Ogłoszenia podręczne » KLIKNIJ WAĆPAN «

 :: Misje :: Retrospekcje :: Archiwum


Strona 6 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Go down

Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 6 Empty Re: Outsider [Insomnia | Rhett]Pisanie on Wto Cze 26, 2018 1:19 am
Warknęła z frustracją, opierając przedramiona prostopadle na kolanach. Bezużyteczne dłonie zwiesiły się żałośnie pośrodku, niezdolne do poradzenia sobie z tak prozaiczną czynnością. Szkoda, że tak trudno było zdobyć buty na rzepy, bo taki wynalazek z pewnością przydałby się wymordowanej. Brzmi trochę głupawo, jakby nie umiała wiązać sznurówek, jednak w praktyce właśnie to rozwiązanie sprawdziłoby się najlepiej. Kilka godzin na zrośnięcie złamanych paliczków, a przynajmniej kilkadziesiąt minut, żeby dało się ich chociaż ostrożnie używać. O żadnych bójkach oczywiście nie było na razie mowy.
Z początku strzeliła w Rena rozdrażnionym spojrzeniem przymrużonych oczu, jednak szybko odzyskał przychylność dziewczyny, gdy z własnej inicjatywy uporał się z problemem. Wtedy też na twarzy Leather pojawił się wdzięczny uśmiech, a palcem wskazującym lewej ręki stuknęła chłopaka w czubek nosa. Tak, ten akurat nie był złamany.
- Dzięki.
Chwilę później w centrum uwagi młodzieży znalazł się klucz, a co ważniejsze - sposób znalezienia zamka, który otwiera. Istniało co prawda ryzyko, że nie uda im się nigdy tego dociec, ale nawet taka wizja zdawała się nie zrażać żadnego z nich. Nie, nawet jeśli misja była skazana na niepowodzenie, nie odpuściliby sobie choćby próby jej realizacji. To była jedna z tych rzeczy, które bardzo się Nayami podobały w nowym koledze i zwiastowały początek bardzo owocnej przyjaźni.
- Po zapachu będzie ciężko... - zaczęła z powątpiewaniem. Woń samego klucza raczej nie doprowadzi ich do tego, co otwiera, może co najwyżej dać jakąś mierną wskazówkę. Wytropienie zaś ścieżki, którą przybył dryblas byłoby zbyt wielkim wysiłkiem i też niekoniecznie przyniosłoby oczekiwany rezultat. Bóg jeden wie, gdzie mięśniak łaził i kiedy ostatnio znajdował się w miejscu, w którym interesujący ich klucz mógłby się przydać. Prawdopodobieństwo uzyskania odpowiednich informacji było zbyt małe, by ten plan w ogóle wcielać w życie.
- O, moglibyśmy spróbować się czegoś dowiedzieć. - Drugi pomysł brzmiał już o wiele lepiej, a przede wszystkim - łatwiej do zrealizowania. Może niekoniecznie musieli rozpytywać o mężczyznę w sposób tak bezpośredni, jak momentami podpowiadałaby to wyobraźnia, ale przy zastosowaniu odrobiny sprytu mieli szansę dowiedzieć się więcej o tym, kim był ich przeciwnik, z kim trzymał i skąd pochodził. Jak to mówią: po nitce do kłębka, a więc trzeba było zacząć, żeby odnaleźć kolejny element układanki. Z pewnością nie będzie łatwo, jednak Nayami miała przeczucie, że w dobrym towarzystwie nawet perspektywa porażki nie malowała się wcale w smutnych barwach. Możliwość przeżycia fantastycznej przygody była na wciągnięcie ręki, wystarczyło tylko po nią sięgnąć...


Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 6 ISU5hC7
                                         
Insomnia
Maltańczyk     Opętana
Insomnia
Maltańczyk     Opętana
 
 
 

GODNOŚĆ :
Nayami Leather


Powrót do góry Go down

Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 6 Empty Re: Outsider [Insomnia | Rhett]Pisanie on Wto Cze 26, 2018 8:38 pm
Zamachał ogonem na boki, wzniecając w powietrze spore chmury kurzu. Opadły tak samo szybko, jak złość Nayami. Brzmienie podziękowania wprawiłoby puchatą kitę w jeszcze szybszy ruch, gdyby w porę nie złapał jej w dłoń i nie przycisnął do siebie. Jeszcze przez chwilę wiła się ruchem wściekłej żmii, by następnie zamrzeć w spokoju.
Po zapachu będzie ciężko...
Zadumał się na dłuższą chwilę, cały czas studiując wzrokiem klucz. Każdą plamę rdzy, załamanie, niemal niezauważalne wgniecenia. Śmierdział żelastwem i wnętrzem kieszeni, w której był trzymany. Może odrobiną krwi, która zdążyła przesiąknąć przez materiał spodni i dotknąć jego nierównej powierzchni. Nieme przytaknięcie zawisło w powietrzu, gdy powoli skinął głową.
Dobra — rzucił w końcu, podnosząc się wpierw na kolana, a następnie do pionu. Podniósł zmięte zdjęcie, nieśmiertelniki, nóż i zegarek. Wszystko prócz ostatniego upchnął do kieszeni.
Chodźmy. Myślę, że właściciel może ich znać — wyciągnął do niej rękę, oferując pomoc. Nawet jeśli nie powinna mieć problemu ze wstaniem. Zrobił o automatycznie, wykazując się może grzecznością, może kulturą a może przyzwyczajeniem, którego Desperacja jeszcze nie wypleniła.

