gry online



 :: M3 :: Północ :: Laboratoria

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Go down


Re: Laboratorium nr 7

Pisanie by Verity on 29/1/2019, 15:26
 Próbowała się nie stresować. Oczywiście, z góry była skazana na niepowodzenie, ale przynajmniej przez te starania mogła nieco załagodzić negatywny wpływ poszarganych nerwów. Wierzyła przynajmniej w to, że zwołany na szybko sztab ratunkowy naprawdę robi wszystko co w ich mocy, żeby jakoś pomóc. Obie kobiety wydawały się naprawdę przejęte losem napadniętej młodzieży, a już nie ich winą było, że ślady pozostawione przez tajemniczego jeźdźca stanowiły aż taki kłopot. Mieli jeszcze pięć dni... albo tylko, zależy z jakiej perspektywy się patrzyło. W najgorszym przypadku przynajmniej miała jasny obraz tego, kiedy i jak zginie. Dziwne było to uczucie, z jednej strony naprawdę straszne, z drugiej – jakby uspokajające. Jeśli naprawdę miałaby umrzeć przed upływem tygodnia, przynajmniej nie będzie musiała zdawać końcoworocznych egzaminów, martwić się zdobyciem pracy i innymi rzeczami, które niejednemu spędzały sen z powiek. A to zawsze jakiś plus!
 Nie zwróciła na to wcześniej uwagi i dopiero na słowa Lilly zainteresowała się dziwacznym szeptem, który od jakiegoś czasu brzęczał jej tuż przy uchu. Pogrążona w myślach, obce dźwięki uznała za echo rozmów dochodzących z korytarza lub sąsiednich pomieszczeń. Dotąd nie próbowała się im przysłuchiwać, więc nie dotarło do niej, że nie jest nawet w stanie ich zrozumieć; była przecież przyzwyczajona do słuchania obcej mowy wszędzie wokół siebie, stąd czasem po prostu "wyłączała" odbiór. A teraz, kiedy wreszcie przysłuchała się mglistemu brzmieniu wyrazów z zaskoczeniem odkryła, że ani pół słowa nie brzmi znajomo.
 — Słyszę coś... coś jakby szepty? — odpowiedziała niepewnie, na próbę przykładając dłoń do jednego ucha. Dźwięki nie ucichły, a więc rzeczywiście nie mogły raczej pochodzić z zewnątrz. Dziwne to było strasznie i wcale nie pomagało zachować spokoju. Ale może przynajmniej któraś z miłych pań będzie w stanie wyciągnąć z tego jakieś informacje pomocne w rozwiązaniu problemu... chociaż niestety, wystarczyło zerknąć na ich twarze by przekonać się, że błądziły we mgle równie gęstej co dzieciaki.
 Wybornie.
 Bez protestów udała się za blondynką do innego pomieszczenia na kolejny test. Podpatrywała zresztą cichcem, co też w ogóle robią – z czystej ciekawości naukowej – a niedługo potem wrócili znów do pierwszej sali. Ucieszyła się niezmiernie na widok Bajzla, całego i zdrowego, który już czekał grzecznie. Radość była zresztą obustronna, bo ledwie Greenwood przekroczyła próg pomieszczenia, psiak przytruchtał do jej nóg, domagając się atencji. Razem podeszli z powrotem do kozetki, gdzie Verity usiadła, a kundelek wskoczył jej na kolana. Objęła go zaraz czule, zanurzając dłonie w szarym futerku; obecność pupila od razu zadziałała na nią uspokajająco nie tylko ze względu na oczywiste więzi, ale też choćby dlatego, że zwierzak okazał się cały i zdrów. Przez kilka straszliwych chwil naprawdę obawiała się, że biedaczek też oberwał przypadkiem jakieś paskudztwo od trupiego jeźdźca i lekarze zdecydują się go uśpić, co byłoby dla dziewczyny ogromnym ciosem. A tak to przynajmniej miał ją kto pocieszać w możliwe że ostatnich chwilach.




Verity





Verity
Student
GODNOŚĆ :
Daisy Verity Greenwood


Powrót do góry Go down


Re: Laboratorium nr 7

Pisanie by Saiyuri on 30/1/2019, 16:28
Nie musiała długo czekać na pozytywną odpowiedź od samego Dyktatora. W sumie nie miała okazji z nim nawet słowa zamienić jeszcze i zabawne było że musiała pojawić się Apokalipsa żeby Saiyuri stawiła się u szefa w trybie natychmiastowym. Kiedy dzieciaki wróciły wraz z Hibiki do pomieszczenia, Nakashima szybko oznajmiła im że znika do laboratorium. Czyżby szykował się jakiś przełom w tej sprawie? Tak czy inaczej, z Hadrianem musiała się spotkać osobiście. Kiedy druga naukowiec wyszła z pomieszczenia a Verity już zdołała się nacieszyć swoim zdrowym psem Saiyuri wygrzebała coś z czarnej torby. Podeszła do dzieciaków i podała im obojgu po butelce wody niegazowanej. Po czym do małych plastikowych kubeczków włożyła po dwie lekko zielonkawej barwy tabletki. - To ziołowe tabletki, na uspokojenie nerwów. Wiem że jest wam teraz ciężko ale jesteście w dobrych rękach. Zrobimy wszystko żeby wam pomóc.. Ja mam teraz spotkanie w waszej sprawie z moim szefem.. muszę go poinformować o naszych dotychczasowych znaleziskach. - powiedziała ze spokojem w głosie. Po czym pokazała na czerwony przycisk przy łóżku na którym siedziała Verity. - Jak byście czegoś potrzebowali, wciśnijcie guziczek i przyjdzie do was ktoś. Jak będziecie potrzebowali mnie to też zostanie mi to przekazane. Ach i Ego.. - tu odwróciła się bardziej w jego stronę. - Sprawdzałam twoje leki jak moja koleżanka cię badała w innym pomieszczeniu i te ziołowe leki nie będą w żaden sposób kolidować z twoimi.. dobrze kochani.. od pocznijcie trochę. Wrócę najszybciej jak się da. - powiedziała z uśmiechem na ustach i zawinęła ze sobą dokumenty z laboratorium. Po czym wyszła zamykając drzwi za sobą. Wyjść z pomieszczenia można było tylko po przyłożeniu przepustki któregoś z pracowników laboratorium więc nie mogli się wydostać z pomieszczenia bez niczyjej zgody czy wiedzy.

Chwilowe ZT


Sai mowa: #990099 || Rin mowa: #ff6600
Saiyuri





Saiyuri
Hycel
GODNOŚĆ :
Saiyuri Kurayami


Powrót do góry Go down


Re: Laboratorium nr 7

Pisanie by Ego on 31/1/2019, 17:33
I on, choć bez entuzjazmu, przyznał się do dodatkowych głosów, od teraz słuchając już ich pilniej. Skoro dowiedział się, że istotnie nie są to jego głosy, może coś z nich informatywnego wyjdzie, kto wie. Kiedy wrócili z badań z Hibiki, przysiadł się do Verity i Bajzla. Ostatnio, kiedy był w szpitalnej placówce ze swoją małą przyjaciółką Yuki, zostawił ją tam na noc, a kiedy wrócił następnego dnia, już jej nie było. I nikt nie chciał mu powiedzieć gdzie dalej mógłby jej szukać. Zdecydowanie nie chciał, aby i Greenwood zniknęła mu z oczu w takim otoczeniu. Nie, żeby miała gdzieś znienacka zniknąć z tego pokoju, noale. Odruchowo też sięgnął ku Bajzlowi, żeby choć musnąć podnoszącego morale zwierzaka.

W podarowany ziołowy medykament wpatrywał się słuchając Saiyuri i potaknął cicho na zapewnienia naukowiec, że spokojnie może ją wziąć. Poczekał aż wyjdzie, odkręcił swoją wodę i napił się. Zieloną tabletkę jednak wsunął do kieszeni szortów. Gdy tylko zrobiło się pusto, wyraźnie rozluźnił się i odetchnął, rozglądając się dookoła, jakby bez dodatkowej obecności personelu laboratorium przetransformowało się w ciekawsze miejsce. Bystrym swoim oczkiem przesuwał po sprzętach, po części wiedząc do czego służą, a w reszcie przypadków próbował zgadywać.
- Hmmm... - mruknął, chyba z intencją żeby coś spytać się Verity, ale ostatecznie zmienił zdanie. Nie wiedział czy wiedzione troską pytanie "jak się czujesz" albo "czy wszystko w porządku?" nie zabrzmi w tej chwili za bardzo ironicznie. Zamiast tego złapał jej wzrok i uśmiechnął się wzruszając ramionami.
- Jakbyś... uhh... nie wiem, coś potrzebowała albo coś, miała wątpliwości i chciałabyś się nimi podzielić, cokolwiek, to mów. - Wreszcie udało mu się jakoś sklecić to niezręczne zdanie, co uznał i tak za nie najgorsze zwycięstwo ze swojej strony. Nie chciał, żeby musiała zgadywać czy może mieć w nim wsparcie czy nie. - Może i zdarza mi się panikować jak ostatniej kurze na uboju, ale... - tu znów wzruszył ramionami, i nie wiadomo jakie miał to ale, bo nie dokończył. Gdzież za tym ale pewnie czaiło się wytłumaczenie, "ale może koniec końców nie jestem aż tak bezwartościowy, może na coś jeszcze się przydam". Mówił to dosyć pustym głosem rzeczywiście chyba mniej więcej uspokojony albo przynajmniej nie najgorzej udając względne ogarnięcie. Może był zmęczony, a może po prostu czuł się o wiele lepiej bez reszty personelu S.SPEC patrzącego mu na ręce. Przygryzał skórkę przy paznokciu w zastanowieniu. Wstał i zaczął przechadzać się w tę i we w tę.
- Teraz to się dopiero zacznie - mruknął  jeszcze, komentując pustkę w laboratorium i szepty w ich głowach. Z chęcią wrócił na chwilę do swojej przepustki.



#656888 japoński
#77A680 angielski
Ego





Ego
Student
GODNOŚĆ :
Matthew Greenberg


Powrót do góry Go down


Re: Laboratorium nr 7

Pisanie by Verity on 31/1/2019, 18:45
 Bez zawahania przełknęła zieloną tabletkę, bez zmian ufając w dobre intencje jasnowłosej kobiety. A nawet gdyby ten specyfik miał zupełnie inne działanie, to co? Jeśli chcieli się ich pozbyć, wystarczyło poczekać pięć dni; gdyby władze naprawdę chciały ich dobić zamiast ratować, przemycenie jednej pigułki w kieszeni nikogo by nie uratowało. Pozostawało więc wierzyć, że rzeczywiście był to środek na uspokojenie nerwów, którego choć nie potrzebowała, nie powinien zaszkodzić. Pewnie zbyt wielką naiwnością byłaby nadzieja na to, że jakiekolwiek ziółka będą w stanie uciszyć nieznośne szepty, które pojawiały się i znikały jak tylko im się podobało.
 — Nie wiem — westchnęła na wypowiedź Matta. Nie miało to zresztą większego sensu, myśli Greenwood były w tym momencie jednak na tyle poplątane, że trudno byłoby się po niej spodziewać jakichkolwiek celnych uwag czy choćby przemyśleń. Zajmowała się głównie machinalnym głaskaniem Bajzla, który będąc sympatyczną bestyjką, także i chłopaka trącił nosem, kiedy tylko ten znalazł się w zasięgu szarego pyska. Kochane stworzenie wyczuwało bezbłędnie, że sytuacja ma w sobie coś nietypowego. Zachowywał się wyjątkowo spokojnie jak na siebie, podobnie jak wszystkich tych nocy, kiedy zielonowłosa właścicielka nieumyślnie budziła go czy to krzykiem, czy nagłym upadkiem z łóżka. Na szczęście te drugie zdarzały się rzadziej, bo siniaki łapała wyjątkowo łatwo i po tygodniu pewnie wyglądałaby jak zgniła śliwka.
 — Chyba jedyne co nam zostało, to czekać — podjęła w końcu, ledwie podnosząc głos z szeptu do normalnej mowy. Oderwała się wreszcie od punktu w podłodze, w który wcześniej martwo wlepiała wzrok, by spojrzeć teraz na Greenberga. — Tak czy inaczej w pięć dni będzie po wszystkim. — W ten czy inny sposób, oczywiście. Ale przynajmniej nie musieli długo czekać na werdykt. Albo S.SPEC znajdzie jakiś sposób, żeby ich ocalić, albo zginą, założywszy że trujący jeździec mówił prawdę odnośnie znamion. Bez względu na to, czy mieli przed sobą happy end czy zakończenie godne greckiej tragedii, dowiedzą się jeszcze przed upływem tygodnia.
 A to zawsze jakiś maleńki plus.




Verity





Verity
Student
GODNOŚĆ :
Daisy Verity Greenwood


Powrót do góry Go down


Re: Laboratorium nr 7

Pisanie by Ego on 4/2/2019, 23:04
- Hej, wiesz co jest najlepsze w samobójstwie? - spytał w zadumie, jakby zagaił o jej zdanie na temat nowego filmu, o którym rzeczywiście może powinni porozmawiać w celu mniej ponurego sposobu zabijania czasu. Ale nie, musiał ciągle nawijać o umieraniu. Nie czekając na jej odpowiedź, mówił dalej. - Że to twój wybór. Znaczy się... twój jak twój, kierowany błędną chemią mózgu, chorobą, jak na przykład, powiedzmy, depresją, ale zawsze to jakiś... wybór. Wyjście ewakuacyjne. Twoje własne personalne drzwi, o których decydujesz tylko ty. Plan zapasowy. Sam ustalasz datę, kiedy wszystko jest już tak puste i mdłe, że masz dość tego zmęczenia się z pustką. - Wyglądało na to, że doskonale wiedział o czym mówił. Przeszedł się wzdłuż ściany, zadzierając głowę i drapiąc się po brodzie, wyglądając jakby był na sesyjnym egzaminie ustnym, próbując wytłumaczyć egzaminatorowi skomplikowany problem matematyczny.
- A to wszystko? Zapowiedź umierania, z ustaloną przez kogoś innego datą. Niefajny ruch. Bardzo niekomfortowe. Zero naszej zgody. Typowe. Oczywiście.

Coś się stało w jego przepustce, bo znów na nią zerknął. Przygryzł wargę, i przeczytał smsa na chwilę zapominając o oddychaniu, co zauważył dopiero kiedy musiał wziąć poważny głęboki wdech i wydech. Tak zazwyczaj się zachowywało jego ciało, które odmawiało mu połowy podstawowych funkcji życiowych, kiedy przychodziło do kontaktu z tym gościem.
- Okaaay, hahaha... - mruknął z nerwowym, pełnym rezygnacji śmiechem przez zęby i podrapał się po głowie. - To było dosyć p-ponure. M-może zmieńmy temat. Yup, czekanie. Najgorsza część, p-prawda? To może, uh, zabijmy teraz trochę czas i porozmawiajmy. M-może zagrajmy w jakąś grę... - zaproponował i przysunął się do niej, ciszej już kontynuując, zdecydowanie martwiąc się inwigilacją pomieszczeń. Czy patrzyli aż tak uważnie naukowcom na ręce, żeby były tu kamery i mikrofony? Kto wie, lepiej ściszyć głos.
- Na przykład zagrajmy w Czy Z-Znasz Taką Osobę. Ja zacznę. Natsumi Kitō. Mówi ci coś? - spytał. Zaczął rozglądać się po laboratorium. Jakby co, to miał plan. W teorii, był wewnątrz S.SPEC, jeśli to nie był najsłodszy i najłatwiejszy punkt, żeby zdobyć jakieś informacje o kimkolwiek, to już na prawdę nie wiedział gdzie indziej mógłby szukać.

//I widzisz, teraz nie wiem. Jeśli to jest po górach, to powinni ją znać, jeśli góry są po Apokalipsie, no to nieszczególnie xd



#656888 japoński
#77A680 angielski
Ego





Ego
Student
GODNOŚĆ :
Matthew Greenberg


Powrót do góry Go down


Re: Laboratorium nr 7

Pisanie by Verity on 7/2/2019, 22:32
 — Hej, wiesz co jest najlepsze w samobójstwie?
 Spojrzała na Greenberga z pewnym niedowierzaniem, ale nie przerwała jego rozważań. Przez kilka pierwszych minut w ogóle nie wiedziała, jak powinna zareagować na podobne przemyślenia. Nieszczególnie widziało jej się wylewanie teraz własnych żali związanych z tematem, a z drugiej strony czuła, że nie chce pozostawiać go bez komentarza. Jakkolwiek kiepsko znała Jelonka i nie przyznawała sobie żadnego prawa do wtrącania się w jego życie, nie potrafiła pozostawić niepokojących sygnałów bez odpowiedzi. Może i sama nie była święta w tej dziedzinie, ale pesymistyczne wypowiedzi Matta budziły w niej bardziej instynkt opiekuńczy niż aprobatę.
 — A wiesz, dlaczego to jest najlepsze? — mruknęła po chwili, kiedy chłopak na chwilę zamilkł. — To jedyna jako-taka zaleta, więc nie ma z czym konkurować — stwierdziła ostro. Dotychczas skupione na głaskaniu psiny dłonie zamarły w bezruchu, jakby gesty czułości i mocne słowa nie były w stanie następować jednocześnie. Bajzel trącił dziewczynę nosem, chcąc upomnieć ją w związku z zaprzestaniem pieszczot, ale zignorowała ten zabieg.
 — Samobójstwo to wielki, obrzydliwy i nad wyraz szkodliwy akt egoizmu w zdecydowanej większości, jeśli nie we wszystkich przypadkach. I nie przekonasz mnie, że jest inaczej. — Mógłby wytoczyć dowolne argumenty, naprawdę; żadna teoria nie byłą w stanie usprawiedliwić w oczach Greenwood sytuacji, gdy dowolna osoba odbiera sobie życie. Śmierć matki odbiła się na niej tak ogromnym piętnem, takim, którego rozmiaru zdesperowana kobieta nie była w stanie przewidzieć. Lata życia Verity upłynęły na rozważaniu, czy gdyby miała ona świadomość konsekwencji swojego działania, nadal zdecydowałaby się na równie radykalny krok? Wybrałaby swoją wyimaginowaną wolność, czy dobro i bezpieczeństwo córki? Cóż, owa córka chciała wierzyć w tę drugą wersję, jednak wcale nie miała co do tego pewności. Evelyn Greenwood do pewnego stopnia zdawała sobie sprawę, w czyich rękach zostawia jedyne dziecko – skazała je na dorastanie pod pieczą choleryka i furiata, co jak się później okazało, wcale nie było najgorszym aspektem.
 A wystarczył jeden malutki ruch, przełożenie nóg przez parapet i odepchnięcie się od ram okna. Dwunaste piętro. Żadnych szans na przeżycie.
 W drugiej sprawie musiała zaś przyznać rację, zmiana tematu była im w tym momencie bardzo na rękę. Myśli o sprawach ostatecznych nie mogły im w niczym pomóc, a wyłącznie przeszkadzały w dobrym spędzeniu możliwe-że-ostatnich dni życia. Co prawda wybór zajęcia pozostawiał wiele do życzenia i z pewnością był... oryginalny, ale zawsze lepsze to, niż tkwienie jak głupki w milczeniu.
 — Pani Kitō jest jednym z generałów — odparła bez namysłu. Nie była to właściwie żadna tajemna wiedza, wystarczyło raz za czas włączyć główny kanał telewizji M-3, poza tym pomagał fakt posiadania ojczyma w wojsku. Nic szczególnego zdradzić nie mógł, ale opowiadał o znajomych z pracy raz na jakiś czas, toteż różne nazwiska się w ich domu przewijały. A choć z Adrianem nie widziała się już całe wieki, rotacja w szeregach SPEC nie była najwyraźniej na tyle dynamiczna, by nie dało się być w miarę na bieżąco. — To była ta pani, która prowadziła wycieczkę na noc spadających gwiazd w Górach Taisei, pamiętasz? Zeszłej jesieni.

// Yerbać w mate tę skopaną chronologię, lepiej grać mniej logicznie, a bezpiecznie.




Verity





Verity
Student
GODNOŚĆ :
Daisy Verity Greenwood


Powrót do góry Go down


Re: Laboratorium nr 7

Pisanie by Ego on 10/2/2019, 20:30
Słuchał jednym uchem, wciąż od niechcenia rozglądając się po sprzętach i zawieszając oko na jednym komputerów, który zwrócił jego uwagę, ale kiedy wreszcie wszystkie jej słowa przez to ucho do jego mózgu wpadła, znieruchomiał. Odwrócił się powoli i wlepił w nią puste spojrzenie, w którym z nagła błysnęła iskierka współczucia, dopiero teraz zauważając, że i ona coś na ten temat wie, choć od innej strony. Chętnie podyskutowałby, wziąłby szturmem jej mocne i zdecydowane oświadczenie, i wyjaśnił, że z jego strony wyglądało to zdecydowanie inaczej. Ale zamiast tego zaśmiał się bez otwierania ust, parskając bardziej nosem, i pokręcił głową dając znać, że rezygnuje z tego tematu. Czuł się urażony przez jej słowa, oczywiście, że czuł się urażony - przeczesał włosy obydwiema dłońmi robiąc głęboki wydech, zbierając myśli. Ostatecznie nazwała go obrzydliwym egoistą, albo przynajmniej tak to usłyszał, o co zawsze siebie trochę podejrzewał, ale teraz już chyba nie miał na ten temat wątpliwości. Jego nick Ego zaczynał nabierać coraz więcej znaczeń. Kiedyś do tego tematu wrócą, taką miał nadzieję. O ile, oczywiście, przeżyją nadchodzącą Apokalipsę. A skoro o obecnych niedogodnościach mowa, to wsadził sobie palec w ucho i przez chwilę gmerał w nim, jakby miało to pomóc w uciszeniu szepczących mu ciągle w głowie nowych głosów. Wraz z Ver mieli najwidoczniej w temacie dodatkowych szmerów w głowie jakieś doświadczenie, więc nie bardzo się tym przejmowali. Trochę się jednak martwił co będzie, jeśli głosy zmienią poziom głośności albo zaczną robić dodatkowe podejrzane rzeczy. Na razie miał tylko nadzieję, że same znikną albo ktoś ze S.SPEC pomoże im się ich pozbyć.

Może i zmiana tematu nie była tak płynna jakby chciał, ale zakończyła się sukcesem, a nawet większą ilością informacji niż podejrzewał, że dostanie. Ale wciąż brakowało mu tego kluczowego info.
- Och - powiedział i zadumał się na chwilę, wracając myślami do wycieczki w górach. Wydawało mu się to wydarzenie niesamowicie odległe, jakby przeżył je w innym życiu. Z trudem skoncentrował się, żeby zrekonstruować z pamięci postać i twarz Kraski. Była... była Azjatką i była niska. Tyle. Była pewna siebie, zdecydowana i bardzo profesjonalnie prowadziła ich tamtego dnia w górę, ku gwiazdom.
Sam od dawna nie był na bieżąco z żadnymi strukturami wewnętrznymi S.SPECu. Nazwiska na stanowiskach zmieniały się co chwila, a jego nieszczególnie to już interesowało. Kiedyś, bardzo dawno kiedyś, kiedy jeszcze pokładał większe, typowo bezgraniczne obywatelskie zaufanie dla władzy, doskonale się orientował co i jak. Teraz? Teraz nawet nie pamiętał kto jest generałem. Verity zaoszczędziła mu prób wpisywania jej nazwiska w wyszukiwarkę internetową.
- Rzeczywiście - potaknął wreszcie. - Pewnie nie wiesz, jak mógłbym zdobyć jej numer telefonu? - zapytał, siadając przy biurku gdzie stał komputer. Był tak blisko S.SPECowego sprzętu, baz danych i komputerów... jasne, wszystko na hasła i przepustki na masie zabezpieczeń, ale wciąż miał możliwość podłączenia się do wewnętrznego systemu, co ułatwiało sprawę tak bardzo. Ale na razie nie chciał robić niczego nazbyt pochopnego, dopóki nie będzie pewny, że Verity może go wspomóc swoją wiedzą. Ostatecznie już trochę mu pomogła. A i znała Ruuke, a on znał Kraskę, prawda? Daleki strzał, ale lepiej po kolei skreślać możliwości. Wśród jego słów nigdzie nie było ani słowa wyjaśnienia dlaczego o to pyta i nie wydawało się, żeby miał ochotę cokolwiek więcej wyjaśniać. Pytania brzmiały niewinnie, choć zaczynały trącić czymś podejrzanym.



#656888 japoński
#77A680 angielski
Ego





Ego
Student
GODNOŚĆ :
Matthew Greenberg


Powrót do góry Go down


Re: Laboratorium nr 7

Pisanie by Verity on 14/2/2019, 22:36
 Nie było sensu spierać się o rację. Wymagałoby to rozdrapania zbyt wielu ran i wywlekania na wierzch brudów, których widok nie był przeznaczony niepowołanym oczom. Spowodowałoby to z pewnością wiele niepotrzebnych kłopotów, a pożytku nie należało się spodziewać. Różnili się w poglądach na tyle, że nie doszliby do porozumienia; obecny milczący kompromis był opcją najbardziej neutralną i nieszkodliwą. W obliczu zbliżającej się nieuchronnie śmierci żal byłoby marnować czas i energię na tego typu słowne przepychanki.
 Schowała na moment twarz w futro na karku Bajzla, jak jeszcze nigdy wdzięczna za obecność czworonożnego przyjaciela. Nie mógł on nic poradzić na zatrute znamię w dłoni ani na nieznośne szepty, ale wystarczył sam fakt, że był. Wydawał się w nieco absurdalny sposób oderwany od tego wszystkiego, co teraz zaprzątało wszystkim głowy i wisiało niczym miecz damoklesowy nad bezpieczeństwem miasta. Równocześnie też stanowił niezwykle silną kotwicę, utrzymującą Verity w przekonaniu, że za wszelką cenę musi przetrwać. Nie dla siebie, ale dla tego małego futrzaka, za którego kiedyś wzięła odpowiedzialność i którego nie mogła porzucić.
 — Numer telefonu? — Zdziwiła się, choć jednocześnie i cień uśmiechu wystąpił na jej usta. To pytanie zabrzmiało tak dziwnie, że wręcz zabawnie, a właśnie odrobiny śmiechu było im teraz trzeba. Nie zamierzała co prawda się z Matta nabijać, jednak nie wybaczyłaby sobie, gdyby przepuściła szansę na tak oczywisty żart.
 — Nie chcesz jej chyba wyciągać na randkę, hmmmmm? — mruknęła przeciągle, poruszając wymownie brwiami. Nie wytrzymała jednak w tym napięciu dłużej niż kilka sekund, wybuchła bezgłośnym śmiechem, na co Bajzel obrzucił ją niezadowolonym spojrzeniem. No i musiała powrócić do głaskania.
 — A tak szczerze, nie mam pojęcia. Jeśli chcesz się z nią skontaktować, może dałoby się, nie wiem, zapytać kogoś tutaj...? Nie wiem, jak dokładnie to działa.




Verity





Verity
Student
GODNOŚĆ :
Daisy Verity Greenwood


Powrót do góry Go down


Re: Laboratorium nr 7

Pisanie by Ego Yesterday at 00:22
Już zaczął wywracać oczyma na Ver, ale jednocześnie jego usta drgnęły w półuśmieszku. Potrzebował tego tak samo jak ona - roześmiać się z czegoś głupiego, nawet takiego żartu.
- Yup - potwierdził więc z udawaną powagą na jej zaczepkę o podryw do pani generał, falując nonszalancko brwiami, jakby całymi dniami nic nie robił tylko planował wyrywanie panienek i wysokich stopniem oficerów S.SPEC. Parsknął śmiechem. Już sama sugestia, że chciałby podrywać jakąkolwiek osobę płci żeńskiej była dosyć zabawna w jego mniemaniu.
Wyciągnął się na fotelu i zaplótł dłonie z tyłu szyi przeciągając się nieśpiesznie.

"...może dałoby się, nie wiem, zapytać kogoś tutaj...?"
Ego otworzył usta zmrożony pomysłem, który podała mu Verity, uświadamiając sobie jak proste było to rozwiązanie. Czemu od początku o tym nie pomyślał, czemu po prostu nie mógł kogoś zapytać o Natsumi Kitō? Na przykład... samej Natsumi Kitō? Jego ulubiony psychopatyczny znajomy nie sprecyzował jak miał to zrobić, byle byłby efekt. A miał Ego tę "uprzywilejowaną" pozycję bycia wplątanym w poważny atak terrorystyczny na terenie M3, dosłownie był umierający i był jednym z dwóch głównych światków wydarzenia nad brzegiem jeziora. Czy mógł to jakoś rozegrać na swoją korzyść?
- Ver, to jest jakiś pomysł - przyznał jej rację. - Nie perfekcyjny, ale lepszy niż mój - mruknął już ciszej do siebie. Zdecydowanie wolał konfrontację z panią generał niż bycie przyłapanym na próbie włamania się do poufnych danych w systemach S.SPEC. Troszkę trudno byłoby mu się z tego wytłumaczyć, nawet jeśli robił się coraz lepszy w kłamstwach. Poza tym, miał już trochę dość wszystkiego.
Złapał się za mostek nosa i rozmasował go powoli, zastanawiając się po jaką cholerę jeszcze słuchał Yurego, jakby ten rzeczywiście mógłby mu w czymś pomóc. Choć wciąż pełen wątpliwości, Matt niechętnie zauważył, że jak na razie wszyscy w S.SPEC starali się im pomóc. Westchnął i przekrzywił głowę w stronę zielonej znajomej.
- To najgorsze wyjście wakacyjne w całym moim życiu - stwierdził, parskając znów cicho śmiechem.
- A to coś mówi, bo kiedyś połknąłem małą meduzę na rodzinnym wyjściu nad morze.
Było to dziwne, małe, sztuczne morze w M1. Podejrzewał, że meduzie podobała się tamta sytuacja tak samo jak i jemu, czyli nieszczególnie. - Następnym razem po prostu chodźmy na lody.



#656888 japoński
#77A680 angielski
Ego





Ego
Student
GODNOŚĆ :
Matthew Greenberg


Powrót do góry Go down


Re: Laboratorium nr 7

Pisanie by Verity Yesterday at 22:05
 Odrobina śmiechu była im zdecydowanie potrzebna. Przez moment odniosła wręcz wrażenie, że tajemnicze szepty zniknęły wreszcie, zagłuszone dźwiękami szczerego rozbawienia. Niestety, wróciły w chwilę później, równie niezrozumiałe i dokuczliwe. Skupienie się jednak na czymś innym pomagało zepchnąć je gdzieś do podświadomości, przez co stawały się choćby odrobinę mniej irytujące.
 — No no, to widzę, że mierzysz wysoko — pociągnęła żarcik dalej. Nie miała co prawda zbyt wielkiego pojęcia ani o tym, w jakim wieku jest pani generał ani też jaki dokładnie prezentuje typ charakteru ale tak po pierwszym wrażeniu z wycieczki w góry ośmielała się zakładać, że nie jest to osoba łatwa do uwiedzenia. Mogła się mylić, oczywiście, poza tym przecież nadal obracali się w rzeczywistości absolutnie alternatywnej. Matt jako mistrz podrywu jakoś się jej zupełnie nie widział, choć kto wie – może w odpowiednich warunkach i w nim budzi się Casanova? Aż prychnęła krótko na to wyobrażenie, mając nadzieję, że nie zapyta jej o powód tego nagłego rozbawienia. Tego rodzaju wizjami zdecydowanie nie chciała się dzielić, jako że miała do utrzymania opinię względnie rozgarniętej młodej dziewczyny.
 Uśmiechnęła się, widząc pozytywną reakcję na swój pomysł. Kolejne potwierdzenie teorii głoszącej, że najprostsze rozwiązania są najlepsze. Nie co dzień człowiek ma szansę znaleźć się w budynkach zajmowanych przez instytucje władzy, tuż przy sercu całego Miasta. Skoro więc zdarzyło im się czystym przypadkiem przejść przez liczne zabezpieczenia i przeszkody, czemu by nie spróbować wynieść z tego jakiejś korzyści dla siebie? Szczególnie zważywszy na to, że właśnie pojawiła się jakaś konkretna potrzeba. Verity nie wiedziała jeszcze co prawda jaka dokładnie, bo trochę głupio jej było tak z marszu dopytywać, ale przecież tego może się zawsze dowiedzieć później.
 — To najgorsze wyjście wakacyjne w całym moim życiu.
 — Oj no weź — parsknęła krótko, próbując sobie wyobrazić uczucie związane z połykaniem meduzy. Może dobrze robiła, że przez większość swojego pobytu w M-1 raczej unikała morza. Nie żeby jakoś szczególnie nie lubiła wody, ale skoro i tak nie umiała pływać, wchodzenie głębiej niż po kolana czy w przypływie odwagi po pas, nie było nigdy zbyt dobrym pomysłem. Tym własnie sposobem ominęły ją równie nieprzyjemne wakacyjne przygody, na koncie miała więc tę jako pierwszą. A chociaż zawierała w sobie mnóstwo naprawdę szalonych rzeczy i groźbę śmierci, nadal nie uważała jej za najgorsze, co mogłoby się człowiekowi w życiu przydarzyć.
 A jeśli tajemniczy jeździec mówił prawdę, może nawet nie będzie miała szansy dożyć niczego gorszego.
 — Następnym razem na pewno pójdzie nam lepiej — stwierdziła. W ogóle kojące było to, że w ogóle mówili o jakimś "następnym razie", bo przecież tak naprawdę mogli go nie doczekać. Może mieli jeszcze tylko pięć dni... ale jeśli tak, chyba rzeczywiście powinni przejść się na lody. W końcu nie mogło to już w niczym zaszkodzić, a przynajmniej umarliby zadowoleni z życia w mniejszym lub większym stopniu.




Verity





Verity
Student
GODNOŚĆ :
Daisy Verity Greenwood


Powrót do góry Go down


Re: Laboratorium nr 7

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Powrót do góry