gry online



Go down


"Be careful what you wish for.." [Coral x Saiyuri]

Pisanie by Saiyuri on 11/2/2019, 04:17
Ile to już minęło czasu? Ile lat się nie widziały? Chyba jakieś cztery, nie licząc tych wypadów do M3 raz w roku na kilka dni w formie wakacji. Podobno znajomi z okresu studiów zostają na całe życie, cóż nie mogła zaprzeczać że rudowłosa bogini śrubek właśnie taką znajomą postanowiła zostać. To nie tak że nie miały ze sobą jakiegokolwiek kontaktu. Pisały do siebie przecież listy, jak klasycznie..
Kilka razy się już zdołała skarcić w myślach za to że odkąd wróciła z M1 nie zajrzała jeszcze do warsztatu Coralika. Ale dzisiaj nie miała nic zaplanowanego, była nastawiona na złożenie wizyty przyjaciółce. I jak się przygotować do takiego ważnego wydarzenia? Długa kąpiel w wannie ją zrelaksowała, potem trzeba było wybrać jakiś skromny strój. "Będę musiała się zaopatrzyć w nową garderobę.." przemknęło jej przez myśl gdy zakładała czarną, obcisłą spódniczkę. Czarny koronkowy stanik i bielusieńką nieco prześwitującą koszulę zapinaną na guziczki. Tej jeszcze jej współlokator nie miał okazji zniszczyć. W kilku brakowało nawet guzików, uśmiechnęła się z lekkim rozbawieniem. Kątem ka zerknęła na krawat wiszący na wieszaku. - Bez ciebie się nigdzie nie ruszam.. - zaśmiała się wiążąc go pod szyją z wyćwiczoną wprawą.
Wcześniej zdołała się dowiedzieć gdzie pracuje płomiennowłosa, ruszyła w stronę jej pracowni. Otworzyła przepustką drzwi i zajrzała do środka gdy drzwi tylko się otworzyły z cichym sykiem. Ametystowe ślepia rozejrzały się po uważnie w poszukiwaniu zgrabnej figury koleżanki. Zapomniała kompletnie o tym że Coral nie widziała jej długi czas i nie miała bladego pojęcia że ślepia jej się zmieniły z niebieskich w fioletowe. Ale poza tym małym szczegółem i może dłuższymi włosami Sai była taka jak podczas pierwszego roku studiów. Próbowała się zakraść ale w szpilkach było to dość trudne do wykonania. Musiała wejść w głąb pomieszczenia, błąkając się pomiędzy jakimiś wielkimi maszynami. Większości z nich czegoś zdawało się brakować, pewnie Coral była odpowiedzialna za naprawienie dziadostwa. Jakieś stukanie metalu o metal dało się usłyszeć po jej prawej stronie nieopodal. Wychyliła się zza jakiegoś wybebeszonego wozu widząc rudzielca grzebiącego w silniku innego auta. Przygryzła dolną wargę i zgarnęła biały kosmyk za uszko. Widać dziewczyna była w swojej małej 'zonie' bo zdawała się nie usłyszeć skradającej się Kurayami. A może ją po prostu ignorowała nie wiedząc kim jest błąkający się po jej pracowni przybysz. Mając w dłoni małe, ładnie zapakowane pudełeczko, schowała je do kieszeni czarnego płaszcza. I kiedy dzieliła ją dosłownie krok od przyjaciółki nagle położyła delikatnie dłonie na jej biodrach. Nie pozwalając tej na reakcję przylgnęła piersiami do jej pleców jak się rudzielec pochylał. - Hmmm.. Tęskniłaś za mną.. Coraliku? - szepnęła jej na uszko tym swoim specyficznym tonem głosu kiedy naginała innych strefę komfortu. Złapała w ząbki płatek jej uszka i delikatnie ją ukąsiła w formie zabawy. Po czym oderwała się równie szybko od niej co przed chwilą przylgnęła. Robiąc krok w tył położyła dłonie na biodrach wpatrując się w młodą z bezczelnym uśmieszkiem na ustach, czekając na reakcję rudowłosej bogini.


Sai mowa: #990099 || Rin mowa: #ff6600
Saiyuri





Saiyuri
Hycel
GODNOŚĆ :
Saiyuri Kurayami


Powrót do góry Go down


 Samochodami co prawda zajmowała się rzadko, ale lubiła taką odmianę od rutyny. Przez zazwyczaj nieotwierane, duże drzwi garażowe wtłoczono jej do warsztatu jakiegoś niedomagającego czterokołowca, w dodatku przeznaczonego do priorytetowej naprawy, więc z zapałem wzięła się za pracę. Popsute przepustki, androidy i bojowe pancerze mogły poczekać; z nimi grzebała się codziennie, wyszukując usterki, ulepszając i dopasowując od rana do popołudnia, a czasem od popołudnia do wieczora. Raz za jakiś czas mogła też wychynąć ze swoich czterech ścian i pospacerować po budynkach S.SPEC, by w tym czy innym biurze na szybko usunąć komputerową usterkę. W końcu po co do drobnych spraw wołać od razu speca z IT, którego tylko by to pewnie zdenerwowało. Niby nikt nie lubi, jak się mu zawraca głowę pierdołami, ale Coral właśnie paradoksalnie życzyła sobie takich wezwań. Służyły jej do oderwania się od tkwienia w bezruchu przy stole bądź na podłodze, pomagając zachować jako-takie zdrowie.
 Cóż, teraz z pewnością nie byłaby zachwycona, gdyby oderwano ją od najświeższej gratki. Przez to właśnie, że rzadko powierzano jej pod opiekę samochody – czyżby swego rodzaju seksizm? – tego nie zamierzała dać sobie odebrać ani na chwilę. Musiała utrzymać go w swoich rękach od początku do końca, a kiedy tylko zagłębiła się w sam problem, leżący najprawdopodobniej w silniku, pochłonął ją on bez reszty.
 Nie zauważyła więc, kiedy w warsztacie pojawiła się nowa postać. Drzwi prowadzące z korytarza były odgrodzone stertami oczekujących na swoją kolej zleceń, odgłos kroków zagłuszało trzaskanie metalu i łoskot, który wywoływała sama Sandford. Zaskoczona nagłym dotykiem, prawie podskoczyła. Wśród inżynierskiej braci nie było raczej zwyczaju, by w ten sposób traktować współpracownice nawet w żartach – od rudej można było za podobne zagrywki zarobić kluczem po głowie, choć oczywiście niezbyt mocno – a więc tym bardziej zdziwiła się, że nagle stała się ofiarą czyichś niecnych zamiarów. O tym, jak bardzo nie miała pojęcia co się dzieje, uświadomił ją w moment później dziwnie znajomy głos. Ten sam, którego nie słyszała naprawdę długo, choć nigdy nie zatarł się w jej pamięci. Nieomal jęknęłaby z bólem, kiedy ciepło dawnej współlokatorki nagle zniknęło, jak gdyby było jedynie sennym złudzeniem. Natychmiast podniosła się znad rozgrzebanego silnika i odwróciła ku przybyszce, do końca nawet własnym oczom nie dowierzając.
 — No, no... — mruknęła przeciągle, wwiercając w Saiyuri spojrzenie intensywnie zielonych oczu. Z uwagą wyszukiwała wszystkie znajome elementy, ale też i ewentualne braki. Minęło przecież tyle czasu... Przez tych kilka lat ograniczonego kontaktu z najbliższych przyjaciółek stały się niemal obce, choć w sercu Coral białowłosa dziewczyna zawsze zajmowała szczególną pozycję. Kłamstwem byłoby twierdzić, że o niej zapomniała; wręcz przeciwnie, wspominała ją z wręcz niezdrową częstotliwością, zazwyczaj na koniec zastanawiając się, czy uda im się jeszcze odnowić kontakt. Czy odwiedziny oznaczały właśnie taką szansę?
 — No nie będę ci kłamać, tęskniłam jak głupia — przyznała, choć nie bez wyraźnego przekąsu. Wciąż z lekko przekrzywionym, ironicznym uśmieszkiem na twarzy, skrzyżowała przedramiona pod biustem i oparła się biodrem o przód samochodu. Na kiedyś śnieżnobiałej bluzce na ramiączkach już dawno było pełno plam; pogodziła się z tym faktem w tym samym momencie, kiedy zdecydowała się rozpiąć górę roboczego kombinezonu i związać za rękawy w talii, pozostawiając odkryty kawałek brzucha i całe ramiona. W zamkniętym pomieszczeniu i przy fizycznej pracy szybko robiło się gorąco.


Coral





Coral
Inżynier
GODNOŚĆ :
Condoleezza Sandford. Coral.


Powrót do góry Go down

Powrót do góry