Ogłoszenia podręczne » KLIKNIJ WAĆPAN «
  • 27/09. Losowano choroby. Sprawdź czy Twoja postać jest wciąż zdrowa.
  • 25/09. Dyskusja na temat rangi rekruta w dziale S.SPEC. Wypowiedz się.
  • 24/09. Ogłoszenie dla MG. Zapoznaj się z nowym systemem wynagrodzeń. Przy okazji wrzucono prośbę w ukrytym dziale. Przeczytaj.
  • 21/09. Pojawiło się ogłoszenie od Apokalipsy. Zapoznaj się z wynikiem zakończenia eventu.
  • 19/09. Dodano dwie nowe rangi oraz zamieszczono wpis odnośnie próśb/propozycji zgłaszanych na cb/drogą prywatną. Przeczytaj.
  • 17/09. W ukrytym dziale MG pojawiły się dwa tematy do przedyskutowania. Zagłosuj i wypowiedz się.

 :: M3 :: Ścieki :: Okolice wejść


Strona 3 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

Go down

Na jej bezczelny ton głosu nie było żadnej fizycznej odpowiedzi, nie dostała w twarz, nikt jej nie sprzedał kopa w brzuch. Kompletnie nic, a liczyła że wkurzy swoich porywaczy do stopnia gdzie przestaną być dokładni. Gdzie dowie się czegoś konkretnego. Miała podejrzenie że po prostu padła ofiarą łowców szlajających się po mieście. Surowy ton mężczyzny przykuł jej uwagę nieco bardziej. Skupiła się więc na nim najbardziej, nadal nie zapominając o tym że jest tam ktoś jeszcze i może ktoś kto się nie ujawnił, nie miała jedynie pewności z iloma przeciwnikami miała do czynienia.
Gdyby nie miała szmaty na oczach to jej oprawca by widział jak unosi brew w odpowiedzi na to gdzie się znajdowała. Uśmiechnęła się po wysłuchaniu ładnego opisu jakiego jej dostarczył. Pokręciła powoli głową w górę i w dół. - Budynek SPEC powiadasz.. skrzydło szpitalne.. uhuum.. może mi jeszcze powiesz że siedzę w wygodnym skórzanym fotelu..? - powiedziała nie kryjąc rozbawienia w głosie. Może to go zirytowało, może był już podirytowany wcześniejszym monologiem. Kopnięcie w betonowe bloki na których siedziała drgnęły lekko sprawiając że spięła mięśnie całego ciała. Odjął jej wzrok na ten czas, ale słuch i dotyk nadal dobrze funkcjonowały. To nie to że była głupia, wcale nie lekceważyła powagi sytuacji. Ale zdawała sobie sprawę że potrzebna jest im żywa, gdyby było inaczej już dawno leżałaby pewnie z poderżniętym gardłem gdzieś w ciemnej uliczce.
Przez chwilę pogrążyła się w myślach i próbowała się zastanowić nad tym czy kojarzy nazwisko chociaż. - To trochę śmieszne.. opowiadasz mi ze szczegółami o miejscu w którym jestem.. ale oczy mam zakryte jakąś szmatą. - zaczęła dość spokojnym tonem głosu. -.. mało tego, wisienką na torcie jest fakt że podałeś mi 'swoje' imię i nazwisko.. możesz się pod kogoś podszywać bo nie wiesz czy znam tą osobę czy nie. Głos może być podobny.. ale imitowanie czyjegoś głosu za pomocą technologi, artefaktu czy też lat treningu modulacji nie jest niczym niezwykłym.. - komentowała dalej. Nasłuchiwała przy tym jak daleko się od niej znajdował, w końcu prawie cały czas się przemieszczał. - Więc jak chcesz żebym brała cię poważnie to może zdejmij mi z twarzy tą pieprzoną szmatę albo ją zostaw i przestań pierdolić jakieś bujdy! - warknęła sama w jego stronę. Jeśli myślał że ją nastraszy tak łatwo to nie mógł być w większym błędzie. - I żeby ci zaoszczędzić czasu.. nie mam bladego pojęcie po cholerę tu jestem.. ale spodziewam się że mnie zaraz oświecisz.. i przejdziesz do jebanych konkretów.. póki co.. marnujesz tylko mój czas.. - dodała zimnym tonem. SPEC na nią nic nie miało i ona o tym doskonale wiedziała. Wzorowa uczennica, sumienna obywatelka i przydatna w tym co robiła. Może rekrut by już robił pod siebie ze strachu i kwiczał wszystko co miał na sumieniu, ale ona nie była tym rekrutem.


Sai mowa: #990099 || Rin mowa: #ff6600
                                         
Saiyuri
Hycel
Saiyuri
Hycel
 
 
 

GODNOŚĆ :
Saiyuri Kurayami


Powrót do góry Go down


 Mężczyzna nie zareagował na jej ironiczne wywody, w ogóle nie drgnął, gdy z taką pewnością siebie zaprzeczała wszelkim otrzymanym informacjom. Nie westchnął, nie poruszył się, opanował nawet agresję, która w normalnym wypadku przeniosłaby się z mózgu na wędrującą w kierunku jej twarzy pięść. Kontynuował ignorując słowa kobiety.
  — Mamy cały czas tego świata dla siebie. Nie muszę się nigdzie śpieszyć — oświadczył w sposób, który sugerował, że w rzeczy samej wcale nie próbował jej poganiać. Jednocześnie zachował twardy ton, by podkreślić, że z tych dwóch możliwości w dalszym ciągu wolał rozmawiać sprawnie, bez przeciągania wszystkiego na siłę. — Jeśli wolisz, możemy wrócić do tej rozmowy jutro. Gdy będziesz trochę bardziej skora do współpracy. Wątpię, by głód i pragnienie cię przekonały, ale robienie pod siebie już owszem.
  Louma wzdrygnął się delikatnie. Nie chciał wyobrażać sobie podobnej sytuacji, w której to on będzie przetrzymywany w nieskończoność. Spojrzał na drugiego mężczyznę z lekkim zmieszaniem, ale ten zmrużył wymownie oczy i kot nie odważył się odezwać. Wyglądało na to, że jeśli w ogóle pozwolą mu brać udział w tym przesłuchaniu to wyłącznie wtedy, gdy nauczy się być otwarcie niemiły. Nie umknęło jego uwadze to, że łowca jak i ich czujka traktowali go trochę jak narzędzie, które wykonało swoje zadanie, a teraz można było je odsunąć na bok.
  Lekkim krokiem podszedł do jeden ze ścian i oparł się o nią plecami. Z tego położenia mógł obserwował kobietę od tyłu, jej plecy i związane ciasno ręce. Wcześniejsze używanie mocy sprawiło, że czuł się odrobinę zmęczony, ale po jednym razie nie słaniał się jeszcze na nogach. Postanowił więc wykorzystać ten czas na zregenerowanie sił. I naukę, bo bez wątpienia życie w łowcach wymagało od niego nabrania odrobiny bezczelności, którą przejawiał towarzyszący mu mężczyzna.
  — Jeśli zmienisz zdanie, zaczniemy od twojej ostatniej misji z ramienia hycli — powiedział mężczyzna, kontynuując ze spokojem. — Stanowiska i rangi, z góry do dołu. Mam przed sobą listę członków tej ekspedycji, więc jeśli będziesz chciała mnie oszukać, będę o tym wiedział. Potraktujemy to jako pytanie sprawdzające twoją poczytalność.

Koci pomruk przerwa: 4/4


Blok mieszkalny przeznaczony do rozbiórki - Page 3 H7WZagK

A lie is like a cat: You need to stop it
before it gets out the door
or it’s really hard to catch.

                                         
Reoone
Wtajemniczony     Opętany
Reoone
Wtajemniczony     Opętany
 
 
 

GODNOŚĆ :
Konegi Louma, Lwiątko


Powrót do góry Go down

Na jej warknięcia nie było odpowiedzi w postaci ciosów, tylko cisza. Trwała ona do momentu kiedy mężczyzna ponownie się nie odezwał. Wyjaśnił od razu jak wygląda sytuacja. Słuchała go z uwagą, widać wszystko miał przemyślane. Uderzał w jej psychikę a nie w fizyczność pewnie spodziewając się że jako kobieta zbyt długo by nie utrzymała przytomności. Chciał ją złamać w inny sposób i będzie musiał się bardziej postarać. "Nadal chce brnąć w ten stek bzdur..? Niech będzie.." przemknęło jej przez myśl gdy zaczęła ocierać się nadgarstkami o siebie w celu wybadania swojej przepustki. Na spokojnie stwierdzając że mało co z niej zostało, poruszając się przy tym całym ciałem przed nim jakby próbowała się wyswobodzić. Albo chociaż sprawdzić jak mocno jest związana, czy więzy czasem nie poluzowały się chociaż odrobinę. Wszystko to się nie trzymało kupy, jej przełożonym był Togami. Jeśli by coś spierdoliła to odpowiadałaby przed nim i raczej nie związana ze szmatą na oczach.
Kiwała głową wysłuchując pytań odnośnie jej ostatniej misji. Zaczęła pomrukiwać jakby próbowała sobie przypomnieć coś. Zmarszczyła brwi nieco i po chwili się uśmiechnęła szyderczo. - Skoro mamy cały czas tego świata dla siebie.. to zapraszam jutro.. dzisiaj nic ze mnie nie wyciągniesz.. - powiedziała zimnym tonem. Nie wyglądało na to że będzie współpracować. Zbyt wiele rzeczy jej się nie zgadzało. - Przy okazji.. masz rację.. z tym jedzeniem i piciem.. a co do robienia pod siebie? Jebie mnie to.. nie z takim rzeczami się spotkałam jako lekarz.. wy to będziecie musieli bardziej znosić niż ja.. - po tych słowach uśmiechnęła się z zadowoleniem. Ba! Gdyby jej się chciało siku to pewnie zrobiłaby typowi na złość i się zlała teraz przed nim. No ale, nie zawsze da się oddawać mocz na zawołanie, a szkoda w tym wypadku.


Sai mowa: #990099 || Rin mowa: #ff6600
                                         
Saiyuri
Hycel
Saiyuri
Hycel
 
 
 

GODNOŚĆ :
Saiyuri Kurayami


Powrót do góry Go down

  Upartość kobiety robiła na kocie wrażenie. Zazwyczaj kobiety najbardziej bały się upokorzenia, czasami nawet bardziej od samej śmierci. Ta tutaj, chociaż poparła logicznymi argumentami swoje postępowanie, nadal była dla wymordowanego zagadką. Rzeczywiście nie miała nic przeciwko temu, by być związaną przez kolejne, długie godziny? Reoone nie miał wątpliwości, że łowca prowadzący przesłuchanie mówi prawdę. Na odpowiedź kobiety machnął ręką, by ponownie związać jej usta, a potem wydał jeszcze kilka innych rozkazów, które świadczyły o przeniesieniu rozmowy na kolejną dobę.
  — Odpocznij — powiedział do Loumy. — Jutro nam się przydasz.
  Młody wymordowany zaskoczony tak bezpośrednim poleceniem niemal podskoczył. Nie spodziewał się, że jego dalszy udział ma sens. Szybko jednak zrozumiał, że łowcy liczą na jego moc, które tego dnia była już dużo mniej użyteczna. Czuł zmęczenie na całym ciele i bolesne uciski ciśnienia w głowie. Musiał dać sobie trochę czasu na regeneracje, by rzeczywiście pokazać na co było go stać.
  — Tak jest — odpowiedział, zerkając kątem oka na łowce-czujkę, który kneblował kobietę na nowo. Tym razem nieco mocniej niż poprzednim razem.
  Gdy wykonał swoją robotę, pokazał pozostałym uniesiony do góry kciuk i starszy łowca pokazał Reoone zejście na niższy poziom. Nie musieli czuwać tutaj wszyscy razem. Pozostanie jeden, najpewniej ten, który dotychczas obserwował świat z ukrycia. I jeśli wszystko odbędzie się bez problemów, z samego rana następnego dnia będą kontynuować przesłuchanie.
  Czerwonooki mężczyzna spojrzał jeszcze na związaną kobietę, upewniając się, że wszystko jest mocno zaciągnięte, a ona sama nie ma przy sobie nic, co pomogłoby jej się uwolnić.
  — Do zobaczenia jutro — powiedział do Saiyuri. — Zobaczymy jak wtedy będziesz śpiewać.
  Ciężką ręką klepnął kobietę w ramię, a potem się oddalił, wymieniając jeszcze kilka słów ze strażnikiem.

/Jeśli ci to nie przeszkadza, to zrób przeskok do następnego dnia.~


Blok mieszkalny przeznaczony do rozbiórki - Page 3 H7WZagK

A lie is like a cat: You need to stop it
before it gets out the door
or it’s really hard to catch.

                                         
Reoone
Wtajemniczony     Opętany
Reoone
Wtajemniczony     Opętany
 
 
 

GODNOŚĆ :
Konegi Louma, Lwiątko


Powrót do góry Go down

Nie zamierzała współpracować z podejrzanymi typami, nie będzie z nikim współpracować na nie swoich warunkach. Miała zasady i była upartym babskiem. Może gdyby ją inaczej potraktowali to kto wie, ale do głupich też nie należała. Słysząc kroki za sobą po bezczelnym oddelegowaniu przesłuchującego jej mężczyzny, spodziewała się że może zaraz oberwie. Napięła mięśnie, ale cios nie nadszedł, za to w ustach pojawił się knebel na nowo. Mruknęła coś niezrozumiale pod nosem. Szmata przeszkadzała w wyklinaniu zgromadzonych.
Trzepnięcie w ramię przechyliło ją znienacka, z ledwością utrzymała równowagę. Starała się zapamięteć na bazie słuchu ilu ich było, odgłos powierzchni po jakiej się poruszali, cokolwiek co mogło jej podpowiedzieć to gdzie tak naprawdę się znajduje. Palcami prawej dłoni macając z trudem po metalowej obręczy do której była kiedyś przytwierdzona jej przepustka, a teraz jej strzępy. Spuściła głowę kręcąc nią na boki z niedowierzaniem. Wciągnęła przez nos powoli tyle powietrza ile potrafiła, sprawiając przy tym że sznur wgryzał się jeszcze bardziej w okolicach klatki piersiowej. Nie żeby jej to jakoś przeszkadzało, w nieco innych okolicznościach wiązanie by jej się pewnie podobało. Ale te okoliczności były dalekie od jej fantazji.
Odchyliła się nieco w tył i opuszkami palców próbowała wymacać to na czym siedziała, to samo zrobiła ze związanymi nogami, ocierając łydkami o brzegi przedmiotu na którym byłą ulokowana. Była ciekawa czy ktoś ją będzie powstrzymywał od tego, jeśli nie to nadal tak machała nóżkami żeby przetrzeć sznury na nogach o ile było to w ogóle wykonalne. Jeśli ktoś ją powstrzymał od takich manewrów to zaprzestała kombinowania, w końcu nie była pewna w stu procentach czy jest sama czy w towarzystwie kogoś.
Dochodząc do wniosku że przydadzą jej się jakieś siły na następny dzień, o ile nie zostanie znaleziona przez jej własny oddział wcześniej.


Sai mowa: #990099 || Rin mowa: #ff6600
                                         
Saiyuri
Hycel
Saiyuri
Hycel
 
 
 

GODNOŚĆ :
Saiyuri Kurayami


Powrót do góry Go down

  Na straży pozostał jeden człowiek, ale poza kilkakrotnym szturchnięciem Saiyuri, gdy za bardzo wierzgała, nie robił nic więcej. Nie odzywał się, w którymś momencie nocy zjadł tylko po cichu jakiś posiłek, a potem jakby z łaskawości polał bez ostrzeżenia po głowie kobiety wodą. Raczej niewiele z tego była w stanie upić, ale strażnik wcale nie planował jej pomagać.

  Reszta powróciła grubo przed świtem. Daleko na horyzoncie pojawiła się już jaśniejsza łuna, lecz miasto pozostawało senne i ciche. Reoona po raz kolejny był w grupie osób, które miały kontynuować przesłuchiwanie pojmanej. Był z nim ten sam mężczyzna, który wczoraj najczęściej zabierał głos, ale reszta się zmieniła.
  Koci wymordowany zajął miejsce na przeciw kobiety, ale w pewnej odległości, gdyż obawiał się oglądania jej męki. Zostawili ją na długie nocne godziny, a nawet jeśli nie odczuwała jeszcze strasznego głodu i pragnienia, inne potrzeby ciała musiały być już na granicy kontroli.
  — Dzień dobry. Jak minęła noc? — zapytał mężczyzna, pozbywając się szmaty z ust kobiety, by znowu mogła zabrać głos. Kilkoma szarpnięciami obrócił ją w miejscu tak, że teraz siedziała przodem do pustej ściany. Tym razem przyniósł ze sobą krzesło, które ustawił przed kobieta, a które następnie sam zajął. Zgarbił się nieco opierając ramiona na kolanach, a jednej z jego pomocników pozbył się także opaski z jej oczu.
  — Zasady takie jak wczoraj. Jeden gwałtowniejszy ruch, albo krzyk i nie będziemy już tacy mili — przypomniał Saiyuri, patrząc na jej twarz.
  Mężczyzna był średniego wieku, nieco od niej starczy. Jego twarz krzyczała normalnością poza tym, że miał na niej kilka starszych blizn. W kilku miejscach łysiał. Ubrany w zabrudzony szpitalny kitel wyglądał w towarzystwie szarych murów bardziej jak pracownik szpitala psychiatrycznego z horroru.
  — Młody — mruknął głośno, zerkając z nad jej pleców, na wymordowanego.
  Reoona wzdrygnął się, ale bez słowa podszedł obok. Zaczaił się bezpośrednio za starszym mężczyzną, a potem spoglądając na kobietę przełknął głośni ślinę.
  — Powtórz swoje imię i nazwisko, stanowisko i dane współpracowników — rozkazał zmienionym tonem.
  Teraz, gdy nie był w zwierzęcej formie Saiyuri mogła dokładnie zobaczyć, że do czynienia miała z młodym chłopakiem. Takim, który zgodnie z prawem o tej godzinie powinien być jeszcze w łóżku wysypiając się przed szkołą. Ale Louma zamiast nauki miał pilniejsze obowiązki. Poza tym jasnym było, że nastolatka z kocimi uszami i ogonem wijącym się za plecami nikt normalny nie wpuściłby do szkoły.
  Jakby dla wzmocnienia przekazu, siedzący na przeciw niej mężczyzna podniósł z ziemi grubą, metalową rurę i uderzył nią z beton. Chciał jej przypomnieć, że niepoprawne odpowiedzi będą karane.

Koci pomruk: 1/3


Blok mieszkalny przeznaczony do rozbiórki - Page 3 H7WZagK

A lie is like a cat: You need to stop it
before it gets out the door
or it’s really hard to catch.

                                         
Reoone
Wtajemniczony     Opętany
Reoone
Wtajemniczony     Opętany
 
 
 

GODNOŚĆ :
Konegi Louma, Lwiątko


Powrót do góry Go down

No oczywiście że nie zostawili jej samej, z zapałem jaki miała, pewnie by wyczołgała się jak gąsienica stamtąd. Poruszanie się po betonowym bloku na którym siedziała szybko zostało zaprzestane mocniejszym szturchnięciem. Mruknęła coś pod nosem niezrozumiale, w końcu miała szmatę wepchniętą do buzi. Czas się strasznie wlókł, słysząc kroki zbliżającego się do niej strażnika spięła się z miejsca cała. Wzdrygnęła się czując zimną ciecz na głowie. Poruszyła się odchylając się w tył tak że woda poleciała po jej ubraniu. Stuknęła obcasami w podłoże z niezadowoleniem na jego gest.

Słyszała większą ilość kroków, spodziewała się że jej oprawcy wrócili na dalszą część przesłuchania. Gdy tylko wyjął jej z ust szmatę od razu zaczęła rozdziawiać szerzej usta, kąciki miała obolałe po trzymanym materiale przez noc. - Ej.. - warknęła obrócona kilka razy w miejscu jak jakaś szmaciana lalka co to nią można rzucać na prawo i lewo. Niemalże od razu zamknęła ślepia gdy opaska została zdjęta z oczu. Zbyt długo miała zawiązane ślepia. Powoli uniosła jedną powiekę, ametystowe ślepie zaczęło ogarniać miejsce w jakim była. Zamrugała kilka razy i wbiła znużone spojrzenie w mężczyznę na krześle. Zdążyła mu się uważnie przyjrzeć, trzeba było zapamiętać typa na wypadek jakby miała z tego wyjść żywa. Kiedyś będzie się chciała zemścić na nim.
Drgnęła widząc jak zza niej wychyla się postać jakiegoś młodzika. Kocie uszy i ogon sprawiły że szczęka jej się bardziej zacisnęła. "Wymordowany? Tutaj w mieście?" przemknęło jej przez myśl, w oczach pojawił się dziki błysk. - Nieee... ty nie możesz być.. - wymamrotała ledwie szeptem wpatrując się w oczy Reoone. Barwa jego głosu pobrzmiewała w jej głowie, odbijając się echem. Po jego słowach twarz dziewczyny niemalże z miejsca zobojętniała. - Saiyuri.. Kurayami.. medyk w oddziale Hycli.. mój przełożony.. Generał Toyotomi Togami.. - mówiła spokojnie, odpowiadając grzecznie na pytania kociaka. Ewidentnie była pod wpływem hipnozy. Uderzenie metalową rurką nie zrobiło na niej wrażenia w tym stanie, gdyby nie moc wymordowanego pewnie by zaczęła jeszcze pyskować.


Sai mowa: #990099 || Rin mowa: #ff6600
                                         
Saiyuri
Hycel
Saiyuri
Hycel
 
 
 

GODNOŚĆ :
Saiyuri Kurayami


Powrót do góry Go down

Końcówka jego ogona drgnęła na słowa kobiety. Najwyraźniej zdziwiła się, widząc w jej ukochanym, czystym mieście wymordowaną zarazę. Przez moment nawiedziła go chęć wyznania jej swojego pochodzenia. Że był miastowym, takim samym jak ona. Kilka lat temu mogli mijać się na ulicy w drodze, którą Louma przemierzał do szkoły. Czasy się zmieniły.
  Te nazwiska niczego mu nie mówiły. Zerkał nerwowo na swoich towarzyszy szukając na ich obliczach jakichś wskazówek. Zamiast tego, jeden z mężczyzn pokiwał do niego głową, by kontynuował.
  Przełknął nerwowo ślinę patrząc w oczy kobiecie.
  — Jak wygląda droga prowadząca do waszej bazy wypadowej, jak jest wyposażona i ilu ludzi tam stacjonuje? — pytał z powagą, ale kącik ust drżał mu nerwowo.
  Informacje o nowej bazie budowanej na Desperacji przez S.SPEC rozniosły się już parę lat temu, ale dotychczas słyszał o niej wyłącznie z podsłuchanych rozmów. Jakiś czas temu jednak, sam brał udział w akcji, skutkiem której było przechwycenie towaru z transportowca wiozącego obiekt na eksperymenty. Pewne informacje, które wtedy zdobył mógł zweryfikować za sprawą kobiety.
  Wiedział doskonale, że jeżeli odpowie inaczej, niż spodziewają się tego jego współpracownicy, kobieta zostanie potraktowana ciężkim narzędziem, które siedzący za nią mężczyzna gładził wnętrzem dłoni. Było tak, jakby czekał aby coś w odpowiedzi Saiyuri mu się nie spodobało.
  Pobicie to jedno, ale jeżeli wszystko zostanie odpowiednio zabezpieczone, Łowcy na pewno będą chcieli zaciągnąć ją do celi. Louma nie wiedział jeszcze, do których. Dotychczas wszystko odbywało się w podziemnych tunelach, ale schron na Desperacji dawał im więcej swobody w działaniu. Cokolwiek się stanie, kobieta nie będzie miała zbyt łatwo.
  — Pośpiesz się młody — warknął jeden ze strażników zerkając nerwowo na zegarek. — O szóstej ma przyjechać następny przerzut zza muru. — Zaśmiał się ochryple i spojrzał na kobietę. — Tym razem to truciciel. Wyobrażasz to sobie? Spec dostanie pierdolca, jak zobaczy, że cała woda w ich mieście jest skażona.
  Wymordowany zacisnął usta w wąską linię.
  Jak miał się skupić na przesłuchaniu słysząc towarzyszy czerpiących radość z tak okropnych poczynań? Nie bał się, bo wirus nie mógł go już bardziej skrzywdzić. Jego oraz tych, którzy poddani zostali działaniom Czerwinki, ale co czeka tych wszystkich ludzi z miasta?
  Nie odezwał się, czekając na odpowiedź kobiety. Musiał skupić się, by wyciągnąć z niej odpowiedzi.

Koci pomruk: 2/3


Blok mieszkalny przeznaczony do rozbiórki - Page 3 H7WZagK

A lie is like a cat: You need to stop it
before it gets out the door
or it’s really hard to catch.

                                         
Reoone
Wtajemniczony     Opętany
Reoone
Wtajemniczony     Opętany
 
 
 

GODNOŚĆ :
Konegi Louma, Lwiątko


Powrót do góry Go down

Byłą tam związana do stopnia w którym nie była w stanie protestować fizycznie, nawet gdyby bardzo chciała. A w transie w którym trzymał ją koci wymordowany nie miała nawet własnej woli pod kontrolą. Mogła nie chcieć nic mówić, wolałaby milczeć. Mogła oberwać tą metalową rurką trzymaną przez innego łowcę, ale milczałaby. Urok który rzucił na nią Reoone nie dawał jej innych opcji jak szczere udzielanie odpowiedzi. - Baza wypadowa na Desperacji.. to obiekt dedykowany badaniom fauny i flory poza murami M3.. służy do prowadzenia badań na wymordowanych, łowcach, aniołach..oraz do badania roślinności. To miejsce odizolowane od miasta dla bezpieczeństwa cywili. Mamy skrzydło medyczne poświęcone oddziałowi Skrzydlatych i Hycli. Trzeba mieć autoryzację w przepustce żeby wejść na teren obiektu. - powiedziała w sumie to co wiedziała. Była medykiem, jak wcześniej wspomniała, jej wiedza nie była wybitnie obszerna co do zabezpieczeń Posterunku. Miała dostęp do skrzydła laboratoryjnego i w nim urzędowała i to nawet nie tak długo, była tam może raz i to na kilka dni. Informacje jakie słyszała gdzieś się odbijały w głowie ale w tym stanie nie okazywała żadnych emocji, była bierna. Współpracowała z nimi wbrew własnej woli, gdyby mogła tylko wybrać milczenie, zapewne na nim by się zatrzymała.


Sai mowa: #990099 || Rin mowa: #ff6600
                                         
Saiyuri
Hycel
Saiyuri
Hycel
 
 
 

GODNOŚĆ :
Saiyuri Kurayami


Powrót do góry Go down

  Odpowiedzią na szczere słowa kobiety był cios metalową rurką, która trafiła nieco poniżej karku. Łowca, który wykonał uderzenie nie chciał pozbawiać ją jeszcze świadomości, ale bólem oznajmić, iż nie podobała mu się tak bezwartościowa treść.
  — To zwykły pionek, kurwa. Jak mnie denerwują takie szmaty. Zero własnej osobowości, sięgają wyłącznie tak daleko, na ile pozwala im smycz dyktatora — wyraził swoją irytację, opierając następnie rurkę o beton. Oparł się na niej siadając za plecami kobiety po raz kolejny.
  — To naukowiec — skorygował cicho jeden ze strażników nie odwracając się od ramy okna, przy którym się zaczaił. — Zabierzmy ją na Desperacje. Może wtedy będzie śpiewać inaczej.
  Na nowo zapanowała cisza. Na całym piętrze rozlegało się tylko nerwowe szuranie butami. Nawet Louma nie śmiał się odezwać. Chłonął wiedzę pozostałych łowców skupiając się na swoim zadaniu. Nie chciał, by z jego winy kobieta cierpiała. Nie zależało mu na dostarczeniu jej większej ilości bólu, niż było to koniecznie. Zdawał sobie sprawę, że wiele zależy od tego, jak formował swoje pytania. Nie mógł wyciągać z niej wiedzy w nieskończoność, a jednocześnie wiedział, że ludzi z wyższych stanowisk nie będzie interesować fauna i flora Desperacji. Znali ją znacznie lepiej od wojskowych.
  Ogon wił się dumnie za jego plecami. Saiyuri wyglądała na zaskoczoną obecnością wymordowanego, dlatego w szczególności zamierzał podkreślać swoje zwierzęce atuty. Kocie uszy na czubku jego głowy sterczały dumnie ku górze. Poruszał nimi, gdy inni rozmawiali.
To będzie ostatnie... powiedział sobie w duchu, czując jak moc powoli wygasa. Zmęczenie powraca. Reszta tego nie rozumiała, ale korzystanie z tego typu zdolności bardzo męczyło organizm, ale również psychikę. Prawdopodobnie jeżeli tym razem nie dojdą do jakichś intrygujących odpowiedzi, starci mężczyźnie zaczną zabawę z kobietą za pomocą zupełnie innych metod.
  — Powiedz, gdybyś miała niepostrzeżenie wprowadzić do miasta dużą grupę wymordowanych bez zawiadamiania władzy, jakbyś tego dokonała? — zadał pytanie rozkazując jej, by odpowiedziała na nie na podstawie posiadanej przez siebie wiedzy. Kąciki jego ust uniosły się delikatnie ku górze. W kociej formie zatrząsłby wąsami, ale teraz mógł jedynie skrywać lekki uśmiech.

Koci pomruk: 3/3


Blok mieszkalny przeznaczony do rozbiórki - Page 3 H7WZagK

A lie is like a cat: You need to stop it
before it gets out the door
or it’s really hard to catch.

                                         
Reoone
Wtajemniczony     Opętany
Reoone
Wtajemniczony     Opętany
 
 
 

GODNOŚĆ :
Konegi Louma, Lwiątko


Powrót do góry Go down

Syknęła z bólu gdy dostałą metalową rurką poniżej karku. Uderzenie pchnęło ją nieco do przodu, sprawiając że się pochyliła lekko w dół. Spojrzenie utkwiła w pierwszym mężczyźnie. Czy była tylko pionkiem? Była! Jednym z wielu! Miała zakres swoich obowiązków, leczyła i była ewentualnym wsparciem poza murami miasta. Chcieli wyciągnąć informacje do których nie miała dostępu. - To trzeba było porwać Hetmana a nie zwykłego Piona.. - warknęła. - Albo od razu Króla.. po co się ograniczać.. nie? - dodała po chwili już zimnym tonem. Kątem oka spojrzała na łowcę przy oknie. Już myślała że bystry z niego obserwator, że może choć jeden z nich doszedł do wniosku że nic z niej nie wyciągną. Dopiero dalsza część wypowiedzi sprawiła że zwątpiła nawet w niego. Westchnęła ciężko. - Co wy właściwie chcecie wskórać tym porwaniem? Jedyne do czego wam się mogę faktycznie przydać.. to do opatrzenia waszych rannych towarzyszy.. - powiedziała wlepiając ślepia w mężczyznę prowadzącego całą tą szopkę.
Padło kolejne pytanie wymordowanego i nawet przez chwilę milczała zastanawiając się nad odpowiedzią na to pytanie. - Póki co mamy sporą wyrwę w murze ale patrolowaną.. Potrzeba by dobrego skrytobójcy.. żeby oczyścił drogę dla reszty.. albo przekupić strażników choć ciężko mi to sobie wyobrazić.. to jedyne opcje jakie mi przychodzą na myśl.. choć z tym przekupstwem.. to ciężka sprawa z tym przekupstwem.. bo tak szczerze.. to co desperaci mogliby zaoferować miastowym żołnierzom? - wpatrywała się w ślepia kociarza odpowiadając na jego pytanie na tyle na ile potrafiła. Nie interesowała się bezpieczeństwem miasta, od tego byli inni ludzie!


Sai mowa: #990099 || Rin mowa: #ff6600
                                         
Saiyuri
Hycel
Saiyuri
Hycel
 
 
 

GODNOŚĆ :
Saiyuri Kurayami


Powrót do góry Go down

                                         
Sponsored content
 
 
 


Powrót do góry Go down

 :: M3 :: Ścieki :: Okolice wejść

Strona 3 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

 
Nie możesz odpowiadać w tematach