Strona 1 z 2 1, 2  Next

Go down


Dom Jaguara

Pisanie by Gość on 23/11/2017, 01:51
Dom Jaguara znajduje się na skalistym zboczu, sześć metrów nad powierzchnią gruntu; ma on wymiar mniej więcej dwupiętrowego budynku. Prowadzi do niej kondygnacja złożona ze skał różnej wielkości, które ukształtowała się w charakterze stromych schodów, trudnych do zdobycia bez usprawnień rasowych bądź skrzydeł.
Wnętrze jaskini jest spowite przez ciemność. Nie dochodzi do niej praktycznie żadne światło. Jej lokator zadbał o to sumiennie. Idąc w głąb ciasnego, wyrytego w skale korytarza można nabawić się klaustrofobii, czy też zaplątać swoją twarz tudzież inne części ciała w lepką, pajęczą sieć lub skaleczyć sobie nogę o kanciastą powierzchnie, a także stracić zęby i stłuc sobie kolana na skutek konfrontacji z nią, kiedy stopa akurat natrafi na popękaną szczelinę. Tunel ma pięć metrów długości. Potem się poszerza i kształtuje w podłużną komnatę. Pokój Lachlana.
Unosi się w nim zapach stęchlizny, krwi i spalenizny, gdyż na środku pomieszczenia w chłodne dni jest rozpalane ognisko. Pod ścianą, w lewym rogu znajduje się legowisko jaguara, w którego skład wchodzą skóry upolowanej przez niego zwierzyny. Powierzchnia podłoża jest wygładzona, poplamiona przez wysuszone plamy krwi, którym przesiąkł kamień. Walają się po niej ubrania i kości. W drewnianej, spróchniałej od wilgoci skrzyni, usytuowanej nieopodal posłania, są pochowane łupy zgarnięte z grabieży i handlu.
Grota jest przesiąknięta wonią swojego właściciela. Im bliżej jego kryjówki, tym czuć ją intensywniej. Jest to spowodowane gęstym oddaniem moczu w jej najbliższym sąsiedztwie, którym Lachie zaznacza swoje terytorium. Tak jakby prowokował, zapraszał. Brakuje tylko złowrogiego napisu rodem z wycieczki do serca piekła.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Dom Jaguara

Pisanie by Gość on 25/1/2018, 20:47
Dnie zdawały się coraz krótsze, a noce trwały wieczność. Gdzieś na rozdrożach wszelkiej beznadziejności, na krańcu świata włóczyła się samotna klacz. Oczywiście to nie była zwykła klacz, dzikie konie zapewne już dawno temu wyginęły albo zmutowały w coś równie potwornego. Właściwie ona uważała siebie właśnie za takiego zmutowanego konia, zupełnie zapomniała kim tak naprawdę jest. Była coraz bliższa szaleństwa, straciła poczucie czasu. Stąpała swoimi kopytami po tej martwej ziemi od niechcenia, co było dosyć nietypowe jak na konia - w końcu te zwierzęta były znane z rytmicznego chodu. Ona wręcz włóczyła nogami, jakby miała w nich częściowy niedowład. Jej ważkowe skrzydła były spuszczone w dół, co sugerowało, że jest wyczerpana albo dotkliwie ranna, chociaż na jej ciele nie było tego zbytnio widać - w końcu wyglądała nieco jak zombie więc trudno było stwierdzić czy faktycznie jest w stanie agonalnym, czy to tylko zwykłe zmęczenie.
Łeb miała spuszczony, toteż jej pole widzenia było bardzo ograniczone. W końcu jednak podniosła swój łeb, aby rozejrzeć się po okolicy. Zawędrowała tutaj zupełnie przypadkiem, nie rozpoznawała tych terenów. Czy to jednak miało jakieś znaczenie? Przecież ona nie miała domu, wszędzie czuła się wyobcowana i samotna. Jej wzrok przykuło wejście do jaskini, stosunkowo znajdujące się wysoko, na skalistym zboczu. Nie była nigdy zbyt bystra toteż nie dostrzegła prowadzącej do niego ścieżki. Szczęście w nieszczęściu, że jednak została obdarzona skrzydłami, więc mogła do wnętrza schronu po prostu wlecieć. Zatrzepotała więc swoimi przezroczystymi, robaczymi skrzydłami niczym mucha i znalazła się po chwili przy wejściu. Wnętrze zdawało się pochłonięte przez otchłań, tak głębokiego mroku to dawno nie widziała. Długo wahała się aby przekroczyć próg groty, jednakże ostatecznie uczyniła to, z początku wsadzając tam tylko swój łeb. Nie miała zdolności widzenia w ciemności, więc nie mogła w żaden sposób ocenić co znajduje się w środku. Do jej nozdrzy docierał jedynie mocny zapach jakiegoś innego wymordowanego a także i spalenizny. Na pewno była przez kogoś zamieszkana, jednakże lokatora aktualnie chyba nie było w domu.
Po długim rozmyślaniu nad za i przeciw ostatecznie wlazła do ciemnego korytarza, a mrok spowił ją całkowicie. Właściwie nie przeszła tym korytarzem więcej niż trzech metrów kiedy już napotkała na jakąś przeszkodę w kompletnych ciemnościach - przywaliła swym majestatycznym, końskim łbem w jakąś wystającą z boku nierówność, pozbawiając się tym samym sporej ilości zębów. Wydała z siebie parsknięcie by następnie po prostu upaść na ziemię. Uznała, że nie ma co iść dalej, bo nie widziała kompletnie nic. Była wyczerpana i głodna. Poprawiła się więc nieco na tej kamiennej posadzce by ostatecznie zdecydować się na drzemkę. Czy było to mądre? Raczej nie, ale to miejsce mimo wszystko wydawało się dla niej bezpieczniejsze niż sypianie na samym środku pustkowia. A co jeśli przyjdzie lokator? Wtedy będzie się martwić... Teraz za bardzo pochłonęło ją zmęczenie.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Dom Jaguara

Pisanie by Gość on 28/1/2018, 18:27
Otarł wierzchem dłoni ulatującą ciurkiem po jego policzku krew, po zatopieniu kłów w ciepłym, bijającym w piersi organie. Po chwili wypluł jego fragment, jakby mu nie posmakował, z odruchem obrzydzenia. Funkcje życiowe, szamotającego się pod jego ciałem organizmu, ustały. Zmiażdżone przez silny ucisk gardło nie było zdolne do wytworzenia żadnego pisku, ani kwiku. Wypuścił go ze swoich objęć, wprost na poplamioną przez krew kępę pożółkłej i wydeptanej trawy. Z jego ust padło ciężkie westchnienie, niby to oznaka rozczarowania, która odcisnęła na chwilę piętno na jego twarzy, w postaci niezbyt atrakcyjnego grymasu.
Materiał postrzępionych spodni, luźno oplątujący jego kości biodrowe, zatrzepotał na wietrze i po chwili został rozerwany na strzępy, kiedy przekształcił się w dwumetrowego jaguara. Odbiwszy masywne łapy od ziemi, pobiegł w stronę swojej kryjówki, by ukryć się przed wschodzącym słońcem. Znajdując się w jej bliskim otoczeniu, wrócił do swojej bardziej humanoidalnej postaci, która pod względem anatomicznym nadal upodobniała go do zwierzęcia, niż tego, czym był przed laty, ukształtowany przez naturę, a czego wirus X na przestrzeni tysiąca lat go pozbawił. Napięte, kocie rysy twarzy rozluźniły się. Pociągnął nosem, wyłapując obcy zapis zapachowy w postaci nieznanej woni. Kichnął pod jej wpływem, jakby pyłki kurzu zagościły się w jego nozdrzach. Przez jego struny głosowe przecisnął się zwierzęcy, wściekły ryk. Intruz.
W szybkim tempie pokonał strome stopnie w formie mniejszych i większych skał, by znaleźć się na samym szycie, u wylocie jaskini. Zniknął w jej ciemnej otchłani, unikając każdą przeszkodę, znając ich rozmieszczenie na pamięć. Zatrzymał się nagle, natrafiąc na barykadę, stworzoną przez obcą obecność. Wzrok prześlizgnął się po pozbawionym akcji ruchowych ciele istoty. Słyszał szelest. Nie była martwa. Oddychała. Spała.
Jedna z nóg przemieściła się, naciskając na dłoń zmutowanego obiektu. Tej czynności towarzyszył trzask. Jedna z kości pękła pod ciężarem jego bosej stopy.  Poruszył ogonem, uderzając nim o pokryty pajęczynami niski sufit. Przykucnął, opierając cały ciężar ciała wyprostowany jak struna instrumentu kręgosłup. Na zakrwawionych ustach pojawił się parszywy uśmiech. Wplątał pazury w jej kosmyki, naruszając strukturę skóry na głowie, wbijając je boleśnie, ale nie głęboko, by nie narazić mózgu na uszkodzenia. Przycisnął wargi do jej skóry, na poziome narządu słuchowego.
—  Zgadnij kim jestem — wyszeptał gardłowo, wprost w małżowinę uszną. Oblizał płatek, by następnie wbić w niego kły, które z łatwością przebiły powłokę. Pociągnął nosem, czując zapach krwi. Z jego gardła wydobył się cichy, koci pomruk. Nieludzki dźwięk, do którego nie była przystosowana budowania krtani przedstawiciela gatunku homo sapiens. Przejechał językiem po ucho, zlizując z niego krople krwi. Przełknął ślinę, wraz metalicznym posmakiem posoki, w celu zabicia pragnienia. Wzmocnił uścisk na kosmykach i pchnął twarz swojej kolacji w dół, konfrontując boleśnie czoło z twardym podłożem. Nigdy nie słynął z gościnności.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Dom Jaguara

Pisanie by Gość on 29/1/2018, 11:53
Jak dużo głupich rzeczy zrobiła w swoim życiu? Zdecydowanie za dużo. czy była tego świadom? Zdecydowanie nie. Znalezienie się tutaj, w tej grocie było prawdopodobnie jednym z największych błędów jej życia i kto wie... Może nawet ostatnim. Sen opanował jej umysł na tyle mocno, że nie usłyszała kiedy do jaskini powrócił jej lokator. Zbudziła się dopiero kiedy ten był już przy niej, z pełnym arsenałem swojego zwierzęcego uzbrojenia.
Prawowity właściciel tego miejsca nie był gościnny, to było pewne. Otworzyła swe wyłupiaste ślepia gdy tylko poczuła ból wywołany jego sadystycznymi zachowaniami. Najzwyklej w świecie chciał ją rozszarpać, skonsumować. Raczej nie była zbyt apetyczna zważywszy na swoja dusząca aurę stęchlizny, jednakże nie takie poczwary przecież pełzały po tym świecie i też bywały pożerane. Kiedy jaguarowaty stwór złamał jej kość w jednej z nóg, wydała z siebie dziwny pisk, czy raczej bardziej parsknięcie bólu. Chciała poderwać się gwałtownie w górę, ale w tym czasie napastnik zabawiał się jej uchem, a wcześniej jeszcze poranił jej głowę, bawiąc się zapewne jej przetłuszczonymi, zielonymi kosmykami włosów. Strużki krwi spływały po jej końskim pysku i skapywały na kamienną posadzkę. Warto tutaj dodać, że jej krew była nieco inna niż standardowych śmiertelników, miała lekkie, zielone zabarwienie, a w smaku bardziej przypominała ostry szlam. Gdy usłyszała w swym uchu jego zimny głos, zadrżała jakby właśnie cała akcja działa się na lodowym pustkowiu. Chciała mu odpowiedzieć, otworzyła pysk, ale... Nic z niego się nie wydobyło. Zresztą, co mogła mu powiedzieć? No właśnie, milczenie raczej było lepszym rozwiązaniem w tej sytuacji.
Potem było już tylko gorzej, znacznie silniejszy od niej przeciwnik postanowił jeszcze dodatkowo przybić jej łeb do ziemi, od co by na pewno nie miała możliwości wstania. Z jedną złamaną nogą już i tak było to dostatecznie trudne. Postanowiła się jednak nie szarpać bo zdawała sobie sprawę, że nie ma szans z tajemniczym drapieżnikiem. Jedyne co jej pozostało to nadzieja, że po prostu nie zasmakuje ona mięsożercy. Miała paskudną krew i nadgniłe ciało, co tutaj apetycznego?





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Dom Jaguara

Pisanie by Gość on 2/2/2018, 23:15
Przełknął posokę kobiety, po czym splunął nią na jej włosy. Smakowała okropnie. Jak paliwo z metalicznym posmakiem. Potarł wierzchem dłoni usta, by pozbyć się z nich tego nieprzyjemnego posmaku i stanął obiema nogami na jej kręgosłupie, robiąc jej tym samym bolesny masaż nagimi stopami. Nie dawała się do roli kolacji, ani do jakiekolwiek konsumpcji. Była niedobra, zgniła, zepsuta.
Zadałem pytanie — warknął, niby to niecierpliwie, choć zły nastrój, który się pojawił, był raczej wynikiem pokrzyżowania mu planów przez złych smak Wymordowanej. Zeskoczył z niej z gracją, której powstydziłby się dachowiec i nachylił się nad jej pokiereszowaną sylwetką, łapiąc w palce zakrwawiony podbródek. Zacisnął na nim szpony, wżynając je pod skórę. Na jego parszywych wargach ukształtował się złowieszczy uśmiech. Przejechał paznokciem po linii  wysuniętej, końskiej szczęki. Chciał zobaczyć, jak strach wykrzywia jej szkaradne oblicze i paraliżuje jej mięśnie. Jak krztusi się własnymi łzami, połyka je, by zabić suchość w piekącym od krzyku gardle. Nie mógł jej zjeść, ale mógł ją sprzedać. Pani łowczyni w niebieskim mundurze będzie usatysfakcjonowana takim wynaturzonym stworem. Poklepał ją ojcowsko po policzku drugą dłonią, jakby chciał jej niewerbalnie przekazać „zaopiekuję się tobą”. Nawet puścił do niej oczko, wycierając krew z rany na czole. — Zapłaczesz dla mnie, dziecino — obiecał jej, łaskocząc obcą skórę ciepłym oddechem. Jego cuchnący odór bez wątpienia dotarł do jej nozdrzy. Zacisnął ponownie palce na zielonych kłakach i wyprostował się, ciągnąć za sobą bezbronne, połamane ciało, jak worek ziemniaków.

FABUŁA ZAMROŻONA NA OKRES NIEOBECNOŚCI ALABASTER.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Dom Jaguara

Pisanie by Gość on 23/4/2018, 01:32
Usta Jaguara rozciągły się w szerokim grymasie zadowolenia. Zerknął przez ramię na sylwetkę wtaczającego się do środka Shaya. Uderzył go ogonem w klatkę piersiową, gdy tylko znalazł się w dużym pomieszczeniu – ponurej grocie, która pełniła rolę mieszkania drapieżnika. Ciało sarny upadło na pokryte kurzem podłoże w obłoczku kurzu. Od ścian jaskini odbił się piękny, naturalny dźwięk łamanej kości; na skutek brutalnej konfrontacji z twardą skałą kark zwierzyny dokonał spektakularnego żywota, wyginając się pod rozpaczliwym kątem.
Masz pajęczynę we włosach — rzucił; Lis najwyraźniej nie umknął przed spotkaniem pierwszego stopnia z urokami nie posprzątanego, ciasnego korytarza. Podszedł do niej i zanurzył palce w czarnych kosmykach, strzepując z nich lepką w konstrukcji sieć, zlepioną z przetłuszczonymi kłakami. — Witam w moich skromnych progach. Rozgość się. — Potoczył spojrzeniem po swoich skromnych, czterech ścianach. Zapewne nie do takich luksusów przywykł Lis, mieszkając większość swoich dni w mieście. Nie był to odznaczony pięcioma gwiazdkami hotel z nienagannym, przyjemnym wystrojem. Na podłodze był wyłożony dywan kurzu ze śladami po zmutowanych piętach Jaguarach i dużo mniejszych, jakby ludzki. Nigdy nie sprzątał i rzadko miewał gości. Zaproszenie do jaskini mężczyznę było spontaniczną, może nieco nieprzemyślaną decyzją, ale miał pretekst, by go tu ściągnąć. Pretekst nazywał się Nobuyuki. Dawno nie widział tego spryciarza, a nadal nie spełnił swojej obietnicy o całodniowym maratonie.
Podszedł do swojego legowiska, który składał się głównie ze skór skonsumowanych przez niego istot i usadowił się na nim, jak król na tronie, opierając plecy o wilgotną, chłodną ścianę; była prawdziwym zbawieniem w starciu z prześlizgującym się po skórze skwarem dusznego poranka. Przyciągnął zwłoki sarny ku sobie. Były ciepłe, idealne do spożycia.
Wątróbkę? — Zerknął na Shaya z rozbawieniem. Wiedział, że Lis nie tolerował surowego pokarmu, więc z premedytacją podsuwał mu takowy pod nosem. — Możesz rozpalić ognisko — zasugerował po chwili. Palenisko dogasło już jakiś czas temu, ale w kącie pomieszczenia nadal można było odnaleźć kilka kawałków drewna na opał, z których Takahiro mógł śmiało skorzystać, jeśli miał takie życzenie.
Zanim Lachlan urwał kawał mięsa ze swojej kolacji, otworzył wieku jednej ze znajdujących się w pomieszczeniu skrzyni - odkąd dzielił przestrzeń z pasożytem, tą z najcenniejszą zawartością miał tuż przy sobie, w obawie, że jego lepkie rączki przykleją się do znajdujących się w niej przedmiotów. Wyjął z niej paczkę fajek i bez ostrzeżenia rzucił nią w kierunku Shaya. Wisiał mu parę szlugów. Wolał spłacać swoje długi, niż je posiadać.
Złapał sarnę za jedno z odnóżu i pociągnął za nią, wyrywając ją ze stawów razem ze skórą, ścięgnami i kośćmi. Z rany trysnęła krew wprost na jego twarz. Oblizał jej skrawki, do którego sięgał język i przełknął je w celu zabicia pragnienia. Przebyli długą drogę. Gdyby nie kapelusz Jaguara, który został porzucony nieopodal wejścia do grotu, słońce wtargnęłoby się do jego oczu i pozbawiłoby go wzroku na długie godziny. Nadal czuł jego gorąc przesuwający się po skrawkach skóry. Woń potu dobijał się do jego nozdrzy, ale od kilkuset lat przestał go drażnić. Przywykł, nie stojąc na straży własnej higieny osobistej.
Zacisnął zęby na fragmencie odnóża i przełknął je łapczywie, niemalże miażdżąc mięso i kości zębami. Pociągnął nosem. Jego ogon poruszył się niespokojnie. Nobuyuki właśnie przemierzał długi, prowadzący do groty tunel.


Ostatnio zmieniony przez Lachlan dnia 28/4/2018, 15:09, w całości zmieniany 1 raz





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Dom Jaguara

Pisanie by Shay on 28/4/2018, 14:19
Droga okazała się być długa i monotonna. Shay nadal odczuwał na swojej skórze skutki destrukcyjnej choroby, która sprawiała że powietrze ciążyło mu w płucach, a wydmuchiwany oddech był cięższy i nieco bardziej chrapliwy. Ranna kończyna również dołożyła swoje trzy grosze. Utykał na prawą nogę, a bandaż zdążył zabarwić się na ciemno-brunatny kolor.
 Wszedł do jaskini — jak do siebie — zaraz po właścicielu. Stanął  obok Lachlana, zupełnie go jednak ignorując. Nie pierwszy i nie ostatni raz. Rzucił wzorkiem na gołe, kamienne ściany i na wygasłe palenisko, w którym nadal znajdowały się kawałki wypalonego opału i szary żwir. Postąpił kilka kroków, ale ogon zwierza, rozproszył go. Zmarszczył nos, ale wtedy jaguar zaszczycił go swoim bestialskim, żarzącym spojrzeniem.
 Krótki komentarz i zbliżenie spowodowały, że gdy tylko mężczyzna przekroczył cienką sferę jego iluzyjnej prywatności, ten zawęszył w powietrzu jak pies, próbując wyłapać znajome wonie.
  — Rozgość się.
  — Taki miałem zamiar  — wyrzęził przez zaciśnięte usta, tylko na krótki moment utrzymując z nim kontakt wzrokowy. Był zmęczony, a krótka drzemka jaką pozwolił sobie uciąć w sekretnej norze dawała jednak wiele do życzenia. Kiedy był senny, był rozdrażniony, a kiedy był rozdrażniony, to najdrobniejsze rzeczy potrafiły zmusić jego paskudny pysk do przyjęcia wizualizacji odbitych grabi na czole.
 Musiał stwierdzić, że nie zwątpił w Lachlana. Miejsce, w którym postanowił rozbić swój ‘obóz’, był częścią ukrytego sarkofagu. W tym kawałku jaskini musiał miewać względny spokój od przybłęd i rabusiów. Sprytne.
  — Ciekawy sposób na celebrowanie zwycięstwa.
 Pomimo kąśliwego komentarza nie miał jednak ku temu żadnych obiekcji. Był głodny. Ślina napływała mu do pyska.
 Stanął przed jaguarem i zmierzył królewskiego skurczybyka wzrokiem. Doskonale zrozumiał przytyk. Lachie zdawał sobie sprawę z upodobań i preferencji Shaya, który teraz błądził zachłannie po ciele martwej łani. Jego wzrok był niemal pełen pożądania wobec jej soczystego mięsa, ale nie odwzorowywała to jego kamienna, niewzruszona twarz.
  — Potrzebuję czegoś co postawi mnie na nogi — skomentował obojętnie i chłodno, obracając się i niemal w ostatniej chwili złapał rzuconą w jego stronę paczkę fajek. Pochwycił ją tuż przy skroni. Dwoma palcami obleczonymi w skórzane rękawiczki. — Widzę, że rozumiemy się bez słów.
 Błysk w jego oku rozjaśnił się. Z automatu wyciągnął jednego szluga i wyciągnął zapałki. Odpalił papierosa, a żarząca się końcówkę drewna wrzucił w stos. Przez krótki moment patrzał jak delikatny płomień zdołał przeskoczyć na uschnięta gałąź. Zacisnął palce na fajce i zaciągnął się dymem w płuca. Potrzebował rozluźnienia. Jego mięśnie były napięte i sztywne, a zadane rany przez wykorzystaną moc pozostawiły po sobie nieprzyjemny słodko-gorzki posmak porażki. I choć nie powinien tak myśleć, bo widok zakrwawionej gęby tego małolata napadała go dziwną, psychopatyczną fascynacją, to sama kontrola umiejętności powoli zaczynała wymykać się spod kontroli. Zaczął się nad tym zastanawiać, kiedy stojąc tak obserwował powolny ruch pomarańczowej iskry.
 Zacisnął sztywne, zimne wargi na filtrze i ruszył w głąb jaguarowej kwatery. Szary bym raz po razy umykał spomiędzy filtra. Złapał palcami za spróchniałe palety i gałęzie, i wrzucił je w palenisko, które od momentu jego odejścia powiększyło się o jeden dodatkowy niewielki płomień. Przelotnie spoglądnął na Lachlana. W oczach zapalił się intuicyjny błysk.
  — Nie wpierdol jej całej. Ma starczyć również dla mnie.
 I choć w jego tonie pobrzmiewała nieprzyjemna nuta groźby, błysk złota odbijał się figlarnym, enigmatycznym błyskiem.
 Kiedy kolejna zapałka wpadła w płomień, Shay rozpiął swój ciężki, skórzany płaszcz. Zaczynało robić się tu ciepło. Rzucił przepocone ubranie gdzieś w bok, pozostając póki co w białej, pobrudzonej koszuli. Rozpiął pierwsze guziki od szyi.
 Usiadł na kamieniu w pobliżu płomienia, niedaleko Lachlana. Wciąż z fajką upchnięta między wargami ściągnął buty i podwinął nogawkę spodni. Rana nie wyglądała zbyt dobrze. Była opatrywana na szybko i podczas drogi przesunęła się odrobinę w dół.
  — Niecierpliwisz się — powiedział esencjonalnie, kiedy kolejny dym zabłądził przed nieogoloną gębą Takahiro. Palcami poprawiał już opatrunek. Nie spojrzał na właściciela kwatery. — Śmierdzi tu twoją niekonsekwentną fascynacją.
 Węch nigdy go nie kłamał. A tym bardziej teraz.




mowa: {#41344e} || kontrola: { #4a2020}
x I created a monster, a hell within my head x
avatar





Shay
Krupier     Opętany
GODNOŚĆ :
Takahiro 'Shay' Karasawa.


Powrót do góry Go down


Re: Dom Jaguara

Pisanie by Neely on 3/5/2018, 22:10
Pochorobowe osłabienie uderzyło go nagle, jakby wręcz czekało, by zaatakować w najmniej oczekiwanym momencie, w chwili, w której Neely miał coś do zrobienia. Piwnicę Shaya opuścił głównie dlatego, że nie chciał pokazać swojej słabości, zwłaszcza przy uprowadzonym członku psiej bandy. Yukimura nienawidził obnażać chwil swojej bezsilności przed innymi — zwykle starał się takowe zatajać, jak aktor na deskach teatru, który zmuszony jest improwizować, bo część roli wypadła mu z głowy.
Przez pewien czas łaził bez celu, próbując uporządkować myśli i wyzbyć się natrętnego, tępego bólu. Podmuchy wiatru momentami miotały jego sylwetką, w końcu uznał, że musi znaleźć sobie tymczasowe schronienie i po prostu odpocząć. Obolałe ciało potrzebowało zaledwie kilkunastu minut, by zregenerować się do takiego stopnia, by dalsza podróż przebiegła bez jakichkolwiek komplikacji. Okazało się, że dość szybko zawędrował w miejsce, w którym gdzieś między pousychanymi drzewami mógł osiąść na jednym z przewróconych pni i pozwolić sobie na krótki postój.
Chłodny wiatr przyjemnie orzeźwiał jego twarz, poruszając przy tym jasnymi kosmykami. Względna cisza pozwoliła uporządkować mu myśli i pozbyć się ich natłoku. Ciało odpoczywało, wkrótce miało być gotowe do dalszej drogi.
Neely wstał po kilku kolejnych minutach, obierając jeden z najoczywistszych celów podróży — Apogeum Desperacji. Nie miał pewności czy pokój, który niegdyś wynajął wraz z Lisem nadal był opłacony, ale doskonale wiedział, że czarnowłosy po zakończonej robocie ruszy właśnie do Melancholii, która stała się miejscem ich schadzek.
Droga oczywiście dłużyła się okropnie, ale na szczęście Kocur nie natrafił na żadne nieprzyjemności podczas pokonywania kolejnych metrów po splugawionych terenach Desperacji. Gdzieś w oddali niejednokrotnie słyszał zwierzęce okrzyki, które jedynie zachęcały go do przyspieszenia kroku i szybszego przebrnięcia przez kolejny etap podróży. Był ostrożny, omijał miejsca, w których potencjalnie ktoś mógł się znajdować.
Jego czujne oczy dostrzegły biały kształt wyróżniający się na tle szarawego, monotonnego krajobrazu. Ciekawość mimowolnie pchnęła go do przodu, nawet nie zdawał sobie sprawy, że gwałtownie przyspieszył.
Mrugnął szybko, a jasna kula przemieściła się w tym czasie o kilka metrów.
Mrugnął znowu — stworzonko stało tuż przed nim, wpatrując się w niego swoimi dużymi oczami.
Przetarł twarz dłonią — był pewien, że zna skądś tę istotkę...
Gwen.
Spojrzał na małego krosomaka, uśmiechając się delikatnie — doskonale wiedział dlaczego tu był, oddalał się od swojej właścicielki tylko w momentach, w których pełnił funkcję łącznika dla bliższych.
Natychmiast kucnął przy puchatej kulce, głaszcząc ją czule po łebku. Drugą dłonią w międzyczasie odczepił skromny kawałek papieru. Przeczytał prędko zawartość listu.
Delikatny uśmiech znacznie poszerzył się, odsłaniając zwierzęce zęby.
Już wiedział dokąd zmierza.
Zmienił kurs i ruszył w dalszą drogę.

***

Podróż zapewne była długa i (jak się okazało) dość męcząca — mięśnie znów miał obolałe, ale przynajmniej masa niepotrzebnych myśli nie zaprzątała mu już głowy. Zastanawiał się tylko, czy aby na pewno zna jeszcze drogę do jaskini, w której osiedlił się Lachlan, w końcu dawno jej nie odwiedzał. Gdzieś w drodze nawiedziła go pewna niepokojąca myśl — miał spotkać dwóch swoich kochanków, w tym jednego teraźniejszego... jak powinien się zachowywać, co mógł przynieść ten wieczór? Z pewnością wiele, gdyby nieczyste myśli któregoś z nich zawisłyby w powietrzu, opuściłyby głowy w postaci słów. Był ciekawy jak potoczy się to spotkanie, choć z pewnością miał też swoje obawy, które skrzętnie skrywał.
Okazało się, że odnalezienie jaskini Jaguara nie było takie trudne — trudniejsza była bowiem wspinaczka po skałach, by dostać się na górę, do wejścia.
Prawie zapomniałem, że samo wdrapywanie się tutaj jest cholernie męczące — powiedział sam do siebie, wzdychając przy tym — doskonale wiedział co go czeka. Mimo wszystko nie ociągał się, dość sprawnie ułożył pierwszą z dłoni na jednej ze skał, podobnie postąpił z drugą. Wspinał się jak prawdziwy dachowiec, z nieco przymrużonymi oczami, by jakieś skalne pyłki przypadkiem ich nie podrażniły. Po kilku minutach był tuż przy wejściu.
Charakterystyczny zapach moczu właściciela terenu stał się bardziej wyczuwalny, intensywniejszy. Neely odetchnął ciężej, a potem wszedł do ciemnego tunelu. Kroki stawiał powoli, by przypadkiem nie przewrócić się (choć tunel sam w sobie i tak był małych rozmiarów), a rękę miał uniesioną na wysokość twarzy, żeby móc odgarniać zwisające pajęczyny, które lubiły przyczepiać się do jego włosów i skóry.
Mieszanka ostrych zapachów uderzyła go, choć powinien być do niej przyzwyczajony. Stawiał ostatnie kroki, zaczynał coś widzieć, wyłaniając się z wcześniejszych ciemności. Po kilkunastu sekundach wparował do kwatery Lachlana, wciąż na ugiętych nogach. Rozejrzał się szybko, od razu dostrzegając dwie, znajome sobie sylwetki. Uśmiechnął się głupkowato, pozbywając się części lepkich pajęczyn, które wplątały się między jasne kosmyki.
Nic nie mówcie, nawet nie wiecie jak długo tu szedłem... — wyszeptał, oddychając ciężko, jakby chciał im pokazać, że naprawdę się zmęczył, że wcale nie żartuje, choć zapewne to i tak była jedna z jego aktorskich zagrywek. Czerwone ślepia od razu odnalazły twarz Shaya, potem twarz Lachlana. Brzoskwiniowe usta wykrzywiły się w uśmiechu. — Nic mnie nie obchodzi, moje nogi potrzebują odpoczynku, bo jeszcze chwila, a zacznę się czołgać. Lachie, będziesz musiał się podsunąć, lubię mieć miękko pod tyłkiem — dodał, żwawo wymijając ognisko i zajmując miejsce tuż obok właściciela groty, na jednej z rozłożonych skór. Z jednej strony miał Lachlana, z drugiej Karasawę — czuł się jak między młotem a kowadłem, ale zrobił to celowo, z pełną swobodą.
Zajęliście się tym dzieciakiem? — zapytał, zerkając na jednego, później drugiego. — Takahiro? — Przekrzywił łeb w bok, spoglądając na jego ranną nogę.
W szkarłatnych ślepiach zatańczyły płomienie.



TRZEBA BYĆ TWARDYM, ŻEBY ŻYĆ NA TYM ŚWIECIE; NIEWAŻNE CZY SZCZERZYSZ KŁY W UŚMIECHU,
PRAWDZIWYM GNIEWIE, CZY ZE STRACHU, MUSISZ BYĆ GOTOWY SPEŁNIĆ GROŹBĘ.
avatar





Neely
Opętany
GODNOŚĆ :
Yukimura Nobuyuki, choć znany jest również pod pseudonimem — Neely.


Powrót do góry Go down


Re: Dom Jaguara

Pisanie by Gość on 5/5/2018, 15:31
Lachlan nie obawiał się, że Shay w jakikolwiek sposób wykorzysta informacje o położeniu jego skromnych czterech ścian przeciwko niemu – po prostu nigdy nie nadarzyła się okazja, by to uczynić, zbyt pochłonięci własnymi sprawami. Jednak nareszcie nadeszła się ku temu odpowiednia pora. Przyprowadził go w śmierdzące odmęty jaskini, która pod żadnym względem nie spełniała norm społecznych traktujących o godnych warunkach do życia, ale na szczęście tropiciel nie miał zbyt wiele wspólnego z godnością i z higieną.
Z uwagą i rozbawieniem śledził relacje króla kłamstw, niezbyt przejęty początkowo krzywym grymasem górującym na jego zarośniętej mordzie. Ot, konsumował łapczywie swoją zdobycz, by zaspokoić pierwszy, silny głód. Z zaangażowaniem jadł skórę, mięso, a nawet pomniejsze kości, nie przejmując się, że któraś z nich może w wbić się boleśnie w przełyk i zabrudzić krwią gardło, zadławić, a nawet doprowadzić do uderzenia własną posokę. Jego budowa nie przypominała już zbyt ludzkiej, być może właśnie dlatego głos, którym się posługiwał był zniekształcony, nie zawsze zrozumiały, czasem utrudniający komunikacje, ale nie traktował tej patologicznej zmiany jako źródła problemu.
Śmierdzi tu twoją niekonsekwentną fascynacją.
Nie powinno cię to dziwić. — Prowokacyjne spojrzenie zatrzymało się na sylwetce Lisa, gdy na chwilę przestał targać zębami kolejną kończynę łani. — Nie trudno stracić rozum w obliczu tego zapachu — powiedział, kładąc nacisk na przedostatnie słowo. Od wielu miesięcy podejrzewał Karasawę o romans z Nobyukiem, a skoro zerwał ze swoją reputacją hetero, Kocur musiał im zdrowo wstrząsnąć i trudno się temu dziwić.
Przejechał po zębach językiem i polizał skąpane we krwi i tłuszczu wargi. Wtem do pomieszczenia wślizgnął się powód niekonsekwentnej fascynacji Jaguara. Nagły przypływ gorąca oblał jego ciało, kumulując się w podbrzuszu, a po chwili z gardła uleciał cichy, przeciągły pomruk. Bezbiałkowe ślepia objęły pociągającą sylwetkę spojrzeniem. Nic a nic się nie zmienił - nadal umiał wcielić się w różne rolę. Przejechał dłonią po kroczu.
Próbujesz wzbudzić we mnie litość, Nobyuki? — zapytał, ale jego głos był jeszcze bardziej zniekształcony niż dotychczas, bo otóż jednocześnie przeżuwał i mówił, a gdy otworzył usta poczuł jak uleciała z niego jucha i popłynęła stróżką po krzywiźnie szczęki. Wreszcie przełknął kęs i wykrzywił pokrwawione ust w uśmiechu, ale nie zaprotestował, kiedy jego tron został naruszony przez obce pośladki, jakby właśnie tego się spodziewał. Zanim jeszcze Neely wyminął ognisko, poklepał jedną ze skór obok siebie, by dać mu do zrozumienia, że przystaje na jego wygórowane wymagania, a kiedy faktycznie zajął to miejsce, w oczach Jaguara pojawił się niezdrowy błysk. Zdecydowanie wolał konfrontować rękę z jego zgrabnym tyłkiem, niżeli twardymi, stęchłymi skórami, które służyły mu głównie za legowisko, ale taktownie powstrzymał się od takiego swawolnego gestu, przynajmniej tymczasowo, chociaż zachowanie wstrzemięźliwości przychodziło mu z niewysłowionym trudem. Pochłaniał go wzrokiem, jak drapieżnik, który zwęszył ofiarę. Woń Nobu intensywnie zakradła się do jego nosa, tylko trochę zagłuszona przez zapach spożywanego przez niego truchła i potu, jednak nie chciał znaleźć sobie w Lisie wroga. Lubił go. Był jedną z niewielu osób obdarzonych przez niego sympatią, na której wpływ nie miało roznegliżowane ciało, ani pożądanie.
Miłość Takahiro do dzieci przepełniła mnie wzruszeniem, kiedy zalał plecy Shiona benzyną — orzekł Lachlan, posługując się wyczuwalną drwina, gdy przejechał wzrokiem po zranionej sylwetce wspomnianego mężczyzny, ale nie powiedział nic więcej na temat porzuconego w rozpadzie i rozpaczy Shiona. Poniekąd przepełniała go irytacja - nie pisnął ani słowem o lokalizacji kryjówki, mimo iż próby wyłudzenia z niego takowych były owocne w zaspokojenia sadystycznych skłonności jednego i drugiego kata, stąd też więcej było w tym wszystkim rozbawienia niż zdenerwowania. — Z niecierpliwością wyczekuję odpowiedzi psiej sfory — dodał po chwili i znów zatopił zęby w świeżym mięsie, z nikłą nadzieję, że kundle jednak uratują skomlącego szczeniaka i nie pozwolą mu zdechnąć w piwnicy na całkowitym bezludzi. Polubił determinacje w jego oczach, chociaż każda próba przeżycia była niemym proszeniem się o zagładę, niemniej jednak zasłużył sobie na taki los, chociaż nadal tliło się w nim wrażenie, że potraktowali go zbyt łagodnie, niżeli powinni to uczynić.
Zerknął wymownie w kierunku Kocura, sugestywnie kręcąc łbem. Miał mu wiele do powiedzenia. Ich relacja była niewyczerpalnym źródłem tematów i z ledwością gryzł się w język przed opisaniem mu tragedii zdrajcy, który zapewne nadal tkwił w piwnicy, wykrwawiając się na śmierć, ale wolał być w tym wyręczony przez Shaya, sam skupiwszy się na zapełnieniu żołądek, zanim puść nieco pary z ust. Musiał pomyśleć, jak to rozegrać i zawładnąć Kocurem, by Shay nie poczuł zawodu, ale nigdy nie był imponującym strategiem – brał, co chciał bez przesadnych subtelności.
Częstujcie się. Jeszcze ciepła — rzucił pomiędzy jednym, a drugim gryzem, jakby reklamował bułki w piekarni.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Dom Jaguara

Pisanie by Shay on 12/5/2018, 14:49
"Nie trudno stracić rozum w obliczu tego zapachu"
  Shay spoglądnął na Lachlana. Na moment wydawało się, że barki skamieniały mu, pomimo luźnej panującej atmosfery. Trybiki w mózgu zaczęły przeskakiwać i pracować na pełnych obrotach. Pojawienie się Yukimury zawsze niosło ze sobą jakieś komplikacje. Niektóre mieściły się w określeniach ‘zamęt’, inne w nazewnictwie ‘Sodoma i Gomora’. Ale to spotkanie miało kompletnie inne podłoże perturbacjii. Kiedy tylko nozdrza Shaya wyczuły zbliżającą się ostrą, charakterystyczną woń, mężczyzna podniósł wzrok, pewien, że dzikość, zwierzęcych tęczówek osiądzie na sylwetce kuweciarza — i tak też się stało. Bystrze wychwycił wzrok kocura, kiedy ten zatrzymał się na jego sylwetce, a później na postaci rozleniwionego Lachlana, który pławił się w krwi sączącej ze zdobyczy. Te drgnięcie warg kocura, zmusiło drapieżnika do zwężenia źrenic. Patrzył na tę scenę z kamiennym wyrazem twarzy i trwał tak przez chwilę. Potem powrócił do swojej roboty ignorując fakt, że białowłosy przemknął blisko ogniska i usiadł na wyścielonym miejscu tuż przy jaguarze.
  Takahiro zacisnął filtr wargami i zaciągnął się trującym dymem. Odwiązał kawałek materiału, aby przewiązać go ponownie, w tym czasie wysłuchując ich wymiany zdań. Wydawał się być jednak niewzruszony. Nawet czarne lisie uszy postawione na sztorc w jego czarnych, sztywnych włosach nie obracały się w kierunku dźwięku. Skupiały się na wejściu, jakby miał ktoś zaraz się w nich pojawić. Może nawet wspomniana sfora.
  — Prawdopodobnie nie żyje — skwitował krótko, wcale na nich nie patrząc. Kiedy zawiązał stary materiał wokół uda wyprostował się w siadzie i złapał palcami fajkę, aby strzepnąć popiół na brudną ziemię, a potem ponownie wepchnąć sobie skręta w usta. Znów zagościło w nim to chore rozdrażnienie. Nie potrafiło przejść mu przez usta, że nie zdobyli żadnych informacji po za dziecinną mapą, jaką im narysował. — Krew przywołuje drapieżniki. Cała ta klitka stała się pokojem do odtańczenia danse macabre. Nie zamierzał współpracować.
  Upuścił papierosa ziemię i przygniótł go stopą. Wstał z kamienia i spoglądnął na nich zagadkowo. Doskonale zdawał sobie sprawę, że sfora zdecyduje się na odwet. Wisiało to nad ich głowami jak kowadło na lichej linie — musiało kiedyś spaść na łeb.
  — Nawet jeśli jakimś cudem go uratują, gówniarz nie powie nawet złamanego zdania. To wciąż daje nam czas.
  Jedna nogawka spodni Shaya była podciągnięta do kolana (odsłaniała na nowo zawinięty opatrunek), druga standardowo sięgała kostki. Buty leżały niedaleko kamienia przy którym je ściągnął. Chłód bijący z kwarcowej podsadzki był cholernie relaksujący, w porównaniu z atmosferą jaką potrafił wyczuć jego zwierzęcy nos. Zwęszył, jakby w powietrzu znajdował się interesujący go aromat. Był to jednak odór fascynacji i skrywanego pożądania. Zwierzęce instynkty od wieków interesowały ludzi, a teraz kiedy stał się potworem, doskonale rozumiał ich mechanikę. Była prosta i klarowna. Budziła dominację.
  Skierował kroki w stronę Nobuyukiego i Lachlana. Palenisko zamigotało za plecami Takahiro oświetlając jego wysoką sylwetkę i obsypując ją iskrami trzaskającego ognia. Odchylił głowę, a jego nieogolony pysk ukazał cień tłumionego rozbawienia. Powieki jednak były zmrożone, a złoto jakie błyskało spod niewyspanej skóry mroziło krew w żyłach.
  — Nie tylko ja jestem marnym kandydatem na ojca. Lachlan też nie może pochwalić się ręką do dzieci. Może dlatego jeszcze z nikim się nie związał.
  Tu zerknął na Yukimurę, a błysk w oku lisa, mógł świadczyć, że zdążył prześwietlić go na wylot i to zniknięcie z piwnicy nadal tkwi mu w głowie jak żelazna kula w mózgu. Uzbrojona w pazury łapa sięgnęła uda sarny i siłując się z Lachlanem, pozbawił korpus jednej z kończyn. Krew bryznęła w kierunku Lachie'go i Yukimury, polała się też na stopy Karasawy i na podsadzkę, ale tym wydawał się zbytnio nie przejąć. Wciąż pobrzmiewało mu w głowie stwierdzenie kwieciarza i po prostu nie dawało mu ono spokoju.
  — Żaden nie wspominał mi o waszej zażyłej przyjaźni. Chętnie posłucham tej tandety zanim zdecyduję się upić — wykrzywił złośliwie usta, w których krył się arogancki uśmieszek.
  Kiedy obrócił się bokiem uraczył ich ostatnim krótkim spojrzeniem. Twardym i stanowczym — Lachlana. Później omiatał Yukimurę. Z profilu wyglądał nieco starzej. Wyczerpanie, choroba i marne warunki nie dostarczały mu receptury młodości. Szorstkie policzki i brudne włosy, a gdzieś w tym wszystkim czujny, cwany błysk wymieszany z łajdackim, fałszywym uśmiechem.
  Obrócił się ponownie w kierunku paleniska, sięgnął po kij i ułamał go na pół o zdrowe kolano, aby badyl nie był zbyt długi. Pomimo iż odezwał się w ich kierunku niesamowicie frywolnie i szczeniacko, jego uwaga podwoiła się. Sam nie wiedział po jaką cholerę ciało reagowało tak zawzięcie. Rozdrażnienie oblało jego wargi, kiedy oboje mogli dojrzeć już tylko jego plecy. Nabił mięso na patyk i wytarł ubrudzoną krwią dłoń w spodnie. Kolejna plama posoki odnalazła swoje miejsce wśród krwi należących do wcześniejszych ofiar. W tym również Shiona.



mowa: {#41344e} || kontrola: { #4a2020}
x I created a monster, a hell within my head x
avatar





Shay
Krupier     Opętany
GODNOŚĆ :
Takahiro 'Shay' Karasawa.


Powrót do góry Go down


Re: Dom Jaguara

Pisanie by Neely on 6/6/2018, 22:26
„Próbujesz wzbudzić we mnie litość, Nobuyuki?”
Spojrzał na niego z intrygującym błyskiem w szkarłatnych ślepiach, by następnie obnażyć przydługie kły w dość przyjaznym i jednocześnie przyjemnym w odbiorze uśmiechu. Oczywiście nie miał zamiaru wzbudzać niczyjej litości — jego plan był zupełnie inny. Nad odpowiedzią na zadane przez Lachlana pytanie nie zastanawiał się zbyt długo, jakby tę już dawno miał przyszykowaną.
Litość? — powtórzył, a usta wygięły mu się w jeszcze szerszym uśmiechu, odsłaniającym kilka kolejnych, zwierzęcych zębów. — Próbowałem nakłonić któregoś z Was do wymasowania moich obolałych, strudzonych podróżą nóg. Nie bawię się w wydobywanie z innych współczucia, które wyparowało wieki temu, albo którego nigdy nie było — powiedział spokojnie, będąc niesamowicie pewnym wypowiadanych przez siebie słów. Nawet nie potrafił sobie wyobrazić Lachlana, okazującego komukolwiek litość. W Desperacji mało kto był zdolny do wykrzesania z siebie czegoś podobnego — świat zmieniał się na gorsze, a jego mieszkańcy razem z nim.
Neely czuł się trochę nieswojo, aczkolwiek nie dawał tego po sobie poznać — w dalszym ciągu uśmiechał się silnie, siedząc na w miarę miękkich skórach. Udawał wyluzowanego, choć w rzeczywistości obawiał się przebiegu tego spotkania — niecodziennie dochodziło do konfrontacji osób z jego przeszłości z osobami z teraźniejszości. Niczego nie mógł być pewny.
„Miłość Takahiro do dzieci przepełniła mnie wzruszeniem, kiedy zalał plecy Shiona benzyną.”
Zaśmiał się bezdźwięcznie, spoglądając na zarośniętą mordę Shaya, który trzymał między zębami fajkę. Momentami miał wrażenie, że od mieszaniny zapachów jaką zastał w tym miejscu zaczyna mieć zawroty głowy. Na początku miał problem z przywyknięciem do intensywnego swądu moczu, teraz do jego nozdrzy zakradał się tytoniowy dym. Mimowolnie zmarszczył nos, nabierając powietrza ustami. Skupił się na sylwetce Lisa, spokojnie wyczekując krótkiego sprawozdania.
„Nie zamierzał współpracować.”
Fuknął coś niewyraźnie, a kącik jego ust zadrżał niebezpiecznie.
Można się było tego spodziewać, te Kundle takie są, choć myślałem, że młodego uda się złamać. No trudno, przynajmniej dostał za swoje. Zdrajcy to najgorsze ścierwo jakie chodzi po tej ziemi. — Szczęki same mu się zacisnęły, a wargi rozchyliły się chwilowo ukazując zębiska.
„(...) gówniarz nie powie nawet złamanego zdania.”
Przechylił łeb w bok, jakby oczekiwał wyjaśnień. Ale nie dopytywał, nie obchodził go los tego dzieciaka, najważniejsze było to, że dostał nauczkę. Przez moment żałował, że sam się tym nie zajął, że własnoręcznie nie połamał mu którejś z kości lub nie poharatał jego ciała jakimś pordzewiałym ostrzem.
„Częstujcie się.”
Spojrzał na Lachiego, kiwając łbem.
Z wielką chęcią — powiedział, choć zanim zdecydował się sięgnąć po którąś z części upolowanej sarny spojrzał na Takahiro, który poruszył kwestię, której Yukimura nie chciał rozwijać. Przez chwilę poczuł się przyciśnięty plecami do muru, wiedział jednak, że musi wyjść z tej sytuacji z twarzą. Zerknął w stronę Karasawy, potem spojrzał na dawnego kochanka, by ostatecznie powrócić wzrokiem do czarnowłosego.
Lachlan pomógł mi wdrożyć się w Desperację, uratował mi życie. Przypadkiem, ale uratował — wyjaśnił krótko, przyglądając się temu, jak Shay urywa łani jedną z kończyn. Nie zareagował, gdy krople krwi chlusnęły mu na ubranie. Neely odprowadził Lisa wzrokiem, a potem zwrócił się w stronę właściciela jaskini. Spojrzał również na martwe zwierzę, zastanawiając się który płat mięsa zaatakować.
Bez jakiegokolwiek ostrzeżenia chwycił kończynę sarny i szarpnął ją mocno, aż było słychać chrzęst kości. Wspomógł się drugą ręką, a następnie szarpnął znowu. Udało się. Szkarłat zalał jego spodnie, gdy położył zdobycz na własnych udach. Szybkimi ruchami zaczął przygotowywać mięso do podsmażenia na ogniu — najpierw wbił swoje twarde, ostro zakończone paznokcie pod skórę, chcąc się jej pozbyć. Pod pazury Neely'ego dość szybko dostała się krew, która poplamiła również jego dłonie — udało mu się jednak odseparować skórę od mięsa. Zadowolony z siebie wstał prędko i wymijając Lachlana podszedł do paleniska, a następnie usiadł obok niego, skierowawszy się w stronę Karasawy. Złapał za kopyto zwierzęcej kończyny, a udo zaczął osmażać nad ogniskiem.
W CATS zaczyna się robić nieciekawie — zaczął poważnie, celowo zmieniając również temat rozmów. — Przywódca zrobił się bardziej nerwowy i zaczyna świrować. Wszystko przez to, że DOGS odbiło tego więźnia. Czas najwyższy się od nich odciąć.



TRZEBA BYĆ TWARDYM, ŻEBY ŻYĆ NA TYM ŚWIECIE; NIEWAŻNE CZY SZCZERZYSZ KŁY W UŚMIECHU,
PRAWDZIWYM GNIEWIE, CZY ZE STRACHU, MUSISZ BYĆ GOTOWY SPEŁNIĆ GROŹBĘ.
avatar





Neely
Opętany
GODNOŚĆ :
Yukimura Nobuyuki, choć znany jest również pod pseudonimem — Neely.


Powrót do góry Go down


Re: Dom Jaguara

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Powrót do góry