Strona 15 z 15 Previous  1 ... 9 ... 13, 14, 15

Go down


Re: Zaułek

Pisanie by Azeria on Czw Lut 14, 2019 12:04 am
 Jako młoda dziewczyna często oglądała w telewizji to, co akurat leciało, tak z nudów. W ten sposób można było trafić na wiele dziwnych programów, czasami coś ciekawego, innym razem trzeba było czym prędzej zmienić kanał, żeby nie zwrócić obiadu. Widywała więc najróżniejsze rzeczy, które przypominały jej się od czasu do czasu przy mniej lub bardziej filozoficznych przemyśleniach. Ostatnio na przykład pojawił się w jej głowie obrazek, który zapamiętała z telewizyjnego dokumentu o najstarszych ludziach świata. Wcześniej nie zwróciła na to uwagi, ale większość z nich żyła wtedy dokładnie w tym samym miejscu, co ona obecnie. Wtedy ich wiek, sięgający ponad stu lat, małej Chiarze wydawał się absurdalnie wysoki. Nie była w stanie wyobrazić sobie, jak to jest: obserwować świat przez tyle czasu, widzieć zmieniające się pokolenia, rozwój technologii, odliczać coraz to kolejne i kolejne lata. Wiele z tych osób dzieliło się swoimi doświadczeniami i wskazywało, dzięki czemu udało im się tak długo odsuwać śmierć. Żadne z nich nie miało wtedy pojęcia, że pojawi się jeszcze lepszy konserwant. Wirus X dodawał nie dekady, ale całe stulecia egzystencji wśród żywych. I choć dla wielu starzenie się nagle przestało być problemem, pojawiło się od groma innych czynników chcących człowieka – a właściwie już nie-człowieka – pożegnać z tym światem.
 Aza miała na to jedną taktykę, od kilku wieków skuteczną. Nie wychylać się zanadto, nie szukać kłopotów. Uciekać, zanim ktokolwiek skojarzy, że to ty jesteś sprawcą zamieszania. Najlepiej jeszcze podłożyć za siebie jakąś niewiele wartą ofiarę losu, tak na wszelki wypadek, by żądne krwi otoczenie miało się na kim wyżyć. Jeśli chciało się przetrwać na Desperacji, nie można się było szczypać zbytnio z takimi rzeczami jak honor czy uczciwość, lojalność w większości przypadków należało schować do kieszeni lub stosować w parze z ograniczonym zaufaniem. Dla niej ten system działał doskonale, a skoro działał, nie było najmniejszej potrzeby go zmieniać.
 Tego dnia też nie szukała kłopotów; zbierała za to informacje, stawiając powoli krok za krokiem u boku osobliwie wyglądającego mężczyzny. Prowadzili luźną rozmowę, pozornie o wszystkim i o niczym. Trudno było wyłapać momenty, w których ChiChi lekkim uniesieniem brwi czy odpowiednio wyrażonym słowem zainteresowania ciągnęła koleżkę za język. Nie wyglądało na to, by gdziekolwiek mu się spieszyło; choć wcześniej co rusz rozglądał się nerwowo na boki i dość alergicznie reagował na gwałtowniejsze dźwięki otoczenia, udało się go ugłaskać do całkiem przystępnej formy. Odnosiła wrażenie, że gdzieś w tych zawiłych okrążeniach wokół sedna wreszcie zaczynają zbliżać się do prawdziwie cennych szczegółów, to mogła być kwestia jeszcze kilku minut, może nawet sekund, by-
 — Oi oi, Azeria-chan.
 Towarzyszący wymordowanej mężczyzna nagle zamilkł i niemal w tym samym momencie czmychnął, najwyraźniej speszony nagłym pojawieniem się obcego. Wzrok dziewczyny od razu przybrał niezadowolony, wręcz wrogi wyraz, gdy skierowała go na sprawcę swojego niepowodzenia. Szybko go rozpoznała: po głosie, posturze i zapachu, mimo ciemności bezbłędnie dopasowując stojącą tuż obok postać do odpowiedniego wspomnienia. Niestety, nie należało ono do najmilszych.
 — No tak, ty z pewnością o wiele lepiej pasujesz do tego paskudnego miejsca — przytaknęła, marszcząc nosek z niezadowoleniem. Po poprzednim rozmówcy nie było już śladu, za co całą winę ponosił ten jeden osobnik. Jedna z dłoni wymordowanej wylądowała na biodrze, druga oparła się luźno na rękojeści sztyletu, który nieodłącznie nosiła przy pasie. Nie planowała wdawać się w bójkę, nijak jej się nie widziało okładanie po mordach z tym typkiem – choć przyłożyłaby mu chętnie – ale wolała pozostać w gotowości. Nie pałali do siebie sympatią, co od razu implikowało czujność na najwyższym poziomie. Jeden fałszywy ruch mógł stać się punktem zapalnym otwartej walki, w której wszystkie chwyty były dozwolone.
 — Jeśli dobrze pamiętam, to co robię, z kim robię i po co robię, nie jest w żadnym wymiarze twoją sprawą — wytknęła, ściskając nieznacznie szczęki. Pojaśniały na zimę ogon zakołysał się leniwie na boki, jedno ucho drgnęło nieznacznie, ale cała reszta ciała pozostała nieruchoma. Czekała na zakończenie tej dyskusji, bezsensownej wymiany zdań, a może bardziej zarzutów, skierowanych w Bogu ducha winną lisicę. Po chwili uniosła brew.
Będziesz się kłócił, czy już jesteśmy na to za starzy?
Azeria





Azeria
Opętana
GODNOŚĆ :
Chiara Orietta Adrich


Powrót do góry Go down


Re: Zaułek

Pisanie by Chyży on Czw Lut 21, 2019 6:22 pm
…….Nicca z całą pewnością był niereformowalny, krytyczne uwagi najczęściej spływały po nim jak po kaczce, dlatego nie było nic dziwnego w tym, że w całości zignorował nieprzyjemne spojrzenie Azerii. Jego stosunkowo mocno nonszalancki tryb życia, a jednocześnie ciągłe poszukiwanie wyzwań były niezbyt miłą mieszanką, a jeśli dodać do tego parszywy humor, to niemalże pewne stawało się, że dzisiejszego dnia na pewno napsuje komuś krwi. Fakt, że najprawdopodobniej padnie na lisicę z kasyna, w gruncie rzeczy całkiem go cieszył. Drażniła go. Na dłuższą metę było to niemalże całkowicie irracjonalne, jednak przecież nikt nie powiedział, że tropiciel jest rozważną osobą. Zdecydowanie częściej kierował się nagłymi impulsami, bądź instynktem.
Niewychowany drań, taka prawda.
Od razu tam paskudnego, raczej n i e b e z p i e c z n e g o – wymruczał, przesuwając wolną dłonią po kruszącej się ścianie, cierpki uśmiech wpłynął na jego wargi. – Jeśli brzydzi cię możliwość napotkania krwi, flaków i brudu, to raczej nie powinnaś pakować się tutaj sam na sam z drugą osobą. Aż się zmartwiłem, że zostanie z ciebie tylko kłębek futra.
Zanim to ja się do ciebie dopiorę, nie zostało wypowiedziane, ale i tak można było odnieść wrażenie, że echo tych słów wbiło się w ciszę. Kpiący błysk w oczach tropiciela był doskonale widoczny, jednak jak na razie jego postawa była zaskakująco… swobodna, wręcz niedbała. Jak na osobę, która wręcz emanowała chęcią zastosowania przemocy, było to dość nienaturalne. Doprawdy, dzisiaj był faktycznie mocno rozstrojony, co wcale mu się nie podobało. Potrzebował odskoczni. Nieskomplikowanej. Bolesnej. Zmuszającej do wysiłku ciało, a nie psychikę. Dlatego obecność Azerii była dla niego wybitnie nieprzyjemna.
Mimo wszystko, następne słowa lisicy skwitował cichym, niskim śmiechem, w którym można było wychwycić nutę politowania.
Nie interesujesz mnie nawet w połowie tak bardzo, jak myślisz, Azi. Po prostu znowu wchodzisz mi w interesy. Dzisiaj szukałem kłopotów. Prostych, a zarazem wymagających w swej prostocie, a jak zwykle dostałem irytujący problem, czyli ciebie. – Wydął wargi, nadając twarzy udawanego, naburmuszonego wyrazu. – Wiesz w ogóle, w jakie miejsce zawędrowałaś? Ten zaułek słynie nie tylko z tego, że można tutaj dostać kosę w plecy. Od czasu do czasu organizowane są tutaj walki. Ot, drobna rozrywka, pełno chamskich i napakowanych wymordowanych, którzy tłuką siebie nawzajem. Panie na takiej imprezie to dodatkowa atrakcja, o ile jesteś w stanie pojąć, a jakiej typie zabawy tutaj mówię.
Jakby na komendę można było usłyszeć szuranie i podniesione głosy, chociaż jeszcze spory kawałek drogi stąd. Tropiciel oparł się luźno o ścianę, miejsce u jego boku zajął Pożogar, przez co zajął mniej więcej połowę wejścia… tudzież wyjścia. Ostrze katany luźno oparło się ciało popielatego kundla, nie przycięło nawet sierści, ze stabilną ręką ciemnowłosego nie było na to szansy, brał poprawkę nawet na ciche, niezadowolone burczenie swojego podopiecznego.
Uciekaj, króliczku – powiedział, chociaż nie wyglądał, jakby miał zamiar kończyć tę rozgrywkę tu i teraz, raczej po prostu zaczął drażnić się z krupierką. – Jak ci utną kilka palców, to ciężko będzie ci rozdawać karty, nie sądzisz? Tutaj nikt ci nie pomoże.
Udawana troska podszyta prowokacją stanowiła bardzo subtelną grę. Tropiciel nie był w tym zbyt dobry, ba, dzisiaj nie miał na to większej ochoty, ale musiał się wprowadzić w odpowiedni nastrój, żeby czerpać z zaistniałej sytuacji maksymalną przyjemność. Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. Chciał czegoś łatwego, a dostał pomieszane z poplątanym. Norma.
Pewnie gdyby darzył lisicę nienawiścią, wszystko wyglądałoby inaczej, ale na razie po prostu jej nie lubił, odczuwał sporą niechęć. Chęć utrudnienia jej życia i chęć prostego naparzania się walczyły z nim teraz, chociaż nie ulegało wątpliwością, że pewnie spróbuje to połączyć.


"Białe KŁY połyskują zimno i czerwienią się przed świtem
I stal śpiewa czysto i jasno swą MELODIĘ o śmierci w bitwie"



"UGRYŹĆ, by przebić skórę, demon stworzony z błyszczących kryształów
Opowiada o wiecznej wojnie i ziemi, która barwi się na CZERWONO..."


Chyży





Chyży
Opętany
GODNOŚĆ :
Kobayashi Hayate (fałszywa) | Nicca O’ Reilly


Powrót do góry Go down


Re: Zaułek

Pisanie by Azeria on Pią Lut 22, 2019 12:44 am
 — Paskudne, niebezpieczne, jedno drugiego nie wyklucza — zauważyła, luźnym machnięciem wolnej dłoni wskazując, jak bardzo poważa sobie zdanie wymordowanego. Próbował ją nastraszyć? Interesujące zagranie, ale kompletnie nietrafione. Każde z nich mieszkało na Desperacji już sporą ilość lat i wiedzieli doskonale, że wzdrygając się przed rozlewem krwi, brudem i ciemnymi interesami nie da się zajść daleko. Wybór między skrupułami a sukcesami nie przyjmował kompromisów, system działał zero-jedynkowo.
 Przekręciła lekko głowę na bok, spoglądając na tropiciela z pewnym politowaniem. Patrzył na nią z góry, a więc popełniał poważny błąd. Na razie była tylko potencjalnym przeciwnikiem, ale niedocenienie jej już na starcie działało na niekorzyść mężczyzny. Nie byłby to pierwszy przypadek, kiedy ktoś niesłusznie widział w Azerii słabą i bezbronną damę w opresji, a choć do pewnego stopnia przeszkadzał jej taki niesprawiedliwy osąd, z drugiej strony pozwalał jej na pewien efekt zaskoczenia. Chyżego co prawda nie mogła już wykiwać tak łatwo, jako że zetknęli się ze sobą wcześniej, ale i tak nadal chowała kilka asów w rękawie... tym razem tylko tych metaforycznych.
 — Słonko, za kogo ty mnie uważasz? — Aż prychnęła słysząc te wyraźne sugestie, jakoby nie była świadoma jakże częstej roli kobiet na podobnych spędach niewyżytych samców alfa. Na litość, od czasów apokalipsy parała się już doprawdy niejedną robotą, a jak świat działa nie trzeba jej było tłumaczyć. Nawet ten tysiąc lat temu, jeszcze jako młoda dziewczyna szybko zorientowała się co i jak – ciężko było tego uniknąć, mając trójkę starszego rodzeństwa. Człowiek chcąc nie chcąc wkręcał się w starsze towarzystwo i podłapywał treści niekoniecznie przeznaczone dla nieodpowiednich uszu. Ech, stare, dobre czasy...
 — Wydajesz się zaskakująco przejęty moim dobrem jak na kogoś, komu tak bardzo zalazłam za skórę — mruknęła, od niechcenia podchodząc o mały kroczek bliżej tropiciela. Teraz znajdował się już na wyciągnięcie ręki, choć nic nie wskazywało na to, by zamierzała robić z tego jakikolwiek użytek. Ogon drgnął nieznacznie i zatrzymał się w bezruchu, przerywając hipnotyzujące kołysanie się na boki.
 — Poza tym pamiętaj, że to ty mi tu wszedłeś w paradę. Spłoszyłeś mi towarzysza, którego urabiałam od dobrej godziny. Jeśli ktoś tu powinien komuś grozić to raczej ja tobie, a zauważ, że jestem na tyle miła, że gotowa byłabym ci przepuścić tę brzydką zagrywkę. — Westchnęła nieznacznie, wypracowując podszyty ironią uśmiech. — Ze mnie jest bardzo prosta dziewczyna, kochanie. Jak masz do mnie jakiś problem, to wal od razu zamiast bawić się w podchody.
 Prowokacja? Owszem. Bardzo była ciekawa, czy wymordowany rzeczywiście szukał zaczepki, czy też wyżywał się wyłącznie słownie, a kiedy przyjdzie co do czego podkuli ogon i usunie się z drogi. Obie opcje były równie prawdopodobne i tak samo intrygujące z różnych przyczyn, których na razie nie trzeba jeszcze poddawać rozwadze. I chociaż Adrichówna lubowała się w gierkach i manipulacjach, ową sympatię rozdzielała bardzo wybiórczo; wolała pociągać za sznurki niż tańczyć, jak jej grają, a tropiciel wyraźnie do tego próbował ją zmusić.
 Po szybkim przetasowaniu przyszedł czas na grę w otwarte karty.


Ostatnio zmieniony przez Azeria dnia Sob Mar 02, 2019 5:37 pm, w całości zmieniany 1 raz
Azeria





Azeria
Opętana
GODNOŚĆ :
Chiara Orietta Adrich


Powrót do góry Go down


Re: Zaułek

Pisanie by Chyży on Sob Mar 02, 2019 3:13 pm
…….Tropiciel nie umiał czytać w myślach, ale gdyby znał choć część opinii Azerii, pewnie wybuchnąłby zadziwiająco szczerym śmiechem. Zresztą, najpewniej działałoby to w obie strony, kobieta również z pewnością miałaby z czego drwić.
Wbrew pozorom O’Reilly nie miał w nawyku niedoceniania przeciwników, on po prostu… w pewien samobójczy sposób w ogóle nie przejmował się, jak bardzo niebezpieczni mogą być pod względem fizycznym. Im więcej zaskoczeń, tym więcej zabawy, więcej adrenaliny płynącej w żyłach, konieczność zdania się na pamięć mięśniową oraz instynkt – kto będzie szybszy, kto będzie silniejszy, kto będzie miał więcej szczęścia? Owszem, to nie tak, że ignorował czyjeś potencjalne umiejętności, bo z reguły potrafił je dostrzec, ale po prostu wychodził z założenia, że nawet pięcioletnie dziecko może mu przeciąć ścięgno Achillesa. Przez to, że spodziewał się wszystkiego, nie dbał o coś takiego jak ogólne możliwości danej jednostki, przeciwko której akurat walczy. Można powiedzieć, że on nie tyle nie doceniał przeciwników, co raczej wręcz odwrotnie – spodziewał się po nich tak dużo, że w ostateczności po prostu nie przejmował się, jakie asy z rękawa mogą wyciągnąć. Jak na tak prostą istotę, próba pojęcia sposobu jego życia i myślenia (o ile można było to nazwać myśleniem) mogła być konfundująca, tym bardziej, gdy ostatecznie często kończyła się fiaskiem.
Chociaż, tak podsumowując, wychodzi z tego bardzo proste: „a chuj z tym, do ataku!”.
„Słonko, za kogo ty mnie uważasz?
Za kogoś, kto próbuje się bawić w szarą eminencję – mruknął nieprzyjemnym tonem, wypowiedział te słowa w sumie szybciej, niż pomyślał i aż się skrzywił mimowolnie, ponieważ z ogólnego punktu widzenia jego zarzutywydawały się być absurdalne, ale u niego z reguły najpierw to, co na języku, a potem dopiero jego mózg łaskawie to interpretował.
A jednak tamtego dnia, gdy potłukł (niechcący, wypadek przy pracy!) kilka szklanek, obserwował lisicę i po prostu jej nie ufał. Może ogólnie był sceptycznie nastawiony do krupierów na Desperacji? To, że przerwała mu wykonywanie zlecenia niemalże przebijając mu bębenki uszne, to już zupełnie inna kwestia. Za to nie znosił jej ślepy Pożogar.
Niebieskie ślepia zwęziły się, gdy lisica podeszła bliżej, tropiciel ewidentnie spodziewał się jakiegoś paskudnego zagrania. Kącik ust zadrgał, gdy powstrzymywał wewnętrzną ekscytację. Chciał się dzisiaj zabawić. Wyżyć. Uspokoić ten wewnętrzny, podskórny niepokój, który towarzyszył mu zawsze, gdy czuł, że staje się niestabilny.
No dalej, panienko, spróbuj mnie szturchnąć. Ukłuć. Sprowokować.
Skoro urabiałaś go dobrą godzinę, a zwiał na widok ledwie cienia innej osoby, to najwyraźniej bardzo marnie ci szło – odpowiedział lekceważącym tonem, głowę przechylił na bok, przyglądając się teraz kobiecie z pewną dozą namysłu. – Miła i prosta? Miłe i proste osoby nie posługują się ironią i nie próbują kogoś opleść wokół małego palca.
Kpiący uśmiech tropiciela odsłonił jego zęby, ludzkie kły, chociaż bardzo delikatnie starte do nieco ostrzejszego kształtu. Niespecjalnie, rzecz jasna. Po prostu jedzenie surowego mięsa miało swój wpływ.
Drażnisz mnie – rzucił mężczyzna, a katana gładkim ruchem zmieniła swoje położenie, na razie pozornie nonszalancko trzymana jedną ręką, chociaż druga nie opierała już się o ścianę, a była w gotowości.
Teraz ostrze było wyciągnięte między nimi, prawdopodobnie zmuszając lisicę do lekkiego cofnięcia się. Pożogar otarł się o jego kolana i ponownie napiął mięśnie, szykując się do skoku. Nieznany tłum zbliżał się coraz bardziej, ale ciemnowłosemu odechciało się na nich czekać. Przez irytację świerzbiła go skóra, wszystkie negatywne emocje drapały od wewnątrz jego klatkę piersiową, chcąc znaleźć ujście.
Chcę zobaczyć, czy jak utoczę ci trochę krwi, to staniesz się łatwiejsza do zniesienia. – To było jedyne ostrzeżenie, tupnięcie sprawiło, że popielaty kundel trzymając się nisko ziemi szczęką próbował capnąć kostkę Azerii, klasyczny dodatek, powstrzymywanie bestii od atakowanie mijało się często z celem, ale trzeba przyznać, że Chyży jako takiego ataku do sygnału mu nie wysłał.
Kataną tropiciel wykonał swobodne, chociaż stosunkowo niespieszne pchnięcie, co połączył z płynnym wykrokiem naprzód. Nie szalał, to żadna zabawa, jeśli lisica nie zacznie się bronić.


"Białe KŁY połyskują zimno i czerwienią się przed świtem
I stal śpiewa czysto i jasno swą MELODIĘ o śmierci w bitwie"



"UGRYŹĆ, by przebić skórę, demon stworzony z błyszczących kryształów
Opowiada o wiecznej wojnie i ziemi, która barwi się na CZERWONO..."


Chyży





Chyży
Opętany
GODNOŚĆ :
Kobayashi Hayate (fałszywa) | Nicca O’ Reilly


Powrót do góry Go down


Re: Zaułek

Pisanie by Azeria on Sob Mar 02, 2019 8:33 pm
 Z tym czytaniem w myślach to ciekawa sprawa, jak wiele tracili. Z pewnością sporo śmiechu, to fakt, bo mało co jest równie zabawne co cudze przemyślenia na twój temat, szczególnie te całkowicie błędne. Zdziwiliby się też pewnie oboje niejedną sprawą. Może to jednak właśnie ograniczenie przed szerszym rozeznaniem powstrzymywało ich jeszcze od rzucenia się sobie do gardeł; chociaż tego nigdy nie dało się do końca wykluczyć. Napięcie wahało się z każdym słowem i gestem, niebezpiecznie balansując na granicy między wojną a pokojem. Sama Azeria, tak zawsze wymykająca się ze szponów otwartej walki, musiała być teraz zaskoczona narastającą potrzebą sięgnięcia ostrzem noża do wykrzywionej ironiczne buźki wymordowanego i pozbawienia jego brzydkiego uśmieszku kilku zębów.
 — Intrygujące podejście, aczkolwiek w całości błędne — stwierdziła niewzruszenie. Już nawet nie zamierzała wnikać, czyją szarą eminencją miałaby niby być i skąd to w ogóle przyszło facetowi do głowy. Zdążył już udowodnić, że bieg jego myśli nie stanowi żadnej składnej całości i ostatecznie wychodzi z tego czasem pozornie sensowny bełkot. Tak czy owak, zajmować się tym dłużej niż trwałoby mrugnięcie oka nie było sensu. Dyskusja przypominała próbę dogadania się w wykonaniu osób władających całkowicie odmiennymi językami. Ostatnią deską ratunku stawały się w takim przypadku gesty i chyba do nich ostatecznie "rozmowa" miała się sprowadzić. A już po pierwszych oznakach trudno się było nie domyślić, że czerpać będą raczej z gamy tych negatywnych przekazów.
 Wybornie.
 Czy nadal go prowokowała? Jak najbardziej. Z dziką wręcz pasją naciskała na granicę, wypatrując momentu, kiedy nadszarpywana wciąż i wciąż struna wreszcie pęknie z głośnym brzękiem, najlepiej przy okazji strzelając gitarzystę prosto w oko. Dostrzegała w zachowaniu wymordowanego coraz to nowe drobiazgi, które niezbicie udowadniały skuteczność jej działań. Nie oczekiwała natychmiastowego efektu; wręcz przeciwnie, zazwyczaj celowo stosowała swoje sztuczki w sposób długofalowy, by były one jak najmniej dostrzegalne. Ostatecznie delikwent będzie przekonany, że wszystko było jego własnym pomysłem, własną inicjatywą. Chiara zaś pozostanie krystalicznym niewiniątkiem, jak zawsze.
 — A co ty możesz o tym wiedzieć — prychnęła z pogardą, na moment tracąc starannie utrzymywaną maskę obojętności. Cień irytacji przemknął przez jej twarz w postaci wykrzywionych ust i wzroku uniesionego w niebo, jakby tylko jakieś bóstwo czy inna nadludzka istota mogła jej odpowiedzieć na to jakże celnie postawione pytanie. Postawiłaby dziesięć do jednego, że Chyży od lat, a może nigdy w życiu nie wysilił się na głębsze myślenie i to stąd nie doceniał całego wysiłku, jaki Aza musiała włożyć w swoją pracę. Oczywiście, że nie rozumiał powagi swojego przewinienia. Jak jednak nauczyła się dawno, dawno temu jako młoda dziewczyna, niewiedza wcale nie była wystarczającym usprawiedliwieniem.
 — Ale patrz, jak szybko mnie rozszyfrowałeś! Czyż to nie jest oznaka prostoty? — wytknęła, uśmiechając się niewinnie. Cel zdawał się przybliżać i może już lada moment...
 — Drażnisz mnie.
 Uśmiech lisicy poszerzył się, przez nierówno uniesione kąciki ust nabierając wyraźnie prowokacyjnej wymowy. Ostrze błysnęło w ciemności pomiędzy nimi, zmuszając dziewczynę do odchylenia się nieznacznie do tyłu. Z właściwą sobie nonszalancją niespiesznie uniosła dłoń i stuknęła palcem o płaską część katany, nie spuszczając wzroku ze swojego rozmówcy. Na dobrą sprawę wwiercała się w niego spojrzeniem, śledząc nawet najmniejsze drgnięcie. Ruch gałek ocznych potrafił bezbłędnie zdradzić kierunek nadchodzącego ciosu, ale nie tylko to można było wyczytać z cudzego oblicza; na chwilę obecną nie chciało jej się jednak bawić w głębsze interpretacje osobowości równie bogatej, co przeciętna miska z psim jedzeniem. Wystarczy jedno chapsnięcie i już widać dno.
 — Niezmiernie mnie to cieszy. — Paznokieć powoli przesunął się po zimnym metalu, podczas gdy jedna stopa cofnęła się dla lepszego utrzymania równowagi. Kiedy palec dotarł do zawieszonego tuż przed mostkiem dziewczyny czubka miecza, prawa dłoń leniwie zawarła się wokół rękojeści sztyletu. Obietnica starcia wisiała w powietrzu niczym gradowa chmura, ale jej oberwanie wciąż nie nadeszło.
 Wystarczył ułamek sekundy.
 Wyszarpnięty zza pasa sztylet zgrzytnął gwałtownie o ostrze katany, podbijając je do góry. Sama lisica w tym czasie podskoczyła do przodu, pozornie nic sobie nie robiąc z atakującego ją psiska. Ta wydawać by się mogło dziwna brawura miała związek z niczym innym, jak tylko z długimi kolcami, które wyskoczyły spod skóry wymordowanej niczym przebiśniegi na wiosnę. Jeśli zwierzak chciał ją ugryźć, musiał się liczyć z wbiciem przynajmniej kilku tych przydługawych bestyjek w pysk. Te same ostre wypustki pojawiły się na wolnej dłoni Chiary tuż przy nadgarstku, gotowe sięgnąć najbliższego fragmentu tropiciela, jaki tylko się im nasunie.
 Chciał się pobawić? Dostanie zabawę. Wszystkie chwyty dozwolone.
Azeria





Azeria
Opętana
GODNOŚĆ :
Chiara Orietta Adrich


Powrót do góry Go down


Re: Zaułek

Pisanie by Chyży on Sro Mar 13, 2019 9:40 pm
…….Obserwował ją spod półprzymkniętych powiek. Uważnie, czujnie, śledząc ostrożnie każdy gest, jego zmysły pracowały teraz na najwyższych obrotach. Nie po raz pierwszy ktoś mylił jego emocjonalną chwiejność i nonszalancję z czystą głupotą. Cóż, na fakt, że posiadał wątpliwy urok osobisty niewiele mógł poradzić. Znaczy, teoretycznie mógł coś zdziałać w tym kierunku, ale aktualny stan rzeczy mu pasował.
Poniekąd jego pozorna tępota działała na jego korzyść, inni raczej niewiele od niego wymagali w zakresie myślenia. No, a przynajmniej nie tutaj i nie teraz. Starzy, nieżyjący już przyjaciele potrafili korzystać z jego głęboko zakopanej na rzecz instynktu bystrości. Tak jak większość osób trzeba było podejść, by dali się sprowokować, tak jego trzeba było podejść, żeby zaprezentował, że potrafi dość sensownie i logicznie myśleć.
Z reguły jednak po prostu mu się nie chciało.
Przy tak dużej chwiejności emocjonalnej wolał działać intuicyjnie. Nagle. Nieprzewidywalnie przez niejednokrotnie abstrakcyjne zachowania. Azerii największe profity dawała jej gra, staranne i subtelne pociąganie za odpowiednie sznurki. Jemu, jakkolwiek absurdalnie to brzmiało, bardziej pomagało zachowanie ściśle graniczące z szaleństwem. Tym bardziej, że dodatkowo zawsze łamał granice i bariery, nieostrożnie przekraczając wszystkie możliwie linie. Również te własne.
Był impulsywnym draniem, taka prawda. Wcale go to nie martwiło.
Lisica mogła odnieść wrażenie, że jej igranie z tropicielem jest skuteczne i w pewnym sensie było, jedynym problemem był tutaj fakt, że jego… tak w sumie nie trzeba było prowokować w jakiś specjalny sposób. On sam siebie nieustannie rozsierdzał. Stanowił tykającą bombę, gdyby był dynamitem, pewnie miałby zabójczo krótki lont. Nie potrzebował wymówek dla swojego sumienia, gdy decydował się kogoś atakować. Nie był aż tak sentymentalny w stosunku do swojego człowieczeństwa. Owszem, nie lubił zabijać kogoś w trakcie szału wywołanego głodem, ale to przez to, że wtedy tracił swoją kontrolę nad ciałem. Pal licho umysł, z emocjami zawsze miał problemy (korekta, po zostaniu wymordowanym), ale moment, w którym całkowicie wyłącza mu się świadomość jest… irytujący.
„Ale patrz, jak szybko mnie rozszyfrowałeś! Czyż to nie jest oznaka prostoty?”
Przewrócił ostentacyjnie oczami, wydymając wargi na wzór naburmuszonej primadonny.
Och, raczej mojej prostoty, a nie twojej, biorąc pod uwagę fakt, że bardziej zgadywałem z powodu podskórnej niechęci do ciebie, niż miałem jakieś dobitne dowody – skwitował, zastanawiając się mimochodem, co z tego, co mówili, było prawdą, a co kłamstwem. – Nie lubię gierek umysłowych. Przyprawiają mnie o migrenę.
Ile z ich rozmowy było drażnieniem się, a na ile faktycznie rozplątywały się im języki? Nicca nie dbał o to w najmniejszym stopniu. Nie robiło mu to większej różnicy. Czy jego podejrzenia są słuszne, czy nie, w tej chwili nie miało to żadnego znaczenia. Były wszakże bardziej interesujące rzeczy do zrobienia w aktualnym momencie, jak chociażby utoczenie lisiej pannie krwi. Niemalże już czuł ten metaliczny posmak juchy na swoim języku, ekscytacja wypełniła jego żyły, źrenice rozszerzyły się nieznacznie, pochłaniając więcej światła, umożliwiając dostrzeganie drobnych szczegółów, które na co dzień mogły umykać uwadze.
Sam fakt, że będą walczyć, najnormalniej w świecie go kręcił. Oczy zarejestrowały ruch prawej ręki lisicy, ręka zaciśnięta na katanie automatycznie cofnęła się, tropiciel dążył do skrzyżowania ostrzy, co z racji budowy obydwu broni dawałoby mu jasną przewagę. Spóźnił się jednak chwilę, przez co jego broń nieznacznie powędrowała wraz z ręką w górę, jednak mężczyzna od razu gładko cofnął się o dwa kroki, a następnie obrócił na stopie w bok (najpierw oderwał piętę, przesunął palce i potem skręcił biodro, zmieniając tym samym pozycję) ustawiając się bokiem do lisicy i uniemożliwiając jej trafienie go przez wypad wprzód.
Tropiciel wychwycił pojawienie się kolców, jego kundla ocalił fakt, że wysunęły się one akurat, gdy miał już zaciskać zęby na kostce Azerii. Zdążył usłyszeć, jak wysuwają się spod skóry i poczuł zapach krwi, więc cofnął się gwałtownie, ledwo muskając je sierścią.
Nicca odwołał go krótką komendą.
Całkiem całkiem – wymruczał niskim tonem. – Jesteś dość szybka, lisico. To dobrze. Nie lubię wolnych rozgrywek. Są tak mało…  intensywne. Nudne.
Gładkim ruchem zmienił swoje ułożenie, by móc ponownie stanąć naprzeciwko kobiety. Na razie przypominało to fazę rozgrzewki, testowali się, ani jedno, ani drugie nie pokazywało swojego całego potencjału.
Złapał na chwilę kontakt wzrokowy ze swoją przeciwniczką, kącik warg drgał mu nieustannie, jakby ledwo powstrzymywał się od śmiechu. Już po chwili niebieskie ślepia tropiciela przerwały krótką bitwę spojrzeń i poruszyły się wraz z jego ciałem; teraz obie ręce trzymał na katanie i wraz z ruszeniem do przodu ciął skośnie z prawej strony; ruchem od góry, do dołu, celując w lewą stronę tułowia lisicy. A przynajmniej tak się wydawało, ponieważ nagle, w połowie wykonywania manewru, gdzie prawdopodobnie kobieta szykowała się do uniku i obrony, jego ciało wyprostowało się szybko, zamiast ruszać dalej w prawą stronę, a katana cięła poprzecznie wzdłuż klatki piersiowej Azerii, próbując zostawić sporą szramę na pamiątkę.
W oczach mężczyzny pojawiło się rozbawienie.
Większość osób za bardzo polegała w walce na śledzeniu spojrzenia, nie wiedział, jak będzie z lisicą, dopiero chciał się tego dowiedzieć. Owszem, gałki oczne zdradzały ruchy. Niemniej świadoma osoba wykorzystywała to dla siebie, wykonując wtedy zwody. Funkcjonowało to nie tylko podczas walki bronią białą, ale nawet chociażby w koszykówce, czy innych sportach. Zwodzenie oczami było podstawową sztuczką. Zresztą, najlepsze oszukiwanie było wtedy, gdy wykorzystywało się całe ciało, tak jak teraz zrobił to tropiciel. Gdy druga osoba szykowała się już do obrony, wtedy błyskawicznie zmieniało się ruch na uprzednio zaplanowany albo taki, który miał w danym momencie więcej sensu.
Intuicja. Zmysł.
Tak jak kiedyś konie westernowe ceniło się za tak zwany krowi zmysł, czyli naturalną zdolność wyczucia, co krowa zamierza za chwilę zrobić, co umożliwiał wyprzedzenie jej ruchu, tak u wojowników występowało podobne zjawisko, również mocno cenione. Nie od razu, u niektórych nigdy. Trzeba było dobrze się wczuć, znaleźć ten rytm. Ten, kto pierwszy w niego wpadnie, ten wygrywa. Oczywiście, takie momenty były rzadkością i raczej w codziennych potyczkach się nie zdarzały, ale do tego się dążyło.
Cóż, jak było wspomniane, jego bystrość została zakopana na rzecz instynktu. W takich sytuacjach znacznie mu to pomagało. Myślenie i działanie skupione tylko na walce, na zranieniu przeciwnika i uniknięciu obrażeń. Nic więcej, ale też nic mniej.


"Białe KŁY połyskują zimno i czerwienią się przed świtem
I stal śpiewa czysto i jasno swą MELODIĘ o śmierci w bitwie"



"UGRYŹĆ, by przebić skórę, demon stworzony z błyszczących kryształów
Opowiada o wiecznej wojnie i ziemi, która barwi się na CZERWONO..."


Chyży





Chyży
Opętany
GODNOŚĆ :
Kobayashi Hayate (fałszywa) | Nicca O’ Reilly


Powrót do góry Go down


Re: Zaułek

Pisanie by Azeria on Czw Mar 14, 2019 10:39 pm
 Można było przewidzieć, że przejście od słów do czynów nie zajmie im zbyt długo. Tak by powiedział każdy logicznie myślący obserwator, a i sami pewnie przyznaliby rację owemu stwierdzeniu. Cała uprzednia wymiana zdań w założeniu miała doprowadzić ni mniej ni więcej, a do otwartej walki. Chiara co prawda przedkładała potyczki słowne ponad fizyczne i nie przepadała za uciekaniem się do przemocy, ale dla kogoś tak irytującego jak tropiciel gotowa była zrobić znaczny wyjątek. Ostatecznie nie miało przecież znaczenia, kto kogo sprowokował; ważne, komu przypadnie ostatnie słowo i więcej ran zadanych drugiej stronie.
 — Strasznie skomplikowane zdanie jak na twój kurzy móżdżek, długo nad nim myślałeś, czy miewasz jeszcze przebłyski? — mruknęła, tak czy owak nie przykładając większej wagi do komentarzy Chyżego. Tak od setek lat jak i obecnie, cudza opinia na jej temat była dla Azerii równie ważna co Produkt Narodowy Brutto Bangladeszu w latach 1967-68. Uśmiechnęła się za to nieznacznie na wspomnienie o tym, jakoby jej działanie było dla mężczyzny irytujące. Znakomicie, o to przecież chodziło.
 Jeszcze lepszy był za to fakt, że wreszcie przeszli do rękoczynów. Dawało to nadzieję, że tropicielowi wreszcie zamknie się ta niewyparzona jadaczka. Wystarczająco szkód już zdążył narobić nierozważnym otwieraniem pyska, za co Adrichówna najchętniej dałaby mu solidną nauczkę. Musiała jednak mieć w pamięci, że tropiciel ma nad nią przewagę w praktycznie każdym podstawowym aspekcie walki. Był wyższy i z pewnością silniejszy, dysponował dłuższym ostrzem i w dodatku wspomagał go piekielny pies. Na całe szczęście lisica i tak nie miała w planach grać czysto. Co to za zabawa, kiedy trzeba trzymać się zasad?
 Zwierzaka udało się pozbyć całkiem szybko, co było zdecydowanym plusem. Nie spodziewała się trafić wymordowanego już za pierwszym podejściem; wypad miał bardziej stworzyć wrażenie, że dziewczyna panuje nawet nad kilkoma rzeczami na raz i osaczenie jej nie będzie takie proste. Cała jej pewność siebie opierała się na grze, bowiem startowała z mniej uprzywilejowanej pozycji. Warknięciem tylko odpowiedziała na uwagę tropiciela, skoncentrowana bardziej na jego ruchach niż słowach. Spodziewała się dynamicznej gry, szybkich zmian, słowem wielkiego wyzwania dla swojego refleksu.
 Nie ten jednak okazał się zawodny, a inna prozaiczna sprawa – długość kroku. Nie sposób było nie dostrzec kolejnego ataku ze strony Chyżego, zdążyłaby nawet zareagować na sprawną zmianę manewru. Odskoczyła zresztą do tyłu, odruchowo wręcz w tym momencie uchylając się przed nadciągającym ostrzem, unik ten okazał się jednak minimalnie niewystarczający. Ostry metal przeciął materiał i skórę, pozostawiając niezbyt głęboką, podłużną szramę. Polała się pierwsza krew, a do mózgu lisicy dotarł impuls bólu, który natychmiast przełożyła w kontratak.
 Już głęboki wdech mógł zdradzić jej zamiar, jednak równie dobrze mógł to być skutek przyspieszonego bicia serca i adrenaliny wywołanej starciem. Nawet jednak przewidzenie planu wymordowanej nie miało większego znaczenia, chyba żeby tropiciel dysponował sztuką teleportacji. W odpowiedzi bowiem na zadaną ranę nie padł okrzyk bólu, lecz z gardła dziewczyny wydobył się dźwięk o wiele bardziej przenikliwy, zahaczający wręcz o niesłyszalne rejestry. Przez niektórych porównywany do wycia banshee, przez innych do wrzasku rozwydrzonego bachora, któremu rodzic odmówił kupienia nowej zabawki, skrzecząco-wibrujący odgłos odbił się echem od ścian, raz po raz nawracając znów do celu. Krzyczała, dopóki ostatki powietrza nie opuściły jej płuc, nie przejmując się faktem, że ogłuszające dźwięki musiały ponieść się daleko w uliczki Nowej Desperacji. Skoro nie miała przewagi, musiała ją sobie stworzyć, a jeśli manewr zadziała – wykorzystać to bez litości. Dlatego wwierconym w tropiciela spojrzeniem śledziła, jak silny będzie efekt i na ile będzie mogła sobie potem pozwolić.


— Are you the little spoon or the big spoon?
Babe, I'm a knife.
Azeria





Azeria
Opętana
GODNOŚĆ :
Chiara Orietta Adrich


Powrót do góry Go down


Re: Zaułek

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 15 z 15 Previous  1 ... 9 ... 13, 14, 15

Powrót do góry