Strona 1 z 2 1, 2  Next

Go down


Follow the voice in your heart [Laura | Itachi]

Pisanie by Lysane on 27/7/2018, 20:13


Uczestnicy: Laura, Itachi
Cel: ścierwomaść i odtrutka na łuskowicę
Poziom: Łatwy
Możliwość śmierci: Brak

__________________________________________________

Delikatny, ciepły wiatr muskał twarze dwójki Łowców niczym matka śpiące dziecko. Łagodne powiewy znacznie pomagały w przetrwaniu letniego upału, ale fakt, iż znajdowali się w lesie, również dokładał pięć groszy do całokształtu przyjemnych okoliczności. Medyczka i Kat siedzieli na środku polany, w cieniu ogromnej, rozłożystej wierzby, nie mając zielonego pojęcia jak właściwie znaleźli się w tym urokliwym miejscu. Czuli jednak przypływ energii, zupełnie jakby obudzili się po całej nocy spokojnego, nieprzerwanego snu. Sądząc po temperaturze powietrza i pozycji słońca na niebie było około południa, a zwracając uwagę na bujną roślinność: znaleźli się albo we wschodniej części Miasta-3, albo też w dowolnej części Edenu. Mało prawdopodobne, by przetransportowano ich do innego wymiaru...
Polanę otaczał gęsty las, ale próżno było wypatrywać zwierząt czy nasłuchiwać radosnego śpiewu ptaków. Coś wydawało się być bardzo nie tak jak być powinno. Nienaturalnej ciszy nie przerywały nawet poruszające się liście. Mimo wiatru, każda z roślin siedziała nieruchomo, jak żołnierz na baczność, nie śmiąc nawet drgnąć.
- Heeeeeeeeeeeej - rozległo się przeciągłe, ciche wołanie dobiegające gdzieś zza ich pleców. Przez chwilę mogłoby się wydawać, że to tylko odgłos jednego z żywiołów przeciskającego się przez nieruchome gałęzie, ale przeciągłe "heeej" rozległo się po raz kolejny. Łowcy wstali, odsuwając się od drzewa, które nagle poruszyło korzeniami, chowając pod ziemię ten, na którym jeszcze chwilę temu siedzieli.
- Ooooodraaaazu leeepieeej... - zamruczała wierzba, poruszając gałęziami. - Mam nadzieję, że spaliście dobrze.
Wydawać by się mogło, że mieli zbiorowe omamy, ktoś podał im jakiś halucynogenny środek albo też wciąż śnili, ale rzeczywiście głos wydobywał się z pnia, mimo że drzewo samo w sobie wyglądało całkiem naturalnie.


Informacje:
Termin: 03.08.2018r.
Pogoda - 28 stopni, słonecznie, delikatny wiatr

Opiszcie w spojlerze swój ekwipunek.


Theme Voice Słowa (#2c522d)



I will learn if I make my own mistakes
I don't care if you don't understand it
I will learn if you let me find my way
avatar





Lysane
Opętana
GODNOŚĆ :
Lysane Arashi, niegdyś Invidia


Powrót do góry Go down


//Przepraszam za zwłokę!

Nadal nie czuł się najlepiej po tym co przeżył. Łuskowica była paskudną chorobą, która, o dziwo, została wywołana czymś tak nieznaczącym jak przejrzały owoc, warzywo czy czymkolwiek innego, Itachiemu kojarzyło się to po prostu z pomarańczą. Jako że był winien Laurze przysługę i przy okazji sam przyczynił się do ubytku w zapasach Łowców, bez wahania zgodził się z nią ruszyć na misję zdobycia potrzebnych jej składników. Udałby się nawet na koniec Desperacji po tym jak uratowała mu skórę. Należało się jej. Kierunek wyznaczony przez panią doktor okazał się zgoła inny. Wspomógł ją na tyle na ile mógł, gdy dopytywała o poszczególne miejsca. Nie wszędzie jeszcze był, poza tym punkty do których zazwyczaj się udawał, były w bardziej niebezpiecznych strefach. Przeszli pewnie określony kawałek zanim nie stracili świadomości.
Itachi, kiedy w końcu otworzył oczy, o dziwo czując się pełny energii, podniósł swoją lewą rękę by przesunąć nią po twarzy. Wiatr był, owszem, przyjemny, ale bardziej interesowało go to, gdzie się znajdował. Po zorientowaniu się, że obok niego siedzi, czy też prawie leży Laura, zamrugał trochę zaskoczony czerwonymi oczami. Chciał już otworzyć usta i zapytać ją czy wie gdzie są, ale wstrzymał się. Skupił się na otoczeniu. W innych warunkach pewnie by docenił polanę i spędził tutaj trochę czasu, odprężając się w cieniu wierzby, niemniej teraz wolał skupić się na rozstrzygnięciu wewnętrznego konfliktu, czy bardziej mu to wyglądało na M3 czy Eden. W przypadku tej pierwszej opcji był dość sceptyczny. Było tutaj za pięknie. Ale i też coś nie grało... zajęło mu to większą chwilę niż zazwyczaj. Jego wyostrzony, dzięki czerwince, słuch nie wyłapał żadnych dźwięków zwierząt. Nawet bzyczenia muchy. Nic. Skupił się jeszcze mocniej,  wzrokiem wyłapując nienaturalność występującej w ich pobliżu flory. Szturchnął krótko Laurę, rzucając jej nieco zaniepokojone spojrzenie. Co to za szum? Ktoś za nimi siedział? Przecież niczego nie wyłapał. Szlag. Podniósł się szybko i zauważył jak potężna gałąź chowa się w ziemi. Co tutaj się działo? Itachi zmrużył oczy i wykonał z dwa kroki w bok, by przybliżyć się do Laury.
- Nie podoba mi się tutaj. Czy to normalne, że drzewo mówi? - wyszeptał jej to do ucha, nie spuszczając z oczu gadającą wierzbę. Kiedyś, dawno temu, babcia opowiadała mu o pewnej bajce, ale to przecież była tylko bajka. Bardzo stara, której część dzieci, nawet z M3, nie miała szansy obejrzeć. Sprawdził kieszenie swoich wygodnych, sięgających łydek, granatowych spodni by upewnić się, że wszystko było na miejscu.
- Kim a może czym jesteś? - odezwał się w końcu. Sam nie wierzył w to, co właśnie się działo. Nawet jeśli był pod wpływem jakichś środków to rozmowa z drzewem nie miała kompletnego sensu. Oprócz spodni, miał jeszcze prymitywnie wykonane klapki i brązowy podkoszulek. Włosy były upięte w wysoki kucyk.

Ekwipunek:
Ostrze transformacji, kawałki różnych kamieni, sznurek o długości 2 m


Imperare sibi maximum est imperium
avatar





Itachi
Kat

Powrót do góry Go down


Otworzyła oczy, mrużąc je przed zbyt jasnym światłem. A było jej tak dobrze. Ciepełko, cień, lato - a przede wszystkim otwarta przestrzeń, wysokie niebo, szum natury. Cóż, oprócz szumu natury - to, i obecność Kata nie pasowały kobiecie w jej przytulnym, doskonałym śnie. Inaczej bowiem niż Itachi, Laurka przyjęła prosto, że śni. Tak piękne otoczenie nie miało prawa istnieć, nie w zbrukanym, sztucznym, współczesnym świecie. Tak więc lekko i spokojnie, za pewnik przyjęła kilka rzeczy: że ta nienaturalna cisza zwiastuje oczywiście coś niedobrego i powinni mieć się na baczności, że fakt, iż jej umysł w spoczynku wyprodukował jej do towarzystwa Kata, którego ostatnio leczyła zdradza, iż i ona sama mogłaby się przebadać (na głowę) oraz, że oczywiście, że tak, drzewa mogą swobodnie rozmawiać, dlaczego by nie?
Tak też odpowiedziała Itachiemu, blokując równocześnie jego żartobliwe szturchnięcie jako coś, co uwłacza jej przestrzeni osobistej. Zablokowała pięścią protezy, także na pewno bardzo wyraźnie wyczuł to nerwem łokciowym (bez różnicy, czy trzepnął ją łokciem czy dłonią, to nadal nerw łokciowy~~). Następnie odwróciła ku Wierzbie, poprawiła okulary-nerdy, odgarnęła perłowe, rozpuszczone włosy za ucho i zwróciła się wprost do drzewa, starając się uprzedzić nieuprzejme, łowcze "czym jesteś":
- Cześć, Babciu Wierzbo - uśmiechnęła się pięknie i ciepło. - I, hej, nie jestem aż tak ciężka!
Wstała z ziemi, otrzepała czarne legginsy i ze zdziwieniem zauważyła, że ma przy sobie część sprzętu, który zwykle zabierała na misje. Cóż, trochę się jej rozjaśniło. (Nie, żeby to, że prawdopodobnie nie jest we śnie.)
- Kogo dziś ratujemy? Indian, przystojnych Anglików, wścibskie szopy pracze? - stanęła w gotowości, z rękoma na biodrach, gotowa na kolejną dziewiczą przygodę w jej umyśle. Luźna, ciemnozielona bluzka o długim rękawie zafalowała dookoła niej jak u porządnej mahou shojo.


Equipment:

pas saszetkowy na biodrach, a w nich: trochę igieł 1,2mm, dwa ostrza skalpeli, rolka materiałowego przylepca-opatrunku, dwa bandaże elastyczne i jeden dzianinowy/zwyczajny. Dodatkowo w ostatniej saszetce wielofunkcyjny scyzoryk szwajcarski i pół-fałszywa (bo jednak niedziałająca odpowiednio) przepustka na nadgarstku.
Obok leżała torba-apteczka, która zawierała kilka paczuszek z gazikami, buteleczkę soku makowego i leki przeciwbólowe, a także w bocznej siatkowej kieszeni po dwa owoce czerejki, kaukaskiego granatu i trzy zwinięte liście krwawnika.
Miała też ze sobą trochę plastikowej linki-sznurka (ze 4 metry) i nóż w pochwie za cholewą martensa na kauczukowej podeszwie. Dodatkowo pałętała się porcja żywnościowa na dzień oraz półtoralitrowa butelka wody.




avatar





Laura
Medyk     Biomech
GODNOŚĆ :
Laura, Wieczna lekarka


Powrót do góry Go down


Drzewo zdawało się poruszyć lekko gałęziami, co w okolicznym bezruchu i ciszy dało się łatwiej odnotować. Wiatr powiał bardziej, cieplejszy, znacznie bardziej suchy niż do tej pory. Oboje mieli rację w swoich wypowiedziach - drzewa na ogół nie mówiły, ale nigdy nikt nie powiedział, że im nie wolno! Ludzie nie potrafili słuchać, a może same rośliny bywały nieśmiałe i nie chciały zdradzać swoich sekretów każdemu przechodniowi. Ta tutaj wierzba postanowiła uraczyć swoim zdrewniałym, powolnym głosem dwójkę Łowców, bo tak właściwie to nie byli do końca ludźmi. No i nie znajdowali się zwyczajnym, szarym miejscu.
- Baaaabciuuu? - zdziwił się obiekt, jakby nie spodziewając się takiego określenia. Tak też zresztą było, nikt wcześniej nie nazwał tej istoty babcią. Co więcej, daleko było owej postaci do babciowania. - Właaaaściwieee... Jestem aaaniooołeem... Aaaale mogę być też baaaabciąąą - oznajmiło radośnie drzewo, jakby właśnie znalazło swoje nowe powołanie i sens życia. Korzeń wysunął się z ziemi i czule pogładził nogę panny medyk na wysokości kostki. - Nie chciał... - Wierzba urwała na chwilę swój wywód, jakby nie była pewna w jakim rodzaju się teraz określać. - ...aaammm cię też uuuraazić.
Drzewo schowało powolnie korzeń i jeszcze raz ruszyło koroną, tym razem wyraźniej, szeleszcząc zielonymi liśćmi. Coś było jednak z nimi nie tak. Wydawały się suche, niektóre z nich miały brązowe plamki, dało się również dostrzec całe czerwone, jak w samym środku jesieni, a było przecież lato. Coś trzasnęło i prosto pod stopy Kata spadł patyk. Patyk postanowił przeturlać się za niego, szturchając przy okazji but Łowcy. Gdyby mógł mówić, zacząłby pewnie nadawać komunikat wyrażający silną potrzebę podążania za nim w stronę wschodnią.
- Raaatujcie laaaas, panienkooo. Łaaaad zaburzooonyy. Nie tak coś jeeest. Nie słyyyszęęę głooosóóów ze wschooduuu - zajęczała Babcia Wierzba żałosnym tonem przepełnionym bólem i rozpaczą, jakby straciła kogoś bliskiego. - Weź Kijkaaa, paniiiczuu - dodała, kierując słowa do Itachiego. - Poprowaaadziii waaas.


Info:
Termin: 15.08.2018r.
Kijek wyrywa się na wschód. Jeśli trzymając go w rękach za długo zwlekacie z podjęciem kierunku, który wskazuje, dłoń zaczyna swędzieć i łaskotać.
Za spóźnienia do września nie gryzę, nie martwcie się c:


Theme Voice Słowa (#2c522d)



I will learn if I make my own mistakes
I don't care if you don't understand it
I will learn if you let me find my way
avatar





Lysane
Opętana
GODNOŚĆ :
Lysane Arashi, niegdyś Invidia


Powrót do góry Go down


Doskonały sen Laury raczej nie miałby w sobie pewnego elementu, a mianowicie jego. Pewnie też w doskonałym śnie, nie śmiałby jej przeszkadzać, będąc jakby kontrolowany przez nią samą. A jednak oboje mogli reagować tak jak chcieli i zachowywać się tak jak zazwyczaj. No może nie do końca, ale to bardziej otoczenie zdawało się mieć wpływ na nich, a nie oni na otoczenie. Och, czyżby nie było dla niego miejsca w jej fantazjach? Możliwe, że jakiś inny mężczyzna poczułby się urażony, ale Itachi raczej się tym nie przejmował, bo nie była to sprawa wielkiej wagi. Zdziwił się, słysząc odpowiedź Laury, ale jej nie skomentował. Nerw łokciowy zareagował, łokieć nawet zaczął go boleć, ale nawet się nie skrzywił, jedynie spojrzał w górę, na niebo, skupiając się na chmurach - o ile jakiekolwiek były. Przyjemne obłoczki, łokieć zaraz przestanie boleć, czy pojawi się zaraz jakiś ptak? Byłoby dobrze, czułby się spokojniejszy. Czy obok niego naprawdę była Laura? Wzrok na chwilę skupił się na medyczce; nigdy jej takiej nie widział i raczej nie spodziewał się podobnej reakcji u niej. Raczej sądził, że będzie... bardziej czujna? Nieprzystępna? Najwyraźniej nie znał się na ludziach, tak jak przypuszczał. Czy to był jakiś bardzo sprytny plan by uprzejmością zdobyć zaufanie drzewa i wyciągnąć jak najwięcej informacji? A może to rzeczywiście był sen i teraz wychodził na głupca, próbując zrozumieć dlaczego coś było nie tak z miejscem w którym obecnie się znajdowali? Nie, to nie mógł być sen. Dyskretnie uszczypnął się w udo. Nie był. Nie miał nigdy tak głębokich snów, a przynajmniej nie przypominał sobie żadnego. Już prędzej był w stanie uwierzyć, że został czymś nafaszerowanym. Babcia Wierzba? Nie wyglądało mu to na bajkę, poza tym Laurę nie otoczyły liście, które przyniósł wiatr i też sam Itachi nie pasował do całej tej opowieści. Podrapał się po brodzie na odpowiedź drzewa.
- To anioły posiadają takie moce jak moc zamiany w drzewo? Interesujące - w to już prędzej był w stanie uwierzyć, nawet jeśli nie do końca mu to pasowało. Sam starał się uważać by wierzba go nie dotknęła swoimi gałęziami, jeśli postanowiłaby któreś z nich skierować w jego stronę. Nie do końca jej ufał. Mało komu ufał. Teraz oczy Kata skupiły się na koronie. Może panowały za długie susze? To też było możliwe, a że nie znał się na drzewach, po prostu na razie postanowił to zostawić. Fakt ten jednak zachował w swojej głowie, w razie czego. Odskoczył do tyłu, nie spodziewając się patyka. Odetchnął głęboko i przyglądał się jak patyk rusza się i turla się między nogami, zahaczając o buty. Co tu się właściwie stało...? Zamrugał czerwonymi oczami na słowa wierzby. Oni mają uratować las? Co? Ale jak? Kijek? Ach, że patyk? No dobrze. Nie do końca przekonany odwrócił się w stronę wspomnianego przez drzewo kijka i sięgnął po niego.
- Jak mamy uratować las? Przed czym? - dopytał jeszcze, patrząc to na wierzbę, to na magiczny kijek, to na Laurę, której chyba błyszczały oczy. Najwyraźniej była gotowa na tę przygodę, tylko on coś nie pasował. Ciężkie życie.


Imperare sibi maximum est imperium
avatar





Itachi
Kat

Powrót do góry Go down


Gdyby lekarka choć chwilę poświęciła na głębszą analizę całej sytuacji, może zaczęłaby się zastanawiać nad jej całokształtem. Teraz jednak, przekonana, że tkwi w swoim łóżku i czeka na coranny budzik, odgrywający motyw przewodni z musicalu Dear Evan Hansen, nie zastanawiała się w ogóle. Ba, za pewnik przyjmowała zarówno nieoczekiwaną obecność Itachiego, jak i anioły, demony czy Harry’ego Pottera, jeśliby za chwilę przed nimi stanął. Obecnie najbardziej nieprawdopodobną rzeczą, której miała świadomość była ta szalona temperatura i wiatr, coraz mniej przynoszący ulgę. Z westchnieniem zdjęła bluzkę i zawiązała ją na biodrach, zostając w popielatej bokserce.
– Wymordowani mogą się zamieniać w hieny czy krokodyle z lisimi uszami i końską grzywą – wywróciła oczami – dlaczego więc anioły panujące nad żywiołami nie mogą być czasem wierzbą? – Zupełnie nie poruszył Laury fakt, że Babcia Wierzba okazała się nie być jedynie gadającym drzewem, co uprzednio zakładała. Jak to we śnie, stan zmieniał się płynnie, choć dynamicznie i nie można było na to nic jednak poradzić – pozostawało improvise, adapt, overcome.
– Babciu Wierzbo – zwróciła się znów do drzewoanioła (w końcu pozwolił!), pomimo druzgocącego braku kolorowych liści i melodii niesionej przez wiatr – gdzie dokładnie jesteśmy? I co, albo kogo, znajdziemy na wschodzie? – Dwa krótkie pytania zadane przez łowcę też nie były głupie. Nie było sensu rzucać się w nieznane bez choćby szczątkowych informacji – choć tyle rozsądku jej pozostało.
Schyliła się po torbę i zarzuciła ją na ramię, przyglądając się z zaciekawieniem Itachiemu, który nie ufał Babci Wierzbie, ale co zabawniejsze, z wielką nieufnością traktował darowany im właśnie patyczek. Oczy zabłyszczały jej ponownie, tym razem z wewnętrznej wesołości.
Wprawionemu oku ogrodnika nie uszły z pewnością suche liście drzewa-anioła, niektóre jakby zjedzone zarazą, inne szkarłatne, tak nie na miejscu wokół wszechobecnej zieleni. Czy na anioła powinno mieć coś wpływ, cokolwiek by to na wschodzie nie było? Czy nie mógł wyjąć korzeni z ziemi jak pewne enty z pewnego filmu i wynieść się w zdrowsze rejony? Nawet jego głos brzmiał jak skrzypienie lub jęk.
Rozejrzała się bacznie po otoczeniu, wypatrując innych objawów choroby – czy to w otaczającej ich roślinności, czy pod postacią nienaturalnie zachowujących się zwierząt. Choć to i tak zależy – gadająca wiewiórka będzie to we śnie standard czy wypaczenie?
– Gdy odejdziemy, czy z Tobą będzie wszystko w porządku?




avatar





Laura
Medyk     Biomech
GODNOŚĆ :
Laura, Wieczna lekarka


Powrót do góry Go down


Wierzba przez chwilę zdawała się rozważać pomysł opowiedzenia historii jak właściwie wylądowała na tej polanie, rozległo się mruczące "hmmm", ale ostatecznie nie rozpoczęła wywodu, w głębi swoich korzeni wiedząc, że byłoby to niepotrzebne marnowanie czasu wędrowców. Zresztą, nie mogła ich zatrzymywać, bo las padnie do końca nim dzielni wybawcy w ogóle zbiorą się do pomocy. Jeśli planowali pomóc naprawdę, bo w razie ich wątpliwości, wolała nie zanudzić ich i nie zniechęcić kompletnie. Drzewo samo w sobie nie mogło ruszyć korzeniami i przenieść swojego pnia do miejsca, w które musiało się dostać, więc lepiej, żeby nie marudziło o swojej niedoli stania się rośliną.
Kiedy nadciągnęły kolejne pytania, część pnia pojaśniała i wypłynęła z niego świetlista, błękitna postać o rozmytych kształtach. Była niematerialna i dopiero po dobrych kilkunastu sekundach nabrała ostrości, stając się człowiekiem o bliżej nieokreślonej płci, łagodnych rysach twarzy i długich, falujących niezależnie od wiatru włosach. Wciąż była duchem i niewiele było wątpliwości, że jest to ta sama istota, która przemawiała z Wierzby, która teraz zdawała się być równie zatrzymana w czasie jak reszta lasu. Istota wiedziała, że powolne przekazywanie informacji nie załatwi sprawy. Mogło to zrodzić więcej pytań, ale odpowie na nie przynajmniej znacznie szybciej.
- Jesteście w Edenie, moi drodzy - oznajmił anielski duch, a jego głos brzmiał trochę jak echo w studni. Docierał jakby z kilku stron na raz, był totalnie bezpłciowy, ale już nie przeciągał wyrazów w nieskończoność, mrucząc i szumiąc. - Żywioły zbuntowały się przeciwko tej części lasu, a na wschodzie stoi poświęcony im krąg. Nie wiem co właściwie się stało, a nie mogę odejść od drzewa dalej niż do końca polany, choć teraz mogę przywiązać się do Kijka i czasowo pojawić przy was - widmowa głowa pokiwała się trochę. Wokół panowała cisza. Choć nawet spadający w dół martwy ptak mógłby dać jakiś znak, że coś tu w ogóle żyje...
- Jestem jedynym aniołem przywiązanym tu do rośliny. Mi nic nie będzie, ale pozostałe drzewa... - istota zwiesiła głowę w smutku. Anioł-Wierzba nie życzył nikomu śmierci, a zagłada okolicy nie byłaby dla niego pocieszająca.
Kijek spróbował wyrwać się na wschód, roztaczając w ręku Itachiego mrowienie.


Info:
Termin: 27.08


Theme Voice Słowa (#2c522d)



I will learn if I make my own mistakes
I don't care if you don't understand it
I will learn if you let me find my way
avatar





Lysane
Opętana
GODNOŚĆ :
Lysane Arashi, niegdyś Invidia


Powrót do góry Go down


Dobrze, że przynajmniej strój miał w miarę adekwatny do warunków, bo minę to raczej nie. Chrząknął starając się na nowo przybrać standardowy beznamiętny wyraz twarzy. Kieszenie miał pełne, głodny nie był, wody na razie mu nie brakowało, więc... wypadałoby się ruszyć dalej. Nawet jeśli okazało się, że do ich misji została dorzucona kolejna. Z drugiej jednak strony, jeśli las przepadnie to składniki również. Zresztą gdzie Laura tam i on, skoro miał się odwdzięczyć za te cuda niewidki, które odprawiła by nadal mógł stać na dwóch nogach, jeść i wykonywać egzekucje. W sumie ostatnimi czasy rzadko miał okazję by kogoś tropić, teraz brał wszystko jak leciało, przez co spędzał sporo czasu choćby na Desperacji. Chyba już nigdy nie tknie żadnej dzikiej pomarańczy, jedynie soki wyciskane w M3 albo w kanałach.
- Wymordowani to wymordowani - odpowiedział jakby to tłumaczyło wszystko. Po prostu za mało miał informacji o aniołach, wątpił też żeby poddawały się jakimś mutacjom i żeby wirus X na nie działał. Chociaż, cholera, co on tam wiedział, nie? Przy pytaniach Laury milczał i czekał na odpowiedzi. Najwyraźniej zachowała resztki trzeźwości, dobrze było to odkryć. Patyk, który się tak zachowywał raczej nie był normalny, a Itachi miewał do czynienia tylko z normalnymi patykami, których mógł użyć albo jako broni albo też materiału na ognisko. Szybko wyrzucił to z głowy, w razie gdyby zaczarowane drzewo czytało w myślach. Wyciąganie wniosków na podstawie roślinności zostawił Laurze, sam obserwował wierzbę i jakże wielkie było zdziwienie, gdy nagle pojawiła się jakaś postać. Co? Zamrugał szybciej oczami. To rzeczywiście był anioł, teraz nie miał żadnych wątpliwości. Zrozumiał przekaz i upewnił się, że byli w Edenie. Przyjrzał się kijowi i trochę go poobracał. Wszystko jasne.
- Dobrze, zajmiemy się tym, skoro nas poprowadzisz - zadecydował, rzucając jeszcze szybkie spojrzenie Laurze, jakby chciał się upewnić, że również się zgadza. Kiedy kijek zaczął szaleć, zacisnął pewniej wokół niego palce i robiąc krótki ukłon głową w stronę drzewa, zaczął iść na wschód, zakładając, że pani doktor podąży za nim. Kto wie, może po drodze znajdą to, czego szukają?
Krótko kaszlnął, bo jego żołądek nadal miał swoje humory.




Imperare sibi maximum est imperium
avatar





Itachi
Kat

Powrót do góry Go down


A anioły to anioły, bez słowa przewróciła oczami, nawet nie próbując zwrócić na siebie jego uwagi. To nie do końca normalne istoty, to enigmy. Komentarz przeznaczony był jednak dla niej samej. Wystarczająco naoglądała się w podziemiach Wisha, anioła-medyka o szkarłatnych skrzydłach. Swoją drogą, ten gdzieś zniknął, jak i wcześniej Lisolette, choć anielicy dobrze nie znała. Aktualnie nie mieli żadnego anioła w organizacji, co znacznie uszczuplało ich "nienaturalne" możliwości. Szczególnie w kontekście nadchodzących zdarzeń. Cóż, będą musieli dać radę jak zwykli ludzie.
Wzmianka o tak nieprawdopodobnym Edenie nie tylko nie otrzeźwiła Laury, ale jeszcze dodatkowo ją nakręciła. W końcu zawsze chciała go zobaczyć! Tak jak gdzieś głęboko w sobie trzymała śmiałe – i niemal niemożliwe do zrealizowania – marzenie, by zobaczyć wszystkie pozostałe przy życiu Miasta, tak równie mocno chciała kiedyś zobaczyć miejsce, gdzie żyją anioły. No i proszę – jej umysł w końcu wyprodukował piękne, no i oczywiście zagrożone! krainy. Świetlista postać, avatar anioła, także pasowała do wszystkiego, co sobie wyobrażała – tylko swoją rzeczową, zbyt logiczną głowę podejrzewała o tak sztampowe obrazy.
– Okay, żywioły, czyli mamy nie dać się spalić, utopić, udusić lub pogrzebać żywcem? – upewniła się tak pro forma. – I gdy będziemy cię potrzebować, pojawisz się, wychodząc z patyczka i powiesz co dalej i jak je ujarzmić? Mnie pasuje, chodźmy! – Ach, ten Wszystkomogący Duch Przygody. Oczywiście, gdy jesteś pewien, że nic ci się nie stanie, bo to wszystko miraż.
W każdym razie ruszyła dziarsko na wschód, za Itachim i Patyczkiem (a może wierzbową witką?), kołysząc torbą medyczną w takt kroków. Na koniec odwróciła się jeszcze i szeroko i wysoko pomachała Babci Wierzbie na „do zobaczenia”.




avatar





Laura
Medyk     Biomech
GODNOŚĆ :
Laura, Wieczna lekarka


Powrót do góry Go down


Duch przytaknął na wszystko, ale nie zdradzał swojej rosnącej niecierpliwości. Wreszcie miał nadzieję, że ktoś zrobi porządek z tymi nieposłusznymi elementami natury, a jego nikt nie będzie obwiniać o śmierć połowy tutejszego lasu! Jednak kiedy tylko się odwrócili, anioł powrócił do swojej stałej formy stanowiącej istne więzienie. Przebywanie poza nim było męczące im dłużej znajdował się na zewnątrz. Gałąź uniosła się i poruszyła, odmachując Medyczce.
Z początku Łowcy weszli w las, ponury i cichy, pozbawiony życia. Wiatr nie szumiał w koronach, zaginiona sarna nie przebiegała pół metra obok, wybudzona w środku dnia sowa nie zahuczała gniewnie, buntując się przeciwko takiego obrotu spraw. Ściółka była sucha jak w środku lata, po kilku tygodniach bez deszczu. Niewiele było potrzeba, żeby zajęła się ogniem, a pożar zeżarłby łapczywie ten liczący nie wiadomo ile lat twór połączonych sił natury oraz aniołów. Na pniach pojawiał się tajemniczy, czarny osad wyglądający z daleka jak sadza, ale z bliska okazywało się, że rośliny zmieniały kolor jakby nagle stawały się węglem. Patyki trzeszczały pod nogami, jedynym śladem niegdyś bujnego życia był leżący na wysuszonym mchu niezbyt żywy dzięcioł. Z jednej strony nie wykazywał oznak życia, ale z drugiej nie wydawał się również całkowicie martwy, chyba, że padł dość niedawno, albo nawet robactwo zapomniało jak się żyje.
Patyk wreszcie przestał ich prowadzić, kiedy po dużo ponad kilometrze stanęli na skraju kolejnej, znacznie mniejszej polanki. Pośrodku stał kamienny krąg, tudzież czworokąt, biorąc pod uwagę fakt, że cztery wysokie kamulce otaczały jeden okrągły i gładki ułożony w centrum. Na jego środku wyryto formułkę:

Podaj mi dłoń, a stanę otworem.

Była o tyle tajemnicza, że nie mówiła praktycznie niczego. Jednak stojąc przy płaskim "stoliku", na głazach dookoła dostrzec można było symbole: na wysuniętym na północ wyryto trójkąt stojący na podstawie i przekreślony w połowie; ten na wschodzie przedstawiał zwykły trójkąt równoboczny również ustawiony na podstawie, pozbawiony przekreśleń; na południu znajdował się ten sam trójkąt, acz odwrócony czubkiem w dół; zachód oznaczono podobnym odwróconym trójkątem, znów przekreślonym. Wewnętrzny głaz miał również okrągłe zagłębienie, które póki co niczego nie zdradzało.


Info:
Termin: 20.09
W razie problemów z zagadką - wołajcie, albo dajcie znać w postach, że nie ogarniacie mojego toku myślenia. Mogę też spróbować rozrysować c:


Theme Voice Słowa (#2c522d)



I will learn if I make my own mistakes
I don't care if you don't understand it
I will learn if you let me find my way
avatar





Lysane
Opętana
GODNOŚĆ :
Lysane Arashi, niegdyś Invidia


Powrót do góry Go down


Nie znali swoich doświadczeń, więc pewnie w tym tkwił problem, w zrozumieniu czym były dla nich takie pojęcia jak Wymordowani czy Anioły. W głowie Itachiego, dość uparcie, utkwiła wizja mutantów mogących dowolnie zmieniać swoją formę, co zaś tyczyło się skrzydlatych... przypominała mu się jego przyjaciółka, która dbała o niego, gdy był zwykłym ludzkim chłopakiem, powoli uczącym się o świecie. Nie zmieniała swojej formy. Wątpił by edeńskie istoty interesowały się Łowcami i ogólnie sytuacją M3, więc dlaczego miałyby chęć do nich dołączyć? Był bardzo sceptyczny, starał się nie dzielić ze swoim zdaniem o Aniołach z innymi. Ten pierwszy zawód... zawód, którego doświadczył był sprawką Anioła. W Edenie nie miał szansy bywać często, ale czasem jego zlecenia właśnie prowadziły do tego miejsca. Zdrajcy lubili próbować się chować za plecami potężniejszych istot, wysłanników samego Boga.
Głowa Laury musiała najwyraźniej pracować na pełnych obrotach, skoro stworzyła mu nawet świadomość. Łowca wyłapał jeszcze skinięcie ducha wierzby i ruszył zgodnie z wolą patyka, licząc że jego towarzyszka nieco się otrząśnie. Mógł ją nawet uszczypnąć, jeśli wyraziłaby takie życzenie.  Westchnął ciężko na to niecodzienne zachowanie pani doktor. A miał ją za poważniejszą kobietę.
Nie podobała mu się ta cisza, to kłóciło się z tym, co pamiętał, mimo że akurat w tej części Edenu nie był. Co z wiatrem? Czy w ogóle padał tutaj deszcz? Zrobił nietęgą minę. Przechodząc obok drzew przyjrzał się osadowi lepiej. Tak po prostu zmieniły kolor? Cóż za absurd. Jego oczy bez problemu namierzyły jedyne zwierzę w okolicy. W krótkim czasie znalazł się obok mchu i kucnął.
- Może warto byłoby sprawdzić jego stan? - rzucił do Laury, bo sam, kompletnie nie znając się na medycynie, wolał nie ryzykować. Było mu szkoda zwierzęcia, ale w razie nieprzychylnej diagnozy był gotów ukrócić jego cierpienia. Po wszystkim poszli dalej, tak jak prowadził ich zaczarowany patyk. Im oczom ukazała się polana. Itachi sprawdził teren swoim wzrokiem, zanim postanowił postawić krok na suchej trawie. Potem kolejny. I kolejny. I tak szedł, aż stanął przy kamiennym kręgu.  Każdy powoli obszedł i obejrzał, zapamiętując symbole. Sprawdził jeszcze czy kamulce można obracać, czy też ani drgną. Po wszystkim spojrzał na Laurę po czym skupił się na centrum kręgu. Podać dłoń? Czy to wystarczy? Czy to nie będzie za łatwe? Zastanowił się nad potencjalnymi opcjami, przyjrzał się też patykowi. No nic, warto było sprawdzić najłatwiejszą opcję, może nie urwie mu głowy. Wolną rękę przesunął w stronę okrągłego zagłębienia i umieścił w nim, po krótkiej chwili, swoją dłoń. Teraz pozostało czekać. Na cokolwiek. Obserwował też zaczarowany patyk by sprawdzić czy coś się z nim działo - mógł przecież drgnąć albo zmienić swoją postać.


Imperare sibi maximum est imperium
avatar





Itachi
Kat

Powrót do góry Go down







Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Powrót do góry

- Similar topics