Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

Go down


Ring [Jekyll] - Page 4 Empty Re: Ring [Jekyll]

Pisanie by Jekyll on Pią Sty 25, 2019 1:20 am
Dojrzał zmianę w jej zachowaniu. I wtedy zdał sobie sprawę, że coś ukrywa. Czyżby wiedziała, co przyczyniło się do spadku jej kondycji? Cholera! Dlaczego nie zauważył tego wcześniej? Czyżby Nine wiedział o czymś, o czym nie wiedział lekarz? W jego głowie mnożyło się coraz więcej pytań i nie brał tego za dobry znak. Coś ewidentnie było nie tak. Gdzie podział się ten cholerny Nine?
  — Popsuło się coś między wami? — rzucił niby mimochodem, choć wiedział, że uczucia Iriny względem tego mężczyzny dawno przeminęły, a raczej uległy przekształceniu, bo jednak nie da się machnąć rękę na tyle lat przyjaźni. Jedno było jasne: nie kocha go. Miała to wypisane na twarzy i nawet Jekyll, który nie słynął z przesadnej uczuciowości, potrafił do pewnego stopnia rozeznać się w towarzyszących jej emocjach. — Mówił mi, że od kilku dni boryka się z bezsennością, ale nie miał czasu do mnie wpaść, a jednak wolałbym, aby w końcu do mnie trafił. Niedobór snu doprowadza do nieprzyjemnych konsekwencji — skłamał zręcznie, co przychodziło mu z dużą swobodą. Irina mu ufała, choć w ogóle go nie znała. Nigdy nie powierzył jej żadnego sekretu. Zwykle to ona mówiła, a on słuchał. I taki układ odpowiadał każdej ze stron. Może to go skłoniło do zachowania dystansu? Nie chciał uzewnętrzniać się komuś, kto wreszcie posłuży mu za królika doświadczalnego?
  Aby ukryć swój stan, skierował wzrok w bok. I – jak się okazało – była to słuszna decyzja. Posłał w kierunku dwóch współpracujących z Iriną mężczyzn krótki półuśmiech, a potem zlokalizował w polu widzenia Dave’a, dźwigającego zyski cyrku. Ich pokazy przynosiły dochody, choć Jekyll nigdy nie pomyślałby, że taki biznes w obliczu apokalipsy będzie się kręcił. Najwidoczniej każdy powód był dobry, by zapomnieć o trudach codzienności. Zagadnął coś do niego a propos ich stabilnej sytuacji na rynku, aczkolwiek tylko po to, by ukryć własne podenerwowanie. Nie wiedział co go czeka, gdy spotka się z Nine’m. Nie miał pojęcia, jakim cudem przesunął się w czasie, ale obawiał się, że cokolwiek z tego wyniknie, ucierpi na tym najbardziej. Po chwili wrócił myślami do swojej pięknej rozmówczyni.
  — Jasne, widzimy się wieczorem. I jeśli gdzieś ten cwaniak rzuci ci się w oczy, daj mu znać, że go szukam.
  Odczekawszy aż zniknie mu z oczu, wszedł na scenę i udał się w kierunku wyjścia z namioty. Przy odrobinie szczęścia powinien natknąć się na tego człowieka pośród tłumu wracających do domu widzów, ale takowe mu nie dopisało. Nigdzie nie dostrzegł charakterystycznej sylwetki. Zamiast tego ktoś poklepał go plecach. Wzdrygnął się, po czym zerknął w tamtym kierunku i znowu pozwolił, by na wargach ukształtował się wymuszony uśmiech. Zaklinacz węży szczerzył do niego rząd pożółkłych od tytoniu zębów. W palcach trzymał papierosa.
  — Coś taki podenerwowany? Zapalisz ze mną, doktorku? — podjął beztrosko, wyciągając w nań kierunku paczkę skrętów. — Są lepsze w smaku niż ta przeklęta melisa. Serio.
  Jekyll ściągnął brwi.
  — Nie pamiętasz jak mówiłeś, że musisz skończyć z tym świństwem, bo węże nie lubią tego zapachu?  Lepiej wwreszcie pójdźpo rozum do głowy. Wykitujesz na raka płuc — skarcił go, choć przyświecał mu jeden cel. Do przeprowadzenia eksperymentów potrzebował całej czternastki.
  — Wyluzuj. Kilka fajek nie zaszkodzi. — Wzruszył ramionami.
  Doktor, na widok tego gestu, przewrócił zaledwie oczyma.
  — Widziałeś Nine'a?
  — Nie i nie łudź się, że go znajdziesz. Gdy będzie cię potrzebował, sam się do ciebie zgłosi. Wiesz, jak z nim jest. Jak się zaszyje, to na amen — odparł i znowu zaciągnął się fajkę. Jekyll bez słowa skierował swój krok w stronę przyczep. Nie chciał wdychać do tego świństwa. Ponadto musiał przyznać mężczyźnie racje. Nine równie dobrze mógł udać się do pobliskiej osady po zapasy żywności. Postanowił poczekać na niego u siebie.


Ring [Jekyll] - Page 4 T8THjlp
Jekyll





Jekyll
Bernardyn     Opętany
GODNOŚĆ :
Dr Jekyll, znany również jako Kyle.


Powrót do góry Go down


Ring [Jekyll] - Page 4 Empty Re: Ring [Jekyll]

Pisanie by Tyrell on Pią Sty 25, 2019 9:41 pm
Irina zatrzymała się na przedostatnim stopniu, ale nie obróciła głowy za siebie, dokładnie tak jakby chciała ukryć zaskoczenie, jakie wykwitło w jej oczach. Ta drobna uwaga spowodowała, że ramiona kobiety uniosły się lekko i opadły, jakby ruszone delikatnym ciężarem.
  — Nie… znaczy — zawiesiła głos i dopiero wtedy spojrzała na mężczyznę, w jej tęczówkach zainicjował strach. — Porozmawiamy u ciebie.
  Podwinęła swoją długą spódnicę i zeszła na dół, szybko niknąć za namiotem. Czuła, że to nie odpowiedni moment na tę rozmowę i prawdopodobnie gdyby Jekyll nie zapytał nigdy nie postanowiłaby podjąć się tego tematu. O czym doskonale wiedział Jekyll. Przecież już przeżywał ten dzień. Nic poza tą drobną różnicą nie zaszło w jego otoczeniu. Nic poza kwestią rozmowy z zaklinaczem węży, gdy medyk zdecydował się otwarcie podjąć tematu Nine’a.
  Pies jednego z mężczyzn ich grupy ujadał głośno do wyrzuconej przed namiotem kości — jak tamtego dnia. Nawet zapach unoszący się w tym miejscu był identyczny. Ciężki i przytłaczający. Podobny do kłębów dymów uwalniających się ze starych fabryk, co miało oczywiście swoje racjonalne wyjaśnienie. Gdzieś, kilka kilometrów od nich lata temu zawaliła się duża fabryka metalu. Nawet budynki wydawały się pękać pod naporem bezwzględnej apokalipsy.
  Kiedy Jekyll skierował kroki w kierunku swojej przyczepy publiczność zniknęła już całkowicie. Robiło się coraz ciemniej. Reszta grupy zajmowała się odzyskiwaniem sił, więc nie wychylała nosa zza swoich azylów. Idealny dzień na sporządzenie diagnozy.
Diagnozy śmierci.
  Kiedy blondyn otworzył drzwi, a te uchyliły się w mrok był w stanie zauważyć tylko zarysy mebli, swojego stołu, krzesła i lóżka, na którym kład ofiary (bo pacjentami ich nazwać nie można). Cały ten obraz wydał się niezwykle żywy, nie widział go przecież od lat.
  Kiedy wrota zamknęły się, światło rozpaliło wnętrze (było zasilane akumulatorami, dzięki jednemu z członków). Medyk mógł zauważyć sylwetkę przy oknie. Był to jasnowłosy mężczyzna o kwadratowej szczęce i  głęboko osadzonych oczach z delikatnie opadającymi kącikami. Nie byłoby w nim nic dziwnego gdyby nie jasna, gładka twarz – gładka, bo pozbawiona wszelkich bruzd i głębokich zgnieceń poparzenia, jakie dane mu było zobaczyć jakiś czas temu. W rzeczywistości, a może… w teraźniejszości? Kącik warg wygiął się na ustach Nine’a tylko na chwilę, jakby chciał tylko zademonstrować zmarszczkę towarzysząca uśmiechowi. W ręce trzymał krótki nóż. Podrzucał go w lewej dłoni. Słoik z kwasem, jakim oblał go kilkanaście lat temu Bernardyn stał na krótkim parapecie, tuż przy łokciu mężczyzny. Nine doskonale sobie to obmyślił. Zabezpieczył się.
  — Ten kwas ma właściwości tak żrące, że z mojej głowy powinna zostać wyłącznie zapałka. Musiałeś się rozczarować kiedy dowiedziałeś się, że przeżyłem.
  Parsknął, ale jego oczy się nie uśmiechały; były puste i odległe. Wpatrywał się w medyka uważnie jak nauczyciel w ucznia, który ma podejść do tablicy i odpowiadać na ocenę.
  — Korci mnie, aby zobaczyć faktyczne efekty na twojej gębie.
Oderwał się od ściany i złapał nóż, nadal nie spuszczając z niego wzorku. Postąpił krok naprzód.
  — Powinieneś być mi wdzięczny, w końcu mogiła jaką dla ciebie wybrałem ma charakter sentymentalny — tubalny głos mężczyzny z wyraźnym niemieckim akcentem niósł się po przyczepie jak zły sen. Jasna grzywka opadła mu na oczy.


►  Swoboda w działaniu
► Odczuwalna temperatura 10°C
►  Deadline: 01.02.2019
Tyrell





Tyrell
Hydra     Anioł Stróż
GODNOŚĆ :
Tyrell. Kiedyś Sora.


Powrót do góry Go down


Ring [Jekyll] - Page 4 Empty Re: Ring [Jekyll]

Pisanie by Jekyll on Pią Sty 25, 2019 10:34 pm
Rozpoznając w powietrzu znajome zapachy, nie miał żadnych wątpliwości, że Nine dysponował mocą umożliwiającą mu imitacje dawnych wydarzeń. Nie chciał przyjąć do wiadomości, że cofnął się w przeszłości. Emocje zaprezentowane przez Irinę były tego zaprzeczeniem. Nie pamiętał, aby na jej obliczu odbijało się piętno tyle emocji.
   Stanąwszy przed drzwiami do zajmowanej przez siebie przyczepy, rozejrzał się, ale w dalszym ciągu nie mógł zlokalizować znajomej postury. I nie potrafił sobie przypomnieć, co Nine'a zajmowało tego dnia.
  Uchwycił  w palce klamkę i szarpnął za nią, wchodząc do środka prowizorycznego gabinetu. Ciemność panujące w środku przyczepy napawało go lękiem, toteż zetknął palce z przełącznikiem i włączył światło. Zamrugał, przystosowując oczy do jasności, po czym niemal nie zachłysnął się powietrzem w próbie ponownego nabrania go do płuc. Nine.
  — Irina martwi się o ciebie — rzucił na powitanie, choć nie miał wątpliwości, że dogodzenie swojej ukochanej nie znajdowało się w tym momencie na liście priorytetów nożownika. Nóż, którzy trzymał w palach, utwierdził Jekylla w tym przekonaniu.
  Zanim, wbił spojrzenie w jego pozbawioną skazy twarz, wzrok zatrzymał się na słoiku. Rozpoznał substancje, która w nim widniała i zadrżał. Wraz z tym odkryciem zalała go fala nieprzyjemnych dreszczy, niemniej po chwili zdobył się na odwagę i zerknął Nine'owi prosto w oczy.
  — O czym ty mówisz? — Pozwolił, aby na ustach powił się subtelny uśmiech, aczkolwiek w tym stadium  lęku nie ufał mięśniom twarzy. Wiedział, że zawiodły. Wiedział, że na wargach pojawiła się karykaturalny grymas. — Przecież nigdy nie sprawiłbyś mi takiej przyjemności.
  Pomimo swych słów, musiał przyznać mu w duchu rację. Łudził się, że żrący kwas zdewastował drogi oddechowe mężczyzny i wysłał go na tamten świat. Nie dobił go, choć powinien to zrobić i teraz, przełykając ślinę, bardzo tego żałował, Ba, na przestrzeni tych wielu lat nawet zapomniał o tym błędzie, ale nadszedł czas, by za niego zapłacić, ale nie miał najmniejszego zamiaru wcielić się rolę ofiary. Nie chciał widzieć, jak na tej parszywej modzie maluje się cień satysfakcji.
  — Zadałeś sobie wiele trudu, by mnie tu ściągnąć. Jestem pod wrażeniem, ale po co to wszystko? Czasu nie da się cofnąć. Blizny nie zniknął. Umarli nie powrócą do życia. Zostaliśmy tylko my.
  Pewność pobrzmiewającego w jego głosie była zaprzeczeniem kształtujących się w głowie myśli, ale mimo to tryskał dumą, że udało mu się stłumić strach. Stał przed Nine'm jak równy z równym. Palce zacisnęły się na skalpelu, z którym nigdy się nie rozstawał. Uśmiech nabrał bardziej wiarygodnego kształtu.
  — Nie traćmy więcej czasu, Nine.
  Postąpił krok naprzód.


Ring [Jekyll] - Page 4 T8THjlp
Jekyll





Jekyll
Bernardyn     Opętany
GODNOŚĆ :
Dr Jekyll, znany również jako Kyle.


Powrót do góry Go down


Ring [Jekyll] - Page 4 Empty Re: Ring [Jekyll]

Pisanie by Tyrell on Nie Sty 27, 2019 1:53 am
Kiedy tylko usłyszał o Irinie kąciki ust drgnęły lekko. Wiedział, że blondyn próbuje wytrącić go z równowagi, ale ku swojemu zdziwieniu nie zareagował impulsywnie. Przerzucił nóż do prawej dłoni. Dopiero w tej krótkiej ciszy Jekyll mógł usłyszeć cicho grającą muzykę, dokładnie tą samą, jaką słyszał podczas dwóch poranków z Faustem.
  — Mylisz się. — Odchylił łeb. — Czas da się cofnąć i to właśnie się dzieje. Wszystko dzięki Orenowi, uwierzyłbyś? Brakujący element puzzli, który nie wiadomo skąd wyłonił się z mroku. Nie odczuwałeś wrażenia déjà vu? Świetnie się bawiłem obserwując cię z bliska. Chciałem przeciągnąć tę zabawę do wieczności, ale czas naglił.
  Deski skrzypiały pod ciężarem jego butów.
  — Teraz mam okazję naprawić twój błąd, jaki nie powinieneś nigdy popełnić, whipster.
  Zamachnął się ostrzem tak szybko, że jeśli Jekyll zdołał się odsunąć na wystarczająca odległość, ucierpiały tylko włosy; parę pasem blond włosów, które opadły na ziemie. W innym wypadku na jego policzku pojawiła się długa, głęboka szrama. Wymordowany pchnięty impulsem złapał zielonookiego za poły ubrania i rzucił w kierunku stołu. Parę papierów i książek upadło na ziemię, zaczepiając swoimi stronnicami o rant blatu, jakby w ostatniej nadziei przed solidnym upadkiem.
  Na usta Nine’a cisnęło się wiele słów, ale żaden dźwięk nie uwolnił się spod cienkich, zaciśniętych warg. Nóż ponownie błysnął w jego dłoni. Dopiero wtedy medyk mógł usłyszeć parsknięcie.
  I to je.
  Wszystko nastąpiło szybko jak w wirze, który swoją mocą niszczy wszystko czego się dotknie. Jasnowłosy doskoczył do Jekylla - ten mógł poczuć jak jego ciężkie cielsko przyciska go do stołu. Uzbrojona dłoń celowała w żołądek; otrze muskało tkaninę koszulki. Nim jednak nóż zatopił się w organach DOGSa, druga dłoń złapała go za policzki — uścisk miał stalowy, niemal łamiący kości. Nine przybliżył twarz ku jasnemu obliczu, zapatrując się w kłamliwe, jadowite oczy.
  — Siedemset trzydzieści lat — powiedział wolno, a oddech musnął skórę. Te trzy słowa brzmiały jak łoskot zamykanych drzwi grobowca. Nim zdołał dodać coś jeszcze zamachnął się. Wciąż trzymając go za pysk uderzył łokciem żołądek medyka. Chciał widzieć ból rozlewający się w cwanych ślepiach. Zaczął czuć ekscytację przejawiającą się mrowieniem w palcach.
  Drzwi trzasnęły wpuszczając do przyczepy chłodną, nocną woń.
  — Nine! — krzyknęła Irina i tylko jej głos spowodował, że stracił na moment wcześniejsze skupienie. Kiedy obrócił głowę za siebie mógł zobaczyć ciemnowłosą obejmującą się za ramiona w przerażeniu. Patrzała  na nich jak na zbiegów z psychiatryka. Nie mogło to wyglądać jednak inaczej.
  — Odsuń się od niego — powiedziała spokojnie. Przełknęła jednak ślinę, a wraz z nią zszedł z jej tonu ten dziwny, niepewny odcień. — Czego od niego chcesz?
  — Irina, odejdź stąd — odpowiedział. W jego głosie mimo twardego akcentu, Jekyll mógł wyczuć inna nutę. Wcześniej kompletnie obcą. — Odejdź stąd, wszystko wyjaśnię ci później.
  — Odbiło ci? — Kobieta pomimo ostrzeżeń szybko znalazła się przy nich i złapała Nine’a za ramię, ten jednak wyrwał się z uścisku odsuwając się od blondyna. Spoglądając w jej twarz; nożownik silnie zaciskał zęby; żuchwa była napięta, dokładnie jakby zagryzał w ustach kawałek drewna. Grdyka poruszała się raz w górę raz w dół.
  — On chce nas zabić. Wenn du mich nicht lässt mi tego skończyć, nigdy nie zdołam go powstrzymać — warknął w wściekłości. Oczy Jasnowłosego były jak dwa ciemne kamienie, nie było widać w nich nic poza zatracanym człowieczeństwem. Wyglądały jak ślepia wielkiego kota, który gubi kontrolę i mało brakuje, aby wysunął swoje ostre pazury.
  Irina drgnęła i spoglądnęła na medyka. W jej oczach zakiełkowała niepewność.
  — Co tu się dzieje?
  Zrobiła krok w tył patrząc na obydwu mężczyzn.


►  Swoboda w działaniu
► Odczuwalna temperatura 10°C
►  Deadline: 03.02.2019
Tyrell





Tyrell
Hydra     Anioł Stróż
GODNOŚĆ :
Tyrell. Kiedyś Sora.


Powrót do góry Go down


Ring [Jekyll] - Page 4 Empty Re: Ring [Jekyll]

Pisanie by Jekyll on Nie Sty 27, 2019 8:15 pm

Nie poczynił kroków w tył, choć dojrzał moment, kiedy nóż trzymany przez Nine'a zbliżył się ku jego twarzy. W próbie wykonania uniku ostrze noża dosięgnęło płatka jego ucha.* Aby stłumić jęk, zacisnął mocno zęby.  Dłoń mimowolnie zetknęła się ze skórą. Pod opuszkami wyczuł ciepłą krew. Żaden komentarz nie opuścił jego ust Nie wiedział, jaki wkład w tą sytuację posiadł Orena, oprócz tego, że to z jego winny Jekyll znalazł się w tym miejscu. To on miał moc, która umożliwił im podróż w czasie?
   Nie zdołał zareagować, gdy Nine'a naparł na niego całym ciężarem ciała. Chwila, w której kręgosłup medyka skonfrontował się z blatem, została nagrodzony przezeń krótkim, wibrującym w powietrzu wrzaskiem. Przebłysk świadomości, że Nine go zabije, rozlał się po każdym zakamarku w jego ciele. Nie miał najmniejszych szans w starciu z siłą fizyczną, którą ten dysponował. I nie mógł wykorzystać w kontakcie z nim swojego uroku osobistego. Znał jego prawdziwe zamiary. Był ich świadkiem. Wierzgał nogami.
  — Jeśli mnie zabijesz, to ty staniesz się w ich oczach zdrajcą. — Nabrał do ust ślinę i splunął mu nią w twarz, choć z pozycji leżącej nie było to łatwe zadanie. Jej strużka wyciekła mu po podbródku, a potem przed oczyma pojawiła się ciemność. Gdy pieść z całej siły zderzyła się z jego żołądkiem, odniósł wrażenie że uleciało z niego całkowicie powietrze. Łapczywa próba zaczerpnięcia go skończyła się fiaskiem. Ponadto zjedzona rano kanapka podeszła mu do gardła. Poczuł kwaśny posmak żółci pod językiem. I Nine ujrzał w jego ślepiach upragniony ból i mógł napełnić się satysfakcją.
  Chłód wieczoru był kojący, lecz Jekyll nie od razu zrozumiał, że to Irina przyszła złożyć mu wizytę. Był pewny że to wynik konfrontacji oddechu Nine’a z jego skórą, gdy zbliżył się ku niemu, łapiąc w bolesny ucisk policzki. Usłyszawszy znajomy glos, początkowo nie zaprzątał sobie nim głowy. Wyczekiwał momentu, aż mężczyzna posunie się dalej w demonstracji swojej brutalnej siły. Przymknął nawet oczy, ale cios nie nadszedł. Po tym jak napór zależał, uświadomił sobie, że w progu stoi akrobatka.
  Wykorzystawszy okazje, zwlekł się ze stołu, niemal nie uderzając kolanami o posadzkę. Uchwycił się mebla by nie upaść. Drżał na całym ciele. Z ledwością nabrał do ust nowej porcji powietrza.
  — Nie wiem co mu odbiło. Czekał tu na mnie, a gdy przyszedłem zaczął wygadywać wyssane z palca brednie i mnie zaatakował — rzekł w końcu, aczkolwiek jego głos drżał od emocji i prób uregulowania oddechu. Nie udawał. Był w kiepskiej kondycji. Żołądek nadal bolał jak skurwysyn, więc w kącikach jego oczu pojawiły się łzy.
  Zerknął wpierw na trwającą w szoku Irinę, po czym jego spojrzenie zatrzymało się dłużej na twarzy Nine’a. Dojrzał w nich zwierzęca furię i niemal kompletną utratę człowieczeństwa, która przemawiała na jego korzyść. Kącik ust mu zadrżał ale w porę pozbył się wszelkich oznak zadowolenia. Najwidoczniej Irina też ujrzała odbite na jego twarzy piętno szaleństwa.
  — Jakim prawem oskarżasz mnie o takie rzeczy? — spytał.
Dowody. Pokaż mi dowody, które poświadczyłyby o mojej winie.
  Otarł ślinę z kącika ust. Wiedział, że Nine nie posiadał takowych. Jekyll nie wykonał swojego ruchu. Mężczyzna skutecznie mu to udaremnił.


* decyzja o głębokości rany należy do ciebie.


Ring [Jekyll] - Page 4 T8THjlp
Jekyll





Jekyll
Bernardyn     Opętany
GODNOŚĆ :
Dr Jekyll, znany również jako Kyle.


Powrót do góry Go down


Ring [Jekyll] - Page 4 Empty Re: Ring [Jekyll]

Pisanie by Tyrell on Sro Sty 30, 2019 1:12 am
Białowłosy otarł wierzchem dłoni policzek, na którym wylądowała plugawa ślina; bardzo się starał, aby podczas tej procedury opanować żądzę zmasakrowania mu twarzy gołymi pięściami. Ledwie się powstrzymywał…
  — Lügner — wycharczał Nine przez zaciśnięte zęby. Skierował  twarz w kierunku Iriny. Pokonał dzielącą ich odległość, ale ona wzdrygnęła się tylko. — Musisz stąd odejść. Nie żartuje. Okłamywał nas przez wszystkie te lata. Myślisz, że oni zaginęli? Oni zginęli z ręki tego kata! Ty byłaś jego kolejną ofiarą.
  Oczy Nine’a pociemniały. Wcześniejsze podniecenie zelżało, a obraz bólu rozlewającego się po obliczu medyka rozpłynął się w jego umyśle jak stary sen. Nie mógł dopuścić do tego ponownie. Kolejny raz doświadczyć jej śmierci.
  — Jak kolejną ofiarą-- — urwała i spoglądnęła w zaskoczeniu na blondyna. Bez zastanowienia podeszła do niego (choć niepewnie) i pomogła mu się podnieść. Stojąc tuż obok sprawdziła ranę przy uchu. Posypywała rozdrapane rany Nine’a solą. — Od dawna robiłeś mi kłótnie o Kylla. Ubzdurałeś sobie jakieś spiski i chcesz w nie uwierzyć. Nine, rozmawialiśmy o tym. Rzuć ten narkotyk, on robi ci z głowy papkę.
  Głos Iriny był twardy, niebieskie oczy błyszczące spod jej grzywki wyglądały jak kamienie wyjęte z wody. Nie wyglądała na przestraszoną — teraz co najmniej na kobietę pewną swojego, taką której nie powinno mówić się ‘nie’. Wielki cień oblał ich sylwetki. Nine zbliżył się, a warga drgała mu nerwowo.
  — Irina, odejdź… stąd… — wychrypiał i załapał ją gwałtownie za ramie odciągając od Jekylla siłą. Ciemnowłosa spoglądnęła na mężczyznę zaskoczona i krzyknęła, kiedy twarde palce zgniotły jej chude ramię.
  — PUŚĆ MNIE!
  — PUSZCZĘ JAK DO CHOLERY MNIE POSŁUCHASZ! — wrzask jaki wydobył się z gardła Nine’a nie przypominał żadnego znanego wcześniej tonu. Była w nim wściekłość, buzowała się jak w kotle, ale to co najbardziej w nim dominowało była gorycz — dusiła krtań i płuca. Mięsnie spinały się na jego ciele jak dotknięte elektrycznym sznurem.
  Irina wyrwała się i odsunęła opierając o ścianę przerażona jego agresją. Naciągnięta koszulka odsłaniała jej nagie ramie, które pokryte było zaczerwieniem po palcach.
  — Irina — podjął ponownie; jego głos złagodniał, choć rzeżący odgłos nigdy nie sprawiał takiego wrażenia.  Spoglądnął na jej rękę i na swoje dzieło.
  — Odejdź! Nie zbliżaj się do mnie!
  — Nie rozumiesz, że to wszystko robię—
  — Żałuję — przerwała, a w jej gardle uformowała się wielka gula, która powstrzymała ją przed potokiem kolejnych słów. Chwilowo. Podniosła głowę, a w jej oczach zaszkliły się łzy. — Żałuję, że ty jesteś jego ojcem.
  Nine zatrzymał się w półkroku, a deski jęknęły pod ciężarem ciała.
  Irina spoglądnęła w kierunku Jekylla zagryzając wargę; jej oczy błyszczały od łez. Muzyka zapętliła koło — tym razem jednak wydawała się o wiele głośniejsza i mroczniejsza. Jak pieść pogrzebowa. Musiał nadchodzić koniec.
  Głośny oddech Nine’a przerodził się głuchy chargot. Białowłosy opuścił łeb i pokręcił nią w niedowierzaniu. A kiedy ukazał im swoje oblicze uśmiechał się, nie z rozbawienia… To z pewnością nie był szczęśliwy uśmiech. Tak uśmiechał się ktoś chwile przed skręceniem czyjegoś karku.
  — I co zrobiłeś?
  Ktoś na podwórzu trzasnął drzwiami swojej przyczepy. Wcześniej ujadający pies ucichł.
  — WAS HAST DU GEMACHT?!
  Język przesunął się po wargach Nine’a, a całkowicie oszalałe spojrzenie zatrzymało się na sylwetce medyka.
  Bez zastanowienia dopadł Jekylla, a siła z jaką złapał go za szyje była niemal miażdżąca. Irina krzyknęła coś, ale potem polały się tylko łzy. Nożownik przywalił ciałem Jekylla o ścianę i spojrzał mu w oczy. Kompletnie zatracił kontakt z rzeczywistością.
  — Zabiłeś ją. Zabiłeś moje dziecko, już rozumiesz? Odebrałeś mi wszystko.
  Przymknął oczy, jakby brał długi relaksujący wdech, ale palce zaciskające jego gardło drgały.
  Medyk mógł poczuć jak oprócz przyduszania czuje na swoim lewym boku rozlewające pieczenie; sięgało żeber i przenosiło się w okolicę mostka. Jak wielka łapa, która niematerialnie obejmowała go wpół. Właśnie w tym momencie obraz się rozmazał, a Jekyll oprócz braku oddechu, mógł odczuć postępujący potężny ból.
  Wszystko zniknęło, jakby został wciągnięty pod wodę.
  Po raz kolejny zapanowała kompletna ciemność.

  Zaczynała docierać do niego muzyka. Umysł otwierał się jak z głębokiego snu analizując dźwięki. Nie były to jednak te same jakie słyszał dwa dni pod rząd. Ta piosenka była inna. O wiele bardziej spokojna.
  Kiedy Jekyll otworzył oczy mógł zobaczyć Fausta krążącego po pokoju i drapiącego się po karku — wyglądał na poddenerwowanego. Zataczał małe koła. Otoczenie jednak było medykowi nad wyraz znane. Znajdował się bowiem w pomieszczeniu w którym budził się już trzeci raz.
  — Jekyll?!
  Faust zatrzymał się w połowie kroku, kiedy jego spojrzenie skonfrontowało się ze spojrzeniem Bernardyna. Doskoczył do niego jak poparzony; złapał dłonią za poręcz łózka.
  — Jak się czujes—uwaga, uwaga. Nie ruszaj się — syknął i skrzywił się na twarzy, kiedy ten zamierzał zrobić jakikolwiek gwałtowny ruch. — To może boleć.


Jekyll: rozerwany płat lewej małżowiny usznej — intensywnie krwawi. Siniaki na szyi od upartego zaciskania palców — problemy z oddychaniem. Zdarty ogromny płat skóry z okolic prawego boku (obejmuje żebra i połowę pleców) — obandażowany.
►  Swoboda w działaniu
► Odczuwalna temperatura 10°C
►  Deadline: 06.02.2019
Tyrell





Tyrell
Hydra     Anioł Stróż
GODNOŚĆ :
Tyrell. Kiedyś Sora.


Powrót do góry Go down


Ring [Jekyll] - Page 4 Empty Re: Ring [Jekyll]

Pisanie by Jekyll on Sro Sty 30, 2019 7:10 pm
Możecie przenieść z tą kłótnię gdzie indziej? — warknął pod nosem, aczkolwiek nie pogardził pomocą Iriny. Wręcz przeciwnie - przyjął się z ulgą. Nogi odmówiły mu posłuszeństwa. Ugięły się pod ciężarem ciała za każdym razem, gdy próbował stanąć, a wiedział, że to nie koniec.
  Nine stracił nad sobą panowanie. O ile wcześniej był jak czyny wulkan, o tyle teraz doszło do erupcji. I nie musiał długo czekać na pierwszy wybuch. Sprowokowany przez ostre słowa Iriny, jego wściekłość skupiła się najpierw na niej, a potem... dał ich upust.
  Bernardyn zamortyzował upadek przy pomocy rąk, ale to bynajmniej nie pomogło mu odzyskać kontroli nad sytuacją. Powierzchnia ściany była zatrważająco zimna. Przy kontakcie z nią zdarł sobie naskórek z nadgarstków, a do oczu wreszcie napłynęły łzy. Mimo to uniósł wzrok na wysokość twarzy mężczyzny. Spróbował wykrzywić wargi w szyderczym uśmiechu, ale nie dał rady, wobec czego po prostu zerknął mu głęboko w oczy. Sporo go to kosztowało. Miał ochotę przede wszystkim opróżnić żołądek z wszelkiej treści, a takową składała się wyłącznie skonsumowana pod namową Fausta kanapka.
  Nie ugiął się pod wpływem oskarżenia. Pogrzebane pod gruzami  jego czynów wyrzuty sumienia nawet nie drgnęły. Nine nie znał całej prawdy, ale skąd mógł czerpać tą wiedzę? Skąd mógł wiedzieć, że rzekomo śmierć jego potomka to zaledwie początek kłamstw zaserwowanych mu przez Irinę?
  — Zabiłem twoje dziecko — powtórzył. Gdyby upadkowi nie towarzyszył nieprzyjemny uścisk w klatce piersiowej, nic nie powstrzymałoby go przed demonstrującą opętańczego śmiechu. Słowo „twoje” było nie na miejscu. Irina nawet nie była do końca pewna, kto był ojcem tego dziecka. Chciał to powiedzieć, ale problemy z oddychaniem stłumiły tę chęć w zarodku. Zakleszczające się palce na jego gardła włączyły system alarmowy w głowie lekarza.Zabije ci, jeżeli nie zasiejesz w nim ziarenko niepewności.  — Kiedy ostatni raz monitorowałem rozwój twojej córki, miała się świetnie. Uczyła się chodzić — syknął przez zęby. Czując pod językiem metaliczny posmak krwi, splunął nią na podłoże, nieopodal butów nożownika.
  I potem obraz przed jego oczyma zaczął się rozmazywać wraz z falą rwącego bólu. Wrzasnął przez łzy, dusząc się własnym krzykiem.
  Nastała ciemność. Miał wrażenie, że umiera przez niedotlenienie. Nine wreszcie wyszarpał z niego ostatni oddech...

Muzyka. Różniła się do tej, którą słyszał. Była spokojna, rytmiczna. Napływała w rytym jego oddechu, który z trudem gromadził się w płucach.
  Otworzył oczy. Rozpoznał znajomy sufit. Pojawiło się znienawidzone przez niego uczucie déjà vu.
  Znowu ten przeklęty pokój nr. 9. Nine.
  Czyżby nadal maczał w tym palce?
  Parsknął. Odpowiedź napływała z starego radia.
  Powiódł spojrzeniem w bok i prawie się uśmiechnął na widok znajomej sylwetki.
  — Jekyll?!
  Spróbował się podnieść. Syknął. Poczuł przeszywając ból. Po bolesnej konfrontacji ze ścianą, poniekąd stracił orientacje w sytuacji. Nie wiedział, co się wówczas wydarzyło, a raczej jakich obrażeń dostał na skutek czynu nożownika. Słyszał zaledwie wrzaski nasączone jadem, przez którego został przymuszony zamknąć powieki.
  — Ja pierdolę, Faust, co się stało? Dlaczego….
  …wszystko mnie boli?
  W próbie zaczerpnięcia oddechu nie dokończył tej myśli.
  Udał, że nie pamięta co się wydarzyło. A jego spojrzenie potwierdzało wersje wydarzeń. Ociekało bólem i niezrozumieniem, ale przede wszystkim tym pierwszym.


Ring [Jekyll] - Page 4 T8THjlp
Jekyll





Jekyll
Bernardyn     Opętany
GODNOŚĆ :
Dr Jekyll, znany również jako Kyle.


Powrót do góry Go down


Ring [Jekyll] - Page 4 Empty Re: Ring [Jekyll]

Pisanie by Tyrell on Czw Sty 31, 2019 12:45 am
Twarz Fausta była napięta, pełna obaw. Głos medyka sprawił jednak, że odetchnął z ulga.
  — Przybyliśmy tu nocą. Postanowiliśmy się zdrzemnąć, nie pamiętasz?
  Faust usiadł na jego łóżku, a stare sprężyny zaskrzypiały złośliwie.
  — Rano nie potrafiłem cię dobudzić, więc poszedłem po Kenny’ego. Opowiedział mi… o tym co wie. O tym, że widział Orena z tydzień temu. Zauważył różnicę w jego wyglądzie i zachowaniu. Każdego dnia wyglądał coraz gorzej. Podkrążone oczy, jakby nie sypiał tygodniami. Posiadał też ślady na szyi. Jak po igle. Czasem się zawieszał i trzeba było powtarzać do niego kilka razy. Oren kiedyś mówił mu o jakimś człowieku. Nazwał go Naoi. — Faust westchnął z emfazą. — Wiesz, że to po irlandzku liczba dziewięć? Oren był Irlandczykiem, przypomniałem sobie o tym później. Kenny wspomniał, że miał w okolicy swoją miejscówkę gdzieś na zachód stąd. Wspominał również, że facet się ustawił i mieszka w bunkrze… I nazwał to miejsce osobliwym punktem.
  Uciął i otrzepał kurz ze swoich ubrań, dopiero teraz Jekyll mógł zauważyć, że Faust jest brudny od ziemi.
  — Poszedłem z Kennym. Pilnował cię jeden z jego ludzi. Odnaleźliśmy bunkier w środku był Oren, ale nie żył. Zresztą... — zaśmiał się nerwowo gniotąc palce. Denerwował się. — Nie żył to mało powiedziane. Był rozszarpany na kawałki, wokół niego leżał popiół. Ogromne ilości krwi i popiołu. Cała ta sceneria… — musiał zatrzymać aby się uspokoić. — Wyglądała jak po wybuchu jakiegoś reaktora, jakiejś maszyny, portalu, rozumiesz prawda? — Znów próbował się uśmiechnąć. — Nie znaleźliśmy Naoiego. Nadal nie wiemy gdzie jest i co ważniejsze… czy w ogóle był prawdziwy.
  Faust sięgnął po kołdrę i odkrył Jekylla na tyle, aby ten mógł przyjrzeć się swojemu ciału. Tors medyka był obwiązany starym bandażem – ale się trzymał. Ból jednak jaki spod niego dobiegał był porównywalny z poparzeniem trzeciego stopnia.
  — Po powrocie zostaliśmy poinformowani o pogorszeniu twojego stanu. Dusiłeś się i krzyczałeś, dopiero wtedy zobaczyliśmy ranę. To wygląda tak jakby ktoś obdarł cię żywcem ze skóry. Przeczekaliśmy noc. Jest ranek i otworzyłeś oczy. Nie mam pojęcia co to do kurwy jest, ale jeśli odzyskałeś przytomność…
  Spojrzenie Fausta zatopiło się w jego i choć nigdy nie uważał, że Bernardyn naprawdę go lubi, położył odważnie dłoń na jego ramieniu.
  — Cieszę się, że z nami jesteś Jekyll. Powinniśmy się stąd zbierać i to jak najszybciej. To miejsce nie podoba mi się ani trochę.
  Kiedy mężczyzna podniósł się z miejsca zatrzymał się nagle jakby natrafił na niewidzialną ścianę.
  — Zapomniałbym. Oprócz szczątków Orena znalazłem to. — Dźwięk stawianego na stolik naczynia odbił się o uszy Jekylla. — Sądzę, że w aktualnym stanie przyda ci się bardziej, partnerze.
  Spojrzał na niego niespodziewanie uśmiechając się lekko.


Jekyll: rozerwany płat lewej małżowiny usznej — intensywnie krwawi. Siniaki na szyi od upartego zaciskania palców — problemy z oddychaniem. Poranione nadgarstki. Zdarty ogromny płat skóry z okolic prawego boku (obejmuje żebra i połowę pleców), krwawi — obandażowany.


MISJA ZAKOŃCZONA
  Gratulację! Otrzymujesz FIOLKĘ Z WODĄ ZE STYKSU! Za skrupulatne odpisywanie otrzymujesz 1 x mleko makowe.
Dziękuje za wytrwałość!
Tyrell





Tyrell
Hydra     Anioł Stróż
GODNOŚĆ :
Tyrell. Kiedyś Sora.


Powrót do góry Go down


Ring [Jekyll] - Page 4 Empty Re: Ring [Jekyll]

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

Powrót do góry