Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

Go down


Tłumaczyła się mu, ale ledwie nadążał; plątanina słów, które wyrywały się spomiędzy jej ust, przywodziła na myśl bohomaz w zeszycie znudzonego ucznia — nie dało się tego ogarnąć, wyprostować i poukładać w coś dostatecznie zrozumiałego. Przez krótki moment po prostu stał, ze zwieszoną lewą ręką i prawą przytkniętą mocno do warg, aby przynajmniej częściowo zatamować krwawienie z nosa (i, przy okazji, zbyt mocno się nie ubrudzić).
Dopiero huczenie sowy go ocuciło. Sam drgnął, ale nim zdążył zrobić krok do tyłu, poczuł jak na przedramieniu zaciskają się palce, które mimowolnie zatrzymały go w miejscu. Chociaż mózg zarejestrował sytuację, Atasuke nie odsunął się od dziewczyny jak to miał w zwyczaju, jakby fakt, że znajdowali się poza ostrzałem cudzych spojrzeń pozwalał mu wreszcie na takie akty empatii.
— Tu-tutaj nie ma wilków, prawda?
Odetchnął przez usta.
Tylko niedźwiedzie — mruknął stłumionym przez dłoń nosem, ale ironiczna nuta nadała całej wypowiedzi dziwnej, luźnej nuty, zarezerwowanej tylko dla dwóch dobrze dogadujących się jednostek. Jasne spojrzenie przetoczyło się po plenerze, jakby naprawdę zamierzał sprawdzić, czy gdzieś w pobliżu nie czają się cienie w kształcie dzikich zwierząt, ale tutaj, blisko ośrodka, nie było ich na pewno.
— Ja przepraszam... Herauchi-kun!
Wzrok ześlizgnął się z szumiących drzew i opadł prędko na Shiori. Jej mina nie wróżyła niczego dobrego i w pierwszej sekundzie rejestr opcji wskazywał tylko jeden wariant: uciekaj. Byłoby to o tyle łatwiejsze, gdyby palce dziewczyny nie zakleszczał się wokół jego przedramienia jak para szponów.
— Okropnie krwawisz.
Tak — przyznał bez ogródek, zerkając teraz na swoją rękę, którą Shiori (jakby wyczuła, że to zauważył) gwałtownie puściła. Był to odruch kogoś, kto dowiedział się, że dotyka trędowatego i — nie daj Boże — mógł się przez to zarazić. Chłopak wykrzywił się lekko, odrzucając od siebie tę myśl. To nie on z ich dwójki był obleśny.
— … przyciśniesz rękaw.
Nie trzeba — włączył się nagle do jej monologu, na wszelki wypadek odwracając głowę nieco na bok. Wolał, żeby go już nie dotykała w ten bezsensowny, czuły sposób, jakby miała do tego prawo. — W głównym budynku powinna być apteczka.
Nie trwało to długo, gdy wyszli z lasu. Pod butami chrzęściła leśna ściółka, na niebie migotały gwiazdy. Było cicho, spokojnie, sennie. Atasuke szedł na przodzie, choć główny obiekt był już widoczny i dziewczyna nie potrzebowała instruktora. Wydawało się jednak, że Herauchi nie wyszedł jeszcze z roli przewodnika, choć intensywność jego pewności zmalała, kiedy dotarli przed drzwi.
Koszulka, jaką miał na sobie, zdążyła przesiąknąć tuż przy szyi od krwi, jaka ściekła mu spod ręki, prześlizgnęła się po ustach, brodzie i szyi i wreszcie została wchłonięta przez biały materiał. Czuł już lekkie zawroty głowy, poza tym zaczynał się irytować, że krwotok, jakiego się nabawił, wciąż nie ustał. Pchnąwszy drzwi do wewnątrz nie ujrzał żywej duszy, a to tylko dodatkowy punkt do listy minusów dzisiejszej nocy.
Hol był nieużywany, miejsce za ladą, które wcześniej zajmowała niezbyt urodziwa, mało zadbana sekretarka, witająca przybyłych znudzoną, odklepaną z każdej strony formułką, wiało wręcz przeraźliwą, mroczną pustką. Nawet światła się nie paliły. Chłopak zmrużył oczy, aby rozejrzeć się za kontaktem, ale zamiast tego ujrzał czerwoną plamę kilka metrów wgłąb korytarza po prawej stronie. Wskazał ją ruchem głowy.
To apteczka?


— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
avatar





Arcanine
Wilczur     Poziom E

Powrót do góry Go down


Dziwne
To była pierwsza myśl, jaka przecięła umysł dziewczyny po przekroczeniu progu pomieszczenia. Nie było aż tak późno, a jednak nie zastali tutaj żywej duszy. Czy nie powinno być jakiegoś dyżurnego albo chociażby stróża? Kogokolwiek? Złapała się dłonią za jedno ramie, powoli rozglądając, trzymając zaskakująco blisko Atasuke. To było dziwne uczucie, ale przy nim miała wrażenie, że nic złego nie może się zdarzyć. Co prawda gdzieś podświadomość szeptała jej, że to tylko pozory i nic więcej, ale chciała chociaż przez chwilę nacieszyć się tym.
Mhm, na to wygląda. - skinęła głową przytakując i pospieszyła w stronę apteczki, chociaż w panujących ciemnościach do najłatwiejszych z pewnością to nie należało. Ale gdy tylko światło rozświetliło i rozegnało mrok, chwyciła za drzwiczki i pociągnęła je. Nie drgnęły.
Zamknięte! - obejrzała się na chłopaka, a przez jej twarz przemknął strach. Co teraz? No właśnie co teraz. Może rzeczywiście powinni udać się po kogoś dorosłego? Oni na pewno będą wiedzieli co robić, a już na pewno będą wiedzieli gdzie znajduje się klucz do apteczki.
Zmarszczyła brwi, a jej spojrzenie zrobiło się delikatnie ostrzejsze.
Nie.
Atasuke-kun, proszę, usiąść na ziemi i oprzyj się o ścianę. Zaraz wrócę. - poleciła mu, a następnie odwróciwszy się na pięcie, ruszyła pospiesznie, niemalże biegnąc, przed siebie, w głąb korytarza. O ile pamiętała, tuż za rogiem znajdowała się łazienka. Wbiegła do niej i od razu sięgnęła po papierowe ręczniki, które zaczęła namaczać zimną wodą. Miała nadzieję, że nim wróci do chłopaka, to ręczniki nie rozpadną się pomiędzy jej palcami.
Pochyl głowę. - powiedziała, gdy znalazła się przy nim. Nawet jeżeli wcześniej nie posłuchał jej i nie usiadł, złapała go lekko za potylicę i pochyliła do przodu, jednocześnie kładąc mokry i zimny papierowy na jego kark.
Masz, przyłóż to do nasady nosa. - podała mu resztę i odsunęła się od niego.
Klucz. Gdzie mogą trzymać klucz?
No tak. Niemalże nie klepnęła się w czoło. Lada.
Podbiegła do niej, ale w ostatniej chwili zatrzymała się. Czy to nie będzie złamaniem regulaminu? Szperanie w niedozwolonym miejscu? Zacisnęła usta w wąską linię, a potem przystąpiła do przeszukiwania szuflad.
Nie tu. Nie tu... nigdzie go nie m-- hm? - w jednej z ostatnich szuflad znajdował się mały, srebrny kluczyk z czerwoną wstążką. Czyżby...?
Wyprostowała się i podeszła do apteczki. Wsunęła kluczyk, przekręciła i... otworzyła drzwiczki.
Znalazłam! - krzyknęła do chłopaka. Zgarnęła z niej wszystko, co, jak jej się wydawało, mogło się przydać i podeszła do niego.
Zrobię ci opatrunek. - zaproponowała i nawet nie czekając na jego odpowiedź, przystąpiła do działania. Delikatnie zaczęła ścierać krew ze skóry, nie chcąc zadać mu więcej bólu, a potem sięgnęła po gazę i plaster.




Even if I just imagine, darkness falls in time
These aligned streets are so deep
I forgot how I even got here in the first place


avatar





Nathair
Anioł Stróż
GODNOŚĆ :
Nathair Colin Heather, pierwszy tego imienia, zrodzony z burzy, król Edenu i Desperacji.


