Go down


Stary ogród na tyłach

Pisanie by Arcanine on 28/6/2018, 00:49

Ziemie dawniej służące za ogród mający dostarczać potrzebnych roślin leczniczych. Aktualnie gleba marnieje i nie wypuszcza plonów wystarczająco obfitych, aby zrobić z nich pożytek. Personel uwija się jak może, aby ostatki pozostały zielone i choć próżno doszukiwać się wokół kwiatów to szczątkowa trawa, drzewa i krzewy pozwalają na wzięcie głębszego oddechu każdemu pacjentowi. Kamienne ścieżki przypominają, jak rozległe było to miejsce, lecz teraz im dalej, tym więcej desperackiej szarości pożera florę.






— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
avatar





Arcanine
Wilczur     Poziom E

Powrót do góry Go down


Re: Stary ogród na tyłach

Pisanie by Meforael on 1/7/2018, 13:02
Meforael wręcz przepadał za przychodzeniem do szpitali. Nie po to, oczywiście, by pomagać ludziom, ale by napawać się ich cierpieniem, by utwierdzać się w przekonaniu, jak kruchy był to gatunek, jak podatny na choroby ciała czy umysłu. Zawsze po takiej wizycie upewniał się, iż dążył do właściwego celu. Celu, który był rozumiany tylko przez niego. Nawet inne anioły go potępiły za dążenie do swojego marzenia, przez co został wygnany z Edenu na zbity pysk. Dlaczego wygnany, a nie zamknięty w więzieniu, czy też nawet zabity? Ano z tego względu, że Rada Starszych chciała zmusić go do życia wśród ludzi, by dostrzegł ich dobre strony, by nawrócił się i został kiedyś, kiedy się zmieni, ponownie zaproszony w progi swojego domu. A czego on chciał? Przywrócić jedynie ziemię aniołom. Chciał zresetować ją i wyleczyć. Chciał...ratować ten świat.
Rada składała się z bandy idiotów, która nie dostrzegała prawdziwego problemu, który tkwił nie w tym, że Bóg odszedł. Problem tkwił w tym, dlaczego to zrobił. Czy naprawdę byli oni aż tak ślepi, że nie dostrzegali przyczyny takiego stanu rzeczy?
Meforael czasem przechadzał się korytarzami w lekarskim kitlu i mimo iż nie był lekarzem, to nikt nie zwracał na to uwagi. Ludzie nie widzieli tego, że on tam nie pracował, że nie był lekarzem. Widzieli tylko uniform i dla chorych stawał się niemalże Bogiem.
Dla niepoznaki wziął jakieś papiery pod pachę, założył kitel i zaczął się przechadzać po szpitalu zaglądając do chorych i rozmawiając z nimi. Wydawał się być ciepłym lekarzem, który przychodził, by pocieszyć, a tak naprawdę w głowie wyobrażał sobie świat bez tego ścierwa jakie leżało przed nim. Umierające, chore powłoki, które niedługo opuszczą ten świat i przestaną go kalać swoją obecnością. Na nieszczęście dla tej planety, ten zgniły gatunek pierdolił się i rozmnażał jak króliki, przez co nie mogli wymrzeć sami z siebie. A szkoda, bardzo by to ułatwiło planecie odzyskanie swojej dawnej formy.
Przechadzając się od sali do sali, rozmawiając z tymi gnijącymi jeszcze nie-trupami, dotarł wreszcie do swojego ulubionego w tym budynku miejsca.
Do starego ogrodu. Wygonił personel prosząc, by mu nie przeszkadzać argumentując to tym, że musiał się zastanowić nad wyjątkowo ciężkim przypadkiem pacjenta z sali 104. Oczywiście, była to bujda, ale chciał przez chwilę pobyć sam w tym umierającym jak cała planeta ogrodzie. Rozpiął kitel i odwiesił go gdzieś na wieszak odsłaniając w ten sposób swój miecz, który wcześniej był skrzętnie skrywany przed oczami pozostałych pracowników szpitala oraz chorych. Zaczął przechadzać się pomiędzy roślinami, sprawdzając czy one faktycznie były żywe. Prawda była taka, że chociaż żyły, to jednak były marną karykaturą tego, czym były kiedyś, czyli w czasach, gdy planety nie toczył ten rak ludzkości. I najgorsze były to, że nic się nie dało poradzić na ten stan rzeczy.
avatar





Meforael
Upadły Anioł
GODNOŚĆ :
Meforael


Powrót do góry Go down


Re: Stary ogród na tyłach

Pisanie by Arcanine on 22/7/2018, 21:51
Los bywa ironiczny.
Gdy Meforael uśmiechał się do pacjentów ocieplając ich zmrożone ze strachu przed bólem serca, Growlithe w tym samym czasie posłał jedną z pielęgniarek prosto w rząd wózków. Upadła niefortunnie, na prawy nadgarstek, aż głośny trzask przeszył brudny, nieoświetlony hol.
Kiedy Meforael obiecywał rychły powrót do zdrowia dziecku z gnijącymi kończynami, Grow ciskał groźbami, że ich wszystkich ZAJEBIE. Pchnął rosłego, ciemnowłosego mężczyznę i kopnął go w podbrzusze, odrzucając na ścianę.
Meforael wkradł się tutaj pod postacią dobrotliwego lekarza — i tak też był postrzegany — ale chciał powybijać każdego, bez wyjątku. Grow tymczasem szarpał się z personelem, trwając w roli żądnej krwi bestii — a wszystko po to, aby uratować jednostkę.

Wilczur splunął w bok. Miał zmierzwione od biegu włosy i powyciągane ubranie. Po głowie krążyły mu różne myśli, ale głównie koncentrował się na tym, aby zdobyć środki uśmierzające ból dla Shiona — cały misterny plan szlag trafił, gdy ta mała laleczka się pojawiła. Nie sądził, aby coś poszło nie tak, więc gdy został przyłapany na gorącym uczynku (stał w otwartych drzwiach magazynu i zrzucał na podłogę wszystkie słoiczki, kartoniki i plastikowe opakowania, szukając wśród nich czegoś, co kojarzyłoby mu się z medykamentem) na krótką chwilę zamarł. Zastygł w bezruchu, jak zwierzę, na które padły światła reflektorów nadjeżdżającej ciężarówki. Później po prostu oparł potężne ręce na szczupłych barkach pielęgniarki i władował całą siłę w to, aby odepchnąć ją od siebie jak najdalej. Teraz na policzku, od ucha po nasadę nosa, czerwieniła się rana; kilka z kropel krwi prześlizgnęło się po skórze, zadrgało na brodzie lub kości żuchwy, i spadło na posadzkę. Gdy zaatakował pielęgniarkę, ta nie pozostała mu dłużna. Kto by pomyślał, że pod tą kusą kiecką trzyma nóż? Upadając na posadzkę, broń wypadła jej z dłoni.
Wynoś się stąd — rzekł jakiś głos w czaszce Growa. Zostaw to za sobą. Nic tu nie ma.
Ludzka natura była tak złożona, że świat nie byłby w stanie segregować i ocenić tylu idei, tylu motywów, które pchały do działania, ale Grow, stając naprzeciwko Meforaela, był pewien, że napotkał swoje przeciwieństwo — i nie potrzebował do tego żadnych dowodów. Uznał tak, gdy kwadrans później wyskoczył z pierwszego piętra, spadł między stare, suche zarośla i podnosząc się spojrzał prosto w pełne spokoju oczy, które koligowały z jego ognistym, temperamentnym wzrokiem. Gdzieś w tle słychać było odgłosy kroków. Pościg się jeszcze nie skończył. Pielęgniareczka zapewne odpuściła, ale mężczyzna, który był z nią, wyszedł z pierwszego szoku.
Musisz biec.
Źrenice Wilczura zwęziły się.
Zejdź mi z drogi — wycedził ochryple, nie panując nad gwałtownym, płytkim oddechem. Pod ubraniem napięły się mięśnie. Choć formalnie powinien skupić się na prawowitym zagrożeniu (ścigający miał jeszcze sporą drogę do przebycia, ale to kwestia czasu aż go dogoni; znał te zakamarki o wiele lepiej niż Grow) całe zainteresowanie herszta DOGS skupiło się na długowłosym mężczyźnie, który stał tutaj, taki wyrafinowany, bezwzględny w swojej postawie... dziwnie perfekcyjny na tle nieidealnego pleneru.
Nie pasował do tego obrazka.


— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
avatar





Arcanine
Wilczur     Poziom E

Powrót do góry Go down


Re: Stary ogród na tyłach

Pisanie by Meforael on 3/8/2018, 19:40
Meforael nie spodziewał się gościa, dlatego też, gdy oglądał rośliny i kontemplował stan planety, to pojawienie się nieznajomego  osobnika zaskoczyła go. Zerknął w stronę, mężczyzny i zdziwił się widokiem tego, kto przed nim stał. Arcanine, wódz tej marnej bandy szczeniaków we własnej osobie! A to ci dopiero. Nie dał po sobie jednak poznać zaskoczenia. Zamiast tego spojrzał jedynie wprost w te oczy, które znaczyły, iż osobnik przed nim był pełen emocji, pełen gniewu. Był żywy aż do  bólu. Anioł jedynie się uśmiechnął, gdy ten się odezwał do niego  głosem władczym, rozkazującym, nieznoszącym sprzeciwu. Takim, jakim obdarza się nic nie znaczące jednostki, pionki na planszy, które zamierzało  się przesunąć i oczekiwało się od nich, iż wykonają rozkaz. On jednak był inny. Mógł wykonywać rozkazy dane mu jedynie przez samego Boga, którego jednak nie było ani tutaj, ani nawet w pobliżu. Boga, który odszedł i zostawił nie tylko ludzi na pastwę losu, ale i anioły dając władzę niekompetentnym, aczkolwiek potężnym archaniołom, przeciwko którym nawet Meforael nie odważyłby się stanąć.  Mężczyzna "wywęszył", że coś jest nie tak. Że Grow uciekał. A zatem, ktoś go musiał gonić. Któż inny, jeśli nie personel szpitala? Anioł odwrócił się od mężczyzny, po czym podszedł do wieszaka, na którym wisiał  jego  kitel, by następnie założyć go na siebie. Musiał zgrywać lekarza i nawet już wiedział co miał powiedzieć ewentualnej osobie, która powinna tutaj niedługo wpaść. A może się mylił?
- Growlithe we własnej osobie i to stojący przede mną. Żywy. - rzekł kładąc szczególny, ironiczny nacisk na ostatnie słowo. Uważał, iż Wymordowani byli niczym więcej tylko czymś w rodzaju zombie, które pozbawione inteligencji szlajały się po świecie wiedzione instynktami. Grow był nieco  podobny, z tą różnicą, że inteligencji mu nie brakowało. Jedyne czego mu natura poskąpiła to umiejętności trzymania nerwów na wodzy. A przynajmniej takie wrażenie odnosił Meforael.
- Wciąż żywiołowy, wciąż nieznoszący sprzeciwu, wciąż...pyskaty. - powiedział patrząc się Wilczurowi prosto w oczy, a na jego ustach tkwił lekki, nieco kpiący uśmiech. Był to uśmiech osoby, która doskonale zdawała sobie sprawę ze swoich umiejętności, ze swoich racji i przekonań, a nade wszystko ze swoich sposobów działania. Anioł był pewny siebie w ten niezachwiany, najbardziej irytujący sposób. Emanował spokojem, a jego oczy, w których odbijał się blask kilkudziesięciu milionów przeżytych lat, pozostawały spokojne, mimo iż inni srali w gacie na samo wspomnienie Wilczura. Ignorując rozkaz Alfy okazał wyjątkową zuchwałość, ale nie sądził, by miał cierpieć z powodu konsekwencji wynikających z tego faktu. W zasadzie to od dawna starał się jakoś przeniknąć do DOGS wplatając tam jakiegoś swojego szpiega, by dowiedzieć się co nieco o tej zgrai pożal się Boże kundli. Ale teraz...teraz wpadł mu do głowy o wiele ciekawszy pomysł.

avatar





Meforael
Upadły Anioł
GODNOŚĆ :
Meforael


Powrót do góry Go down


Re: Stary ogród na tyłach

Pisanie by Arcanine on 22/8/2018, 22:32
I tylko tego od niego oczekiwał — bycia pionkiem. Wykonywania prostych przecież poleceń, tak prostych, że przeliterowanie ich byłoby plamą na honorze. Najgłupszy kundel jest w stanie trafić zadem w ziemię, jeżeli powiesz „siad”. Czego ten pies nie rozumiał? Gdzie jego cholerny instynkt samozachowawczy?
Nie dosłyszałeś. — Wewnątrz głowy uformowało się pytanie, ale kiedy przecisnęło się przez krtań, stanowiło wyraz ironicznej oczywistości.
Dużo gadał. Za dużo. Zdecydowanie za dużo. Coś tu było nie tak. Dzwony biły, tylko kościoła nie mógł zlokalizować, ale...
Nagle drgnął.
Wstrząs był krótki i w zasadzie niemożliwy do ujrzenia gołym okiem, ale i tak miał wrażenie, jakby ktoś uderzył go ciężkim młotem w skroń. Impuls. Myśl.
Świat jest w gruncie rzeczy małym miejscem. Plotki rozprzestrzeniają się jak zaraza, jak wirus. Starczy, że ktoś coś powie, odkaszlnie, a choroba przechodzi, rozwija się, rozciąga, zmniejsza, zwiększa. Informacje przekazywane z ust do ust działały na podobnych zasadach i chociażby dlatego powoli narastało w nim przeświadczenie, że wie z kim ma do czynienia. Tak po prostu. Puzzel wskoczył na swoje miejsce i obrazek stał się bardziej logiczny.
Ale miało to w ogóle jakieś znaczenie?
Powinien przestać marnować oddech na bezcelowe stanie i w zamian pobiec dalej, zwiększać dystans, odnaleźć swoich towarzyszy i opuścić to miejsce — żeby zgniło w jego podświadomości, rozłożyło się jak trup i nie zostawiło po sobie niczego.
Jeżeli nie mógł go wyminąć przez wszechobecne, wysokie chaszcze, zawsze pozostawało użycie siły. Ten dzień i tak był za długi.
Zapytany o powód, nie znalazłby żadnego. Bo zamiast działać — przyglądał się nieruchomo komuś kto, jak mu się wydawało, owiany był sławą; kogoś, kto był drugim czerwonym wykrzyknikiem na tej czarnej kartce zapisanej samymi ciemnoszarymi znakami. Czas mijał. Prawie słyszał nieubłagane tykanie zegara. Nie mógł się jednak oderwać od źrenic stojącego naprzeciwko mężczyzny. Działały jak magnes na opiłki; mimowolnie nakierowywał ślepia na jego oczy próbując dostrzec w nich coś, co doprowadziłoby go do konkretnego wniosku. Ten nieznajomy kojarzył mu się z otwartą księgą zapisaną — co za ironia — lekarskimi bazgrołami.
Mógł niby zobaczyć dowolną kartkę, ale potrzebowałby wielu miesięcy, może nawet lat, aby zrozumieć charakter pisma, rozczytać słowa i wreszcie przestudiować rozdziały. Był pewien, że patrzy prosto w tysiącletnią historię, ale nie rozumiał jej treści, a to zaczynało go irytować.
Zmarszczył zraniony nos, aż górna warga nie obnażyła części zębów. Były białe i suche od szaleńczej ewakuacji. Przez chwilę rozważał zwilżenie ich językiem, ale powstrzymał się, gdy usłyszał głos mężczyzny.
Najchętniej oparłby rękę na barkach tego paniczyka i zrobił z nim dokładnie to samo co z laleczką w pielęgniarskiej kiecce — pchnął brutalnie na ziemię. Tam gdzie wasze, kurwa, miejsce, pomyślał, spluwając gwałtownie w bok.
— Growlithe we własnej osobie i to stojący przede mną. Żywy.
Wybitna dedukcja — skwitował kwaśno, stulając palce w pięści. Przy takim ścisku knykcie powinny pobieleć i na pewno tak by się stało, gdyby nie zdarł ich sobie do krwi przy szarpaninie. Wydawało mu się, że zaraz tej krwi będzie więcej.
O wiele za dużo.
Jesteś dziwką, że trzeba cię posuwać czy łaskawie posłuchasz rady kolegi i zrobisz sam, co do ciebie należy? Wyglądasz na dużego chłopca. Stawianie pierwszych kroków powinieneś mieć wyszlifowane do perfekcji. — Uśmiechnął się i byłby to wyraz dobrotliwego nauczyciela, który musiał powtórzyć prośbę o jeden raz za dużo, ale w tym uśmiechu było za dużo krzywych; grymas rozciągnął jego poharataną twarz, nadając jej jakiejś wrogiej ostrości. — Ja już mam parszywy dzień, ale ty jeszcze nie masz pięści w gębie. Nie lepiej, żeby tak zostało?


— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
avatar





Arcanine
Wilczur     Poziom E

Powrót do góry Go down


Re: Stary ogród na tyłach

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Powrót do góry