---

Przez czas, który spędzili na zewnątrz lokal nie zmienił się ani odrobinę. Obecnie nawet bardziej rozrywał się w szwach, wypełniony różnoraką klientelą. Nie dziwił się temu — wraz z nastającym wieczorem każdy bar zyskiwał na popularności. Właściciel tej budy zgodnie z przypuszczeniami lawirował między ciągle napływającymi zamówieniami, po drodze nie gardząc zabawieniem jednej z wielu siedzących przy ladzie panienek. W pierwszej chwili całkowicie zignorował zainteresowaną jego osobą młodzież. Dopiero kolejne słowa sprawiły, że stanął w miejscu, w jednej ręce dzierżąc brudną od kurzu szklankę w drugiej szmatę, której zmierzał w następnej sekundzie użyć.
Dave nas przysłał — naczynie stuknęło o blat, gdy starszy mężczyzna spoglądał wpierw na całą sylwetkę a dopiero później na dwubarwne tęczówki szczyla, który śmiał przerwać mu pracę. Pomięte zdjęcie wylądowało tuż obok pustego szkła. — Jego kumpel padł. Kazał nam zanieść informację w odpowiednie miejsce.


Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 6 Pine_threes_f2u_by_ao_no_lupus-d9ydzfl
Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 6 Q1-1528134252
Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 6 Q2-1528134392
                                         
Rhett
Kundel     Opętany
Rhett
Kundel     Opętany
 
 
 


Powrót do góry Go down

Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 6 Empty Re: Outsider [Insomnia | Rhett]Pisanie on Wto Cze 26, 2018 11:34 pm
- Możliwe - przytaknęła, szykując się do wstania. Z ochotą przyjęła pomoc w tymże przedsięwzięciu, uważając na to, by na wyciągniętej ku sobie ręce oprzeć się bardziej wnętrzem dłoni, tak by nie narażać złamanych kości na dalsze uszkodzenia. W moment podniosła się i podskoczyła tuż nad ziemią, a zaraz potem ruszyła sprężystym krokiem tuż za towarzyszem śledztwa. Do baru nie było daleko i z pewnością o tej porze był nadal pełen rozgadanej klienteli. Jeśli nawet nie właściciel, to może kto inny kojarzył grupkę mięśniaków lub chociaż tego jednego, o którym potrzebowali się nieco dowiedzieć. Bądź to bądź tak pokaźnych typków trudno było nie zauważyć, więc może ktoś kojarzył skąd przyszli albo gdzie jeszcze można było ich spotkać. Każda informacja mogła ich doprowadzić bliżej rozwiązania zagadki, a o to przecież chodziło.
Zgodnie z oczekiwaniami, lokal nadal tętnił życiem, tak że momentami nawet ciężko było się przebić przez tłum. Kiedy wreszcie przecisnęli się do kontuaru, należało uczciwie odczekać swoje, nim barman w ogóle zwróci na nich uwagę. O wiele ważniejszą sprawą było podawanie napojów tym, którzy za nie płacili i pilnowanie, by nie działy się żadne podejrzane sprawki. Dwójka dzieciaków mogła przecież zaczekać, aż zapracowany człowiek upora się ze wszystkimi bieżącymi sprawami... no chyba, że jednak mieli coś interesującego do zaoferowania.
- A po kie licho Dave miałby przysyłać was do mnie, hę? - Mężczyzna zmierzył młodszego podejrzliwym wzrokiem, by po chwili wrócić do leniwego przecierania szklanki. - Jakby nie mógł sam tego załatwić, leniwy skurwiel - warknął jeszcze pod nosem. Może nie do końca dowierzał deklaracjom chłopaka, może też zwyczajnie nie chciało mu się skierować młodzieży w odpowiednie miejsce, tak czy inaczej - na razie nie wyglądał na takiego, co by się podzielił informacjami. Co gorsza, gotów zaraz oddalić się do swoich zajęć, jeśli nie utrzymają jego uwagi i być może szansa na odnalezienie tego, co klucz otwiera, przepadnie bezpowrotnie.
- Nam tego nie powiedział, - wtrąciła się w tym momencie Leather, wzruszając lekko ramionami, - ale mówił, że musi teraz załatwić coś innego. Akurat trafił na mnie, a że się znamy, mógł mi przekazać to zadanie. - Spojrzała wymownie na właściciela baru. Nie dalej jak godzinę temu osobiście przekazywała mu ważny towar w imieniu DOGS, powinien więc zapamiętać tak charakterystyczną osobę jak ona. W kilka sekund wyraz twarzy mężczyzny zdradził, że istotnie młoda wymordowana została w jego pamięci, bo uśmiechnął się cwaniacko i pokiwał głową.
- No dobra dziecko, to co tam chcieliście? Przekazać informację, mhm... - zamyślił się na moment, najwyraźniej przywołując odpowiednie dane z odmętów umysłu. - Kojarzycie ruiny miasta na wschód stąd, pół godziny w kierunku gór? - zaczął, przyciszając głos, tak by przekazywane przez niego informacje nie dotarły do żadnych niepożądanych uszu. Dopiero uzyskawszy potwierdzenie, kontynuował. - Banda Dave'a często się tam kręci, mają tam jedną z kryjówek. Nie próbujcie włazić na chamca, najpierw znajdźcie strażnika. Zawsze ktoś pilnuje ich terenu, a oni najpierw podrzynają gardła, a potem zadają pytania - wyjaśnił, po czym wyprostował się z konspiracyjnego nachylenia ku młodzieży i jak gdyby nigdy nic odstawił wypolerowaną szklankę na odpowiednie dla niej miejsce. Na tym jego pomoc się skończyła, jako że do kontuaru właśnie podszedł kolejny spragniony klient, od razu przyciągając uwagę barmana. Dzieciarnia pozostała z garstką danych, ale zawsze był to jakiś trop.


Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 6 ISU5hC7
                                         
Insomnia
Maltańczyk     Opętana
Insomnia
Maltańczyk     Opętana
 
 
 

GODNOŚĆ :
Nayami Leather


Powrót do góry Go down

Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 6 Empty Re: Outsider [Insomnia | Rhett]Pisanie on Sob Cze 30, 2018 1:27 pm
Ze zniecierpliwieniem stukał palcami w blat, oczekując momentu, w którym barman poświęciłby im należytą dawkę uwagi. To nie tak, że gdzieś im się spieszyło. Wymordowany zwyczajnie czuł się nieco wciśnięty w podłogę przez serię nieprzychylnych spojrzeń. Po dłuższym zajmowaniu jednej całkiem nonszalanckiej pozycji zaczynał nabierać wrażenia, że ponad połowa baru zdążyła się niepotrzebnie zainteresować dwójką młodzieży. Nie zebrał w sobie na tyle odwagi, by omieść resztę lokalu wzrokiem.
A po kie licho Dave miałby przysyłać was do mnie, hę?
Patrząc na jego obecny stan — zdecydowanie nie powinien w ogóle ich zaczepiać. A jako że czyny nieuchronnie szły w parze z konsekwencjami, wspomniany przywódca musiał się z nimi zmierzyć. Dlatego w obecnej chwili to właśnie oni dopytywali barmana o szczegóły, a nie gryzący piach Dave.
Dźwięczny głos Nayami uniósł dwubarwne ślepia na oblicze dziewczyny. Przypatrywał jej się nienachalnie, gdy rzucała luźne wytłumaczenia. Raz jeszcze trafił na okazję ujrzenia mocy gangu i dowód na to, że sama żółta chusta wzbudzała respekt. Wcale się temu nie dziwił, a już tym bardziej po poznaniu stojącej tuż obok członkini.
Promienny uśmiech przez chwilę błądził po jego licu, gdy mężczyzna udzielił im potrzebnych informacji. Wymordowany dołożył jednak wszelkich starań, by byle skurcz mięśni twarzy nie wzbudził w nikim podejrzeń. Zamiast tego zgarnął wcześniej ułożone na barowym blacie zdjęcie i wcisnął w kieszeń między całą resztę skarbów. Klucze oraz nieśmiertelniki zabrzęczały i absolutnie nikt nie zwrócił na to uwagi. Wtedy Renard pomyślał, że to kiedyś doprowadzi och do grobu. Prawdopodobnie wcale się nie pomylił.
To było niezłe — przyznał od razu po trzaśnięciu drzwi wyjściowych. Zerknął na nią tymi swoimi wypełnionymi entuzjazmem oczami i machnął ogonem równie energicznie, co przed zabawą w gubienie towarzystwa.
Chodź, będziemy jak Skoll i Hati. Ukradniemy im słońce i księżyc — pominą jedynie to, że jedno mogli im już zabrać pozbywając się Dave'a. Może był słońcem tej grupy?
Droga nie zajęła im pół godziny, tak jak zakładał barman. Upłynęła o dziesięć minut szybciej, ale to mogła być kwestia młodzieńczego zapału i niewyczerpanych pokładów energii. Toteż po przystanięciu z gęstymi krzewami i grubymi pniami wyschniętych drzew wciąż mieli zapewnioną nie najgorszą widoczność.
Nie widzę żadnego strażnika — mruknął z wyraźnym powątpiewaniem. Patrząc w dół, zastanawiał się nawet, czy aby na pewno dobrze trafili. Banda w dole nie przypominała Dave'a i jego dwójki kumpli — w przeciwieństwie do nich ludzie maszerujący o szarych kępach trawy byli normalnej budowy. Żadne z nich nie szczyciło się brakiem szyi i żyłami wybrzuszonymi pod skórą jak osobny organizm. Mężczyzna z lokalu nie okłamał ich przynajmniej w przypadku tego, że między ruinami rzeczywiście ktoś stacjonował. W kilku brudnych szybkach świeciło mdłe światło.


Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 6 Pine_threes_f2u_by_ao_no_lupus-d9ydzfl
Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 6 Q1-1528134252
Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 6 Q2-1528134392
                                         
Rhett
Kundel     Opętany
Rhett
Kundel     Opętany
 
 
 


Powrót do góry Go down

Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 6 Empty Re: Outsider [Insomnia | Rhett]Pisanie on Nie Lip 01, 2018 11:50 pm
Nie pokładała wielkich nadziei w swoich grubymi nićmi szytymi kłamstewkach, a tu taka niespodzianka - barman jednak dał się przekonać. Nawet nie spodziewała się, że tak łatwo pójdzie, jednak niczym nie dała tego po sobie poznać. Żaden mięsień nawet nie drgnął na twarzy wymordowanej, nim właściciel przybytku nie odwrócił się od nich, wracając do swoich zwyczajnych obowiązków. Dopiero wtedy przywołała minę pełną zadowolenia z siebie i charakterystyczny, cwaniacki uśmieszek. Bądź co bądź ten sukces był zasługą nie tylko znanej powszechnie żółtej chusty, ale przede wszystkim odrobiny daru przekonywania, który dziewczynie udało się z siebie wykrzesać. Nigdy nie uważała się za mistrzynię w sztuce manipulacji, a wręcz przeciwnie; najczęściej obracała się w środowisku osób, które zbyt dobrze ją znały, by dać się nabrać na jakiekolwiek sztuczki. Może czasem udało się wyłudzić jakiś przysmak z kuchni czy przysługę od któregoś styranego wujaszka, jednak była to bardziej zasługa rodzinnych więzi niż rzeczywistych umiejętności. Ten zaś przypadek zapisywała sobie na konto z najwyższą dumą i szczerym przekonaniem, że tak zdobytej informacji nie mają prawa zmarnować.
- Wiem, wiem. Normalnie należy mi się aplauz i pokłony, ale nikt poza tobą tego nie słyszał. - Zamarkowała rozczarowanie, w rzeczywistości ciesząc się z tego, że jej wysiłek został zauważony i doceniony. Tak naprawdę milsze było dobre słowo od jednego Rena niż wyrazy uznania od całego zgromadzonego w barze tłumu. Gdyby komplementy powodowały realny wzrost, a nie tylko ten metaforyczny, Nayami z pewnością zyskałaby teraz dobrych kilka centymetrów, a nie tylko zadowoloną minę i sprężysty krok. Bardziej skupiona postawa zastąpiła tę wesołość dopiero wtedy, kiedy zaczęli się zbliżać do wskazanego przez mężczyznę miejsca.
Trudno powiedzieć, czego się spodziewała po kryjówce "bandy Dave'a" - czymkolwiek ona była - ale chyba nie grupki całkiem normalnie wyglądających osób. Ta trójka, którą wcześniej wyprowadzili w pole, składała się przecież z kompletnych półgłówków. Ci, których widać było teraz, raczej nie dadzą się tak łatwo wykiwać parze młodzików.
- Też nie widzę, ale pewnie gdzieś jest - odparła półszeptem, wciąż z uwagą rozglądając się po okolicy. - Przecież chyba nie wejdziemy tam jak gdyby nigdy nic. Jeśli rzeczywiście ktoś tu pilnuje terenu, musimy go znaleźć - podkreśliła. Co prawda wcale nie przychodzili z wieściami od koleżki Dave'a i niekoniecznie była potrzeba ujawniania swojej obecności komukolwiek, to jednak bezpieczniej byłoby założyć, że obszar ruin jest obserwowany. Barman wydawał się całkiem rzetelnym źródłem informacji, tak przynajmniej można było przypuszczać, skoro zdobył element zaufania DOGS w sprawie interesów. Tak czy inaczej problem pozostawał taki, że żadnego strażnika nie było widać ani słychać, a gdyby takowy gdzieś był, głupstwem byłoby pakować mu się prosto pod muszkę. Musieli zachować ostrożność.
- Masz jakiś plan?


Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 6 ISU5hC7
                                         
Insomnia
Maltańczyk     Opętana
Insomnia
Maltańczyk     Opętana
 
 
 

GODNOŚĆ :
Nayami Leather


Powrót do góry Go down

Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 6 Empty Re: Outsider [Insomnia | Rhett]Pisanie on Wto Lip 03, 2018 1:31 am
Z cichym cmoknięciem usiadł na ziemi. Nie minęła sekunda, a plecy również uderzyły o kruchą trawę. Przeciągłe "hmm" pełne niewypowiedzianych gdybań opuściło usta, gdy wypuszczał nimi powietrze. Patrząc na zebranych w dole ludzi, naprawdę zaczynał nabierać, że Dave był słońcem tej... zbieraniny.
Może w całej swojej głupocie był im pożytkiem? — nawet nie zauważył, kiedy niewinna myśl odziała się w wyraźne słowa i wyszła na spotkanie wieczornej ciszy. Nim się ocknął, było już za późno. — Może odstraszał z kumplami drapieżniki. Kto by się nie przeraził muskularnego trio?
Nieco żartobliwy ton oraz błysk w dwubarwnych ślepiach bronił się sam. Zresztą wypowiedziane słowa same w sobie powinny utwierdzić dziewczynę w przekonaniu, że nie mówił poważnie. W tym świecie ilość mięśnie nieczęsto szedł w parze z rzeczywistą potęgą. Pozostawał jedynie kiepskim dodatkiem całej reszty. Niekiedy nawet — tak jak w przywołanym wyżej przypadku — utrudniał przeżycie.
Przekręcił się na brzuch w akompaniamencie przeciągłego pomruku. Szurający po ziemi ogon poruszył kilkoma zaschniętymi liśćmi. Szeleściły podobnie do kartek zapełnionych pomysłami, które wertował w głowie prędkim tempem. Żadne z nich nie chciało sterczeć całą noc w wątpliwym ukryciu między krzakami. Nawet jeśli w dobrym towarzystwie. (gdyby ktoś pytał — mógłby spędzić z nią czas nawet w najgorszych warunkach i odpowiedź byłaby całkowicie szczerza)
Teoretycznie moglibyśmy po prostu grzecznie podejść i spytać o strażnika, ale patrząc na tamtą trójkę... — westchnienie. — Nie wiem, czy kultura osobista do nich przemawia — podzielił się swoimi wątpliwościami na głos. Kolejne kilka sekund przeznaczył na rozważenie wszystkich za i przeciw przedstawionej opcji. Koniec końców i tak nie czuł się w pełni przekonany.
Myśląc nad kolejnym scenariuszem, obserwował rosnące cienie drzew.
Moglibyśmy też podejść od tyłu i poszukać pustego budynku. Z tamtej strony nie wyglądają na strzeżone, chyba mają za mało ludzi? — mówiąc, wskazywał jej ręką odpowiednią trasę. Ku tyłom budynków nie ruszała żadna z urzędujących w dole osób. Musieli mieć jakiś powód. — Ale mogą tam też stacjonować strażnicy. Brzmi sensownie?
Pstryknięciem odrzucił mniejszy patyczek na bok. Dopiero wtedy obrócił twarz na bok, spoglądając ku Nayami.


Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 6 Pine_threes_f2u_by_ao_no_lupus-d9ydzfl
Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 6 Q1-1528134252
Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 6 Q2-1528134392
                                         
Rhett
Kundel     Opętany
Rhett
Kundel     Opętany
 
 
 


Powrót do góry Go down

Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 6 Empty Re: Outsider [Insomnia | Rhett]Pisanie on Czw Lip 05, 2018 9:27 pm
Skulona i przykucnięta za gęstymi krzewami, z pewnym zainteresowaniem przyglądała się swojemu towarzyszowi zbrodni. Miał w sobie coś, co na chłopski rozum nazwałaby nadmiarem energii, choć pewnie istniało na to jakieś mądre, oficjalne pojęcie. Nie sposób było nie zauważyć, że chłopak praktycznie cały czas jest w ruchu; normalnie Nayami przejawiała bardzo podobny styl bycia, jednak teraz podobno się ukrywali... cóż, możliwe że na niektóre rzeczy nie ma rady. Na szczęście obozowisko było dość daleko, a większość szmerów w lesie dało się zrzucić na obecność mniejszych zwierząt czy podmuchy wiatru. Poza tym, jakoś nie potrafiła zachować prawdziwej, niezbędnej przy akcji zwiadowczej powagi, skoro w pamięci wciąż miała zwalistą sylwetkę Dave'a, jego bełkotliwy głos i pulsujące wściekle żyły. Na samą myśl o tym komicznym człowieczku chciało jej się śmiać, tym bardziej że mimo pewności siebie, agresji i całej kupy mięśni on oraz jego dwaj koledzy nie dali rady parze młodzików. Ocenić to jako ich cudowne zdolności, czy też dyspozycja bandy była niewystarczająca? To pewnie pozostanie zagadką...
- To raczej jasne. My się nie przestraszyliśmy - wtrąciła, posyłając towarzyszowi łobuzerski uśmiech. Jeśli Dave i kumple mieli siać postrach wśród mieszkańców Desperacji, to chyba wyjątkowo im nie szło. Cóż, może wypadliby lepiej, gdyby herszt grupy opanował nieco podstawy dykcji. Trudno drżeć przed czyimiś groźbami, skoro nawet się ich nie dosłyszy.
Ważniejszą sprawą od niedawnych przygód był jednak w tej chwili ich dalszy los, a konkretniej plan, jaki mieliby mieć na swoje kolejne poczynania. Zdobyli co prawda klucz i udało im się dowiedzieć, gdzie mogą szukać kryjówki Dave'a, jednak te informacje nadal nie dawały im żadnej gwarancji, że znajdą to, po co tu przyszli. Tym trudniej, że ruiny wcale nie były opustoszałe, co zmuszało do dodatkowej ostrożności. Najbardziej optymistyczny scenariusz zakładał, że uda im się przemknąć niezauważenie do starych budynków i korzystając z nieobecności ich mieszkańców, co nieco w nich poszperać.
- Najlepiej, żebyśmy jak najdłużej pozostali niewykryci - stwierdziła nieco w oderwaniu od toku rozmowy. Nieświadomie skierowała wzrok na szurający to w tę, to w drugą ogon i skupiła się na nim na wpół przytomnie. W wyobraźni odtwarzała teren, który zdołali zaobserwować ze swojego ukrycia i próbowała ułożyć plan, który pozwoliłby im dopiąć swego.
- Moglibyśmy zajść ich od tyłu, tak... - kontynuowała, kiwając zgodnie głową na sensowną propozycję. - Podejdziemy bliżej i zorientujemy się, czy tamtej strony ktoś pilnuje. Jeśli tak, będziemy musieli ustalić nowy plan, ale najpewniej spróbujemy się ich po cichu pozbyć, jeśli to będzie możliwe. Gdyby nikogo nie było, wślizgujemy się do środka i szukamy.
Niespodziewanie wyciągnęła rękę i złapała kiwającą się na boki kitę, unieruchamiając ją w miejscu. Na kilka sekund zamarła, po czym wreszcie przeniosła wzrok z powrotem na ruiny. Na chwilę obecną chyba nic więcej nie dało się wymyślić - mieli za mało informacji. Należało więc zdobyć ich więcej lub działać na żywioł, a obie te ścieżki wymagały ruszenia się z miejsca. Nie minęło więc długo, nim wypuściła puchaty ogon z zaciśniętych palców, omijając spojrzeniem twarz towarzysza.
- Chodźmy - zakomenderowała sucho, skupiona na zadaniu. Prześlizgnięcie się na niemalże drugą stronę terenu i pozostanie przy tym niezauważonym było dla Leather zadaniem na tyle trudnym, że musiała mu poświęcić całe swoje skupienie.


Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 6 ISU5hC7
                                         
Insomnia
Maltańczyk     Opętana
Insomnia
Maltańczyk     Opętana
 
 
 

GODNOŚĆ :
Nayami Leather


Powrót do góry Go down

Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 6 Empty Re: Outsider [Insomnia | Rhett]Pisanie on Wto Lip 10, 2018 11:27 pm
Pod wieloma względami był jak szczeniak. Głównie jednak przez to, że zazwyczaj nie potrafił usiedzieć w miejscu dłużej, niż kilku sekund. Mięśnie w końcu zaczynały drgać podskórnie, jakoby dając znać, że czas coś zrobić, dosłownie cokolwiek — poruszyć rękami, ogonem, zmienić pozycję. Mógłby składować te pokłady energii i później sprzedawać. Prawdopodobnie dorobiłby się tym systemem sporego majątku.
Najlepiej, żebyśmy jak najdłużej pozostali niewykryci.
Przyznał jej rację skinieniem głowy. Zbyt zajęty śledzeniem trasy jednego z ludzi, który postąpił niebezpieczny krok w stronę ich kryjówki, nie zdobył się na żadną żywszą odpowiedź. Mężczyzna pokonał metr w stronę skrytej młodzieży, przyspieszając procesy myślowe ich obojga. Kończyny zamarły w bezruchu, gotowe w każdym momencie skorzystać z wyćwiczonych umiejętności ucieczki. Ale nie było takiej potrzeby. Obozowicz schylił się jedynie do zwisającej luźno sznurówki i oplótł ją wokół drugiej — to zacisnęło usta wymordowanego w wąską linię.
Dobra. Jeśli rzeczywiście nikogo tam nie będzie, to wybierzmy budynek, w którym światła będą zgaszone. Większe prawdopodobieństwo, że okaże się pusty — lub właściciel pogrążył się we śnie, ale tego już nie dodał na głos. Podejrzewał, że nawet mimo wyczulonych zmysłów domownika byli w stanie przekraść się przez pokoje bezszelestnie.
Złapany za ogon niemal podskoczył w miejscu. Od razu skierował pełnie niezrozumienia spojrzenie na lico dziewczyny, doszukując się nań jakichkolwiek wyjaśnień. Nie powiedziała ani słowa, nie wyglądała też na złą. Pozostało mu przekrzywić głowę na bok i przełknąć zaległe na języku pytanie. Nie było sensu ani czasu.
Ruszył za nią jak wierny pies. Gdy tylko wstała, on również to uczynił, bezwiednie przemykając opuszkami po sierści, która jeszcze sekundę temu tkwiła w uścisku jej dłoni. Może liczył, że dotyk dostarczy niewypowiedzianych odpowiedzi. Nie dostarczył. Niewiedza pozostawiała za sobą dziwną pustkę.
Bezdźwięczne zejście w dół zbocza okazało się wyzwaniem. Co rusz drobne kamyki leciały miniaturową lawiną. Niekoniecznie za ich sprawą — porywisty wiatr (kiedy w ogóle z subtelnych powiewów zrobiła się wichura?) miał w tym swój udział. Najwyraźniej wystarczył, by zapewnić dwójce wymordowanych bezpieczne dotarcie do celu.
Za budynkami nie było dosłownie niczego. Ani ludzi, ani zwierząt, ani nawet pojedynczego śmiecia. Renard zaczynał rozumieć, dlaczego to akurat Dave przewodził tej bandzie. Mimo odmiennego wygląda, wcale nie odbiegali od niego inteligencją. Tak to wyglądało na chwilę obecną.
Znalezienie lokacji wyglądającej na pustą okazało się nie być żadnym problemem. Wystarczyło zaledwie kilka kroków i przed oczami zamajaczyły brudne szkła szyb skąpanych w ciemności. Zasuwa okna szybko padła ofiarą zręcznych rąk, ustępując z cichym kliknięciem po odpowiednim potraktowaniu.
Wszedł pierwszy i rozejrzał się profilaktycznie. Nie badał wzorkiem struktury pomieszczenia, nie zachwycał się wyposażeniem, chodziło jedynie o to, by właściciel pozostał nieobecny. Wtedy dopiero wychylił tułów, wyciągając ręce do Nayami. Wskoczenie na wysoki parapet musiało być nieco ciężkie, gdy do użytku miało się połamane palce.


Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 6 Pine_threes_f2u_by_ao_no_lupus-d9ydzfl
Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 6 Q1-1528134252
Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 6 Q2-1528134392
                                         
Rhett
Kundel     Opętany
Rhett
Kundel     Opętany
 
 
 


Powrót do góry Go down

Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 6 Empty Re: Outsider [Insomnia | Rhett]Pisanie on Pon Lip 23, 2018 10:09 pm
Porównanie do szczeniaka byłoby bardzo trafione i pewnie tłumaczyłoby, czemu instynkt podpowiadał Nayami, że chłopakiem należałoby się zaopiekować. Sama też była na podobnym etapie rozwoju - ciężko nie być wiecznym dzieckiem, kiedy dorosłość czasem nie zaczyna się nawet po przekroczeniu tysiąca lat żywota - ale od małego była nauczona dbania o psią gromadkę. Jako młodzik przede wszystkim miała słuchać starszych i troszczyć się o młodszych oraz równych sobie, a Renny idealnie wpasowywał się w tę kategorię (nawet jeśli do gangu jako-tako nie należał... jeszcze). Nawet bierne przyglądanie się jego zachowaniom wydawało się ciekawe, bo wciąż coś się działo. Właśnie dlatego wcześniej nie mogła się skupić i wręcz musiała zmusić go do chwili spokoju, bezpardonowo unieruchamiając merdającą w te i wewte kitę. A licho wie, czy poruszający się w zaroślach obiekt nie przyciągnie czyjejś uwagi? Ryzykowali naprawdę wiele z każdą sekundą, z którą pozostawali w tym samym miejscu. Dobrze, że przynajmniej dłonie Leather odzyskały już podstawową sprawność i mogła normalnie używać palców, choć wciąż wywoływało to ból. Nikt by jednak nie miał o tym pojęcia, bo każdy przeszywający rękę spazm znosiła bez ani drgnięcia na twarzy. W znoszeniu i maskowaniu fizycznych cierpień miała w końcu kilkunastoletnią wprawę.
Skinęła głowa na przyjęty plan i powoli ruszyła w wybranym kierunku. Wiedziała, że chłopak będzie zaraz za nią i nie musi się martwić o pilnowanie, czy z tyłu nie nadciąga jakieś zagrożenie. Skupiła się na tym, by wybrać odpowiednią trasę i bezpiecznie okrążyć obozowisko, a następnie wyszukać przejście do któregoś z niepilnowanych budynków. Co ciekawe, tyły obozowiska okazały się zadziwiająco puste. Może nawet zbyt puste, to było aż podejrzane, żeby naprawdę nikt nie pilnował dobytku od tamtej strony. Brakowało im ludzi? Może byli tak pewni swojej sławy, że nie czuli potrzeby stosowania dodatkowych zabezpieczeń? A może kryła się tam jakaś pułapka...
Przepuściła towarzysza zbrodni przodem, jako że lepiej sobie radził z cichym włamem i rozeznaniem. Dopiero kiedy przekonał się, że w środku nie ma nikogo, pozwoliła pomóc sobie dostać się do pomieszczenia. Wewnątrz było dość ciemno, trzeba więc było odczekać chwilę, aż oczy przyzwyczają się do braku światła. Nawet podrasowane wirusem zmysły potrzebowały tych kilku-kilkunastu sekund, by dostosować szerokość źrenic i móc wypatrzeć cokolwiek w gęstym mroku. Przymrużyła nieco powieki, wyłapując po kolei zgromadzone w pokoiku przedmioty i meble. Typowa desperacka bieda, można by rzec, ale może znajdowało się tam coś wartego uwagi.
- Widzisz coś? - szepnęła, mając oczywiście na myśli coś w typie celu ich poszukiwań. W gruncie rzeczy mieli tylko klucz, a sam ten fakt niewiele mówił o zamku, który mógł otwierać: mogły to być drzwi, skrzynka, sejf czy nawet różowy pamiętnik z jednorożcem. Choć pewnie do tego kluczyk byłby tęczowy i pokryty futerkiem... no ale mniejsza.


Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 6 ISU5hC7
                                         
Insomnia
Maltańczyk     Opętana
Insomnia
Maltańczyk     Opętana
 
 
 

GODNOŚĆ :
Nayami Leather


Powrót do góry Go down

Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 6 Empty Re: Outsider [Insomnia | Rhett]Pisanie on Pon Lip 23, 2018 11:25 pm
Odsunął się na bok, by mogła swobodnie zeskoczyć z parapetu.
Pokój był prosty, dość biedny. Drewniana, nieco podniszczona podłoga, puste ściany w kolorze przybrudzonej bieli. W kącie stało łóżko okryte dziurawym kocem, ale miało materac, a to już samo w sobie wydawało się szczytem luksusu. Tuż obok znalazła się również szafa. Brakowało jednych drzwiczek, lecz w obecnych realiach ciężko było o osobę, która postanowiłaby marudzić na podobny mankament.
Przywierając bokiem do ściany, ruszył w kierunku drzwi. Klamka ustąpił po lekkim naciśnięciu, otwierając przed nimi możliwość zajrzenia do kolejnego pomieszczenia. Również ono okazało się pozbawione domowników. Budynek sprawiał wrażenie niezamieszkałego.
Nikogo tu nie ma — odszepnął niepewnie, jakby w obawie, że tymi słowami skusi los. Tak się nie stało. Cisza pomieszczenia pozostawała nieprzerwana, nawet dźwięki z zewnątrz wydawały się jakieś przytłumione. Może rzeczywiście mało kto tu zaglądał. Może ta niewielka grupa wolała gromadzić się na noc razem, chcąc tym zapobiec ewentualnemu niebezpieczeństwu. Niebezpieczeństwu takiemu jak dwójka niepozornych nastolatków. Dave i jego dwójka wiernych kompanów wiedzieli najlepiej, by nie lekceważyć nikogo. Szkoda, że nie mogli się podzielić tą wiedzą.
Ale mam pomysł — zaczął, powoli zamykając drzwi i wycofując się w kierunku Nayami. — Może szczęście nam dzisiaj sprzyja i okażą się równie głupi co ten cały Dave.
Wyprostował plecy, uprzednio zaglądając przez okno. Przed buszowaniem wolał się upewnić, że żaden przypadkowy patrol nie zauważy ruchu w jednym ze swoich budynków i nie postanowi podnieść alarmu. Nic jednak nie uległo zmianie. Tyły tak samo, jak kilka minut temu ziały pustką.
Gdyby ktoś tu nagle wparował i miał wątpliwości, powiemy, że Dave nas przysłał — wzruszył ramionami, siadając miękko na materacu. Ogon zaszurał po podłodze, wzniecając w górę drobny obłoczek kurzu. — Że zwerbował nas jako nowych członków, bo jeden z jego bliskich towarzyszy odszedł. Nie mógł przyjść z nami, ale na dowód podarował nam ten oto klucz i mieszkanie zmarłego, którego niestety nie mogliśmy odnaleźć w ciemności, dlatego kazał zatrzymać się tymczasowo tutaj. Brzmi wiarygodnie? — przekrzywił głowę na bok, wpatrując się w dziewczynę tym swoim roziskrzonym, pełnym energii spojrzeniem. Zaprezentowany plan mógł zadziałać, jeśli ktoś rzeczywiście postanowiłby się pofatygować. Na razie nic na to nie wskazywało.
Tymczasem możemy zobaczyć co jest w szafie. I w kuchni.


Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 6 Pine_threes_f2u_by_ao_no_lupus-d9ydzfl
Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 6 Q1-1528134252
Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 6 Q2-1528134392
                                         
Rhett
Kundel     Opętany
Rhett
Kundel     Opętany
 
 
 


Powrót do góry Go down

Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 6 Empty Re: Outsider [Insomnia | Rhett]Pisanie on Sro Lip 25, 2018 9:07 pm
Szkoda, ich nadrzędnym celem było pozostanie niewykrytymi przez kręcących się w pobliżu członków bandy. W przeciwnym wypadku mogliby się pokusić o pozbieranie większej ilości łupów, z których każdy z pewnością by się przydał. Na Desperacji o wiele częściej wchodziło się w posiadanie przedmiotów poprzez kradzież, bo przecież próżno wypatrywać sklepów. Jeśli już dochodziło do uczciwej wymiany handlowej, było z tym zazwyczaj sporo więcej roboty niż z prostym świśnięciem komuś fantu prosto z kieszeni. Ktoś mógłby wytknąć przeważające ryzyko podwędzenia nieswojej własności, jednak i "zakup" nie zawsze bywał uczciwy. Należało niezmiernie się pilnować, żeby nie dać się wyrolować, bo można było łatwo stracić wszystko.
Niestety, musieli działać sprawnie i w ukryciu; zdecydowanie warto było mieć plan B, na wypadek gdyby jednak komuś przyszło do głowy zajrzeć w te opuszczone progi i nakryć intruzów in flagranti. Skinęła głową, przyjmując przedstawiony pomysł bez większych zastrzeżeń. Do tej pory stała nieruchomo, uważnie strzelając wzrokiem ku różnym kątom pomieszczenia. W czasie gdy jej kompan sprawdzał, co znajduje się za drzwiami ona upewniała się, czy nikt nie nadchodzi z zewnątrz. Każdy podejrzany dźwięk natychmiast wzmógłby jej czujność, jednak nic takiego nie nastąpiło; przyjąwszy plan postępowania, mogli przystąpić do roboty.
- To ja się rozejrzę tutaj, kuchnia jest twoja - zdecydowała, pobieżnym ruchem dłoni wskazując na drzwi od rzeczonego pomieszczenia. Skoro już tam zajrzał chwilę temu, mógł równie dobrze objąć ów rewir w swoje posiadanie. Nayami zamierzała skupić się na miejscu, do którego weszli i przejrzeć je pomimo niezbyt sprzyjających warunków. Odpuściła sobie szukanie źródeł światła, zakładając że błysk w oknie tylko ściągnąłby na nich niepotrzebną uwagę. Musiał jej wystarczyć nikły poblask docierający do środka przez przybrudzone szyby, co w połączeniu z na wpół zwierzęcym wzrokiem powinno dać przynajmniej znośne skutki.
- No już, zmykaj - machnęła ręką, jakby chcąc przepędzić chłopaka ze sfatygowanego materaca. Uśmiechała się jednak niczym rasowy chochlik, gotowa kontynuować przygodę. Gdzie tu był czas na rozsiadanie się? Mieli zamek do odnalezienia! Ledwie więc wygoniła partnera w zbrodni do bardziej pożytecznego zajęcia, sama również zainteresowała się bliżej zawartością pokoiku. Skoro już była blisko łóżka, wzięła je na pierwszy ogień - pewnie nie prezentowało sobą niczego szczególnie fascynującego, ale od czegoś trzeba było zacząć. Przykucnęła więc na podniszczonej podłodze, co stare drewno przyjęło z cichutkim skrzypnięciem. Zajrzała pod przykrytą materacem metalową ramę, a dojrzawszy między kłębami kurzu duże, płaskie pudło, o mało nie pisnęła z zachwytu. Powoli, bardzo powoli wysunęła swoje znalezisko spod łóżka, od razu zdejmując tekturową pokrywkę. Ku jej rozczarowaniu, wewnątrz znajdowały się raczej same bibeloty.
A może nie? Ostrożnie przesunęła wszystkie bibeloty na jedną stronę pudełka, by chwilę później wybrać jeden na chybił-trafił. Podniosła przedmiot bliżej twarzy, by móc lepiej go dojrzeć. Zaraz jednak odłożyła bezużyteczny, niedziałający zegarek. W podobny sposób potraktowała wszystkie "skarby", które chyba bardziej pasowałyby na śmietnik niż w ręce Łowców Przygód. Podobny los spotkał jakąś szmatkę i metalowe puzderko z wyłamanym zawiasem. Zatrzymała się na dłużej dopiero przy malutkim notesie, który niestety okazał się zawierać zapisy w nieznanym jej języku. Odłożyła go jednak na materac, planując zając się problemem później. Reszta zawartości pudełka również nie okazała się zbyt ciekawa, jednak na razie pozostawiła je na wierzchu. Jej kolejną ofiarą miała stać się szafa, która aż zapraszała do oględzin, pozbawiona jednych drzwiczek.


Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 6 ISU5hC7
                                         
Insomnia
Maltańczyk     Opętana
Insomnia
Maltańczyk     Opętana
 
 
 

GODNOŚĆ :
Nayami Leather


Powrót do góry Go down

                                         
Sponsored content
 
 
 


Powrót do góry Go down

 :: Misje :: Retrospekcje :: Archiwum

Strona 6 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

 
Nie możesz odpowiadać w tematach