Strona 2 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Go down


Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 2 Empty Re: Outsider [Insomnia | Rhett]

Pisanie by Insomnia on 4/4/2018, 00:27
- Może po prostu już mnie gdzieś kiedyś widziałeś. Albo moją matkę, wygląda bardzo podobnie. - Lepiej, obie wymordowane przy odrobinie szczęścia mogłyby uchodzić za równolatki. Destrukcyjna moc wirusa X miała wspaniałe działanie konserwujące, którym nie pogardziłaby niejedna miejska lalunia. Wyglądać młodo aż do grobowej deski? Takim tylko w to graj, choć pewnie zlękłyby się wszystkiego, co pociągało za sobą bycie zarażonym: życie za murami, mutacje, codzienna walka o życie. I fakt, że każdy mieszczuch, nawet jeśli dawniej był twoim przyjacielem, teraz życzy ci szybkiej śmierci.
- Chociaż najprędzej możesz znać mojego ojca. Jego chyba wszyscy znają, bo każdy facet chociaż raz był w tym jego parszywym burdelu. Ale ja nie jestem do niego podobna - zaprzeczyła hardo, choć nijak nie zgadzało się to z prawdą. Nawet jeśli mogła udawać sobowtóra Hemofilii, to jednak cała mimika twarzy wyglądała u Nayami jak zdjęta z ojca. Te same krzywe miny, ten sam złowrogi błysk w oku, kiedy się któreś z nich zirytowało. Ten sam wyraz beznamiętnego znudzenia, który jednak u dziewczyny występował o wiele rzadziej. Cudem chyba udało się zachować w niej radość życia, której tak brakowało obojgu jej rodzicieli. Ona się przynajmniej szczerze uśmiechała, w dodatku bardzo radośnie i to całkiem często. Wystarczyło tylko trochę cierpliwości i dobrej woli, żeby się o tym przekonać. Nie była za to pewna, czy kiedykolwiek widziała matkę lub ojca z uśmiechem, który nie byłby ironiczny lub okrutny.
Chociaż może to była jej wina? Może zwyczajnie żadne z nich nie lubiło córki na tyle, żeby okazywać jej jakąkolwiek sympatię. To też była opcja, nawet jeśli wydawała się mało prawdopodobna, a w dodatku bardzo przykra. Lepiej było nawet nie próbować tak myśleć.
- Nie no, spoko. - Machnęła lekko dłonią, zataczając nieduży krąg. Nie ma problemu, zdawało się mówić jej spojrzenie, wciąż z zainteresowaniem wbite w rozmówcę. Nie umknęło uwadze dziewczyny, że co jakiś czas podrygiwał dziwacznie, jakby coś go stresowało. Dla niej samej spojrzenia obcych nie były żadnym problemem. Co chwila ktoś się na nią gapił, a powody były różne. Czasami patrzyli, bo była ładna; niektórzy lubili się pogapić na cokolwiek, co przypominało kobietę, szczególnie jeśli dawno nie mieli szansy do żadnej się zbliżyć. Wzrok innych przyciągała charakterystyczna chusta, budząc respekt lub nienawiść. Jeszcze inni zaś zwracali uwagę na nastoletnią wymordowaną, bo potrafiła być irytująco głośna o przez to zwracać na siebie nadmierną ilość uwagi. Tak czy inaczej gdyby zamierzała się chować z powodu ostrzału spojrzeniami nieznajomych, musiałaby się chyba zaopatrzyć w karton na głowę, a już najlepiej na całe ciało. Wygodniej było się tym po prostu nie przejmować i przyjąć, że gapić będą się zawsze. Potraktować to jako komplement. Zignorować.
- Borówki są świetne. Gdyby udało się nam je znaleźć... - rozmarzyła się, znów unosząc wzrok gdzieś w kierunku sufitu. Letnie owoce, ach! To był dopiero rarytas. Trzeba było mieć nie lada szczęście, żeby dorwać się do obsypanego kolorowymi słodkościami krzewu, nim zdoła to zrobić ktoś inny. Konkurencja była powalająca, temu nikt nie zaprzeczy. Gdy tylko Mateńka Natura wydawała z siebie jakieś jadalne plony, zaraz zjawiały się całe dziesiątki chętnych na skorzystanie z tego dobrodziejstwa. Wszyscy chcieli przeżyć.
- No to mamy lekki problem, bo ja też tego kompletnie nie ogarniam - przyznała. No dobra, może coś tam słyszała i niby próbowała zrozumieć, ale jak na razie była na to zbyt zdezorientowana i zbyt niewinna. Co miała widzieć złego w dotykaniu obcego człowieka, skoro nie wyrządzała mu tym krzywdy? Przecież go nie bolało. Mogła zrobić tak, żeby bolało, ale przecież nie taka była jej intencja - a tej nie była w stanie do końca skonkretyzować. Po części ciekawiło ją, jak chłopak zareaguje na taki manewr i jak się zachowa; podejrzewała, że albo zbędzie go bez komentarza, albo odsunie się lub zaprotestuje. Nie spodziewała się, że jej obecny towarzysz będzie równie zielony w temacie, co sama Leather.
- Co powiesz na to, żeby się stąd wyrwać?
Zatrzymała krążącą bez celu dłoń, pozostawiając opuszki rozcapierzonych palców w okolicach mostka swojego rozmówcy. Spojrzała też nań z dziwnie nieodgadnionym wyrazem twarzy.
- Dobra. Ty prowadzisz - narzuciła, samym wzrokiem sugerując, że nie przyjmie słowa sprzeciwu. Javi już na pewno poddał się i wrócił do kryjówki zamiast czyhać na Nayami przed drzwiami baru, nic więc już nie trzymało jej w środku. A na zewnątrz z pewnością było znacznie ciekawiej.


Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 2 V9uo3sH
Insomnia





Insomnia
Kundel     Opętana
GODNOŚĆ :
Nayami Leather


Powrót do góry Go down


Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 2 Empty Re: Outsider [Insomnia | Rhett]

Pisanie by Rhett on 4/4/2018, 18:02
Żaden komentarz nie cisnął mu się na usta, a chwilowo uformowane w głowie pytanie nie sięgnęło strun głosowych. Zadumał się odrobinę, a przecież nie było nad czym. Nic dziwnego, że sekundy później odetchnął, wraz z powietrzem pozbywając się jakiejś nieodgadnionej rozterki.
„Chociaż najprędzej możesz znać mojego ojca.”
Zwierzęce uszy uniosły się ku górze, wyłapując nowe słowa.
„Jego chyba wszyscy znają, bo każdy facet chociaż raz był w tym jego parszywym burdelu.”
I równie szybko oklapły, rozchodząc się na boki w czystej rozpaczy. Gorzkie "oh" a wraz z nim przed oczami zamajaczył obraz niezadowolonego lica. Dalsze zapewnienia przyjął z ulgą.
- To dobrze. On raczej za mną nie przepada - nawet jeśli nigdy nie przyznał tego wprost. Chyba. Potrząsnął zaraz lekko głową, jakby próbował odgonić latającą przy twarzy muchę. I może wcale nie odbiegało to aż tak bardzo o twarzy. Dość — powiedział sobie, odsuwając niepotrzebne myśli na bok i znów skupiając uwagę na dziewczynie. Nie czas na gdybanie "lubi czy nie lubi". A jednak uszy nie uniosły się ani na chwilę, trzymając się w dole pod ciągłym naporem szeptów i śmiechów. Co innego, gdyby dookoła siedziało kilka znajomych twarzy. Ale sami obcy? W dodatku każdy wielki jak byk i z łapą gotową zmiażdżyć metal? Absolutnie nie czuł się komfortowo w takim towarzystwie. Najchętniej już kilkanaście minut temu opuściłby progi metalu, zabierając dziewczynę ze sobą. Wszędzie, byleby nie siedzieć w tym cholernym barze. Obecnie uwagę miał na tyle ulotną, by szybko pobiegła w stronę wspomnianych owoców, zapominając o całej reszcie. Przywołał w pamięci miejsce, w którym widział krzak, drogę do niego i ewentualne trudności, które należałoby ominąć. Zawsze istniała setna szansy, że los choć raz uśmiechnie się w stronę tego smutnego padołu.
- Możemy spróbować. Nic nie stoi na przeszkodzie, no nie? Chyba że gdzieś się śpieszysz? - spojrzał na nią w skupieniu, gdzieś tam wewnętrznie nie chcąc jeszcze odchodzić w swoją stronę. Niewielka iskierka sympatii zdążyła już zabłysnąć w wymordowanym, a jemu nigdy wiele nie trzeba było, by się do kogoś przywiązać.
Śmiechu warte.
Zachrobotało i zazgrzytało, brzmiąc jak paznokcie jeżdżące po tablicy. Tym radem dał radę nie poświęcić temu tyle zainteresowania co zawsze. Jedynie mięśnie ręki drgnęły niemrawo, prawie poruszając palcem. Prawie.
- W takim wypadku to chyba przestaje być problemem - rozbawienie szarpnęło jeden z kącików ust ku górze. On nic nie wiedział, ona nic nie wiedziała i dopóki nikt tego od nich nie wymagał, nie było się czym przejmować, prawda? Żadnych wymagać ani zobowiązań.
Doczekał się i zgody na propozycję. Nie czekał długo. Od razu oderwał plecy od podniszczonego oparcia, spotykając podeszwy butów z równie zmizerniałą podłogą. Być może kiedyś była ładnymi panelami. Krzyki w tym czasie podniosły się do tego stopnia, by słowa, które nie poszczyciłyby się mianem krzyku, nie mogły zostać tak łatwo usłyszane nawet dla czułych, zwierzęcych uszu. Dlatego właśnie pozwolił sobie chwycić dziewczynę za dłoń, w żadnym stopniu inwazyjnie, ot lekki dotyk. Raz tylko spojrzał w stronę obcej twarzy przyciśniętej do blatu i opadającej na tył czaszki pięści. Dokładnie do tego momentu zmierzali wszyscy tu zebrani.

---

Z niewypowiedzianą ulgą odprowadzał budynek baru spojrzeniem, szybko odwracając wzrok, by zamiast ruderze przyglądać się terenowi przed sobą. Chwilowo nie zachwycał, wyróżniając się jedynie kilkoma przyschniętymi krzewami i pożółkłą trawą. Jasnowłosy nie wyglądał na ani trochę zniechęconego, mając świadomość, że wystarczyło zawędrować trochę dalej, by sięgnąć celu. Na razie jedyną przeszkodą mogła się okazać dochodząca z każdej strony duchota, nic poza nią. W połączeniu ze splecionymi za plecami dłońmi do dopełnienia sielankowego obrazka brakowało tylko wesołego pogwizdywania. Tego nie miał zamiaru robić, również z tonem głosu mając się na baczności. W końcu żadne z nich nie chciało dodatkowego towarzystwa na ogonie.
- Czytasz książki?

---
Chowam się w cień za tego posta...


Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 2 Pine_threes_f2u_by_ao_no_lupus-d9ydzfl
Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 2 Q1-1528134252
Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 2 Q2-1528134392
Spoiler:
Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 2 Tumblr_ocofavk1NK1r8bsyso4_250
Rhett





Rhett
Opętany

Powrót do góry Go down


Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 2 Empty Re: Outsider [Insomnia | Rhett]

Pisanie by Insomnia on 5/4/2018, 00:31
- On raczej za mną nie przepada.
Roześmiała się perliście, pochylając przy tym głowę i chowając twarz w zagięciu ręki. Przez dobrą chwilę nie mogła złapać oddechu, wciągając tylko powietrze w krótkich zrywach i wypuszczając je zaraz w spazmach rozbawienia. Dopiero po kilku minutach uspokoiła się nieco, unosząc wzrok z powrotem na rozmówcę. Czarne włosy opadały w nieładzie na oblicze wymordowanej, zaś w kącikach oczu lśniły zalążki łez.
- No, to witam w klubie. Mnie się wydaje, że on w ogóle nikogo nie lubi. Wiem, że na pewno nie mnie - stwierdziła, wciąż jeszcze powstrzymując prychnięcia śmiechu. To nie była tak naprawdę zabawna sytuacja; raczej wypadałoby ją nazwać przykrą, jednak właśnie przez to, że jawiła się tak żałośnie, zareagować można było tylko śmiechem. Opinia Nayami w tym temacie była szczera: nie łudziła się, że kiedykolwiek ujrzy ze strony ojca jakiekolwiek realne przejawy sympatii wobec drugiej osoby, a już na pewno nie liczyła na to, że sama stanie się obiektem jakichś jego pozytywnych uczuć. Wiedziała, co znaczy jej imię i wiedziała, że żadne z rodziców nie chciało jej narodzin. Kiedyś odczuwała żal z tego powodu i marzyła o zmianie, ale wraz z dojrzewaniem i niesławnym okresem buntu przyszło przekonanie, że żadne widzimisię jej przodków nie były istotnymi częściami życia. Nie chcieli być dla niej dobrymi rodzicami? To nie, bez łaski, sama sobie znalazła lepszych i była z tego układu bardzo zadowolona.
- Donikąd mi się nie pali - mruknęła przeciągle, w sposób nieświadomy kopiując zachowania, które widziała nieraz u dorosłych kobiet. Zauważyła już, że odpowiedni ton głosu, gest czy mina potrafią zdziałać cuda w zjednywaniu sobie towarzysza rozmowy. Nie była do końca pewna, jak to wszystko działa, ale wydawało się całkiem skuteczne - a też przychodziło jej dziwnie naturalnie. Może to kwestia bardzo intensywnych, długotrwałych obserwacji. No i jak by na to nie popatrzeć, uczyła się od najlepszych.
Nie potrafiła określić, dlaczego tak się działo, ale na wpół świadomie próbowała wywrzeć na poznanym chwilę temu chłopaku dobre wrażenie. Niekoniecznie w klasycznym tego słowa znaczeniu, bowiem do wychowanej panienki było jej bardzo daleko. Raczej nie zaimponowałaby nikomu manierami ani obyciem, nawet wiedzą czy inteligencją. Chciała jednak, by nowy kolega ją polubił. To przecież nie mogło być takie trudne! Starała się być miła, w końcu i on był dla niej uprzejmy od samego początku, a to bardzo ułatwiało sprawę. Nie wyglądało na to, by miał czymkolwiek sprowokować wymordowaną do agresji w obronie siebie lub co gorsza - swojego honoru - za co już na starcie złapał ogromnego plusa. Teraz tylko byle go utrzymać!
- Nie byłabym tego taka pewna - skomentowała, wyraźnie sceptyczna. Słyszała różne ostrzeżenia, często bardzo niekonkretne, a zazwyczaj skwitowane znamiennym "dowiesz się więcej, kiedy trochę podrośniesz". I oto mijał jej osiemnasty rok życia, czyli już całkiem solidny, a nikt nadal nie pokwapił się rozwiać młodzieńczych wątpliwości i nazwać rzeczy po imieniu. Wyłapywała fragmenty rozmów, strzępki różnych scen, komentarze rzucane mimochodem i inne tego typu smaczki, które później usilnie starała się poskładać w jedną całość, przy wypełnianiu luk posiłkując się własną, dziecięcą jeszcze wyobraźnią.
To nie miało szans się skończyć dobrze, jednak Nayami i tak nie miała o tym pojęcia.
Cofnęła jednak dłoń o tych kilka marnych centymetrów, przez krótki moment układając ją na pokiereszowanym blacie. Wstała dopiero wtedy, kiedy poczuła chwyt Rena na swoich palcach, co wyraźnie zwiastowało, że nadszedł najwyższy czas na tak zwany wypad z baru. Zerknęła kątem oka na rozgrywające się wokół nich sceny, które wcześniej rozmyślnie wypychała ze świadomości, nie chcąc sobie zaprzątać głowy byle bójką.
Trzask drzwi zamykających się za dwójką wymordowanych zniknął w huku, który ogarnął wnętrze przybytku. Rozgrywająca się w środku bijatyka musiała rozgorzeć na dobre, a młodociani mieszkańcy Desperacji wręcz wywinęli się spod noża. Na zewnątrz było zresztą o wiele przyjemniej, idealnie na luźny, niezobowiązujący spacerek - może niekoniecznie pod względem pogody, ale bardziej swobody i przestrzeni. W końcu Insomnia nie mogła przemieszczać się z punktu A do B tak samo, jak normalni ludzie; nie, ona idąc podskakiwała lekko na palcach, od czasu do czasu kręcąc całkiem niezgorsze piruety. A czasami obrót nie wychodził, więc chwiała się wyciągając ręce na boki, zaraz wybuchając gromkim śmiechem. Usłyszawszy pytanie, a było to kiedy zdążyła wybiec na kilka kroków przed swojego towarzysza, obróciła się w jego kierunku i idąc tyłem, założyła ręce za plecami.
- Czasami. Lubię czytać, ale nie mam zbyt wiele książek. Na te, które mamy, trzeba bardzo uważać, żeby się nie zniszczyły. - Było to nieco przykre, jednak nie miała do wyboru zbyt okazałej biblioteki. Mieszkali bądź co bądź w podziemnych tunelach, gdzie przetrzymywanie papierowych dzieł nie było takie proste, jak w czystych, a czasem wręcz sterylnych warunkach miasta. Trzeba było uważać na mróz i wilgoć, a także na brud i upały. No i na to, żeby żaden antyfan literatury nie postanowił z czyichś zbiorów urządzić sobie ogniska. - A ty? Masz jakąś swoją?

//Weź nie zdziwiaj i wyłaź, bo chcę więcej tych postów.


Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 2 V9uo3sH
Insomnia





Insomnia
Kundel     Opętana
GODNOŚĆ :
Nayami Leather


Powrót do góry Go down


Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 2 Empty Re: Outsider [Insomnia | Rhett]

Pisanie by Rhett on 5/4/2018, 23:55
Gdy tylko paskudne uczucie bycia obłapianym samym wzrokiem zniknęło, mógł znów odetchnąć pełną piersią, tak samo, jak przed wejściem do lokalu. Lekko powiewający wiatr, który rozdmuchiwał kosmyki, ciepłe promienie muskające odsłoniętą skórę i — przede wszystkim — brak naładowanych testosteronem agresorów. Nabrał więcej powietrza do płuc tylko po to, by chwilę później wypuścić je z całym zebranym we wnętrzu dyskomfortem. Przymknął na chwilę powieki, po prostu korzystając z tej chwili wolności. Plamiony ogon raz jeszcze ożył własnym życiem, co chwila smagając powietrze, a uszy drgały, wyłapując kroki idącej obok dziewczyny. Dotąd cały czas ożywiony głos również ucichł, pozostawiając wymordowanego samemu sobie. A przynajmniej na razie. Sam szedł raczej normalnym tempem, bez podskoków czy nagłych zrywów. Stawiane kroki przyspieszyły, zbliżając go do towarzyszki, gdy tylko odpowiedziała na pytanie. Od razu wrócił rękoma na przód ciała, szybko jednak upychając je do kieszeni rozsuniętej bluzy, byleby tylko powstrzymać odruch, gdzie gestykulował do niemal każdego słowa.
- Mam kilka książek, mogę ci pożyczyć! - zaproponował z nieukrywanym uśmiechem, prostując plecy, jakby sam chciał podskoczyć kilkanaście centymetrów nad ziemię.
- Jedna na przykład opowiada o wielkim wilku. Nazywał się Fenrir i ponoć był tak wielki, że ziewając, jego górna szczęka dotykała nieba, a dolna ziemi. Pożerał ludzi, jednak rósł w siłę do tego stopnia, że bogowie zaczęli obawiać się o swoją własną krainę - Asgard. Wykuli łańcuchy, by go spętać. Wpierw jedne, później drugie. Jego potęga pozwoliła mu na rozerwanie obu. W całej tej bezradności bogowie postanowili, że zamówią sznur u krasnoludów, mistrzów kowalstwa. Prace trwały trzy dni, aż w końcu otrzymali Gleipnir. Zrobiono go z odgłosu stąpania kota, brody kobiety, korzenia skały, ścięgien niedźwiedzia, oddechu ryby i śliny ptaka. Niewiarygodne, no nie? - przerwał na chwilę, spoglądając na Nayami. Niby to bez powodu, a jednak chcąc się upewnić, czy aby przypadkiem nie zanudzał jej opowieścią.
- Książka wspomina jeszcze o czymś w rodzaju... dnia ostatecznego, końca świata. Trochę zabawne, patrząc na nas samych. Nazwali to "Ragnarök", czyli zmierzch bogów. Gdybyś była ciekawa, to służę pomocą - przewertował w pamięci wszystkie posiadane egzemplarze. Nie tylko mitologie świata, ale i najprostsze opowiadania służące rozluźnieniu. Nie, żeby miał całą bibliotekę. Ot kilka cennych pisemek. Czytanie było jedną z tych czynności, której nie mógł sobie podarować. Umysł mógł choć na chwilę pożegnać dyszące w kark niebezpieczeństwo środkowym palcem i zagłębić się w spisane na już lekko pożółkłych kartkach słowa. Samo uczucie miękkiego papieru pod palcami oraz charakterystycznego zapachu pozostawiało po sobie przyjemną pamiątkę. Pod warunkiem, że w ogóle potrafiło się czytać. Zdarzały się przecież przypadki nieposiadające tej ponoć banalnej umiejętności.
- Jest jedna, którą lubię bardziej niż pozostałe, ale ci o niej nie opowiem, bo byś się śmiała - sam nie wierzył w moment, w którym język wysunął się spomiędzy warg w typowo dziecięcym geście. Drobny żart. Teraz miał tylko nadzieję, że nie popełnił nim żadnego faux-pas.


Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 2 Pine_threes_f2u_by_ao_no_lupus-d9ydzfl
Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 2 Q1-1528134252
Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 2 Q2-1528134392
Spoiler:
Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 2 Tumblr_ocofavk1NK1r8bsyso4_250
Rhett





Rhett
Opętany

Powrót do góry Go down


Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 2 Empty Re: Outsider [Insomnia | Rhett]

Pisanie by Insomnia on 6/4/2018, 01:39
Niektórzy mówili, że cierpiała na nadmiar energii i chyba mieli rację. Wyskoczywszy przed swojego towarzysza, ledwie zdążyła odpowiedzieć mu na pytanie, znów zawirowała w pół kroku, skracając nieznacznie, przez co teraz okrążała chłopaka niczym kosmiczny satelita. Przebywanie na otwartej przestrzeni było dla niej jakby bardziej naturalne, stąd - o ile to w ogóle możliwe-  czuła się jeszcze bardziej swobodnie i rześko. Teraz też miała już pewność, że jej ogon odpuścił sobie fuchę ochroniarza i wrócił do kryjówki sam, nie musiała więc się irytować obecnością "superszpiega".
Kiedy chłopak zadeklarował, że mógłby pożyczyć Nayami co nieco ze swojej własności, mijała go właśnie z prawej strony; zaraz jednak w kolejnym piruecie wylądowała tuż za plecami nowego znajomego, bez uprzedzenia opierając dłonie na jego ramionach i podskakując po raz kolejny.
- Naprawdę?! Byłoby cudnie! - ucieszyła się, na moment zaciskając palce na miękkim materiale bluzy. Po kilku sekundach puściła, jako że poruszanie się w takim układzie było zbyt niewygodne. Kilka kroków, które zdążyli w tym czasie zrobić, jeszcze dało się przeżyć - ale nie więcej. Przesunęła się więc na lewo, tym razem odpuszczając sobie orbitowanie, a jedynie przechylając z zainteresowaniem głowę i spoglądając z ukosa na Renarda, chłonąc każde słowo z jego opowieści. W pewnym momencie nawet przestała unosić się na palcach, grzecznie wyrównując krok.
- Bogów? Krasnoludów? - zapytała, mrużąc oczy. Wydawała się mocno zagubiona w całym tym opisie, bo o ile idee wilka, sznura czy kota były jej znajome, to niektóre ze słów użytych w trakcie budziły w młodej wymordowanej pewne wątpliwości. Dotychczas nie spotkała się żadnym dziełem z gatunku fantastyki - zresztą, czyż fantastyką nie było trochę ich obecne życie? Gdyby dwudziestowieczni autorzy widzieli to, co dziesięć stuleci później wyprawiało się na Ziemi, pewnie w życiu by w to nie uwierzyli. To, co obecnie było normą, wiele lat wcześniej musiało wydawać się absurdalne. Z kolei wyobrażenia dawnych ludzi, jak świat będzie wyglądał w przyszłości, też raczej rzadko się sprawdzały.
- Ale w ogóle wiesz, jeden z moich wujków się nazywa Fenrir! Ale on nie jest wielkim wilkiem. Nie jest nawet podobny do wilka, a szkoda. Gdyby był, to by się tak ładnie łączyło - stwierdziła z pewnym żalem, jednak nie pozostawała przygnębiona na długo. Uśmiech wypływał z niej na samo wspomnienie kogoś ze swojej ukochanej, wielkiej rodziny.
- Czekaj, czyli oni zrobili ten sznur z rzeczy, które nie istnieją? - zauważyła, w zamyśleniu przytykając czubki palców do policzka. Tak, to brzmiało absurdalnie, bo wszystkie składniki nie istniały. Co prawda nie była znawcą fauny do tego stopnia, by wiedzieć, czy niedźwiedzie mają ścięgna, jednak wiedziała na sto procent, że normalna kobieta nie powinna mieć brody, a koty chodzą bezdźwięcznie. A poza tym, skały nie mają korzeni. To chyba wystarczające dowody?
- Brzmi ciekawie, chciałabym to przeczytać całe - zadecydowała po chwili. Skrócona treść wydawała się mieć interesującą akcję, a głodny edukacji i rozrywki dorastający umysł domagał się odżywienia dobrą książką. Każda okazja była dobra, żeby zaopatrzyć się w jakiś porządny tytuł - choćby tylko tymczasowo, przez wypożyczenie. A poza tym, konieczność zwrotu implikowała kolejne spotkanie, a tym, choć nie przyznała tego na głos, na pewno by nie pogardziła.
- ... bo byś się śmiała.
- Skąd wiesz? Nie dowiesz się, póki nie spróbujesz~ - mruknęła zachęcająco, znów obracając się tyłem do kierunku marszu i konfrontując się twarzą w twarz z chłopakiem. Uśmiechnęła się przymilnie, a że tę minę szlifowała przez lata na wszystkich swoich opiekunach, była niemal stuprocentowo pewna sukcesu. - No nie bądź taki, powiedz mi~


Ostatnio zmieniony przez Insomnia dnia 6/4/2018, 14:24, w całości zmieniany 1 raz


Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 2 V9uo3sH
Insomnia





Insomnia
Kundel     Opętana
GODNOŚĆ :
Nayami Leather


Powrót do góry Go down


Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 2 Empty Re: Outsider [Insomnia | Rhett]

Pisanie by Rhett on 6/4/2018, 03:08
W pewien sposób widział w Nayami swoje własne odbicie. Nie pod każdym kątem, ale jednak. Zazwyczaj również tryskał energią, biegał, skakał, jakby za przykręconą przez drobną śrubkę klapką miał wieczne baterie. Już teraz cały chodził, ledwie powstrzymując odruchy, a to tylko dlatego, że zależało mu na dobrym pierwszym wrażeniu. Jednocześnie w tle świergotała świadomość, że podobny stan rzeczy nie zostanie utrzymany zbyt długo, mięśnie zadrgają i pozwolą mu wypruć w przód, pozostawiając za sobą jedynie drobny obłoczek kurzu niesięgający wyżej niż ponad kostki. Gdzieś zatliła się myśl, że być może dziewczyna wcale nie miałaby mu tego za złe, a może wręcz przeciwnie. W tym przekonaniu utwierdziły go zalegające na ramieniu dłonie i seria podskoków. Pokiwał wtedy ochoczo głową, unosząc nawet kciuk w górę. Nie widział żadnych przeciwwskazań w dzieleniu się książkami. I może o ile wiedza z nich płynąca na niewiele zdałaby się w obecnym świecie, tak fakt poznawania nowych rzeczy mimo wszystko był warty zachodu.
- Tak! W tej mitologii mają ich wielu. Na przykład jeden z nich — Tyr był między innymi bogiem wojny, walki oraz siły. To on próbował poskromić Fenrira. Stracił wtedy rękę, bo wilk okazał się równie sprytny co ci, którzy chcieli go spętać - widoczne u dziewczyny zainteresowanie zachęciło go do dalszej opowieści. Chętnie rzucał kolejnymi zdaniami, usiłując sobie przypomnieć wszystkie najciekawsze momenty. Właściwie już teraz nie mógł doczekać się momentu, w którym spotka Nayami raz jeszcze, gdy ta już przeczyta książkę. Mieliby wtedy okazję do przedyskutowania całej lektury i wymiany ulubionych fragmentów. Końcówka ogona mimowolnie zmiotła ziemię w zadowoleniu. Brakowało niewiele, by zaczął merdać jak szczenię.
Ludzie opisujący wielkiego wilka Fenrira mieliby nie lada zagwozdkę, widząc, jak pokraczne stworzenia stąpały obecnie po ziemi. I jak ta ziemia wyglądała. Wymordowani, masa zmutowanych bestii, które na każdym kroku czyhają z wysuniętymi pazurami, okropne warunki Desperacji. Wszystko to brzmiało jak scenariusz filmu. Tak absurdalne, że aż nierealne. A jednak.
"Ale w ogóle wiesz, jeden z moich wujków się nazywa Fenrir!"
- Nie musi być wilkiem, żeby zrywać łańcuchy - podrzucił pomysł, spoglądając na dziewczynę porozumiewawczym spojrzeniem. - Zapytaj go kiedyś, może też przeżył coś niespotykanego - w końcu opowieści były jednym z lepszych czynników pobudzających ekscytację. Zakładając, że miało się dar przekazywania historii, nie każdy to w końcu potrafił.
- Dokładnie. Sznur był tak samo absurdalny, jak rzeczy, z których go wykonano. Wyglądał na cienki i słaby, jakby pod byle naporem miał pęknąć. A jednak dokonał tego, czego nic innego nie dało rady - wspomniane więzy były tylko dowodem, że wygląd miał w zasadzie niewiele wspólnego z faktyczną mocą. Ta zasada świetnie sprawdzała się między wymordowanymi, gdzie dzieci zabijały lepiej niż przerośnięci dorośli. Absurd. Czysty absurd. W takim właśnie świecie żyli.
- Wiem, bo to bajka - łagodny uśmiech poruszył ustami. Kątem oka cały czas spoglądał na otoczenie, kontrolując kierunek, w którym zmierzali. W końcu mieli szukać owoców. - O psie, który jeździł koleją. To dość smutna lektura. W dodatku o psie, co jest mimo wszystko trochę zabawne w tym przypadku, bo szczerze mówiąc trochę - urwał, wyraźnie szukając odpowiedniego słowa, które najlepiej oddałoby myśl. Na krótką chwilę zacisnął usta w wąską linię, szybko jednak rozluźniając lico i wracając do wyrazu sprzed chwili. - Taka drobna fobia, rozumiesz - nie był pewien, czy postępuje rozsądnie, dzieląc się tą informacją. Prawdopodobnie nie powinien był tego robić, trzymając język za zębami. Z drugiej strony wykiełkowała w nim niewielka myśl, że mógłby jej powiedzieć wszystko, nawet najgorsze tajemnice świata.


Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 2 Pine_threes_f2u_by_ao_no_lupus-d9ydzfl
Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 2 Q1-1528134252
Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 2 Q2-1528134392
Spoiler:
Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 2 Tumblr_ocofavk1NK1r8bsyso4_250
Rhett





Rhett
Opętany

Powrót do góry Go down


Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 2 Empty Re: Outsider [Insomnia | Rhett]

Pisanie by Insomnia on 6/4/2018, 14:58
- Tak, tak, wilki są piekielnie sprytne. - Pokiwała głową z uznaniem dla autora książki, który dał swojemu bohaterowi właśnie tę cechę. Nie wiedziała przecież, że wierzenia dawnych ludów nie miały jednego, konkretnego pomysłodawcy. Mimo to w jej odczuciu ktokolwiek wymyślił postać Fenrira, musiał znać się na rzeczy. Może było w tym trochę narcyzmu, ale przecież sama była po części wilkiem i uważała się za całkiem bystrą.
Im dłużej chłopak opowiadał, tym bardziej narastała w niej chęć dorwania tej książki w swoje ręce. Znając życie, byłaby w stanie pochłonąć całą treść w jedno popołudnie, o ile tylko nie pojawiłoby się po drodze zbyt wiele niezrozumiałych pojęć. Jak na razie chyba nadążała, nawet jeśli wspomnienie o krasnoludach trochę zbiło ją z tropu. Ourell opowiadał jej kiedyś o królewnie Śnieżce i tam też były krasnoludki, ale one nie robiły sznurów i w ogóle średnio pasowały do tej scenerii, którą malowała fantastyczna historia Ragnaröku. W ogóle zdążyła już zauważyć, że każdy autor miał zupełnie inny zamysł przedstawienia świata, szczególnie kiedy już zamierzał go podkoloryzować. U jednych pojawiały się wróżki, u innych roboty, jeszcze gdzie indziej czytało się o zombie. A jednak chyba nikt nie wpadł na to, co oni teraz obserwowali na własne oczy. Świat był na to zbyt nieprzewidywalny.
- Czyli Tyr był bogiem wojny... to w takim razie byli też inni bogowie od innych rzeczy? - Tak przynajmniej wydawałoby jej się logiczne, bo przecież nie można było przyznać nadprzyrodzonej istoty dla tylko jednej dziedziny, a resztę pozostawić bez opieki. Średnio ogarniała ideę Boga jako-takiego, ale kiedy był jeden, to chyba rządził wtedy całością świata. Teraz podobno nie było go w ogóle i właśnie dlatego panował taki chaos - to by wiele tłumaczyło - a gdyby było takich więcej... no cóż, musieliby się jakoś podzielić. Wielokrotnie już widziała na własne oczy, jak tragiczne skutki przynosi brak porządku w kompetencjach. Gdyby każdy próbował zarządzać wszystkim, od razu doszłoby do ciągnących się w nieskończoność kłótni. Nikt rozsądny nie zrobiłby czegoś takiego, a pewnie ktoś, kogo nazywa się "bogiem", powinien być choć trochę mądry. Nie bez powodu jest to przecież istota różna od człowieka.
- Przeżył dużo ciekawych rzeczy! Czasem mi opowiada, chociaż jeszcze częściej mówi, że jestem na to za młoda... chyba trochę z tym przesadza, ale to już trudno. Kiedyś wszystko z niego wyciągnę - stwierdziła buńczucznie. Wujaszek Fenek mógł ją wciąż traktować jak pięciolatkę, jednak kiedyś będzie musiał się pogodzić z tym, że mimo nastoletniego wyglądu, Nayami wciąż nabiera nie tylko cyferek na liczniku, ale też życiowego doświadczenia i dojrzałości. I przyjdzie taki czas, że już nikt nie będzie wymawiał się jej wiekiem, żeby cokolwiek przed nią zatajać.
- Ale przecież bajki są świetne! - Zrugała od razu chłopaka, ledwie wyjawił jej powód swojego ociągania z odpowiedzią. Zaraz też uśmiechnęła się delikatnie, słysząc, że opowieść dotyczy psa. Czworonożni przyjaciele byli jednym z ulubionych zjawisk młodej Leather, nawet jeśli sama nie miała psiaka, a tygrysa. Jej pasiasty koleżka był do prawda z kociej rodziny, jednak to wymordowanej w ogóle nie przeszkadzało. Odpowiadała jej znaczna większość gatunków, szczególnie te miłe, przyjazne i puchate. Stąd też zdziwiło ją, że jej obecny towarzysz ma do futrzaków jakieś "ale", tym bardziej że sam reprezentował rodzaj nie do końca ludzki.
- Fobię? - Przekrzywiła głowę niczym zainteresowany szczeniaczek. - To znaczy... boisz się psów? - Rzecz jasna nie miała na celu go wyśmiać albo dobić, jednak wydawało jej się to nieco dziwne. Desperacja pełna była zezwierzęconych mutantów, wiele z nich miało bardzo psi wygląd. Znaczna część tych, którzy jeszcze panowali nad sobą, też posiadała geny tychże gatunków. Ba, przecież wcześniej chłopak sam mówił, że interesuje się gangiem DOGS, gdzie przecież psy występowały nie tylko w nazwie.
... no dobra, może to jednak miało sens, że trochę się tego wstydził. Ale tylko trochę, bo choć sprawa wydawała się nieco dziwna, na pewno miała jakieś logiczne powody. Miło byłoby je poznać, żeby móc zrozumieć, ale chyba nie wypadało naciskać. Wypytywanie o czyjeś lęki nie jest w dobrym tonie, to wiedziała nawet Ins, chociaż nierzadko jej maniery wahały się między poziomem dzikus a kompletny dzikus.


Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 2 V9uo3sH
Insomnia





Insomnia
Kundel     Opętana
GODNOŚĆ :
Nayami Leather


Powrót do góry Go down


Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 2 Empty Re: Outsider [Insomnia | Rhett]

Pisanie by Rhett on 9/4/2018, 19:50
Po drodze natknęli się na kilka zwalonych pni. Nie mógł sobie darować wejścia na chociaż jeden i przejścia przez całą jego długość. Następując na drewno pomyślał, że było jeszcze kilka historii do przeczytania, które z chęcią opowiedziałby dziewczynie. Jednocześnie trzymała go świadomość, że w całym potoku słów, które w ekscytacji prawdopodobnie wyrzucałby z szybkością karabinu, mógłby przesadzić i napomknąć o zbyt wielu informacjach, przez co późniejsze wertowanie lektury nie byłoby już tak fajne. Ta wizja przystopowała zaległe w gardle słowa, przekształcając je w cichy pomruk. W następnej sekundzie zeskakiwał na ubitą ziemię. I to tylko po to, by znów wejść na pień, tym razem znacznie dłuższy i wyglądający, jakby w każdej chwili miał roztrzaskać się pod najdrobniejszym ciężarem. Ciężko jednak było mówić o jakimkolwiek ciężarze w przypadku wymordowanego.
„Czyli Tyr był bogiem wojny...”
Zerknął na bok, przyglądając się twarzy dziewczyny, gdy zadała pytanie.
- Oprócz wojny Tyr był bogiem prawa i sprawiedliwości. Ale tak, było ich znacznie więcej. Na przykład najwyższym z nich był Odyn, bóg wojny i wojowników, bóstwo mądrości i poezji. Ponoć wynalazł runy. Wiesz, ponoć jest taki potężny i ponad wszystkimi innymi. A jednak książki mówią, że w dzień Ragnarök Odyn zostanie pożarty przez Fenrira - uśmiechnął się szeroko, błyskając w świetle dnia białym uzębieniem. Pominął fakt o śmierci wielkiego wilka. Tego Nayami mogła już sama się dowiedzieć. Nie musiał jej teraz psuć fascynacji. Przeskoczył nad większą gałęzią, kontynuując opowieść. - O, bardzo ciekawy jest jeszcze Loki! To ojciec Fenrira i wielkiego węża Jormunganda, o nim też mogę ci coś powiedzieć - wyprostował się dumnie, jakby był małą encyklopedyjką. - Wracając — Loki był bogiem ognia i oszustwa, występuje w bardzo ciekawym micie, ale o nim już sama będziesz mogła przeczytać. Co ciekawe, mógł zmieniać postać. Brzmi trochę znajomo, no nie? Z tym że akurat on się nie ograniczał. Potrafił nawet zmienić płeć - na powrót upchnął ręce do kieszeni bluzy, które podczas tego drobnego słowotoku zdążyły nie wiadomo kiedy się wysunąć i zacząć gestykulować. Zaschnięta gałązka na pniu trzasnęła w kontakcie z podeszwą buta, lecz nie zwrócił na to większej uwagi. Co innego, gdyby to nie on był sprawcą dźwięku. Zawsze istniała możliwość, że ktoś przyuważył wesoło wychodzącą dwójkę i postanowił podążyć ich śladem w poszukiwaniu rozrywki. Już nawet słyszał zaczątek komentarza, który miał rozbrzmieć tylko w jego umyśle, gdy głos dziewczyny przedarł się ponad niskim tonem, w jednej chwili zagłuszając go niemal całkowicie. Pozostało tylko niezadowolone buczenie letniego owada.
- Hej, mogę ci pomóc. Trochę uroku i największy kozak się poddaje - problem mógł leżeć w tym, że nad definicją wspomnianego pojęcia wymordowany widział co najwyżej zrobienie wielkich, szczenięcych oczu i zamerdanie ogonem. Tajna broń, która podbije świat, zdecydowanie. Zeskoczył z ostatniego pnia, zrównując się krokiem z Nayami. Komentarz odnośnie bajek podniósł zwierzęce uszy w tak szybkim tempie, że równie dobrze ruch mógł w ogóle nie zostać zauważony. Przyznał jej rację ochoczym kiwnięciem głowy, nie poruszając jednak tematu opowieści. Uznał, że tym razem będzie lepiej, jeśli zamknie buzię i nie wspomni o żadnym szczególe. więcej do odkrywania.
- Tę też ci pożyczę. Koniecznie musisz powiedzieć, czy ci się podobała, gdy już ją przeczytasz - klasnął pojedynczo w dłonie z głuchym plaśnięciem. Z racji, że powoli wkraczali między większe skupiska krzewów, zaczął nieco więcej uwagi poświęcać otoczeniu. Co chwila zaczepiał spojrzenie na mniejszym lub większym krzaczku, doszukując się nań drobnych owoców o kolorze nieco żywszym niż codzienne otoczenie. Tak jak mogli oboje podejrzewać, większość skarbów natury została już zebrana.
"To znaczy... boisz się psów?"
- Próbuję to zwalczyć - mruknął. - Tylko... sama rozumiesz. Może być odrobinę ciężko, gdy nie raz i nie dwa natykasz się na ponad dwumetrowe bestie, które najchętniej zatopią kły w twoim gardle - może rzeczywiście strzelał sobie w kolano marząc o dołączeniu do DOGS. Z drugiej strony gdzieś wewnątrz rodziło się przekonanie, że taki nawrót akcji w życiu wiele by zmienił i ułatwił przełamywanie strachu.


Ostatnio zmieniony przez Rhett dnia 10/4/2018, 22:17, w całości zmieniany 1 raz


Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 2 Pine_threes_f2u_by_ao_no_lupus-d9ydzfl
Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 2 Q1-1528134252
Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 2 Q2-1528134392
Spoiler:
Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 2 Tumblr_ocofavk1NK1r8bsyso4_250
Rhett





Rhett
Opętany

Powrót do góry Go down


Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 2 Empty Re: Outsider [Insomnia | Rhett]

Pisanie by Insomnia on 9/4/2018, 22:02
- A po co im dwóch bogów wojny? Przecież to bez sensu - zauważyła. Już jeden odpowiedzialny za daną dziedzinę byłby wystarczający, więcej to już tłum. Skoro obaj opiekowali się tym samym zagadnieniem, to czy wchodzili sobie nawzajem w drogę? Kłócili się o to, w czym nie mogli wypracować jednej wersji? A może funkcjonował podział pracy? Cały ten mitologiczny świat budził ogromną ilość pytań, a nim zdążyła choćby pomyśleć o próbie odpowiedzi, pojawiały się kolejne i kolejne. Nie miała nawet pewności, czy cała książka udziela tych wszystkich informacji. Nayami zaś nie wyobrażała sobie, żeby odpuścić gromadzenie wiedzy, szczególnie, że już zdążyła złapać bakcyla. Brak źródeł pisanych oznaczał, ku rozpaczy niektórych, konieczność zadawania pytań każdemu, kto nawinie się pod rękę. To własnie stąd za młoda Leather ciągnęła się opinia męczyduszy, bo trzeba przyznać, że nie miała w zwyczaju poddawać się zbyt szybko.
- Tak, opowiedz mi o nich wszystkich - zachęciła poznawszy, że ma obok siebie doskonałe źródło informacji. Co prawda mogła o bogach, wężach i innych zjawiskach poczytać sama, jednak jakoś milej było się o tym dowiadywać od kogoś, kto opowiadał z takim entuzjazmem. Rany, w ten sposób Ins mogłaby słuchać nawet o hodowli patyczaków, co samo w sobie wydawało się niemiłosiernie nudne.
- Zmienić płeć, mówisz. - Zamyśliła się na moment, wsuwając dłonie luźno do kieszeni. - Myślę, że nawet gdybym miała taką moc, nie chciałabym być chłopakiem - stwierdziła wreszcie, pokręciwszy głową. - To jakoś tak... nie pasuje. No i pewnie wyglądałabym okropnie - zaśmiała się na samo wyobrażenie takiej sytuacji. Jakoś nie potrafiła przywołać w myślach obrazu, w którym nie byłaby dokładnie taką samą sobą, jak obecnie. Nie była nawet w stanie wyobrazić sobie, jak mogłaby wyglądać jako osoba dorosła czy starsza. Nigdy też się o tym raczej nie przekona, bo Matka Natura postanowiła zatrzymać jej rozwój fizyczny gdzieś akurat na wieku nastoletnim. Wirus konserwuje lepiej niż formalina.
- A ty chciałbyś być dziewczyną, gdybyś mógł? - podjęła, wyraźnie zainteresowana. Zakręciła kolejny piruet, wyjmując ręce z kieszeni i nieznacznie rozkładając je na boki dla utrzymania równowagi. Wskoczyła na znajdujący się na drodze kamień i sfrunęła z niego równie szybko, nawet nie patrząc pod nogi. Bardziej rozglądała się po najbliższym otoczeniu, wyłapując jego szczegóły i szukając czegoś interesującego. Zaraz jednak powróciła wzrokiem do swojego towarzysza, jak na komendę studiując uważnie jego sylwetkę od góry, do dołu i z powrotem.
- Uroku, hm? I uważasz, że poradziłbyś sobie lepiej niż ja? - rzuciła zaczepnie, przywołując na twarz cwany uśmieszek. Za tą miną czaiło się nieme wyzwanie, które nie mogło osiągnąć rozstrzygnięcia w praktyce, jednak zawsze pozostawała bitwa na argumenty. Choć może i ta nie będzie potrzebna - miano zwycięzcy było chyba oczywiste, a przynajmniej takie być powinno.
- Możesz mi pożyczyć nawet wszystko, co masz, tylko nie na raz. O, możemy się powymieniać! - Bo w sumie czemu jej nowy kolega miałby być poszkodowany? Oferował już tak wiele od siebie, że wypadałoby również wykazać się hojnością i jakoś mu się za ten uprzejmy gest odwdzięczyć. Książki były na Desperacji towarem rzadkim, więc każdy ich posiadacz mógł uważać się za nie lada szczęściarza. Mało kto jednak był w stanie zdobyć i przechować w dobrym stanie więcej niż kilka sztuk, toteż bogactwo treści było dość mocno ograniczone, jeśli się nie potrafiło nim podzielić. A to by przecież była taka szkoda, gdyby każdy zachowywał swoje skarby tylko dla siebie!
- Trochę rozumiem - przyznała, choć wyraz "trochę" został użyty nieprzypadkowo. Nayami rzadko bała się czegokolwiek, a już tym bardziej nie wyobrażała sobie, żeby czuć lęk przed zwierzętami, szczególnie tak cudnymi jak psy. A jednak spotkała się już w życiu z niejednym przypadkiem osoby, w której ten czy inny gatunek budził pewien niepokój, więc zdołała do tego osobliwego zjawiska przywyknąć. Przynajmniej do pewnego stopnia. - Ale mnie się chyba nie boisz, no nie? - Nawet się trochę zmartwiła, bo sama po części była przedstawicielem psowatych. Co prawda pełna zwierzęcą formę przybierała raczej rzadko i nie była to dwumetrowa, żądna krwi bestia... ale cień tej postaci czaił się gdzieś w oczach wymordowanej, w jej gestach i niektórych zachowaniach, których chłopak może jeszcze nie miał szansy doświadczyć. W końcu nie widział Leather w stanie zdenerwowania, a wtedy najłatwiej byłoby dostrzec, jak wiele tak naprawdę ma w sobie z wilka.


Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 2 V9uo3sH
Insomnia





Insomnia
Kundel     Opętana
GODNOŚĆ :
Nayami Leather


Powrót do góry Go down


Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 2 Empty Re: Outsider [Insomnia | Rhett]

Pisanie by Rhett on 10/4/2018, 22:17
Zadumał się na dłużej z typowym dla wielu "hmm" gdy intensywnie nad czymś myśleli. Przewertował w głowie wszystkie zapisane tekstem kartki, doszukując się jakiegoś konkretnego wytłumaczenia. Niestety. Książki opowiadały o obu bogach osobno, ale nie wydawało mu się, by którakolwiek mówiła o powiązaniu w postaci bycia opiekunem wojny. Dodatkowo pozostawał fakt, że nie dysponował ogromną na pół Desperacji biblioteką, toteż źródło wiedzy pozostawało ograniczone.
- Szczerze mówiąc, nie jestem pewny. Raz natknąłem się na wzmiankę o degradacji, więc mam pewne domysły. No bo spójrz, to może działać jak w stadzie. Najsilniejszy sprawuje władzę nad resztą, no nie? Może w ich przypadku było podobnie. W sensie, być może Tyr pełnił kiedyś funkcję takiego... naczelnego bóstwa? Później Odyn wziął sprawy w swoje ręce, a Tyr stracił pozycję. Jak myślisz? - nie spojrzał na dziewczynę zbyt zajęty wymijaniem wystających ponad ziemię korzeni, lecz wyraźna w głosie nuta zainteresowania nie poddawała wątpliwości, że czekał na jej odpowiedź. Co rusz podchodził do większego skupiska krzewów, obserwując je pod każdym możliwym kątem. Nie znalazł niczego poza przyschniętymi i lekko oberwanymi liśćmi. Zapewne ten, kto zbierał owoce, chciał zyskać na czasie i nie patyczkował się z niczym, łapiąc w garść, co tylko dał radę. Końcówka ogona zaszurała o podłoże, gdy ciche westchnienie opuszczało usta. No tak, to nie mogło być takie łatwe. Jormungand, tak? Ten temat lubił, tak samo, jak wilka Fenrira. Obie bestie go fascynowały. i żadnej nie chciałby spotkać na swojej drodze. A patrząc na obecne realia, dosłownie wszystko było możliwe...
- No więc Jormungand był ogromnym gadem, jak również kolejnym dzieckiem Lokiego. Wąż rósł w otchłaniach, do których został zrzucony przez Odyna, aż w końcu przyjął takie rozmiary, że otaczał cały świat i mógł ugryźć własny ogon. Gdy nastanie zmierzch bogów, wyłoni się z oceanu i zacznie wypluwać z siebie truciznę, która pokryje ziemię i niebo - mocniejsze świśnięcie ogona wniosło niewielki obłoczek kurzu. Ragnarök wydawał mu się równie fascynująco co sami bogowie i towarzyszące im ogromne bestie. Już od dawna polował na kolejną książkę poruszającą tematy wspomnianej mitologii, lecz znalezienie jakiegokolwiek egzemplarza graniczyło z cudem. A nawet jeśli jakimś cudem szczęście w pewnym momencie kopało go w sam środek kręgosłupa, to znikało równie szybko, co przeprowadzony atak. Nierzadko ceny za książki nie pozwalały byle wymordowanemu zaopatrzyć się w takie luksusy.
„A ty chciałbyś być dziewczyną, gdybyś mógł?”
Pokręcił głową, w dużej mierze zgadzając się z jej wcześniejszymi słowami. - Myślę, że jest dobrze tak, jak jest. Kto wie, może nie bez powodu rodzimy się w takich, a nie innych ciałach - wzruszył bezwiednie ramionami. Nie wyobrażał sobie nagłej zmiany płci, prawdopodobnie również sporo by to utrudniło w życiu. Niektóre sprawy może ułatwiło, nie wiedział. Niemniej jakby na to nie spojrzeć, czuł się dobrze w swojej skórze. Żadne zmiany nie były tu potrzebne. Sprawdził kolejny krzak, ale i na nim nic nie znalazł. Wrócił do powolnego marszu, ponownie splatając dłonie za plecami. Zaraz drobny uśmiech rozjaśnił mu lico.
- Nie. Jesteś zbyt ładna, żebym mógł w ogóle myśleć o konkurowaniu - odpowiedział zgodnie z prawdą, nie uważając swoich słów za nic złego. Coś w tonie głosu i błyszczących ślepiach mogło podpowiadać, że nie próbował się wcale podlizać. Był szczery, to wszystko. Nie sądził, by był w stanie rywalizować z Nayami na urok i wygrać.
Ochoczo pokiwał głową na propozycję, już sobie ustalając listę książek, które mógłby jej rzucić na pierwszy ogień. Na górującej pozycji postawił oczywiście mitologię, o której tak zawzięcie opowiadał już od kilkunastu minut, jak nie dłużej. Chwilę myślał nad kolejną pozycją, ostatecznie decydując się na ulubioną bajkę. Bo skoro "bajki są świetne!" to czemu miałby nie zaryzykować? Dwie lektury wydawały mu się odpowiednie jak na jeden raz, więc postanowił na tym poprzestać. Najwyżej podrzuci jej coś dodatkowego, gdyby skończyła czytać szybciej, niż ustawa przewidywała.
Podszedł do kolejnych kilku roślin, również na nich niczego nie znajdując. W pewnym momencie fuknął nawet niezadowolony pod nosem, a ogon znów drgnął nerwowo. Czy to aż tak możliwe, by inni zebrali absolutnie wszystko? Kolejne sekundy trwało podjęcie decyzji o wejście głębiej w zarośnięte trawskiem tereny. Mięśnie poruszyły kończynami szybciej, niż by to podejrzewał. Jakby podświadomie chciał znaleźć owoce i zaimponować dziewczynie, co być może wcale tak bardzo nie odchodziło od prawdy. Schylił się nieco, przechodząc pod grubszą gałęzią jednego z większych drzew.
- Na razie nie dałaś mi powodów do strachu, lubię cię - być może nawet miałaby okazję dostrzec merdanie plamionego ogona, gdyby ten nie zginął w gąszczu wysokich chwastów.


Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 2 Pine_threes_f2u_by_ao_no_lupus-d9ydzfl
Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 2 Q1-1528134252
Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 2 Q2-1528134392
Spoiler:
Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 2 Tumblr_ocofavk1NK1r8bsyso4_250
Rhett





Rhett
Opętany

Powrót do góry Go down


Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 2 Empty Re: Outsider [Insomnia | Rhett]

Pisanie by Insomnia on 14/4/2018, 01:00
W nielicznych momentach ciszy, które co jakiś czas przecinały rozmowę, nie mogła sobie odmówić przypatrywania się zamyślonemu wyrazowi twarzy swojego towarzysza podróży. Nie miała w tym żadnego konkretnego celu, ale podświadomie chłonęła ten widok z mocno egoistycznych przyczyn; świadomość tego, że wysila szare komórki na jej prośbę i w celu sprawienia jej radości była uczuciem bardzo przyjemnym. Przez to, że była uzależniona od zadawania pytań, często spotykała się z odmową. Trudno się temu dziwić, bo nie każdy musiał mieć czas i ochotę na tłumaczenie nastolatce nieskończonej listy zjawisk i zagadnień. Rozumiała to i nie miała nikomu za złe, jednak zaznawszy tej przykrej strony, tym bardziej ceniła, kiedy ktoś zdecydował się poświęcić jej nieco swojego czasu i sił.
- Brzmi całkiem sensownie. Chociaż skoro w takich opowieściach wszystko rządzi się innymi prawami, to może być na to jeszcze inne wytłumaczenie. - I pewnie się nie dowiedzą, o ile nie wytłumaczy tego jakaś książka na temat. Cały problem tkwił w tym, że jakiejkolwiek teorii by nie wypracowali, i tak nigdy nie będą mieli pewności, co autor miał na myśli. Dlatego też każdy pomysł był w jakimś stopniu dobry, a jednak bez odpowiedniego źródła - niemożliwy do sprawdzenia. A Nayami, choć z przyczyn oczywistych musiała opierać swoje zdobywanie wiedzy na przekazie ustnym, miała niezbywalne zamiłowanie do sprawdzania rzeczy w praktyce.
- Więc dziećmi Lokiego są... wilk i wąż? Miał jeszcze jakieś inne zwierzaki?
Fakt, młoda Leather nie powinna się dziwić takim zjawiskiem; wszak sama była porządnie zmutowana i nie miała pewności, czy miała na to wpływ genetyka, czy jakieś inne zjawiska. Obiło jej się gdzieś o uszy, że wilcze aspekty mogła odziedziczyć tylko po ojcu. W matce przeważały geny kangura, co sama Ins uważała za zabawny zbieg okoliczności. Skoczny zwierzak na pierwszy rzut oka wydawał się kompletnie nie pasować do usposobienia Hemofilii, jednak przy głębszym zastanowieniu dało się dostrzec pewne cechy wspólne. Jej córka była tylko wdzięczna za to, że nigdy nie była transportowana w słynnej kangurzej torbie.
- ... jest dobrze tak, jak jest.
- Też tak myślę - przytaknęła zgodnie. Czasami trudno było określić, czy bieg czasu i zdarzeń składa się z przypadków rzucanych chaotycznie przez los, czy też Matka Natura ma na to wszystko jakiś plan. Mimo to, prędzej czy później zawsze pojawiało się przeczucie, że całkiem spora część pozornie nic nie znaczących dla siebie nawzajem zdarzeń ma w rzeczywistości głębszy sens. Ten jednak dostrzegało się zazwyczaj dopiero później, oceniając sprawy z pewnego dystansu. Skoro od setek tysięcy lat ludzie (a potem też istoty z nich się wywodzące) od setek tysięcy lat rodzili się jako chłopcy i dziewczęta, coś w tym musiało być. Najwyraźniej wręcz tak być powinno, inaczej świat załamałby się w posadach jeszcze podczas wczesnej wiosny swego istnienia.
- Słusznie - potwierdziła, rada z tego, że nie musi się spierać o swoją rację. Nie była z tego gatunku dziewczyn, które na podobny komplement spłonęłyby rumieńcem i odwróciły skromnie wzrok. Dlaczego miałaby się głupio krygować i udawać, że tamte słowa nie wyrażają faktów? Była jak najbardziej świadoma swoich zalet, a i miło było wiedzieć, że nie pozostają one niedostrzeżone. Uśmiechnęła się z zadowoleniem, w płynny sposób dołączając się do poszukiwań. Wcześniej nie przykładała wielkiej wagi do rozglądania się po okolicy, jako że była bardziej otwarta i łatwo było wyłapać wszelkie elementy warte uwagi. Teraz, kiedy ich ilość się zagęszczała, warto było mieć oczy otwarte.
Słysząc sfrustrowane fuknięcie, uśmiechnęła się ironicznie i wywróciła oczami, czego jej kompan oczywiście nie mógł widzieć. Może do tej pory niczego nie znaleźli, jednak Leather miała przeczucie, że ich wyprawa zakończy się jakiegoś rodzaju sukcesem. Czy uda im się wypatrzyć owocujące krzewy, do których jeszcze nikt się nie dorwał - tego nie wiedziała, ale nawet gdyby tak się nie stało, niestraszna jej była gorycz porażki. Jako niepoprawna optymistka, nawet by jej nie odczuła.
- Widzisz, to już całkiem niezły początek - zaśmiała się cicho. - Chociaż może trochę powinieneś się mnie bać, ale to tylko wtedy, gdybyś mnie rozzłościł - dodała po krótkiej refleksji. Mógł to zauważyć, a może nie widział, ale młoda wymordowana była w stanie jedną dłonią odłamać kawałek drewnianego blatu, a to nie było coś, co potrafi każda dojrzewająca dziewczyna. Taką samą sztuczkę mogła wykonać na przykład z czyimś kręgosłupem, a to już większości rozsądnych istot podsuwało pomysł, żeby nie zadzierać z posiadaczką tak nienaturalnej siły.
Zapewne mieli rację.


Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 2 V9uo3sH
Insomnia





Insomnia
Kundel     Opętana
GODNOŚĆ :
Nayami Leather


Powrót do góry Go down


Outsider [Insomnia | Rhett] - Page 2 Empty Re: Outsider [Insomnia | Rhett]

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 2 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Powrót do góry