Strona 9 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9

Go down


Re: Think outside the box [Yū]

Pisanie by Yū ✿ on Wto 24 Lip - 13:34
11/15 - Yu upada po raz drugi (5)

  Oblizała spierzchnięte usta. Wcześniejsze zadarcie pokryło się stwardniałym zakrzepem, ale wcześniejsze pyłki i opary zgniłych owoców podrażniły zranienie. Czuła pieczenie na całej powierzchni warg i w okolicach każdej z nakłutych ran. Kolejne denerwujące uczucie, jakiego nie była w stanie się pozbyć. Tak wiele elementów, na jakie nie ma żadnego wpływu...
  Zwolniła i spojrzała ku górze. Chociaż labirynt nie miał końca, a jej wzrok pokrywała bezgraniczna ciemność wyobrażała sobie złoty blask słońca, może jakiegoś sztucznego światła, niebo, chmury. Przecież kaktusy musiały jakoś się pożywiać, racja? Najpewniej tym, co znajdowało się wysoko ponad jej głową był jednolity, biały sufit kwadratowego pomieszczenia we wnętrzu kostki. Kaktusy tak jak wszystko inne tutaj musiało być napędzane w sposób niepojęty dla człowieka. Magicznie? Jeżeli tak, to równie dobrze ponad nią mogło znaleźć się niebo. Tutaj, głęboko ponad ziemią w zaklętej klatce, dla osoby pozbawionej wzroku dookoła mogło znaleźć się dosłownie wszystko.
  Przytknęła zdrową dłoń do przeciwnego ramienia i zamruczała pod nosem. Żaden ludzki odgłos nie wydobył się z jej ust, słyszała jednak wszystko w sobie, w głowie. Tam grunt był najpewniejszy, ale równocześnie najbardziej zdradliwy. Chociaż istniało wielkie ryzyko, były też możliwości. Kiedy stanęła więc na rozdrożu zmusiła się do świadomego podjęcia decyzji o kierunku. Prawo.
  Przesunęła czubkiem buta na prawo i zwróciła tam resztę ciała. Powoli nabrała powietrza w usta i w niezmąconej niczym ciszy oczekiwała na rozwój wypadków, na bierność otoczenia, albo jego gwałtowna zmianę. Co jeszcze dla mnie masz? Uśmiechnęła się drwiąco, słabo i niemal natychmiast znowu zacisnęła usta w wąską linię chowając za maską obojętności ból kolejnych kroków.
  Usłyszała gdzieś w okolicy ciche szuranie. Chociaż tego labirynt jej nie odebrał, słuchu, który dostarczał te minimum informacji. Skoro gdzieś w okolicy rozległ się nieobecny do tej pory odgłos, należało spodziewać się jakiejś zmiany. Na lepsze, albo na gorsze, ale tego musiała dowiedzieć się sama. Z kroku na krok zbliżała się do źródła dziwnego drgania powietrza, które odbierała na równo z dziwnym dźwiękiem. Brzmiało to tak, jakby ktoś przesuwał palcem po szorstkim kamieniu.
  Chciała się zatrzymać, otworzyć usta i nasłuchiwać, ale w tej samej chwili identyczny odgłos, tyle że znacznie bardziej wyraźny, rozległ się bezpośrednio pod nią. Podłoga zachwiała się pod jej stopami, więc łapią równowagę cofnęła nogę do tyłu, ale tam również natrafiła na buzujące podłoże. W jednej chwili pojęła, z czy się mierzy.
  Labirynt rozrastał się nawet teraz. Skoczyła do przodu, ale zaczepiła o wyrastające z dołu kolce skrajem nogawki. Wylądowała na kolanach i przez kilka pierwszy sekund nie mogła podnieść się na falującej drodze. W końcu jednak dała radę podeprzeć się na płaskim fragmencie ściany i odskoczyć od wyrastających na ziemi kaktusów. Poczuła jednak, że kilka kolejnych kolców wbiło się gdzieś w miękką skórę.



