:: M3 :: Ścieki :: Tunele

Go down





Ogródek farmakognostyczny Pisanie by Laura on 7/6/2018, 22:08
    

Spore pomieszczenie na uboczu głównego traktu kryjówki zagospodarowała – i zaanektowała – jako swojego rodzaju ogród. Podłoże już wcześniej porozdzielane betonowymi progami używane jest teraz jako oddzielne kwartały dla roślin – zasypane ziemią, torfem lub runem leśnym w zależności od potrzeb, z licznymi ścieżkami pomiędzy i siecią kanalików umożliwiających swobodny odpływ wody. U sufitu wysokiego na trzy metry podwieszone są jarzeniówki udające światło z zakresu widma światła słonecznego: niezbędne do przeprowadzania fotosyntezy oraz ogrzewania, zaś niżej (by przypadkiem nie zrobić spektakularnego BOOOM) na stalowych linkach umocowane zostały węże z wodą podciągniętą z najbliższych pryszniców, zraszacze włączają się automatycznie co 4 godziny. Na ścianie przeciwległej do jedynego wejścia umieszczone zostały wentylatory. Skrzynka z automatyką regulującą światło, wodę jak i nawiew w sposób najbardziej przypominający biocykl umieszczona została pod trzeszczącymi, metalowymi schodami wiodącymi na swoiste pięterko. By uniknąć rozpraszania ciepła i zmaksymalizować ilość padającego światła, ściany kryjówki zostały obłożone błyszczącą folią termiczną. Wysokość i wielkość flory rośnie w miarę wchodzenia głębiej: z początku są to drobne rośliny potrzebujące dużej ilości miejsca i światła, rosnące w grządkach przy ziemi, koniec pomieszczenia zasłaniają drzewka i inne chaszcze. Gdzieś w kącie zgromadzone zostały narzędzia potrzebne do uprawy ziemi, dwa zydle, stolik z drewnianych palet, pomalowanych na biało tak jak i stołki, apteczka w metalowym opakowaniu i jeszcze trochę niepotrzebnych laurowych szpargałów. Przez sam środek ogrodu prowadzi alejka, znacznie szersza niż ścieżynki pomiędzy kwartałami ziemi.
No więc u samego wejścia jest wietrznie i... dosyć jasno, a nawet nieco oślepiająco, jeśli nie jest się przyzwyczajonym. Idealnie, by zaskoczyć niechcianych gości.




Aby dotrzeć do części mieszkalnej, trzeba wbiec po metalowo-kamiennych schodach o niemiłosiernie piszczącej w ruchu konstrukcji, także na samym końcu pomieszczenia. Ukryte wśród drzewek, zakręcają w prawo i wiodą do kawalerki – jakby to nazwali na powierzchni – jakby wykutej w skale. Kamieniu. W szczelinie po lawinie, jak zwał, tak zwał.
Jedno niezbyt duże, ale naprawdę wysokie (i zagracone) pomieszczenie – cztery na cztery metry – służy kobiecie na różne sposoby. W oczy rzuca się podwójne łóżko z prawdziwym materacem w głębi pokoju oraz mnogość szafek i komód – każda z innej parafii, ale wszystkie zawierające książki (głównie podręczniki dotyczące medycyny, farmakologii czy ogrodnictwa; romanse porządnie ukryła z tyłu). Główne oświetlenie stanowi kilka kinkietów oraz lampka nocna o dużej mocy, ustawiona na prostym, długim stole przy kamiennym, łukowatym wejściu. Ogromna pufa i dwa wyściełane krzesła wystarczą za siedziska, kamienna posadzka wyłożona została dywanami dla izolacji. W sumie niedaleko do wspólnych pryszniców i toalet. Brak tu ozdób czy osobistych drobiazgów, jedynym wyjątkiem jest płaska poduszka na wpół upchnięta w szeroką na dłoń szczelinę w ścianie – legowisko laurowego Kromstaka.



Radośniejsze (i najbardziej przydatne) z upraw w ogródku: naparstnica purpurowa, szałwia boska, mak lekarski, konopie indyjskie, czuwaliczka jadalna.
avatar
Laura

Medyk     Biomech






GODNOŚĆ :
Laura, Wieczna lekarka

Liczba postów :
72


Powrót do góry Go down





Re: Ogródek farmakognostyczny Pisanie by Itachi on 11/6/2018, 01:51
    
Poruszanie się dla nieprzyzwyczajonych nóg po tunelach mogło się skończyć nawet śmiercią. Itachi, pomimo że był bardzo młodym Łowcą, w końcu nie tak dawno wszczepiono mu czerwinkę, nauczył się, którędy było dostać się łatwiej a którędy trudniej do danej części bazy. Do Laury, drugiego medyka, którego znał, było trudno się dostać, niezależnie od wybranej drogi, zwłaszcza w jego obecnym stanie. Czuł się słaby, co samo to doprowadzało go do białej gorączki. Nie lubił tego stanu. Nie lubił stać w miejscu i nie móc sięgnąć nawet po szklankę wody. Ostatni raz był chory... to było chyba wtedy, gdy był jeszcze człowiekiem. Normalnie funkcjonującym człowiekiem, któremu koledzy opowiadali o wielkich planach i ideałach,  o tym jak wszystko zmierza ku lepszemu. Później, po dołączeniu do Łowców, przestał zwracać uwagę na to, jak bardzo jego system odpornościowy się zmienił i że nie atakują go żadne infekcje. To nie było istotne. Nie wiedział do czego właściwie miał porównywać swój obecny stan, bóle zdawały się rozrywać mu raz ręce a raz nogi, by znienacka zaatakować brzuch. Chciał wymiotować, ale nie mógł, nawet nie miał czym.  Ledwo się zmusił do podniesienia się ze swojego łoża i naciągnięcia na siebie miękkich, ciemnych spodni i koszulki. Zrezygnował nawet z butów i związania włosów, pozwalając by te luźno opadały mu na twarz, zasłaniając bladą, spoconą twarz.  Drżały mu dłonie, gdy pokonywał korytarze, mijał pomieszczenia w których Łowcy spędzali swój wolny czas lub obmyślali kolejne plany. Jeden z nich, zauważywszy Itachiego chciał się do niego odezwać, ale drugi powstrzymał go jednym gestem dłoni.  Szedł więc dalej, nie zatrzymywany, aż trafił na teren Laury. Zakaszlał, łapiąc się za gardło. Okropne uczucie. Skąd... jak...? Już nie pamiętał, cholera, może zjadł coś, czego nie powinien jeść. Ostatnio był w terenie i żywił się tym, co akurat miał pod ręką, ale żeby aż tak... Szlag. Coś go ukąsiło? Wspomnienia zaczęły się mu mieszać, ale był w stanie dostrzec alejkę i schody - wzrok nadal działał. Przeklęte w tamtym momencie schody. Ruszył powoli, puszczając swoje gardło, pozwalając by ręce swobodnie opadły po obu stronach jego ciała. W końcu, minęło pewnie sporo czasu, nie patrząc na swoje pokaleczone stopy, powoli wspiął się w górę i choć obraz mu się powoli zamazywał, dzielnie brnął przed siebie. Który to był dzień? Trzeci? Swędziała go klatka piersiowa, podrapał się, czując jak twardą miał skórę.
- Laura... - wymamrotał, gdy był już wystarczająco blisko. Usłyszy go? Oby. Przystanął przy wejściu i zapukał w ścianę, w drzwi, w cokolwiek, mając nadzieję, że było to donośne, że pani medyk go usłyszała. - Laura...
Dodał jeszcze, zanim zgiął się w pół i upadł na kolana.
Niech ktoś wyciągnie z niego wszystkie organy zanim będzie za późno.


Imperare sibi maximum est imperium
avatar
Itachi

Kat






Liczba postów :
197


Powrót do góry Go down





Re: Ogródek farmakognostyczny Pisanie by Laura on 14/6/2018, 22:52
    
Związywała właśnie perłowe kudły w kucyk, gdy w wejściu do ogródka naszło ją dziwne, niepokojące przeczucie. Coś się zmieniło. Czy to drżenie liści po przejściu kogoś obcego, czy inna atmosfera miejsca, które znała jak własną kieszeń? Meh, nje.
Nic nie zauważyła, bo jakby miała? Nie była Spidermanem, nie wyczuwała szóstym zmysłem, że COŚ SIĘ ZMIENIŁO. Może dopiero gdy przeszła do samego końca – po wstępnym, choć chwilę trwającym podoglądaniu roślin, które się buntowały i nie chciały zakwitnąć bądź zaowocować – i zobaczyła ślady stóp w ubitej ziemi przed schodami. I nastroszone futerko kromstaka, który wyleciał ze swojego dyżurnego miejsca pod schodami, gdzie wciskał się w zagłębienie skały i drzemał, gdy ona pracowała.
Wyciągnęła rękę i ugłaskała napuszonego stworka, gdy wspiął się po jej ramieniu. Z Naną na barku ruszyła ostrożnie po schodach, przezornie wybierając stopnie i części, które najmniej piszczały. W połowie konstrukcji puściła kromstaka przodem, by rozejrzał się po wnętrzu mieszkania. Zawsze może teleportować się z dala od niebezpieczeństwa.
Podchodząc jednak do łukowatego wejścia – brak tu porządnych drzwi, drobiny prywatności czy jakiegokolwiek poczucia intymności, jak to u lekarzy – zobaczyła wystające stopy. Gołe stopy, a dalej dwie kończyny i resztę delikwenta, podrygującego w boleściach. No dobrze, przejaskrawiała. Ale stóp było dwie, i były bose, z tego co widziała w półmroku, co wydawało się dosyć niepokojące.
Obeszła dookoła osobnika, bezgłośnie na kauczukowych podeszwach, by na bocznej ścianie pstryknąć włącznik światła.
Pokój oświetliło ciepłe, naturalne i niejaskrawe światło - kompletnie inne od światła lampki, którą miała zaświecić niedługo. Na razie jednak przykucnęła przy denacie, marszcząc nos i mrucząc „jeśli zarzygałeś mi dywan....”. Jeśli był nieprzytomny, obróciła ciało na plecy i zaczęła sprawdzać puls i oddech. Jeśli zaś przytomność utrzymał, usiadła na ziemi po turecku, wyraźnie oczekując wyjaśnień pobytu i stanu.



Now I'm not looking for absolution
Forgiveness for the things I do
But before you come to any conclusions
Try walking in my shoes

avatar
Laura

Medyk     Biomech






GODNOŚĆ :
Laura, Wieczna lekarka

Liczba postów :
72


Powrót do góry Go down





Re: Ogródek farmakognostyczny Pisanie by Sponsored content
    

Sponsored content








Powrót do góry Go down

Powrót do góry


 :: M3 :: Ścieki :: Tunele

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach