Go down


Środek upalnego dnia.
Desperacja, jeden ze szlaków S.P.E.C.
Opuszczony budynek.
Cel: Fałszywe przepustki.

Scenariusz prosty. Tak samo jak podobny plan działania. Z dnia na dzień co raz to trudniej się dostać do wnętrza M-3. Niebiescy zaczynają czuwać. Być może kończą im się zapasy, albo nadeszła polityka twardą ręką, która zakazała opierniczania się na służbie.
Jaka nie byłaby tego przyczyna sprawiała dużo problemów naszym bohaterom, którzy ze swoich własnych przyczyn potrzebowali tych przepustek. Ale z każdej sytuacji jest wyjście, w końcu chcieć znaczy móc, prawda? No i tym razem jest dokładnie tak samo. Jeżeli ludzie z rajskiego miasta nie chcą ich wpuścić, to wystarczy poczekać, aż sami do nich przyjdą. To prawie jak romantyczny spacer gdzie tylko jedna za stron o nim wie. Żołnierze będą musieli wyświadczyć Desperatom przysługę, albo... wyświadczyć przysługę.
Spotkali się w jednym z opuszczonych budynków niedaleko jednej z głównych dróg użytkowanych przez Niebieskich. Za nimi M-3, a przed - Desperacja. Zdaje się, że mają podobny plan i podobne spostrzeżenia, bowiem kilka godzin przed przejazdem swoich celów natknęli się na siebie. Jak to spotkanie się potoczy? W końcu wszystko może się wydarzyć.


Info:
Spotykacie się w budynku i każdy z was ma podobny plan... poczekać na mniejszą liczbę niebieskich, napaść ich i dostać to, czego się chce. Opiszcie w spojlerze swój ekwipunek.
Piszecie po trzy posty na głowę, potem znowu ja.


avatar





Rosalie
Dezerter
GODNOŚĆ :
Rosalie Valeria Valentine, ale wszyscy wołają na nią Iskra


Powrót do góry Go down


Po oficjalnym sprzątnięciu poprzedniego dyktatora w tak zgrabny sposób, by mieszkańcy utopijnego miasta nie poczuli żadnego zaniepokojenia z tegoż tytułu poszło doprawdy całkiem gładko. Nowa władza zawsze wiązała się ze zmianami, które wydawały się nieuniknione, zwłaszcza pod wodzą dyktatury, w której główne skrzypce odgrywała jedna persona.
Roman Deveroux znajdował się w posiadaniu przepustki, lecz nie ominęło go w żadnym wypadku charakterystyczne rozczarowanie, gdy okazało się, że brakuje w niej najważniejszego — programu. Noszenie pustej przepustki, która widniała aktualnie na jego prawej ręce, okazywało się na dłuższą metę bardzo ryzykowne, jedyne co ratowało jego francuskie cztery litery to moc artefaktu, dzięki której z łatwością mieszał śmiertelnikom w umysłach, obracając ich wspomnienia w otchłań bezwartościowej niepamięci, której nie mogliby wobec niego wykorzystać.
Budynek, który wujek Fafnir obrał sobie za, jakoby najbardziej spełniający warunki miejsca obserwacyjnego. Nikogo nie powinien dziwić stan jego zniszczenia czy powybijane okna bądź ramy, które w miejscu szkła stanowiły puste, ziejące pustką oczodoły. Przyzwyczajony do ciemności, wyglądający przez jedno z nich ostrożnie niemal przytulony bokiem do ściany, usłyszał jakieś dźwięki z tyłu za sobą. Kiedy przekrzywił głowę w bok i jego spojrzenie zatrzymało się na ciemnej postaci, podejrzewał, że wie z kim może mieć do czynienia. Na Desperacji była jedna osoba, która mogłaby wykazywać się podobnymi ambicjami do jego.
Co ty tu robisz do cholery? Idź sobie stąd, zepsujesz cały mój plan — syknął cicho Francuz, gdy zorientował się, że wcale nie jest w opuszczonym budynku sam, uprzednio uważnie wypatrując Niebieskich, a ktoś się za nim przypałętał i to na dodatek nie byle kto. Nie dbał jakoś szczególnie o uprzejmą wymianę zdań okraszoną, choćby minimalną dawką flirtu, a już zwłaszcza z szaloną kobietą.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Zdecydowanie wojskowi nie mieli za grosz rozsądku wybierając sobie za dzień spotkania jeden z najgorętszych w sezonie, ale nie dziwiło to Malarii w żadnym wypadku. Gdy tylko jej informatorka połączyła ją z nerwowym głosem chłopca po drugiej stronie linii od razu wiedziała, że nie ma co liczyć na szybkie i proste rozwiązanie sprawy. Odświeżanie przepustki co kilkadziesiąt lat zawsze było drzazgą w ręce, z którą musiała się mierzyć. Przynajmniej miała ciągle w Desperackich skrytkach odpowiednie odzienia na te sytuacje, więc wędrowała do miejsca spotkania (które na szczęście Smerfy pozwolili wybrać) w szmacianych, bardzo luźnych spodniach z obniżonym kroczem, na których górę opadała typowej długości tunika z tego samego materiału. Na lewym ramieniu przypięty rzepami wisiał zgrabny pokrowiec z 3 ampułkami z igłą wypełnionymi trucizną, a głowę i pół twarzy chronił typowy dla ludzi pustyni szmaciany szal owinięty wokół głowy jak hidżab.
- Hah! Śmiem wątpić, że twój niedorozwinięty chromosom był w stanie wykształcić w tej pustej bani choćby i zalążki szarych komórek zdolnych do czegoś więcej poza bezsensownym podtrzymywaniem życia, Romanie. - Parsknęła ściągając nakrycie głowy w przyjemnym chłodzie cienia. Spojrzała ze zniecierpliwieniem na swój nieśmiertelny zegarek. - Byłabym bardziej skora uwierzyć w tą bzdurę za czasów świetności Alana Sartre, niż teraz.
Nie próbowała nawet ukrywać swojej irytacji tą niemiłą niespodzianką. Z gniewnie ściągniętymi brwiami zlustrowała wnętrze budynku, ale nie wydawał się być w żaden sposób napakowany pułapkami. Wróciła więc spojrzeniem do (na jego nieszczęście) mężczyzny i zbliżyła się na odległość ledwo metra.
- Z całego niezamieszkanego ekosystemu Desperacji musiałeś sobie wybrać akurat tą określoną czasoprzestrzeń na swoją egzystencję? Twój niedorzeczny “plan” - zaakcentowany powietrznymi cudzysłowami - nie może spełniać się gdzie indziej?


eQwipunek:
•Pieśń Sukkuba wiszący na szyi pod tuniką, między piersiami.
•Płaszcz Cienia częściowo opatulony wokół szyi i głowy jako właśnie taki hidżab a częściowo opadający na ramiona i plecy.
••• 3 ampułki z igłami pełne trucizny
••• 3 ampułki w kieszeni luźnych spodni pełne antidotum
•zegarek na lewej ręce
Ad. Ampułki - wykonane są z plastiku, więc nie mają prawa się stłuc, ani przebić ani nic.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Obecność tej kobiety i jej gadka zapewne wyprowadziłaby z grobu nawet najbardziej martwego trupa, sprowadzając go do żywych od razu wkurzonego i świadomego, że ktoś zakłóca mu spokój. Były fizyk nuklearny, który swoją właściwą dawno zapomnianą tożsamość pogrzebał w gruzach cywilizacji, wbił chłodne spojrzenie w swoją przymusową towarzyszkę. Zaśmiał się krótko, acz ironicznie, słysząc: za czasów świetności Alana Sartre — kto jak kto, ale Christiane była jedną z niewielu osób, które miałyby jawną czelność się tak do niego zwrócić, jakby sypiąc solą na rany, w oczekiwaniu aż te rozdrapane się otworzą. Mimo wszystko wiedziała w jaki punkt trafić, by nie spotkało się to z obojętnością, czy standardowym brakiem powagi ze strony wujaszka Fafnira w smoczej organizacji najemniczej.
Christiane, zawsze byłaś taką irytującą pindą, czy dopiero na przestrzeni minionych lat w efekcie zarażenia wirusem te szare komórki, o których lubisz rozprawiać, zdążyły na dobre u ciebie obumrzeć? — odpowiedział Fafnir, jak gdyby nigdy nic, a złośliwy półuśmiech pojawił się niemal w tym samym czasie. — Jeśli ładnie bym odszedł… To nawet na to nie licz, chociaż podejrzewam, że tobie również nie jest śpieszno do wyniesienia się stąd, czyż nie? Niech zgadnę… — W tym momencie rzucił okiem w miejsce, w którym powinni spodziewać się przybycia Niebieskich sługusów dyktatora, a następnie powrócił spojrzeniem do jasnowłosej kobiety. — Cel musimy mieć całkiem podobny, inaczej nie pojawiłabyś się tutaj bez odpowiedniego cynku. Wejdź mi w drogę, a przypomnę ci lata świetności Alana Sartre, jeśli zapomniałaś jak wygląda rywalizacja ze mną. — dodał wyzywająco Francuz z niebezpiecznym błyskiem w jasnoniebieskich oczach.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


ogłoszenie:
Na wznowienie misji daję czas do 3 czerwca, do godziny 20:00. Tematy, w których nikt nie napisał posta od miesiąca, trafią do archiwum.

Zgodnie z powyższą informacją przenoszę temat do archiwum.


— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
avatar





Arcanine
Wilczur     Poziom E

Powrót do góry Go down







Sponsored content

Powrót do góry Go down

Powrót do góry