Go down


Droga do Skalnego Miasta Empty Droga do Skalnego Miasta

Pisanie by Soleil on 3/4/2019, 13:54
Ścieżki ucierały się i kształtowały w miarę tego, jak podróżni w przeciągu ostatnich lat kierowali swe stopy w stronę Skalnego Miasta. Stopy udeptywały różne szlaki, krocząc tropem poprzednich chętnych śladów ludzi, zwierząt pociągowych, czy też kół nie tylko wozów, ale i samochodów. Ta droga, prowadząca przez popękaną równinę porośniętą gdzieniegdzie suchą trawą, jest jedną z charakterystyczniejszych. Jest najbardziej widoczna i sięga najdalej. Z racji tego członkowie Bractwa bardzo często zaczepiają już tutaj podróżników, by opowiadać im o swojej społeczności. Droga prowadzi bezpośrednio do wejścia do Skalnego Miasta, a do jej biegu dołączają się inne ścieżki.
Soleil





Soleil
Anioł Stróż

Powrót do góry Go down


Droga do Skalnego Miasta Empty Re: Droga do Skalnego Miasta

Pisanie by Soleil on 3/4/2019, 13:56
Przygody Hanaela na Desperacji nie należały do najbardziej kolorowych, jednak pamiętał, że każdy kiedyś zaczynał. Pamiętał stawianie swoich pierwszych kroków po otrzymaniu ciała, pamiętał pierwsze rozwinięcie skrzydeł — te też nie były przyjemne, ale popychała go świadomość, że musi pomóc innym. Tym razem miał na głowie dwa zadania: odnaleźć swego podopiecznego i nie zostawiać napotkanego przez siebie chłopca bez opieki na zbyt długi czas.
 Shoukichi widział Kundla i jakąś rogatą kobietę nieopodal swego domu. Serce Hanaela zatrzepotało mocniej na myśl o tym, że wreszcie się natknął na dobry trop. Boris pewnie znowu wpakował się w kłopoty, a posiadaczka demonicznej aparycji chciała wymierzyć mu karę. Na tę myśl z kolei poczuł, jak jego serce tonie i załamuje się. Od dłuższej chwili on i chłopiec szli w milczeniu. Spuścił wzrok i nabrał w płuca powietrze, co jednak okazało się zadaniem trudniejszym, niż się spodziewał. Przerażała go świadomość, że nie zdążą, że wplączą się w walkę.
 Na Desperacji nic nie było oczywiste, piękne i proste. Grupa szczycąca się pacyfizmem wcale nie musiała znowu rezygnować z używania siły. Co jeśli wrzucą ich do gara i ugotują? Co jeśli zjedli Borisa? Niebo stopniowo czerwieniało w miarę tego, jak słońce kierowało swe ścieżki ku zachodowi, znikając coraz bardziej za zarysem Skalnego Miasta. Hanael dopiero po kolejnej chwili rozterek skierował swoje spojrzenie na młodego chłopca i uśmiechnął się słabo.
Myślisz, że co fajnego tam znajdziemy?
 „Gar piekielny…”
 Mimo tej myśli, mina anioła nie zrzedła ani na chwilę. Poprawił na nosie okulary; przy postoju będzie musiał je doczyścić. Cud, że wciąż się nie stłukły. Spojrzał z zainteresowaniem na coraz  dokładniejszy obraz wulkanicznej osady, uniósł głowę i uśmiechnął się.
Może mają dobre sery. Mam ochotę na ser – w tym momencie z torby anioła łeb wychylił gruby kocur. Najwidoczniej panicz szczurołap też skosztowałby czegoś wykwintniejszego niż padlina. – Och, jaki byłbym szczęśliwy, gdybym wypił prawdziwą herbatę, a nie susz z chwastów. Słyszałem, że mają tam jakąś gospodę. I jakiś schron dla podróżnych. Może się wyśpimy.
 „Albo wtrącą nas do kamieniołomu…”
 Przecież trzeba myśleć pozytywnie.
Soleil





Soleil
Anioł Stróż

Powrót do góry Go down


Droga do Skalnego Miasta Empty Re: Droga do Skalnego Miasta

Pisanie by Shoukichi on 5/4/2019, 19:09
Myśli jego towarzysza niekoniecznie miały jakiekolwiek odzwierciedlenie w postaci zmartwień zielonowłosego. Ten przejmował się znacznie bardziej przyziemnymi kwestiami. Co prawda, dobro innych osób zdawałoby się mu na rękę, jednak nie była to pora na jakże altruistyczne podejście do świata. Zresztą, sam anioł nie wydawał się uradowany wizytą w skalnym mieście. Mimo wszystko, pani starsza ostatnimi dniami poczuła się nieco gorzej, toteż Kichi zgodził się jej pomóc. Ot prosta wymiana kilku konfitur z granatów w zamian za jakieś zdrowotne ziółka na napar, czy pojemniki pod kolejne przetwory. Niemniej, z każdym kolejnym krokiem coraz mniej podobał mu się ten pomysł. Kilkukrotnie nawet przeklinał się w myślach na samą myśl tego, iż targowisko zwykle wypełniały tłumy ludzi. Na domiar złego zwykły zbieg okoliczności skazał go na towarzystwo kogoś, kto niekoniecznie podobał się nastolatkowi. Zwłaszcza ze względu na niezręczną i stosunkowo gęstniejącą atmosferę.
- ... - wymowne milczenie odpowiedziało blondynowi w pierwszym momencie, a siedemnastoletni anioł odkaszlnął lekko, poprawiając sobie przy tym podniszczony plecak z jego drogocenną zawartością. - Jakieś stoiska, chyba - odpowiedział ostatecznie na postawione przed nim pytanie, nie zastanawiając się dokładniej nad tym, co czekało ich na terenach skalnego miasta. Sam słyszał o nim raczej mniej, aniżeli więcej. Mimo wszystko, nawet on mógł się dowiedzieć tego, iż zamieszkujący te terenu ludzie specjalizowali się w handlu. Niemniej inną z możliwości było pewnie obejrzenie wnętrza wulkanu od środka, chociaż niekoniecznie byłoby to przyjemnym zajęciem. Zwłaszcza, jeśli ten zacząłby przejawiać jakieś oznaki większej aktywności.
- Słyszałem, że mają dobre, suszone owoce. Zwłaszcza granaty - dodał nieco ciszej, jakby zamyślonym tonem, spoglądając na coraz to bliższe tereny Bractwa. Jakiekolwiek inne sprawy pozostawił jednak bez większego komentarzu. Przystanął tylko na chwilę, jakby w geście pewnego zwątpienia i przełknął ciut nerwowo ślinę. Wszystko po to, aby cicho westchnąć, próbując tym samym odgonić niezbyt pozytywne myśli, czy wizję nader osaczających wrażeń wywołanych targowymi tłumami.
Shoukichi





Shoukichi
Anioł
GODNOŚĆ :
Shoukichi


Powrót do góry Go down


Droga do Skalnego Miasta Empty Re: Droga do Skalnego Miasta

Pisanie by Soleil on 14/4/2019, 00:18
W pewnym stopniu stróża zachwycała sama idea tego, że wymordowani, tak chętnie łączeni z obrazem zniszczenia i końca świata, potrafili wznosić własnymi rękoma harmonijne struktury takie, jak Skalne Miasto. Wypatrywał tego widoku niecierpliwie, ale i z pewnym zmęczeniem, znużeniem. Od niespełna roku podróżował po Desperacji, robiąc sobie  sporadyczne przerwy na pobyt w Edenie. Ciężko było się wyzbyć przyzwyczajenia do wygód życia w małym raju i przywyknąć do szorstkiej, męczącej Desperacji.
 Soleil speszył się, gdy młodszy w pierwszej chwili nie zabrał głosu. O nie… Nie, najgorzej na świecie. Blondyn uciekł wzrokiem daleko na bok, przybierając przy tym spanikowaną minę. Poprawił na nosie okulary, byleby nie było tej zmiany widać na pierwszy rzut oka. Był stremowany podróżą w nowe miejsce, a sama perspektywa przebywania z kimś nieznajomym była tym bardziej stresująca. Nie potrafił zawierać znajomości i między innymi dlatego średnio dogadywał się z aniołami drugiej generacji. Z pierwszą miał mniejsze problemy, choć to też nie tak, że skreślał istoty młodsze od siebie. Nie umiał do nich przywyknąć.
 Sekundy, które minęły przed kolejną wypowiedzią chłopaka, były wręcz nie do zniesienia. „Pewnie jestem za stary i go nie interesuje to, co mówię. Mam jakiś kryzys może. O matuchno niepokalana, co ja mam zrobić? Jestem do niczego, nie umiem rozmawiać z dziećmi. Pewnie dlatego Boris mnie nie lubi i nie chce, żebym się nim opiekował…” – wzdrygnął się, chcąc wyzbyć tego chaotycznego toku myśli, jednak na niewiele się to zdało. „Na pewno przynudzam. Albo go onieśmielam bardziej niż on mnie” – spojrzał na chłopaka z wyraźnym niepokojem, zupełnie tak, jakby kwestia o stoiskach była czymś niesamowicie nietypowym i nawet strasznym.
 Z ust uszedł niepewny, niezręczny chichot. Dłoń anioła przeszła przez jego włosy, przeczesując i rozsypując je luźno. Fryzurę i tak już miał zepsutą, więc większej różnicy mu to nie robiło; było tak zresztą już od początku tej podróży. Wyglądał jakby wiewiórka spała mu we włosach przez kilka ostatnich nocy. I czuł się też dokładnie tak… co również towarzyszyło mu odkąd wybył na Desperację. Miał świadomość tego, że tutaj nie pasował, ale cóż zrobić?
Susz z granatów brzmi jak przepyszny materiał na herbatę. Znaczy… Napar… Taki z hibiskusem, o. Bo to nie herbata, ale przyjęło się potocznie, że to herbata. Bo zalewasz liście. I… Tak, hibiskus by pasował, bo ma charakterystyczny, kwaskowaty posmak i dobrze się komponuje z suszonymi owocami. Łatwo go też dosłodzić miodem. Kiedyś w Edenie pewien anioł poczęstował mnie naparem z hibiskusa, granatów i wanilii. To była jedna z najlepszych rzeczy, jakie piłem. Z granatów można też robić fantastycznie słodkie wino. Ale chyba jesteś jeszcze za młody na alkohol… Prawda? Trzeba w nim zachowywać dużo umiaru. Zresztą to jak picie soku, trochę – znowu spojrzał przed siebie. Mówienie o takich rzeczach raczej nie było odpowiednie i  tym razem, na szczęście obu, wyczuł chwilę, w której zaczynał przechodzić do matkowania. Odkaszlnął; dłuższe wypowiedzi od zawsze męczyły jego gardło. Zmrużył oczy, chcąc dojrzeć cokolwiek poza zbliżającym się miastem w wulkanie. Ciekawiło go, czy i jakie panują tu zasady. I nie mógł się doczekać zobaczenia Borisa.
–  Chyba nigdy nie byłem na targu z prawdziwego zdarzenia, Shoukichi-kun – odezwał się nagle. – A-ale jeśli zgubisz się i zobaczysz światło, które nie będzie słońcem, to idź w jego stronę. To będzie moje, najpewniej. Bo… Wątpię, żebym dał radę cię zawołać – i ciągle towarzyszący mu przyciszony ton tylko to potwierdzał. Hanael nie potrafił podnosić głosu. –  I pamiętaj, żeby nie dawać się naciągnąć. Różne chytre lisy są na świecie. Nie idź za obcymi w żadne zaułki, nie idź za nimi do kotków w piwnicy i nie bierz od nich cukierków.
 To… Ktoś coś mówił o matkowaniu?


#847448
Soleil





Soleil
Anioł Stróż

Powrót do góry Go down


Droga do Skalnego Miasta Empty Re: Droga do Skalnego Miasta

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Powrót do góry