Go down





Like father, like son, Doctor. [Jekyll x Alcide] Pisanie by Alcide on 19/1/2018, 23:59
    
Parę miesięcy od bieżących wydarzeń; Desperacja


Czarna melancholia jako pamiątka po zapomnianej cywilizacji, stanowiła dla Alcide tymczasowy azyl. Wymordowany nie planował, by ta w dalszej przyszłości została określona mianem jego stałej siedziby, gdzie mógłby względnie cieszyć się prywatnością i chwilą spokoju, choć w poprawniejszym ujęciu należałoby określić tę przestrzeń zamkniętą drzwiami bez numeru jako miejsce na regenerację. O jego aktualnym miejscu zamieszkania wiedziała ledwie garstka osób, które zdolny byłby zliczyć na palcach jednej ręki, zważywszy na niezwykle wysoką cenę zaufania, która na terenie bezlitosnego bezkresu odgrywała najbardziej kluczową i znaczącą rolę. Mimo to Alcide Locklear rzadko miewał gości w swoich bezpiecznych czterech ścianach, nie licząc wyjątku, który wprosił się do środka w taki sposób, jakby był u siebie. Pozostałością po tym było niezasłane łóżko, pozostawione w delikatnym chaosie, który dla jasnowłosego wymordowanego bywało zwykle nie do przyjęcia, zważywszy na to, że utrzymywał w środku swojego gniazdka względny porządek. Można, by zatem powiedzieć, że nauki pobrane od tatusia nie poszły w las, gdyż na małym drewnianym stoliku leżała starannie złożona w kostkę czarna koszulka, stanowiąca w ostatecznym rozrachunku swoisty zachód wczorajszego niepowodzenia.
Młody Locklear stał oparty ramieniem o jedno z dużych, nieotwieranych okien, przyglądając się urokliwemu początkowi wędrówki słońca z jednej na drugą stronę, rozkoszując się widokiem z czwartego piętra budynku. Niedawno wyłoniło się zza horyzontu, celując swoimi ciepłymi promieniami, jakby w postaci palca wskazującego, zatrzymując się na wysokim, górującym na pewnej przestrzeni hotelem. Alcide miał na sobie spodnie, biała koszula, którą miał wczoraj na sobie wymagała przeprania, gdyż odznaczyły się na niej ślady posoki, która jakiś bliżej nieokreślony czas temu zdążyła na dobre zakrzepnąć, ciemniejąc znacząco, leżała położona niedbale na jednym z dwóch foteli. Na plecach wymordowanego odznaczyły się skutki wczorajszej, niespokojnej nocy, tak, spędzanie jej z dzikim jaguarem nie mogłaby się zaliczyć do innych, o czym poniekąd świadczyły liczne, przechodzące przez siebie zadrapania (mniej lub bardziej głębokie). Fioletowe zasinienia stanowiły z kolei niezbite ślady, które zdradliwy typ skóry Alcide zatrzymywał, jakoby w formie tymczasowych  pamiątek. Parę pogryzień i odznaczające się kolorem miejsca po wbiciu kocich zębów na ramionach, a także kawałek odgryzionej skóry w miejscu, gdzie szyja łączyła się z barkiem. W przypadku tego ostatniego Al podejrzewał, że dotkliwe pieczenie przy oczyszczaniu rany mogło okazać się czymś nieuniknionym. Kiedy dobiegł go dźwięk otwieranych drzwi wiedział aż za dobrze kogo w nich zastanie, przekręcił głowę niespieszenie, a niedługo potem kąciki jego ust uniosły się w niewinnym uśmiechu, gdy lustrował spojrzeniem nikogo innego jak Dr Jekylla. Tak naprawdę jedynej persony, która sprawiała, że ktoś taki jak Alcide, czuł się o wiele spokojniejszy niemalże od ręki, co być może dla innych jednostek w towarzystwie osławionego Dr Śmierci mogło wydać się istną abstrakcją.
Powinienem spodziewać się ojcowskiej reprymendy, czy przywykłeś do opatrywania mnie w tak przewidywalnych okolicznościach? — Tęczówki Alcide po raz pierwszy od bardzo dawna nie zostały ujednolicone konkretnym kolorem bądź dowolną, zgodną z jego aktualnym humorem mieszaniną barw, ujawniając tym samym jego heterochromię w pełnej krasie. Wymordowany obdarzony genami pandy czerwonej nie zamierzał zaczynać rozmowy od tego co pozostawiło smak porażki na jego języku.
avatar
Alcide

Opętany






GODNOŚĆ :
Alcide Locklear.

Liczba postów :
474


Powrót do góry Go down





Re: Like father, like son, Doctor. [Jekyll x Alcide] Pisanie by Jekyll on 25/1/2018, 00:21
    
Zielony oczy prześlizgnęły się po budynku, który pełnił rolę hotelu. Ich właściciel prychnął pod nosem w wyrazie pogardy, w ramach komentarza na obdrapany tynk i szarpnął za klamkę, aby w akompaniamencie warkotu zardzewiałych zawiasów, otworzyć drzwi i wejść do środka. Stanął w wątłym świetle, za które było odpowiedzialne wdzierające się do środka pomieszczenia promienia słoneczne w niewielkim, zakłóconym przez zabrudzone okna stężeniu i skrzywił się, czując jak deski, którymi została wyłożona podłoga, uginają się pod ciężarem jego butów, gdy tylko wtoczył się do środka. Nie był sympatykiem, ani wiernie odwiedzającym te miejsce weteranem. Za każdym razem, będąc w Apogeum, omijał je szerokim łukiem, gdyż nie darzył je żadną nutą sympatii. Czarna Melancholia w zmęczonych oczach Dr była speluną i wylęgarnią chorób wenerycznych i bardziej złożonych, zakaźnych, kategorii dżumy.
 Nie odwzajemnił ciekawskich spojrzeń, które spoczęły na jego karku w charakterze kropel potu. Nie zaszczycając nikogo chociażby pojedynczym spojrzeniem, szybko przemieścił się w głąb rudery, stając u podnóża schodów. Ich struktura nie wzbudzała jego zaufania, ale ostatecznie, zaciskając jedną rękę na zakurzonej poręczy, wdrapał się na pierwszy stopień, a potem pokonał ich zastraszającą ilość, aby znaleźć się na wyższej kondygnacji w charakterze czwartego piętra, z wyjątkową ostrożnością stawiając kroki. W palce drugiej dłoni ściskał apteczkę, podstawowy element jego zaopatrzenia, zaś do chudego nadgarstka była przywiązana żółta chusta z wizerunkiem bernardyna, która jednocześnie zdradzała przynależność Jekylla do żółtego gangu. Celowo została umiejscowiona przez lekarza w tak widocznym miejscu. Miała mu zapewnić immunitet, gdyż nie był duszą towarzystwa, a każda próba zakłócenia jego przestrzeni osobistej zakończyłaby się konfrontacją ostrzem skalpela z tętnicą osobnika, który zapragnął z nim takowej bliskości, jednakże dziś miał w tej materii wyjątkowe szczęście. Korytarze były puste, a zatem bez zbędnych przeszkód stanął przed drzwiami, które stanowiły cel jego wizyty. Jego dłoń nie uformowała się w pięść, w celu zasygnalizowania swojej obecności osobie znajdującej się pod drugiej stronie ściany. Wszedł do środka bez kurtuazji, zatrzaskując za sobą drzwi. Żaden uśmiech nie zagościł na jego twarzy, kiedy wzrok napotkał znajome, wykrzywione w uśmiechu usta; ta Dr była pochmurna, dopasowana do deszczowej scenerii, a nie słonecznej, która wyszczerzyła zęby w okropnym grymasie do mieszkańców Desperacji, gwarantując parudniowy ukrop. Spojrzenie Jekylla nie zatrzymywało się dłużej na jednym miejscu. Błądziło po ciele całym Alcide, nie odpuszczając żadnego skrawka skóry, aż w końcu Bernardyn podszedł do swojego syna i zacisnął mocniej dłoń na ramieniu, na którym figurował fioletowy siniak.
 — Przywykłem, że na głupotę nie ma lekarstwa — skwitował krótko, zwięźle i na temat, choć Alcide mógł w to nie jego głosu doszukać się również zgryźliwości. Przerwał ten krótki kontakt cielesny i wszedł do pokoju bez zbędnych uprzejmości. Położył ostrożnie trzymaną w dłoni apteczkę na w miarę stabilny mebel, który pełnił rolę stolika, a na jego usta wkradł się idealnie zbilansowany grymas, a ciężar jego spojrzenie spoczął na twarzy drugiego Wymordowanego. Splótł ręce na wysokości klatki piersiowej, stukając podeszwą prawego buta o panele podłogowe w geście podkreślenia swojego zniecierpliwienia. — Interesują mnie konkrety — oświadczył w ramach usprawnienia procesu opatrywania ran. Nie miał zamiaru korzystać z własnego asortymentu medycznego, który był głównie czerpany z zapasów DOGS. Takie zaopatrzenie właściciel genów pandy czerwonej miał sobie zorganizować we własnym zakresie, gdyż już dawno nie był utrzymywany przez rodzica.  Żadne odstępstwa od warunków ich umowy nie wchodziły w grę. Albo Alcide się dopasuje, albo sytuacja materialna zmusi go do skonsultowania się z innym lekarzem.


Exitus acta probat.
UWAGA! Jekyll ma trudność z zapamiętywaniem imion, więc zwykle nadaje anglojęzyczne przydomki.
avatar
Jekyll

Bernardyn     Opętany






GODNOŚĆ :
Dr Jekyll

Liczba postów :
2344


Powrót do góry Go down





Re: Like father, like son, Doctor. [Jekyll x Alcide] Pisanie by Alcide on 12/2/2018, 18:30
    
Przywitanie w postaci żelaznego uścisku na ramieniu ulokowanego nieopodal miejsca fioletowego sińca i niewielka odległość od niego sprawiła, że po naciągnięciu skóry odczuł lekki ból, przez co jasnowłosy skrzywił się nieco, a grymas ten zdjął mu z ust właściwy uśmiech, choć ten nie zbladł aż tak mocno. Nabrał za to całkiem cierpkiego wyglądu, zdradzającego subtelnie niezadowolenie latorośli Dr Śmierci. Alcide Locklear nie odrywał jednak ani na moment spojrzenia od swojego tatusia, wodząc za nim zainteresowanym wzrokiem, nawet gry ten przerwał kontakt fizyczny. Oczywiście, że właściciel genów pandy czerwonej wyłapał tę poniekąd standardową zgryźliwość swego rodzica, co skwitował krótkim, pogodnym śmiechem, lecz wiedział, że nie wzięła się ona z żadnej nadmiernej troski, a nawet jeśli ta gdzieś słodko drzemała, to Dr Jekyll na pewno nie zwykł mu jej okazywać w zadowalającym stopniu.
Widzę, że jak zawsze jesteś w świetnym humorze — rzucił Al, a ironia oplotła wypowiadane słowa tak delikatnie, jak zroszone wiosenną rosą pajęczyny. Wydawał się na swój sposób zupełnie niewzruszony pochmurnym wyrazem twarzy swojego stałego gościa pośród skromnych czterech ścian hotelowego pokoju, który lata świetności miał już dawno za sobą. Nie dało się zaprzeczyć temu, że widok Bernardyna z DOGS cieszył członka CATS, a widok oczekującego konkretnego działania mężczyzny z długimi związanymi włosami był miłe dla oka. Prawda mogłaby okazać się doprawdy szokująca, gdyż Alcide Locklear mógł skorzystać z usług pewnej ślicznej anielicy, która dysponowała zaskakującymi niedowiarków zdolnościami medycznymi i niewątpliwie okazywały się to praktyki nierzadko mniej bolesne niż te spod ręki Dr Jekylla, lecz jak można, by się domyślić – sam proces czy pomiar bólu nie odkrywały w tej materii większej roli. Jasnowłosy korzystał w pierwszej kolejności z medycznych zdolności swego ojca z przyczyn zgoła oczywistych.
Wszystko zależy jakie konkrety wolisz najpierw — podjął Alcide z zagadkowym uśmieszkiem czających się w kącikach jego bladych ust. Nie kazał jednak zbyt długo czekać swojemu ojcu, gdyż bez cienia wątpliwości każdą chwilę opóźnienia i braku reakcji odpłaciłby mu podczas zabiegu. Wymordowany wyciągnął z szuflady rozklekotanego stolika nocnego wyblakłe pudełko bez pokrywy. Następnie położył je na jednym z wysłużonych już foteli tuż przy stoliku, tak by Bernardyn miał je pod zdolną ręką. W środku znajdowały się same podstawowe przedmioty (w tym  alkohol do przemywania ran), widniejące niegdyś w większości domowych apteczek, choć w wersji dużo mniej survivalowej. Samo ich zdobycie wcale nie należało do zadań najłatwiejszych, nie rosły bowiem jak gdyby na deszczu i należało się nagimnastykować, aby je skompletować. Młody Locklear zdobył je w ramach zapłaty przy pomyślnie dobitym interesie, zakończonych sukcesem. Miały jednak głównej mierze być wykorzystywane tylko przez jego ojca.
Mam jeszcze coś poza tym co zwykle. Liczyłem, że będzie to bardziej zadowalający wynik, ale może pomoże w twoim poszukiwaniach… — powiedział szeptem Alcide, patrząc wprost w ulubiony kolor oczu swojego tatusia, a kąciki ust uniosły się w wyraźniejszym uśmieszku. W normatywnych warunkach naturalny posiadacz dwukolorowych tęczówek skopiowałby je z imponującą wręcz starannością, lecz nie zrobił tego celowo. — Dotyczy to sam-wiesz-kogo. — Jakby w ramach podpowiedzi kolor tęczówek młodego Lockleara przybrał odcień intensywnej zieleni, którą miał możliwość zobaczyć ze sporej odległości ledwie kilka razy (tatuś w innym wypadku dostałby pewnie ataku szału), ale jak zawsze techniki mnemonistyczne okazywały się wprost niezawodne.
avatar
Alcide

Opętany






GODNOŚĆ :
Alcide Locklear.

Liczba postów :
474


Powrót do góry Go down





Re: Like father, like son, Doctor. [Jekyll x Alcide] Pisanie by Jekyll on 21/2/2018, 01:39
    
Humor Dr zawsze utrzymywał się w ramach zrównoważenia psychicznego i sam ten fakt kwalifikował go na „dobry”. Nie musiał demonstrować szczęśliwość w charakterze wyeksponowania rzędu w miarę zadbanych zębów. Wobec tego z jego ust nie padła żadna riposta, którą mógł się zrewanżować. Nie potrzebował takowej, bo radość z życia dawno została mu odebrana.
 Przyglądał się dzieciakowi, ale myślami był nieobecny. Nie zrugał go, nie zrobił mu wykładu na temat utrzymywania swojej skóry w dobrej kondycji. Uczył go tego, ale ówże nauka poszła w las. Nie zdobędzie statuetki najlepszego tatusia.
 Podszedł do parapetu i oparł dłonie o jego metalową powierzchnie. Zerknął przez okno, choć widok ten nie stanowił fascynującego punktu obserwacji, ale przynajmniej zamiast pustkowia mógł zaobserwować przyklejony do szyby brud i rząd koślawych budynków. Epicentrum cywilizacji. Kto jej nigdy nie zaznał, mógł się zadowolić taką słabą imitacją jej. W Jekyllu wzbudzała tylko irytacje.
 — Medyczne — podjął temat, bo inna odpowiedzi w jego przypadku nie istniała. Przebywając z synem, interesował go tylko jeden stan zdrowia. Nigdy nie zadawał mu pytań. Udzielał mu pomocy medycznej i znikał. Miał wiele innych zobowiązań i rzeczy na głowie. Smarkacz był tylko jedną z nich, a Dr miał ograniczone zasoby czasu, jak przystało na wykonywany przez niego zawód.  
 Podszedł do skompletowanego przez Alcide ekwipunku medycznego. Przebadał jego zawartość wzrokiem. Takowa nie wyróżniała się na tle poprzednich. Była skromna. Zresztą jak zawsze. Przedmioty tego typu nie rosły na drzewach, a ich deficyt w okrutny sposób odcisnął się na zdrowiu mieszkańców Desperacji. Choroby unosiły się w powietrzu jak bakterię. Jeszcze nie dawno panowała epidemia grypy, która wytypowała stos gnijących na obrzeżach Apogeum trupów. Igrzyska o przetrwanie zapoczątkowane przez Boga trwała w najlepsze i najwyraźniej nikt nie zamierzał ich przerwać.
 Przejechał palcem po butelce alkoholu. Chłodna powierzchnia szklanego naczynia przyniosła ulgę, choć nie była w stanie zminimalizować gorączki, która rozgościła się w ciele Bernardyna. Podwyższona temperatura ciała w kontakcie ze słońcem stanowiła dla niego udrękę za każdym razem, kiedy narażał swoją opaloną skórę na kontach ze słońcem.
 Przemieścił wzrok z medykamentów na porcelanową twarz posiadacza genów pandy czerwonej. Złość z jego twarzy wyparowała, na jego ustach ukształtował się nieprzyjemny grymas. Uformował w dłoń pięść i zamachnął się ręką z nienaganną furię w zielonych oczach. Skonfrontował knykcie z policzkiem złodzieja tego koloru, a przynajmniej chciał, ale ostatecznie powstrzymał się od tego zamiaru. Ręką przeleciała powietrze niczym bicz, a żylaste palce pochwyciły podbródek pacjenta.
 — Konflikt interesów — wycedził gardłowo przez zęby. Znajdowali się po dwóch stronach barykady, ale Jekyll nie widział żadnych przeciwwskazań, by wbić mu skalpel w plecy, jeśli w ten sposób będzie musiał oczyścić się z zarzutu szwendania się  z członkiem wrogiej dla DOGS organizacji.  Z drugiej zaś strony widział w tym pakiet możliwości dla swojej fałszywej lojalności. Prychnął, wbijając płytki paznokci do skóry  łowcy nagród. Nie poczuł pod nimi krwi, ale za to na wrażliwej skórze pojawiły się sine ślady i zagłębienia. — Nie mieszaj się w sprawy, które cię nie dotyczą  — upomniał go szorstko i zwolnił ucisk dłoni. To nie była troska podsycana przez instynkt rodzicielski, ale groźba udekorowana w ładne słowa. Nie miał zamiaru angażować nikogo w kwestię zaginięcia Dobermana, aż do jej rozwiązania. Sam załatwiał swoje sprawy, a ucieczka Hyde taką była. Jego zniknięcie nadal nie wzbudziło żadnych podejrzeń w gronie Psów, a więc Bernardyn miał szansę to odkręcić, ale, jeśli wokół niej zacznie węszyć ten przeklęty Tropiciel, który traktował jego syna jak maskotkę, sprawy przyjmą nieciekawy obrót. Ten gnojek się tego nie nauczył?


Exitus acta probat.
UWAGA! Jekyll ma trudność z zapamiętywaniem imion, więc zwykle nadaje anglojęzyczne przydomki.
avatar
Jekyll

Bernardyn     Opętany






GODNOŚĆ :
Dr Jekyll

Liczba postów :
2344


Powrót do góry Go down





Re: Like father, like son, Doctor. [Jekyll x Alcide] Pisanie by Alcide on 25/2/2018, 02:14
    
Alcide stosował nauki tatusia w momencie, gdy wydawały się najbardziej użyteczne i przydatne w zależności od sytuacji, z której zamierzał wycisnąć wszystkie soki i ugrać jak najlepszy wynik dla siebie. Kondycja skóry nie miała dla młodego Lockleara aż tak wielkiego znaczenia, zwłaszcza, gdy związane było to z interesami, stanowiła poniekąd sprawę drugorzędną. Opatrywanie ran Dr Jekylla traktował jako symboliczne rodzinne spotkania, a te można, by zaliczać do specjalnych okazji i zaprawdę nikt kto znał go dostatecznie długo, nie posądziłby go o zabieganie o takowe. Te miały dla posiadacza genów pandy czerwonej unikatowe znaczenie, lecz ten nigdy, by się do takich skłonności nie przyznał. Od ponad stu lat zostali podzieleni oficjalnie przez charakter wrogich barykad w postaci rywalizujących na całego gangów. I żaden z nich nie zawahałby się, aby w celach uzyskania profitów lub oczyszczenia się z zarzutów poprzez atak na drugiego. Alcide Locklear miał tę ewentualność na uwadze, przypominała mu swoisty cień, który stale mu towarzyszył, a dopóki wszystko układało się bez najmniejszych problemów, to wprowadzenie jej w życie nie było ostateczną ostatecznością. Lojalność Ala nie pasowała do powszechnie rozumianej książkowej, słownikowej definicji tego słowa.
Jasnowłosemu nie umknęło dłuższe zainteresowanie skupione na butelce alkoholu, jedną z niewielu problematycznych słabości jego ojca, ale wymordowany z kociej rodziny nie skomentował tego. Alcide nie udzieliłby swemu tatusiowi umoralniających kazań z tegoż powodu, jakby nie spojrzeć trunek otwierał nieznane drzwi w jego zachowaniu, doprawdy fascynujące do oglądania z bliska, lecz tylko przez chwilę, ułamek zbyt długiego czasu. Młody Locklear nigdy nie podzielił się jakimkolwiek spostrzeżeniem na ten temat, przybierając rolę neutralnego widza, dbającego jedynie o to, by pomóc łagodzić skutki kaca pozbawionego serca. Miło wspominał ten okres, choć zaliczał się do przeszłości, która nie miała gościć ponownie na wybiegu teraźniejszości.
Może i mogłoby to budzić zaskoczenie kogoś z zewnątrz, nieobytego w ich relacji, lecz Alcide Locklear nie ruszył się z miejsca, gdyby stojący naprzeciwko doktor zdecydował się wymierzyć cios, to trafiłby do celu. Wymordowany na moment przymknął powieki, spodziewając się go, ale czując dotyk ciepłych palców na podbródku niemal od razu je uniósł. Nie ze względu na uległość — obydwaj byli dumni, a ich nadmuchane ego z zupełnie różnych powodów, zdolne byłoby wypchnąć za nadal trzymające się w zawiasach drzwi hotelowe każdego śmiałka. Al zobaczył taką reakcję jaką chciał, jaką chciał wywołać, choć zawsze miał problem, by zrozumieć faktyczne podłoże zaborczego stosunku swego ojca wobec Węża. Wiedział także, że próba ugłaskania rozgniewanego tatusia wykraczałaby poza jego kompetencje, a z tym wolał nie igrać. Spryt złodzieja koloru intensywnie zielonych tęczówek opierał się na umiejętności wyważenia tego na ile mógł sobie pozwolić i jakie granice mógł przekroczyć, nie bacząc na konsekwencje.
Nie mieszaj się w sprawy, które cię nie dotyczą, zabrzmiało niczym obelga dla uszu posiadacza genów pandy czerwonej, dlatego przygryzł mocniej dolną wargę. Wyłapał groźbę, która była motywowana zapewne czymś innym, czymś czego i tak, by nie zrozumiał, lecz wcale nie musiał.
To konflikt frakcyjnych interesów, tatusiu, nie moich — odparł spokojnie, jak gdyby nigdy nic, robiąc nacisk na końcówkę zdania. Nie odrywał wzroku od rodzica, a kolor oczu wywarł odpowiednie wrażenie, takie jak oczekiwał. Istniała zasadnicza różnica między interesami i celami Alcide Lockleara, a pozostałych członków gangu CATS, nie mogły ze sobą tak kolidować, ale… Al nauczył się wykorzystywać niewiedzę innych dla osobistych zysków. Czasami podejmował ryzyko, które mogłoby postawić go pod ścianą, aczkolwiek zwykle spadał na cztery łapy jak kot, nie zamierzając przy tym nikogo ciągnąć na dno. Głównie tyczyło się to paru osób i przede wszystkim członków kociego gangu; reszta populacji istniała po to, by go zabawiać i nie traktował ich na równi, choćby w najmniejszym stopniu. — Uznaj to jako przysługę wdzięcznego dziecka, o którą nigdy byś nie poprosił. — dopowiedział bez wykazywania większych emocji, choć w jego spojrzeniu można, by doszukać się subtelnej wyniosłości. Nie oczekiwał podziękowań ze strony tatusia, sam by nimi nikogo nie uraczył. Jasnowłosy przechylił głowę w bok, świdrując psiego Bernardyna wzrokiem. — Obawiasz się, że Lachlan został w to wmieszany? Chyba nie sądzisz, że jestem tak nierozsądny, by wiedział więcej niż powinien? Był mi jedynie potrzebny — Wskazał na złożoną koszulkę znajdującą się na stoliku tuż za apteczką Dr Jekylla, a należącą do Hyde’a. Uniósł nieco podbródek ku górze, prostując się przy tym jak struna. Tatuś nie powinien go lekceważyć i jego sposobów manipulacji w dążeniu do celu. Lachie zachowywał się jak typowe zwierzątko i należało wiedzieć, jak się z nim obchodzić. Największymi zaletami jaguara – poza łóżkiem, rzecz jasna – okazywały się: jego znikoma potrzeba informacji i nie ograniczanie działań łowcy nagród, co było z kolei na rękę młodemu Locklearowi. Inaczej traktowałby przerośniętego kotowatego, któremu podarował miłe dla oka haori, jak kotwicę, której musi się pozbyć. Na szczęście jego układ z Lachiem przypominał swoistą symbiozę, gdzie obie strony dostawały to, czego chciały. — Nie wie czyja to woń i po co mi ona, ale… Zakładam, że wynik tropienia i tego co wiem bardzo cię zainteresuje, mam rację? — dodał Al, mrużąc oczy i oczekując – dokładnie w tym miejscu jawnego potwierdzenia ze strony jasnowłosego doktora. Wcześniejszy niewinny uśmiech stał się wyraźniejszy w kącikach, gdzie czaiła się oznaka triumfu.
avatar
Alcide

Opętany






GODNOŚĆ :
Alcide Locklear.

Liczba postów :
474


Powrót do góry Go down





Re: Like father, like son, Doctor. [Jekyll x Alcide] Pisanie by Jekyll on 13/3/2018, 16:04
    
Ponownie złapał kontakt wzrokowy z alkoholem, ale ten został szybko przerwany, jakby właściciel zielonych oczu obawiał się, że faktycznie skonfrontuje popękane przez słońce usta z szyjką butelki i nawilży za sprawą jej zawartości usta. Nie był jeszcze tak skrajnie wyczerpany psychicznie, by sięgać po tą ostateczność, zresztą robił to tylko w zaciszu swojej nory, czasem przenosząc imprezę do jednego lub drugiego salonu DOGS w poszukiwaniu towarzystwa i kompanów do picia, a takowi w takim miejscu jak kryjówka psiarni zawsze się znajdowali. Było ich mnóstwo. W końcu alkohol stanowił jedną z nielicznych rozrywek, które mogli sobie zaaplikować w ramach odprężenia od ciężkich, wykańczających ciało, a czasem i umysł misji. Ostatnio nadarzało się dużo powód do libacji, ale w zasadzie każdy był dobry, by ją rozpocząć i przedłużać w nieskończoność przez uderzające do głowy promile. Młodzieniec jeszcze nigdy nie miał przyjemność podziwiania swojego ojca w stanie intensywnego upojenia alkoholowego. Lekarz zawsze się pilnował przed tym krokiem, choć w niektórych okoliczności graniczyło to z cudem i oślim uporem.
 Tupnął jeszcze raz nogą o drewniany parkiet, w celu zamanifestowania swojego niezadowolenia.
 — Myślisz, że ktokolwiek przyswoiłby sobie ten argument i je uszanował? To NADAL poniekąd również twój interes, skoro udzielasz się na łamach jednej z nich — doinformował go, bo najwyraźniej Alcide miał problem z rozumowaniem, a jednym z rodzicielskich obowiązków było naprowadzenia takowego na odpowiedni tor. Jekyll z reguły odróżniał swojego życie prywatne od zawodowego i dokonywał wszelkich starań, by owe ze sobą nie kolidowały, jednakże nie zawsze było tu możliwe, dlatego dopuszczał do siebie wyjątki od zakładanych norm, ale nie mógł zlekceważyć braku konsekwencji w postępowaniu stojącej przed nim osoby. Był głupi, jeśli myślał, że doktor przypieczętuje jego poczynania aprobatą i da mu zielone światło na wyrzucenia z siebie zebranych za pośrednictwem Jaguara informacji, które nie znajdowały się w kręgach zainteresowań Bernardyna, mimo iż nie wątpił w umiejętności tropiciela, gdyż był ich świadkiem na własnej skórze, dlatego unikał kolejnej styczności z nim. Był agresywnym, niebezpiecznym skurwielem. Istniała zatem duże prawdopodobieństwo, że gdyby nawet jakimś cudem znalazł Hyde'a, który przepadł jak kamień w wodę, na widok żółtej chusty uruchomiłby się w nim system drapieżnika i doszłoby do starcia. Takowe były by bolesne w skutkach dla każdej ze stron i, chociaż zdrowie cętkowatej istoty w żaden sposób go nie interesowało, to miał podstawy by twierdzić, że Doberman, posiadający organizm w nie najlepszej kondycji, poniósłby szereg obrażeń, mogących go wprowadzić nawet go groby. — Tak, smarkaczu, został w to wmieszany w chwili, w której go w to zaangażowałeś — uświadomił właścicielowi genów pandy czerwonej, ale nie miał zamiaru tłumaczyć mu tej zależności. Była oczywista, a skoro bachor dotąd takowych nie zanotował, to chyba faktycznie popełnił błędy w swoim systemie edukacyjnym, a próby naprawcze były bezcelowe. — Nie masz. Zapach urywa się, a więc wniosek jest jasny. Najprawdopodobniej został przechwycony przez S.SPEC i przetransportowany do ich bazy — odrzekł, ucinając tym samym wszelkie dyskusje na ten temat. Nie miał zamiaru dalej ciągnąć tej rozmowy, a triumfalny uśmiech ukształtowany na jego ustach twierdził doktora w słuszności swojej teorii.
 Poszedł do zgromadzonego przez dzieciaka medycznego ekwipunku.
 — Usiądź — polecił, przechodząc do meritum spotkania, które miało na celu opatrzenie ran. Sam przemieścił się w stronę łóżku, który stanowił jeden mebel przeznaczony do tej czynności, oprócz krzesła, gdzie była zarzucona koszula Hyde'a. — Spal ją — rozkazał na znajomy materiał, ale nie zbliżył się do niego, aby go pochwycić. Ta część odzieży zapewne przesiąkła już zapachem jednego i drugiego nieoficjalnego członka CATS. Bernardyna był ostrożny, bo takiej w zasadzie nigdy za wiele.


Exitus acta probat.
UWAGA! Jekyll ma trudność z zapamiętywaniem imion, więc zwykle nadaje anglojęzyczne przydomki.
avatar
Jekyll

Bernardyn     Opętany






GODNOŚĆ :
Dr Jekyll

Liczba postów :
2344


Powrót do góry Go down





Re: Like father, like son, Doctor. [Jekyll x Alcide] Pisanie by Jekyll on 3/6/2018, 23:41
    
Wątek do archiwizacji.


Exitus acta probat.
UWAGA! Jekyll ma trudność z zapamiętywaniem imion, więc zwykle nadaje anglojęzyczne przydomki.
avatar
Jekyll

Bernardyn     Opętany






GODNOŚĆ :
Dr Jekyll

Liczba postów :
2344


Powrót do góry Go down





Re: Like father, like son, Doctor. [Jekyll x Alcide] Pisanie by Sponsored content
    

Sponsored content








Powrót do góry Go down

Powrót do góry

- Similar topics

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach