Strona 3 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Go down


Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 3 Empty Re: Outsider [Insomnia | Rhett]

Pisanie by Rhett on 17/4/2018, 20:44
- Zwierzaki niekoniecznie, ale była jeszcze jego córka, bogini umarłych — Hel. Według mitów uległa jedynie częściowemu rozkładowi, zachowując twarz i ciało żywej kobiety, natomiast jej nogi były kośćmi, niczym więcej - odparł, doszukując się w kartach pamięci jeszcze jakichś wzmianek odnośnie samej Hel, jak i pozostałych dzieci Lokiego. Na temat tej pierwszej słowa same cisnęły się na usta, niemal doprowadzając do nerwowego drgnięcia szczęk. Ostatecznie nie powiedział niczego, upominając przy tym samego siebie. Książki. Będzie miała okazję poczytać o tym w książkach. Zdobywanie wiedzy własnymi rękami mogło być równie ekscytujące, co pobieranie jej od innych. Tak uważał. W następnej sekundzie już zapomniał o wszystkim i klasnął w dłonie, przypominając sobie o czymś jeszcze. - Od Fenrira pochodziły dwa wilki, Sköll i Hati. Według wierzeń, gdy Sköll połknie Słońce, a jego brat Księżyc, rozpocznie się Ragnarök - upchnął ręce znów w kieszenie bluzy, nie chcąc nimi niepotrzebnie machać w całej tej radości z okazji do dzielenia się ulubionymi mitami. Nie był do końca pewien, jak mógłby wyglądać dzień, w którym zniknąłby zarówno księżyc, jak i słońce. Strzelał w całkowitą ciemność, jednak doświadczenie zdobyte poprzez przewertowanie wielu stron lektur podpowiadało, że mógł mieć rację, ale jednocześnie być w całkowitym błędzie.
Odsunął rękoma kolejne chaszcze, wzrokiem skanując każdy centymetr tej trawiastej dżungli. Gdyby nie pożółkła barwa i nieprzyjemnie chrzęszczący dźwięk, gdy źdźbła ocierały się jedno o drugie, to mógłby powiedzieć, że było całkiem ładnie. Do pełni szczęścia brakowało tylko pobudzających apetyt owoców, po które szli tu przecież od samego początku. Kolejny krok i patyk trzasnął sucho pod podeszwą buta, a choć dźwięk wcale nie był tak donośny, to zerwał z pobliskiego drzewa wszystkie ptaszyska. Trzepot skrzydeł jeszcze przez chwilę bił po uszach ich dwójkę, by po kilku długich sekundach umilknąć całkowicie i zostawić ich we wcześniejszej cichy, przerywanej tylko przez rozentuzjazmowane wypowiedzi. Zamarł na czas jednego wydechu, by wraz z ponownym napełnianiem płuc posłać Nayami przepraszający uśmiech.
„Widzisz, to już całkiem niezły początek”
Przebył kolejnych kilka metrów, cały czas nadstawiając uszy na słowa wypowiadane przez dziewczynę. Gęste trawsko w końcu ustąpiło, ukazując oczom wcześniej skrywaną część polany, czy tam cholera wie czego, bo szli już dość długo. Nie mógł się nie ucieszyć na widok kolejnej porcji krzewów, tym razem znacznie mniej oskubanych. Co najwyżej przez zwierzęta, żaden ślad ludzkiej ręki nie odcisnął na nich piętna.
- Jeśli nie masz większego problemu z wtłuczeniem krzesłu, gdy jesteś spokojna, to uwierz, za nic świecie nie chciałbym cię rozzłościć - i miał nadzieję, że podobna sytuacja nie będzie miała miejsca w najbliższej przyszłości. Przyspieszył nieznacznie, gdy w kąciku oka coś mignęło. Zaledwie chwilę trwało odnalezienie odpowiedniego krzaka i przyklęknięcie tuż obok. Dłużej natomiast zeszło na dokładnym oglądaniu ciemnych punktów między liśćmi, celem upewnienia się, czy aby na pewno trafili na to, na co trafić chcieli. Szurający po ziemi ogon i ukazane w uśmiechu zęby mogły zapewnić dziewczynę, że tak, trafili.
- No, mówiłem, że znajdę - materiał ciemnej chusty ślizgnął sam o siebie, gdy wymordowany odwiązywał supeł od szlufki spodni. Ułożył ją na ziemi, zaczynając nań układać zrywane owoce. Nie brał niczego innego, więc miała im później posłużyć za prowizoryczny pakuneczek. - Hej, może masz na to jakiś pomysł? Na tę awersję do psów?


Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 3 Pine_threes_f2u_by_ao_no_lupus-d9ydzfl
Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 3 Q1-1528134252
Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 3 Q2-1528134392
Spoiler:
Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 3 Tumblr_ocofavk1NK1r8bsyso4_250
Rhett





Rhett
Opętany

Powrót do góry Go down


Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 3 Empty Re: Outsider [Insomnia | Rhett]

Pisanie by Insomnia on 18/4/2018, 00:48
- To już chyba lepiej by było być zwierzakiem, niż mieć same kości zamiast nóg - stwierdziła, usiłując sobie wyobrazić podobną postać. W głowie Nayami postać skandynawskiej bogini wyglądała mało zachęcająco, szczególnie gdy do ogólnego obrazu kobiety dodało się ogołocone z żywego ciała kończyny. Jak w ogóle chodzić z czymś takim? W końcu skoro brakowało mięśni, tylko jakaś magiczna siła mogła pozwolić takiej istocie na poruszanie się. Cóż, w mitach i baśniach wszystko jest możliwe, nawet istnienie takiego maszkarona. Co jednak trzeba było mieć w głowie, żeby coś takiego wymyślić - tego nie wiedziała i nawet nie próbowała zgadywać.
- Wszystko w tych opowieściach jest takie wielkie... - zastanowiła się, mimochodem przerzucając włosy do przodu przez ramię i zaplatając sobie na nich luźnego warkocza. - Wąż, który otacza cały świat, wilki tak wielkie, że mogą połknąć słońce i księżyc... przecież gdyby coś takiego istniało naprawdę, każdy byłby w stanie je zobaczyć. - co tylko dowodzi, że te opowieści nie zawierały w sobie zbyt wiele prawdy. Prędzej ktoś napatrzył się na górę o osobliwym kształcie i wymyślił tego typu historyjkę, ale nic ponad to. Trzeba by było być kompletnie ślepym, żeby przeoczyć wilka tak wielkiego, że jego szczęki rozwierały się od ziemi aż po niebo. Piękny poetycki opis, ale w prawdziwym świecie kompletnie nierealny. A warto wziąć pod uwagę, że w czwartym tysiącleciu po Chrystusie miały miejsce takie zjawiska, które parę wieków wcześniej nie miałyby prawa bytu i byłyby postrzegane jako absolutna fantastyka.
- Tamto to było takie nic - machnęła ręką w wyrazie skromności, choć ta nie była nigdy jej mocną stroną. Uśmiechnęła się przy tym butnie, co zdecydowanie kontrastowało z owym gestem. - Czasami mam trochę problem z kontrolowaniem swojej siły, ale to mi się raczej nie zdarza bez powodu. Nie jestem żadna nienormalna, ani nic - podkreśliła, przyjmując na moment poważniejszą minę. Bardzo zależało jej na tym, żeby nie wywołać mylnego wrażenia; bywali tacy, dla których niszczenie było normą, a przemoc - czystą przyjemnością, jednak Insomnia brzydziła się takim gatunkiem. Owszem, często pozbywała się oporów, bywała nawet okrutna, jednak nigdy bez powodu. Zawsze musiał zaistnieć konkretny czynnik, który sprowokowałby wymordowaną do puszczenia hamulców i wykorzystania pełni swojej siły.
Żwawo wskoczyła w gęstwinę za swoim towarzyszem, który najwyraźniej coś zauważył. Fuchę tropiciela pozostawiła mu już jakiś czas temu, niezdolna do skupienia się na zbyt wielu rzeczach na raz. Zresztą, czyż nie powinien jakoś udowodnić swoich zdolności? Choćby w tak małej sprawie, ale to już o czymś świadczyło. Ucieszyła się więc, widząc że rzeczywiście udało im się znaleźć obszar jeszcze nie do końca splądrowany z darów natury. Nachyliła się tuż za chłopakiem, niemal włażąc mu na plecy i obserwując, jak wybiera kolejne owoce z krzewu.
- A masz tak tylko z psami, czy z innymi zwierzętami też? - zainteresowała się od razu. Ekspertem nie była, ale jeśli mogła podjąć próbę, to bardzo chciałaby pomóc. Nie wyobrażała sobie życia bez czworonożnych towarzyszy i żal jej było nowego kolegi, który wiele tracił z powodu takiej, a nie innej fobii. Może dało się wykorzenić z niego ten lęk jakąś prosta metodą, choć to pewnie będzie wymagało sporo czasu i cierpliwości...
- Pewnie trzeba by było zabrać się do tego małymi kroczkami. Wiesz, może gdybyś miał okazję spędzić trochę czasu z jakimś oswojonym psem, to byłoby ci łatwiej? Albo ze szczeniaczkiem, ojej... - roztkliwiła się na samo wyobrażenie, bo w końcu nie ma nic bardziej uroczego od małych zwierzątek. - No i na pewno by pomogło, gdybyś nie był sam. Kiedy nad zwierzęciem ktoś panuje, naprawdę nie ma się czego bać. A ja sobie świetnie z nimi radzę - oznajmiła dumnie, wsuwając ręce na ramiona swojego nowego znajomego. Dłonie splotła za jego karkiem, rozkładając się wygodnie i przybliżając nieco twarz, nadal z zainteresowaniem przyglądając się zbiorom. Sama na razie nie przyłożyła do nich nawet palca. Na usta dziewczyny wypłynął łobuzerski uśmieszek.
- Może to dlatego, że czują we mnie wilka.


Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 3 V9uo3sH
Insomnia





Insomnia
Kundel     Opętana
GODNOŚĆ :
Nayami Leather


Powrót do góry Go down


Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 3 Empty Re: Outsider [Insomnia | Rhett]

Pisanie by Rhett on 18/4/2018, 23:04
- Wąż oplatający ziemię i wilk dotykający szczękami nieba i ziemi brzmią lepiej. Hel wypada trochę gorzej w porównaniu z nimi - przyznał, kiwając pokrótce głową. Z dwojga złego wolałby chyba spotkać na swojej drodze kobietę pozbawioną tkanek w dolnej części ciała niż dwa tak ogromne potwory. Nie, żeby w obecnym świecie brakowało wielkich bestii, które usiłowały rzucić się do gardła pierwszej lepszej ofierze. Chwila spokoju była jak cholerny cud.
Dłużej zastanowił się nad kolejnymi słowami dziewczyny. I tym razem niestety nie doszedł do żadnego ciekawszego wniosku ani porywającej teorii. Po sekundzie kręcił już głową, pozwalając rozbawieniu unieść kąciki ust w lekkim uśmiechu. Dwa susy postawione z gracją wystarczyły do zmniejszenia odległości między nimi. Uniósł dłoń do ust, spojrzenie kierując na bok, jakby w krzakach czaiło się dziesięciu podsłuchiwaczy.
- Może się kamuflują. Albo są jak duchy - konspiracyjny szept zawisł w powietrzu między nimi. Ewentualne naruszenie strefy prywatnej nie trwało długo, bo już w kolejnej chwili odsuwał się na swoje miejsce, kontynuując wycieczkę przed siebie.
„Tamto to było takie nic”
Ogon oklapł bezgłośnie na ziemię, jakby co najmniej powiedziano mu, że Mikołaja nie ma. Jeśli tamto było "takim nic"... niby nic imponującego, ale patrząc pod innym kątem — nie na co dzień widzi się drobną dziewczynę łamiącą oparcie krzesła wpół. Bez najmniejszego problemu. Już miał zaczynać rozważania, czy to aby na pewno przypadek, że zawsze trafiał na jakieś niesamowicie uzdolnione jednostki, gdy kolejne słowa przerwały ciąg myśli, zwracając całą uwagę znów ku autorce wyjaśnień. Kiwnął wpierw głową. Powoli, jakby z lekkim wahaniem, może nawet odrobinę przypominając osobę nie do końca przekonaną co do przedstawionych argumentów. Wszelkie wątpliwości co do zdania wymordowanego przerwał spokojny wdech i wydech powietrza oraz następujący po nich promienny wyraz twarzy.
- Jesteś siłą, z którą należy się liczyć. Szanuję to - chciałoby się dodać "godne podziwu" lecz ten komentarz zachował już dla siebie, na ewentualną przyszłość. - Musisz być naprawdę silna! Co jeszcze potrafisz? - żywe zainteresowanie odnalazło wyraz w błyszczących tęczówkach wymordowanego, gdy po raz kolejny lustrował towarzyszkę spojrzeniem.
Podczas zbierania owoców na materiał chusty skupiał się głównie na tym, by żadnego z nich nie uszkodzić. W końcu miały później posłużyć za posiłek, czy tam dodatek. Nie wiedział, w końcu już na samym początku zaznaczył, że nie zatrzyma ich dla siebie. Jedno z ciemnych uszu podrygiwało od czasu do czasu, wyłapując ewentualne komentarze Nayami. I o ile wcześniej w barze kompletnie nie zrozumiał idei fizycznego kontaktu, tak teraz nie zwrócił na niego większej uwagi, najzwyczajniej w świecie przyjmując ten fakt do świadomości. Może za bardzo skupił się na pozostałych czynnościach, kto wie. W zasadzie niedużo czasu wystarczyło, by przeniósł się z klęczek do pewnego siadu, gwarantując dziewczynie dodatkową stabilizację. Kolejna borówka wylądowała na powoli zwiększającej rozmiar kupce.
- Z psami, z wilkami. Chodzi głównie o psowate. No, może oprócz lisów, rozumiesz - jak na zawołanie puchata kita szurnęła o ziemię, wzbijając w powietrze kilka drobinek kurzu. Doceniał jej zainteresowanie, w końcu mało kto okazałby chęć pomocy poznanemu przed kilkudziesięcioma minutami wymordowanemu. Szybciej oczekiwano gromkiego śmiechu niż pomocy. Słuchał grzecznie jej opinii, dorzucając kolejne owoce na chustę. Zatrzymał się tylko na chwilę, by unieść dłoń z kilkoma borówkami na wysokość twarzy Nayami, proponując jej tym spróbowanie kilku, tak dla oceny smaku. Nie rzucił przy tym ani jednego słowa, nie chcąc bezczelnie przerywać potoku myśli.
- Pokażesz mi się kiedyś? No wiesz, jako wilk - zerknął przez ramię na jej lico, odrobinę odchylając głowę na bok, coby z powodu bliskości po raz kolejny nie naruszyć jej przestrzeni. Koniec końców nie miał pewności, jak mogłaby na coś podobnego zareagować. A była bliżej, niż początkowo założył.


Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 3 Pine_threes_f2u_by_ao_no_lupus-d9ydzfl
Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 3 Q1-1528134252
Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 3 Q2-1528134392
Spoiler:
Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 3 Tumblr_ocofavk1NK1r8bsyso4_250
Rhett





Rhett
Opętany

Powrót do góry Go down


Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 3 Empty Re: Outsider [Insomnia | Rhett]

Pisanie by Insomnia on 19/4/2018, 01:02
- Nawet nie trochę, musiała mieć strasznego pecha. Nie dość, że musi okropnie wyglądać, to pewnie rozkładające się ciało nie jest zbyt wygodne.
Wymordowani mieli lepiej; choć w gruncie rzeczy umarli, w jakiś sposób ich ciała działały nadal, zupełnie jak gdyby zapomniały, że należało poddać się rozpadowi. No ale właśnie, skoro wszystkie organy funkcjonowały dalej, komórki nie obumierały, a więc organizm zachowywał się jak u istoty żywej. Nawet więcej, proces starzenia z niewiadomych nikomu przyczyn znikał jak sen, przez co po ziemi chodzili tacy, którzy mimo setek lat nadal prezentowali się jak nastolatkowie. Co ciekawe, to samo dotyczyło tych, którzy urodzili się w takiej, a nie innej formie. Kiedy fizyczna forma wyrosła i zakończyła okres dojrzewania, najzwyczajniej w świecie przestawała się rozwijać dalej.
O czymś takim jak zaprzestanie wzrostu zapewne nie słyszały mitologiczne stwory, skoro w wyobrażeniach ludzi stawały się tak ogromne. Brzmiało to tym bardziej absurdalnie, jeśli się pomyślało, że dawniej w te opowieści wierzyły całe narody, drżąc ze strachu przed ogromnymi potworami. Czasami o wiele rozsądniej było lękać się małych stworzeń; te trudniej było zauważyć i zlikwidować, a nierzadko stanowiły i wiele większe zagrożenie. Przeoczenie maleńkiego, a jadowitego robala zabijało częściej niż spotkanie z ogromnym niedźwiedziem, którego rozważny podróżujący zazwyczaj wypatrzył z daleka i ominął szerokim łukiem. Niepozornego łatwo było wycenić za nisko, co szybko przynosiło zgubę jednostce dumnej. Może to dlatego Insomnii te wszystkie nadnaturalne istoty z legend wcale nie wydawały się straszne, a bardziej interesujące lub absurdalne.
- Może się kamuflują. Albo są jak duchy.
- Albo nie istnieją - odszepnęła w sposób równie konspiracyjny, w wyrazie dyskrecji przysłaniając usta dłonią. Zaraz potem zachichotała pod nosem z własnego dowcipu, zwijając pace w pięść i przyciskając je do warg. Nie trwało to jednak długo, jako że zaraz jej uwagę zdobyła kolejna reakcja chłopaka. Przez moment przekrzywiła głowę z zainteresowaniem, nie do końca rozumiejąc, skąd u niego taka nagła zmiana nastawienia. Wyglądał trochę tak, jakby go czymś rozczarowała, a przecież zupełnie nie o to jej chodziło! Próbowała pokazać swoją dobrą stronę, a chyba wychodziło na to, że jest naprawdę okropna. Takie przynajmniej odniosła wrażenie, obserwując minę swojego nowego znajomego i dopowiadając sobie w myślach, co też mógł sobie pomyśleć. Nie chciała, żeby teraz miał ją za brutalnego potwora, który bez powodu znęca się nad meblami, bo przecież wcale taka nie była. Nie mogła pozwolić na to, żeby tak myślał.
Uspokoiła się nieco, kiedy jednak się odezwał. Nie do końca wierzyła w to, by obyło się bez choćby odrobiny negatywnego wrażenia, jednak zawsze mogło być gorzej. A póki nie było jeszcze tak strasznie, mogła nadrobić częściowe niepowodzenie i przekuć je na sukces.
- Nic szczególnego - przyznała skromnie, spuszczając wzrok na własne buty i nerwowo szarpiąc końcówkę naprędce skonstruowanego warkocza. I tak nie miała go czym związać, więc jego nieuchronnym losem było rozpadnięcie się w najbliższych kilkunastu minutach. - Wszystkie rany bardzo szybko mi się goją, tak że czasem można to nawet zobaczyć gołym okiem. Bardzo się przydaje, bo przez używanie siły, często sobie łamię palce - wyjaśniła. Choć nadludzkie zdolności miały ogromny wachlarz zalet, tak też nie były pozbawione wad. Jednym z największych kłopotów, jakie Nayami przeżywała ze swoją krzepą był fakt, że odczuwała przy tym ogromny ból i wciąż nabywała kolejnych obrażeń. Gdyby nie błyskawiczna regeneracja, pewnie po maksimum tygodniu normalnego funkcjonowania lądowałaby w usztywnieniu z powodu złamania. A na Desperacji nie było łatwo o gips, więc szybko pojawiłyby się komplikacje z powodu źle zrośniętych kości. Byłyby z tym same kłopoty!
- Rozumiem - potaknęła, bez żadnego szczególnego celu trącając nosem podrygujące zabawnie ucho. Zaraz też opuściła głowę z powrotem, chuchając ciepłym powietrzem prosto w policzek chłopca. Nie chcąc zmieniać swojej wygodnej pozycji, oferowane owoce przyjęła prosto z dłoni Renarda. Mruknęła z aprobatą, uznając ich smak za wystarczająco dobry, by kontynuować zbiory. I jak widać nadal nie zamierzała przykładać się do pracy, pozostawiając całą robotę swojemu nowemu znajomemu.
Fakt, że bał się psów i wilków, dla młodej Leather wydawał się intrygującym zbiegiem okoliczności. Gdyby poznali się w nieco mniej sprzyjających warunkach, może nigdy nie udałoby im się stworzyć tej całkiem solidnej nici porozumienia, która wydawała się pojawiać wręcz naturalnie. Żal by jej było, może więc to lepiej, że przyszło im się spotkać właśnie w ten sposób. A kto wie, może rzeczywiście uda się coś zdziałać na tę paskudną fobię? W końcu Nayami była wilkiem i mogła przybrać pełną postać tego zwierzęcia, a jeśli chłopak nie bał się jej, może nie miałby też problemu z bardziej czworonożną i futrzastą formą. Przy pozbywaniu się lęku warto zacząć od czegoś znajomego - tak przynajmniej wydawało się wymordowanej, a choć nie miała na ten temat specjalistycznej wiedzy, pewne rzeczy wyczuwała instynktownie. Tak czy inaczej, warto było spróbować.
- Jasne, kiedy tylko będziesz chciał - zapewniła, również przechylając się nieco, by złapać kontakt wzrokowy chociażby kątem oka. Uśmiechnęła się przy tym słodko i zatrzepotała rzęsami jak zawodowa nimfa.
Może powinna być leśnym duszkiem na etat?


Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 3 V9uo3sH
Insomnia





Insomnia
Kundel     Opętana
GODNOŚĆ :
Nayami Leather


Powrót do góry Go down


Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 3 Empty Re: Outsider [Insomnia | Rhett]

Pisanie by Rhett on 19/4/2018, 18:31
- Fenrir i Jormungand pewnie jej dokuczali - w całym tym absurdzie mitologicznego świata zaczął się zastanawiać nad relacjami rodzeństwa. Niby śmiechu warte, a jednak był autentycznie zaciekawiony rodzinną sytuacją. Bo o ile wszystkie książki mówiły o przepowiedniach, wyczynach w latach świetności i przyszłości, jaka czekała bogów, tak żadna, absolutnie żadna nie rzucała nawet najdrobniejszą wzmianką o codziennym życiu. Nie miał pojęcia, jakie powody się za tym kryły. Może zwyczajnie nie natrafił na odpowiedni egzemplarz, a może takowy w ogóle nie istniał. Ciekawił go świat za kurtyną, problemy targające wspomnianymi niedawno postaciami na co dzień. Wszystko wskazywało na to, że nigdy nie miał poznać tych sekretów. Może właśnie tak miało być.
„Albo nie istnieją”
Przesłonił usta dłonią, spoglądając na dziewczynę z idealnie odegranym przerażeniem. Nawet rozejrzał się dyskretnie na boki, coby żaden ze skandynawskich bogów nie rzucił się na nich z paszczą. Nie czuł się co prawda, jakby zdradzono mu tajemnicę Wielkanocnego zajączka, ale trochę zabawy jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodziło. Z tego właśnie powodu naciągnął kaptur na głowę, kryjąc lico przed zdradzieckimi promieniami leniwie zachodzącego słońca.
- Nawet tak nie mów! Co, jeśli któryś z nich się wkurzy? Wolałbym nagle nie staną naprzeciwko wielkiego na pół globu wilka - ciemny materiał zsunął się gwałtownie z włosów, gdy lisie uszy znów pomknęły na boki, rozchodząc się jakby pod niewidocznym ciężarem. Całe przedstawienie prysnęło dość szybko, jak bańka mydlana. Zaczepny gest lekkiego szturchnięcia dziewczyny w bok całkowicie zaprzepaścił stworzoną przed sekundą poważną otoczkę przerażenia. Jasnowłosy zaś zwiększył nieco dzielącą ich odległość, coby uniknąć ewentualnej wendety. Już nawet miał zamiar uciekać hen daleko, najlepiej szukać przysłowiowego pieprzu, ale Nayami znów skutecznie zwróciła na siebie uwagę, opowiadając o swoich umiejętnościach. Zbliżył się znów na te kilka zrobionych przed momentem kroków, nadstawił uszu i słuchał, dusząc wewnętrzną potrzebę mimicznego okazania ekscytacji. Jeszcze by pomyślała, że miał problemy z nadpobudliwością i co wtedy?
- Czyli jesteś super silna, potrafisz przybrać formę, a twoje rany szybko się goją. Hej, to super. Nawet ci zazdroszczę - przyznał, nie z tą paskudną zazdrością wywołującą niezgodę i zawiść między ludźmi, a taką zdrową odmianą, gdzie pewnego dnia mógłby powiedzieć, że oboje stoją na tym samym szczeblu i są sobie równi na polu bitwy. Przydatny, właśnie taki chciał być. Potrzebny.
Nagły dotyk na uchu sprawił, że wszelkie wyobrażenia umiejętności Nayami uleciały z jego głowy jak papierowy samolocik na wietrze. Chwilę później ciepły oddech na policzku i już kompletnie nie mógł ulokować myśli w jednym miejscu. Tym razem — dla odmiany — nie drgnął nerwowo, nie odsunął się ani nawet o nic nie zapytał. Zamiast tego nakrapiany ogon szurnął z lekkością po biodrze dziewczyny. Miło. Tak, zdecydowanie mógłby tak to ująć. To było miłe.
Kolejne borówki lądowały na chuście. W końcu musiał wstrzymać czynność zbierania owoców i ocenić, ile jeszcze materiał mógłby ich pomieścić. Jedno spojrzenie wystarczyło do stwierdzenia, że dość, że jeszcze chwila i część należałoby odłożyć na bok. Chwycił za cztery rogi, zawiązał porządny supeł i sprawdził jego trwałość, dyndając pakuneczkiem na boki. Wszystko trzymało się dobrze, nawet pojedynczy owoc nie miał prawa wypaść na ziemię. Zadowolony uniósł swoje dzieło ku górze, podając je dziewczynie.
- Proszę, to dla ciebie - na razie nie wstawał jeszcze z ziemi, poświęcając tę wolną chwilę na obejrzenie wszystkiego dookoła. Dostrzegł jeszcze kilka krzaków ze śladowymi ilościami owoców, które z kolei nie ograniczał się jedynie do borówek. - Gdybyś jeszcze chciała... to musimy wymyślić, gdzie je włożyć, żeby nic im się nie stało - dopiero po wypowiedzeniu ostatniego słowa przesunął się na kawałek miękkiej trawy i usiadł nań wygodnie.
- Wydaje mi się, że najlepiej byłoby zacząć od szczeniaka. Dasz wiarę, że nigdy nie miałem z żadnym styczności? Z ręką na sercu, nie żartuje! - uniósł nawet dłoń, kładąc ją we wspomnianym miejscu. Gdyby jeszcze miał harcerski pas wpleciony za szlufki spodnie, mógłby za niego złapać dla większej wiarygodności.


Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 3 Pine_threes_f2u_by_ao_no_lupus-d9ydzfl
Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 3 Q1-1528134252
Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 3 Q2-1528134392
Spoiler:
Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 3 Tumblr_ocofavk1NK1r8bsyso4_250
Rhett





Rhett
Opętany

Powrót do góry Go down


Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 3 Empty Re: Outsider [Insomnia | Rhett]

Pisanie by Insomnia on 19/4/2018, 19:31
- Pewnie tak - przytaknęła. Co prawda nie miała jako-takiego biologicznego rodzeństwa, które znałaby osobiście, jednak dzieciaki w gangu wychowywały się właściwie razem. Nie było ich zbyt wiele i pochodzili od różnych rodziców, czasem nawet nie do końca znanych, jednak funkcjonowali jak prawdziwi bracia i siostry. Do dzisiaj pamiętała Clovisa, który nieustannie jej dokuczał i z którym wciąż się ścigała przy nauce matematyki - głupek, próbował jej wmówić, że nie da sobie rady! To musiał być ten typ denerwującego młodszego brata, którego za wszelką cenę chciałoby się pozbyć. Później nieszczęśnika coś zeżarło i choć Nayami szkoda było, że skończył tak beznadziejnie, wcale nie brakowało jej niemiłych docinków. W końcu wszystko ma swoje granice i o ile przyjacielskie zaczepki można zaakceptować, tak tolerowanie chamstwa nie było czymś, na co młoda Leather kiedykolwiek by się zgodziła. Może to nawet lepiej, że Clovis zginął na skutek nieszczęśliwego wypadku, bo gdyby nie zmienił swojego zachowania, prędzej czy później oberwałby od samej Ins. A to ani dla jednego, ani dla drugiego nie skończyłoby się dobrze.
- Co, jeśli któryś z nich się wkurzy?
Zaśmiała się, tym razem już na głos. W tym małym przedstawieniu była jedna bohaterka o niepodważalnym tytule i nie było mowy o tym, żeby komukolwiek wolno było podważyć jej możliwości. Ogromny wilk rozmiaru niemal całego świata? A co to dla niej?
- Pokonałabym go - stwierdziła tonem tak pewnym, jakby miała za sobą setki takich walk. W końcu nawet najbardziej niezwyciężeni mieli swoje wady, a potencjalny przeciwnik o takich gabarytach miał je wręcz oczywiste. Łatwo było sobie wyobrazić, że gigantyczne zwierzę byłoby wolniejsze, mniej zwinne i samo sobie zasłaniałoby ogromne obszary, przez co łatwiej byłoby ukryć się przed jego wzrokiem. Potem wystarczyłaby już tylko odpowiednia taktyka i stwora na pewno dałoby się pokonać, albo chociaż umknąć mu bez szwanku.
Gdyby oczywiście w ogóle coś takiego istniało.
- Nie ma czego zazdrościć. - Wzruszyła lekko ramionami. Miała o sobie wysokie mniemanie, ale czasami bywało aż do bólu realne. Była świetna, to fakt, jednak czy nadludzka siła i błyskawiczna regeneracja rzeczywiście były czymś godnym pożądania? - W końcu każdy ma jakieś swoje zdolności, które najlepiej do niego pasują. A i tak najwięcej zależy od tego, czego nauczysz się sam. - Kolejna mądra formułka, której nauczyła się za młodu i powtarzała sobie wytrwale. Za swoje największe osiągnięcie nie uważała nigdy przebicia ściany pięścią, bo swojej fizycznej siły nigdy nie zdobyła - dostała taki bonus na genetycznej loterii czy tego chciała, czy nie. W randze wybitnych dokonań stawiała nauczenie się czytać, pisać i liczyć, swoją wiedzę na temat roślin i wszystko to, czego uczyła się od dziecka. Zdobycie tych umiejętności wymagało od niej ogromnego wysiłku, samozaparcia i wielu, wielu godzin, podczas których naprawdę miała ochotę się poddać. Ale właśnie dlatego, że tak wiele poświęciła, owe wartości ceniła sobie najbardziej. W końcu to, co łatwo przychodzi, łatwo odpuścić.
Złapała schludnie związany pakuneczek, mimo woli uśmiechając się jeszcze szerzej, kiedy poczuła muśnięcie miękkiego ogona. Zaraz potem przechyliła się przez ramię chłopaka, sięgając ustami jego policzka i obdarzając go ciepłym pocałunkiem. Nie minęły dwie sekundy, gdy odsunęła się z powrotem do tyłu, uwalniając wreszcie towarzysza od ciężaru swojego ciała. Dla pewności wsunęła dłonie do wszystkich możliwych kieszeni, jednak jak na złość były całkowicie puste.
- Hm, nie mam nic, co by się nadawało - oznajmiła smutno. Posiadała co prawda słynną żółtą chustę, która nadal zdobiła jej nadgarstek, jednak tej nigdy nie spożytkowałaby na tak trywialny cel. Ten kawałek materiału z czarną naszywką był symbolem o niebagatelnej wadze, a użycie go jako opakowanie na deser byłoby haniebne.
- Serio? Nigdy? - Zmartwienie dotyczące owoców zniknęło w jednej chwili, kiedy pojawił się bardziej zajmujący temat. - To nawet nie wiesz, ile tracisz! - zawołała, wyraźnie zdruzgotana faktem, że jej nowy kolega nie dostąpił jeszcze niewątpliwej przyjemności trzymania w rękach maleńkiego psiaka. Toż to była jedna z najpiękniejszych rzeczy pod słońcem!
- Trzeba będzie to naprawić. Chociaż szczerze mówiąc, nie mam pojęcia skąd wziąć szczeniaczka. Dawno nie słyszałam, żeby się u kogoś pojawiły...


Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 3 V9uo3sH
Insomnia





Insomnia
Kundel     Opętana
GODNOŚĆ :
Nayami Leather


Powrót do góry Go down


Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 3 Empty Re: Outsider [Insomnia | Rhett]

Pisanie by Rhett on 19/4/2018, 23:37
„Pokonałabym go ”
Nie wyglądał na ani odrobinę rozbawionego. W pierwszej chwili ta powaga wymalowana na bladym licu mogła przywieść na myśl, że odebrał słowa dziewczyny za totalną bzdurę. W końcu kto był aż tak pewny siebie? Ale wystarczyło dosłownie jedno krótkie, ale dokładne spojrzenie, by ujrzeć ten charakterystyczny błysk w kolorowych oczach mówiący 'mów dalej' i całą skrytą za tym fascynację. - Mówisz, że trochę powinienem się ciebie bać, ale jednocześnie z kimś takim mógłbym ruszyć na koniec świata i jeszcze dwa metry dalej - uniósł kciuk w górę w tym charakterystycznym geście. Imponowała mu na każdym kroku coraz bardziej. Werwą, mądrością, wszystkim tym, co sobą reprezentowała. No i należała do gangu, w którego szeregach chciał stanąć od dłuższego czasu. Z takim przeciwnikiem Fenrir rzeczywiście nie miałby szans.
- Nauczmy się czegoś nowego - wypalił nagle, niemal podskakując w miejscu z całego tego zastrzyku nagłej energii. - Może nie teraz zaraz, ale kiedyś. Wiesz, taka wzajemna, ale zdrowa rywalizacja. To zawsze motywuje do wykorzystania pełni sił - już widział jak razem siedzieli przy uczniowskim stoliku. Każdy z osobną karteczką na notatki, czymś do pisania w ręku i skupieniu tak intensywnym, że można by je pociąć nożem. Jedno przez drugie próbowałoby przyswoić jak najwięcej informacji, byleby tylko prześcignąć tego pierwszego o najmniejszy centymetr. Brzmiało jak zabawa. A że nigdy nie odmawiał sobie możliwości zdobycia nowej wiedzy, czy nawet najbardziej banalnej umiejętności... wszystko składało się na piękną całość. Już nawet myślał nad ewentualnym materiałem do nauki, gdy ciepło położyło się sekundowo na jego policzku, tworząc w głowie ogromną, czarną dziurę. Zamarł w bezruchu, początkowo nie mając najmniejszego pojęcia, co się właśnie wydarzyło. Potrzebował porządnej chwili na skojarzenie faktów i to tylko po to, by zacisnąć usta w wąską linię i usłyszeć łomot własnego serca ponad wszystkimi innymi odgłosami. Jakby ktoś walił w ogromne bębny wojenne. Obrócił twarz w innym kierunku, szybko przytykając wierzch dłoni do ust. Marna to była próba ukrycia zawstydzenia, niemniej nie był strusiem, by chować głowę w piach. Tak by się przed nią nie schował. Chłodne palce uderzyły bezdźwięcznie o policzki wymordowanego, jakby miało to obniżyć ich nagle podniesioną temperaturę.
- Rany, nie rób tego tak niespodziewanie - wymamrotał, może odrobinę niewyraźnie. Odjął ręce od twarzy, na powrót wspierając łokcie na zgięciu kolan. - Ale to było miłe - ściszył znacznie głos podczas dodawania kilku słów. Wcale by się nie obraził, gdyby tego nie dosłyszała. Wszystko wskazywało na to, że zbieranina owoców dobiegła końca. Tak przynajmniej złapali nieco doświadczenia, by pamiętać o czymś dodatkowym do przetrzymywania jagód. A ze znalezionego — obfitego nie tylko w borówki — miejsca należało korzystać, póki jeszcze nie ściągnęło uwagi całej chmary wymordowanych. Co zapewne chcąc nie chcąc pozostawało kwestią czasu. Opadł plecami na gęstsze skupisko trawy, spoglądając od dołu na lico towarzyszki.
- Jakie one są? Szczeniaki?


Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 3 Pine_threes_f2u_by_ao_no_lupus-d9ydzfl
Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 3 Q1-1528134252
Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 3 Q2-1528134392
Spoiler:
Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 3 Tumblr_ocofavk1NK1r8bsyso4_250
Rhett





Rhett
Opętany

Powrót do góry Go down


Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 3 Empty Re: Outsider [Insomnia | Rhett]

Pisanie by Insomnia on 20/4/2018, 00:38
Uśmiechnęła się butnie, czekając na reakcję chłopaka. Uwierzy jej, czy nie? W swoich przechwałkach porywała się na nie byle przeciwnika, jednak choć zapewnienia Ins mogły brzmieć na przesadzone, i tak nie dało się ich sprawdzić w praktyce. Skoro więc nie można udowodnić jej ani racji, ani kłamstwa, mogła śmiało założyć tę korzystniejszą wersję. Z natury była bardzo pewna swojej siły, jako że żyła z nią od urodzenia i nie wyobrażała sobie, by mogła ją kiedyś utracić. Oczywiście, nadnaturalnej krzepy nie dało się używać bez konsekwencji i w nieskończoność, ale to tak samo jak z tą zwykłą, ludzką - to, że trzeba odpocząć nie oznacza, że stało się słabym.
- Dokładnie tak - przytaknęła, wyraźnie zadowolona z odpowiedzi. Właśnie to chciała usłyszeć, bo i też zależało jej na wywarciu właściwego wrażenia. Oceniając stan obecny mogła z dumą stwierdzić, że pokazała się od dobrej, a jednocześnie jak najbardziej prawdziwej strony. Choć nigdy nie wątpiła w swoje zdolności fizyczne, na polu zdobywania przyjaciół ubywało jej nieco odwagi. Czasami jej zapędy do agresywnych zachowań bywały odstraszające, czasami sama zapominała, że z pewnymi rzeczami nie należy przesadzać. Tym razem jednak wyglądało na to, że miała niebywałe szczęście trafić na osobę, z którą dało się doskonale dogadać już od samego początku. Jeśli do tej pory Renard miał jeszcze szansę wycofać się z całej znajomości i uciec spod wpływów czarnowłosej dziewczyny, tak teraz już raczej nie powinien na to liczyć. Była zbyt zafascynowana i zbyt uparta.
- Podoba mi się. - W złotych oczach błysnęły żywe iskierki, tym razem nie zwiastując destrukcyjnej siły, a silne zainteresowanie. - Bardzo mi się podoba twój tok myślenia - pochwaliła. Sama widziała w wyobraźni podobne sceny, a każda kolejna tym bardziej napędzała do zrealizowania tegoż planu. Nauka czasem bywała trudna, ale posiadanie kompanii w tym przedsięwzięciu ujmowało wiele cierpienia, sprawiając że ostateczny cel stawał się jeszcze bardziej wart wysiłku włożonego w jego zrealizowanie. Już nie mogła się doczekać, a przecież pomysł padł dopiero kilka sekund wcześniej.
Cierpliwość nie była jedną z cnót, które Nayami by posiadała.
Chwilę później jej nowy kolega wyraźnie się speszył, w czym rozpoznała cel swoich działań. Sama nie widziała w tym nic, na co można by zareagować w tak osobliwy sposób, jednak spotkała się z podobnym rezultatem już kilka razy. Rozumiała jednak, że nie każdemu łatwo przychodziło akceptowanie gestów sympatii, szczególnie w przypadku niezbyt długiej znajomości. Cóż, w takim przypadku będzie musiała go do tego przyzwyczaić, jako że nie planowała się specjalnie ograniczać ani w tej kwestii, ani żadnej innej.
- Niczego nie obiecuję - odpowiedziała półgłosem, powstrzymując chęć wybuchnięcia śmiechem. Reakcja, którą miała okazję zaobserwować, była zdecydowanie zbyt urocza i zbyt kusiła do tego, by tym bardziej się z chłopakiem podroczyć. Może jednak powinna dać mu chwilę przerwy ot takich niespodzianek, żeby koniec końców nie był w tym układzie pokrzywdzony.
Usiadła obok na trawie, wyciągając lekko ugięte nogi przed sobą, a ręce opierając z tyłu na miękkim podłożu. Po chwili wahania opadła i na łokcie, zerkając na niebo. Choć tak wiele czasu spędzała na świeżym powietrzu, widok błękitnego bezkresu zawsze cieszył ją tak samo. Zaraz jednak oderwała się od wpatrywania w przepływające w górze maleńkie obłoczki, by spojrzeć na leżącego tuż obok kompana. No tak, skoro nigdy nie miał styczności ze szczeniaczkami, przydałoby się je jakoś skrótowo opisać. Niech wie, jak wiele do tej pory tracił.
- Są maleńkie, milusie i tak urocze, że masz ochotę nigdy ich nie wypuszczać z rąk.


Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 3 V9uo3sH
Insomnia





Insomnia
Kundel     Opętana
GODNOŚĆ :
Nayami Leather


Powrót do góry Go down


Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 3 Empty Re: Outsider [Insomnia | Rhett]

Pisanie by Rhett on 20/4/2018, 23:40
Uwierzył jej czy nie... miało to jakiekolwiek znaczenie? Po obecnym świecie chodziły rzeczy gorsze od wilków pożerających słońce i księżyc, od węży oplatających ziemię ciałem, od kobiet o ciele w połowie pozbawionym tkanek. Nie dość mieli niestworzonych historii z realnymi potworami czyhającymi za każdym zakrętem? Tutaj nawet trupy nie mały czasu na nudę. Więc jej uwierzył, nie widział ku temu przeciwwskazań. Być może otarł się odrobinę o naiwność, ale coś w dalekim odcinku umysłu podpowiadało, że mógł zaufać tej dziewczynie i zawierzyć jej słowom całkowicie. Nawet jeśli oboje żartowali, naginając rzeczywistość. Kolejne bardzo fajne uczucie warte zapamiętania. W ciągu tak krótkiego czasu — bo zaledwie kilkudziesięciu minut — zdążył polubić ją na tyle, by gdzieś tam w podświadomości planować kolejnych kilka spotkań. Nie tylko w celu wymiany książek. Skoro już nawiązali nić sympatii, co stało naprzeciwko częstszego przebywania w swoim towarzystwie?
- Jest coś, czego chciałabyś się nauczyć? Ja chyba podstaw pierwszej pomocy - zadumał się. Bez chociaż szkolnej wiedzy prędzej czy później wykrwawiłby się na śmierć. Mało razy kończył z raną po pazurach czy ostrzu? Albo po głupim kawałku blachy, bo idąc prostą drogą postanowił paść mordą w piach, wcześniej za bardzo skupiwszy uwagę na jakimś... robaczku ze ściany. Szok, że ta ściana przy okazji nie posypałaby się w gruz. Jeśli chciał kiedykolwiek wyzbyć się tych pokładów pecha, musiał zacząć trenować. Wyhartować samego siebie, najlepiej z pomocą kogoś doświadczonego. Już sama Nayami mogła mu pomóc. Ba, nawet się zgodziła. Fobia przed czworonogami zdecydowanie była jednym z tych czynników, które obecnie najbardziej utrudniały wymordowanemu życie. Skreślenie tego punktu pozostawało priorytetem na liście, choć jednocześnie nie miał zamiaru ograniczać się do jednej sprawy naraz. Skoro była okazja, to czemu z niej nie skorzystać.
Nie poruszył się ani o centymetr, gdy dziewczyna zmieniła dotychczasową pozycję, układając się tuż obok. Chwilowo nawet na nią nie spoglądał, utrzymując spojrzenie na jasnym kolorze nieba i rozmyślając o szczeniakach. Nigdy by nie pomyślał, że wychodząc na swoje częste "zwiady" skończy we właśnie taki oto sposób. I nie miał na myśli niczego złego. Zaserwowane zakończenie dnia zdecydowanie przypadło mu do gustu.
- Wygląda na to, że mamy kolejną rzecz do zrobienia - również zerknął w jej kierunku. - Znaleźć szczeniaki - wraz z dodaniem kolejnej kwestii białe zęby błysnęły w szerokim uśmiechu. Mimo iż nie był do końca przekonany co do podobnej wyprawy i spotkania z psami, to postanowił zaufać dziewczynie. Szczeniaki. Urocze. Nigdy nie wypuszczać z rąk. Chyba nie mogły być aż tak złe? A skoro Nayami tak się nimi zachwycała, to on również mógł. Tak przynajmniej mu się wydawało, gdy wyobraźnia zadziałała, przedstawiając mu odpowiednie obrazki.

---
Wybacz za tego posta, nie umiem dziś pisać. (つ﹏<。)


Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 3 Pine_threes_f2u_by_ao_no_lupus-d9ydzfl
Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 3 Q1-1528134252
Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 3 Q2-1528134392
Spoiler:
Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 3 Tumblr_ocofavk1NK1r8bsyso4_250
Rhett





Rhett
Opętany

Powrót do góry Go down


Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 3 Empty Re: Outsider [Insomnia | Rhett]

Pisanie by Insomnia on 23/4/2018, 21:56
- W sumie ja też - odpowiedziała po krótkim zastanowieniu. - Ale nie tylko podstaw, a wszystkiego po kolei. Bernardynki mają u nas zawsze tyle do roboty... chciałabym im bardziej pomóc - wyjaśniła, przy czym uśmiech nieco spełzł z jej ust. Zawsze podziwiała, jak wielką wiedzę i jakie zdolności mieli ich medycy, a przy tym wciąż uwijali się jak mrówki przy wciąż napływających rannych i chorych. Mieliby jak największe prawo, by się skarżyć i żądać urlopu, a jednak dzielnie radzili sobie z przeciwnościami losu. Mało kto był w stanie wywrzeć na Nayami aż tak pozytywne wrażenie i jednocześnie zmotywować do zdobywania wiedzy.
- Trochę już umiem, głównie o roślinach. Wiesz, jakie ziółka są dobre na ból głowy, a których owoców nie należy jeść na surowo. Ale to wciąż malutko.
Zasmuciła się na moment. Nauka zajmowała naprawdę sporo czasu i energii, a nie zawsze można było zawracać głowę zabieganym Bernardynom. Starała się jak mogła, asystując przy pracy w miarę możliwości, choćby tylko podając narzędzia - ale przy tym obserwując i zadając pytania, jeśli tylko akurat się dało. Miała jednak przykre poczucie, że to nadal było za mało; że w ten sposób nauka tego, co chciałaby opanować, zajmie jej wieki. Co prawda biorąc pod uwagę długość życia wymordowanych miała do dyspozycji może nawet i tysiąclecia, ale względy praktyczne nie dawały jej tyle czasu. Jej najbliżsi mogli zachorować każdego dnia, tak samo w dowolnym momencie mogli zginąć. Musiała mieć pewność, że jest w stanie zrobić wszystko, co oferuje rzeczywistość, by temu zapobiegać.
- Ale tak właściwie to chciałabym się nauczyć wszystkiego - stwierdziła, ożywiając się nieco po chwilowym załamaniu nastroju. Zakręciła na palcu końcówkę warkocza, którego nie miała niestety czym związać, przez co kilka ostatnich splotów powoli się rozplątało. - Wiesz, gotowania, szycia, nawet zbijania mebli. - Parsknęła cichym śmiechem. Ileż to razy któryś z kochanych wujaszków cisnął krzesłem, rozwalając siedzisko na drzazgi i przerabiając je na podpałkę do pieca... a na Desperacji niestety na próżno by szukać sklepu IKEA. - Jest tyle świetnych rzeczy, które można robić... i chciałabym umieć je wszystkie.
Powróciła wzrokiem do leniwie sunących po niebie, maleńkich chmurek. Dwie sekundy później opadła całkiem na trawę, rozprostowując ręce przed sobą i wyciągając je w górę, zupełnie jakby chciała złapać płynące nad nimi obłoczki. Po chwili opuściła dłonie z powrotem, bez przekonania zajmując się skubaniem brzegu własnej bluzki.
- Tylko że to będzie trudniejsze, niż znalezienie owoców. - Poruszyła się znów, tym razem obracając bokiem, tak że łatwiej było jej złapać kontakt wzrokowy z chłopcem. Ledwie wyłapała jego szeroki uśmiech, sama wyszczerzyła się w odpowiedzi. Jego dobry humor był zaskakująco zaraźliwy, nawet biorąc pod uwagę niezbyt wygórowane standardy młodej Leather.
- W końcu szczeniaki nie rosną na drzewach - wytknęła, tłumiąc kilkusekundowy chichot w zwiniętej dłoni. A szkoda, chciałoby się jeszcze dodać, bo tego typu roślina z pewnością zrobiłaby furorę. Insomnia posadziłaby takich drzew choćby i cały las, żeby móc bez przerwy cieszyć się towarzystwem maleńkich, rozkosznych czworonogów.
- Eeech, no i teraz sama chciałabym szczeniaczka - burknęła, markując rozżalenie. Przeturlała się znów o kawałek, lądując plecami do góry, a głowę opierając na złożonych z przodu zgiętych rękach. Schowała twarz za przedramionami aż po czubek nosa, wydymając nieznacznie policzki. Już nawet Salomon nie był słodkim małym kociaczkiem, tylko wyrośniętym tygrysiskiem. Prawda, jako osobnik dorosły wspaniale służył za oparcie czy poduszkę, jednak przez to wcale nie przestawała tęsknić za czasami, kiedy kotowaty przyjaciel mieścił się jej w rękach jak dziecko.

// To ja Cię powinnam przepraszać za swoje .-.


Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 3 V9uo3sH
Insomnia





Insomnia
Kundel     Opętana
GODNOŚĆ :
Nayami Leather


Powrót do góry Go down


Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 3 Empty Re: Outsider [Insomnia | Rhett]

Pisanie by Rhett on 23/4/2018, 23:51
Swego czasu miał nawet okazję spotkać jednego z Bernardynów DOGS. Co prawda od tego pamiętnego dnia nie było już okazji do ponownego spotkania, ale te kilkadziesiąt minut wystarczyło do odciśnięcia pozytywnego piętna w pamięci wymordowanego. Zapamiętał lekarza jako osobę, do której czuło się ogrom respektu i podziwiało całą pracę. Nie dość, że sam jeden opatrywał rany, to jeszcze brał na barki różne inne obowiązki jak pranie, czy wykarmienie całej tej bandy. Od razu — po raz kolejny tego dnia — poczuł ogromną chęć wzięcia udziału w życiu gangu, wejścia w jego szeregi. Nie minęła dłuższa chwila, jak postanowił podzielić się wspomnieniem.
-Poznałem kiedyś waszego Bernardyna. Nazywał się chyba... Ourelll? - zerknął kontrolnie na dziewczynę, oczekując ewentualnej poprawki imienia. Mógł je w końcu przekręcić, istniała taka opcja.- Rany, był taki miły. Gdyby nie jego pomoc, to pewnie już dawno zbierałbym wątrobę z ziemi - mimo iż słowa mogły wcale nie sprawiać wrażenia zbyt optymistycznych, to parsknął rozbawiony na sam koniec, przesłaniając usta wierzchem dłoni. Jakby co najmniej wizja ciągnięcia za sobą jelit była przekomiczna. Tak jak Nayami zajęła się skubaniem koszulki, tak on sam chwycił w palce końcówkę plamionego ogona, bawiąc się pojedynczymi pasmami futra, jakby zajęcie rąk miało pomóc w zebraniu myśli do kupy. Z wielką chęcią rozpocząłby naukę pierwszej pomocy. I wszelkich jej rozgałęzień. Skoro już miał być pomocny, to chciał się sprawdzić na wielu frontach, nie tylko jako mięso armatnie. Wszak za plecami stale czyhało zagrożenie gotowe zranić towarzysza. Co wtedy? Przecież nie zostawiłby nikogo ani na polu bitwy, ani środku niczego w przypadku utraty orientacji. Co to by była za rodzina, gdyby zostawiała członków z powodu braku umiejętności? Przeczesał miękkie futro w zastanowieniu.
-Nauczmy się tego - zaczął. -Wszystkiego, czego się da. Wiesz, nie chciałbym znaleźć się w sytuacji, w której przez własną niekompetencję musiałbym kogoś zostawić na pastwę losu. Obcego? Może. Ale swoich? Nie w tym życiu - ogon już bez ingerencji mózgu wyrwał się spod palców, szurając niespokojnie po ziemi. Jakby podświadomie wyczuł niepokój wymordowanego i dać temu upust. Ułożył więc rękę luźno na piersi, drugą zabierając się za skubanie źdźbła trawy.- Jeśli nie na froncie, to fajnie byłoby być przydatnym w innych sprawach. Na przykład robisz obiad. Właściwie robiąc cokolwiek. To musi być świetna rzecz. Co powiesz na listę? - zerknął na bok w tym samym momencie, w którym i ona na niego spoglądała. Na dłuższy moment zawiesił oczy na złotych tęczówkach, być może nawet zapominając o pierwotnie poruszonym temacie. Wrażenie zniknęło wraz z dźwiękiem kolejnych słów. -Moglibyśmy na niej zapisać wszystko, czego chcielibyśmy się nauczyć. Wykonane zadania byłby skreślane, a gdyby komuś wpadło do głowy coś nowego, to zawsze mógłby dopisać kolejny punkt. Nie brzmi tak źle, co? - kartka z 'zadaniami' wydawała mu się kolejną rzeczą wartą rozważenia. Miał wrażenie, że byłaby motywacją równie dobrą, co wzajemna rywalizacja. Niemniej, do czasu stwierdzenia podobnej listy musiał odhaczyć coś innego, priorytetowego. Oboje widzieli, co to było i wcale nie chodziło o fobię przed czworonogami.
"Tylko że to będzie trudniejsze niż znalezienie owoców."
Pokiwał głową, na ile pozwalała pozycja. Nie ruszył się ani przez chwilę, nawet gdy Nayami zaczęła kręcić się na boki, tonąc we własnych marzeniach. Szczeniaki. Nie miał pojęcia, gdzie mogliby ich w ogóle szukać. Patrząc na wymordowanych — żaden raczej nie byłby skory na udostępnienie własnego zwierzęcia dla takiego celu. Na Desperacji mało kto dbał o swoich, a co tu dopiero mówić o obcych. Wypuścił powoli powietrze z płuc, przekręcając się powoli na brzuch. Wsparł czoło na ramieniu dziewczyny.
- Słyszałem kiedyś, że ponoć najciemniej jest pod latarnią. Mam na myśli tyle, że... no wiesz, może ktoś u was ma szczeniaki? Nie zrozum mnie źle, nie chcę nikogo obrazić - mruknął w materiał jej koszulki.


Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 3 Pine_threes_f2u_by_ao_no_lupus-d9ydzfl
Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 3 Q1-1528134252
Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 3 Q2-1528134392
Spoiler:
Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 3 Tumblr_ocofavk1NK1r8bsyso4_250
Rhett





Rhett
Opętany

Powrót do góry Go down


Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 3 Empty Re: Outsider [Insomnia | Rhett]

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 3 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Powrót do góry