Strona 1 z 2 1, 2  Next

Go down





To był Sparrow..? [rajska wyspa, Rhett] Pisanie by Arcanine on 29/7/2018, 20:26
    

Wziął gwałtowny wdech, rozkaszlał się żałośnie, splunął kilka razy w ziemię. Mroczki powoli ustępowały. Rozchwiany obraz nabierał stabilności, a rozmyte kontury coraz wyraźniejszy zarys przedmiotów. Drzew. Skał. Chłopiec przetarł grzbietem nadgarstka szczypiące oczy. Czuł jakby miał pod powiekami piasek. Chaotyczne myśli jeszcze nie ułożyły się w nic konkretnego — były splątanym kłębkiem, z którego próbował wyskubać nić za nicią tak, aby żadnej nie porwać, ale na razie bez efektów.
Rozejrzał się oszołomiony. W głowie mu szumiało i obraz płatał figle, bo...
Nagle poderwał się z ziemi, omal na nią nie wracając. Nicie rozplątały się same. Tak o. Teraz. Pojaśniało w mrokach podświadomości. Już wszystko wiedział. Zaczerpnął tchu jak rozbitek, słyszał fale, czuł piasek...
Bo był rozbitkiem, za sobą miał wściekły ocean, a pod stopami plażę.
Dookoła połamane, obgryzione deski statku. Strzępy żagli. Liny do cumowania. To wszystko stało się ostre i wyraźne, kolorowe, bardzo prawdziwe. Zapach ryb, drzew i wody.
Jace obrócił się wokół własnej osi. Był sam. Zupełnie sam.
Ale super...

Było już mniej super, gdy słońce wzeszło na niebo i skąpało iście bajkowy plener w gorącach promieni. Na początku perspektywa bycia jedynym ocalałym wydawała mu się taka ekstra, ale aktualnie był głodny, a to nie było ani trochę okej.
Rozmasowywał żołądek idąc brzegiem plaży. W lewej ręce trzymał suche już buty, ale palce rozwarły się, gdy ujrzał jakiś nieregularny kształt na jasnym jak kość słoniowa piasku. Rzucił się biegiem, rozbryzgując wodę.

Upadł na kolana. Buty wypadły mu kilka kroków temu, miał więc obie ręce wolne. Chwycił leżącego na wznak dzieciaka za ramiona i potrząsnął jak szmacianą lalką. Od kiedy sam się wybudził musiało minąć co najmniej dwadzieścia lat, dlatego nie żywił szczególnych nadziei wobec drugiego rozbitka. Na pewno już nie żył.
Ale chociaż kurs pierwszej pomocy Jace będzie mieć dopiero w szóstej klasie, to i tak znał podstawy. Widział je na jakimś filmie DVD u ciotki Sharon i mimo wszystko postanowił spróbować (przecież jak mu się nie uda, to trup nie będzie zły).
Dobra, Jonathan — powiedział do siebie i wziął duży wdech. — Dasz radę.
A potem spojrzał na zapiaszczoną twarz drugiego chłopca, na jego potargane włosy (całe w piasku), rzęsy (też z małymi ziarnkami) i usta (to samo). Jedną dłoń ułożył na jego piersi.
I z całej siły trzasnął go w policzek.
Ej! — krzyknął ze zmarszczonym czołem. — Bo cię tu zostawię i zjedzą cię ryby!




— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
avatar
Arcanine

Wilczur     Poziom E






Liczba postów :
26634


Powrót do góry Go down





Re: To był Sparrow..? [rajska wyspa, Rhett] Pisanie by Rhett on 29/7/2018, 22:51
    
Nie był do końca świadom sytuacji. Cały czas stał twardo w przekonaniu, że wciąż śnił. Wmawiał sobie, że nieprzyjemne czynniki takie jak niewygodna pozycja czy zgrzyt pod zębami był wynikiem osoby trzeciej, która usilnie próbowała wyrwać go z objęć sennych marzeń i zwlec z wygodnego łóżka. Bronił się jak żołnierz przed wrogiem.
To mocne szarpnięcie za ramię sprawiło, że wrócił myślami do prawdziwego świata. W jednej sekundzie poczuł morski zapach, piasek pod opuszkami i palące ciepło na skórze (zwykle nie narzekał, ale doświadczając kolosalnego bólu głowy i oparzeń był gotów zacząć). Odbijający się w uszach świst oddechu stał się na tyle realny, by bezpowrotnie zrezygnować z myśli o halucynacjach.
— Dobra, Jonathan.
Nie chciał jeszcze udowadniać światu, że już nie spał. W takim przypadku ten zaserwowałby młodemu całą paletę wydarzeń, na które zwyczajnie nie przygotował asortymentu ani bagażu doświadczeń. Znacznie bezpieczniej było udawać. Problem leżał jedynie w wiarygodności.
— Dasz radę.
"Zaczekaj" ugrzęzło w gardle. Nie zdążył nawet uformować ust w początek słowa, a dłoń bez ostrzeżenia przywitała jego twarz. Od razu zerwał się do siadu.
Hej, przecież nie śpię! — nuta niezadowolenia oszroniła nieco zachrypły głos, znajdując odzwierciedlenie również w grymasie wykrzywiającym wargi. Spojrzał na swojego agresora wzrokiem pełnym wyrzutu. Tylko dzięki ogromnym pokładom silnej woli nie wytknął mu języka. Zamiast tego wyrzucił ręce w powietrze.
Ryby nie jedzą ludzi, każdy to wie! — wydawało mu się to na tyle oczywiste, żeby przywłaszczyć sobie pełne prawo do oburzeń. Tuż po obrażonym prychnięciu przytknął dłonie do twarzy, ścierając zeń wszelkie drobinki piasku. Samotne ziarenko zagubiło się w kąciku oka, ale zmiótł je z nowej lokacji palcem, nim zdążyło przedstawić się gładkiej powierzchni.
Wciąż pocierając oko, rozejrzał się dookoła. Wszędzie leżały drewniane pozostałości, sznury, poszarpane materiały. Absolutnie niczego na prawowitym miejscu, w tym ich dwójka.
Gdzie wszyscy? — jeszcze nie panikował. Świat bez dorosłych wydawał się na tyle fascynujący, by chwilowo nie zaprzątać głowy strachem. Każdy choć na sekundę chciał wyrwać się spod kategorycznego "nie wolno" opiekuna.




avatar
Rhett

Opętany






Liczba postów :
361


Powrót do góry Go down





Re: To był Sparrow..? [rajska wyspa, Rhett] Pisanie by Arcanine on 29/7/2018, 23:16
    
Dziecięca dłoń uniosła się ponad głowę okalaną zmierzwionymi, zaczesanymi do tyłu białymi włosami. Powietrze jakby wstrzymało dech, czekając tylko na moment, w którym będzie trzeba wydmuchać cały tlen z płuc i świsnąć w chwili, w której ręka wymierzy następny cios. Ale ta zamarła, a chwilę potem dziwnie odskoczyła do tyłu, jakby ktoś pociągnął za sznurek uwiązany do nadgarstka. Jonathan drgnął i upadł, w ostatniej sekundzie wspierając się ręką. Prawie wrzasnął.
Jego trup ożył.
Pierwsza pomoc to jednak nie byle co.
Jasne spojrzenie przez krótką sekundę wyrażało brak zrozumienia, ale zaraz potem stwardniało, idealnie dopasowując się do marsowej miny. Chłopiec wykrzywił się i prychnął, obdarzając nieznajomego nad wyraz pogardliwym wzrokiem (ćwiczył to przed lustrem i uważał, że dobrze mu wychodzi).
A właśnie, że jedzą! — zaprotestował natychmiast, na końcu języka mając cały monolog na temat ryb, które kiedyś znalazł w jednej ze swoich książek przyrodniczych. Słowa ugrzęzły mu jednak w gardle, kiedy padło to przypadkowe pytanie.
Jace podniósł się powoli z piasku i raz jeszcze obejrzał; wpierw w lewo, w stronę puszczy z nieruchomymi koronami drzew, nad którą unosiło się mnóstwo ciemnych punktów-ptaków, a potem w prawo, gdzie rozciągał się ocean. Jego tafla błyszczała, jakby ktoś skruszył diament i sypnął nim w odmęty wody.
Gdzie wszyscy?
No... wiesz — mruknął już mniej pewnie, ostatni raz przyglądając się szumiącym falom. Nagle wydawały mu się jakby mniej bajkowe, trochę bardziej potężne i nieokiełznane. Czując jak pod koszulką ze strachu napinają się mięśnie, odwrócił głowę i wbił oczy w nieznajomego. — Dorośli tak mają i tyle. Lubią sobie znikać, kiedy ich potrzebujesz. Nie ma się w ogóle czym przejmować — wymamrotał nagle, szybkim ruchem strzepując ze swoich spodenek nadmiar piasku. Nie ściągał jednak badawczego spojrzenia ze swojego nowego kolegi. Kolegi? — zapytał umysł. — W sumie teraz nie wiem. — Jace wyprostował się i wskazał na niego palcem. — W szkole mówili, że nie można rozmawiać z nieznajomymi, więc idź sobie! Chyba że nie znajdziesz tu żadnej szkoły, to możesz wrócić i wtedy sobie pogadamy.


— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
avatar
Arcanine

Wilczur     Poziom E






Liczba postów :
26634


Powrót do góry Go down





Re: To był Sparrow..? [rajska wyspa, Rhett] Pisanie by Rhett on 30/7/2018, 14:46
    
Nie wierzył. Po prostu nie wierzył w to, co słyszał. Z doświadczenia (i licznych serii wyświetlanych na Animal Planet) wiedział, że ryby były... małe. Kolorowe, o różnych kształtach, bardzo często trzymane przez dorosłych w akwariach. Programy telewizyjne pokazywały, jak karmiono je robaczkami lub dziwnie wyglądającą karmą niewiadomego pochodzenia. Ale nie jadły ludzi, a już na pewno nie dzieci. Skrzyżował ręce na piersi, rezygnując z dalszej potyczki. Mógł oczywiście w każdej chwili wysunąć niepodważalne argumenty, po prostu akurat mu się odechciało.
Szelest ubrań sprawił, że na nowo zainteresował się nieznajomym. Tym razem spoglądał nań bez cienia urazu na twarzy. Oczekiwał sensownej odpowiedzi, uznając, że drugi chłopiec musi wiedzieć, co się stało. A coś stać się musiało. Inaczej nikt nie zostawiłby dwójki małolatów pośrodku pustkowia. Z jednej strony obijające brzeg fale, a z drugiej chaszcze tak gęste, jak skołtuniona peruka ciotki Matyldy (na święta zawsze rozdawała anyżowe cukierki, od których młodszym pokoleniom rzedły miny). Zero perspektyw.
— No... wiesz.
Nie wiem — pomyślał z przekąsem, zatrzymując komentarz w obrębach własnego umysłu. Nie ma się czym przejmować? Więc się nie przejmował. Uznał, że skoro nadarzyła się okazja do spędzenia czasu bez wiecznego nadzoru, to trzeba ją wykorzystać w pełni. Chwilowy brak ciągłych zakazów siedzenia do późna, jedzenia lodów przed obiadem, czytania pod kocem z latarką oświetlającą tekst ulubionej lektury... tak.
Wskazany palcem stracił cały entuzjazm i zmarszczył brwi.
Z nieznajomymi dorosłymi! — poprawił z wyrzutem. Nawet nie podejrzewał, że po tak długim czasie spędzonym w jednej pozycji mięśnie nie odmówią posłuszeństwa. Zgodnie z wolą postawiły ciało do pionu. Zacisnął drobne dłonie w pięści i obrócił się na pięcie, a przyspieszony krok poprowadził go wzdłuż brzegu. — Głupi Jonathan i jego głupie ryby! — mamrotał rozeźlony. Używając usłyszanego tuż przed uderzeniem imienia, czuł się jak zwycięzca. Znał imię tamtego chłopca, to już jeden próg wyżej. Byłby jeszcze bardziej dumny, gdyby nie zabrakło towarzysza, któremu mógł się tym chwalić.




avatar
Rhett

Opętany






Liczba postów :
361


Powrót do góry Go down





Re: To był Sparrow..? [rajska wyspa, Rhett] Pisanie by Arcanine on 30/7/2018, 23:11
    
— Z nieznajomymi dorosłymi!
Usta Jonathana ułożyły się w “o”, a twarz na krótki moment straciła wyraz, jakby ktoś przechodząc obok niego, przypadkiem szturchnął łokciem kliczek z napisem “on/off”, choć w rzeczywistości mina stanowiła podkreślenie jego PEŁNOPRAWNEGO oburzenia. Zaraz jednak usta młodego O’Harleyha wykrzywiły się, a on sam skrzyżował ręce na cherlawej piersi.
A wcale, że nie tylko! — warknął z całą swoją mądrością na jaką było go stać (mógł sobie na to pozwolić, bo przecież wiedział więcej, skoro tamten nie miał pojęcia o gryzących rybach. To duża ujma i pani Thathery od przyrody byłaby niepocieszona).
W sumie Jace byłby w stanie mu to wytłumaczyć i w ogóle udowodnić, ale zanim zdążył się zaoferować, jego Nieznajomy Towarzysz zdążył wstać i ruszyć wzdłuż brzegu, zostawiając w miejscu nagrymaszonego wybawiciela.
— Głupi Jonathan...
Szczęka mu opadła, jakby ktoś wyciągnął bolec. Otworzył szerzej oczy i rozplątał ramiona, przez chwilę trzymając wszystkie słowa w ściśniętym gardle. Potrzebował momentu (pewnie sekundy lub dwóch, ale w jego wyobraźni trwało to nawet kilka lat), aby wykrztusić:
Nie mów tak o swoim wybawcy!
I wbrew logice dorosłych ruszył w ślad za nim, ze wzrokiem wbitym w plecy ciemnowłosego. Gdzieś w środku, w odmętach podświadomości, żywił nadzieję, że jego spojrzenie będzie wystarczająco ciężkie, aby dodatkowy “bagaż” spowolnił równolatka.
Nie myśl sobie, że następnym razem będę cię ratował!


— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
avatar
Arcanine

Wilczur     Poziom E






Liczba postów :
26634


Powrót do góry Go down





Re: To był Sparrow..? [rajska wyspa, Rhett] Pisanie by Rhett on 30/7/2018, 23:41
    
Rozdrażnienie napędzało do parcia naprzód, a stawiane szybko kroki rozbryzgiwały ciepły piasek. Słowa cały czas uciekały mu z ust, przybierając formę cichego mamrotu, którego nikt poza samym chłopcem nie był w stanie rozszyfrować. Złościłby się nawet bardziej, gdyby gorąc dopadający z każdej strony nie przywłaszczał sobie połowy młodzieńczej energii.
A wcale, że tylko! — odkrzyknął, gotowy wszcząć kłótnię nawet po przebyciu znacznej odległości. Cały ten Jonathan zdawał się nic nie wiedzieć o życiu. Jak niby chciał znaleźć nowych kolegów, jeśli nie rozmawiał z obcymi. Nawiasem mówiąc... — Cały czas rozmawiasz z nieznajomym!
Przebył już pewnie połowę wyspy albo i stumilowy las (ledwie kilka metrów) i dziwił się wielce, że zza pleców wciąż dobiegał go głos zostawionego "wybawiciela". Pokazowo wygładził materiał koszulki z nadrukiem dinozaura, mając zamiar grać głuchego. Długo nie wytrzymał.
Nie jesteś żadnym wybawcą. Wybawcy są super, są mili i są duzi — od razu spojrzał przez ramię, mierząc wzrokiem białowłosego chłopca. Zwolnił nieco tempa. — Zdecydowanie nie jesteś duży. Ani nawet miły. Jak na razie super też nie jesteś!
Dzieci miały to do siebie, że gdy coś im nie pasowało, puszczały wodze słów. Marshall bez wahania podsumował nowego kolegę, choć chwilowo nie był skory określać go tym mianem.
Następnym razem sam się uratuję — prychnął wielce oburzony. W całej tej złości niemal pocałował piach, zahaczywszy stopą o grubą linę przymocowaną do leżącego obok żagla. Ręce w panice świsnęły w powietrzu, cudem tylko pomagając chłopcu złapać równowagę. — ... to było specjalnie!




avatar
Rhett

Opętany






Liczba postów :
361


Powrót do góry Go down





Re: To był Sparrow..? [rajska wyspa, Rhett] Pisanie by Arcanine on 1/8/2018, 22:49
    
— Cały czas rozmawiasz z nieznajomym!
Trybiki w przegrzanym od słońca umyśle młodego O'Harleyha działały na najwyższych obrotach; do stopienia zębatek. Nie wyglądało jednak na to, by ten dobitny argument wytrącił go z równowagi, jakby od samych narodzin przygotowano go na udzielenie odpowiedzi.
Wcale nie! — rzucił pewnie, dalej szarżując naprzód po jego śladach. — Tak się składa, że prowadzę monogamię!
Twarz przybrała triumfalny wyraz. Ten pełen werwy dziesięciolatek najwidoczniej nie zdawał sobie sprawy jak tragicznie poplątał zasłyszane dawno temu słowa. Monogamia. Monolog. Monotonia... Jace obrzucił ocean krótkim, przelotnym spojrzeniem. Przeszli już pewnie całą wyspę (tak naprawdę może jedną tysięczną wyspy), a plener po prawej był taki sam. Na horyzoncie nie było widać żadnej pobliskiej wyspy, żadnych skał, co tu w ogóle mówić o statkach.
— … i są duzi!
Prychnął, przewracając oczami. Zarzuty jasnowłosego wydawały mu się co najmniej bez sensu. Przecież mama zawsze powtarzała, że duży już z niego chłopiec, więc przynajmniej w tej materii nieznajomy się mylił. Jace mógł wyciągnąć ciężką artylerię (słów rodziców się NIE podważa). Ale mu się na razie nie chciało.
— Następnym razem sam się uratuję.
Na pewno — mruknął już bardziej do siebie niż do człapiącego kilka metrów na przodzie chłopca, który niemal sekundę później stracił równowagę. O'Harleyh nie zwolnił, ale jego mina trochę się zmieniła, jakby ktoś zdjął mu do połowy jedną maskę i odsłonił drugą. Odchrząknął POROZUMIEWAWCZO i już na końcu języka miał: A NIE MÓWIŁEM? ale dokładnie wtedy wyspę przeszył głośny ryk, który jakby wstrząsnął wszystkim. Ziemią, oceanem, drzewami, z których zerwało się ptactwo.
Usta Jace'a rozchyliły się, głowa przekręciła na bok. Wzrok utkwił w puszczy; krakanie wystraszonych lotnych zwierząt zagłuszało echo głębokiego, wzrastającego wrzasku, jaki dopiero co przemknął między wszystkimi lukami w koronach roślin i jeszcze długo miał odbijać się w czaszce białowłosego.
Co to było?


— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
avatar
Arcanine

Wilczur     Poziom E






Liczba postów :
26634


Powrót do góry Go down





Re: To był Sparrow..? [rajska wyspa, Rhett] Pisanie by Rhett on 2/8/2018, 19:25
    
Monogamię?
Bajdy i bzdury, pewnie nawet nie wiesz, co to znaczy! — odparł pewny swego. Miał nadzieję, że oskarżenie przeszyła drugiego chłopca jak wyjątkowo celnie wymierzona strzała. Sam nie wiedział, czym było wspomniane... coś. Jako czytelnik wielu książek przygodowych (i nie tylko), uważał się za posiadacza całkiem bogatego zbioru słownictwa. W ani jednej lekturze nie natknął się jednak na to przytoczone przez Jonathana, stąd podejrzenia.
Gruby sznur atakujący kostkę (no bo przecież sam się nie potknął. To ta lina była nienormalna i pchała się, gdzie jej nikt nie chciał, żeby narobić kłopotów) zasadził w głowie Everetta myśl. Ziarno szybko zakiełkowało, wczepiło korzenie głęboko w zwoje mózgu i wypuściło liście rozpychające czaszkę od wewnątrz.
Brakowało nie tylko pozostałych uczestników rejsu, ale również całego statku. W tym momencie Marshall był już pewny, że razem z kolegą podziwiali wycieczkowiec na całej plaży. Był jak roztrzaskana o podłogę dziecięca zabawka — części poupadały w każdym kierunku, niezdolne do dalszego użytku.
Ryk spłoszył nie tylko ptaki przesiadujące w drzewach, ale i planowane przez chłopca pytanie. Dźwięk spełnił funkcję nie tylko straszaka, ale i rozkazu. Zatrzymał go w miejscu nagle, jakby ktoś całkowicie wyłączył mechanizm ruchu przypadkowym szturchnięciem.
— Co to było?
Zwarł usta w wąską linię, nie potrafiąc udzielić odpowiedzi. Usłyszany dźwięk nie przypominał żadnego znanego mu odgłosu zwierzęcia. Był zbyt donośny, zbyt złowrogi.
Nie wiem. Pewnie jakaś... pantera albo coś podobnego — mruknął nieco niewyraźnie. Nie czekał na kolejny ryk potwierdzający opinię. Zamiast tego chwycił Jonathana za ramię i pociągnął lekko w tył. — Lepiej wracajmy, ktoś nas już pewnie szuka.
Wolał nie ryzykować czekaniem. Czas rodził niebezpieczne pomysły i Marshall zaczynał się obawiać, że jeszcze chwila i padnie filmowe "sprawdźmy to". A na dzisiejszy dzień zdecydowanie nie planował punktu zakładającego pożarcie przez dziką bestię. Już wolał słuchać o gryzących rybach, choć wciąż nie wierzył w ich istnienie.




avatar
Rhett

Opętany






Liczba postów :
361


Powrót do góry Go down





Re: To był Sparrow..? [rajska wyspa, Rhett] Pisanie by Arcanine on 9/8/2018, 19:27
    
Pantera?
Usta Jonathana poruszyły się na kształt tego wyrazu, jakby go smakował, próbował sylaba po sylabie. Wpatrywał się długo w gęsty las, w którym c o ś się czaiło. Naprawdę mogła to być pantera?
W jego płucach narodził się krzyk, kiedy poczuł nagły chwyt. Drgnął, ale w ostatniej sekundzie zatrzasnął zęby na języku i przez zwarte wargi przedostał się tylko krótki pomruk zaskoczenia, w czasie którego niezbyt spotykane kolorystycznie spojrzenie padło na jasnowłosego.
— Lepiej wracajmy...
Twarz albinosa nabrała ostrości, jakiejś dorosłej (o Chryste!) arogancji, która kojarzyła się z niedowierzaniem i pogardą, choć wątpliwe, by dziesięciolatek był w stanie wykrzesać z siebie takie emocje. Był na to zbyt prosty. Właśnie ta prostota, przemieszana z ciągłą naiwnością, zmusiła go do wyrwania ramienia z przytrzymujących go palców.
Co ty, pękasz? — zapytał głośniej, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Czuł pod nadgarstkiem mocne walenie serca; gdzieś przez zakamarki jego umysłu wciąż przebijało się echo ryku... to n a p r a w d ę pantera? — Jeszcze nie zobaczyłeś, czy nie ma tu szkoły, ani nic. Poza tym dorosłych tam na pewno nie ma, bo oni nigdy się nie cofają. Nie wiesz o tym? — Przewrócił oczami. — Mama mówiła raz ciotce Justice, że nie może się cofnąć, bo to ją zabije. No a dorośli żyją, więc się nie cofają. Na pewno poszli tędy — wskazał ruchem głowy w stronę drzew; w kierunku puszczy... w stronę tego, co wydało R Y K — i teraz walczą z tym czymś i myślą sobie: „o rany, mój syn chyba będzie tchórzem, bo nawet nie chce przyjść i mi pomóc!”.


— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
avatar
Arcanine

Wilczur     Poziom E






Liczba postów :
26634


Powrót do góry Go down





Re: To był Sparrow..? [rajska wyspa, Rhett] Pisanie by Rhett on 9/8/2018, 21:52
    
To wszystko zaczynało mu przypominać kiepską zabawę z nadętym dzieciakiem. Synem dyrektora albo córką — nieistotne. Ważne było jedyne to, że gówniarz czuł się lepszy i ustawiał reguł wymyślonej (nie przez niego) gry pod siebie. Cały fun znikał po pierwszej rundzie i grupa kontynuowała zabawę tylko pod groźbą nagany.
— Co ty, pękasz?
Cały się napowietrzył, bezpowrotnie porzucając ciąg myśli, który na kilka sekund wyrzucił z wyobraźni autora ryku sprzed chwili. A jako dziesięciolatek zakochany w książkach pełnych potworów i innych dziwów pole do popisu miał naprawdę szerokie. Dziecięca duma niestety brała górę nad wszystkimi czerwonymi lampkami bezpieczeństwa, naciskając pstryczek każdej z nich. Gasły szybko, bez choćby jęku sprzeciwu. Jeśli ta duma miała go dziś zabić, był gotów wziąć konsekwencje na klatę.
Jasne, że nie, po prostu myślę sensownie! — wykonał nieokreślony gest nadgarstkiem, jakby to była większa oczywistość na świecie. — Na pewno będą nas szukać, a jak nie znajdą, to przerażą się na śmierć. A wtedy zleją nas obu za wszystkie czasy — postukał się palcem w czoło, bo to naprawdę była największa oczywistość. Już widział unoszącą się nad głowę dłoń i twarz wykrzywioną w złości, lecz i zawiedzioną.
Krótka anegdotka Jonathana sprawiła, że sam miał ochotę przewrócić oczami. Wskazany podbródkiem kierunek sprawił, że Marshall zarzucił rękami w górę, poddając się jak pod ostrzałem. Różnica polegała jedynie na tym, że zamiast przesyconej strachem miny miał na twarzy wyraz pełen zrezygnowania.
Dobra, dobra, niech ci będzie — opuścił ręce wzdłuż ciała, podejmując ponownie przerwaną wędrówkę. Tym razem zmienił kurs na granicę drzew, gdzie złota linia piasku zyskiwała na zielonych barwach, a drobne ziarenka ustępowały miejsca korzeniom, miękkiej trawie i krzewom pełnym kolorowych jagód.
Następując na chłodniejszy grunt, poczuł odrobinę ulgi. Jednym z niewielu plusów obrania trasy na leże pantery, mogła okazać się temperatura. Przez grubą osłonę liści słońce przedzierało się znacznie trudniej, zmieniając oblicze na wąskie stróżki światła.
Jeśli się zgubimy — zaczął, odgarniając dłonią niesforną gałąź. Być może całkiem przypadkiem (naprawdę, absolutnym przypadkiem) naciągnął ją zbyt mocno. Ulistniona łodyga uderzyła lekko w brzuch drugiego chłopca. — To przez ciebie.
Dopiero dobiegający zewsząd świergot ptaków i dźwięki dżungli uświadomił Marshallowi, że wciąż byli sami, nie mając pojęcia, w którą stronę iść. Wyobraźnia jak na złość przywiodła obraz ryczącego potwora i odtworzyła w uszach jego wściekły ryk. Chłopiec mimowolnie spiął mięśnie, kierując niepewny wzrok w ciemniejsza zakątki między pniami drzew.




avatar
Rhett

Opętany






Liczba postów :
361


Powrót do góry Go down





Re: To był Sparrow..? [rajska wyspa, Rhett] Pisanie by Arcanine on 10/8/2018, 20:44
    
Nic już nie powiedział.
Dzieciom jego pokroju — możliwe, że w ogóle wszystkim dzieciom — starczyła wygrana, nie to, co do niej doprowadziło ani jak ją zdobyto. Przytaknięcie nieznajomego automatycznie spuściło powietrze z Jonathana; oderwał wzrok od jasnowłosego i powiódł spojrzeniem wzdłuż piasku gradientem przechodzącego w trawę, która już przy linii drzew stanowiła gąszcz. Samo wejście w te krzewy wymagało nie lada zaparcia, małe, giętkie gałązki ocierały się o ramiona, którymi Jace odgarniał sprzed siebie zarośla, a patyczki na ziemi kuły w bose stopy.
— To przez ciebie.
Rozległa się seria krótkich, cichych trzasków, gdy drewno pękało pod naporem młodego, upartego ciała. O'Harleyh wygramolił się ze ściany zieleni (liście były wielkości dwóch jego dłoni, a mowa tu o tych najniżej rosnących — w koronach drzew musiały być trzy razy takie) i mechanicznym ruchem przesunął palcami po skroni, odgarniając włosy z czoła.
No i co? — zapytał orientacyjnie, strzelając oczami na prawo i lewo, aby ocenić sytuację w której się znaleźli. — Jest już ta pantera czy nie?
Dotychczasowy styl bycia — głośny, władczy i opryskliwy — został zgnieciony jak kartka z mnóstwem błędów i wepchnięty w dno podświadomości. Twarz Jace'a ściągnęła się w poważnym wyrazie godnym analityka (tak mu się wydawało, bo zmarszczył brwi, a marszczenie brwi zawsze równało się pełnej koncentracji). Kiedy natrafił na profil stojącego przed nim chłopaka, uniósł brew.
Wiesz co? — dodał po chwili, zadzierając wyżej brodę, aby obejrzeć to, co znajdowało się nad nimi. — Tak sobie pomyślałem, że potrzebujemy broni na tę panterę. W książkach wydawały się małe, ale ogółem to raczej duże zwierzęta?


— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
avatar
Arcanine

Wilczur     Poziom E






Liczba postów :
26634


Powrót do góry Go down





Re: To był Sparrow..? [rajska wyspa, Rhett] Pisanie by Sponsored content
    

Sponsored content








Powrót do góry Go down

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Powrót do góry

- Similar topics

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach