Strona 1 z 2 1, 2  Next

Go down


Apartament nr 345

Pisanie by Gość on 11/2/2018, 17:29
Przedpokój:
Wchodzi się do średniej wielkości pomieszczenia ze szklanymi szafami po obu stronach i szafką na buty koło łuku prowadzącego do kolejnego pokoju.

Kuchnia & Salon:

Dalej rozpościera się przestrzenny salon z otwartą nań kuchnią, odgrodzoną tylko pół-ścianką. Nie ma tam nic niezwykłego, zwykły nowoczesny wystrój, trochę kontuarów, duża, metalowa lodówka, elektryczna kuchenka, mikrofalówka, dystrybutor z karmą dla kota. Szafki otwierają się na dotyk. Jedna konkretna wypełniona jest wszelkiego rodzaju medykamentami, ją może otworzyć tylko właściciel. Wszystko zawiera się w szaro-czarno-biało-beżowych kolorach.
W salonie nie ma tu zbyt wiele mebli, bo preferuje styl minimalistyczny. Spora przestrzeń, sufit sięgający dwóch pięter. Wrażenie robi szklana ściana pełniąca funkcję okna, z której jest widok na metropolię miasta. Mniej więcej na środku stoi duża skórzana kanapa w kształcie litery L. Przed nią jest stolik, na ścianie wisi szeroka plazma z konsolą pod spodem. Przy ścianie stoją dwie imponującej wielkości półki na książki, wypełnione nimi po same brzegi, a bliżej okien znajduje się równie imponujący barek.

Sypialnia:

Drzwi do sypialni są na piętrze, do którego prowadzą zakręcone schody. Szerokie, ogromne łóżko można za pomocą guzika złożyć i schować w białej ścianie. Podłoga to ciemne panele, leży na niej duży puchaty szary dywan. Przesuwne drzwi prowadzą do sporej wielkości garderoby, w której panuje pedantyczny porządek. Pod oknami, tego samego rodzaju, co w salonie, stoi biurko razem z absurdalnie wygodnym krzesłem. Zwykle stoi na nim laptop. Nad biurkiem półka z książkami i notatnikami. W rogu pokoju wysoki domek-drapak dla kota.

Druga sypialnia:
Graciarnia. Nic ciekawego tam nie ma. Stare pudła z przeprowadzki i inne śmieci, których nie chciało mu się wyrzucać. Stoi zamknięta.

Łazienki:
Jedna na dole koło schodów, druga na piętrze koło sypialni. Obydwie takie same, wyposażone w prysznico-wannę. Umywalka w kontuarze, a nad nią ogromne, okrągłe lustro. Stojąca obok szklana szafka skrywa wszelkie kosmetyki. No i toalety.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Apartament nr 345

Pisanie by Gość on 13/2/2018, 01:58
Miał się wcześniej zapowiedzieć, ale przecież wtedy Ishida zdążyłby się tego swojego okularniczego fagasa pozbyć albo wcisnąć go do szafy jak rasowego kochanka, i to tylko na czas jego wizyty, a nie jak powinien - na stałe. Nie z Lazarusem te numery. Łowcy nie da się tak łatwo wykiwać. Skądś przecież musiała wziąć się nazwa ich rasy. Skoro niczego nie łowili to Boris czuł się niemal w obowiązku cel łowienia sobie ustalić osobiście i odłowić wszystkich kochasiów Jina. Podrobioną kartą magnetyczną otworzył sobie drzwi mieszkania, wcześniej korzystając z dobrodziejstw niedawno dorwanego kamuflażowego stroju oraz wracających do mieszkań niczego nie świadomych sąsiadów. Poczytał innym przez ramię smsy w windzie, obczaił co ciekawego kupił sobie do żarcia ten grubas z pod piątki, pogapił się w dekolt jego - mam nadzieję - już pełnoletniej córki i radośnie wszedł do mieszkania swojego sponsora.
- Chika, Chikunia, moje maleństwo, ty psotne malutkie kitku, tęskniłaś? - wymruczał zadowolony bardziej niż aktualnie lewitujący w niebycie zaskoczony kot, którego Boris podniósł na ręce.
Łowca pierwsze testy nowej technologii dopiero wdrażał w życie, więc zwyczajnie zapomniał, że biedna kotałka nawet go nie słyszy i najpewniej jest przekonana, że tajemne otwarcie się drzwi spowodowało jej tajemnicze unoszenie się w powietrzu. Dobrze, że koty nie wierzą w duchy.
Po kocich przytuleniach nastąpiło przemknięcie się do salonu, skąd Lazarus miał widok również na kuchnię. Niestety pustą. Rozejrzał się zdezorientowany dookoła. Ani jedzonka, które mógłby szybko wyżreć ani tym bardziej nikogo kto by mógł mu to jedzenie zrobić. Ślepia niemal mimowolnie powędrowały w kierunku sypialni na piętrze i zmrużyły się podejrzliwie za maską. Teoretycznie w mieszkaniu panowała cisza jeżeli nie liczyć próbującego wyrwać się z niewidzialnych objęć kota. Ciekawe co by się stało gdyby okularnik dostał pięknie wycelowany zrzut kocimi pazurkami na mordę. Trzeba było to sprawdzić. Zamach terrorystyczny godny łowców, ich kolejne epickie zwycięstwo!
Yuu urwie mu jaja jak dowie się do czego wykorzystuje elitarny kubraczek. Coś mu podpowiadało, że kastrowanie innych może nie być dla niej zajęciem obcym. Potrząsnął łbem by odgonić od siebie te dzikie obrazy i wślizgnął się do sypialni. Niestety cel nie został namierzony. Na łóżku co prawda leżał Ishida, chyba nawet żywy, ale sam. Boris westchnął rozczarowany. No to się pobawił w terroryzowanie mieszkańców. Trudno, dzieciak musiał wystarczyć.
Jedno szturchnięcie w ramię i jednoczesne wyłączenie kamuflującej opcji.
- Wstawaj, przyszedł twój darmozjad bez honoru - stwierdził ponuro, najwidoczniej nadal mając w pamięci ostatnie smsy.
Zero reakcji. Drugie szturchnięcie, tym razem już połączone z perfidnym przejechaniem mu palcami po żebrach jak po starym kaloryferze.
- Budź się. Tak się burzyłeś na przysypiające ofiary, więc otwórz chociaż ślepia.
Co za ofiara losu. Przejechał mu całą dłonią po brzuchu licząc, że jego dotyk w pewnym momencie stanie się na tyle irytujący, że Jin podda się i w końcu zwlecze z łóżka.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Apartament nr 345

Pisanie by Gość on 13/2/2018, 20:40
Łowca wybrał sobie zdecydowanie najgorszy czas na odwiedziny. Trudno powiedzieć, czy zastana sytuacja go zdziwi, bo nigdy jeszcze Ishida nie dał się nakryć na swoich żałosnych zjazdach po życiowej równi pochyłej. Nie robił tego często a raczej sporadycznie. Epizodycznie wracał do swojego uzależnienia, tak łatwo dostępnego. Czasami wystarczyło po prostu kupić coś jednorazowo, nie przetrzymywać niczego w domu „awaryjnie”, bo ta zachomikowana dawka tylko kusiłaby jeszcze bardziej. Wiedział, kiedy było gorzej, a wtedy raz na jakiś czas zwyczajnie potrzebował drastycznie odizolować się od świata za pomocą igły.
Morfina. Nic szczególnego. Przecież stosowana jest normalnie w szpitalach, nie była niczym szkodliwym. Dumny był z siebie, że nie zasmakował jeszcze w łatwiej dostępnych i silniejszych trutkach, podświadomie czując, że gorszego syfu jego organizm nie zniósłby. Nie miał tak silnej woli. Miał jakąś wolę? Godność? Dopiero co wytykał ludziom brak honoru, a sam nie reprezentował wiele więcej w takich chwili. W jakiej chwili? Leżąc drugi dzień ujebany tym syfem jak słaby gówniarz. Powtarzał sobie, że to tylko tymczasowe. Odpocznie i wróci do świata żywych ze zdwojoną siłą. Zbierze myśli i wróci do książki. Nie był przecież jedynym na tej planecie, który to lubił, a to nie jest grzech. Zresztą? Kto by się martwił grzechami w tej rzeczywistości?
Mimowolnie wyciszał aparat, gdy schodził, więc dopiero dotyk Lazarusa zadziałał jak trzeba, powoli pozwalając mu wypłynąć na powierzchnię. Bardzo powoli i mozolnie, bo zażył nie tak dawno. Może trzy godziny temu? Leżał na plecach, przysłaniając oczy przedramieniem. Obudził się... jakimś cudem. Powoli zsunął przedramię na czoło, a potem na poduszkę, zgarniając przy tym niesfornie, lekko spocone kosmyki z twarzy. Zmarszczył brwi i otworzył oczy, mrugając kilkukrotnie. Potrzebował dłuższej chwili, żeby załapać, że jest w sypialni. Myślał, że zasnął na kanapie, a tu taki zonk. Potem jego spojrzenie wylądowało na sylwetce skrytej w półmroku. Nie słyszał jego głosu z wiadomych powodów, dlatego widok mężczyzny prawie przyprawił go o zawał. Podniósł się za szybko do siadu, podpierając rękoma.
Oh, Lazarus. I Chika.
Zakręciło mu się w głowie, ale utrzymał się w pionie. Nie mógł złapać focusu. Źrenice Ishidy nie nadawały się jeszcze do użytku, wciąż zwężone jak szpileczki. Coś spadło na podłogę koło niego, czego też nie usłyszał. Jednorazówka. Trzeszczało mu w głowie. Wszystko odbijało się w niej uporczywym echem, świat zdecydowanie nie trzymał się na nogach. Gdyby był niegrzeczny, znowu opadłby na łóżko i wrócił do krainy, z której tak drastycznie powrócił. Czuł się jak na kacu. Powinien spać jeszcze dobre kilka godzin. Był blady jak ściana. Przymknął oczy, skupił się i włączył aparat.
Miałeś się, kurwa, zapowiedzieć – wychrypiał na przywitanie. Przyśpieszyło mu tętno, bo dotarło do niego, że właściwie mógł coś napisać wcześniej, ale Ishida najzwyczajniej tego nie przeczytał. Głupio by było. Byłoby? Sam nie wiedział. Miał usprawiedliwienie. Dość żałosne, ale przynajmniej własne i prawdziwe. Odwrócił się do niego plecami, sprowadzając nogi na ziemię i siadając na łóżku. Było ciężko. Nie był pewny, czy wstawanie było dobrym pomysłem, ale jego duma nie pozwalała mu poddać się narkotycznym skutkom ubocznym na czyiś oczach, chociaż wszystko było widać jak na dłoni.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Apartament nr 345

Pisanie by Gość on 13/2/2018, 23:37
Przyzwyczajenie i pogodzenie się z faktem wchodzenia łowcy do mieszkania jak do siebie wiele ułatwiały. Oszczędzały na przykład Borisowi nieskutecznych kazań o poszanowaniu czyjejkolwiek prywatności. Te i tak pewnie zostałby przez mężczyznę całkowicie zignorowane. To mieszkanie już dawno zostało zaanektowane jako poszerzające się terytorium łowieckie i jedna z wielu kryjówek. Czasem można było odnieść wrażenie, że Ishida był tu tylko dodatkiem.
- Tak, ja też tęskniłem i nie mogłem się doczekać kiedy cię zobaczę - westchnął zrezygnowany słysząc przywitanie.
Wyrwał się ze ścieków, w których wszystko warczało na niego za pogryzienie się z Angie, wyrwał się z Desperacji, gdzie wszystko jak na złość przypominało mu o zawalonej misji tylko po to żeby wchrzanić się na niezadowolonego Ishidę. Lepiej trafić nie mógł. Westchnął ciężko. Niezbyt dobry stan chłopaka nie uszedł jego uwadze, chociaż dopiero gdy ten raczył się łaskawie ocknąć można było podziwiać żywego trupa w pełnej krasie. Nawet nie uczepił się radosnych prób obudzenia go, więc musiało być z nim naprawdę źle. Obszedł łóżko, by znaleźć się po stronie Jina, jak wierne choć natrętne psisko, którego trudno było się pozbyć. Zdążył rzucić podejrzliwe spojrzenie na jego plecy, ale jego wzrok szybko namierzył coś ciekawszego. Sprzęt medyczny nie należał do jego ulubionych rzeczy, ale zdążył podpowiedzieć mu co nieco o stanie dzieciaka.
- Nie wstawaj, nie będę cię zbierał z ziemi jak padniesz - powiedział ze znudzeniem, jakby zapominając, że jego trzeba było jak worek ziemniaków targać z parkingu do mieszkania i nikt mu tego nie wypominał.
Pochylił się nad nim, unosząc mu głowę mało delikatnym podniesieniem podbródka, zmuszając go tym samym do spojrzenia mu w oczy, choć tym razem te dobrze znane, czerwone, a nie niebieskawe refleksy łowczej maski, której zdążył się już pozbyć, podobnie jak kaptura. Chyba właśnie tego spodziewał się po jego źrenicach - potwierdzenia swoich przypuszczeń. Bardziej znał się desperackich używkach niż miejskich, ale za murami miał sporo do czynienia z ćpunami, a ci za bardzo się od siebie nie różnią.
- Powiedz mi gdzie schowałeś moje zamówienie i wracaj spać, okay? Wpadnę za kilka dni, może wtedy będziesz nadawał się do czegokolwiek innego, moja ćpiunca królewno.
Chociaż podejrzewał, że za kilka dni spotkałby dokładnie taki sam widok, no może z tą różnicą, że tym razem gówniarz nie zareagowałby już na nic. Boris prychnął rozbawiony, obserwując spowolnione reakcje dzieciaka. Nie wiedział kogo chciał oszukać, ale podejrzewał, że dzisiejszy dzień skończy się na pilnowaniu żeby jego skarboneczka nie umarła za szybko.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Apartament nr 345

Pisanie by Gość on 14/2/2018, 01:51
Pierwsze poirytowanie zelżało, ustępując miejsca skonsternowaniu i marnym próbom sfocusowania mózgu na powrót do świata żywych. Nie miał zamiaru ignorować tego ckliwie ironicznego komentarza dotyczącego tęsknoty, ale jakoś mimowolnie puścił go mimo uszu. Może dlatego, że jego uwaga skupiona była na podnoszeniu się do pionu? Takie akcje wymagały zaangażowania zbyt wielu mózgowych przyczółków, a miewał wrażenie, że rozjechany jak żaba na jezdni układ nerwowy pozostawił mu całą robotę do wykonania ręcznie. Coś jak te chwile, gdy przypominasz sobie, że oddychasz i w tej samej chwili przestajesz to robić automatycznie. Zdradliwe uczucie.
Jestem zbyt ambitnym gospodarzem. Kawy? – chrypnął sarkastycznie. Spojrzał na niego niepewnie, gdy podszedł bliżej, a potem kątem oka zauważył leżącą jednorazówkę. Ścisnęło go w żołądku. Na ziemi leżały dowody zbrodni! Paskudnej zbrodni, bo dopuścił się dania w żyłę, choć mógłby prościej łyknąć kilka pigułek i odpaść pięć minut później. Stare przyzwyczajenia ze studiów, gdy trzeba było ćwiczyć iniekcje na sobie i wszystkich wokół? A może był aż tak zdesperowany, że nie mógł się doczekać?
Łowca dopuścił się naruszenia jego strefy komfortu. Ten prosty gest obnażył go ze wszystkiego, co próbował niezdarnie ukrywać. Zmarszczył brwi i obdarzył mężczyznę sfrustrowanym spojrzeniem. Doskonale wiedział, czego się dopatrzył. Jak mógłby zakładać, że cokolwiek przed nim ukryje? Z iloma ćpunami już go porównał? Mimowolnie zacisnął szczęki, usilnie próbując przełknąć swoją urażoną dumę. Sam na siebie sprowadził taki los, więc teraz musiał ponieść tego jakże nieprzyjemne konsekwencje. Miał wyrzuty sumienia? Pewnie nie. Nie chciał jednak, żeby ktokolwiek patrzył na jego chwilę słabości... już na pewno nie Lazarus.
Jest w szafce z lekami – mruknął i podparł się o ramę łóżka, podnosząc się cudem z miejsca. Tej przeszkody technik-informatyk nie pominie, bo do tego potrzebowali Ishidowej rączki. A konkretniej jego odcisków. Mężczyzna zakładał, że zdąży się ogarnąć, jeśli dostanie wcześniej odpowiednie info. Wystarczyłoby, żeby ten rano napisał „przyjdę dzisiaj” i nie skończyliby w tak żałosnej sytuacji.
Krok za krokiem ruszył w stronę drzwi. Gorzej będzie na schodach, ale w malutkiej asyście jakoś się z nich ześlizgnie, a już w kuchni nastawi automat do kawy, którego szum przyjemnie wypełni kuchnię. Tam będzie jaśniej, a Ishidowa marność ukaże się światu w całej swej krasie. Nie spoglądał w stronę mężczyzny, może dalej wstydził się całej tej sytuacji. Przygasł, nie zostało po nim wiele z dawnego charakterku bogatego paniczyka. Zdecydowanie poważniej prezentował się w garniturach, z ułożoną misternie fryzura. Oparł się o szafkę, trudno powiedzieć z jakiego powodu, gdy zadał pytanie:
Podzielisz się tajemnicą zawodową? Co knujesz, Boris? Chcę znać przyszły powód siedzenia za współudział. Muszę ułożyć swoją wersję zdarzeń. – O dziwo, dało się wyczuć w jego głosie żartobliwe nuty. Może wracał do życia? Powoli, bo powoli, ale liczył się efekt. Spacer po schodach lepiej mu zrobił, dumny z tego, że nie wypierdolił się gdzieś po drodze na pysk, choć kolana odmawiały mu posłuszeństwa. Strzelił kostkami w rękach. Czekał na szczerą odpowiedź, zanim przekaże zdobycz wynikającą z bycia bogatym ćpunem?





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Apartament nr 345

Pisanie by Gość on 14/2/2018, 02:52
Naprawdę nie miałby nic przeciwko gdyby dzieciak go posłuchał i posłusznie wrócił do łóżka odsypiać swoje narkotyczne zabawy. Wtedy przynajmniej zmalałaby lista rzeczy podczas których mógł sobie zrobić krzywdę pełzając po mieszkaniu. W pewnej chwili łowca nawet pożałował, że go obudził. Ale skoro taki był jego wybór to kim on był by go od tego pomysłu odwodzić.
- Kawy, pewnie. A jak ładnie poproszę to dostanę taką z cukrem, a nie amfetaminą?
Patrzenie jak Ishida w tym stanie męczy się z najprostszymi czynnościami będzie dziwnie satysfakcjonujące, więc doskonale wiedział, że nie może sobie odpuścić takiego widoku. Nienawidził kawy, ale dla takiego widowiska zdecydowanie warto było się poświęcić. Biedne, małe zwierzątko po wybudzeniu się z narkozy. Łajza był właśnie tym dzieciakiem, które takie zwierzątko z chęcią wołałby z drugiego końca pokoju i patrzyło jak to wywraca się o własne łapki. Choć mimo wszystko pomógł mu zwlec się ze schodów, oczyma wyobraźni widząc jak ten majestatycznie skręca sobie na nich kark. Mały, sadystyczny diabełek na jego ramieniu próbował mu nawet podpowiedzieć przez chwilę by gówniarza zwyczajnie zepchnąć. Przecież odciski palców działają nawet z trupa. Mógłby mu zabrać przepustkę, przerobić, zająć jego mieszkanie i w ogóle już nie wracać do ścieków. Ale za bardzo podobało mu się grzeczne i skruszone zachowanie Ishidy by tak od razu się go pozbywać. Nawet pomimo chowania urazy za jego wcześniejsze wiadomości.
Aktualne łowcze umundurowanie Borisa nie zawierało kieszeni i z fajkami pożegnał się jeszcze w kwaterze, więc widząc pozostawioną na kuchennym blacie paczkę niemal natychmiast się do niej dorwał. Najukochańsze nikotynowe potworki. Łowca nie zawracał sobie nawet głowy namierzeniem popielniczki. W końcu w pobliżu był zlew.
- Po co ci jakakolwiek wersja wydarzeń? Powiesz to co dokładnie myślisz - prychnął dymem jak rozjuszone smoczysko - ... że jestem darmozjadem bez honoru i gwałcicielem z brzydkim ryjem, więc terroryzuje biedne miejskie dzieciątko o podejrzane tabletki do szprycowania nimi swoich ofiar, bo to moja jedyna szansa żeby zaruchać.
Próbował sprowokować chłopaka by ten przestał gapić się w podłogę i spojrzał mu w oczy, ale chyba daremny był jego trud. Może nawet i lepiej, bo już po samym głosie Borisa słychać było, że dopytywanie wybitnie mu się nie spodobało. Wzrok więc najpewniej też miał niezbyt zadowolony.
- Chcesz pozadawać sobie niewygodne pytania? Może takie o uprzedzaniu wizyt by jakimś cudem powstrzymać się na te kilka godzin od ćpania? Zawsze jak stąd znikałem to pełznąłeś do magicznej szafeczki dać sobie w żyłę?
Przyłapał się na myśli, że na dobrą sprawę wcale nie przeszkadzałoby mu, gdyby młody naprawdę miał go za jakiegoś zwyrodnialca. Zgrzytnął kłami, prawie odgryzając koniec filtra od papierosa, którego ciągle trzymał w zębach. Miał tu przyjść, dostać swoją ukochaną paczuszkę z zamówieniem, ewentualnie wysępić kolejne i stąd zniknąć. Tyle na dzisiaj zakładał plan.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Apartament nr 345

Pisanie by Gość on 20/2/2018, 01:19
Lazarus nie mógłby stracić takiej okazji, choć w pierwszej chwili, ujęty narkotyczną niewinnością mózg Ishidy, posądziłby go nawet o ludzkie odruchy, wyrozumiałość, może zrozumienie. Pisarz zakładał, że na tej całej Desperacji nie brakowało desperatów jego rodzaju, co choćby po nazwie można wydedukować. Czuł też, co dawało mu pewne wrażenie wyższości, że mimo wszystko bardzo różnił się od wszelkiego ćpunskiego mętu, jaki można przywoływać mówiąc o uzależnieniach. Ishida może i miał pewne problemy, ale nic nie wskazywało na to, że coś miało mu się w życiu przez to posypać. Najczęściej ćpał pisząc, a to tylko plusowało, bo pisał więcej, szybciej, dłużej i co najważniejsze – sensownie. Można powiedzieć, że to już pierwszy stopień ku autodestrukcji, jeśli przedstawia się tego typu używki jako coś sympatycznego i pomocnego, ale… nie ćpał cały czas! Tylko epizodami, a potem znów był czysty, żeby móc bez dodatkowych udogodnień zalewać żołądek alkoholem podczas chętnego wydawania wszystkiego, co zarobił na wcześniej wspomnianych narkotyczno-pisarskich epizodach. Myśl ta pozwoliła mu sądzić, że zdecydowanie różni się od tego towarzystwa. Mimo upadku własnej prywatnej godności, i tak był ponad nimi wszystkimi, bo nie sięgnął jeszcze dna... a przynajmniej nie niewypłacalności majątkowej.
Ishida pozwolił sobie stwierdzić, że właśnie ta drobna różnica przedstawiała żałość sytuacji, w której się znaleźli, w odrobinę lepszym świetle. Wiedział, że Lazarus widzi w ich znajomości przede wszystkim zysk. Napatoczył się taki, który chętnie zasponsoruje bunt, jeśli sam nie będzie musiał się buntować i nadstawiać karku, żyjąc w swoim światku sterylnych igieł i klarownych narkotyków. Czy to irytowało Łowce? A może miał inne powody?
Tego nie ma w ofercie – odburknął. Mógł się spodziewać, że Boris nie wyrazi zbytniej wdzięczności, choć – kurwa – mógłby. Każdy kolejny komentarz przepełniony sarkazmem i próbą uniżenia jego godności, budził w Ishidzie coraz to większe rozdrażnienie. Może i tego pamiętnego dnia pozwolił mu się wpakować we własne życie ze swoimi buciorami upierdolonymi jego własną zakrzepłą krwią, ale nie brał pod uwagę tego, że będzie to robił później tak nagminnie. Ishida nie był dzieckiem. Miał swój rozum i rozsądek. Chętnie podejmował samodzielne decyzje, które prowadziły tylko do autodestrukcji, jeśli w drodze do była szansa, że będzie coś z tego miał. Jego ćpanie nie wchodziło w paradę planom Lazarusa, skąd więc ta gorycz i wyrzuty sumienia? Bo napisał w smsie kilka słów za dużo?
Zejdź ze mnie. Ja pierdole. Tylko spytałem. Już wracam do roli bycia zwykłą suką na posyłkibo widocznie nic więcej to dla ciebie nie znaczy.
Oho, czyżby Ishidę gryzł fakt, że nie może liczyć na nic więcej niż znajomość oparta na jednostronnym interesie? Bo w jego mniemaniu - to on ryzykował bardziej; jako miastowy wspierający jego rebelianckie sprawki, nie dostając choćby krzty informacji w zamian, nie mówiąc o walucie wymiennej. Kiedyś musiał nadejść ten dzień, a dzisiaj Ishida miał zdecydowanie chujowy humor, stąd prościej było werbalnie przedstawić swoją gorycz. Zwykłe dziękuję mogłoby załatwić sprawę, ale otrzymał w podzięce wyłącznie solidną dawkę sarkazmu, ironii i pożalenia się bogiem. Kto by się nie wkurwił?
Zapomniałem. Azarov może za mną węszyć i wypominać, że mam czelność się z kimś spotykać, żeby utrzymać swoje wrażenie kontroli. Azarov może mi wypominać, że pozwalam sobie jebnąć w żyłę, chociaż w rzeczywistości koło chuja mu to lata. Przyszedłeś ponarzekać, ale leży ci to na rękę, bo ten głupi ćpun załatwi twój towar, wcale nie lepszy od zawartości moich jednorazówek.
Otworzył szafkę i wyjął skrytą w niej zawartość, zapakowaną w mocną i czarną foliówkę. Odsunął się od niej teatralnym gestem, mrużąc lekko oczy, nie mówiąc nic. Zrobiło mu się zimno, co próbował ukryć. Krew niekontrolowanie spłynęła z górnych kończyn, pozostawiające je zimnymi jak śnieg. Widocznie narządy potrzebowały posoki bardziej, ale czy lekkie drżenie ciała spowodowane było tylko zimnem? Stres? Pomijając działanie narkotyku, który po swojemu pustoszył jego rozchwiany układ nerwowy. Nie potrzebował teraz tych bezcelowych kłótni. Sam się w nią wpakował, bo mógł iść spać, ale czy nie poddałby się wtedy jego woli tyrana? Nie czuł się dziś dobrze w swoim ciele. Odsłonięta klatka piersiowa unosiła się płytko, praktycznie nie sprawiając wrażenia rzeczywistego oddychania. Jeśli wprowadzanie Ishidy w jeszcze gorsze stany miało stać się Lazarusowym hobby, teraz miał ku temu najlepszą okazję.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Apartament nr 345

Pisanie by Gość on 20/2/2018, 18:33
Kolejna porcja popiołu strąconego z papierosa wylądowała w zlewie by przygasnąć z cichym syknięciem tuż po spotkaniu z kroplami wody. Zero poszanowania dla pedantycznej czystości jaka panowała w apartamencie, choć nie było w tym cienia złośliwości, mimo gotującej się w żyłach wściekłości. Im bardziej Ishida się nakręcał tym bardziej Lazarus czuł dziwną satysfakcję, a mimo to milczał wymownie, pozwalając chłopakowi mówić. Własny gniew powoli zaczynał wyparowywać. Osiągnął swój cel, nie musiał dłużej bronić swojej prywatności gryząc jak wściekły pies wszelkie odsłonięte miejsca.
- Cicho suniu, już się nie złość - wymruczał niemal przymilnie, wyraźnie zadowolony z określenia jakim obdarzył się Ishida - Już nie piszcz. Bo upewnię się czym innym niż złośliwością, że moje warczenie zaboli cię tak jak twoje głupoty w smsach zabolały mnie.
Mrugnął porozumiewawczo do chłopaka, a po jego ustach przemknął nawet blady uśmiech, zupełnie jakby jeszcze przed sekundą nie groził dzieciakowi, tylko zwyczajnie się z nim droczył. Chociaż melodyjne stuknięcie palcami o blat tuż nad szufladą, w której znajdowały się noże raczej zaprzeczał temu wszystkiemu.
- Azarov po prostu dba o swoją własność i nie podoba mu się, że jakiś fagas się koło niej kręci - odburknął czując, że tłumaczenie tego wszystkiego będzie zbyt upierdliwe - Muszę przypilnować czy to nie żaden wojskowy jest za blisko, łapiesz? Są jak sępy, które wyczują padlinę. Jeżeli kiedyś nad ranem wbiją tutaj smutni panowie w garniturach to wbiją tu przez naszą znajomość. A nie chcę cię mieć na sumieniu, jakkolwiek głupi i irytujący jesteś.
Pojawienie się na widoku ofoliowanej paczuszki sprawiło, że łowca bez wahania wrzucił niedopałek do stojącej w zlewie szklanki by ten zgasł w zalegającej wodzie, i choć po drodze zdołał odpalić kolejnego papierosa, dość szybko znalazł się przy swojej zdobyczy. Środki odkażające i usuwające krew, w których jego kombinezon zdawał się być niemal wyprany działały na łowcę na tyle irytująco, że w zamkniętym pomieszczeniu wolał siedzieć w papierosowym dymie niż czuć cokolwiek, co kojarzyło mu się ze szpitalem. Zdołał rzucić zaciekawione spojrzenie do wnętrza szafki i położyć dłonie na zawiniątku, przejeżdżając po jego krawędziach palcami jakby chcąc się upewnić, że zdobycz w końcu należy do niego. Naprawdę mu na niej zależało i trudno było tego nie zauważyć.
- Jakby mi to koło chuja latało to nic bym nie powiedział, bo nie musisz być trzeźwy żeby dać mi hajs czy cokolwiek innego. Chodź, pójdziesz spać. Byłeś grzeczny i dzielny. Wrócę jutro przypomnieć ci, że tu w ogóle byłem bo i tak nie będziesz tego pamiętał.
Najczęstszym narkotykiem, z którym Lazarus miał do czynienia było Tsunami, które wywoływało u niektórych ofiar amnezję nawet jeżeli te już raźno próbowały hasać po pustkowiach, a mimo wszystko nie miał Ishidy za jakiegoś twardziela, który by sobie z tym poradził. Nic więc dziwnego, że traktował go jakby właśnie tym specyfikiem był naćpany. Tylko i wyłącznie też z każdą chwilą był dla niego coraz milszy. W końcu mógł, młody nie będzie tego pamiętał.
- No kicaj na górę. Dasz radę, nie? - spytał woląc się upewnić bo po samym widoku nie sądził by ten zaraz tu widowiskowo nie zemdlał - Znajdziemy ci bluzę i kocyk i pójdziesz spać. Przestawię ci przepustkę na alarmowy tryb, więc jak coś zacznie się dziać to wbije ci tu pogotowie. Chodź.
Swoje zamówienie zostawił póki co na blacie kuchennym, zajmując się raczej tym by ewentualnie asekurować dzieciaka w drodze powrotnej do sypialni. Odmowy raczej nie przyjmował.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Apartament nr 345

