Strona 1 z 2 1, 2  Next

Go down


Piaszczysty brzeg jeziora

Pisanie by Ego on 28/8/2018, 00:19
Kawał porządnej jeziorowej plaży jednego z jezior doliny, do którego prowadzi porządnie udeptana ścieżka. Nie jest to najbardziej majestatyczna woda jak ta z największego jeziora, nie jest jednak też najmniejsze. Jest dokładnie w sam raz. Miejsce jest słabo rozwinięte turystycznie, otoczone zalesionymi pagórkami i polami. Powietrze tchnie świeżością i pachnie wszystkim co miłe i przyjemne - świetne miejsce na wypoczynek. Tereny dookoła są popularne na piesze wędrówki, choć i tak większość osób preferuje miejsca bliższe cywilizacji.


#656888 japoński
#77A680 angielski
avatar





Ego
Student
GODNOŚĆ :
Matthew Greenberg


Powrót do góry Go down


Re: Piaszczysty brzeg jeziora

Pisanie by Ego on 28/8/2018, 00:21
Tak jak się umówili, spotkali się na przystanku Park Zachodni. Nie obyło się oczywiście bez niezręcznej wymiany telefonów typu: "gdzie jesteś?", "na przystanku", "ja też, ale nie widzę cię?", "o nie, pomyliłem przystanki? na pewno pomyliłem przystanki, o mój boże, tak strasznie przep-, o dobra, widzę cię, już idę".
Powitanie było wesołe, ponieważ Bajzel okazał się być bardzo wesołym psem. Na magiczny jeziorny plażowy zakątek wybrali się pieszo, każdy ze swoim tobołkiem pełnym sprzętu i prowiantu.

Ich miejsce docelowe okazało się nie być plażą znaną mu z typowych wakacyjnych pocztówek. Zamiast dużej ilości piasku, gorejącego słońca, palmy z lewej strony kartki i łopatki wbitej na pionowo przy zamku z piasku, było tu dosyć... ziemiście, momentami kamieniście. Ale udało się!, udało się dojść do tego kawałka, który wyglądał najbardziej wakacyjnie i przyjaźnie. Bez wahania rozbili tam swój obóz. Ze strony Matta był to na pewno piknikowy kosz z różnościami. Swój obowiązkowy niebieski plecak, z którym rzadko się rozstawał, ostrożnie złożył na plażowy ręcznik. Wstał i rozłożył ręce szeroko.
- Oficjalnie rozpoczynam wakacyjne wyjście na plażę! - Oznajmił wszem i wobec wszystkim zgromadzonym. Była to mała, za to wdzięczna publiczność.


#656888 japoński
#77A680 angielski
avatar





Ego
Student
GODNOŚĆ :
Matthew Greenberg


Powrót do góry Go down


Re: Piaszczysty brzeg jeziora

Pisanie by Verity on 28/8/2018, 23:21
Z pewnymi turbulencjami, ale wreszcie wylądowali na odpowiednim pasie lotniska. Choć nie obyło się bez krótkiej rozmowy telefonicznej i nerwowej wymiany zdań, po której zauważyli się wreszcie na odpowiednich przystankach po dwóch stronach jednej ulicy, koniec końców dotarli do siebie cali i zdrowi. Przy nodze Verity dumnie truchtał jej czworonożny przyjaciel, który ledwie ujrzał nową, ciekawą osobistość, natychmiast ruszył się zapoznać. Gdziekolwiek tylko był w stanie sięgnąć mokrym nosem, tam sięgnął, przy okazji merdając ogonem jak małym śmigiełkiem. Nie minęła nawet minuta, gdy Matt został zaakceptowany przez kundelka jako kolejny członek wyimaginowanego stada i polizany w dłoń z największą psią czułością. Sama Greenwood skwitowała ten fakt wyłącznie miną z gatunku wiedziałam, że tak będzie i ruszyli w kierunku jezior.
Znalezienie najmniej obleganego przez gawiedź miejsca było nieco trudne, ale zdecydowanie warte włożonego wysiłku. Po ominięciu tych bardziej popularnych rejonów trafili wreszcie na fragment plaży ukryty przed okiem przypadkowego przechodnia. Kawałek bardziej płaskiego podłoża został sprawnie przykryty sporym kocykiem, na którym wylądowała plażowa torba ze wszystkimi niezbędnymi akcesoriami. Bajzel praktycznie natychmiast wystrzelił do wody, za to Verity w pierwszej kolejności poprawiła przekrzywione rondo dużego kapelusza.
- Brawo! Podobno zacząć jest najtrudniej - zauważyła, kątem oka zerkając za swoim chmurkowym pupilem. Wyglądał na całkiem zadowolonego z pływackiej rozgrzewki i chyba radził sobie na tyle dobrze, by nie musiała się o niego martwić. Przynajmniej on jeden nie umierał po zanurzeniu w jeziorze pazurka u nogi.
- Pływasz? - rzuciła tak od czapy w stronę Greenberga, jakby przerywając tym własne zamyślenie. Tego typu kwestie lepiej było ustalić na wstępie, zamiast potem przepychać się nawzajem z jednego miejsca w drugie. Byłoby głupio, gdyby kolega miał, powiedzmy, fobię dotyczącą głębokości, a ona by go namawiała do włażenia w jezioro. Także no.


avatar





Verity
Student
GODNOŚĆ :
Daisy Verity Greenwood


Powrót do góry Go down


Re: Piaszczysty brzeg jeziora

Pisanie by Ego on 29/8/2018, 00:48
- Bajzel... to jest absolutnie najsłodszy pies jakiego widziałem - przyznał, podążając za jej ukradkowym spojrzeniem. Nażarł się Matt przed wyjściem leków przeciw alergii, więc nie musiał się dziś martwić o żadne kichanie i smarkanie. To byłby niesympatyczny minus plażowania z paczką chusteczek pod pachą dla zasmarkanego nosa i załzawionych oczu. Był gotów na mizianie i prowadzenie niewyrafinowanych konwersacji z psem, które z pewnością w większości będą się składać z pytań retorycznych "kto jest najsłodszym pieskiem na całym świecie?" i całej fali różnych komplementów. Ego nie był jakimś szczególnym fanem futrzaków, zwłaszcza że dostawał od nich reakcji alergicznych, ale takiemu pociskowi pozytywnej radosnej energii ciężko było się oprzeć. Większość psów z którymi miał styczność wyczuwała jego niepewność i brała są jako okazję do dominacji. Bajzel wręcz przeciwnie.

Wzdrygnął się nieznacznie na pytanie o pływanie i zamilkł. Znaczy, nie żeby coś mówił kiedy pytała, ale zamilkł w miejsce odpowiedzi w specyficzny sposób i dało się to wyczuć. Odwrócił twarz w stronę na tafli jeziora (i unoszącego się na niej jak pianka morska Bajzla) i popatrzył na nią znad okularów jakby zaraz miała mu jakiegoś pierwszokwietniowego psikusa zrobić, aż wreszcie wzruszył ramionami.
- Z-znacz.... z-znaczy się, tak ogólnie to jakoś tam umiem pływać, ale generalnie, uh... Generalnie wolę "pływanie" do kolan - powiedział, wizualizując specyficznym ruchem palców cudzysłowy. - Miałem uh, swoje nieprzyjemności z wodą, więc może bez szaleństw. Ale beztroskiemu chlapaniu się na kontrolowanej głębokości daję zielone światło - potwierdził swoje granice, wystawiając kciuka do góry. Doskonale wiedział jakie to uczucie gdy zakrywa cię woda, kiedy coraz bardziej brakuje ci powietrza, wszystko w głowie zaczyna szumieć i trzeszczeć. Nacisk bólu pod czaszką nie do zniesienia, płuca instynktownie walczące o to by nie robić wdechu, aż wreszcie mięśnie oddechowe---
Mrugnął parę razy mocno powiekami, otrząsając się ze zmokniętych wspomnień.
- Twoje preferencje? - odbił do niej jej bardzo rozsądne pytanie. Zresztą, i tak lepiej uważać. Po szybkim rozglądnięciu się dookoła tylko się utwierdził, że jakby co, to Bajzel był ich ostatnią deską ratunku jakby jakiś morski potwór zadecydował ich ciągnąć na dno.
- N-nie za dużo w sumie tu wakacyjnych opcji. W sensie, gdzie można cokolwiek pozwiedzać? M3 aż tak duże czy ciekawe n-nie jest. Do innych miast nie puszczają bez Super Ważnego Powodu. Gdyby nie ta cała wyjściowa sytuacja - tu machnął ręką dookoła - to pewnie nigdzie bym się z domu nie ruszył. Ładnie tu. - Dodał jeszcze, autentycznie sam zaskoczony, że opuścił cztery kąty. Słońce tylko do irytowało i kuło w oczy nawet pomimo przeciwsłonecznych okularów, ale nie miał wyboru jak z niechęcią zaakceptować ten stan rzeczy.


#656888 japoński
#77A680 angielski
avatar





Ego
Student
GODNOŚĆ :
Matthew Greenberg


Powrót do góry Go down


Re: Piaszczysty brzeg jeziora

Pisanie by Verity on 1/9/2018, 22:09
- Super! Też nie jestem jakąś fanką rzucania się na sam środek jeziora, ale póki czuję stabilne dno pod nogami, to jest okej - odpowiedziała, zadowolona z tego, że okazali się być na podobnym poziomie. Jaki sens miałby wspólny wypad na plażę, gdyby jedno cały czas siedziało w wodzie, a drugie bało się choćby podejść? Równy układ dawał o wiele więcej sensownych możliwości. Oczywiście w te statystyki nie wliczał się Bajzel, który zdążył przez czas ich rozmowy wygrzebać się na brzeg, ociekając wodą.
- Zwiedzać za bardzo nie ma co, tu się zgodzę, ale... uważaj! - urwała nagle, a pociągnąwszy Matta za ramię, zmusiła go do odwrócenia się nagle w lewo. Przyczyny tego zachowania szybko stały się jasne, gdy oboje oberwali krótkim deszczykiem średniawo ciepłej wody. Jedno zerknięcie na psiaka wystarczyło, by zlokalizować w nim winowajcę całego zajścia. Jeśli na co dzień wyglądał jak puchata chmurka, teraz większość tego wrażenia gdzieś się ulotniła - nawet jeśli kundelek dołożył wszelkich starań, by przywrócić swoją sierść do naturalnego sterczenia na wszystkie strony.
- Bajzel, łobuzie! - zawołała z udawaną złością, ale kiedy tylko pupil podbiegł i zatrzymał się przed nią, nie mogła go nie poklepać po wdzięcznym łbie. Ten szczeknął cienko i zamerdał ogonem, wyraźnie bardzo z siebie zadowolony.
- Rany, co ja to... a, o atrakcjach - wróciła do poprzedniego tematu, odrywając się od czworonoga i kierując wzrok znów na swojego ludzkiego towarzysza. - Turystyki to tu za bardzo nie ma, ale to chyba w każdym mieście tak wygląda... przynajmniej tyle co pamiętam z M-1. Zostaje zająć się albo właśnie nad wodą, albo gdzieś w górach... no i są całe setki kin, teatrów, parków rozrywki i innych miejsc masowej zabawy. Tylko że tam jest zazwyczaj dużo ludzi. - I to była ich podstawowa wada. O ile zaś oglądanie filmu czy sztuki w towarzystwie sporej ilości osób było do przeżycia, to już na przykład wybranie się do wesołego miasteczka podczas letniego festynu było równoznaczne z samobójstwem. Jeśli nie zabiły człowieka kilometrowe kolejki do atrakcji lub fale przemieszczających się ludzi, mogły to też zrobić nerwy, które w podobnych sytuacjach dopadały bezlitośnie każdego introwertyka.
- Ale na przykład niedaleko od mojej uczelni jest park z amfiteatrem i tam w każdy weekend, póki tylko jest ciepło, organizują kameralne koncerty. Wiesz, muzyka klasyczna, jazz, nutki w stylu retro i inne fajne rzeczy. Dzieciarnia na to nie leci, więc tłumów nie ma, ale to tym lepiej.
Tutaj też trafili całkiem nieźle, bo na tym konkretnym kawałku plaży nie było nikogo innego. Niewiele zresztą ludu by się tutaj zmieściło, a brak piaszczystego podłoża jak na francuskiej Riwierze (kiedyś było coś takiego, czytała o tym) również nie działał jak magnes na turystów. Wszystkie okoliczności zmówiły się, by tylko pozwolić dwóm aspołecznym bułom wychynąć z bezpiecznego zacisza domu i wreszcie spędzić trochę czasu na świeżym powietrzu.
- To co ty na to, żeby sprawdzić, jaka jest ta woda? Mały wygląda na zadowolonego.


avatar





Verity
Student
GODNOŚĆ :
Daisy Verity Greenwood


Powrót do góry Go down


Re: Piaszczysty brzeg jeziora

Pisanie by Reoone on 2/9/2018, 20:07
Nie pływał. Nie było tak, że nie potrafił, ale z drugiej strony nie było też tak, że rzeczywiście umiał. Woda nie była dla niego atrakcyjnym środowiskiem, w końcu jak każdy kot, nie lubił wody. W okolice jeziora, nad sam fragment pokryty bialutkim piaskiem przychodził tylko po to, by usiąść pod drzewem i obserwować delikatne fale. To go uspokajało, płynny ruch okiełznanego w jeziorze żywiołu nie mógł być odpychający. Poza tym, nad wodą zawsze było nieco chłodniej, niż w samym centrum miasta.
Najczęściej okolica była wyludniona, na palcach jednej ręki mógł zliczyć osoby, jakie kręciły się tu w przeciągu dnia. Większość dorosłych miała pracę, a dzieciaki siedziały przed monitorami wbijając levele w grach komputerowych. Sam tak przecież robił, gdy tylko nadchodziły wakacje.
Westchnął po cichutku i przedarł się pomiędzy rosnącymi niedaleko drzewami. Zazwyczaj siadał blisko szumiącego odgłosu, ale dzisiaj, ku swojemu zaskoczeniu natknął się na dwójkę osób, które korzystały zarówno z pogody, jak i płytkiego brzegu jeziora. Wychylił się ostrożnie i usiadł w sporej odległości, nie chciał przyciągać sobą ich uwagę, dlatego oparł plecy o konar i zsunął się ostrożnie do siadu. Spoglądał w ich kierunku tylko od czasu do czasu, ponieważ to dla wody tutaj przybył, nie by podglądać nieznajomych.



avatar





Reoone
Wtajemniczony
GODNOŚĆ :
Konegi Louma, Lwiątko


Powrót do góry Go down


Re: Piaszczysty brzeg jeziora

Pisanie by Ego on 2/9/2018, 21:10
Pierwsze starcie z wodą otrzymali od fontanny w formie Bajzla.
- Łobuzie, hultaju! - potwierdził uroczą mokrą niesforność psiny, też pchając się dłonią do jego mokrego pyska. Jego depresja została wyleczona na pełne dwie i pół minuty kontaktu.
- Koncerty? W parkowym amfiteatrze... - powtórzył pytająco, z lekka zaskoczony, wznosząc brwi do góry. Nie był na żadnej porządnej muzyce na żywo od tak dawna. Znaczy, poza koncertem Hibiki, ale na nim nie za bardzo miał okazję i komfort psychiczny żeby czymkolwiek się cieszyć. Tak więc muzyka, zbyt głośna i trzęsąca mu basem żołądek, która miała być głównym punktem imprezy, okazała się dla niego jednym z głównym minusów. Jednak Hibiki wolał w słuchawkach, gdzie mógł kontrolować ilość decybeli w swoim uchu.
- Więc co, jesteśmy umówieni? - zażartował, wcale nie żartując. Był jak nic gotów iść na live music, skoro już znalazł swoją, rozumiejącą go w temacie lubienia muzyki i opuszczenia domu (która najprawdopodobniej zrozumie go jeśli w ostatniej chwili odwołałby wyjście), aspołeczną bułę. - U-uwielbiam muzykę. Uh, różne dziwne muzyki, i teorie zwłaszcza. Interwały, skale, gatunki muzyki. Jest w tym tyle pięknej matematyki. I teorii. I że z tego robi się coś, co... coś fascynującego. Coś co wydobywa emocje, prawda? - Powiedział, odpływając na parę sekund we własne myśli, w których ewidentnie coś zaczęło wygrywać różne melodie. Pstryknął palcami do samego siebie, żeby się skupić. Coraz częściej zdarzało mu się dziwnie rozpraszać. Ściągnął okulary, żeby przetrzeć powieki, i zaraz na powrót wcisnął je na oczy.
Na propozycję, żeby wreszcie wykorzystać pełen potencjał plaży, potaknął. Zebrali się zostawiając swoje menele na piasku.
- Grasz na czymś? - spytał Verity wracając do muzyki, kiedy stali już na brzegu. Początkowo ostrożnie, później już pewniej zamoczył stopy w jeziorze. Pieseł w tym czasie znieruchomiał i zastrzygł uszami, rozglądając się dookoła.
- Zaskakująco ciepła - dodał, wchodząc dalej.


#656888 japoński
#77A680 angielski
avatar





Ego
Student
GODNOŚĆ :
Matthew Greenberg


Powrót do góry Go down


Re: Piaszczysty brzeg jeziora

Pisanie by Verity on 6/9/2018, 15:44
- Jasne! Podrzucę ci stronkę, gdzie wrzucają zapowiedzi zespołów. Niektórzy występują po kilka razy w ciągu sezonu, ale to nawet lepiej. - W kilku sprawnych kliknięciach odpaliła odpowiedni fanpage na swojej przepustce i przesłała link w szybkiej wiadomości, na co niemalże w tym samym momencie odezwała się osobista bransoletka jej towarzysza. - No i mamy.
Nie spodziewała się w zasadzie, że z tej przypadkowej znajomości wywiąże się tyle wspólnych planów. Po koncercie Hibiki, który dla żadnego z nich nie skończył się zbyt dobrze, prawdopodobnie już nigdy więcej by się nie spotkali. Dla osób, które z reguły wolą przebywać we własnym domu niż na zewnątrz, przypadkowe wpadanie na siebie jest raczej abstrakcyjną opcją i zdarza się raz na jakieś miliardy lat. A tu proszę, jeden spacerek ulicą w porze wieczoru, od słowa do słowa i nagle raz plaża, raz jakieś koncerty. Do licha, czyżby socjalizowanie się wcale nie było takie straszne?
No dobra, było straszne, ale własnie dlatego łatwiej było sobie radzić we dwójkę. Kto lepiej zrozumie aspołeczną kluchę, jak tylko inna aspołeczna klucha? Stąd właśnie tego typu znajomość, choć dalece nieprawdopodobna, miała w istocie liczne plusy.
- Kiedyś grałam, ale to stare dzieje. Teraz już pewnie nie potrafiłabym nawet najprostszych rzeczy, chociaż może... może kiedyś do tego wrócę - odpowiedziała, nie zauważając nawet, że zapomniała wymienić nazwę instrumentu. Fakt faktem, przywiozła go ze sobą, choć miał jakiś milion lat i nie używała go już przeszło trzy lata. Na pewno nie zapomniała wszystkiego i byłaby w stanie wrócić do wprawy gdyby tylko się postarała, przy czym właśnie - musiałaby włożyć odpowiedni wysiłek w to, by przypomnieć sobie, co trzeba. Nawet o tym nie myślała do tej pory i właściwie to uwaga Matta sprawiła, że zaczęła na nowo się zastanawiać. Może warto byłoby nie porzucać sztuki, nad którą spędziła tyle czasu? Pamiętała doskonale jak uparła się, że koniecznie chce chodzić dokładnie na te zajęcia, tak, trzy razy w tygodniu, a dodatkowo ćwiczyć każdego popołudnia. Swego czasu była kompletnie zakręcona na tym punkcie, a teraz? Wstyd przyznać, że futerał z drogą zawartością kurzył się gdzieś na szafie.
- O, to super - ucieszyła się. Wystarczyły jej dwa zgrabne ruchy, by odpiąć sprzączki i wyskoczyć z sandałów, a pozbywszy się obuwia mogła śmiało wkroczyć do wody. Zgodnie z zapowiedzią, rzeczywiście nie miała ochoty uciec z piskiem. Przystanęła na tej głębokości, przy której woda sięgała jej ledwie pod kolana. Bajzel szczeknął gdzieś na krzewy i potruchtał w roślinność, ale tylko rzuciła na niego kątem oka. Psiak doskonale sobie radził z chodzeniem własnymi ścieżkami, nie musiała więc pilnować go przez cały Boży dzień. Zamiast tego spojrzała na poruszaną lekkimi falami niebieską... no, niebieskawą taflę.
- Ojejku, jak fajnie - stwierdziła zachwycona, nie siląc się na elokwencję. Bo i po co? Wyraziła wszystko, co chciała wyrazić, w dodatku w najbardziej zrozumiały ze wszystkich sposobów.


avatar





Verity
Student
GODNOŚĆ :
Daisy Verity Greenwood


Powrót do góry Go down


Re: Piaszczysty brzeg jeziora

Pisanie by Reoone on 6/9/2018, 18:16
Obserwowanie z daleka mu wystarczało.
  Powtarzał sobie i wmawiał, że starczało, chociaż już teraz czuł rozsadzającą go od środka chęć wpakowania się wraz z baraszkującymi na brzegu osobami do wody. Stopy miał całkowicie ludzkie, dlatego nie byłoby problemu, gdyby zdjął buty i przeszedł fragmentem piaszczystej plaży pozwalając falom obmywać zmęczone marszem po mieście palce, ale coś nadal kazało mu uważać. Z doświadczenia wiedział, że młodzi ludzie są zawsze dużo bardziej rozgarnięci, mogliby w mig pojąć, że coś jej z nim nie tak nawet wtedy, gdy oczywiście tak nie było. Miał wrażenie, że emanuje aurą niepokoju, jaka by go szybko zdradziła. Zmrużył więc swoje brązowe oczyska i wystawił twarz do słońca łapiąc odrobinę ciepła i może nawet opalenizny.
Może z zarumienioną twarzą i jasnymi włosami bardziej podobałbym się Ylvie?
  Obrócił głowę zawstydzony własnymi myślami. Nie mógł już dłużej udawać przed nią kogoś, kim nie był. Od jakiegoś czasu szukał dobrego sposobu, by łagodnie się ze sobą pożegnać i nigdy więcej nie widywać. Był teraz... kimś innym. Nie chłopakiem, który mógł chodzić na randki z dziewczynami, nie chłopakiem, który mógłby beztrosko kąpać się w jeziorze na zachodnich terenach miasta. Był kimś, kto siedzi w zaroślach i obserwuje wszystko i wszystkich z daleka udając, że wcale nie istnieje.
  Słuchał ich rozmów, ale nie skupiał się na nich szczególnie. To były dźwięki, jakie docierały do niego zewsząd jak szum liści czy rytmicznie uderzanie wody o brzeg. Kątem oka spoglądał tylko nieufanie w stronę psa, pełen przekonania, że zwierząt nie powinno się puszczać luzem w miejscach publicznych. Tym bardziej, że zwierzę prawdopodobnie go wyczuło i już teraz kręciło się w okolicach zarośli.
  — Psik, psik... idź sobie — prosił szeptem przez zaciśnięte zęby. Nie przepadał za zwierzakami z tego gatunku, tym bardziej, że były naturalnymi wrogami jego zwierzęcej formy. Kiedy siedział w ludzkiej, pojawiał się dyskomfort i chęć ucieczki, ale wewnętrzny kot kazał mu jeżyć się, albo atakować pazurami, by odgonić zagrożenie.



avatar





Reoone
Wtajemniczony
GODNOŚĆ :
Konegi Louma, Lwiątko


Powrót do góry Go down


Re: Piaszczysty brzeg jeziora

Pisanie by Ego on 6/9/2018, 19:42
Klik, klik i w swojej przepustce otworzył wiadomość od Verity, na szybko przeglądając daty i rozpiskę koncertów. Wow, szybko poszło, zdumiał się uświadamiając sobie, że właśnie stworzył na siebie kolejny wyrok wyjścia z domu. Czuł się absolutnie dziwnie.
- Brzmi dobrze, brzmi ciekawie - potaknął, odrobinę zazdrosny o... o sam nie do końca wiedział o co - o możliwość ekspresji w muzyce, o lepsze zrozumienie świata dźwięków przez sam fakt, że umiała grać? Pokręcił głową pozbywając się  tej nieprzyjemnej mieszaniny tęsknoty i zazdrości, która wkradła mu się w myśli. - Moja siostra grała na perkusji przez całą gorącą sekundę, bo zaczęła chodzić z jakimś gościem, który miał zespół jazzowy. Jak się rozstali, to jakoś jej przeszło, wyobraź sobie - przypomniał sobie, podśmiechując trochę pod nosem. Ale trzeba było jej przyznać, że błyskawicznie ogarnęła instrument i całkiem nie najgorzej jej szło. - Może kiedyś byś... zaraz, na czym to w końcu grasz? - spytał orientując się, że istotnie Verity nie ujawniła nazwy swojego muzycznego ustrojstwa.

Szedł po kolana w wodzie, zastanawiając się jak głębokie jest to jezioro. W sumie, chętnie by się przepłyną jakimś stateczkiem czy łódką po wodzie, i to najlepiej jeszcze takim żeby ktoś za niego wiosłował.
- Ma jakąś miłą odmianę Bajzel wreszcie, porządne krzaki nie takie co w parku przy drodze - stwierdził, kiedy odwrócił się w stronę brzegu, widząc jak pieseł coraz bardziej buszuje w zieleni.


#656888 japoński
#77A680 angielski
avatar





Ego
Student
GODNOŚĆ :
Matthew Greenberg


Powrót do góry Go down


Re: Piaszczysty brzeg jeziora

Pisanie by Verity on 7/9/2018, 00:20
- Cokolwiek zabrzmi ci ciekawie, na to się wybierzemy. Na kilku już byłam, więc mogę polecić albo odradzić, ale ogólnie większość jest naprawdę w porządku. - Tak czy inaczej na pewno lepsze niż głośne, rozdzierające bębenki w uszach klubowe dźwięki czy jakieś kiepskie "umca umca", które czasem słyszało się z otwartych okien czy przejeżdżających samochodów. Tego z pewnością nie chciałaby słuchać na co dzień, a już tym bardziej specjalnie wybierać się na społeczne wydarzenie, na którym grano by tego typu parodię prawdziwej muzyki.
- Och, to tak często jest. Znaczy, nie dokładnie w ten sposób, ale ogólnie łatwo stracić zapał do instrumentu. Dużo osób zaczyna, mało wytrzymuje dłużej niż kilka miesięcy. - Sama też by się pewnie poddała szybciej gdyby nie fakt, że zajęcia pozalekcyjne dawały jej doskonałą wymówkę na przebywanie poza domem. Zanim jeszcze osiągnęła ten wiek, w którym mogłaby wracać naprawdę późno, potrzebowała bardziej konkretnych pretekstów dla swojej nieobecności niż tylko włóczenie się z przyjaciółmi.
- A, racja, zapomniałam powiedzieć. Grałam na skrzypcach, ale możesz mi wierzyć, nieszczególnie. Bezpieczniej było zostać przy śpiewaniu - wyjaśniła. W partiach wokalnych czuła się mimo wszystko swobodniej, choć tak naprawdę kochała i jedno, i drugie. Z początku nauka gry na instrumencie była rzeczywiście tylko zabiegiem mającym trzymać ją z daleka od domu, ale z czasem smyczki zakorzeniły się w jej sercu na dobre. W momencie wyprowadzki odsunęła je od siebie, tak jak większość starego życia, jednak tych kilka wspomnień obudziło ogromną tęsknotę za zapomnianym hobby. A gdyby tak...
- No nie? - Zmiana tematu wyrwała ją z zamyślenia, zmuszając do skierowania się na bardziej psio-krzakowe rewiry rozmowy. - Zazwyczaj wychodzimy z nim na dach budynku, mamy tam taki nieduży park. Trochę większych krzewów, sporo kwiatów, parę niższych drzewek. No ale to nie to co tutaj, tu by się można nawet zgubić w tym buszu - zaśmiała się, choć akurat nie było szans, by dzielny Bajzel gdzieś im zaginął. Nawet kiepsko zorientowana w terenie Verity w końcu dałaby sobie radę, gdyby ją wrzucić w gąszcz, choć znając swoje szczęście pewnie wlazłaby prosto na stromy brzeg jeziora i wpadła do wody. A przecież nie bez powodu trzymała się teraz sensownej głębokości, z pełnym zaangażowaniem brodząc tylko po kolana.


avatar





Verity
Student
GODNOŚĆ :
Daisy Verity Greenwood


Powrót do góry Go down


Re: Piaszczysty brzeg jeziora

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Powrót do góry

- Similar topics