Strona 15 z 16 Previous  1 ... 9 ... 14, 15, 16  Next

Go down


Zaułek - Page 15 Empty Re: Zaułek

Pisanie by Azeria on 14/2/2019, 00:04
 Jako młoda dziewczyna często oglądała w telewizji to, co akurat leciało, tak z nudów. W ten sposób można było trafić na wiele dziwnych programów, czasami coś ciekawego, innym razem trzeba było czym prędzej zmienić kanał, żeby nie zwrócić obiadu. Widywała więc najróżniejsze rzeczy, które przypominały jej się od czasu do czasu przy mniej lub bardziej filozoficznych przemyśleniach. Ostatnio na przykład pojawił się w jej głowie obrazek, który zapamiętała z telewizyjnego dokumentu o najstarszych ludziach świata. Wcześniej nie zwróciła na to uwagi, ale większość z nich żyła wtedy dokładnie w tym samym miejscu, co ona obecnie. Wtedy ich wiek, sięgający ponad stu lat, małej Chiarze wydawał się absurdalnie wysoki. Nie była w stanie wyobrazić sobie, jak to jest: obserwować świat przez tyle czasu, widzieć zmieniające się pokolenia, rozwój technologii, odliczać coraz to kolejne i kolejne lata. Wiele z tych osób dzieliło się swoimi doświadczeniami i wskazywało, dzięki czemu udało im się tak długo odsuwać śmierć. Żadne z nich nie miało wtedy pojęcia, że pojawi się jeszcze lepszy konserwant. Wirus X dodawał nie dekady, ale całe stulecia egzystencji wśród żywych. I choć dla wielu starzenie się nagle przestało być problemem, pojawiło się od groma innych czynników chcących człowieka – a właściwie już nie-człowieka – pożegnać z tym światem.
 Aza miała na to jedną taktykę, od kilku wieków skuteczną. Nie wychylać się zanadto, nie szukać kłopotów. Uciekać, zanim ktokolwiek skojarzy, że to ty jesteś sprawcą zamieszania. Najlepiej jeszcze podłożyć za siebie jakąś niewiele wartą ofiarę losu, tak na wszelki wypadek, by żądne krwi otoczenie miało się na kim wyżyć. Jeśli chciało się przetrwać na Desperacji, nie można się było szczypać zbytnio z takimi rzeczami jak honor czy uczciwość, lojalność w większości przypadków należało schować do kieszeni lub stosować w parze z ograniczonym zaufaniem. Dla niej ten system działał doskonale, a skoro działał, nie było najmniejszej potrzeby go zmieniać.
 Tego dnia też nie szukała kłopotów; zbierała za to informacje, stawiając powoli krok za krokiem u boku osobliwie wyglądającego mężczyzny. Prowadzili luźną rozmowę, pozornie o wszystkim i o niczym. Trudno było wyłapać momenty, w których ChiChi lekkim uniesieniem brwi czy odpowiednio wyrażonym słowem zainteresowania ciągnęła koleżkę za język. Nie wyglądało na to, by gdziekolwiek mu się spieszyło; choć wcześniej co rusz rozglądał się nerwowo na boki i dość alergicznie reagował na gwałtowniejsze dźwięki otoczenia, udało się go ugłaskać do całkiem przystępnej formy. Odnosiła wrażenie, że gdzieś w tych zawiłych okrążeniach wokół sedna wreszcie zaczynają zbliżać się do prawdziwie cennych szczegółów, to mogła być kwestia jeszcze kilku minut, może nawet sekund, by-
 — Oi oi, Azeria-chan.
 Towarzyszący wymordowanej mężczyzna nagle zamilkł i niemal w tym samym momencie czmychnął, najwyraźniej speszony nagłym pojawieniem się obcego. Wzrok dziewczyny od razu przybrał niezadowolony, wręcz wrogi wyraz, gdy skierowała go na sprawcę swojego niepowodzenia. Szybko go rozpoznała: po głosie, posturze i zapachu, mimo ciemności bezbłędnie dopasowując stojącą tuż obok postać do odpowiedniego wspomnienia. Niestety, nie należało ono do najmilszych.
 — No tak, ty z pewnością o wiele lepiej pasujesz do tego paskudnego miejsca — przytaknęła, marszcząc nosek z niezadowoleniem. Po poprzednim rozmówcy nie było już śladu, za co całą winę ponosił ten jeden osobnik. Jedna z dłoni wymordowanej wylądowała na biodrze, druga oparła się luźno na rękojeści sztyletu, który nieodłącznie nosiła przy pasie. Nie planowała wdawać się w bójkę, nijak jej się nie widziało okładanie po mordach z tym typkiem – choć przyłożyłaby mu chętnie – ale wolała pozostać w gotowości. Nie pałali do siebie sympatią, co od razu implikowało czujność na najwyższym poziomie. Jeden fałszywy ruch mógł stać się punktem zapalnym otwartej walki, w której wszystkie chwyty były dozwolone.
 — Jeśli dobrze pamiętam, to co robię, z kim robię i po co robię, nie jest w żadnym wymiarze twoją sprawą — wytknęła, ściskając nieznacznie szczęki. Pojaśniały na zimę ogon zakołysał się leniwie na boki, jedno ucho drgnęło nieznacznie, ale cała reszta ciała pozostała nieruchoma. Czekała na zakończenie tej dyskusji, bezsensownej wymiany zdań, a może bardziej zarzutów, skierowanych w Bogu ducha winną lisicę. Po chwili uniosła brew.
Będziesz się kłócił, czy już jesteśmy na to za starzy?
Azeria





Azeria
Opętana
GODNOŚĆ :
Chiara Orietta Adrich


Powrót do góry Go down


Zaułek - Page 15 Empty Re: Zaułek

Pisanie by Chyży on 21/2/2019, 18:22
…….Nicca z całą pewnością był niereformowalny, krytyczne uwagi najczęściej spływały po nim jak po kaczce, dlatego nie było nic dziwnego w tym, że w całości zignorował nieprzyjemne spojrzenie Azerii. Jego stosunkowo mocno nonszalancki tryb życia, a jednocześnie ciągłe poszukiwanie wyzwań były niezbyt miłą mieszanką, a jeśli dodać do tego parszywy humor, to niemalże pewne stawało się, że dzisiejszego dnia na pewno napsuje komuś krwi. Fakt, że najprawdopodobniej padnie na lisicę z kasyna, w gruncie rzeczy całkiem go cieszył. Drażniła go. Na dłuższą metę było to niemalże całkowicie irracjonalne, jednak przecież nikt nie powiedział, że tropiciel jest rozważną osobą. Zdecydowanie częściej kierował się nagłymi impulsami, bądź instynktem.
Niewychowany drań, taka prawda.
Od razu tam paskudnego, raczej n i e b e z p i e c z n e g o – wymruczał, przesuwając wolną dłonią po kruszącej się ścianie, cierpki uśmiech wpłynął na jego wargi. – Jeśli brzydzi cię możliwość napotkania krwi, flaków i brudu, to raczej nie powinnaś pakować się tutaj sam na sam z drugą osobą. Aż się zmartwiłem, że zostanie z ciebie tylko kłębek futra.
Zanim to ja się do ciebie dopiorę, nie zostało wypowiedziane, ale i tak można było odnieść wrażenie, że echo tych słów wbiło się w ciszę. Kpiący błysk w oczach tropiciela był doskonale widoczny, jednak jak na razie jego postawa była zaskakująco… swobodna, wręcz niedbała. Jak na osobę, która wręcz emanowała chęcią zastosowania przemocy, było to dość nienaturalne. Doprawdy, dzisiaj był faktycznie mocno rozstrojony, co wcale mu się nie podobało. Potrzebował odskoczni. Nieskomplikowanej. Bolesnej. Zmuszającej do wysiłku ciało, a nie psychikę. Dlatego obecność Azerii była dla niego wybitnie nieprzyjemna.
Mimo wszystko, następne słowa lisicy skwitował cichym, niskim śmiechem, w którym można było wychwycić nutę politowania.
Nie interesujesz mnie nawet w połowie tak bardzo, jak myślisz, Azi. Po prostu znowu wchodzisz mi w interesy. Dzisiaj szukałem kłopotów. Prostych, a zarazem wymagających w swej prostocie, a jak zwykle dostałem irytujący problem, czyli ciebie. – Wydął wargi, nadając twarzy udawanego, naburmuszonego wyrazu. – Wiesz w ogóle, w jakie miejsce zawędrowałaś? Ten zaułek słynie nie tylko z tego, że można tutaj dostać kosę w plecy. Od czasu do czasu organizowane są tutaj walki. Ot, drobna rozrywka, pełno chamskich i napakowanych wymordowanych, którzy tłuką siebie nawzajem. Panie na takiej imprezie to dodatkowa atrakcja, o ile jesteś w stanie pojąć, a jakiej typie zabawy tutaj mówię.
Jakby na komendę można było usłyszeć szuranie i podniesione głosy, chociaż jeszcze spory kawałek drogi stąd. Tropiciel oparł się luźno o ścianę, miejsce u jego boku zajął Pożogar, przez co zajął mniej więcej połowę wejścia… tudzież wyjścia. Ostrze katany luźno oparło się ciało popielatego kundla, nie przycięło nawet sierści, ze stabilną ręką ciemnowłosego nie było na to szansy, brał poprawkę nawet na ciche, niezadowolone burczenie swojego podopiecznego.
Uciekaj, króliczku – powiedział, chociaż nie wyglądał, jakby miał zamiar kończyć tę rozgrywkę tu i teraz, raczej po prostu zaczął drażnić się z krupierką. – Jak ci utną kilka palców, to ciężko będzie ci rozdawać karty, nie sądzisz? Tutaj nikt ci nie pomoże.
Udawana troska podszyta prowokacją stanowiła bardzo subtelną grę. Tropiciel nie był w tym zbyt dobry, ba, dzisiaj nie miał na to większej ochoty, ale musiał się wprowadzić w odpowiedni nastrój, żeby czerpać z zaistniałej sytuacji maksymalną przyjemność. Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. Chciał czegoś łatwego, a dostał pomieszane z poplątanym. Norma.
Pewnie gdyby darzył lisicę nienawiścią, wszystko wyglądałoby inaczej, ale na razie po prostu jej nie lubił, odczuwał sporą niechęć. Chęć utrudnienia jej życia i chęć prostego naparzania się walczyły z nim teraz, chociaż nie ulegało wątpliwością, że pewnie spróbuje to połączyć.


"Białe KŁY połyskują zimno i czerwienią się przed świtem
I stal śpiewa czysto i jasno swą MELODIĘ o śmierci w bitwie"

Zaułek - Page 15 YWKFFFj

"UGRYŹĆ, by przebić skórę, demon stworzony z błyszczących kryształów
Opowiada o wiecznej wojnie i ziemi, która barwi się na CZERWONO..."


Chyży





Chyży
Opętany
GODNOŚĆ :
Kobayashi Hayate (fałszywa) | Nicca O’ Reilly


Powrót do góry Go down


Zaułek - Page 15 Empty Re: Zaułek

Pisanie by Azeria on 22/2/2019, 00:44
 — Paskudne, niebezpieczne, jedno drugiego nie wyklucza — zauważyła, luźnym machnięciem wolnej dłoni wskazując, jak bardzo poważa sobie zdanie wymordowanego. Próbował ją nastraszyć? Interesujące zagranie, ale kompletnie nietrafione. Każde z nich mieszkało na Desperacji już sporą ilość lat i wiedzieli doskonale, że wzdrygając się przed rozlewem krwi, brudem i ciemnymi interesami nie da się zajść daleko. Wybór między skrupułami a sukcesami nie przyjmował kompromisów, system działał zero-jedynkowo.
 Przekręciła lekko głowę na bok, spoglądając na tropiciela z pewnym politowaniem. Patrzył na nią z góry, a więc popełniał poważny błąd. Na razie była tylko potencjalnym przeciwnikiem, ale niedocenienie jej już na starcie działało na niekorzyść mężczyzny. Nie byłby to pierwszy przypadek, kiedy ktoś niesłusznie widział w Azerii słabą i bezbronną damę w opresji, a choć do pewnego stopnia przeszkadzał jej taki niesprawiedliwy osąd, z drugiej strony pozwalał jej na pewien efekt zaskoczenia. Chyżego co prawda nie mogła już wykiwać tak łatwo, jako że zetknęli się ze sobą wcześniej, ale i tak nadal chowała kilka asów w rękawie... tym razem tylko tych metaforycznych.
 — Słonko, za kogo ty mnie uważasz? — Aż prychnęła słysząc te wyraźne sugestie, jakoby nie była świadoma jakże częstej roli kobiet na podobnych spędach niewyżytych samców alfa. Na litość, od czasów apokalipsy parała się już doprawdy niejedną robotą, a jak świat działa nie trzeba jej było tłumaczyć. Nawet ten tysiąc lat temu, jeszcze jako młoda dziewczyna szybko zorientowała się co i jak – ciężko było tego uniknąć, mając trójkę starszego rodzeństwa. Człowiek chcąc nie chcąc wkręcał się w starsze towarzystwo i podłapywał treści niekoniecznie przeznaczone dla nieodpowiednich uszu. Ech, stare, dobre czasy...
 — Wydajesz się zaskakująco przejęty moim dobrem jak na kogoś, komu tak bardzo zalazłam za skórę — mruknęła, od niechcenia podchodząc o mały kroczek bliżej tropiciela. Teraz znajdował się już na wyciągnięcie ręki, choć nic nie wskazywało na to, by zamierzała robić z tego jakikolwiek użytek. Ogon drgnął nieznacznie i zatrzymał się w bezruchu, przerywając hipnotyzujące kołysanie się na boki.
 — Poza tym pamiętaj, że to ty mi tu wszedłeś w paradę. Spłoszyłeś mi towarzysza, którego urabiałam od dobrej godziny. Jeśli ktoś tu powinien komuś grozić to raczej ja tobie, a zauważ, że jestem na tyle miła, że gotowa byłabym ci przepuścić tę brzydką zagrywkę. — Westchnęła nieznacznie, wypracowując podszyty ironią uśmiech. — Ze mnie jest bardzo prosta dziewczyna, kochanie. Jak masz do mnie jakiś problem, to wal od razu zamiast bawić się w podchody.
 Prowokacja? Owszem. Bardzo była ciekawa, czy wymordowany rzeczywiście szukał zaczepki, czy też wyżywał się wyłącznie słownie, a kiedy przyjdzie co do czego podkuli ogon i usunie się z drogi. Obie opcje były równie prawdopodobne i tak samo intrygujące z różnych przyczyn, których na razie nie trzeba jeszcze poddawać rozwadze. I chociaż Adrichówna lubowała się w gierkach i manipulacjach, ową sympatię rozdzielała bardzo wybiórczo; wolała pociągać za sznurki niż tańczyć, jak jej grają, a tropiciel wyraźnie do tego próbował ją zmusić.
 Po szybkim przetasowaniu przyszedł czas na grę w otwarte karty.


Ostatnio zmieniony przez Azeria dnia 2/3/2019, 17:37, w całości zmieniany 1 raz
Azeria





Azeria
Opętana
GODNOŚĆ :
Chiara Orietta Adrich


Powrót do góry Go down


Zaułek - Page 15 Empty Re: Zaułek

Pisanie by Chyży on 2/3/2019, 15:13
…….Tropiciel nie umiał czytać w myślach, ale gdyby znał choć część opinii Azerii, pewnie wybuchnąłby zadziwiająco szczerym śmiechem. Zresztą, najpewniej działałoby to w obie strony, kobieta również z pewnością miałaby z czego drwić.
Wbrew pozorom O’Reilly nie miał w nawyku niedoceniania przeciwników, on po prostu… w pewien samobójczy sposób w ogóle nie przejmował się, jak bardzo niebezpieczni mogą być pod względem fizycznym. Im więcej zaskoczeń, tym więcej zabawy, więcej adrenaliny płynącej w żyłach, konieczność zdania się na pamięć mięśniową oraz instynkt – kto będzie szybszy, kto będzie silniejszy, kto będzie miał więcej szczęścia? Owszem, to nie tak, że ignorował czyjeś potencjalne umiejętności, bo z reguły potrafił je dostrzec, ale po prostu wychodził z założenia, że nawet pięcioletnie dziecko może mu przeciąć ścięgno Achillesa. Przez to, że spodziewał się wszystkiego, nie dbał o coś takiego jak ogólne możliwości danej jednostki, przeciwko której akurat walczy. Można powiedzieć, że on nie tyle nie doceniał przeciwników, co raczej wręcz odwrotnie – spodziewał się po nich tak dużo, że w ostateczności po prostu nie przejmował się, jakie asy z rękawa mogą wyciągnąć. Jak na tak prostą istotę, próba pojęcia sposobu jego życia i myślenia (o ile można było to nazwać myśleniem) mogła być konfundująca, tym bardziej, gdy ostatecznie często kończyła się fiaskiem.
Chociaż, tak podsumowując, wychodzi z tego bardzo proste: „a chuj z tym, do ataku!”.
„Słonko, za kogo ty mnie uważasz?
Za kogoś, kto próbuje się bawić w szarą eminencję – mruknął nieprzyjemnym tonem, wypowiedział te słowa w sumie szybciej, niż pomyślał i aż się skrzywił mimowolnie, ponieważ z ogólnego punktu widzenia jego zarzutywydawały się być absurdalne, ale u niego z reguły najpierw to, co na języku, a potem dopiero jego mózg łaskawie to interpretował.
A jednak tamtego dnia, gdy potłukł (niechcący, wypadek przy pracy!) kilka szklanek, obserwował lisicę i po prostu jej nie ufał. Może ogólnie był sceptycznie nastawiony do krupierów na Desperacji? To, że przerwała mu wykonywanie zlecenia niemalże przebijając mu bębenki uszne, to już zupełnie inna kwestia. Za to nie znosił jej ślepy Pożogar.
Niebieskie ślepia zwęziły się, gdy lisica podeszła bliżej, tropiciel ewidentnie spodziewał się jakiegoś paskudnego zagrania. Kącik ust zadrgał, gdy powstrzymywał wewnętrzną ekscytację. Chciał się dzisiaj zabawić. Wyżyć. Uspokoić ten wewnętrzny, podskórny niepokój, który towarzyszył mu zawsze, gdy czuł, że staje się niestabilny.
No dalej, panienko, spróbuj mnie szturchnąć. Ukłuć. Sprowokować.
Skoro urabiałaś go dobrą godzinę, a zwiał na widok ledwie cienia innej osoby, to najwyraźniej bardzo marnie ci szło – odpowiedział lekceważącym tonem, głowę przechylił na bok, przyglądając się teraz kobiecie z pewną dozą namysłu. – Miła i prosta? Miłe i proste osoby nie posługują się ironią i nie próbują kogoś opleść wokół małego palca.
Kpiący uśmiech tropiciela odsłonił jego zęby, ludzkie kły, chociaż bardzo delikatnie starte do nieco ostrzejszego kształtu. Niespecjalnie, rzecz jasna. Po prostu jedzenie surowego mięsa miało swój wpływ.
Drażnisz mnie – rzucił mężczyzna, a katana gładkim ruchem zmieniła swoje położenie, na razie pozornie nonszalancko trzymana jedną ręką, chociaż druga nie opierała już się o ścianę, a była w gotowości.
Teraz ostrze było wyciągnięte między nimi, prawdopodobnie zmuszając lisicę do lekkiego cofnięcia się. Pożogar otarł się o jego kolana i ponownie napiął mięśnie, szykując się do skoku. Nieznany tłum zbliżał się coraz bardziej, ale ciemnowłosemu odechciało się na nich czekać. Przez irytację świerzbiła go skóra, wszystkie negatywne emocje drapały od wewnątrz jego klatkę piersiową, chcąc znaleźć ujście.
Chcę zobaczyć, czy jak utoczę ci trochę krwi, to staniesz się łatwiejsza do zniesienia. – To było jedyne ostrzeżenie, tupnięcie sprawiło, że popielaty kundel trzymając się nisko ziemi szczęką próbował capnąć kostkę Azerii, klasyczny dodatek, powstrzymywanie bestii od atakowanie mijało się często z celem, ale trzeba przyznać, że Chyży jako takiego ataku do sygnału mu nie wysłał.
Kataną tropiciel wykonał swobodne, chociaż stosunkowo niespieszne pchnięcie, co połączył z płynnym wykrokiem naprzód. Nie szalał, to żadna zabawa, jeśli lisica nie zacznie się bronić.


"Białe KŁY połyskują zimno i czerwienią się przed świtem
I stal śpiewa czysto i jasno swą MELODIĘ o śmierci w bitwie"

Zaułek - Page 15 YWKFFFj

"UGRYŹĆ, by przebić skórę, demon stworzony z błyszczących kryształów
Opowiada o wiecznej wojnie i ziemi, która barwi się na CZERWONO..."


Chyży





Chyży
Opętany
GODNOŚĆ :
Kobayashi Hayate (fałszywa) | Nicca O’ Reilly


Powrót do góry Go down


Zaułek - Page 15 Empty Re: Zaułek

Pisanie by Azeria on 2/3/2019, 20:33
 Z tym czytaniem w myślach to ciekawa sprawa, jak wiele tracili. Z pewnością sporo śmiechu, to fakt, bo mało co jest równie zabawne co cudze przemyślenia na twój temat, szczególnie te całkowicie błędne. Zdziwiliby się też pewnie oboje niejedną sprawą. Może to jednak właśnie ograniczenie przed szerszym rozeznaniem powstrzymywało ich jeszcze od rzucenia się sobie do gardeł; chociaż tego nigdy nie dało się do końca wykluczyć. Napięcie wahało się z każdym słowem i gestem, niebezpiecznie balansując na granicy między wojną a pokojem. Sama Azeria, tak zawsze wymykająca się ze szponów otwartej walki, musiała być teraz zaskoczona narastającą potrzebą sięgnięcia ostrzem noża do wykrzywionej ironiczne buźki wymordowanego i pozbawienia jego brzydkiego uśmieszku kilku zębów.
 — Intrygujące podejście, aczkolwiek w całości błędne — stwierdziła niewzruszenie. Już nawet nie zamierzała wnikać, czyją szarą eminencją miałaby niby być i skąd to w ogóle przyszło facetowi do głowy. Zdążył już udowodnić, że bieg jego myśli nie stanowi żadnej składnej całości i ostatecznie wychodzi z tego czasem pozornie sensowny bełkot. Tak czy owak, zajmować się tym dłużej niż trwałoby mrugnięcie oka nie było sensu. Dyskusja przypominała próbę dogadania się w wykonaniu osób władających całkowicie odmiennymi językami. Ostatnią deską ratunku stawały się w takim przypadku gesty i chyba do nich ostatecznie "rozmowa" miała się sprowadzić. A już po pierwszych oznakach trudno się było nie domyślić, że czerpać będą raczej z gamy tych negatywnych przekazów.
 Wybornie.
 Czy nadal go prowokowała? Jak najbardziej. Z dziką wręcz pasją naciskała na granicę, wypatrując momentu, kiedy nadszarpywana wciąż i wciąż struna wreszcie pęknie z głośnym brzękiem, najlepiej przy okazji strzelając gitarzystę prosto w oko. Dostrzegała w zachowaniu wymordowanego coraz to nowe drobiazgi, które niezbicie udowadniały skuteczność jej działań. Nie oczekiwała natychmiastowego efektu; wręcz przeciwnie, zazwyczaj celowo stosowała swoje sztuczki w sposób długofalowy, by były one jak najmniej dostrzegalne. Ostatecznie delikwent będzie przekonany, że wszystko było jego własnym pomysłem, własną inicjatywą. Chiara zaś pozostanie krystalicznym niewiniątkiem, jak zawsze.
 — A co ty możesz o tym wiedzieć — prychnęła z pogardą, na moment tracąc starannie utrzymywaną maskę obojętności. Cień irytacji przemknął przez jej twarz w postaci wykrzywionych ust i wzroku uniesionego w niebo, jakby tylko jakieś bóstwo czy inna nadludzka istota mogła jej odpowiedzieć na to jakże celnie postawione pytanie. Postawiłaby dziesięć do jednego, że Chyży od lat, a może nigdy w życiu nie wysilił się na głębsze myślenie i to stąd nie doceniał całego wysiłku, jaki Aza musiała włożyć w swoją pracę. Oczywiście, że nie rozumiał powagi swojego przewinienia. Jak jednak nauczyła się dawno, dawno temu jako młoda dziewczyna, niewiedza wcale nie była wystarczającym usprawiedliwieniem.
 — Ale patrz, jak szybko mnie rozszyfrowałeś! Czyż to nie jest oznaka prostoty? — wytknęła, uśmiechając się niewinnie. Cel zdawał się przybliżać i może już lada moment...
 — Drażnisz mnie.
 Uśmiech lisicy poszerzył się, przez nierówno uniesione kąciki ust nabierając wyraźnie prowokacyjnej wymowy. Ostrze błysnęło w ciemności pomiędzy nimi, zmuszając dziewczynę do odchylenia się nieznacznie do tyłu. Z właściwą sobie nonszalancją niespiesznie uniosła dłoń i stuknęła palcem o płaską część katany, nie spuszczając wzroku ze swojego rozmówcy. Na dobrą sprawę wwiercała się w niego spojrzeniem, śledząc nawet najmniejsze drgnięcie. Ruch gałek ocznych potrafił bezbłędnie zdradzić kierunek nadchodzącego ciosu, ale nie tylko to można było wyczytać z cudzego oblicza; na chwilę obecną nie chciało jej się jednak bawić w głębsze interpretacje osobowości równie bogatej, co przeciętna miska z psim jedzeniem. Wystarczy jedno chapsnięcie i już widać dno.
 — Niezmiernie mnie to cieszy. — Paznokieć powoli przesunął się po zimnym metalu, podczas gdy jedna stopa cofnęła się dla lepszego utrzymania równowagi. Kiedy palec dotarł do zawieszonego tuż przed mostkiem dziewczyny czubka miecza, prawa dłoń leniwie zawarła się wokół rękojeści sztyletu. Obietnica starcia wisiała w powietrzu niczym gradowa chmura, ale jej oberwanie wciąż nie nadeszło.
 Wystarczył ułamek sekundy.
 Wyszarpnięty zza pasa sztylet zgrzytnął gwałtownie o ostrze katany, podbijając je do góry. Sama lisica w tym czasie podskoczyła do przodu, pozornie nic sobie nie robiąc z atakującego ją psiska. Ta wydawać by się mogło dziwna brawura miała związek z niczym innym, jak tylko z długimi kolcami, które wyskoczyły spod skóry wymordowanej niczym przebiśniegi na wiosnę. Jeśli zwierzak chciał ją ugryźć, musiał się liczyć z wbiciem przynajmniej kilku tych przydługawych bestyjek w pysk. Te same ostre wypustki pojawiły się na wolnej dłoni Chiary tuż przy nadgarstku, gotowe sięgnąć najbliższego fragmentu tropiciela, jaki tylko się im nasunie.
 Chciał się pobawić? Dostanie zabawę. Wszystkie chwyty dozwolone.
Azeria





Azeria
Opętana
GODNOŚĆ :
Chiara Orietta Adrich


Powrót do góry Go down


Zaułek - Page 15 Empty Re: Zaułek

Pisanie by Chyży on 13/3/2019, 21:40
…….Obserwował ją spod półprzymkniętych powiek. Uważnie, czujnie, śledząc ostrożnie każdy gest, jego zmysły pracowały teraz na najwyższych obrotach. Nie po raz pierwszy ktoś mylił jego emocjonalną chwiejność i nonszalancję z czystą głupotą. Cóż, na fakt, że posiadał wątpliwy urok osobisty niewiele mógł poradzić. Znaczy, teoretycznie mógł coś zdziałać w tym kierunku, ale aktualny stan rzeczy mu pasował.
Poniekąd jego pozorna tępota działała na jego korzyść, inni raczej niewiele od niego wymagali w zakresie myślenia. No, a przynajmniej nie tutaj i nie teraz. Starzy, nieżyjący już przyjaciele potrafili korzystać z jego głęboko zakopanej na rzecz instynktu bystrości. Tak jak większość osób trzeba było podejść, by dali się sprowokować, tak jego trzeba było podejść, żeby zaprezentował, że potrafi dość sensownie i logicznie myśleć.
Z reguły jednak po prostu mu się nie chciało.
Przy tak dużej chwiejności emocjonalnej wolał działać intuicyjnie. Nagle. Nieprzewidywalnie przez niejednokrotnie abstrakcyjne zachowania. Azerii największe profity dawała jej gra, staranne i subtelne pociąganie za odpowiednie sznurki. Jemu, jakkolwiek absurdalnie to brzmiało, bardziej pomagało zachowanie ściśle graniczące z szaleństwem. Tym bardziej, że dodatkowo zawsze łamał granice i bariery, nieostrożnie przekraczając wszystkie możliwie linie. Również te własne.
Był impulsywnym draniem, taka prawda. Wcale go to nie martwiło.
Lisica mogła odnieść wrażenie, że jej igranie z tropicielem jest skuteczne i w pewnym sensie było, jedynym problemem był tutaj fakt, że jego… tak w sumie nie trzeba było prowokować w jakiś specjalny sposób. On sam siebie nieustannie rozsierdzał. Stanowił tykającą bombę, gdyby był dynamitem, pewnie miałby zabójczo krótki lont. Nie potrzebował wymówek dla swojego sumienia, gdy decydował się kogoś atakować. Nie był aż tak sentymentalny w stosunku do swojego człowieczeństwa. Owszem, nie lubił zabijać kogoś w trakcie szału wywołanego głodem, ale to przez to, że wtedy tracił swoją kontrolę nad ciałem. Pal licho umysł, z emocjami zawsze miał problemy (korekta, po zostaniu wymordowanym), ale moment, w którym całkowicie wyłącza mu się świadomość jest… irytujący.
„Ale patrz, jak szybko mnie rozszyfrowałeś! Czyż to nie jest oznaka prostoty?”
Przewrócił ostentacyjnie oczami, wydymając wargi na wzór naburmuszonej primadonny.
Och, raczej mojej prostoty, a nie twojej, biorąc pod uwagę fakt, że bardziej zgadywałem z powodu podskórnej niechęci do ciebie, niż miałem jakieś dobitne dowody – skwitował, zastanawiając się mimochodem, co z tego, co mówili, było prawdą, a co kłamstwem. – Nie lubię gierek umysłowych. Przyprawiają mnie o migrenę.
Ile z ich rozmowy było drażnieniem się, a na ile faktycznie rozplątywały się im języki? Nicca nie dbał o to w najmniejszym stopniu. Nie robiło mu to większej różnicy. Czy jego podejrzenia są słuszne, czy nie, w tej chwili nie miało to żadnego znaczenia. Były wszakże bardziej interesujące rzeczy do zrobienia w aktualnym momencie, jak chociażby utoczenie lisiej pannie krwi. Niemalże już czuł ten metaliczny posmak juchy na swoim języku, ekscytacja wypełniła jego żyły, źrenice rozszerzyły się nieznacznie, pochłaniając więcej światła, umożliwiając dostrzeganie drobnych szczegółów, które na co dzień mogły umykać uwadze.
Sam fakt, że będą walczyć, najnormalniej w świecie go kręcił. Oczy zarejestrowały ruch prawej ręki lisicy, ręka zaciśnięta na katanie automatycznie cofnęła się, tropiciel dążył do skrzyżowania ostrzy, co z racji budowy obydwu broni dawałoby mu jasną przewagę. Spóźnił się jednak chwilę, przez co jego broń nieznacznie powędrowała wraz z ręką w górę, jednak mężczyzna od razu gładko cofnął się o dwa kroki, a następnie obrócił na stopie w bok (najpierw oderwał piętę, przesunął palce i potem skręcił biodro, zmieniając tym samym pozycję) ustawiając się bokiem do lisicy i uniemożliwiając jej trafienie go przez wypad wprzód.
Tropiciel wychwycił pojawienie się kolców, jego kundla ocalił fakt, że wysunęły się one akurat, gdy miał już zaciskać zęby na kostce Azerii. Zdążył usłyszeć, jak wysuwają się spod skóry i poczuł zapach krwi, więc cofnął się gwałtownie, ledwo muskając je sierścią.
Nicca odwołał go krótką komendą.
Całkiem całkiem – wymruczał niskim tonem. – Jesteś dość szybka, lisico. To dobrze. Nie lubię wolnych rozgrywek. Są tak mało…  intensywne. Nudne.
Gładkim ruchem zmienił swoje ułożenie, by móc ponownie stanąć naprzeciwko kobiety. Na razie przypominało to fazę rozgrzewki, testowali się, ani jedno, ani drugie nie pokazywało swojego całego potencjału.
Złapał na chwilę kontakt wzrokowy ze swoją przeciwniczką, kącik warg drgał mu nieustannie, jakby ledwo powstrzymywał się od śmiechu. Już po chwili niebieskie ślepia tropiciela przerwały krótką bitwę spojrzeń i poruszyły się wraz z jego ciałem; teraz obie ręce trzymał na katanie i wraz z ruszeniem do przodu ciął skośnie z prawej strony; ruchem od góry, do dołu, celując w lewą stronę tułowia lisicy. A przynajmniej tak się wydawało, ponieważ nagle, w połowie wykonywania manewru, gdzie prawdopodobnie kobieta szykowała się do uniku i obrony, jego ciało wyprostowało się szybko, zamiast ruszać dalej w prawą stronę, a katana cięła poprzecznie wzdłuż klatki piersiowej Azerii, próbując zostawić sporą szramę na pamiątkę.
W oczach mężczyzny pojawiło się rozbawienie.
Większość osób za bardzo polegała w walce na śledzeniu spojrzenia, nie wiedział, jak będzie z lisicą, dopiero chciał się tego dowiedzieć. Owszem, gałki oczne zdradzały ruchy. Niemniej świadoma osoba wykorzystywała to dla siebie, wykonując wtedy zwody. Funkcjonowało to nie tylko podczas walki bronią białą, ale nawet chociażby w koszykówce, czy innych sportach. Zwodzenie oczami było podstawową sztuczką. Zresztą, najlepsze oszukiwanie było wtedy, gdy wykorzystywało się całe ciało, tak jak teraz zrobił to tropiciel. Gdy druga osoba szykowała się już do obrony, wtedy błyskawicznie zmieniało się ruch na uprzednio zaplanowany albo taki, który miał w danym momencie więcej sensu.
Intuicja. Zmysł.
Tak jak kiedyś konie westernowe ceniło się za tak zwany krowi zmysł, czyli naturalną zdolność wyczucia, co krowa zamierza za chwilę zrobić, co umożliwiał wyprzedzenie jej ruchu, tak u wojowników występowało podobne zjawisko, również mocno cenione. Nie od razu, u niektórych nigdy. Trzeba było dobrze się wczuć, znaleźć ten rytm. Ten, kto pierwszy w niego wpadnie, ten wygrywa. Oczywiście, takie momenty były rzadkością i raczej w codziennych potyczkach się nie zdarzały, ale do tego się dążyło.
Cóż, jak było wspomniane, jego bystrość została zakopana na rzecz instynktu. W takich sytuacjach znacznie mu to pomagało. Myślenie i działanie skupione tylko na walce, na zranieniu przeciwnika i uniknięciu obrażeń. Nic więcej, ale też nic mniej.


"Białe KŁY połyskują zimno i czerwienią się przed świtem
I stal śpiewa czysto i jasno swą MELODIĘ o śmierci w bitwie"

Zaułek - Page 15 YWKFFFj

"UGRYŹĆ, by przebić skórę, demon stworzony z błyszczących kryształów
Opowiada o wiecznej wojnie i ziemi, która barwi się na CZERWONO..."


Chyży





Chyży
Opętany
GODNOŚĆ :
Kobayashi Hayate (fałszywa) | Nicca O’ Reilly


Powrót do góry Go down


Zaułek - Page 15 Empty Re: Zaułek

Pisanie by Azeria on 14/3/2019, 22:39
 Można było przewidzieć, że przejście od słów do czynów nie zajmie im zbyt długo. Tak by powiedział każdy logicznie myślący obserwator, a i sami pewnie przyznaliby rację owemu stwierdzeniu. Cała uprzednia wymiana zdań w założeniu miała doprowadzić ni mniej ni więcej, a do otwartej walki. Chiara co prawda przedkładała potyczki słowne ponad fizyczne i nie przepadała za uciekaniem się do przemocy, ale dla kogoś tak irytującego jak tropiciel gotowa była zrobić znaczny wyjątek. Ostatecznie nie miało przecież znaczenia, kto kogo sprowokował; ważne, komu przypadnie ostatnie słowo i więcej ran zadanych drugiej stronie.
 — Strasznie skomplikowane zdanie jak na twój kurzy móżdżek, długo nad nim myślałeś, czy miewasz jeszcze przebłyski? — mruknęła, tak czy owak nie przykładając większej wagi do komentarzy Chyżego. Tak od setek lat jak i obecnie, cudza opinia na jej temat była dla Azerii równie ważna co Produkt Narodowy Brutto Bangladeszu w latach 1967-68. Uśmiechnęła się za to nieznacznie na wspomnienie o tym, jakoby jej działanie było dla mężczyzny irytujące. Znakomicie, o to przecież chodziło.
 Jeszcze lepszy był za to fakt, że wreszcie przeszli do rękoczynów. Dawało to nadzieję, że tropicielowi wreszcie zamknie się ta niewyparzona jadaczka. Wystarczająco szkód już zdążył narobić nierozważnym otwieraniem pyska, za co Adrichówna najchętniej dałaby mu solidną nauczkę. Musiała jednak mieć w pamięci, że tropiciel ma nad nią przewagę w praktycznie każdym podstawowym aspekcie walki. Był wyższy i z pewnością silniejszy, dysponował dłuższym ostrzem i w dodatku wspomagał go piekielny pies. Na całe szczęście lisica i tak nie miała w planach grać czysto. Co to za zabawa, kiedy trzeba trzymać się zasad?
 Zwierzaka udało się pozbyć całkiem szybko, co było zdecydowanym plusem. Nie spodziewała się trafić wymordowanego już za pierwszym podejściem; wypad miał bardziej stworzyć wrażenie, że dziewczyna panuje nawet nad kilkoma rzeczami na raz i osaczenie jej nie będzie takie proste. Cała jej pewność siebie opierała się na grze, bowiem startowała z mniej uprzywilejowanej pozycji. Warknięciem tylko odpowiedziała na uwagę tropiciela, skoncentrowana bardziej na jego ruchach niż słowach. Spodziewała się dynamicznej gry, szybkich zmian, słowem wielkiego wyzwania dla swojego refleksu.
 Nie ten jednak okazał się zawodny, a inna prozaiczna sprawa – długość kroku. Nie sposób było nie dostrzec kolejnego ataku ze strony Chyżego, zdążyłaby nawet zareagować na sprawną zmianę manewru. Odskoczyła zresztą do tyłu, odruchowo wręcz w tym momencie uchylając się przed nadciągającym ostrzem, unik ten okazał się jednak minimalnie niewystarczający. Ostry metal przeciął materiał i skórę, pozostawiając niezbyt głęboką, podłużną szramę. Polała się pierwsza krew, a do mózgu lisicy dotarł impuls bólu, który natychmiast przełożyła w kontratak.
 Już głęboki wdech mógł zdradzić jej zamiar, jednak równie dobrze mógł to być skutek przyspieszonego bicia serca i adrenaliny wywołanej starciem. Nawet jednak przewidzenie planu wymordowanej nie miało większego znaczenia, chyba żeby tropiciel dysponował sztuką teleportacji. W odpowiedzi bowiem na zadaną ranę nie padł okrzyk bólu, lecz z gardła dziewczyny wydobył się dźwięk o wiele bardziej przenikliwy, zahaczający wręcz o niesłyszalne rejestry. Przez niektórych porównywany do wycia banshee, przez innych do wrzasku rozwydrzonego bachora, któremu rodzic odmówił kupienia nowej zabawki, skrzecząco-wibrujący odgłos odbił się echem od ścian, raz po raz nawracając znów do celu. Krzyczała, dopóki ostatki powietrza nie opuściły jej płuc, nie przejmując się faktem, że ogłuszające dźwięki musiały ponieść się daleko w uliczki Nowej Desperacji. Skoro nie miała przewagi, musiała ją sobie stworzyć, a jeśli manewr zadziała – wykorzystać to bez litości. Dlatego wwierconym w tropiciela spojrzeniem śledziła, jak silny będzie efekt i na ile będzie mogła sobie potem pozwolić.


— Are you the little spoon or the big spoon?
Babe, I'm a knife.
Azeria





Azeria
Opętana
GODNOŚĆ :
Chiara Orietta Adrich


Powrót do góry Go down


Zaułek - Page 15 Empty Re: Zaułek

Pisanie by Chyży on 26/3/2019, 00:34
……..W przypadku Azerii niekoniecznie interesowała go potyczka słowna, nie na to miał dzisiaj ochotę. Rozchwiana psychika pragnęła prostoty, rozwiązania problemu za pomocą instynktu, a nie przez myślenie. Dlatego też w ramach odpowiedzi na kolejny zbędny, w jego mniemaniu, komentarz lisicy jedynie przewrócił oczami, ledwo trzymając irracjonalną wściekłość na wodzy. Nie mógł pozwolić, by agresja całkowicie przejęła nad nim kontrolę, to mu znacznie utrudni potyczkę, a chciał przecież swojej przeciwniczce utoczyć jak najwięcej krwi. A najlepiej rozciąć to cholerne gardło, załatwiając jej wieczny uśmiech nawet w grobie.
Och. Chyba trochę się zagalopował. Przejechał językiem po zębach, po czym wypuścił z sykiem powietrze, próbując uspokoić rozedrgane nerwy. Naprawdę trochę za bardzo go ostatnimi czasy nosiło, pytanie brzmiało, czy stawienie się u Smoków coś naprawi, czy też raczej pogorszy. Wątpił, by jego relacja z Shane’m po tylu latach miała być w pełni zdrowa. Z jednej strony emocjonalna ameba a z drugiej wewnętrznie rozbita na odłamki kreatura. To brzmiało jak świetny przepis na katastrofę.
Nie mógł jednak nic poradzić na satysfakcję, która wypełniła jego żyły, gdy cienka, krwawa krecha pojawiła się na skórze Azerii. Kręcący się obok Pożogar z warkotem zaczął węszyć w powietrzu, niecierpliwie czekając, aż tropiciel pozwoli mu dołączyć do potyczki. Paradoksalnie zamiast mocniej pobudzić, pierwsze trafienie pozwoliło mężczyźnie na ochłonięcie. Odetchnął w końcu nieco głębiej, mięśnie rozluźniły się, ruchy nabrały płynności, jakby przeszła mu dotychczasowa sztywność. Przechylił głowę najpierw w lewo, potem w prawo, rozluźniając kark i…
Nagle to wszystko minęło. Przecież powinien przewidzieć, że lisica sięgnie po swoją główną broń, która w przypadku Chyżego była wybitnie skuteczna. Obdarzony czułym słuchem cały zadrżał, słysząc wydobywający się z gardzieli kobiety krzyk. Warknął, przykładając dłonie do uszu, gwałtownie odskoczył do tyłu, próbując jak najbardziej zwiększyć dystans. W pewnym momencie stracił równowagę i musiał przykucnąć, żeby ograniczyć skutki nagle szalejącego błędnika. Lodowato niebieskie ślepia z furią wpatrywały się w Azerię, wirus X szalał we krwi, a pokusa zmiany formy była ponadprzeciętnie kusząca.
Pożogar dygotał krótko koło niego, ślepy pies kierował się głównie węchem i słuchem, a teraz drugi zmysł został mu zabrany. Dłoń tropiciela przesunęła się po jego szorstkiej sierści, kundel kłapnął ostrzegawczo zębami, ale zapach mężczyzny był mu doskonale znany, więc poprzestał tylko na groźbie.
Suka – wyszeptał, chwiejąc się podczas prostowania ciała.
Chociaż krzyk się skończył, to on teraz i tak wciąż słyszał tylko przeciągły pisk. Ciało odruchowo wystawiło przed siebie skośnie katanę, by móc w razie czego zablokować atak, jednak przenoszenie ciężaru z lewej nogi na prawą bynajmniej nie było celowe – stanowiło skutek tego, że Nicca nie mógł złapać pełnej równowagi. Jednak chyba i tak najgorszy z tego wszystkiego był nagły ból głowy – wcale nie tępy, a ostry, co rusz przeszywający jego mózg, zupełnie jakby pod czaszką miał stado kruków, które próbowały wydostać się na zewnątrz.
Nie ruszył się, jednak czujnie obserwował teraz Azerię, chociaż miał problem z utrzymaniem uwagi na stałym poziomie. Czuł, jak klatkę wypala mu wściekłość, niemniej teraz każda sekunda była na wagę złota. Jego organizm już podejmował próbę regeneracji, ale niwelacja skutków ubocznych pewnie trochę potrwa. Irytacja wypełniała całe ciało, kącik warg drgał w niemym warkocie.
Kątem oka wychwycił ruch za sobą. W końcu dotarło towarzystwo. Grupa karków z kijami baseballowymi, nożami, dziwnymi przyrządami, z widocznymi mutacjami wyraźnie była zdziwiona, że ktoś zajął ich placówkę. Nawet jeśli coś mówili, tropiciel tego nie usłyszał, jednak Pożogar wyczuł mnogość obcych zapachów wystarczyła, by jego sierść zajęła się ogniem w ramach samoobrony. Nicca zaklikał językiem.
Zero spokoju.
Pragnienie, by skrzywdzić lisicę było teraz jeszcze silniejsze, a te odpady Desperacji mogły mu w tym przeszkodzić. No chyba, kurwa, nie.

|| Chyży: problemy z zachowaniem równowagi, chwilowo nic nie słyszy, męczy go przeszywający ból głowy
Pożogar: nie słyszy, futro zajęło się ogniem


"Białe KŁY połyskują zimno i czerwienią się przed świtem
I stal śpiewa czysto i jasno swą MELODIĘ o śmierci w bitwie"

Zaułek - Page 15 YWKFFFj

"UGRYŹĆ, by przebić skórę, demon stworzony z błyszczących kryształów
Opowiada o wiecznej wojnie i ziemi, która barwi się na CZERWONO..."


Chyży





Chyży
Opętany
GODNOŚĆ :
Kobayashi Hayate (fałszywa) | Nicca O’ Reilly


Powrót do góry Go down


Zaułek - Page 15 Empty Re: Zaułek

Pisanie by Azeria on 26/3/2019, 18:44
 Odskakujący na dźwięk jej wrzasku mężczyzna był doprawdy satysfakcjonującym widokiem. Nawet wcześniejsza rana nie była w stanie zepsuć jej radości z osiągniętej choć na chwilę przewagi, nawet jeśli w reakcji na ból zmuszona była na moment przycisnąć wolne przedramię do podłużnego rozcięcia. Kiedy tropiciel odsunął się od niej, jakby na złość zrobiła krok do przodu. W rzeczywistości jednak zaraz odbiła w bok, chcąc skorzystać z chwilowej niedyspozycji Chyżego i wyminąwszy go, czmychnąć do głównego przejścia. Raczej by jej nie dogonił, w Apogeum dość łatwo dało się zniknąć za najbliższym zakrętem. Wystarczyłoby kilka, może kilkanaście sekund, żeby uwolnić się od tego wyszczekanego gnojka przynajmniej na dziś. Bo znając jej szczęście, mieli się spotkać jeszcze nie raz i niejednokrotnie pobić, choć tego najchętniej wolałaby uniknąć. Otwarta walka nigdy nie należała do jej mocnych stron, mając więc całkiem niezłą perspektywę ucieczki, planowała z niej skorzystać.
 Oczywiście, wszystko musieli zepsuć jacyś desperaci, którzy nie wiedzieć czemu postanowili zgromadzić się licznie i zagrodzić jej wyjście z zaułka. Kiedy wreszcie nie musiała przejmować się tropicielem i mogła swobodnie iść dalej, oczywiście że znaleźli się tacy, którzy zamierzali jej to uniemożliwić – w końcu biednemu to zawsze wiatr w oczy i inne rzeczy w inne miejsca. Łypnęła krótko okiem w kierunku tłumu, ale jako że jej dotychczasowy przeciwnik też się już podnosił, to na nim skupiła swoją uwagę.
 Chętnie dobiłaby go kolejną falą, gdyby nie fakt, że w tym momencie raczej i tak niczego nie mógł usłyszeć. Planowała wystosować szybki atak, skoro już udało jej się trochę wbić gościa w ziemię, ale pojawienie się nieoczekiwanych gapiów skradło cenne sekundy efektu zaskoczenia. Teraz ruch, który uprzednio miała w zamyśle stracił swój sens. Postanowiła więc zbadać, jak teraz zachowa się tropiciel – czy zdołała rozwścieczyć go na tyle, by kontynuował walkę, czy też nie będzie chciał ryzykować dalszych uszkodzeń słuchu.
 Odetchnęła głęboko, a ogon drgnął jakby żyjący własnym życiem. Na dobrą sprawę, przecież nigdzie jej się nie spieszyło. Występowanie w roli agresora jeszcze nigdy nie wyszło jej na dobre; to odwracanie cudzych ataków i niespodziewane kontry wychodziły jej najlepiej, nawet jeśli według wstępnych kalkulacji jej szanse na ujście cało ze starcia były aż smutno niskie. Byle tylko grupka desperatów nie zdecydowała się na spontaniczne włączenie w spór, bo trzeba by wiele naiwności, by spodziewać się, że ktokolwiek stanąłby po stronie dziewczyny. Takie cuda się w tych stronach nie zdarzały, nie w przypadku elementu, który wyraźnie okupował na co dzień tamten zaułek i musiał być nieźle zaskoczony, widząc swoją ulubioną miejscówkę w stanie zajętym.
 Ale może to już nie na długo.


— Are you the little spoon or the big spoon?
Babe, I'm a knife.
Azeria





Azeria
Opętana
GODNOŚĆ :
Chiara Orietta Adrich


Powrót do góry Go down


Zaułek - Page 15 Empty Re: Zaułek

Pisanie by Chyży on 14/4/2019, 21:05
……Przenikliwe piszczenie wypełniało jego uszy, nieustanne drażniąc go i wprawiając w jeszcze bardziej parszywy nastrój… o ile w ogóle można było mieć jeszcze gorszy humor, niż tropiciel miał aktualnie. Nie słyszał tego, ale czuł, że jego gardziel drży, co oznaczyło, że prawdopodobnie cicho i bardzo niskim tonem warczał, mając przy tym obnażone zęby. Nie był w stanie zarejestrować również dźwięków wydawanych przez obcych wymordowanych, chociaż upierdliwy pisk powoli cichł, umożliwiając mu jako takie skupienie się.
Kręgi strzyknęły, gdy mężczyzna w końcu wyprostował się na całą swą wysokość, oczy przestały się jarzyć gorączką, miast tego stając się chłodne niczym lód. Przejechał językiem po górnych zębach, zastanawiając się, jak do teraz rozwiązać. Pragnienie, by uciąć łeb lisicy nie zmalało, a wręcz nasiliło się, niemniej dodatkowe towarzystwo było w tym momencie problematyczne, tym bardziej, że chyba znał się z ich hersztem. Nie w ten dobry sposób. Raczej z ostatniego razu, gdy przyszedł tutaj w celu wywołania jakiejś bójki.
Tak. Zabił chyba kilku jego kumpli, chociaż sam wtedy nieźle oberwał, bez ponadprzeciętnej regeneracji prawdopodobnie nie wykaraskałby się z kłopotów. Cóż, w to miejscu przychodziło się po jedno – po chamską walkę, w której wszystkie chwyty były dozwolone. Raczej nikt tutaj specjalnej urazy nie trzymał, ale z całą pewnością został zapamiętany.
abr… tow… a… dzkę. – Mniej więcej tyle usłyszał ze słów wymordowanego, przez co odruchowo uniósł obie brwi, wpatrując się w niego z irytacją wymalowaną w niebieskich oczach.
Nie wiedział, że całe zdanie brzmiało "widzę, że zabrałeś towarzyszkę na schadzkę". Wtedy wyśmiałby go tym bardziej, a tak to pewnie tylko Azeria mogła pękać ze śmiechu. Skoro już mowa o tej przeklętej krupierce, to najwyraźniej przybycie takiej grupki również wybiło ją nieco z rytmu. Nie mógł się powstrzymać i puścił w jej stronę oczko, co było szyderczym gestem, tym bardziej biorąc pod uwagę słowa, które wypowiedział uliczny herszt, a które kompletnie nie zainteresowały tropiciela. Jak zacznie słyszeć, to zacznie.
Poruszył nadgarstkiem, wprawiając w leniwy ruch katanę, chociaż nie ruszał się na razie z tego niekomfortowego miejsca. Niekomfortowego, bo stał między Azerią, a wymordowanymi, a z pewnością nie chciał teraz robić za rycerza w białej zbroi, tym bardziej, że sam był zagrożony. Głowa go bolała, a jego ruchy były teraz znacznie mniej płynne, dlatego cofnął się w stronę ściany.
Jak dla mnie, to możecie się razem pobawić, ja popatrzę – rzucił, mając teraz w polu widzenia grupkę oraz swoją przeciwniczkę.
Mówił trochę głośniej, niż było potrzebne, ale to wynikało z tego, że ciężko było mu teraz „samemu się usłyszeć”. Nie miał zamiaru rejterować, jednak w tym stanie musiał być znacznie ostrożniejszy, przynajmniej dopóki nie skończą się efekty uboczne zastosowanej przez lisicę sztuczki. Pożogar wciąż trzymał się blisko jego nogi, natomiast on sam prychnął, widząc, jak herszt idzie w jego stronę.
Wolę się zabawić teraz z tobą, ale w międzyczasie panowie zajmą się damą – sam ton wypowiedzi był obmierzły, ale tropicielowi i tak nie robiło to różnicy, bo ponownie dotarły do niego tylko urywki, chociaż pewnie zachwyciłby się nad elokwencją typa spod ciemnej gwiazdy.
Chcąc nie chcąc, chyba musiał na chwilę odpuścić Azerii. Przy odrobinie szczęścia któryś wymordowany ją poturbuje, a tymczasem on wzruszył ramionami i ostrożnie zaczął krążyć wzdłuż przypominającego napakowanego byka nowego nieprzyjaciela. Aż trochę mu się Nine przypomniał, co za nostalgia. Gorzej, że czuł, że nieco się telepie na miękkich nogach.
Tymczasem z grupki odłączyła się dwójka, która ruszyła na lisicę.


"Białe KŁY połyskują zimno i czerwienią się przed świtem
I stal śpiewa czysto i jasno swą MELODIĘ o śmierci w bitwie"

Zaułek - Page 15 YWKFFFj

"UGRYŹĆ, by przebić skórę, demon stworzony z błyszczących kryształów
Opowiada o wiecznej wojnie i ziemi, która barwi się na CZERWONO..."


Chyży





Chyży
Opętany
GODNOŚĆ :
Kobayashi Hayate (fałszywa) | Nicca O’ Reilly


Powrót do góry Go down


Zaułek - Page 15 Empty Re: Zaułek

Pisanie by Azeria on 15/4/2019, 00:16
 Byłaby całkiem usatysfakcjonowana obecnym przebiegiem swojego starcia z tropicielem, gdyby przypadkowi gapie nie postanowili przerwać im zabawy. O ile potyczka jeden na jednego nie stanowiła dla Chiary większego kłopotu, tak już sam pies towarzyszący mężczyźnie uznawała za spory minus. Tym bardziej więc gromadzący się od strony ulicy niewielki tłum, ze strony którego spodziewała się w najlepszym razie bierności. Byłoby to jednak pobożne życzenie, zbyt śmiałe jak na warunki, w których na co dzień żyli. Ilość wrogów namnożyła się w zastraszającym tempie, należało więc działać, nim jakimś cudem się tego jeszcze więcej naschodzi.
 Autorowi chybionego spostrzeżenia posłała niezwykle wymowne spojrzenie, próbując przekazać mu, żeby może przestał zmuszać swoją ostatnią komórkę mózgową do zbyt wielkiego dla niej wysiłku. Każda rozsądnie myśląca istota zauważyłaby przecież, że facet pokroju Chyżego mógłby przytargać na schadzkę co najwyżej wpół wystygłe zwłoki. Założywszy, że nic by ich po drodze nie zjadło, a to też nie była taka prosta sprawa. Sama sugestia, że lisicę mogłoby z tym typem łączyć cokolwiek poza czystą niechęcią stanowił solidną obrazę, za którą jej autor powinien prędzej czy później zapłacić.
 Szybko wróciła wzrokiem do swojego pierwotnego oponenta, a choć filuterny gest przyprawiłby ją wkrótce o wrzenie krwi w żyłach, żaden mięsień nawet nie drgnął na już i tak wykrzywionej w grymas twarzy. Żaden to pożytek z posiadania ładnej buzi, kiedy okoliczności co rusz zmuszają cię do przybierania niezadowolonej miny! Niestety, tym razem żaden argument nie odwiódłby Adrichówny od udawania, że wszelkie prowokacje puszcza mimo uszu. Nawet jeśli miała jeszcze na tyle rozsądku, by nie rzucać się bezmyślnie z pięściami na każdego opryskliwego delikwenta, to narastającą irytację dało się wyczytać z każdego jej ruchu. Bez wątpienia lada moment straciłaby panowanie nad sobą i wróciła do otwartej walki przeciw tropicielowi, gdyby nieproszeni goście nie postanowili się przyłączyć.
O ironio, przemknęło jej przez głowę, gdy jeden z nowo przybyłych zdecydował o rozdzieleniu grupki i "zajęciu się" obojgiem wymordowanych na raz. Stawiało ich to w sytuacji niemalże sojuszniczej, sama myśl o czym przyprawiała Azerię o lekki refluks. Jej osobistym zdaniem najlepiej by było, gdyby tamci wykończyli się nawzajem; na razie jednak musiała szybko opracować plan działania, by nie polec niespodziewanie z ręki dwóch nieznajomych, którym przypadło w udziale zaatakowanie lisicy.
 Albo też próba zaatakowania.
 Nie zamierzała bowiem męczyć się bez potrzeby. Brakowało też w otoczeniu kogokolwiek, komu chciałaby oszczędzić swoich rewelacji. Tropiciel z pewnością odzyskiwał już słuch, z dziką satysfakcją przyjęłaby więc do wiadomości, że i na niego zadziała jej karta atutowa. A że nie powinno się zagrywać dwa razy w ten sam sposób? Absurd. Jeśli coś działa, należy z tego korzystać.
 Nie czekała, aż tamta dwójka znajdzie się zbyt blisko. Wystarczył jeden solidny wdech – nawet nie siliła się na ostrzeżenia – i kolejny krzyk przeciął powietrze, ostry i drażniący na wzór zatrutego oręża. Równocześnie uczyniła kilka niespiesznych kroków ku swoim przeciwnikom, którzy teraz starali się nie opuszczać gardy, ale równocześnie zakryć uszy i pokonać rozdzierający ból. Wystarczyło kilka sekund ich słabości, dosłownie moment. Mogli mieć przewagę w liczbie czy sile fizycznej, lisica jednak poruszała się od nich szybciej i zwinniej. Teraz, kiedy dodatkowo ogłuszeni walczyli z chęcią rozłupania czaszki o najbliższą ścianę, miała idealną szansę zrobienia z nimi porządku. Pierwszy padł wyjątkowo łatwo, drugi zdążył zebrać się do obrony. Udało mu się zostawić kolejną szramę na ramieniu wymordowanej, i on jednak przegrał ostatecznie.
 Podniosła wzrok z powalonego właśnie mężczyzny na resztkę jego towarzyszy, którzy przypatrywali się całej scenie z niedaleka. Oddychając ciężko, posłała grupce morderczo wściekłe spojrzenie.
 — Ktoś chętny na powtórką? — Na wpół warknęła, na wpół wycharczała. Tylko tyle zdołała jeszcze z siebie wydusić, bo po intensywnym użyciu głosu zdecydowanie potrzebowała chwili milczenia. Tego rzecz jasna nie musiała wcale wiedzieć tamta banda, durni gapie, co to nawet bić się porządnie nie umieją. Chyba, że ten wyszczekany typek pozwalał sobie na komentarze, bo umiał się potem obronić; to jednak miał rozstrzygnąć w starciu z pewnym równie upierdliwym tropicielem, które właśnie rozgrywało się tuż obok w wąskim zaułku.


— Are you the little spoon or the big spoon?
Babe, I'm a knife.
Azeria





Azeria
Opętana
GODNOŚĆ :
Chiara Orietta Adrich


Powrót do góry Go down


Zaułek - Page 15 Empty Re: Zaułek

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 15 z 16 Previous  1 ... 9 ... 14, 15, 16  Next

Powrót do góry