:: M3 :: Centrum :: Apartamentowiec C4




Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Apartament nr 345    Pisanie by Ishida on Nie Lut 11, 2018 5:29 pm
Przedpokój:
Wchodzi się do średniej wielkości pomieszczenia ze szklanymi szafami po obu stronach i szafką na buty koło łuku prowadzącego do kolejnego pokoju.

Kuchnia & Salon:

Dalej rozpościera się przestrzenny salon z otwartą nań kuchnią, odgrodzoną tylko pół-ścianką. Nie ma tam nic niezwykłego, zwykły nowoczesny wystrój, trochę kontuarów, duża, metalowa lodówka, elektryczna kuchenka, mikrofalówka, dystrybutor z karmą dla kota. Szafki otwierają się na dotyk. Jedna konkretna wypełniona jest wszelkiego rodzaju medykamentami, ją może otworzyć tylko właściciel. Wszystko zawiera się w szaro-czarno-biało-beżowych kolorach.
W salonie nie ma tu zbyt wiele mebli, bo preferuje styl minimalistyczny. Spora przestrzeń, sufit sięgający dwóch pięter. Wrażenie robi szklana ściana pełniąca funkcję okna, z której jest widok na metropolię miasta. Mniej więcej na środku stoi duża skórzana kanapa w kształcie litery L. Przed nią jest stolik, na ścianie wisi szeroka plazma z konsolą pod spodem. Przy ścianie stoją dwie imponującej wielkości półki na książki, wypełnione nimi po same brzegi, a bliżej okien znajduje się równie imponujący barek.

Sypialnia:

Drzwi do sypialni są na piętrze, do którego prowadzą zakręcone schody. Szerokie, ogromne łóżko można za pomocą guzika złożyć i schować w białej ścianie. Podłoga to ciemne panele, leży na niej duży puchaty szary dywan. Przesuwne drzwi prowadzą do sporej wielkości garderoby, w której panuje pedantyczny porządek. Pod oknami, tego samego rodzaju, co w salonie, stoi biurko razem z absurdalnie wygodnym krzesłem. Zwykle stoi na nim laptop. Nad biurkiem półka z książkami i notatnikami. W rogu pokoju wysoki domek-drapak dla kota.

Druga sypialnia:
Graciarnia. Nic ciekawego tam nie ma. Stare pudła z przeprowadzki i inne śmieci, których nie chciało mu się wyrzucać. Stoi zamknięta.

Łazienki:
Jedna na dole koło schodów, druga na piętrze koło sypialni. Obydwie takie same, wyposażone w prysznico-wannę. Umywalka w kontuarze, a nad nią ogromne, okrągłe lustro. Stojąca obok szklana szafka skrywa wszelkie kosmetyki. No i toalety.

_________________


{motyw} {głos} {#6d2e4d}




Ishida
-----------
Pisarz

avatar

Liczba postów : 175
GODNOŚĆ : Jin Ishida

Powrót do góry Go down

Re: Apartament nr 345    Pisanie by Lazarus on Wto Lut 13, 2018 1:58 am
Miał się wcześniej zapowiedzieć, ale przecież wtedy Ishida zdążyłby się tego swojego okularniczego fagasa pozbyć albo wcisnąć go do szafy jak rasowego kochanka, i to tylko na czas jego wizyty, a nie jak powinien - na stałe. Nie z Lazarusem te numery. Łowcy nie da się tak łatwo wykiwać. Skądś przecież musiała wziąć się nazwa ich rasy. Skoro niczego nie łowili to Boris czuł się niemal w obowiązku cel łowienia sobie ustalić osobiście i odłowić wszystkich kochasiów Jina. Podrobioną kartą magnetyczną otworzył sobie drzwi mieszkania, wcześniej korzystając z dobrodziejstw niedawno dorwanego kamuflażowego stroju oraz wracających do mieszkań niczego nie świadomych sąsiadów. Poczytał innym przez ramię smsy w windzie, obczaił co ciekawego kupił sobie do żarcia ten grubas z pod piątki, pogapił się w dekolt jego - mam nadzieję - już pełnoletniej córki i radośnie wszedł do mieszkania swojego sponsora.
- Chika, Chikunia, moje maleństwo, ty psotne malutkie kitku, tęskniłaś? - wymruczał zadowolony bardziej niż aktualnie lewitujący w niebycie zaskoczony kot, którego Boris podniósł na ręce.
Łowca pierwsze testy nowej technologii dopiero wdrażał w życie, więc zwyczajnie zapomniał, że biedna kotałka nawet go nie słyszy i najpewniej jest przekonana, że tajemne otwarcie się drzwi spowodowało jej tajemnicze unoszenie się w powietrzu. Dobrze, że koty nie wierzą w duchy.
Po kocich przytuleniach nastąpiło przemknięcie się do salonu, skąd Lazarus miał widok również na kuchnię. Niestety pustą. Rozejrzał się zdezorientowany dookoła. Ani jedzonka, które mógłby szybko wyżreć ani tym bardziej nikogo kto by mógł mu to jedzenie zrobić. Ślepia niemal mimowolnie powędrowały w kierunku sypialni na piętrze i zmrużyły się podejrzliwie za maską. Teoretycznie w mieszkaniu panowała cisza jeżeli nie liczyć próbującego wyrwać się z niewidzialnych objęć kota. Ciekawe co by się stało gdyby okularnik dostał pięknie wycelowany zrzut kocimi pazurkami na mordę. Trzeba było to sprawdzić. Zamach terrorystyczny godny łowców, ich kolejne epickie zwycięstwo!
Yuu urwie mu jaja jak dowie się do czego wykorzystuje elitarny kubraczek. Coś mu podpowiadało, że kastrowanie innych może nie być dla niej zajęciem obcym. Potrząsnął łbem by odgonić od siebie te dzikie obrazy i wślizgnął się do sypialni. Niestety cel nie został namierzony. Na łóżku co prawda leżał Ishida, chyba nawet żywy, ale sam. Boris westchnął rozczarowany. No to się pobawił w terroryzowanie mieszkańców. Trudno, dzieciak musiał wystarczyć.
Jedno szturchnięcie w ramię i jednoczesne wyłączenie kamuflującej opcji.
- Wstawaj, przyszedł twój darmozjad bez honoru - stwierdził ponuro, najwidoczniej nadal mając w pamięci ostatnie smsy.
Zero reakcji. Drugie szturchnięcie, tym razem już połączone z perfidnym przejechaniem mu palcami po żebrach jak po starym kaloryferze.
- Budź się. Tak się burzyłeś na przysypiające ofiary, więc otwórz chociaż ślepia.
Co za ofiara losu. Przejechał mu całą dłonią po brzuchu licząc, że jego dotyk w pewnym momencie stanie się na tyle irytujący, że Jin podda się i w końcu zwlecze z łóżka.

_________________

|| #3C5862 - japoński || voice - masky || #3A541C - polski ||




Lazarus
-----------
Zaopatrzeniowiec

avatar

Liczba postów : 665
GODNOŚĆ : Boris "Łajza" Azarov

Powrót do góry Go down

Re: Apartament nr 345    Pisanie by Ishida on Wto Lut 13, 2018 8:40 pm
Łowca wybrał sobie zdecydowanie najgorszy czas na odwiedziny. Trudno powiedzieć, czy zastana sytuacja go zdziwi, bo nigdy jeszcze Ishida nie dał się nakryć na swoich żałosnych zjazdach po życiowej równi pochyłej. Nie robił tego często a raczej sporadycznie. Epizodycznie wracał do swojego uzależnienia, tak łatwo dostępnego. Czasami wystarczyło po prostu kupić coś jednorazowo, nie przetrzymywać niczego w domu „awaryjnie”, bo ta zachomikowana dawka tylko kusiłaby jeszcze bardziej. Wiedział, kiedy było gorzej, a wtedy raz na jakiś czas zwyczajnie potrzebował drastycznie odizolować się od świata za pomocą igły.
Morfina. Nic szczególnego. Przecież stosowana jest normalnie w szpitalach, nie była niczym szkodliwym. Dumny był z siebie, że nie zasmakował jeszcze w łatwiej dostępnych i silniejszych trutkach, podświadomie czując, że gorszego syfu jego organizm nie zniósłby. Nie miał tak silnej woli. Miał jakąś wolę? Godność? Dopiero co wytykał ludziom brak honoru, a sam nie reprezentował wiele więcej w takich chwili. W jakiej chwili? Leżąc drugi dzień ujebany tym syfem jak słaby gówniarz. Powtarzał sobie, że to tylko tymczasowe. Odpocznie i wróci do świata żywych ze zdwojoną siłą. Zbierze myśli i wróci do książki. Nie był przecież jedynym na tej planecie, który to lubił, a to nie jest grzech. Zresztą? Kto by się martwił grzechami w tej rzeczywistości?
Mimowolnie wyciszał aparat, gdy schodził, więc dopiero dotyk Lazarusa zadziałał jak trzeba, powoli pozwalając mu wypłynąć na powierzchnię. Bardzo powoli i mozolnie, bo zażył nie tak dawno. Może trzy godziny temu? Leżał na plecach, przysłaniając oczy przedramieniem. Obudził się... jakimś cudem. Powoli zsunął przedramię na czoło, a potem na poduszkę, zgarniając przy tym niesfornie, lekko spocone kosmyki z twarzy. Zmarszczył brwi i otworzył oczy, mrugając kilkukrotnie. Potrzebował dłuższej chwili, żeby załapać, że jest w sypialni. Myślał, że zasnął na kanapie, a tu taki zonk. Potem jego spojrzenie wylądowało na sylwetce skrytej w półmroku. Nie słyszał jego głosu z wiadomych powodów, dlatego widok mężczyzny prawie przyprawił go o zawał. Podniósł się za szybko do siadu, podpierając rękoma.
Oh, Lazarus. I Chika.
Zakręciło mu się w głowie, ale utrzymał się w pionie. Nie mógł złapać focusu. Źrenice Ishidy nie nadawały się jeszcze do użytku, wciąż zwężone jak szpileczki. Coś spadło na podłogę koło niego, czego też nie usłyszał. Jednorazówka. Trzeszczało mu w głowie. Wszystko odbijało się w niej uporczywym echem, świat zdecydowanie nie trzymał się na nogach. Gdyby był niegrzeczny, znowu opadłby na łóżko i wrócił do krainy, z której tak drastycznie powrócił. Czuł się jak na kacu. Powinien spać jeszcze dobre kilka godzin. Był blady jak ściana. Przymknął oczy, skupił się i włączył aparat.
Miałeś się, kurwa, zapowiedzieć – wychrypiał na przywitanie. Przyśpieszyło mu tętno, bo dotarło do niego, że właściwie mógł coś napisać wcześniej, ale Ishida najzwyczajniej tego nie przeczytał. Głupio by było. Byłoby? Sam nie wiedział. Miał usprawiedliwienie. Dość żałosne, ale przynajmniej własne i prawdziwe. Odwrócił się do niego plecami, sprowadzając nogi na ziemię i siadając na łóżku. Było ciężko. Nie był pewny, czy wstawanie było dobrym pomysłem, ale jego duma nie pozwalała mu poddać się narkotycznym skutkom ubocznym na czyiś oczach, chociaż wszystko było widać jak na dłoni.

_________________


{motyw} {głos} {#6d2e4d}




Ishida
-----------
Pisarz

avatar

Liczba postów : 175
GODNOŚĆ : Jin Ishida

Powrót do góry Go down

Re: Apartament nr 345    Pisanie by Lazarus on Wto Lut 13, 2018 11:37 pm
Przyzwyczajenie i pogodzenie się z faktem wchodzenia łowcy do mieszkania jak do siebie wiele ułatwiały. Oszczędzały na przykład Borisowi nieskutecznych kazań o poszanowaniu czyjejkolwiek prywatności. Te i tak pewnie zostałby przez mężczyznę całkowicie zignorowane. To mieszkanie już dawno zostało zaanektowane jako poszerzające się terytorium łowieckie i jedna z wielu kryjówek. Czasem można było odnieść wrażenie, że Ishida był tu tylko dodatkiem.
- Tak, ja też tęskniłem i nie mogłem się doczekać kiedy cię zobaczę - westchnął zrezygnowany słysząc przywitanie.
Wyrwał się ze ścieków, w których wszystko warczało na niego za pogryzienie się z Angie, wyrwał się z Desperacji, gdzie wszystko jak na złość przypominało mu o zawalonej misji tylko po to żeby wchrzanić się na niezadowolonego Ishidę. Lepiej trafić nie mógł. Westchnął ciężko. Niezbyt dobry stan chłopaka nie uszedł jego uwadze, chociaż dopiero gdy ten raczył się łaskawie ocknąć można było podziwiać żywego trupa w pełnej krasie. Nawet nie uczepił się radosnych prób obudzenia go, więc musiało być z nim naprawdę źle. Obszedł łóżko, by znaleźć się po stronie Jina, jak wierne choć natrętne psisko, którego trudno było się pozbyć. Zdążył rzucić podejrzliwe spojrzenie na jego plecy, ale jego wzrok szybko namierzył coś ciekawszego. Sprzęt medyczny nie należał do jego ulubionych rzeczy, ale zdążył podpowiedzieć mu co nieco o stanie dzieciaka.
- Nie wstawaj, nie będę cię zbierał z ziemi jak padniesz - powiedział ze znudzeniem, jakby zapominając, że jego trzeba było jak worek ziemniaków targać z parkingu do mieszkania i nikt mu tego nie wypominał.
Pochylił się nad nim, unosząc mu głowę mało delikatnym podniesieniem podbródka, zmuszając go tym samym do spojrzenia mu w oczy, choć tym razem te dobrze znane, czerwone, a nie niebieskawe refleksy łowczej maski, której zdążył się już pozbyć, podobnie jak kaptura. Chyba właśnie tego spodziewał się po jego źrenicach - potwierdzenia swoich przypuszczeń. Bardziej znał się desperackich używkach niż miejskich, ale za murami miał sporo do czynienia z ćpunami, a ci za bardzo się od siebie nie różnią.
- Powiedz mi gdzie schowałeś moje zamówienie i wracaj spać, okay? Wpadnę za kilka dni, może wtedy będziesz nadawał się do czegokolwiek innego, moja ćpiunca królewno.
Chociaż podejrzewał, że za kilka dni spotkałby dokładnie taki sam widok, no może z tą różnicą, że tym razem gówniarz nie zareagowałby już na nic. Boris prychnął rozbawiony, obserwując spowolnione reakcje dzieciaka. Nie wiedział kogo chciał oszukać, ale podejrzewał, że dzisiejszy dzień skończy się na pilnowaniu żeby jego skarboneczka nie umarła za szybko.

_________________

|| #3C5862 - japoński || voice - masky || #3A541C - polski ||




Lazarus
-----------
Zaopatrzeniowiec

avatar

Liczba postów : 665
GODNOŚĆ : Boris "Łajza" Azarov

Powrót do góry Go down

Re: Apartament nr 345    Pisanie by Ishida on Sro Lut 14, 2018 1:51 am
Pierwsze poirytowanie zelżało, ustępując miejsca skonsternowaniu i marnym próbom sfocusowania mózgu na powrót do świata żywych. Nie miał zamiaru ignorować tego ckliwie ironicznego komentarza dotyczącego tęsknoty, ale jakoś mimowolnie puścił go mimo uszu. Może dlatego, że jego uwaga skupiona była na podnoszeniu się do pionu? Takie akcje wymagały zaangażowania zbyt wielu mózgowych przyczółków, a miewał wrażenie, że rozjechany jak żaba na jezdni układ nerwowy pozostawił mu całą robotę do wykonania ręcznie. Coś jak te chwile, gdy przypominasz sobie, że oddychasz i w tej samej chwili przestajesz to robić automatycznie. Zdradliwe uczucie.
Jestem zbyt ambitnym gospodarzem. Kawy? – chrypnął sarkastycznie. Spojrzał na niego niepewnie, gdy podszedł bliżej, a potem kątem oka zauważył leżącą jednorazówkę. Ścisnęło go w żołądku. Na ziemi leżały dowody zbrodni! Paskudnej zbrodni, bo dopuścił się dania w żyłę, choć mógłby prościej łyknąć kilka pigułek i odpaść pięć minut później. Stare przyzwyczajenia ze studiów, gdy trzeba było ćwiczyć iniekcje na sobie i wszystkich wokół? A może był aż tak zdesperowany, że nie mógł się doczekać?
Łowca dopuścił się naruszenia jego strefy komfortu. Ten prosty gest obnażył go ze wszystkiego, co próbował niezdarnie ukrywać. Zmarszczył brwi i obdarzył mężczyznę sfrustrowanym spojrzeniem. Doskonale wiedział, czego się dopatrzył. Jak mógłby zakładać, że cokolwiek przed nim ukryje? Z iloma ćpunami już go porównał? Mimowolnie zacisnął szczęki, usilnie próbując przełknąć swoją urażoną dumę. Sam na siebie sprowadził taki los, więc teraz musiał ponieść tego jakże nieprzyjemne konsekwencje. Miał wyrzuty sumienia? Pewnie nie. Nie chciał jednak, żeby ktokolwiek patrzył na jego chwilę słabości... już na pewno nie Lazarus.
Jest w szafce z lekami – mruknął i podparł się o ramę łóżka, podnosząc się cudem z miejsca. Tej przeszkody technik-informatyk nie pominie, bo do tego potrzebowali Ishidowej rączki. A konkretniej jego odcisków. Mężczyzna zakładał, że zdąży się ogarnąć, jeśli dostanie wcześniej odpowiednie info. Wystarczyłoby, żeby ten rano napisał „przyjdę dzisiaj” i nie skończyliby w tak żałosnej sytuacji.
Krok za krokiem ruszył w stronę drzwi. Gorzej będzie na schodach, ale w malutkiej asyście jakoś się z nich ześlizgnie, a już w kuchni nastawi automat do kawy, którego szum przyjemnie wypełni kuchnię. Tam będzie jaśniej, a Ishidowa marność ukaże się światu w całej swej krasie. Nie spoglądał w stronę mężczyzny, może dalej wstydził się całej tej sytuacji. Przygasł, nie zostało po nim wiele z dawnego charakterku bogatego paniczyka. Zdecydowanie poważniej prezentował się w garniturach, z ułożoną misternie fryzura. Oparł się o szafkę, trudno powiedzieć z jakiego powodu, gdy zadał pytanie:
Podzielisz się tajemnicą zawodową? Co knujesz, Boris? Chcę znać przyszły powód siedzenia za współudział. Muszę ułożyć swoją wersję zdarzeń. – O dziwo, dało się wyczuć w jego głosie żartobliwe nuty. Może wracał do życia? Powoli, bo powoli, ale liczył się efekt. Spacer po schodach lepiej mu zrobił, dumny z tego, że nie wypierdolił się gdzieś po drodze na pysk, choć kolana odmawiały mu posłuszeństwa. Strzelił kostkami w rękach. Czekał na szczerą odpowiedź, zanim przekaże zdobycz wynikającą z bycia bogatym ćpunem?

