:: M3 :: Północ :: Laboratoria

Strona 1 z 4 1, 2, 3, 4  Next

Go down


Laboratorium nr 7

Pisanie by Saiyuri on Nie 16 Gru - 12:18
Po przyłożeniu przepustki, masywne drzwi laboratorium otworzyły się z cichym sykiem. W środku były cztery łóżka, pomieszczenie było przystosowane na większą liczbę okazów. W obecnej chwili mieli aż dwa priorytety i jednego towarzysza do przebadania. - Rozgośćcie się.. - powiedziała wskazując na łóżka przybyłym. Sama skierowała wpierw swoje kroki do blatu na którym postawiła swoją torbę. Zdjęła swoje czarne, skórzane rękawiczki chowając je do kieszeni kitla i założyła jednorazówki. - Czeka was na wstępie szczegółowe badanie krwi, więc możecie zacząć podwijać rękawy za łokieć.. jak ktoś ma jakieś fobie przed igłami to śmiało, nie ma się czego wstydzić.. - wyjaśniła łagodnym tonem głosu wygrzebując igły i strzykawki, szczelnie zamknięte w plastikowych opakowaniach prosto z pudełeczka. Poukładała je na małej, metalowej tacce zaraz obok świeżych gazików i środka dezynfekcyjnego. Do kompletu gumowa linka przydatna przy pobieraniu krwi pacjentów i już była gotowa. Tackę wzięła w dłonie i podeszła do pierwszego pacjenta podsuwając sobie taboret na kółkach. Usiadła na nim wygodnie, uśmiechnęła się do Rokurō przyjaźnie i położyła tackę obok niego. - Zacznę od Ciebie bo pewnie jesteś strasznie zajęty. - stwierdziła czekając aż ten poda jej rękę. Dopiero po badaniu krwi i szczegółowym sprawdzeniu znamion będzie mogła się skonsultować ze swoją znajomą w cztery oczy.


Sai mowa: #990099 || Rin mowa: #ff6600
Saiyuri





Saiyuri
Hycel
GODNOŚĆ :
Saiyuri Kurayami


Powrót do góry Go down


Re: Laboratorium nr 7

Pisanie by Havoc on Nie 16 Gru - 18:58
Wrócił po kilku minutach z rzeczami dzieciaków.
Grupa śledcza nie wykryła w waszych rzeczach żadnych niebezpiecznych substancji — powiedział, oddające im je, a potem po prostu dostosował się do polecenia Kurayami, choć dość niechętnie, przez wzgląd na to, że musiał pozostawić swój samochód w tym miejscu. Niemniej nie miał innego wyjścia.
Powrót do siedziby SPEC upłynęła im głównie pod znakiem ciszy, a przynajmniej z jego strony. Stojąc przed drzwiami jednego z laboratorium, zerknął w kierunku młodzieży i posłał im delikatny uśmiech, choć wątpił, że takowy w jakikolwiek sposób przyczyni się do poprawy ich samopoczucia. Sam nie był w nastroju do rozmów, ale przeciwieństwie do nich wiedział co go czekało.
Zacznę od Ciebie, bo pewnie jesteś strasznie zajęty, usłyszawszy to, wzruszył ramionami. W gruncie rzeczy wcale nie był zajęty, a przynajmniej do pewnego momentu. Zanim otrzymał pilny komunikat o precedensie nad jeziorem, jego myśli krążyły wokół tego, jak spożytkuje czas podczas tygodniowego urlopu, ale - niestety - takowy skończył się szybciej niż się zacząć i podejrzewał, że przez wzgląd na te wydarzenie, kolejny przypadnie mu dopiero za kilka ładnych miesięcy.
Pewnie, czyń swoją powinność. — Wysłała Saiyuri delikatny uśmiech, bo w gruncie rzeczy to dobra okazja, by pokazać dzieciakom, że nie ma czegoś się bać, choć niewątpliwie - przeciwieństwie do niego (pod warunkiem że badania nie wykryją żadnych zmian w jego organizmie) — oboje utknął tu do czasu aż naukowcy nie odnajdą sposobu na pozbycie się ich znamion lub nie opracują lekarstwa na truciznę.
Wystawił w jej kierunku odsłonięte ramię, czekając na moment konfrontacji igły z naczyniem krwionośnym. Będąc dzieckiem, nie lubił tego momentu, ale przez wzgląd na wykonywany zawód w końcu do niego przywykł. Zresztą nie miał innego wyjścia. Każdorazowy wypad zza mur wiązał się z badaniami tego typu, nawet jeśli oddział, w którym się znajdował, nie miał styczności z zarażonymi jednostkami. Nie odwrócił wzroku, choć w pierwszej chwili miał taki zamiar. Ostatecznie jednak patrzył jak naczynie napełniła się ciemnoczerwone substancja, a z ust padło ciche westchnienie. Chwila, kiedy igła oderwała się od skóry, napełniła go ulgą.
Kiedy można spodziewać się wyników? — zapytał kobietę, gdy ta przyłożyła do jego rany wacik. W jego głosie nie pobrzmiewała ponaglająca nuta, po prostu był tego ciekaw.


Put your hand to mine and feel this emptiness,
There's no beat in my chest, 'cause there's nothing left.




Havoc





Havoc
Informator
GODNOŚĆ :
Havoc, Mike Havoc.


Powrót do góry Go down


Re: Laboratorium nr 7

Pisanie by Hibiki on Pon 17 Gru - 18:10
Jakby jeszcze umiała czytać w myślach... Na swój sposób pewnie tak - wybierała najlogiczniejsze rozwiązanie na podstawie licznych, skomplikowanych obliczeń, sprawdzenia możliwości i pokrętnego rozwinięcia ich w potencjalne następstwa. Jeśli ktoś myślał w sposób normalny i działał dość przewidywalnie, mogła określić co postanowi zrobić z dość wysokim prawdopodobieństwem. Zmodyfikowanie pamięci tej dwójki młodych ludzi było bardzo logiczne i często zresztą stosowane w przypadkach dziwnych zjawisk mających miejsce w Mieście. Potem zwalało się winę na Łowców albo tak dostosowywało rzeczywistość, żeby nie wiedzieli, że coś ich spotkało. Ludzkie mózgi były takie interesujące. Do tego stopnia, że nawet opracowała metodę grzebania w nich na odległość.
Zabrała się ze wszystkimi, wsiadając na końcu. Przez całą drogę wpatrywała się w rysunek, obok niego kreśląc "dziwne szlaczki" pisane od prawej do lewej. Jedynymi dającymi się rozczytać znakami były kropki i pytajniki stawiane tu i ówdzie na końcach tych osobliwych zdań. Próbowała bez żadnych danych rozpocząć proces rozszyfrowywania znaczenia symbolu, jakby trochę się łudząc, że nie jest przypadkowy. Pięć kresek, pięć dni, trójkąt. Czym był tu trójkąt? Jej baza danych zawierała tysiące symboli zawierających trójkąt. Zadanie pochłonęło ją do tego stopnia, że nie zwracała uwagi na otoczenie. Dźwięki docierały do systemu i zatrzymywały się w kolejce do przetworzenia, kiedy system zmieni priorytet. Siekała na kawałki wszystkie szczątki informacji z taką prędkością, że wkrótce otrzymała wewnętrzną informację o skoku temperatury rdzenia. Okrąg zamigotał pod syntetyczną skórą na piersi kobiety, kiedy nagle otrząsnęła się z tego osobliwego z punktu widzenia obserwatora stanu. Przez dobre kilkanaście minut nie ruszała się, nie mrugała, nie oddychała i nie reagowała na żadną zaczepkę. Jedynymi ruchami było zapisywanie czasem następnej linijki znaczków. Teraz jej wzrok spoczął na Ego. Nie odrywając spojrzenia, zapisała coś, to samo z zerknięciem na Verity. A zaraz po tym wysiedli i ruszyli w stronę laboratoriów.
Zanurzyli się w "czeluściach" siódemki, co oznaczało, że nie będzie mieć aż tak tragicznie do swojego, gdyby czegoś potrzebowała. Miały pięć dni pracy przed sobą, a lepiej, żeby były to jednak tylko cztery. Musieli jeszcze zdążyć uratować te dzieciaki. System przewidywał zapas energii na dziesięć godzin przy standardowym obciążeniu. Wzmożona praca przy użyciu podłączenia do bazy danych skracała to do siedmiu i pół godziny. Jeśli do modyfikowania ich pamięci skorzysta ze swojego technologicznego cudeńka zamiast bardziej zawodnych sprzętów S.SPEC, pozostanie pięć godzin. Na szczęście laboratorium nie było specjalnie ogromne i kabel powinien wystarczyć do poruszania się po większym jego terenie. A jeśli utkną w martwym punkcie i nie będą mogły znaleźć rozwiązania, wlezie po prostu do stacji ładującej w trzynastce.
Sai od razu zabrała się do roboty z pobraniem krwi, więc Nakashima przygotowała na drugiej tacce narzędzia tortur w postaci niegroźnie wyglądających przyrządów do wyszczypnięcia im z dłoni po kawałku znamienia. Dobrze by było, żeby taki zabieg nie wypuścił trucizny od razu, szkoda studentów. No i konieczność odrąbania im rąk byłaby wielką stratą. Może da się to wyciąć, jak pieprzyk? Zostawiła zestawy do pobrania próbek dając o nich znać współpracownicy. Możliwe, że też będzie chciała zrobić to osobiście. Hibiki nigdy nie wiedziała czy nie nacina za mocno lub za lekko, nie wiedziała dokładnie czym jest ból, więc pobierała wszystko w oparciu o obliczenia i statystyki. Lepiej nadawała się do pracy z kimś, kogo nikomu nie będzie żal - rebeliantami, zmutowanymi ludzio-zwierzętami zza muru, trupami.
Odwróciła się do nich plecami, stukając coś na przezroczystym tablecie. W tym samym czasie zaczęła wysyłać wiadomości do Kurayami. Przeszukała szafki, sprawdzając czy znajdzie się jakiś sprzęt do EEG. Zanim ich potraktuje jakimkolwiek wymazywaczem pamięci, musiała dostosować fale, więc, niestety, znów będzie musiała wypytać o przebieg akcji. Ale to dopiero jak Rokurō wyjdzie. Żeby znowu się nie wcinał i nie odpowiadał za nich.
- Widziałaś może gdzieś te "czapeczki" z elektrodami czy mam skoczyć do siebie? - zapytała Saiyuri, schylając się do kolejnych drzwiczek pod blatem. W dwunastce pewnie standardowo był burdel Tamira i też szukałaby w ciemno.



Transmission override complete.
Initiating self-destruct sequence now.
Hibiki





Hibiki
Naukowiec     Android
GODNOŚĆ :
06-VVE, Hibiki Nakashima


Powrót do góry Go down


Re: Laboratorium nr 7

Pisanie by Verity on Pon 17 Gru - 23:44
 Sporo się działo i powoli gubiła się już w tym wszystkim. Tu jakieś pytania, tu oględziny znamion pozostawionych przez tajemniczego jegomościa, opowiadanie po raz piąty, dziesiąty i piętnasty tej samej historii — niejednemu zakręciłoby się od tego w głowie. Jeszcze lepiej zrobiło się, kiedy znów zapakowano ich do samochodu, przewieziono kawał drogi dalej i wpuszczono do jednego z laboratoriów. Verity od dawien dawna marzyła, żeby dostać się do jednego z tych nowoczesnych cudeniek, ale raczej nie w roli pacjenta. Cóż jednak, los potrafi być niezwykle przewrotny.
 Wcześniej, kiedy oddano im rzeczy, przezornie zapięła Bajzla na smycz i trzymała go cały czas blisko przy sobie, a teraz, kiedy znajdowali się w nowym otoczeniu pełnym różnych rzeczy, których lepiej żeby nie powywracał, coraz mocniej rozważała wzięcie go na ręce. Byłoby to podobne przedsięwzięcie co noszenie przeciętnego ośmiolatka, z tym że pies nie będzie tak wierzgał. I tak zachowywał się wyjątkowo grzecznie, drepcząc tuż przy nogach swojej pani i udając, że go nie ma.
 Tak naprawdę najgorsze byłoby, gdyby jemu się coś stało.
 Ogólnie rzecz biorąc nie planowała urządzać scen, a i żadnych igieł i pobierania krwi nie bała się szczególnie — trochę już miała z nimi do czynienia — przycupnęła więc na jednym ze wskazanych przez kobietę łóżek, Bajzel klapnął na podłodze tuż obok i razem grzecznie czekali na swoją kolej. Wzrokiem wciąż poszukiwała spojrzenia Matta, niespokojna o jego stan. Wcześniej był bardzo rozemocjonowany, a wiedziała co nieco o tym, jak źle mogło się skończyć takie szarganie nerwów. Byle tylko nie przysporzył sobie jakichś kłopotów, bo przecież im szybciej będzie po wszystkim, tym lepiej.
 W najgorszym wypadku umrą za pięć dni.
Verity





Verity
Student
GODNOŚĆ :
Daisy Verity Greenwood


Powrót do góry Go down


Re: Laboratorium nr 7

Pisanie by Ego on Pią 28 Gru - 0:39
Był... cichy. Niepokojąco cichy, zaważywszy na jego wcześniejsze ataki paniki, nerwowe spojrzenia i ruchy oraz emanujące od niego głębokie przeświadczenie niesprawiedliwości losu igrającego z jego życiem. Ale teraz? Choć żadna z tych rzeczy tak na prawdę nie zniknęła, to udało mu się je wchłonąć w siebie na tyle głęboko, żeby przeszkadzały tylko jemu, a nie wszystkim dookoła. Przez całą podróż wpatrywał się w okno, splatając i znów zaplatając ze sobą palce. Ewidentnie zajął się czymś w myślach, bo czasem robił miny i nikle kręcił do siebie głową.

Wejście do laboratorium, które miało przynieść mu psychiczną ulgę, że jest jakiś postęp i plan w działaniu zajmującymi się nimi pracownikami S.SPEC, okazało się być dziwnym przeżyciem. Podobnie jak Verity od zawsze miał ochotę zerknąć jak to wygląda od strony kuchni, zaznajomić się z profesjonalnym sprzętem, ich oprogramowaniem i zabezpieczeniami systemu, ale w takiej sytuacji nie miało to przecież większego znaczenia. Od czasu do czasu czuł na sobie spojrzenie Ver. Czasem odwracał wzrok, a czasem odwzajemniał krótkie zerknięcie, niekiedy nawet siląc się na coś, co miał nadzieję, że wyglądało jak uśmiech otuchy. Zastanawiał się jak jej powiedzieć, że tak naprawdę nie mieli znaczenia. Wiedział, że w chwili ważenia priorytetów zawsze wygra Miasto. Wiedział, że w razie wątpliwości są tylko dwoma obywatelami (i to na dodatek przetransferowani tu z innego miasta!) przeciwko bezpieczeństwu całej liczby ludności M3. Miało to sens. Tylko gdzie zaczynała i kończyła się granica ingerencji funkcjonariuszy w życie Ego i Verity? Nie mógł o tym przestać myśleć. S.SPEC musiało martwić się potencjalną zarazą tak samo jak zarazą plotek w mediach i paniką wśród ludzi. Jakoś nie sądził, jeśli w ogóle mieli ich stąd wypuścić, żeby na pinky promise „Tak tak, nic nie powiemy co wiedzieliśmy, obiecujemy!” się skończyło.

Te i inne wesołe myśli hasały mu po głowie, jednak głównie rozglądał się dookoła. Ponieważ wcześniej Yury napisał mu jedno niepokojące zdanie, dlatego Ego musiał teraz obsesyjnie zapamiętywać rozkład korytarza którym tu przyszli, licząc wszystkie zakręty na lewo i prawo. Skrzętnie obliczał długość ścian laboratorium i próbować przypomnieć sobie czy przez czysty przypadek nie zdarzyło mu się kiedyś kliknąć w jakiś artykuł z nagłówkiem typu "5 hot tricków jak zhackować cudzą przepustkę, których boją się nawet władze!!!”. Byłoby to przydatne, gdyby w ostateczności musiał zamordować Auricha lub którąś panią naukowiec i ukraść im autoryzowane przepustki, żeby wydostać się przez szereg drzwi budynku na zewnątrz. Bez większego rozczarowania stwierdził, że praktycznie nigdy w clickbaitowe tytuły nie klikał. Z pewnością nic przydatnego i tak by tam nie znalazł.

Usadzony na swoim miejscu odchylił lekko głowę i przypatrywał się bez pardonu temu co robiła Lilly. Było w niej coś… coś co go niepokoiło. Podobała mu się jej dokładność i pewność jej ruchów, ale dokładnie ta sama rzecz w jakiś sposób przyprawiała go o dreszcze. Zerknął też na odgrodzoną od świata kitlem i rękawiczkami Saiyuri, która wpijała się po krew Auricha. Nie było mu obce pobieranie krwi, więc z tym i u niego nie powinno być problemów.  Zaraz jednak wrócił do drugiej naukowiec, żeby wreszcie wbić wzrok w podłogę, żeby zacząć liczyć jej kafelki czy cokolwiek tylko tam mógł znaleźć do liczenia i mierzenia. Czujnie dopiero podniósł wzrok na pytanie Lilly, mrużąc oczy w zastanowieniu.
- Więc… Jaki jest plan? Protokół w takich sytuacjach? Co będziecie… z tym robić? – skierował pytania do nikogo konkretnego, majtając swoją dłonią w powietrzu. Tak po prawdzie to sam nie bardzo wiedział o co pytał ani czego chciał się dowiedzieć, ale chciał wiedzieć… cokolwiek. Nie, żeby miał przyjąć odpowiedź bez setek zastrzeżeń, ale spytać nie zaszkodzi.



#656888 japoński
#77A680 angielski
Ego





Ego
Student
GODNOŚĆ :
Matthew Greenberg


Powrót do góry Go down


Re: Laboratorium nr 7

Pisanie by Saiyuri on Czw 3 Sty - 11:28
Pacjentów takich jak Aurich lubiła chyba najbardziej. Chętni do współpracy i trzymający nerwy na wodzy, wszystko przebiegało po prostu sprawnie. Pobierając krew już była myślami hen daleko, zastanawiając się jak najlepiej pobrać próbkę tego cholernego znamienia żeby czasem go nie naruszyć. Widząc jak krew mężczyzny napełniła naczynie niemalże po brzegi uśmiechnęła się, wyrywając się z zamyślenia. Uniosła spojrzenie na towarzysza dociskając wacik do ranki i drugą ręką poprowadziła jego przedramię tak aby je zgiąć w łokciu. - Wasze badanie krwi ma najwyższy priorytet, nie dłużej niż półtorej godziny.. - powiedziała z lekkim zadowoleniem w głosie. Nie było przecież sensu stresować pracowników laboratorium, jeszcze pod presją czasu ktoś by spierdolił wyniki i wszystko trzeba by było powtórzyć. Podpisała fiolkę jego nazwiskiem i odłożyła na bok. Drzwi laboratorium się otworzyły i do środka weszła jakaś młoda kobieta w rękawiczkach i masce ze smyczą. - Ja po tego słodziaka.. - powiedziała uroczym głosem idąc w stronę nastolatki. Sai wzięła tackę ze sobą i ruszyła w stronę dziewczyny zerkając na jej psiaka. - Twojego przyjaciela też będzie trzeba przebadać.. będzie musiał na ciebie poczekać w innym skrzydle.. - wyjaśniła ze spokojem choć w tonie głosu dało się słyszeć nutkę sugerującą brak możliwości negocjacji. - Nic się nie martw, ja się nim zajmę.. - powiedziała dziewczyna zapinając smycz na jego obroży i odprowadziła zwierzaka z pomieszczenia.
Kolejna ofiara do pobrania krwi już na nią czekała. - Nie miałam okazji poznać waszych imion.. jak mam się do was zwracać? - rzuciła przyjaźnie pobierając krew od dziewczyny. Dość bezbolesny zabieg i szybki zabieg. Ostatnią osobą do której podeszła był młodzik. Założyła kolejną parę jednorazówek słuchając jego pytania. - Plan jest taki żeby wam pomóc.. jak już wiesz najpierw badanie krwi, parę pytań odnośnie znamion.. potem poczekamy na wyniki badań próbek wody i gleby zebrane przez androidy.. - powoli wyjaśniała procedurę jaka ich czeka. - Jeśli będzie możliwość to pobierzemy próbkę do zbadania.. sprawdzimy czy jest tam faktycznie trucizna i przygotujemy antidotum.. - dodała po chwili. - Swoją drogą, w jaki sposób ta istota wam przekazała to znamię? Doszło do kontaktu fizycznego czy pstryknął palcami i pojawiły się znamiona na dłoniach? - to było chyba najważniejsze pytanie w jej mniemaniu. Istniały przecież anioły władające mocami, mieli nawet się z kim konsultować gdyby zaszła taka potrzeba. Jak na lekarza nie lubiła się ograniczać w poszukiwaniu rozwiązań. - Jak są jeszcze jakieś pytania czy wątpliwości to śmiało.. - dodała po chwili. Nawet się ucieszyła że młodzik okazał się być ciekawski. Podpisała ostatnią fiolkę z krwią i podeszła do grzebiącej w szafkach Hibiki. - A wiesz ze nie wiem.. nie korzystam z tego nawet.. - wyjaśniła z przepraszającym uśmiechem malującym się na jej ustach. - Swoją drogą zastanawiam się czy naruszać strukturę znamienia dla pobrania próbki.. wiesz.. nie wiadomo jak to zareaguje.. - powiedziała bardziej w jej stronę. Oddała próbki jednej z pracownic laboratorium i podsunęła sobie dwa krzesła bliżej dzieciaków. Jedno dla swojej koleżanki oczywiście. - No to czas na pytania, w jaki sposób otrzymaliście to znamię.. czy poprzez kontakt fizyczny z tą istotą czy w jakiś inny sposób.. szczegóły są bardzo ważne.. czy wasze samopoczucie się zmieniło po jego otrzymaniu.. czy coś piecze, swędzi, mrowi w okolicach znaku? - może ich właśnie zasypała pytaniami, ale to było ważne akurat. Mieli trochę czasu na nieinwazyjne oględziny znaku zanim przyjdą wyniki z laboratorium.


Sai mowa: #990099 || Rin mowa: #ff6600
Saiyuri





Saiyuri
Hycel
GODNOŚĆ :
Saiyuri Kurayami


Powrót do góry Go down


Re: Laboratorium nr 7

Pisanie by Havoc on Czw 3 Sty - 23:54
— Wasze badanie krwi ma najwyższy priorytet, nie dłużej niż półtorej godziny...
Miał ochotę zapytać, czy przed poznaniem wyniku badania musi zostać w tym pomieszczeniu, ale nie zrobił tego z dwóch powodów. Po pierwsze - znał procedury, a w takich wypadkach przeważnie były bezlitosne. Po drugie - nie mogli sobie pozwolić na żadne ustępstwo od panujących reguł, gdyż mogliby przypłacić to epidemią. Zatem musiał uzbroić się w cierpliwość, mimo iż bezczynność nie napawała go przesadnym entuzjazmem.
Gdy z ust medyczki padło pytanie, tym razem nie wyręczył z odpowiedzi ani Matta, ani jego towarzyszki, wszak posiadali języki oraz struny głosowe, poza tym byli w dobrych rękach i nie musieli się niczego obawiać, przynajmniej na razie. Co prawda narosła w nim potrzeba protestu, gdy po psa przyszła młoda kobieta, ale ostatecznie nie zdobył się na takowy. Wiedział, że zwierzę także musiało zostać przebadane, gdyż wbrew słowom dziewczyny o charakterystycznym kolorze włosów mógł mieć styczności z trującym zbiornikiem wody.
Dla zabicia czasu założył raport swojej przełożonej o całym tym zajściu, a na końcu - w  postscriptum - nie omieszkał zapytać co z urlopem. W gruncie rzeczy nadal się na nim znajdywał.


Put your hand to mine and feel this emptiness,
There's no beat in my chest, 'cause there's nothing left.




Havoc





Havoc
Informator
GODNOŚĆ :
Havoc, Mike Havoc.


Powrót do góry Go down


Re: Laboratorium nr 7

Pisanie by Verity on Pią 4 Sty - 1:01
 Generalnie starała się zachowywać spokój, choć wejście kolejnej osoby, kobiety ze smyczą, od razu postawiło nerwy Verity w stan gotowości. Musiała powtórzyć sobie w myślach, że stawianie oporu nie ma sensu, jako że działania otaczających ich ludzi mają na celu przede wszystkim bezpieczeństwo miasta i jego obywateli. Przypuszczała, że tak samo jak ona i Matt, Bajzel również będzie musiał zostać poddany badaniom, jednak w swoich optymistycznych wyobrażeniach nie widziała konieczności rozdzielania go od właścicielki. Minę miała nieco niewyraźną, jednak skinęła posłusznie głową na słowa Kurayami i z najwyższą czułością pogłaskała kundelka po puchatej głowie.
 — Pójdziesz teraz grzecznie z panią — zakomenderowała półszeptem, nim pracownica laboratorium zapięła smycz na obroży i wyprowadziła psiaka. Miała wrażenie, jakby serce miało jej się zaraz rozedrzeć na dwoje z niepokoju o futrzastego przyjaciela, nie miała jednak innego wyjścia, jak tylko odprowadzić go wzrokiem do drzwi. Była zresztą następna w kolejce do pobrania krwi po Aurichu, stąd otrząsnęła się już w kilka kolejnych sekund. Na pewno całe badanie pójdzie szybciej, jeśli będzie współpracować.
 — Daisy Greenwood, proszę pani — przedstawiła się. — Ale wszyscy mówią na mnie Verity, jeśli można. — Posługiwała się tą formułką tak często, że pewnie byłaby w stanie wyrecytować ją bez najmniejszych błędów nawet tuż po wyrwaniu z głębokiego snu. Przerabiała ją z nauczycielami i innymi dorosłymi, tak w rodzinnym M-1 jak i po przeprowadzce. Nie wadziło jej wcale takie przedłużanie rozmowy, bo właśnie dzięki odpowiedniemu poziomowi uprzejmości udało jej się skłonić praktycznie całe swoje otoczenie do używania tej wersji imienia, z którą czuła się swobodnie.
 — Złapał nas za ręce, to po tym pojawiły się te znaki — odpowiedziała bez cienia wahania. Akurat ten szczegół pamiętała wyjątkowo barwnie, bo jak tu zapomnieć smród rozkładu i silny uścisk tajemniczej kreatury na ręce, od którego serce jakby miało za moment się zatrzymać. — Przez moment okropnie bolało i przeszło kiedy tylko mnie puścił. Ten znaczek trochę jakby... dymił, ale też tylko na chwilę, więc mogło mi się zdawać. Teraz nic nie czuję, jakby go nie było.
Verity





Verity
Student
GODNOŚĆ :
Daisy Verity Greenwood


Powrót do góry Go down


Re: Laboratorium nr 7

Pisanie by Ego on Pią 4 Sty - 20:55
- Matt - przedstawił się, odprowadzając wzrokiem Bajzla i zerknął na Verity sprawdzając jak się trzyma. Wiedział ile dla niej zwierzak znaczył, co zdążył ogarnąć nawet po ich krótkim wypadzie na plażę.
Potaknął na odpowiedzi, skupiając się na nich kiedy Saiyuri pobierała mu krew. Przytrzymał podany mu wacik przy rance, zerkając to na nią, to na Auricha.

Zastanowił się teraz nad zadanym im pytaniem. To akurat nie było trudne pytanie. Pamiętał ten ból. Zawsze pamiętał fizyczny ból. Nawet kiedy wspomnienia przedawniały się i blakły w jego słabej pamięci, tak ciało odruchowo potrafiło wzdrygać się na wszystko co kiedyś pozostawiło ślad na skórze i psychice.
- Dymiło trochę - potwierdził słowa Verity. - Telep... teleportował się do nas? To była teleportacja, Ver? Nie mam pojęcia, ale nie poruszał się normalnie. Dotknął naszych dłoni. I to był ból... typu gorący ból. Sam kontakt... jak niedający się ugasić niedopałek papierosa wciskany w skórę dłoni - powiedział, ale zaraz poprawił się, bo uznał, że nie oddał tego najlepiej.
- Palący ból. Wgryzało się jakby, ehh, jakby symbol był rozgrzanym do bieli żarem. Trzymał nas... chyba niedługo, ale mam wrażenie, że i tak trwało to zbyt długo.

Przyzwolenie Saiyuri na zadawanie pytań rzeczywiście go ośmieliło. Gdy tylko opowiedział, zaraz zwrócił się do drugiej naukowiec.
- Po co... Po co ci sprzęt do EEG - spytał Lilly i jak to miał w niezamierzonym zwyczaju, uciekły mu gdzieś wszystkie grzecznościowe formułki, które według niego zdecydowanie nadużywane były w japońskiej kulturze. Byciem kulturalnym było bardziej działką Verity, on chętnie zajmie się byciem niepewnym odnośnie wszystkiego. I dokładnie tak to pytanie zabrzmiało. Bał się i zdecydowanie nie chciał, żeby ktokolwiek mu patrzył w mózg. Jasne, zdawał sobie sprawę, że było to dla jego dobra, zwłaszcza, że wiedział, że badanie EEG mogło wykazać zatrucia substancjami neurotoksycznymi, ale nie zmieniało to tego, jak się związku z tym czuł. To samo czuł przy swoim pierwszym EEG, jeszcze w M1, związku z dręczącymi go zaburzeniami snu.
- Znaczy się... uhh... - zawahał się na chwilę, ale przecież prędzej i później i tak to musiał powiedzieć. Nie wiedział czy panie naukowiec patrzyły już w jego akta medyczne czy nie. - Więc, żeby badania krwi i cokolwiek wszystko innego nie wyszło podejrzanie i zniekształcenie... Więc, to są wszystkie leki które wziąłem dziś rano - powiedział i sięgnął do swojego plecaka. Wyłuskał parę podpisanych butelek i podał naukowiec, która akurat stała bliżej.
- W-więc... ten tu to lek przeciw alergiczny. M-mam też, uhh... mam kliniczną depresję, więc często łykam hydroxyzynę, codziennie rano biorę też Miravil, ale uhh... teraz biorę go w kratkę, więc dziś też go nie brałem. Za to wziąłem pół Absenoru. Kiedyś brałem jeszcze jakieś selektywne blokery? Ale nie pamiętam co to było dokładnie, ale powinno być w moich danych medycznych w systemie, bo jak wszystko inne były na receptę. Parę lat temu dostałem też inhib... inhibitory IMAO? Nie pamiętam, już tego nie biorę, to było jeszcze w M1. Tak samo jak Alpragen. Więc nawet jeśli... EEG wykaże coś dziwnego to no, żeby to oddzielić to - w tym miejscu postukał się palcem w swoją głowę - od tego - dokończył, tym samym placem wskazując symbol na dłoni. Cmoknął cicho do siebie, prawie jakby z ulgi, że miał już ten wywód za sobą. Miał nadzieję, że nie pokręcił żadnych nazw ani niczego, bo w sumie nie znał się na tym aż tak dobrze. Po prostu brał co mu kazali, a czasem tego nie brał bo miał dość, niektóre nazwy były zbyt trudne do zapamiętania i wypowiedzenia.



#656888 japoński
#77A680 angielski
Ego





Ego
Student
GODNOŚĆ :
Matthew Greenberg


Powrót do góry Go down


Re: Laboratorium nr 7

Pisanie by Hibiki on Pią 4 Sty - 21:47
Oparła łokieć prawej ręki na lewej dłoni, a następnie pogładziła podbródek palcami. Zastanawiała się gdzie mogliby schować taki sprzęt, ale wychodziło na to, że nie ma go w tym laboratorium. Nic dziwnego. Nie wszystkie były wyposażone we wszystko, mało kto zresztą potrzebował dogłębnego badania umysłów swoich obiektów. Nawet jeśli byli to obywatele, wszystko sprowadzało się do badań krwi, sprawdzenia czy nie są zarażeni jakimś świństwem, obserwacja wszelkich niepokojących symptomów. Sama też na ogół zajmowała się krojeniem zwłok albo składaniem nowych (tudzież naprawą/modyfikacją starych) robotów będących na usługach Władzy. Nie dziwiło jej więc, że i sama Saiyuri nie natknęła się na ustrojstwo podczas swoich przygotowań.
- Muszę sprawdzić czy ta dziwna istota nie zrobiła wam jeszcze czegoś, czego nie widzimy - odpowiedziała od razu po zadanym pytaniu. Podeszła bliżej, przyglądając się chłopakowi. Miał przy sobie pół apteki, ale nie sądziła, żeby przeszkodziło to w jej pracy. Przy podłączeniu do bazy danych mogła spokojnie oddzielać zapisy prawdziwe od tych zmodyfikowanych przez leki. - Spokojnie, to nie będzie wykrywacz kłamstw - uśmiechnęła się ciepło. Nie mieli po co kłamać, nawet ich o to nie podejrzewała. Raczej tej dwójce zależało, żeby nie opuścić łez padołu w pięć dni, a znaleźć antidotum na cholerstwo kryjące się w symbolach na rękach.
- Próbka byłaby użyteczna, ale najpierw spróbujmy zerknąć na te z terenu. Możliwe, że substancja jest taka sama, a tamta istota mogła przewidzieć próbę wycięcia znamion. Gmeranie przy nich może się różnie skończyć - odpowiedziała koleżance. Dodała jeszcze, że wróci za chwilę i wyszła na prawie pięć minut.
Po powrocie odłożyła dwa przedmioty przypominające meduzy z przyssawkami na blat i wróciła do całej gromadki, siadając obok. Swoje badanie zacznie, kiedy Kurayami skończy. Potrzebowała spokoju. Dzieciaki potrzebowały spokoju. Jeśli pójdzie dobrze, to może nawet uda jej się wprowadzić oboje w stan podobny do snu.

//Najbadziewniejszy post w historii, ale nie chcę przedłużać kolejki, a jestem tu chyba odrobinę... bezużyteczna. Przynajmniej na tę chwilę.



Transmission override complete.
Initiating self-destruct sequence now.
Hibiki





Hibiki
Naukowiec     Android
GODNOŚĆ :
06-VVE, Hibiki Nakashima


Powrót do góry Go down


Re: Laboratorium nr 7

Pisanie by Saiyuri on Nie 6 Sty - 3:41
Siedziała sobie na krześle przy pacjentach wsłuchując się w ich wypowiedzi. Po wypowiedzi dziewczyny sięgnęła po jej dłoń i wpatrywała się w znamię. Środkowym palcem sunąc po skórze dłoni wokół pieczęci. Zmrużyła fioletowe ślepia wpatrując się w kontury, a raczej to jak bardzo były wciśnięte w powierzchnię skóry. Brzmiało jakby ich znaczył niczym bydło w dawnych czasach. "Szlag.. więc był bezpośredni kontakt z tym czymś.. choć może to i lepiej.. fizyczne naznaczenie można próbować usunąć.." przemknęło jej przez myśl. - Coś jakby się wam wgryzało w skórę.. jak rozumiem.. To musiało być paskudne uczucie. Możliwe że wystarczy prosty zabieg chirurgiczny.. można usunąć skórę razem ze znamieniem.. oczywiście w zależności od tego jak głęboko jest ono zakorzenione.. - wyjaśniła rozważając najprostszą metodę leczenia. "W najgorszym wypadku jak coś pójdzie nie tak podczas zabiegu to się amputuje zakażoną kończynę.. ale nie wygląda to wcale źle.." rozważała w myślach ten gorszy scenariusz. Jak powiedzieć dzieciakowi że może stracić jakąś część kończyny? Może po tym jak się uspokoi nieco?
Zerknęła na chłopaka gdy zaczął wymieniać leki wyjmując je z plecaka. Wyglądało to jakby przed chwilą obrabował aptekę. Aż miała ochotę gwizdnąć z podziwu ale się powstrzymała od tej reakcji. "Ja pierdolę.. nie dość że już jest na sporej dawce farmaceutyków to jeszcze ma to cholerstwo na dłoni.. biednemu to jednak zawsze piach w oczy.." przemknęło jej przez myśl gdy się do niego uśmiechnęła łagodnie. - Dziękuję wam za tak szczegółowe udzielenie odpowiedzi.. to nam bardzo pomoże.. - powiedziała z łagodnym uśmiechem. - Może chcecie się czegoś napić.. wody, herbaty, kawy..? - to ostatnie padło w kierunku Auricha. Przecież nie będą ich trzymać o suchym pysku. Minęła może z godzinka kiedy do pomieszczenia weszła młoda kobieta z jakimiś papierami dla białowłosej. Kurayami przemknęła wzrokiem po treści i uśmiechnęła się zadowolona. - Pierwsza dobra wiadomość.. Podczas badania krwi nie wykryto żadnych odstępstw od normy.. więc Nakashima może was przebadać po swojemu.. a potem zadecydujemy co dalej.. na razie jest dobrze.. - powiedziała z uśmiechem malującym się na ustach.


Sai mowa: #990099 || Rin mowa: #ff6600
Saiyuri





Saiyuri
Hycel
GODNOŚĆ :
Saiyuri Kurayami


Powrót do góry Go down


Re: Laboratorium nr 7

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 1 z 4 1, 2, 3, 4  Next

Powrót do góry