Ogłoszenia podręczne » KLIKNIJ WAĆPAN «
  • 20/02. Odbyło się kolejne losowanie chorób. Sprawdź czy twoja postać wciąż jest zdorwa!
  • 20/02. Zapoluj na niedźwiedzia babilonskiego.
  • 13/02. Kto sieje mak, ten zbiera wiernych. Wypowiedz się na temat KNW!
  • 11/02. W profilu, w zakładce Contact, pojawiło się nowe pole dla chętnych: discord.
  • 05/02. Co z organizacją Drug-on? Zaproponuj.

Go down

Pisanie on 06.02.19 2:02  •  Siódme poty [zwiększona siła] Empty Siódme poty [zwiększona siła]
Czas: okres szkolny, podstawówka.

 Nie pamiętał, co stanowiło przedmiot ich sporu, ale czy do bójki z bratem konieczny był pretekst?
 Chociaż dzieliło ich niemal kilkanaście centymetrów różnicy, na korzyść Ryuutarou, nie czuł się pewnie z tego względu. Nie przepadał za przemocą, to konieczność zmuszała go do chwilowego uśpienia poczucia moralności. Nawet wtedy czuł się tak, jakby ograniczał swoje możliwości. Bał się, że wysunie zbyt silny cios, że zaraz usłyszy płacz.
 Sęk w tym, że to on najczęściej kończył jako ten pokonany.
 — No chodź tu! — Usłyszał warknięcie. — Ty cykorze!
 Okularnik wydał z siebie niezadowolony odgłos, zaciskając palce w pięści.
 — To bezcelowe, proszę, wróćmy do swoich–…
 — Po prostu boisz się sytuacji, w których wychodzi, że jesteś słabeuszem, Ryuu!
 Posiadał w sobie spore pokłady cierpliwości, ale kiedyś ktoś już uderzał w czuły punkt, nie chciał się hamować. Wcale nie był słaby. Czy mądrość nie stanowiła jakiegoś rodzaju siły? Dlaczego ta fizyczna cechowała się większą wartością? Mógłby wyśmiać brata, jak słaby jest w szachach, ale oboje dobrze wiedzieli, co przekłada się na większą korzyść.
 — Przestań! — Twarz nastolatka wykrzywiła się w złości zmieszanej ze spłoszeniem, ale odważył się chwycić niższego za ubrania i nim szarpnąć. — Wcale nie jestem słaby!
 — Udowodnij to, czterooki! — Wyzwanie zabrzmiało w głosie rudego, który, nie czekając na odpowiedź, wymierzył pięść w stronę drugiego Moriyamy.
 Zdążył się uchylić na tyle, że to bark, a nie klatka piersiowa, oberwał od ciosu. Ból objął najbliższe mięśnie, ale dzięki niskiemu natężeniu prędko zniknął. Ryuutarou skopiował ten ruch, dzięki czemu udało mu się odepchnąć chłopca, niestety dłuższa szarpanina wyczerpywała jego siły i już po dłuższej chwili nie był w stanie dorównać przeciwnikowi.
 — Wystarczy! — sapnął, skręcając się ulegle, gdy ręce zostały unieruchomione za plecami. Starał się wyrwać chociaż jedną z silnego uścisku, ale bezskutecznie. Miotał się i wierzgał, nie wierząc, że w żaden sposób nie jest w stanie wykorzystać swojej przewagi we wzroście. Ten mały knypek tak łatwo go podporządkował...
 — Wystarczy... — powtórzył już słabo, uspokajając się. Stracił całą swoją energię, oddychając ciężko i czując pot zalegający na skórze.
 Parsknięcie.
 — Mówiłem, Ryuu. — Głos zza pleców brzmiał współczująco. — Może jesteś starszy i wyższy, ale brakuje Ci siły. Kiedyś przyjdzie dzień, w którym tego pożałujesz. — Puścił go i odsunął się o krok.
 Okularnik skrzywił się i potarł obolałe nadgarstki, zerkając na chłopca kątem oka. Ten wzruszył tylko ramionami i, zapominając najwyraźniej o przyczynie ich wcześniejszej złości, odszedł w swoją stronę.
 — Nie jestem... — Cichy głos uciekł spomiędzy rozchylonych warg. — Nie jestem... — Wciągnął głębiej powietrze do płuc. — Cholera. Jestem słaby.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down


 
Nie możesz odpowiadać w tematach