_________________


{motyw} {głos} {#6d2e4d}




Ishida
-----------
Pisarz

avatar

Liczba postów : 175
GODNOŚĆ : Jin Ishida

Powrót do góry Go down

Re: Apartament nr 345    Pisanie by Lazarus on Sro Lut 14, 2018 2:52 am
Naprawdę nie miałby nic przeciwko gdyby dzieciak go posłuchał i posłusznie wrócił do łóżka odsypiać swoje narkotyczne zabawy. Wtedy przynajmniej zmalałaby lista rzeczy podczas których mógł sobie zrobić krzywdę pełzając po mieszkaniu. W pewnej chwili łowca nawet pożałował, że go obudził. Ale skoro taki był jego wybór to kim on był by go od tego pomysłu odwodzić.
- Kawy, pewnie. A jak ładnie poproszę to dostanę taką z cukrem, a nie amfetaminą?
Patrzenie jak Ishida w tym stanie męczy się z najprostszymi czynnościami będzie dziwnie satysfakcjonujące, więc doskonale wiedział, że nie może sobie odpuścić takiego widoku. Nienawidził kawy, ale dla takiego widowiska zdecydowanie warto było się poświęcić. Biedne, małe zwierzątko po wybudzeniu się z narkozy. Łajza był właśnie tym dzieciakiem, które takie zwierzątko z chęcią wołałby z drugiego końca pokoju i patrzyło jak to wywraca się o własne łapki. Choć mimo wszystko pomógł mu zwlec się ze schodów, oczyma wyobraźni widząc jak ten majestatycznie skręca sobie na nich kark. Mały, sadystyczny diabełek na jego ramieniu próbował mu nawet podpowiedzieć przez chwilę by gówniarza zwyczajnie zepchnąć. Przecież odciski palców działają nawet z trupa. Mógłby mu zabrać przepustkę, przerobić, zająć jego mieszkanie i w ogóle już nie wracać do ścieków. Ale za bardzo podobało mu się grzeczne i skruszone zachowanie Ishidy by tak od razu się go pozbywać. Nawet pomimo chowania urazy za jego wcześniejsze wiadomości.
Aktualne łowcze umundurowanie Borisa nie zawierało kieszeni i z fajkami pożegnał się jeszcze w kwaterze, więc widząc pozostawioną na kuchennym blacie paczkę niemal natychmiast się do niej dorwał. Najukochańsze nikotynowe potworki. Łowca nie zawracał sobie nawet głowy namierzeniem popielniczki. W końcu w pobliżu był zlew.
- Po co ci jakakolwiek wersja wydarzeń? Powiesz to co dokładnie myślisz - prychnął dymem jak rozjuszone smoczysko - ... że jestem darmozjadem bez honoru i gwałcicielem z brzydkim ryjem, więc terroryzuje biedne miejskie dzieciątko o podejrzane tabletki do szprycowania nimi swoich ofiar, bo to moja jedyna szansa żeby zaruchać.
Próbował sprowokować chłopaka by ten przestał gapić się w podłogę i spojrzał mu w oczy, ale chyba daremny był jego trud. Może nawet i lepiej, bo już po samym głosie Borisa słychać było, że dopytywanie wybitnie mu się nie spodobało. Wzrok więc najpewniej też miał niezbyt zadowolony.
- Chcesz pozadawać sobie niewygodne pytania? Może takie o uprzedzaniu wizyt by jakimś cudem powstrzymać się na te kilka godzin od ćpania? Zawsze jak stąd znikałem to pełznąłeś do magicznej szafeczki dać sobie w żyłę?
Przyłapał się na myśli, że na dobrą sprawę wcale nie przeszkadzałoby mu, gdyby młody naprawdę miał go za jakiegoś zwyrodnialca. Zgrzytnął kłami, prawie odgryzając koniec filtra od papierosa, którego ciągle trzymał w zębach. Miał tu przyjść, dostać swoją ukochaną paczuszkę z zamówieniem, ewentualnie wysępić kolejne i stąd zniknąć. Tyle na dzisiaj zakładał plan.

_________________

|| #3C5862 - japoński || voice - masky || #3A541C - polski ||




Lazarus
-----------
Zaopatrzeniowiec

avatar

Liczba postów : 665
GODNOŚĆ : Boris "Łajza" Azarov

Powrót do góry Go down

Re: Apartament nr 345    Pisanie by Sponsored content



Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 :: M3 :: Centrum :: Apartamentowiec C4