Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Go down


Przetarła wierzchem dłoni twarz, pozbywając się przy okazji z czoła i skroni błyszczących kropel potu. Jeszcze niedawno próbowała oswoić się z myślą, że jedyne co będzie napotykać na swojej drodze to mróz, lód i śnieg — teraz była w tym pełnym gorąca pomieszczeniu. Początkowo myślała, że to tylko wymysł jej wyobraźni, że przez zimno, którego doświadczyło jej ciało zaczęła w myślach kreować sobie azyl, do którego mogłaby uciec. Ale to wszystko było prawdziwe — kilkukrotnie wbijała przydługie paznokcie w swoją skórę, w celu upewnienia się czy ma do czynienia z wymysłem, czy rzeczywistością. Momentami zachowywała się tak, jakby była w transie — wsłuchiwała się w słowa nieznajomego, ze wzrokiem utkwionym najpierw w kuchence, później w półce ze słoikami. Słuchała i ostrożnie kiwała głową — jak mała dziewczynka, słuchająca swojego rodzica.
Ten gorąc był prawdziwy, nic dziwnego, że niebieskowłosa szybko zrzuciła z siebie kolejne części stroju — zsunęła z szyi apaszkę, którą od razu wsadziła do rękawa płaszcza, a następnie rozsunęła zamek bluzy (przy okazji z głowy spadł jej kaptur, o ile nie stało się to już podczas ześlizgiwania się do tajemniczej jamy), podtaczając jej długie rękawy aż po same łokcie. Nie chciała zdejmować z siebie wszystkiego, bo gdyby zaszła potrzeba szybkiego ubrania się, to prawdopodobnie czynność ta zajęłaby jej zbyt wiele cennego czasu. Wciąż zachowywała wszelką ostrożność — nawet jeśli nieznajomy wydawał się być niegroźny, o czym głównie świadczyła jego postawa i ton głosu.
Nic mi nie jest — odparła krótko i bardzo spokojnie. Prawdopodobnie nie wiedziała nawet jak reagować na tę troskę obcego. W jej życiu dawno nie było nikogo, kto dopytywałby o jej samopoczucie i zdrowie. Musiała poczuć się odrobinę nieswojo, gdy ktoś o tak niecodziennej, może nawet trochę przerażającej aparycji zainteresował się jej stanem. Aż zabrakło jej słów, dlatego nie dopowiedziała nic więcej. Zamiast tego w ciszy obserwowała tego gigantycznego owada. Nie oderwała od niego wzroku nawet gdy odwrócił się do bulgoczącego garnuszka.
Słuchała go, wpatrując się w jego postrzępione skrzydła. Możliwe, że ich stan nie pozwalał mu latać i to właśnie dlatego musiał znaleźć sobie miejsce, w którym mógłby osiąść na dłużej.
Resztki kultury osobistej nakazywały jej siedzieć cicho, wysłuchać rozmówcy do końca i nie przeszkadzać mu. W kilku momentach chciała coś powiedzieć, skomentować jego wypowiedź, ale za każdym razem poruszała tylko suchymi ustami, dusząc chcące wydostać się spomiędzy warg słowa w zarodku. Na co dzień nie wykazywała się podobną cierpliwością, choć teraz dołożyła wszelkich starań, by nie przerwać przemowy, z której mogła wyłuskać jakieś informacje — o swoim położeniu, o zagrożeniach i wielu innych rzeczach.
Na samym początku postanowiła poruszyć sprawę tego złodzieja — chciała dowiedzieć się o nim więcej, może pozwoliłoby to jej ustalić dlaczego zmarł. Wydawało jej się, że pan komar nawet nie wiedział o tym, że zbój nie będzie go więcej nękać. Albo udawał, że nie wie.
Po drodze napotkałam ciało. Było przysypane śniegiem, prawie się o nie potknęłam. Z ciekawości pozbyłam się puchu, przez co ujrzałam ludzkie szczątki. Zamarznięty mężczyzna z jakby wydłubanymi oczami. Brakowało mu też kawałka dolnej kończyny. Miał też przebitą klatkę piersiową. Wzięłam sobie jego kurtkę, a skoro ją kojarzysz to prawdopodobnie masz jeden problem mniej, bo złodziejaszek nie żyje — najzwięźlej jak tylko potrafiła opowiedziała o swoim wcześniejszym znalezisku. Chwilowo zaczęła nawet próbować dopasować rany nieszczęśnika tak, jakby to ten wielki owad mógłby je zadać. Czy te komarze odnóża potrafiłyby z taką łatwością przebić się przez człowieka? Nie była pewna, choć domyślała się, że truchło zostało jedynie porzucone w wąwozie, a złodziejaszka zabito w innym miejscu. Czy mógł stracić życie w tej norze? Mimowolnie rozejrzała się dokładniej po pomieszczeniu, jakby w poszukiwaniu śladów zatuszowanej zbrodni. — Nie wiedziałam, że istnieją owoce, które potrafią uzależniać w takim stopniu. Skąd dowiedziałeś się o ich działaniu? Testowałeś je na sobie? — zadała mu kilka pytań, chcąc rozwiać własne wątpliwości i może niejako sprawdzić jego reakcję na tak nagle, bezpośrednie zapytania. Nie wiedzieć czemu nagle zrobiła się jeszcze bardziej podejrzliwa, jakby w głowie ułożyła sobie jeden z najczarniejszych scenariuszy, na który była przygotowana.
Kiwnęła powolnie głową.
Czasami żałuję, że ja nie mam takiego futra — powiedziała, zdobywając się na przyjazny uśmiech. — Nie chcę Ci zabierać zbyt wiele czasu, więc zapytam wprost. Wiesz może jak mogłabym się wydostać z tego wąwozu? Istnieje w ogóle jakaś bezpieczna droga na górę?


[Jillian] Nie oceniaj każdego dnia po zbiorach, ale po nasionach, które zasiałeś - Page 2 Sw4zHGV
NEVER WANTED TO BE HERE NOW,
ONE FOOT IN THE GRAVE, OTHER ON THE GROUND.
Jillian





Jillian
Opętana
GODNOŚĆ :
Jillian O’Shea.


Powrót do góry Go down


Kek
Jillian | Poziom Średni
Cel: Skrzydła Ważki
"Nie oceniaj każdego dnia po zbiorach, ale po nasionach, które zasiałeś"

Niejedna persona byłaby zdumiona, dogłębnie zszokowana i niewątpliwie podejrzliwa w obliczu sytuacji, gdzie troskę o jej zdrowie wyrażała istota tego pokroju - człowieka przypominająca wyłącznie pod względem postury oraz zachowania, podczas gdy cała reszta ze spokojem przypisana mogła być któremuś z gatunków komarów. Niby tutaj, na Desperacji niebezpieczeństwami naszpikowanej i zamieszkałej przez przeróżne dziwy oraz monstra, egzystencja czegoś takiego nie jest jakoś specjalne dziwne bądź zaskakujące, jednakże jeśli wziąć pod uwagę fakt, iż zdecydowana większość osobników wyglądających bardziej zwierzęco niźli ludzko jest agresywna, pozbawiona człowieczej świadomości i dzika, to tak, Wymordowany przed nią przy kuchence stojący był okazem doprawdy niecodziennym i niezwykłym. Wahanie się, toteż, obecne przy próbie uwierzenia w jego dobre, szczere intencje było kompletnie naturalne i zrozumiałe - zwłaszcza patrząc na to, na jak mało podobnych, miłych gestów dało się natknąć na tych smętnych, szarych, nieprzyjaznych ziemiach. Ziemiach, gdzie królowała groza i brutalność, i wściekłość; gdzie za każdą wyciągniętą, pomocną dłonią kryła się sztuczka podła czy cena niemożliwie wysoka; gdzie pozytywność i łagodność, i dobroć były na każdym kroku przyduszane, przygniatane i miażdżone bezlitośnie. Jaką, więc, miała Jillian pewność, że i tutaj, w tej chwili gorącem oraz pogawędką spowitej, nie czaił się cień podstępu i złośliwości, i marnej przyszłości?

