:: M3 :: Centrum

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Go down


Re: Kawiarnia "Ambrozja"

Pisanie by Gość on 9/6/2018, 13:29
Długo nie musiał czekać na swoje zamówienie. Ciasto przyleciało szybko, on w takim samym tempie rzucił się na nie z widelczykiem, jak wygłodniała bestia. Na jego twarzy widać było zadowolenie. Oczy same zamknęły się pełne ekstazy. Wiśnie były o idealnie wyważonym smaku, między kwasem a słodyczą. Sam sernik rozpływał się w ustach. Na jednym kawałku się nie skończy. Odetchnął uradowany, bo tego właśnie mu było trzeba. Napił się jeszcze lodowatego soku, bo pogoda nie była zbyt sprzyjająca wysiłkowi fizycznemu, przez to musiał się odpowiednio nawodnić. Ale co to? Jakiś głos. Znajomy. Gdyby był psem to pewnie by mu się tak śmiesznie ucho poruszyło. Z widelczykiem w ustach przekręcił głowę w stronę dobiegającego do niego dźwięku. Przymrużył oczy w konsternacji, jakby nie wiedział o co konkretnie chodzi. Obejrzał rudą kulkę z jednej strony, z drugiej strony, oczywiście nie ruszając się z miejsca. Dotknął ją palcem w policzek. 'Miękki.' Jeszcze chwilkę podrapał się po brodzie. Dobra, dosyć tego przedstawienia. Poczochrał jej czuprynkę dumnie oświadczając. - Oczywiście, że pamiętam! - Mogło to śmiesznie wyglądać, bo dwa rude stworzenia o bladej cerze i jasnych oczach gapiły się na siebie wzajemnie, trochę jak w lustro. Byli prawie idealnymi kopiami siebie, wystarczyło pozamieniać płcie. - I dlaczego się nie odzywałaś? Wiesz, że ja jestem w tym słaby. - Spojrzał na przepustkę i zaczął coś w niej grzebać. - Nie masz mojego numeru? - Pewnie nie miała, bo zawsze wolał mailować. No właśnie, maile. Mogła napisać maila! NIEWAŻNE. Bez znaczenia. Potrząsnął głową, jakby chciał wyrzucić z siebie natłok myśli. Pora odbić żart o ciastach! Nachylił się nad nią i odszeptał. - Ale nikomu nie mów, bo będę musiał cię zabić. - Przyłożył palec do ust, w geście trzymania buzi na kłódkę robiąc śmiertelnie poważną minę.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Kawiarnia "Ambrozja"

Pisanie by Ylva on 28/6/2018, 19:52
Uśmiechnęła się lekko, może nawet nieco zalotnie, kiedy chłopak bez najmniejszego problemu podjął jej "grę". Nachyliła się jeszcze bardziej w jego stronę, wpatrując się w niego błyszczącym od ekscytacji spojrzeniem.
- W takim razie zachowam to dla siebie. Będę milczeć niczym grób. - mrugnęła do niego, wreszcie odsuwając się, by oprzeć wygodniej o oparcie krzesła, jednakże nie spuszczała nawet na moment swojego spojrzenia z mężczyzny, szczerząc się do niego szeroko.
- I w sumie nie mam twojego numeru, ale bardzo chętnie wymienię się numerami. Fajnie byłoby mieć stały kontakt, żeby móc od czasu do czasu się spotkać, choćby powspominać stare czasy. - dodała już o wiele luźniejszym tonem, podsuwając mu swój telefon, żeby mógł wprowadzić swój numer telefonu. Wbiła widelczyk w miękką konstrukcję ciasta i wpakowała sobie spory kawałek do ust. Czekała cierpliwie aż jej towarzyszy wprowadzi numer, po czym zabrała telefon chowając go do torby, uprzednio podając mu oczywiście swój własny.
- No. To teraz już nie będzie żadnych wymówek! Swoją drogą co porabiasz? Skończyłeś szkołę dwa lata wcześniej niż ja, wiec pewnie zdążyłeś już załapać się jakiejś fajnej roboty! Co takiego ciekawego robisz? Czy może jednak studiujesz? - zarzuciła go mnóstwem pytań, chcąc poznać co takiego chłopak porabiał przez cały ten czas. Z tego co mogła pamięcią sięgnąć, to dość dobrze się dogadywali za czasów szkoły, chociaż bywały momenty podziału zdania. ale to były na całe szczęście jedynie pojedyncze epizody.
- Ja studiuję. Weterynarię. - odezwała się po chwili, nie chcąc wyjść na nieuprzejmą, gdzie wypytuje kogoś o szczegóły jego życia, a samej nie raczyła powiedzieć nic na swój temat.


/ Fabuła zamrożona pod nieobecność Daisena.
avatar





Ylva
Studentka weterynarii
GODNOŚĆ :
Ylva Isabelle Harakawa


Powrót do góry Go down


Re: Kawiarnia "Ambrozja"

Pisanie by Evander Blackburn on 15/9/2018, 12:42
Dziewczyna wydawała się być mocno speszona obecnością Evandera. Nie, żeby mu to jakoś szczególnie przeszkadzało. Przyzwyczaił się do rumieńców, odwracania wzroku i nieśmiałych chichotów. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak reagowały na niego przedstawicielki płci pięknej i podobało mu się to. W końcu miał pozycję, pieniądze i był piekielnie przystojny, przynajmniej według samego siebie. Chociaż na co dzień jego narcyzm pozostawał ukryty, w domowym zaciszu mężczyzna potrafił godzinami przyglądać się swojej twarzy, oceniać każdy cal skóry i sprawdzać zmarszczki. Może to już przesada? Cóż, jak wiadomo, pierwszego wrażenia nie da się wywołać ponownie. Dlatego też Evander dbał o siebie, o nieskazitelny wygląd i maniery.
Dziewczyna z broszurkami na szczęście nie wpłynęła na Kahori i nowo poznana dała się zaprosić na kawę. Blackburn słysząc jej 'entuzjastyczną' odpowiedź, posłał jej miły uśmiech. Nie skorzystała z ramienia, dlatego tylko wzruszył oboma i wsunął dłonie do kieszeni. Od razu poprowadził ją do miejsca o którym wspominał.
Doga nie trwała długo, właściwie już po chwili byli na miejscu. Brunet otworzył przed Kahori drzwi i przytrzymał by weszła do środka. Wnętrze było na tyle jasne i przestronne, by nie musiała się obawiać jego zamiarów. Evander po prostu chciał napić się kawy i spędzić poranek w miłym towarzystwie, niekoniecznie flirtując. Owszem, kobieta z którą wszedł do kawiarni była śliczniutka... ale musiał postępować ostrożnie, żeby jej nie spłoszyć. Sprawiała wrażenie wycofanej.
Wybrał wolny stolik przy dużym, jasnym oknie i wskazał go Kahori. Sam podszedł do baru i wziął z blatu dwa egzemplarze Menu. Wrócił do dziewczyny i podał jej jedno. Nie usiadł od razu, jeśli miała na sobie odzież wierzchnią, pomógł jej ją zdjąć i odwiesił na stosownym haczyku, przymocowanym do ściany. Sam też zdjął marynarkę, pozostając w samej koszuli. Mógł pozwolić sobie na odrobinę luzu, bo przecież spotkanie to nie należało w żadnej mierze do biznesowych.
Kiedy już usadził się na miejscu, sięgnął po swoje Menu po czym uśmiechnął się do siedzącej na przeciw ślicznookiej. Niespotykane kolory jej tęczówek działały jak magnes, ciężko było oderwać od nich spojrzenie.
- Jesteś może głodna? Jadłaś śniadanie? - zapytał, wykazując najzwyklejszą dla siebie troskę - Nie krępuj się, ja stawiam. - dodał, machając dłonią na znak, że to drobiazg - Mają tutaj naprawdę dobre pancakes. Nie oszczędzają na syropie klonowym. Ale jeśli nie przepadasz za słodyczami, polecam też włoskie kanapki. - pochylił Menu i wskazał pozycję w tekście tak, by zauważyła o co mu chodzi - Zwłaszcza te. Z pesto, kurczakiem, serem mozarella i pomidorem. Są świetne.
Słowotok jakim potraktował dziewczynę był swoistym ewenementem, bo Evander, zwłaszcza porankami, bywał milczący. Nie wypił kawy, dlatego jego humor powinien być parszywy, a tu proszę! Spotkał ślicznotkę która dodatkowo tak uroczo się rumieniła i humorek wywrócił się o 180 stopni.
Chyba zatęsknił za zwyczajną rozmową o byle duperelach. Koledzy z pracy (jeśli w ogóle można tak było nazwać współpracowników) potrafili rozmawiać tylko o obowiązkach, projektach i kolejnych misjach. Było to ciekawe, bo dzięki temu Evander niejednokrotnie mógł poznać inny punkt widzenia, ale ileż można gadać o robocie?
Po chwili do stolika podeszła Kelnerka, uśmiechając się do nich miło. W dłoni miała mały notesik, zapytała czy może zebrać zamówienie.
Brunet wskazał na Kahori, dając jej pierwszeństwo wyboru. Miał nadzieję, że skorzysta z tego, że rachunek przypadnie jemu i zamówi coś konkretnego. Było dość wcześnie, mogła pozwolić sobie na śniadanie, nawet jeśli w domu jadła już jedno.
Dopiero po niej podyktował Kelnerce swoje zamówienie. Wybrał Latte na podwójnym Espresso i kanapkę, którą tak zachwalał przed swoją towarzyszką. Uśmiechnął się do swoich myśli bo właśnie przypomniał sobie swój pierwszy dzień w pracy, kiedy to współpracownicy wyśmiali go, wyzywając od "Pedałów' kiedy oni zamówili czarne, klasyczne kawy a on Latte. Lubił mocne kawy, ale jego ulubioną była ta z dużą ilością mleka. Może to niemęskie, ale taki już był.
- Na ulicy, kiedy na siebie wpadliśmy, przez chwilę wydawałaś się być... nieobecna. Coś się stało? - zagaił, przyglądając się jej przepięknym oczom.


avatar





Evander Blackburn
Naukowiec
GODNOŚĆ :
Evander Blackburn


Powrót do góry Go down


Re: Kawiarnia "Ambrozja"

Pisanie by Goździk on 9/10/2018, 12:13
Gdyby nie pigułki ładowane w siebie codziennie od kilku już lat, w tym momencie zdecydowanie nie kierowałaby się z nim w te miejsce. A nawet jeśli, to ręce drżałyby jej jak osobnikowi nadmiernie pijącemu alkohol połączonemu z chorobą Parkinsona, serce próbowałoby jej wyskoczyć uszami (z obu stron na raz), do tego dostałaby jakichś osobliwych duszności i jąkałaby się co drugie słowo czyniąc z siebie kompletnego głąba. Miała to odkąd pamiętała, już w dzieciństwie chowała się cały czas za mamą czy tatą, unikała szkolnych występów, a jak już do jakiegoś została wciągnięta, to pchała się w jak najkrótsze kwestie i jak najmniej ważną postać, której prawie nie widać na tle głównych gwiazd sceny. Była dobrą aktorką i nawet śpiewała całkiem nieźle, ale przez coś, co wszyscy z początku brali za normalną nieśmiałość kariera w showbiznesie przejechała jej metrem tuż przed nosem. Zrezygnowała nawet z zostania lekarzem, postanowiła nie iść na studia, po liceum zrobiła parę kursów i zaczęła pracować w zoo. Zdobyć wykształcenie mogła w każdej chwili, nie dobiła jeszcze nawet do jednej trzeciej swojego życia (chyba, że los szykował jej przedwczesny zgon), a po terapii wiedziała, że teraz dałaby już radę przetrwać na uczelni. Właściwie, mieszkała nawet niedaleko, więc nie było to też kwestią ewentualnego lenistwa.
Weszła do środka, dziękując za otwarcie drzwi. W teorii nie musiała tego robić, bo dobre wychowanie nakazywało mężczyznom tak robić, ale zawsze było jej z tym trochę dziwnie i podziękowanie samo cisnęło się na język. Była w stanie dziękować za dosłownie wszystko, choćby było to podanie łyżeczki do herbaty w domu. Przez jedną ze swoich papug. W środku nocy i kompletnie na trzeźwo. Może była dziwna, ale potrafiła powiedzieć "na zdrowie" do kichającego zwierzaka domowego. Kahori usiadła przy stoliku, od razu zerkając za okno. Nie miała płaszcza ani kurtki, poranek był wystarczająco ciepły, żeby nie uzbrajać się w ciepłą odzież. Sukienka wystarczała w zupełności. Otworzyła kartę i przebiegła po niej wzrokiem. Wszystko brzmiało smakowicie, choć nie odczuwała za specjalnie głodu. Wciąż jednak mogła pozwolić sobie na jakąś przekąskę, skoro do obiadu zostało sporo czasu.
- No... jeśli trzy sucharki dzielone z papugami można nazwać śniadaniem... - odezwała się, odpowiadając na troskliwe pytanie i uśmiechając ciepło. Zwykle nie jadała obfitych śniadań, a dzisiejszego poranka nawet nie miała na nie zbytnio ochoty. Zgarnęła tylko parę listków "wieloziarnistego cudu dla ludzi z problemami", które kupowała sobie tylko i wyłącznie dlatego, że świetnie smakowały, ale zaraz obsiadli ją pierzaści przyjaciele, którzy mimo pełnych misek wysępli od niej parę kawałków. - Pan... pan... caksu... - próbowała powtórzyć, ale obcojęzyczna nazwa jej totalnie nie wyszła. Zmarszczyła lekko brwi, wpatrując się w menu. Pewnie kiedyś wymówiłaby to poprawnie, ale jak na razie sobie odpuściła. Miała inny sposób, żeby to zamówić i nie łamać języka ani nie robić z siebie większego durnia niż była. - Syrop klonowy jest świetny, ale ta nazwa jest taka trudna - jęknęła z nutą żartu w głosie. Wyraz sam w sobie skądś kojarzyła, pewnie z książki kucharskiej, ale czytanie czegoś w myślach to co innego niż wypowiadanie na głos. Dużo łatwiej byłoby to nazwać po prostu naleśnikiem albo plackiem.
Kiedy miła pani podeszła ich obsłużyć, poprosiła o te nieszczęsne pancakes, które wskazała w karcie dań zamiast dalej przekręcać nazwę. Korzystając również z uprzejmości Evandera, choć nie chcąc go za bardzo naciągać, wzięła też małe cappuccino. Lubiła kawę zawierającą dużą ilość mleka bądź śmietanki, częściej więcej tego białego niż kawy. Uwielbiała też kawowe słodycze, a do czarnej kawy nie mogła się przemóc. Może, gdyby wsypała do filiżanki ćwierć kilo cukru to coś by się zmieniło... Ale to było po prostu niezdrowe.
- Nie, nie, wszystko w porządku. Po prostu na ulicy było mnóstwo ludzi i nie przepadam za tłumami. Czasem dość mocno to po mnie widać - odpowiedziała spokojnie, patrząc na twarz mężczyzny. Nie miała po co tego ukrywać, fobie nie były przestępstwem. A przynajmniej Goździk o tym nie wiedziała.


avatar





Goździk
Pracownica oceanarium
GODNOŚĆ :
Kahori Hakuryū


Powrót do góry Go down


Re: Kawiarnia "Ambrozja"

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Powrót do góry