Strona 5 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Go down


Czekając na odpowiedź Lilly rozglądała się zdenerwowana dookoła. Wszędzie było tylu nieznanych jej ludzi, a przydałoby się wejść z nimi choć w małą interakcję. Jednak jej wewnętrzny strach nie pozwalał jej na zbyt dużo. Odpowiedź nie nadeszła od Skoczka, a od samego Jahleela. W pierwszej chwili wpatrywała się w niego z lekkim zdziwieniem. Nie sądziła, że mężczyzna usłyszy pytanie zadane Pudlowi. Skinęła głową w odpowiedzi na to, że już zdążyła zapamiętać imię jegomościa. "Są przyjaciółmi?" ciche pytanie zamajaczyło gdzieś w z tyłu głowy wymordowanej. Dla prawie każdego taka odpowiedź znaczyłaby, że można zaufać brunetowi. Jednak w przypadku Lilly to nie było takie łatwe. Jej o wiele trudniej było zaufać komuś zaufanemu aniżeli obcej osobie. Po ciężkiej walce wewnętrznej nakłoniła samą siebie to choćby cienia ufności w stronę nieznajomego. Ból głowy oraz ogólna dezorientacja wcale nie pomagały jej podczas potyczki, ale jakoś się udało. Kiedy Jahleel wyciągnął w jej stronę swoją rękę z filiżanką przez chwilę się zawahała. Jednak po kolejnej krótkiej walce z samą sobą wyciągnęła ostrożnie rękę po naczynie. Następnie uważnie przytknęła brzeg filiżanki do ust tak, aby nie rozlać wody. "To tylko woda." próbowała uspokoić samą siebie. Jednak kiedy ciecz zwilżyła jej wyschnięte usta Lilly szybko wypiła zawartość filiżanki. Poczuła się o wiele lepiej. W końcu spragniona roślinka to smutna i słaba roślinka.
-Dzi-dziękuję.-powiedziała oddając mężczyźnie jego własność.
Ponownie zaczęła się rozglądać choć jednym z głównych punktów, w których mimowolnie kierował się jej wzrok był Ezechiel. "Ciekawe czy mnie poznał..." cicho przeszło jej przez myśl. Sama nie wiedziała czy ponowne pojawienie się w jego życiu było dobrą opcją. Uwagę Lilly jednak szybko przykuły zgaszone nagle pochodnie. Na schodach w ciemności pojawiła się sylwetka, która w większości przypomniała humanoidalną postać. Chociaż jej głowa nie do końca przypomniała znane wymordowanej kształty. Kiedy nieznana postać zastukała kosturem w posadzkę, Lilli aż lekko zadrżała. Niespodziewane dźwięki to nie jest coś za czym przepadała. Szczególnie, że często wywoływały u niej fale strachu. Wtem sylwetkę i część pomieszczenia rozjaśniło oślepiające światło bijące z kostura... małpo-człeka. Chociaż bardziej małpo-jaszczurko-człeka? Groteskowa postać w dodatku nosiła na głowie... wiadro. Lilly zaczynała się zastanawiać czy przypadkiem ktoś nie rozpylił tutaj jakieś gazu "rozweselającego". Ów jegomość okazał się nosić miano Babuuuuna przez długie "u", który należy do kultu "Złotego Babuna". Absurd całej tej sytuacji coraz bardziej zaczynał wydawać się wymordowanej jakimś bardzo nieśmiesznym żartem. Wysłuchała reszty wypowiedzi stworzenia nie do końca wiedząc czy przyjąć to co mówi jako prawdę czy patrzeć na to z przymrużeniem oka. Dla własnego bezpieczeństwa wolała uznać, że była to prawda. W końcu przezorny zawsze ubezpieczony. Kiedy już myślała, że absurd choć na chwilę dobiegł końca, karuzela nadal się kręciła. Babuuun uznał, że picie herbaty jest barbarzyńskie, ale już popicie pocisków snajperskich herbatą nie... Dziwny system wartości. Widząc jak pociski znikają w ustach stworzenia, snajperskie serduszko Lilly aż zabolało. Takie marnotrawstwo.
-Panie Babuuunie.-zebrała się w sobie-Skoro są cztery różne ścieżki, w czterech różnych kierunkach to w jaki sposób mamy zmieniać składy grup? Wszystkie ścieżki są jakoś ze sobą połączone?-zapytała nie do końca wiedząc w jaki sposób mieliby się wymieniać.
Wzrok Lilly ponownie zaczął błądzić po pomieszczeniu. Zatrzymał się na twarzy Liama, który wpatrywał się w nią z jakiegoś powodu. Nie usłyszała pierwszego zdania, więc nie do końca wiedziała o co może mu chodzić. Dopiero kiedy pomachał do niej ręką i zapytał czy pójdzie z nimi powolnym krokiem podeszła i dołączyła do ich małego kółeczka chociaż stała bliżej charta aniżeli dwójki Spec'ów.
-Mogę z wami pójść.-odparła nieśmiało-Lilly.-przedstawiła się idąc śladem towarzysza chociaż nie podała prawdziwego imienia.
W aktualnej sytuacji możliwość rozpoznania jej przez Ezechiela wzrosła i to drastycznie. Chociaż zawsze istniała opcja, że o niej zapomniał jak każdy z czasów jej ludzkiego żywota albo fakt, że podała inne imię niż to którym posługiwała się dawniej zbije go z tropu. Gdzieś w głębi swojego roślinnego serduszka, jakaś cząstka dziewczyny liczyła jednak, że mężczyzna ją pozna. Zwróciwszy uwagę, że jedna z grup już wybrała drogę, którą obierzę do wyboru zostały im już jedynie trzy ścieżki.
-To którędy idziemy?-zapytała spoglądając na swoich towarzyszy.


0066ff- mowa
głos
myśli
avatar





Lilly
Doberman     Opętana
GODNOŚĆ :
Haru "Lilly" Hoshiko


Powrót do góry Go down


Uradował się słysząc pozwolenie z ust zwierzchności. Do tej pory przygotowany był na długie kazanie odnoszące się do szkodliwości dymu w zamkniętych pomieszczeniach oraz truciu nie do końca przyzwyczajonych do smolistego powietrza osób. Dzięki fajce, będzie w stanie wyznaczyć innym nową granicę miedzy sobą i swoją nietykalnością. Interakcje i próby komunikacji sprowadzając niemalże do zera.
Nim jednak zdążył sięgnąć po susz, coś zupełnie nieprzypominającego człowieka, pojawiło się na sali. Nie był fanem ani zwierząt, ani wymordowanych. Takie dziwolągi były wypadkowymi poważnych błędów ludzkich oraz ingerencji w boskie dzieło. Czy był brzydki? Nie potrafił stwierdzić. Czy silny? Gdyby wiedział co tak właściwie wyciągnął z metalowego patyka, że tak mu zasmakowało, to może miałby jakiś przybliżony schemat. Czy niebezpieczny? O, na pewno... bez pozwolenia zabrał Jahleelowi filiżankę. Mniejsza o to, że Hayaiel poczułby ulgę gdyby owa po całej tej wyprawie nie wytrzymała napięcia i po prostu się rozbiła. Osobiście, nie chciałby nigdy przykładać ust do owego przedmiotu. Nie po tylu użytkownikach.
Ręka sama zacisnęła się na rękojeści miecza. Czy to była prowokacja? Gdyby Jahleel zechciał, Hayaiel zrobiłby mu drugą. Taką samą. Albo nawet fioletową, jeśli lubił ten kolor. Sam nigdy nie przywiązywał się do rzeczy. Czymkolwiek by one nie były, zawsze miał nowe. Zmieniał przedmioty jak rękawiczki, na zasadzie - polizane, zaklepane. Gdybyś wszedł do jego domu bez pytania, nagle by się okazało, że wyszedłbyś z połową asortymentu. Może nawet krzesłem i kawałkiem podłogi, jeśli wydałbyś się mu wyjątkowo nieczysty. W jego odczuciu filiżanka przestała należeć do zwierzchności w chwili, w której opuściła jego dłonie. Niemniej jego odbiór świata był mocno zachwiany, zatem starał się nie ingerować nadto, bez wyraźnego polecenia.
- Jahleelu... czym były te owoce? - Zapytał o naboje, pochłonięte ze smakiem przez domniemanego Babuuuna. Niestety, nie był pewien czy ten w ogóle dosłyszał jego słowa, niespodziewanie zbliżywszy się do przeciwnika. Hayaiel miał wątpliwości.  Po takich dyplomatycznych pogawędkach na desperacji, jego brat zazwyczaj wracał z kolejnym śladem zębów na tyłku, albo zadrapaniem na brzuchu, sugerującym próby dobrania się do jego serca przez żołądek. Jak zostanie potraktowany tym razem?

Jestem chory, wiec anielskie eseje zostawię sobie na następny raz.


avatar





Hayaiel
Anioł Zastępu
GODNOŚĆ :
Hayaiel


Powrót do góry Go down


Dwa drobiazgi.
Z racji, że parę osób zgłosiło, że nie da rady się wyrobić, a i grupy są z deka w rozsypce - przedłużam termin do piątku. Tylko proszę, naprawdę sklejcie te składy c:
Na prośbę użytkownika - Ailen zostaje wykluczony z rozgrywki. Powodzenia z rzeczami ważno ważnymi o7
Za to odpowiedź dla Lilly uwzględnię.... Chyba dziś!





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Poza Ivo i Lazarusem nie znała tu nikogo. Wszystkie mordki były tak obce jak to miejsce, w którym wylądowała ze swoim tygrysem. Powoli przelatując każdego delikwenta wzrokiem sprawdzała na swój sposób widoczny ekwipunek i mierzyła parametry. Eze przykuł jej uwagę na dłużej zwłaszcza że okazywał się być towarzyszem Eliminatora. "Świetnie kolejny SPEC.. i nie wygląda na przyjemniaczka.." przemknęło jej przez myśl. Odrzuciła opcję dołączenia się do Ivo już ja starcie zaraz po przebudzeniu. Z Lazarusem też nie planowała iść, nadal byli w konflikcie. Lilly wyrwała jej pytanie prosto z ust. Też się zastanawiała nad tym jak mają się zmieniać składami. A przy tym jeśli to w ogóle było możliwe to modliła się by nie trafić ani na Fifi a już tym bardziej na Szweda, jak potrafiła przewidzieć zagrania Borisa to za cholerę nie była w stanie ogarnąć co siedzi w głowie Ivo.
Widząc jak Babuun 'czaruje' swoją laską to aż uniosła brew. Rozejrzała się po wielkiej komnacie raz jeszcze i wróciła do sylwetki dziwnej hybrydy. "Będzie ciekawie.. baaardzo ciekawie.. a przynajmniej na to liczę.." dodała w myślach rozbawiona tym że Eze stracił jeden magazynek naboi. "Nie idziemy z twoim kundlem?" usłyszała w głowie myśli swojego tygrysa. "Nope.. Zobaczymy kto z kim i gdzie pójdzie, może będzie jakaś ścieżka tylko dla nas.." odpowiedziała mu sunąc dłonią po jego grzbiecie, przeczesując przyjemną w dotyku sierść. "Nie ma nic złego w zaufaniu obcej osobie.. teraz jest to nawet wskazane.." nie odpowiedziała już na tą myśl. Wróciła na powrót do zabawy w obserwatora.


Mowa: #0099ff
avatar





Angel
Wtajemniczona
GODNOŚĆ :
Angel Lacour de Fanel


Powrót do góry Go down


// budzi się ostatni pijak i sekciarskie zastępstwo Aliena
Otworzyła oczy.
Skryta pod czerwonym materiałem, zwinięta w kłębek plecami do ściany, leżąc gdzieś na szarym końcu wielkiej sali. Była ostatnią osobą, która jeszcze nie wybudziła się ze swojego głębokiego snu, ale zdawać by się mogło, że mimo ogólnego rozgardiaszu, nikt nie zauważył ostatniej ofiary absolutnie niecnych babunowych czarów.
Przez płótno prześwitywało światło pochodni. Zesztywniałą ręką zsunęła go z twarzy, wyściubiła nos na powierzchnię i rozejrzała się po sali z miną niedźwiedzia, którego wybudzono z zimowego snu. Białe włosy rozsypały się w nieładzie wokół lekko zaczerwienionej od duchoty twarzy. Z początku sennie zmrużone oczy, z każdą chwilą rozszerzały się coraz bardziej. Serce zaczynało przyśpieszać, pobudzając zamroczone letargiem ciało. Przyśpieszało, bo nie miało zielonego pojęcia, gdzie się jego właścicielka znajduje. Głosy powoli zaczynały do niej docierać, stopniowo coraz głośniej i wyraźniej, odbijając się echem od ściany, przy której leżała, zmieniając się w jeden wielki chaos piętnastu tonów.
Zasnęła na mszy?
Podniosła się na łokciach, zamrugała kilkukrotnie. Podniosła do ręki materiał, którym była otulona, i odrzuciła go na bok z lekkim obrzydzeniem. Ostatnim, co pamiętała, była jej własna chłodna cela i ciepłe światło zapalonej świecy oświetlającej w półmroku karty zatęchłej księgi, którą czytała. Nie kładła się przecież wtedy do snu. Chciała przeczytać tylko jeden rozdział, a potem pójść na wieczerzę, wziąć udział w wieczornej mszy i pomodlić się w pewnej intencji.
Podniosła się niezdarnie. Długa, czarna szata nie ułatwiała niczego, choć szeroki kaptur znalazł swoje zastosowanie w zręcznym zakryciu lekko napuchniętej przez sen twarzy i rozsypanego warkocza. Chłód sztyletu, który trzymała stabilnie przywiązany do uda, uspokoił ją odrobinę. Nic jej się nie stało i nerki miała przy sobie, więc prawie na plus.
Powiodła spojrzeniem po sali, ale zdawało jej się, że nie zna tutaj nikogo, co tylko dodatkowo podniosło ciśnienie krwi dziewczyny. To wszystko wyglądało właściwie całkiem znajomo, niemal jak zbiorowisko sekciarzy czekających na poświęcenie baranka.
Ah, czekaj…





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Włoszka cały czas przyglądała się Jahleelowi, kiedy ten zdecydował się ponownie coś powiedzieć, tym razem widocznie kierując swoje słowa DOGS. Nie wyłapała do końca tego, co powiedziała Lilly, ale po jego odpowiedzi mogła założyć, iż nie do końca ufała ona nieznajomemu. Sama chwilę temu przecież spoglądała na niego podejrzliwie, w pełni rozumiała jej obawy.
Skoczek dalej nic nie mówił, stąd chciała się spytać Ailena, czy mógłby im zdradzić, skąd jego zna...
Ale Ailena nie było.
- Charcie? - spytała niepewnie, rozglądając się po sali, próbując wychwycić zagubionego psa. Widziała kątem oka, że jej wesoły koleżka od Łowców dorwał trzy osoby i ruszył w stronę schodów, ale przecież nie była jego opiekunką, nogi mu może nie odrąbią. Zainteresowała ją natomiast nowa osoba, która pojawiła się praktycznie zaraz po tym, jak zniknął Ailen.
Kojarzyła ją, stąd niepewnie zbliżyła się do dziewczyny, marszcząc brwi. Cholera, dalej za dobrze nie widziała, ten kac, czy co to w końcu było, było zbyt mocne, musiała zapisać, żeby nie imprezować z Babuunami zbyt często.
Myśl wpadła do jej jakże uroczej główki dopiero po dłuższej chwili, którą spędziła na chamskim gapieniu się na jasnowłosą.
- Patrzcie, kogo to widzą moje oczy. - rzuciła, dalej przyglądając się dziewczynie - Witamy na ekspedycji ufundowanej przez Kult Złotego Babuna. Babuuun, bo nie Babun, będzie naszym przewodnikiem, przynajmniej na tę chwilę. Powitaj go i schowaj filiżanki, jeżeli nosisz je przy sobie.
Nie wyciągała ręki, bo nie była jej cholernym księciem na koniu, mogła co najwyżej zareagować, jakby poprosiła. A tak to czekała, aż Anais się ogarnie, bo trzeba było dalej myśleć, co robić.
Jeżeli trzeba myśleć, zostaw to Pudlowi, komputer ogarnie.



Słyszysz ten dziwny język? Kursywa podpowiada wam, że w tym momencie ktoś wymawia to zdanie w języku włoskim. Jednak znika po chwili - i już wiesz, że Nove wróciła do japońskiego.
avatar





Nove
Bernardyn     Opętana
GODNOŚĆ :
Federica Vanessa Carramusa.


Powrót do góry Go down


Mina Ezechiela kiedy zabierano mu naboje przewinęła się od wyrazu zdziwienia w stylu "Co tu się odjaniepawliło?", przez szok związany z tym, że Babuun skonsumował jego naboje po minę zbitego psiaka, no bo... TO COŚ ZEŻARŁO MU JEDEN MAGAZYNEK. JEDEN MAGAZYNEK MNIEJ NA TEJ CHOREJ MISJI i chyba tylko absurd tej sytuacji sprawił, że te uczucia szybko minęły. Westchnął głęboko i głośno, wyszukał sobie po kieszeniach papierosy oraz zapalniczkę. Wyciągnąwszy jednego papierosa z całej paczki w jednej dłoni i ująwszy zapalniczkę w drugą, przysunął on oba przedmioty do swojej twarzy - przy czym jeden koniec papierosa wylądował w jego  ustach - po czym zapalił go, schował zapalniczkę i spojrzał gdzieś. No i, jak to bywa w jego wykonaniu, miał kurewskie szczęście. Oto bowiem ukazała mu się persona, która na początku wydała mu się halucynacją. Rozejrzał się szybko wokół i spojrzał nawet na swojego papierosa, ale akurat TO wydawało się całkiem realne. W tym i jego ubranie. Tym samym na tą chwilę odrzucił ideę, że to jakiś wybujały sen czy halucynacja i wrócił do obserwacji tejże dziewczyny...
Dziewczyny, która według jego rozumowania powinna być martwa. Ostatni raz Haru widział przed tą misją, z której już nie wróciła, jakieś dwadzieścia lat temu. Pieprzone dwadzieścia lat temu, a ona nie dosyć, że wygląda na żywą, to jeszcze wybitnie dobrze się czującą. Wyobraźcie sobie w tym momencie minę Ezechiela, który po prostu zamienił się w biblijny słup soli. Wpatrywał się w nią, z dosłowną pustką w głowie. Jego mózg, rozum, dusza, nic nie potrafiło ogarnąć możliwości, w wyniku której przeżyła to, co ją spotkało według raportu z misji...
Chyba że ktoś kłamał lub - co gorsza - jest wymordowaną. I ta myśl sprawiła, że Judę przebiegł zimny, wyjątkowo nieprzyjemny dreszcz. Dreszcz związany z tym, że być może to nie jest ta sama Haru, jak ją pamięta. Dreszcz związany z tym, że ta Haru może go nie pamiętać lub, co gorsza, będzie chciała go zabić. W końcu jest tylko człowiekiem ze S.SPEC-u. Pewnie takich zjada na śniadanie...

Z tych myśli wyrwał go dźwięk słów Ivo, a dokładniej jak wypowiada jego imię. Wręcz odruchowo do niego podszedł, jak szeregowiec do sierżanta, nie mający co z sobą zrobić i proszący o jakiś przydział. "Nie mający co z sobą zrobić" to zresztą ładny eufemizm słów "przerażenie", "paniczny strach" i "niepokój". Tak, Ezechiel po raz pierwszy od dawna odczuwał prawdziwy strach. Było to po nim widać, choć na pierwszy rzut oka ciężko było stwierdzić co to dokładnie za uczucie. Mocno zbladł, zaś jego ekspresja przypominała raczej kamień, niż cokolwiek żywego. Zesztywniał też i wprawdzie rzucał okiem na Lilly, ale był w tym bardzo konserwatywny.

Nie tyle co bał się jej, co tego, jak go zapamiętała i co w związku z tym zrobi.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


W pewnej chwili jeden z członków Dogs zniknął, natomiast na jego miejscu pojawiła się niemal jaśniejąca piękność. Była to dosłownie kwestia mrugnięcia okiem, niemniej jednak Babuun przez długie „u” wstrzymał oddech i obie łapy-ręce przycisnął do twarzy, robiąc przy tym minę niczym postać ze sławnego obrazu o wdzięcznym tytule „Krzyk”. Dopiero po paru sekundach zwrócił uwagę na Jahleela. Spojrzał na anioła, z ociąganiem przeniósł spojrzenie na filiżankę, anioła, filiżankę… Zrobił zrezygnowaną minę i wywrócił oczami niczym — niesłusznie w swoim mniemaniu — skarcone dziecko, po czym niezidentyfikowaną siłą magiczną pochodzącą z kostura oddał filiżankę.
 No dobrze już, dobrze. Babunia czasem nie pozwala nam dotykać zastawy i nie mamy w czym pić herbaty. – Kostur raz jeszcze uniósł się i Babuun magią przesunął Izzy w kierunku Jahleela. –  Tak tak, musicie szybko się podzielić. Im bliżej siebie są skupiska pomniejsze, tym gorzej dla was. Jesteście jak stary ser w lodówce Złotego Babuna.  – Skrzywił się zupełnie tak, jakby miał w głowie faktyczne zjawisko tego typu. Przesunął spojrzeniem na anioła dzierżącego harfę i można było odnieść wrażenie, że marszczy brwi.
 – Gustowny mebel, z jakich stron przybywa? – Zapytał z żywym zainteresowaniem, jednak lada moment nadeszło pytanie ze strony Lilly.
 –  Mój drogi pierożku, wesprę was moją mocą. Nie jest nawet w połowie tak wielka jak moc Złotego Babuna, a i zdarza się, że w czasie teleportacji niektórzy nogi czy ręce tracą – Dziwnym trafem spojrzeniem przeszło na Lazarusa, w dodatku bardzo oceniające –  to głowy nikt jeszcze nie zgubił. Musicie działać szybko, żebym przetasowań mógł dokonywać bezpiecznych.


dodatkowe:
Kicamy @@





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


 Nascela śledził lot filiżanki, aż w końcu naczynie wylądowało w dłoni prawowitego właściciela naczynia. Wycofał dłoń z rękojeści i dopiero wtedy zabrał głos w sprawie mebla, acz uważał, że to spory nietakt z ust mieszkańca tego domostwa nazywać takim mianem ten szlachetny instrument.
 — To nie mebel — odezwał się, w celu naprostowania punktu widzenia Babuuna. — To instrument muzyczny, zwany harfą, Babuunie — wyjaśnił. — Był używany już w starożytności. W Egipcie, Sumerze oraz Babilonie — sprecyzował w ramach odpowiedzi na zadane pytanie przez, z braku lepszego określenia, mężczyznę, po czym zamilkł, nie demonstrując mu jej działania, ani nie proponując tego. Nie takie było ich zadanie w tych czterech, zapełnionych obcymi istnieniami ścianach.



I can't control myself, don't know who I've been
And who is this monster wearing my skin?
avatar





Nascela
Anioł Zastępu
GODNOŚĆ :
Horizon Blythe


Powrót do góry Go down


Szczerze mówiąc nie uśmiechało jej się iść z nieznajomymi – skoro energia jednostki była dla tego całego Złotego Babuna niewyczuwalna, to przecież najlogiczniej było, aby wszyscy poszli osobno. Nie rozumiała skąd w nich taka potrzeba uformowania grup, ale cóż... Skoro zagadał, to nie wypadało w sumie porzucić tej radosnej trójeczki. Chociaż naprawdę ją korciło. I w sumie... już miała zaoponować, kiedy w magiczny sposób na sali pojawiła się... Anais?
Mayari przełknęła ślinę, natychmiast narzucając na głowę z powrotem kaptur. W pomieszczeniu naszpikowanym wrogami ostatnią istotą jaką pragnęła zobaczyć była jedna z kapłanek kościoła.
- Dołączę do was.- Rzuciła, w sumie niepytana o w ogóle o opinię. Zupełnie jakby mężczyzna po prostu założył, że pójdzie. Chciał się bawić w drugiego opiekuna wycieczki? Jego sprawa, Mayari mogła z chęcią przystać zarówno na jego liderowanie jak i na pomysł szukania skarbca w podziemiach. Miała w sobie coś ze sroki, lubiła błyskotki – cóż poradzić.
A skoro to była szansa, żeby uciec przynajmniej na pewien czas przed rozpoznaniem – nic tylko dziękować Ao za ten przeblysk opatrzności.
Dlatego też ruszyła wraz ze swoją drużyną pierścienia ku wielkiej przygodzie.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Anioły nie kłamią. Nieprawda nigdy nie może wyjść z ust posłańców boskich. Nie powinno zatem nikogo dziwić, że nie odpowiedział na pytanie blondynki. Z resztą nie bardzo też miał jak. Skupiony na Babuunie, pozwolił, aby kwestia nagłej zmiany języka przebrzmiała bez echa czy reakcji ze strony bruneta.
Skinął lekko głową w ramach podziękowania, kiedy małpiatka oddała filiżankę. Obmył ją odruchem wodą, ale nie chciał robić tego już zbyt bezczelnie na oczach Babuuna. Zatem dokładniejsze mycie zostawił na potem, póki co chowając naczynie do torby.
- Dziękuję.
Karcony wymordowany wyglądał naprawdę dziecinnie. Ot, typowy, obrażony i naburmuszony chłopiec. Na swój sposób uroczy nawet, jeśli niespełna rozumu.
- Przykro mi to słyszeć. Wierzę jednak, iż Hayaiel z przyjemnością przygotuje wam zestaw filiżanek. - Co to dla niego? Nawet się nie zmęczy, a wymordowani nie będą przynajmniej kraść rzeczy Jahleela. Nie wspominając, iż picie herbaty to dobry nawyk.
Wrócił uwagą do Isabel oraz Nasceli. Ciężko, aby nie, kiedy ktoś podsuwa ci anielicę pod bok, wręcz zmuszając do wspólnej podróży wgłąb kompleksu świątynnego.
- Bo jesteś mądrą i rozważną dziewczynką. Oraz Nascela cię poprosił. - I nawet się  uśmiechnął. A to już święto lasu, kiedy anioł zastępu unosi usta w jakimkolwiek pozytywnym grymasie. Rzadziej niż Nascela uśmiecha się chyba tylko Jahleel.
Brunet wrócił do swoich Roszpunek, zamierzając omówić z nimi plany na najbliższą przyszłość. Wilk zaś obwąchał ostrożnie powietrze wokół Babuuna, zanim zorientował się, iż nie ma przy nim anioła. Szybko zatem oddreptał, kręcić się przy nogach właściciela.
- To nie były owoce, Hayaielu. To proch zamknięty w metalu. Bardzo niszczycielska i bardzo nierozważnie traktowana przez ludzi broń. - Stanowczo zbyt lekko do niej podchodzą, aby to było bezpieczne.
Zebrawszy swą drużynę marzeń, pierścienia czy inną eskadrę orła, skierował się ku schodom prowadzącym na górę. Zatrzymując dopiero, kiedy dojrzał znajomą twarz, do której jeszcze się nie przyznał. Podobnie jak do Mayari. Obie kobiety nosiły hańbiące, zielone szaty. Obie były wciąż do uratowania z rąk sekty, w co Jahleel głęboko wierzył. I do obu zdecydował się nie podchodzić, aby nie zdradzić ich w razie przez Nascelą. Teraz jednak, widząc zagubienie na twarzy nawróconej anielicy, postanowił złamać dane samemu sobie słowo.
- Wygląda na to, że znaleźliśmy się w czymś w rodzaju świątyni "Złotego Babuna". Tam stojący Babuun przedstawił nam się jako kapłan owego zgromadzenia. Określił nas jako wybrańców swego - hm - przywódcy, którzy mają przejść próby. Ceną za trud są obiecane nagrody oraz otwarta droga do wyjścia. Wspominał też coś, iż nie mamy wyboru, a jak tego nie zrobimy, nadejdzie koniec świata. - Streścił grzecznie kobiecie, unosząc dłoń w ulotnym, bardo szybkim geście "na mnie nie patrz, mnie nie pytaj, ja też nie wiem, co mu odbiło".
- Nalega, abyśmy podzielili się w mniejsze grupki i rozwiązali zagadki, zostawione przez złotego. Ja od siebie dodaję, byśmy w miarę możliwości współpracowali. - Dodał jeszcze, ale nie zostawał zbyt długo przy Anais. To była subtelna wiadomość, nakłaniająca do trzymania się razem. A przynajmniej na tyle, aby członkowie sekty nie próbowali podnosić rąk na anioły. Konflikty są im zbędne, szczególnie, że podobno mają się jeszcze wymieniać w obrębie grup. Przynajmniej nie będą zostawieni w samotności, jak już raz Jahleela i jego Roszpunki potraktowano. Chyba bruneta zaczynały męczyć samozwańczy kapłani, obrońcy, szamani albo inni szarlatani szastający magicznymi sztuczkami na lewo i prawo. Im szybciej przejdą te absurdalne próby, tym szybciej stąd wyjdą, zmniejszając prawdopodobną szansę na pozabijanie się.
Lilly została napojona. Anioł nie mógł się powstrzymać przed delikatnym położeniem dłoni na jej głowie, kiedy przechodził obok wymordowanej. I wtedy stała się rzecz niepokojąca. Ailen... Zniknął. Niemalże jakby rozpłynął się w powietrzu. Brunet odwrócił się, aby spojrzeć na włochatego organizatora tego spotkania. Ironiczne. Mówi się, że czyj cyrk, tego małpy, a tutaj małpa rządzi cyrkiem.
- Czy mogę wiedzieć, co to ma znaczyć? - Oczywiście, że się zmartwił. Sam Babuun wspominał o odcinanych kończynach, a tu w nicość rozpływa się cały Chart. To niepokojące. - Czy wszystko z nim w porządku?
Odczekał na odpowiedź, a jeśli była zadowalająca, poszedł schodami na górę i w prawo.

Grupa: Jahleel, Hayaiel, Nascela, Izzy.
Kierunek: Góra, prawo.



When the sky above us fell
We descended into hell
avatar





Jahleel
Zwierzchność
GODNOŚĆ :
Jahleel


Powrót do góry Go down







Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 5 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Powrót do góry

- Similar topics