Strona 1 z 2 1, 2  Next

Go down


Łyse pole

Pisanie by Raja on Sro Mar 13, 2019 9:17 pm
Niezagospodarowana polna część bractwa, wystawiona przez większość roku na najbardziej zabójcze właściwości słońca. Idealna baza pod budynki, pozbawiona jednak nadmiaru żyznej ziemi jest nieopłacalna w kwestii uprawnej, więc leży i czeka na swój dzień.


-
głos
#C98C63
-
Raja





Raja
Opętana
GODNOŚĆ :
Madhuvanthi Bhosle


Powrót do góry Go down


Re: Łyse pole

Pisanie by Raja on Sro Mar 13, 2019 10:04 pm
Desperacja nie zna takiego słowa jak litość, biedna Madhuvanthi powinna o tym wiedzieć już od dawna, tułając się po tej łysej, nieskalanej życiem ziemi od ponad trzystu lat. Nie starcza jej już miejsca na notatniki, które i tak zapełnia bardzo oszczędnie i drobno, nie chcąc marnować ani papieru, ani tuszu, na którego brak tak mocno cierpi. Robienie go z ciemnych owoców nie daje tak zadowalających efektów, ściera się i znika, podobnie jak każde wczesne wspomnienie na tym padole łez. Życia nie ułatwia niedobór zwierzyny, więc łapać trzeba wszystko, co popadnie, od byle robaka czy szczura, aż po to, co tak naprawdę bardziej zbliżone jest do człowieka, niż zwierzęcia w swoim duchowym pojęciu. Tylko skąd wiedzieć, kiedy ludzka dusza osadzona jest w tak niewdzięcznym ciele? Kiedyś to mogło zajmować głowę biednej kobiety, ale odkąd tę opanował głód, moralne zagwozdki przestały mieć jakiekolwiek znaczenie. Taka dola kogoś, kto zdecydował się na pełną samotność, przekonany o tym, że poradzi sobie ze wszystkim.
Tak też by było do pewnego momentu, z naturalnymi dla podobnej sytuacji spadkami i wzrostami, gdy czasem brakło śliny w ustach, a żołądek zapełniony był niczym więcej niż tylko piaskiem, a innymi dniami pozwolić sobie było można na kuchenną finezję i przyozdobić złapanego królika garścią słodkich jagód i suchych przypraw.
Trudno jednak zapewnić sobie pożywienie w sytuacji, gdy i ty, i twój wierzchowiec jesteście na skraju mentalnego i fizycznego wycieńczenia. Nie było z kim nawet pohandlować za garść jedzenia, robaki schowały się pod ziemią, a wolna zwierzyna stała się zbyt niebezpiecznym przeciwnikiem.
Nie miała nawet serca zmuszać swojego konia do tego, by niósł więcej, niż musi. Tobołki i tak wypchane były po brzegi tym, co do końca nie było jej potrzebne, ale wiedziała, że kiedyś się przyda. Zawsze się przydaje, co? Wolała iść obok swojego wierzchowca, aniżeli rezygnować z czegokolwiek, co zostało przez nią zebrane. Nie było tak ważnym, że całe ramię było zakrwawione, niedawno jeszcze poszarpane przez pozbawionego zmysłów wymordowanego, podobnie z przeciwległym udem i fragmentem biodra. Plusem tego wszystkiego przynajmniej jest to, że się już niczym nie zarazi, prawda?
O Bractwie usłyszała przypadkiem i nigdy nie rozważała dołączenia, ale taka sytuacja nie dawała jej wyjścia. Poprosi o odrobinę pomocy, odrobinę jedzenia, wymieni się za to, co ma ze sobą i się rozstaną - taki właśnie ma w głowie plan, na który, jest nadzieja, że Bractwo przystanie. Przecież ma opinię pacyfistycznego, gotowego do pomocy i przyjęcia kogokolwiek... czemu nie skorzystać, gdy jest się w okolicy? Postanowiła więc targać siebie wraz z Łajzą przez wypłowiałe pola, słaniając się na nogach, z zaschniętą krwią w kącikach ust. Zdawało się, że już widzi wejście, zarys góry staje się coraz wyraźniejszy... Ale czy dojdzie tam o własnych siłach?
Przydałaby się czyjaś pomoc już tutaj.


-
głos
#C98C63
-
Raja





Raja
Opętana
GODNOŚĆ :
Madhuvanthi Bhosle


Powrót do góry Go down


Re: Łyse pole

Pisanie by Maria on Sro Mar 13, 2019 10:33 pm
Ceniła sobie chwile spokoju. Momenty podczas których mogła skupić się na swoich zmysłach, zwykle świeżo po drzemce czy biegu, czymkolwiek na tyle odświeżającym, by mogło pomóc utrzymać się jej w pionie przez dłużej niż parę minut. Mogła wbić mętne spojrzenie w coś daleko w oddali, skupić się na umiarowieniu oddechu. Wdech przez nos, zaciągając się wszystkim, co otaczało dziewczynę, każdym osobnym zapachem, rozróżniając pojedynczo z całej tej suchej mieszanki. Tak jak wiedziała, co kucharze planują na obiad, jaki lek przygotowuje dzisiaj zielarz, tak teraz przewidziała przybycie dziewczyny. Poinformował ją wiatr przywiewający z północy, bawiąc się włosami blondynki, jakby chciał skupić na sobie jej uwagę jak dumny z wykonanego zadania posłaniec.
Najpierw dotarł do niej ciężki końskiej sierści, by po chwili zmieszać się z tym metalicznym krwi. Były najwyraźniejsze. Zrobiła powolny wydech i zaciągnęła się raz jeszcze, wypełniając płuca powietrzem. Przymknęła na moment oczy. Zdecydowanie poczuła krew. Ludzki pot? Zmarszczyła lekko nos, podnosząc się powoli z ziemi. Otrzepała dłonie z piasku, poprawiła zakurzoną spódnicę na biodrach. Nastawiła puchate uszy. Zmrużyła oczy, chcąc w razie czego jak najszybciej wyłapać krwawiącą postać na horyzoncie.
Nie musiała długo czekać. Może gdyby wzrok rysia był trochę lepszy, udałoby jej się to znacznie szybciej. Dwie sylwetki, jedna końska, druga ludzka, objawiły się dziewczynie na tle wypłowiałego pola. Oblizała zęby, może nerwowo. Stanęła w miejscu, obejrzała się za siebie, gdyby przypadkiem ktoś miał zamiar też wyjść przybyłej na spotkanie. Czego się spodziewała? Czujki z tego miejsca jeszcze nie mogły jej zauważyć.
W miarę zbliżania się postaci do dziewczyny, zaczynała rozróżniać coraz więcej szczegółów. Była wysoka. Zdecydowanie wyższa od Marii. Nie umiała ocenić płci przez materiał, którym ta nakryła głowę. Ryś wciąż mrużyła oczy, dokładnie tak jak robią to osoby z niewygodną przeszkodą w postaci wady wzroku. W końcu jednak uniesie jedną rękę w geście, który miał przybysza zatrzymać.
- Stań w miejscu i zdejmij chustę. Przedstaw się - odezwała się głośno, używając japońskiego. Wiedziała, że to nierozsądne, stając twarzą w twarz z kimś nowym. Powinna od razu zawołać kogoś z księżyca, kogokolwiek uzbrojonego, kto mógł ją wesprzeć, ale... Ten przykry, metaliczny zapach sam poprowadził jej bose stopy na spotkanie.
Maria





Maria
Oświecona       Opętana
GODNOŚĆ :
Maria


Powrót do góry Go down


Re: Łyse pole

Pisanie by Raja on Sro Mar 13, 2019 10:50 pm
Nie zauważyła niewielkiej postaci od razu, bardziej skupiona na tym, co widzi na horyzoncie, na nadziei, która miała przyjść w postaci innych ludzi. Szczyt góry, przykryty zdawkową ilością żałośnie cienkich chmur, które nijak nie potrafiły ochronić przez zabójczym słońcem. Z początku nie była przekonana, czy to, co zauważyła niżej, ba, nawet ten ktoś, nie jest prędzej zwidem, źdźbłem wypłowiałej trawy, która nadnaturalnie wzbiła się ponad ziemię. Tylko od kiedy trawa potrafi mówić?
Zatrzyma się wręcz automatycznie, w duchu dziękując wszystkim bożkom, że może zrobić to choć na moment. Nie byłoby dziwnym, gdyby niewygodne buty obtarły stopy aż do krwi.
Odetchnie przez popękane usta, pozwalając, by rozedrgany oddech przebił się przez zakrwawiony materiał i uleciał tam, gdzie tylko chciał. Powoli uniosła obolałe ramię, by jednym silniejszym szarpnięciem zmusić wiązanie do tego, by puściło i odsłoniło twarz. Dwie krwawe smugi szły idealnie względem siebie po obydwu stronach twarzy. Porozmawiajmy o pękających kącikach ust, co?
Zsunie materiał na ramię, by nie zawadzał i odsłonił jeszcze przy tym splecione kurzem i pisakiem włosy, które od dobrych kilku tygodni nie widziały szczotki. Pewnie część tych kołtunów trzeba będzie wyciąć.
- Raja - zacznie, trochę cicho, nie mogąc z początku zmusić się do bardziej donośnego tonu. Odchrząknie raz jeszcze, nawilżając usta i gardło resztką śliny, unosząc wreszcie brodę - Raja Bhosle. J-ja... - zerknie na swojego wierzchowca i przyłoży dłoń do jego rozgrzanego grzbietu - My. Potrzebujmy pomocy. Odrobiny jedzenia, może trochę wody... zapłacę czym będę mogła - zaraz przeniesie ciemne spojrzenie na postać drobnej dziewczyny, jakby i wyrazem twarzy prosząc ją o zrozumienie.


-
głos
#C98C63
-
Raja





Raja
Opętana
GODNOŚĆ :
Madhuvanthi Bhosle


Powrót do góry Go down


Re: Łyse pole

Pisanie by Maria on Sro Mar 13, 2019 11:09 pm
Przyglądała się uważnie, jak postać ściąga z głowy chustę, odsłaniając żałosną widokówkę koczowniczego życia na Desperacji. Blondynka zauważy, że przybysz jest kobietą. Azjatką, ale najpewniej nie Japonką. Po takich należało się spodziewać, że są to długoletni wymordowani z różnych zakątków świata. Czy słyszała o ich azylu wcześniej? Czy jest tylko przybłędą, która ryzykuje życie, zbliżając się do strzeżonej skalnej twierdzy? Blondynka opuści rękę, nastawiając uszu, żeby dokładnie usłyszeć wiadomość, którą chciała wyartykułować ciemnowłosa stojąca te dziesięć metrów dalej. Wiatr targnął mocniej, doprowadzając do czułego nosa dziewczyny jeszcze wyraźniej całą gamę nieprzyjemnych zapachów. Zatęchła krew zmieszana z potem, ropiejące rany wymagające oczyszczenia. Musiała się przemóc, żeby podejść bliżej, zmniejszając dystans między nimi do około pięciu metrów. Starała się nie pokazać po sobie jakiegokolwiek lęku. Tylko Maria wiedziała, że z tego miejsca nie widzą ich straże, więc jest całkiem bezbronna.
- Nazywam się Maria. Zaopiekuję się tobą, Raja, jeśli tylko zgodzisz się na postawione przeze mnie warunki. Musisz wszelką broń zostawić u straży. Twoim koniem zajmą się w stajni. Zapłatą będziemy interesować się później, tymczasowo wierzchowiec stanie się zastawem. - Miała całkiem przyjemny głos. Mętne oczy rozjaśniły się nieznacznie, mocno bijące serce tłocząc adrenalinę do żył pobudzało organizm dziewczyny, co nie dopuszczało senności do głosu. Stuli lekko uszy do tyłu. Nie mogła odwrócić wzroku od tych okrutnych śladów, jakie szpeciły twarz brunetki.
Maria





Maria
Oświecona       Opętana
GODNOŚĆ :
Maria


Powrót do góry Go down


Re: Łyse pole

Pisanie by Raja on Sro Mar 13, 2019 11:23 pm
Im bliżej znajdować będzie się dziewczyna, tym łatwiej będzie wyłapać brunetce wszystkie cechy jej drobnej osoby. Od nietypowych uszu, bo uroczo różową twarz. Zagryzie nerwowo wargi, zazwyczaj na nich wyżywając większość stresu, choć nie chciała ich teraz przegryźć. Wystarczy im już.
Oprze się bardziej na wierzchowcu, ten prychnie w sobie znanym tylko kontekście, ale przytrzyma właścicielkę tak, jakby był świadom, że jest jej jedyną podporą, emocjonalną i fizyczną. W sumie przez ostatnie miesiące rozmawiała albo z nim, albo ze sobą...
Zbada jej buzię jeszcze raz, powoli analizując każde opuszczające jej usta słowo. Straż, broń, zastaw. Moment zajęło jej zrozumienie, co do niej mówi, ale pokiwała po chwili głową, z początku niepewnie, zaraz jednak nabierając przekonania, że tak będzie najlepiej. Niby nie powinna im ufać, bez broni narażona na wszystko, co mogą chcieć jej zaserwować, ale... jakie ma wyjście? Albo to, albo śmierć z wycieńczenia. Tak na dobrą sprawę, jeśli to jej nie pasuje, to równie dobrze może położyć się w trawie i czekać na zbawienie, licząc gwiazdy powolutku ujawniające się na niebie. Przynajmniej miałaby dobry widok.
- W porządku, tylko... proszę, niech dadzą mu jeść. Ledwo może to wszystko unieść - spojrzy na umęczone zwierze, nosem szorujące już po ziemi, w poszukiwaniu to bardziej zielonego ździebełka trawy, by choć i tym na moment zaspokoić pierwsze poczucie głodu. Pogłaska czule ciemną grzywę i gęstą, miękką sierść. Gdyby tylko go odpowiednio wyczesać, byłby naprawdę ślicznym zwierzęciem...
Znów zerknie na dziewczynę. Niech więc prowadzi, bo im dłużej będą tu stać, tym gorzej dla obojga. Jeszcze się któreś przewróci i nie będzie w stanie wrócić na równe nogi.


-
głos
#C98C63
-
Raja





Raja
Opętana
GODNOŚĆ :
Madhuvanthi Bhosle


Powrót do góry Go down


Re: Łyse pole

Pisanie by Maria on Sro Mar 13, 2019 11:46 pm
- Zajmiemy się wszystkim. Chodź ze mną.
Maria wykrzywi lekko wargi w uśmiechu. To dobrze mówi o człowieku, jeśli ważniejsze jest dla niego zdrowie zwierzęcia niż jego własne. Kiwnie głową w stronę bramy, czekając aż dziewczyna pokona dzielącą je odległość. Nie pozwoliłaby sobie iść odwrócona do niej plecami, nawet jeśli wolałaby oddalić się od brunetki tak daleko, żeby nie czuł każdego z drażniących nozdrza zapachów. Oddychała przez lekko uchylone usta, całkowicie odłączając węch od swojej funkcji.
Zbliżą się do bramy, dziewczyna po chińsku wytłumaczy strażnikom sytuację. Zdejmą z konia wszelkie towary, odkładając je tymczasowo na bok. Jeden z mężczyzn zabierze konia w stronę stajni stojącej na pograniczu, dwie iskry zabiorą się z rzeczami do magazynku w schronie. Maria zwykle zajmowała się przyjęciami nowych osób, stąd dobrze znała każdą "procedurę", nawet jeśli każdy z przybyszy był całkiem inny i czego innego można było się po nim spodziewać.
- Twoje rzeczy będą bezpieczne i nietknięte do naszego powrotu do schronu. Medyka dzisiaj nie ma w lecznicy, więc... Ja postaram się zabezpieczyć rany do jego powrotu, dobrze? Pójdziemy teraz do łaźni, później się posilisz. Trzymaj się blisko mnie.
Oczywiście, wszelka pomoc będzie naliczana na tajny rachunek Raji, ale chyba każdy może się domyślić, że czysty altruizm na Desperacji zwyczajnie się nie opłaca. Najważniejsze jest dobro społeczności. Gdyby brunetka próbowała kombinować, wszystko co ma w posiadaniu stanie się własnością Bractwa. Liczy się tutaj zysk. Współpraca zaowocuje zyskiem dla obojga. Najtrudniejsze teraz będzie przedrzeć się przez całkiem tłoczne centrum do publicznej łaźni. Prawdziwy walk of shame, jeśli tak na to spojrzeć. Maria będzie asystować każdy ruch dziewczyny, gotowa przytrzymać ją, jeśli tylko tej zrobi się słabo. Raja przeszła długą drogę. Naprawdę długą. Aktualna odległość jest niczym w porównaniu do tego, co już udało się jej osiągnąć.

z/t x2
Maria





Maria
Oświecona       Opętana
GODNOŚĆ :
Maria


Powrót do góry Go down


Re: Łyse pole

Pisanie by Shū Fēi on Sro Mar 20, 2019 2:03 am
Zdarzają się takie chwile w życiu, gdzie trzeba zaczerpnąć świeżego powietrza Desperacji i odpocząć od męczących obowiązków. Wtedy też można wznowić ponownie wybraną przez siebie pracę dla utrzymania dobrych rezultatów. Z takim podejściem podchodzili ludzie zamieszkujący miasta pod kopułami, a nawet część mieszkańców Desperacji, którzy mieli powiązania z różnymi ugrupowaniami. Kiedy mamy do czynienia z przypadkiem osoby o imieniu Shū, to faktycznie u niego te zjawisko można było zaobserwować. Przemierzał wolnym krokiem przez Skalne Miasto w kierunku pogranicza - miejsca idealnego na spokojny spacer. Zachowywał się pod paroma względami niczym ptak, który nie przepadał za pobytem w klatce, ale zawsze wracał do przytulnego gniazda w jakim mu przyszło obecnie żyć. Kiedy postawił ostatnie kroki na bezdrożach, spojrzał z wielką uwagą ku niebu chcąc wyszukać swym wzrokiem, czegoś co zwróciłoby jego uwagę na dłużej. Nie mogąc się niczego wypatrzeć w wieczornym niebie, porzucił ów czynność i przystąpił do rozmyśleń na wszelakie tematy, gdy tylko usiadł na większym kamieniu. Postawił tuż obok swojej prawej nogi shikomizue, które służyło za podporę dla osłabionej defektem kończyny, oprócz tego jeszcze oparł swój podróbek o lewą dłoń. Sprawiał tym samym wrażenie osoby, wykazującej się brakiem ostrożności, ale to były tylko pozory. Mimo swej kontemplacji, wciąż był czujny i nie zamierzał czasem skończyć jako przystawka dla nieznanego stworzenia. Nie było to jednak zbyt prawdopodobne, gdyż przebywał obecnie na terenach gdzie ciężko było o agresywne zwierzęta. Prędzej można byłoby uwierzyć w przypadkowy atak innego wymordowanego niż jakiejś bestii. Mimo wszystko ostrożni nigdy za wiele, stąd też mężczyzna musiał się liczyć z ewentualną niespodzianką, która nie należałaby do przyjemności.



Summoning the power, drag myself through pain.
Shū Fēi





Shū Fēi
Łuna     Opętany
GODNOŚĆ :
Shū Fēi [输妃] | Karasu [鴉]


Powrót do góry Go down


Re: Łyse pole

Pisanie by Fleur on Sro Mar 20, 2019 4:03 pm
Ludzie często się śmieją. Nie masz o czym rozmawiać? To rozmawiaj o pogodzie! Stała się ona już swego rodzaju żartem wśród dawnych ludzi jednak teraz? Była czymś ważnym, na co chyba każdy powinien zwracać uwagę. Czy to deszcz, czy burza, nawet słoneczko, wszystko trzeba było brać pod uwagę, by nie dać się złapać po środku niczego w trakcie gradobicia. Dla Fleur jednak pogoda była znacznie ważniejsza. Desperacja od zawsze była niebezpiecznych pustkowiem, na którym mało co jest. Nawet wodę ciężko było znaleźć, a co dopiero wodę w której można popływać, bez ryzyka że zje Cię zmutowana ryba. Jak więc utrzymywać higienę? Dla Fleur było to proste. Dzięki znajomości pogody! Niektóre z chmur, stratusy czy stratocumulusy, znajdowały się na tyle nisko, że nie było żadnym problemem dolecenie do nich, a w cieplejsze dni, przelecenie przez taką chmurę mogło być porównywalne do chłodnego, rześkiego prysznica. - Według Fleur chyba jeden z najlepszych wynalazków ludzi, chociaż nie ma nawet startu do takiego majstersztyku jak wanna.
Dzisiejszy dzień, do takich cieplejszych się zaliczał była to idealna okazja by się nieco odświeżyć, zwłaszcza że czyste niebo przecinało kilka drobniejszych chmurek.
Nie zwlekała długo, ściągając ubranie i rozwieszając je na pobliskim drzewie, korzystając z tego że nikogo nie ma, na tym ponurym pustkowiu. Nie musiała się bać że ktoś ja okradnie. Z tą myślą w głowię, nie zwlekając długo, szybko wzbiła się w powietrze, kierując się w stronę najbliższej chmurki...

Trochę jej to zajęło. Dawno nie miała okazji polatać wśród chmur, jednak gdy słońce zaczęło chylić się u zachodowi, w końcu opuściła towarzystwo chmur, powoli kierując się ku ziemi.
Dopiero w połowię drogi dostrzegła nową, obcą sylwetkę która chyba odpoczywała na kamieniu.
Mruknęła cicho, sama do siebie, powoli szybując w dół, aż znalazła się jakieś 10-15 metrów nad nieznajomym, przyglądając mu się z uwaga. Nie lubiła się skradać, więc nawet nie próbowała ukryć cichego szelestu, powstającego z każdym ruchem dużych, pierzastych skrzydeł.
- Powinieneś powoli iść do domu, w nocy jest niebezpiecznie, zwłaszcza tutaj - Prawdę mówiąc, nie znała tych terenów, jednak logika jej mówiła, że nie bez powodu, nie ma tu żadnych śladów ludzi.
Ostrożnie wylądowała na ziemi, powoli kierując się w stronę drzewa, na którego gałęziach zostawiła swoje rzeczy, biorąc kawałek materiału i leniwie zaczęła osuszać ciało z drobnych kropelek wody. Też powinna się niedługo stąd zbierać. Albo zostanie tu na noc i zrobi ognisko?
Fleur





Fleur
Anioł

Powrót do góry Go down


Re: Łyse pole

Pisanie by Shū Fēi on Sro Mar 20, 2019 7:35 pm
Spokojnie mężczyzna siedział na kamieniu rozmyślając nad kwestiami, które go trapiły od dłuższego czasu. Głównie one dotyczyły kwestii jego nieśmiertelności wiekowej, oraz czasów sprzed nastaniem apokalipsy. Wtedy nie należał do grona osób co żyły godnie i uczciwie, pamiętał jak przez mgłę dni bycia powiązanym z triadą - grupą przestępczą na terenach Chin. Podejmował się dla nich wielu zleceń jakie mógł faktycznie zrealizować, a nawet z tego utrzymać się przy życiu w ciężkich czasach. Obecnie jego tryb życia nieco się różnił od wcześniejszego, ale miał tą samą cechę wspólną, czyli walkę o przetrwanie. Znalezienie sposoby na spokojniejszy żywot było dla niego ukojeniem, gdyż mógł w końcu odetchnąć z ulgą, mimo zamieszkiwania nieuprzejmych terenów Desperacji. Pochłonięty przez swoje myśli został sprowadzony na ziemię przez osobę, która postanowiła z nim nawiązać kontakt.
Hm? – Parsknął coś pod nosem w dezorientacji, a następnie skierował swój wzrok w stronę, gdzie usłyszał słowa od nieznajomej. Widział swoimi oczami dziewczynę co wyglądała w okolicach lat szesnastu. Nie wspominając u niej o braku odzienia co było dość dziwnym widokiem dla niego, biorąc pod uwagę na rejony świata w jakim się znajdują. Zabrał swoją lewą rękę spod podbródka, a następnie prawą złapał za shikomizue, która była oparta o jego ciało. Wtedy też postanowił przemówić do nieznajomej mu osoby i przybliżyć jej powód postoju na pustym polu.
Zgodziłbym się z tym stwierdzeniem, jeśli faktycznie byśmy przebywali centrum Desperacji. Tutaj z reguły jest bezpiecznie, gdyż nie pałętają się za bardzo dzikie zwierzęta z różnych powodów. – Wyjaśniał ze spokojem w głosie przy tym lekko się uśmiechając. Obecnie miał wrażenie, że ma do czynienia z osobą o pochodzeniu anielskich, a nawet niezbyt zorientowaną w kwestii terenów na jakich się znajduje. Widząc jak unosi się w powietrzu za pomocą skrzydeł mógł wysunąć takie przypuszczenia, o ile nie jest z wymordowaną, która zmutowała z przedstawicielem ptasiej rodziny. Akurat w tej dziedzinie miał pewną wiedzę, albowiem sam był przykładem mutanta o kruczych genach. Dzięki czemu był w stanie latać za pomocą swoich skrzydeł albo kruczej formy. Tak więc postanowił się znów wypowiedzieć.
Prędzej bym się spodziewał ataku desperata, albo kogoś gorszego. Zastanawia mnie jedno, kim Ty jesteś właściwie? – Wypowiadał każde słowo w przyjaznym tonie, choć pytanie co zadał mogło się wydać chłodniejsze i stonowane. Nie miał całkowitego pojęcia z kim miał do czynienia, stąd też wolał się dowiedzieć, a niżeli się zamartwiać potencjalnym zagrożeniem. Akurat w tym przypadku przypuszczał, że jest niegroźną osobą, gdyż uprzedziła o potencjalnym zagrożeniu. Cierpliwie więc oczekiwał na reakcje, obserwując bacznie każdy możliwy ruch. Nie mając nadal intencji żeby zastosować środki przymusy w postaci trzymanej broni ukrytej w niewinnej lasce.



Summoning the power, drag myself through pain.
Shū Fēi





Shū Fēi
Łuna     Opętany
GODNOŚĆ :
Shū Fēi [输妃] | Karasu [鴉]


Powrót do góry Go down


Re: Łyse pole

Pisanie by Fleur on Sro Mar 20, 2019 10:59 pm
Zawsze wszystko czujnie obserwowała. Nie umiała walczyć, możliwość latania i czujny wzrok były wiec jedynymi sposobami w jaki mogła się bronić. Mimo to, nie umiała powstrzymać lekkiego rozbawionego parsknięcia, gdy dostrzegła jak mężczyzna chwyta za laskę. Przypomniało jej to bardzo stare czasy, gdy starzy dziadkowie, podobnymi laskami odganiali gołębie. Chociaż akurat jej rozmówca nie wyglądał na takiego starego. Zresztą... w ich skali każdy człowiek, czy wymordowany był młody, niczym dziecko.
Jedyne co ich odróżniało od dzieci to możliwość logicznego myślenia, która zresztą właśnie została jej zaprezentowana.
Na chwile przerwała osuszanie swej jasnej skóry, przyglądając się nieznajomemu z nutką... zaciekawienia? Nawet nie próbowała tego ukrywać.
- to w sumie dobrze się składa! Akurat chciałam tu przenocować, dobrze wiedzieć że nie muszę się obawiać zwierząt. - W jej głosie dało się dostrzec wyraźną ulgę. Myślała że będzie musiała spać wśród gałęzi, ale skoro miękka trawa również pozostaje do dyspozycji... to jak wygrać bilet na loterii! Nawet jeśli wciąż pozostawało ryzyko spotkania kogoś obcego, o czym sam zresztą wspomniał.
- Desperata, zabawnie to brzmi, za każdym razem. W końcu można być zdesperowanym do wielu rzeczy. Ciekawe skąd się wzięło by akurat tak nazywać to miejsce... a co do mnie... Jestem Fleur a ty? Wydajesz się znać te tereny, mieszkasz tutaj? Mam nadzieje że się nie gniewasz, że weszłam na twój teren. Jeśli przeszkadzam, odlecę - Miała dobry humor. Dawno nie miała okazji z nikim porozmawiać. Samotność jej nie przeszkadzała, nauczyła się z nią żyć, jednak wśród ludzi... czuła się lepiej. Zawsze mogła im pomóc, porozmawiać z nimi, pożartować. Nawet jeśli jej rozmówca wyglądał nieco strasznie i ponuro, wciąż wydawał się sympatyczny! Nie miała zamiaru się od niego odwracać i uciekać.
Wręcz przeciwnie, może akurat mogłaby mu w czymś pomóc?
Pokiwała sama do siebie głową, jakby potwierdzając swój własny, misternie utkany pomysł, po czym powoli ruszyła w stronę mężczyzny, wyciągając powoli dłoń.
- Ludzie mają w zwyczaju podawać sobie dłoń gdy się poznają, prawda? - Dziwny gest, ale co tam! Jeśli to pozwoli jej wypaść pozytywnie w jego oczach to nie szkodzi!
Fleur





Fleur
Anioł

Powrót do góry Go down


Re: Łyse pole

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Powrót do góry