Pisanie by Gość on 22/2/2018, 19:36
Własność – prychnął jak obruszony kocur, spoglądając na niego ze swego rodzaju pobłażaniem w oczach. Nie był niczyją własnością. Nie po to przez lata dążył do niezachwianej niczym samowystarczalności, którą w jego mniemaniu przede wszystkim dały mu pieniądze. Nie spodziewał się jednak, że przyzwalając łowcy na wkroczenie do swojego sterylnego światka, ten okaże się być typem człowieka zaborczego i kontrolującego. To zdecydowanie kolidowało z charakterem Ishidy, który odkąd pamiętał, kreował się na zapobiegawczego indywidualistę i bezwzględnego pana własnego losu. Uwolnił się od despotycznych rodziców, którzy widzieli w nim tylko maszynkę do zarabiania państwowych pieniędzy, wymuszając na nim przykrą wdzięczność, bo zdecydowali się go kiedyś tam zaadoptować, a potem zignorować całkowicie jego potrzeby.
Wychowywał się sam, a ta samotność mocno wpłynęła na jego charakter. Nie miał przyjaciół, bo nie chciał być skrępowany relacjami, jeśli te prowadziły tylko do destrukcji. Nie chciał się angażować, dotrzymywać obietnic, na których mu nie zależało. Na medycynę nie poszedł z powołania, a raczej nęcony prestiżem i świetnymi zarobkami. Gdy okazało się, że jego talent pisarski wypłynął na pomyślne wody, poświęcił temu całe swoje zaangażowanie. Poświęcił siebie dla bycia teraz i tutaj. Co jednak dawała mu stabilność majątkowa, jeśli zdecydowanie nie był stabilny psychicznie?
One stand night z łowcą zrobił ze mnie świadka koronnego? – zażartował słabo, prychając przy tym ironicznie śmiechem. –  Jestem świadom tego, że nie odstrzelą mnie od razu. Za którym paznokciem podam im twoje nazwisko? A po ilu elektrowstrząsach zdadzą sobie sprawę, że poza tym nie wiem o tobie wiele więcej?
Obserwował, jak mężczyzna zbliża się do paczuszki i bada ją z zainteresowaniem godnym tego grzecznego dziecka, któremu przyszło dostać wymarzoną zabawkę na święta, ale z otwarciem musiało poczekać do kolacji. Ishida nie miał pojęcia, dlaczego Lazarusowi zależało na tego typu specyfikach. W rzeczywistości nie oskarżał go o żadne gwałty czy molestowanie pod ich wpływem, ale nie chciał znaleźć się w skórze tego na kim będą one używane. Nic przyjemnego odlecieć w kilka sekund, jeśli wolało się zostać na ziemi.
Nie ma czegoś takiego jak alarmowy tryb. Zacznę zdychać i się dowiedzą, a to ode mnie zależy, czy zdążą dotrzeć na miejsce – mruknął i urwał temat. Zdusił w sobie przemożną chęć dorzucenia krótkiego „chyba, że ktoś inny skuteczniej o to zadba”. Nie chciał kusić losu, choć nie raz już zdarzyło mu się rzucić podobnie psotnymi tekstami. Jednocześnie domyślał się, że mężczyzna doskonale znał te konkretne reakcje przepustek na zgubienie pulsu posiadacza. Może się zgrywał?
Wyłączył gotującą się wodę, rezygnując na tę chwilę z zastrzyku kofeiny. Gdzieś z tyłu głowy pojawiła się potrzeba uzupełnienia innych płynów za pomocą strzykawek, ale nie pozwolił jej dojść do głosu. Zdawać by się mogło, że posłusznie skierował się w stronę schodów, ale jego ospałe kroki poprowadziły go do lodówki, skąd wyjął opakowanie z wrapem. Wrzucił je do mikrofalówki, nastawił na odpowiedni czas i dopiero wtedy wziął kurs na piętro, zostawiając łowcę za sobą.
Opierdol coś sobie na ciepło, zanim wyjdziesz – rzucił na odchodne. Względnie stabilnie wczołgał się po schodach, potykając się tylko jeden raz, ale nie zważając na asystę Lazarusa lub jej brak. Równie dobrze wcale nie musiałby dotrzymywać mu towarzystwa. Ruszył w stronę łóżka, na którym leniwie wylegiwało się kocie cielsko i wpakował się pod kołdrę obok niej. Odwrócił się  plecami od drzwi wejściowych.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Apartament nr 345

Pisanie by Gość on 24/2/2018, 22:14
Ishida został uznany za jego własność czy samemu zainteresowanemu się to podobało czy nie. Zresztą Lazarus zdawał się zupełnie nie zauważać ewentualnej drugiej opcji. Nie należało walczyć ze swoim miejscem w Wielkim Kręgu Życia i Boris doskonale to rozumiał. I zrozumie to także szczeniak.
Na wspomnienie o ewentualnym aresztowaniu odpowiedział mu bladym uśmiechem. W myślach prześledził wszelkie informacje jakie mógł mieć o nim chłopak i efekt końcowy nie był zbyt zadowalający. Łowcy mieli możliwość popełnienia samobójstwa w przypadku próby ich pojmania by chronić podziemne tajemnice, ale Boris nawet w myślach nie śmiał wymagać tego od chłopaka. Nie żeby martwił się teraz o siebie, on z dumną patrzyłby na swój ryj na listach gończych. Nie podobało mu się jednak ewentualne podejście władzy gdy zauważą, że dzieciak cokolwiek wie.
- Za którym dogorywającym ciałkiem wojskowego dzieciątka podrzuconego pod bramę zrozumieją, że położenie łapek na nieswoich rzeczach było błędem? A po ilu ładunkach wybuchowych podłożonych w mieście zabraknie im ludzi do przesłuchiwania cię? - odpowiedział mu na zaczepkę, uświadamiając sobie, że tak cholernie chciałby im wszystkim zrobić krzywdę.
Jak za starych dobrych czasów, gdy nie miał nad sobą żadnego przywódcy i mógł bezkarnie realizować wszelkie sadystyczne zapędy swojego oddziału na wrogich jednostkach. Westchnął tęskno. Brakowało mu przy boku Viktora, notorycznie podszeptującego mu popierdzielone pomysły na przesłuchiwanie jeńców i umywającego ręce od wszystkiego, gdy tylko Viera pojawiała się w zasięgu wzroku. Zatęsknił nawet za elektryczną mendą z wysypiska, która tak ochoczo usmażyła żywcem ich przeciwnika.
Zanim zdołał oderwać się od ponurych myśli Ishida najwidoczniej postanowił o niego zadbać bo dopiero piknięcie mikrofalówki przywróciło łowcę do rzeczywistości. Spojrzał na jedzenie, spojrzał na odchodzącego chłopaka, spojrzał na wyświetlacz odliczający czas do końca podgrzewania posiłku i w końcu spojrzał na schody, na których zniknął mu dzieciak. Kolejne westchnięcie.
- Grzeczny chłopiec.
Nie, wróć! Szczeniak wcale nie był grzeczny. Czy myślał, że jedzeniem ugłaszcze jego najeżone poczucie niszczenia mu wizerunku idealnego dostawcy jakimś ćpaniem? Boris zgrzytnął kłami ze złością i pozbył się kolejnego papierosa, wrzucając niedopałek do szklanki z wodą. Bez wahania czmychnął ponownie na górę celem nauczenia Ishidy rozumu.
- Chika, wyjdź proszę. Nie chcę żebyś straciła do niego resztki szacunku - stwierdził wparowując do sypialni, a kotka przestraszona jego nagłym podejściem zwiała z łóżka jakby od tego miało zależeć jej życie.
Lazarus nie pozwolił gówniarzowi podnieść się z łóżka, nawet jeżeli taki byłby jego zamiar. Jedną ręką złapał Ishidę za włosy i przytrzymał tak by dopiero jego własne poruszenie się mogło spowodować mu ból, a drugą oparł o łóżko żeby szczeniak nie próbował mu nigdzie odpełznąć.
- Posłuchaj mnie, mały ćpunie. Oczekuj nieoczekiwanego, będę wbijał tutaj bez zapowiedzi i chuj mnie to obchodzi czy to będzie szósta nad ranem, czas obiadu czy trzecia w nocy. Jeżeli jeszcze raz będziesz naćpany czymkolwiek to pokażę ci jak ładnie traktujemy ćpunów za murami. Zrozumiałeś?





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Apartament nr 345

Pisanie by Gość on 27/2/2018, 21:00
Kotka zbiegła z miejsca zdarzenia, nie stanowiąc zbyt skutecznej obrony, a Ishida po prostu leżał, czekawszy na kolejną serię popierdolonych zdarzeń. Pochwycony za włosy nie skrzywił się jakoś szczególnie, poza udręczoną zrezygnowaniem zmarszczką, która zamotała się pomiędzy jego brwiami. Nie był w stanie pojąć zmienności jego nastrojów, jak długo z nim nie przebywał. W jednej chwili zachowywał się jak troskliwy miś, w drugiej rzucał się z pazurami i pluł jadem, by koniec końców znów poczynać głaskanie, gdy mu się odwidziało.
Ishida miał serdecznie dość. Odwrócił się w stronę mężczyzny, gdy usłyszał jego głos, ale nie spodziewał się tak bezpośredniej konfrontacji, choć mógłby, przez co niemal bezwiednie pozwolił pociągnąć się za włosy i pchnąć z powrotem na poduszkę. Posłał mu pełne czystej niechęci spojrzenie czarnych tęczówek, skrzywił się w poirytowaniu. Impulsy otumanionego układu nerwowego nie docierały do pokładu ze zbyt wybitną siłą, więc nie uskarżył się na szczególny ból, a raczej dyskomfort bycia przytrzymanym w klatce ramion. Myślał, że wszystko załatwili. Dostał swój towar, nawet ogarnął mu jedzenie, czego ten despota jeszcze od niego chciał? Ishida miał proste potrzeby – pójść teraz spać, puszczając w niepamięć fakt, że ktokolwiek go dzisiaj widział. Miał zamiar przeżywać swoje własne kryzysy egzystencjalne na własnych warunkach, i nikt nie miał tutaj prawa go umoralniać, bo wcale nie czuł wyrzutów sumienia. Wstyd przychodził, gdy ktoś uświadamiał mu, że to słabość. Pójście na łatwiznę, żeby tak zostawiać ten chaos za drzwiami sypialni, rozpuszczając narkotyk w żyłach. On wiedział jednak, że poddanie się temu słodkiemu otępieniu stawiało go na nogi, choć jeszcze wcześniej nie uwierzyłby, że będzie w stanie stawić czoła swoim codziennym demonom. Lazarus nic o nim nie wiedział, a pozwalał sobie dyrygować jego życiem jak pierdoloną orkiestrą.
To ma mnie powstrzymać, Boris? – syknął ironicznie, nie odwracając wzroku od jego twarzy. Nawet nie drgnęła mu powieka. Tak jak jeszcze wcześniej dało się wykrzesać z jego oczu jakiekolwiek emocje, wrażenie czegokolwiek, tak teraz lustrował Łowcę absolutnie beznamiętnym spojrzeniem. Było mu wszystko jedno, czy miał dostać wpierdol teraz czy za tydzień, za co i z czyich rąk. – Pokaż mi teraz. Coś cię powstrzymuje przed obiciem mi mordy? Resztki szacunku?
Prowokował go i doskonale o tym wiedział.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Apartament nr 345

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Powrót do góry

- Similar topics