Ogłoszenia podręczne » KLIKNIJ WAĆPAN «
  • 04/11. Kolejne ogłoszenie dotyczące zmian. Rzuć okiem.
  • 03/11. Do 9 listopada, do godziny 22:00, należy uzupełnić temat z chronologią. Po ustalonym terminie moderator zacznie sprawdzanie.
  • 03/11. Do 12 listopada, do godziny 20:00, jest czas na wznowienie wątków z przeszłości i alternatywnych. Tematy, w których post nie pojawił się od miesiąca lub dłużej zostaną wrzucone do archiwum. W razie pytań: pisać do Rhetta na PW.
  • 02/11. Pojawiło się nowe ogłoszenie. Dotyczy zmian w regulaminie bilokacji oraz poszukiwań moderatorów. Zerknij.
  • 31/10. Zarzucono propozycją w dziale DOGS. Jak jesteś dobrym psiątkiem to wypowiedz się w temacie.
  • 31/10. Rozpoczęto dyskusję na temat eventów. Wrzuć swoje przemyślenia.

Strona 2 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Go down

Pisanie on 08.02.18 0:02  •  Leśna ścieżka - Page 2 Empty Re: Leśna ścieżka
Nie była aktorką, ale jej mentor musiał nauczyć ją paru sztuczek, pomagających w takich sytuacjach. Na przykład, jak wykorzystać swoje dziewczęce wdzięki, by wydać się bardziej bezbronną, niż była tak naprawdę. Albo jak mową ciała dać przeciwnikowi do zrozumienia, że oto znalazła się u kresu sił, by potem znienacka wykorzystać rezerwy i pokonać nieostrożnego wroga. Tak... z tych właśnie powodów Ivo nie rozluźniał zaciśniętych palców, choć miał w głowie scenariusz, w którym robi to, w geście dobrej woli. Inna sprawa, że byłby to gest wyłącznie głupoty, o czym dobitnie go uświadomiła sama zainteresowana chwilę później. Chciałby móc jej zaufać, w głowie jednak kołatało mu się jedynie "ufaj i kontroluj", co w sytuacji, w jakiej się znalazł, było jedyną formą zawierzenia Angel czegokolwiek.
Dobrze, że postanowił nie odpuszczać. Słowa eliminatora tylko na nowo ją rozeźliły, ponownie szarpnęła ciałem, próbując go z siebie zrzucić. Niebieskooki jednak napierał zbyt mocno, by to mogło odnieść jakiś skutek. Zdawał sobie sprawę z uczuć dziewczyny, przynajmniej tych widocznych na zewnątrz, chciał jednak przeprowadzić rozmowę nie wdając się w pyskówkę. Nawet, jeśli na skutek tego, wyda się białowłosej bardziej obojętny, niż był w rzeczywistości. Krzyki i wzajemne obwinianie się nic tutaj nie mogły zdziałać, przynajmniej nie z jego strony. Musiał jej pozwolić na wyrzucenie z siebie wszystkiego, co w niej zalegało... a potem zobaczyć, na czym tak naprawdę stoi.
Zdziwiła go, kiedy zabrakło jej odwagi, by dalej wpatrywać się w jego oczy. Zupełnie jakby fakt, że utkwi spojrzenie gdzieś indziej sprawi, że mówiąc o swoich uczuciach obnaży się mniej. Albo po prostu nie chciała konfrontować tego z jego reakcją? Tak czy inaczej odwróciła głowę, przypominając żołnierzowi, że albinoska podczas ich pierwszego starcia miała duże problemy z bliskością w trakcie walki. Być może teraz również działał ten mechanizm i jego obecność krępowała dziewczynę? Nawet jeśli, nie istniała lepsza pozycja, de Fanel była zbyt nieokiełznana, by pozwolić jej po prostu wstać. Nie znał jej na tyle, by przewidzieć wszystkie jej reakcje, a głupio byłoby zostawiać tak wiele w rękach losu. Musiała to przełknąć lub zignorować.
Kiedy w końcu odezwała się ponownie, jego serce zabiło mocniej, powodując lekkie ukłucie w klatce piersiowej. Słowa wychodzące z jej ust raniły nie przez swoje znaczenie, ale przez ton, jakim były wypowiadane. Brzmiał jednoznacznie: to już minęło i nie powróci. Tego się obawiał właśnie, że dla Angel nie będzie powrotu na dobrą ścieżkę. Jednak, bolesne czy nie, słuchał jej uważnie i zapamiętywał. Ta rozmowa miała wszakże służyć temu, by raz na zawsze ustalił się ich wzajemny stosunek, by zostały nakreślone granice. Od tych słów zależało czy rozstaną się jako wrogowie, czy też nie.
Być może on naprawdę był dwulicowy. Bo mimo tych niewysłowionych uczuć, jakie najwidoczniej żywił w kierunku białowłosej, wiedział, że jeśli ich relacja nie będzie choćby rokować na poprawę, to on postąpi zgodnie z obowiązkami eliminatora. Ale nie chciał tego. Był gotów za wszelką cenę nie dopuścić do takiego obrotu spraw, jak dotąd jednak niewiele mógł zdziałać w konfrontacji ze zranioną kobietą. Zadanie jawiło się tym trudniejsze, że nie zamierzał wyzbyć się swojej natury. Gdyby się postarał, wymyśliłby jakąś przekonywującą bajeczkę, ale nie chciał jej okłamywać. Musi zaakceptować oddanego miastu żołnierza w całości, albo odrzucić. To jak przeszczep - kończyna nie może być w połowie użyteczna i nie dopasuje się do biorcy, jeśli pojawią się zgrzyty.
Co to mówiła naprawdę w niego uderzało. A on nie miał się jak bronić. Chciałby odpowiedzieć, wyjaśnić jej wątpliwości i uczucia targające nim przed wykonaniem feralnego zgłoszenia. Ale ona... ona by tego nie zrozumiała. I tak miała całe miasto przeciwko sobie, nie zrozumiałaby jak to jest, kiedy się traci wszystkich swoich sprzymierzeńców, zostając na lodzie, otoczonym przez samych wrogów. A wszystko to z powodu uczuć, które mogą być tym, czym się wydają, lub nie. Mogą być odwzajemnione lub nie. Zbyt wiele niewiadomych, by Bergsson ryzykował dla nich życie swoje i wszystkich swoich bliskich. Gdyby jeszcze Shinra nie był związany z wojskiem. Ale był i na nim również by się to odbiło. Jeśli nie więzieniem, to długim procesem przesłuchiwania. No i był jeszcze Red, którego za zadawanie się z wątpliwym elementem usunięto by ze stanowiska. Gwardzista był dla niego jak ojciec, Ivo nie dopuściłby się wobec swojego mentora takiej zdrady.
Kiedy tak zbierał powody w całość, coraz mniej rozsądnych argumentów miał za tym, by ciągnąć tę rozmowę. Mimo tego, robił to na przekór im wszystkim, robił to, choć nie rozumiał, a robiąc to, modlił się. Oddychał coraz głębiej, ostatnie słowa białowłosej nieco mu zaciążyły na sercu. Tak oczywiste "Ciebie" nie mogłoby mu przedrzeć się przez gardło za żadne skarby. Musiał jednak w końcu się odezwać.
- Nie wytłumaczę ci teraz, dlaczego to zrobiłem. Może kiedyś zrozumiesz sama. Może nie będzie ci to potrzebne. - nie potrafił do końca zapanować nad swoim głosem. Widział smutek i żal w jej postawie, udzielające się również jemu, mimo że starał się trzymać emocje w ryzach. - Pomyśl, Angel. Czego mogę chcieć, skoro nie chcę cię ani zabić, ani aresztować, na dodatek trzymam cię tak, by nie wyrządzać ci krzywdy. Do tego pilnuję, żebyś mnie nie zabiła i próbuję z tobą rozmawiać... o nas. - ostatnie słowa dodał zdecydowanie ciszej. "Wymyśl, bo ja nie potrafię tego ubrać w słowa." - pomyślał, dopełniając zdania - "ale jak powiesz, że czekam na jävla wsparcie, to nie ręczę za siebie."
Poczuł, że powoli męczy się, utrzymując jej ciało w takiej pozycji. Zbyt długo musiał napinać wszystkie mięśnie, by poskromić Łowczynię i jej nagłe spięcia. Jeśli dziewczyna zachowa bojowy nastrój jeszcze kwadrans, to w końcu się uwolni.


Leśna ścieżka - Page 2 0XlGX87
                                         
Ivo
Eliminator
Ivo
Eliminator
 
 
 

GODNOŚĆ :
Ivo "Alpakivo" Bergsson


Powrót do góry Go down

Pisanie on 08.02.18 19:41  •  Leśna ścieżka - Page 2 Empty Re: Leśna ścieżka
Na co On właściwie liczył przy tym spotkaniu? Czy był w stanie jej na to pytanie odpowiedzieć? Czy ona była w stanie to zrobić? Na pewno nie tak po prostu, na pewno nie sama z siebie. Wszystkie uczucia się mieszały ze sobą, złość i zawód z bólem i żalem.. Ta znajomość miała tak przewrotny początek, tak skomplikowaną kontynuację. Nie tylko on się wahał, nie tylko on miał wątpliwości. Ile nocy zarwała myśląc o nim? Nie była nawet w stanie policzyć. Miała mieszane uczucia w stosunku do Eliminatora. Wiele razy się zastanawiała czemu zachował się jak dupek i znała odpowiedź na to pytanie. Rozmowa z nim wszystko tłumaczyła, miał silne poczucie obowiązku do miasta i jego mieszkańców. I zachował się po służbowemu, ale to jedynie dawało wrażenie że Jej nie zaliczał do grona mieszkańców. Inaczej by przecież nie nasłał na nią patrolu. A teraz.. teraz jeszcze w tych wszystkich dotychczasowych wypowiedziach nie było ani grama skruchy. Patrzyła w te jego ślepia szukając czegokolwiek gdy się rozluźniała. "Ja muszę go zrozumieć.. ale on nawet nie pofatyguje się żeby zastanowić się co ja czuję.. bo po co.. po co się przejmować łowczym ścierwem.." czuła jak smutek w niej rósł zastępując gniew.
Przestała w końcu napierać i się spinać słysząc pierwszą wypowiedź. - Doskonale rozumiem czemu to zrobiłeś.. - zaczęła od razu po jego słowach. - Bo jestem Rebeliantką.. i to twój obowiązek żeby chronić miasto przed nami.. to twój obowiązek żebyśmy nie panoszyli się po twoim mieście.. zrobiłeś to bo to część twoich obowiązków.. nie jestem taka głupia na jaką wyglądam Ivo.. - mówiła cicho i spokojnie. Żeby każde słowo mógł wchłonąć jak gąbka wodę. Nie dało się wyczuć w tych słowach gniewu ani żalu. Brzmiały jak suche fakty, takie na które nie ma sensu szukać kontrargumentów. Ona widziała i rozumiała jego sytuację, w podobnej sytuacji był Togami ale on się różnił od Eliminatora pod wieloma względami. Może gdyby podzieliła się pewną historią to Ivo zrozumiałby czemu ją tak bardzo to bolało?
Odchyliła głowę w bok, kładąc policzek na brudnej ziemi. Nie rozumiała czemu to się działo. Szczerze to sama się po nim spodziewała bojowego nastawienia. Przecież podjął decyzję za nich oboje. Naraził jej bezpieczeństwo wkomponowując się tym w portret typowego, zakłamanego żołnierza, który zrobiłby wszystko by tylko dopaść swój cel z nie małą dozą sadyzmu psychicznego. Tak byłby odebrany przez większość, nic dziwnego że i ona obrała taką opcję pod uwagę. Jednak była jedna rzecz która psuła ten wizerunek wrogiej relacji. To Angel go zaatakowała pierwsza, on nie wymierzył jeszcze żadnego ciosu. Sprowadził ją do parteru i tam ją trzymał. To psuło wszystko! Wprowadzało zamęt na taką skalę że ona nie umiała sobie z tym poradzić. Uświadomienie sobie tego nie było najgorszym, dopiero kiedy mężczyzna się odezwał i zaczął te myśli wypowiadać na głos, zacisnęła powieki jak by nie chciała tego słuchać. Jego głos był nie do zniesienia w tym momencie, nie dlatego że go nie lubiła, wręcz przeciwnie a to ją jedynie bardziej męczyło. Nie wspominając o treści jaką recytował. "Przestań.. nie chcę tego słuchać.. nie chcę o tym myśleć.. nie mieszaj mi w głowie.." przeszło jej przez myśl, aż zadrżała pod nim niekontrolowanie. Ostatnie słowa poruszyły jej sercem, sprawiając że zaczęło bić o wiele mocniej. 'O NAS' brzmiało tak nierealnie.. - Nie zabiłam cię na dachu.. myślisz że potrafiłabym to zrobić teraz..? Widać kto wyniósł mniej z tej szczerej rozmowy.. - odezwała się nagle bardzo cichym, łamiącym się głosem. Była groźna, nie można było temu zaprzeczyć ale miała też zasady. - Nie zadawaj mi takich trudnych pytań.. nie znam na nie odpowiedzi.. nie umiem czytać w myślach.. - zaczęła speszonym głosem. Nie znała odpowiedzi, może się jej domyślała ale nie była w stanie jej nawet w myślach wypowiedzieć. To brzmiało jak herezje. Który człowiek poleciałby na zmutowane paskudztwo? Ta myśl bolała jak jasna cholera, ale była tak prawdziwa. Przypomniały jej się słowa Lazarusa, jego opowieść o Łowczyni i Eliminatorze. Aż serce jej pękało na myśl że Ivo mógłby ją potraktować w ten sam sposób.


Mowa: #0099ff|Myśli:"#0099ff"
                                         
Angel
Wtajemniczona
Angel
Wtajemniczona
 
 
 

GODNOŚĆ :
Angel Lacour de Fanel


Powrót do góry Go down

Pisanie on 08.02.18 22:04  •  Leśna ścieżka - Page 2 Empty Re: Leśna ścieżka
Jak miał powiedzieć jej, czego chce, skoro tak naprawdę on sam tego nie wiedział? Nigdy nie przeanalizował swoich uczuć zbyt dokładnie, wiecznie w biegu, nigdy nie miał na to czasu. Wiedział tylko, że coś popycha go w kierunku białowłosej Łowczyni, ale samej natury tego uczucia nie rozumiał. Liczył właśnie na to, że ta rozmowa pomoże mu odkryć, czego tak naprawdę oczekuje o albinoski, czego u niej szukał. Niestety, nic nie szło po jego myśli. Angel była na niego wściekła, a odpowiedzi nie przychodziły w nagłym błysku olśnienia. Musiał je siłą wydzierać z własnego umysłu, wspomagając się jej słowami, co było tyleż trudne, co męczące, z uwagi na jego braki w dziedzinie uczuć. I jednocześnie musiał załagodzić złość kobiety, bo czuł, że jeśli tego nie zrobi, to żadna odpowiedź nie będzie właściwa.
Starał się więc zrozumieć uczucia leżącej pod nim dziewczyny. Bolała ją zdrada, jakiej się wobec niej dopuścił, ten fakt był boleśnie oczywisty, nawet dla niego. Słowa, które wypowiadała świadczyły też o tym, że nie podoba jej się jego stosunek do łowców. Przeszkadzało jej również fakt... że on nie próbował jej zrozumieć, bo już dwukrotnie powtórzyła mu, że rozumie więcej od niego. Im bardziej się nad tym zastanawiał, tym pewniejszy był faktu, że się z nią zgadza. On także odebrałby swoje własne czyny jako ohydną zdradę, cios w plecy zadany jedną ręką, podczas gdy w drugiej trzymał kwiaty. Ciężko byłoby mu ponownie sobie zaufać po takiej akcji, skoro już raz okazał się być zwodniczy.
Wątpił, by była to cała prawda, nie uważał, że zrozumiał uczucia Angel w całości. Prędzej uszczknął rąbek tajemnicy i cieszył się, że zdobył chociaż tyle. Ale to zrozumienie tylko sprawiło, że zadanie stojące przed nim, było jeszcze trudniejsze. Jak miał wytłumaczyć coś białowłosej, jeśli uważała... Nie. Za dużo myślał nad tym co zrobić, a za mało działał. Może na to nie wyglądało, lecz mimo że na słowa, to również była walka, a w walce liczyła się szybkość i precyzja. Wahanie było mordercze. Jedyną różnicą był fakt, że porażka z jego strony oznaczało wieczną nienawiść między nimi dwoma, nienawiść, którą tylko de Fanel będzie czuła. Musiał więc wygrać, wygrać jak zawsze - za wszelką cenę.
"Rozumiesz część, ale nie masz pełnego obrazu..." - zaczął w myślach, ale ciągnął już na głos. - To było jedyne wyjście, Angel... Brak reakcji nie wchodził w grę z pewnych powodów... Miałem więc do wyboru wezwać patrol, który składał się pół na pół z rekrutów albo zatrzymać cię własnoręcznie. - urwał na chwilę, bo zabolało go w piersi na tę ostatnią opcję. Jego głos nadal był cichy, ale zeszła z niego obojętność, uczucia nim targające zaczęły w nim pobrzmiewać. - Mam nadzieję, że wiesz, dlaczego nie byłbym w stanie wypełnić ostatniej opcji... Gdyby którekolwiek z nas walczyło wtedy z prawdziwym przekonaniem, drugie zostałoby zabite. A gdyby żadne nie mogło, a przecież ani ty, ani ja nie mogliśmy, sytuacja niczym nie różniła się od opcji pierwszej. - jego głos stwardniał trochę, stał się bardziej stanowczy. - Wybrałem więc to, co pozwalało nam obojgu zachować pozory, a jednocześnie dawało ci największe szanse przeżycia.
Zamilkł, ważąc w duchu słowa, które właśnie powiedział. Bał się jej reakcji, ale był gotów przyjąć ją w całości na siebie. Nie miał ochoty jej okłamywać, a każdy element fałszu między nimi jedynie zwiększał ryzyko, że ta niestabilna konstrukcja, jaką była ich relacja, posypie się w drzazgi, z których już niczego nie zbudują.
- Chciałbym móc ci powiedzieć, że wszystko było pod kontrolą, - dodał po chwili, z żalem w głosie - że twoje umiejętności biegania po dachach były wzięte przeze mnie pod uwagę przy skoku, że patrol nie miał szansy cię pojmać... To nieprawda. Właśnie dlatego, kiedy uciekłaś, modliłem się o to, by ci się udało. Modliłem się, chociaż nie istnieje Bóg, który by tę modlitwę wysłuchał. Żałuję... - zaczął i zawahał się. Czy mógł to szczerze powiedzieć? Czy zrozumienie jej położenia aż tak zmieniło jego sposób myślenia? - że zrobiłem to właśnie w taki sposób, kiedy wystarczyło ci powiedzieć, że potrzebujemy alibi. Żałuję... i przepraszam. - wykrztusił to w końcu z siebie, chociaż serce waliło mu niczym młot pneumatyczny. Maska obojętności pękła i teraz Angel faktycznie mogła dojrzeć na jego obliczu coś na kształt żalu i skruchy. Nadal miał swoje racje i nadal się ich trzymał, ale dotarło do niego, że wykonanie tamtego wieczoru było dość kiepskie i wcale nie musiał odrzucać jej przyjaźni, ratując swoich bliskich.
Puścił jej nadgarstki i wstał. Otrzepał kolana z pyłu i podał jej dłoń, chcąc pomóc jej się podnieść. W tym momencie nie mogli już prowadzić rozmowy w taki sam sposób. Jeśli teraz albinoska nie złagodnieje, to już nie było szansy na to, by cokolwiek do niej dotarło. Poczekał aż wstanie. Była urocza, kiedy peszyła się w ten sposób i Ivo nie mógł powstrzymać mimowolnego drgnięcia warg. Spróbował go powstrzymać, lekki uśmiech jednak wykrzywił jego usta.
- To w gruncie rzeczy nie jest trudne pytanie, choć sam uważałem podobnie, dopóki mnie nie zapytałaś. Udowodnię ci to. Teraz ty musisz mi powiedzieć, czego chcesz i na co liczysz? - "bo przecież przestałaś stawiać opór i walczyć, a zaczęłaś rozmawiać. Też musisz żywić jakieś nadzieje z tą rozmową..." - dokończył już w myślach.
Stał przed nią, patrząc jej w oczy, spojrzenie jednak było coraz bardziej przyciągane do jej nadgarstków. Coś go tknęło i nakrył własną przepustkę wolną dłonią, w odruchu lekkiej paranoi. Nigdy bowiem nie sprawdził, czy przepustki przekazują usłyszane informacje do bazy, a to co teraz powie, było dość niebezpieczne dla obojga.
- Załatw od swoich fałszywą przepustkę, Angel, jeśli zamierzasz krążyć tak po mieście. Nagie nadgarstki zwracają uwagę...


Leśna ścieżka - Page 2 0XlGX87
                                         
Ivo
Eliminator
Ivo
Eliminator
 
 
 

GODNOŚĆ :
Ivo "Alpakivo" Bergsson


Powrót do góry Go down

Pisanie on 08.02.18 23:35  •  Leśna ścieżka - Page 2 Empty Re: Leśna ścieżka
Nadal miała przyciśnięty policzek do ziemi, zaciśnięte powieki nie wiedząc co ma zrobić. Jedne myśli się mieszały z drugimi. Nie wiedziała już w co ma wierzyć. Bała się w to zagłębiać bardziej, nie wiedziała na co może natrafić. Czy ta konwersacja się już skończyła? Nie. Ivo ponownie się odezwał, znowu usłyszała swoje imię. Jego słowa wsiąkały w nią z miejsca. Każde kolejne sprawiało że cała ta sytuacja z jego mieszkaniem wydawała się być jednym wielkim nieporozumieniem. Pomyliła się aż tak bardzo w stosunku do niego? Nie wpisał się w typ impulsywnego wariata który robi wszystko pod wpływem chwili. To już zauważyła w walce, sprawiał wrażenie osoby która pomyśli kilka razy zanim coś zrobi raz. Ale może to były tylko pozory, może ona to źle odbierała. Teraz jednak był zalążek potwierdzenia dla tej tezy.
Nie ruszała się, leżąc wciąż pod nim, docisnęła jedynie mocniej policzek do ziemi, to wszystko brzmiało jakby się w jakimś drobnym stopniu troszczył. Im bardziej potwierdzał tą myśl swoimi słowami, tym bardziej kuliła się w sobie z tym wszystkim. Nie mogła uwierzyć w jego słowa, nie mogła uwierzyć w to że zła komunikacja między nimi doprowadziła ją do tak skrajnego wycieńczenia psychicznego kilka tygodni temu. Zacisnęła szczękę mocniej wsłuchując się w ton jego głosu. 'Żałuję'. To słowo sprawiło że otworzyła oczka z lekkim drgnięciem całego ciała. Kątem oka spojrzała na jego twarz zaskoczona tym co powiedział. "Nie przesłyszałam się? Czy On... Czy on naprawdę.." zaczęła w myślach ale urwała w połowie słysząc jak Eliminator kontynuuje swoją wypowiedź. Aż poczuła jak ją coś ścisnęło za serce mocno. Poczuła się dziwnie, nie dało się opisać tego uczucia. Nie spodziewała się po nim przeprosin, myślała że jest zbyt uparty i zapatrzony w swoje racje by faktycznie się z nią zgodzić, a tym bardziej przyznać się  do błędu. Ale właśnie to teraz robił!
Rozchyliła lekko usta jakby chciała coś mu na te słowa odpowiedzieć, poczuła przy tym jak nacisk na nadgarstkach nieco zelżał. Po czym dłonie mężczyzny puściły ją i czarnowłosy powoli się podniósł z ziemi otrzepując. Może powinna się poderwać nagle i zwiększyć dystans najbardziej jak się tylko dało. Ale nie. Leżała nadal na ziemi z rozłożonymi rękami w taki sposób w jaki ją przed chwilą trzymał. Białe włosy rozsypane kaskadą po brudnej ziemi, Nóżki lekko ugięte w kolanach. Jej brzoskwiniowa sukienka miejscami brudna od kurzu i ziemi. Obserwowała go jak wyciągał w jej stronę dłoń. A gdy nagle delikatny uśmiech przyozdobił jego twarz, jej serduszko aż mocniej zabiło na ten widok. Delikatny rumieniec wpełzł na jej policzki. W głowie miała istny mętlik, wymęczona całym dniem w mieście i ostatnimi, dość intensywnymi chwilami z Nim. Powoli zaczęła się podnosić do siadu, spuściła głowę tak że śnieżnobiała grzywka zasłoniła jej ślepia. Przygryzła dolną wargę i jedną ręką złapała za krawędź sukienki naciągając ją w dół tak żeby zakryć odsłonięte nieco bardziej uda. W całej tej szarpaninie nie zwracała na to uwagi. Poczerwieniała bardziej lekko się kuląc w sobie. Czuła jak serce mocno jej biło. Po tych wszystkich wyjaśnieniach i wyrzutach czuła się odrobinę lepiej ale pomimo uzyskania kilku informacji, pojawiło się o wiele więcej pytań. Nie tylko do niego ale i do samej siebie. Jego kolejne słowa sprawiły że przygryzła dolną wargę lekko, zsunęła uda ze sobą mocniej. - J.. ja.. ja nie wiem.. - wydukała wlepiając spojrzenie w dłoń zaciskającą się na krawędzi sukienki. W sumie to może i wiedziała czego chciała, ale nie potrafiła o takich rzeczach mówić na głos. Może się bała jego reakcji? -.. mam mętlik Ivo.. ale.. - dodała lekkim szeptem. Powoli, ostrożnie zaczęła unosić drugą dłoń w jego stronę. W połowie dystansu między ich dłońmi się zatrzymała "Może nie powinnam tego robić.. może jestem głupia.. pewnie robię źle.. pewnie tego pożałuję.. prędzej czy później.. ale.. ale mimo tego.." dukała w myślach. Jej ręka drgnęła i powoli skróciła dystans dotykając po chwili paluszkami jego dłoni. Ostrożnie zaczęła podnosić główkę w górę, natrafiając swoimi zielonymi ślepiami na jego twarz. - .. ale.. chciałabym.. spróbować Ci.. zaufać.. - wyszeptała ledwo słyszalnym głosem.


Mowa: #0099ff|Myśli:"#0099ff"
                                         
Angel
Wtajemniczona
Angel
Wtajemniczona
 
 
 

GODNOŚĆ :
Angel Lacour de Fanel


Powrót do góry Go down

Pisanie on 09.02.18 5:02  •  Leśna ścieżka - Page 2 Empty Re: Leśna ścieżka
Lekki wiatr poruszył połami jego płaszcza, kiedy tak stał nad nią z wyciągniętą ręką. Mimo wieczornego chłodu, on czuł jak ciepła fala nadziei rozlewa się po jego ciele, rozchodząc się promieniście od serca. Teraz biło żywiej, ale pierwotny niepokój został wymazany, przynajmniej częściowo. A wszystko to z powodu tego, jak białowłosa zareagowała na jego słowa. Wiedział, że będą w nią wsiąkać jeszcze przez jakiś czas i musi minąć trochę czasu, zanim je dokładnie przetrawi... Ale fakt, że wreszcie udało mu się do niej dotrzeć, był dla niego niezwykle pocieszający. Gdyby nadal była tak uparta jak na początku rozmowy, prawdopodobnie eliminatorowi pozostałoby tylko się poddać, bo nie miał w głowie żadnego innego sposobu na przekonanie do siebie nieufnej dziewczyny. Postawił na absolutną szczerość i jak raz nie odbiło to w jego stronę.
Czekał teraz, aż Angel się w końcu odezwie. Chwilę jej to zajęło, nim zebrała się z ziemi. "Ubrudziłem ją" - zauważył, a myśl ta była tak niepasująca do reszty, że miał ochotę się zaśmiać. Nie robił tego, poprzestając na tym delikatnym uśmiechu, który wyrażał wiele, a mógł jeszcze więcej. Widział, że zawstydziła się nieco, z powodu nieładu, w jakim znalazła się jej sukienka. Szczerze, eliminator nie zwrócił na ten fakt dużej uwagi, przytłoczony przez nawał myśli i emocji, gromadzących się w trakcie rozmowy. Taktownie nie spoglądał, gdzie nie powinien, pozwalając jej zasłonić to, co chciała.
Właściwie, to wyglądała dzisiaj ładnie, o ile potrafił to określić. Brzoskwiniowa sukienka dobrze komponowała się ze śnieżnobiałymi włosami, wszystko było w stonowanej kolorystyce. Poza jadeitowymi soczewkami, nie było w niej koloru, który wybitnie przykuwał uwagę. Ale było to dobre, nie tylko dla podkreślenia jej naturalnych walorów, również dlatego, że nie rzucała się w oczy tak bardzo. A przy tym nie wyglądała, jakby starała się tego uniknąć. Taki... kamuflaż, w kamuflażu.
Być może nie powinien zawsze wszystkiego sprowadzać do użyteczności w walce, ale było to jego skrzywieniem zawodowym. Póki zbierała słowa, przykucnął i podniósł ręcznik, upuszczony na ziemię w trakcie starcia. Szybkim ruchem nadgarstka rozwinął go i wytrzepał, pozbywając się różnych leśnych śmieci, które próbowały się doń przykleić. Po tych zabiegach zarzucił sobie na ramię ten kawałek materiału, z zamiarem oddania go później. Najpierw, niech Łowczyni dojdzie do ładu z własnymi uczuciami i wstanie.
Poczuł lekkie drgnienie serca, kiedy dotknęła jego dłoni. W połączeniu z wypowiadanymi przez nią słowami, wywoływało to w eliminatorze poczucie czegoś na kształt szczęścia. Było to coś, czego nie czuł od dawna, nie tak naprawdę, więc gdy w końcu to doń dotarło, uderzyło ze zdwojoną mocą. Uśmiech stał się nieco szerszy.
- A ja chciałbym okazać się godny tego zaufania, Angel. - ujął jej dłoń w swoją. Jeśli spróbowała wstać, pomógł jej się podnieść, jeśli jednak nadal chciała siedzieć na ziemi, to po prostu stał przed nią, dotykając jej ręki, spoglądając w te intensywnie zielone soczewki.
- Masz może miejsce, w którym moglibyśmy porozmawiać? I to... takie, które mogłabyś później porzucić, na wypadek gdyby ktoś postanowił prześwietlić miejsca mojego ostatniego pobytu? Bo centrum miasta odpada, do czasu aż nie zdobędziesz fałszywki... - zapytał cicho. Miał nadzieję, że dziewczyna znała taki lokal, bo przeprowadzanie rozmowy na środku drogi do gorących źródeł nie wydawało mu się właściwe. - Mógłbym w razie wypadku kryć cię, jako mojego informatora, ale... nie mam na tyle wysokiego stopnia, by podziałało to w każdym wypadku. Dowolny generał i jesteśmy ugotowani...
Wyrzucał z siebie słowa jedno za drugim. Teraz, kiedy zeszła z niego część napięcia, poczuł nieodpartą potrzebę porozmawiania z nią, ale zamiast wybrać neutralne tematy, on zaczął znowu od takich, które przypominały o tych wszystkich problemach, które napotykali, przebywając razem.
A przecież tyle musiało się u niej wydarzyć od ostatniego razu. Cóż, u niego przynajmniej się wydarzyło. Zwalczył pokusę, by potrzeć bliznę, ukrytą pod plastrem. Gdyby to zrobił, ona na pewno zwróciłaby na nią uwagę. Nie chciał tego, bo nie wiedział, jak może zareagować. Może odwróciłaby się wtedy od swoich dotychczasowych sojuszników? Tylko, że jeśli nie będzie miała przyjaciół w mieście, to długo się nie utrzyma. Ale... przez myśl Ivo przemknął właśnie plan, o którym wspominał mu Red. Gdyby doszedł do skutku, Bergsson miałby dojścia odpowiednio wysoko, by zapewnić Angel ochronę. Co prawda musiałaby wówczas dołączyć do wojska, co znacząco zmniejszało szanse tego planu na powodzenie, ale... jeśli ujawniłby tę historię, mając już zabezpieczone plecy u Rudego... może wówczas pod wpływem chwili Łowczyni powiedziałaby "Tak."?
Tyle, że to nadal była przyszłość. W obecnej chwili nadal potrzebowała wsparcia innych rebeliantów. Dlatego Ivo zwalczył pokusę i skupił się na innych wydarzeniach z ostatnich kilku miesięcy. Rehabilitacja, ogólnoustrojowe wzmocnienie ciała, walka z Szalonym Aniołem... trochę się tego nazbierało. Mieli o czym rozmawiać, teraz musieli tylko znaleźć odpowiednie miejsce. Eliminator czuł, że zapas szczęścia, dopisującego im, powoli się wyczerpywał i nadchodził czas ostrożnych ruchów. Powinien załatwić sobie drugi telefon. Tak na wszelki wypadek.
- Właściwie, to co robiłaś w onsenie? Wypuścili cię z kwatery głównej, żebyś skorzystała ze spa? - zapytał, zaciekawiony. Jakoś nie mieściło mu się w głowie, by rebelianci urządzali sobie takie niewinne wyskoki na miasto, tylko po to, by się wykąpać. W końcu za każdym razem ryzykowali, że zdradzą swoją kryjówkę.


Leśna ścieżka - Page 2 0XlGX87
                                         
Ivo
Eliminator
Ivo
Eliminator
 
 
 

GODNOŚĆ :
Ivo "Alpakivo" Bergsson


Powrót do góry Go down

Pisanie on 09.02.18 23:15  •  Leśna ścieżka - Page 2 Empty Re: Leśna ścieżka
Jego słowa sprawiły że się dodatkowo do niego uśmiechnęła delikatnie. "Kto wie.. może jednak nie pożałuję tej decyzji.. czas pokaże.." przemknęła jej przez głowę baaaaardzo optymistyczna myśl, może nie co za bardzo. Zepchnęła ją jednak gdzieś w głąb swego serca. Stres i napięcie zaczęły powoli puszczać, pozwalając jako tako do siebie dojść biednej łowczyni. Uśmiech na twarzy mężczyzny dodawał nieco otuchy, sprawiał wrażenie że wszystko będzie dobrze. Jego pytanie trochę ją wybiło z rytmu, widać było że pogrążyła się na chwilę w myślach. - hmm.. bezpieczne miejsce.. jest mój rodzinny dom na obrzeżach miasta. Moglibyśmy iść do kawiarni, ale jest już za późno.. wiem że jest tu jeszcze jakiś mały hotel.. to tyle z moich informacji.. - powiedziała ze spokojem w głosie. Znała może kilka miejsc w mieście i to dlatego że w nich bywała kiedyś. W sumie mieli o czym rozmawiać, nie widzieli się kawał czasu a dziewczyna czuła podobne emocje co przy drugim spotkaniu. Chciała spędzić trochę czasu w towarzystwie Eliminatora. Dała więc kilka opcji żeby mógł sobie coś wybrać. Na wzmiankę o fałszywce westchnęła lekko. - Nawet nie masz pojęcia jak trudno zdobyć przepustkę - westchnęła lekko zasmucona. - Gdybym wiedziała ile to zachodu to bym nie niszczyła swojej własnej przed wstąpieniem do organizacji.. - dodała po chwili. Spojrzała na niego przyjmując pomoc w podniesieniu się z ziemi. Puściła jego dłoń i zaczęła się otrzepywać z brudu. Sukienka to pół biedy ale cały sweterek miała uwalony ziemią. Zdjęła go i strzepnęła kilka razy, po czym ubrała go na powrót i naciągnęła rękawki nieco bardziej na nadgarstki. - Zabawę w 'informatora' mam już za sobą.. wcale nie jest to takie przekonywujące jak by się wydawało.. zwłaszcza jak jakiś zadufany w sobie Generał się uczepi jak rzep psiego ogona.. - skomentowała powoli strzepując dłońmi sukienkę. - Może nie jest mi dane przebrnąć przez kilka godzin bez ubrudzenia ładnego ciuszka.. - westchnęła zrezygnowana widząc że już bardziej nie jest w stanie doprowadzić się do porządku. Dość swobodnie przeszła z jednej wypowiedzi w drugą nawet się nad tym nie zastanawiając. - Poza tym już na dzisiaj wyczerpałam limit kontroli przepustek.. jeden patrol w zupełności mi wystarczy.. ciebie policzę jako gratis od firmy.. - dodała po chwili się do niego uśmiechając miło. Rozejrzała się po okolicy, nadal byli sami, nikt się nie zbliżał. Teraz zależało od Ivo dokąd się wybiorą, jej było w sumie obojętne. Uniosła jednak brew na komentarz mężczyzny. - Czy ty myślisz że my tam jesteśmy pozamykani w pokojach bez klamek i nasz Lider nas co jakiś czas wypuszcza żebyśmy sobie pobiegali po lasach? - położyła ręce na biodrach wpatrując się w jego twarz przez chwilę. - Jesteśmy wolni, jeśli chcemy się narażać to jest to w naszym zakresie.. a ja potrzebuję nieco odpocząć od tego wszystkiego.. jak kilka dni spędzę w mieście to przecież nic się nie stanie.. uznajmy że mam urlop na przemyślenie kilku kwestii. - dodała po chwili ze spokojem w głosie. Miała nad czym myśleć, chociażby nad sytuacją z Lazarusem. A do tego jeszcze dochodził jej bliski przyjaciel Togami.


Mowa: #0099ff|Myśli:"#0099ff"
                                         
Angel
Wtajemniczona
Angel
Wtajemniczona
 
 
 

GODNOŚĆ :
Angel Lacour de Fanel


Powrót do góry Go down

Pisanie on 10.02.18 0:31  •  Leśna ścieżka - Page 2 Empty Re: Leśna ścieżka
Pokiwał głową w zamyśleniu. Podejrzewał, że musiała mieć jakąś kryjówkę, chociaż fakt, że używała w tym celu rodzinnego domu nieco go zaskoczył. Cóż, najciemniej pod latarnią, jak to mawiają. Nikt nie spodziewał się, że dziewczyna, uważana za zaginioną, przebywała w domu, w którym już nikt nie mieszkał od jakiegoś czasu. To było dobre miejsce, ale niestety nie nadawało się do tego, co zamierzali zrobić. Obecność żołnierza w opuszczonym domostwie na zachodnim krańcu miasta mogłaby umknąć uwadze teraz, lecz podczas uważnej kontroli z pewnością zostałaby zauważona. To rodziło ryzyko, na które eliminator nie chciał sobie pozwolić, na które nie chciał narażać białowłosą Łowczynię.
Natomiast hotel... hotel brzmiał dobrze. Wymówka, że chciał ostatnie dni rehabilitacji spędzić na łonie natury, z dala od centralnego zgiełku, była na tyle wiarygodna, że prawie sam w nią uwierzył. Ale to i lepiej, w końcu im mniej świadomie wypowiada się kłamstwa, tym lepiej one brzmią. Powinien czuć się źle z faktem, że musiał okłamywać wszystkich dookoła, lecz były rzeczy ważne i ważniejsze. W tej chwili ich bezpieczeństwo stanowiło wartość nadrzędną. Shinra kiedyś mu wybaczy, mimo, że tak bezczelnie i w żywe oczy zaprzeczył, jakoby miał na oku jakąkolwiek kobietę. Red... Red musi się dowiedzieć, ale również dowie się później. A reszta nie musi wiedzieć niczego.
Z takimi myślami, pomógł jej się podnieść. - Chodźmy do hotelu. Mam parę dni, zanim wrócę na służbę, wypoczęcie na łonie natury jest tym czego teraz potrzebuję. - rzucił, puszczając jej oko. - Tobie pewnie też dobrze zrobiłaby ciepła kąpiel, chociaż po onsenie masz jej aż nadto.
Kiedy ona otrzepywała sweterek z brudu, sam podszedł do zarośli na brzegu ścieżki i podniósł plecak, który porzucił na początku spotkania. Zarzucił go sobie na drugie ramię i odwrócił się do niej. Informacja o patrolu sprawiła, że otworzył oczy trochę szerzej.
- Patrol? Musiałaś uciekać czy udało ci się wyłgać? - zapytał, wiedziony ciekawością, podszytą niepokojem. Jeśli w tej chwili byłaby aktywnie poszukiwana, to rozmowa musiałaby zejść na dalszy plan. - A co do historii z informatorem... zadziałała w końcu? Jeśli tak, to jest duża szansa, że zadziała znowu. W końcu ktoś już za ciebie poręczył, jeśli ten uprzykrzający się generał cię zapamiętał, dobrze byłoby trzymać się jednej wersji, żeby była spójna. - odwrócił się bokiem, czekając aż do niego dołączy i zaczął iść. - No, to czyim informatorem jesteś? - ta informacja była dosyć cenna. Nie wiedział, kto, jak, gdzie i kiedy, ale znając niektórych pedantycznych oficerów wiedział, że takie rzeczy potrafiły zapaść w pamięć. Walka o stanowiska potrafiła popchnąć porządnych ludzi do popełniania najgorszych świństw, przy których nadmierne dłubanie w alibi konkurentów było dość łagodnym postępowaniem. Był to jeden z powodów, dla których Ivo nie pchał się na wyższe stopnie. Obecny zadowalał go w pełni, znajdował się mniej więcej w środku hierarchii, co dawało sporo możliwości dla pomysłowego człowieka, jednocześnie zabierało dużo odpowiedzialności, która spoczywała na tych wyżej. No i, tak jak chyba wspomniał Shinowi, jego nie kręciło siedzenie za biurkiem i wysyłanie ludzi w teren. On sam musiał w tym terenie być, czuć adrenalinę, czuć, że w ogóle może umrzeć. Tylko to dawało mu prawdziwe poczucie, że żyje. Nie oddałby tego za żadne skarby. Ta myśl sprawiła, że w jego głowie zrodziło się przypuszczenie, że między innymi to właśnie niebezpieczeństwo z nią związane przyciągnęło Bergssona do Angel, w końcu potajemne spotkania z Łowczynią również wywoływały zastrzyki adrenaliny, choć innego rodzaju.
- Nie, nie, absolutnie - zaprzeczył na pytanie białowłosej. - Ale każdorazowe opuszczenie jej przez was rodzi ryzyko pojmania i zdradzenia jej, czyż nie? Dlatego wydawało mi się, że wasz Lider powinien dość restrykcyjnie do tego podchodzić.
Następne słowa zwróciły jego uwagę bardziej, niż powinny. "Odpocząć od tego wszystkiego" sugerowało jakiś wewnętrzny problem organizacji. W końcu jaki rebeliant wybiera opuszczenie bazy tylko po to, by odpocząć od buntowania się władzy? "Taki, który rozmawia z eliminatorami." - sam sobie odpowiedział. Musiał jednak zapytać.
- Co takiego się stało, że chcesz to przemyśleć? - w tonie Ivo pobrzmiewała niewinna ciekawość, choć wewnątrz miał ku temu dwie motywacje. Nie negował naturalnego zainteresowania życiem dziewczyny, ponadto jednak uznał, że każda informacja na temat łowców była na wagę złota i nie należało jej zaniedbać.


Leśna ścieżka - Page 2 0XlGX87
                                         
Ivo
Eliminator
Ivo
Eliminator
 
 
 

GODNOŚĆ :
Ivo "Alpakivo" Bergsson


Powrót do góry Go down

Pisanie on 10.02.18 1:09  •  Leśna ścieżka - Page 2 Empty Re: Leśna ścieżka
Oczywiście zarejestrowała z jego pierwszej wypowiedzi to że miał jakiegoś rodzaju urlop. Plaster na policzku sugerował jej że był to przymusowy urlop po jakiejś cięższej misji. Ale o to spyta przy ciepłej herbacie w hotelu. Skinęła mu głową, po czym ruszyła zrównując się z nim. - No trochę się zasiedziałam w gorącym źródle.. dobrze że mi się tam nie przysnęło na dłużej.. - powiedziała z lekkim rozbawieniem w głosie nawet nie zdając sobie sprawy z tego że mogłaby na niego tam trafić gdyby się stamtąd w porę nie zabrała. - Ale nie pogardzę letnim prysznicem, twoja wina że jestem cała brudna.. i zwalę to na ciebie jak ktoś mnie będzie pytał co się stało.. - dodała po chwili i opatuliła się skrawkami swetra tak żeby zakryć całkowicie przód sukienki. Szli spokojnym spacerkiem przed siebie. Na pytanie o patrolu aż się lekko zaśmiała zasłaniając usta. - No to był akurat zły zbieg okoliczności.. Jak szłam przez park to trafiłam ja gromadę dzieciaków, jeden chłopiec utknął na drzewie bo chciał uratować kotka.. - zaczęła z zadowoleniem w głosie. - Nie mogłam go tam zostawić tak o.. więc pomogłam mu zejść.. no i po chwili pojawiło się dwóch mundurowych.. Od razu kazali pokazać przepustkę.. postawiłam wszystko na jedną kartę i udawałam głuchoniemą.. - kontynuowała przy okazji gestykulując identycznie jak wtedy. - Młodszy mundurowy wyciągnął pistolet.. ale jego kolega go uspokoił i wysłał do wozu.. chyba mi uwierzył bo nie był natarczywy.. no i w sumie brałam pod uwagę ucieczkę jak by się skapnął ale pojawiła się jakaś starsza babcia znikąd, zaczęła laską okładać mundurowego i po nim jeździć, tłumaczyć mu sytuację.. okazało się że to był jej wnuczek.. miła starsza pani.. - opowiedziała z zadowoleniem krótką i dość zabawną historyjkę z rana. Gdyby to się źle skończyło to przecież nie panoszyłaby się bezkarnie po mieście i okolicach.
Zamyśliła się na kolejne słowa mężczyzny wspominając akcję z baru. - Jak widać jestem wolna więc musiała zadziałać.. w sumie to wszystko zawdzięczam Ishidzie.. Wstawił się za mną, ryzykował nie tylko stanowisko, mogli go zamknąć przecież za podejrzenie o zdradzie.. - spoważniała nieco. Nie mógł kojarzyć po podanym przez Angel nazwisku, bo odkąd Tog wstąpił do wojska zmienił nazwisko na inne i nim się teraz posługiwał w szeregach SPEC. - Ewentualnie można powiedzieć że mnie pilnujesz z jego rozkazu.. w końcu jest już teraz Generałem.. - podała mu strzępki informacji wyjaśniające dość sporo i ujawniające fakt że Angel miała dość mocnego sojusznika w SPEC. Miała do kogo się zwrócić o pomoc gdyby zaszła taka potrzeba.
Jak tak szli to wskazała tabliczkę wskazującą im dalszy kierunek marszu by dotrzeć do wspomnianego hoteliku. - Jak do tej pory nie wiecie gdzie jest nasza kryjówka.. to nasz Lider sobie całkiem dobrze radzi z utrzymaniem członków organizacji w ryzach.. - skomentowała z uśmiechem. Westchnęła jednak w odpowiedzi na ostatnie pytanie. - Możemy o tym nie rozmawiać teraz? Jakoś nie chcę o tym myśleć.. - wyszeptała nieco ciszej, nadal idąc przed siebie.

Z tematu x2


Mowa: #0099ff|Myśli:"#0099ff"
                                         
Angel
Wtajemniczona
Angel
Wtajemniczona
 
 
 

GODNOŚĆ :
Angel Lacour de Fanel


Powrót do góry Go down

Pisanie on 12.11.18 19:22  •  Leśna ścieżka - Page 2 Empty Re: Leśna ścieżka
Biegli i biegli, aż nareszcie wpadli na leśną ścieżkę. Jego mięśnie nóg niedosłownie stały w ogniu. Kompletnie nie był przyzwyczajony do tak agresywnego wysiłku, który podszyty był jeszcze strachem. Ledwo dyszał, a paliwo adrenaliny, na którym wcześniej jechał, zaczynało się wypalać. Od intensywności wrażeń i ruchu znów stanęły mu mroczki przed oczyma, więc zwolnił tempa i zatrzymując się nareszcie puścił dłoń Verity. Instynktownie próbował zapobiec, żeby przez przypadek nie rozdzielili się w czasie przedzierania się przez niewydeptane chaszcze. Wytarł spocone ręce o spodnie. Jak zombie, na miękkich nogach i średnio poradnie, dowlekł się do trawy przy ścieżce i usiadł, opierając się plecami o pień drzewa.

Wyciągnął dłoń naznaczoną symbolem trójkąta z kreskami przed siebie. Prawdopodobnie była to dobra chwila, żeby spuścić trochę pary jakimś dobrym soczystym przekleństwem, ale Ego tylko patrzył w cierpkim milczeniu na pokaleczoną skórę. Tik nerwowy powieki tylko potwierdzał, że ledwo kontaktował ze światem rzeczywistym dookoła, zatopiony we własnym skomplikowanym schemacie myślowym. W pewnym momencie nawet zaśmiał się cicho do siebie kręcąc głową, ale słychać było specyfikę tego śmiechu - nerwowe niedowierzanie wymieszane w sosie rezygnacji.
- Niedorzeczne - mruknął nawet pod nosem i uśmiechnął się krzywo do siebie.
- To było... intrygujące - powiedział pustym głosem w przestrzeń, zaczynając powoli otrząsać się z szoku na rzecz realizacji, że to czego doświadczyli było prawdziwą rzeczą, a nie halucynacją. Wzruszył smutno ramionami, najwidoczniej już pogodzony z faktem, że za pięć dni najpewniej umrze. Podniósł wreszcie zmęczony wzrok na Verity, nie wiedząc jak więcej to skomentować.



#656888 japoński
#77A680 angielski
                                         
Ego
Student
Ego
Student
 
 
 

GODNOŚĆ :
Matthew Greenberg


Powrót do góry Go down

Pisanie on 15.11.18 22:14  •  Leśna ścieżka - Page 2 Empty Re: Leśna ścieżka
Przez cały czas trwania tej szalonej gonitwy rada była, że dłoń wciąż miała w uścisku palców Matta. Głupie albo nie, ale gdyby gdziekolwiek podczas spotkania z osobliwym nieznajomym zyskała poczucie, że jest sama, najpewniej spanikowałaby do reszty. Obecność drugiej osoby była nie tylko pocieszająca; zmuszała także, by spróbować i swoje emocje utrzymać w ryzach. Nawet więc, jeśli była przerażona, starała się usilnie chwytać pozytywnych myśli - nie dla siebie, a dla ducha drużyny. Całe szczęście mieli jeszcze Bajzla, dzielnego obrońcę, który nie odstąpił ich ani na krok, choć przecież mógłby uciec dużo wcześniej i szybciej. Kochany psiak.
- To było CHORE - podkreśliła, dorzucając bardziej dosadne określenie. Nazwałaby ich sytuację intrygującą może za jakieś parę lat, kiedy spojrzą z perspektywy czasu na całe wydarzenie i będą mieli pewność, że wyszli z niej cało i zdrowo. Obecnie skłaniała się raczej ku opinii, że lepiej by im było wyśnić konfrontację z dziwnym, zatruwającym otoczenie osobnikiem. Wzrok Verity również powędrował ku własnej ręce, gdzie widniało identyczne znamię, co na dłoni Greenberga. Tajemniczy nieznajomy mówił coś o artefakcie i przywódcy... nie rozumiała tego ni w ząb. Pewnie uznałaby typka za kompletnego wariata gdyby nie fakt, że jego obecność czyniła rzeczywiste szkody w środowisku naturalnym, a działania nie kwalifikowały się pod ludzkie możliwości.
- Czy to coś to było... no wiesz, zza muru? - Musiało być, ale z nieznanej sobie przyczyny czuła potrzebę stwierdzania oczywistych faktów na głos. One przynajmniej były... cóż, faktami, czymś realnym i namacalnym. Nie to co groźny koleś o nadnaturalnych mocach, który obiecał im otrucie, jeśli nie wykonają dlań jakieś fantazyjnej misji. Jakby się czytało powieść fantasy co najmniej. - Powinniśmy o tym komuś powiedzieć.


Leśna ścieżka - Page 2 KhgZqGp
                                         
Verity
Studentka
Verity
Studentka
 
 
 

GODNOŚĆ :
Daisy Verity Greenwood


Powrót do góry Go down

Pisanie on 15.11.18 23:14  •  Leśna ścieżka - Page 2 Empty Re: Leśna ścieżka
- O-och, z-zdecydowanie z-z-zzza muru - potwierdził, strzelając stawami palców, nerwowo mieląc własne dłonie. M3 wyrażało się o świecie za murem jak o wielkim toksyczny odpadzie niezdatnym do życia, i jeśli to coś przyszło stamtąd, niewątpliwie władze miały rację. Znaczył to też, że mur coś słabo ostatnio sobie radził. Ale z drugiej strony jak powstrzymać kogoś, kto potrafił robić rzeczy jak ten potwór?
- Powiedzieć komuś aaalbo... albo bezszelestnie ukraść uhh... "artefakt naszego przywódcy" i oddać go potwornej abominacji która nas sterroryzowała, a to wszystko w pięć dni zanim umrzemy od zatrucia tym czymś - zaproponował alternatywę Matt Buntownik, machając dłonią w powietrzu jakby z nadzieją, że symbol sam z niego spadnie jeśli strzepnie wystarczająco mocno. Bez skutku. Poniekąd rozczarowany, ale nie zdziwiony, znów bezsilnie oparł się drzewo.

Zdawał sobie sprawę, że jego propozycja, która polegała na posłuchaniu istoty, mogła spotkać się z oporem towarzyszki. Ale nie chciał od razu skreślać wszystkich dostępnych opcji.
Na razie wspólnie ustalili, że nie były to żarty, halucynacje czy dziwne zbiegi okoliczności - terror prawdziwości wydarzenia i wspomnienie bólu, którego doznali kiedy naznaczano ich dłonie, nie pozwalały na zignorowanie sytuacji. Przystawił palce w zastanowieniu do dłoni.
- M-myślisz, że wezmą nas na poważnie? - wymamrotał. - Myślę, że sami z-zaraz zauważą co się stało z jeziorem i okolicą. A co jeśli ogrodzą zniszczony teren i zatuszują sprawę, żeby nie siać paniki wśród mieszkańców, a nas na wszelki wypadek dobiją za tego gościa? A nasze ciała oddadzą na eksperymenty, żeby sprawdzić czy też nie zostały skażone jak jezioro? - Mnożył dalej pytania i scenariusze Ego. - Albo lepiej eksperymenty na żywych ludziach, czemu by nie! Wyglądają na takich! - jęknął, teraz już nie wiedząc czy boi się bardziej swoich teorii spiskowych na temat S.SPEC czy aktualnego potwora znad jeziora. - W ogóle, artefakt? Od przywódcy? Ukraść? Że niby co? I od kogo? Że od Dyktatora? O kogo innego mogło by mu chodzić? Mamy jeszcze kogoś przy jakiejkolwiek teoretycznej albo praktycznej władzy? - Prawdopodobnie mógłby tak długo, był na prawdę świetny w stonowanej panice. Zazwyczaj w takich sytuacja wpadał w zapętlenie we własnej głowie i mógł tak siedzieć bez końca umierając po trochu coraz bardziej, ale obecność Verity istotnie zmieniała nieco sprawę.
- Może gdybyśmy... powiedzieli, że byliśmy w tej zatrutej okolicy, to wzięliby nas na jakieś szczególne badania, żeby sprawdzić czy nic nam nie dolega? Jeśli rzeczywiście wykryli by tę truciznę może mogli by nam pomóc. Wyleczyć. Jeśli powiedzą, że nic nic nam nie jest... - zwolnił na chwilę, rozważając coś w głowie, aż wreszcie popatrzył na Verity i spytał:
- Czy rzeczywiście jesteśmy skłonni im zaufać? Co jeśli rzeczywiście będziemy musieli na własną rękę zrobić coś, żeby jednak może tak jakby ewentualnie, nie umrzeć?



#656888 japoński
#77A680 angielski
                                         
Ego
Student
Ego
Student
 
 
 

GODNOŚĆ :
Matthew Greenberg


Powrót do góry Go down

                                         
Sponsored content
 
 
 


Powrót do góry Go down

Strona 2 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

 
Nie możesz odpowiadać w tematach