Ogłoszenia podręczne » KLIKNIJ WAĆPAN «
  • 07/12. Są dwie niewielkie propozycje. Jedna dotyczy schematów - wypowiedz się, druga Pustej Miski - tutaj.
  • 07/12. Fabularny romans do Bernardynów. Zerknij.
  • 05/12. Do 14 grudnia do godziny 20:00 jest czas na wznowienie wątków z przeszłości oraz alternatywnych. W razie pytań należy napisać pw do Rhetta.
  • 16/11. Zapisy na indywidualne wydarzenie dla S.SPEC. Weź udział w wyprawie!
  • 13/11. Do 17 listopada, do godziny 20:00, trwa halloweenowy plebiscyt! Zagłosuj!
  • 04/11. Kolejne ogłoszenie dotyczące zmian. Rzuć okiem.

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Go down

Pisanie on 12.04.19 3:02  •  Zrujnowana galeria handlowa - Page 3 Empty Re: Zrujnowana galeria handlowa
 Rzeź brzmiała barbarzyńsko, ale koniec jednej ery, a początek kolejnej, nowej i lepszej, brzmiał już tak podniośle, tak dumnie, tak miejsko. Jeżeli Lazarus jeszcze się wahał, jeżeli jeszcze miał jakieś opory bądź wyrzuty sumienia to słowa wojskowego powoli zaczynały je zagłuszać. Wizja wojska gotowego zorganizować się i zejść do ścieków, by wybić zagrażające im potwory ścierała się z tym co doskonale znał - żerowaniem na Mieście, tkwieniem w podziemiach z wygody, ale i z tchórzostwa. Rebelianci byli silniejsi od ludzi, więc śmiało ich wykorzystywali. Nie mogli się równać z siłą wymordowanych, więc pełzali przed nimi wkupując się w sojusze z psowatymi.
 Nie potrzebował słabego stada, nie potrzebował żadnego stada. Wojsko mogło wyrżnąć ich w pień, a Boris jedyne czego będzie żałował to faktu, że nie będzie mógł sprzedać każdego z byłych towarzyszy osobno. Hurtowo było to mniej opłacalne, ale Moroi miał rację - nie można mieć wszystkiego. Nie można również być dezerterem jeżeli cała twoja grupa została zutylizowana w imię czegoś ważniejszego. Kto wie, może Wolkow przestanie ignorować jego wiadomości jeżeli Kundel wyświadczy im przysługę i pomoże w deratyzacji ścieków?
- Widzę, że mamy tu specjalistę od problemów z babami - prychnął, słuchając nakręcania się rudzielca i przewracając oczami z zażenowania w reakcji na wzmiankę o traceniu głowy - Przeceniasz łowców. Bardzo przeceniasz, ale... Możesz mieć całkowitą rację. Po ich kłamstwach i wszelkich zagrywkach będę potrzebował cholernie długiej terapii. Mam już nawet na nią plan. Kanapa, nieograniczony dostęp do twojego telewizora, hawajska na cienkim i cała zgrzewa Opsim.
 Wyjątkowo spokojnie przyjął oparcie się o jego ramię. Specjalnie nie wybrał innego miejsca tylko usiadł koło niego, doskonale wiedząc, że Hachiko nie wytrzyma i przy najbliższej sposobności zmniejszy niewielką, choć nadal dzielącą ich odległość. Potrzebował tych drobnych gestów z jego strony, ciągłych zapewnień, że na pewno tęsknił i brakowało mu Azarowa.
- Z naukowcami jest taki problem, że nawet jeżeli pozwolisz im pobrać krew to zanim się obejrzysz, nie będziesz miał jednej nerki, połowy flaków, a jajogłowy już będzie czaił się jak tu niepostrzeżenie upierdolić ci pół czaszki i skubnąć trochę mózgu.
 Lazarus wolał zarzucać wojskowego wszelkimi irytującymi głupotami ze swojego życia, do których mógł rżeć jak rozbawiony koń niż podzielić się czymś mniej wesołym, więc Moroi pewnie nawet nie przypuszczał, że jego desperacki kundel dał się kiedyś złapać w podobną pułapkę. Zresztą dopóki żadnego białego kitla na horyzoncie nie było, mógł zgrywać cwaniaka.
- Uuu, żadnych podejrzeń? Ktoś tu musi często zakradać się do kwatery Shinyi żeby kraść mu ubrania skoro tak - przygryzł wargę, by nie ryknąć śmiechem i ruszył porozumiewawczo brwiami w kierunku wojskowego sugerując mu tym, że aktualnie posądza go o wszelkie zwyrolstwa świata.
 Rudzielec zdążył nakręcić się sprawą z zejściem do podziemi, więc może sprowokowanie go w takim stanie będzie jeszcze łatwiejsze. Chociaż Shinya był dobrym wyborem, bo może i był wyższy niż Boris - jak wszystkie te zmutowane kitajce popromienne - ale przynajmniej jego sylwetka nie zmusi łowcy do prób zniwelowania około dwudziestu kilogramów samym wciągnięciem brzucha.
 Plan, który powolutku kiełkował od momentu wspomnienia o jakże skutecznej i rekomendowanej przez wszystkie łowcze pasożytnicze organizacje terapii odłowczania dezerterów, mógł w końcu ujrzeć światło dzienne.
- A co tak skromniutko? Albo jedno albo drugie? Dlaczego nie oba? Ile masz żarcia..? - przeliczył pozostałe racje żywnościowe i oczywiście podzielił je już na dwie osoby i psiątko - Powłóczymy się po Desperacji, udowodnisz mi w międzyczasie, że jesteś najlepszy i jeżeli uznam, że randka była udana to cię odwiozę do domu, pod same drzwi...
 Oho, a gdzie w tym wszystkim tkwił haczyk?
- I kto wie, może przy okazji wbijemy z Bubusiem do Miasta? - rzucił niby od niechcenia, ale sam już podjął decyzję.
 Mieszkańcy już zdecydowanie zbyt długo cieszyli się spokojem od tych dwóch pchlarzy. Trzeba będzie to koniecznie zmienić.


I HEARD YOU LIKE BAD BOYS
WELL I'M BAD... AT EVERYTHING
– #3C5862 –
                                         
Lazarus
Dezerter
Lazarus
Dezerter
 
 
 

GODNOŚĆ :
Boris Nikołajewicz Azarow; Lazarus bądź po prostu — Łajza


Powrót do góry Go down

Pisanie on 14.04.19 15:09  •  Zrujnowana galeria handlowa - Page 3 Empty Re: Zrujnowana galeria handlowa
Jeśli się nie mylę, mamy tu dwóch specjalistów od problemów ogółem...   – odbił piłeczkę z komentarzem. Niemniej jednak faktem było, że jeśli Boris poszedł za jakąś babą, to Hachirō czuł się zazdrosny i zagrożony. Był też cokolwiek wściekły przez ten fakt i musiał go ponaginać tak, by był jak najwygodniejszy dla niego samego. I dla Kundla też. Niech wie, co jest dla niego najlepsze; niech wie, że najlepsze jest dla niego przebywanie z Hachirō.
 „Mój. Po prostu tylko mój.” Co za nieznośne, obce uczucie...
Lepiej być ostrożniejszym niż zuchwalszym. Nie patrz tak na mnie, ja też potrafię robić takie rzeczy, czasem. Jak mi się chce.   – Moroi nie bez powodu miał jednak etykietkę gwałtownego, nerwowego i takiego „już teraz natychmiast” ; po prostu lubił, kiedy wszystko działo się jak najszybciej. Kiedy nie musiał czekać. Był jednak psem posłusznym, który potrafił czekać na rozkaz rozszarpania gardła jakiemuś królikowi zamiast robić to sekundy po schwytaniu go.
–  I tylko tyle? Nie musisz się ograniczać. Czy to dopiero początek, a resztę będziesz domawiał na bieżąco, Borisu? Wiesz, że ja zawsze chętnie...  – I urwał ze słyszalną w głosie nutą słodkiej sugestii. Nie było jednak zbyt łatwo sprecyzować, o co mogło mu chodzić. Na wieść o naukowcach wzdrygnął się jednak intensywnie; bardzo przerażały go, a czasem nawet paraliżowały strachem, wszelkie zabiegi będące pochodnymi medycznych. Uważał je zawsze za coś z pogranicza gatunku gore. Ręka młodszego wślizgnęła się między ramię a bok Borisa, robiła to jednak bardzo niespiesznie i niemalże leniwie. To był udany dzień i mogli sobie na to pozwolić; na chwile lenistwa, przyjemności i błogiego nicnierobienia. Jedynym, co psuło — a może poprawiało — nastrój był przymus ciągłej czujności.
Może nie tylko ty lubisz, kiedy paraduję w za dużych ubraniach i samej bieliźnie   – odpowiedział lekko, zupełnie takim tonem, jakby mówił, że jutro będzie świeciło piękne słoneczko. Chciał zagrać trochę na wyobraźni i zazdrości dezertera. Może wywołać nieco więcej poczucia tęsknoty, sprowokować go do czegoś; w końcu ugryzienie było zbyt delikatne, by zostawić na skórze Hachirō podpis. Lubił je, szalał za nimi, kochał poczucie bycia czyimś, jednak na równi cenił bycie właścicielem samemu.
Mam dużo ubrań przeznaczonych dla ciebie. Dużo koszulek, bluz, mam też takie, które ostatnio u mnie zostawiłeś, żebym je uprał...  – na twarzy wojskowego wykwitł kolejny uśmiech, choć Boris niezbyt mógł go zobaczyć. –  Jestem za włóczeniem się. A nasza udana randka powinna się zakończyć nie samym odwiezieniem pod drzwi, a twoją wizytą w moim domu, mój niezawodny informatorze. Zjemy sobie coś porządnego, umyjemy się i zobaczymy, jak bardzo się zmęczyliśmy   – znowu rzucił dość niejednoznaczną sugestią. Boris pewnie znowu go spławi, ale co mu szkodzi? Tak samo co szkodzi mu kolejne przesunięcie nosem po szyi byłego Łowcy? Najwyżej znowu zostanie ugryziony, może uderzony, a może przyciśnięty do ściany lub podłogi. Będzie się bawił do upadłego. Nie ma zabawy bez ryzyka, a jedno i drugie Hachirō bardzo lubił. Ruch głowy zakończył lekkim pocałunkiem złożonym na szyi, który znacznie różnił się po prostu od tego, co zazwyczaj robił, od jego napastliwości i zachowań pochodzących pod walkę o dominację.
–  Z moją pomocą bramy miasta są dla ciebie otwarte. Jestem z ciebie niesamowicie dumny, Borisu. Odpłacałbym ci się za te informacje do końca życia  – jego głos był zaledwie cichym pomrukiem, jednak ciężko by było nie usłyszeć go z takiej niewielkiej odległości. Usta Hachiego dzieliły od ucha Kundla zaledwie centymetry. Z takiego dystansu mógł pozwalać sobie na wiele, jednak postanowił zatrzymać się na tym właśnie tonie, przynajmniej póki co. Ta sytuacja i tak powinna budzić pewne przyjemne skojarzenia.
–  Pewnie będziesz się śmiał, ale... Przy tobie się czuję jakoś inaczej niż zawsze się czułem z osobami, z którymi byłem w ten czy inny sposób  – wymamrotał, zaraz znowu obniżając twarz do poziomu ramienia mężczyzny i wtulając ją w to miejsce. Nagły atak wstydu chyba go pokonał. Powinien się odsunąć, zadbać o to, by Boris nie poczuł, jak znowu jego serce przyspiesza. Niech zrzuci to na fakt, że Hachirō to łasica i niewyżyty zwierz. „Proszę...


Oh my, feels just like I don't try
Looks so good I might die
All i know is everybody loves me
#4C2818 - Mowa



                                         
Hachirō
Generał Hycli
Hachirō
Generał Hycli
 
 
 

GODNOŚĆ :
Moroi Hachirō


Powrót do góry Go down

Pisanie on 14.04.19 18:48  •  Zrujnowana galeria handlowa - Page 3 Empty Re: Zrujnowana galeria handlowa
 Westchnął ciężko jak zwierzę, które zdążyło okrążyć już cały salon i nie otrzymać od nikogo wystarczającej ilości uwagi, więc nie pozostało mu nic innego jak położyć się w najbardziej widocznym miejscu, by w końcu ktoś dostrzegł cierpienie spowodowane silnymi niedoborami atencji. Miastowi nie doceniali tego, co mieli. On doceni to za nich, kiedy już im wszystko pozabiera.
 Wyczuwając jego wzdrygnięcie, i mimo niedomyślania się jego powodu, pozwolił mu jednak na oplecenie jego ramienia. Za bardzo mu pobłażał, zwłaszcza w momentach, w których cokolwiek go zaniepokoiło. Hachi był jak jakiś cukierek. Wystarczyło jedno zbyt pochopne polizanie i już się lepił do wszystkiego dookoła. Musiał się już z tym pogodzić. Z innymi rzeczami nie musiał, więc na podłapanie jego pyskówki o Shinyi klepnął go upominająco w udo, zatrzymując na nim swoją dłoń i nagle zaciskając boleśnie palce na jego spodniach i ciele.
- Coś mi się wydaje, że wszyscy inni nagle przestali lubić, co? - warknął, nie zwalniając ucisku ani na moment.
 Początkowo chciał czekać na wymuszone bólem, niekoniecznie prawdą, potwierdzenie rudzielca, ale uznał, że siniak, który na pewno się pojawi będzie doskonałym przypomnieniem, że skończyła się era paradowania przed innymi wojskowymi.
 Jeżeli wzmianka o ubraniach miała go udobruchać to wywołała jedynie posępne spojrzenie rzucone dzieciakowi. Nadal mu nie wybaczył, że jego ukochana bluza gdzieś przepadła i to przepadła w domu Moroia. Nie chciał żadnej innej, chciał właśnie tamtą, z urwanym sznurkiem od kaptura i niezrozumiałymi znaczkami w języku nintendo.
- Zgoda. Brzmi jak plan, bardzo godny plan - odparł po chwili zawahania, na którą mimo wszystko miały wpływ kolejne czułości szczeniaka.
 Powiedzmy, że młody miał niezły dar przekonywania, sporą dozę szczęścia albo zwyczajnie Boris uznał, że opcja wykorzystywania wojskowego najpierw na pustkowiach, a później w jego własnym domu brzmi tak obiecująco, że nie sposób było tego zignorować. Podobnie wzmianki o byciu z niego dumnym. Czy faktycznie było z czego? Łajza szczerze wątpił, ale nadal były to słowa na które był szczególnie łasy.
- Do końca życia? - parsknął rozbawiony - Rany, już się chcesz oświadczać?
 Powoli zaczynał omijać cały temat organizacji. Gdyby ktoś mu wcześniej powiedział, że ujawnianie wszystkiego co dla niego mogło być niemal oczywiste, a dla innych stanowiło informacje tajne i poufne, będzie tak ciężkie to nigdy by się na to nie zdecydował. Teraz jednak rozumiał dzieciaka i długouchą laskę w więzieniu Psiarni, których przyszło mu kiedyś przesłuchiwać. Obustronna męczarnia. On nie wiedział o co pytać, oni nie wiedzieli co mu powiedzieć.
 Durny uśmiech spełzł z jego pyska, gdy jednak usłyszał kolejne słowa Hachiko. O nie, nie, nie. Zamknij się. Lazarus nie chciał tego słuchać. O tyle dobrze, że nie musiał nigdzie spieprzać wzrokiem, bo rudzielec najwyraźniej został pokonany przez własne słowa. Kundel odchrząknął, niby wyraźnie zdegustowany.
- Nie będę się śmiał, będę ci współczuł, k o l e g o.
 Zabrał rękę z uścisku wojskowego i podniósł się, rzucając kontrolne spojrzenie na dzieciaka. Podobno był zmęczony, ale Boris nie miał zamiaru ryzykować dalszych wyznań siedząc tu w spokoju. Najwyżej prześpi się gdzie indziej.
- Zbieraj się, idziemy w teren. Mamy sporo roboty.
 No tak, musieli przecież znaleźć dla Kundla nową wilczą maskę. Będzie doskonała, by uleczyć złamane serduszko łowcy po stracie poprzedniej jak i również uchroni go przed kompromitacją jeżeli następnym razem, o ile taki będzie, Moroi odważy się powiedzieć więcej. Niewzruszona wilcza morda będzie idealną obroną.

[ z tematu x2 ]


I HEARD YOU LIKE BAD BOYS
WELL I'M BAD... AT EVERYTHING
– #3C5862 –
                                         
Lazarus
Dezerter
Lazarus
Dezerter
 
 
 

GODNOŚĆ :
Boris Nikołajewicz Azarow; Lazarus bądź po prostu — Łajza


Powrót do góry Go down

                                         
Sponsored content
 
 
 


Powrót do góry Go down

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

 
Nie możesz odpowiadać w tematach