Ogłoszenia podręczne » KLIKNIJ WAĆPAN «
  • 04/11. Kolejne ogłoszenie dotyczące zmian. Rzuć okiem.
  • 03/11. Do 9 listopada, do godziny 22:00, należy uzupełnić temat z chronologią. Po ustalonym terminie moderator zacznie sprawdzanie.
  • 03/11. Do 12 listopada, do godziny 20:00, jest czas na wznowienie wątków z przeszłości i alternatywnych. Tematy, w których post nie pojawił się od miesiąca lub dłużej zostaną wrzucone do archiwum. W razie pytań: pisać do Rhetta na PW.
  • 02/11. Pojawiło się nowe ogłoszenie. Dotyczy zmian w regulaminie bilokacji oraz poszukiwań moderatorów. Zerknij.
  • 31/10. Zarzucono propozycją w dziale DOGS. Jak jesteś dobrym psiątkiem to wypowiedz się w temacie.
  • 31/10. Rozpoczęto dyskusję na temat eventów. Wrzuć swoje przemyślenia.

Strona 1 z 16 1, 2, 3 ... 8 ... 16  Next

Go down

Pisanie on 01.03.14 16:16  •  Zaułek Empty Zaułek
Zaułek
Zaułek VTkKVS4
Jest ciemny i brudny. Czają się tutaj najgorsze typy, które tylko oczekują na bezbronną ofiarę, by zaatakować. jest tutaj niebezpiecznie nie tylko w nocy, ale również w dzień. Nawet szczury nie wyściubiaj w tym miejscu swoich pyszczków, wiedząc, że w każdej chwili mogą skończyć jak czyjś posiłek.




Zaułek GbylG Śnieżyca. Wszędzie śniegi, a podobno miało zrobić się cieplej. Gdyby życie pogodynek zależało od Ailena, z miłą chęcią obciąłby im języki za takie perfidne kłamstwa. Co z tego, że to nie od nich zależała zmienność pogody. Przekazywanie błędnych informacji jest wręcz niewybaczalne, nieważne w jakiej formie. Wszystko może skutkować tragicznymi zdarzeniami, a Kot zdążył się o tym przekonać już nie raz i nie dwa. Ba, można by powiedzieć, że przekonuje się o tym właśnie teraz.
Zaułek GbylG Odkąd postanowił strzelić focha na swojego pana i więcej się mu na oczy nie pokazywać, wiodło mu się naprawdę źle. Jego nora przeciekała i zdawała się być jeszcze chłodniejsza, niż temperatura panująca na zewnątrz. Na dworze też trudno było gdziekolwiek odpocząć od mrozów, bo przecież wszędzie mamy jakąś pieprzoną Syberię, a śnieg co chwila sypie prosto w twarz. Ai nie spał porządnie już od naprawdę dawna i czuł się najzwyczajniej w świecie zmęczony. Dobrze wiedział, że jest osłabiony, więc nawet nie ryzykował ponownego przedzierania się przez mury. W Mieście-3 przynajmniej nie groziłaby mu śmierć z ręki wymordowanych szaleńców, ale gdyby broń boże wpakował się w jakieś bagno, związane z wojskowymi, to najzwyczajniej w świecie, nie miałby siły uciekać, a to jest jego jedynym atutem. Jest szybki i zdumiewająco dobry w spierdalaniu, ale bić się kompletnie nie potrafi, więc lepiej nie kusić losu i zostać na terenach Desperacji. Trudno stwierdzić czy był to błąd. Cóż, sądząc po tym, co się stało później najpewniej tak, ale przynajmniej wyszedł z tego incydentu żywy, co mogłoby się nie zdarzyć w styczności ze S.SPEC.
Zaułek GbylG W Desperacji liczy się wszystko. Choćby najmniejszy skrawek ziemi, najbardziej poobdzierane ubranie czy najsuchszy chleb jest tutaj na wagę złota. Słabszy ginie, silniejszy zwycięża. Ai doskonale o tym wiedział, więc dodatkowo trapiła go myśl, że jest łatwym celem jakiejś napaści. I słusznie go to nękało, bo oczywiście musiał zdarzyć się dzień, w którym nawet Kot przestał cwaniakować. Kompletnie wycieńczony, przemierzał sobie tereny Nowej Desperacji, co rusz wypatrując jakiegoś dogodnego miejsca do spoczynku. Przedzieranie się przez zaspy nie należało do rzeczy przyjemnych, szczególnie, gdy miało się tak krótkie nogi. Przemoczone ubranie bynajmniej nie podwyższało mu statyku komfortu, a nawet w znacznej mierze uniemożliwiało sprawne poruszanie się. Cud, że jeszcze nie zmarł z wyziębnięcia, choć trzeba przyznać, że momentami był naprawdę blisko. Gdyby kilka dni temu nie spotkał dwójki Aniołów, które jakoś doprowadziły go do ładu, dzisiaj mógłby już nie żyć.. choć inaczej. Mógłby już nie istnieć, bo żyć, to on już nie żyje od bardzo dawna. Tak czy siak zdołał wynaleźć skądś kawałek czegoś w miarę zjadliwego. Sam do końca nie pamiętał gdzie dokładnie znalazł sobie pożywienie, ale grunt, że chociaż trochę się posili. Przemierzał zaspy z kawałkiem jakiejś czerstwej bułki w ręce i… nagle upadł. Potknął się? Poślizgnął? A może w coś zaplątał? Nie. Ktoś, krótko mówiąc, przypierdolił mu drewnianym kijem w łeb. Jakim cudem nikogo za sobą nie usłyszał? Nie wiadomo. Tak czy siak.. aż go zamroczyło i padł lekko zdezorientowany na śnieg. Spróbował podnieść łeb do góry, by chociaż zobaczyć z kim ma do czynienia, jednak nim jego oczy dobrze wyostrzyłyby sobie obraz, dostał jeszcze raz.. i drugi.. i trzeci.. i czwarty… nawet głośny trzask w jego prawym przedramieniu, nie wzruszył oprawcy, bo ten, dalej bezlitośnie chlastał Ailena po ciele drewnianym kijem, aż ten całkowicie nie stracił przytomności. Smutne, Kurt nawet nie miał szansy się jakkolwiek wybronić. Oprawca w końcu odrzucił drewniany kij gdzieś na bok i zaczął bezceremonialnie zdejmować z czarnowłosego odzienie. Niestety, ku zawodzie wszelkich waszym perwersyjnym myślom, złodziejowi zależało tylko na kurtce Kota, jego szaliku, rękawiczkach, czapce.. i.. no, oczywiście na tej bułce. Okradł Ailena, zostawiając go w samym swetrze, spodniach i butach na mrozie, a żeby za bardzo chłopczyk nie rzucał się w oczy, oprawca dodatkowo zataszczył go do ciemnego zaułka i tam rzucił bezwiednie na śnieg, tak, że twarzyczka Kota była teraz wbita w biały puch, a on, niestety nie miał siły się odwrócić, choćby na bok.  Wszędzie było mnóstwo krwi, a Kot skończył z poobijaną buźką, złamaną ręką i.. no.. gwarantowanym przeziębieniem.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 02.03.14 2:08  •  Zaułek Empty Re: Zaułek
Nowa Desperacja, miejsce stworzone przez grupę osób, która stwierdziła, że próba postawienia miasta na nogi polepszy warunki. Cóż, wyglądało na to, że nic z tego. Wystarczyło rozejrzeć się dookoła, a właściwie nie dostrzegało się żadnej różnicy, prócz tej, że budynki były bardziej zadbane. Niemniej jednak, wieczorową porą, dookoła wciąż było ciemno, jak w dupie. Widoczność najwyraźniej nie była dostatecznie beznadziejna, więc matka natura znów postanowiła zrobić wszystkich w chuja i rozpętać śnieżycę. Płatki śniegu złośliwie próbowały wpadać do oczu każdego, kto miał tę nieprzyjemność, by znaleźć się na zewnątrz w taką pogodę. W dodatku nikomu nie przyszło na myśl, by pozbyć się nadmiernej ilości śniegu z ulic, które stworzono. Trudno było się temu dziwić, skoro jedynym dowodem na to, że okolica całkowicie nie wymarła, były ślady w białym puchu, w którym na każdym kroku grzęzły buty, co dodatkowo męczyło nogi. Tak, z pewnością znacznie lepiej byłoby teraz siedzieć pod własnym dachem niż szlajać się po ciemku po Desperacji, po której, mimo kiepskiej pogody, zawsze szwendały się niebezpieczne typy, gotowe do ataku. Jednak w tym wypadku powód do obaw znikał, gdy w gruncie rzeczy było się jednym z tych, którym lepiej wychodziło zadbanie o siebie. W przeciwnym wypadku nie przeżyliby tu tylu lat.
Ryan był tego idealnym przykładem.
Jedynym powodem, dla którego nie chciał już dłużej tu być, nie było to, że za chwilę mógł ściągnąć sobie na głowę jakiegoś Wymordowanego, a to, że miał już dość mrużenia oczu i odwracania głowy na bok wraz z każdym silniejszym podmuchem wiatru. Mężczyzna po raz kolejny musiał poprawić czarny szalik, który osłaniał połowę jego twarzy, chroniąc usta, policzki i nos przed mrozem. Co jakiś czas musiał też przytrzymać kaptur, który wiatr uparcie chciał zdmuchnąć mu z głowy, jakby była to świetna zabawa. Nic dziwnego, że wolał znaleźć się już otoczony czterema ścianami swojej sypialni, w której nie musiałby zmagać się z tak błahymi niedogodnościami.
Ciemnowłosy zwolnił krok, by zbadać spojrzeniem najbliższe otoczenie. Nie było łatwo, ale koniec końców wypatrzył jakąś uliczkę, która była jakąś alternatywą. Przynajmniej na trochę nie musiałby znosić wiatru wiejącego mu prosto w twarz. To całkiem logiczne, że od razu skierował tam swoje kroki. Gdy już znalazł się blisko, coś uderzyło go w ramię i zmusiło do natychmiastowego złapania równowagi. Z jego ust instynktownie wyrwało się niezadowolone prychnięcie, a źrenice zwęziły się nie zwracając dobrych intencji. nieznajomy, który na niego wpadł, właśnie zbierał swoje manatki z ziemi, by w akcie paniki jak najszybciej zmyć mu się z oczu. Mniej więcej tak zachowywał się człowiek, który miał coś na sumieniu. Srebrne oczy przyglądały mu się z niesmakiem, jednak mężczyzna nie powiedział ani słowa i zaraz poderwał się do biegu, by ominąć Jay'a. W całej tej sytuacji nie byłoby niczego dziwnego, gdyby nie fakt, że wcześniejsze niekontrolowane zderzenie, doprowadziło do tego, że czarny materiał znów zsunął się niżej, odsłaniając jego nos, do którego w momencie wdarł się znajomy zapach. Po osiemnastu latach naprawdę trudno było pomylić go z jakąkolwiek inną wonią. Chcąc nie chcąc, obejrzał się za uciekającym facetem, a osobiste zasady nakazały mu odpłacić się pięknym za nadobne, więc chwilę później nieznajomy znów musiał zbierać się z ziemi, po tym jak natrafił na jakąś przeszkodę i potknął się, spektakularnie wpadając twarzą w śnieg. Nie musiał wiedzieć o tym, że przeszkoda pojawiła się tam na życzenie szarookiego. Zapewne skończyłby gorzej, gdyby nie to, że Grimshaw'owi przyszło ruszyć dalej – właśnie ze względu na unoszący się w powietrzu zapach. Już nie zważając na zimno, nie umieścił szalika z powrotem na swoim nosie. Materiał, który przesiąknął delikatnie czekoladowym zapachem utrudniłby mu odnalezienie sługi. Ailen przez ten czas zapewne zapomniał, że świat był jednak bardzo mały, więc wcale nie tak łatwo mógł uciec (co z tego, że nawet nie był szukany – Opętany najwidoczniej przewidział, że sam się znajdzie). Trzeba było mu o tym przypomnieć, chociaż jego długa nieobecność wyraźnie świadczyła o tym, że nie chciał mieć z Ryanem do czynienia.
Przeszedł całą uliczkę, a znalazłszy się na nieco bardziej otwartej przestrzeni, skręcił w odpowiednim kierunku, polegając na swoich zmysłach. W niedługim odstępie czasowym, dostrzegł na śniegu ciemniejszą plamę, którą powoli przysypywały świeże płatki śniegu, które w zastraszającej ilości spadały z nieba. Szatyn zatrzymał się i zlokalizował resztę śladów. Przypominało to pieprzone podchody, ale zaułek, w który właśnie się wpatrywał wydawał się być jego punktem docelowym. Nie zawahał się ruszyć przed siebie i... bingo! Gdyby Kurt miał okazję zobaczyć się z tej perspektywy, z pewnością sam stwierdziłby, że wypadł żałośnie. Przypominał kolejnego śmiecia walającego się po ziemi lub jednego z tych zaćpanych dzieciaków, których nikt nie chciał ruszać, bo kontakt z dragami i tak wiązał się z tym, że nic już z nich nie będzie.
I to właśnie dzieje się z głupimi zwierzętami, co? ― rzucił ze zrezygnowaniem, jakby liczył na to, że Sullivan, mimo tak marnego położenia, wciąż może go usłyszeć. Rzeczywiście trudno było nie przyrównać go teraz do zwierzątka, które stwierdziło, że zwieje z domu ku przygodzie, a później przeżyło bliskie spotkanie z kołami jakiegoś pojazdu. Rzecz jasna, różnica tkwiła w tym, że Ai nie wpadł pod samochód, a wnętrzności nie wylewały się z niego, więc zawsze istniał cień szansy na to, że żył. Porażka – z tą myślą zakorzenioną w głowie, podszedł do chłopaka i przykucnął obok. Bezceremonialnie zacisnął palce na jego drobnym ramieniu i pewnym ruchem obrócił go na plecy, ściągając brwi w dość surowym wyrazie, gdy przyszło mu spoglądać na poobijaną twarz. Przysunął rękę do jego policzka i poklepał nią po nim w cucącym geście. Na razie potraktował go delikatnie. Na razie. Nie od dziś wiadomo, że od utraty cierpliwości każdego może dzielić cienka linia.



Zaułek Ryan2gif_qneespq
You see this face? This is my face of
NOT GIVING A SHIT.
                                         
Fucker
Rottweiler     Opętany
Fucker
Rottweiler     Opętany
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 02.03.14 19:38  •  Zaułek Empty Re: Zaułek
Zaułek GbylG Nie żeby coś, ale Ailen nie był wielkim pasjonatem zimowych zabaw w śniegu. Nawet kiedy faktycznie na jego koncie było zaledwie kilka lat życiowego doświadczenia, wolał przesiedzieć najgorsze mrozy w ciepłych, czterech kątach, nie wytykając nosa zza kołdry. Był dosyć żywiołowym dzieckiem, jednak kiedy w grę wchodziło nieprzyjemne uczucie chłodu, to nawet ono potrafiło zamrozić jego gorący entuzjazm. Zdecydowanie wolał cieplejsze pory roku, kiedy to mógł pograć z kolegami w piłkę, nie ryzykując przy tym porządnego wyjebania się na lodzie. Lata mijały, ba, zdążył już nawet zaliczyć jeden wiek życia, a zima dalej kojarzyło mu się tylko z katarem, zimnem i ogólnie bardzo nieprzyjemną sprawą. Cóż, dzisiejsza pogoda nie pomogła poprawić opinii tej biednej porze roku, a nawet zdążyła już ją nieźle popsuć, bo śnieżyca zdecydowanie zirytowała małego wymordowanego, siła wymuszając na nim przedzieranie się przez zaspy mniej-więcej takich samych rozmiarów, co on sam.. no, może to lekka przesada, ale w pewnym momencie śnieg spokojnie sięgał mu do pasa. Przemókł całkowicie, a jego mokra kurtka naprawdę na nim ciążyła. Cóż, pewien przyjemniaczek chyba zauważył, że Ailenowi jest z nią ciężko i postanowił ją sobie pożyczyć na wieczność, a żeby dodatkowo rozgrzać Kota, nieźle go poobijał. No, dzięki Ci Panie, że dałeś życie tak wspaniałomyślnym istotom, które bezinteresownie wyciągają pomocną dłoń… lub drewniany badyl.
Zaułek GbylG Kiedy tak leżał na wpół żywy w twarzą wbitą w lodowaty śnieg, miał całkiem sporo czasu, żeby pomyśleć. Ta, na ruszanie się nie miał siły to chociaż poćwiczy sobie ze swoim mózgiem i może pogada sam ze sobą w myślach. Tak czy siak wzięło go na rozmyślania. W sumie zawsze lubił posiedzieć sobie w ciszy tylko w swoim towarzystwie, więc wewnętrzny dialog nie był dla niego niczym dziwnym. Wyobrażał sobie jak by to było, gdyby jednak dalej przebywał u Ryana, swojego pana. Cóż z pewnością taka sytuacja jak te parę chwil temu nigdy nie miałaby miejsca. Mógłby teraz siedzieć sobie wygodnie na swoim własnym materacu w salonie szarookiego, mając gdzieś panującą za oknem pogodę, co jakiś czas urządzając sobie wędrówki do lodówki i szafki z ostatnimi resztkami pożywienia. Znając życie pewnie i tak później dostałby malutki ochrzan za wyjedzenie półrocznych zapasów i został zmuszony grzać kapcie do Miasta-3, żeby zwinąć drugie tyle jedzenia, ale przynajmniej nie byłby w tak opłakanym stanie przez bite.. dwa miesiące? Może więcej, może mniej. Czas trochę się dłuży, gdy spędza się go w takich warunkach jak Kot. Tak czy siak, gdyby jednak dalej był pod „opieką” Ryana, przynajmniej miałby siłę, żeby zwiać od takiego sobie kradzieja czerstwych bułek i pasjonata siniaczków, albo chociażby siłę, aby podnieść się po tym, gdy już dostał ten nieszczęsny wpierdol. A teraz… to co? Był takim chucherkiem, bo jadł naprawdę mało, dodatkowo osłabionym przez brak snu i poważnie wyziębionym. Szczególnie teraz. Mróz boleśnie szczypał go w policzki… no, całą twarz… kiedy to przyszło mu uwalić się na ziemi w pozie „wąchajmy śnieg”. Dodatkowo jego rany cholernie go piekły.
Zaułek GbylG Stan kota był po prostu tragiczny. Mały cały dygotał, gdy złodziej pozbawił go kurtki, szalika, a nawet rękawiczek zaiwanionych ojcu Verne. Jego skóra w miejscach, gdzie nie była rozdarta lub posiniaczona, miała intensywnie czerwoną barwę, spowodowaną podrażnieniem na szczypiące zimno. Cóż, golizna plus śnieg to nie jest zbyt dobre połączenie. Twarzyczka ucierpiała najbardziej, ponieważ bandyta uznał, że Ai jest brzydki albo zazdrościł mu pięknego pyszczka i postanowił go jego pozbawić. Nos miał.. no, może nie rozkwaszony jak wiśnia nadepnięta butem, ale z pewnością nie można powiedzieć, że nieźle się trzymał. Krew ciekła mu z obu dziurek i to tak intensywnie, że z łatwością zmieniała barwę śniegu, na którym leżał Kurt na intensywnie czerwoną. Co prawda nie tylko nos przyczyniał się do przeinaczania koloru białego puchu, bo wargę również miał rozciętą. Możliwe, że akurat to zrobił sobie sam własnymi kłami, gdy próbował je jakoś mocniej zacisnąć, chcąc przetrzymać okropne katusze. Poza tym miał brzydką ranę nad lewą brwią, a strużka krwi, która z niej ciekła, skutecznie zmusiła Ailena, aby akurat to jedno oko, cały czas trzymał zamknięte. Prawa ręka była złamana. Całkiem łatwo było się w tym połapać, bo leżała pod trochę dziwnych kątem, acz i tak mogło być w tym wypadku gorzej. Przynajmniej znikąd nie wystawała mu kość… no, chyba, że żebra, które cudem przetrwały w całości, ale Kot niestety naprawdę całkiem sporo stracił na wadze i najmniejsze wyprężenie, widocznie je uwydatniało. Poza tym.. Kot zmienia gatunek i zostaje psem. Te sinofioletowe plamki na całym ciele, przywodzą na myśl dalmatyńczyka.
Zaułek GbylG Z nosem wbitym w śniegu trochę trudno wyłapać jakiekolwiek zapachy. Zresztą, Ailenowi naprawdę było już wszystko jedno. Może umrze poprzez wykrwawienie się.. albo przez wyziębnięcie.. w sumie nie bał się, że zginie, bo.. może to przynajmniej sprawi, że przestanie go tak wszystko poważnie napieprzać? Tak czy siak już przymierzał się do ostatecznego odpłynięcia, kiedy to…
Zaułek GbylGAU.. K-KU...r-r..r. - … został złapany za ramię i to niestety to, będące częścią pogruchotanej ręki. Kurt motywowany nagłym impulsem bólu, natychmiastowo odzyskał wolę życia i walki. Był święcie przekonany, że wrócił po niego ten cholerny gnojek, który go w ten sposób urządził, więc zamachnął się lewą ręką i wykonał cios w kierunku Ryana. Cóż, Ailen cały dygotał, był przemarznięty jak nigdy, a na dodatek mało co widział, przez podrażnione oczy, więc jedyną krzywdą jaką mógł wyrządzić swojemu panu, było przeurocze, drobne zadrapanie na policzku, rodem po zabawie z jakimś kotkiem. Może i byłoby go stać na coś więcej, ale w tym momencie do jego nosa dotarł znajomy zapach i.. zamarł. Tak po prostu. Oczy miał mocno zaciśnięte i ani myślał je otwierać, a zdolność mówienia póki co zatracił. Za bardzo drżały mu wargi, by mógł wycisnąć z siebie jakiekolwiek słowo, więc póki co po prostu leżał tak w śniegu, tym razem na plecach, będąc święcie przekonanym, że tuż obok niego stoi największy skurwysyn, jakiego kiedykolwiek widział świat. I co było w tym takiego wyjątkowego? Ano właściwie to, że Ailen cholernie się z jego obecności teraz ucieszył. To nie tak, że nagle zaczął go darzyć bezwarunkową miłością. Dalej najchętniej wrzuciłby go do basenu z rekinami, ale przynajmniej teraz miał ten cień szansy, że Ryan choć w małym stopniu mu pomoże. Było mu cholernie głupio, wstyd i w ogóle bardzo źle… ale jebać to. Jest zimno. Boli. Chce jeść, a Ryan dodatkowo pachnie bardzo… pysznie.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 03.03.14 2:12  •  Zaułek Empty Re: Zaułek
Skłamałby, gdyby powiedział, że miło było go widzieć. I z całą pewnością vice versa, z tym, że to nie Ryan wyglądał jakby jeszcze niedawno złapano go za włosy i trzaskano jego twarzą o ścianę. Może była to lekka przesada, ale ilość krwi na poobijanej buźce chłopaka, która teraz nie prezentowała się obiecująco, sprawiala właśnie takie wrażenie. Ailen miał szczęście, że ciemnowłosy nie należał do osób, które bały się pobrudzić sobie ręce, bo w przeciwnym razie ani myślałby tknąć go gołymi rękami, a tak niefortunnie się złożyło, że rękawiczki, które miał na sobie jak zwykle ozbawione były dodatkowego materiału, który ochroniłby przed zimnem także jego palce. Wystarczyło, że wyjął dłonie z kieszeni, a już był w stanie odczuć dotkliwy chłód, który w późniejszym czasie najpewniej miał doprowadzić do drętwienia. Oczywiście Kurt mógł tylko cieszyć się z powodu tego, że od razu zafundowano mu zimny okład na twarz. Może nie do końca oczekiwał go właśnie w takiej postaci, ale to przynajmniej ochroniło go przed większymi obrzękami po uderzeniach. Jego twarz wyglądała już wystarczająco źle, a opuchlizna dodałaby do tego więcej nieprzyjemnego smaku. Szarooki widział już gorsze rzeczy, więc ten obraz nie wzbudzał w nim ani współczucia, ani chęci zwrócenia swojego obiadu, a także nie przyprawiał go o osłabienie. Widok sam w sobie nie był tu jakiś istotnym elementem – chodziło raczej o to, z kim miał do czynienia i jaki błąd popełnił ten ktoś. Jeżeli Sullivan sądził, że najgorsze było już za nim, obecność Jay'a z pewnością powinna wybić mu to z głowy.
Spojrzenie godne przypatrywaniu się wyjątkowo paskudnemu śmieciowi, właśnie wwiercało się w Kota, który pomimo osłabienia zareagował zbyt gwałtownie. Oczywiście to, że Opętany dorobił się drobnego uszkodzenia na swoim policzku także nie miało na to wpływu. W zasadzie było to po prostu żałosne posunięcie i nawet całkiem zrozumiałe, biorąc pod uwagę to, że jeszcze niedawno ktoś go zaatakował, a sądząc po tym, jak Chart wyglądał, na pewno nie skończyło się na jednym uderzeniu, co było równoznaczne z tym, że musiał się bronić i wciąż o tym pamiętał.
Skoro tak samo potraktowałeś swojego kolegę, to nic dziwnego, że zjebałeś. Próbuj dalej ― mruknął, a w jego słowach nie bez przyczyny pobrzmiewała nuta prowokacji. Właściwie wiedział, że Ai – przynajmniej na tę chwilę – podniósł na niego rękę pierwszy i ostatni raz. Gdyby zamachnął się w pełni świadomie, zapewne wkrótce musiałby znosić niemożność posługiwania się żadną z rąk, co mogłoby być dość kłopotliwe, a i dla Grimshaw'a pozostałby bezużyteczny na długi czas. Nie miał w zwyczaju trzymać przy sobie bezużytecznych rzeczy, więc istniało spore prawdopodobieństwo, że dobiłby go bez mrugnięcia okiem. I tak już teraz był wyłącznie darmozjadem.
Mężczyzna otarł skórę na twarzy wierzchem dłoni, uczuwszy jak drobne strużki zaczynały po niej spływać, a gdy tylko odsunął dłoń, po zadrapaniu nie było już najmniejszego śladu. Choć nie każdy był do tego zdolny, dla niego bycie martwym miało swoje profity – między innymi właśnie ten. Wystarczyło sobie wyobrazić, jak wkurwiająca była ta zdolność dla kogoś, kto za wszelką cenę chciał wyrządzić ci większą krzywdę albo po prostu pozbyć się ciebie całkowicie, a tu nagle okazywało się, że to wcale nie takie proste, zaś wbicie noża prosto w serce, wcale nie musiało wiązać się z tym, że za chwilę upadniesz na ziemię bardziej martwy niż wcześniej.
Nadal cieszył się z jego obecności?
Palce obu rąk zacisnęły się na ramionach drobnego wymordowanego, dzięki czemu Ryan swobodniej mógł podciągnąć go do siadu. W międzyczasie zbadał wzrokiem jego rękę, która teraz także nie prezentowała się za ciekawie i przy nagłej zmianie pozycji niewątpliwie mogła odezwać się bólem, jednak ten problem należał już tylko do Kurta, bo tak się składało, że szatyn czuł się świetnie. Czyli mniej więcej bez zmian, bo w jego przypadku trudno było definiować świetne samopoczucie, skoro jego mięśnie mimiczne najwyraźniej już dawno zatraciły jakieś trzy czwarte swoich umiejętności.
Wyglądasz jak ścierwo, ale na własne życzenie. Swoją drogą, nie przypominam sobie, żebyśmy poruszali temat tego, że twój dług został spłacony i możesz robić wszystko, co ci się tylko spodoba. Zdechniesz, gdy powiem ci, że masz zdechnąć ― jego głos brzmiał w tym momencie nad wyraz spokojnie, ale chyba właśnie to sprawiało, że temperatura zdawała się spaść o kilka stopni, jakby dookoła nie było już wystarczająco zimno. Przynajmniej na pewno mówił to na poważnie. Cały dług dotyczył właśnie tego, że życie kota znalazło się właśnie w jego rękach. Nieświadomy pakt z samym diabłem. W momencie, gdy wypowiadał te słowa, przesunął się za Ailen'a, przez co plecy chłopaka, zamiast przeżyć kolejne spotkanie ze śniegiem, tym razem mogły wesprzeć się właśnie o Jay'a, choć nie był to szczyt marzeń żadnej ze stron. ― Lepiej, żebyś miał cokolwiek do powiedzenia.Bo widzisz, ostatnim razem jeszcze nie skończyłem, dorzucił już jedynie w myślach i zsunął z szyi dość długi szalik. Bynajmniej nie zamierzał opleść nim szyi wymordowanego, o czym ten mógł się przekonać, gdy ciemnowłosy złapał go za złamaną rękę. Na razie nie zamierzał bawić się w nastawianie kości, co nie zmieniało faktu, że i tak przestał obchodzić się z nim delikatnie. Ustawiwszy jego przedramię w bardziej dogodnej pozycji, przeciągnął czarny materiał pod nim, by przynajmniej prowizorycznie ustabilizować kość i zapleść końce szalika na karku Sullivan'a. Okazywało się, że wartość długu stale rosła, choć jego służący wcale nie prosił się o pomoc, jednak prawdopodobnie wcale nie chciał tutaj zdechnąć, a rozwiązanie, które w swoim scenariuszu zawierało właśnie Dobermana, okazywało się być jedynym rozwiązaniem, które zrealizowane zostałoby, zanim skończyłby jako mrożonka.
Los to prawdziwy skurwiel.



Zaułek Ryan2gif_qneespq
You see this face? This is my face of
NOT GIVING A SHIT.
                                         
Fucker
Rottweiler     Opętany
Fucker
Rottweiler     Opętany
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 03.03.14 20:31  •  Zaułek Empty Re: Zaułek
Zaułek GbylG Służenie komuś takiemu jak szarooki z pewnością nie należało do rzeczy, zaliczających się do tych z rzędu miłych i przyjemnych. Był po prostu okropny i to w najlżejszym słowie, jakim można go określić. Nie posiadał czegoś takiego jak współczucie, nie był zbyt taktowny, a na dodatek w ogólnie nie liczył się ze zdaniem innych ludzi, a słysząc sprzeciw, no.. sprawiał, że od razu milknął. I jeszcze ten jego brak mimiki. Kurt w pierwszych latach swojej służby u Ryana czułby się zdecydowanie lepiej, gdyby jego pan jakoś wyraźniej okazywał chociażby ten głupi gniew. Smutek i radość ostatecznie może mu odpuścić, ale to takie nienaturalne, gdy cały czas ma się tą samą grobową minę. Przecież nawet Ai, który nie za specjalnie lubi się spoufalać, czasami się krzywo uśmiechnie. Jay wielu przeraża, chwilami nawet Kot traci na swojej pewności siebie, jednak po tych osiemnastu latach przebywania ze skurwielem, trochę się do jego stylu bycia przyzwyczaił. Nie sika od razu w gacie, gdy czuje, że Grimshaw jest nim niezadowolony i jakoś nie za specjalnie bierze sobie do serca jego wszelkiego rodzaju uwagi, często wypowiada z irytującą powagą. Fakt, zdarzają się chwile kiedy nawet mniejszy wymordowany wymięka, jednak zawsze musi to być napędzane przez jakiś dodatkowy impuls. Na przykład wtedy w domu Ryana, kiedy to został przez niego przyłapany na spaniu w jego łóżku, raczej nie zachowywałby się tak żałośnie, gdyby nie fakt, że Jay robił rzeczy, których Kot w ogóle się po nim nie spodziewał. Czarnowłosy nie lubił takiego nagłego dotyku, szczególnie, że był on oddawany zimną jak lód łapą. Cóż, gdyby tamta sytuacja nie wydawała mu się taka dziwaczna, może nie zareagował by tak piskliwie i nie uciekł z jego domu, co finalnie skutkowało sytuacją, która ma miejsce w tej chwili. Kto by pomyślał, że wytrzymując molestowanie, uchroniłby się przed poważnym uszkodzeniem ciała i kradzieżą jedzenia.
Zaułek GbylG Jak ktoś chce się poczuć jak Ailen w tym momencie, to niech rozbierze się do naga i wpakuje swoje szanowne cztery litery do zamrażalki. Nawet wściekle wibrujący telefon, sygnalizujący o nowej wiadomości, drżał mniej intensywnie, niż teraz przemarznięty Kot. Jego ciało rozpaczliwie próbowało wytworzyć choćby najlichszą energię, zdolną go rozgrzać, poprzez mocne dygotanie. Wbrew ogólnemu stwierdzeniu, że raczej należy utożsamiać go z mruczkiem, wyglądał teraz jak trzęsąca się chihuahua. No, a na dodatek niczego nie widział, bo powieki w dalszym stopniu miał silnie zaciśnięte. Śnieg, który dostał mu się do oczu, nieprzyjemnie je podrażnił, więc Ai nie miał najmniej ochoty, wymuszać na nich dodatkowy wysiłek. Zresztą widok mordy Ryana pewnie by go jakoś szczególnie nie ucieszył. Chartowi wystarczy świadomość, że szarooki jest tuż obok. Nie musi się dodatkowo upewniać. On to wie. Przecież go czuje.. i bynajmniej nie chodzi tu już tylko o zapach. Ręce Ryana zacisnęły się na jego ramionach i podciągnęły go do siadu, skutkując wyraźnym grymasem bólu na twarzy Kurta. Grunt, że tym razem nie zamierzał uderzyć swojego pana po raz drugi. Oczywiście go korciło. Na dobrą sprawę korciło go od jebanych osiemnastu lat, ale przecież należy znać swoje miejsce, prawda? Miejsce Ai’a było przy lodówce, a żeby nie utrudniać sobie do niej drogi, lepiej na nikogo pokroju Ryana nie podnosić ręki.
Zaułek GbylG Tak bardzo chciał mu teraz odszczekać. Walnąć szczerością po ryju i być dalej sobą, ale w obecnym stanie, jedynym co mógł z siebie wykrzesać było tylko ciężkie, drżące westchnięcie, upewniające szarookiego w fakcie, że jego sługa dalej jeszcze żyje. A co się za tym kryło? Jasne. Następnym razem jak ktoś będzie chciał mnie pochlastać kijem po twarzy, to najpierw do Ciebie zadzwonię i spytam się, czy mogę kurwa umrzeć. Oparcie w postaci Ryana było mimo wszystko zdecydowanie przyjemniejsze, niż lodowaty biały puch, którego Ai miał serdecznie dość jak na dzisiejszy dzień. Jay był taki ciepły w porównaniu ze śniegiem, że Chart ani myślał pokazywać z tego powodu niezadowolenie. Owszem, wolałby aby to był ktoś inny, ale lepszy wróbelek w garści, niż gołąb na dachu, prawda? Niech się w ogóle cieszy, że ktokolwiek ma ochotę go uratować przed zamarznięciem. Oczywiście, że mam. Jestem głodny. Zimno mi. Chcę spać. Boli mnie ręka, głowa mnie napieprza… Ailen zmusił się do rozchylenia jednej powieki, choć było to dosyć trudne, gdy uniemożliwiały Ci to drobinki lodu i zaschnięta krew, ale koniec końców dało się zauważyć półprzytomne, mętne spojrzenie Kota i błysk jego brązowego ślepia. Drugie oko wolał zostawić zamknięte. Powolnie odchylił łeb do tyłu i zerknął na niego z dołu, opierając się samym czubkiem głowy o jego klatkę piersiową.
Zaułek GbylGCz-cześć..ć... – mruknął słabo i natychmiast zamknął otwarte oko, powracając do stanu trzęsącej się galaretki. Nie chciało mu się mówić. Szczęka drżała mu jak szalona, ból stawał się naprawdę drażniący, a sam Ai czuł, że zaraz odleci… dlatego też nie sprzeciwiał się wszelkim zabiegom Ryana przy jego ręce, bo póki co, nie sprawiał mu on aż tyle bólu.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 05.03.14 15:38  •  Zaułek Empty Re: Zaułek
Jedyną zrezygnowaną osobą w tym towarzystwie powinien być właśnie Ryan. Zresztą nawet tego nie ukrywał, choć fakt, że Ailen znów wpakował się w kłopoty nie był niczym nowym. Równie dobrze mógł zostawić go tutaj na pastwę losu mrozu, który prędzej czy później wykończyłby jego i tak już osłabiony organizm, który nie radziłby sobie z wytwarzaniem takiej ilości energii, by ochronić się przed utratą całego ciepła. Już teraz musiało być wystarczająco źle. Teraz mógł jedynie wyobrazić sobie, jak sine musiały być wargi jego sługi, choć w ciemnościach, przez obfitą śnieżycę oraz krew na jego ustach, trudno było mu to zauważyć. Nawet jeśli doszłoby do tego, bez wątpienia nie wykrzesałby z siebie ani grama współczucia, a całe zajście, które miało miejsce, i tak było w jakimś stopniu winą Sullivana. W końcu przeważnie żył w przekonaniu, że przed wszystkimi uda mu się spieprzyć, ale w takich warunkach jego krótkie nóżki najwyraźniej sobie nie radziły. Rozczarowujące. Pytanie tylko: dla kogo bardziej? W gruncie rzeczy kot coraz bardziej wydawał się być ciemnowłosemu bezużyteczny, czasami naprawdę nie rozumiał, dlaczego jeszcze pozwalał mu przebywać w swoim towarzystwie i dlaczego wciąż udostępniał temu smarkaczowi swój własny kąt. Im więcej błędów popełniał, tym jego los zaczynał wisieć na coraz cieńszym włosku, który lada chwila mógł po prostu pęknąć. Bo jak to tak? Pan musi częściej udzielać pomocy słudze niż sługa panu? Taka zależność nie powinna na tym polegać, chociaż – fakt faktem – młodszy wymordowany mógł przydać się mu tylko do najbanalniejszych czynności, biorąc pod uwagę tak, że znaczną przewagę fizyczną (psychiczną zresztą też) miał właśnie Jay, który i tak nie liczył na to, że jakiś kurduplowaty gnojek kiedykolwiek uratuje mu życie, a co więcej – po prostu tego nie chciał.
Mężczyzna zgromił Kurta spojrzeniem, gdy ten wreszcie raczył przemówić. „Cześć”? Tak po prostu? Aktualnie wszystko wskazywało na to, że nie oczekiwał wystękanego powitania. To oczywiste, że trudno dogadać się z kimś półprzytomnym, ale skoro jego rozmowność miała poprzestać na tym, to znacznie lepiej, żeby udawał, że w ogóle nie potrafi wydusić z siebie słowa. Pokręciwszy głową, zacieśnił supeł z szalika na jego karku, po czym upewnił się, że prowizoryczny stabilizator trzyma się jak należy, co znów mogło przyprawić Ai'a o niewielką falę bólu.
Ostatni raz ― zaznaczył, choć te słowa rozbrzmiały tak cicho, że Chart miał pełne prawo tego nie usłyszeć. W dodatku w tym samym momencie, silniejszy wiatr, który na złość dmuchnął w ich stronę, zmusił szarookiego do chwilowego zaciśnięcia powiek i opuszczenia głowy. Zaraz po tym zaklął pod nosem niezadowolony, a świadomość tego, że do jego domu zostało jeszcze trochę drogi, tylko pogarszała sytuację. Mistrz chujowego pocieszenia rzekł kiedyś: „Bywało gorzej”, ale trudno uwierzyć, że w takich chwilach ktokolwiek chciał jeszcze wspominać o swoich większych porażkach.
Wypuściwszy powietrze ustami wraz z obłoczkiem pary, wsunął przedramię pod kolana czarnowłosego, zaś drugą ręką objął go w pasie, pewnie zaciskając palce na jego boku. Nie minęła chwila, a Ailen całkowicie oderwał się od śniegu, uniesiony bez większego trudu przez ciemnowłosego, któremu i tak nie pozostało już nic innego, jak tylko zabrać go z tego pieprzonego zaułka.
    z/t + Ailen.



Zaułek Ryan2gif_qneespq
You see this face? This is my face of
NOT GIVING A SHIT.
                                         
Fucker
Rottweiler     Opętany
Fucker
Rottweiler     Opętany
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 26.03.14 21:51  •  Zaułek Empty Re: Zaułek
Drzemka. Teraz tylko tego jej brakowało do szczęścia. Koszmarna zima w końcu odeszła pozostawiając za sobą ślad w postaci topniejącego śniegu. Inu w końcu mogła wybrać się na dłuższą przechadzkę by zdobyć choć trochę pożywienia. Coś tam znalazła, jednak nie było to zbyt treściwe jedzenie. Bez marudzenia wróciła do miasta aby znaleźć jakiś kąt gdyż wiatr przeszywał ją aż do szpiku kości. Jej futro jednak dawało wspaniałą osłonę więc nie czuła zimna, bardziej irytował ją sam fakt wichury. Zaszyła się w ciemnym zaułku, w którym przywitał ją chudy wilczur merdając ogonem. Inu zastrzygła uszami w powitaniu i ułożyła się w pobliskim kącie zwijając się w kłębek obok jej czworonożnego pupila. Razem zawsze było cieplej no i raźniej podczas smutniejszych i cięższych dni, które nie były czymś nadzwyczajnym w teraźniejszym świecie.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 27.03.14 7:43  •  Zaułek Empty Re: Zaułek
Krok, za krokiem, po jakże nużącej go krainie, którą zwykł nazywać niedalekim domem, wszak stawiał je pewnie, to jednak z każdym wahał się w głowie. Co też może się stać, za sekundę lub i dwie. Często miał wiele spraw w głowie, często myślał o jednym i drugim, lecz dzisiaj? Dzisiaj szukał sobie jedzenia. Chwila... Przecież jeśli chce to niedaleko jest tutaj bar, czyż nie? Więc coś innego przykuwało uwagę przez ostatni czas niż jakiś tam bar... Była to dziewczyna, nieznajoma, lecz wyglądająca na przydatną. Pochodząca z innego gatunku niż on sam. Niemniej jednak po co samotnikowi jakaś baba? Można zadawać sobie to pytanie za każdym razem i wraz z nim nadchodzi inna odpowiedź. A więc szkoda czasu na odpowiedzi, przejdźmy do rzeczywistości. Kolejne kroki, gdzieś w tłumie, idzie przed siebie, dobrze widzi swoją zdobycz, niemniej jednak waha się wielce, czemu? Otóż, niespecjalnie miał do czynienia w byciu w grupie, a jeżeli takowa była... Na małą krótką chwilę.
Yoshi dotarł do zaułka zaraz za nią, ta być może nie wiedziała, być może byłą zbyt zmęczona czasem i wysiłkiem, to jednak musiała zrobić jedną rzecz by przetrwać. Podszedł do niej właśnie on, z brakiem jakiejkolwiek emocji na twarzy. -Jooooł. Słyszałem, że lisy dobrze smakują, a Ty? Huh...-uśmiechnął się w jej stronę i przysiadł naprzeciw. Jego uwagę przykuło jakże urocze widowisko, kiedy to jak z bajki dla dzieci wzięte, lisek i piesek przyjaciele! Mimo, iż bajki w tym świecie o potworach, to on jakże dumny z siebie zaczął dziwną rozmowę. -Aaaaaa, wiesz... Jakby co jestem Yoshi.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 27.03.14 15:10  •  Zaułek Empty Re: Zaułek
Chciała iść spać, pragnęła jedynie odpoczynku z dala od reszty świata w tymże obskurnym zaułku. Marzyła o tym by ułożyć się na zimnej ziemi, okryć miękkim ogonem z oblepioną sierścią i oderwać się od codziennego koszmaru. Jej chęci jednak nie mogły się spełnić gdyż ktoś chciał zakłócić rutynę jej nużącego dnia. Podskoczyła w miejscu słysząc czyiś głos, po jej plecach przeszedł dreszcz jakby była łaskotana lekkim piórkiem. Odbiła się od ziemi i przywarła z hukiem plecami do ściany mierząc wzrokiem nieznajomego. Jej psina wyczuwszy obcego zniżyła mizerny łeb i nastroszyła krezę, ukazała rząd dość ostrych kłów. Ta dwójka została nieźle zaskoczona.
Inu syknęła kiedy tylko się poruszył by przysiąść na jakiejś brudnej rzeczy, spięła się i rozszczepiła swoje palce prezentując swoje ostre pazury. Jej niewielkie czarne uszy ułożyły się płasko wtapiając się kolorem w odcień długich włosów. Można by powiedzieć że w taki sposób wyglądała całkiem jak człowiek nie licząc niewielkich szczegółów.
Czerwonowłosy wymówił swoje imię, dziewczyna przechyliła głowę bacznie się przyglądając nieznajomemu. Wyciągnęła niepewnie łeb i zaczęła węszyć. Skupiła się na tym całkowicie, chciała poznać z kim ma do czynienia.
- Tutejszy...? - Stwierdziła niepewnie gdyż nie wiedziała czy ten człowiek należy do jakiegoś zgromadzenia. Pachniał jednak Desperacją...
- Jestem Inu - Rzekła cicho niczym szelest skrzydeł motyla. Rozluźniła się lecz nadal zachowywała maksymalną odległość przylegając płasko do ściany, jej uszy niepewnie ustawiły się na sztorc. Jej psina również się nieco rozluźniła, lecz na jej pysku nadal pozostały groźne zmarszczki.
- Kim jesteś? - Podstawowe pytanie w tymże świecie. Nikogo nie obchodził wiek, płeć czy też hobby. Liczyło się przetrwanie, a do tego niezbędna była wiedza o otaczającym świecie i o naturalnych wrogach, których należało unikać.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 27.03.14 16:02  •  Zaułek Empty Re: Zaułek
Siedział sobie na ziemi, chodź doszło do niego, że chyba usiadł w kałuży, lekko się skrzywił. Spojrzał tylko zza plecy i skomentował pod nosem. -No kurwa...-lekko zmoczony płaszczyk w okolicach dupska go irytował, no ale nie miał jednak co zrobić. Przekręcił znów łeb w stronę poznanej dopiero co dziewczyny, zdawało mu się, że ją gdzieś kojarzył, a zwłaszcza jej zwierzęcą postać. Była bardzo charakterystyczna, gdyż nie widział nigdzie innej podobnego stwora, a co dopiero o węglanym umaszczeniu.
Lustrował ją swym szkarłatnym wzrokiem, dumał czy na pewno ją kojarzy. -Mhm, no na bank! Widziałem to gdzieś! Tylko kurwa nie wiem gdzie... Szlag by to trafił. Pewnie był to czas kiedy straciłem skrawek pamięci. Kurwa... Albo może i nawet nie? Może mi się coś popierdoliło? Albo teraz właśnie wariuje już? Aaaaaaaaaaaa...! Ogarnij się!-potrząsnął łbem i spojrzał na psiaka. Jego jednak, albo ją niespecjalnie kojarzy, chodź kto wie... Jego białe kły wyszły na świat, a usta rozwarły się. -Ja? Kim ja jestem? W sumie dobre pytanie... Bo sam nie wiem. Chyba nikim nadzwyczajnym i chyba tylko zawracam Ci dupę.-wtedy wstał na równe nogi, poprawił plecak i ściągnął z siebie płaszcz. W mgnieniu oka przewiesił sobie na pasie. Wtem stwór mógł ujrzeć wielce potężną warstwę białych bandaży. Rozciągały się prawie przez całą rękę. Dla niektórych wyglądało to epicko, zaś dla drugich patrzących na niego jak na kalekę który nie umie o siebie zadbać. Cóż, tak to już bywało na tym świecie, że jedni są cali, zaś drugi chodzi z mechaniczną ręką, chodź dobrze, że to ręka, a nie coś innego, heh... Tak czy inaczej, stanął dumnie wyprostowany naprzeciw Inu. Płaszcz dumnie przyozdabiał jego nogi, delikatnie podskakiwał na wietrze, a wraz w jego rytmie muskały go po policzkach włosy.
-Hmm, a Ty mieszkasz tutaj? Turysta może? To znaczy turystka. A w ogóle, to przypominasz mi kogoś i za chuja nie wiem kogo. -niespecjalnie miał nadzieję, że ta go rozpozna czy coś, gdyż to pierwsza zapytała kim, że on jest.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 27.03.14 18:29  •  Zaułek Empty Re: Zaułek
Czuła się znacznie bezpieczniej kiedy tylko znalazł się na ziemi, miała stąd na niego oko w razie gdyby chciał zrobić jakąkolwiek krzywdę. Lustrowała go tak jak on ją. Patrzył na nią przeszywającym wzrokiem co było peszące więc przestała mu się tak przyglądać. Momentalnie nadstawiła uszów kiedy padła odpowiedź z jego ust. Skrzywiła się. Oczekiwała jaśniejszej odpowiedzi chociaż można było się domyślić, że czerwonowłosy nie pracował dla władzy. Odetchnęła głęboko z ulgą. Nie śledził jej więc ani nie planował jej zabójstwa. Mimo upewnienia się co do sytuacji, ponownie przylgnęła do ściany kiedy tylko Yoshi się podniósł. Wydawał się groźny lecz wyróżniał się wśród innych kolorem włosów. Z pewnością nie mógł być nikim od władz, po prostu na takiego nie wyglądał. Był również intrygujący, niecodziennie spotyka się takie niepokorne osobistości.
Nieznajomy zdjął swój płaszcz, przewiesił go nonszalancko przez ramię ukazując swoją całą posturę. Inu przejechała wzrokiem po jego ciele, zwróciła uwagę na jego bandaże. Zastanawiała się czy pod nimi kryją się rany od niebezpiecznych walk, czy też są one dla ozdoby. Przeszył ją dreszcz spowodowany napierającą siłą czerwonowłosego. Dawno nie widziała takiej osoby w tych rejonach, z reguły przeważały tutaj wychudłe osoby z brakiem sensu życia w oczach. Inu spoglądała z przejęciem na Yoshiego jakby ten miał zaraz zniknąć niczym krótki i zapomniany sen.
Z jej myśli wyrwał ją jego głos. Drgnęła lecz szybko się rozluźniła nie chcąc pokazać aż takiego strachu.
- Jestem tutejsza, mieszkam tu. I pierwszy raz widzę kogoś....takiego jak ty - Zaczęła niepewnie. Starała się odkryć sekret jego siły i witalności, była ciekawa jego ścieżki którą podróżował. Pchała ją dziwna ciekawość, chłopak był jak magnez który z niewiadomych przyczyn ją przyciągał jakby już kiedyś byli jedną całością mimo iż byli tacy różni.
- Co ty robisz w takim miejscu jak to? Czegoś szukasz? - Przechyliła łeb marszcząc brwi. Dlaczego ktoś taki odwiedzał taką dziurę jak Desperacja? Zdziwiła ją również wzmianka na temat podobieństwa jej do kogoś.
- Ty mi nie przypominasz nikogo, nie znam cię. Jednak...instynkt mi mówi co innego. Jakoś tak...intrygująco pachniesz - Skrzywiła się. Może to właśnie przez jego osobliwy zapach, który wydawał się jej kojący?
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie   •  Zaułek Empty Re: Zaułek
                                         
Sponsored content
 
 
 


Powrót do góry Go down

Strona 1 z 16 1, 2, 3 ... 8 ... 16  Next

 
Nie możesz odpowiadać w tematach