Go down


Miau x Ezrah

Pisanie by Ezra on 12/6/2018, 20:57
Bar "Przyszłość"

Stał przed barem i nie wiedział czy wchodzić, czy też nie. Nie wiedział nawet zbytnio w jaki sposób się tutaj znalazł - chodził bez celu, a później się okazało, że to chyba Przyszłość była jego celem. Ludzie pewnie myśleli, że coś z nim nie tak, skoro stoi tak blisko drzwi, po prostu się na nie gapiąc. Zresztą to nie odbiegało przecież aż tak bardzo od prawdy. Wahał się. Nie chciało mu się siedzieć w tym okropnym wrzasku. W końcu w barze zawsze jest tak paskudnie głośno. Naprawdę wolałby wypatrywać rozmaitych kształtów na ścianie, znajdującej się przy swoim łóżku. No i otaczałaby go cisza - a cisza to zawsze był aspekt pozytywny. Perspektywa wejścia do baru równała się jednak z zakupem alkoholu, a to całkowicie zmieniało pogląd Ezry na sprawę. Napiłby się - suszyło go. Rose spała. Gdyby wiedziała, że chce udać się do baru, już dawno by go powstrzymała, a gdyby wiedziała, że się waha - to powstrzymałaby go jeszcze wcześniej. Ale alkohol...
Westchnął i pchnął drzwi. Raczej wgramolił się niż wszedł do środka, co mogłoby sprawić wrażenie jakby został przymuszony do wizyty tego miejsca - a takie nastawienie z pewnością nie było często widziane. Gdy tylko uchylił skrawek drewna oddzielający Przyszłość od teraźniejszości, do jego uszu dotarła charakterystyczna pubowa gwara - mieszanina brzdęków szklanek, stukotu stóp i pijackiego śmiechu. Westchnął raz jeszcze i pozwolił by zmiksowane dźwięki go pochłonęły.
Rozglądał się, obserwując przy okazji emocje znajdujących się w środku osób. Oglądał gamy uczuć, które wymalowane były na twarzach - a znajdowali się tam zarówno reprezentanci radości, ulgi i odetchnienia, jak również smutku, a nawet zażenowania. Trochę się rozluźnił. Rozejrzał się raz jeszcze, tym razem w poszukiwaniu jakiegoś miejsca, w którym mógłby się ulokować. Zauważył jedno przy barze, ale nigdy nie był fanem bezpośrednich rozmów z barmanem, więc od razu odrzucił ten zbyt wysoki i zbyt niewygodny stołek. Przeszedł w głąb pomieszczenia, które okazało się bardziej zatłoczone niż przypuszczał. Spojrzał na zegarek. No tak, było już późno, więc nadeszła pora zatapiania smutków.
Wreszcie ujrzał jedno samotnie stojące krzesło przy odrobinę nierównym stoliku i przyśpieszył kroku, a następnie zajął swoją zdobycz z ogromną satysfakcją. Oparł głowę na zaciśniętej dłoni. Nie czekał długo - szybko przypałętała się do niego filigranowa kelnerka.
- Piwo - wyrzucił z siebie szybko, nie dając jej nawet szansy na zadanie standardowego pytania. Z początku nawet na nią nie spojrzał. Dopiero gdy odeszła, zajmując się swoją pracą, Ezra trochę uważniej przyjrzał się dziewczynie. Miała ładną twarz - wydawała się pogodna. Zauważył, że jej ruchy są trochę niezdarne, jakby nie była pewna czy to co robi na pewno wykonuje w prawidłowy sposób.
- Może dopiero zaczęła tutaj pracować - pomyślał.
- Ma trochę krzywe kolana - odezwał się w jego głowie dziecięcy głos. Skierował wzrok na kolana kelnerki. Może faktycznie były trochę krzywe. Wzruszył ramionami, ukazując tym samym jak niski był jego poziom zainteresowania tym tematem.
Oderwał od niej wzrok i tym samym pozwolił sobie na zapomnienie jej osoby, zająwszy się kolejnymi ofiarami, na których analizę pozwalał sobie w swoim umyśle.
- W naszym umyśle - oburzyła się mała Rose.
Westchnął. Chyba jednak wolał, gdy dziewczynka spała, a on miał wolną głowę. Ale nie pomyślał tego głośno; pomyślał cichutko. Bo kto wie? - jeszcze by się obraziła i rozpętała małą wojnę w ich głowie. A co do tej kwestii: byli zaskakująco zgodni - żadne tego nie chciało.
avatar





Ezra
Kundel       Zarażony
GODNOŚĆ :
Ezrah Fujii


Powrót do góry Go down


Re: Miau x Ezrah

Pisanie by Miau on 13/6/2018, 02:54
Miała dzisiaj całkiem dobry humor, może to była wina jednej musicalowej piosenki, która trafiła do puli muzycznego cudeńka jakim była szafa grająca, świeżo zamontowana i idealnie wpasowująca się w klimat tego miejsca. Miau była nią po prostu zauroczona i z chęcią by się dowiedziała więcej o tym jak ją szef zdobył, ale ten jedynie zbywał ją, wyraźnie dając do zrozumienia by dała mu spokój. Tak więc szykowało się śledztwo i to wielkie na własną rękę. Dowie się. W końcu. Lawirowała między stolikami, na siłę zmuszając się do uśmiechu, który wyglądał bardzo naturalnie na jej młodej, łagodnej twarzy. To powinien być pierwszy ostrzegawczy znak, bo czyż takie panny nie potrafiłyby przetrwać na Desperacji? A jednak, ha! Żyła jeszcze, Jinx nie przetrzymywał jej w piwnicy, nie zmuszał do sprzedaży ciała za jej długi - Miau sama się dziwiła, bo już sądziła, że całkowicie się do niego pomyliła a tu taka niespodzianka. Ciągle do tej sprawy wracała, w burdelu wcale tak łatwo nie było uzyskać odpowiedzi na nurtujące pytania - Jinx nie był typem człowieka chętnego na tego typu pogawędki, a przynajmniej taki jego obraz miała wyryty w głowie.
Zdecydowanie ten dzień był lepszy od poprzedniego. A to tylko jedna piosenka. Jedna, bardzo zdradziecka piosenka, którą ciągle nuciła pod nosem, nawet jeśli przez większość czasu leciał jazz. Przestała zauważać, kto wchodzi do pubu a kto z niego wychodzi po unormowaniu należności. Nie miała ani chwili wytchnienia, dzisiejsza gromada bawiła się w najlepsze i stale się powiększała, sięgając z chęcią po zapasy pubu. Szef był zadowolony, a kiedy był zadowolony to oznaczało premię. Premia! Będzie mogła szybciej się wymsknąć po tym wypadku z igłami z zeszłego tygodnia.
- Szybciej do mnie nóżkami przebieraj i wypełnij szklanę! - zawołał do niej mężczyzna sporych rozmiarów z wytatuowanym skorpionem na twarzy. Jego przeraźliwie żółte ślepia błyszczały, na widok truchtającej w jego stronę Miau, uśmiechnął się z zadowoleniem.
- Już kliencie, już! - rzuciła, a jej pierś unosiła się i opadła w rytm obecnie lecącej melodii z szafy grającej. Gdy wypełniała szkliwo jasnym płynem, ostrożnie trzymała dzban by przypadkiem jej nie wypadł. Szef nie byłby zachwycony gdyby coś z nim się stało, nie mieli ich w końcu za wiele, a do czegoś większe porcje alkoholi i napojów należało nalewać. Podejrzanie wyglądający mężczyzna pokazał jej swoje zęby, a właściwie kły, mignął jej też długi język. Okropieństwo.
- Mów mi Juurou, nie musimy być przecież sobie obcy.
- Mhm - kiwnęła głową Miau, próbując nie okazać niechęci i kątem oka dostrzegła czekającego na swoją kolej samotnika. - Kliencie, porozmawiamy o tym później. Kolejna osoba czeka, a piana nie utrzyma się długo.
I czmychnęła, wykonując krótki wdzięczny ukłon i pomknęła z tym dzbanem, trzymając go oczywiście blisko piersi by był bezpieczniejszy. Taki dziwny przesąd o którym usłyszała u sąsiadki babuni. Pewnie na twarzy pojawiły się pierwsze rumieńce od tego biegania od jednego stolika do drugiego. Kiedyś ją to wykończy. Ale jeszcze trochę i znowu będzie mogła czmychnąć! Uśmiechnęła się do nieznajomego.
- Piwo, przyjęłam! - zakomunikowała i szybko odeszła z tymi swoimi krzywymi kolanami. Co prawda nie uważała by były krzywe, no ale z myślami obcych ludzi się nie wygra, to w końcu jak walka z wiatrakami. Filigranowa? Ach nie przesadzajmy! Chyba dobrze się maskowała, skoro udało jej się nie zdradzić ani grama irytacji. Pospieszyła się z wypełnianiem w miarę czystej szklanki piwem i ruszyła do nowego klienta. Nie widziała go tu wcześniej... dziwne. Albo nie rzucił jej się w oczy, albo już zapomniała. Chyba była zmęczona.
- Proszę, oto pańskie... - nie dokończyła, bo zahaczyła jedną stopą o drugą i poleciała do przodu, a piwo wylała na ciuchy młodego pana. Szlag, to chyba wina tych krzywych kolan. - ...Piwo. Przepraszam, już to sprzątam.
Przynajmniej szklanka była cała a szef tego nie widział. Posłała mu zakłopotany uśmiech i podrapała się po głowie, po czym szybko się wyprostowała i postawiła szklankę z resztką piwa na jego stoliku.




Running through the parking lot
He chased me and he wouldn't stop
Tag, you're it, tag, tag, you're it
Grabbed my hand, pushed me down
Took the words right out my mouth

Voice & Song Of Today


✧/ᐠ-ꞈ-ᐟ| Szukam różnych rzeczy  /ᐠ。‸。ᐟ|
avatar





Miau
Nosicielka
GODNOŚĆ :
Oto kot, Miau.


Powrót do góry Go down


Re: Miau x Ezrah

Pisanie by Ezra on 13/6/2018, 14:35
Pierwsza chwila udręki spowodowanej muzyką pełną pijackich nut szybko mu minęła. Wreszcie mógł się zrelaksować, wtopić w trochę odrapaną ścianę koloru ciemnej czerwieni - zastanowił go zresztą wybór tej barwy, w końcu dosyć nietypowy do miejsc tego pokroju, czyż nie udowodniono, że wzbudza agresję? Czy właściciel nie powinien unikać sposobności do agresji, a więc bójek i wiążących się z nimi zniszczeń?
- Nie zastanawiaj się nad tym zbyt długo - szepnęła mu Rose, która wydawała się rozbawiona jego bezcelowymi rozważaniami.
Miała rację - nie trzeba było zaprzątać sobie tym głowy. Tak więc właśnie uczynił i raz jeszcze wtopił się w znajdującą się za nim ścianę, która biła zimnem, a jednocześnie dziwną atmosferą ciepła. Zorientował się, że w przestrzeni obok usłyszanej wcześniej przez niego gwary unoszą się również dźwięki prawdziwych melodii. Nie wiedział co to za gatunek. Zresztą nigdy nie był zbyt dobry w etykietowaniu czegokolwiek, a nawet za tym nie przepadał. Ale utwór całkiem mu się podobał, a nawet ułatwił mu zrelaksowanie się. Zauważył, że dochodzi z lśniącej, grającej maszyny.
- Chyba nowa.
Ezra skinął głową. Chyba faktycznie taka była.
Szybko wrócił do swoich obserwacji. Ludzie dzielili się na parę grupek wśród towarzyszy. Jego wzrok od razu przyciągnęła masywna postać błyskająca swoimi świńskimi oczkami w stronę kelnerki. Mężczyzna uśmiechał się półgębkiem, ukazując trochę swoich żółtych, połamanych i chyba całkiem ostrych zębów.
- Obrzydliwy.
Ezra westchnął. Z tym stwierdzeniem też się zgadzał, ale nie chciało mu się marnować zbyt wiele czasu na myślenie o tym podejrzanym typie, który należał do zupełnie typowej grupy w tym barze; zresztą w całej Desperacji się ich przecież roiło. Nim zauważył, zaczął lekko tupać stopą o podłogę. Nie minęło dużo czasu, wiedział, że jeszcze nie powinien być niecierpliwy, jednak nie mógł powstrzymać lekkiej fali irytacji, która raz po raz - coraz częściej - go zalewała. Chciał swoje piwo. Wreszcie zauważył jak ta sama drobna kelnerka prawie biegnie do niego, trzymając w ręku jego wymarzony trunek. Zaczął się uśmiechać, jednak nim jego uśmiech rozwinął się w swoją ostateczną formę (która zresztą i tak była dosyć niewielka, a przy tym wyglądała cwaniacko) siedział przemoczony piwskiem, które zamiast trafić do jego gardła, trafiło chyba w każde inne miejsce.
- No żesz cholera by ją wz... - zaczął, ale Rose, która wykazać się mogła znacznie większym poziomem empatii i wyrozumiałości od niego, szybko mu przerwała i szepnęła:
- Spokój.
Odetchnął, a kelnerka zaczęła przepraszać i wymachiwać swoją szmatką.
- W porządku, każdemu się zdarza - burknął. - Zresztą przez skórę alkohol równie dobrze się wchłania - próbował zażartować.
Może jednak trzeba było nie wchodzić; może lepiej było posiedzieć na cholernej ławce w obojętnie którym parku i popijać napój bezalkoholowy.
- Kelnereczko, kelnereczko, o mnie nie zapomnij! - rozległ się głos wieprza, któremu Ezrah wcześniej się przyglądał. Jego głos był zresztą równie obślizgły co jego tusza. Ezra spojrzał na twarz młodej kelnerki i mógł przysiąc, że przez sekundę widział na jej twarzy cień zniesmaczenia. Ale może mu się wydawało, gdyż ta sama twarz momentalnie przybrała wręcz podejrzanie słodki wyraz.
- Dobra jest - stwierdziła dziewczynka z podziwem.
To był chyba wyjątkowy dzień. Rose bowiem powiedziała trzecią rzecz, a Ezrah trzeci raz się z nią zgodził.
avatar





Ezra
Kundel       Zarażony
GODNOŚĆ :
Ezrah Fujii


Powrót do góry Go down


Re: Miau x Ezrah

Pisanie by Miau on 14/6/2018, 18:26
Relaks na dobre zagościł wśród gości i pewne sama Miau zrelaksowała się i czaiła w kącie z telefonem i ładowarką, gdyby nie musiała pracować. Samo słowo praca zmieniało całe jej podejście. Pomimo miłej twarzy i umiejętnie wyćwiczonego uśmiechu, czuła jak jej ciało się buntuje, jak wyrywa się do ucieczki. Przyzwyczaiła się przecież do ciągłego ganiania za czymś bliżej niesprecyzowanym... a teraz? Teraz miała jasno określone cele w ciasnym pomieszczeniu. Stolik po prawej, wysunięty najbardziej do przodu cel numer jeden, stolik po lewej schowany przed lampami cel numer dwa i tak dalej i tak dalej. I tylko jedna piosenka wyryta w jej głowie, powtarzana bezdźwięcznie. Mimowolnie liczyła na dalsze fajerwerki ze strony szafy grającej; chociażby "A 1000 Times" w wykonaniu Hamilton Leithauser + Rostam. Mało kto pamiętał o nazwach lub chciał o nich pamiętać, Miau zaś miała do nich słabość. Słowa miały przecież moc. Podsłuchiwała ludzi od dziecka, a rozmowy o muzyce ją szczególnie interesowały. Namiętnie marzyła o nieograniczonym dostępie do utworów muzycznych - toż to był prawdziwy skarb! Na razie jednak zostawała jej ta szafa grająca, nucenie pod nosem lub podsłuchiwanie śpiewających ludzi, chociaż na Desperacji mało kto śpiewał, zwłaszcza coś, co nie było pijacką pieśnią. Do bordowych ścian można było przywyknąć, sprawiały przyjemne wrażenie przy zapalonych świeczkach. Powinien kiedyś przyjść, gdy odetną Przyszłości prąd; wtedy to dopiero był rozbrajający klimat. Agresja niewiele miała wspólnego z kolorem czerwonym, zapewne częstość bójek nie zmieniłaby się nawet gdyby ściany zostałyby pomalowane na niebiesko. I tak pub był niczym oaza spokoju na tle reszty Desperacji, niczym powiew świeżości, zmian, namiastki zwykłego życia jakie toczyło się w M3. Miau za każdym razem czuła się jak nowa osoba, gdy zakładała po raz kolejny strój kelnerki, wciąż sobie obiecując że to ostatni raz. Była nieporadna, co zrobić i po tej ambrozji nie zostało za wiele śladów. Chociaż... teraz jednym wielkim śladem był po prostu klient. Miau było strasznie głupio, no ale co zrobić, trzeba było działać i zadbać o to by szef się nie dowiedział. Kiwnęła energicznie głową na jego próbę obrócenia tego w żart i szybko zaczęła wycierać z niego piwo. Szmatka energicznie latała po jego torsie a następnie po kolanach. Dobrze, że miała ją w górnej kieszeni, dzięki temu zyskała na czasie, zwłaszcza że chwilę później rozległ się głos dość specyficznego pana skorpiona.
- Jeszcze jest klient gdzieś mokry? Przynieść dodatkową ścierkę? - spytała się go bardzo poważnie, nim zwróciła twarz w stronę natrętnego klienta. Zawsze wyglądać zachęcająco i przyjaźnie, bardzo ważna zasada, dzięki której można przetrwać.
- Nie zapomnę, kliencie! - zawołała do niego, poklepała przyjaźnie po ramieniu młodego klienta i posłała mu przepraszający wyraz twarzy.
- Za chwilę przyniosę kolejne, dobrze? - i zanim zdążył odpowiedzieć, poleciała w stronę tamtego stolika. Juurou już czekał, zaczął rzucać teksty, że i jemu by nie przeszkadzało gdyby rozlała na niego piwo, na co Miau uśmiechała się tylko, niby zawstydzona, niby zaskoczona i poprawiała swoje krótkie włosy.
- Masz jakieś plany na później słodziutka?
- Więcej pracy, drogi kliencie. Przepraszam, ale muszę obsłużyć pozostałe stoliki.
- Po co się spieszysz, nic się nie stanie jak spędzisz ze mną trochę czasu. Nie bądź taka.
- Przepraszam kliencie, ale inni czekają.
- Cśś, mówiłem byś zwracała się do mnie Juurou - i zanim zdążyła odejść, złapał ją za rękę. - Pośpiech nie jest wskazany.
Miau chrząknęła i bardzo szybko zaczęła się rozglądać, próbując znaleźć drogę ucieczki. Jeszcze mu nie odpowiedziała, nie wiedząc jak sprytnie się mu wywinąć.





Running through the parking lot
He chased me and he wouldn't stop
Tag, you're it, tag, tag, you're it
Grabbed my hand, pushed me down
Took the words right out my mouth

Voice & Song Of Today


✧/ᐠ-ꞈ-ᐟ| Szukam różnych rzeczy  /ᐠ。‸。ᐟ|
avatar





Miau
Nosicielka
GODNOŚĆ :
Oto kot, Miau.


Powrót do góry Go down


Re: Miau x Ezrah

Pisanie by Ezra on 16/6/2018, 12:35
I od tak spokój, na który liczył został zaburzony. Jeden cudzy błąd, jedno czyjeś potknięcie, a jak potrafiło wpłynąć na drugą osobę. Późniejsze wycieranie Ezry po całym ciele, łamiąc wszelkie bariery, a do tego z tak poważną facjatą bynajmniej nie pomagało.
- Proszę przestać - powiedział równie poważnie lekko zniesmaczony, jednak skutecznie maskując tę drugą emocję. Lekko wziął jej nadgarstki i z tak wielką delikatnością na jaką tylko go było stać, odtrącił jej ręce.
- Jestem wszędzie mokry - powiedział. Trochę zachciało mu się śmiać z nieporadności kelnerki, gdyż owa nieporadność w połączeniu z śmiertelną powagą, a także dziwnego rodzaju niewinnością tworzyła komiczną mieszankę. - Wszędzie, ale proszę już mnie nie wycierać.
Przyglądał jej się, gdy próbowała wszystkich zadowolić i wychodziło jej to z jednym klientem w większym, z drugim w mniejszym stopniu. On chyba trafił na ten niższy poziom, ale już trudno. Już się stało - śmierdział piwem, siedział przemoczony; do tego wszystkiego nawet zimno mu się zaczęło robić, chyba nawet miał gęsią skórkę. Nie chciało mu się sprawdzać. Miał tylko nadzieję, że nie zacznie metamorfozy, dlatego próbował się uspokoić i ujarzmić złość, żeby przypadkiem nie zaskoczyć klienteli i nie pić piwa w postaci tygrysa.
Na pytanie kelnerki tylko skinął głową, nie siląc się już na żadną dźwięczną odpowiedź.
- No trudno, Ezrah, trudno.
Rozłożył się na krześle, wiedząc, że nie będzie już potrafił wrócić do stanu relaksu, który wcześniej osiągnął. Błądził wzrokiem po barze, co do którego miał większe oczekiwania, które to zaś się nie spełniły. Może piwo będzie dobre - śmierdziało jak prawdziwe, porządne piwo. Znowu zaczynał się niecierpliwić, choć minęło może pięć sekund odkąd kelnerka machała swoją szmatką po jego ciele.
- Masz problem z niecierpliwością - stwierdziła Rose, a Ezrah tym razem zdecydował się ją zignorować.
Zamiast tego wolał szukać wzrokiem kelnerki i sprawdzić czy może jego trunek jest już gotowy, a także czy tym razem zostanie do niego eskortowany w bezpieczny sposób. Kelnerka jednak zamiast zająć się jego piwem, użerała się - choć nie było widać po jej twarzy, że użera się, ze względu na to, że wciąż gościł na niej uprzejmy wyraz - z obrzydliwym świniakiem, który najwyraźniej sobie ją upatrzył. Ona nieszczęsna, z dłonią uwięzioną w potężnej łapie natarczywego mężczyzny, rozglądała się dosyć pośpiesznie po sali, próbując zapewne znaleźć drogę ucieczki. Ezrah ciężko się na to patrzyło. Czuł podryg, który chciał zerwać jego ciało i pobiec w stronę kelnerki, a nawet dołożyć świniakowi prosto w jego ryj. Nie rozumiał bowiem jak można było odnosić się z takim brakiem szacunku i przedmiotowością do kobiet - a zwłaszcza do tego pokroju kobiet, do którego należała kelnerka, a więc przepełnionych niewinnością. Jego wzrok coraz wyraźniej skupiał się na tej parze postaci. Nie wiedział czy wstać, nie wiedział czy potrzebna była jego interwencja, a jednak nie chciał, by sprawa zaszła zbyt szybko za daleko.
- Poczekaj jeszcze chwilę.
Jednak nim Rose skończyła tę myśl, on już był w połowie drogi do celu. Zdawał sobie sprawę, że taki przemoknięty i cuchnący zapewne nie wywoływał zbyt przerażającej reakcji, ale jednak już wstał. Już podjął decyzję i wepchał się jak zwykle do nieswojego interesu.
Złapał świniaka za rękę, w której on trzymał dziewczynę, a następnie łypnął na niego spode łba.
- Pani chyba sobie nie życzy - wymruczał.
I znowu zachciało mu się śmiać.
avatar





Ezra
Kundel       Zarażony
GODNOŚĆ :
Ezrah Fujii


Powrót do góry Go down


Re: Miau x Ezrah

Pisanie by Miau on 23/6/2018, 00:22
Bardzo gwałtownie zareagował. Nie tylko jego spokój został wzburzony, choć ona, zwłaszcza w pracy musiała wszystko w sobie tłumić by nie sprawiać problemów. Każda z nich nie mogła się smucić i złościć, jakby zostały automatycznie zaprogramowane, jakby były androidami. Miau tym bardziej trzymała się tej pracy, póki była w stanie - każdy drobniak się w końcu przyda by uciec i przetrwać, poczuć ten znajomy wiatr we włosach. Wiatr tymczasowej wolności. To w końcu jest to, co koty lubią najbardziej. Każdy popełnia błędy, ale Miau nie uważała by jej były takie straszne, patrzyła na to dość optymistycznie. Pewnie błędem był właśnie ten dziwny i naiwny optymizm. Wpływ to wieczne oddziaływania, nieznajomy nie mógł tego uniknąć. Przypadkowy uśmiech, rozlane piwo, groźby rzucone w ciemnej uliczce, wybuch bomb w pobliżu M3... to było wszędzie. Był zakłopotany? Przeszkadzała mu taka bliskość, przekraczanie tej niewidzialnej bariery prywatności? Zaraz będzie miała rączki przy sobie, niech tylko chwilę poczeka. Chciała, działając impulsywnie, naprawić poniesioną przez niego szkodę, zatroszczyć się minimalnie o komfort jego ciała. Przesadziła? Nie chciała być problemem dla klienta. Zniesmaczenie - skąd się wzięło? Jej twarz, dotyk, niezdarność? Zdawała się chcieć dowiedzieć wszystkiego z jego jasnych  oczu, pochłonąć ukryte w nich informacje. Nie wiedziała jednak nic, nie odkryła rozwiązania. Zarumieniła się, głupia, kiedy złapał ją za nadgarstki i dał do zrozumienia, że to niczego nie zmieni. To wcale nie było zabawne!
- Dobrze - odpowiedziała cicho i uprzejmie, z szacunkiem. Naprawdę nie chciała sprawić klientowi problemów. Zasady eksplodowały jej pod czaszką, znowu poruszała się tak jakby była zaprogramowana... No może nie do końca, nadal było w tym sporo jej, jej niezgrabności. Nie było jednak czego analizować, chociażby przy stoliku ósmym, gdzieś bardziej po środku mógłby odkryć więcej. Siedziała tam grupa młodych Desperatów, wśród nich była jedna dziewczyna z pomalowanymi ciemnoczerwoną szminką ustami. Zainteresowała się nim, Miau miała do tego oko, zupełnie jak Juurou miał oko na nią.
Oprócz piwa będzie musiała przynieść mu coś ekstra. Może podstawkę pod to piwo? Mieli ich mało, tylko na specjalne okazje, ale przecież mogłaby mu oddać swoją. To chyba była nawet amerykańska! Nie mogło być tak by przez nią szef miał kłopoty i stracił chociażby jednego klienta, Miau była pełna determinacji. Ten klient nie mógł odejść, nie mokry, śmierdzący piwem i z ponurą miną. Musiała to zmienić, musiała coś sobie udowodnić.
Dasz radę, Miau, dasz radę, dasz radę, dasz radę. Wyciągnij wnioski ze swojej nauki.
Piwo z "Przyszłości" było prawdziwym piwem. Śmierdziało i smakowało jak prawdziwe, łatwo uderzając ludziom do głów, zwłaszcza w duszne wieczory.  W głowie Miau znajdowały się jednak inne myśli. Tworzyła bowiem odpowiednią ścieżkę, którą szybko i bezpiecznie mogłaby się dostać do oddalonego stolika. Ale zanim cokolwiek zrobiła, już ręka jej była w potrzasku, a ona sama musiała patrzeć na tę twarz pozbawioną jakiejkolwiek delikatności, zupełnie jakby ktoś wyrzeźbił ją w kamieniu. Potem jej wzrok mimowolnie uciekł, kiedy tworzyła zdania, mogące być ratującą ją formułą - usta same zaczęły się ruszać, układać w bezdźwięczne słowa, wzrok zaś odpłynął.
- Słuchasz mnie?! Lepiej mnie nie ignoruj! - machnął drugą dłonią i zrzucił naczynia ze swojego stolika, głównie szklanki.
- Nie ignoruję klienta - powiedziała to spokojnie, starając się nie pokazać po sobie żadnego strachu, chociaż prędzej czuła żal, widząc tyle zniszczonych przedmiotów. - Czy klient mógłby puścić moją dłoń?
- Teraz nigdzie nie pójdziesz. Poświęcisz mi tyle czasu, ile będę chciał.
Dłoń jej drgnęła, brązowe oczy zarejestrowały nieznajomego, który pojawił się znikąd.  Dziewczyna ze stolika ósmego zakryła usta dłonią. To jego 'Pani chyba sobie nie życzy' podziałało na Miau jak wiadro zimnej wody. Przekrzywiła zaskoczona głowa, skupiając na nim swoją uwagę. Dlaczego postanowił się wtrącić...?
- Przepraszam za zwłokę, kliencie. Zaraz otrzyma pan swoje piwo - wypaliła nagle, nie mogąc się powstrzymać. Powinna dołączyć do jego zestawu ręcznik? Korzystając z nieoczekiwanego zwrotu akcji, jej dłoń sprytnie się wyślizgnęła z tego uchwytu.
- Nie wtrącaj się, chuderlaku. To nie twoja sprawa - warknął Juurou i złapał go za tę rękę, próbując ją wykręcić.
- Kliencie! - upomniała go Miau. - To nie jest miejsce  na takie zachowania!
- Będę robił co chcę i gdzie chcę, a ty laluniu lepiej się szykuj do wyjścia. Zaraz wychodzimy.



Running through the parking lot
He chased me and he wouldn't stop
Tag, you're it, tag, tag, you're it
Grabbed my hand, pushed me down
Took the words right out my mouth

Voice & Song Of Today


✧/ᐠ-ꞈ-ᐟ| Szukam różnych rzeczy  /ᐠ。‸。ᐟ|
avatar





Miau
Nosicielka
GODNOŚĆ :
Oto kot, Miau.


Powrót do góry Go down


Re: Miau x Ezrah

Pisanie by Ezra on 27/6/2018, 11:09
Niekiedy miał wrażenie jakby równolegle istniało wiele światów, a on znajdował się w wielu z nich na raz, co powodowało czasem to przytłaczające uczucie, a czasem pomagało mu w uświadomieniu samego siebie. Zdarzało się nawet, że tęsknił za paroma światami, gdy budził się, drepcząc w jednym nudnym miejscu, nie znajdując żadnego uniwersum obok. A teraz wszystko uciekło, jakby cała rzeczywistość zdecydowała się przed nim schować, bombardując go barowym otoczeniem w spowolniałym, nadającym się do analizy tempem. Doświadczył już wcześniej podobnych wydarzeń, jednak nie zdołał całkowicie ich zarejestrować ani nawet pojąć na czym polegały. Obawiał się tylko czy to nie był początek metamorfozy — wolałby ją odczuwać w ten sposób, gdyż mógłby jakkolwiek przewidzieć co się stanie z jego ciałem.
To było dziwne uczucie, obserwowanie wszystkiego z boku. Obserwował jak nieprzyjemna twarz równie nieprzyjemnego mężczyzny zmienia wyrazy z mniej agresywnego w bardziej agresywny, co poskutkowało jeszcze większym zagłębieniem zmarszczek i jeszcze większym uwydatnieniem blizn, które go oszpecały. Przyglądał się również twarzyczce dziewczyny, która jakby nie pojmowała w jakiej sytuacji się znajduje lub też najzwyczajniej nie przejmowała się nią, a nawet wybrała zaskoczenie spowodowane najbardziej błahym w tej chwili faktem. Zaskoczyła go.
Czy ona nie rozumie co się tu wyprawia? Czy jest do tego przyzwyczajona?
Chyba zmarszczył brwi, choć sam nie był pewien, jako że jego facjata również ozdobiona była oznakami złości i zirytowania.
Czy źle mnie odebrała?
Rose dziwnie ucichła, zamykając się na nowo we własnym świecie, który nie oferował jej zbyt wiele prywatności, a nawet mógłby być nazwany pewnego rodzaju więzieniem, w którym kazano spędzić jej dożywocie.
— Nie śpieszy mi się aż tak z tym piwem — powiedział, chociaż miał nadzieję, że jednak dostanie trunek w miarę szybko, a w świetle zaistniałych okoliczności, że dostanie je w ogóle.
Nim zdążył cokolwiek zrobić, dziewczyna uwolniła się z uścisku tyrana, co pogłębiło jego zaskoczenie, a nawet może trochę mu zaimponowało. Zauważywszy to, puścił przegub mężczyzny, jednak ten szybko zacisnął drugą łapę na jego znacznie delikatniejszej dłoni, nieudolnie próbując zrobić mu krzywdę. Gdyby Ezrah miał mu pomóc poznać tajniki walki, poradziłby mu, aby wykorzystywał raczej swą masywną posturę i nabytą dzięki niej siłę, a nie próbował bawić się w techniki, które przeciwnik mógł znać znacznie lepiej. Tak jak Ezrah znał. Chłopak jednak nie miał dziś ochoty na poszerzanie wiedzy miejscowym opryszkom, więc powiedział tylko:
— Jeszcze zrobisz sobie krzywdę.
Oczy faceta zapaliły się.
— Nie wiesz z kim masz do czynienia, bachorze! Nikt nie mówi tak do Juurou!
Uśmiechnął się i, chwyciwszy drugą dłonią masywną łapę zamknięta w żelaznym uścisku na przegubie jego ręki, przełożył ją w drugą stronę, tworząc nienaturalną pozycję, co wydusiło z Juurou ciche syknięcie. Czuł jak moc uchwytu maleje. Zastanawiał się, czy świniak da za wygraną. Spojrzał raz jeszcze w jego malutkie, przeciętne oczka. Płomień wściekłości nie gasł.
— Myślę, że możemy się dogadać — zaczął Ezrah spokojnie. Przecież nie przyszedł tutaj szukać problemów — ba! szukał jedynie ustronnego miejsca, w którym mógłby się napić na spokojnie piwa; w którym mógłby pooglądać głupie i bezmyślne zachowania otaczających go ludzi. Spojrzał ukradkiem w bok, zaciekawiony jakie reakcje wśród barowej publiczności wywołało spięcie. Niektórzy przyglądali się im z niewielkim zainteresowaniem, niektórzy dalej patrzyli się na swoją seksowną partnerkę, a gdy takiej brakowało, zawieszali wzrok na szklance z mniej (zwykle mniej) lub bardziej wymyślnym alkoholem. Poczuł jak ucisk na przegubie zniknął, więc skoncentrował się na Juurou.
— Kupię ci kufel piwa, a ty zostawisz panią w spokoju — zaproponował, lecz w połowie tego zdania w twarz uderzyła go pięść chłopa. Użył siły i ta taktyka była dla niego dużo bardziej odpowiednia, a także dużo bardziej skuteczna. Złapał się za policzek i nim facet zdążył wykonać kolejny ruch, kopnął go z całej siły w kroczę, a gdy Juurou bezwarunkowo skulił się z rękami osłaniającymi czułe miejsce, trzepnął go raz jeszcze w paskudną mordę. Świniak stracił równowagę i przewrócił się, chyba niechcący kopiąc Ezrę w lewe kolano. Jęknął.
— Gówniarzu ty! — krzyknął wciąż leżąc na podłodze.
Ezrah spojrzał na niego, czując jak ból lewej nogi i policzka promieniuje do całego jego ciała. Bolało jak cholera.
Popatrzył w jego oczy i zauważyła, że płomień wściekłości trochę przygasał.
avatar





Ezra
Kundel       Zarażony
GODNOŚĆ :
Ezrah Fujii


Powrót do góry Go down


Re: Miau x Ezrah

Pisanie by Miau on 30/6/2018, 21:28
Ciekawe jak wyglądały jego światy i co w nich się znajdowało. Też chciała móc je tworzyć, lecz rzeczywistość sama w sobie była potężna i zajmowała sporo przestrzeni w jej głowie. Które światy były mu szczególnie bliskie, za czym tęsknił, do czego jego serce się wyrywało? To brzmiało jak bajka a Miau lubiła bajki, lubiła opowieści, najbardziej te, które opowiadane były przy ognisku w chłodne noce. Brakowało jej babuni, w burdelu za bardzo nie miała na kogo liczyć. Czasem chciała by po zamknięciu powiek witało jej coś innego niż te proste projekcje mózgu. Nieważne jakby się starała pobudzić wyobraźnię przed snem i tak działo się inaczej. A potem i tak zapominała, wstawała, pomagała dziewczynom, nieraz złemu na wszystko Jinxowi i znikała w różnych miejscach, chcąc jak najlepiej poznać Desperację, a właściwie tę część do której miała dostęp i na którą miała czas. Wyobrażała sobie nieraz, że mieszka w M3, ma całą szafkę dla siebie, pełną różnych ubrań i pamiątek, świeżą pościel i pięć poduszek. Łatwo było marzyć.
Ciało Miau mogło wydawać się bezużyteczne, bo w przeciwieństwie do większości mieszkańców Desperacji nie była w stanie wykonać metamorfozy, ale dzielnie ćwiczyła, próbując udoskonalić swoje atuty. Wykorzystywała szybkość, spryt, szczupłą sylwetkę, silne nogi i to, co akurat miała pod ręką. Chciała nie być zależna od innych osób, ale zawsze łapała się na tym, że w sytuacjach takich jak ta i tak czeka na pomoc. To było głupie.  
Nie mogła zrozumieć, dlaczego akurat nowy klient postanowił zainterweniować, zwłaszcza że nie wyglądał na takiego, którego tego typu sytuacje mogły interesować. Pomyliła się?
Może wydawała się mu naiwna i głupia? Ale lubiła zaskakiwać, nawet jeśli nie rozumiała, co teraz mogło go zaskoczyć. Złość piękności szkodziła, a w Przyszłości było teraz dużo złości ze strony obu panów.
A cóż to? Był pod wrażeniem? Ha, jednak potrafiła! Najwyraźniej nie tylko on był zdolny.
Juurou nie był zainteresowany jego radami, sam w końcu wiedział jak powinien się bić. Ten gówniarz nie miał prawa patrzeć na niego w ten sposób. Dolał oliwy do ognia, wyszedł w noc Desperacji nieuzbrojony - o tym pomyślała Miau, słysząc słowa swojego obrońcy. Jej oczy zrobiły się na chwilę duże. Jak miała teraz zareagować? Próbowała dać mu jakiś sygnał, cokolwiek, by nie pogarszał swojego położenia, że ona sobie poradzi i niech wraca do stolika, bo zaraz wszystko się przecież uspokoi.
No nie, teraz było za późno. Juurou się wściekł, nie było mowy o załagodzeniu sytuacji. Jak nic zaraz wszystko rozwali. Nie dość, że będą straty w naczyniach i jedzeniu to jeszcze mnóstwo sprzątania. A co do publiczności… była podzielona. Większość, z tego co zauważyła Miau, udawała że nic się nie działo i wróciła do przerwanych czynności. Reszta, cóż, za dużo opcji by je wszystkie po kolei wymieniać.
Co? Dlaczego tak? Przecież oberwał! Zmienił taktykę? Ale na to już za późno! Miau kaszlnęła, bo zrobiło jej się z tego wszystkiego sucho w gardle.
Juurou nie zamierzał odpuścić. Widać było, że go to bolało, ale jego duma bolała bardziej i postanowił zrobić z tym porządek. Płomień w jego oczach przybrał na sile, kiedy zarejestrował, że Miau teraz patrzyła głównie na gówniarza a nie na niego, że nawet zdawała się być zaniepokojona. To była zdrada. Jego twarz częściowo pokryła się karapaksem, pojawiły się nawet szczękoczułki. Było za późno. Podniósł się i chwycił to, co akurat było pod ręką, czyli czyjąś szklankę, którą zamierzał roztrzaskać na głowie Ezry.
- Nie pozwolę by jakiś gówniarz mnie tak traktował! - krzyknął rozwścieczony i drugą ręką już sięgał po jego szyję.
Miau drgnęły dłonie.
- Kliencie! Nie! - zawołała, próbując jakoś to powstrzymać. - Pójdę z klientem, ale proszę go zostawić!
- Jestem Juurou! JUUROU DO CHOLERY!



Running through the parking lot
He chased me and he wouldn't stop
Tag, you're it, tag, tag, you're it
Grabbed my hand, pushed me down
Took the words right out my mouth

Voice & Song Of Today


✧/ᐠ-ꞈ-ᐟ| Szukam różnych rzeczy  /ᐠ。‸。ᐟ|
avatar





Miau
Nosicielka
GODNOŚĆ :
Oto kot, Miau.


Powrót do góry Go down


Re: Miau x Ezrah

Pisanie by Ezra on 3/7/2018, 21:09
Nie chciał żadnej z tych sytuacji, nie chciał być centrum tego apogeum, które sam nieumyślnie i zupełnie bezsensownie sobie stworzył, kierując się co prawda szczerymi, może nawet szlachetnymi pobudkami, a jednak również całkiem zbędnymi. W jakiejś mierze — niekoniecznie ogromnej, ale jednak jakaś niewielka cząstka podejrzewała nawet, że chciał zabłysnąć, znów być bohaterem. Uwielbiał to uczucie: przepełniona próżnością satysfakcja i zasłużone wywyższanie się nad tłumem, który w końcu mógł zostać uznany za pospolity; niekiedy nawet udawało mu się to osiągnąć, co sprawiało, że jego nieznośne ego rosło, aż przerastało formę nad treścią już całkowicie. Ale jednak nie brakowało też sytuacji odmiennych, a więc tych, w których dostał kopniaka od losu czy to w żebra, czy to w twarz, i musiał odejść, maskując swe upokorzenie. A jakże często później dręczyło go to upokorzenie po nocach, skręcało jego ciało i zmuszało umysł do odtwarzania nieprzyjemnych momentów, nie pozwalając na ich wykasowanie choćby w malutkiej części. Nie chciał, aby i tym razem tak się skończyło, a pojawiło się już takie ryzyko; wszak dostał już kopa, choć to Juurou był władcą niesfornej kończyny go wykonującej. Chciał opanować sytuację, uspokoić narwanego człowieczka, którego ciało było co prawda ogromne, acz inteligencja już niekoniecznie.
Było już za późno. Juurou dobrze wiedział, co robił, wyśmienicie kontrolował swą metamorfozę, elegancko nadając ciału coraz to bardziej segmentowane kształty. Jego pajęcza postać była równie monstrualna co ludzka. Milion jego oczek śledziło każdy ruch Ezry, a nogogłaszczki, którymi pocierał jedną o drugą jakby w geście przygotowań, wydawały skrzypiący, nieprzyjemny dźwięk. Nawet jego odór uległ lekkiej zmianie, wnosząc w powietrze nutę wilgoci. Ezrah westchnął, a pajęczak uśmiechnął się jakby i rzucił na chłopaka. Przytwierdził jego kończyny swymi odnóżami, których liczebnością zyskiwał dużą przewagę. Napierał swym potężnym ciałem na Ezrę jeszcze mocniej, wbijając ostre włoski, które pokrywały jego nóżki. Ezrah sapnął, a Juurou znów poczuć musiał satysfakcję, co zresztą ujawniło się na jego części, która kiedyś pełniła funkcję twarzy.
Poczuł nagle jak jedna z tylnych kończyn pająka ześlizguje się, uwalniając jego nogę spod niesamowitego ciężaru, więc szybko wyrwał tę właśnie kończynę i jeszcze szybciej kopnął Juurou w brzuch, który okazał się czułym miejscem, skoro nie był ciasno opleciony chitynowym oskórkiem. Pajęczak zachwiał się, a Ezrah wykorzystał tę chwilę, by wyślizgnąć się z jego mało romantycznych objęć. Był zmęczony, był obolały i czuł jak palą go punkty na nadgarstkach i kostkach, jakby pojawiły się tam w tajemniczy sposób stygmaty. Wiedział, że musi działać szybko, więc nie myśląc zbyt długo wziął leżącą nieopodal samotnie szklankę i cisnął nią w rozwarte szczęki pająka, które zacisnęły się, roztrzaskując naczynie i wbijając sobie tysiąc szklanych ostrzy, a tym samym haratając wnętrze swej paszczy. Zawył z bólu, a Ezrah spróbował wstać, lecz zamiast tego potknął się nieudolnie o swe własne stopy i runął jak długi na podłogę, lądując z powrotem tam, skąd tak desperacko przed chwilą uciekał.
— Cholera — zaklął, a jego głos nie brzmiał zbyt groźnie, gdyż drżał tak samo mocno jak drżało jego ciało. Podjął raz jeszcze próbę uniesienia się, ciężko opierając się na czworaka, aż w końcu udało mu się przyjąć pionową pozycję na chwiejnych dwóch nogach. Juurou nie do końca doszedł do siebie, również osłabł. Ezrah chwycił jego własny kufel, który zresztą w połowie pełny był jeszcze całkiem niezłego piwa, a następnie ponownie rzucił go w stronę Juurou. Nie trafił, lecz pająk uchylił się. Nie miał już siły na walkę, a jego przełyk pełen był agresywnie szpiczastych szklistych igieł.
— Idźże już! — warknął Ezrah ostatkiem sił. Miał tylko nadzieję, że ten go posłucha; że da mu spokój; że Ezrah będzie mógł wtopić się spokojnie w szkarłatną ścianę baru, trzymając w ręku kufel piwa i obserwując reakcję go otaczających. Miał nadzieję, że będzie mógł wpaść jeden w swoich światów i być niezauważanym, że będzie mógł robić to, po co tu przyszedł. Tylko niechże to stworzenie odpuści i posłucha.
avatar





Ezra
Kundel       Zarażony
GODNOŚĆ :
Ezrah Fujii


Powrót do góry Go down


Re: Miau x Ezrah

Pisanie by Miau on 4/7/2018, 00:35
Nie były zbędne. Absolutnie. Miał zadatki na bohatera, a tych brakowało w Desperacji. Dużo było za to złoczyńców, do tego dobrze poukrywanych. Nadawał się do bycia bohaterem i wcale nie musiał mieć do tego peleryny. Czy czuł upokorzenie, potrzebę schowania się, ucieczki do innej rzeczywistości? Czy oto został pokonany i nie widział innego rozwiązania poza czmychnięciem z pola walki? Miau nie chciała by ten dzień tak wyglądał. Wbrew pozorom miała całkiem prosty plan na przetrwanie. Zaczęło się dobrze, ale potem spadła lawina i trzeba było ją posprzątać. Naprawdę głupio wyszło, że była  przyczyną zamieszania w barze. Co teraz? Zrobił co mógł, ale Juurou… on nadal nie potrafił zahamować. Szklanka jednak poleciała i nie uderzyła w Ezrę, zamiast tego wylądowała na ścianie. Ciemnej, czerwonej ścianie. Miau zapisywała w głowie szkody. Szef nie będzie zadowolony, może jednak uda się wynegocjować to by Juurou nie miał wstępu do Przyszłości. Przynajmniej przez jakiś czas. Świat w takich momentach bywał mniej niesprawiedliwy niż zazwyczaj.
Dalej, dalej, dalej. Można było zmienić więcej rzeczy na tym świecie. Chyba tylko przemiany potrafił Juurou kontrolować, niczego więcej nie odnotowała Miau. Przerażało ją to, co widziała, mimo że pająki ogólnie nie wzbudzały w niej przerażenia; na Desperacji było mnóstwo innych i o wiele groźniejszych stworzeń. Jednak duży pająk  - a Juurou był w końcu ogromny - wzbudzał u niej już ciarki. Nawet jej włoski na karku się zjeżyły, a bicie serca stało się szybsze - ciało informowało ją by uciekała. To niemniej nie wchodziło w grę. Rozejrzała się, próbując wybadać sytuację - nic, cisza wokół, reszta ludzi okazała się być zaledwie tłem i do tego rozmazanym.
Żadnej paniki, nie wolno było jej panikować, przecież to nie jest nic nadzwyczajnego, co jakiś czas dochodzi do takich sytuacji.
- Ej, typie! Psujesz mi przyjemność z posiłku.
- Stul dziób, bo zaraz do ciebie podejdę - wydobył się głos Juurou spomiędzy szczękoczułek. Kiedy tamten już nic nie powiedział, w większej części przemieniony mężczyzna roześmiał się, a jego śmiech połączył się z klekotaniem. Czuł się niepokonany, najlepszy, nic teraz nie mogło mu stanąć na drodze. Wszystkie pary oczu skupiły się na Ezrze. Wiedział, że miał nad nim przewagę, że gdyby tylko chciał to łatwo byłoby mu skręcić kark albo udusić. Uderzenie, które nastąpiło znienacka, bardziej go zaskoczyło niżeli faktycznie zabolało.
- Ty… - wyklekotał mężczyzna, ale zanim zdążył dokończyć, pomiędzy jego szczękami pojawiła się szklanka. Zadziały instynktownie, jakby pożerały ofiarę i to był błąd. Było paskudnie. Na podłogę zaczęła tryskać krew, sam Juurou dławił się odłamkami, próbując się ich pozbyć ze swojego organizmu. Wylądował na kolanach, a twarz wróciła do poprzedniej postaci - zniknęły oczy, szczękoczułki, nawet pancerz. Po kilku sekundach to samo spotkało część odnóży. Pojawiły się odruchy wymiotne, Juurou zaczął pluć szkłem, które było pokryte jego krwią. Podłoga w tej części sali była cała w jasnoczerwonej cieczy. Juurou nie zamierzał jednak się poddawać, był cholernie uparty, poza tym szybko się regenerował.
      Miau przez ten czas nie wiedziała, co właściwie się działo i jak powinna zareagować.
Za szybko. Stanowczo za szybko. Powinna uciec, tak jak robią to koty. Czmychnąć, nie patrząc na obowiązki, na niemądrego, choć dzielnego nieznajomego. Kompletnie na nic. Czuła niemniej, że musi coś zrobić. Już nawet nie, że powinna. Musi. Nie patrząc na Juurou, zrobiła kilka szybkich kroków w stronę Ezry, wyciągnęła nawet rękę, otwierając już usta, gdy została chwycona za kostkę. Łatwo było się zbliżyć, nie było prawie żadnej odległości. To było niczym pułapka.
Juurou. Nie miał prawa tego zrobić.
Miau wylądowała boleśnie na podłodze, czując jak ten ciągnie ją za kończynę w swoją stronę. Ruszyła uwięzioną nogą, rękoma próbując utrzymać swoją pozycję, chwycić się czegokolwiek by nie przepaść.
“Oswobodzić się, oswobodzić się, oswobodzić się” nastawiła się odpowiednio i jej noga wpadła w rytm, zresztą tak jak reszta jej ciała. Dobrze, że Juurou miał spocone łapska. Wyślizgnęła się w końcu, a w dłoni upartego klienta został jej but.
- Kliencie, przykro mi, ale najlepiej będzie jak klient sobie pójdzie.
- Nyegdze by cbie nepoyhe - wyharczał Juurou, po czym zaczął kaszleć krwią.
- Pójdzie klient, pójdzie.
Już jej nie odpowiedział tylko ponownie spróbował po nią sięgnąć.
- Niech się klient wynosi - powiedziała to cicho, podnosząc się. - Dobrze?
Przekrzywiła nawet głowę i uśmiechnęła się łagodnie, jakby rozmawiała z nieogarniętym dzieckiem. Jej oczy były jednak chłodne, pełne niezadowolenia i frustracji. Zrobił tyle szkód! Gardziła nim.
Juurou w końcu posłuchał. Podniósł się, powiedział, w sposób nadal nie do końca zrozumiały, że za to zapłaci i wyszedł. Miau odetchnęła z ulgą, poprawiła swój strój i szybko podeszła do nieznajomego, który stanął w jej obronie. Przyjrzała się mu uważnie, nie wyglądało to źle, ale w końcu nie wszystkie obrażenia zostawiły widoczny ślad. Nie powiedziała nic tylko chwyciła go za rękę i pociągnęła za sobą. Miała nadzieję, że nie będzie oponował. Nie w tym stanie. Zaprowadziła go na zaplecze.
- Poczekaj chwilę. Zaraz wrócę - po czym szybko wróciła na salę i podeszła do nadal oszołomionej Ruby. Wyjaśniła jej wszystko, poprosiła o pomoc ze sprzątaniem i o przejęcie tej ostatniej godziny, która została Miau. W zamian dziewczyna obiecała że weźmie za nią którąś zmianę by miała wtedy wolne. Dała jej jeszcze swoje cukierki, które zostały jej z ostatniej wycieczki z M3 i spod lady po cichu wyciągnęła dwie butelki piwa. Sięgnęła jeszcze po swoją torbę do której je zapakowała. Z łazienki wzięła mały stary ręcznik, który zmoczyła lodowatą wodą i wróciła do Ezry.
- Już się tobą zajmuję - zaczęła szukać jakichś szmatek, które spisałyby się w ewentualnej roli bandaży, jeśli okażą się potrzebne - nic nigdy nie wiadomo, a także jakichś środków odkażających. Znalazła jedynie wodę utlenioną. Nie było tak źle! Wyglądała na bardzo starą, ale powinna działać. Chyba. Dała zdobycze na drewniany stół na którym było mnóstwo różnych rupieci.
- Gdzie cię trafił? Gdzie cię boli? Pokażesz mi?



Running through the parking lot
He chased me and he wouldn't stop
Tag, you're it, tag, tag, you're it
Grabbed my hand, pushed me down
Took the words right out my mouth

Voice & Song Of Today


✧/ᐠ-ꞈ-ᐟ| Szukam różnych rzeczy  /ᐠ。‸。ᐟ|
avatar





Miau
Nosicielka
GODNOŚĆ :
Oto kot, Miau.


Powrót do góry Go down


Re: Miau x Ezrah

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Powrót do góry