:: M3 :: Centrum

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Go down


Kawiarnia "Ambrozja" - Page 2 Empty Re: Kawiarnia "Ambrozja"

Pisanie by Gość on 9/6/2018, 13:29
Długo nie musiał czekać na swoje zamówienie. Ciasto przyleciało szybko, on w takim samym tempie rzucił się na nie z widelczykiem, jak wygłodniała bestia. Na jego twarzy widać było zadowolenie. Oczy same zamknęły się pełne ekstazy. Wiśnie były o idealnie wyważonym smaku, między kwasem a słodyczą. Sam sernik rozpływał się w ustach. Na jednym kawałku się nie skończy. Odetchnął uradowany, bo tego właśnie mu było trzeba. Napił się jeszcze lodowatego soku, bo pogoda nie była zbyt sprzyjająca wysiłkowi fizycznemu, przez to musiał się odpowiednio nawodnić. Ale co to? Jakiś głos. Znajomy. Gdyby był psem to pewnie by mu się tak śmiesznie ucho poruszyło. Z widelczykiem w ustach przekręcił głowę w stronę dobiegającego do niego dźwięku. Przymrużył oczy w konsternacji, jakby nie wiedział o co konkretnie chodzi. Obejrzał rudą kulkę z jednej strony, z drugiej strony, oczywiście nie ruszając się z miejsca. Dotknął ją palcem w policzek. 'Miękki.' Jeszcze chwilkę podrapał się po brodzie. Dobra, dosyć tego przedstawienia. Poczochrał jej czuprynkę dumnie oświadczając. - Oczywiście, że pamiętam! - Mogło to śmiesznie wyglądać, bo dwa rude stworzenia o bladej cerze i jasnych oczach gapiły się na siebie wzajemnie, trochę jak w lustro. Byli prawie idealnymi kopiami siebie, wystarczyło pozamieniać płcie. - I dlaczego się nie odzywałaś? Wiesz, że ja jestem w tym słaby. - Spojrzał na przepustkę i zaczął coś w niej grzebać. - Nie masz mojego numeru? - Pewnie nie miała, bo zawsze wolał mailować. No właśnie, maile. Mogła napisać maila! NIEWAŻNE. Bez znaczenia. Potrząsnął głową, jakby chciał wyrzucić z siebie natłok myśli. Pora odbić żart o ciastach! Nachylił się nad nią i odszeptał. - Ale nikomu nie mów, bo będę musiał cię zabić. - Przyłożył palec do ust, w geście trzymania buzi na kłódkę robiąc śmiertelnie poważną minę.
avatar





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Kawiarnia "Ambrozja" - Page 2 Empty Re: Kawiarnia "Ambrozja"

Pisanie by Ylva on 28/6/2018, 19:52
Uśmiechnęła się lekko, może nawet nieco zalotnie, kiedy chłopak bez najmniejszego problemu podjął jej "grę". Nachyliła się jeszcze bardziej w jego stronę, wpatrując się w niego błyszczącym od ekscytacji spojrzeniem.
- W takim razie zachowam to dla siebie. Będę milczeć niczym grób. - mrugnęła do niego, wreszcie odsuwając się, by oprzeć wygodniej o oparcie krzesła, jednakże nie spuszczała nawet na moment swojego spojrzenia z mężczyzny, szczerząc się do niego szeroko.
- I w sumie nie mam twojego numeru, ale bardzo chętnie wymienię się numerami. Fajnie byłoby mieć stały kontakt, żeby móc od czasu do czasu się spotkać, choćby powspominać stare czasy. - dodała już o wiele luźniejszym tonem, podsuwając mu swój telefon, żeby mógł wprowadzić swój numer telefonu. Wbiła widelczyk w miękką konstrukcję ciasta i wpakowała sobie spory kawałek do ust. Czekała cierpliwie aż jej towarzyszy wprowadzi numer, po czym zabrała telefon chowając go do torby, uprzednio podając mu oczywiście swój własny.
- No. To teraz już nie będzie żadnych wymówek! Swoją drogą co porabiasz? Skończyłeś szkołę dwa lata wcześniej niż ja, wiec pewnie zdążyłeś już załapać się jakiejś fajnej roboty! Co takiego ciekawego robisz? Czy może jednak studiujesz? - zarzuciła go mnóstwem pytań, chcąc poznać co takiego chłopak porabiał przez cały ten czas. Z tego co mogła pamięcią sięgnąć, to dość dobrze się dogadywali za czasów szkoły, chociaż bywały momenty podziału zdania. ale to były na całe szczęście jedynie pojedyncze epizody.
- Ja studiuję. Weterynarię. - odezwała się po chwili, nie chcąc wyjść na nieuprzejmą, gdzie wypytuje kogoś o szczegóły jego życia, a samej nie raczyła powiedzieć nic na swój temat.


/ Fabuła zamrożona pod nieobecność Daisena.
Ylva





Ylva
Studentka weterynarii
GODNOŚĆ :
Ylva Isabelle Harakawa


Powrót do góry Go down


Kawiarnia "Ambrozja" - Page 2 Empty Re: Kawiarnia "Ambrozja"

Pisanie by Gość on 15/9/2018, 12:42
Dziewczyna wydawała się być mocno speszona obecnością Evandera. Nie, żeby mu to jakoś szczególnie przeszkadzało. Przyzwyczaił się do rumieńców, odwracania wzroku i nieśmiałych chichotów. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak reagowały na niego przedstawicielki płci pięknej i podobało mu się to. W końcu miał pozycję, pieniądze i był piekielnie przystojny, przynajmniej według samego siebie. Chociaż na co dzień jego narcyzm pozostawał ukryty, w domowym zaciszu mężczyzna potrafił godzinami przyglądać się swojej twarzy, oceniać każdy cal skóry i sprawdzać zmarszczki. Może to już przesada? Cóż, jak wiadomo, pierwszego wrażenia nie da się wywołać ponownie. Dlatego też Evander dbał o siebie, o nieskazitelny wygląd i maniery.
Dziewczyna z broszurkami na szczęście nie wpłynęła na Kahori i nowo poznana dała się zaprosić na kawę. Blackburn słysząc jej 'entuzjastyczną' odpowiedź, posłał jej miły uśmiech. Nie skorzystała z ramienia, dlatego tylko wzruszył oboma i wsunął dłonie do kieszeni. Od razu poprowadził ją do miejsca o którym wspominał.
Doga nie trwała długo, właściwie już po chwili byli na miejscu. Brunet otworzył przed Kahori drzwi i przytrzymał by weszła do środka. Wnętrze było na tyle jasne i przestronne, by nie musiała się obawiać jego zamiarów. Evander po prostu chciał napić się kawy i spędzić poranek w miłym towarzystwie, niekoniecznie flirtując. Owszem, kobieta z którą wszedł do kawiarni była śliczniutka... ale musiał postępować ostrożnie, żeby jej nie spłoszyć. Sprawiała wrażenie wycofanej.
Wybrał wolny stolik przy dużym, jasnym oknie i wskazał go Kahori. Sam podszedł do baru i wziął z blatu dwa egzemplarze Menu. Wrócił do dziewczyny i podał jej jedno. Nie usiadł od razu, jeśli miała na sobie odzież wierzchnią, pomógł jej ją zdjąć i odwiesił na stosownym haczyku, przymocowanym do ściany. Sam też zdjął marynarkę, pozostając w samej koszuli. Mógł pozwolić sobie na odrobinę luzu, bo przecież spotkanie to nie należało w żadnej mierze do biznesowych.
Kiedy już usadził się na miejscu, sięgnął po swoje Menu po czym uśmiechnął się do siedzącej na przeciw ślicznookiej. Niespotykane kolory jej tęczówek działały jak magnes, ciężko było oderwać od nich spojrzenie.
- Jesteś może głodna? Jadłaś śniadanie? - zapytał, wykazując najzwyklejszą dla siebie troskę - Nie krępuj się, ja stawiam. - dodał, machając dłonią na znak, że to drobiazg - Mają tutaj naprawdę dobre pancakes. Nie oszczędzają na syropie klonowym. Ale jeśli nie przepadasz za słodyczami, polecam też włoskie kanapki. - pochylił Menu i wskazał pozycję w tekście tak, by zauważyła o co mu chodzi - Zwłaszcza te. Z pesto, kurczakiem, serem mozarella i pomidorem. Są świetne.
Słowotok jakim potraktował dziewczynę był swoistym ewenementem, bo Evander, zwłaszcza porankami, bywał milczący. Nie wypił kawy, dlatego jego humor powinien być parszywy, a tu proszę! Spotkał ślicznotkę która dodatkowo tak uroczo się rumieniła i humorek wywrócił się o 180 stopni.
Chyba zatęsknił za zwyczajną rozmową o byle duperelach. Koledzy z pracy (jeśli w ogóle można tak było nazwać współpracowników) potrafili rozmawiać tylko o obowiązkach, projektach i kolejnych misjach. Było to ciekawe, bo dzięki temu Evander niejednokrotnie mógł poznać inny punkt widzenia, ale ileż można gadać o robocie?
Po chwili do stolika podeszła Kelnerka, uśmiechając się do nich miło. W dłoni miała mały notesik, zapytała czy może zebrać zamówienie.
Brunet wskazał na Kahori, dając jej pierwszeństwo wyboru. Miał nadzieję, że skorzysta z tego, że rachunek przypadnie jemu i zamówi coś konkretnego. Było dość wcześnie, mogła pozwolić sobie na śniadanie, nawet jeśli w domu jadła już jedno.
Dopiero po niej podyktował Kelnerce swoje zamówienie. Wybrał Latte na podwójnym Espresso i kanapkę, którą tak zachwalał przed swoją towarzyszką. Uśmiechnął się do swoich myśli bo właśnie przypomniał sobie swój pierwszy dzień w pracy, kiedy to współpracownicy wyśmiali go, wyzywając od "Pedałów' kiedy oni zamówili czarne, klasyczne kawy a on Latte. Lubił mocne kawy, ale jego ulubioną była ta z dużą ilością mleka. Może to niemęskie, ale taki już był.
- Na ulicy, kiedy na siebie wpadliśmy, przez chwilę wydawałaś się być... nieobecna. Coś się stało? - zagaił, przyglądając się jej przepięknym oczom.
avatar





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Kawiarnia "Ambrozja" - Page 2 Empty Re: Kawiarnia "Ambrozja"

Pisanie by Goździk on 9/10/2018, 12:13
Gdyby nie pigułki ładowane w siebie codziennie od kilku już lat, w tym momencie zdecydowanie nie kierowałaby się z nim w te miejsce. A nawet jeśli, to ręce drżałyby jej jak osobnikowi nadmiernie pijącemu alkohol połączonemu z chorobą Parkinsona, serce próbowałoby jej wyskoczyć uszami (z obu stron na raz), do tego dostałaby jakichś osobliwych duszności i jąkałaby się co drugie słowo czyniąc z siebie kompletnego głąba. Miała to odkąd pamiętała, już w dzieciństwie chowała się cały czas za mamą czy tatą, unikała szkolnych występów, a jak już do jakiegoś została wciągnięta, to pchała się w jak najkrótsze kwestie i jak najmniej ważną postać, której prawie nie widać na tle głównych gwiazd sceny. Była dobrą aktorką i nawet śpiewała całkiem nieźle, ale przez coś, co wszyscy z początku brali za normalną nieśmiałość kariera w showbiznesie przejechała jej metrem tuż przed nosem. Zrezygnowała nawet z zostania lekarzem, postanowiła nie iść na studia, po liceum zrobiła parę kursów i zaczęła pracować w zoo. Zdobyć wykształcenie mogła w każdej chwili, nie dobiła jeszcze nawet do jednej trzeciej swojego życia (chyba, że los szykował jej przedwczesny zgon), a po terapii wiedziała, że teraz dałaby już radę przetrwać na uczelni. Właściwie, mieszkała nawet niedaleko, więc nie było to też kwestią ewentualnego lenistwa.
Weszła do środka, dziękując za otwarcie drzwi. W teorii nie musiała tego robić, bo dobre wychowanie nakazywało mężczyznom tak robić, ale zawsze było jej z tym trochę dziwnie i podziękowanie samo cisnęło się na język. Była w stanie dziękować za dosłownie wszystko, choćby było to podanie łyżeczki do herbaty w domu. Przez jedną ze swoich papug. W środku nocy i kompletnie na trzeźwo. Może była dziwna, ale potrafiła powiedzieć "na zdrowie" do kichającego zwierzaka domowego. Kahori usiadła przy stoliku, od razu zerkając za okno. Nie miała płaszcza ani kurtki, poranek był wystarczająco ciepły, żeby nie uzbrajać się w ciepłą odzież. Sukienka wystarczała w zupełności. Otworzyła kartę i przebiegła po niej wzrokiem. Wszystko brzmiało smakowicie, choć nie odczuwała za specjalnie głodu. Wciąż jednak mogła pozwolić sobie na jakąś przekąskę, skoro do obiadu zostało sporo czasu.
- No... jeśli trzy sucharki dzielone z papugami można nazwać śniadaniem... - odezwała się, odpowiadając na troskliwe pytanie i uśmiechając ciepło. Zwykle nie jadała obfitych śniadań, a dzisiejszego poranka nawet nie miała na nie zbytnio ochoty. Zgarnęła tylko parę listków "wieloziarnistego cudu dla ludzi z problemami", które kupowała sobie tylko i wyłącznie dlatego, że świetnie smakowały, ale zaraz obsiadli ją pierzaści przyjaciele, którzy mimo pełnych misek wysępli od niej parę kawałków. - Pan... pan... caksu... - próbowała powtórzyć, ale obcojęzyczna nazwa jej totalnie nie wyszła. Zmarszczyła lekko brwi, wpatrując się w menu. Pewnie kiedyś wymówiłaby to poprawnie, ale jak na razie sobie odpuściła. Miała inny sposób, żeby to zamówić i nie łamać języka ani nie robić z siebie większego durnia niż była. - Syrop klonowy jest świetny, ale ta nazwa jest taka trudna - jęknęła z nutą żartu w głosie. Wyraz sam w sobie skądś kojarzyła, pewnie z książki kucharskiej, ale czytanie czegoś w myślach to co innego niż wypowiadanie na głos. Dużo łatwiej byłoby to nazwać po prostu naleśnikiem albo plackiem.
Kiedy miła pani podeszła ich obsłużyć, poprosiła o te nieszczęsne pancakes, które wskazała w karcie dań zamiast dalej przekręcać nazwę. Korzystając również z uprzejmości Evandera, choć nie chcąc go za bardzo naciągać, wzięła też małe cappuccino. Lubiła kawę zawierającą dużą ilość mleka bądź śmietanki, częściej więcej tego białego niż kawy. Uwielbiała też kawowe słodycze, a do czarnej kawy nie mogła się przemóc. Może, gdyby wsypała do filiżanki ćwierć kilo cukru to coś by się zmieniło... Ale to było po prostu niezdrowe.
- Nie, nie, wszystko w porządku. Po prostu na ulicy było mnóstwo ludzi i nie przepadam za tłumami. Czasem dość mocno to po mnie widać - odpowiedziała spokojnie, patrząc na twarz mężczyzny. Nie miała po co tego ukrywać, fobie nie były przestępstwem. A przynajmniej Goździk o tym nie wiedziała.

__________
[z/t]
Potrzebuję drugiej fabuły, nie wiem czy to jeszcze kiedykolwiek ruszy. Jeśli wrócisz, daj znać, zedytuję i sobie kontynuujemy.


Kawiarnia "Ambrozja" - Page 2 OhD9YHw
Goździk





Goździk
Pracownica oceanarium
GODNOŚĆ :
Kahori Hakuryū


Powrót do góry Go down


Kawiarnia "Ambrozja" - Page 2 Empty Re: Kawiarnia "Ambrozja"

Pisanie by Mayhem on 3/5/2019, 19:44
 Rzadkością było ujrzeć Mayhem Kevorkian w miejscu innym niż praca. Wydawać by się mogło, że mieszkała w swoim gabinecie, jadała posiłki wśród trupów, a znajomych gościła na szpitalnej kozetce. I prawdopodobnie tak właśnie wyglądałoby jej życie, gdyby nie małżeństwo — odrobinę dysfunkcyjne, lecz wciąż małżeństwo.
 A jednak stało się niemożliwe.
 Cała naburmuszona, lecz w końcu przyjęła nieszczęsny dzień wolnego. Zła, że całkowicie zburzono jej plany na najbliższych kilkanaście godzin, wyparowała wpierw w kierunku mieszkania. W zamiarach leżało zalanie Clifforda całą falą zebranej od poranka frustracji. Był kobieta, miała to w genach — narzekanie. Chciała usiąść ze szklanką wina lub whisky, złapać za dobrą przekąskę, włączyć ulubiony serial i pozwolić słowom po prostu wypływać.
 Ale nie mogła.
 Plan spalił na panewce, gdy napierając na klamkę drzwi wejściowych wyszło na jaw, że ktoś zamknąć je na klucz. Innymi słowy — wewnątrz nie było żywej duszy.
 Nie zamierzała tak łatwo dać się pokonać losowi. Po szybkim prysznicu i zmianie ubrań żwawym krokiem wyruszyła na podbój centrum miasta.
 Kawiarnia okazała się strzałem w dziesiątkę. Nie dość, że doktor Kevorkian trafił się niemal pusty lokal bez irytującej klienteli, to jeszcze mogła ukoić nerwy kawałkiem ciasta miętowego i filiżanką parującej kawy. Na blacie przed sobą miała plik kartek oraz długopis, którym co rusz coś skreślała, dopisywała lub poprawiała.
 Najwyraźniej przyniosła sobie małą część pracy.
Mayhem





Mayhem
Naukowiec
GODNOŚĆ :
Mayhem Kevorkian


Powrót do góry Go down


Kawiarnia "Ambrozja" - Page 2 Empty Re: Kawiarnia "Ambrozja"

Pisanie by Ylva on 16/5/2019, 01:25
Wczorajszej nocy praktycznie w ogóle nie zmrużyła oka. Nie potrafiła. Była zbyt podekscytowana nowym życiem, w które wkroczyła. Nowe życie, którego się nie spodziewała. Przełom nastąpił szybko i nieoczekiwanie, i choć początkowo przerażało ją to, szybko zaadoptowała się, wiedząc, że ma u boku osobę, która była najważniejsza w jej życiu.
Zatrzymała się przed jednym sklepem i spojrzała na listę potrzebnych rzeczy do ich nowego domu. Była zbyt długa i obszerna, aby Ylva mogła zakupić wszystko jednego dnia. No i przede wszystkim musieli też liczyć się z wydatkami, dlatego też po wspólnej rozmowie oddzielili na kartce papieru przedmioty na poszczególne kategorie, i zamierzali uzupełniać oraz dekorować mieszkanie etapami.
- Dobra, to chyba na dzisiaj wszystko. - wymruczała pod nosem, a potem przeciągnęła się niczym rozleniwiony kot. Pogoda dzisiejszego dnia wyjątkowo dopisywała, więc nie chciało się wracać od razu do domu, zwłaszcza, że Ruu będzie dopiero za parę godzin. Równie dobrze mogła jeszcze porozglądać się po sklepach, być może coś przykuje jej oko na tyle, że pójdzie na żywioł. Nim jednak zamierzała zrobić drugą rundę po sklepach, zamierzała nieco zregenerować wyssane porannym lataniem siły. A co innego regeneruje ciało i duszę jak nie odrobina bomby kalorycznej i cukru?
Dzwoneczek zahaczony przy drzwiach cicho zadźwięczał, kiedy drzwi uchyliły się i Ylva wkroczyła do środka, rozglądając się za wolnym stolikiem, który stałby w jakimś przytulnym koncie. Nim jednak jej uwaga skupiłaby się na odpowiednim miejscu, wzrok zatrzymał się na twarzy kobiety, którą bezproblemowo rozpoznała. Momentalnie usta ugięły się pod wesołym uśmiechem, kiedy ruszyła w jej stronę, lawirując z zakupami pomiędzy innymi klientami kawiarni.
- Pani Kevorkian! Co za zbieg okoliczności, nie będzie miała pani nic przeciwko, jak się dosiądę? - i właściwie nawet nie czekając na jej odpowiedź, odstawiła obok siatki z zakupami, odsunęła krzesło i usiadła na przeciwko kobiety z nadal wymalowanym uśmiechem na ustach.
- Szczerze powiedziawszy nie spodziewałam się ujrzeć panią gdzieś poza pracą. - zachichotała pod nosem przypominając sobie, że praktycznie non stop widywała ją w mundurze albo z nosem w dokumentach czy też innych papierach. Mimo wszystko bardzo ją lubiła. Wydawała się naprawdę sympatyczną i ciepłą kobietą. Do tego piękną.
- Coś podać? - niska kelnerka podeszła do nich chwilę po tym, jak Ylva zajęła miejsca.
- A tak. Poproszę sok pomarańczowy i czekoladowe ciastko. - co jak co, ale Ylva nie mogła sobie podarować ciasta. Choć w głowie nadal miała uszczypliwe komentarze Ruuki na temat jej boczków.
- Ostatnio mało panią widywałam. Dużo pracy, jak mniemam?
Ylva





Ylva
Studentka weterynarii
GODNOŚĆ :
Ylva Isabelle Harakawa


Powrót do góry Go down


Kawiarnia "Ambrozja" - Page 2 Empty Re: Kawiarnia "Ambrozja"

Pisanie by Mayhem on 21/5/2019, 23:19
 Była w trakcie kreślenia dopisków w raporcie, gdy przepełniony radosną nutą głos, który kojarzyła aż za dobrze, dobiegł jej uszu, unosząc dwubarwny wzrok znad papierów. W pierwszej chwili była dość zdziwiona, lecz po sekundzie umalowane szminką wargi rozświetlił łagodny uśmiech. Nie zdążyła odpowiedzieć dziewczynie, zalana kolejną falą słów, więc jedynie skinęła z przyzwoleniem, postanawiając poprawić sobie humor wesołą osobowością Ylvy.
 — Ja również się nie spodziewałam, że będę gdziekolwiek poza pracą — przyznała bez ogródek, pozwalając krótkiemu śmiechowi zwieńczyć wypowiedź. Była kojarzona z lekarskim fartuchem, skalpelem w ręku i salą pełną trupów. Ludzie niekoniecznie wyobrażali sobie jej osobę w przytulnej kawiarence. — Przymusowy dzień wolnego, dasz wiarę? Czuję się oszukana.
 W czasie gdy studentka zajęła się składaniem zamówienia, Mayhem złożyła wszystkie papiery w schludną kupkę i wsunęła je z powrotem na miejsce. Niekulturalnym byłoby spisywanie raportów o brutalnych morderstwach w towarzystwie tak uroczej dziewczyny. W ogóle w jakimkolwiek towarzystwie...
 Odchrząknęła cicho, upijając łyk wciąż gorącej kawy. Przyzwyczajona do szybkiego popijania napojów o wysokiej temperaturze nawet nie odczuła ciepła lekko szczypiącego wargi. Całkiem, jakby kawa zdążyła już dawno przestygnąć.
 — Sporo, przyznaję. Dawno nie miałam tyle na głowie, dlatego tym bardziej nie rozumiem skąd to wolne — pokręciła głową z delikatnym uśmiechem unoszącym jeden z kącików ust. — Nie mogę jednak narzekać na nawał pracy. Chyba wszyscy znają mnie jako pracoholiczkę. Może inaczej by to wszystko wyglądało, gdyby mój mąż nie był taki sam — przymknęła oczy na krótką sekundę, wspominając to, jak bardzo oboje byli oddali swoim zainteresowaniom. Typowy, rodzinny dom? Zwyczajne małżeństwo? Słodkie spacery? Nie u państwa Kevorkian.
 — Ale dość o tym. Opowiedz mi lepiej jak się miewasz? Zregenerowałaś już siły? — posłała studentce kontrolne spojrzenie, chcąc w ten sposób przekazać, że w każdej chwili byłaby gotowa zgarnąć Ylvę do szpitala i zlecić ponowne badania.
Mayhem





Mayhem
Naukowiec
GODNOŚĆ :
Mayhem Kevorkian


Powrót do góry Go down


Kawiarnia "Ambrozja" - Page 2 Empty Re: Kawiarnia "Ambrozja"

Pisanie by Ylva on 24/5/2019, 22:50
Parsknęła pod nosem, co prawda nie potrafiąc zrozumieć kobiety i jej pracoholizmu, ale w innym wydaniu nie potrafiła sobie jej wyobrazić. Zawsze zabiegana i zasypana stertą papierów. Oglądanie jej w zupełnie innej scenerii wydawało się wyjątkowo abstrakcyjne.
- Wydaje mi się, że każdy zasługuje na dzień wytchnienia. Nawet pani. W sumie nawet androidy takie mają... - odpowiedziała po krótszej chwili zastanowienia.
Uniosła nieznacznie głowę, kiedy kobieta nawiązała do swojego męża. Właśnie. Mąż. W sumie może ona mogłaby jej pomóc? Co prawda nieco głupio było pytać kobietę o porady odnośnie jej prywatnego życia, ale z drugiej strony nie miała pojęcia do kogo się zwrócić, a czuła, że nie może zostawić spraw tak, jak są. Z kolei do matki nie miała co iść. Nie potrafiłaby się otworzyć przed nią w tych sprawach. A ponoć rozmowa z praktycznie obcymi osobami była o wiele lepsza, niż najbliższymi. Ylva już otwierała usta, aby coś powiedzieć, ale w tym samym momencie do ich stolika podeszła kelnerka, niosąc zamówienie rudowłosej. Dziewczyna uśmiechnęła się do niej i podziękowała, biorąc szklankę do dłoni i upiła nieco soku pomarańczowego.
- Całkiem dobrze. - odpowiedziała na jej pytanie, przenosząc spojrzenie na swoje palce ściskające szklankę ze słodkim napojem.
- Małymi krokami urządzamy się w mieszkaniu. Dzisiaj wyszłam z listą po parę niezbędnych rzeczy z racji, że Ruu jest w wojsku. Wiesz, to że zaproponował mi wspólne mieszkanie jest sporym krokiem w porównaniu do tego, co było dawniej, mimo to nie chcę, aby to w jakikolwiek sposób odcisnęło się na jego wynikach i koncentracji podczas treningów, dlatego postanowiłam zrobić to sama. - posłała jej delikatny uśmiech, wciąż mając w głowie jego słowa, kiedy wspominał o jego kolegach ze szkoły, którzy wybierali swoje dziewczyny ponad trening, a potem kończyli z kiepskimi wynikami, a w efekcie czego ryzyko ich śmierci podczas misji wzrastało kilkukrotnie.
- Przyjaźnię się z nim od dziecka. Zawsze byliśmy razem. To moja bratnia dusza. Od niedawna jesteśmy razem... jako para, i w sumie powiedział, że nic się między nami nie zmieni. Cieszy mnie to, naprawdę, bo nie wyobrażam sobie, żebym mogła stracić mojego przyjaciela, najbliższą osobę, ale.... ja chyba chcę cos zmienić. Znaczy się, chcę niektóre rzeczy zmienić, bo w końcu nie jesteśmy już tylko przyjaciółmi, ale czymś więcej, ale z drugiej strony nie wiem co robić, bo nie mam żadnego doświadczenia. Ruu to mój pierwszy chłopak. Nie chcę go rozczarować. - uniosła na nią wzrok, i choć policzki pokraśniały od wyciągnięcia na wierzch tak wstydliwego tematu, to w jej jasnych niczym pogodne niebo oczach pojawił się błysk powagi.
Musiała wiedzieć od czego zacząć.
Ylva





Ylva
Studentka weterynarii
GODNOŚĆ :
Ylva Isabelle Harakawa


Powrót do góry Go down


Kawiarnia "Ambrozja" - Page 2 Empty Re: Kawiarnia "Ambrozja"

Pisanie by Mayhem on 27/5/2019, 00:17
 — Całkiem dobrze.
 Skinęła powoli głową. Odpowiedź nie do końca przekonała panią doktor, lecz kobieta postanowiła na razie wstrzymać się z uwagami i słuchać. Zamiast więc rzucać słowami, po prostu oparła łokcie na blacie stolika, później podbródek na splecionych palcach i osadziła wzrok na swojej młodej rozmówczyni.
 — A więc w końcu zamieszkaliście razem — zaczęła, posyłając Ylvie ciepły uśmiech. — Jeśli chcesz znać moje zdanie... Jesteście młodzi. Oboje. Każde z was ma dużo energii do spożytkowania, więc nawet jeśli twój drogi Ruu będzie zmęczony po dniu w terenie, to następnego może spokojnie potowarzyszyć ci w zakupach. W tym leży cały urok wspólnego mieszkania, Ylv. Urządzanie go może wydawać się trywialne, ale to w takich małych szczegółach leży najwięcej uroku. Zapewniam, że godzina lub dwie spędzone na wybieraniu tapety do salonu i kwiatów na parapety nie zaważy na jego szkoleniu, zaufaj mi. Może nawet go tym odstresujesz? Rozerwij chłopaka, przy okazji samej spędzając miło czas — na sam koniec patolog posłała dziewczynie porozumiewawcze mrugnięcie.
 Kolejny potok słów po raz kolejny zamknął Mayhem usta. Słuchała studentki z uwagą, jaką zawsze poświęcała swojej pracy, toteż dziewczyna mogła być pewna, że mimo różnicy wieku nie została potraktowana jak dziecko. Doktor Kevorkian potraktowała "problem" poważnie, chcąc podejść do niego z jak największym profesjonalizmem. Z drugiej strony sama nie była w typowym związku, więc niewykluczone, że na pewne pytania zwyczajnie nie znała odpowiedzi.
 W końcu odetchnęła, uprzednio upijając odrobinę kawy.
 — Myślę, że niektóre rzeczy będą po prostu musiały się zmienić. Związek to jednak kolejny etap, wyższy próg, rozumiesz. Nie znaczy to, że macie porzucać cokolwiek z przyjaźni, ale niektóre sprawy nabiorą innego znaczenia, większej wagi. Oboje powinniście mieć to na uwadze. Byliście już na wspólnym wyjściu? Wiesz, takiej najzwyklejszej w świecie randce. Wydaje mi się, że to będzie dobry wyznacznik. Taki wypad mógłby wam pokazać, na co powinniście zwrócić uwagę i gdzie leży różnica między przyjaźnią a głębokim uczuciem — uniosła nagle rękę, z lekkością mierzwiąc włosy młodszej dziewczyny. — Nie rozczarujesz go. Już teraz oczy ci się świecą, a jedynie o nim wspominasz. Mogę sobie jedynie wyobrazić, jak wygląda sprawa, gdy jesteś w jego towarzystwie.
 Na ustach patolog uformował się miękki uśmiech. Miała wrażenie, że mimo przekonania, z jakim mówiła, żadne z jej słów nie miało sensu. Chyba była tragicznym wsparciem.
 — Na sam początek może kino? Nie będzie tak formalne i sterujące jak kolacja, a i atmosfera w sali powinna zrobić dobrą robotę.
Mayhem





Mayhem
Naukowiec
GODNOŚĆ :
Mayhem Kevorkian


Powrót do góry Go down


Kawiarnia "Ambrozja" - Page 2 Empty Re: Kawiarnia "Ambrozja"

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Powrót do góry