Ogłoszenia podręczne » KLIKNIJ WAĆPAN «
  • 07/01. Do 11 stycznia jest czas na zaktualizowanie poszukiwań w temacie "Tablica Ogłoszeń". Zgłoszenia bez poprawnej daty zostaną usunięte. Ewentualne pytania prosze kierować na PW do Rhetta.
  • 07/01. Wyjątkowo choroby losowano dwukrotnie. Upewnij się czy twoja postać jest wciąż zdrowa!
  • 05/01. Zerknij na najnowszą notkę od administracji.
  • 04/01. Zapoznaj się z ogłoszeniem dotyczącym przedmiotów specjalnych (talonów).
  • 02/01. Do 14 stycznia do godziny 20:00 jest czas na wznowienie wątków z przeszłości, alternatywnych oraz fabuł w dziale ze zdobywaniem umiejętności. W razie pytań należy napisać pw do Rhetta.
  • 27/12. Świąteczne wydanie gazetki Antidotum już jest! Przeczytaj.
  • 26/12. Nowe ogłoszenie w DOGS. Zerknij.
  • 23/12. Hej. Znajoma Ego pisze prace magisterską. Tutaj można się dowiedzieć jak jej pomóc uzupełniając krótką ankietę.

Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

Go down

Pisanie on 17.10.19 0:03  •  Uliczki - Page 4 Empty Re: Uliczki
Zdawało się, że czekał na coś więcej, ale kiedy wreszcie wydukała pytanie, nie mógł dalej siedzieć z gębą zamkniętą na cztery spusty. Uniósł więc brwi, bardzo obrazowo pokazując swoje prawie-że-zaskoczenie, a potem parsknął aż mu ramiona drgnęły. Palcami lewej dłoni chwycił za przywiązaną do szlufki spodni chustę. Była brudna jak rany boskie, ale gdzieś pod warstwą kurzu, pyłu, zaschniętej już krwi i innych ustrojów, dało się dostrzec żółty kolor.
Symbol ich cholernej nienawiści do świata.
Chorej zazdrości.
Medycy DOGS, dziewczyno. Gdzieś ty się do diabła podziewała? – Musiała być nowa w tych stronach, uznał, bo jak inaczej to wytłumaczyć? Nie chodziło już nawet o żadne przechwałki. I bez puszenia się DOGS było rozpoznawalne. Sześćsetletnia tradycja nie obyła się przecież bez echa. – Powinnaś ich kojarzyć, bo może kiedyś któryś ocali ci skórę. Są dobrzy w tym co robią, ale odwieczne prawo świata mówi, że to, co dobre, szybko się kończy. I jestem pewien, że ta zasada wykwitła tylko dzięki Berdnardynom. Wypalają się albo coś je dobija. Wielka strata dla Desperacji – westchnął z żalem, rozdrapując poobgryzanym paznokciem supeł zawiązany przy opatrunku. – Łap ich więc póki się da, fajne chłopaki.
Był właśnie w trakcie odwijania wierzchniej części bandaża, gdy zaczęła się lista zdolności. Dotychczas mógł się wydawać trochę bezczelny – bardziej koncentrował się na sobie niż na niej. Wystarczyło jednak, aby przytaknęła w tym jednym jedynym wymienionym przez niego wariancie, a wzrok Wilczura uniósł się na jej twarz, jakby zamierzał przyjrzeć się i ocenić czy go nie oszukuje. Nie sądził by była do tego zdolna, ale z drugiej strony niewinniejsze istoty okazywały się zwyrolami. Z przyzwyczajenia chuchał na zimne.
Zgubiłem kogoś – przyznał wreszcie, wzruszając barkami dla podkreślenia niezbyt dużej wagi tego problemu. W rzeczywistości żołądek ścisnął mu się jak wyżymana ściera. Nie wydawało się, aby ktokolwiek był zdolny, żeby wykonać misję niemożliwą. Jemu się w końcu nie udało, a znał cel o wiele lepiej niż ktokolwiek na Desperacji. Już od jakiegoś czasu miał przez to wrażenie, że jak głupi kundel ugania się za samochodem. Były liche szanse na to, że go dogoni. A jeśli nawet jakimś niemożliwym cudem dorwie auto, nie będzie wiedział co z nim zrobić. Obszczeka, psiamać. – To wysoki anioł, prawie dwumetrowy dziad. Jasne włosy, dziwne oczy. Blizna na ryju, która zepchnęła go z rankingu największych ciach Edenu. Zawieruszył się już... dawno, ale jestem pewien, że nie bez powodu. Muszę go znaleźć, bo ta przeklęta szumowina jest mi coś winna.
Podniósł się z murku, pochylając głowę i podnosząc rękę pod usta. Zęby zacisnęły się na zszarzałym materiale, który dotychczas metodycznie odwijał z nadgarstka. Rozległ się dźwięk dartej tkaniny.
Zawiąż – polecił, wysuwając do niej dłoń. Od palców aż po połowę przedramienia rękę wciąż pokrywała część bandaża; już nie tak gruba warstwa, ale wystarczająca, aby utrzymać okład nałożony na babrzące się rany. Kiedy ściągnęła końcówki opatrunku i zasupłała je, poruszył nadgarstkiem dla sprawdzenia wykonanej pracy.
Dopiero wtedy przyjrzał się jej zadrapaniu. Bawił się oderwanym fragmentem białej tkaniny, która aż do teraz mocno uciskała jego mięśnie. Zabawne, że odruchowo, bez żadnego zastanowienia się, bez choćby cienia zawahania, postanowił podzielić się s w o j ą własnością.
Trochę bardziej. – Palcem wskazującym nakreślił dolną linię krwistej pamiątki, którą otrzymała w prezencie o kogoś o wybitnie długich paznokciach. – Sukinsyn przeorał cię aż po obojczyk. Nie opatrzę cię obwiązując bandażem dookoła szyi, mija mi się to ciut z celem. – Ton miał spokojny, ale coś kazało sądzić, że był o krok od kolejnego, demonstracyjnego westchnięcia. Powstrzymał się tylko dlatego, że nie chciał jej płoszyć. Gdzieś wewnętrznie czuł, że jeśli jest ktoś, kto mógłby wpaść na trop Zero... to może właśnie ona? – Zdejmij te fatałaszki, żebym mógł ci to przełożyć pod ramieniem. Rozumiesz?



— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
                                         
Arcanine
Wilczur     Poziom E
Arcanine
Wilczur     Poziom E
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 13.11.19 5:31  •  Uliczki - Page 4 Empty Re: Uliczki
Spojrzenie padło na kawałek ujebanej szmaty, wbiła te swoje złote ślepia w materiał. - Ah. - mruknęła na wzmiankę o gangu. Poczerwieniała lekko zakłopotana faktem że nie znała takich podstaw. Znaczy słyszała o nich, najczęściej same nieprzyjemne rzeczy. Głównie wywołane strachem czy zwykłą niechęcią. Matka ją przestrzegała żeby się trzymała od tych delikwentów jak najdalej! Broń boże nie wchodzić w interakcje bo same kłopoty z nimi. A tu takie coś. Członek tego przerażającego gangu uratował jej życie i pewnie znacznie więcej. - Coś tam słyszałam o DOGS, ale nie wiem zbyt wiele o tej frakcji. Prawdę powiedziawszy.. jesteś pierwszym przedstawicielem z jakim mam fizyczną styczność. - wytłumaczyła się dość szybko ze swojej niewiedzy. Było jej trochę głupio i pewnie byłoby jej jeszcze bardziej wstyd jakby się dowiedziała że rozmawia z Liderem gangu. - Skoro są tak dobrzy w leczeniu to może kiedyś się do któregoś zgłoszę po nauki. - powiedziała z uśmiechem na ustach. Skoro tak bardzo ich wychwalał to coś musiało być na rzeczy. Kiedyś to sprawdzi!
Przyglądała mu się mimowolnie jak bawił się supełkiem na zabandażowanej ręce. Nawet myślała żeby zaproponować mu swoją pomoc ale zrezygnowała ostatecznie. Nie chciała go traktować jak jakiegoś niepełnosprawnego. Przyłapana nagle przez jego wzrok aż drgnęła zaskoczona. Czyżby go zainteresowała swoimi umiejętnościami? Odetchnęła z ulgą na wzmiankę o zgubie. Oczy jej rozbłysnęły w zaciekawieniu. Słuchała jego opisu z uwagą, notując w głowie wszystkie wytyczne. Co jakiś czas kiwała głową zapamiętując rysopis mężczyzny. Zdecydowanie już przyjęła zgłoszenie na polowanie.
Lewe uszko drgnęła na odgłos dartej tkaniny, wpatrywała się w niego zaciekawiona tym co robił. Słysząc rozkaz od razu podeszła bliżej niego i łapiąc za skrawek bandaża lekko go rozdarła żeby móc zawiązać solidny supeł. Wcześniej oczywiście nieco naciągając końcówkę bandaża na przedramieniu żeby nie był zbytnio poluzowany. Wpatrywała się przez ten czas w jego rękę. Ciekawa jakie rany skrywał przed jej resztą świata. - Z tymi ranami też mogę pomóc.. naprawdę.. - wyszeptała na tyle cicho że gdyby nie był wymordowanym to może nawet by tego nie usłyszał.
Kiedy skończyła, zrobiła dwa kroki w tył pozwalając mu sprawdzić nowy supeł. Przechyliła lekko głowę w bok zastanawiając się o czym myślał gdy się tak bawił tym skrawkiem materiału. Ale nie musiała długo czekać, zaraz dostała od niego wyjaśnienie. - Dobrze że tylko tyle.. mógł zrobić znacznie więcej szkód.. - dodała sobie odrobiny otuchy że nie było aż tak źle ale też nie miała lustra więc poza zakrwawioną częścią kimona przy dekolcie nie widziała nic więcej. Czuła piekący ból, gorąc i pulsowanie w tym miejscu.
Rozdziawiła usta na jego ostatnie słowa. Przełknęła głośniej ślinę "Przecież ja nić pod tym kimonem nie mam!" poczerwieniała nieco bardziej, speszone spojrzenie przelotnie minęło się z jego twarzą. Przez chwilę tak stała przed nim zastanawiając się co zrobić. "To w celu opatrzenia rany.. nic poza tym.. ogarnij się Seiyusji.. zachowujesz się jak jakaś nastolatka.." uspokajała się w duchu ostrożnie sięgając palcami do brzegu kołnierza od strony rany. Ostrożnie zsunęła materiał w dół czując jak krew brudzi jej dotychczas zakrytą grubą tkaniną skórę. Poruszyła barkiem od strony rany. "Jestem taka żałosna.. taki wstyd.." przemknęło jej przez myśl. Trochę jej to zajmowało, nie patrzyła już nawet na niego, przyciskając lewe przedramię do prawej piersi. Niezdarnie zsuwając materiał i jakoś wyswobadzając prawą rękę z kimona. Docisnęła lewą rękę do piersi czekając na dalsze instrukcje.
                                         
Seiyushi
Opętana
Seiyushi
Opętana
 
 
 

GODNOŚĆ :
Seiyushi


Powrót do góry Go down

Pisanie on 29.11.19 1:53  •  Uliczki - Page 4 Empty Re: Uliczki
  – Z tymi ranami też mogę pomóc... naprawdę... – Jej szept omal nie utonął pod samym dźwiękiem wiatru; był jak kurz strzepnięty z blatu, niemożliwy do odtworzenia pod poprzednią postacią. Gdyby Grow od samego początku nie skupił całej swojej uwagi na lisiczce, ta cicha propozycja pewnie by mu umknęła.  Ślepy fart. Uśmiechnął się cierpko, ale była to mina tak przelotna, że równie dobrze mogła się okazać przypadkowym załamaniem światła na jego twarzy. Przechylił lekko głowę na bok, nie bardzo wiedząc, co się teraz dzieje. Dziewczyna zachowywała się, jakby ktoś wlał jej przez gardło szybko schnący cement – zamarła i ile mogła tak stać? O trzy sekundy za długo? Pięć?
  W spojrzeniu Wilczura coś się zmieniło; wpierw łagodny, trochę zniecierpliwiony wzrok stał się bardziej cięty i prowokujący. Przymrużył powieki, przypatrując się z rosnącym rozbawieniem jak policzki dziewczyny pąsowieją. Aż do jej przeuroczej reakcji nie myślał o sytuacji w t y c h kategoriach, więc kiedy poczerwieniała jeszcze bardziej, nie umiał już powstrzymać uśmiechu. Tym razem go nawet nie krył; kącik ust wykrzywił się ku górze.
  Do jasnej cholery, ona była wyjątkowa.
  – No co tam, wstydzimy się? – podjął zaczepnie, krążąc bezczelnym wzrokiem w okolicy jej dłoni, którą mozolnymi, ostrożnymi ruchami starała się zdjąć kimono tak, aby tylko odsłonić ranę.
  Stali blisko siebie, w odległości zaledwie kroku. W pełni dostrzegał ciemniejsze żyłki w jej złotych tęczówkach, choć oczy Seiyushi uciekały na bok. Wyłapywał też dźwięk oddechu i zapach skóry; wszystkie te bodźce razem wywołały otępiające mrowienie. Ona się stresuje, uniósł oczy, to dobrze.
  Wstyd był towarem z jakichś powodów przez niego pożądanym; nie spotykał takich reakcji wśród innych wymordowanych, dlatego Seiyushi obudziła w nim zainteresowanie. Nawet nie wiedziała, że przypadkiem nadepnęła na czuły punkt. Na Desperacji fizyczność traktowana była jak podstawy, a odsłonięcie piersi nie różniło się niczym od pokazania nagiej dłoni lub kostki. A ona... ona działała tak ludzko...
  jak by tu tego nie zjebać?
  Zatrzymał ostatecznie wzrok na jej pokraśniałej twarzy, jeszcze chwilę układając w myślach plan. Walczyły w nim dwie sprzeczne ze sobą emocje, ostatecznie uznał jednak, że uszanowanie jej niewinności będzie lepsze. Zabawniejsze. Bardziej – uśmiechnął się trochę szerzej – przyszłościowe.
  – Spokojnie, ze mnie dobry chłopiec. – Seiyushi mogła poczuć jak palce jego ręki obejmują jedną z jej dłoni, na razie bez szarpaniny i przymusu; ledwo ją musnął, jakby w obawie, że może się rozsypać. – Ale nawet ja wiem, że trzeba ci bandaż przełożyć pod ramieniem, żeby się nie rozpizdrzyło po dwóch sekundach. Musisz więc rozluźnić bark, koleżanko,  a najlepiej, żeby mi nie przeszkadzać, zabrać też rękę. Zyskam lepsze pole manewru. Spójrz mi w oczy. – Polecił nagle, wsuwając palce między jej dłoń a zakrywaną pierś. Szorstka skóra otarła się o miękką, delikatniejszą. – Gramy w tej samej lidze, Seiyushi. Jeżeli będziesz w porządku wobec mnie, ja ci się odwdzięczę. Nie spuszczę wzroku, możesz stanąć prosto – ścisnął jej rękę i pociągnął do siebie. Źrenice mu błyszczały, wyłapując chyba każdy możliwy promień słońca, ale tak czy inaczej nie złamał na razie słowa. Nakierował jej dłoń na swój bark, a potem przyłożył końcówką bandaża do brzegu jej szyi. Opuszkami sprawdzał linię rany, starając się nadmiernie nie wciskać w nią brudnych łap; właściwie powinni ją wpierw odkazić, ale brakowało środków, nawet wody nie było, więc jedyne co mógł zrobić, to pod skosem obwiązać Seiyushi bandażem. Od szyi, przez obojczyk, potem pod pachą, przez plecy – i z powrotem, aż materiał się nie skończył.
  – Teraz będziesz mogła się ubrać. – Grow uniósł nieco brew, ściągając mocniej chropowatą tkaninę. – Choć dalej jestem zdania, że jakiś Bernardyn powinien to obejrzeć. Bo chyba nie masz zamiaru chodzić po Desperacji z taką amatorką? – Zawiązał supeł, żeby mu się dziewczyna nie rozleciała zaraz po spotkaniu, a potem wreszcie zabrał od niej ręce. – Może powinnaś pomyśleć o zorganizowaniu sobie paru kolegów.



— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
                                         
Arcanine
Wilczur     Poziom E
Arcanine
Wilczur     Poziom E
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 02.12.19 21:13  •  Uliczki - Page 4 Empty Re: Uliczki
Może fizyczność była dla innych czymś tak zwykłym że nie przykuwali do niej większej uwagi, świecąc gołymi tyłkami po zalanej zepsuciem Desperacji. Ale ona taka nie była! Była wstydliwa jak przychodziło do obnażenia nagiej skóry przed jakimś facetem. W swojej zwierzęcej formie mogła się zachowywać nieco śmielej, w końcu była cała pokryta bielusieńkim futerkiem. Ale w tej formie to właśnie materiał pełnił funkcję tego futerka.
"No co tam, wstydzimy się?"
Jego zaczepka wcale nie pomogła.Białowłosa aż się wzdrygnęła. Przełknęła głośniej ślinę czując jak poliki robią się cieplejsze. Róż pociemniał jeszcze bardziej gdy kątem oka dostrzegła jego zuchwale spojrzenie i ten uśmieszek malujący się na ustach. Aż się cała spięła tą sytuacją jeszcze bardziej. Na kilka sekund zaprzestała rozbierania się chcąc ochłonąć. "Ta.. Takich rze..rzeczy nie mówi się.. na głos.." chciała mu to powiedzieć w twarz ale wstyd skutecznie ją uciszył, pozostawiając ten komentarz w myślach.
Nie miała nawet odwagi spojrzeć mu w oczy. Delikatny dotyk na jej dłoni sprawił że cała drgnęła. "P..przecież wiem.. inaczej bym z tobą nie poszła.." kolejne słowa o wiele łatwiej wypowiedziane w głowie niż na głos. Nie bała się go, nie bała się tego że był teraz tak blisko, że jej dotykał. Nie to nie był strach! To było zwykłe zażenowanie sytuacją. Słuchała go w uwagą, miał przecież rację. Przed lekarzem by się przecież odsłoniła. Ale Wilczur nie był lekarzem, postrzegała go w innych kategoriach. Zwłaszcza że tak wiele mu zawdzięczała. I to bezpieczeństwo które czuła w jego obecności. Cały świat mógł stanąć w płomieniach, wszyscy mogli oszaleć.. nawet ON. Ale gdzieś na dnie wiedziała że przy Nim jest bezpieczna.
"Spójrz mi w oczy."
Te słowa sprawiły że faktycznie zaczęła podnosić głowę i złote ślepia spoczęły na jego twarzy. Wpatrując się w jego dwukolorowe ślepia, teraz dopiero była zawstydzona. Chciała uciec spojrzeniem gdzieś w bok, ale tego nie zrobiła. Czuła jak mocno serce jej bije w klatce piersiowej, zburaczyła się już całkowicie czując jego palce na na delikatnej skórze. Nie był to zły dotyk od żadnym pozorem, był po prostu nieoczekiwany. Pozwoliła mu na odciągnięcie dłoni od piersi i ostrożnie położyła ją na jego barku, tak jak ją sam Wilczur nakierował. Czuła jakby ktoś ją wrzątkiem oblał. - D.. do.. brze.. - wydukała, dzielnie wpatrując się w jego oczy. Przyłapując się na tym że ciężko od nich odwrócić wzrok.
Wyprostowała się na tyle na ile była w stanie, w końcu był od niej wyższy. Starała się uspokoić oddech, ale nie było to wcale łatwe zadanie.
Cichuteńko syknęła gdy dotykał jej rany, w końcu nie było to byle draśnięcie. C zatopił swoje ostre pazury bardzo głęboko w jej szyi.
Cały zabieg bandażowania nie trwał długo, wymordowany dość sprawnie się tym zajął. Raczej nie był to jego pierwszy raz w udzielaniu komuś pierwszej pomocy. Słysząc że może się ubrać od razu zabrała dłoń z jego barku i odwróciła się do niego plecami, zakrywając to co jeszcze przed chwilą było obnażone. Odetchnęła z ulgą, nadal czując jak pieką ją poliki.
Obróciła się w jego stronę przytakując lekko. Paluszkami dotknęła zabandażowanego miejsca. - D..Dziękuję.. - wydukała uśmiechając się do niego łagodnie. - Skorzystam z pomocy jakiegoś Bernardyna skoro uważasz że to dobry pomysł, tylko gdzie mogę jakiegoś znaleźć? - odpowiedziała już nieco śmielej. Starała się jakoś odgonić myśli o tym że widział ją bez ubrania w jakimś stopniu. Karmazyn na buzi nadal się dość solidnie utrzymywał a serce uparło się żeby nadal bić za mocno.
- Umm.. kolegów? - powtórzyła po nim, przechylając głowę lekko w bok. - W jakim sensie? - nie do końca rozumiała o co mogło mu chodzić. - Mam jakiś znajomych porozrzucanych po Desperacji, ale każdy żyje swoim życiem. - wyjaśniła po dłuższym zastanowieniu. - Ah! - nagle coś jej się przypomniało. On przecież do niej mówił po imieniu, ale sam się nie zdołał przedstawić. - Poznam chociaż imię mojego wybawcy? - spytała już z odrobinę większą pewnością siebie. Zmiana tematu powinna pomóc pozbyć się czerwieni i całego tego stanu zawstydzenia.
                                         
Seiyushi
Opętana
Seiyushi
Opętana
 
 
 

GODNOŚĆ :
Seiyushi


Powrót do góry Go down

Pisanie on 17.12.19 1:34  •  Uliczki - Page 4 Empty Re: Uliczki
  Gdzie można jakiegoś znaleźć?
  Na litość boską; a gdzie nie?
  Byli jak zaraza; panoszyli się po Apogeum, wyruszali do Edenu po zielska o niemożliwych do wypowiedzenia nazwach. Część z nich zaglądała do Miasta-3, wertowała kartki medycznych książek, płaciła w aptekach jak zwyczajni mieszkańcy, patrząc sprzedawcy prosto w oczy, uśmiechając się, dziękując ustami chowającymi długie kły. Pozbawieni bojowych umiejętności ratowali się cynizmem i intelektem, byli w tym rewelacyjni. Grow mógł być zaskoczony pytaniem, ale z drugiej strony... dlaczego uważał, że Bernardyni byli tak rozpoznawalni? Skąd w ogóle myśl, że to widać na pierwszy rzut oka? On ich dostrzegał, wyłapywał z tłumu – ale żył z nimi od wieków. Ratowali mu życie; zszywali go, bandażowali, robili okłady. Nie odwdzięczali się tym samym każdemu Desperatowi, choć ich wprawne, spokojne w działaniu ręce z pewnością zdziałałyby cuda u niejednego rannego wymordowanego.
  – Kojarzysz ruiny starego laboratorium, na południe od Warui? To niespełna trzy, może cztery godziny drogi stąd. Najdalej do jutra przysłałbym któregoś z medyków. – Jego twarz pojaśniała, gdy zaraz potem dodał: To właśnie są „koledzy”. Każdy z nich żyje swoim życiem, ale w całym tym natłoku szaleństwa dają radę zorganizować trochę czasu, żeby przebiec się na moją prośbę w określone miejsce. Pasuje ci to?
  Uśmiech zamarł na jego ustach. Przez umysł, jak szept w środku nocy, przemknęło pytanie: Od kiedy zasięgał czyjegoś zdania? Co go obchodziło czy JEJ PASUJE?
  Przegryzł wewnętrzną stronę dolnej wargi; metaliczny posmak rozlał się po języku, natychmiast, w sekundę, wyostrzając zmysły. Zdał sobie sprawę, że pierwotnie Seiyushi nic dla niego nie znaczyła. Nie tylko była o b c a, ale w pierwszym odruchu grała rolę obiadu. Kiedy zakręcił się w okolicy baru, trzymał go głód. Żołądek wykręcał się tak gwałtownie i brutalnie, że nie potrafił, NIE CHCIAŁ, myśleć o niczym innym. Pragnął się tylko posilić. Zatopić ostre kły w miękkim mięsie; zewrzeć szczęki i wyszarpać płat skóry.
  Nie wierzył w przeznaczenie; to by było zbyt durne. Mimo wszystko zaczął się zastanawiać, czy dziewczyna nie została ocalona z jakiegoś konkretnego powodu. Może rzeczywiście coś nad nią czuwało, jakiś poważniejszy byt? Może była w stanie odnaleźć Vessare'a, a nawet jeśli nie; może była użyteczna w innej dziedzinie?
  Może, i tylko może, ich ścieżki skrzyżowały się z określonej przyczyny. A jeśli tak, dlaczego miałaby nie poznać jego imienia?
  Poharatane ręce wymordowanego sięgnęły do paska od spodni; do szlufki dowiązana była sprana w kolorze, brudna chusta. Materiał, poprzecierany, zużyty, pognieciony, wydawał się jedynie byle szmatą. Grow obchodził się z nim jednak z czymś, co w najlepszym wydaniu mogło zostać określone delikatnością. Rozplątał supeł, a potem podał lisiczce chustę. Na żółtym tle wyszyto wilczura z odrzuconym do tyłu łbem.
  – Po tym rozpozna cię Bernardyn. – Podał jej szorstką tkaninę. – Ale, radzę, nie obnoś się z cholerstwem za szczególnie. Moi ludzie zajmą się twoimi ranami, ale są też tacy, którzy zobaczą w tobie wroga.
  Między nimi wciąż trwało wypowiedziane pytanie o imię. Miał je na końcu języka. Chciał je nawet powiedzieć. Mogła je poznać; k a ż d y je tutaj kojarzył. Zamiast tego pokręcił jednak głową.
  – Możesz ich zapytać. Lepiej mnie przedstawią. Zapytaj też o Psy. Niech ci o sobie opowiedzą, bo może takie towarzystwo będzie dla ciebie lepsze niż to rozsiane po całej Desperacji.
  Chrupnęło pod naporem podeszwy buta, gdy wymordowany zrobił pierwszy krok. Ostatni raz zerknął wtedy na Seiyushi, a potem, unosząc rękę w pożegnalnym machnięciu, ruszył w swoją stronę.
  Już tęsknił za chustą.

| zt (x2)



— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
                                         
Arcanine
Wilczur     Poziom E
Arcanine
Wilczur     Poziom E
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie   •  Uliczki - Page 4 Empty Re: Uliczki
                                         
Sponsored content
 
 
 


Powrót do góry Go down

Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

 
Nie możesz odpowiadać w tematach