THERE WILL BE A RECKONING.
WE ARE VILIGANT AGAINST THE WATCHERS.
WE ARE CAPABLE. WE ARE UNSTOPPABLE.
WE ARE AT WAR.
avatar





Yū ✿
Przywódczyni
GODNOŚĆ :
Yū Kami


Powrót do góry Go down


Re: Think outside the box [Yū]

Pisanie by Yū ✿ on Wto 24 Lip - 13:49
12/15 - Zapach (3)

  Nie mogła zmusić się do odetchnięcia. Doskonale wiedziała, że ucieczka od jednej pułapki prędzej czy później zaprowadzi ją prosto do paszczy kolejnej. W chwilach spokoju starała się rozruszać palce przebitej dłoni. Mały palec nie reagował na żadne sygnały z mózgu, ale przeszywający ból w każdym jego segmencie świadczył o tym, że nerw nie został zerwany. Zwaliła wszystko na chwilowy paraliż, może odcięcie dopływu krwi. Kolce przechodziły przez miękką skórę, ale w kilku miejscach musiały uszkodzić znacznie więcej.
  Poruszała się jak zaprogramowany automat, cały czas darła do przodu, a myślami do trasy wracała tylko wtedy, gdy musiała podjąć decyzję o kierunku na szerokim rozdrożu. Każda inna chwila wytchnienia była ciasno związana z próbą polepszenia swojej sytuacji, albo chociaż chęcią zachowania obecnego położenia. Zaszczękała zębami, kiedy wyciągnęła powolnym ruchem niewielką igłę wbitą płytko pod skórę na wierzchu prawej dłoni. Niektóre zaczepy wyciągała, ale pojawiały się kolejne, Syzyfowa praca, uśmiechnęła się kwaśno w myślach.
  Podciągnęła nosem.
  "Oho". Wypowiedziała bezgłośnie z dziwnym wrażeniem pustki. Poruszyła ustami do konkretnego słowa, ale cisza nadal trwała w najlepsze. Nie na tym jednak chciała się teraz skupić, Niemal natychmiast wyczuła woń, która wcześniej wywołała u niej bolesne skurcze na ciele. Najmocniej odczuwała je w okolicach brzucha, nawet teraz czuła jeszcze zmęczone od szarpania mięśnie. Była zdecydowana nie doświadczać tego po raz kolejny, ale wraz z pojawieniem się zapachu istniała także szansa na sprawdzenie swojego położenia.
  Skręciła w zupełnie innym kierunku kiedy naszła na zapach. Nie mogła się więc cofać, ale należało upewnić się jeszcze z drugiej strony komory wypełnionej drażniącą wiele zmysłów na raz wonią. Nabrała powietrza i przyśpieszyła kroku, niemalże biegła.
Szybciej, szybciej! Poganiała się w myślach. Była jednak zbyt zmęczona, by wstrzymywać oddech na tak długo. Z bólem i świadoma konsekwencji otworzyła usta i odetchnęła, wciągając do nosa i ust pyłki. Kilka sekund później drżała już w pierwszy konwulsjach, ale zwolniła tylko nieznacznie. Zanim drżenie dopadło dolne kończyny była już daleko.
  Wbiła paznokcie w miękki brzuch i zwymiotowała. Przed sobą miała zupełnie nowy korytarz.



THERE WILL BE A RECKONING.
WE ARE VILIGANT AGAINST THE WATCHERS.
WE ARE CAPABLE. WE ARE UNSTOPPABLE.
WE ARE AT WAR.
avatar





Yū ✿
Przywódczyni
GODNOŚĆ :
Yū Kami


Powrót do góry Go down


Re: Think outside the box [Yū]

Pisanie by Yū ✿ on Wto 24 Lip - 14:02
13/15 - Szczęście (6)

  W żołądku nadal ją łaskotało. Poczuła się pusta, ale również niezwykle lekka. Kroki wykonywała jak lunatyk, bez udziału mózgu. Bólem odzywał się każdy istniejący w nogach mięsień, kolana drżały na boki. Była pewna, że jest już biała jak porcelana, nawet pomimo swojej japońskiej, ciemniejszej karnacji. Jej ciało opuściło nie tylko dużo krwi, ale teraz także resztki posiłku.
  Kiedy ostatni raz cokolwiek jadła? Dotychczas nie skupiała się nad tym jakoś szczególnie. Nerwy odsunęły uczucie głodu na dalszy plan, w taki sam sposób nie czuła również strachu jak i zmęczenia. Przemożna potrzeba snu była tylko wspomnieniem, mózg działał na pełnych obrotach dając jej motywację, ale jednocześnie materiał dla paraliżujących obaw. Utrzymywanie jedzenia w sobie uznawała wcześniej za dobry sygnał, ale teraz nawet on wygasł. Wszystkie światła były czerwone, a ona nadal pędziła tą drogą.
Posłuchaj mnie.
  Słuchała. Nie miała innego wyjścia. Wargi pobladły, powieka wisiała w zamknięciu. Wyciągnięta do przodu ręką, czujka wisiała luźno na wysokości klatki piersiowej. Czuła jakby miała przed sobą kij od miotły, a nie własną kończynę. Słuchała.
Następnym razem skręć w prawo.
  Poczuła, że powinna obrać przeciwny kierunek. Była pewna, że nie może słuchać tego dziwnie znajomego głosu, który niewiele wcześniej chciał ją namówić do poddania się. Bredził, gadał od rzeczy, próbował wpłynąć na jej decyzję, kusił jak wąż z pewnej religijnej książki. Nie pamiętała już nawet po jaką wiarę chodziło. Jej właśni bogowie wydawali się być nieobecni na tej drodze cierpienia.
Posłuchaj mnie, proszę. Skręć w prawo, Yū.
  Poczuła jak mięśnie szczęki drętwieją, jak zaciska górne zęby na dolnych, jak język schnie w wielkiej chęci obrania kierunku lewego, a rozdroże nadeszło szybciej, niż się tego spodziewała. Ręka zaczepiła o kolce na przeciwległej ścianie, ale oba boki był otwarte. Rozdroże. Prawo. Lewo.
  Nasłuchiwała i węszyła. Zatrzymała się pierwszy raz od dłużej chwili. Pierwszy raz pojawiła się niepewność, jakiej nie doświadczyła wcześniej. Była pewna, że żadna z podjętych decyzji nie ma wpływu na to, gdzie wyląduje, na jakie pułapki się natknie w kolejnym absurdalnym korytarzu labiryntu. Ściany niezależnie od wyboru pozostaną śmiertelnie groźne. Warknęła wściele, tak mocno, że zabolały ją boki. Cisza pozostała nieprzerwana.
  Skręciła na prawo.



THERE WILL BE A RECKONING.
WE ARE VILIGANT AGAINST THE WATCHERS.
WE ARE CAPABLE. WE ARE UNSTOPPABLE.
WE ARE AT WAR.
avatar





Yū ✿
Przywódczyni
GODNOŚĆ :
Yū Kami


Powrót do góry Go down


Re: Think outside the box [Yū]

Pisanie by Yū ✿ on Wto 24 Lip - 14:23
14/15 - Yu upada po raz ostatni (5)

Przejście jest bezpieczne.
  Powtarzała sobie w myślach idąc bezpiecznym korytarzem. Było tak od dłuższego czasu, wybierała kolejną drogę, jaka okazywała się być pusta. Kiedyś uznałaby to za niepokojący znak, ale teraz odbierała jako cud. Może bogowie jednaj nad nią czuwali? Ale w takim razie do kogo należał głos, który słyszała wewnątrz swojej głowy? Nie ufała mu, ale podążyła zgodnie z jego wolą.
  "Kim jesteś?". Powiedziała bezgłośnie w ciemność, ale otoczenie milczało.
  Zacisnęła pięści, najpierw jedną, zdrową dłoń, a potem tą drugą. W krzywą, niepełną pięść, z małym palcem wiszącym luźno na boku i skórą naciągniętą boleśnie przez kolce. Wypuściła powietrze z ust zaraz po wypowiedzianych słowach, a kolejny oddech był lekki, spokojny. Czuła się jak obserwowane zwierzę, z powodu tego właśnie głosu, który wskazał jej czystą drogę. Musiała zachowywać się grzecznie, a wtedy może odezwie się jeszcze raz?
  Rozluźniła ręce, zmusiła mięśnie do miarowego kiwania ramionami na boki jak podczas eleganckiego, prostego marszu. Odezwała się każda z wielu ran, nabytych tutaj, w labiryncie, ale także te wcześniejsze. Była jednak wyprostowana i spokojna. Nie zamierzała jeszcze umierać, poddawać się, rezygnować czy drżeć jak dziecko. Być może na skraju przepaści odzywała się w ludziach odwaga.
  Mała strużka krwi spływała jej po skaleczonym policzku. Pulsujące pieczenie pod okiem przypominało jej, że chociaż przed sobą ma tylko ciemność wcale nie straciła drugiego, ostatniego oka. Nadal mogła spoglądać na wszystko dookoła z chłodną wyższością. Szkarłatny kolor, pasujący idealnie do plam na jej ramionach i dłoniach nadał się do takiego nieprzyjemnego wzroku.
...niemożliwa.
  "Wiem". Odpowiedziała.
Ale tylko dlatego, że zawsze chciałam umrzeć z uśmiechem na twarzy.
  Kąciki ust drżały ze zmęczenia. Nawet czynność tak błaha jak utrzymywanie na ustach ciepła było męczące. Nie było nikogo ani niczego, więc zmuszanie się do optymistycznego spoglądania na sytuację nie miało racji bytu. A mimo to nadal trwała w swoim postanowieniu. Bo kiedy zamknęła oczy, tylko po to by zamrugać, nie mogła ich już podnieść. W myślach zakotłowało się, wszystko dookoła rozmyło się.

  Ocknęła się na ziemi. Grunt był twardy, bolał ją cały bok, powietrze trwało w jednolitej, duszącej masie. Zakaszlała i złapała się mimowolnie za brzuch. Podciągnęła kolana bliżej ciała, chciała zwinąć się w kłębek i pozostać w tej pozycji do momentu aż znuży ją sen. Powoli wlewała się do niej świadomość, wiedziała że zasłabła na kilka długich sekund. Nie dłużej, ponieważ ciało nadal było rozedrgane ze zmęczenia. Mięśnie nie miały okazji ostygnąć, nadal płonęły.
  Podparła się na łokciu. Bała się ruszać ciepłej od świeżej krwi dłoni. Czuła też ból w stopie, niewątpliwie przebitej przez jakiś kolec. Przesunęła palcami po twarzy i zamarła na moment. Natrafiła na kolec wystający idealnie z jej lewego oka.
  Nie oka. Oka tam nie było od wielu lat. Igła przebiła skórzaną opaskę i trafiła w dziurę po gałce ocznej, milimetry od delikatnej tkanki.
Przerażające. Pomyślała wyszarpując kolec.



THERE WILL BE A RECKONING.
WE ARE VILIGANT AGAINST THE WATCHERS.
WE ARE CAPABLE. WE ARE UNSTOPPABLE.
WE ARE AT WAR.
avatar





Yū ✿
Przywódczyni
GODNOŚĆ :
Yū Kami


Powrót do góry Go down


Re: Think outside the box [Yū]

Pisanie by Yū ✿ on Wto 24 Lip - 14:51
15/15 - Szczęście (6)

Szczęście.
Niebywałe szczęście. Pomyślała, kiedy długi na kilka centymetrów kolec wysunął się ze skórzanej opaski. Wystarczyły milimetry, by jego ostry czubek wbił się w stwardniałą skórę blizny, żeby przebił ją i naruszył bezcenne nerwy. Tak niewiele brakowało, by sytuacja stała się beznadziejna. Nie miała nic, czym dałoby się naprawić takie uszkodzenie. Żadnego czystego skrawka materiału, jakim mogłaby zatamować chociaż jedno z wielu niewielkich krwawiących obrażeń.
  Powstanie z miejsca było trudniejsze niż wcześniej. Każdy kolejny upadek przybliżał ją do nieuchronnego pozostaniu na ziemi, bez ruchu i bez życia. Trzeci, policzyła w myślach, jeszcze jeden i będzie cztery. Kolejny i pięć... pięć to już paskudna liczba. Usiadła najpierw i podciągnęła bolącą stopę bliżej siebie. Musiała ostrożnie wybadać miejsce, w którym zadzior rozerwał skórę i wbił się w mięsień. Musiała go też szybko usunąć, póki miała jeszcze pewność, że jest w stanie wstać i iść dalej. Pewność taką dawał jednak tylko oszalały umysł, nie rzeczywista, fizyczna sprawność.
  Zacisnęła zęby i pociągnęła. Igła z paskudnym mlaśnięciem opuściła ciało, rana zalała się krwią.
  Przycisnęła materiał skarpetki do stopy. Musiała pozwolić materiałowi skleić się teraz z raną, bo kiedy małe nitki nasiąknął wystarczająco, to będą mogły zatkać ranę i uniemożliwić dalszy upływ krwi. Ubranie chroniło też względnie przez brudem. Nie widziała podłoża, ale widziała za sprawą dotyku, że nie były to idealnie białe płytki, takie jak wcześniej. Oderwaniem strupa od tkaniny będzie musiała martwić się kiedy indziej.
  Wstała, zachciała się. Spodziewała się dokładnie tego, co zaszło. Zakręciło się jej w głowie i przez moment rozważyła kontynuację marszu na kolanach. Z takiej pozycji byłoby jednak zbyt blisko miękkiej, ciepłej ziemi. Pokusa zapadnięcia w wieczny sen byłaby zbyt kusząca.
  Bolało, ale ból stał się jej sprzymierzeńcem. Pozwalał skupić się na tym co ważne, denerwować się i odciągać myśli od ulgi. Stąpała jak po rozżarzonych węglach, ale za ich sprawą na pewno nie dało się rozluźnić i pozwolić ciału spłonąć razem z nimi. Już teraz stąpała pochłonięta przez języki ognia. Całe ciało było stworzone z żaru.
  Korytarz był długi, ciągnął się w nieskończoność. A może to ja zwolniłam? Zmusiła się do przyśpieszenia, ale ciało nie chciało zareagować. Nadal wędrowała środkiem tunelu jednolitym, monotonnym krokiem. Idealnie równe ściany po prawej i lewej nie pomagały się skupić. Były jak lustrzane odbicie, wyrastały z nich identyczne kolce i Kami była przekonana, że gdyby mogła na nie spojrzeć, dostrzegałby idealnie równą powierzchnię zarówno po bokach, jak i na suficie oraz podłodze. Wędrowała i liczyła kroki, potem rachowała jeszcze sekundy, ale czas przestał dla niej funkcjonować. Sekundy ciągnęły się albo przyśpieszały. Przestała więc.
  Nabrała ciężkiego powietrza przez nos, przyzwyczaiła się już do gęstej atmosfery, delikatnego zapachu zieleni, jak na łące po świeżym koszeniu trawy. Mogła tak iść w nieskończoność, zastanawiała się nawet, czy to wszystko nie jest już aby przypadkiem snem. Być może wcale nie wstała i nie ruszyła dalej, ale leży i umiera w majakach?
  Zaczepiła zębami o kolec poniżej nadgarstka i wyrwała go gwałtownie. Zabolało, trysnęła krew. Ciepła, świeża, prawdziwa. Przyłożyła usta do skaleczenia, przytknęła suchy język do żelazistej cieczy, zlizała ją i przełknęła. Wykrzywiła się natychmiast, bo gorzki posmak na nowo podrażnił jej zmęczony od drgawek żołądek. Niesmak wywołał napięcie mięśni. Wszystko to było rzeczywiste.
Teraz masz dość?
  "Teraz?" Zapytała.
Jeżeli coś jest niewłaściwie, to muszę tego doświadczać przez jakiś czas zanim się temu sprzeciwię? Czy ból musi nas zabić, byśmy się nauczyli, by bólu unikać? W którym momencie jest teraz? A może teraz trwa cały czas? Jeżeli teraz jest teraz, teraz było wcześniej... Złapała się za skroń, wykrzywiła. Pulsowało tak, jakby znowu ktoś uderzył z całą siłą jakimś denerwującym dźwiękiem. Odnowiły się mdłości.
  Zamachnęła się ręką, żeby poszukać kawałka czystej ściany, ale przejście było puste. Odwróciła się powoli, machnęła na przeciwległą ścianę. Pusto. Przód. Pusto. Tył. Pusto. Zachciała się. Zrobiła krok w stronę, która przestała mieć nazwę. Pusto. Wszędzie było pusto, czysto.
Szczęście. Pomyślała i wyprostowała się boleśnie.
  Wyszła z labiryntu.



THERE WILL BE A RECKONING.
WE ARE VILIGANT AGAINST THE WATCHERS.
WE ARE CAPABLE. WE ARE UNSTOPPABLE.
WE ARE AT WAR.
avatar





Yū ✿
Przywódczyni
GODNOŚĆ :
Yū Kami


Powrót do góry Go down


Re: Think outside the box [Yū]

Pisanie by Liselotte on Wto 24 Lip - 17:48
Choć przed jej oczami panowała ciemność, nie mogła nie zauważyć, że po heroicznych zmaganiach wreszcie udało jej się opuścić labirynt. Czy to był upragniony koniec uwięzienia we wnętrzu nieprzychylnej kostki? Może sześcian byłby w stanie powiedzieć jej więcej na ten temat, jednak zgodnie ze swoją wcześniejszą deklaracją, milczał uparcie. Chyba zresztą nie musiał niczego mówić; minęło tylko kilka sekund odkąd Łowczyni wydostała się ze zdradzieckich, kaktusowych korytarzy, kiedy znów dane jej było doznać znajomego uczucia. Podobnie jak na początku, kiedy została uprowadzona przez tajemniczy artefakt jak i później, gdy przenosiła się między piętrami, także teraz mogła poczuć znajome zjawisko bycia wsysaną ku górze. Nawet gdyby miała siły walczyć, nie byłaby zdolna przeciwstawić się owej magii. W mniej niż sekundę jej stopy zostały oderwane od twardego podłoża i poszybowała ku sufitowi - o ile był jakiś sufit - przyspieszając z każdą chwilą. Równocześnie całe jej ciało ogarnął ból tak silny, jak gdyby na nowo otwarto wszystkie jej rany, szarpano i wpychano głębiej tkwiące w tkankach kolce, jakby ją jednocześnie zgnieciono, rozszarpano i rozciągnięto. Trudno powiedzieć, w którym momencie straciła świadomość.
Nie odzyskała jej w kontakcie z chłodną podłoga korytarza, którym przemieszczała się na samym początku tej osobliwej przygody. Sześcian zniknął bez śladu, Przywódczyni zaś powróciła do swojego naturalnego rozmiaru i rozłożona jak nieżywa na twardym podłożu mogła tylko czekać, aż ktoś ją odnajdzie. Nieprzytomna, nie mogła mieć pojęcia, jak wiele minęło czasu zanim któremuś z Łowców przydarzyło się również skierować w ów korytarz. Przypadkowego rebelianta również spotkało nie byle jakie zaskoczenie. Zastać swoją przełożoną w opłakanym stanie porzuconą gdzieś w ściekach to jedno, ale żeby otaczały ją donice z kaktusami? Takiego absurdu nie widziała chyba nawet Desperacja, a tam przecież mutowały najróżniejsze dziwy. Rozsądny chłopaczek natychmiast wezwał wsparcie, dzięki czemu Yuu została ostrożnie przetransportowana do podziemnego szpitala, gdzie udzielono jej pomocy medycznej. Nieznanego pochodzenia roślinki przetransportowano do pierwszego lepszego pomieszczenia, w którym akurat było miejsce na kilka większych i mniejszych doniczek. Kiedy zaś wreszcie się ocknęła, wspomnienie dziwnych przygód wewnątrz kostki już ledwie majaczyło w jej pamięci. Z pewnością zdałoby się snem gdyby nie rany, kaktusy i maleńka buteleczka, którą po ocknięciu znalazła w kieszeni. Z pewnością wcześniej jej tam nie było.

Gratulacje! Ukończyłaś misję.

Nagrody:
♢ Artefakt - Fiolka Pełna Dusz
♢ Miniaturowy kaktusik w doniczce - wydaje się niepozorny, ale ma interesujące działanie. Jego obecność ułatwia koncentrację, zmniejsza stres, a postawiony przy łóżku gwarantuje solidny wypoczynek bez snów. (5 cm wysokości)
♢ Średni kaktus - kwitnie tylko raz do roku, prezentując piękny, biały kwiat. Charakteryzują go miękkie kolce, które po sproszkowaniu i przerobieniu na pastę doskonale wzmacniają i wybielają zęby. (30 cm wysokości)
♢ Duży kaktus - ma głównie walory dekoracyjne, choć potrafi być przydatny. Naturalnie pochłania nieprzyjemne zapachy, zaś jego owoce sprawdzają się jako... środek piorący. (60 cm wysokości)

Obrażenia:
♢ Płytkie ranki na rękach, barkach, na karku i w okolicach uszu, głębsze rany na lewym przedramieniu;
♢ Obydwa ramiona rozorane szponami - sześć ran z tyłu i dwie z przodu, po każdej stronie na około 8 cm długości i 2 do 3 cm głębokości, poszarpane;
♢ Liczne rany po kolcach na całym ciele;

Wszystkie rany związane z przejściem prób kostki zostały opatrzone przez medyków, jednak wciąż nie są zagojone. Jeśli nie zostaną dodatkowo uszkodzone, znikną całkowicie po trzech fabułach.

♢ Utrata wzroku
♢ Utrata możliwości mowy

Żadna z powyższych dolegliwości nie daje się zdiagnozować jako przypadek znany medycynie - wszyscy dostępni lekarze Łowców zgadzają się, że są to przypadłości wywołane działaniem magicznym. Ich wyleczenie będzie wymagało przebycia dodatkowej misji lub wydarzenia.
avatar





Liselotte
Anioł
GODNOŚĆ :
Liselotte Margaret Merricks


Powrót do góry Go down


Re: Think outside the box [Yū]

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 9 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9

Powrót do góry