Strona 5 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Go down


Nie mogła oprzeć się wrażeniu, że wchodząc do tego domu, naruszają jakąś tajemniczą sferę. Coś, czego nigdy nie powinni burzyć. Nie była zwolenniczką historii o duchach czy też innych demonach, ale w takiej sytuacji nawet ona poddawała wątpliwościom swoją wiarę. Ciemność, zaduch i drobinki kurzu, oraz nadchodząca burza jedynie potęgowała uczucie niepewności i bezradności. A co jeżeli coś w tych ciemnościach naprawdę się czaiło i właśnie ich obserwowało? Kierowało swój wzrok za każdym ich krokiem i posunięciem.
Nieświadomie nawet nie zorientowała się, kiedy znajdowała się naprawdę blisko chłopaka i zaciskała palce na materiale jego bluzy, kuląc się z każdą chwilą, w której piorun przecinał ciemne niebo, na parę chwil wpuszczając nieco światła do pomieszczenia.
Kominek.
To była jedyna rzecz, która utkwiła w jej głowie. A przecież mało co mogli dojrzeć za pomocą małej latarki. Zresztą, nigdy nie wiadomo, na ile baterii starczy. Nie chciała zostać tutaj pogrążona w egipskich ciemnościach. Ta perspektywa była zbyt obezwładniająca i przerażająca, odbierająca oddech i poczucie stabilności.
Wnet i tak po nas przyjdą. Na pewno już szukają w lesie, to kwestia może jedynie paru godzin, nim przyjdą tutaj z psami. Ta myśl ratowała ją przed popadnięciem w szaleństwo wynikające ze strachu. Trzymała się jej desperacko jak tonący skrawka drewna w słabej nadziei, że utrzyma go na powierzchni rozszalałego morza.
Znajdą nas. Na pewno nas znajdą. Przełknęła niemo ślinę, mając wrażenie, że w jednej chwili całe jej gardło zaschło i że nie da rady wykrztusić z siebie ani jednego słowa.
A..Atasuke? Masz może ogień? Widziałam kominek.... i stare meble. Można je wykorzystać, co prawda nie wiem czy możemy ale w tej sytuacji... - wreszcie wykrzesała z siebie pełne zdanie, mając nadzieję, że chłopak jakimś dziwnym cudem będzie miał przy sobie zapalniczkę albo nawet zapałki, cokolwiek, co mogłoby posłużyć im za źródło ognia. A kiedy okazało się, że Atasuke naprawdę jest wyposażany w niemalże wszystko, z chęcią pomogła w przygotowaniu drewna na rozpałkę. Dzięki temu już chwilę potem w kominku trzaskał ogień, rozświetlając pomieszczenie, w którym akurat się znajdowali. Ciężko określić dlaczego, ale wystarczyła taka głupota, a Shiori poczuła się nieznacznie lepiej, choć cienie na ścianach wydawały się skakać i karykaturalnie wręcz wykręcać czy też wydłużać.
Spróbowała jednak odsunąć od siebie niepokojące myśli tłumacząc to jedynie wybujałą wyobraźnią. Bardziej wolała skupić się na przedmiotach. Na tym, co miało stałą postać, coś, co mogła poczuć. A tego było naprawdę dużo. Zbyt dużo. Momentalnie wzdłuż jej kręgosłupa przebiegł zimny dreszcz.
Atasuke... czy to nie dziwne? Wszystko wydaje się takie... jakby mieszkańcy tego domu któregoś dnia wyszli i nie wrócili. Jakby zapomnieli o swoich rzeczach. Wszystko jest na swoim miejscu, naczynia porozkładane jak przed posiłkiem... Nie wydaje ci się to takie... nie wiem, nierealne?




Even if I just imagine, darkness falls in time
These aligned streets are so deep
I forgot how I even got here in the first place


Nathair





Nathair
Anioł Stróż
GODNOŚĆ :
Nathair Colin Heather, pierwszy tego imienia, zrodzony z burzy, król Edenu i Desperacji.


Powrót do góry Go down


Posłużyli się krzesłem. Podał wtedy Shiori latarkę i chwycił za oparcie mebla, biorąc głęboki wdech. Kiedy drewno huknęło o ścianę, za oknem zabłysło-zgasło-zabłysło, a potem rozległ się złowieszczy grzmot, od którego wzdłuż kręgosłupa Herauchiego przebiegł zimny dreszcz. Kiedy wewnątrz izby stało się jasno, na drzwiach i pionowych powierzchniach pojawiały się przygarbione cienie, a sam dźwięk gromu brzmiał jak warkot gargantuicznych wymiarów bestii.
 Poczucia, że są obserwowani, Atasuke nie wyzbył się nawet po tym, jak ułożone w kominku drzazgi wreszcie zajęły się ogniem. Płomienie z apetytem objęły kawałki drewna i w krótkim czasie w jednopokojowej chacie odgoniono przynajmniej część mroku. Chłopak kucał jeszcze przy palenisku, grzebiąc w pomarańczowo-żółtych wstęgach gorąca, kiedy Shiori powiedziała na głos to, co dotychczas zajmowało jego własne myśli.
 — Wyszli? — powtórzył za nią, nawet nie kryjąc ironii. Ani tej charakterystycznej nuty paniki, która zawsze pojawiała się, kiedy człowiek stał na skraju wybuchnięcia. W oczach Herauchiego tańczyły płomienie. — Raczej jakby coś ich wygnało z domów. Zostawili wszystko tak, jak stało.
 Pojawiła się wizja, sprzed setek lat, kiedy niewielka wioska w głębi lasu tętniła swoim własnym rytmem. Powietrze przecinały gwizdy, szczek dwóch wilczych kundli, klekot narzędzi rolniczych, rozmowy, ostrzenie broni. Trzaski z kominków, przy których gotowano obiady. Bezchmurne niebo, błękitne jak sprane dżinsy. Wszystko tutaj żyło, miało swoją funkcję. Strzechy chroniły przed deszczem, drzwi nie skrzypiały. Na podłogach nie leżał warstwowy kurz.
 A potem?
 — Albo może zniknęli — wymamrotał, wrzucając trzymany odłamek w kominek. Pomysł, w którym kilkudziesięciu ludzi tak o, po prostu, wyparowuje, wydawał się absurdalny, ale gęsta atmosfera, panujące ciemności i szelest ulewy nadawał sytuacji zupełnie realnych możliwości.
 Herauchi spojrzał na swoją współzawodniczkę. Przerażenie odbiło się na jej twarzy i naraz żołądek zaczął go ssać. Czyżby poczucie winy? Przypomnienie sobie, że to on nimi kierował, więc to on zboczył ze ścieżki? Że to przez niego zeszli z umówionej trasy i trafili tutaj — cholera wie gdzie? Że to oni nie byli w stanie uciec przed burzą i być może wymusili na organizatorach i personelu schroniska przeczesywanie lasu przy takich warunkach?
 — Powinnaś odpocząć — powiedział w końcu, krótkim ruchem wskazując stojącą nieopodal, drewnianą ławę. Nie potrafił oprzeć się wrażeniu, że kiedyś ktoś na niej przesiadywał, grzejąc się przy podobnie rozpalonym kominku i zajmując się swoimi sprawami. Tymczasem oni naruszali jakąś... pozaziemską wręcz własność. Absurd. Jak on, wierzący w naukę, mógł w ogóle pomyśleć o duchach? Powieki Atasuke nagle się przymrużyły.
 — W porządku?
 Jego wzrok wcelowany był w nogawkę dziewczyny. Wcześniej wcale nie zwracał uwagi na stan Shiori. Za bardzo przejmował się tym, aby dotrzeć do mety przed Hirotaką i jego bucołowatym kompanem. Dopiero teraz, gdy wyścig szczurów został przerwany przez wybuch matki natury, Herauchi miał moment, aby przyjrzeć się towarzyszce. A kiedy oczy przywykły do półmroku, rzeczywiście dostrzegł pod kolanem strzępy porwanego materiału. Czy to się stało, kiedy ciągnął ją za rękę przez gąszcze? Czy wcześniej, gdy zaoferowała pomoc w pierwszym kontrolnym punkcie?
 Ponieważ budynek był ciasny, wystarczyło kilka kroków, aby znalazł się tuż przy szatynce. Nim jego intencje stałyby się jasne, kolano Atasuke stuknęło cicho o deski podłogi, a jego dłonie wylądowały na kostce dziewczyny. Palce dotknęły jej nogawki, chcąc ją podwinąć, ale będąc tak blisko nabrał już pewności, że dostrzega nacięcie — i krew.




— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
Arcanine





Arcanine
Wilczur     Poziom E

Powrót do góry Go down


Oczywiście dopuszczała taką możliwość, że mieszkańcy tego miejsca w popłochu uciekli, bo coś ich przegoniło. Była to jedna z wielu możliwości. Ale taka świadomość przerażała ją. Chociaż chyba bardziej na jej wyobraźnię działała niewiadoma. W głowie rodziło się mnóstwo najczarniejszych scenariuszy, a każdy był gorszy od poprzedniego. Pokręciła gwałtownie głową, próbując oczyścić umysł. Nie, na pewno nic im nie było. Pewnie po prostu musieli opuścić swoje domostwa z jakiegoś błahego powodu.
Błahego? Słyszysz jak to brzmi? Kto normalny porzucałby swój dom z błahego powodu?
Może po prostu... przegoniło ich jakieś zwierzę? - zapytała cicho, chociaż sama zdawała sobie sprawę jak absurdalnie to brzmi.
Ludzie tak po prostu nie znikają... - dodała jeszcze ciszej, niemalże szeptem, chociaż pomimo odległości jaka ich dzieliła, chłopak z pewnością ją dosłyszał. Nabrała więcej tlenu w płuca mając wrażenie, że kręci się jej w głowie od emocji, spadku adrenaliny, drobinek kurzu unoszących się w powietrzu.
Prawda? - spojrzała na niego, a w jej oczach zamigotała nadzieja, że potwierdzi jej słowa. Niby głupota, ale w tym momencie najmniej chciała słuchać o jakiś nadprzyrodzonych rzeczach rodem z horroru.
Za oknem ponownie błysnęło, a ona wbiła mocniej palce w siedzisko krzesła.
Czuła się zmęczona, powieki samej opadały na jej oczy, jednocześnie wiedziała, że nie da rady zasnąć. Nie w takim miejscu. Serce zabiło mocniej. Już niebawem ich znajdą. Musi zachować spokój. Panika to najgorszy doradca w takich chwilach. Nawet nie zauważyła, kiedy Atasuke znalazł się przy niej i podwinął materiał spodni na jej nodze. Wpatrywała się w niego przez chwilę zaskoczona nie tyle faktem, że kucnął przy niej, jak tym, z jaką delikatnością ją dotykał. Momentalnie jej policzki pokraśniały i całe szczęście, że w pomieszczeniu pomimo języków ognia nadal panował półmrok, więc chłopak raczej nie mógł dostrzec zmian w kolorze jej skóry.
Druga sprawa, że przez dzień pełen wrażeń nawet nie zauważyła, kiedy o coś zahaczyła i rozcięła sobie skórę na nodze. Nie odczuwała bólu, aczkolwiek być może był to efekt nadmiaru adrenaliny. Dopiero teraz, kiedy zwróciła na to uwagę, odczuwała pieczenie i szczypanie. Nie było to jednak na tyle niebezpieczne, żeby nie mogła z tym wytrzymać i wyczekać aż do momentu, kiedy ich znajdą.
Bo znajdą, prawda?
A... Atasuke, przestań. - momentalnie pochyliła się bliżej niego i złapała go za obie dłonie, lekko napierając na nie, by ją puścił. Czuła się głupio i miała wrażenie, że zrobiła tym samym coś naprawdę głupiego i złego.
To nic takiego, zwykłe zadrapanie. Nic mi nie będzie. - dodała, nie mogąc powstrzymać uśmiechu, który rozciągnął delikatnie jej usta. On naprawdę...
.... naprawdę jesteś miły, Atasuke. Tak samo jak wtedy, w medycznym- - jej słowa momentalnie zostały przerwane przez głośne wycie gdzieś na zewnątrz. Ciało dziewczyny momentalnie zamarło, tak samo jak serce. Wycie nie przypominało żadnego zwierzęcia. A przynajmniej tak jej się wydawało.
T-to wilk, prawda? Albo k-kojot...? - szepnęła tak cicho, jakby bała się, że stworzenie na zewnątrz ich usłyszy.




Even if I just imagine, darkness falls in time
These aligned streets are so deep
I forgot how I even got here in the first place


Nathair





Nathair
Anioł Stróż
GODNOŚĆ :
Nathair Colin Heather, pierwszy tego imienia, zrodzony z burzy, król Edenu i Desperacji.


Powrót do góry Go down


Bingo. Nic z tego. Atasuke rzeczywiście nie dostrzegłby rumieńców na jej policzkach, nawet gdyby postanowił zadrzeć głowę do góry i spojrzeć prosto w twarz dziewczyny. Półmrok nie sprzyjał jego i tak ogromnej wadzie wzroku i choć nosił soczewki, często narzekał na ciemności, działające jak kurtyna powoli, ale nieubłaganie zasłaniająca scenę. Samo to, że dostrzegł zadraśnięcie było bardzo wybiórcze. Gdyby Shiori w tej samej sekundzie postanowiła zmienić układ nogi o choćby milimetr, istniało już spore prawdopodobieństwo, że obyłoby się bez zbliżeń.
 Palce chłopaka ledwo jednak muskały jej skórę i chyba ciężko to w ogóle nazwać dotykiem. Wcześniej podwinął nogawkę aż pod kolano szatynki, aby móc lepiej zorientować się w sytuacji. Rana nie była duża, najdalej za kilkanaście dni nie zostanie po niej nawet wspomnienie, ale kiedy już przykuła jego analityczne spojrzenie, nie potrafił oderwać od niej wzroku.
 Nic więc dziwnego, że dostrzegł zmianę w ułożeniu ciała Shiori dopiero wtedy, gdy złapała go za nadgarstki. Jasne tęczówki chłopaka odbiły od siebie błyski płomieni. Powiódł wzrokiem wzdłuż jej ramienia i spróbował zrozumieć sytuację.
 — W medycznym? — wymamrotał, dla podkreślenia swojej niewiedzy unosząc obie brwi. — Nie wiem o czym mówisz. A tym cholerstwem nadal trzeba się zająć. Pewnie piecze jak...
 Potrafił zignorować jej niedopasowany do sytuacji komplement — „... naprawdę jesteś miły” — ale wycia przeszywającego uporczywy szum deszczu już nie. Znów poczuł, jak mięśnie tężeją od skoku adrenaliny. Nie był przecież tchórzem, już nie. Racja? Dlaczego więc miałby podjudzać płomyk lęku, jaki się w nim zapalił? W normalnych okolicznościach zdeptałby tlący się ogieniek bez zastanowienia. Nie dało się znaleźć żadnego argumentu, dla którego przyzwyczajenia tym razem nie zadziałały i zamiast odepchnąć od siebie stare „Ja”, nieświadomie pozwalał, aby zduszone ego przejmowało nad nim kontrolę.
 — To pies. — Wyrok brzmiał jednak mało pewnie, jakby sam nie wierzył w to, co powiedział. Zsunął plecak, który wciąż ciążył mu na ramionach. — Tutaj nie ma ani wilków, ani kojotów. Nie ruszaj się, przemyję ci to.
 Może chciał zwyczajnie zmienić temat, zająć czymś myśli raz po raz przesiąkające ciężką, martwą aurą, jaka otaczała to miejsce. Rozpiął torbę i przegrzebał jej wnętrze. Był, paradoksalnie, przygotowany na wszystko. Może oprócz spędzenia kilku godzin, w najgorszym wypadku całej nocy, w opuszczonych szkieletach wioski, o której nikt nie wspomnął słowem.
 Atasuke obrócił niewielki, plastikowy pojemnik, orientując się czy na pewno sięgnął po wodę utlenioną. Na pewno. W zasadzie tylko prowizorycznie przemył miejsca blisko rozcięcia, a potem sięgnął z powrotem do środka plecaka. Tym razem nie szczędził sobie dotyku i wsunął palce pod łydkę Shiori, aby przesunęła ją odrobinę naprzód, zapewne po to, by lepiej ją oświetlić.
 — Gotowe — zaznaczył, kiedy wreszcie ściągnął końcówki bandaża. Nie fatygował się, aby opatrunek był „przesadzony”. Bądź co bądź to tylko płytka rana, która po prostu za bardzo krwawiła. Nic więcej. Nie umniejszało to jednak faktowi, że Herauchi, nawet wbrew protestom uczennicy, przeciągnął kilka razy nasiąkniętym wodą wacikiem wzdłuż jej nogi, usuwając czerwone zacieki, jakie już wcześniej musiały powstać po pierwszych kroplach krwi.
 Wrzucił wszystko z powrotem do plecaka i zapiął ekwipunek. Kiedy się jednak podnosił, na dworze znów zagrzmiało i błysło, a on omal nie upuścił bagażu na ranną nogę, którą dopiero co ogarnął.
 Opadł gwałtownie tuż obok Shiori. Spomiędzy jego warg wyrwało się głośne cmoknięcie kogoś, komu coś bez dwóch zdań nie przypadło do gustu.  
 — Jak mogli nie sprawdzić pogody? — Wreszcie wyrzucił z siebie frustrację, jaka ścinała jego żyły. Niespodziewanie okazało się, że gdy był z Shiori sam na sam, nie potrzebował pięciu metrów luki między nimi. W zasadzie usiadł tak blisko, że stykał się udem o kolano dziewczyny i chwała niebiosom, że zarzucił lewe ramię na oparcie, a nie prawe — inaczej nieświadomie uformowałby pozycję żywcem wyciągniętą z tanich romansideł, gdy niezbyt ogarnięty chłopak stara się objąć najgorętszą laskę w budzie podczas seansu filmowego.
 Herauchi wpatrywał się jednak w ogień i jego minie daleko było do „nastoletniego, miłosnego zdenerwowania”.
 — Do jasnej cholery. Wkurwiające, nie?




— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
Arcanine





Arcanine
Wilczur     Poziom E

Powrót do góry Go down


Nie protestowała więcej. Co prawda nadal uważała, że to nie było nic takiego, samo się pewnie do rana zagoi, a jak nie będzie się więcej na tym skupiała, to i zapomni o szczypaniu. Z drugiej zaś strony to był pierwszy raz, kiedy ktoś tak się o nią zatroszczył, nawet, jeżeli było to zajęcie się głupią raną na nodze.
Uśmiechnęła się delikatnie, kiedy skończył, choć twarz była skryta pod brązowymi, opadającymi kosmykami.
D...dziękuję. - powiedziała cicho, ciesząc się, że nie jest sama w tym przerażającym miejscu. Owszem, nadal się bała. W końcu nie mieli pojęcia gdzie są, na dworze panowała burza i do tego nikt jeszcze po nich nie przyszedł, ale obecność chłopaka działała na nią nieco w kojący spokój. To chyba jego spokój i opanowanie tak działały. Jak wiadomo, panika zawsze udzielała się innym osobom. Uniosła wzrok, przyglądając się mu uważniej. Był naprawdę odważny. Rozchyliła usta, żeby coś jeszcze powiedzieć, ale w tym samym momencie na zewnątrz uderzył piorun w bliskiej odległości od nich, na co niemalże podskoczyła w miejscu.
Spuściła głowę, wbijając wzrok w swoje uda, zaciskając na materiale spodni palce, niemalże wbijając paznokcie w skórę pod nimi.
Mhm. Tak, pies... na pewno to pies. - skinęła głową, choć nie brzmiała na zbyt przekonaną. W takich momentach jak te umysł lubił płatać figle. Halucynacje o powykręcanych sylwetkach szeptały do ucha o najróżniejszych stworach skrywających się w mroku, raptem człowiek przypominał sobie o wszystkich horrorach, jakie w życiu obejrzał, a tajemnicza otoczka tego miejsca w żadnym wypadku nie ułatwiała sytuacji. Odetchnęła cicho, nawet nie zauważając jak blisko niej siedział chłopak.
Jakby to było zupełnie coś normalnego.
Tak. Chociaż słyszałam o nagłych zmianach pogodowych w niektórych miejscach na świecie. Może ta wiosna należy do nich. - wzruszyła lekko ramionami. Nie była meteorologiem, ale też nie chciała milczeć jak kretyn, kiedy chłopak wyraźnie próbował podjąć jakąkolwiek rozmowę. Możliwe, że w ten sposób starał się zająć ich myśli czymś innym, rozluźnić atmosferę.
Atasuke, wydajesz się nie bać niczego. Czy jest coś, czego się boisz? Ja na przykład nienawidzę ważek. Przerażają mnie ich wielkie oczy. I pogrzebania żywcem. Świadomość zamknięcia w pudełku kilka metrów pod ziemią jest okropna. - sama nie wiedziała czemu podjęła ten temat. Teraz, jak na to patrzyła, wydawał się naprawdę idiotyczny i debilny. Nie zdziwiłaby się, jeżeli chłopak zignorowałby ją albo po prostu spławił. Nie mogła jednak się powstrzymać przed ciekawością. Chciała wiedzieć o nim więcej.
Płomienie w kominku rozhulały się na dobre, pożerając coraz większe kawałki drewna. Było ciepło. Zaskakująco przyjemnie. I nie wiedzieć kiedy, jej powieki opadły na oczy, a głowa odchyliła się w bok, opadając na ramie Atasuke.




Even if I just imagine, darkness falls in time
These aligned streets are so deep
I forgot how I even got here in the first place


Nathair





Nathair
Anioł Stróż
GODNOŚĆ :
Nathair Colin Heather, pierwszy tego imienia, zrodzony z burzy, król Edenu i Desperacji.


Powrót do góry Go down


Myliła się. Możliwe, że na zewnątrz prezentował się jak obojętnie, ale wewnętrznie wszystko się w nim skręcało i wyciskało jak mokra szmata. Więcej niż prawdopodobne, że trzymał się tak twardo tylko dlatego, że był w towarzystwie. Za długo budował swój wizerunek, aby przez jedną niefortunną sprawę zniszczyć ostatnie lata cierpliwego modelowania swojego nowego ja. W niczym się teraz nie różnił od okrzykniętych bohaterami śmiałków, którzy w rzeczywistości lali pod siebie i to adrenalina pchnęła ich do heroicznych czynów.
 Przyglądał się tańcom płomieni, jednocześnie starając zapełnić obawy nowymi myślami — chociażby gniewem, gniew zawsze był silną emocją. Gniewem na ulewę, że odcięła ich od reszty, gniewem na Hirotakę, że pojawił się znikąd i równie dobrze tam mógł spierdolić, a zamiast tego cały czas majaczył gdzieś w tle i irytował, gniewem na to, że nie miał żadnego pomysłu na temat inny, niż marudzenie.
 Dlatego kiedy Shiori wtrąciła swoje trzy grosze, z oczu Atasuke zniknęło zamglenie. Mimowolna ulga rozluźniła mu mięśnie i nawet pozycja, w jakiej się znajdował, przybrała mniej sztywną wersję.
 Rzecz w tym, że nie miał zamiaru jej odpowiadać.
 Czekał aż skończy mówić. Jej głos wypełniał pomieszczenie, ozdobiony szumem deszczu. Nadawało to mocnej atmosfery, dokładnie takiej, która towarzyszy wszystkim tym samotnym wieczorom spędzonym w oknie, kiedy zdajesz sobie sprawę, że za wcześnie na sen i za późno na zrobienie czegoś sensownego. Tu i teraz możesz tylko patrzeć w szybę i słuchać stukania kropel o parapet. Stan bliski błogiej świadomości, że świat za budynkiem jest szary, zimny i mokry, a tutaj, w środku, jest ciepło, niemal kojąco.
 Powieki przymrużyły się akurat w chwili, w której Tsubaki wypowiedziała ostatnie słowa, a potem zamilkła, wpatrzona w swoje uda. Bliskość musiała być dla niej niewygodna, bo tak naprawdę rzadko pokazywała się od strony dotykalskiej. Gdyby Atasuke zapytano, czy kiedykolwiek widział ją, jak dokonywała jakiegoś fizycznego aktu, pewnie najbliższym wspomnieniem byłoby pozwolenie jednej ze swoich koleżanek na dotknięcie ramienia. A teraz siedzieli w takiej odległości, że gdy dziewczyna wzruszała lekko barkami, poczuł dotyk jej ramienia.
 — Tylko się nakręcasz — zawyrokował, kiedy wreszcie przebił się przez natłok bezsensownych myśli. Na przykład takich, które uświadamiały mu wreszcie, że dawno przekroczył bezpieczną strefę. — Nie lepiej pogadać o czymś mniej drastycznym niż lęk i zakopywanie kogoś żywcem? Na przykład o tym, dlaczego zwracasz się do mnie po imieniu, choć nie jesteśmy kolegami? Nawet nie pamiętam jak się nazywasz.
 Zwrócił wtedy twarz w jej kierunku. Gdyby wciąż siedziała w dawnej pozycji, niefortunnie znalazłby się zdecydowanie zbyt blisko jej oblicza. Jednak głowa Shiori nagle przechyliła się na bok, a Herauchi poczuł, jak wszystkie dopiero co odprężone mięśnie na powrót tężeją na beton. Zdążył ledwie przekręcić kark, kiedy niewielki ciężar spoczął na jego barku, ucinając w zasadzie wszystkie możliwe rozmowy, jakie mogłyby mieć miejsce. Obojętnie czy te podsycające lęk, czy nie.
 W pierwszym odruchu powinien ją od siebie odsunąć, ale przewieszona przez oparcie ręka, którą bez problemu mógł teraz operować, nawet nie drgnęła pod wpływem naturalnego pomysłu.
 W dodatku, jeszcze przed chwilą twierdził, że nie pamięta jej nazwiska. Kłamstwo. Zdał sobie z tego sprawę, kiedy poczuł jej zapach. Kojarzył to tylko z jednym motywem, a gdy na pozór niepasujące do siebie elementy ułożyły sensowną całość usta chłopaka zacisnęły się tłamsząc przekleństwo.
 Kurwa mać.




— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
Arcanine





Arcanine
Wilczur     Poziom E

Powrót do góry Go down


Nie wiedziała, ile spała. Dwie godziny. Godzinę, pół, czy kila minut.
Kiedy uchylała powieki, ogień w kominku powoli dogasał, a lekki chłód zaczął wkradać się pod jej ubrania. Instynktownie otuliła się mocniej bluzą, chcąc na powrót zamknąć oczy. Ale rzeczywistość uderzyła w nią gwałtownie. Wspomnienia, gdzie aktualnie się znajduje i co się wydarzyło wcześniej, momentalnie nabrały barw i stały się realne. Jak poparzona poderwała się, prostując jak struna, czując jak cała jej twarz robi się czerwona od zażenowania.
Ja... ja przepraszam! Zasnęłam, nawet tego nie kontrolowałam. - jęknęła, czując się cholernie głupio, że nie tylko odpłynęła w czasie ich rozmowy, ale też przespała się na jego ramieniu. Zapewne czuł się zdegustowany i zniesmaczony jej zachowaniem. W końcu nienawidził jej. Spuściła lekko głowę w dół, nie potrafiąc odnaleźć w sobie na tyle odwagi, by teraz spojrzeć na niego.
Na pewno ci ciążyłam. Przepraszam. - dodała ciszej, dopiero teraz zdając sobie sprawę, że przez cały ten czas nie zrzucił jej, a przecież mógł.
Dlaczego?
Spojrzała na niego ukradkiem, nie rozumiejąc jego postępowania, ale nie mogąc powstrzymać ciekawości. Czy było możliwe, że nie nienawidził jej do takiego stopnia, jaki zakładała? Nie, to niemożliwe. Z drugiej strony chyba mogła mieć nikłą nadzieję, prawda? Mogła sobie po cichu marzyć, że nie widzi w niej tylko i wyłącznie worka na słoninę. Nie było w tym nic złego... prawda?
J... jeżeli chcesz.... też możesz. Znaczy się, wyglądasz na zmęczonego, więc jeżeli chcesz, to możesz.... na moim ramieniu... - zamilkła, nie potrafiąc ułożyć odpowiednio składnych zdań. W sumie nawet nie wiedziała jak to ugryźć. Chciała mu się jakoś odwdzięczyć, a jej ramię zdecydowanie było miększe od twardej ławy, na której siedzieli czy też blatu stołu za nimi. Bez znaczenia w jakim miejscu się znajdowali, każdy z nich potrzebował chociaż odrobiny odpoczynku. Inna sprawa, że niemal była pewna jego odmowy. Bez znaczenia. Zawsze warto było spróbować.
Uniosła głowę, nasłuchując.
Nie myliła się. Cisza.
Przeszła burza? - zapytała, chociaż brak błysków i grzmotów wyraźnie na to wskazywało. Pozostał jedynie odgłos deszczu. Ale to był dobry znak. Skoro 'tylko' padało, to istniało spore prawdopodobieństwo, że wnet ich znajdą. Miała nadzieję, że w ciągu paru godzin strach znajdowania się w obcym miejscu pozostanie jedynie zabawnym wspomnieniem.




Even if I just imagine, darkness falls in time
These aligned streets are so deep
I forgot how I even got here in the first place


Nathair





Nathair
Anioł Stróż
GODNOŚĆ :
Nathair Colin Heather, pierwszy tego imienia, zrodzony z burzy, król Edenu i Desperacji.


Powrót do góry Go down


Nie zauważył kiedy. Po prostu po którymś z kolei mrugnięciu oczy się już nie otworzyły, a oddech unormował się i spowolnił. Natężone mięśnie powoli odpuszczały, rozluźniając się do tego stopnia, że głowa, niepodtrzymywana napięciem, przechyliła się na bok i niemal zetknęła polikiem z włosami Tsubaki. Cała świadomość i zmysły zniknęły. Wessało je gwałtownie, pozostawiając Atasuke w błogiej drzemce. 

 Bardzo lekkiej, jak się okazało. Wystarczyło tyle, by Shiori gwałtownie się poruszyła, a on sam wciągnął chrypliwie powietrze, wydając z siebie ledwo słyszalny, nosowy pomruk. Rozlana na ławie sylwetka od razu spróbowała wrócić do poprzedniej, prostej pozycji, ale zaspanie stawiało gruntowne warunki. Herauchi potrzebował znacznie więcej czasu na ocknięcie się niż szatynka. Z wykrzywionymi ustami wplótł palce we włosy i dołożył wszelkich starań, by zorientować się, co się, kurwa, dzieje. Spod półprzymkniętych powiek wyzierały zamglone, jasne oczy idioty, który nie pojmuje ile to dwa plus dwa.
 — Co ci znowu? — wybełkotał, tłumiąc rozpychające jamę ustną ziewnięcie. Zaciskał mocno zęby, starając się nie uzewnętrzniać aż do przesady swojego obecnego stanu na-granicy-snu-i-jawy. Z ledwością rozpoznawał stojącą przed nim postać.
 Rzeczywistość docierała do niego krok po kroku. Głos, wcześniej będący bełkotem, nabrał wyrazistości. Słowa przestały się ze sobą zlewać i stanowiły wreszcie oddzielne, sensowne wyrazy mające jakieś znaczenie. Obraz, dotychczas zanurzony w głębinach, stał się ostry i odzyskał prawowite kolory.
 — Co na twoim ramieniu? — zachęcił zniecierpliwiony, jednocześnie wyciągając ramiona w górę, by rozprostować zastygłe kości. Przeszła burza?
 — Możliwe. — Zakładając dłonie na kark, obejrzał się w kierunku drzwi. Nie stykały się idealnie z framugą i w prześwitach widać było zewnętrzne krajobrazy. W całym pomieszczeniu wciąż jeszcze szumiało — burza może ustała, ale ulewa wręcz przeciwnie. — Nie ma sensu się stąd ruszać. Jeżeli jeszcze szukają — znajdą nas. Jeżeli nie i tak mało prawdopodobne, że znajdziemy drogę do domu. Jest środek nocy, gleba zmiękła do formy błota. Może skończyć się czymś gorszym niż zadrapanie. Siadaj.
 Mówiąc to, opuścił ręce i jedną z nich poklepał miejsce, z którego zerwała się Shiori. Coś w jego spojrzeniu się zmieniło.
 — Mam kilka pytań.




— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
Arcanine





Arcanine
Wilczur     Poziom E

Powrót do góry Go down


Kiedy dotarło do niej, że swoim nagłym zachowaniem i poruszeniem zbudziła chłopaka, momentalnie zaczęła odczuwać wyrzuty sumienia. Zawsze tak było. Najpierw działała, niejednokrotnie zbyt pochopnie, a dopiero potem używała głowy, rozważając przeróżne możliwości, zaczynające się od głupiego "co by było, gdybym...". Zagryzła dolną wargę i już chciała go przeprosić, ale zaspanie, z jakim się jeszcze zmagał, skutecznie zamknęło jej usta. Przyglądała mu się w milczeniu, dopiero teraz dostrzegając rzeczy, na które normalnie nie zwróciłaby uwagi. Atasuke był niski i stosunkowo drobny w porównaniu do wielu chłopaków w szkole, ale wiele aspektów miał wyjątkowo męskich, jak chociażby mocno zarysowana szczęka. Zauważyła też drobną bliznę przecinającą jego łuk brwiowy i delikatny ślad na żuchwie, zapewne siniak, który powoli znikał.
A przede wszystkim kiedy rozglądał się wciąż ze snem na powiekach, wyglądał uroczo. Na ten widok wargi delikatnie drgnęły, ale w ostatniej chwili powstrzymała niepokorny uśmiech wkradający się na jej usta. Odwróciła głowę w bok, tak na wszelki wypadek, żeby ukryć jakiekolwiek oznaki nie tyle co rozbawienia, a uczucia ciepła, które rozlało się w jej klatce piersiowej.
Masz rację, to byłoby zbyt nieroztropne i dość głupie. - odpowiedziała na jego słowa, splatając palce ze sobą i kładąc dłonie na udach, kiedy już usiadła obok niego. Tok myślenia chłopaka był jak najbardziej logiczny i oczywiście sama nie zamierzała opuszczać, mimo wszystko, suchego i dość bezpiecznego schronienia, jakie udało im się znaleźć. Aczkolwiek po cichu liczyła, że lada moment drzwi się otworzą i zobaczą w nich kogoś, kto ich szukał. Jakiegoś dorosłego, który bezpiecznie zaprowadzi ich do ośrodka.
"Mam kilka pytań"
Momentalnie uniosła głowę i spojrzała na niego nieco zaskoczona, przechylając przy tym głowę w bok. Co jak co, ale nie spodziewała się nagle "sto pytań do", jednakże ton, jakim to wypowiedział, i spojrzenie, które raptownie spoważniało, podpowiadało jej, że to nie będą łatwe pytanie z serii "jaki jest twój ulubiony kolor".
Coś... coś się stało? - nie miała dobrego przeczucia.




Even if I just imagine, darkness falls in time
These aligned streets are so deep
I forgot how I even got here in the first place


Nathair





Nathair
Anioł Stróż
GODNOŚĆ :
Nathair Colin Heather, pierwszy tego imienia, zrodzony z burzy, król Edenu i Desperacji.


Powrót do góry Go down


— Coś... coś się stało?
 Kiedy usiadła obok niego i złożyła ręce na udach, nie potrafił już oderwać wzroku od jej nóg. Czy głos z przeszłości należał do dziewczyny, która teraz znajdowała się na wyciągnięcie ręki? Mdła podświadomość mówiła, że owszem. Za dużo rzeczy zaczęło się ze sobą zgrywać. Zsumował parę cech „tamtego” zajścia. Fakt, że osoba, z którą rozmawiał, nie chciała, aby na nią patrzył. Że celowała w klub sportowy, ale się do niego nie nadawała. I ta siostra modelka... To grało główne skrzypce w jej kompleksach? Starsza siostra z idealnym ciałem, cerą i makijażem? Tak, T s u, o to chodziło?
 Ściągnął brwi, starając się przywołać jak najrealniejszy obraz dnia, w którym spotkali się po raz pierwszy, choć w ogóle nie poznał wtedy jej wyglądu. Imię natomiast, którym mu się przedstawiła, zanikło jak zbyt często dotykany napis na tablicy i dopiero teraz miał wrażenie, że jakiś korek, tamujący szczegóły, odskoczył. Z dziury wylały się dziesiątki fragmentów, które z biegiem czasu zapomniał. Po incydencie u szkolnej pielęgniarki ich drogi długo się ze sobą nie krzyżowały. Być może mijał ją na holu lub grywał w zbijaka o wiele częściej niż początkowo zakładał, ale jak każdy facet, najwięcej informacji kodował oczami.
 Jak miał ją zapamiętać, gdy tego cholernego dnia gapił się na przemian w sufit i ścianę?
 Ręka Atasuke przemknęła o kilka centymetrów od ciała Shiori. Uniósł ją dość szybko, ale nie wystarczająco, aby w odpowiedniej chwili nie zadziałał instynkt dziewczyny. Gdyby chciała go teraz od siebie odsunąć, wykorzystałaby do tego ostatnią sekundę. Nie wiedział, jak inaczej mogłaby zareagować na ten nagły akt „łaski” z jego strony, ale co go to teraz obchodziło?
 Przerzucił ramię przez oparcie ławy, aby wygodnie ułożyć ciało korpusem do Shiori. Drugą dłoń uniósł i to właśnie nią dotknął policzka dziewczyny, wsuwając palce w jej włosy, muskając opuszkami płatek jej ucha. Kciuk przemknął wzdłuż jej żuchwy, kiedy Herauchi się pochylał. Powieki opadły mu do połowy, ale nim dotarł do jej szyi, przymknęły się całkowicie.
 Ciepły oddech rozgrzał miejsce tuż nad obojczykiem Tsubaki, ale zaraz potem dało się słyszeć cichy wdech Herauchiego — przez nos. Ulewa na dworze nie słabła. Wręcz zdawało się, że szum przybrał na sile. Wokół panowała coraz większa wilgoć.

— Grube osoby są obleśne, prawda?
— Same są sobie winne.


— Jak się nazywa? Oh, przepraszam!
— Hinoe. Daj spokój, to tylko imię, każdy może je sprawdzić.


— Jeśli to zrobisz, to przestaniesz ze mną rozmawiać.
Warkot.
— Nonsens.


— Ostatnio wyszedł ten horror... w „Mysiej Dziupli”. Oglądałeś?
— O czym był ten film? … nie mam czasu na telewizję.


 — Bez — użył szeptu, jakby sam musiał wpierw posmakować to słowo. Bez. Osoba siedząca tuż obok pachniała bzem, słodkim zapachem, którego nigdy nie przypasowałby do ofiary, w którą ciskał koszykarską piłką. Jak to się stało, że linie łączące oba wydarzenia aż do teraz były poza jego możliwościami analizy? Atasuke znajdował się teraz tak blisko, że w zasadzie nie potrzebował zaciągania się, aby wyraźnie wyłapać woń, której przecież nie dało się odtworzyć w kosmetykach. Według badań, najzwyczajniej w świecie, było niemożliwym, aby zebrać ekstrakt z kwiatów bzu. Wszystkie szampony, kremy i żele bazowały na marnych substytutach. Stanowiły marną imitację pierwowzoru.
 Czy układanka nie stawała się coraz jaśniejsza? Nabrał wdechu, lecz tym razem przez usta. Musiał to zrobić, aby kolejną myśl wypowiedzieć głośniej.
 — Bez udawania byłoby ci tak trudno, prawda?




— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
Arcanine





Arcanine
Wilczur     Poziom E

Powrót do góry Go down


Nie dotykaj mnie.
Ciało nie poruszało się. Nie drgnęło. Oddech niemalże ucichł, tak samo jak spięte serce. Był za blisko, czuła każdy jego oddech, słyszała bicie jego serca. I chociaż bliskość drugiego człowieka przynosiła ze sobą ciepło, to w tym momencie czuła niewyobrażalny chłód, który wgryzał się pod jej skórę jak małe szpilki. Zamknęła mocniej powieki, jakby ten głupiutki gest miał cokolwiek zmienić.
On wie. O N W I E.
Nie wiedziała czemu, ale poczuła przypływ duszącego w gardle strachu. Jej "lepsza" wersja z pokoju medycznego, którą chłopak obdarzył nicią sympatii roztrzaskała się na drobne kawałeczki w jednej sekundzie. Obraz jej osoby, którego właściwie nawet nie pielęgnowała, ale dawał jej odrobinę odwagi, zatarł się wraz z jego słowami. I chociaż powtarzała sobie uporczywie, że nie ma pojęcia o co mu chodzi, to w rzeczywistości jej podświadomość wskazywała wręcz palcem na odpowiedź.
Odsuń się ode mnie.
Nabrała powietrza w płuca, a potem nagle be z jakiegokolwiek słowa ostrzeżenia zerwała się z drewnianej ławy, tym samym zrywając z nim jakikolwiek kontakt fizyczny. Odsunęła się na parę kroków, sprawiając wrażenie bezpiecznej odległości, i stojąc do niego tyłem, zacisnęła palce na skraju swojej bluzy. Drżała, jakby w pomieszczeniu raptownie temperatura spadła poniżej zera.
Nie... - wyrzuciła z siebie miękkie słowo, nie potrafiąc wyzbyć się bezsilności, która zaciskała swoje palce na jej gardle.
Nieprawda! Niczego nie udawałam. - w końcu udało jej się złożyć w miarę spójne zdanie, ale zaraz potem zapadła cisza. Cisza, która swoim ciężarem coraz bardziej wgniatała w podłogę.
To ty wtedy zdecydowałeś nie patrzeć. To ty wtedy.... myślałam, że wiesz. A przynajmniej na początku tak myślałam. - pokręciła głową, zaciskając palce jeszcze mocniej, aż pobielały jej knykcie.
A potem... nie widziałam sensu, żeby ci powiedzieć. To nie była żadna tajemnica, Atasuke. Zresztą, czy coś by to zmieniło? - spojrzała na niego przez ramie, a usta wygięły się w smutnym uśmiechu.
Oczywiście, że nic.
Bez względu na wszystko jestem obleśna. Zawsze taka będę w twoich oczach. Przynajmniej wtedy rozmawiałeś ze mną normalnie, bez wyszydzania i kpiny. Może dla ciebie takie rozmowy są normalne, ale nie dla mnie. Cieszyłam się tamtą chwilą. Mów co chcesz, ale niczego nie udawałam.




Even if I just imagine, darkness falls in time
These aligned streets are so deep
I forgot how I even got here in the first place


Nathair





Nathair
Anioł Stróż
GODNOŚĆ :
Nathair Colin Heather, pierwszy tego imienia, zrodzony z burzy, król Edenu i Desperacji.


Powrót do góry Go down







Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 5 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Powrót do góry