Wzdrygnął się jegomość widocznie i gwałtownie, usłyszawszy w miarę zwięzłą, acz zawierającą najważniejsze szczegóły wypowiedź kobiety - jej opowiastkę o kopcu śnieżnym, w czeluściach którego odkryła ciało Złodziejaszka. Poruszył się raz jeszcze, wolniej tym razem i jakby napotkał jakieś nagłe utrudnienia w manewrowaniu własnym ciałem, które zdawało się ważyć aktualnie setki razy więcej, niż dotychczas - wnioskując po tym, jak opadły jego ręce oraz ramiona i jak przygarbiły się jego plecy poszatkowanymi skrzydłami ozdobione. Wpatrywał się w Opętaną przez dłuższą chwilę, po czym westchnął ciężko i długo - jak gdyby pozbyć łaknął się tego świeżego, niespodziewanego ciężaru, który zalągł na nim niby tonowy głaz.
- ... rozumiem - wyszeptał, odwracając się do niej tyłem i podchodząc w milczeniu do sporego kosza wiklinowego stojącego przy półkach zawalonych gotowymi przetworami. Ruchami drżącymi i dziwnie przerywanymi począł wyciągnąć z jego wnętrza puste, czyste słoiki i ustawiać je na blacie stolika, przy którym to siedziała Jillian. Nie spojrzał na nią ani razu, jak również nie odezwał się, dopóki nie zapełnił calutkiej, skromnej powierzchni tymi szklanymi pojemnikami. - Przypadkowo na nie się natknąłem, zwiedzając tutejsze tereny i uciekając przed zamiecią niszczycielką oraz śmiercionośną. Jako że głodny byłem i przetrwać jakoś musiałem, zjadłem ich parę... i utknąłem w objęciach ich szaleństwa. Udało mi się wyrwać z nałogu przy pomocy Owocu Oczyszczenia, bratniej jagody do tych, niezwykle rzadkiej i wyrywającej umysł spod działania narkotycznej ich właściwości. Po tym postanowiłem zostać tu dłużej, poeksperymentować, zbadać te osobliwe jagody, aż w końcu... tu zostałem.

Przerwał, przysiadając ostrożnie na drugim taboreciku i wzrok wbijając w garnek, wewnątrz którego gotowała się nowa porcja przepysznego, niebiańskiego kompotu. Poruszył się nerwowo, niespokojnie, po czym nabrał głębokiego, kojącego wdechu i spojrzał na swojego niezapowiedzianego - jakby kiedykolwiek był ktoś, kto uprzedził go przed wpadnięciem, hah - gościa.
- Powiem Ci, jak się stąd wydostać, a nawet obdaruję Cię sposobnością ku temu... jeśli przyniesiesz mi Owoc Oczyszczenia. Niestety jedyny pozostały ich krzak jest poza moim zasięgiem, ale Ty... Ty mogłabyś się do niego dostać. Pokażę Ci, gdzie go znaleźć i jak tylko mi go przekażesz, pomogę Ci. - Wyprostował się, nie odwracając spojrzenia od jej twarzyczki. - Gdybym go miał... gdybym dał go Złodziejaszkowi... - wyrwało mu się, na co odchrząknął z zakłopotaniem i w końcu spuścił wzrok na dół, na słoiki pedantycznie równo poukładane na blacie stoliczka. - Przysięgam, że dotrzymam swojej części umowy - dodał niskim, boleśnie szczerym tonem, wyciągając ku niej komarzą "dłoń" i zastanawiając się nad tym, czy się zgodzi; czy przystanie na tę propozycję.

(Dodatkowe) Informacje:
  • Warunki: gorąco (30 stopni), brak wiatru.


[Jillian] Nie oceniaj każdego dnia po zbiorach, ale po nasionach, które zasiałeś - Page 2 Q7e14lB


MGowy temat - Jeśli prowadzę Ci misję, warto się z nim zaznajomić.

Pst, don't look inside!
Spoiler:
[Jillian] Nie oceniaj każdego dnia po zbiorach, ale po nasionach, które zasiałeś - Page 2 Sdwb9Gs
Karyuudo





Karyuudo
Dezerter
GODNOŚĆ :
Karyuudo


Powrót do góry Go down


Kiedyś słyszała gdzieś o Oswojonych — należeli do grupy Wymordowanych, którym wyglądem dużo bliżej było do zwierzęcia niż człowieka. Mówiło się, że wirus nie odebrał im człowieczej świadomości, a niektórzy nadal mogli poszczycić się w pełni ludzkimi zmysłami i inteligencją. Ten wielki komar był tego niezbitym dowodem. Jillian nie sądziła, że uda jej się porozumieć z kimś o tak odpychającej aparycji — możliwe, że ktoś inny będąc na jej miejscu już dawno zdecydował się na ucieczkę. Dlaczego ona nie wzięła nóg za pas — przecież była doświadczoną uciekinierką, przez niemalże całe swoje życie uciekała przed swoją fatalną przeszłością, bo ta nie dawała jej spokoju, atakowała ją we snach, otwierając ledwo co zasklepione blizny. Chciała to przerwać — ten ciągły bieg. Robiła to drobnymi krokami, centymetr po centymetrze. Truchtała, zatrzymywała się i w końcu stawała w miejscu. Próbowała to wszystko zatrzymać, pogodzić się z tym, co kiedyś ją spotkało. Momentami myślała, że już jest po wszystkim — wtedy okazywało się, że to wszystko nadal trwa i znów musi uciekać. Czy teraz też musiała prysnąć?
Oszustowi powinno być łatwiej rozpoznać innego oszusta — dokładne obserwacje pozwalały na wyciąganie wniosków. Teraz miała utrudnione zadanie, bo niby jak miała wyczytać coś z twarzy wielkiego, obrzydliwego komara? Jej bursztynowe ślepia praktycznie cały czas wędrowały wokół jego sylwetki. Zmęczone, ale wciąż czujne spojrzenie miało wiele do roboty — wiedziała, że musi go rozpracować, nawet jeśli miałoby się okazać, że od początku nie miał złych zamiarów. Dużo bezpieczniej było być wyczulonym, zwłaszcza w tak odludnym miejscu. Może postanowił się tu zaszyć, bo mógł bez jakichkolwiek problemów zbawiać do siebie niczego nieświadomych wędrowców, by przy pomocy jagód raz na zawsze zakańczać podróże zagubionych? Wszystko było możliwe — każdy wymyślał nowe sposoby rozprzestrzeniania plugastwa i nienawiści na tych ziemiach. Doskonale znała podobne sztuczki — zmęczonego podróżnika łatwo było do siebie zwabić. Przytulne ciepło wodziło na nos, wpędzało prosto w sidła. Dlaczego więc tak łatwo dała się podejść, skoro prawie pewna była podstępu? Właśnie — była pewna, a to dawało jej niewiarygodnie dużą przewagę.
Przesadna ufność była zgubą. Jillian jeszcze chwilę chciała grać niepewną, nieco zagubioną (choć zagubiona faktycznie była), udając niemalże idealną ofiarę. W kieszeni trzymała nóż — była gotowa by go użyć, gdyby okazało się, że sprawy przybrały mniej korzystny obrót. Ale broń była ostatecznością, bo musiała też brać pod uwagę opcję, że wielki owad nie chciał jej krzywdy, choć jej niesamowita podejrzliwość mówiła jej, że to wszystko jest tylko starannie przyszykowanym przedstawieniem. Finał miał odsłonić wszystkie demony i uświadomić ją, że nie ma odwrotu.
Jego reakcje wydawały się być typowo ludzkie — desperatka czuła się aż dziwnie, gdy przyglądała się temu, jak reaguje na poszczególne słowa. Czy możliwe było wyuczenie się takich reakcji? Nie była pewna.
Na opowieść dotyczącą znalezienia jagód kiwnęła tylko głową. Przez chwilę myślała nad całą historią, jakby doszukiwała się w nich jakichś niejasności i niedociągnięć, dzięki którym mogłaby obalić jego słowa. Nadal nie wyobrażała sobie jak w tak nieludzkich warunkach mogły rozwijać się jakieś owoce, ale może faktycznie gdzieś w tym całym mrozie potrafiły przetrwać jakieś rośliny. Ciężko stwierdzić.
Powiedzmy, że umowa stoi. Pokaż mi gdzie jest ten krzak, a ja spróbuję zdobyć dla Ciebie ten owoc — odpowiedziała stanowczo, gotowa podjąć się wyzwania. Póki co nie widziała żadnej innej opcji, był niemalże skazana by podążać za jego pomysłem. Zdecydowała się nawet złapać za jego dłoń — uścisnęła go delikatnie, jakby na znak pojednania. — A dlaczego chciałeś dać go złodziejaszkowi? Uzależnił się jak Ty kiedyś?


[Jillian] Nie oceniaj każdego dnia po zbiorach, ale po nasionach, które zasiałeś - Page 2 Sw4zHGV
NEVER WANTED TO BE HERE NOW,
ONE FOOT IN THE GRAVE, OTHER ON THE GROUND.
Jillian





Jillian
Opętana
GODNOŚĆ :
Jillian O’Shea.


Powrót do góry Go down







Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Powrót do góry