Go down





Miau x Ezrah Pisanie by Ezra on 12/6/2018, 20:57
    
Bar "Przyszłość"

Stał przed barem i nie wiedział czy wchodzić, czy też nie. Nie wiedział nawet zbytnio w jaki sposób się tutaj znalazł - chodził bez celu, a później się okazało, że to chyba Przyszłość była jego celem. Ludzie pewnie myśleli, że coś z nim nie tak, skoro stoi tak blisko drzwi, po prostu się na nie gapiąc. Zresztą to nie odbiegało przecież aż tak bardzo od prawdy. Wahał się. Nie chciało mu się siedzieć w tym okropnym wrzasku. W końcu w barze zawsze jest tak paskudnie głośno. Naprawdę wolałby wypatrywać rozmaitych kształtów na ścianie, znajdującej się przy swoim łóżku. No i otaczałaby go cisza - a cisza to zawsze był aspekt pozytywny. Perspektywa wejścia do baru równała się jednak z zakupem alkoholu, a to całkowicie zmieniało pogląd Ezry na sprawę. Napiłby się - suszyło go. Rose spała. Gdyby wiedziała, że chce udać się do baru, już dawno by go powstrzymała, a gdyby wiedziała, że się waha - to powstrzymałaby go jeszcze wcześniej. Ale alkohol...
Westchnął i pchnął drzwi. Raczej wgramolił się niż wszedł do środka, co mogłoby sprawić wrażenie jakby został przymuszony do wizyty tego miejsca - a takie nastawienie z pewnością nie było często widziane. Gdy tylko uchylił skrawek drewna oddzielający Przyszłość od teraźniejszości, do jego uszu dotarła charakterystyczna pubowa gwara - mieszanina brzdęków szklanek, stukotu stóp i pijackiego śmiechu. Westchnął raz jeszcze i pozwolił by zmiksowane dźwięki go pochłonęły.
Rozglądał się, obserwując przy okazji emocje znajdujących się w środku osób. Oglądał gamy uczuć, które wymalowane były na twarzach - a znajdowali się tam zarówno reprezentanci radości, ulgi i odetchnienia, jak również smutku, a nawet zażenowania. Trochę się rozluźnił. Rozejrzał się raz jeszcze, tym razem w poszukiwaniu jakiegoś miejsca, w którym mógłby się ulokować. Zauważył jedno przy barze, ale nigdy nie był fanem bezpośrednich rozmów z barmanem, więc od razu odrzucił ten zbyt wysoki i zbyt niewygodny stołek. Przeszedł w głąb pomieszczenia, które okazało się bardziej zatłoczone niż przypuszczał. Spojrzał na zegarek. No tak, było już późno, więc nadeszła pora zatapiania smutków.
Wreszcie ujrzał jedno samotnie stojące krzesło przy odrobinę nierównym stoliku i przyśpieszył kroku, a następnie zajął swoją zdobycz z ogromną satysfakcją. Oparł głowę na zaciśniętej dłoni. Nie czekał długo - szybko przypałętała się do niego filigranowa kelnerka.
- Piwo - wyrzucił z siebie szybko, nie dając jej nawet szansy na zadanie standardowego pytania. Z początku nawet na nią nie spojrzał. Dopiero gdy odeszła, zajmując się swoją pracą, Ezra trochę uważniej przyjrzał się dziewczynie. Miała ładną twarz - wydawała się pogodna. Zauważył, że jej ruchy są trochę niezdarne, jakby nie była pewna czy to co robi na pewno wykonuje w prawidłowy sposób.
- Może dopiero zaczęła tutaj pracować - pomyślał.
- Ma trochę krzywe kolana - odezwał się w jego głowie dziecięcy głos. Skierował wzrok na kolana kelnerki. Może faktycznie były trochę krzywe. Wzruszył ramionami, ukazując tym samym jak niski był jego poziom zainteresowania tym tematem.
Oderwał od niej wzrok i tym samym pozwolił sobie na zapomnienie jej osoby, zająwszy się kolejnymi ofiarami, na których analizę pozwalał sobie w swoim umyśle.
- W naszym umyśle - oburzyła się mała Rose.
Westchnął. Chyba jednak wolał, gdy dziewczynka spała, a on miał wolną głowę. Ale nie pomyślał tego głośno; pomyślał cichutko. Bo kto wie? - jeszcze by się obraziła i rozpętała małą wojnę w ich głowie. A co do tej kwestii: byli zaskakująco zgodni - żadne tego nie chciało.
avatar
Ezra

Kundel       Zarażony






GODNOŚĆ :
Ezrah Fujii

Liczba postów :
8


Powrót do góry Go down





Re: Miau x Ezrah Pisanie by Miau on 13/6/2018, 02:54
    
Miała dzisiaj całkiem dobry humor, może to była wina jednej musicalowej piosenki, która trafiła do puli muzycznego cudeńka jakim była szafa grająca, świeżo zamontowana i idealnie wpasowująca się w klimat tego miejsca. Miau była nią po prostu zauroczona i z chęcią by się dowiedziała więcej o tym jak ją szef zdobył, ale ten jedynie zbywał ją, wyraźnie dając do zrozumienia by dała mu spokój. Tak więc szykowało się śledztwo i to wielkie na własną rękę. Dowie się. W końcu. Lawirowała między stolikami, na siłę zmuszając się do uśmiechu, który wyglądał bardzo naturalnie na jej młodej, łagodnej twarzy. To powinien być pierwszy ostrzegawczy znak, bo czyż takie panny nie potrafiłyby przetrwać na Desperacji? A jednak, ha! Żyła jeszcze, Jinx nie przetrzymywał jej w piwnicy, nie zmuszał do sprzedaży ciała za jej długi - Miau sama się dziwiła, bo już sądziła, że całkowicie się do niego pomyliła a tu taka niespodzianka. Ciągle do tej sprawy wracała, w burdelu wcale tak łatwo nie było uzyskać odpowiedzi na nurtujące pytania - Jinx nie był typem człowieka chętnego na tego typu pogawędki, a przynajmniej taki jego obraz miała wyryty w głowie.
Zdecydowanie ten dzień był lepszy od poprzedniego. A to tylko jedna piosenka. Jedna, bardzo zdradziecka piosenka, którą ciągle nuciła pod nosem, nawet jeśli przez większość czasu leciał jazz. Przestała zauważać, kto wchodzi do pubu a kto z niego wychodzi po unormowaniu należności. Nie miała ani chwili wytchnienia, dzisiejsza gromada bawiła się w najlepsze i stale się powiększała, sięgając z chęcią po zapasy pubu. Szef był zadowolony, a kiedy był zadowolony to oznaczało premię. Premia! Będzie mogła szybciej się wymsknąć po tym wypadku z igłami z zeszłego tygodnia.
- Szybciej do mnie nóżkami przebieraj i wypełnij szklanę! - zawołał do niej mężczyzna sporych rozmiarów z wytatuowanym skorpionem na twarzy. Jego przeraźliwie żółte ślepia błyszczały, na widok truchtającej w jego stronę Miau, uśmiechnął się z zadowoleniem.
- Już kliencie, już! - rzuciła, a jej pierś unosiła się i opadła w rytm obecnie lecącej melodii z szafy grającej. Gdy wypełniała szkliwo jasnym płynem, ostrożnie trzymała dzban by przypadkiem jej nie wypadł. Szef nie byłby zachwycony gdyby coś z nim się stało, nie mieli ich w końcu za wiele, a do czegoś większe porcje alkoholi i napojów należało nalewać. Podejrzanie wyglądający mężczyzna pokazał jej swoje zęby, a właściwie kły, mignął jej też długi język. Okropieństwo.
- Mów mi Juurou, nie musimy być przecież sobie obcy.
- Mhm - kiwnęła głową Miau, próbując nie okazać niechęci i kątem oka dostrzegła czekającego na swoją kolej samotnika. - Kliencie, porozmawiamy o tym później. Kolejna osoba czeka, a piana nie utrzyma się długo.
I czmychnęła, wykonując krótki wdzięczny ukłon i pomknęła z tym dzbanem, trzymając go oczywiście blisko piersi by był bezpieczniejszy. Taki dziwny przesąd o którym usłyszała u sąsiadki babuni. Pewnie na twarzy pojawiły się pierwsze rumieńce od tego biegania od jednego stolika do drugiego. Kiedyś ją to wykończy. Ale jeszcze trochę i znowu będzie mogła czmychnąć! Uśmiechnęła się do nieznajomego.
- Piwo, przyjęłam! - zakomunikowała i szybko odeszła z tymi swoimi krzywymi kolanami. Co prawda nie uważała by były krzywe, no ale z myślami obcych ludzi się nie wygra, to w końcu jak walka z wiatrakami. Filigranowa? Ach nie przesadzajmy! Chyba dobrze się maskowała, skoro udało jej się nie zdradzić ani grama irytacji. Pospieszyła się z wypełnianiem w miarę czystej szklanki piwem i ruszyła do nowego klienta. Nie widziała go tu wcześniej... dziwne. Albo nie rzucił jej się w oczy, albo już zapomniała. Chyba była zmęczona.
- Proszę, oto pańskie... - nie dokończyła, bo zahaczyła jedną stopą o drugą i poleciała do przodu, a piwo wylała na ciuchy młodego pana. Szlag, to chyba wina tych krzywych kolan. - ...Piwo. Przepraszam, już to sprzątam.
Przynajmniej szklanka była cała a szef tego nie widział. Posłała mu zakłopotany uśmiech i podrapała się po głowie, po czym szybko się wyprostowała i postawiła szklankę z resztką piwa na jego stoliku.

avatar
Miau

Nosicielka






GODNOŚĆ :
Oto kot, Miau.

Liczba postów :
101


Powrót do góry Go down





Re: Miau x Ezrah Pisanie by Ezra on 13/6/2018, 14:35
    
Pierwsza chwila udręki spowodowanej muzyką pełną pijackich nut szybko mu minęła. Wreszcie mógł się zrelaksować, wtopić w trochę odrapaną ścianę koloru ciemnej czerwieni - zastanowił go zresztą wybór tej barwy, w końcu dosyć nietypowy do miejsc tego pokroju, czyż nie udowodniono, że wzbudza agresję? Czy właściciel nie powinien unikać sposobności do agresji, a więc bójek i wiążących się z nimi zniszczeń?
- Nie zastanawiaj się nad tym zbyt długo - szepnęła mu Rose, która wydawała się rozbawiona jego bezcelowymi rozważaniami.
Miała rację - nie trzeba było zaprzątać sobie tym głowy. Tak więc właśnie uczynił i raz jeszcze wtopił się w znajdującą się za nim ścianę, która biła zimnem, a jednocześnie dziwną atmosferą ciepła. Zorientował się, że w przestrzeni obok usłyszanej wcześniej przez niego gwary unoszą się również dźwięki prawdziwych melodii. Nie wiedział co to za gatunek. Zresztą nigdy nie był zbyt dobry w etykietowaniu czegokolwiek, a nawet za tym nie przepadał. Ale utwór całkiem mu się podobał, a nawet ułatwił mu zrelaksowanie się. Zauważył, że dochodzi z lśniącej, grającej maszyny.
- Chyba nowa.
Ezra skinął głową. Chyba faktycznie taka była.
Szybko wrócił do swoich obserwacji. Ludzie dzielili się na parę grupek wśród towarzyszy. Jego wzrok od razu przyciągnęła masywna postać błyskająca swoimi świńskimi oczkami w stronę kelnerki. Mężczyzna uśmiechał się półgębkiem, ukazując trochę swoich żółtych, połamanych i chyba całkiem ostrych zębów.
- Obrzydliwy.
Ezra westchnął. Z tym stwierdzeniem też się zgadzał, ale nie chciało mu się marnować zbyt wiele czasu na myślenie o tym podejrzanym typie, który należał do zupełnie typowej grupy w tym barze; zresztą w całej Desperacji się ich przecież roiło. Nim zauważył, zaczął lekko tupać stopą o podłogę. Nie minęło dużo czasu, wiedział, że jeszcze nie powinien być niecierpliwy, jednak nie mógł powstrzymać lekkiej fali irytacji, która raz po raz - coraz częściej - go zalewała. Chciał swoje piwo. Wreszcie zauważył jak ta sama drobna kelnerka prawie biegnie do niego, trzymając w ręku jego wymarzony trunek. Zaczął się uśmiechać, jednak nim jego uśmiech rozwinął się w swoją ostateczną formę (która zresztą i tak była dosyć niewielka, a przy tym wyglądała cwaniacko) siedział przemoczony piwskiem, które zamiast trafić do jego gardła, trafiło chyba w każde inne miejsce.
- No żesz cholera by ją wz... - zaczął, ale Rose, która wykazać się mogła znacznie większym poziomem empatii i wyrozumiałości od niego, szybko mu przerwała i szepnęła:
- Spokój.
Odetchnął, a kelnerka zaczęła przepraszać i wymachiwać swoją szmatką.
- W porządku, każdemu się zdarza - burknął. - Zresztą przez skórę alkohol równie dobrze się wchłania - próbował zażartować.
Może jednak trzeba było nie wchodzić; może lepiej było posiedzieć na cholernej ławce w obojętnie którym parku i popijać napój bezalkoholowy.
- Kelnereczko, kelnereczko, o mnie nie zapomnij! - rozległ się głos wieprza, któremu Ezrah wcześniej się przyglądał. Jego głos był zresztą równie obślizgły co jego tusza. Ezra spojrzał na twarz młodej kelnerki i mógł przysiąc, że przez sekundę widział na jej twarzy cień zniesmaczenia. Ale może mu się wydawało, gdyż ta sama twarz momentalnie przybrała wręcz podejrzanie słodki wyraz.
- Dobra jest - stwierdziła dziewczynka z podziwem.
To był chyba wyjątkowy dzień. Rose bowiem powiedziała trzecią rzecz, a Ezrah trzeci raz się z nią zgodził.
avatar
Ezra

Kundel       Zarażony






GODNOŚĆ :
Ezrah Fujii

Liczba postów :
8


Powrót do góry Go down





Re: Miau x Ezrah Pisanie by Miau on 14/6/2018, 18:26
    
Relaks na dobre zagościł wśród gości i pewne sama Miau zrelaksowała się i czaiła w kącie z telefonem i ładowarką, gdyby nie musiała pracować. Samo słowo praca zmieniało całe jej podejście. Pomimo miłej twarzy i umiejętnie wyćwiczonego uśmiechu, czuła jak jej ciało się buntuje, jak wyrywa się do ucieczki. Przyzwyczaiła się przecież do ciągłego ganiania za czymś bliżej niesprecyzowanym... a teraz? Teraz miała jasno określone cele w ciasnym pomieszczeniu. Stolik po prawej, wysunięty najbardziej do przodu cel numer jeden, stolik po lewej schowany przed lampami cel numer dwa i tak dalej i tak dalej. I tylko jedna piosenka wyryta w jej głowie, powtarzana bezdźwięcznie. Mimowolnie liczyła na dalsze fajerwerki ze strony szafy grającej; chociażby "A 1000 Times" w wykonaniu Hamilton Leithauser + Rostam. Mało kto pamiętał o nazwach lub chciał o nich pamiętać, Miau zaś miała do nich słabość. Słowa miały przecież moc. Podsłuchiwała ludzi od dziecka, a rozmowy o muzyce ją szczególnie interesowały. Namiętnie marzyła o nieograniczonym dostępie do utworów muzycznych - toż to był prawdziwy skarb! Na razie jednak zostawała jej ta szafa grająca, nucenie pod nosem lub podsłuchiwanie śpiewających ludzi, chociaż na Desperacji mało kto śpiewał, zwłaszcza coś, co nie było pijacką pieśnią. Do bordowych ścian można było przywyknąć, sprawiały przyjemne wrażenie przy zapalonych świeczkach. Powinien kiedyś przyjść, gdy odetną Przyszłości prąd; wtedy to dopiero był rozbrajający klimat. Agresja niewiele miała wspólnego z kolorem czerwonym, zapewne częstość bójek nie zmieniłaby się nawet gdyby ściany zostałyby pomalowane na niebiesko. I tak pub był niczym oaza spokoju na tle reszty Desperacji, niczym powiew świeżości, zmian, namiastki zwykłego życia jakie toczyło się w M3. Miau za każdym razem czuła się jak nowa osoba, gdy zakładała po raz kolejny strój kelnerki, wciąż sobie obiecując że to ostatni raz. Była nieporadna, co zrobić i po tej ambrozji nie zostało za wiele śladów. Chociaż... teraz jednym wielkim śladem był po prostu klient. Miau było strasznie głupio, no ale co zrobić, trzeba było działać i zadbać o to by szef się nie dowiedział. Kiwnęła energicznie głową na jego próbę obrócenia tego w żart i szybko zaczęła wycierać z niego piwo. Szmatka energicznie latała po jego torsie a następnie po kolanach. Dobrze, że miała ją w górnej kieszeni, dzięki temu zyskała na czasie, zwłaszcza że chwilę później rozległ się głos dość specyficznego pana skorpiona.
- Jeszcze jest klient gdzieś mokry? Przynieść dodatkową ścierkę? - spytała się go bardzo poważnie, nim zwróciła twarz w stronę natrętnego klienta. Zawsze wyglądać zachęcająco i przyjaźnie, bardzo ważna zasada, dzięki której można przetrwać.
- Nie zapomnę, kliencie! - zawołała do niego, poklepała przyjaźnie po ramieniu młodego klienta i posłała mu przepraszający wyraz twarzy.
- Za chwilę przyniosę kolejne, dobrze? - i zanim zdążył odpowiedzieć, poleciała w stronę tamtego stolika. Juurou już czekał, zaczął rzucać teksty, że i jemu by nie przeszkadzało gdyby rozlała na niego piwo, na co Miau uśmiechała się tylko, niby zawstydzona, niby zaskoczona i poprawiała swoje krótkie włosy.
- Masz jakieś plany na później słodziutka?
- Więcej pracy, drogi kliencie. Przepraszam, ale muszę obsłużyć pozostałe stoliki.
- Po co się spieszysz, nic się nie stanie jak spędzisz ze mną trochę czasu. Nie bądź taka.
- Przepraszam kliencie, ale inni czekają.
- Cśś, mówiłem byś zwracała się do mnie Juurou - i zanim zdążyła odejść, złapał ją za rękę. - Pośpiech nie jest wskazany.
Miau chrząknęła i bardzo szybko zaczęła się rozglądać, próbując znaleźć drogę ucieczki. Jeszcze mu nie odpowiedziała, nie wiedząc jak sprytnie się mu wywinąć.


avatar
Miau

Nosicielka






GODNOŚĆ :
Oto kot, Miau.

Liczba postów :
101


Powrót do góry Go down





Re: Miau x Ezrah Pisanie by Ezra on 16/6/2018, 12:35
    
I od tak spokój, na który liczył został zaburzony. Jeden cudzy błąd, jedno czyjeś potknięcie, a jak potrafiło wpłynąć na drugą osobę. Późniejsze wycieranie Ezry po całym ciele, łamiąc wszelkie bariery, a do tego z tak poważną facjatą bynajmniej nie pomagało.
- Proszę przestać - powiedział równie poważnie lekko zniesmaczony, jednak skutecznie maskując tę drugą emocję. Lekko wziął jej nadgarstki i z tak wielką delikatnością na jaką tylko go było stać, odtrącił jej ręce.
- Jestem wszędzie mokry - powiedział. Trochę zachciało mu się śmiać z nieporadności kelnerki, gdyż owa nieporadność w połączeniu z śmiertelną powagą, a także dziwnego rodzaju niewinnością tworzyła komiczną mieszankę. - Wszędzie, ale proszę już mnie nie wycierać.
Przyglądał jej się, gdy próbowała wszystkich zadowolić i wychodziło jej to z jednym klientem w większym, z drugim w mniejszym stopniu. On chyba trafił na ten niższy poziom, ale już trudno. Już się stało - śmierdział piwem, siedział przemoczony; do tego wszystkiego nawet zimno mu się zaczęło robić, chyba nawet miał gęsią skórkę. Nie chciało mu się sprawdzać. Miał tylko nadzieję, że nie zacznie metamorfozy, dlatego próbował się uspokoić i ujarzmić złość, żeby przypadkiem nie zaskoczyć klienteli i nie pić piwa w postaci tygrysa.
Na pytanie kelnerki tylko skinął głową, nie siląc się już na żadną dźwięczną odpowiedź.
- No trudno, Ezrah, trudno.
Rozłożył się na krześle, wiedząc, że nie będzie już potrafił wrócić do stanu relaksu, który wcześniej osiągnął. Błądził wzrokiem po barze, co do którego miał większe oczekiwania, które to zaś się nie spełniły. Może piwo będzie dobre - śmierdziało jak prawdziwe, porządne piwo. Znowu zaczynał się niecierpliwić, choć minęło może pięć sekund odkąd kelnerka machała swoją szmatką po jego ciele.
- Masz problem z niecierpliwością - stwierdziła Rose, a Ezrah tym razem zdecydował się ją zignorować.
Zamiast tego wolał szukać wzrokiem kelnerki i sprawdzić czy może jego trunek jest już gotowy, a także czy tym razem zostanie do niego eskortowany w bezpieczny sposób. Kelnerka jednak zamiast zająć się jego piwem, użerała się - choć nie było widać po jej twarzy, że użera się, ze względu na to, że wciąż gościł na niej uprzejmy wyraz - z obrzydliwym świniakiem, który najwyraźniej sobie ją upatrzył. Ona nieszczęsna, z dłonią uwięzioną w potężnej łapie natarczywego mężczyzny, rozglądała się dosyć pośpiesznie po sali, próbując zapewne znaleźć drogę ucieczki. Ezrah ciężko się na to patrzyło. Czuł podryg, który chciał zerwać jego ciało i pobiec w stronę kelnerki, a nawet dołożyć świniakowi prosto w jego ryj. Nie rozumiał bowiem jak można było odnosić się z takim brakiem szacunku i przedmiotowością do kobiet - a zwłaszcza do tego pokroju kobiet, do którego należała kelnerka, a więc przepełnionych niewinnością. Jego wzrok coraz wyraźniej skupiał się na tej parze postaci. Nie wiedział czy wstać, nie wiedział czy potrzebna była jego interwencja, a jednak nie chciał, by sprawa zaszła zbyt szybko za daleko.
- Poczekaj jeszcze chwilę.
Jednak nim Rose skończyła tę myśl, on już był w połowie drogi do celu. Zdawał sobie sprawę, że taki przemoknięty i cuchnący zapewne nie wywoływał zbyt przerażającej reakcji, ale jednak już wstał. Już podjął decyzję i wepchał się jak zwykle do nieswojego interesu.
Złapał świniaka za rękę, w której on trzymał dziewczynę, a następnie łypnął na niego spode łba.
- Pani chyba sobie nie życzy - wymruczał.
I znowu zachciało mu się śmiać.
avatar
Ezra

Kundel       Zarażony






GODNOŚĆ :
Ezrah Fujii

Liczba postów :
8


Powrót do góry Go down





Re: Miau x Ezrah Pisanie by Sponsored content
    

Sponsored content








Powrót do góry Go down

Powrót do góry


Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach