Go down


Ponoć żyją tutaj kanibale [Itachi x Invidia]

Pisanie by Itachi on Pon Sie 13, 2018 1:27 am
Życie na rajskiej wyspie było wbrew pozorom dość problematyczne. Każdego dnia zdarzały się problemy duże i małe, a słońce nie odpuszczało tylko grzało i grzało. Do tego pojawił się statek z wycieczkowiczami i skończył się odpoczynek, zwłaszcza kiedy dzieci zaczęły biegać, krzyczeć i siać chaos. Itachi, o dziwo w porównaniu do większości, nawet lubił dzieci. Zdarzało mu się im pomagać budować zamki z piasku, brał je na barana i wrzucał do wody, nawet starał się im odpowiadać. Ale problematyczna okazała się być reszta ludzi, zwłaszcza młodzi mężczyźni, którzy brali go za kobietę, kiedy stał tyłem. Owszem, to miłe kiedy proponują ci drinka i pytają o to czy jesteś z kimś czy nie, ale nie przesadzajmy, poza tym był facetem. Najprawdziwszym facetem, który liczył że tego dnia zainteresowanie będzie mniejsze, zwłaszcza że miał robić za pomocnika ratownika i pilnować spokoju na największej plaży. Przygotował się nawet odpowiednio i założył kąpielówki z palmami i małymi słońcami w ciemnych okularach, które się wylegiwały na hamakach. I się uśmiechały. Itachi jednak się nie uśmiechał, rzadko się uśmiechał, ale sam włożył okulary przeciwsłoneczne, żeby zadbać o swój hipnotyczny wzrok. O hipnotycznym wzroku powiedziała mu  pewna ciemnowłosa nieznajoma z opaską na oku. Dawno jej nie widział... czyżby zbierała kokosy? Chciał ją kiedyś zapytać o imię, ale często zmieniała miejsce swojego stoiska, a rajska wyspa była duża, a las zdawał się ciągnąć w nieskończoność. No nic, możliwe że kiedyś ją odnajdzie. Ratownik poszedł na przerwę i obiecał przynieść im coś do picia, więc Itachi na chwilę zajął jego wysokie, wykonane z bambusa krzesło i sprawdzał jak się ma sytuacja, czy przypadkiem nikt się nie topił. Jego uwagę przyciągnęła białowłosa, która ledwo trzymała się na desce i wyglądała jakby miała spaść. Była oddalona kawałek od innych bawiących się w wodzie ludzi. Pewnie by już odpuścił i skierował wzrok w inną stronę, gdyby nie fala, która zmierzała w jej kierunku. Całkiem spora. To się mogło skończyć źle.
- NIECH PANI UWAŻA! - wrzasnął, podnosząc się z krzesła.


Imperare sibi maximum est imperium
avatar





Itachi
Kat

Powrót do góry Go down


Re: Ponoć żyją tutaj kanibale [Itachi x Invidia]

Pisanie by Lysane on Pon Sie 13, 2018 4:54 pm
Przyzwyczajona do upałów wbrew pozorom nie zamierzała rozpuszczać się teraz przez taką pogodę. Długie włosy spięła w bardzo okazały i skomplikowany warkocz, a wpasowując się w tłum ubrała się skąpo w dwuczęściowy kostium w ananasy oraz faliste wzorki. Na głowie zatknięty miała jasny, słomiany kapelusz z dużym rondem, a gdyby osłony przed słońcem było za mało - wyposażona była jeszcze w okulary przeciwsłoneczne ze szkiełkami barwy niebiesko-zielonej, mieniące się innym kolorem pod odpowiednim kątem. Tłum na plaży mógł trochę przeszkadzać, ale pora dnia była idealna na rozpłaszczenie się na skrawku piasku, pogoda rozpieszczała i nikt ani nic nie popsuje jej wakacyjnych planów! Choć w sumie wakacje miała całym rokiem. Była podróżniczką, odwiedzała każdy możliwy skrawek lądu i pływała po każdym oceanie. Nawet teraz nie była tu tak do końca prywatnie, bo recenzje same się nie napiszą, hotele nie przetestują, a kolorowe drinki z parasolką się nie wypiją.
Na powitanie dnia, jakiś dzieciak przywalił jej przypadkowo leżakiem w nogę. Jak lubiła dzieci, tak tego z miejsca chciała dekapitować. Oblała ulubioną sukienkę sokiem, a na dodatek kuśtykała przez najbliższą godzinę. Myślała nawet z początku, żeby po prostu zostać na miejscu, posiedzieć nad basenem, poplotkować z kimś i wymienić się doświadczeniami podróżniczymi z innymi gośćmi, ale otwarty zbiornik wodny w oddali nęcił za mocno, wywołując idealne fale do zabawy. Oddała poplamione ubranie do pralni, szybko przebrała się w strój kąpielowy i ruszyła na plażę, zabierając ze sobą deskę, ręcznik i leżak. Znalazła skrawek nieokupowanej plaży, rozłożyła leżak, nakryła go ręcznikiem, żeby się nie upiaszczył, zdjęła okulary i kapelusz, a następnie ruszyła w przyjemną wodę, od razu kierując się nieco za największy tłok.
Stanęła na desce, zachwiała się przez pobolewającą wciąż kostkę, ale mimo wszystko nie poddała. Jeśli spadnie, to przecież nie na twardy grunt, a pływała świetnie. Wiedziała, że fale nie powstrzymają jej przed marzeniami, wychowała się na wybrzeżu, a ocean uważała za przyjaciela. Zaczęła się przygotowywać do wspięcia się na desce na kolejny grzbiet, układając bolącą nogę w taki sposób, aby jej nie obciążać, ale usłyszała krzyk. Uniosła głowę, rozglądając się. Rekin? Wielka meduza? Ktoś miał zaraz oberwać boją po głowie albo jakiś dzieciak postanowił wyjść za głęboko? Zaraz po tym obejrzała się za siebie, gdzie dostrzegła nadciągającą, piętrzącą się wodę. Uśmiechnęła się zadziornie, mrużąc oczy, przybrała odpowiednią pozę, starając się ignorować kostkę i już po chwili jej deska z wizerunkiem dwóch palm i zachodzącego słońca mknęła, a ona sama zaśmiała się radośnie. Przynajmniej dopóki ostatecznie nie zleciała, znikając pod taflą. Nie było jej widać dłuższą chwilę, aż wreszcie wyłoniła się, zarzucając ręce na dryfujący, malowany kawałek drewna. Pewnie dojechałaby aż do końca, ale podczas próby utrzymania się i tak musiała wreszcie obciążyć tą nieszczęsną stopę, która doznała urazu.
Invidia wspięła się na deskę, na której siadła okrakiem i starała się pozbyć nadmiaru wody z twarzy i warkocza. Skierowała twarz w stronę, z której wcześniej dobiegł męski krzyk. Niebieskie oczy wyglądające tak, jakby ktoś odcisnął w tęczówkach dwie gwiezdne mgławice wyszukały miejscówkę ratownika, a sama kobieta uniosła lewą rękę i pokazała kciuk w górę. Wszystko było w porządku. Tylko miała nadzieję, że to nie jest ta część świata, gdzie ten gest był obraźliwy. Po tylu odwiedzonych miejscach potrafiła się czasem w tym zagubić.


Theme Voice Słowa (#2c522d)



I will learn if I make my own mistakes
I don't care if you don't understand it
I will learn if you let me find my way
avatar





Lysane
Opętana
GODNOŚĆ :
Lysane Arashi, niegdyś Invidia


Powrót do góry Go down


Re: Ponoć żyją tutaj kanibale [Itachi x Invidia]

Pisanie by Itachi on Czw Sie 23, 2018 11:23 pm
Itachi starał się być uprzejmym panem ratownikiem by ewentualne recenzje nie sprawiły im problemów. A przynajmniej on nie chciał być powodem negatywnych, gorzkich słów ze strony wypoczywających na wyspie urlopowiczów. Nie tak był uczony, właściwie bardziej szkolono go na przyszłego samuraja, bo jego rodzina żyła tradycją, niżeli na ratownika, ale były pewne wspólne aspekty. Na przykład w jednym i drugim przypadku należało ratować ludzi. Mieszkał tutaj bardzo długo, dało się przywyknąć, tak jak dało się przywyknąć do legend krążących wśród mieszkańców. O pewnej części lasu do której nikt nie miał dostępu... Raczej w to nie wierzył, sądził że głównie tymi opowieściami straszyło się dzieci by nie zapuszczały się za daleko.
Nieznajoma mimo wszystko powinna być uważna, ostrożna bo to bardzo niepoważne tak wchodzić do wody z jakimkolwiek uszczerbkiem na zdrowiu. Większa fala i wypadek gotowy, a potem kontaktuj się z rodziną, słuchaj oskarżeń, lamentów i dzielnie to wszystko znoś. Praca z ludźmi nie była łatwa, a on może i był zaledwie asystentem ratownika, ale naoglądał się wystarczająco by wiedzieć, że z żywiołem żaden człowiek nie miał szans. Poza tym nie mógł wiedzieć o jej świetnych umiejętnościach pływackich, a poznawanie kogoś na odległość jeszcze nikomu nie wyszło na dobre. Bo jak tu się porozumiewać na gesty czy krzyki? Na dłuższą metę bardzo niewygodne. Nie od razu przecież widać, że ta pani potrafi pływać, a ten pan nie i on naprawdę się topi, choć sprawia mylne wrażenie, że kontroluje sytuację. A tu co? A tu nic nie kontroluje.
Nie jeden wrażliwy mógłby zawału dostać na takie widoki. Od razu w głowie włączał się czerwony alarm, że komuś może stać się krzywda podczas jego pilnowania. Ale, jakie szczęście, jasnowłosa pani się wynurzyła. Można było odetchnąć z ulgą. Co jednak zrobił Itachi? Zmarszczył czoło nie do końca przekonany, ściągnął swoje przeciwsłoneczne okulary i odłożył na krzesło, i wyskoczył z krzesła na gorący piasek. Najwyraźniej zainspirowała go do przejścia się brzegiem i osobistego skontrolowania bawiących się w wodzie ludzi. Zanim ratownik wróci, trochę czasu minie, teraz pewnie były długie kolejki, a jednak wypadałoby sprawdzić jak się ma sytuacja. Popływać też nie zaszkodzi. Wskoczył do wody i z wielką uwagą przyjrzał się grupce dzieciaków, które chlapały siebie nawzajem wodą. Dobrze. Pokręcił się trochę, aż zbliżył do szalejącej na desce nieznajomej.
- To niebezpieczne, powinna pani się trzymać bliżej plaży. Przynajmniej dzisiaj – powiedział stanowczo.


Imperare sibi maximum est imperium
avatar





Itachi
Kat

Powrót do góry Go down


Re: Ponoć żyją tutaj kanibale [Itachi x Invidia]

Pisanie by Lysane on Czw Wrz 06, 2018 8:56 am
Rzadko kiedy wystawiała złe opinie, musiała się naprawdę źle poczuć w miejscu wypoczynku, żeby rzucić krytyką. Owszem, rzadko dawała pełną ilość gwiazdek, zawsze wskazywała wady miejsca, ale najważniejsze, że zaczynała od zalet! Czasem narzekała też na ratowników, ale na ogół po prostu siedzieli i nie robili kompletnie nic, więc spotkać dla odmiany kogoś nadopiekuńczego to naprawdę szalony zwrot akcji. Choć widziała kiedyś psich ratowników. Czworonogi sprawowały się świetnie, a pewnie i dla nich była to świetna zabawa. W sumie nigdy nie była psem, ale gdyby była, to lubiłaby sobie czasem popływać z ludźmi, nawet jeśli chodziłoby o ratowanie ich życia.
Lyśce nie zdarzyło się jeszcze umrzeć na śmierć, więc nie zwracała uwagi na to co powinna, a czego nie. Zdawała się w ogóle nie bać niebezpieczeństw, a jedyne nad czym się zastanawiała przy wycieczce na plażę to to czy spotka jakąś meduzę, rozgwiazdę albo płaszczkę. Świetnie się je obserwowało, ale na szczęście nie próbowała ich głaskać - miała jakieś minimum instynktu samozachowawczego. Poza tym, meduzy były żelkowate i niezbyt przyjemne w dotyku, przynajmniej według mnie. A co jak miała uczulenie na ich jad, a któraś postanowi ją miźnąć parzydełkiem? Nie chciała mieć śladów na całe życie, to by ją szpeciło.
Wycisnęła wodę z włosów. Na szczęście nie postanowiła przychodzić w rozpuszczonych, bo teraz niczym kurtyna otaczałyby ją i unosiły się na powierzchni zbiornika. Rozplątywanie ich i SIĘ z nich było najgorszą z możliwych czynności jakie mogła robić na wakacjach. A na pewno nie dałaby ich obciąć, o nie! Usadowiła się wygodniej na desce i już myślała czy nie zacząć płynąć w kierunku następnej fali, kiedy usłyszała czyjś głos.
- Oooowwww... - jęknęła z udawaną boleścią i smutkiem, nadymając lekko policzki i wyginając wargi w podkówkę. A już chciała poćwiczyć sztuczki, mając nadzieję, że kopytko samo się naprawi, przestanie dokuczać i po prostu się rozrusza. Westchnęła ciężko na myśl, że musi zrezygnować albo iść na daleką plażę niestrzeżoną, żeby nikt nie sapał jej nad karkiem. - Wychodzi na to, że odwiedzę dziką, nieprzebytą dżunglę szybciej niż grafik przewidywał - mruknęła ni to do siebie ni to do nieznajomego, zaraz po tym jak opadła plecami na deskę i zaczęła się patrzeć kolorowymi ślepiami w niebo. Przechyliła głowę w stronę pana ratownika, uśmiechnęła się, a zaraz nagle spoważniała, zerkając jakby gdzieś za niego.
- Czy to... Czy to rekin jest? - zapytała starając się zachować powagę i wkręcić mężczyznę. Zmrużyła oczy, wodząc wzrokiem tuż ponad jego ramieniem, całkiem zręcznie udając zainteresowanie i zaniepokojenie zjawiskiem. - Bo one mają płetwy na grzbiecie, nie?


Theme Voice Słowa (#2c522d)



I will learn if I make my own mistakes
I don't care if you don't understand it
I will learn if you let me find my way
avatar





Lysane
Opętana
GODNOŚĆ :
Lysane Arashi, niegdyś Invidia


Powrót do góry Go down


Re: Ponoć żyją tutaj kanibale [Itachi x Invidia]

Pisanie by Itachi on Pią Wrz 14, 2018 6:06 pm
Była najwyraźniej pozytywną klientką, aż szok że takich ludzi można było jeszcze spotkać. Pytanie ile wad już zdołała wychwycić,  nie żeby Itachi był tutaj od tego by dbać o rozrywkę wypoczywających. Nie żeby miało go to interesować, bądź co bądź miał do roboty inne rzeczy, chociaż i tak nie chciałby by ocena spadła drastycznie w dół. Nadopiekuńczego? Bez przesady, po prostu lepiej dmuchać na zimne, po co tworzyć sobie więcej roboty i do tego splamić honor? Psy, jak inne zwierzęta na ich wyspie, wypoczywały. To ludzie pracowali. Takie już były zasady. Ale psy mogły sobie pływać, gdyby takie życzenie wyrazili ich właściciele, większość jednak wolała się relaksować na słońcu, by od czasu do czasu wskoczyć na chwilę do wody i się pobawić.
No trochę nie miała jak umrzeć i lepiej by nie umierała, zwłaszcza na jego zmianie, no halo, wisiał nawet znak, trochę prześmiewczy, brzmiący: "ZAKAZ UMIERANIA". To była raczej prosta informacja do zrozumienia. Sporo mieli rozgwiazd, meduzy trzymały się raczej z dala od plaży, ale sporo nurkujących mówiło, że czaiły się dalej, tam gdzie było głębiej. Potem powstawały z nimi świetne filmiki reklamujące ich mały raj i tak dalej i tak dalej. Dobrze że była świadoma, oby jak najdłużej to na koniec może otrzyma odznakę. Mieli taką politykę, że rozdawali dla najlepiej wypoczywających klientów odznaki. Na pamiątkę.
Sam włosów nie miał związanych, nie było to potrzebne, przynajmniej na razie. Raczej nie palił się do obcinania swoich długich kudłów, choć nieraz kusiło. Powiewały więc one delikatnie na wietrze, tworząc za Itachim cienkie ścieżki.
Czemu stosowała taką technikę? Cholera. Najczęściej widział ją u dzieci, choć niektóre kobiety... pewnie dlatego tyle problemów sprawiało mu zrozumienie przeciwnej płci. Wszystko jasne. Podkówki, opuszczenie powiek, błyszczące oczy bliskie ataku udawanego płaczu... Jego jakże hipnotyczne tęczówki z uwagą przyglądały się jej niezadowoleniu.
- Mało kto się tam zapuszcza. Tak bardzo ciągnie panią do niebezpieczeństw? - powaga w czystej postaci. Mógłby robić za policjanta, a tak marzył o byciu samurajem... Ech. Może to czas by rzucić robotę? Ale wtedy rodzina by go zatłukła, przecież też była na wyspie.
- Rekin, tutaj? - zareagował błyskawicznie i odwrócił się, próbując wyłapać bestię z ostrymi zębiskami. Jeszcze tego brakowało by zaatakowała dzieci! Cóż, rekinem okazała się być dziewczynka z przerwą między jedynkami z przyczepianą płetwą. - To żaden rekin, rekiny tutaj nie pły...
Ale kiedy się ponownie odwrócił, nieznajoma popłynęła dalej. Przeklął pod nosem i ruszył za nią.
- To co pani robi jest skrajnie nieodpowiedzialne! Mam nadzieję, że zdaje sobie pani z tego sprawę?!


Imperare sibi maximum est imperium
avatar





Itachi
Kat

Powrót do góry Go down


Re: Ponoć żyją tutaj kanibale [Itachi x Invidia]

Pisanie by Lysane on Pią Wrz 28, 2018 9:45 pm
Ciekawe ile osób nie dostosowało się do zakazu umierania, ile śmierci zostało na wyspie utajnionych, kto specjalnie na przekór wszystkiemu zastrzelił się ochlapując krwią tabliczkę. Może lepiej było tego nie wiedzieć i o nic nie pytać? Ostatecznie był to raj na ziemi, wyspa odpoczynku wszelakiego rodzaju, ukojenie dla duszy i rozkosz dla oczu... blabla i inne takie z ulotki reklamowej. Wszystko tu miało być idealne, a przede wszystkim wykonanie jej planów. Nie da sobie wszystkiego popsuć bólem kostki. Grafik zajęć miała dość napięty, a raz określonego celu na ogół nie zmieniała z byle pierdół. Czasem była w stanie zamienić miejscami dwa miejsca do zwiedzania, jeśli przykładowo padał deszcz, a ona akurat potrzebowała słońca. Nie będzie się wszak opalać w taką niepogodę.
Podstęp się udał, więc znów śmignęła przy fali, ale nieznajomy ją dorwał szybciej niż się spodziewała. Niestety, ratownicy mieli czujne oczy i umieli rozpoznać jednostkę w ogromnym tłumie. A ona i tak wyróżniała się z nich wszystkich, odcinając bielą włosów na tle przepięknej wody. Można by ją było z daleka wziąć za fragment fali, ale nie ten zacny bohater.
- Niebezpieczeństwo to moje... - urwała na moment, licząc imiona na palcach. Ale chyba się zgubiła - Jedno z imion. Nieodpowiedzialność też. Dlatego mam dużo imion - puściła oczko. Zaraz jednak powoli zaczęła sunąć w kierunku plaży, bo wiedziała, że ratownik jej nie odpuści.
- Co jest takiego niebezpiecznego w dżungli? - zapytała. Najwyraźniej zrezygnowała z dalszego pluskania się i teraz coraz poważniej brała pod uwagę opcję wejścia w las.


Theme Voice Słowa (#2c522d)



I will learn if I make my own mistakes
I don't care if you don't understand it
I will learn if you let me find my way
avatar





Lysane
Opętana
GODNOŚĆ :
Lysane Arashi, niegdyś Invidia


Powrót do góry Go down


Re: Ponoć żyją tutaj kanibale [Itachi x Invidia]

Pisanie by Itachi on Sob Wrz 29, 2018 2:07 am
Dane statystyczne niedostępne, odmowa dostępu. Proszę skontaktować się z najbliższym posterunkiem policji. A tak na poważnie na wyspie nigdy nie prowadzili statystyk, owszem, od czasu do czasu ktoś umierał w mniej lub bardziej głupi sposób, ale jak władze rajskiego miejsca lubiły powtarzać: Wszystko jest pod kontrolą, proszę zachować spokój. Więc zachowali, Itachi wolał się od tego trzymać z daleka, zresztą kim on był, jak nie zwykłym chłopakiem, robiącym i tak za pomoc ratownika a nie za niego samego? No właśnie. Na próżno więc było doszukiwać się go z super specjalnym gwizdkiem i deską do pływania. Czasem jakieś informacje docierały do jego uszu, ale nic konkretnego z nich nie wynikało - żadnych krwawych opisów i tak dalej. Szczęście plażowiczom sprzyjało, słońce grzało i nie zamierzało przestać, miejsc trochę do zwiedzania było - ale też nie nazbyt dużo, niektóre były niedostępne, a wyspa też nie posiadała na tyle bogatej kultury. Na jego zmianie nikt się nie utopi, za dużo było z tym problemów. Niestety nie mogło być łatwo, dziewczynka z zabawkową płetwą może i odwróciła jego uwagę na chwilę, ale Itachi miał wyczulone zmysły, zwłaszcza w obliczu fal. Chyba nie sądziła, że ta będzie jedyna? O nie, jedna fala poprzedzała kolejną, na rundkę wokół niebiańskiej plaży i lasu nie można było co liczyć.  Długowłosy mężczyzna zmarszczył czoło, poruszając powoli rękoma i nogami. Może w tym miejscu nie było dla niego za głęboko, ale wystarczyła chwila nieuwagi i pokonałby duży przeskok. Jeszcze by tego brakowało by nurkował. Włosy miał zmoczone i teraz tworzyły wokół niego grupę węgorzy unoszących się na wodzie. Nie odpowiedział, jedynie prychnął pod nosem, ale z zadowoleniem odnotował, że postąpiła właściwie. No i tak powinno to wyglądać.
- A pierwsze pani posiada? - spytał w końcu, mając ją nadal na oku by przypadkiem nie wykonała kolejnego niedozwolonego manewru. Odwrócił się na chwilę i zanim odpowiedział, zauważył zbliżającą się do nich potężną falę. - Szlag. Zaraz odpowiem, musimy się pospieszyć.
Przy okazji dał znać ludziom by trzymali się bliżej brzegu i złapał dwójkę dzieciaków, która najwyraźniej była bez opieki i chciała dalej się bawić, by nic im się nie stało. W ostatniej chwili zdążyli, chociaż woda ich trochę pochlapała i uniosła wysoko deskę białowłosej.
- I TAK SIĘ ZARAZ ZNAJDZIE NA BRZEGU - zawołał do pani 'niebezpieczeństwo', bo była kawałek za nim i wypchnął małych chłopaków w stronę bezpiecznej granicy, gdzie bawili się inni. Kiedy znalazł się w końcu na brzegu odetchnął głęboko i rozejrzał się wokoło, upewniając się że wszyscy byli bezpieczni. Zadanie wykonane. Długie czarne włosy lepiły mu się do czoła i  utrudniały widoczność, więc je odgarnął do tyłu.
- Długo by opowiadać, ale w skrócie jest tam sporo pułapek i niebezpieczeństw, nawet tubylcy starają się tam uważać i nie zapuszczać się w głąb - odpowiedział lakonicznie, w końcu siadając tyłkiem na gorącym piasku.


Imperare sibi maximum est imperium
avatar





Itachi
Kat

Powrót do góry Go down


Re: Ponoć żyją tutaj kanibale [Itachi x Invidia]

Pisanie by Lysane on Sob Wrz 29, 2018 11:23 am
Obejrzała się na siebie, gdzie pojawiła się bardzo kusząca fala. Przez dłuższą chwilę rozważała opcję ostatniego prześliźnięcia się na boku morskiego grzbietu, ale zrezygnowała, zamiast tego tylko ustawiając się w odpowiedniej pozycji, żeby nie skotłowało ją pod wodę. Na tę chwilę znacznie bardziej chciała skorzystać z pędu wody do szybszego dopłynięcia do brzegu, żeby się trochę wysuszyć. Ale na pewno jutro spróbuje znowu, ewentualnie zgarnie dmuchany materac czy koło i trochę powyleguje się na słońcu jednocześnie będąc blisko słonej wody. Mogła kogoś w sumie zabrać ze sobą tym razem, leżenie samemu było nudne, że hej. Właściwie mogła wtedy co najwyżej podziwiać widoki albo oglądać coś na telefonie zabezpieczonym wodoszczelnym etui (jakby wodoodporność telefonu nie wystarczała). Będzie musiała jeszcze raz zobaczyć swoje zaplanowane akcje...
Machnęła mocniej nogami zaraz po przejściu fali, a niedługo później mogła już na spokojnie stanąć na piasku. Wytoczyła się nieco za największy tłum i tam położyła deskę, a na desce swój zad. Nie przepadała za siedzeniem w kostiumie kąpielowym tuż po kąpieli na piachu. Właziły te nieszczęsne drobiny gdzie nie trzeba, a potem trzeba było się tego pozbyć. Wystarczy, że stopy miała już na równo oblepione.
- Mam pierwsze imię, Lysane - odpowiedziała wreszcie, kiedy ratownik spoczął obok niej. Nie było sensu utrzymywać tego w jakiejś tajemnicy, bo odpalając pierwszą lepszą stronę z recenzjami w internecie zaraz pojawiłoby się jej nazwisko, zdjęcie i prawie cały rysopis z numerem buta na czele. Tu zresztą było spokojniej, więc mogła już się przedstawić bez konieczności.
- Są tam ogromne węże i jeszcze większe pająki? Już nie raz wchodziłam w miejsce najeżone pułapkami. Piramidy na wyspie Eyseos, Dolina Upiorów, kilka grobowców na pustyniach... - stwierdziła. Co mogło być takiego odpychającego w raju?


Theme Voice Słowa (#2c522d)



I will learn if I make my own mistakes
I don't care if you don't understand it
I will learn if you let me find my way
avatar





Lysane
Opętana
GODNOŚĆ :
Lysane Arashi, niegdyś Invidia


Powrót do góry Go down


Re: Ponoć żyją tutaj kanibale [Itachi x Invidia]

Pisanie by Itachi on Sob Paź 13, 2018 3:39 pm
To się nazywały plany, sam skorzystałby z wody, ale praca była na tyle stresująca, że wolał na razie wytrzymać. Poza tym co to za przyjemność, kiedy wokół było tyle ludzi? Znał na tyle dobrze ten raj, że wiedział gdzie się udać i jak pozbyć się niechcianego towarzystwa, a to wystarczyło. Zazwyczaj. Dobrze było mieszkać na miejscu, choć rzadko trzymał się z osobami, które przyjeżdżały tylko na chwilę. Zdawało się to być, według Itachi'ego, kompletnie niepotrzebne, bo czyż takie wspomnienia nie znikną wraz z zniknięciem tych zjaw? Akcje reakcje, były lokalizacje, które cieszyły się wyjątkową popularnością, jak chociażby ścieżka przetrwania, wydmy Baltazara czy tygrysi bar. Miała więc co sprawdzać, czym się cieszyć. Itachi przyzwyczaił się do piasku, w sumie było mu wszystko jedno, zawsze można było łatwo się wytrzepać, a większość zgubi się w ruchu. Ludzie wokół zdawali się niczym nie przejmować. Odsunęli się, owszem, ale jak tylko przeszła fala ponownie zaczęli się rozpraszać. Za grosz instynktu samozachowawczego. Oby Bojing, główny pan ratownik, wrócił szybko, Itachi nie chciał się zajmować tym sam.
- Lysane? Jesteś pewnie z zagranicy - stwierdził po dłuższej chwili, przyglądając się jej przez krótki moment z zastanowieniem. - Itachi, miło mi.
Wyciągnął rękę w jej stronę, bo za granicą pewnie często tak robiono. Raczej za często nie korzystał z internetu, wychodził z założenia, że to dziadostwo za bardzo uzależniało i rejestrowało za dużo twoich danych.
- Pewnie jakieś pająki i węże się znajdą, ale to i tak nic w porównaniu do tego, co ponoć się tam kryje - rzucił, nadal starając się nie mówić jej za wiele. - To w ciekawych miejscach bywałaś. Znalazłaś chociaż tam coś ciekawego?
Najwyraźniej starał się odrobinę zmienić temat, czarne oczy kierując przed siebie a palcami uderzając o swoje kolano. Powoli robiło się chłodniej. I raj miał swoje tajemnice, których strzegł by nie pękła ta piękna kłamliwa otoczka.


Muszę się rozkręcić, mam nadzieję że post nie jest całkowicie do dupy :I


Imperare sibi maximum est imperium
avatar





Itachi
Kat

Powrót do góry Go down







Sponsored content

Powrót do góry Go down

Powrót do góry

- Similar topics