Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Tankowiec na mieliźnie (Domostwo Amepa)    Pisanie by Amep on Pią Sty 26, 2018 6:00 pm
Czy myśleliście kiedyś o tym, by wasze mieszkanie było mobilne? By można je było zabrać ze sobą gdzie się chce i jak daleko się chce? Częściowo coś takiego dało się wykonać, jeśli mieszkało się na łodzi. Oczywiście, ograniczenia wody i tak dalej.
Amep w jakimś stopniu realizuje to "marzenie". No, jak bardzo może. Jego "dom" to wielka dziura w boku tankowca (najprawdopodobniej wycięta palnikiem i przerobiona na łuski do naboi), w jakiej urządził sobie coś na styl "mieszkania". Sam tankowiec znajduje się na mieliźnie, podmywany wodą przy większych przypływach w nocy, lecz niewzruszony. W dużym stopniu nie jest zniszczony, jedynie pokryty rdzą, a górny pokład jest solidnie popróchniały. Gdyby ktoś jednak chciał zwiedzać, zdołałby znaleźć wciąż zdatne do użytku kwatery mieszkalne. Kto wie czy nawet nie okupowane - Amep nie zaglądał
On sam jednak ma swoje legowisko w tej ogromnej dziurze, nieco w głąb kadłuba. W tym miejscu praktycznie wszystkie piętra pokładu mają dziurę, nie licząc górnego. I może piętra czy dwóch niżej. Ma tam jakieś lampki, świeczki, miejsce do snu składające się z kupy porwanych materaców ułożonych w coś w stylu łoża, nawet miejsce na ognisko i - co za tym idzie - gotowanie. Często jednak zjada swój posiłek razem z naczyniem, więc niestety, złodzieje nie znajdą tutaj nic solidnego. Ma jednak regał z książkami! Na piętrze okrętu patrząc od miejsca gdzie w dziurze jest jego "legowisko", sięga tam gdy ma ochotę coś poczytać.
Trochę ciasno, trochę twardo - ale własne. Mało kto chce się zapuścić, widząc rozmiary stworzeń (i Amepa) będących w pobliżu. Dla rybiego stwora jednak - to idealne miejsce.


Jeszcze jedna zatoka i powinni być na miejscu. Amep był diabelnie szybką bestią w wodzie, a jej pokonywanie nie sprawiało mu żadnej trudności w porównaniu do poruszania się po lądzie, jakie robił powoli i ociężale.
Ostatecznie zwolnił w końcu, oddychając ciężej i wyraźniej. Szybko się męczył, tak, miał kiepską kondycje, wiedział o tym. No i co z tego, uch.
- Już... Blisko. Patrz za zatoczką... - Rzucił przez wydechy, płynąc nieco wolniej i powoli opływając wzniesienie jakim była zatoczka odgradzająca ich od okrętu, jaki Zay miała dostrzec.
I w miare jak ją omijał, okręt powoli wyłaniał się. I w zasadzie nie kończył wyłaniać się przez dobrą chwilę, aż ostatecznie, w pełnej okazałości objawił się przed ich obojgiem. Metalowy kadłub był przerdzewiały i dziurawy w wielu miejscach, w tym ogromna dziura gdzieś jego centrum. Pordzewiałą stal podmywała od dołu delikatnie woda, która jednak dla Zay byłaby mniejwięcej do kolan, może nawet bardziej.
- Okręty... Takie jak ten, pływały po wodzie dawno, dawno temu, przewożąc różne rzeczy i różnych ludzi. Płynęły wiele dni, mieszkało na nich wielu ludzi. Teraz takie jak on albo są na dnie oceanu, albo na mieliznach brzegów, rdzewiejąc. - Opowiedział odrobinę, podpływając bliżej. - Widzisz tą dużą dziurę? Można powiedzieć że jeśli tam się wejdzie, to wejdziesz do mojego mieszkanka. Nie mam tam dużo, ale to zawsze coś. - Spytał, nie spodziewając się by Zay nie dojrzała tego ziejącego ubytku. Sam okręt nei wyglądał aż tak fatalnie - był jednak wyraźnie zaniedbany i podniszczony. Może gdyby ktoś chciał go odratować, dałoby radę.
Ale na co to komu, z kto wie jakimi bestiami rządzącymi oceanami? Amep nie jest nawet "mały" w porównaniu do tego, co może się kryć na dnie. Lepiej więc nie ryzykować.



Amep
-----------
Oswojony

avatar

Liczba postów : 35
GODNOŚĆ : Theodore Olivier Cordio aka Amep, dla ułatwienia

Powrót do góry Go down

Re: Tankowiec na mieliźnie (Domostwo Amepa)    Pisanie by Zaynab on Czw Lut 01, 2018 9:29 pm
- Lepiej nie. Staczanie się z góry nie jest bezpieczne... mój brat kiedyś, zimą, sturlał się w śniegu po zboczu góry i wpadł na kamienie. Gdyby nie było tam zaspy, pewnie skończyłby o wiele gorzej. -A mówią, że śmiech jest zaraźliwy. Małej Egzorcystki jak widać nie dotyczyła ta zasada, bo żarty rybiego wymordowanego przyjmowała z takim samym niewzruszeniem, co mieszkańcy Miasta kolejną prognozę pogody o treści: "ciepło i słonecznie przez cały dzień". Poza tym życie w górach nauczyło ją, ze kwestie bezpieczeństwa naprawdę są priorytetowe. Nawet kiedy znało się ścieżki i granie na wylot, jeden nieostrożny ruch mógł okazać się zabójczy. Niejeden już doświadczony wędrowiec postradał życie z powodu złych warunków atmosferycznych, ataku dzikiego zwierzęcia, a czasem po prostu koszmarnego pecha. Zay zaś od małego kładziono do głowy, by nigdy nie traciła czujności, szczególnie gdy wyprawiała się gdziekolwiek samotnie.
- Powietrze... - powtórzyła cicho, zamyślając się na moment. Zasady fizyki w formie teoretycznej były jej obce, ale przykłady praktyczne łapała całkiem sprawnie. A w tym momencie przypomniała sobie, że przecież jeśli się wypuści powietrze z płuc będąc pod wodą, to ono przecież unosi się do góry. A gdyby uniemożliwić mu przebicie się przez powierzchnię cieczy, nadal próbowało uparcie, jakby inaczej po prostu nie potrafiło. Mieli w jaskiniach niewielkie jeziorko, gdzie czasem bawiła się przy brzegu i zdołała zauważyć podobną zależność. Gdyby więc powietrza było naprawdę, naprawdę dużo... cały zamysł brzmiał jak marzenie szaleńca, ale mimo wszystko miał w sobie coś sensownego. Trudno jednak było sobie coś takiego wyobrazić, dlatego musiała polegać na obserwacji reliktów przeszłości. Wpatrywała się w odległy punkt jak zaczarowana, wypatrując tego osobliwego zjawiska, jakim miał być okręt. Kiedy wreszcie zaczął się wyłaniać zza zatoczki miała oczy otwarte tak szeroko, że lada moment mogłyby jej wypaść z czaszki. Nie chciała jednak ominąć żadnego detalu, pochłonąć cały obraz za jednym zamachem, choć nijak się tego uczynić nie dało.
- Czyli normalnie on by... on by nie miał takiej dziury? - spytała, przypatrując się wejściu do amepowego mieszkania. Próbowała sobie wyobrazić tę wielką machinę poruszającą się po oceanie, jednak wcale nie było to takie łatwe. W pewnych kwestiach musiała zaufać, że opowiadający nie próbuje wprowadzić jej w błąd - w końcu na dobrą sprawę, po co miałby to robić? Gdyby chodziło o jakieś układy, z każdej strony należało spodziewać się oszustwa, jednak w kwestii historii i ciekawostek o świecie można się było pokusić o nieco łatwowierności. Poza tym, opowieści o statkach, pływaniu po morzach i temu podobne sprawy brzmiały tak magicznie i bajkowo, że aż żal by było im zaprzeczać.



Zaynab
-----------
Egzorcysta    Opętana

avatar

Liczba postów : 41

Powrót do góry Go down

Re: Tankowiec na mieliźnie (Domostwo Amepa)    Pisanie by Amep on Pią Lut 02, 2018 6:24 pm
- Oj, rozchmurz się Zay, nie wszystko należy przyjmować z grobową powagą. - Stwierdził raczej pogodnym tonem, uśmiechając się nieco. Oczywiście, nieco z jego rozstawem szczęki to było dość sporo. Świat nie jest tylko czarny i biały, czasem trzeba poszukać w nim nieco odcieni szarości i szukać sposobu na poprawienie sobie nastroju. Gdyby tak nie umiał, zapewne skończyłby martwy, poddając się i nie chcąc dalej żyć. A tak, jest tutaj, jako żywa, tonowa ryba. No, człowiekowata ryba.
I tak, to nie tona, ale już dla przybliżenia lepiej napisać tak. Nie mówcie Amepowi, będzie markotny.
Koniec końców, dotarli do wielkiej, żelaznej bestii morskiej. Nie widział reakcji dziewczyny, ale był ją w stanie odgadnąć po jej ciszy i niezbyt dużym wierceniu się. Dobijając nieco bliżej mielizny na jakiej był okręt, zatrzymał się, pozwalając jej na dokładniejsze przyjrzenie się jego "domostwu", jakkolwiek by tego nie nazywając.
- Oczywiście, gdyby ten statek był zanurzony, woda zaczęłaby zalewać go od środka i ciągnąć w dół, zatapiając. To tak, jakbyś ty wpadła do wody, i stopniowo ktoś przykuwał ci do rąk i nóg jakieś ciężary. - Podał przykład praktyczny, by nie miała problemu z wyobrażeniem sobie w jaki sposób to działa. Wyważone obciążenie i duży zapas powietrza powodował wyporność, jaka pozwalała okrętom takie jak ten unosić się na wodzie i płynąć przez morza i oceany. Wydobył dłoń z wody i wskazał na drugi koniec okrętu, bliżej wody.
- Tam powinny być wirniki, ale złomiarze je zdemontowali. Wirniki kręciły się bardzo szybko, popychając okręt przed siebie i pozwalając mu płynąć. Jak z pływaniem troszkę. A skoro o tym mowa. - Zwrócił się razem z nią frontalnie w stronę okrętu, po czym wskazał dłonią na teren przed nimi. Trochę pod wodą, ale widać było dno gołym okiem. Mielizna na jakiej okręt się znajdował miała trochę wody, a nie wiedział jak bardzo Zay miała nieprzemakalne ciuchy i buty, stąd też.
- Przed nami jest już na tyle płytko, że nie będę mógł płynąć. Z drugiej strony jest na tyle dużo wody, że możesz wpaść nawet po kolana. Co z tym zrobimy? Możemy jeszcze opłynąć okręt, z drugiej strony powinno być mniej wody, ale musiałabyś przejść przez środek okrętu by dotrzeć do mnie, a pojęcia nie mam co jest w korytarzach. Mogę cię też ewentualnie wnieść. Albo możesz wskoczyć do wody po kolana, jeśli masz w miarę nieprzemakalne ciuchy. Jak wolisz? - Podrzucił jej kilka propozycji, czując narastające ssanie w żołądku. Nie chciał jej popędzać w decydowaniu, ale jeśli zaraz nie zacznie czegoś rzuć, gryźć lub jeść...
Może być nieciekawie. Nie dawał jednak tego po sobie poznać.



Amep
-----------
Oswojony

avatar

Liczba postów : 35
GODNOŚĆ : Theodore Olivier Cordio aka Amep, dla ułatwienia

Powrót do góry Go down

Re: Tankowiec na mieliźnie (Domostwo Amepa)    Pisanie by Zaynab on Wto Lut 06, 2018 8:50 pm
- Ale... nie jestem zachmurzona - odpowiedziała, odrobinę zdziwiona. Nie było dla niej do końca jasne, który aspekt jej zachowania jest dla wymordowanego taki zabawny. W końcu rozmawiała z nim zupełnie normalnie, odpowiadała na wszystkie pytania, ogólnie rzecz biorąc zachowywała się tak, jak to zawsze miała w zwyczaju. Wybuchy śmiechu i energiczna gestykulacja nie były jej znane z praktyki, ale była do tego przyzwyczajona. Nie widziała żadnego powodu, dla którego miałaby w ogóle kiedykolwiek próbować wyrażania się w ten sposób, skoro nie było to dla niej ani trochę naturalne. Czasem wręcz odnosiła wrażenie, że to ci, którzy nie kontrolują swoich emocji są nieco dziwni... czasem wręcz nie na miejscu. Nowy znajomy tak się przejmował jej bezpieczeństwem, a wydawał się nie mieć zbyt wielkiego pojęcia o tym, jak bardzo okazywanie jakichkolwiek uczuć potrafi być groźne dla zdrowie i życia. Jest słabością, której ujawnienie może się skończyć tragicznie. Tylko ten, który nie pokazuje po sobie nic ze swojego wnętrza, może uważać się za pana sytuacji - a stąd już tylko krok do zwycięstwa. Tak przynajmniej rozumowała jasnowłosa dziewczynka, bo w ten sposób od małego uczoną ją myśleć. Emocje nie przybliżają jej do zdobycia celu, stąd są zbędne. Należy je zachować na czas, w którym opuszczenie gardy nie będzie oznaczało odsłonięcia się względem zagrożeń. Na pewno nie było to w tej chwili.
- Rozumiem - potwierdziła krótko. Nim w ogóle zbliżyła się do jakiegokolwiek zbiornika wodnego, ktoś dorosły ostrzegł ją, by nie zapuszczała się zbyt daleko w głębię. Trzymała się więc płytkiego brzegu, nie ryzykując, że dno nagle ucieknie jej spod stóp w jakimś bardziej stromym spadku. W końcu nigdy nie nauczyła się pływać - nie było jej to szczególnie potrzebne. W tym momencie była to jedna z kwestii, które zmuszały ją do szczególnej ostrożności. W końcu gdyby przypadkiem ześlizgnęła się z głowy Amepa, mogłoby się to dla niej bardzo źle skończyć. Wolała nie przekonywać się na własnej skórze, jak wygląda utonięcie.
- Poczekaj chwilę - poprosiła, rozważając naprędce plan przedostania się do wnętrza tankowca. Obchodzenie okrętu naokoło nie miało sensu. Albo by się zgubiła, albo coś by ją napadło. Nie, to nie był dobry pomysł. Z drugiej strony mogła przejść po płyciźnie, jednak niestety, jej odzież nie była nieprzemakalna. Dlatego też, uzyskawszy minutkę czasu, postanowiła zabezpieczyć się przed przemoczeniem. Rozsznurowała i zdjęła buty, po czym podwinęła nogawki luźnych spodni aż nad kolana. Z obuwiem w jednej dłoni, drugą ręką zabezpieczając się przed utratą równowagi, ześlizgnęła się z głowy rybiego wymordowanego do zimnej wody. Drgnęła na nagły kontakt z chłodną cieczą, a nie chcąc pozostawać w niej za długo, ruszyła przez fale ku dziurze w burcie tankowca. Poza tym, kto wie, co mogło kryć się w wodzie tuż przy brzegu - wolała nie sprawdzać tego gołymi stopami. Raz-dwa znalazła się na okręcie, szczęśliwie ocalając swoją odzież od namaczania w oceanie.



Zaynab
-----------
Egzorcysta    Opętana

avatar

Liczba postów : 41

Powrót do góry Go down

Re: Tankowiec na mieliźnie (Domostwo Amepa)    Pisanie by Amep on Sro Lut 07, 2018 5:44 pm
- Nie? A wydajesz się. - Stwierdził bez większego wahania w odpowiedzi. Może i ostatnio rzadko spotykał istoty rozumne i w miarę ludzkie, to jednak zazwyczaj byli oni bardziej... Żywi w kontakcie. Dziewczynka na szczycie jego głowy wydawała się wycofana, niezbyt skora do dzielenia się swoimi emocjami, oszczędna w ruchach. Oczywiście - to nie jest znowu takie złe, ale jednak Amepowe preferencje właśnie były bardziej w stronę emocjonalności. Stąd też, myśląc że coś jest nie tak, poprosił dziewczynkę o rozchmurzenie się. Szczerze myślał, że jest czymś przygnębiona lub zasmucona, i stąd ta oszczędność.
Lecz skoro to tylko jego wrażenie, to cóż zrobić, nic z tym nie zrobi.
Lepiej wiec by się trzymała tej śliskiej, gładkiej, rybiej glacy. Pewnie Amep mógłby szybko ją złapać i wyciągnąć z wody, ale i tak skończyłaby z tego powodu przemoczona, z płucami upchanymi morską, słoną wodą. A to by było czymś zdecydowanie mało przyjemnym.
Pozwolił białowłosej na chwilę rozmyślania nad decyzją, ostatecznie zapominając o opcji jaką wybrała, czyli zwyczajnemu zdjęciu butów, podwinięciu nogawek i szybkiej przebieżce przez płytką wodę. - No tak, czemu sam na to nie wpadłem. - Rzucił za przebiegającą się dziewczynką, wydobywając swoje cielsko z wody i wtaczając je na mieliznę. Był mokry i jego resztki ciuchów lepiły się do niego, ale to nie był problem. Prędzej czy później wyschną, a on raczej i tak często wraca do bycia mokrym, więc co to za różnica.
Nie omieszkał jednak najpierw skręcić w stosunku do statku i zbliżyć się do jednej ze skał, jakie znaczyły linie podnoszącego się gruntu w porównaniu do oceanu. Trafił akurat na całkiem spory, wystający głaz, na jakim Zay mogłaby spokojnie się położyć i rozłożyć wszystkie swoje kończyny w każdym kierunku, i jeszcze byłoby miejsca!
Ale trochę je umniejszył, odgryzając gdzieś tak połowę takowego z nader potężnym w wydźwięku trzaskiem. Chwila gruchotania i łamania w ustach i puf, tyle ze skały zostało, a ryba miała załatwioną kwestię zaspokojenia głodu na chwilę lub dwie. Może przez ten czas Zay rozejrzała się we wnętrzu? Może ubrała z powrotem swoje buty? Niemniej, ryba przeszła w końcu przez płyciznę i dotarła do dziury w brzegu okrętu.
- Uwaga, wchodzę! - Przekazał, powoli, jak sam powiedział, wchodząc do wnętrza żelaznego, zniszczonego kadłuba. Uruchomił latarnię naftową jaką posiadał zawieszoną na jakiejś urwanej rurze centralnie nad jego małym domostwem, oświetlając wnętrze ciepłym, żółto-pomarańczowym światłem.
- No, to skoro tu jesteśmy, masz na coś konkretnego ochotę? Mógłbym cię podsadzić wyżej i rozejrzałabyś się w środku. Pokład powinien być wystarczająco stabilny by cię utrzymać. - Zaproponował, zerkając ku jednemu z przejść gdzieś tak na wyciągnięcie jego rąk. Powinno utrzymać Zay i pozwolić jej trochę pozwiedzać, jeśli ma ochotę.
- Nie jestem niestety zbyt interesującą osobą prywatnie, nie licząc mojej ogromnej osobowości. - Wypuścił z siebie krótki, acz nawet w miarę przyjemny do słyszenia śmiech. Jak na jego prezencję i rozmiar paszczy, nie brzmiał jak rechotająca żaba. Hallelujah.



Amep
-----------
Oswojony

avatar

Liczba postów : 35
GODNOŚĆ : Theodore Olivier Cordio aka Amep, dla ułatwienia

Powrót do góry Go down

Re: Tankowiec na mieliźnie (Domostwo Amepa)    Pisanie by Zaynab on Nie Lut 11, 2018 8:29 pm
- Pewnie dlatego, że jesteś przyzwyczajony do wody. Bez problemu pływasz w ubraniach, więc pewnie ci to nie przeszkadza. Kiedy woli się być suchym, trzeba bardziej kombinować.
Zdecydowanie wolała nie taplać się w wodzie razem ze swoją odzieżą. Może gdyby było lato i miałaby pewność, że wszystko wyschnie lada chwila, to byłaby zupełnie inna sytuacja. Tymczasem przy obecnej temperaturze przesiadywanie w mokrych ciuchach byłoby wybitnie nierozsądnym czynem. Szło się od tego pochorować, a jak wiadomo, w warunkach Desperacji nawet przeziębienie było groźne. Wystarczyło, że nie udało się zawalczyć z przypadłością na czas, by rozwinęły się powikłania. Głupie wystawienie się na zbyt intensywny wiatr mogło w skomplikowanej sekwencji wydarzeń doprowadzić do czyjegoś zgonu. I to takiego na amen, z którego się już nie wstaje w nowej, lepszej formie. Taką szansę otrzymywali tylko nieliczni i tylko raz, kiedy wirus nieznanym nikomu sposobem uruchamiał na nowo mózg, zmuszał serce do pompowania krwi, a płuca do wciągnięcia skażonego powietrza. Nikt nie potrafił wyjaśnić tego osobliwego zjawiska; wielu złorzeczyło na swój los, inni cieszyli się z drugiej szansy od losu. Dla Zay fakt bycia takim, a nie innym stworzeniem był zgoła obojętny. Nawet nie wiedziała, jakiemu zjawisku zawdzięcza nadludzkie właściwości swojego organizmu. Taka się urodziła i nic nie była w stanie z tym zrobić, więc tym bardziej nigdy w to nie wnikała.
Wszedłszy do wnętrza tankowca, rozejrzała się z zainteresowaniem. W samym legowisku Amepa nie było nie wiadomo jakich atrakcji do podziwiania, toteż oględziny nie zajęły jej zbyt długo. Było to jednak miejsce inne niż zazwyczaj, toteż choćby z tej przyczyny warte uwagi. Koniec końców odłożyła swoje buty na podłogę, w pewnej odległości od małej kałuży, która tworzyła się z wody spływającej z jej nóg.
- Chętnie zobaczę kawałek statku, jednak chyba lepiej będzie, jeśli najpierw wyschnę - zasugerowała. Wygodniej byłoby jej chodzić w butach, jednak tych nie zamierzała wkładać na przemoczone stopy. Wolałaby też nie wbić sobie żadnego śmiecia, przypadkowo na nim stając, ani też doznać żadnej innej kontuzji. Chyba nic ich nie goniło, mogli poświęcić trochę czasu na przerwę od zwiedzania, nawet jeśli młoda Egzorcystka naprawdę bardzo chętnie dowiedziałaby się więcej o tajemniczym statku.
- Możesz mi poopowiadać. Na pewno widziałeś dużo ciekawych rzeczy... tu, nad oceanem.



Zaynab
-----------
Egzorcysta    Opętana

avatar

Liczba postów : 41

Powrót do góry Go down

Re: Tankowiec na mieliźnie (Domostwo Amepa)    Pisanie by Amep on Sro Lut 14, 2018 6:31 pm
- Ma sens. Nie mam potrzeby zmuszać się do bycia suchym, nie licząc piasku. Piasek na mokrych stopach to okropna sprawa, ale już przywykłem. - Zwłaszcza jak dostanie się między palce. Co prawda ma tylko trzy palce, aka dwa miejsca w jakie piasek może się dostać, to i tak fakt "skrobania" piachu o siebie w tych przestrzeniach to dla niego coś okropnego. Coś, do czego przywykł, ale od czasu do czasu wciąż może pomarudzić, prawda? Prawda?
Właśnie. A skoro już dotarli do okrętu, miał skromną nadzieję że fakt chodzenia po zimnym metalu nie będzie dla dziewczynki zbyt kłopotliwy. Choć skoro w sumie o tym mowa...
- Nie będzie lepiej jak usiądziesz tam? Póki nie wyschną ci stopy chociaż. - Ryba wskazała na swoje standardowe legowisko, które było sporym zbiorowiskiem materaców, koców i innych, w miarę miękkich rzeczy jakie, jak na fakt że zazwyczaj kładzie się na nich mokra ryba - były nawet w miarę suche. To zapewne spowodowane faktem że rzadko w sumie się na nich kładzie i jeśli usypia, to gdzieś po drodze lub w innych miejscach. Bo nie chce mi się tu wracać, ot, i tyle. Ale skoro już tu są, to niech może skorzysta? Przynajmniej stopy trochę osuszy i nie złapie czegoś od stania boso na zimnej stali. Mokro i boso.
Będąc tutaj, można było mieć wrażenie, że okręt jest większy od środka niż na zewnątrz, a przynajmniej coś takiego mówiła nieprzenikniona (poza promieniami światła przebijającymi się przez korodujący materiał kadłuba) ciemność jaka ciągnęła się w tył i w przód od tego miejsca. Lampa naftowa, jaka wisiała nad nimi dawała solidne światło, ale nie sięgała zbyt daleko. Kto wie co tam siedzi i boi się wyjść, wiedząc że przy wyjściu jest takie monstrum jak Amep?
Na prośbę o opowieściach wąsata ryba podrapała się po głowie w zamyśleniu. Opowieści? Hmmm.
- O czym by ci tu opowiedzieć, Zay? W wodzie mieszkają ryby, nad ocean przychodzą różne potwory jakie korzystają z faktu że jest tu dużo wody. Oceanicznej, prawda, ale najwidoczniej jest to lepsze niż śmierć z pragnienia. Widziałem tu już latające Gryfy, Mantykory, Lwy Nemejskie, Lopterosy. Na plus jes to, że one boją się wejść głębiej do wody, czego w sumie nie dziwię im się. Wiesz że po oceanach pływają ryby które są większe od tego okrętu? - Spytał, obracając się przodem ku dziurze jaką dotarli, patrząc w stronę wody. Tia. Wieloryby. Po mutacjach stały się jeszcze bardziej rozpierzchłe i ogromne, jak molochy oceanów płynące z jednego miejsca w drugie i łykające ryby takie jak Amep na przystawkę. Uch. Splótł dłonie za plecami, kontynuując. - Kiedyś, nim jeszcze rozpierzchł się wirus, ocean był spokojnym miejscem, jakie czasem pokazywało swoje zęby i straszyło ludzi. Teraz, to jak bariera śmierci dla kogokolwiek. - Stwierdził, może nawet z lekką nutą marudzenia? Coś w tym jest, wszak sam jest uwięziony tutaj, gdyż jest to zbyt niebezpieczne by spróbować przepłynąć do innego kontynentu. Ocean to zawsze było tajemnicze miejsce, ale teraz...
Teraz to enigma, jakiej można się tylko bać.



Amep
-----------
Oswojony

avatar

Liczba postów : 35
GODNOŚĆ : Theodore Olivier Cordio aka Amep, dla ułatwienia

Powrót do góry Go down

Re: Tankowiec na mieliźnie (Domostwo Amepa)    Pisanie by Sponsored content



Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry