Strona 3 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

Go down


Wahała się przez krótką chwilę. Zawsze miała jeszcze szansę na ucieczkę. Chciał jej pomóc z matematyką? Absurd. Nie miał ku temu powodu, to po pierwsze. A po drugie.... Chyba nie istniała na tym świecie żadna osoba, która byłaby w stanie jej pomóc i sprawić, że zacznie rozumieć cokolwiek z tej plątaniny cyfr.
Drzwi cicho skrzypnęły, kiedy zamknęła je za sobą, pozwalając sobie na wkroczenie głębiej i zajęcia miejsca obok chłopaka.
W zasadzie to.... wszystkie po trochu. - odpowiedziała cicho, nawet z nutą zawstydzenia. Sięgnęła do swojej torby, skąd wyciągnęła podręcznik i swoje własne notatki. I chociaż były skrupulatnie i ładnie prowadzone, to nadal stanowiło to dla niej czarną magię. Właściwie przepisywała to, co było na tablicy. Wykonywała ćwiczenia i zadanie pod okiem korepetytora, ale działało to na zasadzie kopiuj-wklej. Nie było w tym wkładu własnego. Nie tak naprawdę. Westchnęła cicho wskazując palcem na pierwsze zagadnienie z góry, którego nie rozumiała. Wątpiła, by i on rozumiał.
Ale myliła się.
Rozumiał. Bardzo wiele rozumiał.
Na początku wpatrywała się z niemym zaskoczeniem w jego profil, kiedy tłumaczył. Powoli, cierpliwie docierał do jej zakutej pały, rozkopując i torując sobie ścieżkę siłą. Nie miała pojęcia jak to robi, ale... ale po jakiejś godzinie tłumaczenia, wyjaśnień i liczenia, załapała. Pierwszy raz w życiu matematyka, nawet jeżeli w tak drobnym kawałeczku, nie przerażała jej.
Wow. - wyszeptała, kiedy skończyła rozwiązywać ostatnie zadanie, które polecił jej chłopak. Uniosła dłoń i odgarnęła parę niesfornych kosmyk za swoje ucho, przenosząc wzrok na niego.
Jesteś niesamowity. Naprawdę. Wreszcie zaczynam to łapać. - ponownie spojrzała, tym razem z wyraźnym niedowierzaniem na trzymane przez siebie notatki. Uśmiechnęła się szeroko z rumieńcami na policzkach.
Dziękuję Ata-- Herauchi-kun! Naprawdę dziękuję! Jestem twoją dłużniczką! - to była ta chwila w jej życiu, przy której czuła się naprawdę dobrze. Przez ten jeden moment miała wrażenie, że znowu rozmawia z tą samą osobą co tamtego dnia, w pokoju nauczycielskim, a te wszystkie nieprzyjemne uszczypliwości były jedynie fałszywą maską.
Wewnątrz wiedziała jednak, czerwony sygnał pikał ostrzegawczo, żeby nie dała się zwieść pozorom. Bo nie znała prawdy. Nie znała go. Nie wiedziała, który do końca jest tak naprawdę prawdziwy.
Ale chciała poznać. Dowiedzieć się. Chciała wiedzieć więcej o n i m.
Dlaczego mi pomogłeś? Przecież... - spojrzała na swoje palce, jakby to one w tym momencie były najbardziej interesującym punktem tego pomieszczenia.
Nie... lubisz mnie, więc dlaczego? - serce zabiło szybciej, jakby w oczekiwaniu na wyrok, który miał paść z jego ust. I tak poniekąd było. Na pewno miał jakiś powód. Tylko jeszcze nie wiedziała jaki.
Pytanie, czy naprawdę chciała go poznać?




Even if I just imagine, darkness falls in time
These aligned streets are so deep
I forgot how I even got here in the first place


avatar





Nathair
Anioł Stróż
GODNOŚĆ :
Nathair Colin Heather, pierwszy tego imienia, zrodzony z burzy, król Edenu i Desperacji.


Powrót do góry Go down


Pochylił się nad nią tak, że prawie zetknęli się ramionami. Wyciągnął wtedy swoją rękę i chwycił ją za dłoń; czuł pod palcami ciepło.
  — Poczekaj. Nie tu. To do tego równania. Jeżeli podłożysz pod x...
  Była pojętna jak na kogoś, kto okupował dolne sfery rankingu. Przypominała mu trochę zakutego w żelastwo boksera. W tym komicznym obrazku to on miał klucz do kajdanek, choć nie sprawiało mu to żadnej satysfakcji. Było bardziej upierdliwe niż zadowalające. Tłumaczył jej to jednak na spokojnie, wskazywał wzory. W miarę upływu czasu rozumiała coraz więcej, a on coraz mniej mówił. Po godzinie po prostu patrzył na pojawiające się schludne cyfry, które zapełniały pojedyncze kartki w dobrym tempie; myślała intuicyjnie, to dobrze. Nadzorował, gotów w każdym momencie się wtrącić.
  Długo milczał.
  — Wow.
  — No — przytaknął nieentuzjastycznie, ściskając wewnętrzne kąciki oczu. Szczypały go od wysilania się w tym półmroku.
  — Jesteś niesamowity. Naprawdę.
  Spojrzał na nią zaczerwienionym wzrokiem. Wyglądał jakby się dogłębnie wzruszył.
  — Nie. To po prostu banały. Zrozumiałabyś je szybciej, gdybyś zawsze rozwiązywała je sama.
  Na tym polegał odwieczny problem uczniów. Uczyli się grupowo. Wykonywali polecenia nauczycieli i korepetytorów. Byli z siebie dumni, mimo prowadzenia za rączki, jakby w ogóle nie zauważali, że większą część roboty odwalił za nich ktoś inny. Więc gdy zmuszano ich wreszcie do samodzielnej walki, padali na starcie. Łatwo walczyć, gdy ktoś załaduje, odbezpieczy i wyceluje bronią. Starczy tylko pociągnąć za spust.
  — Nie... lubisz mnie, więc dlaczego?
  — Hirotaki nie znoszę bardziej.
  Jeżeli aż do teraz miała płomyk nadziei, że pomógł jej bezinteresownie, to Atasuke właśnie w niego splunął. Plotki na jego temat musiały mieć pokrycie, przynajmniej częściowe. Nie wyglądał może na agresora sam w sobie, jednak liczne obrażenia, które stanowiły nieodłączny element wizerunku, zaczęły zmieniać postrzeganie uczniów placówki. Chłopak podrapał się lekko po policzku i skrzywił, bo przypadkiem zahaczył paznokciem o taśmę opatrunku, naruszając tym samym ranny nos. Nie potrzebował zbyt wiele, aby przypomnieć sobie o tym, że miała rację.
  Nie lubił jej.
  — Zresztą — odsunął rękę od twarzy i wsparł się nią z tyłu — sama widzisz, że matma jest prosta. Zawody też będą. Tam wszystko zostawisz mnie.


— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
avatar





Arcanine
Wilczur     Poziom E

Powrót do góry Go down


Odwróciła od niego wzrok, wbijając go w zeszyt z notatkami. Wpatrywała się w niego przez dłuższą chwilę drażniąc ciszą. Atasuke był naprawdę świetnym nauczycielem. Naprawdę zaczęła rozumieć co nieco i matematyka nie przerażała jej już tak bardzo, że na samą myśl miała skrętu żołądka. Była mu wdzięczna. Czuła, że jest mu to winna, zrobienie tego, co chciał. Ale z drugiej strony nie mogła wyzbyć się tego cierpkiego smaku na języku. Smaku przegranej.
Ale czego innego mogła się spodziewać? Przecież nie mogła być aż tak naiwna, prawda?
A jednak mogła.
Jestem ci naprawdę wdzięczna za to, że pomogłeś mi z matematyką. - odezwała się wreszcie z delikatnym uśmiechem, odgarniając włosy za ucho.
Ale nie mogę wziąć w tym udziału. W zawodach. A raczej nie tyle co nie mogę, ale... ale.. n-nie chcę. - dodała, na krótką chwilę posyłając mu spojrzenie, ale szybko nim uciekła, czując się jak karcone dziecko, które nie potrafiło odnaleźć w sobie na tyle odwagi, by spojrzeć na opiekuna.
Nie jestem kartą przetargową w waszym konflikcie. Poza tym... - nabrała nieco więcej powietrza w płuca. Kręciło się w jej głowie. Zawsze była posłuszna. Przytakiwała głową, robiła to, co jej kazano. Dlaczego więc teraz się buntowała? Skąd u niej to zawzięcie w stosunku do niego? Jakby był oliwą, a ona ogniem. Małym, ledwo tlącym się, ale im częściej przebywała w jego towarzystwie, tym bardziej dolewał oliwy do ognia, a płomyczek nabierał na sile.
Poza tym skąd mam pewność, że nie chcesz mnie ośmieszyć na oczach innych? Upokorzyć? - dopiero teraz pozwoliła sobie na spojrzenie na niego.
Byłbyś do tego zdolny. Jak mam zostawić wszystko tobie, skoro... - przełknęła ślinę mając wrażenie, że gardło wyschło jej na wiór.
.... skoro nie mogę ci ufać. - odwróciła wzrok czując, że powiedziała o parę słów za dużo. Powinna iść. Już. Teraz. Z dala od niego. Możliwe, że naprawdę zrobiła coś złego, chociaż w rzeczywistości powiedziała tylko to, co było prawdą. Oboje ją znali.
Pospiesznie zaczęła wrzucać rzeczy do swojej torby, ale dłonią zepchnęła długopis, który leniwie potoczył się po blacie stolika, spadając miękko na poduszki. Przechyliła się w jego stronę, łapiąc pisadło i podniosła się, wstając na nogi. Ale wtedy poczuła silny ból, pociągnięcie za włosy. Wydała z siebie ciche sapnięcie, na powrót siadając, łapiąc za naciągnięty jak struna kosmyk długich włosów, zaplątany łapczywie w bransoletkę chłopaka.
Nie ruszaj się. - poprosiła cicho, sięgając do jego dłoni, aby się wyplątać.




Even if I just imagine, darkness falls in time
These aligned streets are so deep
I forgot how I even got here in the first place


avatar





Nathair
Anioł Stróż
GODNOŚĆ :
Nathair Colin Heather, pierwszy tego imienia, zrodzony z burzy, król Edenu i Desperacji.


Powrót do góry Go down


Oh, nic nie rozumiała. To nie była kwestia „chcę” lub „nie chcę”. To była kwestia życia i śmierci, a żadna kostucha nie przeprowadza wywiadu ze swoją ofiarą. Sama ustala, w którym momencie przestać ostrzyć kosę i zrobić z niej użytek. W tym przypadku głową blisko ostrza znajdował się Atasuke, nawet jeśli jego obecna postawa nie wskazywała na zdenerwowanie albo desperację na taki stan rzeczy. Miał w sobie więcej znużenia i rozleniwienia niż czegokolwiek innego. Nawet podczas odmowy Shiori — tego nieśmiałego zająknięcia się — nie zmarszczył brwi. Obrał rolę cierpliwego. Postaci, która nie pasowała do niego w żadnym scenariuszu, nawet jeśli była jego prawdziwym obliczem.
  Wpatrywał się w nią nieruchomo i dopiero kiedy padło kolejne pytanie — Upokorzyć? — wyprostował plecy i przełożył ciężar ciała na rękę, którą wsparł się z tyłu. Przez chwilę jakby naprawdę rozważał odpowiednie tłumaczenia; słowa, które przełożyłyby się chociaż na jeden promień jasności w mrokach niewiadomych. W końcu jednak wykrzywił usta; wargi wydały z siebie coś na miarę stłamszonego cmoknięcia.
  — Kogo obchodzi zaufanie? — odbił piłeczkę, która stuknęła lekko po jej stronie stołu. Przeniósł wtedy spojrzenie przed siebie, na pozbawione farby i tapet ściany; gołe powierzchnie piwnicznego pokoju. Stęchłe powietrze jakby przenikało w ich szkolne mundurki. — Masz tylko tam być. Ja wykieruję całe-
  Urwał gwałtownie.
  Uniósł wtedy drugą rękę i poruszył nią w niedbałej gestykulacji, chcąc pokazać, jak niewielki wkład miałaby w całe zawody. Dokładnie w tej samej sekundzie coś pociągnęło go za cienką bransoletkę i dłoń poderwała się nagle do góry. Od razu warknął, wbijając jasne spojrzenie w biżuterię.
  Szarpnął nadgarstkiem do siebie, ale zaraz znieruchomiał. Oczywiście nie dlatego, że nie chciał jej ciągnąć za włosy. Zrobienie krzywdy temu tchórzliwemu spaślakowi jawiło mu się przed oczami jak najcenniejsza nagroda. Nie chciał natomiast zniszczyć pamiątki.
  — Co ty robisz! — syknął stłumienie.
  Po anielskiej cierpliwości nie została nawet licha rezerwa. Twarz powykrzywiała się w znajomej już masce pogardy, a oczy śledziły ruch jej palców, choć każdy wiedział, że patrzenie komuś na ręce powoduje tylko więcej szkody. Herauchi zgrzytał zębami, ale tak jak poprosiła, nie ruszał się jakoś szczególnie. W pewnym momencie, nie zmieniając położenia przegubu, w którego skórę wciąż wbijało mu się tworzywo bransoletki, wyprostował się tylko w siadzie.
  — Powodujesz same problemy — powiedział w końcu. Nie zrobił tego prowokacyjnie, ani oskarżycielsko. Zabrzmiał jak ktoś, kto stwierdza niepodważalny fakt. Dwa plus dwa jest cztery. To wszystko.
  — Pewnie nie bierzesz udziału w żadnych zawodach. Po co jedziesz na wycieczkę? Lubisz robić za widownię? Wrzeszczeć jak zarzynana świnia w cieniu swoich ślicznych koleżaneczek? — Tym razem przez znużony ton przebiła się kpina. Była ledwo wyczuwalna, jak świeże płatki na śniegu, jednak wystarczająca, aby Shiori wyłapała ją spomiędzy beznamiętnych dźwięków. — Nie umiesz wygrywać. Nie umiesz się uczyć. Nie wyglądasz zachęcająco. Co ty w ogóle potrafisz, co? — Nagle zapanowała cisza. Kiedy ją przerwał zszedł już do szeptu. — Wiem, że bierzesz do szkoły mniej niż jadasz w domu. Znam skrytki w twoim pokoju, w których trzymasz słodycze. Widziałem twoją siostrę. Jest bardzo piękna. To musi być trudne.


— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
avatar





Arcanine
Wilczur     Poziom E

Powrót do góry Go down


Palce, chociaż w drżeniu, sprawnie rozplątywały włosy, jakby robiła to zawodowo. Wreszcie zdobyła upragnioną wolność i mogła się odsunąć, a potem wstać i przejść przez drzwi. Ale siedziała w miejscu. Usadzona przez niewidzialną siłę. To jego słowa zadziałały jak paralizator, nie pozwalając jej nawet na oddech.
Nic nie wiedział. Nic nie rozumiał. A mimo to uważał, że wszystko wie. O niej. I o jej życiu.
Zagryzła wnętrze dolnej wargi, przyciskając do brzucha mocniej swoją torbę, jakby była w tym momencie jej jedyną tarczą przeciw jadowitym słowom chłopaka. Opuściła głowę, a włosy zakryły jej twarz. W duchu powtarzała sobie, żeby się wreszcie ruszyć i wyjść z tego, jak zaczęło jej się wydawać, ciasnego i dusznego pomieszczenia. Od samego początku nie powinna tutaj przychodzić. Powinna odpuścić i uciec z podkulonym ogonem. Zrobić to, w czym była dobra. Bo w końcu w czymś musiała, prawda?
Rozchyliła usta, palce wbiły się desperacko w skórę torby.
Tak, jest piękna. - wyszeptała nagle, przerywając irytującą ciszę.
Nie pozwalają mi o tym zapomnieć. Hanako jest piękna, wysportowana i mądra. Hanako jest popularna i lubiana. Hanako zarabia na siebie. Hanako jest idealną córką, której mogą pozazdrościć inne matki. Hanako to takie dobre dziecko. Za Hanako nie można się wstydzić. To z Hanako można jeździć na wakacje, wychodzić do restauracji czy na inne wernisaże. Hanako nie ma żadnych wad. Tak, wiem. Każdego dnia mi o tym przypomina, zmuszając, bym stała przed lustrem i spoglądała na swoje ciało. - powiedziała z wyrzutem, jakby te wszystkie słowa nie wypływały z ust jej matki, a chłopaka. Jakby za moment miał zdjąć maskę, pod którą skrywały się ciemne, błyszczące oczy w których nie było ani krzty matczynego blasku i czułości.
Wiesz? To zapewne również wiesz, że każdego dnia przeszukuje mój pokój w poszukiwaniu czegoś innego, co nie jest wodą. Zapewne również wiesz, że nawet nie pamiętam jak wygląda kuchnia, bo zamykają ją na klucz. Zapewne doskonale wiesz, że kiedy oni ucztują albo przychodzą znajomi na obiad czy też kolacje, ja nie mam prawa zejść do nich, tylko siedzieć w swoim pokoju o szklance wody oraz kawałku cienkiego chleba z plastrem sałaty, a czasami również ogórkiem. Tak bardzo wszystko wiesz. - wyrzuciła z siebie, czując dziwną ulgę. Że wreszcie mogła wygadać się, nawet, jeżeli była to osoba, przed którą najmniej chciała się otworzyć. Gwałtownie podniosła się, wciąż na niego nie spoglądając.
Doskonale wszystko wiesz o mnie. W końcu wystarczyło ci jedno spojrzenie, by ocenić jak żyję, jak mam w domu i jaka jestem. Jedno spojrzenie. - powiedziała z nutą złości i łzami w kącikach oczu.
Nie odzywaj się do mnie już nigdy więcej, Atasuke. Daj mi wreszcie spokój. Żałuję, że cię poznałam wtedy w pokoju pielęgniarki. - dodała po chwili, chociaż cicho, to wystarczająco wyraźnie. Odwróciła się na pięcie i ruszyła w stronę drzwi, za które szarpnęła i je otworzyła. Już po chwili wspinała się po schodach, skręciła w kolejny korytarz i znalazła się przy wyjściu. Nadal padało. Zapomniała parasola. Nieważne. Ruszyła w deszczu. Przynajmniej nie będzie widać, że płakała. Skierowała swoje kroki w stronę przystanka, chcąc jak najszybciej znaleźć się w domu, z dala od szkoły. Z dala od niego.




Even if I just imagine, darkness falls in time
These aligned streets are so deep
I forgot how I even got here in the first place


avatar





Nathair
Anioł Stróż
GODNOŚĆ :
Nathair Colin Heather, pierwszy tego imienia, zrodzony z burzy, król Edenu i Desperacji.


Powrót do góry Go down


Kilka dni później leżał na zmiętej pościeli, z rękoma założonymi za głowę i wzrokiem wbitym w zalany u rogu sufit. Chociaż próbował myśleć o czymkolwiek, wszystko co miał w głowie przekierowywało się w jedną stronę; działało jak wzrok wygłodniałego psa podążający za soczystym kawałkiem mięsa, wytresowanego kundla, który nie potrafi zwrócić pyska ku nawołującemu go właścicielowi.
  Nie mógł uwierzyć — w zasadzie nie chciał uwierzyć — że życie tej dziewczyny było tak dramatyczne. Wydarła się na niego, a potem wybiegła, nie pozwalając wejść sobie w słowo i to było dowodem jej rozchwierutanego stanu. W dodatku nie przypominał sobie, żeby kiedykolwiek wcześniej...
  — Atasuke!
  Głos starszej siostry dobijał się do niego z dołu; ignorował ją wystarczająco długo, żeby wreszcie podnieść się z łóżka i zaszczycić ją swoją obecnością na dole. Naczynia były już rozłożone, a gulasz, który pewnie do niedawna parował od gorąca, stał się letni.
  Dziewczyna patrzyła na niego spod równo obciętej grzywki; na jej jasnych policzkach pąsowiały rumieńce wściekłości, ale nie dała mu żadnej reprymendy. Spuściła wzrok, znów dając za wygraną, i wsunęła jeden z ostatnich kęsów między wargi.
  — Niepotrzebnie to robisz — odezwał się Herauchi, kiedy wreszcie podszedł do stołu. Położył dłonie na oparciu krzesła i wbił wyczekujące spojrzenie w starszą siostrę. — To niczego nie zmieni.
  Ochiyo ponownie uniosła na niego oczy. Przez chwilę zdawało się, że nie wie w czym rzecz, ale zaraz potem odwróciła wzrok i umieściła go w pustym talerzu po swojej lewej stronie.
  — Przeszkadza ci to? — jej głos podczas tego pytania stał się dziwnie zachrypnięty. — To tylko talerz.
  — To AŻ talerz! — warknął gwałtownie, chwytając za naczynie.
  Ochiyo uniosła ramiona, jakby co najmniej miała zostać zaatakowana, ale zaraz poprawiła się na krześle i na powrót wyprostowała plecy. Chłopak przed jej oczami wyglądał na wzburzonego; włosy miał zmierzwione od bezsensownego kręcenia się w pościeli, kołnierzyk szkolnego mundurka powyginany i wygnieciony. Jego wzrok był pełen sprzeczności. Kryła się za nim bezwzględna, szalona wręcz miłość, rozpacz i wściekłość. Odłożył talerz na swoje miejsce, a potem odwrócił się i wyszedł.
  Dziewczyna też straciła apetyt.
  Zegar ścienny za jej plecami wskazywał trzecią dwadzieścia siedem w nocy.

Kashiro jak zwykle czyścił szkła okularów, a mimo tego bez problemu dostrzegł wchodzącego do klasy przyjaciela. Uniósł od razu rękę i uśmiechnął się, ale kiedy Atasuke wyminął go bez słowa, dłoń ciemnowłosego opadła, a jego twarz spochmurniała. Herauchi często miewał dni, w których zachowywał się jak tygrys w klatce. Był zresztą czymś w tym rodzaju; zwierzęciem cyrkowym, które schwytano i skazano na niewolę. Wtykano palce między kraty, pluto do ciasnej klitki i szczuto kijami. A on, pełen dumy, wewnętrznej dzikości i niezłomności, rzucał się do przodu, choć pazury dawno mu stępiono, a zęby nie sięgały celów. Zakleszczały się na stali prętów, długie, ostre i cholernie bezużyteczne.
  — Co sprawia, że jesteś więźniem? — wyszeptał w przestrzeń Kashiro dokładnie w chwili, w której do sali wszedł nauczyciel z plikiem testów.

Stanął za nią. Wzrokiem ślizgał się po tablicy, ale znał swój wynik, a przynajmniej znał go w przybliżeniu. Musiał się postarać, aby nie figurować zbyt wysoko. Ograniczył się więc do siódmego miejsca, co i tak budziło niedowierzanie. Oczywiście, spodziewał się tego, co nieuniknione. Uczniowie zamiast z podziwem, traktowali jego pozycję na tablicy z wynikami testu z dużą rezerwą. Szeptano o   efekcie idealnie zakamuflowanych ściąg. Podawano sobie stale z ust do ust plotki na temat konszachtów z nauczycielami, wplatano w to opowiastki o rzekomych szantażach, które Herauchi stosował na matematyku. „Coś o romansie z dyrektorką... naprawdę... on ma zdjęcia i przez to tamten siedzi cicho, robi co mu się każe...”. Wśród całej tej zgrai nawet Kashiro zerkał na przyjaciela z pewnym dystansem.
  To nie irytujące, że jedyną osobą, która wiedziała jak jest naprawdę, była...
  — Gdzie jesteś? — zapytał wreszcie, będąc tak blisko za nią, że równie dobrze mógł być tylko znudzonym głosem z tyłu jej głowy. — Nie mogę cię znaleźć.
  Jakby nic się nie stało.
  Ale, według chłopaka, tak właśnie było. Nie pamiętał żadnego spotkania z tą spasłą flądrą. Skąd więc pomysł, by miała czegokolwiek żałować? Czegokolwiek innego niż to, że jej imię zgubiło się wśród setki innych imion?


— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
avatar





Arcanine
Wilczur     Poziom E

Powrót do góry Go down


Prawie podskoczyła, wypluwając z siebie przyspieszone serce, kiedy usłyszała jego głos za sobą. Jak na komendę odwróciła się, niemal nie przywalając swoim czołem w jego. W głowie wciąż miała ich ostatnie spotkanie i z jakim tragicznym skutkiem zostało zakończone, ale teraz.... teraz nawet nie miała czasu się nad tym rozwodzić. Z wypiekami na policzkach wskazała na tablicę. Była tam. Jej nazwisko widniało na tablicy, a to oznaczało, że zaliczyła. Zdała tę przeklętą matematykę i nie będzie musiała uczęszczać do letniej szkoły. A przynajmniej nie z powodu tego koszmarnego przedmiotu. Co prawda zajmowała dopiero siódmą pozycję od końca, ale to nie miało najmniejszego znaczenia. Zdała, i tylko to się liczyło.
Zaliczyłam! Spójrz, Herauchi-kun! Zaliczyłam! Jestem na tablicy! - powiedziała podekscytowanym głosem, przypominając teraz małą dziewczynkę, która na urodziny otrzymała upragnionego psa. Jej spojrzenie iskrzyło, i już otwierała usta, by mu podziękować, bo to przecież była jego zasługa, że udało mu się wpoić w jej tępy łeb podstawy, których do tej pory nie była w stanie zapamiętać i zrozumieć, ale w ostatnim momencie ugryzła się w język. Chłopak zapewne nie życzył sobie, by ktokolwiek dowiedział się o ich nauce. Że takie coś w ogóle miało miejsce, dlatego też zapadła dziwna cisza pomiędzy nimi. Cisza, którą przerwała dopiero Natsuki, łapiąc Shiori za rękę i ciągnąc za sobą, by zabrać ją jak najdalej od chłopaka, którego spiorunowała krótkim, nienawistnym spojrzeniem. Zapewne w jej głowie wyglądał jak typowy chuligan, który tylko czekał na okazję, by wyżyć swoje frustracje na Tsubaki. I właściwie poniekąd było w tym nieco prawdy. Dlatego też posłała mu jedynie uśmiech, skinęła głową na pożegnanie i poddała się przyjaciółce po chwili znikając w tłumie.

Herauchi-kun? - pochylała się nieco nad nim, kiedy wypowiadała jego nazwisko. Było ciepło na zewnątrz a duchota na powrót wlewała się do miasta. W sumie bez większego problemu go odnalazła. Zaczęła od pokoju pielęgniarki, potem zahaczyła o dach, a tam już bez problemu dostrzegła leżącego chłopaka pod rozłożystym drzewem. Gdy zwrócił na nią uwagę, pozwoliła sobie usiąść na kolanach blisko niego, ale nie na tyle, by zaburzyć jego przestrzeń osobistą.
Chciałam ci podziękować za pomoc z matematyką. Proszę. Widziałam, że często go pijesz, więc... - wsunęła brązowy kosmyk za ucho, kiedy wręczała mu chłodną puszkę z napojem, który często pijał. Nie miała pojęcia w jaki inny sposób mogła mu podziękować. Zresztą, czuła, że cokolwiek nie zaoferowałaby, to i tak spotkałaby się z pogardą i odmową, dlatego też postawiła postawić na coś bardziej sprawdzonego.
Dzięki tobie udało mi się zaliczyć, dlatego jeszcze raz dziękuję bardzo za pomoc. Naprawdę jesteś niesamowity. - powiedziała cicho. Lekki wietrzyk poruszył liśćmi, otulając kojąco spieczoną skórę.
Zaraz zacznie się lekcja, powinnam iść. - miała już się podnosić, nim jednak to zrobiła, na powrót spojrzała na niego.
I.... przepraszam za ostatnio. P-poniosło mnie trochę.




Even if I just imagine, darkness falls in time
These aligned streets are so deep
I forgot how I even got here in the first place


avatar





Nathair
Anioł Stróż
GODNOŚĆ :
Nathair Colin Heather, pierwszy tego imienia, zrodzony z burzy, król Edenu i Desperacji.


Powrót do góry Go down


Chyba za bardzo wierzył w ludzkość, skoro szukał jej tak wysoko. Co prawda sam przesadził z wynikiem, mógł trochę spuścić z tonu, a potem mamrotać coś o tym, że przecież się starał, że ważne, że w ogóle zdał... ale chęć udowodnienia Takahiro swoich racji całkowicie go zaślepiła. Z klapkami na oczach zapomniał, że dziewczyna aż do teraz nie odhaczała matmy w pierwszych terminach. Nie wziął pod uwagę prostego faktu, że nie była nim — nie kryła się po kątach, nie zaciskała zębów, nie udawała idioty. Był już bliski końca listy, kiedy tuż przed jego nosem pojawiła się nowa twarz. Zmarszczył nos i odchylił głowę, obrzucając Natsuki pogardliwym spojrzeniem.
  Tyle wystarczyło, by zapomniał po co tu przyszedł.

Trzy godziny lekcyjne później leżał w wysokiej trawie; szkolny ogrodnik rzadko zajeżdżał kosiarką tak daleko, aby przystrzyc zieleń, która łaskotała w policzki i dziko rosła wokół potężnego, rozłożystego klonu.
  — Herauchi-kun?
  — Hm?
  Rozpoznał jej głos, ale mimo tego nie otworzył oczu. Napawał się chwilowym spokojem, którego tak mu brakowało. Wewnątrz walczyły dwa wilki, wciąż spierające się o pierwsze miejsce. Nie potrafił już wrócić do bycia niemym szarakiem, tak samo jak nie był w stanie wyprzeć się tego szaraka całkowicie. Pragnął separacji od społeczeństwa przy jednoczesnej pewności, że nie zniósłby dnia bez bójki, docinek.
  — Chciałam...
  Bez problemów.
  Uchylił powieki, zerkając w koronę drzewa okrywającą ich gęstymi obłokami. Przez gałęzie pełne cieni przebijały się promienie słońca; z ludźmi było bardzo podobnie. Może nawet mieścili w sobie o wiele więcej jasności i mroku. Ich korzenie sięgały głębiej. Tylko kora nie była tak twarda. Jesteśmy tacy słabi, tacy podatni na ciosy. Jeden dotyk i umieramy.
  Spojrzał na nią. Albo raczej na puszkę z napojem. Zaskakująco wyraźnie dostrzegał kropelki wody osadzone na metalowej powierzchni; to jak niektóre drgały, a potem ześlizgiwały się na sam dół, znów trzęsły i wreszcie spadały w gąszcz.
  Odwrócił wzrok.
  — Naprawdę jesteś niesamowity.
  — Nie ma sprawy.
  Nie robiłem tego dla ciebie.
  Wiatr zaszumiał, wprawiając zastygłe w bezruchu trawy, liście, kosmyki i ubrania, w delikatny ruch. Herauchi momentalnie przymrużył powieki; wsłuchany w naturę od razu wyłapał to, co do niej nie należało. A kolejne słowa dziewczyny wreszcie ruszyły go z miejsca. Wsparł się na łokciach, nieświadom resztek źdźbeł wplątanych we włosy, ani piasku, który przykleił się do marynarki mundurka.
  „Powinnam iść”.
  Wyciągnął do niej rękę. Palce, które dzisiejszego ranka starannie obwiązał bandażem, zakleszczyły się na jej dłoni z siłą, której próżno szukać u kogoś z obrażeniami. Choć jeszcze nie wstała, tym jednym ruchem nakazał jej zostać na miejscu.
  — Możesz wreszcie coś osiągnąć — słowa padły zaraz po tym jak podniósł na nią oczy. W piwnym spojrzeniu czaił się cień. — Zaliczyłaś matematykę, bo poddałaś się moim instrukcjom. Wygrałabyś też zawody, gdybyś mi zaufała.
  Ty nadal o tym?
  Złapał ją mocniej.
  Był uparty; przecież nie odpuści.


— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
avatar





Arcanine
Wilczur     Poziom E

Powrót do góry Go down


Zadrżała, kiedy poczuła jak ją łapie. I chociaż miała wrażenie, że udałoby się jej wyrwać, to wydawało się, że jego palce są z metalu i zakleszczyły się permanentnie. Nie wyrywała się jednak. Siedziała spokojnie, jakby ktoś nacisnął przycisk "wyłącz". Uniosła niepewnie głowę, by na niego spojrzeć, ale szybko uciekła wzrokiem gdzieś w dal. O co mu chodziło? Czemu aż tak mu zależało na tym, by wzięła udział w tych przeklętych zawodach? To nie mogło się udać. Nie miało prawa bytu. Potknie się na pierwszej prostej i nawet on nie będzie w stanie jej pomóc. Tylko go pogrąży. Nie potrafiła wierzyć w siebie.
"Zaufaj mi"
Jemu? Zaufać? Po tym wszystkim?
Nabrała więcej powietrza w płuca i pokręciła delikatnie głową, nie unosząc jednak głowy.
Dlaczego tak ci na tym zależy...? - zapytała cicho, ale nie spodziewała się jednak uzyskać jakiejkolwiek odpowiedzi. Czuła, że w rzeczywistości nie chce jej poznać, bo mogła mocno się rozczarować, uderzyć z impetem o twardy beton. Zamiast tego wolała snuć fałszywe marzenia, że jednak ją nieco lubi, nie gardzi aż tak, jak to manifestował i nie wytarłby najchętniej jej gębą ściany. Chciała marzyć. Wierzyć w to wszystko.
Uniosła druga dłoń i nerwowo złapała się za jasny kosmyk, który potarła pomiędzy kciukiem a palcem wskazującym.
Powinna się temu poddać?
.... Dobrze. Zgadzam się. - wreszcie podniosła głowę, by na niego spojrzeć, ale w jej oczach pojawiło się coś, czego do tej pory ciężko było się doszukiwać. Determinacja.
Ale pod jednym warunkiem. - co prawda nie czuła się na siłach, żeby móc stawiać jakiekolwiek warunki, nie jemu, ale z drugiej strony mogła przecież zaryzykować. To jemu zależało na tym, by wzięła udział w zawodach, nie jej.
Spoglądała przez moment na niego, z pewną intensywnością. Właściwie mogła poprosić o wszystko. Każda normalna dziewczyna zapewne wybrałaby jakąś błyskotkę, dobry obiad czy po prostu żeby chłopak był dla niej miły. A to ostatnie wydawało się naprawdę kuszące.
Do zawodów nie będziesz się bił. Z nikim. - zamilkła, wyczekując. Warunek mógł wydawać się absurdalny, ale....
Nie, nie była żadną obrończynią moralności, chociaż mogło tak wyglądać. Jednakże widok Atasuke, który każdego dnia paradował z nowym siniakiem, zwichnięciem czy inną raną, chwytał boleśnie za serce. Był młody i jak tak dalej pójdzie, pewnego kolejnego razu jego ciało nie wytrzyma i rozpadnie się, jak domek z kart. Jego ciało potrzebowało odpoczynku, oddechu. Chociaż tak mogła pomóc, chociaż nie wiedziała, czy chłopak na to w ogóle przystanie.




Even if I just imagine, darkness falls in time
These aligned streets are so deep
I forgot how I even got here in the first place


avatar





Nathair
Anioł Stróż
GODNOŚĆ :
Nathair Colin Heather, pierwszy tego imienia, zrodzony z burzy, król Edenu i Desperacji.


Powrót do góry Go down


„Dlaczego tak ci na tym zależy..?”
Przecież już o tym mówił. Odpowiedź wydawała mu się tak oczywista, że — zamiast jej udzielić — spojrzał jej tylko w oczy i omal się nie skrzywił. Próbował zachować dobrą minę, nawet jeżeli przyzwyczajenia nakazywały coś zupełnie innego. Czuł impulsy przepływające wraz z krwią; wewnątrz lewego ramienia setka igieł dźgała go w dłoń, którą ją przytrzymywał. To irracjonalne, że dzieciak, który dawniej był maltretowany, teraz sam pragnął maltretować. Więcej nawet — dziwił się sam sobie, że tyle wytrzymywał będąc miłym. Miał w tym jednak cel i tylko on sprawił, że Atasuke pozostał spokojny.
Na wierzchu.
Podniósł się do siadu, sięgając po napój, który mu przyniosła. Wsunął paznokieć pod zawleczkę i pociągnął. Syk uwalnianego gazu rozbrzmiał idealnie przed tym, jak Shiori wyraziła zgodę. Nie zerkając na nią uśmiechnął się pod nosem i podniósł picie. Zimny metal osiadł na jego dolnej wardze, ale nadgarstek nie przechylił puszki. Herauchi zamarł. Pod jednym warunkiem. Spojrzenie przetoczyło się w bok aż nie natrafiło na twarz dziewczyny. Siedziała tak blisko, że byłby w stanie policzyć każdy pojedynczy włosek jej rzęs, gdyby miał na to ochotę.
Zamiast tego sam nie wiedział na czym zawiesić wzrok. Co zrobić. Ona naprawdę dyktowała mu warunki?
Nie będziesz się bił.
Z nikim.
Czoło zmarszczyło się, gdy uniósł jedną z brwi. Odsunął pepsi od ust i przez krótki moment wyglądał jak ktoś komu odebrano dostęp do powietrza, choć bardzo chciał coś powiedzieć.
Co? — wykrztusił tylko, najwidoczniej czekając, aż Shiori roześmieje się i obróci wszystko w żart, a kiedy nic takiego się nie wydarzyło, twarz Atasuke spochmurniała. — To nie twój interes. Wygramy bez względu na to czy będę się z kimś wcześniej bił, czy nie.
Nie mogła się już wycofać, nie?
Odszedł, ciskając puszką z nietkniętym napojem gdzieś w trawę.

[tydzień później, niedziela, 7:35]

Autokar chodził na niskich obrotach. Kierowca odbierał kolejne torby od uczniaków i wciskał je do bagażnika ulokowanego z boku pojazdu. Miał opasły brzuch i kiedy się pochylał widać mu było całe to sadło, które wypływało spod przepoconej koszulki. Herauchi odstawał trochę od tłumu i przyglądał się dupsku wyglądającemu zza spodni ściśniętych za mocno skórzanym paskiem. Językiem przesunął patyczek lizaka z jednego kącika ust do drugiego. Pasowaliby do siebie, pomyślał bezwiednie, nim nie oderwał spojrzenia od mężczyzny i nie przeniósł go na grupkę, która wciąż nie oddała swoich tobołów. Wśród nich, gdzieś w środku zawiłej kolejki, dostrzegł Natsuki. Opowiadała coś żywo, gestykulując szczupłą dłonią w powietrzu. Atasuke wyjął rękę z kieszeni i łapiąc za patyczek słodyczy przekrzywił głowę w bok, próbując wyjrzeć za Natsuki.
— Hej!
Poczuł klepnięcie między łopatkami, które natychmiast postawiło go na baczność. Kashiro poprawił okulary.
— Nasz opiekun cię szuka i przez „szuka” mam na myśli „wygraża się wszystkim bogom, że jak cię tylko znajdzie, to pożałujesz” — mruknął laboratoryjnym tonem, a potem wskazał kciukiem za siebie. — Nasz autokar jest tam. Ten jest od IC.
Wiem.
— No to co tutaj robisz?
Tego już nie wiedział.

[niedziela, 17:20]

Ośrodek okazał się — w najlepszym wypadku — znośny. Nie chodziło nawet o same warunki wewnętrzne, raczej o to, gdzie go postawiono. Oddalony od cywilizacji o miliard kilometrów, otoczony dziką roślinnością, która zdawała się coraz bardziej pochłaniać przysadzisty, pozbawiony farby budynek. Nad dwuskrzydłowymi drzwiami znajdowała się kiedyś tablica, a przynajmniej można tak było wywnioskować po prostokącie, który wybijał się swoją jasnością na tle zszarzałych ścian.
Atasuke przystanął zadzierając brodę. Zewsząd dobiegały odgłosy świerszczy, muszek i jakiegoś ptactwa. Samo dotarcie tutaj stanowiło niezłe wyzwanie i był już niemal pewien, że ta beczka sadła się tu nie wespnie. Droga była prosta i wyłożona kamieniami dla takich imbecyli wspinaczkowych jak większość z nich, jednak jakby na to nie patrzeć: wciąż trzeba było przeć pod górkę.
— Zdziwiłeś się? — zapytał nagle Kashiro, już drugi raz wyłaniając się nie wiadomo skąd.
Herauchi zerknął na niego z ukosa.
O co ci chodzi?
— Czy się zdziwiłeś, że dałem radę z fizyką. Dzięki temu mogę być na zawodach!
Ramiona Atasuke uniosły się i opadły.
Nie robi mi to różnicy. Który pokój jest nasz?
— Cóż, nie jestem pewien. Mam klucz, ale bez numerka... Trzeba iść do opiekunki 1C. Ma listę kto i z kim, i... — mamrotał ciemnowłosy, ruszając przed siebie. Herauchi spojrzał ostatni raz na parterowy budynek, a potem dogonił przyjaciela.

[niedziela, 23:51]

Jak się okazało — placówka posiadała dwa budynki. Jeden, parterowy, przeznaczony na administrację i drugi — jednopiętrowy z pokojami dwuosobowymi. Dzisiejszy dzień przeznaczono na zaaklimatyzowanie się. Kashiro rozpakowywał torby i wciskał swoje ubrania, kosmetyki i podręczne przedmioty we wszystkie szafki i półki, jakby miał zamiar zamieszkać tu na zawsze. Początkowo entuzjazm przyjaciela udzielił się także Herauchiemu, ale prędko opadł.
Ciężko, żeby było inaczej, skoro...
Syknął. Zaraz potem zmarszczył brwi, uciskając mocniej grzbiet nosa. Po twarzy lała mu się krew. Od kilku dni nie nosił opatrunku po incydencie na boisku, a teraz ponownie czuł tępe pulsowanie bólu. Odetchnął głębiej, opuszczając nieco bardziej brodę i przykładając nadgarstek do ust; czuł ciepło sączącej się ciurkiem cieczy.
„Jezu, At-kun, nie wiem, nie ma tutaj tego, idź do administracji”.
Za namową Kashiro wyszedł z pokoju. Nie trudził się zakładaniem butów — wyszedł w klapkach i tym, co miał na sobie. Spodenki do kolan okazały się równie beznadziejnym wyborem co t-shirt na krótkim rękawku. Komarów było od jasnej cholery, a swąd krwi tylko je przyciągał, więc Herauchi szedł szybko, przedzierając się przez zakrzaczoną ścieżkę, która wiodła do głównego ośrodka.
Machnął gwałtownie ręką, odbijając nieco w bok, by nie wleźć w kolejną chmurę muszek. Przecisnął się wtedy obok jednego z drzew, przeszedł nad niewielkim krzewem, odgarnął jedną z nisko rosnących gałęzi...
Jezu, tak źle, tak niedobrze — warknął, przechodząc pod pajęczyną. Wtedy usłyszał jakiś trzask... Odwracając głowę w bok nie spodziewałby się, że ujrzy Shiori. Pytanie o to, co tutaj, do jasnej cholery, robi, utknęło mu jednak w gardle.


— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
avatar





Arcanine
Wilczur     Poziom E

Powrót do góry Go down


Gdzieś w oddali sowa zahuczała złowrogo. Shiori zamarła, czując jak wzdłuż kręgosłupa przebiega nieprzyjemny dreszcz. Zacisnęła mocniej wargi, niepewnie robiąc krok do przodu. A potem następny i jeszcze następny i wtedy-
.... Atasuke. Wręcz wyrósł spod ziemi przed nią. Ponownie zamarła, wpatrując się w niego niedowierzająco. Nie miała pojęcia czy to jakiś kawał losu czy też przeznaczenia, ale momentalnie odczuła wewnętrzną ulgę.
Ata-- Herauchi-kun! - jęknęła podchodząc momentalnie do niego.
Co tutaj robisz? Też się-- nie, to niemożliwe. - pokręciła nagle głową odrzucając tę absurdalną myśl, która urodziła się w jej umyśle. Nie było opcji, żeby chłopak się zgubił. Podskórnie czuła, że ze wszystkich osób, to właśnie on mógł pochwalić się jedną z najlepszych orientacji w teranie. Może dlatego, że widziała jego pokaz matematycznych umiejętności.
Natsuki rozbolał brzuch i zaoferowałam się, że pójdę dla niej po jakieś tabletki. Ale jest tak ciemno i... i... tyle drzew, że... t-trochę się zgubiłam. - powiedziała cicho, opuszczając nieco głowę. Nie miała pojęcia czemu odczuła wewnętrzną potrzebę wytłumaczenia swojej obecności o taj późnej porze pośród drzew. Może dlatego, że nie chciała aby chłopak sam sobie coś dopowiedział i uznał ją za jeszcze większą wariatkę.
Ale cieszyła się, że tutaj jest. Przynajmniej nie była sama, no i dzięki niemu zapewne uda jej się wydostać z tego ciemnego, pokręconego labiryntu.
Sowa ponownie wydała dźwięk, na co Shiori podskoczyła wręcz w miejscu, mimochodem przysuwając się jeszcze bliżej chłopaka i nieświadomie łapiąc go za przedramię.
Tu-tutaj nie ma wilków, prawda? - zapytała cicho, dość niedorzecznie. Dopiero po chwili zorientowała się, że mocno ściska jego ramie i puściła go jak poparzona.
Ja przepraszam. Nap-- .... Herauchi-kun! - przerwała w połowie wypowiadane zdanie, kiedy wreszcie spojrzała na niego i dostrzegła, że krwawi. Poczuła jak serce jej się ściska na ten widok. Chłopak potrzebował pomocy i to na szybko.
Okropnie krwawisz. - dodała pół szeptem, wyciągając dłoń do niego i starła jej wierzchem krew spod jego nosa.
Kurde, nie mam nic przy sobie, żeby to chociaż trochę zatamować. - zaczęła przeszukiwać kieszenie spodni dresowych i bluzy.
Mogę dać ci bluzę, przyciśniesz rękaw. - dodała nerwowo, łapiąc za suwak.




Even if I just imagine, darkness falls in time
These aligned streets are so deep
I forgot how I even got here in the first place


avatar





Nathair
Anioł Stróż
GODNOŚĆ :
Nathair Colin Heather, pierwszy tego imienia, zrodzony z burzy, król Edenu i Desperacji.


Powrót do góry Go down







Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 3 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

Powrót do góry