Ogłoszenia podręczne » KLIKNIJ WAĆPAN «
  • 20/02. Odbyło się kolejne losowanie chorób. Sprawdź czy twoja postać wciąż jest zdorwa!
  • 20/02. Zapoluj na niedźwiedzia babilonskiego.
  • 13/02. Kto sieje mak, ten zbiera wiernych. Wypowiedz się na temat KNW!
  • 11/02. W profilu, w zakładce Contact, pojawiło się nowe pole dla chętnych: discord.
  • Trwają zapisy na bal walentynkowy! Zgłoś się z osobą towarzyszącą.
  • 05/02. Co z organizacją Drug-on? Zaproponuj.

 :: Misje :: Retrospekcje :: Archiwum


Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Go down

Coś było nie tak, a nawet bardzo nie tak. Ta myśl nie dawała spokoju informatorowi, który skrócił nieco trzymaną w dłoni smycz. Raz lub dwa pociągnął za nią ostrzegawczo, by spowolnić czworonoga.  Ten, zważając na nic, pędził w bliżej nieokreślonym kierunku, jakby zapomniał o ich pierwotnym celu wędrówki – parku, a przecież była to ich zwyczajowa trasa wieczorną porę.
  Zachowanie psa jeszcze bardziej zaniepokoiło Havoca. Choć zwykle Halk wykazywał się większym stoicyzmem na unoszące się w powietrzu zapachy, dziś był niespokojny, w porównanym stopniu, co on sam. Jakby udzielił mu się  podły nastrój właściciela. Mike nadal czuł zęby, które zacisnęły się na cienkim materiale rękawiczek, a przecież nigdy wcześniej nie odnotował takiego zachowania u pupila. Swoją niechęć do nakrycia dłoni akcentował cichym, pojedynczym sykiem.
  — Halk. — Cichy głos, który wydobył się gardła informatora nie był w stanie przebić się przez złowieszczą ciszę panującą na ulicy. Dopiero po chwili mężczyzna zrozumiał, że posłużył się szeptem; takowy zabrzmiał obco, jak gdyby nie należał do niego, choć nie miał żadnych wątpliwości, że otworzył usta, aby wypowiedzieć imię psa.  
  Zaniepokojenie zmogło się jeszcze bardziej, gdy Havoc obdarzył go  spojrzeniem. Czarny towarzysz nawet na niego nie spojrzał. Może powinien udać się z nim do weterynarza? Co prawda kontrolną wizytę mieli umówioną na czternastego kolejnego miesiąca, ale lepiej sprawdzić za w czasu, czy psu nic dolega. Nosem niemal szurał po chodniku, jakby złapał trop, jakby wyczuł znajomy zapach, a przecież w miejscu tak bardzo uczęszczanym nie było takiej możliwości. Chyba, że osoba, która znalazła się w kręgu zainteresowań zwierzęcia przechodziła tędy całkiem niedawno, co jedynie potwierdziło teorie Havoca. Paranoja powoli przekształcała się w rzeczywistość, choć dotychczas wszystko rozgrywało się w jego głowie.
  Przekroczywszy teren parku, poczuł się jeszcze gorzej. Panująca tam ciemność sprawiła, że po kręgosłupie przeszły mu dreszcze. Nadal nie wymieniono żarówki w latarni obok fontanny, która spaliła się kilka dni temu. Najwyraźniej nikt nie powiadomił o tym odpowiedniej służby i nic w tym dziwnego. Rzadko ktokolwiek zapuszczał się na obszar zielony o tej porze. Mike nabrał do ust powietrza. Wyglądało na to, że wreszcie zostanie zmuszony spełnić swój obywatelski obowiązek. Jednak przestał mieć to na uwadze, gdy kolejny raz po linii jego kręgosłupa przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Rozejrzał się za siebie, ale nie dostrzegł w polu widzenia żadnego obcego kształtu. Nie usłyszał też niczego, co mogło zaalarmować go obecność obcej jednostki. Znowu przesadzał.
  Halk, nie zaważając na stan emocjonalny właściciela, poszedł za swoją potrzebą i podlał pierwsze drzewo. Havoc poluzował smycz, by dać psu trochę prywatności. Przez chwilę zastanawiał się, czy aby na pewno jej nie odpiąć, choć nigdy wcześniej tego nie robił. Przy odrobinę szczęścia, którego nigdy nie miał za wiele, być może zwierzę zaprowadziłoby go do prześladowcy, ale co, jeżeli pies zaatakuje kogoś niezwiązanego z tą sprawą? Wolał nie ryzykować.
  Zagwizdał. Pies znalazł się na w powrót przy nim.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Nie tak, tak bardzo nie tak, gdy wskazówki na wieży zegarowej kawałek dalej, jeden z nielicznych zabytków, którego nie zniszczyły wojny, w tym ta największa, ruszyły dalej. Miejscowa legenda mówiła, że w roku 2906 ktoś usłyszał hejnał. Właśnie z niej. A było to przecież przed tymi wszystkimi renowacjami. Możliwe? Jak dla niego nie, łatwo przychodziło mu wkładanie takich sensacji między stronice podręczników o technikach wojennych. Łatwo widoczne zakładki, ale za nimi nie szło nic więcej. Pan informator być może usłyszał swój hejnał. Albo był tego bliski, w cieniu wysokich drzew, w gąszczu krzewów o które dbali ogrodnicy. On trzymał za smycz swojego psa, a na szyi prawie zacisnęła się obroża, zastępstwo dla pętli, którą postanowił wycofać. Halk bardzo łatwo wyłapywał nowe zapachy, jego nos pracował tego dnia intensywniej niż zawsze, zapominając na chwilę o zasadach, które przecież tak solidnie wpajał mu jego właściciel. Nie szczeknął, nie spojrzał, brak reakcji. Pies wyznaczał kierunek, który wyraźnie prowadził w stronę parku, do którego zresztą i tak zmierzali. Była na tyle późna spora, że ciężko było mówić o potencjalnie dużym ruchu w okolicy, co dopiero w takim miejscu jak te, które wręcz zachęcało do ataku i kradzieży. Ale cel nie był głupi, o nie. Cel musiał wiedzieć co robi.
Itachi oparł głowę o dłoń i udał że zapatrzył się w latarnię, której dawno nikt nie zmieniał żarówki i w samą fontannę, będącą w zasięgu jego wzroku. Czekał na nieporadny ruch, wystarczająco wyraźne spięcie, które mógłby natychmiastowo wykorzystać. Bez zamiaru czuł jak upaja się tym przewagą, którą wielu wojowników doprowadziła do zguby, utraty zdrowego rozsądku.
Raz.
Spowolnił oddech, poruszył powoli palcami dłoni, która znajdowała się na oparciu ławki. Pies udał się w stronę drzewa, cel się nie ruszał, czekając.
Dwa.
Pies znalazł się ponownie przy nim, Itachi podniósł się niespiesznie z ławki, sprawdzając reakcje psa. Zareaguje czy nie? Powoli, wysypaną żwirem ścieżką, udał się w stronę fontanny, nie przejmując się panującą ciemnością.
Trzy.
Przeszedł kawałek dalej za fontanną by zanurzyć się jeszcze w ciemnościach i korzystając ze swojej łowczej przewagi, rzucił ciemnym kamieniem na prawo, w korę drzewa, które znalazło się kawałek dalej od marionetki SPECu. Gdzieś za Itachim, w tej ciemności, pojawiła się głośna grupa młodzieży. Doskonale. Kat zacisnął dłoń na rzeźbie fontanny za którą się ukrywał.
Jeszcze trochę.


Leżę w kanałach
zaraz wracam

Tymczasem w alternatywnym świecie...
                                         
Itachi
Kat
Itachi
Kat
 
 
 


Powrót do góry Go down

 Pies już wcześniej zarejestrował szuranie podeszew butów o żwir, ale zareagował dopiero wówczas, gdy jeden z kamyków uderzył o korę drzewa. O ile informator pozostał pozornie obojętny na odgłos wydany przez czyn Łowcy, o tyle Halk obnażył garnitur zęby w akompaniamencie warkotu. Jednakże Havoc nie pozwolił mu na interwencje; pociągnął go ku sobie, jeszcze bardziej skracając smycz. Druga dłoń dyskretne sięgnęła do zmieszczonej pod rozpiętymi połami płaszcza kabury; kolejny raz sprawdził czy pistolet była na swoim miejscu. Wyczuwając jego chłód odetchnął, aczkolwiek niebieskie tęczówki przeczesały teren dookoła. Jedynym nie pasującym elementem do krajobrazu była czwórka nastolatków, okopujących tereny fontanny. Ich widok sprawił, że Havoc przystanął i przeanalizował sytuacje. Intuicja podpowiadała mu, że to nie oni rzucili ku niemu kamień, zatem – na podstawie wysuniętego przepuszczenia –  wrażenie, że jest obserwowany jeszcze bardziej się nasiliło. Czując na sobie ciężar obcego spojrzenia zrezygnował z ukończenia stałej trasy, zwykle pokonywanej podczas spacerów z psem.
 — Do nogi — rozkazał; rottweiler posłusznie wykonał jego polecenia. Nie tylko zmniejszył dystans dzielący go do swojego właściciela, ale również ukrył zęby i zamilkł, choć jego bystre, bezbiałkowe ślepia nadal skanowały okolice w poszukiwaniu niedostrzeganej sylwetki. Jej zapach dolatywał do nozdrzy smak coraz intensywniej, zapewne za sprawą wiatru. Wokół owej roztaczał się fetor tajemnicy, za którym pies chciał podążyć, ale jednocześnie lojalności nakazywała mu posłuszeństwa wobec swojego właściciela. — Jest zimno. Wracamy do domu — zawiadomił go Havoc i posłuchał. W gruncie rzeczy był to jeden z powód, który sprawiał, że informator przywiązał się do zwierzęcia bardziej niż do jakiegokolwiek przedstawiciela swojego gatunku. Rottweiler nigdy nie protestował, w ciszy dostosowywał się do wydawanych mu poleceń. Znał swoją rolę i sumiennie ją wykonywał; zawdzięczał Mike’owi życie.
 Informator dokonał taktycznego odwrotu i skierował swoje kroki w stroną, z której tutaj przyszedł. Nie miał najmniejszej ochoty na konfrontacje z prześladowcą, bowiem narosła w nim świadomość, że zna jego metody działa; funkcjonował na podobnych zasad. Chociaż zmrok nie był jego sprzymierzeńcem, paradoksalnie zwykle chował się w cieniu. Przyczajał się na wyjęte spod prawa jednostki, uprzednio odszukując ich słabych punktów, a następnie wykorzystywał je przeciwko nim, by wydusić z nań najwięcej informacji w jak najkrótszym czasie. Odkąd raz zastosował tę metodę, nigdy go nie zawiodła. Na podstawie bagażu doświadczeń ucieczka przed intruzem ukrywającym się w ciemności była najrozsądniejszą opcją, którą przyszła mu do głowy. Ponadto nie miał tutaj już nic więcej do załatwienia; pęcherz Halka został opróżniony. Nadszedł czas powrotu do domu.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Atmosfera gęstniała, ale służbista nie miał żadnych powodów do tego by cokolwiek mu zarzucić, jeśli go znajdzie. Nie zrobił niczego niewłaściwego. Stworzenie zareagowało tak jak powinno. Doskonale. Zawężał pole widzenia, tworzył złudzenie, w które starał się wciągnąć jasnowłosego mężczyznę. Na razie wychodziło mu to stosunkowo dobrze. Jedyną niewiadomą był pies. Pomimo stworzonej na szybko, jak na niego, jako takiej strategii, stworzenie mogło go wydać raz dwa, jeśli wykona jakiś nieostrożny ruch. Cel postanowił się wycofać, choć było tak blisko! Itachi niemalże prychnął, ale postanowił się z tym wstrzymać i po prostu ugryzł się w kciuk, zastanawiając się jak dobrze mógłby wykorzystać tę sytuację. Skoro nie mógł dostać go w ten sposób to dostanie się do jego domu. Zaatakuje go w jego drzwiach. To nie powinno być przecież takie trudne. Wiedział przecież jakie było to piętro, teraz należało niepostrzeżenie się tam dostać. Wydawało mu się, że widział kilka balkonów. Na początek mogło być.
Przez trzy dni kręcił się już bardziej dyskretnie, aż w końcu go dopadł. Teraz już musiał mu wszystko wyśpiewać.

wątek zakończony

//Za późno, ale coś jest, przynajmniej ma oficjalne zakończenie. Dziękuję za ten wątek, Havoc.


Leżę w kanałach
zaraz wracam

Tymczasem w alternatywnym świecie...
                                         
Itachi
Kat
Itachi
Kat
 
 
 


Powrót do góry Go down

                                         
Sponsored content
 
 
 


Powrót do góry Go down

 :: Misje :: Retrospekcje :: Archiwum

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

 
Nie możesz odpowiadać w tematach