Go down





Follow the voice in your heart [Laura | Itachi] Pisanie by Invidia on 27/7/2018, 20:13
    


Uczestnicy: Laura, Itachi
Cel: ścierwomaść i odtrutka na łuskowicę
Poziom: Łatwy
Możliwość śmierci: Brak

__________________________________________________

Delikatny, ciepły wiatr muskał twarze dwójki Łowców niczym matka śpiące dziecko. Łagodne powiewy znacznie pomagały w przetrwaniu letniego upału, ale fakt, iż znajdowali się w lesie, również dokładał pięć groszy do całokształtu przyjemnych okoliczności. Medyczka i Kat siedzieli na środku polany, w cieniu ogromnej, rozłożystej wierzby, nie mając zielonego pojęcia jak właściwie znaleźli się w tym urokliwym miejscu. Czuli jednak przypływ energii, zupełnie jakby obudzili się po całej nocy spokojnego, nieprzerwanego snu. Sądząc po temperaturze powietrza i pozycji słońca na niebie było około południa, a zwracając uwagę na bujną roślinność: znaleźli się albo we wschodniej części Miasta-3, albo też w dowolnej części Edenu. Mało prawdopodobne, by przetransportowano ich do innego wymiaru...
Polanę otaczał gęsty las, ale próżno było wypatrywać zwierząt czy nasłuchiwać radosnego śpiewu ptaków. Coś wydawało się być bardzo nie tak jak być powinno. Nienaturalnej ciszy nie przerywały nawet poruszające się liście. Mimo wiatru, każda z roślin siedziała nieruchomo, jak żołnierz na baczność, nie śmiąc nawet drgnąć.
- Heeeeeeeeeeeej - rozległo się przeciągłe, ciche wołanie dobiegające gdzieś zza ich pleców. Przez chwilę mogłoby się wydawać, że to tylko odgłos jednego z żywiołów przeciskającego się przez nieruchome gałęzie, ale przeciągłe "heeej" rozległo się po raz kolejny. Łowcy wstali, odsuwając się od drzewa, które nagle poruszyło korzeniami, chowając pod ziemię ten, na którym jeszcze chwilę temu siedzieli.
- Ooooodraaaazu leeepieeej... - zamruczała wierzba, poruszając gałęziami. - Mam nadzieję, że spaliście dobrze.
Wydawać by się mogło, że mieli zbiorowe omamy, ktoś podał im jakiś halucynogenny środek albo też wciąż śnili, ale rzeczywiście głos wydobywał się z pnia, mimo że drzewo samo w sobie wyglądało całkiem naturalnie.


Informacje:
Termin: 03.08.2018r.
Pogoda - 28 stopni, słonecznie, delikatny wiatr

Opiszcie w spojlerze swój ekwipunek.


Theme Voice Słowa (#2c522d)

- You were defender of your people.
Do you not remember?

- I remember a fool.




- Life is pain. Hope fails. Now you understand.
Don't grieve... You'll soon join your loved ones.

- I grieve for you. You've made life your enemy.
And that is a war you'll never win. You can kill us...
but you cannot kill hope.

- Can't I?
avatar
Invidia

Generał   Opętana






GODNOŚĆ :
Invidia

Liczba postów :
575


Powrót do góry Go down





Re: Follow the voice in your heart [Laura | Itachi] Pisanie by Itachi on 7/8/2018, 02:05
    
//Przepraszam za zwłokę!

Nadal nie czuł się najlepiej po tym co przeżył. Łuskowica była paskudną chorobą, która, o dziwo, została wywołana czymś tak nieznaczącym jak przejrzały owoc, warzywo czy czymkolwiek innego, Itachiemu kojarzyło się to po prostu z pomarańczą. Jako że był winien Laurze przysługę i przy okazji sam przyczynił się do ubytku w zapasach Łowców, bez wahania zgodził się z nią ruszyć na misję zdobycia potrzebnych jej składników. Udałby się nawet na koniec Desperacji po tym jak uratowała mu skórę. Należało się jej. Kierunek wyznaczony przez panią doktor okazał się zgoła inny. Wspomógł ją na tyle na ile mógł, gdy dopytywała o poszczególne miejsca. Nie wszędzie jeszcze był, poza tym punkty do których zazwyczaj się udawał, były w bardziej niebezpiecznych strefach. Przeszli pewnie określony kawałek zanim nie stracili świadomości.
Itachi, kiedy w końcu otworzył oczy, o dziwo czując się pełny energii, podniósł swoją lewą rękę by przesunąć nią po twarzy. Wiatr był, owszem, przyjemny, ale bardziej interesowało go to, gdzie się znajdował. Po zorientowaniu się, że obok niego siedzi, czy też prawie leży Laura, zamrugał trochę zaskoczony czerwonymi oczami. Chciał już otworzyć usta i zapytać ją czy wie gdzie są, ale wstrzymał się. Skupił się na otoczeniu. W innych warunkach pewnie by docenił polanę i spędził tutaj trochę czasu, odprężając się w cieniu wierzby, niemniej teraz wolał skupić się na rozstrzygnięciu wewnętrznego konfliktu, czy bardziej mu to wyglądało na M3 czy Eden. W przypadku tej pierwszej opcji był dość sceptyczny. Było tutaj za pięknie. Ale i też coś nie grało... zajęło mu to większą chwilę niż zazwyczaj. Jego wyostrzony, dzięki czerwince, słuch nie wyłapał żadnych dźwięków zwierząt. Nawet bzyczenia muchy. Nic. Skupił się jeszcze mocniej,  wzrokiem wyłapując nienaturalność występującej w ich pobliżu flory. Szturchnął krótko Laurę, rzucając jej nieco zaniepokojone spojrzenie. Co to za szum? Ktoś za nimi siedział? Przecież niczego nie wyłapał. Szlag. Podniósł się szybko i zauważył jak potężna gałąź chowa się w ziemi. Co tutaj się działo? Itachi zmrużył oczy i wykonał z dwa kroki w bok, by przybliżyć się do Laury.
- Nie podoba mi się tutaj. Czy to normalne, że drzewo mówi? - wyszeptał jej to do ucha, nie spuszczając z oczu gadającą wierzbę. Kiedyś, dawno temu, babcia opowiadała mu o pewnej bajce, ale to przecież była tylko bajka. Bardzo stara, której część dzieci, nawet z M3, nie miała szansy obejrzeć. Sprawdził kieszenie swoich wygodnych, sięgających łydek, granatowych spodni by upewnić się, że wszystko było na miejscu.
- Kim a może czym jesteś? - odezwał się w końcu. Sam nie wierzył w to, co właśnie się działo. Nawet jeśli był pod wpływem jakichś środków to rozmowa z drzewem nie miała kompletnego sensu. Oprócz spodni, miał jeszcze prymitywnie wykonane klapki i brązowy podkoszulek. Włosy były upięte w wysoki kucyk.

Ekwipunek:
Ostrze transformacji, kawałki różnych kamieni, sznurek o długości 2 m


Imperare sibi maximum est imperium
avatar
Itachi

Kat






Liczba postów :
312


Powrót do góry Go down





Re: Follow the voice in your heart [Laura | Itachi] Pisanie by Laura on 7/8/2018, 13:41
    
Otworzyła oczy, mrużąc je przed zbyt jasnym światłem. A było jej tak dobrze. Ciepełko, cień, lato - a przede wszystkim otwarta przestrzeń, wysokie niebo, szum natury. Cóż, oprócz szumu natury - to, i obecność Kata nie pasowały kobiecie w jej przytulnym, doskonałym śnie. Inaczej bowiem niż Itachi, Laurka przyjęła prosto, że śni. Tak piękne otoczenie nie miało prawa istnieć, nie w zbrukanym, sztucznym, współczesnym świecie. Tak więc lekko i spokojnie, za pewnik przyjęła kilka rzeczy: że ta nienaturalna cisza zwiastuje oczywiście coś niedobrego i powinni mieć się na baczności, że fakt, iż jej umysł w spoczynku wyprodukował jej do towarzystwa Kata, którego ostatnio leczyła zdradza, iż i ona sama mogłaby się przebadać (na głowę) oraz, że oczywiście, że tak, drzewa mogą swobodnie rozmawiać, dlaczego by nie?
Tak też odpowiedziała Itachiemu, blokując równocześnie jego żartobliwe szturchnięcie jako coś, co uwłacza jej przestrzeni osobistej. Zablokowała pięścią protezy, także na pewno bardzo wyraźnie wyczuł to nerwem łokciowym (bez różnicy, czy trzepnął ją łokciem czy dłonią, to nadal nerw łokciowy~~). Następnie odwróciła ku Wierzbie, poprawiła okulary-nerdy, odgarnęła perłowe, rozpuszczone włosy za ucho i zwróciła się wprost do drzewa, starając się uprzedzić nieuprzejme, łowcze "czym jesteś":
- Cześć, Babciu Wierzbo - uśmiechnęła się pięknie i ciepło. - I, hej, nie jestem aż tak ciężka!
Wstała z ziemi, otrzepała czarne legginsy i ze zdziwieniem zauważyła, że ma przy sobie część sprzętu, który zwykle zabierała na misje. Cóż, trochę się jej rozjaśniło. (Nie, żeby to, że prawdopodobnie nie jest we śnie.)
- Kogo dziś ratujemy? Indian, przystojnych Anglików, wścibskie szopy pracze? - stanęła w gotowości, z rękoma na biodrach, gotowa na kolejną dziewiczą przygodę w jej umyśle. Luźna, ciemnozielona bluzka o długim rękawie zafalowała dookoła niej jak u porządnej mahou shojo.


Equipment:

pas saszetkowy na biodrach, a w nich: trochę igieł 1,2mm, dwa ostrza skalpeli, rolka materiałowego przylepca-opatrunku, dwa bandaże elastyczne i jeden dzianinowy/zwyczajny. Dodatkowo w ostatniej saszetce wielofunkcyjny scyzoryk szwajcarski i pół-fałszywa (bo jednak niedziałająca odpowiednio) przepustka na nadgarstku.
Obok leżała torba-apteczka, która zawierała kilka paczuszek z gazikami, buteleczkę soku makowego i leki przeciwbólowe, a także w bocznej siatkowej kieszeni po dwa owoce czerejki, kaukaskiego granatu i trzy zwinięte liście krwawnika.
Miała też ze sobą trochę plastikowej linki-sznurka (ze 4 metry) i nóż w pochwie za cholewą martensa na kauczukowej podeszwie. Dodatkowo pałętała się porcja żywnościowa na dzień oraz półtoralitrowa butelka wody.



Now I'm not looking for absolution
Forgiveness for the things I do
But before you come to any conclusions
Try walking in my shoes

avatar
Laura

Medyk     Biomech






GODNOŚĆ :
Laura, Wieczna lekarka

Liczba postów :
97


Powrót do góry Go down





Re: Follow the voice in your heart [Laura | Itachi] Pisanie by Invidia on 8/8/2018, 13:06
    
Drzewo zdawało się poruszyć lekko gałęziami, co w okolicznym bezruchu i ciszy dało się łatwiej odnotować. Wiatr powiał bardziej, cieplejszy, znacznie bardziej suchy niż do tej pory. Oboje mieli rację w swoich wypowiedziach - drzewa na ogół nie mówiły, ale nigdy nikt nie powiedział, że im nie wolno! Ludzie nie potrafili słuchać, a może same rośliny bywały nieśmiałe i nie chciały zdradzać swoich sekretów każdemu przechodniowi. Ta tutaj wierzba postanowiła uraczyć swoim zdrewniałym, powolnym głosem dwójkę Łowców, bo tak właściwie to nie byli do końca ludźmi. No i nie znajdowali się zwyczajnym, szarym miejscu.
- Baaaabciuuu? - zdziwił się obiekt, jakby nie spodziewając się takiego określenia. Tak też zresztą było, nikt wcześniej nie nazwał tej istoty babcią. Co więcej, daleko było owej postaci do babciowania. - Właaaaściwieee... Jestem aaaniooołeem... Aaaale mogę być też baaaabciąąą - oznajmiło radośnie drzewo, jakby właśnie znalazło swoje nowe powołanie i sens życia. Korzeń wysunął się z ziemi i czule pogładził nogę panny medyk na wysokości kostki. - Nie chciał... - Wierzba urwała na chwilę swój wywód, jakby nie była pewna w jakim rodzaju się teraz określać. - ...aaammm cię też uuuraazić.
Drzewo schowało powolnie korzeń i jeszcze raz ruszyło koroną, tym razem wyraźniej, szeleszcząc zielonymi liśćmi. Coś było jednak z nimi nie tak. Wydawały się suche, niektóre z nich miały brązowe plamki, dało się również dostrzec całe czerwone, jak w samym środku jesieni, a było przecież lato. Coś trzasnęło i prosto pod stopy Kata spadł patyk. Patyk postanowił przeturlać się za niego, szturchając przy okazji but Łowcy. Gdyby mógł mówić, zacząłby pewnie nadawać komunikat wyrażający silną potrzebę podążania za nim w stronę wschodnią.
- Raaatujcie laaaas, panienkooo. Łaaaad zaburzooonyy. Nie tak coś jeeest. Nie słyyyszęęę głooosóóów ze wschooduuu - zajęczała Babcia Wierzba żałosnym tonem przepełnionym bólem i rozpaczą, jakby straciła kogoś bliskiego. - Weź Kijkaaa, paniiiczuu - dodała, kierując słowa do Itachiego. - Poprowaaadziii waaas.


Info:
Termin: 15.08.2018r.
Kijek wyrywa się na wschód. Jeśli trzymając go w rękach za długo zwlekacie z podjęciem kierunku, który wskazuje, dłoń zaczyna swędzieć i łaskotać.
Za spóźnienia do września nie gryzę, nie martwcie się c:


Theme Voice Słowa (#2c522d)

- You were defender of your people.
Do you not remember?

- I remember a fool.




- Life is pain. Hope fails. Now you understand.
Don't grieve... You'll soon join your loved ones.

- I grieve for you. You've made life your enemy.
And that is a war you'll never win. You can kill us...
but you cannot kill hope.

- Can't I?
avatar
Invidia

Generał   Opętana






GODNOŚĆ :
Invidia

Liczba postów :
575


Powrót do góry Go down





Re: Follow the voice in your heart [Laura | Itachi] Pisanie by Itachi on 10/8/2018, 21:37
    
Doskonały sen Laury raczej nie miałby w sobie pewnego elementu, a mianowicie jego. Pewnie też w doskonałym śnie, nie śmiałby jej przeszkadzać, będąc jakby kontrolowany przez nią samą. A jednak oboje mogli reagować tak jak chcieli i zachowywać się tak jak zazwyczaj. No może nie do końca, ale to bardziej otoczenie zdawało się mieć wpływ na nich, a nie oni na otoczenie. Och, czyżby nie było dla niego miejsca w jej fantazjach? Możliwe, że jakiś inny mężczyzna poczułby się urażony, ale Itachi raczej się tym nie przejmował, bo nie była to sprawa wielkiej wagi. Zdziwił się, słysząc odpowiedź Laury, ale jej nie skomentował. Nerw łokciowy zareagował, łokieć nawet zaczął go boleć, ale nawet się nie skrzywił, jedynie spojrzał w górę, na niebo, skupiając się na chmurach - o ile jakiekolwiek były. Przyjemne obłoczki, łokieć zaraz przestanie boleć, czy pojawi się zaraz jakiś ptak? Byłoby dobrze, czułby się spokojniejszy. Czy obok niego naprawdę była Laura? Wzrok na chwilę skupił się na medyczce; nigdy jej takiej nie widział i raczej nie spodziewał się podobnej reakcji u niej. Raczej sądził, że będzie... bardziej czujna? Nieprzystępna? Najwyraźniej nie znał się na ludziach, tak jak przypuszczał. Czy to był jakiś bardzo sprytny plan by uprzejmością zdobyć zaufanie drzewa i wyciągnąć jak najwięcej informacji? A może to rzeczywiście był sen i teraz wychodził na głupca, próbując zrozumieć dlaczego coś było nie tak z miejscem w którym obecnie się znajdowali? Nie, to nie mógł być sen. Dyskretnie uszczypnął się w udo. Nie był. Nie miał nigdy tak głębokich snów, a przynajmniej nie przypominał sobie żadnego. Już prędzej był w stanie uwierzyć, że został czymś nafaszerowanym. Babcia Wierzba? Nie wyglądało mu to na bajkę, poza tym Laurę nie otoczyły liście, które przyniósł wiatr i też sam Itachi nie pasował do całej tej opowieści. Podrapał się po brodzie na odpowiedź drzewa.
- To anioły posiadają takie moce jak moc zamiany w drzewo? Interesujące - w to już prędzej był w stanie uwierzyć, nawet jeśli nie do końca mu to pasowało. Sam starał się uważać by wierzba go nie dotknęła swoimi gałęziami, jeśli postanowiłaby któreś z nich skierować w jego stronę. Nie do końca jej ufał. Mało komu ufał. Teraz oczy Kata skupiły się na koronie. Może panowały za długie susze? To też było możliwe, a że nie znał się na drzewach, po prostu na razie postanowił to zostawić. Fakt ten jednak zachował w swojej głowie, w razie czego. Odskoczył do tyłu, nie spodziewając się patyka. Odetchnął głęboko i przyglądał się jak patyk rusza się i turla się między nogami, zahaczając o buty. Co tu się właściwie stało...? Zamrugał czerwonymi oczami na słowa wierzby. Oni mają uratować las? Co? Ale jak? Kijek? Ach, że patyk? No dobrze. Nie do końca przekonany odwrócił się w stronę wspomnianego przez drzewo kijka i sięgnął po niego.
- Jak mamy uratować las? Przed czym? - dopytał jeszcze, patrząc to na wierzbę, to na magiczny kijek, to na Laurę, której chyba błyszczały oczy. Najwyraźniej była gotowa na tę przygodę, tylko on coś nie pasował. Ciężkie życie.


Imperare sibi maximum est imperium
avatar
Itachi

Kat






Liczba postów :
312


Powrót do góry Go down





Re: Follow the voice in your heart [Laura | Itachi] Pisanie by Laura on 14/8/2018, 23:22
    
Gdyby lekarka choć chwilę poświęciła na głębszą analizę całej sytuacji, może zaczęłaby się zastanawiać nad jej całokształtem. Teraz jednak, przekonana, że tkwi w swoim łóżku i czeka na coranny budzik, odgrywający motyw przewodni z musicalu Dear Evan Hansen, nie zastanawiała się w ogóle. Ba, za pewnik przyjmowała zarówno nieoczekiwaną obecność Itachiego, jak i anioły, demony czy Harry’ego Pottera, jeśliby za chwilę przed nimi stanął. Obecnie najbardziej nieprawdopodobną rzeczą, której miała świadomość była ta szalona temperatura i wiatr, coraz mniej przynoszący ulgę. Z westchnieniem zdjęła bluzkę i zawiązała ją na biodrach, zostając w popielatej bokserce.
– Wymordowani mogą się zamieniać w hieny czy krokodyle z lisimi uszami i końską grzywą – wywróciła oczami – dlaczego więc anioły panujące nad żywiołami nie mogą być czasem wierzbą? – Zupełnie nie poruszył Laury fakt, że Babcia Wierzba okazała się nie być jedynie gadającym drzewem, co uprzednio zakładała. Jak to we śnie, stan zmieniał się płynnie, choć dynamicznie i nie można było na to nic jednak poradzić – pozostawało improvise, adapt, overcome.
– Babciu Wierzbo – zwróciła się znów do drzewoanioła (w końcu pozwolił!), pomimo druzgocącego braku kolorowych liści i melodii niesionej przez wiatr – gdzie dokładnie jesteśmy? I co, albo kogo, znajdziemy na wschodzie? – Dwa krótkie pytania zadane przez łowcę też nie były głupie. Nie było sensu rzucać się w nieznane bez choćby szczątkowych informacji – choć tyle rozsądku jej pozostało.
Schyliła się po torbę i zarzuciła ją na ramię, przyglądając się z zaciekawieniem Itachiemu, który nie ufał Babci Wierzbie, ale co zabawniejsze, z wielką nieufnością traktował darowany im właśnie patyczek. Oczy zabłyszczały jej ponownie, tym razem z wewnętrznej wesołości.
Wprawionemu oku ogrodnika nie uszły z pewnością suche liście drzewa-anioła, niektóre jakby zjedzone zarazą, inne szkarłatne, tak nie na miejscu wokół wszechobecnej zieleni. Czy na anioła powinno mieć coś wpływ, cokolwiek by to na wschodzie nie było? Czy nie mógł wyjąć korzeni z ziemi jak pewne enty z pewnego filmu i wynieść się w zdrowsze rejony? Nawet jego głos brzmiał jak skrzypienie lub jęk.
Rozejrzała się bacznie po otoczeniu, wypatrując innych objawów choroby – czy to w otaczającej ich roślinności, czy pod postacią nienaturalnie zachowujących się zwierząt. Choć to i tak zależy – gadająca wiewiórka będzie to we śnie standard czy wypaczenie?
– Gdy odejdziemy, czy z Tobą będzie wszystko w porządku?



Now I'm not looking for absolution
Forgiveness for the things I do
But before you come to any conclusions
Try walking in my shoes

avatar
Laura

Medyk     Biomech






GODNOŚĆ :
Laura, Wieczna lekarka

Liczba postów :
97


Powrót do góry Go down





Re: Follow the voice in your heart [Laura | Itachi] Pisanie by Sponsored content
    

Sponsored content








Powrót do góry Go down

Powrót do góry

- Similar topics

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach