Strona 11 z 11 Previous  1, 2, 3 ... 9, 10, 11

Go down





Re: Dolina Pisanie by Veles on 24/5/2018, 00:30
    
I tak oto wydawać się mogło, jakoby Hamaliel dokonał wyboru cokolwiek słusznego. Anioł uśmiechnął się ni to do siebie ni to do ducha, gdy nie odczuł na sobie samym żadnych negatywnych skutków spożycia zawartości fiolki. Osłonił jednak oczy ramieniem, gdy tylko rozpętało się to… To dziwne zjawisko. Nie podejrzewał, że coś jeszcze w czasie tej przygody nawet przelotnie tym mianem określi, a jednak! Tak też anioł przyglądał się z zadowoleniem po chwili, jak łańcuchy puściły zupełnie.
 – Jako stróż, a przede wszystkim jako anioł, winienem dbać o dobro innych. Wyzwolenie cię było czystą przyjemnością, mój drogi – Odparł uprzejmie anioł, uśmiechnąwszy się w sposób sugerujący, jakoby zaraz miał się rozpłakać ze szczęścia. Dotknęło go silnie, że dusza tak miłej osoby była tu uwięziona. Fiolkę przyjął bez pytań, skinąwszy głową i przybrawszy nieco poważniejszą minę.
 – Jestem dozgonnie wdzięczny za twoją pomoc, jakichkolwiek skutków dla mnie by nie poniosła Odpowiedział prawie wcale nie płaczliwie. – Mam nadzieję, że zaznasz spokoju i że wam wszystkim się uda – Dodał pokrzepiająco, kręcąc fiolką niby koneser kieliszkiem z jakimś wybornym trunkiem, po czym uniósł ją do ust i wypił zawartość, nie zawahawszy się. Byli o rzut beretem od ukończenia — głęboko w to wierzył!
avatar
Veles

Anioł Stróż






GODNOŚĆ :
Vel.

Liczba postów :
60


Powrót do góry Go down





Re: Dolina Pisanie by Admin on 24/5/2018, 00:30
    
The member 'Veles' has done the following action : Dices roll


'Kostka6' : 4
avatar
Admin







Liczba postów :
822


Powrót do góry Go down





Re: Dolina Pisanie by Hersha on 27/5/2018, 17:31
    
/o nie, przegapiwszy termin D: Jak... przepraszam D:/

Kolejne istnienie zostało zakończone. Nieważne, czy stworzenie chciało ich zabić czy też nie. Nieważne czym było owe stworzenie. Hersha i tak nie czuł się z tym najlepiej. Pomimo braku jakiekolwiek śladu po wężu, anioł i tak odmówił w duchu modlitwę za spokój jego duszy. Tyle mu się należało. Miał nadzieję, że jeżeli kiedykolwiek przyjdzie mu ponownie się narodzić, to tym razem jego życie będzie spokojniejsze.
Odwrócił głowę i spojrzał na leżącego Ravena, chcąc sprawdzić oględnie jego stan. Żył. A to było najważniejsze. Następnie jego spojrzenie przekierowało się na wejście, gdzie reszta aniołów zniknęła. Długo jeszcze? Miał nadzieję, że tamci powrócą w o wiele lepszym stanie, niż Raven. Uniósł głowę, spoglądając w niebo. Ile to czasu już minęło? Wnet zapewne będzie się ściemniać. Desperacja w nocy bywała naprawdę niebezpieczna.



"Only even when the pain feels, I held to the unfulfilled desire"

Theme
avatar
Hersha

Dowódca Zastępu






GODNOŚĆ :
Hersha. Ten, który przynosi śmierć.

Liczba postów :
230


Powrót do góry Go down





Re: Dolina Pisanie by Karyuudo on 30/5/2018, 00:49
    
Kek
Hersha, Veles, Lilo, Raven, Absinthium | Poziom Średni+
Cel: Przejęcie Doliny na rzecz utworzenia w niej Azylu
"Drzewa umierają stojąc."

Hersha

Tyle rzeczy się już wydarzyło, tyle przeszkód spadło pod nogi Bojowego, tyle ciężaru spoczęło na barkach jego i tyle zmartwień krążyło wokół niego niby drozdy wypatrujące nowych, świeżych ofiar do nabicia na ostre, śmiertelne ciernie. A mimo tego, gdy spojrzał w niebo po szybkim sprawdzeniu stanu Ravena, to przekonać się mógł, iż... słońce nie ruszyło się praktycznie z miejsca. W dalszym ciągu utrzymywało się w tej samej pozycji, w niezmiennym punkcie, ogłaszając w miejscu tutejszym chłodnawy, ozdobiony delikatnym szronem poranek. Nie wznosiło się wyżej po sklepieniu błękitnym, nie wędrowało po nim w swój typowy, standardowy sposób, jak gdyby ktoś lub coś przybiło je do nieboskłonu gwoździem niewidzialnym, długim i światy zakrzywiającym. Południe nie zdawało się nadchodzić, tym bardziej wieczór oraz noc, zamykając tutejszych Skrzydlatych w przestrzeni zdominowanej przez późny świt.

Nim porozmyślać mógł nad zjawiskiem tym magicznym i niepokojącym; nim zadziałać mógł w stronę uczynienia z tym czegokolwiek; nim ruszył się z miejsca chociażby o krok marny i ulotny, kątem oka dane mu było ujrzeć postać pojawiającą się znikąd kilka metrów na prawo od niego. Człowiek przygarbiony, w niebiesko-żółte, lekkie szaty przyodziany, z kapturem, którego cień skrywał twarz jego i pozwalał zobaczyć wyłącznie pomarszczoną brodę, z ciężkimi i stalowymi łańcuchami przewijającymi się przez całą jego sylwetkę - aż dziwnym było, że mógł się w jakikolwiek sposób poruszać. Persona ta zbliżyła się do Anioła ciężkimi, mozolnymi krokami, dłonie mając spętane za plecami i przemawiając ochrypłym, niskim głosem po zatrzymaniu się w odległości paru stóp Hershy.
- Krew niewinnych splamiła te ziemie, malując je czernią okrutną i duszącą. Przyjmij, proszę, moją ofiarę, ażeby oczyścić je chociaż trochę. - To powiedziawszy, klęknął on na ziemi i przechylił się do przodu, wystawiając się na potencjalny atak, odsłaniając kark i wyczekując na decyzję Skrzydlatego.


Veles

- Powodzenia, więc - rzekł przyodziany w biały kitel, zanikający w oczach Anioła mężczyzna tuż przed wypiciem przez Velesa zawartości chwyconej przez niego fiolki. Przez moment nic się nie działo, lecz wtem świat zawirował dookoła Skrzydlatego gwałtownie oraz nagle, szybko i chaotycznie, rozbrzmiewając setką i tysiącem, i milion poplątanych, pomieszanych słów oraz wyrazów. Niczym burza makabryczna z grzmotami odległymi kręcił się wszechświat wokół Anioła, okrążał go niby drapieżnik morderczy i ryczący, i warczący z jadowitą wściekłością. Wtem kolory poczęły się ujednolicać, splatać w złote i purpurowe pioruny, migoczące i błyszczące, i rozsiewające wewnątrz głębokich cieni gromady rozpływających się wolno gwiazd. Dźwięki napierające na Velesa z każdej strony także zlały się w jeden wielki, ogromny harmider, z którego wnętrza nie sposób było cokolwiek wyciągnąć, wyszarpać i pojąć. Wszystko to nie trwało chwilę czy sekundę przelotną, a moment się dłużący i ciągnący niby w nieskończoność, ażeby w końcu uspokoić się stopniowo, kroczek po kroczku.

I kiedy świat wokół niego wreszcie łaskawie stanął, Skrzydlaty dostrzec mógł, iż znajduje się wewnątrz wypełnionego bogactwami skarbca; komnaty wyłożonej po same brzegi klejnotami, górami sypkiego słota, poskładanymi ślicznie jedwabiami, przeróżnymi błyskotkami zdobionymi i artefaktami o niewiadomym pochodzeniu. Pośród tego wszystkiego przemykał jak sarna pod wpływem kofeiny i energetyka jednocześnie chłopiec młodziutki, może dziesięcioletni, o kudłach koloru letniego zboża, ubrany w słonecznej barwy yukatę, z łańcuchami owiniętymi wokół pasa i łzami spływającymi po półprzeźroczystych, zarumienionych policzkach. Szafirowe, wilgotne oczka jego zwrócił się na moment chwiejny ku Skrzydlatemu, z ust wypłynęły wyrazy niezrozumiałe i obce, rączki pomachały chaotycznie ku ogromnemu, obramowanemu złotem lustru, które to zawieszone jest pod sufitem na czterech srebrzystych linach i chwieje się niespiesznie to w prawo, to w lewo. Gdy Anioł spojrzy raz jeszcze na przemykającego po pokoju, niezatrzymującego się duszka - a raczej duszę uwięzioną, skrępowaną, przybitą do tegoż miejsca - to zobaczy, że ten próbuje co jakiś czas - kiedy tylko ma okazję - doskoczyć bezskutecznie do wspomnianego lustra, próbując musnąć powierzchnię jego w dół skierowaną paluszkami, lecz nie potrafiąc tego dokonać.


Lilo

Dziewczę zdesperowane i zrozpaczone, ze świeżą iskierką życia rozbłyskającą w ślepkach - aczkolwiek nie była to pozytywna nuta, dobra czy przyjemna, wręcz przeciwnie - wpatrywała się w Lil bez najmniejszego, pojedynczego nawet mrugnięcia. Po pierwszej nieudanej próbie podniesienia się na nogi nie próbowała już ponownie, miast tego wychylając się ku Anielicy jak najbardziej tylko mogła i niemalże wpychając w jej dłonie sztylet kryształowy. Uśmiech Lil spłynął po niej niby krople deszczu po szybie, z kolei słowa Skrzydlatej wywołały u niewiasty niekontrolowane zdawać by się mogło, gwałtowne wzdrygnięcie się. Przez chwilę milczała, jakby w nadziei, iż pierwszy od dawien dawna gość zapomni o zadanych przez siebie pytaniach i spełni jej wcześniejszą, rozpaczliwą prośbę. Nie doczekawszy się tego, jednakże, dziewczynka skuliła się widocznie w sobie - oczka jej opustoszały jak za dotknięciem magicznej różdżki, płomyk desperackiej nadziei zgasł niby wichurą zdmuchnięty - i przytuliła na powrót cyjanową broń do klatki piersiowej.

- Dusza i ciało rozdzielone, lecz dalej połączone. Dusza utknięta, z niemożnością ciała dotknięcia, zaś ciało Pieczęcią straszliwą obciążone - odezwała się w końcu malutka istotka, odwracając wreszcie wzrok od Anielicy i raz jeszcze spoglądając na swoją drugą, pogrążoną we śnie i cielesną połówkę. Jedna z półprzeźroczystych, drobnych rączek wyciągnięta została ku blademu, zimnemu policzkowi, zatrzymując się centymetr od niego i nie mogąc "przebić się" dalej przez niewidzialną, niemożliwą do złamania barierę. - Niemożliwe do złączenia, jedno drugie wiążące, przeklęte i gorzkniejące - wyszeptała ze zdewastowanym wyrazem twarzy dziewczynka, a dłoń jej uprzednio wyciągnięta opadła na chudziutkie kolana bez życia i energii. - Wolną pragnę być, uwolnić się od ciężaru łaknę. - Ślepka, dwie szklane kule prośbą niemą i błagalną wypełnione, zwróciły się znowu ku Lil, zaś paluszki zakleszczone na rękojeści sztyletu zacisnęły się na niej jeszcze mocniej oraz silniej. Desperacko.

(Dodatkowe) Informacje:
  • Warunki na powierzchni: chłodno (około 2 stopnia Celsjusza), lekki wiaterek, słońce jest w położeniu mniej więcej ósmej godziny.
  • Warunki pod ziemią: zimnawo (około -5 stopni Celsjusza), brak wiatru.
  • Veles - Niezrozumienie Mowy na 4 fabuły.
  • Termin odpisów: 03.06.18r.





MGowy temat - Jeśli prowadzę Ci misję, warto się z nim zaznajomić.
avatar
Karyuudo

Dezerter






GODNOŚĆ :
Karyuudo

Liczba postów :
510


Powrót do góry Go down





Re: Dolina Pisanie by Liselotte on 30/5/2018, 02:30
    
Przenosiła wzrok to na złożone na marmurze ciało, to na zrozpaczonego ducha dziewczynki. Serce się krajało na sam ten widok, a co dopiero kiedy usłyszało się o jej tragicznej sytuacji. Tym trudniejsza zdawała się perspektywa zakończenia cierpień młodziutkiej duszy, oddzielonej od swojej fizycznej formy, jednak związanej z nią nadal w klątwie. Podczas podróży przez podziemne korytarze i poszczególne komnaty Lise zdążyła już się przekonać, że to chore miejsce wymaga od nich nie tylko poświęceń, ale też czynów ekstremalnych i w normalnych warunkach absolutnie niedopuszczalnych. Ciężko było przyjąć na siebie takie brzemię; była w stu procentach przekonana, że bez względu na swoją ostateczną decyzję, nigdy nie zapomni oblicza tej dziewczynki i zadania, jakie ta zjawa przed nią postawiła. Jeśli zaś zgodzi się wykonać jej prośbę, przez wieczność będzie się zastanawiać nad tym, czy na pewno nie było innej drogi... czy naprawdę zrobiła absolutnie wszystko, by znaleźć mniej radykalne rozwiązanie. Obecna próba była o wiele trudniejsza, niż zadanie postawione przed anielicą w czerwonym pomieszczeniu, a pierwszy test z maszyną losująca wydawał się dziecinną zabawą. Choć Merricks nie była z natury nerwową osobą, z sekundy na sekundę napięcie dawało jej się coraz bardziej we znaki. Rozpaczliwie próbowała wymyślić cokolwiek, co mogłoby odwrócić straszliwą konieczność. Niestety, nic nie przychodziło jej do głowy. Jeśli jej doświadczenia z poprzednich prób były słusznie wyciągniętymi wnioskami, nie istniała żadna opcja awaryjna, żaden plan B.
Unikając wzroku ducha, spojrzała na jego cielesną powłokę i jak w transie dotknęła bladej dłoni. Jej własne lekko drżały, czego już nie była w stanie opanować. Zacisnęła wargi, próbując pozbierać się w sobie, jednak nie przyniosło to żadnych skutków.
- Czy... czujesz to, co się dzieje z tym ciałem? Dotyk, ból? - zapytała na wpół szeptem. Bała się odpowiedzi twierdzącej, momentami stała na skraju paniki, jednak musiała wiedzieć. Ostatkiem sił powstrzymywała się od krzyku i płaczu. Miała ochotę wrzasnąć na to miejsce, zacisnąć pięści i wygarnąć klątwie, że zdecydowanie przeholowała. Dać szlaban i postawić do kąta, żeby przemyślała swoje zachowanie. Gdyby tylko to było takie proste!


:
avatar
Liselotte

Anioł






GODNOŚĆ :
Liselotte Margaret Merricks

Liczba postów :
4017


Powrót do góry Go down





Re: Dolina Pisanie by Veles on 2/6/2018, 19:01
    
Jeszcze więcej świateł, głosów, chaosu, przez które stróż osłonił znowu twarz i zacisnął mocno powieki, ale przez które w końcu znalazł się u kresu prób. Pozostała ostatnia o ile się nie mylił, więc trzeba było już tylko ją przejść. Znalazł się w jakiejś komnacie, tak przepełnioną przepychem, że aż wstyd było mu w niej stać. Jego wzrok namierzył małego chłopca, poruszającego się niesamowicie szybko, natomiast po niewielkim czasie anioł wychwycił również to chwiejące się lustro. Nie zrozumiał ni słowa z chłopięcej opowieści, jednak sposób, w jaki niby mówił o lustrze wskazywał na to, że ono jest kluczem.
 Przyjrzał się lustru i łańcuchom, chcąc cokolwiek z nich wychwycić, jakieś szczegóły. Może, gdyby były na wyciągnięcie jego dłoni (a należy przyznać, że Wołos do wysokich należy), zdołałby poluzować nożem oczka łańcuchów? Może zdołałby chwycić chłopca i go podnieść? Albo zatrząść pomieszczeniem, by lustro spadło? Ostatnia opcja brzmiała niebezpiecznie, ale gdyby wyszło, że lustro jest za wysoko by mógł go sięgnąć, to zdecyduje się właśnie na ten krok.
avatar
Veles

Anioł Stróż






GODNOŚĆ :
Vel.

Liczba postów :
60


Powrót do góry Go down





Re: Dolina Pisanie by Hersha on 3/6/2018, 21:17
    
Nie poruszył się, chociaż zachował wszelaką ostrożność. Dzisiejszego dnia zbyt wiele dziwów zawitało, by mógł nawet pozornie normalną osobę wziąć za bezbronną. Nie zaatakował go jednak, ani też nie założył z góry, że ten ma niecne zamiary. Czekał zatem. Czekał na jego pierwszy ruch, gotowy do jakiegokolwiek ewentualnego ataku z jego strony. Ten na całe szczęście jednak nie nastąpił. A przynajmniej póki co.
Nieznajomy wyglądał mizernie, jakby lada moment miał się złamać pod ciężarem życia. Hersha nie ukrywał, że zrobiło mu się go najzwyczajniej w świecie żal. Chciał wyciągnąć dłoń, położyć ją na jego głowie i zapewnić, że nie musi się bać. Ale musiał zwalczyć w sobie tę potrzebę. Gdyby to zrobił... przyniósłby ze sobą jedynie cierpienie.
- Wstań, przyjacielu. - głos miał cichy, spokojny. Nie było w nim ani krzty złości czy też innej negatywnej emocji. Tylko i wyłącznie spokój.
- Najważniejszym jest, byś zrozumiał swe grzechy i za nie żałował. Nasz Ojciec przebacza wszystkim, jeżeli tylko znajdą w swym sercu jasność. Dlatego też nie obawiaj się. Nie chce twej śmierci. - powiedział, obdarzając go delikatnym uśmiechem.



"Only even when the pain feels, I held to the unfulfilled desire"

Theme
avatar
Hersha

Dowódca Zastępu






GODNOŚĆ :
Hersha. Ten, który przynosi śmierć.

Liczba postów :
230


Powrót do góry Go down





Re: Dolina Pisanie by Karyuudo on 13/6/2018, 12:43
    
Kek
Hersha, Veles, Lilo, Raven, Absinthium | Poziom Średni+
Cel: Przejęcie Doliny na rzecz utworzenia w niej Azylu
"Drzewa umierają stojąc."

Hersha

Ostrożność w żal się przeistoczyła, kiedy to potencjalny przeciwnik - wróg możliwy, acz inny od potworności, jakie napadły wcześniej na ostrożnego Bojowego - okazał się personą przez tutejsze ziemie uwięzioną, pokiereszowaną i kark swój na ścięcie przez Anioła wystawiającą. Klęcząc na gruncie twardym oraz chłodem zaściełanym, osoba ta tajemnicza oraz nieznajoma, lecz marnie i mizernie przy tym się prezentująca oczekiwała na wyrok swój ze strony stojącego przed nim Hershi. Ten, bez krztyny złości czy wrogości lśniących w spokojnych oczach, zdecydował się nie przeprowadzać egzekucji na spodziewającej się tego duszy, miast tego nakazując jej wstać i informując ją o tym, że nie łaknie jej śmierci. Przez moment chwiejny oraz bezgłośnie tykający nic się nie działo, lecz wtem nieruchoma, zastygła niby posąg postać zachichotała tonem złamanym, gorzkim oraz pozbawionym jakiejkolwiek wesołości.

- Martwym jestem już od dawien dawna, Aniele, zaś obawiam się jedynie przedłużenia obecnej męki - przemówił, unosząc odrobinę swą zakapturzoną głowę i najprawdopodobniej, jako że oczu jego nie było widać, przenosząc spojrzenie swe nieco wyżej. Sylwetka jego mignęła, poczęła rozmazywać się stopniowo i stosunkowo szybko, podczas gdy łańcuchy zacieśnił się wokół niej jeszcze silniej, jeszcze mocniej i dosadniej. - Mam nadzieję, że będziesz mógł wybaczyć sobie swą decyzję - dodał mężczyzna z uśmiechem smutkiem naznaczonym, tuż po ostatnim wyrazie rozpływając się w żółto-niebieską, znikającą chwilę później mgłę. Cisza zapanowała w okolicy tej, przerywana jedynie szumem znajdujących się tu roślin i psotnego, lekkiego wiaterku.

Cisza ta nie trwała jednak długo.


Veles

Mimo niezrozumienia słów biegającego po wypełnionym bogactwem pomieszczeniu chłopca, Veles nie zraził się ani odrobinę i począł zastanawiać się nad rozwiązaniem tutejszej, co najmniej dziwnej sytuacji. Uwaga jego zwróciła się w szczególności ku lustru zawieszonemu pod sufitem, jako że dzieciątko szalejące po skarbcu co i rusz próbowało bez większego skutku dosięgnąć jego gładkiej, chłodnej powierzchni. Raz za razem podskakiwało rozpaczliwie z wyciągniętą ku przedmiotowi temu dłonią, starając się musnąć chociażby opuszkami palców jego odbijającej, szydzącej z jego starań nawierzchni. Stróż łaknął wpierw ściągnąć lustro na dół, odczepić je od sklepienia i tym samym zniżyć je do poziomu, na jakim zdolny był operować łkający, rozpaczający chłopiec. Nie było to jednak możliwe, ponieważ Veles także nie był na tyle wysoki, aby złapać za nieszczęsne narzędzie tortur tutejszego młodzieńca - brakowało mu kilkudziesięciu dobrych centymetrów, ażeby to uczynić. Plan B okazał się o wiele bardziej skuteczny, polegając najzwyczajniej w świecie na podniesieniu półprzeźroczystej persony i zagwarantowaniu jej tym samym dosięgnięcia dyndającego pod sufitem lustra.

Ustawiwszy się w odpowiednim miejscu i właściwej pozycji, Skrzydlaty począł wyczekiwać na najlepszy moment do pochwycenia chłopca i uniesieniu go ku sklepieniu. Ten, dojrzawszy zamiary niespodziewanego oraz życzliwego gościa, wykrzyknął coś niezrozumiałego i natychmiast zmienił kurs biegu tak, ażeby jak najszybciej dopaść do Velesa. Sekundę ledwo później ramiona Stróża pełne były wierzgającego się dziko, wiercącego duszka, który w chaotycznych i niemalże nieskładnych ruchach wdrapał mu się na ramiona oraz zaraz zręcznie od nich w górę odbił. Drobne, dziecięce dłonie sięgnęły ku gładkiej, zimnawej powierzchni, wreszcie, wreszcie, dotykając jej i... wtapiając się w nią aż po połowę chudziutkich łokci. Aniołowi nie dane było ujrzeć, co stało się później, jako że po raz kolejny oślepił go błysk mocny i nagły, złotem oraz topazową barwą nasycony, któremu towarzyszył świst przeciągły, gwiżdżący, prawie że ogłuszający.

Pomiędzy błyskiem tym niemiłosiernym a kojącą, uśmierzającą kłucie w ślepiach ciemnością, Velesowi mignął przed oczyma widok wbitej w kamienną, pionową ścianę rzeźby kryształowej. Figura ta krwawiła słoneczną mazią - tak jak i poprzednie jej podobne, różniąc się tylko kolorem posoki - i popękana była tak straszliwie, że aż dziwnym był fakt, iż jeszcze się kompletnie i całkowicie nie rozpadła. W następnym momencie - po mrugnięciu pojedynczym - Skrzydlatemu zostały po ostatnich wydarzeniach wyłącznie mroczki tańczące na granicach wzroku, pozwalając mu zaobserwować to, że znajduje się na zewnątrz; że stoi na trawie marnej i wysuszonej; że skórę muska mu wiaterek leciutki i chłodem tknięty; że jakieś trzy metry przed nim dalej trwa dzielnie na posterunku swym Hersha.


Lilo

Podziemna przygoda rozpoczęła się stosunkowo niewinnie, stawiając grupkę Aniołów przed niepozornym, zależnym od szczęścia wyzwaniem polegającym wyłącznie na pociąganiu za wajchę hazardowej maszyny. Prędko jednak przekonali się, iż zagwozdki oraz próby zalegające niesamowitym ciężarem w katakumbach tych swoistych nie należą do najłatwiejszych czy najprzyjemniejszych, zrzucając na nich coraz to nowsze, gorzkie i nieprzyjemne brzemienia. Lil postawiona została obecnie przed chyba najgorszym dla niej i najmakabryczniejszym zadaniem, poprzednie we wspomnieniach ułagadzając i znosząc do poziomu niemalże nieszkodliwego, mało co znaczącego. Wiele przeróżnych, przeplatających się emocji zagościło w jej sercu, kiedy tak trwała przy rozdzielonym dziewczęciu i starała się wymyślić jakiekolwiek inne rozwiązanie dla postawionego przed nią problemu. A raczej prośby, rozpaczliwie wypowiedzianej i prawie że wepchniętej jej w ręce pod postacią kryształowego, niewątpliwie ostrego sztyletu przytulanego aktualnie do klatki piersiowej drobnej, półprzeźroczystej niewiasty.

Sapnięcie rozbrzmiało w komnacie w większości pustej, kiedy to Skrzydlata dotknęła materialnej, cielesnej dłoni płytko oddychającej, pogrążonej we śnie osóbki. Oczka zaszklone i łzy nieustannie rodzące rozszerzył się widocznie w szoku oraz niedowierzaniu, podczas gdy piękna, cyjanowa broń wyślizgnęła się niemalże z luźnego nagle uścisku drobnych, odrętwiałych z głębokiego zaskoczenia paluszków duszyczki.
- Echo blade, ledwo odczuwalne - wyszeptała po ciągnącej się chwili niewiasta uwięziona, przykuta do tegoż pomieszczenia. Jej dolna warga zadrgała, z gardła wyrwał się szloch niekontrolowany, lecz jednocześnie z tym jej usteczka naznaczył uśmiech delikatny i rozpaczliwą wdzięcznością tknięty. - Dawno już... - Przerwała, przełknęła, po czym odetchnęła drżąco. - Czuć będę pogłos tego, co stanie się z mym ciałem, jednakże jest to cena warta efektu końcowego. Poza tym - jedna z półprzeźroczystych, trzymających dotąd oręż dłoni dotknęła przedramienia Lil w jakby pocieszającym, dodającym otuchy geście. - będzie to trwać tylko moment, prawda? - Nadzieja i błaganie zalęgnięte w tych słowach były cięższe, niż cokolwiek innego, co znajdowało się w tych mrocznych, okrutnych podziemiach.

(Dodatkowe) Informacje:
  • Warunki na powierzchni: chłodno (około 2 stopnia Celsjusza), lekki wiaterek, słońce jest w położeniu mniej więcej ósmej godziny.
  • Warunki pod ziemią: zimnawo (około -5 stopni Celsjusza), brak wiatru.
  • Veles - Niezrozumienie Mowy na 4 wątki.
  • Przepraszam za opóźnienie :c
  • Termin odpisów: --- (Jako że dwie osoby mają urlop i najpewniej jest to też ostatnia kolejka, to macie bez terminu)





MGowy temat - Jeśli prowadzę Ci misję, warto się z nim zaznajomić.
avatar
Karyuudo

Dezerter






GODNOŚĆ :
Karyuudo

Liczba postów :
510


Powrót do góry Go down





Re: Dolina Pisanie by Hersha on 21/6/2018, 21:33
    
Nie odpowiedział na jego słowa. Wpatrywał się w niego ze spokojem wymalowanym na twarzy. Co prawda nie do końca pojmował o co mu chodzi i wewnętrznie czuł rozdarcie, czy aby na pewno podjął najwłaściwszą opcję, ale przecież nie byłby w stanie nikogo skrzywdzić. Był aniołem. Mógł osądzać ale też pomagał wracać zagubionym owieczką na właściwą drogę. Jeżeli grzesznik dostatecznie pokutował, to nawet i on mógł odnaleźć zbawienie. Tak brzmiały nauki Kreatora, ich Ojca. Wciąż je pamiętał, choć Jego samego już od dawna nie było.
Odetchnął cicho pod nosem, kiedy na powrót został sam z nieprzytomnym Ravenem. Wzrok bezwiednie przemknął po jego nieprzytomnej sylwetce, ale wtem dostrzegł kogoś innego. Serce uradowało się, kiedy ujrzał Valesa, całego i żywego.
- Nic ci nie jest? - zapytał cicho, ale nie ruszył się z miejsca. Nie, nie mógł sobie na to pozwolić. Jego moc wciąż była aktywna.



"Only even when the pain feels, I held to the unfulfilled desire"

Theme
avatar
Hersha

Dowódca Zastępu






GODNOŚĆ :
Hersha. Ten, który przynosi śmierć.

Liczba postów :
230


Powrót do góry Go down





Re: Dolina Pisanie by Sponsored content
    

Sponsored content








Powrót do góry Go down

Strona 11 z 11 Previous  1, 2, 3 ... 9, 10, 11

Powrót do góry

- Similar topics

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach