Strona 1 z 6 1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Go down


Puk, puk, zamawiał pan zemstę? [Yury x Faith]

Pisanie by Ivo on Wto 13 Mar - 20:09
Uczestnicy: Yury i Faith
Cel misji: Chemiczna Latarka dla Yury'ego i Zapalniczka Piromana dla Faith
Poziom: Łatwiutki
Możliwość zgonu: broń Blinie. Jeśli nie zeskoczycie z 10-ciometrowego klifu to nie ma szans.
Terminy: 3 dni od posta MG dla was, 1-2 dni od ostatniego waszego dla mnie. W razie czego to mamy kontakt na privie.

Najemnicy pozostają najemnikami niezależnie od stanowiska w hierarchii, każde nowe zgłoszenie na tablicy przykuwało wzrok, motywowało do szybkiego przeliczania zysków i strat, po czym pchało gorące głowy i chciwe serca Smoków w podróż ku nagrodzie. Czasami nawet nie musiało pojawić się oficjalne zgłoszenie, wystarczyło, by ktoś przydybał członka Drug-on przebywającego w okolicy Apogeum i zaproponował mu pracę. Ryzyko zostania oszukanym było niewielkie, potężne jaszczury cieszyły się słuszną sławą na terenach całej Desperacji, każda próba zadarcia z nimi groziła trwałym kalectwem i/lub śmiercią.
Tego dnia, to akurat Wiecznemu i Kontraktorce przypadło w udziale takie zlecenie "na słowo honoru". Kiedy bowiem oboje przemierzali jedną z szerszych ulic Apogeum, z powodów znanych tylko im, byli świadkami tej oto sytuacji:
Pod ścianą jednego z wielu odrapanych i zrujnowanych budynków, tkwiły dwie postaci, jako jedyne na całej ulicy. Mimo chłodnej, przedpołudniowej pory, obie były kompletnie nagie, co bardzo rzucało się w oczy na terenach, gdzie wymordowani chodzili zwykle ubrani, lepiej lub gorzej. Jedna z tych postaci półleżała, oparta plecami o mur, druga zaś klęczała przy niej, trzymając ją za ramiona. Rzucała w około przerażone łypnięcia typowej ofiary, która wypatruje drapieżników.
Gdy najemnicy zbliżyli się, mogli dostrzec, że obie postacie są dość młodymi mężczyznami. Obu pokrywała zaschnięta, na wpół zakrzepła krew. Leżący miał jej na sobie więcej, tak że niemal całkowicie zasłaniała tatuaż, który znajdował się na jego piersi. Klęczący zaś miał zakrwawioną jedynie głowę. Na widok Smoków najpierw się przestraszył - było widać jego oczy powiększające się ze strachu, potem zaś jego wzrok padł na smocze kły i widocznie jakaś myśl zaświtała mu w głowie, bo uspokoił się i wstał.
Choć dla zdrowia mentalnego Fai lepiej by było, by tego nie robił.
- Najemnicy! - zawołał cicho, jakby się bał, że ktoś może go usłyszeć poza nimi. Zbliżył się powoli w ich stronę, a oni mogli dostrzec ogromne A na jego piersi. - Potrzebuję waszej pomocy... - zmieszał się i poprawił - to znaczy, mam dla was zlecenie.
Widać było po nim, że się denerwuje, a utrzymanie w ryzach nóg jak z waty na widok Araty przychodziło mu z najwyższym trudem.

//standardowo - opiszcie swój ekwipunek. Termin: 16.03 godzina 20.00


Idzie Ivoś koło drogi
nie ma ręki ani nogi...

standardowa mowa (#34563c) głos | szał berserkera (#673c34)
X OTP, X
avatar





Ivo
Eliminator
GODNOŚĆ :
Ivo "Alpakivo" Bergsson


Powrót do góry Go down


Yury zaciągnął się papierosem, zerkając od czasu do czasu na towarzyszącą mu kobietę w postaci Faith, która szła parę kroków przed nim. Za nim wypuścił dym, potrzymał go przez chwilę w sztucznych płucach, czując przyjemne mrowienie w podniebieniu, zafundowane przez niedawno wypity w pośpiechu alkohol. Co prawda degustacja ówże trunku nie umywała się do nektaru bogów w charakterze Putinki, ale jak na realia Desperacji musiał przyznać, że była całkiem znośna. Zgarnął zewnętrzną częścią dłoń pot z czoła, zgromadzony na skutek wysiłku fizycznego, którego musiał się dopuścić w zaszczytnym celu sprania dwóch nachalnych typów, obłapiających spojrzeniem sylwetkę niższej koleżanki w towarzystwie kurwików w oczach. Pewnie ich obecność zostałby przez niego zignorowana, gdyby jeden z nich nie położył w demonstracyjny sposób ręki na pośladku niebieskowłosej. Wówczas ciśnie skoczyło w górę i knykcie Wiecznego mimowolnie powędrowały w kierunku obcego policzku w celu zaprzyjaźnienia pięści ze skórą zboczeńca i nawiązała się bijatyka, ukrócona przez właściciela baru. Wszystko rozeszło się po kościach. Bez krwawych scen i walających się po podłodze organów, ale złość nadal utrzymywała się w Smoku, złość i niedosyt. Nie zdążył im wyperswadować erotycznych myśli z głowy. Skurwiele.
W pierwszej chwili nie dostrzegł dwóch gołodupców wygrzewających się pod gołym niebem w imię zasady opalania się toples publicznie. Był zbyt zainteresowany dopalaniem szluga, ale kiedy jego wzrok prześlizgnął się po najbliższej okolicy, namierzył ich swoim zdezelowanym okiem. Przystanął, napawający się tym obrazem pełnym nędzy i rozpaczy, a na jego usta wślizgnął się drwiący uśmiech, bo najwyraźniej któryś z nich miał świadomość co znaczą kły. Jeden z takowych zwisał z szyi biomecha na łańcuchu i wyraźnie odcinał się na tle jasnej koszuli, gdyż był przybrudzony przez lata użytkowania.
Uniósł brew do góry, suwając z nosa przyciemniane okulary. Zaczepił je o włosy, dzięki czemu powstrzymał niesforne kosmyki od upadku na ubrudzone przez smugę krwi czoło. Wypluł pet, depcząc go podeszwą ciężkiego buta.
Zlecenie? — Zazgrzytał na zębach, gdy zacisnął szczękę, w celu zdławienia w sobie śmiechu. Utkwił chciwe spojrzenie w młodszą od swojej twarz. — Co możecie zaoferować nam w ramach zapłaty? — zainteresował się niemalże od razu. Zachrypnięty głos Yury'ego był nieprzyjemny. Szorstki, jak parudniowy zarost na jego naznaczonej starzeniem się mordzie. Podszedł do swojego rozmówcy i bez ostrzeżenia złapał w palce jego podbródek, wżynając zaniedbane paznokcie pod jego skórę. Wyczuł pod płytkami kość. — Mów. Czas to pieniądz. — Ponaglił go, zakleszczając mocniej uścisk. Obnażył pożółkłe zęby w okropnym uśmiechu, przez co jego twarz przybrała demonicznego wyrazu. Wątpił, że ktoś ich pokroju mógł im cokolwiek zaoferować, a jeśli mógł – Yury wolał mieć pewność, że tak się stanie.


Ekwipunek:
Pistolet w kaburze. Dwa noże – jeden w cholewce buty, drugi zaczepiony o pasek spodni. Zapalniczka Piromana w jednej kieszeni kurtki, w drugiej paczka papierosów.


Ostatnio zmieniony przez Yury dnia Czw 15 Mar - 21:29, w całości zmieniany 1 raz


I've lost my patience,
When are you gonna decay.
avatar





Yury
Wieczny    Biomech
GODNOŚĆ :
Wcześniej Kido Arata, teraz Yury. Czasem Wujek Menel (c)Chyży.


Powrót do góry Go down


Re: Puk, puk, zamawiał pan zemstę? [Yury x Faith]

Pisanie by Faith on Sro 14 Mar - 15:18
Faith mogła się dzisiaj poczuć jak prawdziwa księżniczka.
Zazwyczaj podróżowała po Desperacji samotnie, stąd towarzystwo Wiecznego było dla niej bardzo miłą odmianą. W końcu przy kim mogła czuć się bezpieczniej, jak nie przy jednym z uroczych najemników, któremu naturalnie źle się z oczu patrzy?
W przeciwieństwie do większości jej dzieci z Drug-on, których spojrzenia były równie zabójcze co broń, którą dzierżyli, anielica wydawała się być niczym owca wrzucona w stado wilków, niezdolna do obrony własnej osoby. Widać jak na dłoni było, że pewni Desperaci tak ją ocenili, jako iż próbowali bardzo subtelnie zwrócić na siebie uwagę niewiasty. Beatrice spojrzała krzywo na zainteresowanych jej osobą mężczyzn, ale jej spojrzenie i ogólny wygląd nijak równały się temu, co potrafili zafundować inni najemnicy, stąd ciężko było ją wziąć na poważnie - szczególnie jak tamci mieli podchmielone głowy. Doszło w końcu do momentu, w którym dłoń jednego z Desperatów wylądowała nie tam, gdzie powinna - a ci, co znali anielicę z czegoś więcej jak imienia wiedzieli, co o tym myślała niebieskowłosa. Kontraktorka z gracją baletnicy wycofała się z oburzeniem na twarzy z pola walki, ale jej wspaniali dżentelmeni ani myśleli ją zostawić i ponownie niebezpiecznie się zbliżali. Wtedy jednak pojawił się jej wybawiciel na smoku, jako iż konie dawno wyszły z mody i preferowano je kopać gdzie popadnie. Jej brązowy rycerz, Yury Wieczny I herbu Żur, wkroczył na pole bitwy i w pięknym stylu pozdrowił mężczyznę. Nie był to może cios łokciem, po którym stary, poczciwy Łokietek zwijałby się we własnym grobie, ale zadziałało tak, jak powinno, mimo iż wywiązała się z tego dosyć żywa bójka, na końcu której sama anielica wysłała wspomnianego pana do kącika siłą własnej perswazji. No i sam właściciel płakał, jak uspokajał.
- Dziękuję, Yury. - anielica odezwała się dopiero jakiś czas po opuszczeniu lokalu, kiedy emocje już nieco opadły. Wcześniej działo się zbyt wiele, aby wyrazić swoją wdzięczność, a i teraz nie miała okazji wyrzucić jej z siebie w pełni, gdyż trafili na zupełnie inną scenę.
Poczuła delikatnie ukłucie w sercu widząc stan nieznajomych, ale wytrzymała i nie zareagowała. Co innego, gdy była sama, a co innego, gdy podróżała z innymi Smokami, które nie lubiły problemów. Wzrok anielicy skupił się głównie na twarzy tego, który do nich podszedł, jako iż nie czuła potrzeby studiowania anatomii męskiej w tej chwili. Pozwoliła, aby to Wieczny zajął się rozmową - bo, jak dobrze wiemy, lepiej sobie radził w graniu tego czystego, złego skurczybyka - podczas gdy sama Faith na wszelki wypadek wyciągnęła z torby kartkę i ołówek, żeby w razie zgody zapisać zlecenie.

ekwipunek i inne:
Kilka kartek i ołówek, 4 małe noże do rzucania - w niewielkiej torbie. W kieszeni kurtki talia kart, większy nóż do samoobrony zabezpieczony po wewnętrznej stronie kurtki, którą ma założoną na sobie.
Język, jakim będzie się posługiwać anielica (kolor niebieski) - włoski, w razie zmian będę informować w poście.


włoski/łacina (#23395c) | japoński (#395038)
UWAGA: wybór między włoskim a łaciną w pierwszym poście każdego wątku. Jeżeli nie mówi po japońsku, stara się to nadrobić gestykulacją, mimiką bądź prostymi rysunkami.
avatar





Faith
Kontraktor   Anioł służebny
GODNOŚĆ :
Beatrice; przedstawia się jako Faith.


Powrót do góry Go down


Nagus przełknął głośno ślinę, słysząc groźny ton Pana na Smoczej Górze. Otworzył usta z zamiarem wydobycia z nich głosu, jednak wydostał się zeń jedynie przerażony skrzek, gdy Arata złapał go za gardło. Wybałuszył przerażone oczy, a jego ręce złapały za nadgarstek Wiecznego. Oczywiście nie był w stanie odepchnąć od siebie biomecha i im dłużej próbował, tym bardziej na tym cierpiał. W końcu dał za wygraną, bo wykrztusił - Mam zapalniczkę, która miota kulami ognia... - głos gołodupca był cichy, bo jakiś pan miażdżył mu tchawicę - i magiczny patyk, który świeci w ciemnościach i nigdy nie gaśnie... - wyłożył od razu karty na stół w próbie uratowania swojego nędznego życia.
- Zadanie jest proste: znajdźcie typa, który prawie skatował mojego brata. Zabijcie, tak żeby wiedział, za co umiera. Możecie zabrać wszystko, co ma przy sobie, ale oddajcie nam ubrania.


Idzie Ivoś koło drogi
nie ma ręki ani nogi...

standardowa mowa (#34563c) głos | szał berserkera (#673c34)
X OTP, X
avatar





Ivo
Eliminator
GODNOŚĆ :
Ivo "Alpakivo" Bergsson


Powrót do góry Go down


Yury Wieczny I herbu Żur wpatrywał się bezlitośnie w twarz prześladowanego mężczyzny, czując niezwykłą satysfakcje, która w formie rozbawienia rozbłysła na jego twarzy. Uczono go, że czerpanie przyjemności z dręczenia bezbronnych nie było moralne, ani zanadto heroiczne, ale jego despotyczna natura wyminęła się z tymi zasadami. Był panem, kontrolującym sytuację, a piętno strachu odbite na obliczu gołodupca motywował go do pogłębienia uścisku na wątłej szyi.
Wyjął z kieszeni Zapalniczkę Piromana i wzniecił na jej końcu ogień, który połaskotał demonstracyjnie mężczyznę w policzek.
Niech będzie — oświadczył. Palce poluzowały uścisk, a on sam sięgnął po kolejną dawkę nikotyny. Włożył papierosa do ust i zapalił. — Powiedz o nim coś więcej — rozkazał, ponaglając. Zanim podniesie rękę  na uprzejmego pana, który spuścił im wpierdol, musiał go namierzyć, a charakterystyka typ, który prawie skatował mojego brata nie przybliżała ich do poznania tożsamości tej łachudry. Desperacja pękała w szwach od tego typu postników, więc rozniesienie każdego z nich byłoby pracochłonne.
Zaciągnął się, po czym wpuścił dym z ust. Jego spojrzenie nadal było wbite w oblicze świeżo upieczonego zleceniodawcy.


I've lost my patience,
When are you gonna decay.
avatar





Yury
Wieczny    Biomech
GODNOŚĆ :
Wcześniej Kido Arata, teraz Yury. Czasem Wujek Menel (c)Chyży.


Powrót do góry Go down


Re: Puk, puk, zamawiał pan zemstę? [Yury x Faith]

Pisanie by Faith on Nie 18 Mar - 13:58
Anielica ciężko westchnęła, oglądając ten widok pełen rozpaczy. Sumienie kusiło, aby nieco pouczyć Wiecznego na temat tego, jak się traktuje ludzi - a szczególnie potencjalnych zleceniodawców, którzy o dziwo coś mieli, ale wiedziała, że to jak grochem o ścianę. Zapisała sobie na kartce to, co zaoferował mężczyzna, dopisując, że są to opisy pasujące do zapalniczki piromana (którą, o ironio, posiadał Yury) i jakiejś magicznej latarki. Lepsze to jak nic, a sama anielica rozglądała się za takową od jakiegoś czasu.
- Ach, mój wspaniały rycerzu, zero manier. Jak zmiażdżysz mu tchawicę na moich oczach, to się pogniewam. - rzuciła rozbawiona, mimo iż nie do końca powinna. Sądziła jednak, że Yury nie jest na tyle głupi, żeby przy takim dręczeniu zabić zleceniodawcę.
Tak samo jak najemnik, anielica wciąż dzielnie czekała, aż nieznajomy opisze lepiej cel, którym mają się zająć. Opis, który dał, był tak ogólny, że prawdopodobnie podpadała pod niego połowa Desperacji, a woleli jednak trafić w dobrą osobę. Kiwnęła głową, kiedy rycerz herbu Żury skomentował jego opis, ale nic nie powiedziała.


włoski/łacina (#23395c) | japoński (#395038)
UWAGA: wybór między włoskim a łaciną w pierwszym poście każdego wątku. Jeżeli nie mówi po japońsku, stara się to nadrobić gestykulacją, mimiką bądź prostymi rysunkami.
avatar





Faith
Kontraktor   Anioł służebny
GODNOŚĆ :
Beatrice; przedstawia się jako Faith.


Powrót do góry Go down


Nagus rozkaszlał się z chwilą, gdy Yury puścił jego szyję. Potem dobre kilka sekund łapał oddech, rozcierając zmaltretowane przez wiecznego gardło.
- Wielki, zły i brzydki. - zaczął w końcu, ochrypłym nieco głosem. - Nie da się go przegapić. Ciemna cera, brązowe włosy. Nie ma jednego oka, cała jego morda pokryta jest bliznami. Na lewym oku ma opaskę, która zasłania pusty oczodół. - zamknął oczy, przypominając sobie szczegóły - jego lewa ręka jest mechaniczna, cała. Wygląda jak eks-wojskowy na sterydach, któremu coś we łbie się pomieszało. I jeszcze cały czas się tak dziwnie szczerzył. - zakończył opis, otworzywszy oczy.
- Pobił nas, jak wychodziliśmy z "Przyszłości", może jeszcze będzie się tam kręcił. - dodał po chwili.
Smoki mogły dostrzec na jego twarzy ulgę z tego faktu, że udało mu się wreszcie znaleźć mścicieli, którzy zainteresowali się biednym nagusem.

Termin: 21.03.2018r. godz. 21.00


Idzie Ivoś koło drogi
nie ma ręki ani nogi...

standardowa mowa (#34563c) głos | szał berserkera (#673c34)
X OTP, X
avatar





Ivo
Eliminator
GODNOŚĆ :
Ivo "Alpakivo" Bergsson


Powrót do góry Go down


Żury z premedytacją dmuchał dymem prosto w twarz kaszlącego gołodupca i z zachwytem spoglądał na swoje dzieło, zaciskając zęby na filtrze od papierosa. Poczuł ukłucie rozczarowania, gdy ten pokaz się skończył, ale na szczęście miał jeszcze do dyspozycji swój rozbrajający uśmiech. Skorzystał z jego usług, ponownie demonstrując popsute od tytoniu zęby, ale szybko został ugaszony przez zleceniodawcę. Bruzdy na czole przekształciły się w zmarszczki. Yury złapał w palce ramię mężczyzny, wbijając je boleśnie do skóry.
Pochlebiasz mi, ale to nie mnie miałeś opisywać, debilu, tylko tego złodupca co was skrzywdził — upomniał go szorstko, ale dopiero po chwili dotarł do niego przykry fakt. Otóż w opisie pojawiło się parę drobnych szczegółów, które nie pasował ani do jego skalanej zarostem aparycji, ani do protezy na prawej ręce.
Puścił go i pchnął w kierunku brata.
Niedługo wrócimy. Obyście nigdzie nie spierdoli, bo znajdę i nogi z dupy pourywam — zagroził i teatralnie, w ramach demonstracyjnych, wrzucił niedopałek pod buta, którego przygniótł twardą podeszwą, sugerując tym samym, że z Drug-onami na płaszczyźnie zapłaty się nie zadziera. — Chodź, królewno. Nauczę cię tego i owego o wyciskaniu ze ścierw życia — zagaił do Faith i ruszył w kierunku baru „Przyszłość” z anielskim uśmiechem na zdezelowanej przez starość mordzie. Czas wpuścić komuś wpierdol i zadecydować o jego przyszłości.


I've lost my patience,
When are you gonna decay.
avatar





Yury
Wieczny    Biomech
GODNOŚĆ :
Wcześniej Kido Arata, teraz Yury. Czasem Wujek Menel (c)Chyży.


Powrót do góry Go down


Re: Puk, puk, zamawiał pan zemstę? [Yury x Faith]

Pisanie by Faith on Nie 18 Mar - 23:10
Beatrice wysłuchała opis wyglądu ich celu z tak kamienną twarzą, jak się tylko dało - chociaż z każdą chwilą na jej usta cisnął się kolejny uśmiech. Gdy skończył, wzrok anielicy skupił się na Żurym, jako iż miała wrażenie, że ten opis zaskakująco mocno jej kogoś przypominał... Tylko nieco w lustrze, bo kilka elementów do końca nie pasowało. Sprawiało to jednak, że ta wciąż miała ochotę zaklaskać i pogratulować Wiecznemu nowej rzeszy fanów.
Ale się powstrzymała, bo miała robotę do wykonania.
Przyjrzała się raz jeszcze mężczyźnie i dopisała też krótkie określenia, które w niedalekiej przyszłości pomogłyby im rozpoznać nagiego panicza w tłumie, coby, jak to ładnie określił Yury, nigdzie nie spierdolił. W jej głowie dosłownie odtworzyła się ta wypowiedź z jakże przyjemnym dla ucha głosem mężczyzny, co tylko potęgowało śmieszne odczucia.
Chodź, królewno.
Ten początek wystarczył, aby całkowicie ją wybić z toru na chwilę. On nazwał ją królewną, co za piękny dzień! Beatrice teatralnie zakręciła się i przyłożyła dłoń do czoła, jakby miała się zaraz zapaść pod ziemię ze wstydu.
- Ach, mój zdolny rycerzu, tak przy ludziach? - widać jak na dłoni było, że tylko się wygłupia, ale ma z tego wielką radochę - Zaraz się zarumienię... Prowadź i nauczaj mnie, jak to robić zawodowo. Kto nie nauczy mnie tego lepiej, jak ty?
Tak, gdyby tak przyjęła jego minę i sposób bycia, to nikt by jej nie podskoczył. Z tym, że byłoby to straszne.
- ale nie wiem, czy sama dojdę. Czy mój wspaniały smoczy rycerz zabierze mnie na misję~? - spytała wręcz zaskakująco zalotnie, podchodząc do Wiecznego, aby następnie zaskakująco pewnie wymusić, aby mogła się mu wcisnąć w objęcia - Zaprowadź mnie, skarbie.


włoski/łacina (#23395c) | japoński (#395038)
UWAGA: wybór między włoskim a łaciną w pierwszym poście każdego wątku. Jeżeli nie mówi po japońsku, stara się to nadrobić gestykulacją, mimiką bądź prostymi rysunkami.
avatar





Faith
Kontraktor   Anioł służebny
GODNOŚĆ :
Beatrice; przedstawia się jako Faith.


Powrót do góry Go down


Oczy nagusa rozszerzyły się z przerażenia, gdy dotarło do niego, że właśnie opisał swojego wybawiciela. Syknął z bólu, ale nic nie powiedział. Przytaknął tylko prędko, gdy Yury kazał mu pozostać na miejscu. I tak musiał pilnować brata. Zatoczył się, lecąc na krewnego, ale udało mu się zachować równowagę. Przykląkł przy nim, rzucając odchodzącym uważne spojrzenie. Ale tego już nie widzieli.

Droga do "Przyszłości"... była dość nudna. Ta garstka osób, które minęli po drodze nie wyglądała, jakby miała zadrzeć z Aratą, nawet jeśli niósł uroczą anielicę niczym Smok swojego Jeźdźca. Powoli zbliżyli się do lokalu, który wydawał się być jeśli nie wypełniony wymordowanymi, to przynajmniej aktywny o tej porze. Nie było w sumie czemu się dziwić, knajpa była kotwicą, która utrzymywała pozory ucywilizowania wszystkich degeneratów z Apogeum. W końcu jeśli piją jak ludzie/świnie, to znaczy, ze są jak ludzie, prawda?
Zbliżywszy się do wejścia przypomnieli sobie, że ich poprzedni nieudolny i ostro popierdolony Pradawny narobił przed swoją śmiercią sporo szumu w owym przybytku. A to mogło źle rokować, jeśli kolejne Smoki przybyły, by wypytywać o lokalizacje podejrzanych typów.

Termin: 22.03.2018r. 20:00


Idzie Ivoś koło drogi
nie ma ręki ani nogi...

standardowa mowa (#34563c) głos | szał berserkera (#673c34)
X OTP, X
avatar





Ivo
Eliminator
GODNOŚĆ :
Ivo "Alpakivo" Bergsson


Powrót do góry Go down


Na twarzy Wiecznego ukazało się niezrozumienie. Prześlizgnął zdezelowane spojrzenie po obliczu anielicy, a po chwili namysłu wzruszył ramionami, niemal nie wyczuwając jej ciężaru ciała.
Powinnaś używać wygodniejszego obuwia, ślicznotko — stwierdził, kalkując w myślach jej położenie, ale doszedł do błyskotliwego wniosku, że to zapewne buty był źródłem problemu Faith, ale łaskawie nie zrzucił jej z ramion, ba, z nietypowym jak dla siebie entuzjazm zaakceptował jej skłonności zabójcze, nawet w swojej wspaniałomyślności poszedł o krok dalej. Posadził ją na swoich barkach. Teraz to ona miała przewagę. Górowała nad innymi ludźmi, tworząc nad głowę biomecha cień, który chronił go przed toksycznym urokiem słonecznych promieni, bo nawet jego dobroć miała wyraźne granice.
W drodze do baru nie przelała się krew niewinnych istnień. Najwidoczniej zerkająca na wszystkich z góry niebieskowłosą pełnił role czegoś na wzór odstrasza, ale w końcu - u kresu ich wędrówki - musiała się rozstać ze swoim nowym, dwukołowych podjazdem. Żury odstawił ją bezpiecznie na piaszczyste podłoże, a jego wzrok spoczął na obskurnym budynku.
Sirion, tuż przed swoją śmiercią, doprowadził właściciela tego przybytku do zaawansowanego ataku epilepsji, więc najlepiej udawać przyjaźnie nastawionych do świata przejezdnych — rzucił w kierunku drobnej dziewczyny, chowając zwisający z szyi kieł za podkoszulek, w ramach kompromisu. Otóż nie chciał, by na twarzy poczciwego Boba odcisnęło się piętno złość. Zresztą miał ochotę skonsultować suchość w gardle z piwem.


I've lost my patience,
When are you gonna decay.
avatar





Yury
Wieczny    Biomech
GODNOŚĆ :
Wcześniej Kido Arata, teraz Yury. Czasem Wujek Menel (c)Chyży.


Powrót do góry Go down







Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 1 z 6 1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Powrót do góry

- Similar topics