Powrót do góry Go down


Nie do końca rozumiał jej strach, ale z drugiej strony — chyba w ogóle niezbyt potrafił ją pojąć. Nie był przecież umierający. Co prawda w głowie mu szumiało, jakby wewnątrz czaszki szalała jesienna zawierucha, ale nie słaniał się jeszcze na nogach na tyle, żeby nie wiedzieć którędy na górę. Poza tym to nie pierwszy krwotok w jego życiu, a patrząc na to, że na wyciecze pojawił się ten snob Hirotaka, na pewno nie ostatni. Do bójki dojdzie prędzej czy później, jeżeli nie wygra zawodów i nie wgniecie Kenshiro w glebę samym blaskiem chwały.
— Pochyl głowę.
Jej słowa zadziałały jak sprzeczny sygnał.
Sam to zrobię — rzucił nieugięcie, wyrywając jej z rąk rozklejające się w palcach sterty zmiękłych kawałków papieru, które faktycznie przycisnął sobie do karku. Kiedy przywarł tą przemoczoną papką do skóry, kilka lodowatych kropel pociekło wzdłuż kręgosłupa i wywołało dreszcze. Jeszcze nim zdążył na to zamarudzić, Shiori wpadła w kolejny wir. Jej nogi człapały w szybkim chodzie — chyba biegu? — po korytarzu, łaziła tu jakby bez celu. Zachowywała się jak opętana, która szaleje, bo nie dostrzega swojego celu, zbyt zamroczona, aby uprzytomnić sobie, że ten już dawno zwiał. Zresztą, sam Atasuke miał ochotę ulotnić się stąd jak najprędzej. Panujący tu mrok nie działał zbyt korzystnie na jego zszargane nerwy i w ciemnościach jego „towarzyszka” naprawdę wyglądała na niepoczytalną. Został tylko dlatego, że wyjście z budynku było równe tchórzostwu, a tym, czego Herauchi nie znosił najbardziej, to podkulania pod siebie ogona. Nie mógł tego zrobić. Nigdy więcej.
— Znalazłam!
Zastygły pod ścianą przyglądał się więc, jak spasła zjawa podlatuje do apteczki, a potem nagle odwraca się do niego i zmniejsza dystans jaki ich dzielił. Ciemnowłosy nie zarejestrował chwili, w której cofnął stopę i przywarł plecami do lodowatej, pionowej powierzchni — i bardzo dobrze, bo to także uznałby za oznakę strachu, którego nigdy by sobie nie wybaczył.
— Zrobię ci opatrunek.
Poczuł już dotyk gazy zmazujący szkarłat z kącika jego ust, w momencie, w którym cisnął w bok zmiętą papierową papkę — plusnęła o ziemię. Złapał wtedy Shiori za ramiona i przytrzymał mocno. Krew nie ciekła już tak gęsto; zdążyła się jednak przelać wystarczająco, aby zabrudzić brodę, szyję i podkoszulek chłopaka. Atasuke wydawał się jednak ostatnią osobą, która się tym przejmowała. Zaciskał boleśnie palce na dziewczynie i trzymał ją na odległość swoich, wyprostowanych w łokciach, ramion. Skrzyżował z nią spojrzenia — jego było zacięte i przytomne, mimo szumu liści w skroniach.
Uspokój się — wycedził przez zęby. — Działasz mi na nerwy.
A to nie pomaga — zdawał się mówić jego wzrok. W ogóle nie pomaga, jasne? To gotuje krew w żyłach.
Nikt nie każe ci się o mnie martwić — przypomniał, bezceremonialnie wprawiając ręce w ruch. Każdy na jego miejscu poddałby się zabiegowi — zrobiłby to przynajmniej dzięki dobremu wychowaniu. Ale Harauchi, zamiast potulnie przystać na dobrotliwość koleżanki, odepchnął ją do tyłu, wykrzywiając zakrwawione wargi. — Poradzę sobie sam. W porównaniu do twojej przyjaciółeczki, która zdycha z bólu, bo ty postanowiłaś zabawić się w ambulans. Nie uratujesz wszystkich. Jeśli chcesz pomóc jej — biegnij z tymi cholernymi tabletkami do pokoju i każ jej łyknąć co najmniej dwie. Albo pięć. Wszystko mi jedno. — Przywarł nagle wierzchem dłoni do twarzy, ścierając z niej wciąż ciepłą, półpłynną ciecz. Rozmazał ją pod nosem; ciemna smuga ciągnęła się aż na polik. — Jeżeli chcesz pomóc mnie, staw się na tych nieszczęsnych zawodach i rób co ci każę. Niczego więcej od ciebie nie chcę.


— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
avatar





Arcanine
Wilczur     Poziom E

Powrót do góry Go down


Niczym grzeczne dziecko, posłusznie odsunęła się od chłopaka, kiedy ten postanowił zaprezentować jej swój bunt odrzucając jej pomoc. Wiedziała, że nie ma jakichkolwiek szans z jego dumą, dlatego też nie ingerowała więcej w jego stan, ale to nie oznaczało, że zaraz podniesie się i go tutaj zostawi samego. Gdyby to zrobiła, nie byłaby sobą. Atasuke mógł nią pomiatać, wycierać nią podłogę ale ona i tak w ostateczności była gotowa mu pomóc jeżeli sytuacja rzeczywiście tego wymagałaby.
Spuściła na moment spojrzenie, jednocześnie zaciskając mocniej wargi nie chcąc już go bardziej drażnić słowami. W końcu robiła to samą swoją obecnością.
Zgadza się. Ale też nikt nie każe mi cię zostawić w takim stanie. - odparła wreszcie, próbując uważnie dobierać wszystkie słowa. Miała wrażenie, że zaczyna stąpać po naprawdę cienkim lodzie, który przy każdym jej ruchu coraz bardziej zaczyna pękać, i kwestią czasu było gdy wreszcie wpadnie do przeszywającej lodem wody.
Jestem pewna, że jeżeli jeszcze trochę poczeka, to nic jej nie będzie. W przeciwieństwie do ciebie. Nie zamierzam cię zostawić samego, tutaj, w tych ciemnościach, kiedy tak krwawisz. Jeszcze zemdlejesz i co wtedy? - mruknęła w taki sposób, jakby rzeczywiście chłopak lada moment miał się przekręcić i odpłynąć do innego świata, a jego nieprzytomne ciało leżałoby tutaj do samiutkiego rana, nim ktoś wreszcie zainteresowałby się jego zniknięciem i postanowił go szukać.
Nie uratuję wszystkich, do prawda. Ale nie wybaczyłabym sobie, jeżeli odwróciłabym się plecami do osoby, która na moich oczach krwawi albo która potrzebuje pomocy. Nikt nie jest w stanie uratować wszystkich. Nikt nie zbawi całego świata, ale może ratując i pomagając jednej jednostce w ten sposób zbawiamy czyiś świat? Bo każdy z nas jest całym światem dla kogoś. - zmrużyła nieco brwi, wreszcie unosząc spojrzenie, by na niego popatrzeć. Chcąc czy też nie, jej wzrok omiótł cały jego profil, zahaczając o dłonie, na których widniały już nieco wyblakłe siniaki, zdarta skóra czy lekko odznaczające się na skórze blizny.
Dlaczego tak bardzo nie chcesz przestać walczyć na ten krótki okres czasu? Przecież powiedziałam, że przyjdę, ale warunku nie zmienię. Przecież... przecież nic się nie stanie, jeżeli przestaniesz się bić na ten czas, a twoje ciało nieco się zregeneruje. - chciała jeszcze dodać, że wygląda na to, że tego potrzebuje, ale w ostatniej chwili zdążyła ugryźć się w język. Coś jej podpowiadało, żeby nie próbowała na siłę przekraczać niewidzialną barierę.
W każdym razie jak już się lepiej czujesz, to powinniśmy powoli wracać. Chyba że mam dla ciebie kogoś zawołać?




Even if I just imagine, darkness falls in time
These aligned streets are so deep
I forgot how I even got here in the first place


avatar





Nathair
Anioł Stróż
GODNOŚĆ :
Nathair Colin Heather, pierwszy tego imienia, zrodzony z burzy, król Edenu i Desperacji.


Powrót do góry Go down


Zacisnął wargi, gotowy na dalsze protesty. Bóg jeden raczy wiedzieć dlaczego się nie odezwał, choć wiele słów ciskało mu się na usta. Wedle opinii statystycznych ludzi jej warunek faktycznie był prosty — na okres wycieczki sobie daruj, Herauchi. Tyle chyba potrafisz? A jednak stał tu przed nią, z krwią cieknącą z nosa i nadwyrężonymi nadgarstkami, w których nieustannie czuł pulsowanie bólu. Zastygał, kiedy ciało nieruchomiało i pojawiał się znowu przy najlżejszym ruchu dłoni.
Atasuke wykrzywił się jeszcze bardziej, atakowany jej słowami jak bezbronny jeniec schwytany przez żołnierza opozycji. Korciło, aby raz jeszcze przetrzeć miejsce tuż pod nosem, ale powstrzymał się. Chora godność nie pozwoliła mu okazać słabości.
Wyszedł, gdy tylko to zaproponowała. Bez słowa.

Nad ranem zjadł śniadanie w stołówce. Kashiro, w naturalnym dla siebie podnieceniu, relacjonował to, czego się dowiedział, podsłuchując kadrę nauczycielską.
— … przynajmniej prawdopodobnie. To najtrudniejsze z zadań i...
Atasuke odsunął od siebie tackę z do połowy zjedzonym daniem, które dawno wystygło. Nie mógł spać, ale to nie sprawiło, że czuł się słabszy. Od śmierci siostry rzadko przesypiał całe noce, a organizm przyzwyczaił się do niewielkiej ilości odpoczynku. Choć twarz chłopaka wydawała się bledsza niż zazwyczaj, krwotok ustał bardzo szybko. Nie kręciło mu się w głowie.
Przed zawodami zahaczył o pokój. Kashiro deptał mu po piętach, cały czas trajkocząc. Najwidoczniej nie zdawał sobie sprawy, że jego towarzysz znajdował się za ochronną barierą — przytakiwał co jakiś czas, ale nie wchłaniał wypowiadanych przez okularnika słów. Był zbyt zajęty własnymi myślami. Przebrał się w szkolny dres, a gdy zarzucił na ramiona bluzę, wskazówki zegara pokazały dziewiątą.

Jeden z nauczycieli — inicjator całych zawodów, wuefista z pokaźnym brzuszkiem i całą historią alkoholu wydrążoną na twarzy — stał na podeście i krzyczał zasady. Rozdano już szarfy w różnych kolorach, a uczniów podzielono na pięć drużyn. Czerwoną, niebieską, fioletową, żółtą i zieloną. Herauchi obwiązał szorstki materiał wokół nadgarstka, patrząc na niego jakoś tak tępo. Mimowolnie wyłapywał niektóre słowa pana Totomiego, ale daleko mu było do uważnego słuchacza.
— … ażdy z was dobiera się w pary, a każda drużyna składa się z trzech par! Zaczynacie o dziesiątej w losowych miejscach, oddalonych od siebie o kilkadziesiąt metrów. Trasy zostały wyznaczone indywidualnie dla każdej pary, choć kilka punktów przecina się ze sobą. Jeżeli utrzymacie równe tępo, możecie natrafić na swoich przeciwników! Wygrywa ten, kto pierwszy znajdzie się na szczycie. To bardzo łagodne góry, a poza tym...

Atasuke nie mógł jej znaleźć. Być może nieuważnie się rozglądał, ale jak mógłby nie dostrzec tego wielkiego cielska szarżującego w umówiony punkt? Stojąc pod drzewem, którego solidną, niską gałąź obwiązano materiałem w kolorze jagód, a o pień oparto drewnianą tabliczkę z liczbą 3 (liczbą ich pary), sondował uważnie teren, wsłuchując się jednocześnie w przestrzeń. Wyczulił wszystkie zmysły, próbując jednocześnie nie wpadać w panikę i złość. Zasady były banalnie proste, jak co roku. Grunt, aby znaleźć się na szczycie — cała wspinaczka zajmowała mu zwykle nie więcej niż trzy godziny, a od dwóch lat znajdował się w ścisłej czołówce zwycięzców. Docierał do mety jako pierwszy lub drugi. W każdym razie — mieścił się na podium.
Nie wątpił w mocny, energiczny chód Kashiro, który od niepamiętnych czasów zajmował się górskimi wspinaczkami, tym samym stanowiąc idealnego kompana w zawodach. Inne drużyny miały równie solidne składy, ale Atasuke nie obawiał się z ich strony szczególnych przeszkód. Problemem był tutaj Takahiro oraz, rzecz jasna, Shiori. Czy ona da w ogóle radę przejść wyznaczoną linię na mapie, nie zatrzymując się co parę kroków i nie sapiąc jak po przebiegnięciu całego maratonu? Na lekcjach wychowania fizycznego wydawała się całkiem zmobilizowana i odporna na zmęczenie, ale kto wie, jak zachowa się jej ciało, gdy będzie zmuszone nieustannie przeć pod górkę?
Miał nadzieję, że go nie wystawiła. Nie mógł jej wypatrzyć w tłumie oblegającym pana Totomiego, nie był więc pewien, czy znała w ogóle zasady i trasę. Posiadali oczywiście mapę — jej jedyny egzemplarz spoczywał w plecaku, który Herauchi zarzucił sobie na ramię, zostali też poinformowani o tym, gdzie znajdują się punkty początkowe. Co jednak z tego? Równie dobrze mogła nie przyjść.
Do jasnej cholery, gdzie jesteś? — zapytał w przestrzeń, a chwilę później leśną ciszę przeszył huk z pistoletu. Sygnał startu.


— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
avatar





Arcanine
Wilczur     Poziom E

Powrót do góry Go down







Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

Powrót do góry