Ogłoszenia podręczne » KLIKNIJ WAĆPAN «
  • 05/12. Do 14 grudnia do godziny 20:00 jest czas na wznowienie wątków z przeszłości oraz alternatywnych. W razie pytań należy napisać pw do Rhetta.
  • 16/11. Zapisy na indywidualne wydarzenie dla S.SPEC. Weź udział w wyprawie!
  • 13/11. Do 17 listopada, do godziny 20:00, trwa halloweenowy plebiscyt! Zagłosuj!
  • 04/11. Kolejne ogłoszenie dotyczące zmian. Rzuć okiem.
  • 03/11. Do 9 listopada, do godziny 22:00, należy uzupełnić temat z chronologią. Po ustalonym terminie moderator zacznie sprawdzanie.
  • 03/11. Do 12 listopada, do godziny 20:00, jest czas na wznowienie wątków z przeszłości i alternatywnych. Tematy, w których post nie pojawił się od miesiąca lub dłużej zostaną wrzucone do archiwum. W razie pytań: pisać do Rhetta na PW.

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Go down

Pisanie on 16.04.19 21:41  •  Ciche pustkowie - Page 2 Empty Re: Ciche pustkowie
 Nie sama przynależność do grupy religijnej była tu faktem koniecznym do ukrycia; to położenie świątyni i innych pomieszczeń, a przede wszystkim wejść powinno pozostać tajemnicą. River nie do końca ufała sobie na tyle, by wiedzieć, że na pewno nie zdradzi przypadkiem jakiejś istotnej lokalizacji. Bezpieczniej było zgrabnie ominąć temat i pozostać przy suchej informacji, że zamieszkuje góry. Już sam ten fakt wystarczająco wiele mówił o tym, z kim dziewczyna trzyma; nawet jeśli sama nie należałaby do Kościoła, chcąc mościć się tak blisko ich siedzib z pewnością musiałaby być przynajmniej w jakiejś z nimi umowie. Żadna szanująca się grupa, czy wielka i znana, czy mała i skupiona, nie mogła sobie pozwolić na dopuszczanie obcych zbyt blisko swoich kryjówek. Byłoby to wręcz rażącą nieodpowiedzialnością, mogącą doprowadzić do prawdziwej katastrofy.
 — Kiedyś przyszła mi taka myśl... — przytaknęła, na moment urywając myśl. W kilku sprawnych ruchach dokończyła cerowanie trzymanej w ręku poszewki i odłożyła ją na stosik innych już naprawionych rzeczy. — Ale ani nie za bardzo wiedziałabym, gdzie coś takiego zrobić, ani jak to prowadzić... sama myśl o tym, że mieliby do mnie przychodzić obcy ludzie jest trochę straszna. — Uśmiechnęła się niepewnie, wyraźnie zawstydzona własną nieudolnością. Gdyby tylko natura podarowała jej więcej pewności siebie i przedsiębiorczego ducha, mogłaby rozkręcić jeden z lepszych desperackich interesów. Talentu do rzemiosła jej nie brakowało! Całą organizację przedsięwzięcia zmuszona by była oddać w cudze ręce. Żadna zaś ze znanych jej osób nie spełniała równocześnie dwóch kluczowych kryteriów: odpowiednią bliskością relacji i zaufaniem, by powierzyć komuś rzecz tak istotną oraz czasem i chęciami na podjęcie się podobnej inicjatywy. O tak, z pewnością miałaby kogo poprosić o pomoc czy radę, ale nie ośmieliłaby się zrzucać na kogokolwiek z bliskich swojego własnego pomysłu. Byłoby to po prostu głupie.
 — No tak, trochę tak to działa. — Wpatrzyła się w obracaną między palcami igłę. — Ktoś dba o moje bezpieczeństwo, ktoś inny karmi, jeszcze do kogo innego mogę się zwrócić, gdy zachoruję. A ja dla nich ceruję i szyję. To całkiem sprawiedliwe.
 Nawet jeśli z reguły umniejszała swoją rolę w społeczności Kościoła, nie zamierzała sprowadzać jej do absolutnego zera. Prawda była przecież taka, że starała się jak tylko umiała – a że umiała raczej niewiele, to już inna sprawa. Dlatego też wyrobiła sobie odruch bezwzględnego przychylania się do każdej prośby o pomoc, czy w dziedzinie szycia czy w dowolnej innej. Nie chciała przepuścić żadnej okazji do odwdzięczenia się za to wszystko, co każdego dnia otrzymywała. W końcu bez tych wszystkich, którzy się o nią troszczyli, nie przeżyłaby dnia.
 — Skoro tak uważasz... ale tak czy owak nie umiałabym ci podać jednoznacznej ceny. Do tej pory zawsze pracowałam za darmo. — Zmieszała się odrobinę, ale w mgnieniu oka zajęła ją inna istotna sprawa. — Wystarczy przyjść tutaj, przychodzę prawie codziennie, gdy tylko nie pada. Jeśli jesteś zdecydowana powierzyć mi zadanie, możemy też umówić się na konkretny dzień — wymyśliła, a dumna była z tego pomysłu. Wystarczyłoby nawet ustalić, że będzie czekać w każde poniedziałkowe popołudnie, co nawet przy z grubsza nieokreślonym terminie spotkania powinno prędzej czy później dać rezultat.


Life is a soup and I am a fork.
                                         
River
River
 
 
 

GODNOŚĆ :
River


Powrót do góry Go down

Pisanie on 17.04.19 19:15  •  Ciche pustkowie - Page 2 Empty Re: Ciche pustkowie
Od zdradzenie swojej przynależności etnicznej do nieświadomego wydania kryjówki, przy której było się bardzo blisko, znajdowała się bardzo cienka granica. Mając pewność tego, że dziewczyna przynależała do Kościoła, mogła tylko snuć podejrzenia oto, że nieopodal znajdowało się jakieś wejście do ich bazy. W końcu każdy posiadał kryjówkę, gdzie odbywały się wszelakie narady i nie tylko. Niemniej nie musiała tego robić, skoro tej pewności wciąż nie miała. Nie lubiła sobie zaprzątać głowy niepotrzebnymi rzeczami, dlatego wiedząc, że wyciągnie od niej takich informacji — choć w głębi serca ciągle się łudziła — było nieosiągalne, odsunęła tą sprawę na bok, skupiając się na niesamowitych zdolnościach krawieckich, które River posiadała. Chociaż nigdy nie zrozumie przynależności do grupy, która — według Nayaden — była sektą. Z pewnością blizna na plecach sprawiła, że zaczęła żywić jawna niechęć do takich zgromadzeń bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.
Spojrzała na nią uważnie, ciągle goszcząc ją ciepłym uśmiechem podczas słuchania jej słów. Przytakiwała na nie, wprawiając siebie w chwilowe zamyślenie. Wiedziała, w jaki sposób mogłaby jej pomóc, ale nie widziała w tym żadnej korzyści dla siebie. Nie chciała jej więc mówić, od czego powinna najpierw zacząć, by sukces, o którym mogła marzyć, stał się realny.
Hmm. To nie jest takie trudne jak to się wydaje. Trzeba tylko trochę pomyśleć. I nie ma potrzeby czegokolwiek się bać.
Jesteś stosunkowo młoda, hm? Gdybyś była starsza, wiedziałabyś jak do tego podejść. Strzelam więc, że masz tyle lat, na ile wyglądasz. Pewnie jakieś naście, co?
— spytała, szczerze mówiąc trochę już strzelając. Chociaż kilkusetletnie doświadczenie oraz czysta, kobieca intuicja podpowiadała jej, że tym razem nie myliła się aż tak bardzo. Czasami czuła się już naprawdę staro, a widząc takie biedactwo, miała niezmierną ochotę wyciągnąć w jej stronę ręce i utulać, chowając ją przed całym złem świata, które na nie czekało, aby pochłonąć, niczym ciemna otchłań, jej niewinny i delikatny charakter.  
Tutaj mogę się z Tobą zgodzić. Niemniej nie zawsze ktoś będzie wstanie uchronić Cię przed czekającym niebezpieczeństwem. Nie zawsze dostaniesz jedzenie, za które będziesz mogła odwdzięczy się tym. W takim wypadku warto wiedzieć, jak o siebie zadbać. Wiesz, być przygotowana na tak zwaną "czarną godzinę" — uśmiechnęła się, pozwalając sobie wyciągnąć z torby kawałek ususzonego mięsa, z przyjemnością wgryzając się w nie.
W tej chwili prawiła swoje długoletnie mądrości, ale wiedziała, że miała rację. Dobrze jest umieć więcej niż jedną rzecz, bo z czasem beztroskie życie przestaje takim być i wtedy zdarzasz się z szarą rzeczywistością, którą możesz znienawidzić, nie umiejąc nic więcej poza przykładowym szyciem.
Tak. Dobrze będzie jak Ci zapłacę. Wycenię to sprawiedliwie, więc nie musisz się oto martwić. I wiesz... Ciężko jest mi dostosować się do czegoś takiego, więc wygodniej będzie, jeśli podasz mi swój numer telefonu, o ile go masz. Jeśli nie, nie będziemy miały wyboru, aby przystąpić na taki układ. To co? Masz komórkę czy jednak wolisz czekać tu na mnie w tydzień w tydzień, z nadzieją, że mogę pojawić się dobre za pół roku? — uśmiechnęła się rozbrajająco szczerze, niemniej jednak nie była wstanie kobiecie powiedzieć, kiedy uda się jej zdobyć jakieś materiały, i co ważniejsze, czy będzie miała czas, aby to w ogóle zrobić. Miała swoje priorytety w życiu, dosyć istotne i choć dziewczyna dysponowała sporą ilością wolnego czasu, to kobieta już niestety nie. Ciągle podróżowała, non stop była czymś zajęta, a w takich chwilach jak ta, robiła krótką przerwę od szalonej codzienności.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 17.04.19 23:17  •  Ciche pustkowie - Page 2 Empty Re: Ciche pustkowie
 — Szesnaście — potwierdziła, choć nie do końca przekonana, jaki był związek jej młodego wieku z omawianą sprawą. Osobiście była zdania, że to raczej kwestia osobowości; nawet za kilkadziesiąt lat mogłaby nie przejść nad pewnymi rzeczami do porządku dziennego i, powiedzmy, nie przekonać się do regularnego obcowania z nieznajomymi. Nie było to przecież takie niemożliwe! A że człowiekiem była i nim pozostać zamierzała, nie mogła przewidywać sobie setek lat życia. Na dobrą sprawę o wiele bardziej prawdopodobne było, że zginie jeszcze przed trzydziestką. Bez wyostrzonych zmysłów i nadludzkiej siły było się łatwym łupem dla wszelkiego rodzaju dzikich zwierząt, trujących roślin czy bardziej humanoidalnych oprawców. W zasadzie to nawet kamień mógł jej w każdej chwili spaść na głowę i pożegnać z tym światem, ale była z tym zaskakująco pogodzona. Nawet sama nie była pewna, czemu tak lubi prostotę swojego człowieczeństwa; z drugiej przecież strony bardzo pragnęła czymś się wyróżniać. Różnica leżała w tym, że wolałaby błysnąć talentem niż kłami, ujmować nie przeciwnika za gardło, ale zachowaniem swojej naturalnej łagodności. Nie, zdecydowanie nie chciałaby ulec wirusowi.
 — Może kiedyś o tym pomyślę. Na razie mam wystarczająco pracy z tym, co robię po znajomości.
 — Niemniej, nie zawsze ktoś będzie w stanie uchronić cię przed czekającym niebezpieczeństwem...
 — Zawsze — szepnęła, biorąc do rąk stertę zaszytych materiałów i nie wiedzieć czemu każdy z nich jeszcze raz schludnie złożyła. Święcie wierzyła w to, że jej bliscy nigdy jej nie zawiodą. Niby jak miałoby ich braknąć? Wtedy sami pewnie musieliby ulec jakiemuś zagrożeniu, a skoro inni, silniejsi i bardziej uzdolnieni nie daliby rady, jakże ona miałaby przetrwać? Poza tym, sama też dbała o siebie jak tylko umiała, unikając niepotrzebnego nadstawiania karku. To przecież nie tak, że wybiegała między dzikie bestie i liczyła na to, że ktoś ją ot, tak uratuje. Była jednak częścią społeczności, która dobrze ukształtowana, działa na podobnej zasadzie co żywy organizm. Każdy element ma swoje określone funkcje, jedne nieco bardziej spektakularne, inne mniej. I każdy jest w równej mierze potrzebny, bo nie są w stanie funkcjonować osobno.
 — Nie mam telefonu, niestety. I nie ma go też nikt, kogo znam. Używamy raczej listów albo spotykamy się osobiście — wyjaśniła, odrobinę zawstydzona. Osobiście nie widziała w takim sposobie życia żadnego problemu, nagle jednak poczuła się jakoś tak... dziwnie. Trochę może biednie, choć przecież na Desperacji wszyscy borykali się z podobnym poziomem nędzy. — Chyba nie mamy wyjścia i musimy obyć się bez tego. Ale zastanawiam się... — Urwała, na moment pozwalając sobie skupić się wyłącznie na myśleniu. Po kilku sekundach pojawił się wreszcie bardziej klarowny plan. — Możemy zrobić tak: kiedy będziesz miała gotowe zlecenie, przyjdziesz tutaj i zostawisz mi wiadomość. W tamtym starym pniu — wskazała dłonią zlokalizowaną nieopodal resztkę czegoś, co lata temu z pewnością było pięknym dębem — jest spory otwór zaraz pod tym dużym, wygiętym konarem. Wystarczy schować kartkę do środka i zatkać otwór którymś z kamieni. Wtedy nawet z daleka będę widziała, że coś tam jest. Podasz mi datę spotkania i w ten sposób się umówimy. — Spojrzała na kobietę pytająco, chcąc upewnić się, czy przedstawiony pomysł ma choć trochę sensu. Wydawało jej się jednak, że całkiem zgrabnie to sobie wymyśliła. W ten sposób nie musiały czekać jedna na drugą przez nie wiadomo ile dni; wątpliwym zaś było, by ktokolwiek miał przeszukiwać zmurszały pień i zabrać wiadomość. Mało kto tu przecież przychodził.


Life is a soup and I am a fork.
                                         
River
River
 
 
 

GODNOŚĆ :
River


Powrót do góry Go down

Pisanie on 01.05.19 13:32  •  Ciche pustkowie - Page 2 Empty Re: Ciche pustkowie
Szesnaście.
Strzał w dziesiątkę, Nayaden. Na swój minimalny triumf, uśmiechnęła się lekko, odwracając wzrok od dziewczyny. Nastolatki w zasadzie. Nagle do jej głowy zaczęły napierać myśli typu "Co taka młoda osoba jak ona tu robi i to całkiem sama?" "Z pewnością ma jakiś rodziców." "Kolejne bezpańskie dziecko na pustyni." "Z pewnością jakaś anielica, bo na wymordowaną jest zbyt niewinna. A może to człowiek?"
Biedna, zagubiona owieczka.  
Westchnęła cicho po swojej myśli, powracając na nią swoim spojrzeniem. Delikatnym, wypełnioną troską i jakby współczuciem?
Gdzie Twoi rodzice w takim razie? Zostawili Cię jak byłaś mała czy to z nimi ciągle mieszkasz? — spytała, a w jej głosie tliła się niezrozumiana dla Amay'i złość. Była tu sama. SAMIUSIEŃKA. Przynależenie do KNW nabierało teraz większego sensu niż wcześniej. Czemu tak bezbronna osoba musiała być w takiej grupie etnicznej? Chociaż z dwojga złego może to najbardziej "ludzka" grupa, do której może przynależeć. Los jednak bywał niesprawiedliwy — ktoś o tak niewinnym charakterze musiał się znaleźć na tych terenach i w takich okrutnych czasach. Pewnie dlatego obraz anielicy najbardziej do niej pasował;  Nieskazitelne piękno.  
Było w tym sporo prawdy, bo jednak nie każdy nadaje się na kręcenie biznesu. Niemniej uważała, że wieloletnie doświadczenie pomagało. I to nie tak, że negowała, iż była młoda. Jednak nie da się ukryć, że przeżyła stanowczo za mało, aby móc bardziej wypowiadać się na ten temat. Może teraz nie jest tego pewna, ale równie dobrze za te 10, 20 lat będzie potrafiła zrobić z tego furorę — osobowości zmieniają się, szczególnie gdy w dziewczynie buzowało wiele czynników, które odpowiadały za jej niewinność, brak doświadczenia i zwyczajną niewiedzę, głównie spowodowane wiekiem. Co nie oznaczało, że była głupia, tak?
Uśmiechnęła się szerzej, ale wyjątkowo łagodnie, słysząc szept młodej kobiety, pełny determinacji i przede wszystkim ludzkiej wiary. Te słowo odbijało się echem w jej głowie i choć bardzo chciała wyprowadzić ją z tego błędu, powstrzymała się od swojej bezczelności i nie zrobiła tego. Podziwiała jej zamiłowanie i chęć wiary do tego, że wszystkich, których darzy uczuciem, będą z nią do ostatniej chwili, a nawet i dłużej.
Zamyśliła się przez moment, szukając w ten sposób wygodnego dla nich rozwiązania. Wiedziała, że list były czymś powszechnym tutaj, sama osobiście korzystała z takiego środka komunikacji, mając zawsze przy sobie wytresowanego jastrzębia, który zawsze kręcił się w pobliżu Nayaden. Nawet teraz, gdy pozornie wydawać się mogło, że go nie było, jest nieopodal właścicielki, a jeden gwizd spowoduje, że zwierzę przyleci do niej nie wiadomo skąd jak na zawołanie. Nie bała się, że mogło mu się coś stać, bo był uważny. Do tej pory nigdy nie zawiódł kobiety, ani ona jego.
Wydaje mi się, że to całkiem dobry pomysł. Jest jeszcze jedna z możliwych opcji do zrealizowania... — w tym samym momencie uśmiechnęła się niewinnie, a między ustami włożyła palce. Zagwizdała — głośno, mocno, charakterystycznie. Niewiele później ku oczom dziewczyny pojawił się o przepięknej barwie jastrząb, który przymierzał się do wylądowania na przedramieniu właścicielki. Ta wyciągnęła w jego stronę rękę, by zwierzak mógł wbić w jej skórę swoje pazury i usiąść w ten sposób na jej ręce.
To jest Aomine (XD). Może pomóc mi dostarczyć do Ciebie list. Zna już drogę w to miejsce, więc nie powinien mieć problemu z odnalezieniem Ciebie. Wyślę Ci list, kiedy będę miała odrobię więcej czasu i przede wszystkim zdobędę już potrzebne materiały — uśmiechnęła się, swoje spojrzenie przekierowując ze swojego ulubieńca na delikatną twarz River. Jej pomysł nie był zły, ale nie chciała marnować czasu na dostarczanie listu w taki sposób. Szanowała swój czas jak tylko mogła. Nie ukrywała się z tym, że zachowywała się trochę egocentrycznie. Również jej plan nie był głupi. Przynajmniej River również mogła żyć swoją codziennością, bez zastanawiania się w dzień w dzień, czy wspomniany wcześniej list czeka na nią w ukrytym miejscu.
To jak będzie? Odpowiada Ci coś takiego? — spytała wyjątkowo łagodnie, delikatnie drapiąc swojego pupila gdzieś po piersi, ciągle w dłoni trzymając kawałek jedzenia. Uwielbiała dotykać jego czystych piór.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 16.05.19 13:41  •  Ciche pustkowie - Page 2 Empty Re: Ciche pustkowie
 Czy sieroty były na Desperacji czymś nienaturalnym? Zdecydowanie nie. Jeszcze większą rzadkością były pewnie pełne, szczęśliwe rodziny. Choć patrząc logicznie, te drugie miały zazwyczaj większe szanse przetrwania dzięki zasadzie trzymajmy się w kupie, kupy nikt nie ruszy, to jednak przypadki śmierci rodziców zdarzały się na tyle często, by na tym łez padole plątały się całe setki dzieciaków pozbawionych opieki. Tacy albo mieli szczęście i ktoś ich przygarniał, bo akurat potrzebował rąk do pracy, adresata instynktów rodzicielskich, towarzystwa... albo trafiali na kogoś bardziej potrzebującego posiłku, przez co kończyli jako takowy.
 — Zawsze miałam tylko mamę, a ona umarła niestety jakiś czas temu — odpowiedziała, mimo woli pozwalając nutce smutku wpleść się między słowa. Stało się raczej oczywiste, że była przywiązana do matki i mocno przeżyła jej śmierć, szybko jednak wróciła do bardziej neutralnie-uprzejmego tonu. To były stare dzieje, a z żałobą uporała się już dawno temu. Na szczęście nie była sama, mogła liczyć na wsparcie wszystkich bliskich z Kościoła. To oni zaopiekowali się nią za młodu i teraz czynili to nadal, choć wedle zwykłych, ludzkich kryteriów wcale nie mieli takiego obowiązku. Dlatego wierzyła w nich bardziej niż w siebie, przekonana, że żadna siła nigdy nie pozbawi jej tego wielkiego skarbu. W końcu Ao też nad nimi czuwał.
 Od razu wypatrzyła na niebie zbliżający się kształt i nie oderwała odeń wzroku, póki ptaszysko nie wylądowało na wyciągniętej ręce kobiety. Z pewnością wystraszyłaby się go, gdyby zawczasu nie nabrała przekonania, że jest to pupil jej rozmówczyni i ona z pewnością nad nim panuje. Przynajmniej w jakimś stopniu.
 — To chyba nasz najlepszy pomysł — stwierdziła po niedługim namyśle. Może wręcz trzeba było tak od razu? W ten sposób żadna nie będzie zmuszona do bezcelowych podróży czy żmudnego czekania. W takim wypadku można było swobodnie uznać, że są umówione.
 Podniosła odłożone wcześniej robótki i podzieliła je znów, odkładając te skończone na jedno kolano, na drugim zostawiając zaś następne w kolejce do zaszycia. Przygotowawszy sobie nową igłę z nitką wzięła pierwszą od góry potarganą koszulkę, do której miała już fastrygą przymocowaną łatę na rękawie. Jak gdyby nigdy nic zabrała się do pracy, przekonana, że nie ma co marnować czasu, nawet jeśli akurat przypadkiem zdarzyło jej się mieć towarzystwo.
 — W sumie to czym ty się zajmujesz tak na co dzień? — zagadnęła, nie chcąc wyjść na taką, co to ignoruje ludzi dookoła siebie. Ciekawiło ją zaś, z kim tak właściwie ma do czynienia. Kto wie, może też kiedyś będzie potrzebować pomocy z jakąś mało popularną sprawą i akurat się uda, że będzie miała kogo zapytać?


Life is a soup and I am a fork.
                                         
River
River
 
 
 

GODNOŚĆ :
River


Powrót do góry Go down

Pisanie on 26.05.19 15:07  •  Ciche pustkowie - Page 2 Empty Re: Ciche pustkowie
Oczywiście, że sieroty nie były czymś nienormalnym na tych terenach. Niemniej nikt kobiecie nie zabroni interesować się ich życiem. I to nie tak, że jakoś szczególnie obchodził ją ich los. Kiedy miała do czynienia z brudnym szczylem, który starał się ją okraść, bez wahania skróciłaby mu ręce w formie kary. Jednak gdy ma do czynienia z kimś pokroju River, przykro byłoby, gdyby jej los został policzony przez jakąś bestię czy brak umiejętności samoobrony przed jakimkolwiek innym napastnikiem. Dobra, uczynna i przede wszystkim przydana, nawet jeśli ona sama nie uważa siebie za takową. Nayaden zdaniem taką krew trzeba podtrzymywać.
Hm, przykro mi — odparła łagodnie, ale w jej głosie wcale nie dało się usłyszeć smutku. Prawdą jest, że takie rzeczy zdarzały się aż nader często, więc  szkoda byłoby marnować energię na bezwartościowy smutek. Co nie zmienia faktu, że jej nie współczuła i pewnie dlatego gdzieś tam na jej twarzy dało się dostrzec pokrzepiający uśmiech.
Uśmiechnęła się szerzej, w formie małego triumfu kiedy udało im się dojść do porozumienia. Też uważała, że to był całkiem dobry pomysł, który zaoszczędzi im czas i zachodu.
Jastrząb praktycznie od razu zainteresował się towarzyszką, która siedziała obok pani. Z początku spojrzał na nią nieufnie, jednak gdy zauważył, że kobiety żywią do siebie czysty neutralny stosunek, zwierzę szybko straciło zainteresowanie rozmówczynią, a swoje przebiegłe spojrzenie skupił na jedzeniu, które było trzymane przez Nayaden w dłoni. Ta w jednej chwili zaśmiała się zdrowo, a gdy chciała wyciągnąć coś ze swojej torby, ptak zgrabnie przeszedł jej na ramię, będąc głęboko zainteresowany tym, co jego właściciela robiła. Innymi słowy było z niego bardzo ciekawskie bydle.  
Masz łakomczuszku — rzuciła tylko, unosząc przy tym kącik ust i rzuciła mu skrawek mięsa, zapewne z jakiegoś królika czy zająca, a ten w jednej chwili zeskoczył jej z ramienia, lecąc za jedzeniem. Nie dało się ukryć, że i on był głodny po dłuższej podróży z Nay, a gdy sama kobieta po raz kolejny skubnęła kawałek trzymanego mięsa, spojrzała się na dziewczynę w niemym pytaniu.
Czym się zajmujesz.
Odwróciła
Czym się zajmuję? Hmm. Chodzę to tu, to tam. Jestem podróżnikiem, który zbiera informacje, które z czasem mogą mi się przydać — bo oczywiście nie mogła powiedzieć wprost, że jest całkiem dobrym informatorem ew. szpiegiem. Nawet jeśli lubiła chwalić się takimi rzeczami, to także wolała zachować wszelakie środki ostrożności na wypadek gdyby. Dlatego pomimo tego, że na szyi miała przewieszony kieł, nie zdradziła, że należy do Drug - on'ów. Siedzi tam ładnie kilkaset lat, ale gdyby policzyć ogólne lata przebywania tam, wyszłoby o wiele mniej niż przysłowiowe 300 lat.
Posiedziała z nią jeszcze przez chwilę, zjadając do końca jedzenie, a także uzupełniła pragnienie w postaci wody, którą również trzymała w przewieszonej przez ramię torby. Gdy uznała, że energię miała wystarczającą zregenerowaną na dalszą drogę, a także dogadała wszelakie szczegóły z kobietą odnośnie ich spotkania, materiałów i tym podobne, najemniczka wstała z ziemi, otrzepując z siebie z ewentualnej ziemi czy trawy.
Na mnie już pora — oznajmiła krótko, posyłając w jej stronę krótki uśmiech — Mam nadzieję, że niebawem ponownie się spotkamy, bo wydajesz się być naprawdę ciekawą osobą. Miło było Cię spotkać, River — i po tych słowach, ponownie zagwizdała w stronę swojego ptaka, po czym machając jej na pożegnanie, wróciła na swój szlak w poszukiwaniu kogoś, kto był jej niegdyś niesamowicie bliski.

z/t

|| Wybacz, że musiałaś tyle czekać, ale kompletnie nie zobaczyłam od Ciebie odpisu. D:
jak coś, to za jakiś czas możesz spodziewać się listu od Nay zgodnie z ich umową. ~
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 20.11.19 20:13  •  Ciche pustkowie - Page 2 Empty Re: Ciche pustkowie
Spędziła długi czas, udoskonalając swoje zapiski dotyczące Apogeum - na tyle długo, aby system mógł wycenić, że ponad 50% zostało zbadanych w pełni, zaspokajając na tę chwilę wymagania. Wyszła z założenia, że nieważne, dla kogo będzie pracować - jej stopa prędzej czy później będzie musiała stanąć tam, gdzie są żyje jednostki. Apogeum z pewnością można było zaliczyć do takowych. W trakcie swoich badań, uszy androida również były czułe na co ciekawsze historie i plotki, które mogła wykorzystać, aby wyznaczyć kolejny cel do badania.
Niewiele musiała czekać, gdy tylko pojawiła się w jednym z barów Desperacji - wychwyciła bowiem od jednego z bywalców coś, co ją zainteresowało. Wspomniany mężczyzna rozmawiał akurat ze swoim znajomym o dziwnej sekcie, która od długiego czasu męczyła innych Desperatów, szczególnie anioły, sprawiając, że niejednemu włosy stawały dęba. Zaintrygowany android zdecydował się dołączyć do dyskusji, co wyszło zaskakująco nieźle - nikt nie rzucił w nią butelką, a ona dostała sugestię, gdzie są.
Gdzieś tam, hen, w górach - jak Smoki nie urżną Ci łba, to zrobią to sekciarze.
Zrozumiano. AE, proszę wejść w tryb poszukiwania.
Kierunek, który obrała, był dla niej na tę chwilę kompletnie nieznany, a system sam wymagał wręcz, aby nie marnować czasu i kontynuować swoją pracę dla dobra ogółu. Nie były jej straszne kilkudniowe przeprawy - w przeciwieństwie do istoty ludzkiej, została do takowych stworzona.
Mijały godziny, dnie, prawie wręcz tydzień, w trakcie gdy Ethel, wsłuchując się w cichą melodię sączącą się z jej niewielkiego głośnika wewnątrz, przemierzała powoli Desperację, zapisując sobie całą trasę od Apogeum aż do pierwszych większych gór, na które miała okazję wpaść. Jedna mniejsza, druga większa - wszystkie łudząco podobne do siebie. W końcu jednak coś się wyróżniło. Opuszczone wioski, ponura atmosfera i natura, którą ktoś wieki temu przeklął na wieki - to miejsce było na tyle wyjątkowe dla Eth, aby system zaczął szukać prowizorycznej nazwy. Wiatr powiewał na tyle mocno, że zrzucał z jej głowy szeroki kaptur, w trakcie gdy ona, uważając na swoje kroki, przemierzała tereny. Im więcej szczegółów, tym lepiej.

Spoiler:
Bo czemu nie - na tę chwilę to jest nuta, która po cichu sączy się wokół androida.
                                         
Ethel
Zbuntowany android
Ethel
Zbuntowany android
 
 
 

GODNOŚĆ :
Jednostka AE-42179_C. Przejęła imię Ethel.


Powrót do góry Go down

                                         
Sponsored content
 
 
 


Powrót do góry Go down

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

 
Nie możesz odpowiadać w tematach