już ich problem.
Nagle jednak z zamyślenia wyrwał go głośny dźwięk, który można przyrównać do kamiennego płotu, który rozsypuje się na setki kawałków oraz jeszcze coś bardziej metalicznego poprzedzonego piskiem opon. Ktokolwiek się rozbił zwrócił uwagę nieumarłych. Hnsar chwycił wręczoną mu zapalniczkę. Nie wiedział czemu, lecz instynktownie użył jej i teraz w trzymał w dłoni promień. Cholerny Prometeusz, okienny tytan.
Nie wiedział co powinien był uczynić. Z miejsce, w którym siedział, nie mógł dostrzec wypadku. Nie wiedział co jest jego przyczyną, a przede wszystkim czy ktokolwiek przeżył. Nie było jednak mowy o pójściu tam. Pomiędzy nimi było zbyt wiele trupów, a nawet używając trzymanego w ręku trunku nie był w stanie wykluczyć dostatecznej liczby by ratunek był sensowny.
Tym gorzej się poczuł, gdy usłyszał strzału, a nawet zobaczył mężczyznę z krwawiącą ręką wybiegającego spomiędzy żywopłotu na ulicy prostopadłej, do tej, na której znajdowała się tymczasowa kryjówka dwójki uciekinierów.
Chciał zrobić cokolwiek, lecz nie mógł za wiele. Może ogień nie da zbyt wiele, może pogorszy sprawę, lecz z tej odległości było to sensowniejsze niż zmarnowanie cennej amunicji do strzelby na strzały o niskiej szansie powodzenia.
Płonąca butelka pomknęła więc do odwracającej się z wolna hordy, a on jeszcze przyglądał się chwilę biegnącemu. Szybko jednak zniknął. Minął ulicę i zapewne przeskoczył przez płot, łudząc się, że ten da mu jakąkolwiek ochronę.
- Co jej tyle zajmuje? Nie ma czasu. - Mruknął do siebie licząc, że jego towarzyszka siedzi już bezpiecznie w gotowym do ucieczki samochodzie. Liczył, że nie uciekła bez niego oraz, że nie znajdzie jej truchła gdzieś na ulicy i kilku zdechlaków tuż obok.
Schował zapalniczkę do kieszeni i ruszył biegiem w dół zeskakując z połowy schodów i nieomal się przy tym przewracając. Udało mu się jednak utrzymać równowagę i niemal bez przerwy dopaść do tylnych drzwi.
- Nie ma jej. - Stwierdził po pierwszym spojrzeniu, lecz nie mógł powiedzieć co mogło to oznaczać. Nie myślał nawet nad tym tylko ruszył do płotu i dopiero wtedy zauważył, że niestety samochód nie jest jeszcze sprawny. Przeskoczył przez ogrodzenie i przykucnął rozglądając się, czy żaden z trupów nie idzie w ich stronę. Mieli jednak szczęście - wszystkie okoliczne trupy rzuciły się na dźwięk wypadku, panicznej ucieczki i wystrzału i musiały zmierzać teraz w inną stronę. To dało im chwilę, lecz tylko krótką nim gnilce zaczną się wałęsać po ulicach.
- Jakiś debil ściągnął wszystkich na siebie, a my musimy stąd uciekać. - Spojrzał na pojazd i dodał jeszcze - Jest sprawny? Ile potrzebujesz jeszcze czasu? Mogę jakoś pomóc? - Trzy nerwowe pytania. Nie słyszał nic, a to było niepokojące. Nie wiedział czy po prostu ściany budynków tłumiły dźwięk, który tutaj nie dochodził czy już go miały. Żadne z wyjść nie było jednak dla niego najszczęśliwszym. Nie chciał jednak teraz poruszać tych wątpliwości, były sprawy o wiele istotniejsze - ich ucieczka.


* - Kłamałem. Została mi jeszcze jedna w chwili, gdy pisałem tamto zdanie, lecz wcześniejsze zdanie byłoby prawdą, gdyby zastąpić nim to, w którym o tym fakcie informuje.

(W razie uwag, pytań, wniosków nie krępuj się i pisz na PW!)
                                         
Lisi książę Rashn
Opętany
Lisi książę Rashn
Opętany
 
 
 

GODNOŚĆ :
Rashn


Powrót do góry Go down

Kobieta leżała pod samochodem wydłubując resztki zwłok z elementów samochodu, gdy usłyszała swojego towarzysza mówiącego coś o jakimś debilu, o ściąganiu na siebie i takie tam
- Sprawny, ale muszę wydłubać trochę syfu z pod spodu, bo nie ruszymy - Mówiąc to wyszarpnęła rękę nieszczęśnika blokującego wał napędowy i dla żartu dotknęła nią swojego towarzysza w nogę. Chciała zobaczyć co taki facet jak on zrobi.
- Jedyne co możesz zrobić żeby mi pomóc to mnie osłaniaj, bo jak dasz im mnie zeżreć to nigdzie nie pojedziesz.- Smutne, ale prawdziwe. Nhsar nie wyglądał jakby znał się na naprawianiu samochodów, oczywiście Bell mogła się mylić, ale takie odniosła wrażenie gdy ten bez żadnego sprzeciwu pozwolił jej iść i grzebać przy pojeździe, który w tej chwili był im tak bardzo potrzebny. Naprawa trwała i trwała, ale niestety to nie jest w cale łatwe, tym bardziej, że owy człowiek, a raczej to co z niego zostało nie rozpadał się zbyt ochoczo dlatego kobieta używała wszystkich sił oraz dostępnych narzędzi by się go jak najszybciej pozbyć. Po jakichś 40-stu kilku minutach mechanik westchnęła z ulgą - skończone. Wygramoliła się szybko spod samochodu i zajęła miejsce kierowcy.
- Wskakuj. Spieprzamy stąd! - Zawołała odpalając silnik. Gdy tylko towarzysz zajął miejsce w aucie rozległ się przyjemny i miarowy pomruk V8 kryjącego się pod maską samochodu ruszającego z niewielkim piskiem przed siebie.
- Jakiś pomysł co do celu podróży? Ja to bym najchętniej stanęła na jakiejś stacji benzynowej, póki jeszcze mamy szansę zdobyć tam jakieś jedzenie i paliwo. - Zaproponowała patrząc na wskazówkę, która groźnie zbliżała się do literki "E". Za dużo ją kosztowało to by ten samochód ruszył by teraz ze zwykłej niedbałości o tankowanie znowu miał zostać unieruchomiony. Jadąc ulicą mijali niewielkie grupki nieumarłych włóczących się po ulicach i podwórkach. Gdy tylko zgnilce słyszeli warkot silnika zaczynali iść w ich kierunku, jednak nie byli w stanie ich dogonić zwłaszcza, że prędkościomierz już powoli zbliżał się do 60 Mph. Nagle jednak Bell dostrzegła kilku zombie, którzy wcale się nimi nie interesowali. Stali zgromadzeni pod drzewem, na którym o zgrozo siedziała nastolatka. Blond włosa dziewczyna mogła mieć co najwyżej 16 lat i była przerażona. Bell mocno zwolniła, niemalże się zatrzymując.
- Widziałeś? - Szturchnęła swojego pasażera pokazując palcem na nieszczęsną dziewczynę, która już niedługo miała zmienić się w human happy meal dla nieumarłych.
- Co robimy? - Zapytała, ponieważ teraz byli odpowiedzialni za siebie na wzajem i według mechanik powinni takie kwestie ustalać razem.


Dlaczego to zawsze muszą być zombie? Giphy
                                         
Kruk
Kat     Opętany
Kruk
Kat     Opętany
 
 
 


Powrót do góry Go down



Reakcja na harce dziewczyny z dotykaniem go częściami truposzy była dość wyważona. Nie odskoczył, nie zaczął krzyczeć, ani też nie zaczął się śmiać i nie pozwolił jej wciągnąć się w wir radosnej zabawy. To nie miejsce i czas, by przejmować się tak błahymi sprawami. Jedynie spojrzał na nią z góry z miną, która wydawała się wręcz krzyczeć: "chyba sobie żartujesz". W istocie - żartowała.
Nie miał jednak zamiaru nie wykonać swojej części zadania. Zombie były jeszcze daleko, a do tego nie opłacało się do nich strzelać, zanim te nie dowiedzą się o ich obecności. Jednak mimo to przykucnął obok dziewczyny i obserwował okolicę, podnosząc się co jakiś czas, by mieć lepsze pole widzenia. Trzymał broń, która mu przypadła przy podziale łupów i był gotowy jej użyć.
Na całe szczęście przez długie czterdzieści minut nie był do tego zmuszony, choć kilka razy było dość ryzykownie, gdy po drugiej stronie ulicy pojawiły się chodzące zwłoki - na szczęście przeszły dalej nie dostrzegając grupki straceńców.
Gdy jego towarzyszka dała znać, że wszystko jest gotowe nie zwlekał. Natychmiast wskoczył do samochodu zajmując tylne siedzenia - nie miał zamiaru ryzykować i przebiegać na drugą stronę by mieć nieco lepszy widok.
- Jeśli znasz tę okolicę, to prowadź nas gdzie trzeba. Jeżeli nie, to obawiam się, że trzeba odłożyć plany na bok i mieć nadzieję, że trafimy na cokolwiek nie będącego chodzącymi trupami po drodze.
Mężczyzna nie wiedział gdzie w okolicy mogą znaleźć stację, sklep, czy tajne rządowe schrony na wypadek klęsk pokroju epidemii żywych trupów. Nie pochodził stąd, nadto przybył z drugiej strony - a więc wszystko co przed nim pozostawało nieznanym.
Co dziwne jednak na jego twarzy nie malowało się przerażenie, a raczej zniechęcenie i zobojętnienie. Po tym jak ruszyli z głosu zniknęły przebijające się pomiędzy słowami emocje związane z niebezpieczną sytuacją, w której się znaleźli.
Podczas gdy jego towarzyszka myślała o paliwie, on zastanawiał się jakie kroki powinni podjąć. To oczywiste, że zatrzymanie się w jakimkolwiek miejscu nie należało do bezpiecznych pomysłów, lecz również podróż nie była wcale lepsza. Jeżeli mieli zamiar przetrwać musieli zgromadzić więcej rąk do pracy i przede wszystkim znaleźć teren, który będzie ogrodzony, pełen zapasów i mający potencjał do wyżywienia ich grupy. Czyli w zasadzie nie byli w obecnym stanie zapewnić sobie realnego bezpieczeństwa, musieli więc zadowolić się tym, co podsunie im los.
- Musimy zdobyć jakąś mapę. Jakąkolwiek - nie możemy jechać ślepo w nieznane. - Powiedział na krótką chwilę przed tym jak samochód zaczął zwalniać.
Chwila trwogi, która szybko ustąpiła uldze, gdy zrozumiał, że chodziło tylko o uwięzione na drzewie dziecko. Usłyszał pytanie i spojrzał na zgromadzone trupy.
Nie było ich zbyt wielu. Tym razem mogli kogoś uratować, a ponadto - decyzja już została podjęta z chwilą gdy zwolnili. Dla Nhsara był to wyraźny znak, czego oczekuje kierowca, a on nie miał zamiaru tracić teraz czasu na kłótnię. Nie wiedział jak wiele zombie wciąż za nimi podąża oraz jak dużo czasu zajmie im dotarcie w to miejsce. Dla niego pytanie dziewczyny nie oznaczało więc "ratujemy ją, czy jedziemy dalej" a "jak jej pomóc".
Przygotował trzymaną w dłoni strzelbę, licząc, że jej pociski wyrządzą odpowiednio dotkliwe szkody w nieumarłym ciele, by uciszyć na zawsze zgnilce. Jeszcze nie miał okazji tego sprawdzić. Miał jednak zawsze w zanadrzu pistolet, czy szablę - w ostateczności. Teraz jednak liczył się czas, w okolicy nie dostrzegał zbyt wielu trupów.
- Wychodzimy, zabijamy zdechlaki i jeśli będzie chciała ruszać z nami zabieramy ją ze sobą. W innym wypadku niech rusza gdzie chce. Nie dłużej niż pięć minut. - Powiedział przysuwając się do drzwi i kładąc na nich dłoń, tak by móc je otworzyć, gdy tylko jego towarzyszka będzie na to gotowa.
- Nie wyłączaj silnika. Może się tu ich zbiec całkiem sporo. - Dodał zanim rudowłosa całkowicie zatrzymała ich pojazd i sama - chwytając broń przygotowała się do rozpoczęcia misji ratunkowej.
Chyba że błędnie zinterpretował jej słowa i ta wcale nie chciała pomagać nieszczęśnikowi.

(Proponuję teraz krótkie posty obejmujące niewielki czas, żeby jakoś oddać dynamikę!)


#800000
                                         
Lisi książę Rashn
Opętany
Lisi książę Rashn
Opętany
 
 
 

GODNOŚĆ :
Rashn


Powrót do góry Go down

Bell całkowicie zatrzymała auto w celu podkreślenia aprobaty na słowa swojego towarzysza. Otworzyła drzwi i powoli wyszła z samochodu mówiąc jedynie:
- Strzelaj tylko w ostateczności. Nie chcemy hałasem przyciągnąć kolejnych.- Powiedziała i ruszyła spokojnym krokiem w kierunku umarlaków, które mimo ich obecności nie zwrócili na nich uwagi. Byli zajęci zdobyczą, która siedziała na drzewie i łkała rozpaczliwie czekając na pomoc, której oczywiście nie mogła się spodziewać.




// O aż tak krótkie ci chodziło, czy jednak nieco dłuższe?


Dlaczego to zawsze muszą być zombie? Giphy
                                         
Kruk
Kat     Opętany
Kruk
Kat     Opętany
 
 
 


Powrót do góry Go down

Nhsar wiedział, że czas działa na ich niekorzyść. Dlatego też, gdy tylko wyszedł z samochodu ruszył w stronę zbiorowiska sześciu truposzy. Zanim jednak wysiadł szepnął jeszcze do swojej towarzyszki:
- Zajmiesz się przekonaniem, żeby zeszła. - Dziewczynka przez fakt, że była skulona i przestraszona na drzewie wydała się mężczyźnie młodszą niż jest w rzeczywistości, a to oznaczało dla niego, że szybciej zaufa drugiej kobiecie niż obcemu mężczyźnie i to jeszcze trzymającemu broń i szatkującemu dopiero co umarlaki.
Nie zwlekał i zaatakował pierwszy odcinając głowę jednemu z trupów. To nie było trudne cięcie, przeciwnik był już mocno zgniły, a ponadto stał niemal nieruchomo z rękoma wyciągniętymi do góry w nieudolnej próbie dosięgnięcia dziewczyny. Z kolejnymi nie miało już pójść tak łatwo, szczególnie, że truposze zdały sobie sprawę z ich obecności.
Sprawnym ruchem nadgarstka obrócił ostrze szabli, gotowy do wykonania kolejnego cięcia, które padło na podnoszącego się z ziemi truposza, którego noga musiała być złamana - co wnioskować można po jej dziwnym ułożeniu i wystających z ran kościach. Tym razem cios nie był tak skuteczny i jedynie rozciął skórę truposza, nie eliminując go.
- Niech to. Przeklęty truposz! - Powiedział głośno, na tyle żeby wszystkie zombie skierowały się w jego stronę. Wiedział, że może nie być czasu rozprawiać się po kolei ze wszystkimi, chciał je więc odciągnąć od drzewa i ułatwić zadanie towarzyszce.


#800000
                                         
Lisi książę Rashn
Opętany
Lisi książę Rashn
Opętany
 
 
 

GODNOŚĆ :
Rashn


Powrót do góry Go down

                                         
Sponsored content
 
 
 


Powrót do góry Go down

Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next

 
Nie możesz odpowiadać w tematach