Strona 1 z 2 1, 2  Next

Go down


Fucking Amal

Pisanie by Nier on Czw 23 Sie - 22:23
U C Z E S T N I C Y
Shane i Nier.

P O S T A C I E
- Bjarne, około trzydziestki, policjant.  
- Lucas, lekko po trzydziestce, zabójca na zlecenie.

C Z A S Y
Współczesne i z pewnością bardzo ciężkie i dynamiczne.

P R Z E D S T A W I E N I E _ P O S T A C I

Bjarne Langdalen, 33 lat. Aspirujący na stanowisko komendanta komisarz. Śledczy, detektyw w wydziale zabójstw. Perfekcjonista. Od dziecka wiedział, że chce być policjantem. Rodzinna branża do czegoś zobowiązuje. Jego ojciec był zastępca komendanta, stąd jego wysokie ambicje. Skuteczny i osiągający dobre wyniki w pracy. Wysokie statystyki w rozwiązanych sprawach. Bjarne jest raczej typem osoby, której się nie lubi ze względu na podejście do ludzi albo jego brak. Na komendzie jest gwiazdą przez własne osiągnięcia, urodę i pochodzenie. Człowiek któremu nic źle nie może pójść. Można by rzecz, że człowiek sukcesu, ale czy na pewno? Jego życie osobiste to samotność. Spotykał się z jednym mężczyzna, lecz ich romans zakończył się a efekty odczuwa do dzisiaj - znajomość z prokuratorem.
Bjarne był wychowany surowa ręką, matka była bierna i zmarła równie biernie - rak piersi.
Posiada starsza siostrę Sheryl która mieszka w Anglii mając męża i dwójkę dzieci. Zdjęcie siostrzeńców Bjarne trzyma na swoim biurku. Kocha ich i uwielbia rozpuszczać zwłaszcza gdyż swoich dzieci mieć nie zamierza.


Lucas Somer, lat 32. Uwielbia rozkoszować się smakiem tytoniu i dobrą brandy. Odkąd tylko pamięta bawił się na czarnym rynku, a to ze względu na mafijną rodzinę, z której się wywodzi. Z zawodu został płatnym zabójcą. Niegdyś należał do zorganizowanej grupy przestępczej i to przez dobre parę ładnych lat. Zaczął jako 19 letni chłopiec, robiąc za zwykłego donosiciela. Później zaczął wyciągać od ludzi długi i haracze. Im starszy się stawał, tym bardziej awansował; został strategiem, z czasem zaczęto go nazywać asem całej organizacji. Wkrótce został mianowanym prawą ręką głównego bossa, biorąc teraz udział w każdej możliwej akcji.
Swoje pierwsze morderstwo widział już jako 14-letni dzieciak, kiedy to napadnięto pewien sklep w okolicy. Kolejne w wieku 16 - to właśnie tutaj zabito jego brata bliźniaka (tak, zabito xD). Te bardziej brutalniejsze niewiele po tym jak dołączył do zorganizowanej grupy przestępczej. Pierwszego morderstwa dokonał w wieku 21 lat. Nigdy nie zapomni tamtego razu i to jak puścił parę razy pawia. Później było już z górki.
Organizację rozwiązał w dniu, kiedy przez krwawą rzeź między gangami zabito jego bossa. Nie czuł się na tyle silny, aby poprowadzić całą grupą (gdzie i tak członków zostało doprawdy niewiele), a nikt inny nie wykazywał chęci do władzy, dlatego w wieku 27 lat rozwiązał grupę, gdzie z czasem zaczęto wyłapywać ludzi z niej i wsadzać do więzienia. Lucas tymczasem ukrył się na dobre 2 lata, a gdy powrócił, zaczął być cichym płatnym zabójcą.
Jako dzieciak często mieszał się w różnego rodzaju bójki i awantury uliczne. Miał bardzo ostry i zacięty charakter, nad którym ciężko było zapanować, dodatkowo od zawsze coś ciągnęło go w stronę mafii. Jest dość bystrą i inteligentną osobą. Ukończył jedną z lepszych szkół licealnych na świecie z wyróżnieniem. Zaczął też studia, ale ostatni rok porzucił na rzecz organizacji. Kiedy zniknął, ukończył je, chcąc załatwić jeszcze parę swoich spraw - między innymi pogrzeb swojej ukochanej, która zmarła na raka w wieku 25 lat. Płatnym zabójcą został niewiele po tym jak zmarła jego dziewczyna i od paru lat wychodzi mu to wręcz wyśmienicie.


Ostatnio zmieniony przez Nier dnia Nie 26 Sie - 18:26, w całości zmieniany 2 razy
avatar





Nier
Poziom E
GODNOŚĆ :
Dla Ciebie wystarczy samo Nier.


Powrót do góry Go down


Re: Fucking Amal

Pisanie by Shane on Nie 26 Sie - 14:19
 Deszcz uderzał o stalowy parapet w komendzie przy ul. Fifth Avenue, a zegarek wiszący na ścianie tuż nad wejściem, wskazywał grupo po dwudziestej drugiej. Jedna z lamp świeciła się pośród biurek, sugerując, że jedyny ostały nadal pracował.
 Zazwyczaj nikt normalny nie został po pracy, kiedy wszystkie stanowiska pustoszały, aż w końcu cały gmach cichł w przerażającej samotności, w której Bjarne Langdalen czuł się jak ryba we wodzie. Odizolowany od natrętnych spojrzeń, ciekawskich pytań i sztucznych uśmiechów sztucznych ludzi, mógł naprawdę pracować.  Zamknął się w swoim gabinecie, mając idealny pogląd na całe pomieszczenie ze ściśle poukładanymi biurkami, przy których zazwyczaj pracowali policjanci niżej od niego rangą.
 Światło raziło go w zmęczone oczy. Rozwieszona na całej ścianie mapa z zaznaczonymi punktami, stanowiła tapetę w jego gabinecie, jednak nie mając niestety charakteru estetycznego. Przyklejone do niej zdjęcia z miejsc zbrodni innym mogłyby się śnić po noc, jemu również. I najczęściej umarłe twarze widywał w najgorszych koszmarach, które przypominały mu dlatego jeszcze wstaje każdego ranka. Stanowiły dla niego napęd, paliwo do działania. Wpatrywał się w każde ze zdjęć szukając na nich odpowiedzi. Wiedział, że tam są. Mordercy lubili zostawiać delikatne wskazówki, podpisy i charakterystyczne znaki, mające służyć im za reklamę. W kilku przypadkach Bjarne miał wątpliwości. Dlatego też zaszył się w komendzie, nie potrafiąc się przyznać przed samym sobą, że utknął w martwym punkcie.
 Wpatrywał się i nie widział nic.
To niemożliwe. Niemożliwe.
Mruknął pod nosem, przysuwając do ust kubek z zimną, ostaną kawą, którą zaparzył z rana. Nadal nie przebrał się, gdyż nie wychodził jeszcze z komendy. Na lunch zjadł kanapkę z automatu, podejrzewając, że data jej przydatności minęła się z powołaniem jej twórcy. Przełknął stary chleb. Jednak nie smaku porażki.
 Ranek zaskoczył go wyjątkowo szybko. Ludzie niczym mrówki mnożyli się i powstawał swoisty dla komendy chaos.
— Bjarne! A ty, o której przyszedłeś?!
Zagadnął Nick Harrison, drugi komisarz, ale z wydziału antynarkotykowego. Przyjrzał się blondynowi od stóp do głów i skrzywił się.
— Ty w ogóle wychodziłeś?
A wyglądam jakbym wychodził, Harrison?
— W tym problem, że nie. Powinieneś iść do domu. Przebrać się i wykąpać zanim cię ktoś zobaczy i twoja reputacja pana idealnego legnie w gruzach. Nie możesz się pokazać fankom w tak starszym stanie.
 Uszczypliwości podszyte udawaną troską ze strony Harrisona nie zaskakiwały. Stanowiły chleb powszedni. Langdalen niezbyt przejmował się tym pajacem, raczej nie udawał, że są najlepszymi kumplami. Bo nie byli i nigdy nie będą.
 Bjarne wyminął kolegę i zabrał z oparcia swoją marynarkę.

~*~

 Siedział w restauracji jedząc swój obiad i czytając gazetę. Prasa rozpisywała się nad kolejnym zabójstwem na zlecenia mafii, a  on czuł jak puree staje mu gardle. Podświadomie czuł gniew i złość względem tego człowieka,  który non stop umykał przed jego wzrokiem.
Odrzucił gazetę, cicho klnąc pod nosem.
Niech cię piekło pochłonie, popaprańcu.
W knajpie robiło się tłoczno. Coraz mniej stolików było wolnych, w pewnym momencie zabrało ich całkowicie. Kelnerki upychały pojedynczych klientów do stolików tych, którzy również siedzieli sami bądź mieli zaraz wychodzić.
 Bjarne nie wyglądał jakby się gdzieś wybierał, jednak sytuacja, która rozgrywała się na jego oczach wcale mu nie opowiadała.
Nawet się nie ważcie dać kogoś do stol----.
— Przepraszam najmocniej, czy to miejsce jest wolne?
Zapytała dziewczyna ubrana w kombinezon firmowy.
Nie. Oczywiście, że nie było wolne. Siedzę tutaj.
Tak.
— Czy moglibyśmy usadzić tutaj jednego klienta? Nie przeszkadzałoby to Panu?
Nie, nie możecie. Przeszkadzałoby mi to
Tak.
Mruknął zrezygnowany.
 Obiad przestał smakować.





Wyrwałem się z obławy tej, schowałem w jakiś las.
Lecz ile szczęścia miałem w tym, to każdy chyba przyzna.
Leżałem w śniegu jak nieżywy długi, długi czas.
Po strzale zaś na zawsze mi została krwawa blizna.
avatar





Shane
Pradawny    Opętany
GODNOŚĆ :
Shane.


Powrót do góry Go down


Re: Fucking Amal

Pisanie by Nier on Nie 26 Sie - 14:24
Kolejna noc z kolejnym ponurym zakończeniem. Chłodny deszcz powodował, że ulice Nowego Yorku niespodziewanie  opustoszały. Większość schowała się w pobliskich pubach czy klubach lub już dawno siedzieli w swoich mieszkaniach, szykując się do snu po ciężkim dniu pracy. Niemniej nie dla wszystkich koniec dnia oznaczał koniec pracy. Nawet w tak paskudną i chłodną pogodę, noc. A przecież to dopiero była wczesna jesień na takie ulewy jak ta.

Lucas wychodził z założenia, że deszcz nie był taki zły. Pozwalał na pewne przemyślenia i melancholię, której w dniu codziennym po prostu brakowało. Jego zapach i dźwięk zdecydowanie wprowadzał rudzielca w bardzo interesujący nastrój. Również był to idealny moment na to, aby dokonać kolejnego zlecenia.  Podejmując się go, był już na dachu pewnego budynku grubo po godzinie 24:00. Deszcz wciąż nie chciał przestawać padać. Odnosił wrażenie, że to był dopiero początek prawdziwej burzy. I bardzo dobrze. W innym wypadku życie byłoby zbyt nudne, gdyby ciągle świeciło słońce.

Spojrzał na zegarek w telefonie, a gdy doczekał się odpowiedniej pory, napisał do kogoś krótką wiadomość i zaczął się szykować do swojej pracy. Otworzył pokrowiec (ew. walizkę, cokolwiek), w której była broń — karabin wyborowy najnowszej generacji. Cichy i skuteczny. Zaczął ją składać, a gdy stanowisko do pracy było już gotowe, położył się na dachu i czekał. Była to właśnie ta chwila, gdzie poza oddechem, bicia własnego serca, deszczem oraz cichym hukiem nie słyszał kompletnie nic innego. Było to naprawdę parę krótkich sekund, ale właśnie tą  chwilą rozkoszował się w nieskończoność. I tak za każdym razem. Widząc opadające ciało, strzelił w nie raz jeszcze dla czystej pewności, a gdy był w 99% pewien, iż ofiara leżała martwa, szybko zebrał swoje zabawki i udał się w uliczkę, gdzie najprawdopodobniej leżały już zwłoki. Podszedł do nich, mając w dłoni odpalonego papierosa i zaciągając się mocno, ukucnął przy martwym ciele.
Pozdrów swoją zgwałconą córkę, popaprańcu — rzucił tylko cicho, a zanim wstał, zgasił na jego ciele peta, zostawiając w ten sposób swój charakterystyczny znak. Taki niepozorny, ale jednak. I za każdym razem w innym miejscu. A potem odszedł gdyby nigdy nic. To była długa i ciężka noc, a wraz z nią nadszedł kolejny równie ciężki dzień.

                                                                           
***

Prasa wyjątkowo dość szybko zaczęła pisać o jego morderstwie. Dnia wczorajszego popełnił parę błędów, przez co wcale nie był zdziwiony, że tak szybko zaczęto o tym rozmawiać. Z czasem zaczął się przyzwyczajać, a nawet ignorować plotki, które krążyły wśród ludzi. Dlatego to był właśnie idealny moment na to, aby wybrać się na obiad do swojej ulubionej restauracji. Nie spodziewał się jednak, że zastanie tam tylu ludzi. Nie spodobało mu się to ani trochę, ale nie miał zamiaru rezygnować z przepysznego steku, który dzisiaj serwowali. Dlatego podszedł do lady, zamówił swój posiłek i zniósł chwilę, w której przydzielono go do stolika, który był już zajęty przez kogoś innego. On tak samo jak Bjarne nie chciał żadnego obcego towarzystwa, niemniej sytuacja zmuszała do minimalnego spoufalania  się z innymi ludźmi.

Po skinięciu głową i lekkim uśmiechu kelnerki, w dość szybkim tempie przyprowadziła dwumetrowego rudzielca, gdzie ten usiadł na wskazanym przez panią miejscu, posyłając jej delikatny uśmiech. Dopiero wtedy kątem oka raczył spojrzeć na osobę, która siedziała przed nim. Powinien się przywitać? Nie miał ochoty tego robić, pomimo tego, że jego twarz wydawała mu się być znajoma. Jakiś aktor, dziennikarz, reporter? Często przeglądał prasę, interesowała go także telewizja, więc wcale nie zdziwiłby go fakt, gdyby znał go z jakiegoś zdjęcia lub telewizji, filmu.
Na drugim planie przed nim widniała gazeta, która była otwarta na artykule o wczorajszym morderstwie. Odruchowo drgnęła mu jedna z brwi, będąc zaintrygowany, że informacja o tym wylądowała już w gazecie.
To przerażające, że w jednym tygodniu dokonano aż dwóch morderstw, a policja nie jest wstanie z tym nic zrobić — zagaił, będąc poniekąd ciekaw reakcji szarego obywatela na wieści o kolejnych dokonywanych morderstwach. To zabawne, że poniekąd ma się władzę nad paniką ludzką. Im więcej zabijesz, tym bardziej ludzie będą czuć się niespokojni.


Ostatnio zmieniony przez Nier dnia Nie 26 Sie - 14:25, w całości zmieniany 1 raz
avatar





Nier
Poziom E
GODNOŚĆ :
Dla Ciebie wystarczy samo Nier.


Powrót do góry Go down


Re: Fucking Amal

Pisanie by Shane on Nie 26 Sie - 14:24
 Szary, przeciętny obywatel z urodą aktora filmowego, do którego został porównany w myślach nieznajomego, podniósł głowę znad swojego talerza i przyjrzał się nowemu towarzystwu.
 Jego pierwsze, dobre wrażenie zostało rozwiane przez kolejne zdanie.
„To przerażające, że policja nie może nic z tym zrobić.”
A raczej on nie mógł nic z tym zrobić.
 Cios wymierzony w jasny policzek z piegami. Brew mu drgnęła, a kilka ciętych odpowiedzi cisnęło mu się na usta, lecz jednak pozostał uprzejmy. Tego wymagało się od lokalnych władz. Dobrej prezencji w wiadomościach i skutecznych wyników. Wyników, które miał ochotę cisnąć o podłogę, gdyby te miały jakiś materialny kształt.
Psychopaci występują wszędzie. Są, jak grzyby po deszczu. Jak larwy, które wypełzły spod kamienia i tam wracają, obawiając się policji. Podświadomie wiedzą, że w końcu wpadną.
Z całkowitej frustracji zrezygnować nie mógł. Nie nazywałby się Bjarne Langdalen, gdyby z ust nie padło kilka ostrzejszych komentarzy na temat bandy zwyrodnialców chodzących po ich mieście.
Sądzi Pan, że policji ma założone ręce?
Zapytał, jednak z tyłu głowy jakiś głos podopowiadał mu, że szary obywatel tak właśnie sądził. W końcu za takiego go miał.
Nie miał pojęcia, że człowiek, które szukał, siedział naprzeciw niego, jedząc razem z nim obiad. Gdyby miał tylko tego świadomość, najpewniej dostałby krwotoku wewnętrznego spowodowanego własną wściekłością i brakiem intuicji czy innej bzdety, którą się wmawia, aby pozbyć się poczucia winy.
Obawia się Pan przez to spać w nocy? Nie ma powodu. Ten człowiek to kwestia czasu. Złapiemy go, jak każdego innego zwyrodnialca. O tym może być Pan przekonany.
 Poinformował już go pełnym uprzejmości tonem. Szybko zreflektował się, zapominając, że nie znajduję się w miejscu, gdzie podobne refleksje były aprobowane przez innych. Tutaj został wystawiony na opinię publiczną, uszy, które słyszy rzeczy, których nie powtórzyłby oficjalnie przed mediami. Przed prasą analizował każde swoje słowo, zważał na wszelkie półsłówka i niedopowiedzenia. Tutaj zdradził prawdziwą - własną - opinię, sugerująca niechęć względem podobnych jednostek, co Lucas.





Wyrwałem się z obławy tej, schowałem w jakiś las.
Lecz ile szczęścia miałem w tym, to każdy chyba przyzna.
Leżałem w śniegu jak nieżywy długi, długi czas.
Po strzale zaś na zawsze mi została krwawa blizna.
avatar





Shane
Pradawny    Opętany
GODNOŚĆ :
Shane.


