Ogłoszenia podręczne » KLIKNIJ WAĆPAN «

 :: Eden :: Ogrody Edenu


Strona 15 z 15 Previous  1 ... 9 ... 13, 14, 15

Go down

Na pytanie o kamyk padła jednogłośna odpowiedź — „jasne!”, zaś całą operację i wszelkie zwierzęce wybryki po niej obserwowały bądź brały w nich udział z czystym zachwytem. Wyobraźnia dzieci, bardziej nastawiona na to, co będzie zabawne i cudne w zwierzęcych zachowaniach, była idealnym kompanem dla tych wszystkich niezwykłych istot. Dorośli zazwyczaj opuszczali te niewinne wyobrażenia na rzecz pytania „jak niebezpieczne jest to stworzenie?” bądź „do czego mogę go użyć?”.
  Cała wesoła wyprawa koniec końców wyruszyła w dalszą drogę ciemniejącym, mimo wciąż dość wczesnej pory, lasem, nie zatrzymując się ani na chwilę. W pewnym momencie dziewczynka całkowicie zrównała się z Lysane i pociągnęła ją za rękaw. Jej twarz była mieszanką emocji, począwszy od radości, a skończywszy na lekkiej nutce strachu.
Mogę cię potrzymać za rękę...? – spytała kobietę głosem cichym, ale pełnym nadziei.
Legenda mówi, że kto pójdzie na sam kraniec lasu, ten nigdy już nie wróci... Były wersje, że są tam złe wilki, albo że jest tam stworzenie, które miesza podróżnym w głowach i każe im na zawsze tam już zostać...
Ostatnio...
... Anielskie dzieci poszły się bawić w lesie. I nie wróciły... – młody anioł wzdrygnął się bardzo widocznie.
Ale... Ale prezent! Możemy go znaleźć. Nie jesteśmy sami, więc nic się nam nie stanie. Na pewno jest tu coś, czego mama nie widziała...
 Na przykład melodyjne pomruki, a później melodia, jakby pojedynczego instrumentu, którego dźwięki przypominać mogły nieco flet. Dzieci jednym chórem odpowiedziały na muzykę — „ale super...” — jednak dla Rhetta i Lysane nie wydawało się to niczym szczególnym poza po prostu ładną melodią, trochę melancholijną, spokojną, wpadającą w coś w stylu miarowej kołysanki. Dzieci bez zastanowienia zaczęły iść w tym kierunku, to jest trochę bardziej na północ niż szli wcześniej, tym samym oddalając się nieco od Rhetta i Lysane, a w dodatku w pewnym momencie puszczając się biegiem. Jedno było pewne — grający tę melodię był niedaleko. Drugi fakt był zaś taki, że w lesie to „niedaleko” określić jest ciężko.

Aktualne cele, pogoda i termin:
x Cel: rozeznanie w sytuacji, pójście za dziećmi.
x Pogoda: lekkie zachmurzenie, około 25°C, delikatny wiatr. Okolice godziny 16.
x Termin: 01.09., 23:59.

Dodatkowe:
x I'm trying...


jakim kompletnym potworem będę nawet sam dla siebie?
wzniosę otchłań tak podniebną, nawet w w niebie zbledną
2D3448 -MG || #562318 - wypowiedzi

                                         
Kirai
Poziom E
Kirai
Poziom E
 
 
 

GODNOŚĆ :
Jirō Hirai.


Powrót do góry Go down

 Schował kamyk do kieszeni spodni. Drobny prezent powinien się spodobać Nayami. Nawet jeśli nie był wystarczającą rekompensatą za ozdobę, którą dziewczyna podarowała jemu, to uznał, że to dobry początek.
 – Wilki nie są złe. Znaczy... – zatrzymał się, myśląc o Wilczurze. – Zwykle nie są złe. Wystarczy ich nie denerwować – zaśmiał się pod nosem w dość łagodnych tonach. Posłał nawet Lysane zaczepne spojrzenie, jakby szukając u niej potwierdzenia dla swoich słów. Może nawet powiedziałby więcej, gdyby nie docierająca z lasu muzyka.
 Nadstawił uszy, wyłapując każdą pojedynczą nutę. Melodia nie wydawała się jakaś nadzwyczajna. Sam fakt, że znajdywali się na anielskich terenach, dawał usprawiedliwienie wszelkim dziwom, które na pustynnej Desperacji wymagałyby czujność i napinały mięśnie. Ale tu? Tu wydawało się to całkowicie na miejscu.
 Później dzieci wyskoczyły naprzód jak dwie torpedy.
 – Nie wydają się już takie przestraszone – skomentował krótko, może odrobinę sceptycznie. Z drugiej strony przypomniał sobie, z kim mają do czynienia i jak szybkimi zmianami nastroju wykazywała się ta grupa wiekowa.
 – Powinniśmy trochę przyspieszyć, jeśli nie chcemy ich zgubić – zerknął krótko ku Lysane, później podrapał Shirowa za uchem. I mimo iż sytuacja nie wyglądała na nadzwyczajną, to lata spędzone na ciężkich, desperackich terenach nakazywały zachować wzmożoną czujność.


Strumień przecinający ogrody. - Page 15 Pine_threes_f2u_by_ao_no_lupus-d9ydzfl
Strumień przecinający ogrody. - Page 15 Q1-1528134252
Strumień przecinający ogrody. - Page 15 Q2-1528134392
                                         
Rhett
Kundel     Opętany
Rhett
Kundel     Opętany
 
 
 


Powrót do góry Go down

Choć nie widziała, odruchowo odwróciła głowę w stronę dziewczynki i lekko się pochyliła. Słysząc pytanie na jej twarzy wykwitł bardzo ciepły uśmiech. Kiwnęła zgadzając się, choć już w tym momencie mogłaby zostać oskarżona o próbę uprowadzenia dziecka i zjedzenia go podstępnie w głębi lasu, ewentualnie o to, że porwie młodą anielicę w góry, gdzie prosiłaby o śmierć wiele dni, będąc katowaną w okrutny sposób. To już jednak nie były jej klimaty. I naprawdę miała nadzieję, że kiedyś przekona starszych skrzydlatych do swojej nędznej osoby. Nie dla odzyskania zmysłu wzroku, ale dla wewnętrznego spokoju.
- Gorzej z głodnymi - wtrąciła, co wcale nie było zbytnio uspokajające. Była miksem drapieżnika i zwierzyny łownej. Z jednej strony jako królik powinna bać się wilków, ale z drugiej sama jednego na swój sposób oswoiła. Choć tak naprawdę był psem, ale pies to taki mniej groźny wilk. W końcu ludzie je dawno, dawno temu udomowili i potem zrobili z nich abominacje sięgające łbem kostek, jak miała okazję raz widzieć.
Wcale nie podobała jej się muzyka. Nie w sensie, że melodia była brzydka czy fałszywa, ale skoro krążyły legendy o niewracających dzieciach to takie zjawisko dawało trochę do myślenia. Jak w legendzie o szczurołapie, który nie dostał zapłaty, więc zaczarował wszystkie dzieci w mieście i wywiódł je w las. Kiedy dziewczynka puściła jej rękę i oddaliła się, postanowiła skorzystać z mocy. Pozbawione źrenic białe oczy zabarwiły się powoli na błękit, nieprzenikniona czerń zmieniła się w z początku zamazane, ale szybko nabierające kształtu kontury lasu w odcieniach szarości. Wciągnęła powietrze nosem, starając się wyłapać zapachy.
- Nie podoba mi się to - powiedziała cicho do Rhetta, zwracając na niego wzrok. Zmrużyła lekko oczy, po czym dało się wywnioskować, że nie jest już taka ślepa i bezbronna jak wcześniej. Ślepia wciąż wyglądały upiornie i ciężko było określić na co patrzą, ale bieganie w ciemku między drzewami wcale jej się nie uśmiechało. Ruszyła szybkim krokiem w kierunku muzyki, ale rozważała zasłonięcie uszu. Co, jeśli ich to zahipnotyzuje? Nie zamierzała być pozbawionym rozumu zombie po raz kolejny.


Użycie mocy prawdziwego widzenia - z ograniczeniem tylko do samego wzroku (bez wykrywania krwiobiegów istot żywych)


Głos Słowa #856d54 MG #7c7b34

Strumień przecinający ogrody. - Page 15 ZbEwZp3
                                         
Lysane
Doberman     Opętana
Lysane
Doberman     Opętana
 
 
 

GODNOŚĆ :
Lysane Arashi, niegdyś Invidia


Powrót do góry Go down

Dzieci już nie słuchały.
  Pogoń, jaka za nimi lada moment wyruszyła, miała za zadanie przedzieranie się przez drzewa i krzaki. Choć dzieci nie były znacznie mniejsze od dwójki wymordowanych, poruszanie się w tym terenie było dlań znacznie łatwiejsze i szło im dużo sprawniej. Gałązki zaczepiały ubrania, skrobały nieprzyjemnie skórę. Pozwalały na swobodniejsze ruchy jedynie psu, który zdawał się nawet bardziej poruszony i podekscytowany niż zazwyczaj. Shirow mógł przeczuwać coś, czego bardziej ludzkie zwierzęta nie były w stanie.
   Muzyka przybierała na sile, zaś sam muzykant nie robił zupełnie żadnych przerw podczas gry. Sylwetki dzieci wciąż majaczyły gdzieś między drzewami — nie wszystko więc było stracone. Wreszcie zarówno anielskie pisklęta, pies i Psy z litery raczej wielkiej, dotarły do ogromnego drzewa. Jego korona była rozłożysta, jednak raczej uboga, bowiem składająca się tylko i wyłącznie z gałęzi i pojedynczych listków, których barwa, mimo pory roku, przechodziła raczej w pożółkłą aniżeli w żywą, soczystą zieleń. Korzenie, zawiłe i poskręcane, spoczywały w znacznej części nad ziemią zamiast pod nią.
  Nieruchomy gigant zdawał się źródłem dźwięku — właśnie przed nim zatrzymały się młode anioły, wpatrując się z uporem w jeden punkt na nim. Pod samym drzewem zaś, leżała nieruchomo jakaś kolejna postać — zdecydowanie rozmiarów dorosłej osoby, jednak z racji jej ułożenia, ciężko było zidentyfikować jej płeć i rasę. Znajdowała się poza zasięgiem wzroku młodych aniołów, skulona, blada, pytanie tylko — martwa już czy zwyczajnie nieprzytomna? Co natomiast było w tym drzewie, że młode anioły wyciągały do niego chętnie ręce i zbliżyły się do niego?
Potrzebuję... Chodźcie... Chcę odejść... – Głos zdawał się zaledwie szumem połączonym z charakterystycznym skrzypieniem drzew. Dźwięki muzyki nieco przycichały na rzecz tej wypowiedzi.
Pić... Tak daleko. Potrzebuję pić. Potrzebuję żyć, dzieci. Uwolnijcie mnie.

Aktualne cele, pogoda i termin:
x Cel: cosiędzieje.
x Pogoda: lekkie zachmurzenie, około 18°C, temperatura wyraźnie obniżyła się. Wiatru brak. Okolice godziny 16.
x Termin: 18.09., 23:59.

Dodatkowe:


jakim kompletnym potworem będę nawet sam dla siebie?
wzniosę otchłań tak podniebną, nawet w w niebie zbledną
2D3448 -MG || #562318 - wypowiedzi

                                         
Kirai
Poziom E
Kirai
Poziom E
 
 
 

GODNOŚĆ :
Jirō Hirai.


Powrót do góry Go down

 Skinął głową, przyznając kobiecie rację. Jemu również się to nie podobało, a stał się jeszcze bardziej sceptyczny, gdy w polu widzenia zamajaczyła ogromne drzewo. Dzieci wpatrywały się w nie jak w święty obrazek, więc i on błądził wzrokiem zarówno po pniu, jak i koronie, próbując zrozumieć fascynację aniołów. Nie ujrzał niczego prócz pożółkłych liści.
 Dopóki nie zerknął w dół.
 Nieruchoma postać z początku zatrzymała powietrze w płucach. Na desperacji podobny widok nie byłby żadnym wrażeniem. Ale tutaj? Będąc w Edenie chyba nie powinni trafić na zwłoki. Na szczęście szybko się okazało, że truchło nie było do końca martwe.
 Marshall spojrzał na sylwetkę dość skonsternowany. Natura podpowiadała, by podejść i pomóc; jednocześnie odzywał się również instynkt, który zalał mięśnie betonem. Młodzieniec stał w miejscu, niezdolny do jakiegokolwiek ruchu. Dopiero szczeknięcie Shirowa przywróciło ciału motorykę.
 Szybszym krokiem podszedł do dzieci. Złapał je za ramiona, zatrzymując w połowie drogi. Każda legenda ma ziarno prawdy, a skoro pogłoski mówiły, że w tym lesie zaginęło sporo osób, to Marshall wolał uniknąć momentu, w którym spotkałoby to również tę uroczą dwójkę.
 Spojrzał na Lysane.
 – I tak przyszliśmy po wodę, więc może... Przyniesiemy też trochę tutaj?


Strumień przecinający ogrody. - Page 15 Pine_threes_f2u_by_ao_no_lupus-d9ydzfl
Strumień przecinający ogrody. - Page 15 Q1-1528134252
Strumień przecinający ogrody. - Page 15 Q2-1528134392
                                         
Rhett
Kundel     Opętany
Rhett
Kundel     Opętany
 
 
 


Powrót do góry Go down

                                         
Sponsored content
 
 
 


Powrót do góry Go down

 :: Eden :: Ogrody Edenu

Strona 15 z 15 Previous  1 ... 9 ... 13, 14, 15

 
Nie możesz odpowiadać w tematach