Go down


Zero.

Pisanie by Gość on 6/2/2018, 00:59

Los potrafi być przewrotny. Powie to każdy filozof, każdy starzec, każda zaskoczona żywa istota. Odwracasz stronę swojej opowieści, by z zaskoczeniem stwierdzić, że na kolejnej nie ma kontynuacji, tylko pusta strona, którą musisz sam zapełnić. Słowa układają się w zdania, a te ukazują czyny. Nic nie jest proste, szczególnie w dzisiejszych okrutnych czasach, wypełnionych po brzegi krwią i błotem. Walka o przetrwanie stała się czubkiem piramidy życia; każda żywa istota polowała na najmniejszy kęs, każdy, kto był w stanie szukał jak najlepszej broni. Świat oszalał, każdy to wiedział. To szaleństwo stało się normalnością, a normalność odległym snem, fantasmagorią niemożliwą do spełnienia. Ziemia umierała i tylko tam, gdzie miała opiekę potrafiła wydać z siebie plony, którymi odwdzięczała się za pomoc. Drobne, ludzkie dłonie potrafiły stworzyć cuda, które mogły uratować wiele żyć. Natura szukała sprzymierzeńców, a tych, którzy nie potrafili uszanować jej potęgi, zgniatała niczym robaka w proch. Ziemia stała się okrutną planetą. Zamknięci ludzie, niczym w zoo, obawiali się wyjrzeć poza bezpieczne mury, jak gdyby obawiając się co mogą ujrzeć i że prawda zwali ich z nóg. Ci, którzy powrócili do życia błąkali się po pustyni kurzu i pustki, szukając bezpiecznej przystani. Część z nich odnajdywała dom, część pozostawała wiecznymi włóczęgami. Każdy żył, jak mógł... Włączając w to nawet maszyny. Biomechaniczne stwory chodziły po powierzchni na równi z wymarłymi. A w koło tego ludzie, którzy byli zainfekowani. Kakofonia mutacji sprawiła, że niektórzy aniołowie nie rozpoznali błękitnej planety, a musieli na nią powrócić, bo tak nakazał Pan. Niektórzy się nigdy nie pogodzili z tą myślą, buntowali się na samą myśl o tym, że będą musieli tkwić w zakurzonej destrukcji na zawsze, acz byli i tacy, których dusza rozświetlała ciemne drogi zagubionych i pomagała im powstać z kolan. Jednak to tylko powierzchowne spojrzenie na to wszystko, bo kto wie, co zawiera kolejna strona opowieści?

Złośliwy los skierował kroki anioła w miejsce, gdzie nie powinien być. Wędrując ze swoim czterołapym przyjacielem zawędrował dalej niż zwykle i nie zamierzał przestawać. Cisza i spokój pozwoliły na uspokojenie myśli, na zrozumienie wielu rzeczy i, co dziwne, na chwilowej radości bycia samym ze sobą. Wilk również wydawał się zadowolony, biorąc pod uwagę, że mógł rozszerzyć terytorium, jak i poznać nowe zakątki. Przecięli tereny Edenu, które schodziły się z granicami desperacji - tam, gdzie raj napotykał jaźń. Zero zatrzymał się na chwilę, biorąc głęboki wdech i podrapał wilka za uchem. Doskonale wiedział, że za chwilę będą musieli wracać, ale jednak jakaś dziwna moc pchnęła go, by ruszył w kierunku Desperacji. Wilk nie protestował, ruszył za swym panem w dół. Minuty mijały leniwie, krajobraz się zmieniał, świat powoli umierał...
Otwarto nowy rozdział.
Ogromny huk potoczył się po równinie, a Zero mimowolnie skulił się, a wilk położył uszy i obnażył kły. Nikt z nich nie wiedział, co właśnie się stało, ale wir wydarzeń nie pozwolił im na podjęcie jakiejkolwiek racjonalnej decyzji. Wir wydarzeń porwał ich w najdosłowniejszym tego słowa znaczeniu. Nim Zero mógł pomyśleć o użyciu mocy, a wilk o ucieczce zostali powaleni przez ogromną, niewidzialną siłę. Wśród całego zamętu zerwał się dodatkowo straszliwy wicher, rozdzierany grzmotami tak potężnymi, że Zero miał wrażenie, iż rozerwie mu głowę. Wilk zawarczał przeciągle, kierując pysk ku północy. Anioł czuł, że coś się wydarzy. Coś... bardzo dziwnego. I bardzo złego zarazem. Pochwycił futro na karku przyjaciela, próbując go uspokoić i wtedy ujrzał błysk - najczystsze światło wieczności przecięło nieboskłon, czarny jak samo piekło. Kłębiące się chmury, jak negatyw, odbiły poświatę sprawiając, że wszystko zdawało się być białe. Paskudny ryk rozerwał ciszę, gdy czarna smuga cięła w stronę przypadkowych przechodniów, a Zero dopiero teraz uświadomił sobie, że trafił na pole bitwy, a ta kłębiąca się chmura to demon. Zauważył go dopiero teraz - automatycznie wyciągnął dłoń, chcąc odciąć drogę od siebie ognistym murem, ale nie zdążył. Damski krzyk przebił ryk demona, a czarno-białe skrzydła zasłoniły widok Zero. Nie wiedział, kto to jest. Nie wiedział też, dlaczego walczy z demonem. Wiedział jedno - cieszył się że to właśnie ten anioł stanął na drodze pędzącej kuli wściekłości. Zaś rozświetlił się nieboskłon, kiedy obcy skrzydlaty uderzył w ciemność. Kolejny grzmot i błyskawice - Zero zasłonił dłonią oczy. Odgłosy bitwy trwały w najlepsze, obca anielica niczym pradawny wojownik obijała demona, a przypadkowi widzowie postanowili wreszcie się wycofać. Na ich pech, przeciwnik skrzydlatej zauważył ich i ruszył w stronę uciekinierów - wilk zawarczał głośniej, szczerząc zęby, a Zero przyśpieszył, chcąc się wycofać.
'Nie myśl, że dam Ci skrzywdzić kogokolwiek jeszcze!'
Obca anielica ruszyła za demonem, wyciągając dłoń. A potem... a potem ciężko stwierdzić, co się stało. Zero widział tylko pulsujące światło, które odbiło się od każdej możliwej powierzchni. Coś porwało go, chociaż usilnie starał się powstrzymać tę dziwną siłę odśrodkową. Słyszał tylko skamlenie swojego przyjaciela, a potem już nic.

Burza piaskowa trwała w najlepsze, zabierając ze sobą resztkę tego, co żywe na drzewach. Nieprzyjemny świst kolał w uszy, a wszystkie zwierzęta, jakie przetrwały starały się znaleźć schronienie w korzeniach uschłych drzew. Cała kraina zdawała się umierać, cierpiąc na toczącą się zakaźną chorobę. Coś, co kiedyś było lasem teraz stało się ścierniskiem. Suchym, bezdusznym i umarłym. A pośrodku tej katastrofy leżał anioł... niczym zagubiona, samotna lalka. W obcym środowisku, bez swojego przyjaciela. Trzeba się obudzić. Trzeba wstać, Zero. Kurz i piasek zdawały się przykrywać sylwetkę mężczyzny grubą kołderką, osłaniając go przed tym, co miało nadejść.
Los potrafi być przewrotny.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Zero.

Pisanie by Zero on 7/2/2018, 19:09
Najpierw palce anioła ledwo drgnęły. Wystarczył jednak kolejny ułamek sekundy, by ugięły się nieznacznie, przesuwając po czymś, co w swojej fakturze przywoływało na myśl suchy piach. Wtedy jeszcze nie dotarło do niego, że leżał bezwiednie na ziemi, jakby wszystkie obrazy, które przewijały się w jego głowie niczym niechciane wspomnienia, były tylko złym snem, a winę za obolałe mięśnie można było zrzucić na niewygodny, stary materac, na którym sypiał w Czarnej Melancholii. Nie był to pierwszy i nie ostatni raz, kiedy budził się obolały, zmęczony i pełen niezadowolenia, które zwykle dotykało tych, którzy mieli okazję przebywać w jego towarzystwie zaraz po przebudzeniu – szczególnie wtedy, gdy to oni byli powodem, dla którego musiał otworzyć oczy.
Teraz jednak był sam.
Na razie jeszcze nie zdawał sobie z tego sprawy, dlatego pomruk niezadowolenia mimo wszystko wydobył się z jego gardła. Coś musiało wyrwać go ze snu, nawet jeśli było to podświadome przeczucie. Złe przeczucie.
Z ociąganiem uchylił powieki, czego natychmiast pożałował. Drobinki piachu, które osiadły na jego twarzy, natychmiast wylądowały w jego oczach. Jasnowłosy błyskawicznie poderwał się do siadu, łapczywie wciągając powietrze do płuc, jakby przed momentem jego głowa znajdowała się pod powierzchnią wody. Tyle, że zamiast niej był pył, który dostał się do jego gardła, drażniąc je i sprawiając, że momentalnie zaniósł się nieprzyjemnym dla ucha kaszlem. Nic nie było na swoim miejscu.
Mrugał gwałtownie, usiłując pozbyć się nieprzyjemnego kłucia pod powiekami. Białka oczu w niedługim czasie poczerwieniały i mimowolnie zaszły łzami, na krótko przysłaniając Leslie'mu pole widzenia. Nie potrzebował jednak dodatkowej deklaracji, by mieć pewność, że nie znajdował się w swoim domu, a wspomnienia kawałek po kawałku układały się w jedną całość, nie zawierając w sobie momentu, w którym blondyn obrał drogę powrotną.
Ostatnia była równina.
Przetarłszy oczy wierzchem ręki, przyjrzał się otoczeniu, mimowolnie mrużąc przy tym powieki. Wiatr raz po raz uderzał o jego ciało, jak na złość chłoszcząc je piachem. Leslie chwycił za brzeg koszulki, którą miał na sobie i naciągnął ją na usta i nos – nie była to najwygodniejsza ochrona, jaką mógł sobie wymarzyć, jednak zdecydowanie była ona lepsza od nieposiadania niczego. Zwłaszcza, że nie wiedział, gdzie był. Nie wiedział też, czy nadal znajdował się w tym samym miejscu, choć niewątpliwie to, co ujrzał po przebudzeniu, nijak nie przypominało terenów, które znał, jednak zniszczenia, z którymi miał do czynienia, mogły skutecznie przytępić jego osąd.
Zagwizdał.
Dźwięk, który wydarł się spomiędzy jego warg był nieznacznie przytłumiony. Jedynym, czego teraz był pewien, był fakt, że wcześniej nie był sam.
Baelfire! ― krzyknął, choć chrypa próbowała mu to utrudnić. Świszczący wiatr także nie działał na jego korzyść, choć czułe uszy wilka bez wątpienia miały możliwość wychwycenia brzmienia jego głosu, jeśli zwierzę znajdowało się w pobliżu.
Kolejny gwizd.
Vessare podniósł się z ziemi, nie tracąc czasu na otrzepanie ubrań z piachu, który i tak bez przerwy unosił się w powietrzu. Nieznacznie przygarbiony, jakby przygnieciony ciężarem wiejącego wiatru, ruszył przed siebie, raz po raz rozglądając się na boki w poszukiwaniu jakiegokolwiek punktu zaczepienia. Czegoś, co byłby w stanie rozpoznać.




WAŻNE: w chwili, gdy Zero jest poirytowany lub odczuwa jakiekolwiek inne negatywne emocje, osoby w jego pobliżu zaczynają być skrajnie przybite, wściekłe albo wystraszone. Dzieje się tak, ponieważ nie do końca panuje nad manipulacją emocjami. Nie dotyczy osób z blokadą umysłu.

avatar





Zero
Anioł Stróż

Powrót do góry Go down


Re: Zero.

Pisanie by Gość on 11/2/2018, 22:22
Wiatr zagłuszał gwizd, ba! Zagłuszył nawet krzyk anioła, a imię jego futrzastego przyjaciela rozmyło się w eterze i zaginęło pośród milionów ziarenek piasku oraz kurzu. W zasięgu wzroku ciągle tkwiła pustka - żółtawa poświata mogła tylko zapewnić Zero, że był dzień. Mimo to, nie mógł widzieć nawet zarysu horyzontu, bo wszystko było otoczone nieprzejrzanymi zasłonami kurzu. Tlen był teraz na wagę złota. Trudność w oddychaniu to jedna z wielu przeciwności z jakimi musiał się zmierzyć białowłosy. Drugą było znalezienie drogi, koniec końców kiedyś ten kataklizm musiał się skończyć, a im szybciej się wydostanie, tym lepiej dla niego. Każdy krok zostawiał za sobą ślad buta, a ten w ciągu kilkunastu sekund nikł, niszcząc możliwość powrotu do miejsca obudzenia się anioła. Teraz jedyne co pozostało to parcie przed siebie. Stanie w miejscu równało się śmierci.
Krajobraz był monotonny, a dźwięk hulającego wiatru drażnił uszy, ziarenka piasku zaś zdzierały skórę z odkrytej części twarzy i dłoni. Okrutny peeling, którego nie można było zatrzymać. W którymś momencie jednak skalista pustynia pod butami ukazała połamane gałązki, które przelatywały niesione wichrem. Z każdym krokiem zdawało się ich być więcej, aż wreszcie pierwszy kształt drzewa zamajaczył po lewej stronie horyzontu. Był to jedyny stały element krajobrazu, który jeszcze dawał poczucie stabilizacji. Ciężko było określić gatunek - pień otaczała czarna jak smoła kora, wysuszona i popękana. Resztki gałęzi wykrzywione były w niepokojący sposób, na myśl przychodziły obrazy jakie widywało się w horrorach na temat czarownic i ich zaklętych chatach. Drzewo było martwe - ta jedna rzecz była pewna. Za nim majaczył się cień, który odkreślał się w żółtawej mgle i wszechobecnym pyle. Mógł oznaczać las albo zagajnik; miejsce dobre na wzięcie oddechu i zorientowaniu się w sytuacji. Bycie samotnym w takim środowisku spisywało Zero na pozycję zwierzyny.






Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Zero.

Pisanie by Zero on 12/2/2018, 11:24
Zaklął pod nosem, choć wiatr świstał na tyle głośno, że ledwo słyszał swoje własne myśli, a co dopiero głos. Musiał skupiać się na innych rzeczach, jak na tym, by uderzający o niego piach znów nie dostał się do jego oczu lub po tym, by pamiętać o oddychaniu, nawet jeśli było ono cholernie nieprzyjemne. Szansa na to, by znaleźć się w centrum prawdziwego chaosu na tak wielkim terenie, jakim był Eden i Desperacja była na tyle nieduża, że teoria tego, że miał pierdolonego pecha potwierdziła się wtedy i potwierdzała teraz, gdy parł przed siebie wyrzucony na sam środek niczego. Nie było nic gorszego od nieświadomości tego, w jakim miejscu się znajduje i nic gorszego od pustki bez punktu zaczepienia. Nikt nie mógł mu zagwarantować, że idąc w obranym przez siebie kierunku znajdzie cokolwiek, co wyróżniałoby się na tle – jak sądził – bezkresnej pustyni. Nikt nie mógł mu zagwarantować, że wydostanie się stąd szybko ani tego, że w ogóle nie przeżyje.
Starał się myśleć trzeźwo. Było jeszcze za wcześnie, by dać się pożreć paranoi, choć nawet dostrzegłszy jakieś zarysy kształtów, zakładał, że równie dobrze mogły mu się przywidzieć. Nie robił sobie większej nadziei, gdy zmierzał w tym samym kierunku, choć nogi Vessare odruchowo nabrały tempa, jakby mimo wszystko czym prędzej chciał znaleźć schronienie przez bezlitosną burzą. Teraz nawet durny pień wysychającego drzewa wydawał się być jego zbawieniem. Nie sądził, że za zasłoną pyłu czeka go coś więcej, jednak mimo wszystko zagwizdał jeszcze raz, jakby liczył na to, że jego towarzysz już wcześniej instynktownie postanowił poszukać sobie bezpieczniejszego miejsca.
O ile bezpiecznym miejscem można było nazwać upiornie wyglądające drzewo.
Zatrzymał się na chwilę, wolną ręką opierając się o suchy pień. Kora nieprzyjemnie drażniła skórę, jednak samo drzewo dało mu drobne poczucie stabilizacji i pozwalało na rozwianie wątpliwości co do tego, czy było prawdziwe. Przynajmniej wiedział, że coś tu było, nawet jeśli już dawno stało się wyłącznie porzuconym zakątkiem na ziemi. Miejsce, w które trafił, nie wyglądało na teren, który cieszył się ogromną liczbą zwiedzających – właściwie nie zdziwiłby się, gdyby większość starała się omijać je szerokim łukiem.
Dwukolorowe tęczówki przesunęły wzrokiem od góry do dołu po ciemniejszej plamie, która odznaczała się na tle szalejącego w powietrzu pyłu, zanim ruszył naprzód, tym razem stawiając bardziej ostrożne kroki, nawet jeśli wyprostował się wraz z chwilą, w której znalazł się pomiędzy większą ilością drzew, zsuwając koszulkę z pokaleczonej twarzy.
Bael ― powtórzył i tym razem nie był to już krzyk, choć jasnowłosy nie zdawał sobie z tego sprawy, zbyt zaabsorbowany rozglądaniem się po terenie. Wciąż nieco mrużył oczy, jakby obawiał się, że wiatr za moment uderzy ze zdwojoną siłą i przedrze się przez las, który być może był tylko tymczasowym schronieniem. Dopóki miał jeszcze czas, wciąż starał się rozeznać w swoim położeniu.




WAŻNE: w chwili, gdy Zero jest poirytowany lub odczuwa jakiekolwiek inne negatywne emocje, osoby w jego pobliżu zaczynają być skrajnie przybite, wściekłe albo wystraszone. Dzieje się tak, ponieważ nie do końca panuje nad manipulacją emocjami. Nie dotyczy osób z blokadą umysłu.

avatar





Zero
Anioł Stróż

Powrót do góry Go down


Re: Zero.

Pisanie by Gość on 12/2/2018, 21:27
Wiatr zelżał, co Zero mógł odczuć w momencie jak zbliżył się do zagajnika. Powykręcane drzewa dawały całkiem niezłą ochronę, szczególnie przed szalejącym pyłem i piaskiem. Zatrzymywał się on na przeszkodach, utykając w głęboko poprzecinanej korze. Było też znacznie ciszej niż na otwartej przestrzeni, aczkolwiek cień jakie rzucały nie dawał pełnego poglądu na to, co się działo i gdzie był. Przez lekką mgłę, która nadal unosiła się nad suchą ziemią, poziom terenu był zakrzywiony, aczkolwiek anioł mógł zauważyć, że korony drzew w oddali obniżały się. Mogło to świadczyć o jakiejś kotlinie, wąwozie albo zwykłym zagłębieniu. Tam z pewnością mniej by wiało i byłoby bezpieczniej, aczkolwiek z drugiej strony miałby tam ograniczoną widoczność. Ze względu na pogodę ustalenie pory dnia było ciężkie, a suche gałęzie drzew w zagajniku bądź lesie dodatkowo utrudniały jakąkolwiek analizę.
Drugą drogą było ominięcie kotliny i kluczenie wśród drzew, by wydostać się na drugą stronę lasu, będąc pewnym kierunku jaki się obierze. Może gdzieś za tymi czarnymi smugami drzew znajdowała się jakaś wioska albo chociaż przestrzeń, która nie będzie tak uschnięta i nieprzyjazna. Podróż mogłaby być żmudna i długa, a brak świadomości, gdzie się jest mogło sprawić, że noc zaskoczony anioła szybciej, niż by myślał.
Imię wilka rozpłynęło się i odpowiedziała mu cisza. Czworonożnego przyjaciela nie było nigdzie, więc jeżeli Zero chciał odnaleźć Bael'a musiałby ruszyć dalej. Tylko która droga jest lepsza? Bezpieczniejsza, ale w ciemno czy jednak omijając zagłębienie i ruszając przed siebie, pośród morza drzew, gdzie okrutny wiatr może uderzyć w każdej chwili?





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Zero.

Pisanie by Arcanine on 7/6/2018, 22:18
ogłoszenie:
Na wznowienie misji daję czas do 3 czerwca, do godziny 20:00. Tematy, w których nikt nie napisał posta od miesiąca, trafią do archiwum.

Zgodnie z powyższą informacją przenoszę temat do archiwum.


— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
avatar





Arcanine
Wilczur     Poziom E

Powrót do góry Go down


Re: Zero.

Pisanie by Zero on 6/10/2018, 09:29
Potrzeba odnalezienia swojego towarzysza narastała wraz z każdą kolejną minutą, którą musiał spędzić na obcym terenie. Nie chodziło tylko o to, że czuł się nieswojo, ale też o to, że brak jakiegokolwiek odzewu ze strony wilka mógł oznaczać, że wydarzyło się coś złego. Mimowolnie obejrzał się za siebie, gdy jego umysł przeszyła myśl, że już dawno zostawił Baelfire'a daleko za sobą, przez co teraz piach przysypywał jego bezwiedne ciało coraz grubszą warstwą piachu. Z drugiej strony starał się za wszelką cenę nie tracić wiary w zwierzę, które już od najmłodszego wykazywało się niemałą inteligencją.
Obyś miał rację.
Na powrót zwrócił się we właściwym kierunku, zsuwając nieznacznie kaptur z głowy i odgarniając na bok rozwichrzoną grzywkę, na której osiadły drobinki piachu. Teraz, kiedy widział wszystko nieco wyraźniej, mógł ruszyć dalej, nawet jeśli panujące warunki za wszelką cenę chciałby być przeciwko niemu. Wsunął obie ręce do kieszeni płaszcza, sprawdzając czy przynajmniej wszystko, co dotychczas miał przy sobie, znajdowało się na swoim miejscu. Palce jednej z dłoni kurczowo zacisnęły się na nieco przytępionym nożu sprężynowym. Była to raczej marna broń, jednak przy odpowiednim zamachnięciu wciąż była w stanie wyrządzić krzywdę. Im dalej brnął w las, tym bardziej nabierał świadomości, że nawet tak niewielkie narzędzie do ochrony, mogło okazać się przydatne.
Przez długi czas patrzył głównie przed siebie, dopóki teren przed jego oczami nie zaczął się obniżać. Wtedy mimowolnie rozejrzał się na boki, sprawdzając, czy w pobliżu nie znajdowała się korzystniejsza droga. Na moment zadarł też głowę do góry, jakby to niebo miało dać mu odpowiedź na to, w którą stronę powinien się udać. Nie rozumiał, dlaczego los stawiał przed nim kolejne wybory. Nie wiedział ani co czekało go na dole, ani jak dużo czasu zajęłaby mu droga naokoło. Wiedział jednak, że nie mógł kolejny raz zmierzyć się z burzą piaskową. Na zniżeniu terenu mogła panować ciemność, jednak nie była ona czymś, z czym nie mógłby się uporać. Nic dziwnego, że po chwili zastanowienia wznowił wędrówkę przed siebie, wysuwając z kieszeni nożyk, którym zaczął znakować kolejno drzewa, które przyszło mu mijać.
Gdyby coś poszło nie tak, zawsze miał możliwość powrotu.




WAŻNE: w chwili, gdy Zero jest poirytowany lub odczuwa jakiekolwiek inne negatywne emocje, osoby w jego pobliżu zaczynają być skrajnie przybite, wściekłe albo wystraszone. Dzieje się tak, ponieważ nie do końca panuje nad manipulacją emocjami. Nie dotyczy osób z blokadą umysłu.

avatar





Zero
Anioł Stróż

Powrót do góry Go down


Re: Zero.

Pisanie by Inquisition on 15/10/2018, 21:30
Decyzja, którą podjął mogła być i dobra i zła. Nikt nie mógł przewidzieć co się stanie, kiedy zejdzie do zagłębienia - czy znajdzie tam kryjówkę? A może zagłębienie okaże się tunelem lub wąwozem, który wyprowadzi go na drugą stronę zagajnika? Wiatr, który hulał jak szalony nie pomagał w odnalezieniu się, tak samo jak w nasłuchiwaniu, czy jest bezpiecznie. Zero mógł tylko liczyć na to, że nie zawiedzie go bystry wzrok, który przebije się przez ciemność. Ciemność, która nieuchronnie zbliżała się do niego, gdy ten zaczął stawiać kroki przed siebie. Ślady po jego butach szybko niknęły, połykane przez piasek oraz pył. Resztki liści tańczyły, szeleszcząc jak wyschnięty na wiór pergamin. Czarne jak smoła drzewa zaczęły tworzyć nad jego głową koronę; dach, który uchronił go przez wichurą, ale też zabrał ostatki naturalnego światła, które rozproszone przebijało się przez chmury i gałęzie. Jedyne, co zostało to tańczące plamy jasności, zniekształcone niczym przez pryzmat.
Kora ustępowała pod naporem ostrza nożyka, a linie, które ukazywały się na drzewie były jasne, w kolorze mlecznej kawy. Na pewno trafi z powrotem w to samo miejsce, bo nawet pył i piach nie osiadały tak głęboko w bruzdach konarów, gdyż były wyrywane przez bezlitosny wicher. Zero zostawił za sobą ślad niczym Jaś i Małgosia, ale tych okruszków nikt mu nie zabierze.
Droga prowadziła niżej i niżej, chociaż nie była stroma. Gdyby nie warunki pogodowe oraz nieznany teren, to można by to było uznać za całkiem przyjemny spacer. Niestety, im dalej w ciemność tym nieprzyjemniej. Jak oko wykol, nigdzie nie było drogowskazów, wskazówek czy żywej duszy. Ściany kotliny wyniosły się w górę, tworząc korytarz - wąski i chłodny. Powietrze wydawało się tu lżejsze, a burza piaskowa opadała tu delikatnie jak mżawka. Wreszcie można było normalnie odetchnąć. A przynajmniej lżej. Powykręcane konary drzew zostały wyżej, tworząc poszatkowany dach wąwozu. Ich korzenie zaś tworzyły siatkę, która wystawała przez 'ściany', czasami utrudniając posuwanie się na przód. Niczym macki wiły się po powierzchni ścieżki, o ile tak można było nazwać drogę, którą Zero miał zamiar podążać, niemalże czyhając na jakiegoś wędrowca, żeby ten potknął się i skręcił kark na nich. Gdzieniegdzie leżały kopce liści, równie ciemnych co drzewa, szerokie i wywinięte. Miało się wrażenie, że gdyby człowiek stanął na nie, wydałyby dźwięk, który zbudziłby umarłego w tym dziwnym zakątku świata. Przed wędrowcem nie czekało nic; nic, co byłoby widoczne. Czasami kątem oka mógł zauważyć ciernie, które wyrastały z podścieliska i wiły się po korzeniach lub samotnie po ziemi. Nigdzie jednak nie było nikogo żywego. Nawet owady nie próbowały się wedrzeć w tą dziwną florę i faunę. Była martwa.
Ścieżka nie miała końca. A kształty, które majaczyły na niej w oddali nie dawały podpowiedzi. Iść dalej czy zawracać? Na górze burza chciała dostać wędrowca w swoje łapy, tutaj macki i ciernie czekały na najmniejszy błąd.
Coś białego zamajaczyło w oddali. Delikatny błysk, jakby przypadek, że odbity i zagubiony promień światła przesunął się po czymś, co wyglądało jak liście. A może to kamień?


avatar





Inquisition

Powrót do góry Go down


Re: Zero.

Pisanie by Zero on 8/12/2018, 19:31
Zero miał tak duży wybór, że aż żaden – uświadamiał to sobie coraz bardziej wraz z każdym stawianym przed siebie krokiem. Ciemność nie zachęcała, ale hulający nad jego głową wiatr również nie zachęcał do powrotu na górę. Mógł tkwić w miejscu, ale to również nie wchodziło w grę, biorąc pod uwagę, że gdzieś tam mógł czekać na niego jego wierny kompan, który mógł potrzebować pomocy. Mimo szelestu liści, który w dużej mierze pochłaniał jego zmysł słuchu, starał się uważnie wychwytywać inne dźwięki i chociaż zbolałe skomlenie jego własnego wilka było ostatnim, co chciałby usłyszeć, wolałby dostać przynajmniej jeden znak. Coś, co zapewniłoby go, że nie stracił go na zawsze.
[align=right]Zabije mnie.[/align]
Coś, co upewniłoby go, że w tym obcym i wyraźnie zapomnianym przez Boga miejscu nie był zdany tylko na siebie.
Prawdopodobnie od samego początku wiedział, że pomimo tego, że nic w obecnym otoczeniu nie zyskało jego sympatii, zamierzał iść przed siebie. Skrzydlaty chciał wierzyć w to, że własne nogi nie bez powodu obrały sobie tę ścieżkę i że kierowało nim jakieś niezrozumiałe przeczucie. W innej sytuacji podobne bzdety nawet nie przemknęłyby mu przez myśl, ale teraz starał się doszukać jakiejś metody w tym szaleństwie, jakby ta paradoksalnie miała utrzymać go przy zdrowych zmysłach.
Nagły błysk wybijał się spośród całej tej monotonii, skupiając na sobie uwagę jasnowłosego. Nie trwał jednak na tyle długo, by Vessare nie założył, że mógł okazać się zwyczajnym przywidzeniem. Nic jednak nie stało na przeszkodzie, by sprawdzić, czy coś faktycznie znajdowało się pośród liści. Gdy po raz kolejny zarył nożem o korę drzewa, która rozprysnęła się na boki, ukazując jasne cięcie – niezmywalną bliznę na powierzchni drzewa – skierował swoje kroki w stronę źródła ulotnego przebłysku. Bez szczególnego zawahania wyciągnął rękę w stronę zarośli, które mogły przysłaniać coś, co znajdowało się pod nimi. O ile cokolwiek tam było.




WAŻNE: w chwili, gdy Zero jest poirytowany lub odczuwa jakiekolwiek inne negatywne emocje, osoby w jego pobliżu zaczynają być skrajnie przybite, wściekłe albo wystraszone. Dzieje się tak, ponieważ nie do końca panuje nad manipulacją emocjami. Nie dotyczy osób z blokadą umysłu.

avatar





Zero
Anioł Stróż

Powrót do góry Go down


Re: Zero.

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Powrót do góry