:: Eden :: Rajskie miasto

Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

Go down


Re: Nad rzeką - dom Nasceli

Pisanie by Nascela on Pią 1 Mar - 22:01
Nie musisz szukać pretekstu do odwiedzin, Shane. Jesteś tutaj mile widziany. Ponadto nie zapominaj o uratowanym dziecięciu.
   Zerknąwszy przez ramię wprost na oblicze swojego rozmówcy, na ustach anioła pojawił się delikatny uśmiech, Chyba go polubił, choć nie miał co do tego stuprocentowej pewności. Ludzkie emocje nadal stanowiły dla niego zagadkę. Nie umiał objąć ich rozumem. Były nieobliczalne i niebezpieczne, jak żywioł, nad którym sprawował piecze.
  — Eksperymenty? — powtórzył i skrzywił się na dźwięk tego słowa. Czuł jego dziwny posmak w ustach. Nie miał nigdy do czynienia z tak zwanymi naukowcami, ale wiedział, że tacy ludzie istnieli i krzywdzili innych.
  Widzisz, Boże, na co zdało się twoje zniknięcie, skoro na świecie nadal istnieje trudno do ujęcia słowami zło, większe od tego, które zmusiło cię do podjęcia takiego radykalnego kroku?
  Przymknął na chwilę oczy. Nie pojmował zamiaru Kreatora.
   — Cieszę się, że wyszedłeś z tego cało. I niestety muszę odmówić. Rzadko jej używam. Od czasu, kiedy wstąpiłem na Ziemię w takiej oto ludzkiej powłoce, moc oferowana mi przez Boga zachowuje się inaczej niż niegdyś — odrzekł, pominąwszy nieprzyjemne dla uszu szczegóły. Tak czy owak korzystał z niej jedynie w ostateczności.
  Uśmiechając się przepraszając, zajął swoje miejsce przy stole. Zanim udzielił mężczyźnie odpowiedzi, dokończył modlitwę krótkim amen. Przyjrzał się mu, ujmując w dłoni widelec. W duchu przyznał mu racje. Modlitwą nic nie wskóra, a mimo to czuł się źle, przystępując do posiłku bez tej rutyny. Weszła mu w nawyk.
   — To odruch — skwitował krótko, znowu dość oszczędnie, po czym po prostu zajął się konsumpcją posiłku. Bądź co bądź był aniołem, więc trudno było mówić mu o takich rzeczach przy niemalże całkowicie obcej mu osobie. Powinien okazywać więcej pokory w stosunku do Stwórcy. —  W towarzystwie posiłek smakuje inaczej, lepiej — rzekł po przełknięciu kilku kęsów w próbie przerwania milczenia, które między nim zapadło. Na moment zapomniał o swoim gościu. Oddalił się myślami do anielicy, która zaledwie trzy dniu temu opuściła Eden w celu odnalezienia swojego podopiecznego. Była jedyną, która towarzysza mu w trakcie takowych. W jego oczach pojawiła się melancholia.



I can't control myself, don't know who I've been
And who is this monster wearing my skin?
Nascela





Nascela
Anioł Zastępu

Powrót do góry Go down


Re: Nad rzeką - dom Nasceli

Pisanie by Shane on Sob 2 Mar - 16:20

 Nie musiał szukać pretekstu do odwiedzin? Być może dla Nasceli wydawało się oczywiste, jednak dla niego samego nieco nienaturalne. Rudzielec rzadko kiedy przywiązywał się do ludzi, a tym bardziej miejsc. Ciężko mu był określić dlaczego chciał tutaj wracać, poza tym ze swą wątpliwą reputacją nie miał przyjaciół. Na swoim koncie mógł policzyć osoby, które pragnęły zadźgać go na śnie, a przybywanie w jego otoczeniu wiązało się z ryzykiem i niebezpieczeństwem. Dopóki Nascela trzymał się od niego z daleka, dopóki siedział w Edenie jego życie wydawało się bezpieczne.
— Eksperymenty?
Tak. Nie wiem kim byli, ale na pewno wiem, że nie należeli do żadnej z grup znanych na Desperacji. Również nie byli to KNW. Potrafili mieszać w zmysłach, nie wiedziałeś o jest prawdą, a co fikcją. Na jawie widziałem swojego zmarłego brata, jedyną osobę, która coś dla mnie znaczyła i którą musiałem zabić, aby samemu przeżyć. To co mi wszczepili — Tutaj zerknął na tatuaże — Powoli mnie wykańczało. Na początku miałem niewielki znak na nadgarstku, jednak im bardziej zwlekałem, tym to się rozrastało. To dzięki nim zdobyłem zdolność, dzięki której mogę władać elektrycznością.
Przeniósł na niego wzrok, wbijając widelec w kolejny kawałek posiłku i pakując go do ust.
Nie powinieneś się jej bać używać.
 Nie kontynuował dalej wywodu, gdyż wolał zjeść posiłek. Smaczny, ciepły posiłek, sycący jego żołądek od tych paru dni. Spożywanie samej wody i wątpliwej jakości białka nie równało się z daniem, które otrzymał od anioła.
 Zerknął na niego spod oklapniętych, mokrych włosów i zauważył jego oddalenie się myślami. Anioł dano opuścił pomieszczenie, w którym się znajdywali. wyszedł gdzieś na mentalny spacer, kompletnie zapominając o swoim ciele pozostawionym przy stole z zupełnie obcym sobie wymordowanym. Gdyby rudzielec był mniej stabilny najpewniej dawno rzuciłbym mu się do gardła i je rozszarpał. W ataku szału nawet grupa aniołów mógłby mu nie dać radę. Mięśnie zbudowane na latach treningów, spożywaniu białka i silnym wilczym gonom mogło okazać się sporym utrudnieniem dla kogoś kto nie miał doświadczenia w obyciu z wymordowanymi. Na szczęście Pradawny posiadał zdrowy rozsądek, na tyle stabilny, na ile jego gniew trzymany był na krótkie wodze. Swój popis zdolności zademonstrował jednemu Smokowi, który musiał powstrzymać lawinę gniewu swojego przełożonego.
I tak cię namówię.
Rzucił w eter, wiedząc, że w końcu dopnie swego. Nascela prędzej czy później zdradzi się ze swymi zdolnościami, pozwalając mu na doszlifowanie własnych umiejętności.
Chyba powinienem już pójść. Długo mnie już nie ma.





Wyrwałem się z obławy tej, schowałem w jakiś las.
Lecz ile szczęścia miałem w tym, to każdy chyba przyzna.
Leżałem w śniegu jak nieżywy długi, długi czas.
Po strzale zaś na zawsze mi została krwawa blizna.
Shane





Shane
Pradawny    Opętany
GODNOŚĆ :
Shane.


Powrót do góry Go down


Re: Nad rzeką - dom Nasceli

Pisanie by Nascela on Sob 2 Mar - 20:39
Gdyby Nascela posiadał umiejętność czytania w myślach, z pewnością wybiły Wymordowanemu z głowy tego typu dywagacje. Otóż nie wierzył, że mężczyzna mógłby sprowadzić na niego jakiekolwiek nieszczęście. Sam był winny temu, że nie układało mu się tak, jak sobie tego życzył, a wszystko zapoczątkował fatalny błąd, a raczej obłęd, któremu przyklasnął kilkanaście lat temu. Choć czasem - w największych chwilach zwątpienia, pojawiających się zaraz po użyciu mocy żywiołu - obarczał winną Stwórcę, bo tak było prościej, łatwiej.
  Nie wiedział, jak skomentować kolejne wyznanie Wymordowanego. Nie znał się na tych sprawach, ale skoro Shane zyskał coś w zamian, to można byłoby rzecz, że pod pewnym względem krzywdy zostały mu zrekompensowane.
  Zamiast ujmować przemyślenia w zdania o niskiej wartości merytorycznej, nabrał na widelec kolejną porcję posiłku. I nie odezwał się ani słowem, aż do momentu, kiedy ryba nie znikła z jego talerza. Wtedy też zerknął na mężczyznę. Na jego ustach pojawił się blady uśmiech po usłyszeniu zapewnienia, że kiedyś namówi go na trening z użyciem elektryczności. Bał się jej używać i póki co nic nie było w stanie zmienić jego punktu widzenia na tę sprawę. Używając ją, tracił fragmenty samego siebie w postaci wspomnień, pamięci. Wpadał w niebezpieczny dla otoczenia trans. Wchodził do pozbawionego drzwi pomieszczenia i rozprawiał się w znajdującym się w nim meblami, mimo iż nie zostało ich dużo. Raptem kilka przedmiotów. Nie chciał, by ataki szału powtórzyły się w trakcie spotkania z pobratymcami albo w towarzystwie istot całkowicie mu obcych, choć taka sytuacja miała miejsce kilka lat temu w obliczu osoby, która nie miała nic przeciwko temu. Po prawdziwe sprawa rozeszła się po kościach, ale Nascela nie chciał powtórki z rozrywki.
Zerknął w kierunku okna. Ciemność powoli opadała na Eden.
  — Zapada noc. Jesteś pewny, że chcesz wracać o tej porze? — Pozbierawszy talerze ze stołu, zerknął w oblicze swojego rozmówcy. Nie chciał powstrzymać go przed tym zamiarem i może nie powinien mu tego mówić, ale w końcu, po kilku sekundowej walce z samym sobą wreszcie się odważył. — Słyszałem, że na Desperacji po zmroku można się natknąć na nieprzyjemne w obyciu stworzenia. Jeżeli chcesz, to może zostać do rana. Wówczas zaprowadzę cię do samej granicy — zaproponował po chwili zawahania. W gruncie rzeczy mógłby to zrobić nawet za chwilę, ale nie uśmiechał mu się dłuższy spacer w objęciach zimna, które w noce wzrastało i jednocześnie sprawiało, że na jego skórze pojawiały się czerwone plamy.
Umieścił brudne naczynia w zlewie. Postanowił pozmywać później, choć z reguły nie odsuwał tej czynności w czasie. Zwykle sprzątał od razu, lecz wynikało to głównie z braku innych zajęć. Teraz nie był sam.



I can't control myself, don't know who I've been
And who is this monster wearing my skin?
Nascela





Nascela
Anioł Zastępu

Powrót do góry Go down


Re: Nad rzeką - dom Nasceli

Pisanie by Shane on Pon 4 Mar - 9:44
 Propozycja nocowania wydawała mu się niezwykle kusząca. Swoje twarde, niewygodne łóżko składające się jedynie z zużytego przez stacjonujących żołnierzy na Desperacji materaca, w którym było widać wystające sprężyny. Za każdym razem kiedy kładł się spać, a zdarzało się to niezwykle rzadko, zastanawiał się ilu przed nim skonało na niewygodnym meblu. Najpewniej żaden, jednak on lubił mieć wizję śmierci, jak gdyby ona trzymała go w trzeźwych ryzach.
 Nie pil z dobry rok odkąd w jego życiu pojawiła się Yenewelia. Rok w abstynencji, rok nałogowego palenia.
 Jeden nałóg zastąpił drugim.
Jeśli nie obawiasz się mojej obecności, to przenocuje.
Miał nadzieję, że Nascela nie wyjedzie po raz kolejny z tekstem o dziecku, bo szczerze nim rzygał. Anioł widział w nim altruistę, a prawda była mniej szlachetna niż skrzydlaty mógł przypuszczać. Dziecko było kolejną wymówką, kolejną ucieczką; drogą ewakuacyjną. Może i jego czyn był empatyczny, jednak również niezwykle egoistyczny.
A co ochroniarz mnie przed swymi braćmi?
Zaśmiał się przekornie, ukazując swoje dwa lekko zaostrzone kły. Prawdę mówiąc, nie potrzebował ochrony odkąd w jego ciele zaszły nieodwracalne zmiany.
 Odkąd jego organizmem miotał wirus, tym w nim budziły się zwierzęce, niepohamowane agresywne instynkty. Chęć walki i krwi stawała się namacalna, a on poddawał się tej woli.
Co do natknięcia na nieprzyjemne stworzenia...Czy wiesz coś może o kolesiu na koniu? Wygląda trochę jakby się urwał z biblijnej apokalipsy.
 Ciekawe czy anioły miały do czynienia z Jeźdźcem. W końcu facet wyglądał jak z przepowiedni, a aniołom nie było jakoś szczególnie daleko do podobnych dziwactw.
 Facet na koniu na pewno powróci, na pewno stanie ponownie na jego drodze. Był tego pewien. W końcu, to on posiadał artefakt. Do ich kolejnego spotkania musiał mieć spory wachlarz umiejętności i informacji na jego temat. Po co? Nie mógł się mierzyć z kimś kto jak na razie miał nad nim przewagę. Na samą myśl przeszedł go dreszcz podniecenia.





Wyrwałem się z obławy tej, schowałem w jakiś las.
Lecz ile szczęścia miałem w tym, to każdy chyba przyzna.
Leżałem w śniegu jak nieżywy długi, długi czas.
Po strzale zaś na zawsze mi została krwawa blizna.
Shane





Shane
Pradawny    Opętany
GODNOŚĆ :
Shane.


Powrót do góry Go down


Re: Nad rzeką - dom Nasceli

Pisanie by Nascela on Pon 4 Mar - 15:31
Anielskiej rasie wielokrotnie była zarzucana naiwność przez wzgląd na dobroć, którą kierowali się przedstawiciele tej rasy. I Nascela właśnie przekonał się na własnej skórze dlaczego tak sądzono, choć do tej pory żył przekonaniu, że głównie kierował się zdrowym rozsądkiem. Zaufał najemnikowi, mimo iż wiedział o nim niewiele ponadto, czego nie dawno były świadkiem jego uszu. Uratowanie dziecka przemawiało na jego korzyść, ale czy to znaczyło, że żołnierz Edenu powinien inwestować tyle w tą nieoczekiwaną znajomość? No cóż, nie przemyślał tego, bowiem po chwili z jego ust wyszła odpowiedź:
  — Nie obawiam. Przekonałeś mnie, że nie masz względem Edenu złych intencji. I nie umniejszam twojej sile, Shane, ale ty też nie powinieneś lekceważyć nas, aniołów.
  Pewność siebie, którą emanował mężczyzna, sprawiła, że gospodarz nieco pożałował tego, że zaoferował mu nocleg. Niemniej nie miał w zwyczaju cofać wcześniejszych deklaracji. Skierował się ku drzwiom, by przygotować dodatkowe posłanie, ale zamarł w pół kroku.
  Przywołując wspomnienia tamtego dnia, czuł jak po ciele rozprowadzają się nieprzyjemne dreszcze. Nie był gotowy na taką nieoczekiwaną konfrontacje.
  — Wiem. Miałem z nim do czynienia zaledwie kilka dni temu. — Zwrócił twarz ku Wymordowanemu. Poniekąd nadal słyszał w głowie echo słów Śmierci - artefakt przywódcy. — Pojawił się nieoczekiwanie. Zaatakował mnie oraz jednego z moich braci. Wysunął swoje irracjonalne żądanie, po czym odjechał, nie pozostawiając po sobie choćby pojedynczego śladu, poza echem słów — zrelacjonował krótko, bowiem nic nie stało na przeszkodzie, by podzielić się tą informacją z Shane'm. Najprawdopodobniej ich doświadczenie z osobliwą istotą było podobno, a przynajmniej to podpowiadała mu intuicja. Po dziś dzień nie był skłonny ocenić, czy to boży wysłannik, czy kreatura podszywająca się pod nań, jednakże nadal czuł przed tym osobnikiem respekt i swego rodzaju lęk. Obawiał się, że to boskie działo. Kolejna z prób, którą Stwórca postawił na drodze swoich dzieci na drodze do zbawienia. W jego myślach natychmiast ukazał się jeden z fragmentów biblii: I widziałem, a oto koń płowy, a tego, który siedział na nim, imię było Śmierć, a Otchłań mu towarzyszyła; i dana im jest moc nad czwartą częścią ziemi, aby zabijali mieczem i głodem, i morem, i przez zwierzęta ziemskie. Zacisnął mocno powieki. Wolał o tym nie rozmyślać.



I can't control myself, don't know who I've been
And who is this monster wearing my skin?
Nascela





Nascela
Anioł Zastępu

Powrót do góry Go down


Re: Nad rzeką - dom Nasceli

Pisanie by Shane on Pią 22 Mar - 19:26
 Pewność siebie Shane'a mogła przygniatać i męczyć, lecz Nascela nie mógł mu się dziwić — rudzielec przynależał do plugawej rasy; dodatkowo żyjąc równie długo, stąd narodziła się w nim niesamowicie irytująca pewność siebie.
Nic takiego nie powiedziałem. Strach jest bardzo ludzki.
Podniósł się z krzesła równając się praktycznie z nim wzrostem. Wbił w oczy Nasceli złote, wręcz hipnotyzujące spojrzenie, któremu towarzyszył zawadiacki uśmiech udekorowany w dwa, ostre kły. Wilcze ślepia lustrowały go, szybko uciekając na drewnie, zbyt skromne meble. Przesunął spojrzeniem po ładnie wyrzeźbionych frontach szafek, zastanawiając się nad ich fakturą pod palcami. Ciekawość ugaszona głosem Nasceli przywróciła go do porządku. Wcześniejsze przypuszczenia okazały się prawdziwe — anioły również borykały się z dziwnym Jeźdźcem. Ich archanioł znajdywał się w niemałych kłopotach podobnie jak inni przywódcy grup zamieszkujący Desperację.
 Sięgnął palcami do amuletu wiszące na jego piersi, a ukrywającego się pod obszernym materiałem ubrań, które dostał od anioła. Myśl o Apokalipsie sprawiła iż poczuł pieczenie na klatce piersiowej. Miał wrażenie jakby amulet zapłonął ogniem, jednak równie dobrze mogło to być jego ciało. Podniecenie mieszające się z adrenaliną powodowało natychmiastowe podwyższenie temperatury, która okazać się mogła wyczuwalna dla kogoś znajdującego się w pobliżu.
Rozumiem. Uważajcie na niego.
Odparł, mijając mężczyznę.
 Wchodząc do pokoju rozejrzał się po spartańskim wnętrzu. Przypomniały mu się czasy kiedy ukrywali się wraz z Nicolasem przed policją i ludźmi, z którymi Shane nie miał zbyt przyjaznych relacji. Ich meble praktycznie nie różniły się od tych. Minimalistyczne, proszące o kolejne życie. Wnętrze puste i zimne, i nawet kwiaty stawiane przez Nicolasa w każdym możliwym kącie nie sprawiły, że rudzielec czuł się jak w domu.
Łóżko równie twarde. Wpatrzony w sufit, poczuł jak mięśnie odruchowo się napinają. Czasy, w których musiał być czujny przez całą noc wróciły, a on nie wiedział kiedy zacisnął szczękę aż zabolała go żuchwa.
 Zamknął powieki. Wdychał akurat powietrze z mieszkania przy ulicy St. Bride siedem przez osiem, doskonale czując kurz oraz zapach wczorajszej pizzy. Nicolas zasnął przed telewizorem oglądając kreskówki, a on leżał w ciemnym pokoju z obitymi zebrami, złamanymi dwoma placami, podbitym okiem i rozwaloną dolną wargą. Metaliczny posmak krwi na okrągło przypominał mu o tym, jak do tego doszło i jak żałośnie wyglądał. Doczołgał się ledwo do domu, praktycznie wdrapując na czworakach po schodach i niczym karaluch wpełzając do swojego pokoju, aby brat go czasem nie zobaczył.
 Tamte wspomnienia były niezwykle żywe. Rzadko kiedy jakiekolwiek z tamtego okresu powracały. Często ukryte za gęstą mgłą pozostawały dla Shane'a nieodszyfrowaną zagadką, labiryntem jego własnych krętych korytarzy, w których błądził. Czasem pojawiały się nieznajome twarze, przyjemne głosy.
 Sen również był niespokojny, pełen koszmarów. Przebudził się przepocony tuż nad ranem, kiedy wytrącił go z pędzącego samochodu, w którym akurat jechał, obcy dźwięk. Zerwał się do siadu z ciężkim oddechem, starając się oprzytomnieć szybciej niż mógłby. Na początku nie rozpoznał dźwięku, jednak im dłużej się przysłuchiwał, tym był coraz pewniejszy, że gospodarz jest miłośnikiem skrzypiec.
Ranny ptaszek.
Mruknął posępnie.
 Opadł ponownie na posłanie, zasłaniając poduszką głowę. Niechciane promienia słońca wdzierały się przez niedbale zasłonięte okno, trafiając swoimi długimi, ognistymi ramionami prosto w policzek Pradawnego. Dźwięk nie cichł, a jego niemrawy nastrój nagłą pobudką robił się coraz bardziej paskudny.
Stanął za plecami gospodarza, zapominając o etykiecie czy kulturze. Odziany w spodnie, ziewnął głośno.
Nie możesz spać czy jak?





Wyrwałem się z obławy tej, schowałem w jakiś las.
Lecz ile szczęścia miałem w tym, to każdy chyba przyzna.
Leżałem w śniegu jak nieżywy długi, długi czas.
Po strzale zaś na zawsze mi została krwawa blizna.
Shane





Shane
Pradawny    Opętany
GODNOŚĆ :
Shane.


Powrót do góry Go down


Re: Nad rzeką - dom Nasceli

Pisanie by Nascela Yesterday at 18:06
  Nascela nie wyrzekł już choćby słowa, jakby w obawie, że może czymś urazić swojego rozmówce. Dostrzegając zmęczenie na jego twarzy, przemieścił się do pokoju i zaścielał dodatkowe posłanie, które zwykle było zajmowane przez Zaneri, gdy jeszcze u niego pomieszkiwała. Wrócił do kuchni kilka chwil później.
  — Wszystko gotowe. Możesz się położyć — zachęcił, a sam przemył brudne naczynia, po czym udał się do łazienki. Związał włosy w ciasny kok, coby ich nie umoczyć i wziął szybką kąpiel. Mężczyzna już spał, gdy wszedł do sypialni, zatem nie zdążył nawet życzyć mu dobrych snów. Zasnął, wsłuchując się w jego niespokojny oddech.

*

  Obudził się, zanim zapiął pierwszy kogut. Z wbitym w dal spojrzeniem, palce przemieszczały się po strunach instrumentach. Wydobywająca się spod nich melodia była delikatna, ale przy tym melancholijna, dopasowana do towarzyszących mu emocji. Otóż myślami był daleko stąd. Nawet chłód, zalegający pod poły ubrania, nie był w stanie wyprowadzić go z sideł transu, w który zapadał.
  Usłyszawszy zgrzyt desek podłogowych przebijające się przez szum rzeki, nawet nie drgnął. Oczy wbite dotychczas w niewielkie wzniesienie na drugim brzegu, przemieściły się ku górze. Ulokował je na udekorowanym w chmury niebie; słońce nie miało najmniejszych szans na przedarcie się przez szarość obłoków. W powietrzu unosiła się wilgoć i wiatr, delikatnie muskający skórę anioła. Czuł jak włoski na karku stanęły mu dęba, ale nie schował się w ciepłym pomieszczeniu ogrzewanym przez kominek. Chłonął urodę otaczającej go przyrody, jakby świat, po którym stąpał, dobiegał właśnie końca.
  — Nie możesz spać czy jak?
  Skierował wzroku ku właścicielowi tych słów. Stał tuż przy drzwiach, opierając się o framugę. Na ustach żołnierzu Edenu mimowolnie pojawił się uśmiech.
  — Wybacz. Nie chciałem cię obudzić — wyznał i dopiero wówczas dłonie oderwały się od strun instrumentu. Harfy, którą nabył dawno temu. — Zwykle sypiam od trzech do pięciu godzin na dobę i to mi wystarcza. Ponadto — zerknął na trzymany w dłoń przedmiot — każdy poranek zaczynam tak samo. — Podniósł się z pokrytych kocem desek, odstawiając harfę pod ścianę. — Wejdź do środka. Zmarzniesz — zaproponował i zadrżał; sam czuł przenikający do kości chłód, a widok mężczyzny w samych spodniach sprawił, że w końcu go odczuł. Pociągnął nosem, wyczuwając wzbierający się w nim katar. — Przygotowałem nam śniadanie.
  Wszedł do pomieszczenia, a potem bez słowa przeszedł do kuchni, gdzie na stole leżał skromny posiłek. Składał się z pieczywa, twarogu, mleka i warzyw.
  — Usiądź. — Nawet nie zerknął przez ramię; wyczuwał obcy oddech w bliskiej odległości od swojego karku.
  Podszedł do kuchenki, by zalać wrzątkiem  dwie przygotowane kubki. Domyślał się, że Shane zapewne niebawem go opuści, niemniej chciał mu pozwolić na podróż o pustym żołądku. Po chwili wrócił, niosąc dwa naczynia z parującą zawartością.



I can't control myself, don't know who I've been
And who is this monster wearing my skin?
Nascela





Nascela
Anioł Zastępu

Powrót do góry Go down


Re: Nad rzeką - dom Nasceli

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

Powrót do góry