Strona 2 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

Go down


To nie jego dzień.
O ile poczuł zastrzyk energii po trafieniu jej piłką, tak z każdą kolejną godziną było coraz gorzej. Nie wierzył zresztą, że ostatnie minuty łażenia po terenach szkoły musiał spędzić z najbardziej roztrajkotanym uczniem jakiego rekrutowała szkoła. Gęba Kashiro w zasadzie się nie zamykała; Atasuke miał pewność, że monologujący chłopak nie brał nawet wdechów między jednym słowotokiem a drugim, niczym maszyna, którą ktoś ustawił na ciągłą i szybką pracę. Gdzieś w połowie szczebiotań na temat wycieczki Herauchi się wyłączył. Osunął kurtynę i spróbował zagnieździć się jak najgłębiej wewnątrz pokoju na zapleczu — gdzieś, gdzie pełen bezsensownego podniecenia głos Kashiro by go nie dosięgał.
Gdzieś, gdzie nie byłoby tej całej budy, tych wszystkich zawiłych korytarzy, nudnych godzin lekcyjnych.
Gdzie nie byłoby nagłych zderzeń.
Z punktu widzenia osoby trzeciej Atasuke wydawał się jak najbardziej przytomny — szedł przed siebie z jedną ręką wciśniętą w kieszenie spodni, a drugą wspartą wierzchem na ramieniu; palce przytrzymywały pasy torby jak haki wieszaka. Cały czas spoglądał przed siebie i tylko ktoś, kto zajrzałby mu w oczy z bliska, dostrzegłby pustkę w spojrzeniu. Herauchi się wyalienował. Do czasu, aż coś nie huknęło w niego z takim impetem, że omal nie stracił równowagi. Miał poczucie, jakby cały plener nagle zadrżał w posadach, jakby stracił stabilizację grawitacyjną. Ku swojemu zaskoczeniu wykonał ledwie pół kroku w tył, dzięki czemu utrzymał się w pionie. Wzrok, dotychczas utkwiony gdzieś przed siebie, opadł na pucołowatą twarz.
Głowa Atasuke uniosła się, odsłaniając gardło. Jednocześnie wykrzywił usta, demonstrując zaskakująco białe zęby i róż dziąseł tam, gdzie zadarł wargę zbyt wysoko. Jeden z mięśni twarzy boleśnie drgał, prawie tak, jakby jakiś przedmiot o niezbyt regularnym kształcie co chwila naciskał na jego skórę od wewnętrznej strony. Żyłka pulsowała w takt uderzeń serca.
— Nic się nie stało — rzucił ostrożnie Kashiro, przyglądając się temu zajściu spod osuniętych na czubek nosa okularów. Wyglądał jak ktoś, kto tylko cudem nie uciekł z miejsca zdarzenia, choć nie ukrywał tego, że wcale nie chciał tutaj być. Najwidoczniej on również wyczuł nagłą sieć wyładowań elektrycznych, jaka wytworzyła się między tą dwójką. — Nie, At-
Kashiro wydał z siebie niski pomruk, coś między zbolałym jęknięciem a warknięciem, które postarał się stłumić. Nie zdążył zareagować; ręka, którą stojący obok szatyn trzymał wetkniętą w kieszeń spodni, nagle znalazła się na kołnierzu sprawczyni całego zajścia, a chwilę później ta sama dłoń pchnęła dziewczynę na ścianę.
Herauchi przycisnął dziewczynę do szorstkiej powierzchni, wciskając kolano między jej nogi. Byli podobnego wzrostu, co wkurwiało go jeszcze bardziej. Nie mógł patrzeć na nią z góry tak jak tego chciał.
Sądzisz, że ujdzie ci to na sucho? — wyszeptał prosto w jej polik, muskając gorącym powietrzem jasną skórę Shiori. Słońce zdawało się grać w drużynie Atasuke — świeciło zza jego pleców, przez co oblicze chłopaka skąpane było w ciemniejszych barwach, a dodatkowy cień rzucany przez niezaczesane do tylu włosy tylko pogłębił mroczne rysy. Przyglądał się jej jak ktoś, kto ma przewagę.
— Us... uspokój się, Atkun. To był przypadek!
Ton Kashiro docierał do niego z jakiejś odległej, nadwodnej krainy. Wreszcie zagłuszony.
Nie wchodź mi w drogę — niski warkot, choć z bezosobową treścią, wycofał o krok ciemnowłosego chłopaka, który obrzucił kumpla zaskoczonym spojrzeniem. Kashiro prezentował się jak ktoś, komu sprzedano siarczysty policzek w zasadzie za nic. Usta otworzyły się, ale nie wypowiedział żadnego słowa, prawie tak, jakby go zatkało.
Szukasz przyjaciół, co? — Herauchi kontynuował, ze wzrokiem wbitym w oczy Shiori; nie oddychał przez nos. Widać było zresztą charakterystyczną opuchliznę i biały opatrunek założony przez szkolną higienistkę. Ten ból go tylko nakręcał. — A może brakuje ci widoków, tępa krowo? — szepnął, wymuszając u siebie uśmiech.
Rozległo się buchnięcie, kiedy puścił torbę. Wzbiła tuman przerzedzonego kurzu, który nie  zdążył jeszcze dobrze opaść, a Atasuke już obejmował palcami nadgarstek dziewczyny. Chwyt miał mocny i niedelikatny, wręcz szarpnął nią, byle tylko wymusić kolejny akt ich małego przedstawienia. Przycisnął pochwyconą dłoń do swojego mostka. W jeden z paliczków Tsubaki wbijał się guzik koszuli.
Rozpinaj. — Rozkaz brzmiał absurdalnie w kontekście całej sytuacji. — O to ci przecież chodziło, hm? Wylać te szczyny, wymusić zdjęcie mundurka... Planowałaś zaszyć się gdzieś pod oknem męskiej szatni? Ależ nie trzeba. Jako twój kolega z równoległej klasy... chętnie ci pomogę. To będzie pierwszy raz, gdy zobaczysz kogoś z bliska. — Herauchi poszerzył kpiarski uśmiech. — Nie dziwi mnie to. Kto w normalnych okolicznościach by chciał się rozbierać przed taką świnią? Tyle zachodu, by zaliczyć bazę... Ohydztwo.


— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
avatar





Arcanine
Wilczur     Poziom E

Powrót do góry Go down


Zgniecione pudełko bezwiednie opadło na podłogę w chwili, gdy uderzyła plecami o ścianę. Ze strachu zacisnęła powieki na krótką chwilę, jakby ten idiotyczny gest pozwoliłby jej na uniknięcie konfrontacji z chłopakiem. Chciała zniknąć. Rozpłynąć się i zaszyć w jakimś dalekim, ciemnym miejscu. Nie potrafiła zrozumieć, dlaczego aż tak jej nienawidzi. Przecież nic takiego mu nie zrobiła.
Rozwaliłaś mu nos
Zawsze starała się unikać konfrontacji, uciekając od problemu. Wybierała drogę tchórzostwa. Tak było prościej, bo nie musiała być w centrum uwagi. Oczywiście nie do końca udawało się jej to, bo wielokrotnie stawała się ofiarą szydzeń i niepochlebnych spojrzeń. Ale mimo to jakoś w ostateczności zawsze udało się jej zniknąć. Tym razem jednak za każdym razem kiedy próbowała uniknąć kłopotów, los pchał ją wprost na drogę Atasuke. Nie miała pojęcia co zrobiła źle, że karma tak boleśnie ją dopadła.
Nieprzyzwoita bliskość bruneta wywoływała w niej sprzeczne emocje i odczucia. Strach wymieszany ze wstydem, który uderzył w nią ze zdwojoną siłą. Opuściła lekko głowę, a jasne kosmyki opadły ne jej czerwone policzki, nieco je zakrywając.
W pierwszej chwili instynktownie chciała wyrwać dłoń, gdy poczuła na niej ścisk silnych palców. Palców, które wielokrotnie przecież rozbijały twarz innym. Słyszała o Atasuke naprawdę wiele. I bynajmniej nie były to pochlebne komentarza. W końcu niejednokrotnie widziała go z piętra, z klasy, jak szedł obklejony plastrami czy też pełen zadrapań i sińców. Atasuke był niebezpieczny, i zdawała sobie z tego sprawę.
Mimo to, wtedy w sali pielęgniarki miała wrażenie, że przełamała ten mur, dokopując się do jego prawdziwego oblicza.
To tylko maska, którą nałożył. Iluzja, która rozmyła się równie szybko.
Ale i tak wierzyła, że gdzieś tam, gdzieś tam daleko, znajduje się Atasuke, którego poznała wtedy. Naprawdę w to wierzyła.
Zresztą, to zabawne, ale nie odczuwała strachu przed nim, że mógłby ją fizycznie skrzywdzić czy też uderzyć, choć takie zagrożenie było naprawdę realne. Bała się, że może krzywdzić ją jeszcze bardziej słowami i swoim zachowaniem. To bolało o wiele bardziej, niż pięści.
Naparła dłonią na jego klatkę piersiową, ale nie była w stanie go odepchnąć od siebie. Jakby wszystkie siły uleciały z niej w jednej chwili. Nie żeby kiedykolwiek miała w sobie jakieś wielkie pokłady staminy.
"Rozpinaj"
Co. - zadarła głowę, wreszcie spoglądając w jego oczy. Słowa, jakie padły z jego ust, totalnie zbiły ją z nóg. Spojrzała niepewnie w bok, ze spojrzeniem pełnym desperacji, ale jedyne co napotkała, to wystraszony wzrok przyjaciela Atasuke, a z drugiej strony spojrzenia innych uczniów, którzy szeptali coś między sobą.
Zara zleci się tutaj całej piętro.
Będą oceniać.
Będą...
P... przepraszam... - wymamrotała, chyba pierwszy raz czując się, jakby ktoś przykładał jej nóż do gardła. Ale musiała to powiedzieć. Musiała to wyrzucić z siebie, inaczej może być tylko gorzej, prawda?
Przepraszam... - powtórzyła, a potem spojrzała na niego z błyskiem determinacji i niemych przeprosin w oczach.
Ale nie jesteś w moim typie! - na tę krótką chwilę w korytarzu zapadła cisza. Nim jednak Atasuke mógł jakoś na to zareagować, na scenę wkroczył kolejny aktor.
- Już dość, Herauichi Atasuke. - cichy głos należał nie do kogo innego, jak samego Kenshiro Hirotaki. Przewodniczący szkoły, druga a. Wysoki i przystojny, o głęboko ciemnych włosach i hebanowym spojrzeniu. Popularny nie tylko wśród dziewcząt, ale i chłopców. Do tego inteligentny, pochodzący z bogatej i ambitnej rodziny, wysportowany oraz uprzejmy. Idealny. Może nawet zbyt idealny.
Poprawił okulary w ciemnych oprawkach i ruszył w ich stronę, niemal siłą wpychając się pomiędzy Atasuke oraz Shiori, spoglądając, chcąc czy też nie, z góry na drugiego chłopaka.
- Znowu robisz problemy? Teraz przerzuciłeś się na dziewczyny? To zbyt żałosne, nawet jak na kogoś. - powiedział zniesmaczony, odwracając się w stronę Tsubaki i położył dłoń na jej głowie, uśmiechając się delikatnie, ale też i czarująco do niej.
- Zrobił ci coś? Jak ci na imię? - zapytał spokojnie, oczarowując tym uśmiechem chyba nawet samego diabła.
Nie... nie, nic mi nie zrobił. Shiori Tsubaki, pierwsza c. - odpowiedziała, ale jej mózg i umysł nadal nie rejestrował tego, co właściwie się stało.
- Jeszcze tu jesteś? Chyba powinieneś skupić się na nauce, zamiast na rozrabianiu, Hearuichi. Jak tak dalej pójdzie, znowu oblejesz egzaminy. Tym razem nikt ci nie pomoże i wylecisz ze szkoły, jak tego nie zaliczysz. Dociera to do ciebie?




Even if I just imagine, darkness falls in time
These aligned streets are so deep
I forgot how I even got here in the first place


avatar





Nathair
Anioł Stróż
GODNOŚĆ :
Nathair Colin Heather, pierwszy tego imienia, zrodzony z burzy, król Edenu i Desperacji.


Powrót do góry Go down


Nie wtrącaj się, pierdolcu — wysyczał w sposób, od którego wielu cofnęłoby się na metr w obawie przed jadem. Kenshiro zaliczał się do szczupłego (jednoosobowego...) grona, na którym groźby nie robiły wrażenia.
— Tylko na tyle cię stać, Herauchi? „Pierdolcu”? — Choć Hirotaki uzbroił się w profesjonalny ton, któremu nie można było zarzucić żadnej arogancji, ci, którzy stali wystarczająco blisko, widzieli błysk w schowanych za okularami oczach.
Shiori, która znajdowała się najbliżej, była żywym świadkiem jak perfekcyjnie zakamuflowano tu sarkazm. Miała także możliwość ujrzenia, jak po twarzy Atasuke przemyka cień zaskoczenia. Chłopak z trudem stłamsił w sobie złość i gdyby nie interwencja Kashiro, straty wybuchu mogłyby się okazać katastrofalne.
— Stary, spadajmy — poradził ciemnowłosy, kładąc rękę na spiętym ramieniu Herauchiego. — Nie ma sensu. Tu nie wygrasz.
Ostatnie zdanie wypowiedział ciszej, ukradkiem zerkając na Kenshiro.
Prefekt szkoły zajmował się akurat Shiori. Jednostka idealna. Nie traci uroku nawet wtedy, gdy jawnie prowokował.
— Obiło mi się też o uszy, że zgłosiłeś się na reprezentanta klasy? — Hirotaki poprawił okulary środkowym placem, wbijając wzrok w Atasuke. — Sądziłem, że się zmierzymy.
Tak — warknął w odpowiedzi. — Skopię ci dupę.
Mocnym ruchem wyrwał się z uchwytu Kashiro. Szkolna marynarka zsunęła mu się wtedy z ramienia, odsłaniając jeszcze bardziej zaplamioną na różowo koszulę.
— Nie sądzę. — Firmowy uśmiech Kenshiro uruchomił jakiś trik nerwowy na skroni szatyna. — Na wycieczkę także trzeba zdać. Szkoła w ciebie wierzy, chłopcze, ale wyniki mówią same za siebie — masz niskie szanse. Twoi koledzy z koła wiedzą?
Zapadła krótka cisza, jakby cała ich czwórka i wszyscy uczniowie, którzy zebrali się, by zobaczyć show, wstrzymali oddech. Urwał się wiatr i nie słychać było żadnego przejeżdżającego auta. Grupa, która od początku roku szkolnego wygrywała zawody i wewnętrzne kwalifikacje miała stracić podstawę do kolejnego winszowania?
Atasuke nie wyglądał na dobitego i Kashiro przez chwilę sądził, ze w ogóle nie przejął się pewną dyskwalifikacją. Ale potem Herauchi wydał zduszone cmoknięcie i uśmiechnął się. Gdyby nie drapieżne spojrzenie, wydawałby się uprzejmy.
Nie dość, że ślepy, to jeszcze głuchy? Powiedziałem, że się strzaskasz od przegranej, Hirotaki-senpai. A egzaminy zdam wszystkie za pierwszym razem. I zmieszczę się w tabeli dziesięciu najlepszych wyników.
— Atkun... — Głos Kashiro dobiegał zza wodnej zasłony, ale dało się wyłowić zaskoczenie i jęk niemal fizycznego bólu — to niewyk....
Herauchi pokazał zęby, poszerzając uśmiech.
Poza tym wiesz co? Wygram mając ją w drużynie.
Kiedy wskazał na Shiori cała placówka szkolna ponownie zamarła. Tym razem na dłużej.

— Ciebie pogrzało! — Ezra wybuchnął śmiechem, w którym nie dało się w ogóle wyczuć niezadowolenia, jakby usłyszenie plotek o rzekomym wyzwaniu (gdzie jego kumpel na bank przegra) tylko poprawiło mu humor. — Nie umiesz trzymać języka za zębami, co? Czy ona się w ogóle zgodziła na ten deal?
Zamknij się. Zamknij się. Zamknij się — mamrotał pod nosem Atasuke; brzmiał jak w amoku. Tępy wzrok wpatrywał się w przestrzeń. Na kolanach trzymał otwartą książkę do algebry. Wyglądał jak rekin ze stokrotką w zębach.

Natsuki wpatrywała się w koleżankę znad trzymanej kanapki. Jej mina jawnie wskazywała na zatroskanie, ale długo nie mogła zdobyć się na zabranie głosu — prawdopodobnie nie wiedziała co powinna powiedzieć, żeby Shiori źle jej nie zrozumiała. W końcu jednak westchnęła i odsunęła sandwicha od ust.
— Shiori, wszystko w porządku? — zapytała cicho. Była przerwa na drugie śniadanie; obie dziewczyny znajdowały się na drewnianej ławce tuż przy fontannie. Szum wody skutecznie zagłuszał większość ich słów. — Wyglądasz jakbyś nie spała przez tydzień... — Zawahała się na moment. — Martwisz się egzaminami? Zawsze mogę ci pomóc... Poza tym chyba nie jesteś aż tak zła z matmy, co?

… ak zła z matmy, co?
Herauchi podniósł głowę. Siedział pod drzewem rzucającym ogromny, transparentny cień. Usłyszał kogoś, kogo — zdawało mu się — że kojarzy i nie było to skojarzenie szczególnie pozytywne. Jeszcze nim przypasował głos do twarzy napotkał wzrokiem dwie siedzące dziewczyny.
Zła z matmy, co?
Zacisnął palce na trzymanych notatkach.
Ani się waż, gruba krowo.


— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
avatar





Arcanine
Wilczur     Poziom E

Powrót do góry Go down


Słyszała słowa wypowiadane przez koleżankę, ale nie do końca jej słuchała. Myśli dziewczyny raz po raz krążyły dookoła słów, które padły z ust chłopaka. Nie do końca wiedziała o co mu chodzi. "Wygram mając ją w drużynie". To mogło tyczyć się wielu szkolnych dziedzin i aspektów, chociaż najbardziej oczywiste nasuwały się nieszczęsne rozgrywki sportowe. Ale wystarczyło na nią spojrzeć, i z góry było wiadomo, że chyba tylko jakiś desperat wziąłby ją do drużyny. A i tutaj miała wątpliwości. Pozostawały kwestie przedmiotowe. Jakaś olimpiada? Konkurs? Nie, nie. To też odpadała. Shiori nie należała do najwybitniejszych uczniów. Zazwyczaj po egzaminach zajmowała miejsce na 3/4 tablicy, czyli bliżej końca, niż początku. Oczywiście, była dobra z przedmiotów przyrodniczych czy japońskiego. Nawet z angielskim radziła sobie całkiem nieźle. Ale całą reszta parada ścisłych przedmiotów, z matematyką na czele pogrążały ją.
Westchnęła ciężko wsuwając palce w jasne włosy i przesunęła nimi, rozczesując je delikatnie, dopiero teraz zwracając uwagę na słowa wypowiadane przez Natsuki.
Hm. - przechyliła głowę lekko w bok, uśmiechając się nieco głupkowato. – Chyba jednak jestem. Nawet mój korepetytor z matematyki twierdzi, że jeszcze takim głąbem matematycznym jak ja nigdy nie pracował, ehehehe. - zaśmiała się wesoło, jakby naprawdę było z czego, chociaż w rzeczywistości był to śmiech przez łzy rozpaczy.
- Shiori... - Natsuki ciężko westchnęła kładąc dłoń na jej ramieniu. - Do tej pory jakoś prześlizgiwałaś się przez egzaminy w gimnazjum, wierzę, że im tym razem ci się uda. - kiwnęła głową, chociaż i ona zaczynała wątpić w powiedzenie tej misji. Shiori była po prostu oporna na niektóre rzeczy. A matematyka czołowała na tej liście.
Poza tym... - dodała, zerkając ukradkiem w stronę drzewa, pod którym siedział chłopaka.
Poza tym nadal nie wiem co miał na myśli Ata-- Herauchi-kun. - mruknęła cicho, podskórnie czując, że wzmianka o nim wywoła niezadowolenie w Natsuki.
I nie myliła się.
Natsu naburmuszyła nieco policzki i skrzyżowała ręce na klatce piersiowej.
- Znowu on. Coraz bardziej zaczyna działać mi na nerwy. Zresztą, załatwmy to od razu. - powiedziała podnosząc się z ławki i kierując kroki w stronę chłopaka. Shiori momentalnie zerwała się i ruszyła za nią, nie przewidując, że sprawy pójdą TYM torem.
Poczekaj, Natsuki! Co chcesz zrobić? Nie ma co- - ale nim zdążyła powstrzymać dziewczynę, ta już zatrzymała się przed chłopakiem w odległości zaledwie kroku. Położyła obie dłonie na swoich biodrach i spojrzała na niego gniewnie.
- Herauchi. Zostaw Shiori i nie wciągaj jej w żadne dziwne rzeczy. - powiedziała krótko, tonem, który nie znosił sprzeciwu. Czuła wewnętrzną potrzebę ochrony drugiej dziewczyny przed złem tego świata, a Atasuke niewątpliwie przewodził nim. Jej wskazujący palec wystrzelił oskarżycielsko w jego stronę.
- Nie wiem co planujesz, ale daj jej spokój. Shiori nie weźmie udziału w niczym, co ma związek z tobą. Wszystko, co ma związek z tobą brzmi podejrzanie. - żachnęła się.
Natsuki, przestań. Herauchi-kun na pewno tylko tak powiedział. - jęknęła próbując opanować jakąś tę absurdalną sytuację, niepewnie spoglądając na chłopaka.
Jak... jak się czujesz, Herauchi-kun? Lepiej z twoim nosem? Jeszcze raz bardzo przepraszam, że cię wtedy uderzyłam piłką.
- Nie masz za co go przepraszać. Zasłużył sobie, hmpf. - syknęła Natsuki karcąc drugą dziewczynę.
- Zresztą, jest przyzwyczajony do obrywania w nos, prawda, Herauchi? - zapytała nawiązując do jego wiecznie poobijanej twarzy.




Even if I just imagine, darkness falls in time
These aligned streets are so deep
I forgot how I even got here in the first place


avatar





Nathair
Anioł Stróż
GODNOŚĆ :
Nathair Colin Heather, pierwszy tego imienia, zrodzony z burzy, król Edenu i Desperacji.


Powrót do góry Go down





| Zdążył nałożyć słuchawki na uszy — szczebiotanie i biadolenie tych dziewuch doprowadzało go do szału — ale kiedy ujrzał nagły ruch złapał urządzenie w palce jakby musiał je przytrzymać przed gwałtownym wiatrem i zadarł głowę. Natsuki rzuciła na niego tak mroczny cień, że skrzywił się i zsunął słuchawki z powrotem na kark.
  — Co? — burknął pod nosem.
  Niepotrzebnie. Dziewczyna rozpoczęła naganę z każdym kolejnym słowem wyginając mięśnie Atasuke w coraz większym grymasie niezadowolenia. Wydawało się nawet, że chłopak nie dostrzegł stojącej tuż obok Shiori; za bardzo skupił się na dostawaniu opieprzu od nadaktywnej laski na której widok większości miękły nogi.
  Tylko nie jemu.
  On się cały spinał.
  — … brzmi podejrzanie.
  Zacisnął palce na trzymanym podręczniku. Cały czas siedział przez co miał uciążliwe wrażenie, że Natsuki nad nim górowała. Dostała przewagę, a w zasadzie przywłaszczyła ją sobie szybkim działaniem i słowotokiem, w który nie dało się wciąć nawet krzykiem. Herauchi nie do końca wiedział jakim cudem znalazł w sobie tak wielkie pokłady cierpliwości. Może chodziło o to, że była dziewczyną? Przecież nie uderzyłby dziewczyny, prawda?
  — Lepiej z twoim nosem..?
  — Skończyłaś? — warknął wreszcie do Natsuki, ignorując drugą dziewczynę. Odkładając książkę na bok wsparł się wolną już ręką o udo i podniósł z trawy; jako chłopak nie był najwyższy, ale wciąż trzymał w zapasie kilka centymetrów, dzięki którym mógł się poczuć odrobinę większy niż był w rzeczywistości. — Bo tak się składa, że twoja laleczka — oczy błysnęły pogardliwie — jest mi coś winna. Nie przejmuj się, nie będzie musiała robić zbyt wiele. Starczy, że nie da dupy i zda egzaminy za pierwszym razem. Resztą się zajmę. — Ostatnie zdanie wypowiedział ciszej, brzmiał bardziej jakby syczał niż mówił. Liście nad ich głowami zaszumiały. Wokół czuć było przyjemny zapach świeżej zieleni, słychać było odgłosy rozmów, śmiechów i gwizdów — dalekie dźwięki w tle.
  Plener kompletnie nie pasował do elektrycznych impulsów, jakie przebiegały między Herauchim a Natsuki. Zdawało się, że powietrze zaczynało pęcznieć. Stawało się lepkie i ciężkie, jak nasiąknięta wodą wata.
  — A ty... — ukazując zęby spojrzał wreszcie na Shiori — masz kurwa szczęście, że twój chłopak wyśpiewał wszystko dyrowi. Jeżeli cię tknę wypieprzą mnie na tydzień z budy. A wtedy na pewno nie zaliczę egzaminów. — Ton jakim się posługiwał nie przechodził nawet przypadkiem obok poczucia winy, jakby Herauchiego trzymała stuprocentowa pewność, że wszystko co złe było spowodowane przez Tsubaki. W swoim mniemaniu był czystszy od łzy. — To tylko matma. Nie spierdol tego bardziej i zdaj.
  Inaczej pożałujesz.


— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
avatar





Arcanine
Wilczur     Poziom E

Powrót do góry Go down


Im więcej słów padało z obu stron, tym bardziej atmosfera stawała się duszna i ciężka. Shiori w pewnym momencie miała wrażenie, że jest sędzią na ringu bokserskim. W lewym rogu proszę państwa znajduje się nieustraszony Herauchi, w prawym odważna Natsuki! Kto dzisiejszego wieczoru zgarnie tytuł mistrza oraz złoty pas? Kto pokona przeciwnika nokautem?
Dziewczyna uniosła delikatnie obie ręce, próbując wejść w słowa to jednemu, to drugiej, ale ostatecznie jej próby zakończyły się cichym postękiwaniem bezradności.
Shiori nie jest tobie niczego winna, ty gangsterski kapucynie. Chodź Shiori, idziemy. Nie mam ochoty przebywać blisko niego. - Natsuki rzuciła ostatnie spojrzenie chłopakowi, jednocześnie łapiąc dziewczynę za nadgarstek, żeby pociągnąć ją za sobą. Ta jednak nie ruszyła za nią, a przynajmniej nie od razu.
H-herauchi-kun... naprawdę przepraszam, ale nie jestem w stanie ci pomóc. - pochyliła głowę w geście przeprosin, bo tak wypadało. Musiała zakreślić pewną linię. Chłopak za wiele od niej wymagał. To nie miało szans się udać. Nie z matematyką. Ona i matematyka już dawno były po rozwodzie.
Nie sądzę, by udało mi się tym razem ją zaliczyć. A nawet jeżeli, to zapewne zajmę jedno z ostatnich miejsc na tablicy, dlatego... przepraszam! Ale wierzę, że na pewno znajdziesz kogoś innego! - dodała pospiesznie, nie mogąc jednak spojrzeć na niego.
Czuła się winna, chociaż właściwie nie wiedziała dlaczego, przecież... przecież nie zrobiła nic złego. Prawda?
Dopiero wtedy odwróciła się i podeszła do Natsuki, z którą pospiesznie oddaliły się, pozostawiając chłopaka samego.


Lato ma to do siebie, że pogoda bywa nieprzewidywalna. Kiedy od paru dni z nieba spada ogień i smaży wszystkich dookoła, w każdym momencie mogą nadejść ciemne chmury przynoszące ze sobą ciężką ulewę oraz burzę. Tak, jak dzisiaj. Dziewczyna wsunęła stopy do butów na zewnątrz i wyciągnęła z torby składaną parasolkę. Całe szczęście, że zabrała ją. Zresztą, zawsze nosiła ją ze sobą. Wyszła przed szkołę i spojrzała nieco wyżej, na ciemne niebo.
Kolejna dołująca rzecz. - mruknęła, otwierając parasol w zamiarze ruszenia w stronę przystanku. Ale kątem oka dostrzegła go. Stał sam, z rękoma w kieszeni.
Nie, Tsubaki, nie rób tego.
Nie wiedziała czy zapomniał parasola, czeka na kogoś czy po prostu sobie stoi.
To idiotyczne. Idź na przystanek. Nie bądź głupia. Nie pamiętasz co mówił i robił?
Wpatrywała się przez moment w niego.
Nie. Po. Prostu. Idź.
Herauchi-kun? - zagadnęła go, robiąc dwa kroki w jego stronę.
Zapomniałeś parasola? Jak chcesz to... możemy razem iść na przystanek, to nie zmokniesz. - dodała cicho.
Oczywiście, że pamiętała. I wciąż bolało. Ale nie mogła go zostawić samego, na deszczu. Po prostu nie.




Even if I just imagine, darkness falls in time
These aligned streets are so deep
I forgot how I even got here in the first place


avatar





Nathair
Anioł Stróż
GODNOŚĆ :
Nathair Colin Heather, pierwszy tego imienia, zrodzony z burzy, król Edenu i Desperacji.


Powrót do góry Go down


Podniósł brwi, obniżając podbródek.
  — Nie mam ochoty przebywać blisko niego.
  — To po chuja ciężkiego do mnie podchodziłaś? — zapytał od razu, nie kryjąc teatralnego zdziwienia, jakby jej zachowanie wcale nie ukazywało, dlaczego wszyscy kojarzyli kobiety ze słowem „sprzeczność”. Nie miał jednak zamiaru jej zatrzymywać; koniec końców przyszedł tu odpocząć, a samo stanie w promieniu jej głosu doprowadzało do załamania nerwowego.
  Nie spodziewał się jednak tego, co nastąpiło chwilę później. W zobojętniałym, kpiarskim wzroku Atasuke pojawił się przytłumiony błysk — efekt zaskoczenia. Spojrzał nagle na Shiori i już uchylał usta, żeby się jej wciąć, ale dziewczyna gwałtownie zerwała się z miejsca i zanim zdążyłby wykrztusić zaprzeczenie, obie  zniknęły za rogiem.
  Odmówiła mu..?

Deszcz szumiał. Przypominał dźwięk, jaki wydają koła przejeżdżające przez żwirowaną drogę. Lato aż do teraz było upalne; pełne ubrań lepiących się do ciała i ciężkich oddechów. Cały plener parował, jakby ktoś włożył świat do garnka z wodą. Gorąco wypalało wszystkie chęci i absolutnie nikt nie spodziewał się oberwania chmur.
  Nikt, co za pierdolenie, pomyślał gorzko Atasuke, gdy dostrzegł kolejną uczennicę zatrzymującą się pod zadaszeniem. Długowłosa dziewczyna, chyba z klubu koszykówki, przestępowała z nogi na nogę, odwiązując sznurek z materiału trzymającego parasolkę w zamknięciu. Potem wcisnęła przycisk i nad jej głową rozpostarła się ochronna tkanina. Herauchi nie bez żalu wpatrywał się we wbiegającą w deszcz licealistkę.
  Zaraz jednak przeniósł wzrok gdzieś indziej; utkwił  go w przestrzeni przed sobą, choć prawdę mówiąc, niewiele widział. Nie rejestrował otoczenia wzrokiem, bardziej wsłuchiwał się w ulewę. Z rękoma wsuniętymi w kieszenie i torbą wspartą o prawą łydkę stał, wyłączony ze świata rzeczywistego.
  To tłumaczyło, dlaczego nie dostrzegł jej wcześniej.
  — Herauchi-kun?
  Drgnął, zwracając twarz w jej kierunku. Znów w jasnych oczach pojawiło się niezrozumienie; trwało milisekundę i równie dobrze mogło być nieprzychylną grą świateł. Przyglądał się jej dłuższą chwilę, w zasadzie nic nie mówiąc. Po wyrazie, jaki tkwił na jego obliczu, nie dało się sprecyzować, jaka odpowiedź za moment padnie — i czy w ogóle coś takiego będzie mieć miejsce. W końcu zmarszczył brwi i odwrócił głowę. Z powrotem zaczął wpatrywać się w niekonkretny punkt na froncie.
  — Co jest z tobą nie tak? — Głos brzmiał inaczej. Nie tyle przytulnie, co zwyczajnie bez szyderstwa. Przypominał kogoś, kto zadaje pierwsze lepsze pytanie, aby utrzymać rozmowę, choć wcale nie obchodzi go odpowiedź. — Nie trzęsiesz kolanami na myśl o dostaniu w pysk od gangstera?
  Chmury napływające od przodu były czarne jak ebonit. Ciężko stwierdzić, czy Atasuke uśmiechnął się pod nosem na myśl, że trochę tu jeszcze postoi, czy jednak kwaśne rozbawienie pojawiło się wraz ze słowem „gangster”.
  Grymas szybko zresztą zbladł.
  — No i gdzie pani adwokat? Nie boisz się rozmowy bez jej trafnych argumentów?
  W tle, jeszcze daleko, zabłysło. Herauchi przymrużył oczy, czekając na huk grzmotu. Burza.


— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
avatar





Arcanine
Wilczur     Poziom E

Powrót do góry Go down


Palce zacisnęły się nieco mocniej na uchwycie parasola, kiedy padły pytania. Miała wrażenie, że zapanowała dziwna, nienaturalna cisza, chociaż dookoła towarzyszył im dźwięk deszczu oraz nadchodzących grzmotów, śmiechów i krzyków innych uczniów opuszczający szkołę i kierujący się w stronę swoich domów. Przez chwilę zastanawiała się, co właściwie powinna mu odpowiedzieć. Bała się go. Ale nie był to strach związany z fizycznym bólem. Pomimo jego reputacji w szkole, plotek, jakie krążyły od początku roku szkolnego, nieprzychylnych szeptów, którymi karmili się inni w kątach budynku. Nie, zdecydowanie to nie był ten rodzaj strachu.
Zresztą, teraz, przez tę krótką chwilę miała wrażenie, że rozmawia z tym samym chłopakiem co w pokoju pielęgniarki.
Która twoja twarz jest prawdziwa, Atasuke?
Usta lekko drgnęły, jakby walczyły same ze sobą czy chcą pozwolić kącikom na delikatnie uniesienie się, czy jednak lepiej pozostać z neutralną miną.
Przegrała.
Spojrzała w bok, lekko się uśmiechając, chociaż całe szczęście chłopak nie był w stanie tego dostrzec.
Nie, nie boję się. - wreszcie przerwała ciszę, odpowiadając w zasadzie na jego oba pytania. Nie bała się. Nie bała się, że ją uderzy czy też konwersacji sam na sam. Bała się jego spojrzenia pełnego pogardy i zdegustowania, wręcz obrzydzenia. To ją przerażało. I sama do końca nie znała źródła tego strachu w sobie.
Zresztą, ktoś, kto dokarmia bezdomne koty nie może być złym człowiekiem. - dodała zupełnie szeptem, bardziej do samej siebie niż do niego. Gdy już się zreflektowała, że myśli wypowiedziała na głos, spojrzała na niego gwałtownie nieco zażenowana, mając w głębi nadzieję, że jednak deszcz zagłuszył jej słowa.
Nie chciała, by wiedział, że ona wiedziała.
Mógłby opatrznie to zrozumieć, zdenerwować, jeszcze bardziej zniechęcić do jej osoby, a przecież już wystarczająco nią gardził. Właśnie, gardził. Głupia, czemu od razu na to nie wpadłaś? Przecież będzie wstydził się iść obok ciebie pod jednym parasolem. Zapewne będzie wolał stać godzinę na deszczu, niż zbliżyć się do ciebie.
No tak. To było takie oczywiste.
Spuściła spojrzenie wpatrując się w swoje buty, teraz już nieco zabrudzone i zakurzone, choć jeszcze rano wypolerowane jak przystało na porządną uczennicę.
I na co to wszystko, Tsubaki? Odpuść.
A! - wyrwało się nagle z jej ust, jakby naprawdę coś sobie przypomniała. – Zapomniałam, że mam spotkanie! Przepraszam... ale wiem. Weź parasol. - wepchnęła go niemal w jego ręce, a potem odsunęła się na dwa kroki, uśmiechając do niego.
Może jak skończę, to już nie będzie padać. To.... na razie. - wymamrotała cicho, odwracając się na pięcie i wbiegając do szkoły. Stanęła z boku, opierając się o ścianę i wpatrując w swoje buty.
Matka będzie wściekła, że się spóźni. Do tego nie zapowiadało się, żeby przestało padać.
Głupia, głupia, głupia.
Wyciągnęła telefon, by napisać do matki, że autobus jej uciekł.




Even if I just imagine, darkness falls in time
These aligned streets are so deep
I forgot how I even got here in the first place


avatar





Nathair
Anioł Stróż
GODNOŚĆ :
Nathair Colin Heather, pierwszy tego imienia, zrodzony z burzy, król Edenu i Desperacji.


Powrót do góry Go down


Zdążyła wbiec do budynku i wyjąć telefon komórkowy, nim nie stanęła tak gwałtownie, jakby straciła metry w linie smyczy. Wymęczony mózg Shiori mógł zarejestrować dotyk twardych palców. Ręka obejmująca jej przegub była jak z marmuru i choć przewyższała wagą swojego napastnika, nie ulegało wątpliwościom, że ten znalazłby w sobie wystarczająco dużo siły, aby zatrzymać ją w miejscu tak czy inaczej.
  — Co to miało być? — warknął, szarpnięciem przyciągając ją ku sobie.
  Rozległ się metalowy trzask. Uderzenie podeszew butów o posadzkę. Szmer rozmów. Zza dwumetrowych szafek wyszła trójka rozgadanych ciemnowłosych dziewczyn. Zamilkły, gdy dostrzegły scenę na środku korytarza, pomiędzy rzędami wysokich sprzętów. Jedna z nich, ta na przodzie, rzuciła Atasuke i Shiori tylko przelotne spojrzenie, a potem powiedziała coś szybko do swoich przyjaciółek i wszystkie wyszły na zewnątrz prędkim, ewakuacyjnym krokiem. Herauchi wydawał się tego w ogóle nie zarejestrować. Wpatrywał się nieruchomo w twarz stojącej przed nim uczennicy i ściskał jej rękę, jakby próbował ją zmiażdżyć.
  Wizualnie daleko mu było do Motarō — lidera klubu kendo. Nie dorównywał też wzrostem Haru, który przewodniczył zajęciom artystycznym i sięgał framugi drzwi ani Saramiemu, którego okrzyknięto „obiecującym pływakiem”. Pomimo tego mięśnie miał twarde, jakby wykute z kamienia; bijatyki i ciągłe szarpaniny umocniły tkanki, które obrosły sztywniejszym, bardziej wytrzymałym naskórkiem. Teraz wykorzystał tę siłę, aby nie pozwolić jej na dalsze ucieczki.
  Trwał bez poruszania się, jakby na coś czekał, ale wreszcie wyprostował ramiona i puścił ją, jak puszcza się coś oślizgłego. Ręka trafiła do kieszeni spodni, druga wysunęła się w jej stronę. Trzymał parasol.
  — Masz — powiedział krótko, oddając jej własność. Później odwrócił się i poszedł przed siebie, jednak na zakręcie przystanął i obejrzał się przez ramię. Jasne oczy świeciły w półmroku szkolnego korytarza. — Chodź za mną.
  Był jak kot prowadzący do zaczarowanego świata. Przemykający z cienia do cienia, wtapiający się w mrok do tego stopnia, że nie można go było dostrzec. Nie zwracał uwagi na Shiori — gdyby postanowiła jednak uciec, nawet by tego nie zauważył. Lekkie, prawie bezgłośne kroki wypełniały hol, uderzyły o stopnie schodów, poprowadziły w dół.
  Placówka była już opustoszała. Na górze kręciło się paru niedobitków, nauczyciele wypełniający zaległe papiery i komitet uczniowski omawiający nowy projekt planowanej wycieczki. Zwykli uczniowie rozpierzchli się do domów, wstąpili na karaoke albo spotkali się w centrum handlowym. Innymi słowy: w tym czasie nie było tu nikogo, kto mógłby przeszkodzić Herauchiemu.
  Atasuke dotarł do starych drzwi piwnicy. Oparł dłoń na spróchniałych drzwiach, które pamiętały czasy — zapewne — którejś z wojen. Były ryglowane od wewnątrz. Woźny prawdopodobnie powinien założyć do nich kłódkę, aby nikt niepożądany nie próbował odkryć zakamarków tego miejsca, ale aż do teraz nie miał czasu. Lub zapomniał, Herze było wszystko jedno.
  Otworzył drewniane drzwi i wymacał kontakt. Rozchwierutane schody przyjęły jego ciężar z marudnymi skrzypnięciami. Prowadziły do niewielkiego pomieszczenia, oświetlonego zaledwie nagą żarówką przyczepioną do sufitu powyginanym drutem. Rzucała mdłe, żółte światło na wytarty stolik ustawiony na samym środku pokoju. W rogu stała pralka — już z pewnością niedziałająca — a na niej plastikowy pojemnik z kawą (z okrągłym wieczkiem), dwa kubki i kilka luźno położonych batonów z orzechami. Z trzech stron niskiego stolika znajdowały się poduszki. Atasuke rzucił torbę obok „siedziska” i wreszcie się odwrócił.


— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
avatar





Arcanine
Wilczur     Poziom E

Powrót do góry Go down


Ruszyła za nim bezgłośnie, jak kot, który z zaciekawieniem podąża za właścicielem, chociaż nie ma w tym żadnego celu. Czuła drapanie w żołądku, nie wiedząc, gdzie idą. Z jednej strony zaciekawienie, z drugiej przerażenie. Ileż to razy słyszało się w telewizji, że znaleziono zwłoki kobiety, bo zaufała nie temu, co trzeba? Może właśnie Atasuke prowadzi ją w ciemne, ustronne miejsce, gdzie zakończy jej żywot? Niczym owca prowadzona na rzeź. Podpadła mu, chociaż do końca nie wiedziała czym. Wyżywał się na niej, obrażał, upokarzał. Nie musiał mieć żadnego konkretnego powodu.
Z drugiej strony czuła się jak Alicja z Krainy Czarów prowadzona przez królika do jego nory, gdzie miała spotkać wielką, tłustą gąsienicę czy też Czerwoną Królową i jej pazia przemalowującego białe róże na czerwone. Przez moment w głowie wyobraziła sobie chłopaka w króliczym stroju, tym śmiesznym kubraczku oraz zegarkiem w dłoni, i nie mogła pozbyć się głupkowatego uśmiechu, który wpełzł leniwie na jej usta. Całe szczęście, że jej "przewodnik" nie był w stanie tego dostrzec. Na pewno oberwałoby jej się.
Tak, zdecydowanie wolała tę drugą wersję, dlatego też chwyciła się jej, jak dziecko trzymało wiatrak wygrany podczas jednej z tych głupich loterii podczas festynów. Od razu lepiej się poczuła, a nawet jej kroki stały się żwawsze, bardziej żywe, nie przypominające już sunącego bez życia ducha.
Z ciekawością zwierzęcia zajrzała do środka pomieszczenia, wsuwając najpierw głowę, a dopiero potem stopy i resztę ciała. Jasne spojrzenie pełne błysków przeskakiwało po skromnym wyposażeniu, które zdawało się absurdalnie mistyczne. Czuła się trochę jakby wchodziła z butami w chłopięcą kryjówkę, gdzieś, gdzie dziewczynom był wstęp wzbroniony. Delikatny dreszczyk ekscytacji musnął jej kręgosłup.
Spojrzała na niego dopiero wtedy, kiedy zdała sobie sprawę, że bezczelnie gapi się wszędzie, tylko nie na niego, co mogło z boku wyglądać nieco niegrzecznie.
Ł-ładnie tu. - odezwała się wreszcie, przecinając swoim głosem panującą ciszę.
Ładnie tu.
Ł A D N I E T U
Serio Tsubaki? Serio tylko na tyle cię stać?
Czemu właściwie mnie tutaj przyprowadziłeś? - dodała. Zdradziłeś swoją kryjówkę?. Niepewnie zrobiła delikatny krok do przodu, zaciskając mocniej palce na parasolce. Nie ruszyła się jednak dalej. Nie odważyła.
Ktoś jeszcze wie o tym miejscu?




Even if I just imagine, darkness falls in time
These aligned streets are so deep
I forgot how I even got here in the first place


avatar





Nathair
Anioł Stróż
GODNOŚĆ :
Nathair Colin Heather, pierwszy tego imienia, zrodzony z burzy, król Edenu i Desperacji.


Powrót do góry Go down


— Ł-ładnie tu.
  — Ładnie tu? — powtórzył z drwiną i jakby na pokaz uniósł jedną z brwi. Chyba sobie żartujesz? Całość rozpaczy dopełniał tylko obraz nędznej pralki w tle, której białe ściany dawno temu zżółkły i pokryły się rdzą jak bluszczem. Najwidoczniej Atasuke nie podzielał zmysłu estetycznego Shiori, choć musiał przyznać w duchu, że był nie tyle wyjątkowo dziwny, co odważny. W końcu rzadko kto przyznaje się do upodobań wobec zatęchłych piwnic. W każdym razie, nieczęsto jest to ktoś inny niż reprezentant bandy obszarpańców wywalających jęzory na nieletnich bawiących się piłką na placu zabaw.
  — Po co mnie tu przyprowadziłeś?
  Znów to dzikie spojrzenie. Był jak uliczny kot, którego schwytano. Który siedzi na parapecie, zza szyby patrząc na brudna miasto. Wściekły wewnątrz. Dumny na wierzchu.
  — Ktoś jeszcze wie o tym miejscu?
  — Jeżeli będziesz dalej tam stać to się dowiedzą.
  Znudzony ton miał jej najwidoczniej uświadomić niepodważalność roli, jakby Herauchi wcielił się w skórę nauczyciela, który tłumaczy coś kolejny raz niezbyt pojętnemu studentowi. I może nie miało się to mijać tak z prawdą, biorąc pod uwagę to co planował.
  W każdym razie niewiele dawał po sobie poznać. Usiadł na poduszce w chińskie, bajkowe smoki wijące się po materiale jak rój węży. Otworzył torbę i zaczął w niej grzebać. Słychać było obijające się o siebie i ocierające przedmioty, aż wreszcie wszystko gwałtownie ucichło, gdy wynurzył pełną zaognionych zadrapań rękę.
  Na byle jak przetarty stolik upadł podręcznik.
  — Siadaj — polecił sztywno, szukając w tobie czegoś jeszcze. Nie nosił zeszytów, musiał się więc zadowolić tym co miał — luźną kartką pogniecioną tak, jakby dopiero co wygrał walkę z rottweilerem i wyciągnął mu ten skrawek papieru prosto z gardła. Brakowało tylko tego, by pogięty materiał ociekał gęstą, gorącą śliną. Na szczęście los oszczędził Atasuke takich rarytasów; mógł więc bez obrzydzenia zacząć rozprostowywać świstek na blacie. Uniósł przy tym zaskakująco bystry wzrok na Shiori.
  — Co? — rzucił nagle, zatrzymując złączone palce na kratkowanej stronie z notesu, co wyglądało co najmniej tak, jakby się zaciął, bo przyłapała go na czymś bezbożnym. — To tylko matma. Mów, czego nie rozumiesz.


— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
avatar





Arcanine
Wilczur     Poziom E

Powrót do góry Go down







Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 2 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

Powrót do góry

- Similar topics