Powrót do góry Go down


Re: Fucking Amal

Pisanie by Nier on Nie 26 Sie - 14:27
Somer nie miał bladego pojęcia, że właśnie w tym momencie miał do czynienia z gliną. To całkiem zabawne, że na ironię losu musiał trafić akurat na niego. Gdyby wierzył w przeznaczenie, uznałby to za dość istotny znak. A tymczasem pozwolił sobie zadrwić w myślach na wieści o tym, że przed nim siedzi ktoś, kto całkiem możliwe, ale próbuje go właśnie złapać. Gdyby tylko chciał, idealnie mógłby wystawić mu się na tacy jako danie główne. Pasowałoby to wręcz cudnie, patrząc na miejsce, w którym obecnie się znajdowali. Ale po co? Skoro jest taki mądry i bystry, to lada moment, a powinno udać mu się odnaleźć sprawcę rzekomego morderstwa. Szkoda tylko, że już od paru ładnych lat mają ciągle ten sam problem — nie potrafią go złapać. Jest naprawdę ciekaw, kiedy padnie jego kariera  płatnego zabójcy, a rozpocznie się całkiem inna — jako plugawy cywil więzienny.
Nie mógł sobie na to pozwolić.
Nie wiedział jednak, że ten koleś rzeczywiście spędza większość swojej kariery życiowej na tych wszystkich sprawach, tylko po to, aby dorwać skurwiela, który co jakiś czas robi mniej lub bardziej brutalne morderstwa na ludziach. Zazwyczaj są to zwykli urzędnicy, grube ryby, ludzie bez honoru i szacunku wobec siebie czy zupełnie inni przestępcy, których trzeba po prostu wyeliminować. Rzadziej trafiają się Ci, którzy rzeczywiście są zwykłymi obywatelami albo co gorsza — policjantami. Przynajmniej nie z ręki Lucasa. Może właśnie dlatego budzi to tyle kontrowersji? Ale przecież rudzielec sprząta tylko świat od śmieci i syfu, nic więcej! Można rzecz, że nawet pomaga policji oczyścić tą popierdoloną planetę, tyle że robi to na swój własny, bardziej skuteczny sposób. Nic więcej.
Trudno było mu się powstrzymać od drwiącego uśmieszku, ale silną siłą woli udało mu się tego dokonać, dzięki czemu nie zdradził po sobie czegokolwiek. Słuchał go jednak, opierając o rękę policzek ni to znudzony ni to ciekaw tego co do niego mówi, wpatrując się w swojego rozmówcę. I myślał jak wielkim kretynem trzeba być, aby dojść do takich wniosków. Z drugiej strony obaj mieli różny światopogląd, przez co ciężko byłoby poprowadzić tą rozmowę tak, aby się w żaden sposób nie zdradzić. Bjarne zresztą udowodnił jego myśl, bo już przy drugiej wypowiedzi podkreślił, że jest policjantem, który pracuję nad tą sprawą. Albo tylko tak mówi, by ich reputacja nie ucierpiała. Jakie to wszystko nudne... Ale jedna kwestia go zaintrygowała.
"Złapiemy go, jak każdego innego zwyrodnialca."
O, to bardzo ciekawe. Pytanie, czy będzie chciał się dać złapać jak jego koledzy po fachu. W końcu nie przesadzajmy, nie jest zwyrodnialcem. W końcu nie gwałci swoich ofiar, a jedynie czasem — bo nie zawsze — szuka konkretnego rozlewu krwi. Czy to właśnie miał na myśli pan policjant?
Cieszę się niezmiernie, że na takim świecie są ludzie jak pan. Zdecydowanie teraz będę czuć się spokojniejszy — a na znak tego, posłał mu znużony uśmiech, jakby nie do końca był usatysfakcjonowany odpowiedzią mężczyzny. W końcu był mordercą. Szukał ciekawego zaczepienia, a gdy dowiedział się, że trafił na policjanta, chciał nasycić swój mały głód czym ciekawszym niż oklepaną formułką. No nic. Całe szczęście, że w tym samym momencie przynieśli mu talerz z jedzeniem, przez co mógł na spokojnie zająć się swoim posiłkiem. A może nie powinien być aż tak spokojny jak jest teraz?
avatar





Nier
Poziom E
GODNOŚĆ :
Dla Ciebie wystarczy samo Nier.


Powrót do góry Go down


Re: Fucking Amal

Pisanie by Shane on Nie 26 Sie - 14:31
 Bjarne były znużony całym tym obiadem i rozmową ze zwykłym obywatelem. Spojrzał na elegancki zegarek na ręce, oceniając, że za godzinę ma konferencję prasową na temat nowego morderstwa. Media huczały, a on czuł zmęczenie. Potrzebował urlopu, jednak nie mógł pozostawić rozpoczętego śledztwa.
Spojrzał na Lucasa, sprawdzając czy nie sięga pamięcią do wspomnień powiązanych z jego twarzą.
Szybki rekonesans myśli — niestety, nie znał go.
Miło się rozmawiało, proszę wybaczyć, ale muszę już uciekać na spotkanie. Smacznego życzę.
Podniósł się, wyciągając banknoty z portfela i wsuwając je pod talerz. Kelnerka dostrzegła ruch i zmierzyła w jego stronę, a przy okazji przynosząc pachnący posiłek Lucasa. Zabrała gotówkę i podziękowała. Bjarne odpowiedział jej uśmiechem, a potem podobnie pożegnał się z rudzielcem. Wyszedł z restauracji i zmierzył do swojego samochodu, jadąc na konferencję.

 Pół godziny później występował już przed kamerami, zapewniając o postępach i ogólnikowo odpowiadając na pytania dziennikarzy. Przecieki nie był wskazane, a wszelkie niepotrzebne, źle dobrane słowa mogłyby się odwrócić przeciwko całej policji. A na to nie mogli sobie pozwolić.

~*~

 Popołudniem, kiedy Lucas zajmował się swoimi sprawami, zadzwonił do niego telefon. Po drugiej stronie usłyszeć mógł głos swojego dobrego kolegi, z którym często grywał w karty czy wychodził napisać się piwa. Stwarzane pozory dostarczały wiarygodnych świadków oraz alibi w razie zagrożenia.
— Siemaaaaanko! Co tam stary chuju? Co dzisiaj zamierzasz robić? Suszysz dupę jak śliwka w domu? Czy zamierzasz trochę zaszaleć i wyjść do ludzi? Bo wiesz! W tym momencie składam ci propozycję nie do odrzucenia i radzę dobrze się zastanowić zanim powiesz — nie.





Wyrwałem się z obławy tej, schowałem w jakiś las.
Lecz ile szczęścia miałem w tym, to każdy chyba przyzna.
Leżałem w śniegu jak nieżywy długi, długi czas.
Po strzale zaś na zawsze mi została krwawa blizna.
avatar





Shane
Pradawny    Opętany
GODNOŚĆ :
Shane.


Powrót do góry Go down


Re: Fucking Amal

Pisanie by Nier on Nie 26 Sie - 14:34
Bardzo dobrze, że glina niczego nie podejrzewała i uznał  Lucasa za niegroźnego obywatela. Gdy mężczyzna tylko odchodził, Lucas pozwolił sobie na mały uśmieszek na swojej i tak już ponurej mordzie, w myślach twierdząc, że i tak wygrał tę rozmowę bardziej niż nikt inny. Był ciekaw, co by mężczyzna zrobił, gdyby dowiedział się, że sprawca, którego tak usilnie szukają siedział właśnie przed nim i z czystego przypadku jadł z nim obiad. W każdym razie skinął mu głową na pożegnanie, ze spokojem jedząc swój ciepły i pachnący posiłek. A gdy tylko skończył, zapłacił za swoje, zostawiając kelnerce niemały napiwek i wrócił do domu przed telewizor, by móc obejrzeć wiadomości, w którym — o ironio losu — występował mężczyzna z restauracji. Błogą satysfakcję przyniosło mu oglądanie tych wiadomości.

                                                                     
***

Po skończonych wiadomościach stwierdził, że to idealny moment na to, aby oddać się treningowi jak i również swojej pracy. Czas przez to mijał dość błyskawicznie, a gdy zajmował się czyszczeniem i przeglądem swojej broni, zadzownił do niego telefon. Wyświetlany numer był bardzo dobrze mu znany. Pierwsze sygnały specjalnie zignorował, chcąc podtrzymać dobrego znajomego w napięciu. Dopiero przy końcówce odebrał.
Oby był to coś pilnego — rzucił na dzień dobry, dając w ten sposób znać, że nie chciał szczególnie odrywać się od swojej rekreacji/pracy. Jednak wiedział, że skoro on dzwonił do niego, to raczej za wszelką cenę będzie chciał wyciągnąć go na partyjkę pokera lub jakiegoś black jacka.
Mówię nie — rzucił, zanim mężczyzna zdążył cokolwiek powiedzieć. Ale po chwili milczenia, szybko dodał:
Co, chcesz zobaczyć nowe kasyno? — odparł, cały czas zajmując się czyszczeniem lufy. Dobrze, że ludzie wymyślili coś takiego jak słuchawki — Tylko ostrzegam, że tam będziesz musiał założyć coś więcej niż tylko koszulę. Jest pięciogwiazdkowe, więc ostro będą trzymać poziom. Dodatkowo z tego co wiem, to otworzył je sam Puzo. Więc zadymy też nie możesz zrobić, bo tym razem nie będzie mi się chciało ratować Twoją zasraną dupę.


Info: Nier w postach bardzo często rozmawia ze swoim bratem, którego gdzieś tam słyszy bądź widzi. Często zwraca się do niego wtedy per brat. Ale spokojnie. Nie mówi do niego na głos, chyba że jest na tyle źle, że nieświadomie to robi. Po prostu cały styl postów polega na tym, że przedstawia mu swój świat swoimi oczami i mu o tym opowiada.
Voice Niera: Ofc najseksowniejsze seju dla mnie.
avatar





Nier
Poziom E
GODNOŚĆ :
Dla Ciebie wystarczy samo Nier.


Powrót do góry Go down


Re: Fucking Amal

Pisanie by Shane on Nie 26 Sie - 14:35
 Trzydzieste trzecie urodziny stanowiły ważny element w życiu każdego chrześcijanina, który kierując się zabobonami i ciemnotą, którą wciskały do głów osoby starsze uważał, że tzw. jezusowe urodziny stanowią ważną część życia każdego mężczyzny.
Bjarne z wiarę nie miał za wiele wspólnego, dlatego też odpowiadał na podobne komentarze pobłażliwym uśmiechem, sugerując, że zabawa w kasynie opierać się będzie na piciu i trwonieniu własnych oszczędności, aniżeli nad jezusowym losem.
 Bjarne zgodził się na imprezę w tym miejscu, jednak każdy wiedział w środowisku, że kasyno zostało otwarte przez Puzo. Langdalen miał wiele awersji względem pojawienia się w tak kontrowersyjnym przybytku, jednak prawdą było, że Puzo posiadał niepisane układy z policją. Niektórzy twierdzili, że to policja dała ciche przyzwolenie na handlowanie swoim towarem w konkretnych dzielnicach, z dala od głównych ulic i centrum miasta. Władza miała na oku przebieg transakcji, jednak młody policjant niezbyt chętnie godził się na podobne układy. Dla niego, jego własne urodziny, stanowiły przykrywkę dla rozeznania w terenie. Poza zabójstwami zajmował się również pobocznymi wątkami, m.in Puzo. Miał podejrzenie, że to Puzo mógł nająć mordercę na ostatnią ofiarę.
 Z góry był na spalonej pozycji ze względu na to, że praktycznie każdy wiedział w mieście, że jest policjantem. Ludzie zazwyczaj zapamiętywali go przez ładną, mało surową buzię, piegi, chłopięcy uśmiech i całkowity spokój, kiedy wypowiadał się w mediach.
— Bjarne, rozumiem, że dzisiejszy dzień ty stawiasz.
Rzucił jego dobry kolega z komendy. Rick.
Ja? A to nie wy powinniście mi zrobić taką niespodziankę i wszystko stawiać?
Zagadnął, jednak tamten uderzył go w ramię, a reszta kompanii — w tym czterech innych mężczyzny — parsknęła głośno. Chyba nie będą stawiać.
 Usiedli w swojej loży, jednak zaraz po chwili wszyscy rozbiegli się jak mrówki do stanowisk, aby przegrać swoje świąteczne z zeszłego roku premię.
 Bjarne został sam, pijąc drinka i rozglądając się za człowiekiem, którego miał nadzieję dzisiejszego wieczoru spotkać.
Ubrany w dobrze skrojony garnitur z białą koszulką i czarnym cienkim krawatem, zerknął na górne piętro, na którym również krzątali się ludzie.

~*~

 Calvin umówił się z Lucasem tuż pod kasynem, czekał na niego, gdyż pojawił się znacznie wcześniej niż miał w zwyczaju. Ubrany również całkiem elegancko. Spodnie i liliowa koszula z muszką kompletnie nie pasowała do przebitej mordy, jednak skoro Lucas mu nakazał nienaganny ubiór, to nie mógł w końcu wyglądać jak menel.
— No i jak? Może być? Idziemy w końcu się zabawić?
Zapytał widząc nadchodzącego z oddali kompana.
 Weszli w końcu do środka, gdzie od progu rozbrzmiewała dobra zabawa i przyjemny dla atmosfery zapach.







Wyrwałem się z obławy tej, schowałem w jakiś las.
Lecz ile szczęścia miałem w tym, to każdy chyba przyzna.
Leżałem w śniegu jak nieżywy długi, długi czas.
Po strzale zaś na zawsze mi została krwawa blizna.
avatar





Shane
Pradawny    Opętany
GODNOŚĆ :
Shane.


Powrót do góry Go down


Re: Fucking Amal

Pisanie by Nier on Nie 26 Sie - 18:10
Rozmowa nie trwała długo między tą dwójką. Głównie mężczyźni dokuczali sobie, tylko po to, by ostatecznie umówić się na konkretną godzinę przy wspomnianym wcześniej kasynie. Po zakończonej konwersacji, Lucas w spokoju dokończył swoją pracę, po czym załatwił im vipowskie wejście, nie chcąc się ukryć z tym, że miał swoje znajomości. Co prawda rzadko z nich korzystał, ale dzisiaj miał potrzebę zaimponowania koledze. No i lubił w takich miejscach czuć się za kogoś specjalnego, ładnie to nazywając —wyjątkowym. Dodatkowo musiał dziś porozmawiania z Puzo twarzą w twarz. Wiedział, że dla niego wyrwie cenne kilka minut ze swojego życia, tylko dlatego, aby wysłuchać pewnej prośby Somera. W końcu jest mu coś winien.
Odziany w czarny garnitur z krwistoczerwoną koszulą, gdzie pierwsze dwa guziki były odpięte, aby wciąż zachować luźny styl mężczyzny, idealnie pasował do jego urody. Dodatkowo zarzucona na to wszystko marynarka pięknie uzupełniała ubiór trzydziestolatka. Silny i zdecydowany zapach perfum podkreślał jego temperament, a idealnym uzupełnieniem eleganckiej kreacji był jego elastyczny charakter, którym potrafił dostosować się do każdej panującej atmosfery. I postawione włosy na gumie do włosów. Brał na poważnie panujący poziom w kasynie, głównie dlatego, że szanował osobę, która to miejsce postawiła. Miał nadzieję, że jego kolega weźmie na poważnie uszczypliwe słowa rudzielca odnośnie eleganckiego wyglądu, zachowując przy tym pewien poziom. W końcu nie chciał, aby narobił mu wstydu. Wyszedł z domu 40 minut przed umówionym czasie, a na miejsce dojechał taksówką, wiedząc, że dzisiaj pozwoli sobie na to, aby coś wypić. Miał także przy sobie broń, pomimo tego, że kasyno zabrania mieć tego typu rzeczy przy sobie. Ale on jednak nie był zwykłym gościem.
Podszedł do Calvina, już z daleka śmiejąc się z tego, w jaki sposób się odstawił. Oczywiście nie miał tu nic złego na myśli. Po prostu to był tak rzadki widok, że aż przyjemny i zabawny. To urocze, że aż tak bardzo wziął sobie słowa Lucasa. Tak do serca.
No stary, jestem dumny. Gdyby Ci jeszcze zrobić operację plastyczną, wyglądałbyś jak książę z bajki — oczywiście nie mógł się powstrzymać od tego, aby w jakimś stopniu zadrwić z jego wyglądu. Ale dobrze wiedział, że on tak z miłości do niego — Pewnie, że idziemy. Tylko później na chwilę Cię zostawię. Ale to na chwilę. Może nie zrobisz jakiegoś przypału, gdy stracę Cię na moment z oczu — rzucił szybko, żartobliwie, nie chcąc wdawać się w zbędne szczegóły. Poszli do wejścia, a tam ochrona puściła ich bez większego problemu. Śmiało mógł powiedzieć, że pomieszczenie samo w sobie robiło ogromne wrażenie. Dodatkowo dźwięk kasyn oraz kart do gry powodowały przyjemny dreszczyk ekscytacji. Nim jednak pójdzie do jednego ze stołów, przeszedł się z Calvinem do baru, a tam zamówili sobie lubiane przez nich trunki do picia. Chwilę postali przy barze, napili się i pogadali o jakiś nieistotnych głupotach, obserwując otoczenie. Kątem oka Calvinowi udało się dostrzec Bjarne'go, który na chwilą obecną siedział sam w loży i gapił się na całe towarzystwo. Szturchnął aż Lucasa w ramię, chcąc zwrócić jego uwagę na tą szczególną lożę.  
— Ty popatrz, to ten gliniarz z telewizji. W wiadomościach dzisiaj był. Pojebało go, że przychodzi w takie miejsce jak to? — i nawet sam Somer ze zdziwienia uniósł brwi, zastanawiając się, co tu właściwie robi. Pewnie to czysty zbieg okoliczności, ale przez to nie będzie mógł czuć się tu tak naturalnie jak chciał. Chociaż może? Mimo wszystko będzie musiał na siebie bardziej uważać. Z drugiej strony widząc go w takim miejscu, to prawie jak zaproszenie do kolejnej konfrontacji z nim. Bawiła go świadomość tego, że on nie wiedział. Zdecydowanie Somerowi pasowała gra w "kotka i myszkę", gdzie wyjątkowo on odgrywał rolę myszy. Może by tak nieco ułatwić mu zabawę?
Wiesz, że dzisiaj z nim rozmawiałem? Koleś nie ma pojęcia—  
— Że Ty zajebałeś tego gościa?
Dokładnie.
— Ale beka. Ej, ale to nie dziwne, że zjawia się akurat teraz?
Wiem. Dlatego Ty teraz grzecznie pójdziesz się zabawić, a ja sobie z nim porozmawiam jakby nigdy nic — oznajmił, sprzedając mu soczystego klapsa w dupę, tak na życzenie dobrej zabawy, który z pewnością go wkurwi. Zaś Lucas zamówił sobie szklankę szkockiej. Spojrzał się jeszcze na zegarek, który miał założony na lewej ręce, by mniej więcej wiedzieć, która jest godzina i ruszył w kierunku loży znajomego, którego dzisiaj poznał w restauracji. Wyminął zgrabnie kilkoro ludzi, trzymając alkohol w ręce. A gdy doszedł na miejsce, staną nad mężczyzną, robiąc minę pełną szoku i zaskoczenia, wciąż jednak utrzymując znużony wyraz twarzy.
Pan aspirant. Kompletnie pana się tutaj nie spodziewałem. Widziałem pana wystąpienie dziś w telewizji — wypadł pan wprost wybornie. Nic dziwnego, że to właśnie pana biorą do telewizji. Pokrzepiające słowa z zdecydowanym wydźwiękiem to jest to, co ludziom jest akurat potrzebne przy tej fali przestępstw — odparł, z delikatnym uśmiechem fascynacji na twarzy, zupełnie jakby rzeczywiście był zainteresowany jego południową przemową. Bo był. Ale nie w ten sposób, w jaki właśnie to okazał.
avatar





Nier
Poziom E
GODNOŚĆ :
Dla Ciebie wystarczy samo Nier.


Powrót do góry Go down


Re: Fucking Amal

Pisanie by Shane on Pon 3 Wrz - 15:35
 Bjarne wcale nie bawił się jakoś szczególnie dobrze. Zazwyczaj jego poważne usposobienie gryzło się z wizerunkiem miejsca, w które go przyciągnięto. Ponadto czuł ogromną zdradę wobec firmy, znajdując się w miejscu, w którym wiedział, że szefem lokalu jest Puzo. On nie godził się na łapówkarstwo oraz sprzedajność władz. Dążył do stołka komendanta wierząc, że dobierze się wszystkim grubym rybom do dupy, a wtedy każdy będzie wiedział kogo to zasługa. No, bo przecież chodziło o uznanie, o prestiż.
 Nalał sobie szkockiej do szklanki. Nawet nie wiedział ile mniejszych porcji wlał w siebie. Szczerze powiedziawszy za dużo, gdyż zbliżająca się do niego sylwetka wcale tak źle nie prezentowała się.
Nawet skądś ją kojarzył.
Komisarz.
Poprawił go.
 Aspirował jedynie na stanowisko komendanta policji.
 Upił łyk szkockiej, spoglądając na niego mało przychylnym wzrokiem.
 Lucas zarobił właśnie pierwszego minusa, którego tak łatwo nie zmaże. Uderzenie w jego zasługi było wielce haniebne.
Chrzanienie.
Mruknął pod nosem na jego pochwałę. Zapewne, gdyby był w innym stanie, odpowiedziałby na słowa Lucasa mniej marudnie i lekceważąco. Jednak alkohol skutecznie zamazywał idealny wizerunek, na chwilę pozwalając sztywniakowi odpocząć. Langdalen nigdy nie opuszczał gardy. Może dlatego tak rzadko pijał?
Może już trochę szklanek szkockiej za mną, ale wiem kiedy ludzie kłamią. Wydaje mi się, że gówno Pana interesowało moje wystąpienie. Prawda?
Zagadnął.
Bjarne powinien w końcu zamknąć usta. Może dlatego nagle tuż koło niego pojawił się znajomy szybko biorąc pod pachę kolegę.
— Pan wybaczy, kolega chyba źle się czuje.
Mruknął Harrison, który cudem usłyszał fragment ich rozmowy i doskonale wiedział, że gdyby ten mężczyzna okazał się kimś z prasy, Bjarne miałby nie lada problemy. Zazwyczaj blondyn pilnował języka i wysławiał się w sposób perfekcyjny, jednak tym razem wszyscy zapomnieli jak bardzo ma słabą głowę. Nie powinni go zostawiać samego. A na pewno nie samego z kimś poza firmy.
 Harrison wyprowadził blondyna na chłodne powietrze, aby ten w mniejszym lub większym stopniu, doszedł do siebie.
— Bjarne, ogarnij się. Co ty wygadujesz.
Nic. Prawdę mówię, co źle coś powiedziałę?
— No raczej. Komendant nie byłby zadowolony z takich uwag. Wierz mi.
Ostrzegł go, a solenizant zmierzył go jedynie wzrokiem. Stali obaj na zimnym powietrzu, a jego przebiegł dreszcz po plecach. Fala chłodu zmroziła mu mózg i może dlatego, przez chwilę stał nie odzywając się wcale.

 Lucas pozostał sam przy loży policjantów, którzy wrócili akurat z partii pokera. Śmiejąc się minęli Lucasa, rozmawiając o czymś zażarcie między sobą.
Kiedy rudzielec miał już odchodzić, dostał wiadomość. SMS.

Pora zaprzyjaźnić się z Panem Langdalenem.
Coraz bliżej węszy. Zajmij się tym.
Casanova.


 Mało kto wiedział, ale pod pseudonimem Casanova ukrywał się nikt inny jak sam Puzo. SMS był jednobrzmiący. Zlecenie również.

 Bjarne wrócił do lokalu z kolegą, zdając się już być bardziej przytomnym niż chwilę temu. Procenty nie uleciały z niego całkowicie — gdyż tak dobrej przemiany materii to nie miał, jednak umysł odzyskał na tyle świadomości, że widząc Lucasa przy barze, podszedł do niego.
Dwa razy szkockiej.
Rzucił do barmana, dając tym samym znak, że stawia kolejkę rudzielcowi.
Proszę wybaczyć za moje zachowanie. Nie wiem co mnie opętało.
Odparł tak samo rzeczowo jak zwykle.






Wyrwałem się z obławy tej, schowałem w jakiś las.
Lecz ile szczęścia miałem w tym, to każdy chyba przyzna.
Leżałem w śniegu jak nieżywy długi, długi czas.
Po strzale zaś na zawsze mi została krwawa blizna.
avatar





Shane
Pradawny    Opętany
GODNOŚĆ :
Shane.


Powrót do góry Go down


Re: Fucking Amal

Pisanie by Nier on Pon 3 Wrz - 22:27
Rzeczywiście pan komisarz nieszczególnie pasował do tej całej scenerii. Wyglądał na zbyt grzecznego, aby lubować się w tego typu miejscach. I może nie wypada oceniać ludzi po okładce, ale sumienie Lucasa podpowiadało, że wcale nie mylił się z tym stwierdzeniem. Dlatego tak bardzo zainteresowała go jego obecność w tym kasynie. Chciał za wszelką cenę dowiedzieć się, po co tutaj przyszedł. Dla niego w tej chwili to był priorytet — nie wiedział, czy powinien zacząć się martwić o swój tyłek, a może o samego Puzo. Chociaż to drugie, to już lekka przesada.
Nieszczególnie obchodził go fakt, że jakoś zapunktuje sobie u Bjarne'go, a może wręcz odwrotnie — sprawi, że ten z niewiadomych mu przyczyn zacznie go nienawidzić. Może przez natarczywość, a może tak po prostu. Nie sądził też, że jakoś szczególnie będzie go oceniał. Paradoksalnie sam Lucas był trudną osobą, a myśl, że póki co to on pociągał za sznurki, sprawiała, że całkiem nieświadomie patrzył się na mężczyznę z niemałą wyższością. Albo po prostu już tak miał. Wytknięcie błędu rudzielcowi także nieszczególnie zraniło jego dumę. Był mu nawet wdzięczny, bo dzięki temu będzie mógł dalej pociągnąć rozmowę. I jakoś to będzie, nie?
Pan wybaczy. Nieszczególną pamięcią pałam do tych wszystkich nazw. Czasem zaczynają mi się mieszać — kłamał, ale dla wiarygodności swoich słów wymusił z siebie nieco speszony śmiech. Łatwo można było się domyśleć, że grę aktorską miał dobrze opanowaną. Przydaje się przy takich sytuacji jak ta.
Zaskoczyła go jednak postawa Komisarza. Spodziewał się raczej czegoś zupełnie innego. A tu proszę. Zdecydowanie alkohol mieszał mu trochę w głowie, co dało się już zauważyć. Przynajmniej on zauważył. Zapowiadało się dość interesująco. Chciał to chytrze wykorzystać. Chciał. Ale znajomi mężczyźni zaskakująco szybko wrócili do swojej loży. Więc jednak nie był sam, a z grupą znajomych. To mogło utwierdzać go w przekonaniu, że jednak znalazł się tutaj z czystego przypadku.
I wcale nie miał im za złe to, że go właśnie mu zabrał. No może trochę. Nie zdążył jemu odpowiedzieć na słowa, które w jego stronę padły. Dodatkowo ta krótka konfrontacja między nimi zostawiała pewien niedosyt. Chciał czegoś więcej. Z większą adrenaliną i ekscytacją. Był gotów zacząć uroczą zabawę tego dnia. Może właśnie dlatego Somer lekko uniósł niebezpiecznie kącik ust, gdy nieznajomy wraz z Bjarne minęli go. Zupełnie jakby coś kombinował. Ale tak naprawdę zaczynała do niego docierać złość. W końcu miał jakiś plan wobec policjanta, a gdy go po prostu zabrali, nie mógł tego zrealizować. Bezczelni.
Ależ nic nie szkodzi — powiedział już do siebie, uśmiechając się ciągle tak samo, do momentu aż nie wypił swojej szkockiej, przybierając z powrotem na mimice, którą chciał wszystkich zabić i odstawił szkło na stolik policjantów jakby nigdy nic.
Odwrócił się na pięcie, wkładając ręce do kieszeni spodni, a gdy mijał znajomych Langdalena, dosyć mocno szturchnął ramieniem jednego z nich, będąc w pełni świadom tego, co własnie zrobił. Skrzyżował się z nim, jak nie z nimi chłodnym spojrzeniem, krótko mówiąc im o tym, by wiedzieli, gdzie ich miejsce. Słów nie trzeba było tu używać — wystarczył sam kontakt wzrokowy. Każdy debil wiedział, że byli glinami i nieszczególnie są tu mile widziani. Nawet Ci, z którymi mają jakieś stałe układy.  
Niewiele później dostał wiadomość, ku jego zdziwieniu od Puzo, która wcale go nie zaskoczyła. Cholerny dupek. Więc jednak coś węszył? Był zdumiony odwagą (albo głupotą), jaką popisywał się Bjarne przed całym światem. Nawet jeśli trochę wypił, to i tak powinien bardziej trzymać język za zębami. Dodatkowo miał czelność pojawiać się w miejscu takim jak to. Nie wiedział, że nieszczególnie miał wpływ na decyzję kolegów, odnośnie lokalizacji, ale nie pochwalał jego zachowania. To, że węszył. Więc skoro Lucas zarobił sobie pierwszy minus u komisarza, to policjant także go zdobył u mordercy. Chyba mają remis.  
Usiadł przy barze, przeczesując rude kłaki z widocznym znużeniem. To był własnie ten moment, gdzie wyciągnął papierosa, którego odpalił. Odwrócił się w stronę ludzi, szukając spojrzeniem swojego kumpla. Dostrzegł go przy ruletce. Chłopak zdecydowanie nie wiedział, jak jeszcze bardziej pogrąży się w długach. Zaciągnął się mocno papierosem, odchylając głowę do tyłu. Wypuścił w górę dym, zamyślając się przez chwilę, a tym samym usłyszał takie słowa jak:
Dwa razy szkockiej.
Automatycznie wrócił głową na miejsce, a obok jego sylwetki znalazł się nikt inny jak komisarz. O ironio. Nie spodziewał się, że aż tak bardzo będzie tęsknił za obecnością Somera. Uśmiechnął się lekko do siebie, spoglądając na niego kątem oka.
Cóż. Zachował się pan w taki sposób w jaki podświadomie pan chciał. Nic mi do tego — stwierdził dość chłodno, bo nie podobał mu się sposób, w jaki właśnie zwrócił się do niego. Robił to z litości czy aby poprawić sobie samopoczucie? Dobre sobie.
Niemniej jeśli rzeczywiście czujesz wyrzuty sumienia, chętnie zagrałbym z Tobą w partię pokera — zasugerował, szybko przechodząc na "ty". Znudziła go już czysta formalność — A co do wcześniejszego — interesowało mnie Twoje wystąpienie — dodał jeszcze z krótkim uśmiechem, nie wdając się w zbędne szczegóły. Nie kłamał, więc mężczyzna nie zgadł. Dobrze było wiedzieć, jak bardzo daleko policja jest do znalezienia sprawcy. A skoro sprawcą jest on sam, był ciekaw tego, co media miały do powiedzenia na ten temat.


Info: Nier w postach bardzo często rozmawia ze swoim bratem, którego gdzieś tam słyszy bądź widzi. Często zwraca się do niego wtedy per brat. Ale spokojnie. Nie mówi do niego na głos, chyba że jest na tyle źle, że nieświadomie to robi. Po prostu cały styl postów polega na tym, że przedstawia mu swój świat swoimi oczami i mu o tym opowiada.
Voice Niera: Ofc najseksowniejsze seju dla mnie.
avatar





Nier
Poziom E
GODNOŚĆ :
Dla Ciebie wystarczy samo Nier.


Powrót do góry Go down


Re: Fucking Amal

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Powrót do góry