:: Eden :: Ogrody Edenu

Strona 6 z 10 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next

Go down


Altana - Page 6 Empty Re: Altana

Pisanie by Gość on 14/12/2015, 15:57
Udało mu się uniknąć konfrontacji z innymi aniołami, kiedy przechodził z Desperacji do Edenu. Niby żywili do niego pewną niechęć, jednak nie mieli na tyle odwagi, aby go wyrzucić - koniec końców w krytycznych sytuacjach Evan potrafił pomóc swoim siostrom i braciom. Ale to tylko przy krytycznych sytuacjach. W końcu zdeklarował się pomagać im, kiedy odchodził ze stanowiska Archanioła, tak samo jak z Edenu. Teraz ukrywał się pod przykrywką zwykłego, szarego anioła, ale trudno mu zarzucić neutralność. Jest zbyt znany, aby inni w Edenie go nie kojarzyli.
Mimo wszystko od czasu do czasu było mu wygodnie tutaj wrócić, przyjść, pobyć. W tym miejscu mógł oczyścić swój chaotyczny umysł, a przy okazji uzupełnić żywność i wodę w spiżarni dla członków Drug - on'ów. Oczywiście nie robił tego zbyt często, w końcu nie był tutaj mile widziany, a on wolał uniknąć nieprzyjemnych konfrontacji z innymi aniołami. Ale od czasu do czasu przyjść mógł - nadal miał tu swoją rezydencje, która od wieki wieków stała pusta. Teraz musiał ją odwiedzić, żeby wydobyć z niej coś istotnego. Coś, o czym Evan zapomniał, kiedy postanowił stąd odejść, a przypomniało mu się o tym dopiero teraz. Dosyć późno, ale nie można mieć mu tego za złe. Po prosu tak wyszło.
Jednak w pierwszej kolejności wolał przejść się w stronę ogród, które na swój sposób jak zwykle podziwiał. W Edenie miękka i chłodna warstwa śniegu zagościła tutejsze ziemie i roślinność. Wszystko było zakryte pod grubą warstwą białego dywanu. Uważał, że ta pora roku najlepiej pasuje do tego miejsca - wtedy jest najpiękniej i jest co podziwiać. Ubrany w krwistoczerwony płaszcz, kapelusz w czarne rękawiczki i szalik, wolnym krokiem podążał przez ścieżki ogrodu, z daleka zauważając znajomą sylwetkę ciała. Kąciki ust drgnęły mu w delikatnym uśmiechu, będąc zadowolony z tego, że tak szybko udało mu się go znaleźć. Jednak uśmiech nie był widoczny, ponieważ wyschnięte usta przysłaniał czarny szalik.
Kiedy doszedł do miejsca docelowego, usiadł w altanie, siadając niedaleko mężczyzny, na którego nawet nie przeniósł spojrzenie. Evana tęczówki oczu idealnie zgrywały się z aktualną pogodą. Niebawem zaczął prószyć śnieg.
- Wiedziałem, że Cię tu znajdę - a może miał przeczucie, że właśnie tutaj będzie siedział? Kto wie. Ważne, że udało mu się go znaleźć bez większych problemów czy nieprzyjemności. W końcu nie chciało mu się włóczyć po całym Edenie, aby koniec końców móc zobaczyć się ze swoim synem. Aż tak mu się nie chciało.
avatar





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Altana - Page 6 Empty Re: Altana

Pisanie by Gość on 14/12/2015, 17:53
Z początku nie do końca przytomnie zrozumiał, że podczas kontemplowania w jego otoczeniu znalazł się ktoś bardzo dobrze mu znany. Nie było w tym nic dziwnego, bo w końcu gapił się jak sroka w gnat pod swoje nogi, a słyszeć nie słyszał, bo niby jak? Szczęściem nie był jeszcze tak nierozgarnięty i kątem oka zauważył ruch. Gdy już się odrobinę ogarnął zamachał nogami jak małe dziecko, które na swej drodze spotkało królika rozdającego cukierki. W przeciwieństwie do tych bachorów on nie brał narkotyków, bo był grzeczny.
Uśmiechnął się szeroko i trochę niezręcznie w stronę ojca, który chyba coś powiedział. Bądź tu teraz mądry i domyśl się, co dokładnie. Naprawdę, czasami głuchota była wyjątkowo uciążliwa, szczególnie, gdy ludzie nie patrzą gdzie mówią (to brzmi śmiesznie, ale dla Seny było tak bardzo prawdziwe, że aż smutne) i mają przysłonięte usta. No i co niby teraz zrobi? Nienawidził prosić o powtórzenie, bo godziło go to w kruche serduszko, ale tak ojca własnego zignorować też nie miał zamiaru. Pewnie i tak w tej konwersacji wyjdzie na idiotę, ale to wolał przełożyć na później.
- Co tu robisz? – zapytał bardzo inteligentnie. Nikt się nie zorientuje, że nie ma zielonego pojęcia, co on powiedział, przecież jest takim dobrym aktorem. W myślach dał sobie młotkiem w twarz, przeklął w jakimś zapomnianym języku oraz wyzywał się od kretynów i innych synów. Grymas przysłonił formowym uśmiechem. Żałował, że Bóg wyjechał na „wakacje”, bo zacząłby się do niego modlić o nie zdemaskowanie tego małego przekrętu.
„Bycie sprytnym, a bycie mną to dwie różne rzeczy” – myśli nigdy nie mogły kłamać.
avatar





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Altana - Page 6 Empty Re: Altana

Pisanie by Gość on 17/12/2015, 08:33
Nie, to nie tak, że zapomniał. To była tylko chwilowa... Nie no, zapomniał. Jednak nie miał zamiaru się do tego przyznać. Po co, skoro i tak nie powiedział nic istotnego? Tak, to prawda. Nie powinien zapomnieć tak istotnej rzeczy, w końcu to jego syn jest głuchy, nie kto inny. Mimo wszystko Sena powinien wybaczyć ojcu tę mało komfortową gafę. W końcu wiek robi swoje i nie o wszystkim będzie pamiętać. Szczególnie kiedy przybywa tutaj wyjątkowo mało, a kiedy wpadnie raz na jakiś czas, to nie zawsze ma okazję spotkać się z Oliverem. Chrząknął zatem, aby uciec od gafy jaką popełnił - nawet najlepszym się zdarza. W akcji desperacji zaczął szukać jakiegoś notesu bądź urwanej kartki papieru wraz z piórem, długopisem lub ołówkiem, jednak na jego nieszczęście żadne z tych rzeczy nie mógł znaleźć. No nic, będzie musiał radzić sobie bez. Odsłonił zatem usta, które przez cały ten czas były zakrywane przez brązowy szalik. Koniec końców odwrócił głowę w stronę Tairy, delikatnie się do niego uśmiechając. Jednak nie był to pełen sympatii uśmiech. Raczej taki wymuszony.
- Wybacz, ale nie mówiłem nic istotnego - powiedział na tyle wyraźnie, aby jego syn był wstanie odczytać słowa z jego ust, o ile na niego w ogóle patrzył. Musiał patrzeć, bo inaczej kiepsko będzie rozmawiać - Zapomniałem o czymś bardzo dawno temu i teraz przypomniało mi się, że muszę po to wrócić - oznajmił równie wyraźnie co poprzednio, żeby Sena był wstanie zrozumieć co mówi. On nie lubi się powtarzać, więc dobrze byłoby, aby chłopak rozumiał. Niestety, będą musieli męczyć się w taki, a nie inny sposób - A Tobie? Jak czas mija? - spytał niby z ciekawości, a tak naprawdę z grzeczności. Wiedział, że on tutaj trzymał się dobrze. Gdyby nie chciał mieszkać na tych terenach, wyniósłby się stąd tak jak latami zrobił to jego ojciec. On uważał, że to miejsce jest ograniczone i tylko trzyma ich rozwój. Owszem, tereny desperacji nie były lepsze, ale z niewiadomych mu przyczyn mimo wszystko żyło mu się tam lepiej. Może przez ludzi tam będących, może przez to, że mimo wszystko z technologią byli tam do przodu i wiedzieli, co to takie broń palna i jak się tego używa? O tak, tamto miejsce miało wiele do życzenia, jednak nie dało się aż tak bardzo narzekać.
avatar





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Altana - Page 6 Empty Re: Altana

Pisanie by Gość on 30/12/2015, 18:13
Zrobiło się niezręcznie albo może to on czuł się niezręcznie. Nie koniecznie, dlatego, że własny ojciec zapomniał o jego głuchocie, ale wydawało się mu, że zapomniał coś dużo ważniejszego. Spojrzał na niego i nie wiedział czy ma się śmiać czy płakać widząc jak próbuje do niego mówić. Był niepełnosprawny, tak się życie potoczyło, ale nie miał żadnej choroby umysłowej, która wymagałaby od ludzi w jego otoczeniu powolnego i wyraźnego mówienia. Wzrok miał wystarczająco dobry, tak samo jak umiejętność czytania z ruchu warg, którą rozwijał wiele lat.
Nic nie mówić, odwrócił wzrok, gdy czuć było, że żadne więcej słowo nie padnie bez jego wcześniejszej odpowiedzi. Było świetnie, naprawdę cieszył się, że spotkał ojca, ale niewyobrażalnie męczyło go to spotkanie, a to przecież dopiero minuty ich konwersacji. Nie był z siebie zadowolony pod tym kątem.
Wyglądało, że od ojca nie dostanie więcej niż jeden wymuszony uśmiech i kilka słów należytej grzeczności. Nie żeby oczekiwał czegoś ponad to.
- Nie szkodzi, możesz mówić normalnie. Tylko nie zasłaniaj ust – powiedział z dziecięcym uśmiechem, który kontrastował z jego myślami. Zawsze taki sam, nigdy się nie zmieni. W takich sytuacjach przeważnie siedzi cicho i udaje, że nic się nie dzieje… do pewnego momentu.
- Po co przyszedłeś? – zapytał, myśląc, że to niewinne pytanie może być odrobinę za wścibskie. – Oh, przyjemnie, dziękuję, że pytasz. Nie ma za wiele do roboty dla takiego przeciętnego anioła jak ja, ale można przynajmniej pozwiedzać zakątki Edenu.
avatar





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Altana - Page 6 Empty Re: Altana

Pisanie by Gość on 3/1/2016, 01:53
TEGO WĄTKU NIE BYŁO.
avatar





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Altana - Page 6 Empty Re: Altana

Pisanie by Gość on 9/2/2017, 17:26
Ruairi w swoim kocim życiu nie lubił dwóch rzeczy, które non stop mu przeszkadzały i za to najprawdopodobniej były odpowiedzialne geny nietoperza. Paradoksalnie też służyły w jego leniwym życia za pretekst, by wylegiwać się całymi dniami w łóżku. Słońce było właśnie jedną z tych dwóch rzeczy, mimo iż z natury był istotą ciepłolubną, a swój kocyk w wielu przypadkach traktował jak świętość nad świętościami. To samo mógł powiedzieć również o bijącym od ciała Antaresa cieple, który w roli przenośnego grzejnika spisywał się wręcz idealnie. W roli właściciela też. Naiwność anioła w tym wypadku miała swoje plusy i minusy, a Kot wstrętnie ją wykorzystywał i dopasowywał do swoich potrzeb, o czym doskonale zdawał sobie sprawę. Nie był to jednak bolesna świadomość, a suche stwierdzenie faktów. Lev pozbył się wyrzutów sumienia już dawno temu, tak samo jak granic moralnych. Brał, co mu dawano i nie miał zamiaru tego roztrząsać. Nie czuł się z tym źle. Był przegniły od środka. Tak samo jak stojący mu na drodze ogryzek jabłka, którego ominął szerokim łukiem, kiedy podświadomie znalazł się w edeńskim parku i jednocześnie jednym z najbardziej uczęszczanych miejsc w tych okolicach. Zatrzymał się na chwilę, by odsapnąć. Dawno nie był tak aktywny fizycznie. Nawet nie pamiętał, kiedy ostatnio przemierzył tylko metrów na swoich małych łapkach. Rozejrzał się dookoła, rejestrując swoimi ospałymi ślepiami najbliższe otoczenie. Dużo aniołów, pielęgnując swój beztroski żywot, wybrało się na spacer w otoczeniu swoich wrzeszczących i biegających dzieci. Dla wielu mógł być to uroczy widok rodem z filmów familijnych, dla Rory’ego niekoniecznie. Nie lubił dzieci, bo były nieprzewidywalne. Często łapy go za wrażliwych na dotyk ogon lub tarmosiły zbyt napastliwie za uchem, a on musiał wtedy udawać, że musi podoba. Antares wybił mu z głowy używania pazurów i ludzkiej w głosy w akcie obronnym, czyniąc go całkowicie bezbronnym i zdanym na jego łaskę w takich sytuacjach. Dodatkowo zbyt głośne natężenie dźwięku go ogłuszało. Czuł się otumaniony i przytłoczony, a ciepłe, nawet jak na parę roku, promienie słońce w tej materii wcale nie były pomocne, wręcz przeciwnie. Muskały go w kark i mierzwiły czarną jak smoła sierść, nagrzewając ją niemiłosiernie, dlatego też w odruchu bezwarunkowym podbiegł do fontanny, która kształtem przypominała jednego z panujących kiedyś archaniołów. Zgarnął językiem parę porządnych łyków wody w celu zabicia pragnienia, łapakami dotykając tafli sadzawki. Po chwili, kiedy zaburczało mu głośno brzuchu i poczuł nieznośnie ssanie w żołądku, zaczął krążyć wokół uliczek. Oblizywał mały pyszczek równie małym języczkiem na widok każdej przekąski, którą zlustrował w rączkach anielskich dzieci. Eden był istnym rajem dla bezdomnych, uroczo wyglądających stworzeń. Ruairi średnio raz na minutę był zaczepiany słowami typu „Spójrz jaki kochany.”, „Mamo, chcę takiego.”, etc, dzięki czemu zapchał swój brzuch bezwysiłkowo, za każdy posiłek dziękując cichym pomrukiem. Nawet znosił głaskanie, dzięki czemu jego strategia działała bez zarzutu, bo takie podbramkowe sytuacje wymagały poświęceń.
Najedzony, poszedł rozejrzeć się za chłodniejszym miejscem i tak o to znalazł się w edeńskich ogrodach. O tej porze roku może nie imponowały swoim wyglądem i nie zapierały dech w piersi, ale i tak prezentowały się o wiele bardziej atrakcyjnie niż słucha ziemia na Desperacji w środku upalnego lata. Pociągnął nosem, zaciągając się zapachem tutejszej roślinności i otarł się o kostkę jednego z posągów, które strzegły wejścia do altany. Nie zrobił tego w celu nagłego zapotrzebowania na pieszczoty (dostał je dziś w nadmiarze, co uzmysłowiło mu jak czuła się ofiara molestowania), ale w bezwarunkowym odruchu spowodowanym przez ciężar zmęczenia. Zimno posągu pomogło nieco w ochłodzenia gęstej sierści i w mniejszym stopniu zminimalizowało ból głowy, często pojawiający się u kotowatego w środku dnia. Z trudem, przez swoje mikroskopijne rozmiary, wdrapał się na zdezelowaną ławkę w altanie i ułożył się na niej wygodnie w cieniu pobliskiego drzewa, by odpocząć i ukoronować „pracowity” dzień. Zasnął po paru minutach wiercenia się. Sen miał twardy jak kamień. Nie był w końcu przystosowany do dziennego trybu życia. Preferował noc i do tego samego zmusił Antaresa.
avatar





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Altana - Page 6 Empty Re: Altana

Pisanie by Gość on 20/2/2017, 18:56
Antares jako uosobienie dobra w ekspresowym tempie przywiązał i przyzwyczaił się do obecności swojego czarnego, marudnego kotka, z którym bardzo rzadko się rozstawał. Anioł stróż wychodził bowiem z prostego założenia, że to on musiał troszczyć się o Leva ze względu na jego niewielkie rozmiary i ospałość w ciągu dnia, dlatego też przyczynił się poniekąd do tego, że ten rozleniwił się do niewyobrażalnej wręcz skali. Obdarował tę puchatą kulkę zarówno swoją uwagą, dzwoneczkiem przy szyi czy miękkim kocykiem, ale także otoczył go całą swoją opieką. Nierzadko Lev przesiadywał na ramieniu czy wspinał się na głowę Antaresa, a i on sam chętnie trzymał go na rękach, głaszcząc w trakcie czytania kolejnej z wielu książek, które przez minione pięćdziesiąt lat przewinęły mu się między palcami. Sam Lev spotykał się z wyjątkowym traktowaniem przez swojego właściciela, o czym świadczyły nie tylko przekąski, ale również spanie z aniołem w jednym łóżku. Dzisiejsze wydarzenie, kiedy wyszło wreszcie na jaw, że jego ukochany kotek wcale zwierzątkiem nie jest, lecz człowiekiem przyprawiło Antaresa niemalże o przedwczesny zawał — co oczywiste nakładało się to cieniem na wszystkie dotychczasowe przeżycia razem i ewentualne przywiązanie do marudnego kocura.
Kiedy Lev opuścił dom Anioła Stróża, ten zajął się posprzątaniem skutków jego wyskoku w postaci rozbitego słoika służącego za wazon, rozrzucenie na podłodze świeżo zerwanych, pachnących kwiatów i wytarcia rozlanej wody. Dopiero wtedy zajął się opatrzeniem rozcięciem ręki, którego nabawił się podczas nieostrożnego zbierania odłamków szkła. Teraz jego ręka okryta była bandażem, po stosownym oczyszczeniu rany. Dopiero wówczas wrócił do swojej przerwanej hałasem lektury i sam nie zarejestrował momentu, kiedy jego powieki zrobiły się ciężkie i zasnął. Niestety bądź stety Lev przestawił młodego anioła na nocny tryb życia, dlatego też jego funkcjonowanie w trakcie dnia było niemałym wyzwaniem. 
Antares obudził się po bliżej nieokreślonym czasie, zaznaczył miejsce w książce, na którym skończył i odłożył ją na półkę. Po nawołaniu swojego kota i przemierzeniu całego domu w poszukiwaniu tej leniwej, kociej kulki musiał z przykrością stwierdzić, że Lev nie wrócił jeszcze, co dodatkowo przyprawiło go nie tylko o wyrzuty sumienia, ale i obawy, że ten mógł się gdzieś zgubić. Dlatego bez większego namysłu wyszedł ze swojego domostwa, podejmując się próby odnalezienia tego małego, mruczącego stworzonka. Anioł doskonale zdawał sobie sprawę z tego jak edeńskie dzieci reagowały na słodko wyglądającego kotka, dlatego to one stanowiły w tym względzie największe źródło informacje, dające o wiele większe szanse na znalezienie leniwego kota. 
Na szczęście intuicja Antaresa go nie zwiodła i zwrócenie się z pytaniem do poszczególnych dzieci, które mijał na swojej drodze, zaczepiając ze stosunkowo prostym pytaniem "czy nie widziały czarnego, słodkiego kotka o mniej więcej takich wymiarach?" i pomocą rąk w zarysowaniu rozmiarów samego Leva. Dwójka edeńskich dzieci nakierowała go w miejsce, gdzie widziały go ostatnio, częstując przy okazji przekąskami, które ze sobą miały. Anioł Stróż liczył jednak na to, że jego kot nie podrapał nikogo w trakcie masowego głaskania i chwytania za ogon, mając nadzieję na to, że przynajmniej o tej lekcji nie zapomniał. Tak też zestresowany poszukiwaniami Antares trafił do edeńskich ogrodów, których pięknem nawet o tej porze roku nie mógł się zbytnio nacieszyć za bardzo skupiony na tym, by odnaleźć Leva.
Do tej pory gorączkowo rozglądał się dokoła, czując jak serce wali mu niczym młotem. Kiedy nareszcie dostrzegł śpiącego na ławce w cieniu kota odetchnął z wyraźną ulgą. Niedługo potem podszedł do pogrążonego w śnie Leva, by zgarnąć go bez wahania z ławki w ramiona, na moment zapominając o swoich koszmarnych przeżyciach dużo wcześniej, bo przecież mógł się zgubić albo nawet gorzej.
Miałeś wrócić do domu — burknął z wyrzutem, wykazując się stosowną odpornością na jego koci urok. — Mogłeś się zgubić albo zostać przez kogoś zabranym, rozumiesz? Więcej tak nie rób. — dodał, jakby to miało uzmysłowić Levowi ogrom niebezpieczeństwa czyhającego na tak małe i drobne stworzonko jak on.
avatar





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Altana - Page 6 Empty Re: Altana

Pisanie by Gość on 12/3/2017, 19:29
Miałeś wrócić do domu.
Sen kotowanego został brutalnie przerwany. Wzdrygnął się, poniekąd słysząc znajomy, stłumiony przez nutę niepokoju głos, poniekąd, czując jak wiatr mierzwi mu sierść na grzbiecie. Poruszył się niepokojenie i zadrżał z zimna. Temperatura drastycznie spadła, co niewątpliwie musiało być skutkiem zbliżającej się nocy.
A ty miałeś się nie martwić — to była pierwsza myśl, która ukształtowała się w jego głowie. Złośliwa i perfidna, jak wszystkie kłamstwa, które wyszły dziś na jaw.
Nie otwierając oczu z czystego lenistwa, rozciągnął się na ławce, co by rozprostować zastygłe w bezruchu na parę godzin mięśnie. Całkowicie stracił rachubę czasu, co w zasadzie w jego przypadku nie było żadną nowość. Ogród edeński był o tej porze cichym i spokojnym miejscem, więc nawet on, żyjący w świecie dźwięków, miał tu zapewnione w miarę komfortowe warunki do odpoczynku, przerywane sukcesywnie przez ptaki. Żyjąc w symbiozie z naturą, nauczył się to na przestrzeni lat ignorować.  
Pociągnął nosem, by wyczuć tak dobrze znany mu zapach, jednakże to dopiero dotyk anioła całkowicie wyrwał go z silnych objęć Morfeusza. Wykorzystując słabość stróża, machinalnie wtulił pyszczek w jego ubranie.  Ciepło bijące od jego ciało otuliło go mimowolnie, a po chwili nawet przestał się trząść. Objęcia te były zdecydowanie wygodniejszy od brudnej ławki. Nie panując nad odruchami swojej kociej części natury, zamruczał cichutko, by to zaakcentować.  
Mogłeś się zgubić albo zostać przez kogoś zabranym, rozumiesz? Więcej tak nie rób.  
Ruairi prychnął bezgłośnie. Błogość chwili wyparowała. Na jej miejsce pojawiła się natomiast irytacja.
Otworzył oba ślepia na raz, prześlizgując nimi po zatroskanej twarzy swojego właściciela. Antares nadal był naiwny jak dziecko i najwyraźniej, pod wpływem strachu o jego bezpieczeństwo, chwilowo zapomniał o zaserwowanej mu dziś traumie. Jakby nadal się łudził, że ówże uroczy kotek jest bezbronnym stworzeniem, choć prawda była zgoła inna, o czym w zasadzie Rory mu nie powiedział. Jeszcze.
Antares — wymruczał cicho jego imię, mrużąc oczy w ramach ochronny przed napastliwym słońcem, które wkradało się do jego wrażliwych na światło dnia oczu, chowając się powolnym krokiem za horyzontem. — Jak mnie znalaaa...? — zapytał zaspanym głosem. Ostatnia sylaba rozstała się z resztą słowa za sprawą przeciągłego ziewnięcia.
Nie miał zamiaru trwać w tym złudzeniu ani chwilę dłużej. Wyswobodził się z uścisku Antaresa i skoczył z gracją baletnicy najpierw na ławkę, potem na ziemię.
—  Jak mniemam, skoro tu jesteś, podjąłeś już decyzje — odparł sucho, konfrontując anioła z rzeczywistością – bez chwili zawahania przybrał ludzką postać.
Wyjścia z sytuacji były dwa – albo Antares zaakceptuje jego ludzką stronę natury, albo na tym etapie znajomość przyjdzie czas na rozstanie się ze sobą. Ruairi nie miał zamiaru iść w tej kwestii na żaden kompromis.
Potrzebujesz więcej czasu do namysłu?
avatar





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Altana - Page 6 Empty Re: Altana

Pisanie by Gość on 12/3/2017, 23:37
Po szczęśliwym odnalezieniu swojego czarnego, miniaturowego kotka Antares po nagłym strachu, który go dopadł w obawie, że ten mógłby się zgubić lub ktoś mógłby go zabrać, zdecydowanie zapomniał w ogromie tych wszystkich wrażeń o dzisiejszej traumie i finalnie poczuł trudną wręcz do opisania ulgę, czego wyraźną oznaką było westchnienie o tym samym podłożu. Opieka i dbanie o Leva na przestrzeni ponad pięćdziesięciu lat weszła mu w krew, dlatego jego zniknięcie przyprawiało go o niepokój i udawanie, że było inaczej — nie było zdecydowanie w stylu Antaresa. Ten w odróżnieniu od czarnej kulki nie miał w zwyczaju kłamać, ani tym bardziej oszukiwać.
Koci pomruk i obecność śpiącego Leva wyraźnie uspokoiła Antaresa, ale była to tylko cisza przed burzą, o czym on sam nie wiedział. Całkiem prawdopodobne w obliczu dzisiejszych wydarzeń, które przyprawiły młodego anioła niemalże o zawał po drzemce w domu zwyczajnie próbował wyprzeć to z pamięci. Lev doskonale wiedział, że ciemnowłosy nie bał się niczego tak bardzo jak ludzi, a w szczególności wymordowanych, gwoli ścisłości. Pamiętne spotkanie z zaślepionymi wyznawcami Ao odbiło się na nim, pozostawiając mu na pamiątkę szpetne blizny. Zanim ten kocur zdążył mu się wyrwać anioł stróż pogłaskał go jeszcze, gdyż nie oczekiwał, że temu zbierze się na poważne rozmowy na zewnątrz.
Anioł stróż podążył za nim wzrokiem, gdyż samo wyrywanie się leniwego kota należało bowiem do rzadkości, których sam Antares nie mógł zaliczyć do rzeczy normalnych, zaliczanych do codziennej rutyny na przestrzeni parunastu lat wstecz. Kiedy ten cholerny kocur przyjął w miejscu publicznym, jak gdyby nigdy nic ludzką formę, z którą sam czarnowłosy zapoznał się parę godzin wcześniej w szokujących go okolicznościach przeplatających się rzetelnie z uczuciem paniki i paraliżującego przerażenia. Na krótki moment anioł stróż zaprzestał czynności oddychania, bo ten widok i tak sprawiał, że ciarki przebiegały mu mimowolnie na plecach, przyciągając z odmętów wspomnień to co najgorsze. Jeśli jednak Lev oczekiwał krzyku albo czegoś równie upokarzającego to musiał się zdziwić — w momencie, gdy Antares ściągnął swoją granatową bluzę i rzucił nią w uczłowieczonego kota-miniaturkę. Niestety bądź stety prymat wiodło w nim inne uczucie, które wyparło na moment strach i wydawało się silniejsze.
Oszalałeś?! — syknął anioł widocznie zmieszany takim obrotem spraw, rozglądając się dokoła w dokładnie taki sposób, jakby spodziewał się tłumu gapiów wyczekujących na to aż jego kot zmieni się w nagiego człowieka. — Co ty sobie wyobrażasz obnażając się publicznie?! Gdybym wiedział, że chcesz paradować nago, to przynajmniej wziąłbym swój płaszcz, żebyś nie przynosił mi wstydu. Ubieraj moją bluzę, bo się jeszcze przeziębisz albo przynajmniej dla zachowania przyzwoitości, zakryj się. — dodał z irytacją i niewnoszącą sprzeciwu stanowczością, marszcząc brwi aż do wymalowania się lwiej zmarszczki. Anioł następnie skrzyżował ramiona — sam bowiem rzadko pojawiał się na krótki rękaw, chcąc przecież skutecznie zakryć blizny, które odznaczały się na jasnej skórze w słońcu. Teraz jednak Antaresowi w ogóle na tym nie zależało. — I co, teraz będziesz się przemieniał znienacka w człowieka, przyprawiając mnie o każdorazowy stan przedzawałowy jak nie dam ci jedzenia? — W tonie jego głosu odznaczył się mimowolny przekąs, przekrzywił głowę, posyłając mu wręcz karcące spojrzenie.
Skrzyżowane ramiona miały też zupełnie inne zadanie ukrywały lekkie drżenie rąk anioła, przebywanie w niewielkiej odległości z człowiekiem — poza dniem dzisiejszych, rzecz jasna — zawsze stanowiło dla niego wyzwanie i nie zdarzyło się od bardzo długiego czasu. Jego lęki wcale się nie zmniejszyły tylko dlatego, że słońce jeszcze nie zaszło i nie wypełzły spod przysłowiowego łóżka w całej swojej okazałości. Nadal gdzieś w środku na widok swojego kota-kłamcy w ludzkiej postaci skrupulatnie mieszały się w nim najróżniejsze emocje, a on sam nie wiedział co ma myśleć. Owszem, chyba przede wszystkim czuł się oszukany.
Lev… — mruknął zupełnie innym tonem, niezbyt pewnym, urywając swoją wypowiedź dokładnie na tym jednym słowie. Poddawał bowiem w wątpliwość słuszność nazywania go w taki oto sposób, gdyż sam mu je nadał, kiedy kotek był w biokinetycznej formie. Teraz jednak miał wrażenie, że to co najmniej niewłaściwe. — Jak ty się w ogóle nazywasz? — zapytał, mierząc go uważnym spojrzeniem z góry, zachowując nadal tę samą odległość, w której Lev mu się wyrwał. Dodawało mu to swoistej pewności siebie i dawało pewność, że nie dostanie jakiegoś ataku paniki, a przecież anioł stróż publicznie nie chciał sobie na to pozwolić. — Czekam zatem aż wreszcie wyjawisz mi prawdę, bo obydwaj wiemy, że oszukiwałeś mnie przez cały ten czas. — burknął cicho, choć w jego głosie dało się dosłyszeć doskonale zawód i rozczarowanie.
avatar





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Altana - Page 6 Empty Re: Altana

Pisanie by Gość on 13/3/2017, 00:48
Wpatrywał się w Antaresa tym swoimi bezbarwnym spojrzeniem, a na ustach niemal natychmiast pojawił się trudny do sprecyzowania grymas, jakby Kot właśnie konsumował parę plastrów cytryny.
Kim jesteś i co zrobiłeś z prawdziwym Antaresem? — chciał zapytać, bo zdecydowanie nie tego się spodziewał. Krzyków zresztą też. Miał cień nadziei, że strach sparaliżuje stróża do tego stopnia, że ostatecznie jego właściciel nie będzie w stanie wykrzesać z siebie nawet pojedynczego słowa. Wtedy o wiele łatwiej byłoby Levemu ponownie anioła okłamać i owinąć go sobie wokół palca. Los bywał jednak przewrotny.
W ostatniej chwili złapał lecąc w jego kierunku bluzę i zarzucił je na nagie, ozdobione gęsią skórką ramiona, choć jego skóra i bez tego była szorstka i nieprzyjemna w dotyku. Przy tej sporej różnicy w wzroście, Rauiri zgarbił się jeszcze bardziej, co by opatulić się strzelnie tym podarowanym przez Antaresa kawałkiem materiału. Nie było to spowodowane jednak poczuciem wstydu, które już dawno przepadło w jego przypadku w odmęty zapomnienia, czy też zachowaniem wspomnianej przez stróża przyzwoitości. Gdyby przejmował się takimi rzeczami, żadne kłamstwo prze nigdy nie zostałoby puszczone przez jego w tym momencie zaciśnięte w supeł struny głosowe, nie spałby też z aniołem w jednym łóżku i nie towarzyszyłby mu podczas kąpieli.
Zimno. Było mu przede wszystkim zimno. I anioł. Ten cholerny anioł robił dużo szumu o nic. Czy jako istota najbliższa Bogu, powinien czuć jakieś zgorszenie jego nagością? Ten lament uświadomił Kotu jedno — nie powinien przybierać ludzkiej formy w tym miejscu. W kartach edeńskiej historii zapisał się jako zbrodniarz, kat. Nie rzucano na niego klątwy przez przypadek.
Może jestem ekshibicjonistą — rzucił mimowolnie, zachrypniętym głosem, nie myśląc ani nad własnym słowami, ani tym bardziej nad tym, że mogą pociągnąć za sobą konsekwencje. — Nie mam na to żadnego wpływu. Ubrania nigdy nie pojawiały się w magiczny sposób na Wymordowanych zaraz po przemianie — powiedział, wzruszając obojętnie ramionami, jakby to jednocześnie było wytłumaczeniem jego zachowania. Wykrzywił usta w imitacji uśmiechu. — Jeśli dzięki temu będziesz mi je dawać, czemu nie…
Antares naprawdę myślał, że w tym momencie zmienił się w człowieka w ramach kary i na złość mu, że nie dostał od niego jedzenia? Kościste palce powędrowały w kierunku wybrakowanej przez słońce czupurny. Zmierzwił ją opuszkami palców, jakby obecny bałagan na głowie nie był dostateczny i syknął cicho pod nosem. Ta czynność nie przyśpieszyła procesu myślowego, a raczej nieznacznie go osłabiła, kiedy na dłoni zostało parę kosmyków, świadczących o zniszczonych cebulkach włosów. Nie żeby Ruairi przejmował się swoim wyglądem. Przestał o niego dbać dawno temu, acz nie miał zamiaru zmienić roli i z uroczego, czarnego kotka, przerodzić się w łysego, nieatrakcyjnego kocura.
Hm... — zastanowił się przez chwilę, jakby sam nie wiedział i nie potrafił udzielić mu odpowiedzi na te pytanie. Nadal patrzył wprost na stróża, ale po chwili uciekł spojrzeniem gdzieś na poziom jednego z jego ramion. Prześlizgnął po nim spojrzeniem, lustrując na nim kolekcje blizny. Przełknął ślinę, prawie się nie zachłysnąwszy. Miał wrażenie, że zamiast niej, połknął wbijające mu się w gardło gwoździe. Mimowolnie przycisnął opuszki dwóch palców do podwójnej blizny przecinającej szyję, która wyraźnie oznaczała się na bladej skórze. Ach, doskonale wiedział, dlaczego jego właściciel miał pokaleczone ciało. Antares w końcu nadal miewał koszmary. Budził się cały zalany potem, krzyczał, a potem nie mógł zasnąć.
Ruairi, to moje prawdziwie imię — wydusił z siebie informacje niechętnie, w zasadzie cedząc ją niewyraźnie przez zęby. — Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz — mruknął pod nosem, nie śpiesząc się z dalszymi wyjaśnieniami. Nigdy nie miał zamiaru uświadamiać Antaresa w kwestii swojej prawdziwej tożsamości, zatem opór, którzy czuł podczas wykonywania tej czynności, był jak najbardziej w tym wypadku uzasadniony.
avatar





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Altana - Page 6 Empty Re: Altana

Pisanie by Gość on 13/3/2017, 02:04
Antares był stosunkowo młodym aniołem, który nie wykazywał zbytniego zainteresowania historią Edenu, dlatego też nie sposób oczekiwać od niego, że będzie kojarzył każdego zbrodniarza, a nawet jeśli by o takowych słyszał bez cienia wątpliwości — masę nieprzyjemnych rzeczy, to nie połączyłby tych faktów ze swoim kotem. Anioł stróż nie znał bowiem przeszłości czarnego kotowatego, który w rzeczywistości — poza swą biokinetyczną formą — prezentował się zupełnie inaczej, a co najważniejsze kolor włosów nie pokrywał się z tym sierści, co wydało się samemu skrzydlatemu interesujące. Od pamiętnego spotkania z sekciarzami KNW — unikał wymordowanych i nie miał zatem możliwości ku temu, by przyjrzeć się temu zjawisku jakoś bliżej. Sparzył się raz i więcej nie wchodził do tej samej rzeki, a przynajmniej tak mu się przez cały tem czas wydawało...
Wolałbym, żebyś jednak nie był, bo będę musiał się jedynie za ciebie wstydzić — odparł cicho Antares, patrząc gdzieś w bok zmieszany poniekąd taką śmiałą odpowiedzią lub na samo wyobrażenie takiej niechlubnej sytuacji, gdyby w okolicy znajdowały się edeńskie dzieciaki. Po chwili jednak wlepił w niego ostrożniejsze spojrzenie, unosząc tym samym głowę, bo siłą rzeczy na różnicę wzrostu nie mógł nic zaradzić. — Jakoś wcześniej nie miałeś zamiaru się ujawnić w ludzkiej skórze... — mruknął spokojnie, wzruszając niby to obojętnie ramionami. Anioł podarował sobie dokładnie wyliczenie lat aż do dnia dzisiejszego, wówczas prezentowałby się jako czepliwy, choć przez ten czas nie widział swojego kota poza biokinetyczną formą. Westchnął niemal bezgłośnie. — Od teraz mam nosić dodatkowe ubrania w razie gdybyś chciał się nagle zmienić? — W jego głosie wybrzmiała nieco mimowolna, acz złośliwa nuta, co wypadało zaznaczyć, iż zdarzało mu się bardzo rzadko. Tylko wtedy kiedy miał wyjątkowo podły humor lub spotkało go za dużo wrażeń na raz jednego dnia, niekoniecznie przyjemnych. Sam Antares musiał włożyć doprawdy sporo wysiłku, aby prezentować się jak normalna jednostka w towarzystwie człowieka i wymagało to nie lada poświęcenia własnej energii czy choćby skupienia na zachowaniu względnej kontroli.
Nie dało się ukryć, że Antares przyglądał mu się z jawną i niezbyt udolnie krytą ciekawością, bo i widok Leva w ludzkiej postaci był rzadkością. Wcześniej był zbyt przerażony, by móc zarejestrować większe szczegóły, zwłaszcza w stanie przedzawałowym, w skumulowanym stresie i tysiącem przekrzykujących się w głowie myśli. Powiedzmy, że anioł stróż w obecnej sytuacji mógł mieć przynajmniej minimalne poczucie tego, że jego kot w ludzkiej postaci go nie zaatakuje i chyba tylko ta jedyna racjonalna myśl, która mimo wszystko przewijała się w jego umyśle, sprawiała, że uniknął jak na razie ataku paniki. Jego lęk względem ludzi czy też wymordowanych wcale się nie ulotnił. Nadal był i stale opierał rękę na ramieniu Antaresa, nie pozwalając o sobie zapomnieć.
Antares cierpliwie czekał na to aż jego Kot wreszcie przemówi i podzieli się z nim jakąś kluczową informacją lub czymkolwiek co pozwoliłoby mu go bardziej zrozumieć. Anioł stróż wręcz naiwnie pokładał nadzieje w tym, że nareszcie ten będzie z nim szczery i czegoś więcej się dowie. Imię było ważną kwestią, niezaprzeczalnie, ale kolejne słowa Ruairiego sprawiły, że na twarzy skrzydlatego pojawił się grymas niezadowolenia, a usta zostały ściągnięte w wąską linię.
Ruairi — powiedział po dłuższej chwili, kiedy zapadło głuche milczenie między nimi, a on utkwił w nim wnikliwe spojrzenie. Początkowo można, by odnieść wrażenie, że to nieznane słowo smakował, wymawiając je nawet niezbyt pewnie. Anioł wyraźnie spoważniał i nie zapowiadało się, aby gęsta atmosfera miała się przerzedzić. — Znasz niemalże każdy mój sekret i wiesz o mnie wszystko, a sam nie zamierzasz mi nawet niczego o sobie opowiedzieć, zdradzając jedynie swoje imię, zważywszy na fakt, że tak długo mnie oszukiwałeś? — Zmrużył oczy, kręcąc następne głową w taki sposób, jakby chciał pozbyć się kolejnego rozczarowania, których tego dnia posmakował zdecydowanie za dużo. Miejscami odnosił wrażenie, że Kot go testuje i czeka na moment, kiedy w końcu pęknie. Nie dało się ukryć, że sam Ruairi wiedział o Antaresie aż nazbyt wiele, a do tego dotychczas na linii kot-właściciel nie było żadnej wyraźnej granicy.
avatar





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Altana - Page 6 Empty Re: Altana

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 6 z 10 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next

Powrót do góry